Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Trzy metody wycinania serca. Tak w Mezoameryce składano ofiary z ludzi

Recommended Posts

W starożytnych religiach jednym z najświętszych rytuałów było poświęcenie człowieka bóstwu. Miało ono na celu pozyskanie przychylności istoty wyższej dla dobra wspólnoty. Ludzka ofiara była wielowarstwowym zjawiskiem religijnym, społecznym i politycznym, które można w pełni zrozumieć jedynie poprzez analizę jej znaczenia w społeczeństwie, w którym była dokonywana.

Ofiary z ludzi stosowało wiele kultur. Wiemy na przykład, że w XXVI wieku przed Chrystusem w mezopotamskim Ur poświęcono około 1800 ludzi, którzy mieli towarzyszyć w życiu pozagrobowym zmarłemu władcy. Podobne ofiary składali Egipcjanie, znamy je też z terenu starożytnych Indii. Ofiary z ludzi składano też w starożytnej Grecji, robili to również Celtowie i Galowie.

Jednak najsilniej z ofiarami z ludzi, a szczególnie z rytualnym wycinaniem serca, kojarzone są kultury Mezoameryki, przede wszystkim zaś Aztekowie. I właśnie temu zwyczajowi postanowili bliżej przyjrzeć się specjaliści z Uniwersytetu w Chicago, którzy chcieli zbadać, jakie techniki były stosowane przez tamtejszych kapłanów.

W czasie badań udało im się zidentyfikować trzy procedury usuwania serca.

Jak czytamy w pracy Open Chests and Broken Hearts Ritual Sequences and Meanings of Human Heart Sacrifice in Mesoamerica opublikowanej na łamach Current Anthropology, ofiary z ludzi były zwykle kontrolowane przez rządzące elity i wykazują one wysoki poziom kodyfikacji. Te ceremonialne akty były zamknięte w bardzo ściśle określonych ramach, co miało zapewniać skuteczną komunikację z bóstwem i zapewnić jego przychylność. Wycinanie serca w Mezoameryce miało też bardziej przyziemny cel, związany z publicznym widowiskiem odbywającym się na oczach wielkich tłumów, co znamy ze źródeł etnohistorycznych dotyczących Azteków czy z monumentalnej architektury stworzonej na potrzeby takiego zinstytucjonalizowanego pokazu na obszarze nizin zamieszkanych przez Majów. Te pokazy miały znaczenie polityczne, religijne i militarne, były też formą widowiska i służyły onieśmieleniu poddanych.

Autorzy najnowszych badań, Vera Tiesler (Universidad Autónoma de Yucatán) i Guilhem Olivier (Universidad Nacional Autónoma de México), przeanalizowali 201 scen rytualnego wycinania serca z kodeksów i porównali te dane ze historycznymi opisami oraz z analizami szkieletów.

Najczęściej stosowaną metodą była torakotomia podprzeponowa. Kapłan dokonywał nacięcia bruzdy pod lewymi żebrami. Ta część tułowia jest dobrze widoczna gdy ofiara leży rozciągnięta na płaskiej, zakrzywionej lub załamanej powierzchni. Cięcia dokonywano siekierą lub nożem, a cała operacja jest o tyle prosta, że nie trzeba przecinać kości. Była to więc metoda wykorzystywana przez Azteków podczas masowych rytuałów, trwających całymi godzinami czy dniami. Najlepiej, gdy ofiara leżała rozciągnięta na plecach na wyniesionym bloku tak, by największe wygięcie uzyskać na poziomie środka klatki piersiowej. Jak opisał brat Diego Duran, cztery osoby rozciągały kończyny ofiary, a piąta odchylała jej głowę w kierunku ziemi. Kapłan wbijał nóż pionowo na środku tułowia i prowadził go na zewnątrz, w lewą stronę ofiary. Jako, że po takim zabiegu praktycznie nie zostawały żadne ślady na kościach, nie mamy więc archeologicznych dowodów na jej przeprowadzenie.

