Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Kolejny fragment wielkiej azteckiej ściany czaszek, tzompantli, odkryty na tyłach katedry w Mexico City

Recommended Posts

W stolicy Meksyku znaleziono kolejną część tzompantli, czyli wieży czy też ściany z ludzkich czaszek, której pierwszy fragment odkryto w 2015 roku. Na obecnie znalezionym fragmencie widzimy 119 czaszek. W skład wcześniej znalezionej części wchodziły 484 czaszki. Na Huey Tzompantli trafiły czaszki osób, które złożono w ofierze Huitzilipochtliemu, bogu opiekuńczemu Tenochtitlanu.

Obecnie wiemy, że wielkie tzompantli powstawało w trzech etapach w latach 1486–1502 za rządów huey tlatoaniego imieniem Ahuizotl. Tlatoani to tytuł najwyższego władcy wśród ludów nahua. Jeśli władał on wieloma miastami-państwami nosił tytuł huey tlatoani.

Pierwszy fragment wielkiego huey tzompantli znaleziono przed pięciu laty w Mexico City za Katedrą Metropolitalną. Najnowszego odkrycia dokonano podczas wykopalisk przy ulicy Republica de Guatemala 24. Znaleziono tam wschodni koniec tzompantli.

W przeszłości w centrum Tenochtitlanu, pomiędzy obecnymi ulicami Seminario i Justo Sierra, znajdował się wielki kompleks sakralny, ze świątyniami Tlaloca, Huitzilipochtliego i Quetzalcoatla. Templo Mayor, główna świątynia kompleksu, której ruiny można podziwiać obok katedry, była poświęcona Huitzilipochtliemu, bogowi wojny, oraz Tlalocowi, bogowi deszczu i rolnictwa.

Templo Mayor nie przestaje nas zadziwiać. Huey Tzompantli to jedno z najbardziej znaczących znalezisk ostatnich lat w naszym kraju. To ważny dowód potęgi, jaką osiągnął Tenochtitlan, powiedziała sekretarz ds. kultury rządu Meksyku Alejandra Frausto Guerrero.

Dowody, jakimi obecnie dysponujemy, wskazują, że zdobycie Tenochtitlanu przez konkwistadorów położyło kres budowie huey tzompantli. Obecnie znalezioną część konstrukcji odkryto 3,5 metra pod obecnym poziomem gruntu.

Na podstawie dotychczasowych oględzin można stwierdzić, że wśród znalezionych właśnie 119 czaszek są szczątki mężczyzn, kobiet oraz co najmniej trójki dzieci. Widoczne są też modyfikacje czaszek, wskazujące, że osoby, które zostały złożone w ofierze, należały do kultury praktykującej tego typu zachowania. Każda z tych czaszek jest elementem architektonicznym, tworzy część budynku i ma znaczenie symboliczne, mówi archeolog Lorena Vazquez Vallin.

 


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Taka kultura" ale prawdę powiedziawszy dość upiorna ... jakie muszą być konsekwencje posiadania w swojej epigenetyce takich kotwic kulturowych ...

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, nantaniel said:

Jak to dobrze, że Polacy to mają tylko patriotyzm w DNA.

George Carlin ma stosowny cytat na temat niedoceniania grupa ludności ;) Nawet współcześnie niewiele brakuje do napuszczenia ludności na siebie przez polityków i media, co było widać podczas wyborów prezydenckich w Polsce, a na większą skalę w przeszłości na Bałkanach, w Rwandzie i podczas WW2.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego takie pierdololo o "kotwicach kulturowych" i czymś tam w DNA to w najlepszym wypadku niefrasobliwość, a w najgorszym podżeganie do konfliktów.

