Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03/18/19 in Posts

  1. 2 points
    Trzy komentarze i wszystkie dotyczące nie treści artykułu, tylko domniemanego wyznania podejrzanego i na tej podstawie podważające jego polskość. Bo Polak to oczywiście tylko i wyłącznie biały katolik słuchający Chopina. Może i nawet imię Aaron określa go jako żyda, ale sam najprawdopodobniej uważał się za Polaka, zapewne wynika to z dokumentów imigracyjnych. Tym bardziej to jest istotne, że właśnie wtedy ona nie istniała. Chyba nawet panowie nie przeczytali artykułu do końca, bo wynika z niego, że wcale nawet nie jest pewne, czy chusta będąca dowodem pochodzi właśnie z miejsca przestępstwa, a wynik przeprowadzonego badania co najwyżej może wykluczyć jakiegoś podejrzanego, a nie potwierdzić, że to właśnie ten konkretny, ponieważ opiera się jedynie na badaniu mitochondrialnego DNA.
  2. 1 point
    ??? Wtrącę się i pomogę nadać sens wspomaganiu się witaminą K, a nie będę grzebał po Pubmedzie, bo Ktoś już to zrobił: https://slawomirambroziak.pl/w-zdrowym-ciele/k2-mniejsze-ryzyko-zgonu/ https://slawomirambroziak.pl/w-zdrowym-ciele/witamina-k-lekiem-na-raka/ https://slawomirambroziak.pl/w-zdrowym-ciele/k2-witamina-prostaty/ I co z tego? Czekać , aż medycyna umieści je w farmakopei i będą dostępne jedynie na receptę?
  3. 1 point
    Poniższa wiadomość to nasz żart primaaprilisowy Nie rozumiemy tych danych. Jedyna możliwa interpretacja jest niemożliwa, mówi Chris LaMotta z Jet Propulsion Laboratory. LaMotta jest głównym nawigatorem programu Voyager 2 i od kilku tygodni pewien problem spędza mu sen z powiek. Na początku lutego do JPL zaczęły spływać dane świadczące o tym, że Voyager 2... zmienia kurs. Wszystkie amerykańskie sondy wysłane w dalsze rejony kosmosu korzystają z anten Deep Space Network (DSN). Anteny wysyłają sygnał do sondy, ta je odbiera i odpowiada. Docierająca odpowiedź jest nieco przesunięta w stosunku do częstotliwości sygnału wysłanego. Obliczenia różnicy pozwalają z dużą dokładnością określić odległość i prędkość sondy względem anten. Dzięki niezwykle dokładnym zegarom atomowym prędkość sond można mierzyć z dokładnością do 0,005 milimetra na sekundę, a ich odległość z dokładnością do 3 metrów. Natomiast kwestie trajektorii lotu rozwiązuje się za pomocą inercyjnego systemu koordynacyjnego, który wykorzystuje siatkę nałożoną na Układ Słoneczny, która jest ustawiona względem gwiazd w tle. Centrum siatki stanowi centrum masy Układu Słonecznego. Wszystkie te pomiary razem pozwalają na bardzo precyzyjne określenie położenia sondy względem anten, zatem, znając dokładne położenie anten DSN można określić dokładne położenie Voyagera. Tutaj należy uwzględnić też efemerydę Ziemi, czyli jej położenie względem centrum masy Układu Słonecznego. To jest znane z dokładnością do 0,5 kilometra. Trasę obu Voyagerów obliczono już wiele lat temu. Co jakiś czas wprowadzamy korekty do tych obliczeń. Poza tym raz na kilka tygodni na wszelki wypadek sprawdzamy, czy trasa pokrywa się z wyliczeniami, mów LaMotta. Niewielkie odchylenia kursu są czymś normalnym i spodziewanym. Gdy na początku lutego okazało się, że Voyager 2 zszedł z kursu bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, grupa LaMotty początkowo przypuszczała, że pomyliła się w obliczeniach. Koledzy z innych zespołów zaczęli żartować, że Obcy porwali Voyagera. Na stołówce nie dawali nam spokoju, wspomina jeden z ludzi LaMotty, Greg Papadopoulos. Kolejne wyliczenia pokazywały jednak, że Voyager leci inną trasą niż powinien. Powołany ad hoc zespół inżynierów sprawdził wszystkie urządzenia naziemne i okazało się, że działają prawidłowo. Sprawdzono nawet anteny DSN, mimo że inne korzystające z nich sondy nie wykazywały żadnych anomalii. Żaden z instrumentów Voyagera 2 nie zanotował niczego, co wskazywałoby na wpływ jakiegokolwiek znanego zjawiska fizycznego, które mogło zmienić kurs sondy. Eksperci z JPL poprosili o pomoc specjalistów z wielu amerykańskich instytucji naukowych oraz z Europejskiej Agencji Kosmicznej i Japońskiej Agencji Kosmicznej. Dotychczas nikt nie potrafi wyjaśnić, co dzieje się z Voyagerem. W najbliższy czwartek w JPL ma odbyć się spotkanie z udziałem wszystkich żyjących jeszcze inżynierów i naukowców, którzy brali udział w przygotowywaniu Voyagera i w pierwszych latach jego misji. Od czasu zauważenia problemów JPL codziennie sprawdza trasę Voyagera. Dane są coraz bardziej dziwne. To wygląda tak, jakby Voyager zawracał, mówi zaskoczony LaMotta.   « powrót do artykułu
  4. 1 point
    @Zmarzlaki Czlowiek nie ryba i ciepło ma czerpać z termogenezy a nie z otoczenia. Może więcej jeść (białka!), tym bardziej, że Wasze BMI ma rezerwy. TEF ( Thermogenic Effects of Food ) dla białek wynosi około 20 – 30%, TEF “pełno strawnych” węglowodanów (skrobia, glukoza, fruktoza, sacharoza) wynosi około 7-10% Tłuszcze: TEF tłuszczy jest wyjątkowo niski, wynosi zaledwie 2-3% Wysoki TEF białka znaczy, że jego obróbka przez organizm jest energochłonna, czego skutkiem ubocznym jest wydzielanie ciepła.