Po przecięciu tułowia kapłan wprowadzał do wewnątrz sierpowato zagięty nóż, którym wyciągał serce, a na koniec przecinał łączące je naczynia krwionośne. Świadkowie opowiadali też konkwistadorom, że kapłan mógł również wyciągać serce dłonią. Podczas takiego rytuału krew gromadziła się w tułowiu i przepływała zgodnie z zasadami grawitacji. Tułów staje się więc naczyniem na krew.

Drugim sposobem, który również raczej nie zostawiał śladów na szkielecie, była torakotomia międzyżebrowa. W procedurze tej kapłan ciął pomiędzy dwoma żebrami po lewej stronie klatki piersiowej i w ten sposób uzyskiwał dostęp do serca. Co interesujące, miejsce wykonania cięcia była takie, jak obecnie w torakotomii przednio-bocznej, która jest stosowana w nagłych przypadkach, gdy trzeba uzyskać dostęp do serca. Nacięcie wykonywano pomiędzy IV a V lub V a VI żebrem. Procedura wymagała siłowego rozsunięcia żeber celem uzyskania dostępu do serca. Do przeprowadzenia rytuału potrzebna była ławka z oparciem. Ofiara siedziała lub klęczała z ramionami wyciągniętymi do tyłu. Kapłan zaś korzystał z siekiery lub długiego zaostrzonego kija. Serce ofiary wyciągane było ręcznie.

W jednej z prac naukowych czytamy, że najpierw kapłan dokonywał nacięcia tak, że widoczne było płuco, następnie zaś przebijał serce, przez co krew tryskała w stronę Słońca, następnie serce było szybko wyciągane i jeszcze pulsujące i tryskające krwią było pokazywane Słońcu, następnie zaś krwią spryskiwano twarz i szyję posągu bóstwa.

Tiesler i Olivier stwierdzili, że – wbrew oczekiwaniom – w analizowanych przez nich kodeksach nie znaleźli rysunku przedstawiającego ten sposób składania ofiary. Dysponujemy natomiast co najmniej jedną relacją, z której wynika, że ten sposób był stosowany podczas poświęcania ofiary Tezcatlipoce. Znaleźli też scenę, w której przedstawiony został ceremoniał koronacyjny króla Misteków. Przyszły władca siedzi z odchyloną głową, w pozycji, jaką znamy z opisów usuwania serca metodą torakotomii międzyżebrowej i czeka na rytualne przebicie nosa. Król swoją pozycją składa z siebie symboliczną ofiarę bogom, by zapewnić pomyślność swojemu ludowi.

Ostatnią wreszcie metodą była torakotomia dwustronna poprzeczna, gdy przecinany był mostek. Pozycja ofiary była taka, jak w pierwszej opisywanej metodzie. Cięcia dokonywano mniej więcej pomiędzy oboma sutkami, od jednej strony do drugiej.

Wymagało to sporej praktyki i olbrzymiej siły. Jako, że metoda ta pozostawia jednoznaczne w interpretacji ślady na szkielecie, mamy sporo dowodów na jej stosowanie, przede wszystkim z okresu poklasycznego. Wiele takich szkieletów odkryto w obecnej stolicy Meksyku, na terenie dawnego Tlatelolco. Liczne szkielety z rytualnie przeciętnym mostkiem znaleziono też w stanach Campeche i Chiapas. Noszą one ślady pojedynczego potężnego uderzenia całkowicie przecinającego mostek. Wiele ofiar tej metody rytualnego poświęcenie zostało poćwiartowanych, a ich skórę i mięśnie usunięto.

W poklasycznej Mezoameryce pojawiają się liczne rysunki, na których widzimy Xipe Toteca (Nasz pan, obdarty ze skóry), boga m.in. wiosny, walki i cierpienia rodzącej się natury, z raną przecinającą mostek, który ubrany jest w skórę poświęconej mu ofiary. Wiemy, że ofiary poświęcane Xipe Totecowi obdzierano ze skóry, która była noszona przez uczestników ceremonii. Wydaje się, że ten aztecki zwyczaj narodził się w Oaxaca w okresie klasycznym. Samo otwieranie klatki piersiowej przez przecięcie mostka to również prawdopodobnie zwyczaj późniejszy, który narodził się w drugim tysiącleciu naszej ery w centrach, które były pod wpływem ludów posługujących się językiem nahuatl.