Ciekawe, jakie jakie konsekwencje epigenetyczne miała europejska konkwista w Ameryce Południowej. Bo konsekwencje europejskich "kotwic" u nas widać każdego dnia za oknem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obsydianowe lustro, które do kontaktu z duchami wykorzystywał John Dee, XVI-wieczny mag, astrolog i matematyk,  doradca królowej Anglii Elżbiety I, jest pochodzenia azteckiego, wykazały badania przeprowadzone przez naukowców z Wielkiej Brytanii, Rosji i USA. Uczeni, posługując się metodą rentgenografii strukturalnej, porównali materiał lustra z różnymi źródłami obsydianu na terenie Meksyku i wykazali, że skała, z której zrobiono lustro, pochodzi z okolic Pachuca, 85 kilometrów na północny-wschód od miasta Meksyk. Badania prowadził zespół kierowany przez Stuarta Campbella z University of Manchester.
      Historycy od dawna podejrzewali, że lustro Dee zostało przywiezione do Europy z Meksyku, ale brakowało na to dowodów. Chociaż okrągłe lustra to dobrze znane obiekty używane przez Azteków, dotychczas pochodzenie żadnego z nich nie było dowiedzione technikami analitycznymi, napisali badacze na łamach Antiquity.
      Obsydianowe lustra pojawiają się po raz pierwszy w VII tysiącleciu przed naszą erą na terenie Bliskiego Wschodu. Jednak najbardziej znanymi ich przykładami są lustra azteckie. Lustro, którego Dee używał do kontaktu z duchami, od dawna budziło zainteresowanie naukowców. Pojawiały się zarówno wątpliwości co do tego, czy znajdujące się w zbiorach British Museum lustro należało do Dee, jak i co do jego azteckiego pochodzenia. Mogła to być europejska kopia azteckiego lustra.
      John Dee żył w latach 1527–1608/1609. Był typowym uczonym renesansu. Zajmował się różnymi dziedzinami nauki, w tym alchemią i astrologią. Rozróżniał naturalną „magię”, uważaną za dziedzinę naukową, od magii demonicznej, postrzeganą jako wypaczenie religii. Dee zgromadził bogatą bibliotekę, liczne instrumenty nawigacyjne, używał też licznych luster do demonstrowania działania iluzji optycznych. Dużo podróżował po Europie i miał liczne kontakty z ówczesną elitą intelektualną. W 1558 roku został doradcą naukowym i astrologiem Elżbiety I. W latach 1550–1570 brał udział w przygotowywaniu angielskich wypraw do Nowego Świata, interesował się też hiszpańskimi relacjami z tego regionu. Do lat 80. XVI wieku mocno rozwinął swoje zainteresowania siłami nadprzyrodzonymi, kontaktował się ze słynnymi medium, angażując je jako pośredników między sobą a duchami i aniołami. Prawdopodobnie to właśnie wtedy wszedł w posiadanie wspomnianego lustra.
      Wiemy, że obsydianowe lustra znajdowały się w pierwszych transportach dóbr przysyłanych po podboju Meksyku do Europy. Osiem takich luster znalazło się na Starym Kontynencie w wyniku wyprawy Hernando de Soto. Dee miał wiele okazji, by nabyć lustro czy to poprzez swoje kontakty z dworami Europy, liczne studia czy też, gdy mieszkał w latach 80. XVI wieku na terenie dzisiejszych Czech. W tym bowiem okresie przedmioty z Nowego Świata cieszyły się wielkim zainteresowaniem.
      Przed rokiem 1770 lustro należało już do polityka i antykwariusza Horace'a Walpole'a, który na przyczepionej doń karteczce napisał, że jest to Czarny Kamień, który doktor Dee używał do wywoływania duchów. Kamień ten jest wymieniony w Katalogu Kolekcji Earlów Peterborough, z której trafił do Lady Elizabeth Germaine. Wspomniany katalog zaginął, ale mamy dokumenty świadczące o tym, że kolekcja Earlów Peterborough została przekazana sir Johnowi Germain'e w 1705 roku, a później stała się własnością Elizabeth. O związku lustra z Dee świadczą też dokumenty sądowe z procesu po śmierci Johan Pontoisa, który odziedziczył liczne książki i przedmioty Dee. W procesie tym przedstawiono dokument pochodzący sprzed roku 1618, a zatem z zaledwie dekady po śmierci Dee, w którym wspomniano, że w domu Pontoisa znajduje się płaski kamień jak kryształ, o którym Pontios mówił, że przed oczami doktora Dee pojawiał się w nim anioł. Lustro Dee zmieniało właścicieli wielokrotnie, aż w 1966 roku zostało zakupione przez British Museum.