  5. 1 point
    @ bea Na pocieszenie: dawniej w dworach i pałacach za normalną temperaturę w zimie uznawano 10oR (12o C)
  6. 1 point
    Ok. Wieczór już dosyć późny... Oddziaływania hadron<->hadron, chyba najlepszy skrót tematu, jaki znam: http://www.physnet.org/modules/pdf_modules/m280.pdf Ciśnienie wewnątrz protonu: https://arxiv.org/pdf/1810.07589.pdf Wychodzi 10x większe niż wewnątrz gwiazdy neutronowej.
  7. 1 point
    Hmm... no chyba właśnie tak*, bo wygląda mi na to, że Ci się QCD z chemią kwantową conieco popierniczyła (albo powiatraczyła). Ale na pocieszenie: https://nonsa.pl/wiki/Co_ma_piernik_do_wiatraka A bardziej serio - publikacja w przygotowaniu. Tutaj: https://www.google.com/url?sa=t&amp;rct=j&amp;q=&amp;esrc=s&amp;source=web&amp;cd=4&amp;cad=rja&amp;uact=8&amp;ved=2ahUKEwjMr7jyl6vhAhXPmIsKHfHYBaEQFjADegQIAhAC&amp;url=http%3A%2F%2Fmoriond.in2p3.fr%2FQCD%2F2019%2FTuesdayMorning%2FSkwarnicki.pptx&amp;usg=AOvVaw1GVkVBUhjX8UGDMqvvt6F6 trochę slajdów, a tu: https://arxiv.org/pdf/1507.03414.pdf kilka zdań o pentakwarku z 2015.
  8. 1 point
    Odpowiedzi można podawać zarówno liczbą, jak i słownie. Nie ma żadnego pytania o Maszę i Niedźwiedzia (ale do pytania o kreskówkę faktycznie dopisałem podpowiedź). Co do Googlowego Captcha nie mamy na to żadnego wpływu, sam nieraz trafiam na złośliwość ich skryptu i po wiele razy z rzędu muszę szukać rowerów czy autobusów. Jeśli masz problem z Captcha, to wystarczy, że się zalogujesz do Gmaila, zwykle wówczas nie trzeba nic rozwiązywać.
