Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Czy jesteśmy dobrze przystosowani do wykreowanego przez nas samych świata? Niektórzy uważają, że nie, dlatego m.in. chorujemy na cukrzycę i stajemy się otyli, a do grona zwolenników tej teorii zalicza się profesor antropologii Daniel Lieberman z Uniwersytetu Harvarda.

Wg niego, najpierw przez długi czas coraz doskonalej adaptowaliśmy się do myśliwsko-zbieraczego trybu życia, aż 10 tys. lat temu pojawiło się rolnictwo. Wyznaczyło ono początek nowej ery, w ramach której kultura zachęca do podtrzymywania nawyków niezdrowych dla ludzi i ich otoczenia.

Wygłaszając swój wykład pt. "Przeżyje najszybszy, najmądrzejszy czy najgrubszy?", Lieberman wymienił 4 najważniejsze, wg niego, wydarzenia w historii naszego gatunku: 1) oddzielenie w toku ewolucji od małp, 2) powstanie rodzaju Homo, do którego, oprócz nas, zalicza się neandertalczyków oraz Homo erectusa, 3) oddzielenie człowieka rozumnego (Homo sapiens) od wspólnego przodka wszystkich przedstawicieli rodzaju Homo i 4) pojawienie się rolnictwa.

To ostatnie pozwoliło kobietom rodzić częściej, co napędziło rozrost populacji. Doprowadziło też do rozprzestrzenienia się chorób, ponieważ ludzie wchodzili w bliski kontakt ze zwierzętami (kurami, świniami i krowami) i mogli się od nich zarażać wirusami. Uprawa ziemi zapewniła bezpieczeństwo i ochronę słabym osobnikom, które nie przeżyłyby w społeczeństwie myśliwsko-zbieraczym, wskutek czego rozpowszechniły się choćby krótkowzroczność i cukrzyca.

Kultura zablokowała główną zasadę ewolucji – przeżycie najsprawniejszych fizycznie, doprowadzając do swoistej dysewolucji, czyli ewolucji odwróconej. Naukowcy sprzeczają się, czy ewolucja nadal oddziałuje na nasz gatunek, ale Lieberman uważa, że tak. Powołuje się przy tym na stosunkowo nowe zjawisko, a mianowicie na pojawienie się tolerancji laktozy (cukru mlecznego) u dorosłych, a także na bladą skórę mieszkańców północnych rejonów naszej planety.

Ludzie odnieśli sukces ewolucyjny dzięki swojej inteligencji i mobilności, które były wspomagane pojawieniem się gotowanego jedzenia i częstymi, w porównaniu z innymi małpami, ciążami.

Teraz jednak nie jesteśmy już myśliwymi i zbieraczami. Nasz tryb życia bardzo się zmienił i dawne strategie przetrwania nie sprawdzają się w dobie fast foodów, żywności przesyconej cukrami i tłuszczami oraz przy trybie życia, który nie wymusza aktywności fizycznej. Jako że nie możemy wyewoluować tak, by nie smakowało nam wysokoenergetyczne pożywienie, profesor Lieberman sugeruje powrót do większej aktywności. Można ją wymusić poprzez zwiększenie liczby godzin WF-u w szkołach, zniechęcanie do używania samochodów wskutek podniesienia podatków na paliwo, zdelegalizowanie fast foodów i ograniczenie dostępu do wind czy ruchomych schodów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Można ją wymusić poprzez zwiększenie liczby godzin WF-u w szkołach, zniechęcanie do używania samochodów wskutek podniesienia podatków na paliwo, zdelegalizowanie fast foodów i ograniczenie dostępu do wind czy ruchomych schodów."głupie pomysły,dodałbym jeszcze przymusową pracę w kamieniołomach

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zakazany owoc smakuje najlepiej. Lepszym pomysłem byłoby promować zdrowe nawyki. Ulgi podatkowe dla producentów zdrowej żywności, może jakichś mlecznych barów itp. Dopłaty do biletów komunikacji miejskiej w zakładach pracy, dopłaty do paliwa dla grup pracowników podróżujących razem itp. Promocję i urozmaicanie wszelakiej aktywności fizycznej - także tej w szkołach.