      Brytyjsko-rosyjsko-amerykański zespół specjalistów przeanalizował cztery obsydianowe lustra znajdujące się w zbiorach British Muzeum. Lustro Dee, dwa inne okrągłe lustra i jedno prostokątne. Lustro Dee oraz jedno z okrągłych luster, najbardziej doń podobne, pochodzą z Pachuca. To najbardziej eksploatowane źródło obsydianu znajdowało się pod bezpośrednią władzą Azteków. Tamtejszy obsydian był wyjątkowo czysty. Dwa pozostałe analizowane lustra pochodziły z Ccareo-Zinapecuaro, źródeł obsydianu pod bezpośrednią władzą Tarasków.
      Lustro Dee nie jest wyjątkowym obiektem. W kolekcjach muzealnych znajduje się co najmniej 18 okrągłych obsydianowych luster o azteckim pochodzeniu oraz co najmniej 31 luster prostokątnych. Tym, co czyni je wyjątkowym jest jego właściciel, słynny okultysta i badacz wiedzy tajemnej. Do użycia obsydianowego azteckiego lustra podczas badania świata duchów i aniołów mogło skłonić go znaczenie, jakie obsydianowi nadawali Aztekowie. Obsydian był dla nich bowiem materiałem i medycznym i magicznym. Chronił przed złem, mógł uchwycić obraz duszy, był powiązany ze światem umarłych. A Tezcatlipoca – Dymiące Zwierciadło – aztecki bóg ciemności, zła i zemsty, często był przedstawiany obwieszony lustrami, co świadczyło o jego mocy przewidywania przyszłości.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dziewczynka - ok. 10-12-latka - pochowana z czaszką zięby w ustach w bardzo płytkim grobie w jaskini Tunel Wielki na terenie dzisiejszego Ojcowskiego Parku Narodowego najprawdopodobniej przybyła do Polski z najeźdźcami podczas potopu szwedzkiego.
      Czaszki zięby w ustach i przy policzku
      Nie było żadnych dóbr funeralnych, ale w ustach dziecka znajdowała się czaszka zięby. Druga ptasia czaszka leżała po lewej stronie, tuż przy ustach dziewczynki. Ponieważ głowa zmarłej była lekko obrócona w lewo, możliwe, że pierwotnie obie czaszki (głowy) ptaków znajdowały się w jej ustach, ale wskutek tego, co działo się po pochówku, jedna z nich wypadła. Obie ptasie czaszki należą do zięby zwyczajnej (Fringilla coelebs).
      Szkielet znaleziono kilkadziesiąt lat temu - podczas prac prowadzonych w drugiej połowie lat 60. XX w. przez zespół Waldemara Chmielewskiego. W ostatnich latach naukowcy przyjrzeli się odkryciu i przeprowadzili szczegółowe analizy, w tym genetyczne.
      Wg nich, dziewczynka mogła przybyć do Polski z wojskami najeźdźczymi podczas potopu szwedzkiego. Jak napisano w artykule "The girl with finches: a unique post-medieval burial in Tunel Wielki Cave, southern Poland" opublikowanym na łamach pisma Praehistorische Zeitschrift, cechy pochówku w połączeniu z analizami genetycznymi i datowaniem radiowęglowym przemawiają na korzyść hipotezy wiążącej ją z fino-karelskimi wojskami szwedzkiego garnizonu wojskowego stacjonującego w pobliskim zamku w Ojcowie podczas Potopu szwedzkiego w latach 1655-1657.
      Detektywistyczna praca
      Dr Małgorzata Kot z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, która z zespołem analizuje znalezisko, powiedziała PAP-owi, że badania nie były typowymi badaniami archeologicznymi. Aby dojść do [wskazanego] wniosku, musieliśmy zastosować szerokie spektrum metod badawczych. To była detektywistyczna praca. Próbując wyjaśnić fenomen tego pochówku, akademicy przeprowadzili wieloaspektową analizę ludzkich i ptasich szczątków kostnych, uwzględniającą badania genetyczne i izotopowe, tomografię komputerową, datowania radiowęglowe oraz pomiary antropologiczne i paleontologiczne.