  9. 1 point
    No to chyba jeszcze nie jesteś stracona Ruch i siedzenie można bardzo łatwo połączyć (taka superpozycja stanów ) - możesz spróbować tego: https://www.google.com/search?client=ubuntu&amp;hs=IF2&amp;channel=fs&amp;ei=Q8afXOiAGa34qwGSyqbIDA&amp;q=ćwiczenia+izometryczne&amp;oq=cwiczenia+iz&amp;gs_l=psy-ab.1.0.0l10.33456.42779..56734...9.0..0.98.1702.25......0....1..gws-wiz.....0..0i71j0i131i67j0i67j0i131j0i10j0i10i30j0i13j0i13i30j0i13i5i30j0i8i13i30.dEagYgGD3qg Napisałem, że "bardzo łatwo", ale... no właśnie, bo trzeba się nauczyć, co niektórym osobom sprawia trochę problemów. Jest to łatwe, kiedy wykorzystuje się jakiś opór - krzesło, drugą rękę itp. ale wtedy trudno jednocześnie ćwiczyć i robić coś innego. Można jednak nauczyć się kontrolować odzielnie napięcie dowolnych grup mięśni, a nawet pojedynczych mięśni, samym tylko "chceniem". na początku może to być trochę trudne, ale z tym jest jak z jazdą na rowerze - kiedy raz się załapie o co w tym chodzi, to nie tylko już zostaje, ale wystarczy nauczyć się kontrolować jeden mięsień, żeby coraz łatwiej kontrolować następne. A później przechodzi się na poziom "pro", kiedy jest to nie tylko po prostu fajną zabawą, którą zresztą inych też można bawić pokazując różne sztuczki z serii "tego się nie da zrobić", ale też przydaje się w różnych sytuacjach, kiedy np. z powodu jakiejś kontuzji, bólu czegoś tam, itd. trzeba przeprogramować sposób ruszania się, oddychania itp. Zresztą sytuacji, kiedy się to przydaje, jesŧ mnóstwo - od siedzenia w jakiejś niewygodnej pozycji, której nie można zmienić, do seksu Co więcej - takie ćwiczenia można robić w sposób niezauażalny dla otoczenia, np. na jakiejś nudnej naradzie, w samolocie, kiedy po paru godzinach gnaty drętwieją, można jednocześnie ćwiczyć i wklepywać jakieś piśmidło w komputer... i różne inne takie. Nie wiem ile miałaś wspólnego ze sportem (to ulatwia), treningami psychofizycznymi i innymi takimi, dlatego trudno mi teraz napisać więcej, coś konkretnego podpowiedzieć itd. Takimi i podobnymi sprawami bawię się ponad pół wieku, jeśli będzie to komuś przydatne, mogę odpalić osobny temat, gdzie będzie można o tym wszystkim pogadać. Zresztą, tymi sprawami zainteresowałem się w dużym stopniu właśnie przez marznięcie. Myślałem, że może w taki sposób... Ale wyszło tak, że różnych dziwnych rzeczy się nauczyłem, ale marznięce zostało jak było. Z tego co piszesz, wynika, że Twój przypadek jest inny i u Ciebie może, a nawet powinno to zadziałać. U mnie nie działa dlatego, że ruch nic nie zmienia - po grzbiecie może mi pot strumykiem spływać, ale nadal będę przemarznięty, ręce sine albo białe, nos, oczy itd., itp. Raczej patrzy się na dno szklanki: "cooo, tylko tyle było?". Ale kilku po kolei lepiej nie próbować, bo pompka na 200 może wejść... albo na 20 Z kozą coś tam jest, ale przede wszystkim sposób parzenia i cukier. Upał powoduje u większości osłabienie, niektórzy mdleją, a to daje szybkiego kopa - w przeciwieństwie do napojów, które nazywają się "orzeźwiające", rzeczywiście orzeźwia. Mi to nie jest specjalnie potrzebne, ale odczucie jest takie, jakby temperatura zjechała o jakieś 10 stopni. Z luftu! Nie tylko w kieszeni, ale nawet pod grubą kurtką. To spalanie jest bardzo powolne. 20-30 ml spala się przez kilka godzin, nawet 7-8. Owszem, to jest proste, kiedy regulacja działa liniowo - skutek (zmarznięcie) jest odwrotnie proporcjonalny do temperatury. Kiedy regulacja działa skokowo, nieliniowo, proste być przestaje. Można to porównać do ściemniacza (liniowe) i zwykłago dwupozycyjnego wyłącznika (nieliniowe). A teraz dodaj do tego, że ten wyłacznik działa tak, że wyłaczyć można lekkim naciskiem palca, ale zeby włączyć, musisz godzinę to cholerstwo deptać i kopać. Teraz jest 21:51. Do chałupy przyszedłem jakieś 15 minut po zachodzie, czyli ok. 18:15. Stacja meteo pokazuje mi temp. 11,5 o tej godzinie. Byłem jeszcze w miarę żywy, ale już nieźle podmarznięty - morda, ręce. Od razu koc elektryczny + IR. Teraz, po 3,5 h, ogólnie jest mi już ciepło, ale ręce jeszcze nie całkiem odblokowane. Inna sprawa, że zahartowany jestem całkiem nieźle - przeziębienia i inne takie mi się nie zdarzają, nizależnie od wszelkich zmian temperatury, jakichś przewiań itd. Z tym metabolizmem raczej źle ie jest - nie miałem nigdy reklamacji, że śledzia z beczki z temperatury przypominam, raczej odwrotnie To nie jest problem z energią, a ze źle wyregulowanym przełącznikiem, który działa zbyt nieliniowo i w dodatku na tryb awaryjny przełącza za wcześnie. Co ciekawe - spać mogę bez problemu w temperaturach, w których na jawie byłym półtrupkiem