Profesor Daniel za dużo Orwella się naczytał po prostu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak naprawdę w dużym stopniu wystarczyłaby reforma systemu nauczania WF. Narzucana dzisiaj gimnastyka może i jest korzystna, ale jest niesamowicie nudna. Tymczasem zwykłe bieganie za piłką to świetne ćwiczenie ogólnorozwojowe, na dodatek pobudzające refleks, spostrzegawczość itp. Jak się do tego doda nutkę zdrowej rywalizacji, to praktycznie wszyscy chłopacy w wieku "podstawówkowym" momentalnie uznaja to za atrakcyjne i wejdzie im to w krew. Trzeba zacząć właśnie od takich prostych rzeczy, o których napisał thibris (z którym, tradycyjnie już, się zgadzam ;) ).

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Ulgi podatkowe dla producentów zdrowej żywności, może jakichś mlecznych barów itp. Dopłaty do biletów komunikacji miejskiej w zakładach pracy, dopłaty do paliwa dla grup pracowników podróżujących razem itp."

socjalizm socjalizm socjalizm socjalizm błe... :-X

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż wygodnictwo zabija szybciej, ale jest zdecydowanie przyjemniejsze. Pan profesor jak widzę chciałby, byśmy wrócili do epoki kamienia łupanego. Co znowu nie jest aż takie okrutnie złe, bo w końcu umiemy żyć bez samochodów, telewizji i sernika w proszku. Tylko nam się nie chce.

Prawdą jest jednak, że stworzyliśmy sobie społeczeństwo, w którym nie umiemy żyć. Technika prześcignęła naszą psychikę. Ludzie pewnego dnia zwyczajnie wyginą, ponieważ będzie coraz mniej ludzi, którzy potrafią sobie radzić z tym co stworzyli im inni ludzie.

Ale czy jest na to lekarstwo? Nie ma.;). Za duże uzależnienie do techniki, którego nic na świecie już nie zmieni. Zwyczajnie wypijemy piwo, którego naważyli nam przodkowie, my sami i ci którzy po nas będą.  :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hehe... lekarstwo jest - globalna wojna atomowa ;) Później zgodnie ze słowami Einsteina (notabene, dziś są jego urodziny) "Nie wiem jaką bronią będzie się walczyć podczas Trzeciej Wojny Światowej, ale czwarta będzie na patyki i kamienie".

 

Jak ktoś grał w Fallout albo widział Mad Maxa 2, to wie o co mi chodzi :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

socjalizm socjalizm socjalizm socjalizm błe... :-X

Lepszy socjalizm od policyjnego państwa zakazów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lepszy socjalizm od policyjnego państwa zakazów.

 

Socjalizm to przecież policyjne państwo zakazów. ;)

 

Znacznie lepszym rozwiązaniem jest spowodowanie, by każdy sam odpowiadał za siebie. Wystarczy wprowadzić dobrowolne, prywatne ubezpieczenie zdrowotne. Wówczas palacz zapłaci znacznie większą składkę, niż osoba niepaląca, a osoba otyła, obżerająca się fast-foodami zapłaci więcej, niż wegetarianin uprawiający sport. Pieniądze bardzo dobrze motywują do działania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ehh i znów wszystko kręci się wokół pieniędzy ...

Szkoda, że człowiek (często) nie potrafi wziąć się sam za siebie i to tak sam z siebie.

Przydało by się coś co wzmocniłoby to, co nazywamy silną wolą i nie mówię tu o pieniądzach. Chociaż w niektórych przypadkach zamiast silnej woli przydałoby się trochę logicznego myślenia, bo po, co obżerać się fast-foodami znając wszystkie wady takiego jedzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po to że są smaczne, i jakby nie patrzeć, dla pewnej części ludzi jest to mimo wszystko luksus - żeby wyjść i sobie wydać pieniądze na zjedzenie na mieście..

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie prawda,ja jem fast food jak nie mam czasu na slow food i to jest myślę główna przyczyna,a że smaczne to może i prawda choć mi ostatnio zbrzydła już strefa niskich cen w "maczku"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znacznie lepszym rozwiązaniem jest spowodowanie, by każdy sam odpowiadał za siebie.

 

Tu się zgadzam. Indywidualna odpowiedzialność

 

... osoba otyła, obżerająca się fast-foodami zapłaci więcej, niż wegetarianin uprawiający sport...

 

Otyłość nie zawsze wynika z tego, że ktoś obżera się fast-foodami. Może być spowodowana różnymi chorobami, a wtedy co? Też miałby płacić więcej. Wyraźne braki w rozumowaniu(bez urazy).

 

Po to że są smaczne, i jakby nie patrzeć, dla pewnej części ludzi jest to mimo wszystko luksus - żeby wyjść i sobie wydać pieniądze na zjedzenie na mieście..

 

Racja. Żyjemy niestety w, jak by nie patrzeć, biednym kraju.