W naszej pracy powiązaliśmy tryskającą krew przede wszystkim z rytuałem na cześć Xipe Toteca, nawodnieniem Ziemi i powołaniem boga do ziemskiego życia. Otwarcie klatki piersiowej, tak jak samo wyjęcie serca, miało na celu albo nawodnienie Ziemi (jak w przypadku przecięcia mostka w rytuale ku czci Xipe Toteca), albo zapewnienie ruchu Słońca na nieboskłonie. Ta druga potrzeba była spełniana za pomocą uzyskania dostępu do serca spod klatki piersiowej, co nie powodowało  wypływu krwi. Tutaj na pierwszym miejscu stawiano pozyskanie cennego serca, a cenna krew pozostawała w naczyniu ciała. Serce trzymane było wysoko i oferowane dziennym bóstwom, wysoko nad ziemią. Dopiero później, gdy krew ofiary miała zostać rozlana, zrzucono ciało w dół po stopniach świątyni. Rozlewająca się krew zapewniała łączność pomiędzy niebem a ziemią, piszą autorzy w podsumowaniu swoich badań.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe, jak ta pani tłumaczy istnienie tzompantli, rysunków z kodeksów, relacji naocznych świadków, dowodów archeologicznych.... Kobieta jednym wpisem gdzieś w internecie "obala" dziesiątki lat badań, tysiące publikacji naukowych.... to trochę mało :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Mariusz Błoński

Ta pani tego raczej na pewno nie neguje. Chodzi o to, że owe rytuały były krawawym epilogiem wojen kwietnych:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kwietne_wojny

Wojny kwietne były na swój sposób mało krwawe. Co też, na marginesie,  rzutowało mocno na taktykę wojsk azteckich - w znacznym stopniu czyniących ich bezradnymi wobec żołnierzy ze Starego Świata.

 Natomiast artykuł  Elizabeth Graham to ciekawe  spojrzenie na następującą kwestię:  Sensem istnienia Azteków, którzy uważali się za naród wybrany, było karmienie Słońca i odwlekanie końca cyklu istnienia, a koniec ten oznaczał unicestwienie. Jeśli bogowie poświęcili sie na ołtarzu (skąd my to znamy?), to czemu mieli sie nie poświęcać ludzie? Nas może to przerażać, ale śmierć na ołtarzu była dla nich  śmiercią honorową. W końcu w ich mniemaniu była to śmierć w bitwie, w zalegalizowanym starciu. 

Ps. Natomaist twierdzenie @antykwant, że to bzdury też nie jest sprawiedliwe. W końcu to artykuł o konkretnej pracy naukowej. 

W zasadzie powinienem dodać, że uznanie się przez Azteków za naród wybrany miało miejsce po reforamch ich wybitnego wodza,  Tlacaelela.

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites

...a nie zastanawia Państwa jak to jest, że zawsze omawiamy rytuały ameryki łacińskiej, a tak starannie omijamy rytuały Baala (ofiary dla Ognistego Byka - słońca), rytuały Egiptu (brak cmentarzy biedoty, ale upasione święte krokodyle) lub obszaru wczesnej Persji (olbrzymie pogorzeliska kości) czy zwyczaje Kartaginy?

Wstyd jakoś to badać i tylko ciągłe "brak dowodów" się słyszy.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, venator napisał:

Wojny kwietne były na swój sposób mało krwawe. Co też, na marginesie,  rzutowało mocno na taktykę wojsk azteckich - w znacznym stopniu czyniących ich bezradnymi wobec żołnierzy ze Starego Świata.