  10. 1 point
    To nie chce być takie proste - przecież ja się od urodzenia (a jestem już dosyć mocno przeterminowany) praktycznie przez cały czas hartuję. Temperatura rzadko jest dla mnie optymalna (>25). I co? I psińco A spróbuj kiedyś czego innego - pustynnej herbaty. Potrzebe dwie szklanki, sitko, wrzątek, dwie porządnie czubate łyżeczki herbaty (dla zawodowców mogą być trzy) i cukier. Do jednej szklanki wsyp ze 2 cm cukru, herbatę nasyp na sitko i przelej przez to wrzątek do drugiej szklanki i z tej drugiej przelej przez sitko z fusami do szklanki z cukrem. Pić to trzeba gorące, małymi łyczkami. To naprawdę działa. W przeciwieństwie do wszelkich napojów chłodzących i innych takich. Nawet półtrupki do pionu stawia Często jak musiałem na dłużej wyjść na zimne używałem takiego patentu: https://www.google.com/search?client=ubuntu&amp;hs=D26&amp;channel=fs&amp;ei=jKGdXNmcB67prgTFnYqYCQ&amp;q=grzałka+katalityczna&amp;oq=grzałka+katalityczna&amp;gs_l=psy-ab.3..0i67j0l2j0i22i30l3.122408.122408..127323...0.0..0.119.119.0j1......0....1..gws-wiz.......0i71.dZbs0a6P8gw Przekładałem to z odpowiednią łapą z lewej kieszeni do prawej (i odwrotnie ), a na trasie między kieszeniami przykładałem do gęby. Ruskie są, a przynajmniej były, bardzo dobre - nie żałowali Pt do siatki. Działa to nawet całkiem nieźle. Teraz nie używam, wychodzę najczęściej na kilka minut i grabki mam wtedy cały czas zajęte, trzecia by była potrzebna, żeby tym się bawić. Niestety... a z tym trudno cokolwiek zrobić.
  11. 1 point
    Może niskie bmi świadczy nie o dobrej wadze, a o słabym metabolizmie energetycznym. Myślę że słaby metabolizm może działać w dwie strony. Z jednej powodować utratę masy ciała i słabe przetwarzanie energii z pokarmu w komórkach i wydalanie dużej zmarnowanej porcji pożywienia bez zysku. Z drugiej strony może być tak że organizm również nie zużywa energii z pożywienia na bierząco, tylko zamienia w tłuszcz. I wtedy mamy za wysokie BMI. Wtedy osobom chudym jest zimno, a grubszym często też. Wydaje mi się że i tak grubsi mają ciepłej z racji większej objętości wzgldem powierzchni ciała, więc pomimo słabego metabolizmu wielu nie będzie odczuwało zimna bardziej od osób z prawidłowym BMI. Również jestem zimnolubem. Wydaje mi się że to z tego powodu że dużo czasu spędzałem na zewnątrz i całorocznie jeżdżę rowerem. BMI po środku tabelki. Latem wystarczy się przyzwyczajać ze 2 tygodnie do upałów i można żyć. Tak jest w moim przypadku. Może po prostu więcej ruchu coś zmienia. Nie wiem. Może po prostu geny. Jestem blondynem, więc pewnie genom gdzieś z północy.
  12. 1 point
    Ośrodek termoregulacji omywany jest krwią do której jest dostęp przez tętnicę szyjną. Jak mi jest szczególnie gorąco to robię sobie okłady z lodu na szyję, co redukuje odczuwanie upału. Pewnie dlatego ludzie w zimie noszą szaliki i pewnie dlatego promiennik IR skierowany na twarz ma takie błogosławione działanie. Nie wiem czy to dobry pomysł oszukiwać termoregulację, zwłaszcza w sytuacji przegrzewania się układu, ale może tym niedogrzanym nie zaszkodzi tak bardzo - termofor na szyję i będzie ciepło
  13. 1 point
    Przede wszystkim chodzi tu o utrate ciepla przez organizm, a takze samo poczucie zimna. Kazdy z nas ma tą utrate na innym poziomie co jednoczesnie jest regulowane przez czynniki zewnetrzne. Jesli ktos ciagle przebywa w cieplych miejscach to jego organizm traci duzo ciepla by sie nie przegrzac, za to gdy przebywa sie czesto w chlodzie to organizm o wiele optymalniej zarzadza tym. Na tym wlasnie polega hartowanie. Jesli chcielibyscie pokonac zimno to powinniscie sie hartowac, bo dzieki temu organizm bedzie naprawde dobrze zarzadzal cieplem dzieki czemu nie utraci go tak wiele. Jednoczesnie bedzie dzialalo mniej osrodkow przez ktore czlowiek odczuwa zimno. To kolejna zaleta hartowania. Jesli cos jest niezrozumiale to wybaczcie, pisze na szybko.