 

...ja jem fast food jak nie mam czasu na slow food i to jest myślę główna przyczyna,a że smaczne to może i prawda choć mi ostatnio zbrzydła już strefa niskich cen w "maczku"

 

Gotowanie wcale nie zajmuje tak dużo czasu jak by się wydawało... i wychodzi znacznie taniej ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ze słów Liebermana można by mniemać ,ze jesteśmy gatunkiem wymierającym ;) No, ale jakoś mi na to nie wygląda... ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Otyłość nie zawsze wynika z tego, że ktoś obżera się fast-foodami. Może być spowodowana różnymi chorobami, a wtedy co? Też miałby płacić więcej. Wyraźne braki w rozumowaniu(bez urazy).

 

Oczywiście, że nie wynika. Ale jeśli byłbym właścicielem firmy ubezpieczeniowej to osobie otyłej (niezależnie z jakich przyczyn) kazałbym płacić wyższą składkę, którą jeszcze bym podniósł w przypadku osoby otyłej, która niezdrowo się odżywia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja osobiście uważam, że przepisy powinny regulować politykę firm w taki sposób, by wyeliminować konieczność płacenia za nieswoją winę. O ile otyłość z obżarstwa jest sprawą oczywistą, o tyle otyłość wywołana nieuleczalną chorobą nie powinna być moim zdaniem podstawą do podnoszenia składki. Według mnie prawo powinno to regulować, nawet jesli w całej rozciągłości popieram uzależnianie wysokości składki ubezp. od czynników ryzyka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

tylko że obżarstwo zapewne jacyś psychologowie podciągną pod chorobę, może nawet genetyczną i nieuleczalną ;) to trochę jak z uniewinnianiem morderców gwałcicieli za ciężkie dzieciństwo

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja osobiście uważam, że przepisy powinny regulować politykę firm w taki sposób, by wyeliminować konieczność płacenia za nieswoją winę. O ile otyłość z obżarstwa jest sprawą oczywistą, o tyle otyłość wywołana nieuleczalną chorobą nie powinna być moim zdaniem podstawą do podnoszenia składki. Według mnie prawo powinno to regulować, nawet jesli w całej rozciągłości popieram uzależnianie wysokości składki ubezp. od czynników ryzyka.

 

No, tego akurat się nie da przeprowadzić. Z prostej przyczyny - jeśli zabronisz pobierania wyższej składki bo to "nie wina tego człowieka" to oznacza, że ktoś inny będzie musiał płacić za tę osobę. A dlaczego ktoś ma za to płacić? Proponujesz jakąś utopijną "równość"... Rodzimy się i wychowujemy nierówni. Czy dlatego, że ktoś jest wysoki i ma uzdolnienia do koszykówki należy obciąć mu nogi?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ty z kolei proponujesz utopijną możliwość, że każdy jest w stanie płacić składkę za swoją ułomność. Nie wiem, co gorsze. Ale gdybys wpadł na pomysł, który umożliwiłby chorym na dystrofię Duchenne'a płacenie swojej składki, daj znać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prywatne, dobrowolne ubezpieczalnie - na warunkach ubezpieczyciela, rzecz jasna. Proste jak budowa cepa. Tylko dla socjalistów to jest nieprawdopodobnie skomplikowane i wymaga długich debat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Ty z kolei proponujesz utopijną możliwość, że każdy jest w stanie płacić składkę za swoją ułomność. Nie wiem, co gorsze. Ale gdybys wpadł na pomysł, który umożliwiłby chorym na dystrofię Duchenne'a płacenie swojej składki, daj znać."

hmm a może uznamy że jak ktoś nie potrafi sam na siebie zapłacić skłądki to niech go opieka nie obowiązuje,albo najlepiej niech płacą mu ją tylko ci co chcą a nie wszyscy którzy płacą składki są zmuszani do płacenia więcej przez tych którzy nie potrafią zapłacić,a w ogóle to dajmy ludziom prawo robienia co chcą,nie zmuszajmy do płacenia składek i niech sami sobie ten problem rozwiązujom,a nie zamykajmy różnych jednostek w konserwie państwa i zmuszajmy do działania według woli większości obywateli konserwy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ma systemu idealnego. Nigdy pewnie nie będzie.

"hmm a może uznamy że jak ktoś nie potrafi sam na siebie zapłacić skłądki to niech go opieka nie obowiązuje,albo najlepiej niech płacą mu ją tylko ci co chcą a nie wszyscy"

A kto będzie chciał na niego płacić ? Ty, ja, matka Teresa ?

