Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Blizny na męskiej twarzy działają na kobiety jak ogłoszenie, a właściwie reklama wartościowych cech właściciela. Okazuje się zatem, że nie szpecą one, jak dotąd zakładano. Jest jednak pewien warunek, muszą to być ślady po ranach odniesionych w walce, a nie po trądziku czy ospie wietrznej (Personality and Individual Differences).

Badacze z Uniwersytetów w Liverpoolu i Stirling pokazali ponad 200 ochotnikom zdjęcia twarzy z i bez różnego rodzaju blizn. Panie wyżej oceniały "naznaczone" męskie twarze, wg panów, skazy nie zwiększały natomiast atrakcyjności kobiecych fizjonomii.

Dla kobiet blizny zwiększały szanse ich właściciela na związek krótko-, ale już nie długoterminowy. Nie wiadomo dokładnie, czemu blizny oddziałują w ten sposób na przedstawicielki płci pięknej. Na pewno stanowią one zapis historii danego mężczyzny. Poza tym, poprzez skojarzenia z gwałtownością i przemocą, wskazują na określone cechy osobowościowe: skłonność do podejmowania ryzyka i ponadprzeciętną męskość. Wg socjobiologów, stanowią one sygnał dobrych genów i silnego układu odpornościowego.

Blizny potrądzikowe czy pozostające po operacjach chirurgicznych lub ospie wskazują natomiast na słabszy układ immunologiczny, przez co są postrzegane bardziej negatywnie niż inne rodzaje śladów znaczących skórę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

potwierdzam. meżczyzna z odpowiednimi bliznami jest bardziej męski nie musza być koniecznie na twarzy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwi mnie to, że kobiety patrząc na te blizny myślą "och jaki gwałtowny i silny mężczyzna - brał udział w jakichś tam walkach", zamiast "ale cieniak - dał się komuś oszpecić/pobić - ten co go naznaczył blizną to dopiero musi być ciacho" :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

eee..nie uda się taka gwałtowna brutalna walka bez uszkodzeń ciała  obu walczacych

Share this post


Link to post
Share on other sites

Życie to nie film z Russelem Crow`em w roli głównej...

W normalnym życiu wystarczy często oberwać pierwszy cios, by nie mieć później szansy na oddanie przeciwnikowi. Ciekawe ile tych pierwszych ciosów zostawia te "męskie" blizny :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

Życie to nie film z Russelem Crow`em w roli głównej...

subiektywna opinia: ten facet absolutnie mnie ni pociąga.

a te blizny sa pociągające i to siedzi gdzies w głowie. moze nie ma sensu bo tak naprawde jest objawem słabości a nie siły ale tak już jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje mi się że coś takiego może być pociągające bardziej na płaszczyźnie podświadomej.

Świadomie perspektywa bycia z kimś kto wdaje się w bójki mi przynajmniej nie wydaje się kusząca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwi mnie to, że kobiety patrząc na te blizny myślą "och jaki gwałtowny i silny mężczyzna - brał udział w jakichś tam walkach", zamiast "ale cieniak - dał się komuś oszpecić/pobić - ten co go naznaczył blizną to dopiero musi być ciacho" :D

 

Kobiety wcale tak nie myślą. To ich podświadomość podpowiada im "ooo, patrz jaki samiec - ma blizny -> brał udział w walkach -> jest odważny, gwałtowny, porywczy -> ma wysoki poziom testosteronu".

Myślę, że to też wiąże się z cyklem kobiety...

 

Cóż, jesteśmy niewolnikami swoich hormonów, ciał...  ::)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem, że chodzi o podświadomość. Głośno się tylko zastanawiałem, czemu ta podświadomość jest taka ułomna w dzisiejszych czasach. Mogę tylko podejrzewać, że jest to pozostałość po epoce kamienia łupanego i czasach kiedy dla przegranych nie było litości i walki (prawdopodobnie) toczyły się na śmierć i życie. Blizna mogłaby być wtedy oznaką przeżycia takiej walki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

może i masz rację, to by mi pasowało i pomogło poukładać troche przyczyn instynktów

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem, że chodzi o podświadomość. Głośno się tylko zastanawiałem, czemu ta podświadomość jest taka ułomna w dzisiejszych czasach. Mogę tylko podejrzewać, że jest to pozostałość po epoce kamienia łupanego i czasach kiedy dla przegranych nie było litości i walki (prawdopodobnie) toczyły się na śmierć i życie. Blizna mogłaby być wtedy oznaką przeżycia takiej walki.