  14. 1 point
    Raczej tak ogólnie nie da się tego sprowadzić do jednej przyczyny (chociaż indywidualnie tak może być): - wytwarzanie ciepła (papu, natlenienie, sprawność przemiany) - rozprowadzanie (stan serca, tętnic i żył głównych i drobniejszych itd.) - utrata ciepła (izolacja tłuszczowa) - układ regulacji (wysterowanie) - odczucia subiektywne (lubię, nie lubię) - itd. To wszystko u każdego działa w różny sposób a efekt końcowy jest, matematycznie to określając, jakimś wektorem w wielowymiarowej przestrzeni stanów. A po ludzku - jednemu zimno, drugiemu nie. Bardziej konkretnie łatwiej mi pisać o sobie, bo to znam, aż za dobrze U mnie jest to przede wszystkim sprawa układu regulacji, a na drugim miejscu utrata ciepła - BMI i praktycznie zero tłuszczu. Z ciekawości, żeby pozbyć się subiektywizmów, zrobiłem dzisiaj test z termometrem: temperatura powietrza 13 (nie chciało mi się palić, ani wczoraj, ani dzisiaj), temp. po odwróceniu termometru do promiennika 16, czyli tylko 3 stopnie różnicy, w dodatku tylko na paszczy, i to wystarcza do przełączenia układu regulacji z normalnego działania ("jest ok., nawet całkiem ciepło") przy włączonym IR, na działanie w trybie awaryjnym ("zimno, odciąć wszystko, co nie jest konieczne do przetrwania") już chwilę po wyłączeniu IR (gęba się kurczy, woda z nosa i oczu, ręce zaczynają sinieć, ogólne zesztywnienie itd.). Przy czym przez cały czas reszta organizmu była w tych samych warunkach - koc elektryczny (na min., ok 20 W) + koc na górze, temp. pod kocem 24. Czyli wszystko jest uzależnione praktycznie tylko od tego, jak jest temperatura na gębie. Te 24 pod kocem nie ma znaczenia. Nawet kiedy ustawię koc elektryczny na max. i tyłek + reszta zaczyna mi się gotować, po wyłaczeniu IR natychmiast sterowanie przełączy się na tryb awaryjny - wyłączony zostanie dopływ krwi do rąk i nóg, ogólne zmarznięcie itd. W takiej sytuacji wszelkie "więcej się ruszać" itd. zupełnie nie działają. Czasem jest tak, że w zimie coś tam na zewnątrz musze zrobić (mieszkam od kilkunastu lat na wsi) - no i robię... napieprzam czymś tam ile wlezie... grzbiet zaczyna się gotować, a z nosa i oczu cieknie strumykiem, przestaję widzieć i po chwili z totalnie zesztywniałych rąk (rękawice jak w otwarty Kosmos) wypada to coś, młotek czy siekiera, czym napieprzałem... I jeszcze jedno - punktowe IR jest w moim przypadku dużo skuteczniejsze niż sama temp. powietrza. Przy 16 "z powietrza" bym nie marzł, ale nie było by mi ciepło. A gdybym był już zmarznięty, marzł bym dalej, aż do zesztywnienia. Ale w niektórych sytuacjach działa też obiektywna utrata ciepła. Przez to nie nauczyłem dobrze pływać - nawet w podgrzewanym basenie woda jest dla mnie za zimna, po minucie-dwóch dostaję trzęsionki, praktycznie paraliż, nawet kiedy Słońce grzeje na max. Jedyne co, mogę, to jakoś utrzymać się na powierzchni, w czym pomaga mi duża pojemność płuc. Najgorsze w tym wszystkim, w tej całej [piiiiip] zimie jest dla mnie nie samo zimno, z tym sobie radzę, a to, że tak długo to trwa. Po pół roku zimowego bezruchu jestem mniej więcej w takim stanie, jak kosmonauta po pół roku na orbicie. Niby ląduje żywy, ale do normy dochodzi przez kilka miesięcy. I wtedy znowu zaczyna się zima... Miałem kiedyś szansę zostać na pustyni, południe Sahary, bardzo fajne miejsce, bez turystów i innych takich... ale... echch te baby Nie wiem jak to działa u Ciebie, może podobnie, może inaczej. Jeśli podobnie jak u mnie, to raczej niewiele z tym można zrobić, a może i nic. Mi się nie udało, chociaż trochę różnych eksperymentów