"a w ogóle to dajmy ludziom prawo robienia co chcą,nie zmuszajmy do płacenia składek i niech sami sobie ten problem rozwiązujom"

Ktoś nie zapłaci i zachoruje, albo będzie miał wypadek i co ? I jego brocha tak ? Można tak żyć. Ale co jeśli to Tobie nie będzie starczało na składkę? I nie mówię tu o skrajnych patologiach. Stracić pracę na pół roku może praktycznie każdy i nie wszyscy będą mieli wtedy środki na płacenie składek.

Jak nie będzie "przymusu" to doprowadzimy do większego rozwarstwienia społeczeństwa i biedniejsza jego część kiedyś wyjdzie na ulice i zrobi Ci rewolucję w Twoim domu - czy tego będziesz chciał czy nie. Lepiej ich jak najmniejszym kosztem "ugłaskiwać" i nie dawać powodów do większego niezadowolenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najkrócej jak potrafię: prawdopodobnie najbardziej liberalny system ubezpieczeń medycznych jest w USA, a z przeprowadzonych niedawno badań wynika, że ich służba zdrowia wcale nie jest najwydajniejszą pod względem stosunku efektów do kosztów. To raz.

 

Dwa, że musimy jednak pamiętać, że jesteśmy ludźmi, a nie zwierzętami. Wszyscy są najmądrszejsi, dopóki ich samych nie dotknie tragedia typu choroby Duchenne'a, mukowiscydoza albo wieloletnich zmagań ze stwardnieniem rozsianym. Założenia ultraliberałów może i są cwane, ale na pewno nie są życiowe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

hmm w sumie...są powody do zastanawiania się,chyba macie większą niż ja część racji.ciekawe czy jest jakaś odrębna ekonomia medycyny.bo skoro to tak twardy orzech to wart głębszych studiów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Założenia ultraliberałów może i są cwane, ale na pewno nie są życiowe.

Nie, liberałowie bronią tylko własności i sprawiedliwości. Nic nie może usprawiedliwiać niemoralnego systemu socjalnego, nawet ta choroba Duchenne'a.