      Badacze bazowali na licznych dowodach pośrednich. Jak podkreślili, pochówek był bardzo nietypowy jak na obszar Polski. Ponadto analizy genetyczne wykazały, że dziewczynka nie była Słowianką (wskazówki wiązały ją głównie z ziemiami zamieszkanymi przez Finów).
      Zespół miał problem z precyzyjnym ustaleniem czasu śmierci dziewczynki. Ostatecznie badania radiowęglowe pozwoliły ustalić, że doszło do niej w drugiej połowie XVII albo w XVIII w.
      Gdy specjaliści rozglądali się za zbliżonym rytuałami pogrzebowymi w ówczesnej Skandynawii, nie znaleźli bezpośrednich analogii, ale stwierdzili, że w pewnych regionach Skandynawii kilkaset lat temu chrześcijaństwo nie było mocno zakorzenione i wcale nie tak rzadkie były praktyki nawiązujące do czasów pogańskich. Dr Kot podkreśliła, że w pewnych jej częściach (np. w Karelii) jeszcze w XIX w. osoba, która zginęła w lesie, była chowana w lesie, a nie na cmentarzu.
      Nasz fiński kolega, doktor Frog, zwrócił uwagę na to, że ptaki symbolizowały nawet wówczas wędrówkę duszy po śmierci. Jednak pochówków z głowami ptaków nie znamy z terenu północno-wschodniej Skandynawii - dodała badaczka.
      Wiedząc to wszystko, naukowcy musieli jeszcze poszukać okoliczności, kiedy w XVII i XVIII w. "ludzie z północy" mogli się znaleźć w rejonie Ojcowa. Na plan pierwszy zdecydowanie wysuwa się tutaj czas potopu szwedzkiego, podczas którego najeźdźcy jeszcze w 1655 r. zajęli ojcowski zamek, obsadzając go swoją załogą - wyjaśnił PAP-owi dr Michał Wojenka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
      Skąd w XVII-XVII-w. Polsce wzięła się mała dziewczynka z Finlandii?
      Odnosząc się do tego, skąd w tym czasie wzięła się w naszym kraju mała dziewczynka z Finlandii, akademicy tłumaczą, że w potopie uczestniczyły także wojska fińskie. Wczesną jesienią 1655 r. najeźdźcy okupowali zamek w Ojcowie (wykorzystywali go do przechowywania żywności i amunicji). Jest bardziej niż prawdopodobne, że w szwedzkim garnizonie z Ojcowa stacjonowało wielu Finów, ponieważ [np. z relacji XVII-w. poety i historyka Wespazjana Kochowskiego] wiemy, że w oddalonym o zaledwie 20 km Krakowie [na Wawelu] obóz obsadzono 3-tys. załogą, przede wszystkim Finami - piszą autorzy artykułu z Praehistorische Zeitschrift. Nawet jeśli zaakceptujemy bardzo prawdopodobną obecność fińskich żołnierzy w Ojcowie w połowie XVII w., nadal pozostaje istotne pytanie: czy dziewczynka pogrzebana w jaskini Tunel Wielki jest z nimi jakoś powiązana? Taka możliwość staje się jasna w świetle ważnej pracy Geoffreya Parkera ["The Army of Flanders and the Spanish Road. The Logistics of Spanish Victory and Defeat in the Low Countries' War", 1972] na temat obozów wojskowych czasów wojny, która pokazywała, że były to miejsca pełne kobiet i dzieci. Żołnierzom, najczęściej niższej rangi, często towarzyszyły żony, kochanki, a niekiedy też służące [F. Tallett, "War and Society in Early-Modern Europe", K. Łopatecki, "Blaski i cienie funkcjonowania rodzin w nowożytnych wojskach Europy Zachodniej" oraz "Disciplina militaris w wojskach Rzeczypospolitej do połowy XVII wieku"]. Dla przykładu, w 1630 r. 368 kawalerzystom z obozu w Langenau (Badenia-Wirtembergia) towarzyszyło 66 kobiet i 78 dziewcząt, zaś pod koniec XVII w. w garnizonie w Spandau (Brandenburgia) grupie 261 mężczyzn towarzyszyło 171 żon i 295 dzieci [Tallet].