robiłem. Po prostu taka regulacja, doskonała w warunkach tropikalnych, a do kitu w naszych. Dosyć skrajny przypadek. Ogonek rozkładu Gaussa... Takie DNA. Zresztą gatunek jest z Afryki i całkiem niepotrzebnie jakimś idiotom zachciało się stamtąd wyłazić. Musisz najpierw znaleźć przyczynę - badania, trochę eksperymentów (np. z IR) itd. Może to być sprawa czysto subiektywna, przyzwyczajenie, odczucie. Takie sprawy zmienić najłatwiej. Suplementy i inne takie... z reguły i tak to nie działa, a jeśli nawet byłyby skuteczne, to by znaczyło tyle, że jest jakaś przyczyna, którą suplementy zamaskują. Lepiej znaleźć przyczynę i z nią wojować. Może się uda. Ale tego naklepałem... No cóż, wywaliłem z siebie trochę zimowego wk..... Jeszcze tydzień, dwa, i będzie ok. Byle do wiosny
  15. 1 point
    Piątkę przybij Mam podobnie... BMI 17,5. Kiedy jest zimno, albo nawet tylko chłodno, dostaję dosłownie paraliżu. "Temperatura odcięcia" na zewnątrz to u mnie ~ +15 bez Słońca i ~ +10 kiedy porządnie świeci. Odcięcie następuje po kilku minutach niezależnie od tego jak jestem ubrany i co robię. Tak było od dziecka. Zauważyłem, że u mnie reguluje to paszcza, szczególnie nos. Nie ma znaczenia, w jakiej temperaturze będzie reszta - jeśli paszcza nie dostaje odpowiedniej temperatury, całość przechodzi na działanie w reżimie awaryjnym: zasilane jest tylko to, co konieczne do przeżycia. I to na poziomie minimalnym. Teraz w chałupie mam ok. 13-14 (od kilku dni nie chce mi się palić, pewnie później nawrzucam trochę do pieca). Leżę obok kompa na kocu elektrycznym, przykryty grubym kocem. W paszczę świeci mi z metra promiennik IR (kwoka, z tych czerwonych) 250 W. Jest ok, ciepło i fajnie, ale jeśli wyłączę promiennik, po kilku minutach gęba skurczy mi się do rozmiarów pingponga, z nosa i oczu zacznie cieknąć strumieniami, ręce zrobią się sztywne i sine, a łeb zacznie działać na 20%, tyle, żeby sterować podstawowymi układami... Praktycznie jedyne, co mogę zrobić, żeby z tego wyjść, to przespać się, przynajmniej kilkanaście minut. Wtedy wszysto wraca do normy. Zresztą co ciekawe - kiedy śpię, wystarcza mi nawet 10-15 stopni, ale natychmiast po obudzeniu muszę odpalić zewnętrzne zasilanie. I druga ciekawostka - praktycznie nie ma znaczenia, czy jest +5, czy -15, efekt jest taki sam. No może z tą różnicą, że przy -15 woda, która z nosa i oczu ciurkiem cieknie, zaczyna zamarzać... I nic na to nie pomaga... żadne ciuchy (nawet dosłownie kosmiczne), ruch, inne takie. Tak po prostu jest. W sumie zima to czas stracony, byle przetrwać do lata. Ale z drugiej strony +40 i max. Słońce, to pikuś, a nawet więcej - dostaję dzikiego napędu. Nie raz w takich warunkach słyszałem od półżywych znajomych, ukrywających się w cieniu i podpiętych na sztywno do pojemników z wodą: "ty to cholera jakiś cyborg jesteś, albo Robocop" i inne takie. Eeechch... byle do wiosny. Takiej prawdziwej, a nie tego, co teraz, bo już [piiiip]cy dostaję
  16. 1 point
    Ciężki i długi wątek, postaram się dotknąć jednego tylko problemu, czyli szybszego wychładzania. Przyjmijmy rozsądnie, co znajduje potwierdzenie w statystyce, że skala podobieństwa mężczyzny do kobiety k > 1. Ilość oddawanego ciepła przy ustalonym gradiencie temperatury zależy od powierzchni ciała, a ta skaluje się jak k2, natomiast zasoby energii wewnętrznej do utracenia zależą od masy, co łatwo przekłada się na objętość ciała, ta ostatnia zaś skaluje się jak k3. Ostatecznie stosunek tempa traconej energii do masy jest proporcjonalny do 1/k, czyli kobiety wychładzają się szybciej.