A co powiesz o ludziach, którzy przez całe życie płacili składki, a teraz dowiadują się, że sami muszą kombinować niemałe sumki pieniędzy na leczenie choroby, która ich dopadła, bo NFZ leczenia takowej akurat nie refunduje? NFZ po prostu nie chce wydawać pieniędzy na coś, co jest drogie. Ja wolę, żeby pieniądze pozostały w kieszeniach ludzi, a oni sami decydowali, co z nimi zrobić. I żeby popierać różnego rodzaju organizacje charytatywne, fundacje itp.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dotychczas wiedzieliśmy o czterech miejscach udomowienia roślin przez człowieka u zarania rolnictwa. Ryż udomowiono w Chinach, zboża i rośliny strączkowe na Bliskim Wschodzie, kukurydzę, kabaczki i fasolę w Mezoameryce, a ziemniaki i quinoę w Andach. Teraz okazało się, że jest i piąte takie miejsce. Ludzie zamieszkujący południowo-zachodnią Amazonię już we wczesnym holocenie, ponad 10 000 lat temu, hodowali tam maniok, kabaczki oraz inne rośliny jadalne.
      Przeprowadzone przez nas badania dowodzą, że Llanos de Moxos było centrum wczesnej uprawy roślin. Ludzie zaraz po przybyciu do Amazonii zmieniali tamtejszy krajobraz, co miało głęboki wpływ na różnorodność habitatu i zachowanie tamtejszych gatunków, czytamy w Nature.
      Nie pierwszy raz piszemy o Llanos de Moxos. Już w ubiegłym roku informowaliśmy, że region ten został zamieszkany tysiące lat wcześniej, niż dotychczas sądzono, a 1500 lat temu powstawały tam monumentalne konstrukcje oraz liczne stawy hodowlane.
      Llanos de Moxos to sawanny o powierzchni ponad 126 000 kilometrów kwadratowych, znajdujący się w Departamencie Beni w północno-wschodniej Boliwii. Przeprowadziliśmy mapowanie dużych regionów leśnych wysp. Wysunęliśmy hipotezę, że ich regularny kształt świadczy o tym, iż zostały ukształtowane przez człowieka, mówi Jose Capriles z Pennsylvania State University.
      Jednak, jak informuje główny autor badań, Umberto Lombardo z Uniwersytetu w Bernie większość okrągłych leśnych wysp ma sztuczne pochodzenie, a te o nieregularnym kształcie mają pochodzenie naturalne. Ale nie widać tutaj regularnego wzorca.
      Badacze naliczyli ponad 4700 sztucznych leśnych wysp na Llanos de Moxos. Uczeni zbadali około 30 i stwierdzili, że wiele z nich mogło być miejscami uprawy. W Amazonii bardzo trudno jest zdobyć dowody na udomowienie roślin, gdyż tamtejszy klimat niszczy większość materii organicznej. Nie ma tam też kamieni, gdyż to równina aluwialna, trudno tam znaleźć dowody na obecność wczesnych łowców-zbieraczy, dodaje Capriles.
      Uczeni analizowali więc fitolity, krzemionkowe twory powstające w komórkach roślinnych. Kształt fitolitów zależy od rośliny, w której powstały, więc archeolodzy mogli na tej podstawie określić, co było uprawiane w leśnych wyspach. Uczeni znaleźli dowody na uprawę manioku i juki sprzed 10 350 lat, kabaczków sprzed 10 250 lat oraz kukurydzy sprzed 6850 lat. Rośliny te, wraz z batatami i orzechami stanowiły podstawę diety tamtejszych mieszkańców. Dietę uzupełniali oni rybami i dużymi roślinożercami.
      Wszystko wskazuje na to, że już pierwsi ludzie, którzy dotarli do Llanos de Moxos nie byli po prostu łowcami-zbieraczami, ale mieli bardziej zróżnicowaną gospodarkę.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wraz z pojawieniem się rolnictwa i hodowli, pojawiły się też bakterie wywołujące u ludzi nowe nieznane wcześniej choroby. Do takich wniosków doszedł międzynarodowy zespół naukowy, który badał genomy Salmonella enterica uzyskane ze szkieletów sprzed tysięcy lat. Uczeni przedstawili pierwsze dowody DNA na wsparcie hipotezy mówiącej, że przejście na rolnictwo wiązało się z pojawieniem się nowych patogenów, które zarażają nas do dzisiaj.
      Felix M. Key, Alexander Herbig i Johannes Krause z Instytutu Nauki o Historii Człowieka im. Maxa Plancka stali na czele zespołu, który badał szkielety z zachodu Eurazji i zrekonstruował dzięki temu osiem genomów Salmonella enterica.
      Większość chorób nie pozostawia widocznych zmian w szkielecie, więc naukowcy chcący zbadać,jakie patogeny dręczyły naszych przodków, muszą odwoływać się do poszukiwania w ludzkich szczątkach śladów genomu bakterii i czy wirusów.
      Dzięki opracowanej przez nas technice mogliśmy przeanalizować tysiące próbek zębów pod kątem występowania DNA rodzaju Salmonella, mówi Herbig. Naukowcy przeanalizowali 2739 próbek. Na ich podstawie zrekonstruowali osiem genomów rodzaju Salmonella, w tym i taki pochodzący sprzed 6500 lat. To najstarszy zrekonstruowany dotychczas genom bakteryjny. A obecność S. enterica w zębach świadczy o tym, że ludzie ci w chwili śmierci cierpieli na choroby układowe.