 

Widzisz... chyba nasza psychika, podświadomość ewoluuje trochę wolniej niż nasze ciała. Wystarczy spojrzeć na wszystkie stereotypy związane z płcią i seksualnością.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwi mnie to, że kobiety patrząc na te blizny myślą "och jaki gwałtowny i silny mężczyzna - brał udział w jakichś tam walkach", zamiast "ale cieniak - dał się komuś oszpecić/pobić - ten co go naznaczył blizną to dopiero musi być ciacho" :D

 

Moim skromnym zdaniem kobiety bardziej czują pociąg, niż o nim myślą... To troszkę jak z tym, co my myślimy o tzw. "super dziewczynach" - ja nie myślę dlaczego jest pewna kobieta piękna, tylko widzę piękno, które mogę później opisywać...

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cóż, jesteśmy niewolnikami swoich hormonów, ciał.

Tak, masz rację. W jakiś sposób każdy jest. Kobiety jednak szczególnie. Oczywiście ciało to ...my. W naszej sferze kulturowej oddziela się silnie ciało od ducha. To jednak nie jest prawidłowe podejście, taka uwaga nawiasem pisząc. W Biblii np. ciało było traktowane jako coś będącego jednością z duchem. Dopiero nasze chrześcijańskie podejście to wypacza. Któż to zrozumie? Większa to doskonałość czy upadek?

My i kobiety widzimy się trochę inaczej. Dla nas blizny są oszpeceniem. Jak widać dla kobiet niekoniecznie. Tak jakoś widać że lubią oglądać blizny czy też nasze ciała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj kolego, nie zgodziłabym się że kobiety bardziej, z uwagi na bardziej sprawiedliwą z męskiej części forumowiczów pozwolę sobie nie wymieniać zachowań podyktowanych instynktem.

 

Po prostu u kobiety zachowanie zmienia się w czasie cyklu, instynkt działa w takim samym stopniu, ale w innym sposób w różnych jego fazach.

 

Dlatego pewne zachowania panów podyktowane instynktem łatwiej zaliczyć do normalnych cech charakteru, bo nie zmieniają się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobra, ale przypuscmy iz te blizny po tym, ze ktos go katowal (a zostal uratowany kilka sekund przed zgonem przez kompana?). A jako denat juz by taki atrakcyjny raczej nie byl ;] Zreszta w co niebezpieczniejszych dzielnicach chodzac samemu po nocach mozna wrocic z pocharatana twarza ;] Na tym swiecie kazdy ma szanse na sukces rozplodowy ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobra, ale przypuscmy iz te blizny po tym, ze ktos go katowal (a zostal uratowany kilka sekund przed zgonem przez kompana?). A jako denat juz by taki atrakcyjny raczej nie byl ;] Zreszta w co niebezpieczniejszych dzielnicach chodzac samemu po nocach mozna wrocic z pocharatana twarza ;] Na tym swiecie kazdy ma szanse na sukces rozplodowy ;]

 

Myślę, że nasze popędy wciąż pozostają w prehistorii.

Tak jak męskie - kobieta "puszczalska" jest zła, bezwartościowa, ponieważ daje się zapłodnić komukolwiek ("być może będę wychowywał nie swoje dziecko?!"), przez co nie dba o odpowiedni dobór genów swojego potomstwa - na nic tłumaczenie świadomości, że dziś istnieje szereg środków antykoncepcyjnych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak myślisz? Ja odważę się postawić przeciwną tezę: kobieta "puszczalska" jest zainteresowana głównie cechami czysto biologicznymi, takimi jak muskularna budowa ciała czy wysoki poziom testosteronu. Kobieta bardziej powściągliwa wybiera prędzej partnera inteligentnego i stabilnego, a jej potomstwo, z racji częstszej monogamii, jest mniej różnorodne genetycznie. Dlatego kobieta "puszczalska" ma większe szanse na przekazywanie swoich genów w dłuższym czasie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasem mogę napisać coś, co nie jest moją opinią, ale jedną z zasłyszanych czy stereotypowych itd.