  17. 1 point
    No wypisz wymaluj opis kulminacyjnego momentu jednego z moich "ulubionych" filmów kina klasy... "z" albo jakoś. Mordercze mrówki (The Hive) 2008, chętni łatwo znajdą, polecam fragment od 1:13:20 (oglądanie całości może prowadzić do trwałych zmian w psychice). A już bardziej serio to Diamentowy Wiek Neala Stephensona (1995 pierwsze wydanie, 1997 polskie). Wszędobylskie chmary robotów tworzą sieć i od czasu do czasu rozpoczynają wspólne przetwarzanie danych (jeśli coś pomyliłem to przepraszam, czytałem to ponad 20 lat temu). Co do meritum mogę się zgodzić, przynajmniej na poziomie technologicznym jakim dysponujemy obecnie. Nieuporządkowanie wiąże się z kosztem energetycznym, który ponosimy i zazwyczaj staramy się ograniczać do rozsądnego minimum, żeby nie śmiecić bardziej. Kiedy opanujemy już źródła energii mało brudzące (lub wcale), problemem będą nakłady pracy itd. Jeśli prześledzić historię śmiecenia w kontekście rozwoju ludzkości zawsze wygląda to tak samo. Najpierw brudzimy u siebie, potem trochę dalej, tyle że w miarę rozwoju trochę dalej zaczyna być całkiem blisko, więc znowu odsuwamy miejsce śmiecenia itd. Dziś śmieci zatoczyły koło i gdziekolwiek na ziemi oznacza również blisko u nas. Postawię tezę, że albo jesteśmy w przededniu dużego skoku technologicznego i odsunięcia śmietniska gdzieś dalej, albo w obliczu zagłady. W tej chili ludzkość kojarzy mi się z hodowlą drożdży, których produkty przemiany materii ostatecznie doprowadzają do ich własnej zagłady, niezależnie od początkowej wielkości środowiska. Rozmiar wszechświata nie ma więc większego znaczenia, bo wygląda na to, że pierwszą granicą i oznaką zasięgu ludzkości jest, patrząc z zewnątrz, śmietnik.
  18. 1 point
    A i owszem, zgadzam się z powyższym - jestem mało inteligenty, niedostatecznie inteligentny, żeby przewidywać przyszłość i w związku z tym nie potrafię wskazać "ustalonego kierunku postępu" (a zapewne i, jak się domyślam, "jedynie słusznego"). Dlatego też rzeczywiście uznaję etykę, w której są tylko jakieś granice "od-do", a pomiędzy nimi "róbta, co chceta":) Pamiętam również, że w ubiegłym wieku stało całkiem sporo pomników panów pokazujących ten "ustalony" czy też "jedynie słuszny" kierunek. niektórzy wręcz stali na pomnikach z wyciągnięta ręką i wskazywali palcem. Domyślam się, że to są twoje i p. Kowalika klimaty. Pewnie dałoby się też dobrać do tego jakieś chwytliwe hasło, kojarzy mi się (przy mojej bardzo skromnej inteligencji), że np. "ein Volk, ein Reich, ein Direction" brzmi dobrze i adekwatnie do sytuacji. Więc jeśli wam to pasuje to proszę bardzo... w granicach prawa (tylko granicach, nie ma ustalonego kierunku!), bo przypominam, że zbyt radykalne działania z tej działki są zakazane.
  19. 1 point
    hm... czyli Konserwatyści -> bardziej religijni Konserwatyści -> bardziej zdrowi Konserwatyści ->bardziej bogaci Wg. Innych Konserwatyści -> mniej inteligentni (nie wiem czy na kopalni to czytałem, ale) Fanatycy religijni(chodziło o skrajne sekty) -> bardziej zdrowi (tylko wnioskiem było że jest tak dlatego, że słabsi nie wytrzymują i się nie nadają anie, że są bardziej odpowiedzialni) Z innych badań Relacja bogactwa, a dokładnie PKB per capita stanów USA vs religijność , z tego co pamiętam im większa religijność tym niższe PKB per capita hm..czyli jednak bardziej religijni -> mniej bogaci No coś tu się nie klei z wnioskami. Raczej skłaniam się ku tezie @3grosze , że może chodzić o formę może nie nazwał bym tego posłuszeństwem ale coś w ten deseń
  20. 1 point