      Badane szczątki należały do ludzi zamieszkujących tereny od współczesnej Rosji po Szwajcarię, którzy reprezentowali różne grupy kulturowe, od łowców zbieraczy, poprzez pasterzy-nomadów po wczesnych rolników. Tak szerokie spektrum czasowe, geograficzne i kulturowe pozwoliło nam na wykorzystanie po raz pierwszy genetyki molekularnej do powiązania ewolucji patogenów z pojawieniem się nowego stylu życia człowieka, mówi Herbig.
      Wraz z pojawieniem się rolnictwa i hodowli zwierząt ludzie zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Mieli większy kontakt ze zwierzętami oraz z odchodami zarówno zwierząt jak i innych ludzi. Od dawna więc istniała hipoteza mówiąca, że wszystkie te czynniki mogły doprowadzić do bardziej stałego i nawracającego kontaktu z patogenami oraz pojawienia się nowych chorób. Brakowało na to jednak bezpośrednich molekularnych dowodów.
      Prehistoryczna metagenomika daje nam niezwykły wgląd w przeszłość ludzkich chorób. Mamy obecnie dane molekularne, które pozwolą nam zrozumieć pojawienie się i rozprzestrzenianie patogenów przed tysiącami lat, stwierdza Felix M. Key z Instytutu Maxa Plancka i Massachusetts Institute of Technology.
      Badania wykazały, że wszystkie 8 genomów rodzaju Salmonella pozyskane od pasterzy i rolników to przodkowie szczepu, który wywołuje obecnie dur rzekomy. Prawdopodobnie jednak te prehistoryczne bakterie nie były dobrze zaadaptowane do ludzi i atakowały również zwierzęta. To zaś sugeruje, że pojawiły się one właśnie w wyniku zmiany trybu życia ze zbieracko-łowieckiego na pasterski i rolniczy.
      Już wcześniej pojawiły się sugestie, że ten szczep Salmonelli przeszedł ze świń na ludzi przed około 4000 lat. Jednak obecne odkrycie, że zaraża on ludzi od ponad 5000 lat sugeruje, że to świnie zaraziły się od nas. Autorzy najnowszych badań proponują jednak inną hipotezę. Uważają oni, że specyficzne dla ludzi i dla świń szczepy Salmonelli pochodzące od wspólnego przodka, zaczęły razem ewoluować gdy ludzie udomowili świnie.
      Zaczynamy rozumieć genetyczne podstawy adaptacji Salmonelli do gospodarza i możemy teraz przełożyć tę wiedzę na mechanizmy dotyczące pojawiania się chorób u ludzi i zwierząt, dodaje Johannes Krause.
      Powyższe doniesienia wyglądają jeszcze bardziej interesująco w zestawieniu z badaniami na temat różnic w układzie odpornościowym pomiędzy łowcami-zbieraczami a rolnikami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 1985 roku Charles Hockett wysunął hipotezę, zgodnie z którą używanie zębów i szczęki jako narzędzi w społecznościach łowiecko-zbierackich spowodowało, że ich przedstawiciele nie mogli wymawiać dźwięków, do produkcji których używa się jednocześnie dolnej wargi i górnych zębów (spółgłoski wargowo-zębowe), czyli dźwięków „f” [f] i „w” [v].
      Damian Blasi z Instytutu Historii Człowieka im. Maksa Plancka, Steven Moran z Instytutu Lingwistyki w Zurichu oraz ich koledzy z Francji, Holandii i Singapuru połączyli dane paleoantropologiczne, lingwistyki historycznej oraz biologii ewolucyjnej i na tej podstawie dostarczyli dowodów, że w neolicie doszło do ogólnoświatowej zmiany dźwięków w językach. Języki zostały więc ukształtowane poprzez zmiany spowodowane zmianą sposobu gryzienia, na co wpłynęło rolnictwo, zmiany dietetyczne oraz zmiany w zachowaniu.
      Ludzka mowa jest bardzo zróżnicowana, a wydawane dźwięki rozciągają się od bardzo rozpowszechnionych „m” czy „a”, po unikatowe głoski mlaszczące w niektórych językach afrykańskich. Uważa się, że zdolność do wymawiania ponad 2000 różnych dźwięków pojawiła się wraz z ewolucją i istnieje co najmniej od pojawienia się Homo sapiens. Jednocześnie specjaliści sądzą, że rozpowszechnienie się danego dźwięku w językach świata zależy od tego, na ile łatwo dźwięk ten wymówić, odróżnić od innych i nauczyć się go. Również te umiejętności są na stałe wbudowane w nasz gatunek.
      Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania można spodziewać się, że każda zmiana w ludzkim aparacie mowy, słuchu czy w zdolności do uczenia się powinna wpływać na prawdopodobieństwo, a może nawet na zakres, występowania dźwięków w języku.