...Sensem istnienia Azteków, którzy uważali się za naród wybrany, było karmienie Słońca i odwlekanie końca cyklu istnienia, a koniec ten oznaczał unicestwienie. Jeśli bogowie poświęcili sie na ołtarzu (skąd my to znamy?), to czemu mieli sie nie poświęcać ludzie? Nas może to przerażać, ale śmierć na ołtarzu była dla nich  śmiercią honorową.

To brzmi jak próba wybielenia. Wojny kwietne prowadzono w celu zebrania jak największej ilości jeńców na ofiary dla bogów żądnych krwi. To nie był żaden przejaw humanitaryzmu, tylko chłodnej kalkulacji.

Jeśli robimy paralele do współczesności to trzeba powiedzieć, że Aztekowie mieli specyficzny kalendarz liturgiczny. W pierwszym miesiącu roku topiono małe dzieci w ofierze dla Tlaloca, aby wybłagać deszcz. Aby ofiara była udana, dzieci w momencie śmierci musiały szlochać, więc wyrywano im paznokcie. W drugim miesiącu na wiosnę z okazji święta Xipe Toteka, boga rodzącej się natury, grabieży, męczarni i zwłok, żywcem obdzierano ze skóry, przebijano strzałami. Krew obficie wsiąkała w ziemię niczym deszcz, tylko to bowiem mogło uratować świat przed suszą albo zapewnić ruch Słońca. W późniejszym okresie doszły do tego opisywane obrzędy wyrywania żywego serca. Tysiące ofiar co roku. Niemal każdy z 19 miesięcy azteckich wymagał wyrafinowanych krwawych ofiar. W następnych miesiącach obrzędy wymagały kolejno: krwawej ofiary z ptaków, puszczania krwi ludziom, ofiar z dzieci. W szóstym miały miejsce obrzędowe kradzieże i odprawiano obrzędy puszczania krwi kapłanom oraz wrzucania ludzkich serc do wody. W kolejnym ofiara z kapłanki. W ósmym składano w ofierze dziewczynę niewolnicę alby po spełnieniu ofiary ludność mogła spożywać nową kukurydzę. W dziewiątym miesiącu ”skromnie". Na cześć boga wojny Huitzilopochtli spożywano indyki, placki, zniesione były niektóre zasady seksualne, mężczyznom wolno było dotykać kobiet. W kolejnych miesiącach kolejno: ofiara całopalna, ofiara z kobiety, ofiara całopalna, ofiary z kobiet i mężczyzn dla Tlaloca, post, przegląd broni, potyczki, ofiary dla boga domowego ogniska, wywoływanie deszczu przez ofiarę z kobiety oraz płacz dzieci i kobiet, składanie ofiar z jeńców i 19 miesiąca zakaz uroczystości. Uff, bogate życie duchowe :|

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, JTK said:

Wojny kwietne prowadzono w celu zebrania jak największej ilości jeńców na ofiary dla bogów żądnych krwi

Można wiedzieć skąd te informacje? Brzmi trochę jak propaganda mająca w oczach odbiorcy uzasadnić ludobójstwo i przymusową chrystianizację.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, JTK napisał:

To brzmi jak próba wybielenia. Wojny kwietne prowadzono w celu zebrania jak największej ilości jeńców na ofiary dla bogów żądnych krwi. To nie był żaden przejaw humanitaryzmu, tylko chłodnej kalkulacji.

Wybielania? Czy w mojej wypowiedzi jest jakaś próba oceny azteckiego postępowania?