    Pytanie retoryczne: kto w takim np. średniowieczu był "lewicowym geniuszem": święty Tomasz z Akwinu, Dante Alighieri, Joanna d'Arc? (Dante - jeśli ktoś nie wie - był głęboko religijny (jego "Boska Komedia" jest uznawana za "syntezę średniowiecznej myśli filozoficznej, historycznej i teologicznej")). Galileusz i Newton byli teistami (obaj sporo energii włożyli w pisanie prac o charakterze teologicznym z tego co pamiętam, choć niespecjalnie zgodnych z linią Kościoła). Tak naprawdę IMHO gdzieś do Rewolucji Francuskiej nie ma sensu mówić o "konserwatywnych geniuszach" bo wszyscy byli "konserwatywni". Mieszko I czy Bolesław Chrobry uważając, że chrześcijaństwo jest korzystne dla powstającego państwa polskiego, "zaliczali" jeden z punktów światopoglądu konserwatywnego, nieprawdaż? Więc zostają czasy nowożytne. W takim razie trochę nazwisk ludzi co najmniej wybitnych, proszę bardzo (skojarzyły mi się po linii religijnej, mam nadzieję, że to jest do przyjęcia): J. R. R. Tolkien - bardzo porządny katolik, C. S. Lewis - nawrócił się na chrześcijaństwo (pod wpływem m. in. Tolkiena), w Polsce - jeśli już trzymać się literatów - Zbigniew Herbert miał opinię konserwatysty, z filozofów chociażby Leszek Kołakowski (myślę, że nawet w dzisiejszych czasach jakieś 30 % - 50 % wszystkich filozofów to teiści), Bocheńskiego chyba nie muszę przypominać Z naukowców: Gregor Mendel - zakonnik, augustianin - odkrywca podstawowych praw dziedziczenia Georges Lemaitre - ksiądz katolicki - twórca teorii Wielkiego Wybuchu Była mowa o Mozarcie. A co w takim razie z J. S. Bachem i Vivaldim? Pierwszy - organista kościelny i kapelmistrz na dworach książąt niemieckich, drugi - ksiądz katolicki. Nie wiem jakie mieli poglądy polityczne, ale coś mi się zdaje, że - sądząc choćby po wykonywanych zawodach - niespecjalnie marzyła im się dyktatura proletariatu i odgórne urzędowe wprowadzanie ateizmu. Jeśli do tego dorzucić Telemanna (ten sam sposób zarabiania na życie, co Bach, konkurowali o niektóre posady dworskie) to mamy już chyba prawie całą muzykę barokową. Generalnie warto zrobić taki eksperyment: gdy się czyta o jakichś wybitnych postaciach, spróbować dowiedzieć się coś o ich światopoglądzie, życiu prywatnym itp. choćby z Wikipedii. Niespodzianek jest na tyle dużo, że raczej odechciewa się myślenia takimi prostymi stereotypami. Może nie wśród tych "najwybitniejszych", "geniuszy", ale wśród ludzi sporo zdolniejszych od (przynajmniej niektórych, a możliwe, że i wszystkich ) forumowiczów z KW.
  21. 1 point
    Instrukcja: https://www.ofeminin.pl/fitness-i-zdrowie/zdrowe-odzywianie/nikt-wczesniej-nie-powiedzial-ci-ze-mozesz-jesc-pestke-awokado-i-ze-jest-tak-zdrowa/pg7hlhz Ale pewnie za rok stwierdzą, że to trucizna, za dwa, że bardzo zdrowe, za trzy, że trucizna... itd.
  22. 1 point
    I dlatego, że są prości i głupi, zarabiają więcej?
  23. 1 point
    No bo na razie raczej nie ma się czym za bardzo podniecać Nie po raz pierwszy, a cztery tysiące siedemst pięćdziesiąty drugi (a może trzeci, straciłem już rachubę)... No i to "coś" jest dosyć szczególne. Fonony to kwazicząstki, czyli "kwanty" makroskopowych zachowań kolektywnych. Mogą one mieć różne dziwne właściwości, których nie mają "normalne" kwanty (cząstki), te nie "kwazi". Po drugie, zostały użyte założenia i formalizm pewnej dosyć szczególnej teorii pól. Czy słusznie? Może tak, a może nie. Przy innych założeniach i formalizmie wynik być może by był inny. Po trzecie, co prawda nie wchodziłem w szczegóły, ale podejrzewam, i raczej sie nie mylę, że ta ujemna masa grawitacyjna fononów (jeśli faktycznie taka jest) jest uzyskiwana kosztem czegoś, czyli że jest tu efekt z grubsza przyrównując taki, jak ten, kiedy gruby siada na huśtawce (takiej z deski), na której po drugiej stronie siedzi chudy. Ten chudy też w tym momencie uzyska "ujemną" masę grawitacyjną. Tutaj tym grubasem by mogła być np. energia/pęd atomów (molekuł) tworzących falę akustyczną. Co oczywiście nie znaczy, że sprawa nie jest ciekawa. A po czwarte, nie wszystkie nawet najbardziej poprawne wyliczenia teoretyczne są "fizyczne", w tym sensie, że mają fizyczną reprezentację. Jak ktoś chce się zabawić, to oryginał jest tu: https://arxiv.org/pdf/1807.08771.pdf
  24. 1 point
    W "Dziejach" Herodota (wydanie Czytelnik, Warszawa 2005) jest taki przypis: "kolczaste drzewo egipskie, jeszcze dziś rosnące głównie powyżej katarakt, rodzaj ciemnej akacji. Mimosa Nilotica Linn.
  25. 1 point
    Świadomość jest funkcją a nie materialnym tworem, wszystko jedno czy organicznych czy nieorganicznych elementów. Czy program nazwiesz zbiorem układów scalonych i rezystorów? Program to funkcja realizowana przez ten zbiór, ale nie ten zbiór.
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+02:00
×