      Często sobie wyobrażamy, że w czasie potopu do Polski wkroczyła wyłącznie regularna armia, ale z ówczesnych relacji wiemy, że w taborach było też całkiem sporo kobiet i dzieci. Tak też było i w przypadku szwedzkiego garnizonu na zamku w Ojcowie - opowiada dr Wojenka.
      Pochówek w niepoświęconej ziemi
      Pochowanie na niepoświęconej ziemi i lokalizacja pochówku w jaskini wskazują na najbardziej prawdopodobne scenariusze: fino-karelskie pochodzenie zmarłej (okoliczności śmierci nie pozwalały na przetransportowanie jej z lasu i zgodnie ze zwyczajem 12-latka musiała być pochowana w pobliżu miejsca zgonu) lub bycie ofiarę brutalnej zbrodni (ciało ofiary ukryto).
      Druga z hipotez jest o wiele mniej prawdopodobna. Tak czy siak wiadomo, że dziewczynka nie miała lekkiego życia. Widoczne w kościach długich linie Harrisa (jeden z markerów stresu szkieletowego) świadczą o tym, że cierpiała głód.
      Naukowcy dodają, że części ptasiego ciała najtrudniej dopasować do scenariusza związanego ze zbrodnią. Stosunkowo łatwo je za to połączyć z wierzeniami pewnych grup etnicznych.
      Łączenie elementów układanki
      Elementy układanki wydają się wskazywać, że dziewczynka przybyła z najeźdźcami w czasie potopu i nigdy już Polski nie opuściła. Jak z cytryny wycisnęliśmy z dostępnych analiz tyle informacji, ile było to możliwe. Uważamy, że na 95 proc. nasza wersja wydarzeń jest właściwa - podsumowuje dr Wojenka.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak wyglądał kalendarz Azteków? Jakim bogom Aztekowie oddawali cześć? W jaki sposób rozpoznawano, czy dany dzień jest odpowiedni na prace rolnicze lub do zawarcia małżeństwa? Tego można dowiedzieć się z „Kodeksu Watykańskiego B (Vat. Lat. 3773)”. Międzynarodowy zespół naukowców – kierowany przez dr hab. Katarzynę Mikulską z Wydziału Neofilologii UW – opracował naukową publikację prekolumbijskiego manuskryptu, przechowywanego w Bibliotece Watykańskiej. Dzieło jest jednym z najważniejszych projektów badawczych, które do tej pory zostały zrealizowane w ramach współpracy polsko-meksykańskiej.
      „Kodeks Watykański B” to dokument z grupy Kodeksów Borgia, w którym znajdują się bogato ilustrowane informacje dotyczące 260-dniowego kalendarza Azteków – tonalpohualli. Kodeksy te to jeden z wielu rodzajów ksiąg starożytnego Meksyku, na kartach których spisywano historie, genealogie, rytuały i wierzenia rdzennych mieszkańców Mezoameryki.
      „Kodeks Watykański B (Vat. lat. 3773)” to księga dywinacyjna. Złożona jest z almanachów dotyczących m.in. dni urodzenia, małżeństw, narodzin, almanachów rolniczych czy pogody. To jednak przede wszystkim dokument, który przedstawia informacje dotyczące sił boskich mających wpływ na konkretne dni lub okresy, determinujące działania, jakie można wtedy podejmować – mówi dr hab. Katarzyna Mikulska z Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik międzynarodowego projektu.
      Kodeks powstał kilkadziesiąt lub więcej lat przed przybyciem Hiszpanów do dzisiejszego Meksyku, najprawdopodobniej w międzykulturowym regionie na granicy współczesnych stanów Puebla i Oaxaca. Jak wszystkie dywinacyjne kodeksy z grupy Borgia, został wykonany na skórze zwierzęcej, pokrytej gipsem lub innym związkiem wapnia. Dzięki niemu możemy dowiedzieć się więcej na temat myśli, wierzeń, kultury oraz finezyjnego systemu komunikacji graficznej Indian środkowego Meksyku.