      Dowody paleoantropologiczne wskazują, że w neolicie doszło do dużej zmiany w ludzkim aparacie mowy. Prawidłowy jest odpowiedni nagryz pionowy i poziomy, gdy zęby górne i dolne nie nachodzą całkowicie na ciebie. Jednak w paleolicie ludzie używali zębów jako narzędzi, przez co już w wieku nastoletnim wykształcał się u nich zgryz, w którym zęby całkowicie na siebie nachodziły. Przez to dźwięki, wymagające kontaktu dolnej wargi z górnymi zębami były trudne do wymówienia.
      Odpowiedni nagryz pionowy i poziomy u dorosłych widzimy w danych paleontologicznych pochodzących z czasu, gdy upowszechniło się rolnictwo, a wraz z nim bardziej intensywne przetwarzanie żywności, dzięki czemu ludzie zaczęli jeść bardziej miękkie pożywienie. Wówczas aparat mowy H. sapies ukształtował się tak, że można było z łatwością wymawiać dźwięki „f” [f] i „w” [v].
      Hipoteza taka znajduje wsparcie w modelach biomechanicznych. Dzięki nim wiemy, że przy prawidłowym nagryzie wymówienie głosek wargowo-zębowych „f” [f] i „w” [v] wymaga o 30% mniej wysiłku niż wówczas, gdy zęby dokładnie na siebie nachodzą. Problem ten nie występuje w wypadku dźwięków takich jak „m” [m] czy „p” [p], które powstają dzięki zetknięciu obu warg. Te dźwięki ludzie paleolitu mogli bez problemu wymawiać. Modele takie wykazały również, że taki jak obecnie nagryz pionowy i poziomy zmniejsza od 24 do 70 procent odległość pomiędzy zębami a wargą przy artykulacji spółgłosek dwuwargowych („m” [m], „p” [p] i inne), prowadząc w ten sposób do zwiększenia prawdopodobieństwa przypadkowego pojawienia się dźwięków wargowo-zębowych w społecznościach, gdzie prawidłowy nagryz został zachowany w wieku dorosłym.
      Oszacowania występowania prawidłowego nagryzu w zależności od rozpowszechnienia w danej społeczności żywności pochodzącej z rolnictwa wykazały, że w społecznościach łowiecko-zbierackich głoski zębowo-wargowe występują 4-krotnie rzadziej niż w społecznościach rolniczych. Podobne wyniki dały badania rekonstrukcyjne nad językami indoeuropejskimi. Okazało się, że mediana prawdopodobieństwa występowania dźwięków wargowo-zębowych w protojęzyku (6000 do 8000 lat temu) wynosiła około 3%, podczas gdy w istniejących językach indoeuropejskich wynosi ona 76%.
      Dźwięki „f” [f] oraz „w” [v] rozpowszechniły się w ludzkich językach stosunkowo niedawno, a było to możliwe dzięki pojawieniu się rolnictwa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rolnictwo, które wydaje się bardziej przyjazne środowisku, a jednocześnie wykorzystuje więcej ziemi, by uzyskać takie same plony, może mieć bardziej negatywny wpływ na przyrodę niż rolnictwo intensywne, używające mniej ziemi, wynika z ostatnich badań.
      Od pewnego czasu ukazują się badania, których autorzy twierdzą, że najlepszym sposobem na ochronę środowiska naturalnego przed negatywnym wpływem działalności rolniczej człowieka, jest jak najbardziej intensywne wykorzystywanie ziemi, dzięki czemu można jej używać mniej. Jednak problem w tym, że z intensywnymi technikami rolniczymi wiąże się nieproporcjonalnie duży poziom zanieczyszczenia, erozji gleby i zużycia wody. Jednak, jak dowodzą autorzy najnowszych badań, to pogląd nieprawdziwy.
      Grupa naukowców postanowiła dokładnie oszacować zanieczyszczenia – takie jak produkcja gazów cieplarnianych, zużycie nawozów i wody – i przeliczyć je na jednostkę żywności wyprodukowanej w sposób intensywny lub w sposób uważany za przyjazny środowisku. W ten sposób mogli porównać koszt środowiskowy obu metod uprawy ziemi.
      Wcześniej prowadzono już podobne badania, lecz tam porównywano wpływ środowiskowy na jednostkę terenu. Jako, że rolnictwo intensywne korzysta z mniejszej ilości ziemi to, jak twierdzą autorzy najnowszych badań, prowadziło to do przeszacowywania zanieczyszczeń z tego typu działalności rolniczej.
      Badania czterech głównych sektorów działalności rolniczej wykazały, że – wbrew temu co się powszechnie uważa – bardziej intensywne rolnictwo, które używa mniej ziemi, powoduje też mniejsze zanieczyszczenie, erozję i zużywa mniej wody.
      Należy jednak wziąć pod uwagę pewne poważne zastrzeżenie. Jeśli intensywne rolnictwo będzie wykorzystywane wyłącznie w celu zwiększania plonów czy obniżania cen żywności, przyspieszy ono niszczenie planety. Zdaniem autorów badań, intensywna działalność rolnicza sprawdzi się jako metoda ochrony przyrody tylko wówczas, jeśli będzie prowadzona właśnie po to, by jak najmniej terenów przeznaczać na działalność rolniczą.