Od razu mówię, że jestem bardzo tolerancyjna, jestem w stanie zaakceptować różne dewiacje i raczej nie moralizuję (mimo, że może czasem sprawiam takie wrażenie) - nie jestem osobą, która uważa, że moja racja jest najmojsza i najtwojsza :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na tegorocznym kongresie Europejskiego Towarzystwa Anestezjologicznego w Wiedniu zaprezentowano przypadek 60-letniego mężczyzny, u którego podczas operacji ratującej życie doszło w sierpniu 2018 r. do "pożaru" w klatce piersiowej.
      U pacjenta, który rok wcześniej przeszedł pomostowanie aortalno-wieńcowe, występował rozwarstwiający tętniak aorty wstępującej. Istotne jest też to, że mężczyzna od lat zmagał się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). Podczas operacji chirurdzy wykryli w prawym płucu pacjenta pęcherze rozedmowe. Jeden z nich przypadkowo przebito. By zapobiec niewydolności oddechowej, zwiększono przepływ gazów anestetycznych do 10 l/min; zawartość tlenu podwyższono do 100%.
      Niedługo potem przez użycie narzędzia do elektrokauteryzacji doszło do zapłonu chusty chirurgicznej. Ogień natychmiast ugaszono. Pacjentowi nic się nie stało. Dalsza część operacji przebiegła już bez przygód.
      Mimo że udokumentowano tylko parę przypadków zapłonu w klatce piersiowej - 3 dot. chirurgii klatki piersiowej i 3 dot. pomostowania aortalno-wieńcowego [pot. bypassów] - wszystkie wiązały się z chustami chirurgicznymi, elektrokauteryzacją, podwyższonym wdechowym stężeniem tlenu oraz pacjentami cierpiącymi na POChP lub inną chorobę płuc - opowiada dr Ruth Shaylor z Austin Health w Melbourne. Szczególnie chirurdzy i anestezjolodzy powinni mieć świadomość, że jeśli płuco jest uszkodzone lub następuje wyciek powietrza z jakiegokolwiek innego powodu, w klatce piersiowej może nastąpić zapłon. Pacjenci z POChP znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy naukowcom udało się oszacować, ile twarzy pamięta przeciętny człowiek. Wynik może zaskakiwać, ale okazuje się, że średnio każdy z nas pamięta około... 5000 twarzy.
      Uczeni z University of York sprawdzili, ile twarzy potrafią przywołać z pamięci uczestnicy badań oraz ile sławnych twarzy potrafią rozpoznać. Zdolność do zapamiętania tak dużej liczby twarzy może zaskakiwać. Ludzie przez większość swojej historii żyli w niewielkich grupach ograniczających się do około 100 osób. Okazuje się jednak, że jesteśmy biologicznie przystosowani do spotkania i zapamiętania znacznie większej liczby osób.
      Nasze badania skupiły się na liczbie twarzy, które ludzie znają. Nie próbowaliśmy określić górnego limitu liczby twarzy, jaką mózg jest w stanie zapamiętać, mówi doktor Rob Jenkins z Wydziału Psychologii. Umiejętność odróżniania od siebie poszczególnych osobników jest bardzo ważna. Pozwala ona bowiem na śledzenie w czasie zmian zachowania ludzi i odpowiedniego modyfikowania własnego zachowania.
      Zadaniem badanych było spisanie w ciągu godziny jak największej liczby ludzi, których pamiętają. Czy to ze szkoły, z pracy, wśród sąsiadów czy rodziny. Proszono ich też o spisanie znanych osób, które widzieli w mediach. Zauważono, że początkowo badani bardzo szybko spisywali kolejne osoby, jednak pod koniec zadania coraz trudniej było sobie im przypomnieć następne. Zmiana w tempie przypominania pozwoliła na oszacowanie, kiedy ludzie przestaną kojarzyć kolejne twarze, zatem ile ich znają.