      Wśród bogów, którzy pojawiają się na kartach „Kodeksu Watykańskiego B”, są bogowie słońca – Tonatiuh, kukurydzy – Cinteotl, deszczu – Tlaloc, jak również boginie płodności i porodów – Tlazolteotl, wody – Chalchiuhtlicue czy kwiatów i miłości – Xochiquetzal.
      Publikacja kodeksu była możliwa dzięki współpracy trzech instytucji: Uniwersytetu Warszawskiego, Narodowego Uniwersytetu Autonomicznego w Meksyku (UNAM) oraz Biblioteki Watykańskiej. Dzieło składa się z trzech części:
      – z wiernej reprodukcji prekolumbijskiego manuskryptu – „Kodeksu Watykańskiego B (Vat. Lat. 3773)”,
      – odwzorowania przez dr hab. Katarzynę Mikulską zawartości manuskryptu (wszystkich rysunków opatrzonych podpisami) w formie przezroczystej nakładki (tzw. „Códice Traslúcido Explicativo”) albo „duszek” (tzw. „Fantasma”),
      – 600-stronicowego komentarza zat. „Nuevo Comentario al Códice Vaticano B (Vat. Lat. 3773”, przygotowanego przez międzynarodowy zespół dr hab. Mikulskiej, złożony z naukowców z Polski, Meksyku, Hiszpanii, Włoch, Francji, Stanów Zjednoczonych, Gwatemali i Japonii.
      Praca badaczy to, jak do tej pory, najbardziej kompleksowa analiza przedhiszpańskiego mezoamerykańskiego kodeksu, opierająca się zarówno na analizie treści, nowym podejściu teoretyczno-metodologicznym oraz wynikach badań kodykologicznych (również dzięki współpracy zespołu z grupą MOLAB – Mobile Laboratory z Bolonii) – wyjaśnia dr Joanna Gocłowska-Bolek, która z ramienia UW wspomagała koordynację projektu we współpracy z UNAM i Biblioteką Watykańską. Dzięki publikacji możemy zrozumieć, jak meksykańskie kodeksy były tworzone, jaką odgrywały rolę oraz jak skomplikowany system komunikacji graficznej w nich zastosowany, kodował wyrafinowane znaczenia – dodaje dr Joanna Gocłowska-Bolek.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W centrum Mexico City archeolodzy odkryli resztki azteckiego pałacu oraz domu konkwistadora. Podczas remontu historycznego budynku Nacional Monte de Piedad, znajdującego się przy centralnym placu Zócalo, robotnicy natrafili na podłogę z bazaltowych płyt. Jak poinformował Narodowy Instytut Antropologii i Historii (INAH), to pozostałości po pałacu ojca Montezumy, Axcayacatla. W swoim czasie w pałacu mieszkał Hernán Cortés.
      Axayacatl rządził w latach 1469–1481. Jego pałac, podobnie jak wiele innych azteckich budynków, został zburzony przez Hiszpanów. Teren ten należał później do Cortesa, który miał tutaj swój dom.
      Pod podłogą domu Cortesa, na głębokości ponad 3 metrów, odkryto kolejną podłogę z bazaltowych płyt. Tym razem pochodzącą z czasów prehiszpańskich. Na podstawie jej cech charakterystycznych specjaliści stwierdzili, że była to otwarta część byłego pałacu Axayacatla, prawdopodobnie dziedziniec, oświadczyli przedstawiciele INAH.
      Cortés najpierw mieszkał w samym pałacu, który dostosował do swoich potrzeb, np. do odprawiania mszy. To w tym pałacu więzionych było wielu azteckich władców, w tym sam Montezuma. Gdy w 1521 roku Hiszpanie zdobyli Tenochtitlan, pałac Axayacatla został zburzony. Na jego miejscu postawiono dom dla Cortesa.