      Rolnictwo to najważniejszy czynnik przyczyniający się do utraty bioróżnorodności planety. Ciągle niszczymy habitaty, by zrobić miejsce na pola uprawne, mówi główny autor badań, profesor Andrew Balmoford z Wydziału Zoologii Cambridge University. Nasze wyniki pokazują, że możemy wykorzystać intensywne rolnictwo by zapewnić wyżywienie ludności chroniąc jednocześnie dziką przyrodę. Jeśli jednak chcemy uniknąć masowej zagłady gatunków musimy połączyć takie działania rolnicze z chęcią uchronienia jak największych obszarów od działalności rolniczej.
      Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące zanieczyszczeń powodowanych przez cztery wielkie sektory produkcji rolnej: uprawy ryżu w Azji, uprawy pszenicy w Europie, produkcję wołowiny w Ameryce Łacińskiej i produkcję mleka i jego przetworów w Europie.
      Uzyskane wyniki wskazują, że wiele systemów intensywnej uprawy i hodowli ma mniejszy negatywny wpływ na środowisko naturalne i, co najważniejsze, używa mniej terenów, niż mniej intensywna działalność rolnicza. Na przykład okazało się, że wykorzystywane w intensywnej uprawie ryżu nieorganiczne związki azotu nie zwiększają emisji gazów cieplarnianych, ale skutkują wyższymi plonami i mniejszym zużyciem wody na tonę ryżu. Z kolei przy niektórych intensywnych metodach hodowli krów możliwe jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych aż o połowę, jeśli na pastwiskach zasadzi się drzewa zapewniające bydłu cień. Badania organicznych farm mlecznych w Europie wykazały, że do produkcji tej samej ilości mleka potrzebują one o co najmniej 30% ziemi uprawnej i dwukrotnie więcej ziemi do wypasu niż tradycyjne farmy mleczne.
      Organiczne systemy hodowli i uprawy roli są często postrzegane jako bardziej ekologiczne od systemów tradycyjnych, jednak nasze badania wskazują, że jest wręcz przeciwnie. Systemy organiczne, poprzez wykorzystywanie większej przestrzeni, mogą w ostatecznym rozrachunku bardziej szkodzić środowisku naturalnemu, mówi współautor badań, doktor David Edwards z University of Sheffield.
      Autorzy badań podkreślają, że intensywne rolnictwo musi być połączone z mechanizmami zapobiegającymi jego rozprzestrzenianiu się. Można to zrobić np. poprzez dopłaty do działalności rolniczej, gdzie rolnicy, w zamian za zwrócenie części swojej ziemi do środowiska naturalnego i rozpowszechnienie intensywnych metod upraw i hodowli na pozostałych częściach, otrzymywali by pieniądze pochodzące z podatków. W ten sposób można by ograniczyć ich chęć rozszerzania areałów upraw i zwiększania swoich zysków.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Humanoidalne roboty będą powoli wkraczały do naszej codzienności. Dlatego też psychologów interesuje kwestia interakcji człowieka z takimi maszynami i chcą znać odpowiedź na pytanie, jak reagujemy na obecność humanoida.
      Okazuje się, że obecność takiej maszyny zmienia np. naszą zdolność koncentracji. Grupa francuskich naukowców przeprowadziła eksperyment, w którym wzięło udział 58 osób. Badani mieli do rozwiązania standardowy test skupienia uwagi. Na ekranie pokazywano im różne wyrazy, a ich zadaniem było odpowiedzenie, jakiego koloru są litery. Trzeba było zatem skupić się na kolorze, a ignorować znaczenie słowa. Szybkość odpowiedzi świadczyła o stopniu skupienia uwagi.
      Respondenci byli poddawani testom dwukrotnie. Raz gdy byli sami, a drugi raz gdy w odległości 1,5 metra od nich stał humanoidalny robot i obserwował ich przez 60% czasu testu.
      Zanim jednak przystąpili do testu ludzie zapoznawali się z robotem. Zadawali mu serię zdefiniowanych wcześniej pytań. Robot odpowiadał albo przyjaźnie, przekazując pozytywne odpowiedzi, albo był niegrzeczny, a treść odpowiedzi miała negatywny wydźwięk.
      Okazało się, że osoby, które były obserwowane przez „niegrzecznego” robota kończyły test wcześniej niż wówczas, gdy wykonywały go same. W przypadku, gdy mieli do czynienia z „dobrym” robotem nie zauważono żadnej zmiany tempa odpowiedzi.
      Naukowcy spekulują, że w obecności nieprzyjaźnie nastawionego robota ludzie są bardziej czujni, co pozwala na lepsze skupienie uwagi. Wcześniej podobne zjawisko zaobserwowano u osób, które były obserwowane przez krytycznie nastawionych do nich ludzi. Tutaj opisano pierwsze badania, w których ludzi zastąpiono robotem.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...