Abstahując od oceny czym jest humanitaryzm, to fakt,   takie postępownie mogło wynikać  z chłodnej kalkulacji azteckich elit. Być może naczelną ideą Tlacaelela było przekształcenie Trójprzymierza w państwo jak najbardziej jednolite, może stworzenie jednego narodu? Istotna była zapewne  kwestia ujednolicenia regionów podatkowych wokół centralnego ciała jakim miało być Tenochtitlan. Oczywiście co dobre było dla Mexikas nie koniecznie było dobre dla pozostałych sprzymierzeńców oraz ty mbardziej  ludów zależnych . Co też świetnie rozgrywał później Cortez. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W centrum Mexico City archeolodzy odkryli resztki azteckiego pałacu oraz domu konkwistadora. Podczas remontu historycznego budynku Nacional Monte de Piedad, znajdującego się przy centralnym placu Zócalo, robotnicy natrafili na podłogę z bazaltowych płyt. Jak poinformował Narodowy Instytut Antropologii i Historii (INAH), to pozostałości po pałacu ojca Montezumy, Axcayacatla. W swoim czasie w pałacu mieszkał Hernán Cortés.
      Axayacatl rządził w latach 1469–1481. Jego pałac, podobnie jak wiele innych azteckich budynków, został zburzony przez Hiszpanów. Teren ten należał później do Cortesa, który miał tutaj swój dom.
      Pod podłogą domu Cortesa, na głębokości ponad 3 metrów, odkryto kolejną podłogę z bazaltowych płyt. Tym razem pochodzącą z czasów prehiszpańskich. Na podstawie jej cech charakterystycznych specjaliści stwierdzili, że była to otwarta część byłego pałacu Axayacatla, prawdopodobnie dziedziniec, oświadczyli przedstawiciele INAH.
      Cortés najpierw mieszkał w samym pałacu, który dostosował do swoich potrzeb, np. do odprawiania mszy. To w tym pałacu więzionych było wielu azteckich władców, w tym sam Montezuma. Gdy w 1521 roku Hiszpanie zdobyli Tenochtitlan, pałac Axayacatla został zburzony. Na jego miejscu postawiono dom dla Cortesa.
      Obecnie stoi tam Nacional Monte de Piedad, XVIII-wieczny budynek instytucji charytatywnej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed ponad 3000 lat, pomiędzy rokiem 1174 a 1102 przed Chrystusem, mieszkańcy Etlatongo w dzisiejszym Meksyku rytualnie zakończyli używanie placu do gry w piłkę. Po odbytej ceremonii pozostały fragmenty spalonych roślin, rozbita olmecka ceramika, kości zwierząt, muszle oraz nieco ludzkich kości. Teraz Jeffrey Blomster i Victor Salazar dokonali zaskakującego odkrycia. Pod szczątkami boiska z XII wieku p.n.e. znaleźli bowiem kolejne, jeszcze starsze, datowane na 1374 rok przed naszą erą.
      Tym, co tak bardzo zaskoczyło naukowców był fakt, że tak stare boisko do rytualnej gry w piłkę znajdowało się właśnie w Etlatongo, w górskim stanie Oaxaca. Tego typu zabytku należałoby się spodziewać raczej na zdominowanych przez Olmeków tropikalnych nizinach. Tam bowiem najprawdopodobniej narodziła się gra.
      Najstarsze znane boisko w Mezoameryce pochodzi z 1650 roku p.n.e. Znajduje się ono w Paso de la Amanada w stanie Chiapas, na pacyficznym wybrzeżu Meksyku. To boisko ma podłoże z ziemi. Tymczasem podłoże boiska z Etlatongo jest wyłożone kamieniem. Dotychczas sądzono, że kamienne boiska pojawiły się około 1000 lat po powstaniu gry. W tym czasie była ona już szeroko rozpowszechniona w Mezoameryce.
      Tymczasem najnowsze odkrycia każą zrewidować dotychczasowe poglądy na rozwój gry, tak ważnej dla Olmeków, Majów i Azteków. Oznacza ono bowiem, że do roku 1374 przed naszą erą gra była już na tyle istotnym elementem kultury, iż boiska zajmowały centralne miejsca osad, a ich zbudowanie wiązało się z olbrzymim wysiłkiem, skoro budowano je z kamienia. To zaś sugeruje, że ludy zamieszkujące góry miały swój wkład w rozwój gry, jej reguł oraz architektury boisk. Blomster i Salazar nie wykluczają, że wśród różnych społeczności istniały różne odmiany gry, które w końcu połączono w jedną, powszechnie uznawaną.