      Obecnie stoi tam Nacional Monte de Piedad, XVIII-wieczny budynek instytucji charytatywnej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W starożytnych religiach jednym z najświętszych rytuałów było poświęcenie człowieka bóstwu. Miało ono na celu pozyskanie przychylności istoty wyższej dla dobra wspólnoty. Ludzka ofiara była wielowarstwowym zjawiskiem religijnym, społecznym i politycznym, które można w pełni zrozumieć jedynie poprzez analizę jej znaczenia w społeczeństwie, w którym była dokonywana.
      Ofiary z ludzi stosowało wiele kultur. Wiemy na przykład, że w XXVI wieku przed Chrystusem w mezopotamskim Ur poświęcono około 1800 ludzi, którzy mieli towarzyszyć w życiu pozagrobowym zmarłemu władcy. Podobne ofiary składali Egipcjanie, znamy je też z terenu starożytnych Indii. Ofiary z ludzi składano też w starożytnej Grecji, robili to również Celtowie i Galowie.
      Jednak najsilniej z ofiarami z ludzi, a szczególnie z rytualnym wycinaniem serca, kojarzone są kultury Mezoameryki, przede wszystkim zaś Aztekowie. I właśnie temu zwyczajowi postanowili bliżej przyjrzeć się specjaliści z Uniwersytetu w Chicago, którzy chcieli zbadać, jakie techniki były stosowane przez tamtejszych kapłanów.
      W czasie badań udało im się zidentyfikować trzy procedury usuwania serca.
      Jak czytamy w pracy Open Chests and Broken Hearts Ritual Sequences and Meanings of Human Heart Sacrifice in Mesoamerica opublikowanej na łamach Current Anthropology, ofiary z ludzi były zwykle kontrolowane przez rządzące elity i wykazują one wysoki poziom kodyfikacji. Te ceremonialne akty były zamknięte w bardzo ściśle określonych ramach, co miało zapewniać skuteczną komunikację z bóstwem i zapewnić jego przychylność. Wycinanie serca w Mezoameryce miało też bardziej przyziemny cel, związany z publicznym widowiskiem odbywającym się na oczach wielkich tłumów, co znamy ze źródeł etnohistorycznych dotyczących Azteków czy z monumentalnej architektury stworzonej na potrzeby takiego zinstytucjonalizowanego pokazu na obszarze nizin zamieszkanych przez Majów. Te pokazy miały znaczenie polityczne, religijne i militarne, były też formą widowiska i służyły onieśmieleniu poddanych.
      Autorzy najnowszych badań, Vera Tiesler (Universidad Autónoma de Yucatán) i Guilhem Olivier (Universidad Nacional Autónoma de México), przeanalizowali 201 scen rytualnego wycinania serca z kodeksów i porównali te dane ze historycznymi opisami oraz z analizami szkieletów.
      Najczęściej stosowaną metodą była torakotomia podprzeponowa. Kapłan dokonywał nacięcia bruzdy pod lewymi żebrami. Ta część tułowia jest dobrze widoczna gdy ofiara leży rozciągnięta na płaskiej, zakrzywionej lub załamanej powierzchni. Cięcia dokonywano siekierą lub nożem, a cała operacja jest o tyle prosta, że nie trzeba przecinać kości. Była to więc metoda wykorzystywana przez Azteków podczas masowych rytuałów, trwających całymi godzinami czy dniami. Najlepiej, gdy ofiara leżała rozciągnięta na plecach na wyniesionym bloku tak, by największe wygięcie uzyskać na poziomie środka klatki piersiowej. Jak opisał brat Diego Duran, cztery osoby rozciągały kończyny ofiary, a piąta odchylała jej głowę w kierunku ziemi. Kapłan wbijał nóż pionowo na środku tułowia i prowadził go na zewnątrz, w lewą stronę ofiary. Jako, że po takim zabiegu praktycznie nie zostawały żadne ślady na kościach, nie mamy więc archeologicznych dowodów na jej przeprowadzenie.
      Po przecięciu tułowia kapłan wprowadzał do wewnątrz sierpowato zagięty nóż, którym wyciągał serce, a na koniec przecinał łączące je naczynia krwionośne. Świadkowie opowiadali też konkwistadorom, że kapłan mógł również wyciągać serce dłonią. Podczas takiego rytuału krew gromadziła się w tułowiu i przepływała zgodnie z zasadami grawitacji. Tułów staje się więc naczyniem na krew.