      Ponadto badanym pokazywano tysiące fotografii znanych ludzi i pytano, których z nich rozpoznają. W celu sprawdzenia, czy się nie pomylili, widzieli dwie fotografie każdej ze znanych osób, wykonane w różnych sytuacjach.
      Badania wykazały, że ludzie znają od 1000 do 10 000 twarzy. Tak duży rozrzut może być wyjaśniony faktem, że niektórzy ludzie mają naturalną zdolność do zapamiętywania twarzy. Ludzie w różnym stopniu skupiają się na twarzach innych i różnie te informacje są przetwarzane przez ich mózgu. Może to też odzwierciedlać środowisko, w jakim żyją. Jedni dorastali w otoczeniu dużej liczby ludzi, inni mieszkali w małych miejscowościach.
      Średnia wieku badanych wynosiła 24 lata i, jak mówią naukowcy, może to stać się interesującym przedmiotem przyszłych badań. Ciekawe, czy istnieje jakiś wiek, w którym pamiętamy najwięcej twarzy. Być może przez całe życie zapamiętujemy nowe twarze, a być może po osiągnięciu jakiegoś wieku zaczynamy niektóre z nich zapominać, mówi doktor Jenkins.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nie tylko w komediach mężczyźni głupieją w obecności pięknej kobiety. Przed trzema laty przeprowadzono badania, w których udowodniono, że po krótkiej interakcji z atrakcyjną kobietą mężczyźni wykazują obniżone zdolności umysłowe.
      Najnowsze eksperymenty, przeprowadzone na holenderskim Radboud University Nijmegen wykazały, że zdolności męskiego mózgu zostają upośledzone nawet wówczas, gdy panowie są przekonani, iż obserwuje ich kobieta.
      Sanne Nauts i jej zespół przeprowadzili serię eksperymentów, w których brali udział kobiety i mężczyźni. Najpierw badani przechodzili test Stroopa. Jego zadaniem jest pomiar zdolności do przetwarzania sprzecznych informacji. Polega on na tym, że badanym pokazuje się nazwy kolorów zapisane drukiem innego koloru niż jego nazwa. Na przykład wyraz „zielony“ może być zapisany na czerwono, a „niebieski“ na zielono. Zadaniem badanych jest jak najszybsze stwierdzenie, jaki kolor ma tusz, którym wydrukowano wyraz. To wymagające zadanie dla mózgu i niejednokrotnie wykazano, że jeśli mózg jest zmęczony, zadanie wykonywane jest wolniej.
      Po teście Stroopa badani brali udział w drugiej części eksperymentu. Mieli usiąść na krześle przed kamerą internetową i czytać na głos różne wyrazy. Powiedziano im, że przez kamerę będzie ich obserwowała osoba, która postara się z ruchu ich warg zgadnąć, jakie wyrazy czytają. Podano jedynie imię tej osoby. Części badanych podano imię męskie, części żeńskie. Po tej fazie badań ponownie zostali poddani testowi Stroopa. Okazało się, że kobiety osiągały takie same wyniki jak za pierwszym razem, niezależnie od płci osoby, która miała je obserwować. Tymczasem mężczyźni, którzy sądzili, że przez kamerę obserwowała ich kobieta gorzej rozwiązali test.
      Drugi eksperyment był bardzo podobny. Również i tym razem rozpoczęto od testu Stroopa. Po jego zakończeniu badanym powiedziano, że ponownie czeka ich test z czytaniem wyrazów do kamery. Ten etap jednak w rzeczywistości pominięto i po chwili powtórzono test Stroopa. Rezultaty były takie jak za pierwszym razem. U kobiet nie zauważono żadnej różnicy, u mężczyzn, którzy sądzili, że będą oglądani przez kobietę, wydajność spadła.