      Odkrycie wskazuje również, że już wówczas istniał rozwinięty handel długodystansowy. Używana w grze piłka była wykonana z twardego kauczuku z drzew rosnących na wybrzeżach. To m.in. dlatego specjaliści uważają, że grę wymyślili Olmekowie. Jeśli więc 3400 lat temu w Etlalongo grano w piłkę, to musiał istnieć długodystansowy handel kauczukiem lub – co bardziej prawdopodobne – kauczukowymi piłkami. A biorąc pod uwagę znaczenie, jakie miała gra, musiała też ona kształtować stosunki pomiędzy społecznościami.
      Możemy przypuszczać, że na długo zanim gra w piłkę stała się sformalizowana i zanim powstały pierwsze boiska, ludzie grali w nią po prostu na wolnej otwartej przestrzeni. Dopiero z czasem, gdy gra nabierała znaczenia i reguł, zaczęto budować specjalne boiska. A im ważniejsza się ona stawała, w tym bardziej prominentnych miejscach boiska powstawały. Sama gra jak i budowa boisk służyły konsolidacji społeczności, a lokalni liderzy mogli w ten sposób dowieść swojego statusu, bogactwa i wpływów.
      Boisko z 1374 roku przed Chrystusem było zaskoczeniem. Ale to nie koniec niespodzianek. Blomster i Salazar zauważyli, że posadowiono je na jeszcze starszej strukturze. Jest ona wąska, długa, przebiega w tym samym kierunku co boisko i została włączona w jedną ze ścian boiska. Naukowcy nie mieli jednak dotychczas okazji, by przeprowadzić dodatkowe badania, nie wiedzą więc, czy ta starsza struktura również była boiskiem. Nie wiedzą też, z jakiego okresu pochodzi, gdyż dotychczas nie znaleźli tam niczego, co pozwoliłoby ją datować.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Science Advances ukazały się wyniki badań, które obalają obowiązującą teorię dotyczącą pochodzenia turkusów używanych przez cywilizacje Mezoameryki. Przez ponad 150 lat uznawano, że Aztekowie i Mistekowie importowali turkus z południowo-zachodnich regionów obecnych Stanów Zjednoczonych. Przeprowadzone szeroko zakrojone badania geochemiczne turkusów ujawniły jednak, że ich źródłem była Mezoameryka.
      Profesor geochemik Alyson Thibodeau z Dickinson College oraz naukowcy z University of Arizona, California State University w San Bernardino oraz Museo del Templo Mayor w Mexico City, zmierzyli sygnatury izotopowe turkusowych dzieł sztuki wykonanych przez Azteków i Misteków. Skupili się przede wszystkim na izotopach strontu i ołowiu we fragmentach mozaik. Badali dziesiątki fragmentów znalezionych w Templo Mayor oraz obiekty znajdujące się w zbiorach amerykańskiego National Museum of American Indian. Analizy wykazały, że sygnatury izotopowe turkusów są zgodne z budową geologiczną Mezoameryki, a nie południowego-zachodu USA.
      Ta praca zmienia nasze zrozumienie tych dość rzadkich zabytków i rzuca nowe światło na dostępność turkusu, bardzo cenionego w Mezoameryce towaru luksusowego, mówi Thibodeau.
      Najnowsze badania to wynik wieloletniej współpracy pomiędzy archeologami a geochemikami. Już w swoich wcześniejszych pracach Thibodeau wykazała, że złoża turkusu w południowo-zachodnich USA różnią się pomiędzy sobą sygnaturami izotopowymi i zidentyfikowała źródło turkusów znalezionych na stanowiskach archeologicznych w Arizonie i Nowym Meksyku.
      Uczona dodaje, że teoria mówiąca, iż turkusy w mezoamerykańskich zabytkach pochodzą z południowego-zachodu USA nigdy nie była w pełni wsparta na dowodach. To odkrycie może zmienić nasze poglądy na naturę i rozmiar długodystansowych kontaktów pomiędzy Mezoameryką a społecznościami z południowego-zachodu USA. Mam nadzieję, że zainspiruje to innych, by sceptycznie podchodzili do różnych stwierdzeń, mówi Thibodeau.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...