      Zdaniem Nauts takie wyniki pokazują, że nawet gdy kontakt zachodzi przez telefon czy komunikator, to sama  świadomość interakcji z kobietą upośledza zdolności umysłowe mężczyzn. Uczona spekuluje, że być może męski mózg jednocześnie podświadomie rozważa  szanse na umówienie się z przedstawicielką płci pięknej. Być może wytłumaczenie jest też inne. Mężczyźni mogą chcieć podświadomie zaimponować kobiecie. Wiele wcześniejszych eksperymentów pokazało, że im bardziej staramy się wywrzeć dobre wrażenie, tym gorzej mózg radzi sobie z tym zadaniem. Zauważono np. że jeśli ktoś ma silne uprzedzenia rasowe, to po rozmowie z osobą innej rasy, podczas której stara się ukryć swoje uprzedzenia, zdolności umysłowe się pogarszają. Podobne zjawisko zauważono wśród uboższych studentów elitarnych uniwersytetów, którzy są obserwowani przez swoich bogatych kolegów.
      Wszystko zatem wskazuje na to, że im bardziej skupiamy się na tym, jakie wrażenie wywieramy, tym większe mamy trudności w jasnym myśleniu. W przypadku mężczyzn wystarczy samo przekonanie o zachodzącej interakcji z kobietą, by zdolności umysłowe uległy obniżeniu.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzisiaj obchodzimy najmłodsze i najmniej znane święto - Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Został on ustanowiony z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a odpowiednią ustawę przyjęto 4 lutego 2011 roku.
      Data 1 marca nie został wybrany przypadkowo. To właśnie wtedy, w 1951 roku, w więzieniu na Mokotowie UB wymordowało strzałami w tył głowy kierownictwo ostatniej ogólnopolskiej organizacji walczącej z sowiecką okupacją. Życie stracili wówczas ppłk Łukasz Ciepliński, mjr Adam Lazarowicz, mjr Mieczysław Kawalec, kpt Franciszek Błażej oraz porucznicy Józef Rzepka, Józef Batory i Karol Chmiel z IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
      Przez kilkadziesiąt powojennych lat komuniści starali się wymazać pamięć o Żołnierzach Wyklętych, nazywając ich „bandytami“ i pomniejszając skalę oporu stawianego nowemu okupantowi. Próbowali ukryć fakt, że przez kilka lat po zakończeniu II wojny światowej w Polsce trwała wojna domowa. W walce z komunistami brało udział 200 000 osób. Ostatni żołnierz polskiego podziemia niepodległościowego, sierżant Józef Franczak ps. Lalek, zginął w obławie UB 21 października 1963 roku.
      W styczniu 1944 roku Armia Czerwona weszła na dawne tereny II Rzeczpospolitej. Za regularnym wojskiem szły oddziały NKWD, które „czyściły“ te obszary z polskiej partyzantki. Ludzie, którzy przez lata walczyli z nazistami byli teraz aresztowani, wywożeni na Sybir i mordowani.
      NKWD i UB szybko rozpracowywało  kolejne grupy i organizacje. Wiele osób próbowało też skorzystać z ogłoszonej amnestii i zdecydowało się ujawnić. Był wśród nich legendarny August Emil Fieldorf ps. Nil, generał AK i dowódca Kedywu, zamordowany przez UB po sfingowanym procesie. Generał już w 1944 roku otrzymał polecenie stworzenia kadrowego odłamu AK, organizacji NIE, gotowej do działania w warunkach sowieckiej okupacji.
      Dzisiaj wiemy, że UB znało strukturę i skład osobowy NIE. Udało się jej też aresztować działaczy innej organizacji - Armii Polskiej.
      W latach 1944-1956 w różnych organizacjach podziemnych, głównie zbrojnych, służyło ponad 200 000 osób. Prawie połowa z nich była członkami utworzonego we wrześniu 1945 roku Zrzeszenia Wolność i Niepodległość (WiN). Było ono najsilniejsze na wschodzie Polski, a na czele wielu oddziałów stali wybitni dowódcy jak np. cichociemny major Hieronim Dekutowski „Zapora“ czy kapitan Zdzisław Broński „Uskok“.
      Inną silną organizacją było Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, które politycznie podlegało Stronnictwu Narodowemu. Oddziały NZW liczyły około 40 000 osób, a wśród wybitnych dowódców warto wymienić majora Mieczysława Grygorcewicza „Ostrowski“ czy kapitana Zbigniewa Kuleszę „Młot“, który jeszcze w 1947 roku miał pod swoją komendą około 5000 żołnierzy.
      Najmniejszą z ogólnopolskich organizacji niepodległościowych była Organizacja Polska, które podlegały Narodowe Siły Zbrojne. Po przejściu na Zachód Brygady Świętokrzyskiej NSZ, której udało się opuścić Polskę w zwartym szyku liczącym 1000 żołnierzy, największym oddziałem NSZ był działający na Śląsku oddział kapitana Henryka Flamego „Bartka“, który liczył niemal 200 żołnierzy.  Pod koniec 1946 roku prowokatorzy UB przeprowadzili oddział „Bartka“ do granicy z Czechosłowacją, gdzie żołnierze zostali w większości wymordowani. Ostatniego z nich, Czesława Czaplickiego, komuniści dopadli w 1963 roku. Został skazany na osiem lat więzienia, z którego wyszedł w marcu 1968 roku.
      Z komunistami walczyły też liczne lokalne oddziały, nieposiadające ogólnopolskich struktur. Na Podhalu operował 700-osobowy oddział Józefa Kurasia „Ognia“, a na Białostoczczyźnie i Pomorzu walczył dowódca 5. Brygady Wileńskiej AK major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka“. W centralnej Polsce, na terenie rozciągającym się od Łodzi, Radomska i Częstochowy po Górny Śląsk operował kapitan Stanisław Sojczyński „Warszyc“, który stworzył liczącą kilka tysięcy osób organizację Konspiracyjne Wojsko Polskie.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas oceny atrakcyjności potencjalnego partnera zdrowy koloryt skóry jest dla kobiet ważniejszy niż to, jak męsko wygląda jego twarz (Evolution and Human Behaviour).
      Psycholodzy z malezyjskiego kampusu Uniwersytetu w Nottingham sfotografowali w kontrolowanych warunkach twarze 34 białych i 41 czarnych mężczyzn. Następnie określili kolor skóry. Okazało się, że w jednej i drugiej populacji ocena atrakcyjności przez kobiety zależała od zawartości koloru złotego.
      By stwierdzić, jak męsko wygląda dana twarz, zespół doktora Iana Stephena wykorzystał geometryczną metodę morfometryczną. Posłużyliśmy się tą techniką [komputerową], by matematycznie porównywać kształt męskich twarzy do podobnej próbki kobiecych twarzy z tej samej populacji. Dzięki temu każdej z fizjonomii przypisano wskaźnik męskości.
      Później zdjęcia pokazywano 30 czarnoskórym i 32 białym kobietom, które oceniały atrakcyjność uwiecznionych na nich osób.
      Przeciwutleniające barwniki karotenoidowe ze spożywanych owoców i warzyw wpływają na funkcjonowanie układów odpornościowego i rozrodczego. Uwzględniając je w swojej diecie, stajemy się zdrowsi i bardziej płodni, a złoty kolor skóry jest wyraźnym tego sygnałem. Nasze studium pokazuje, że bycie zdrowym to dla mężczyzn najlepszy sposób na atrakcyjny wygląd.
      Kobiety muszą prawdopodobnie być zaznajomione z wyglądem danej populacji mężczyzn, bo o ile złota barwa była bardzo ważna przy ocenie atrakcyjności twarzy własnej grupy etnicznej, o tyle panie wydawały się nie dbać o koloryt skóry mężczyzn z innej grupy etnicznej. Niewykluczone, że działo się tak dlatego, że barwa skóry innych grup była czymś nieznanym, trudno więc wykryć stosunkowo niewielkie różnice koloru.
×
×
  • Create New...