      Drugim sposobem, który również raczej nie zostawiał śladów na szkielecie, była torakotomia międzyżebrowa. W procedurze tej kapłan ciął pomiędzy dwoma żebrami po lewej stronie klatki piersiowej i w ten sposób uzyskiwał dostęp do serca. Co interesujące, miejsce wykonania cięcia była takie, jak obecnie w torakotomii przednio-bocznej, która jest stosowana w nagłych przypadkach, gdy trzeba uzyskać dostęp do serca. Nacięcie wykonywano pomiędzy IV a V lub V a VI żebrem. Procedura wymagała siłowego rozsunięcia żeber celem uzyskania dostępu do serca. Do przeprowadzenia rytuału potrzebna była ławka z oparciem. Ofiara siedziała lub klęczała z ramionami wyciągniętymi do tyłu. Kapłan zaś korzystał z siekiery lub długiego zaostrzonego kija. Serce ofiary wyciągane było ręcznie.
      W jednej z prac naukowych czytamy, że najpierw kapłan dokonywał nacięcia tak, że widoczne było płuco, następnie zaś przebijał serce, przez co krew tryskała w stronę Słońca, następnie serce było szybko wyciągane i jeszcze pulsujące i tryskające krwią było pokazywane Słońcu, następnie zaś krwią spryskiwano twarz i szyję posągu bóstwa.
      Tiesler i Olivier stwierdzili, że – wbrew oczekiwaniom – w analizowanych przez nich kodeksach nie znaleźli rysunku przedstawiającego ten sposób składania ofiary. Dysponujemy natomiast co najmniej jedną relacją, z której wynika, że ten sposób był stosowany podczas poświęcania ofiary Tezcatlipoce. Znaleźli też scenę, w której przedstawiony został ceremoniał koronacyjny króla Misteków. Przyszły władca siedzi z odchyloną głową, w pozycji, jaką znamy z opisów usuwania serca metodą torakotomii międzyżebrowej i czeka na rytualne przebicie nosa. Król swoją pozycją składa z siebie symboliczną ofiarę bogom, by zapewnić pomyślność swojemu ludowi.
      Ostatnią wreszcie metodą była torakotomia dwustronna poprzeczna, gdy przecinany był mostek. Pozycja ofiary była taka, jak w pierwszej opisywanej metodzie. Cięcia dokonywano mniej więcej pomiędzy oboma sutkami, od jednej strony do drugiej.
      Wymagało to sporej praktyki i olbrzymiej siły. Jako, że metoda ta pozostawia jednoznaczne w interpretacji ślady na szkielecie, mamy sporo dowodów na jej stosowanie, przede wszystkim z okresu poklasycznego. Wiele takich szkieletów odkryto w obecnej stolicy Meksyku, na terenie dawnego Tlatelolco. Liczne szkielety z rytualnie przeciętnym mostkiem znaleziono też w stanach Campeche i Chiapas. Noszą one ślady pojedynczego potężnego uderzenia całkowicie przecinającego mostek. Wiele ofiar tej metody rytualnego poświęcenie zostało poćwiartowanych, a ich skórę i mięśnie usunięto.
      W poklasycznej Mezoameryce pojawiają się liczne rysunki, na których widzimy Xipe Toteca (Nasz pan, obdarty ze skóry), boga m.in. wiosny, walki i cierpienia rodzącej się natury, z raną przecinającą mostek, który ubrany jest w skórę poświęconej mu ofiary. Wiemy, że ofiary poświęcane Xipe Totecowi obdzierano ze skóry, która była noszona przez uczestników ceremonii. Wydaje się, że ten aztecki zwyczaj narodził się w Oaxaca w okresie klasycznym. Samo otwieranie klatki piersiowej przez przecięcie mostka to również prawdopodobnie zwyczaj późniejszy, który narodził się w drugim tysiącleciu naszej ery w centrach, które były pod wpływem ludów posługujących się językiem nahuatl.
      W naszej pracy powiązaliśmy tryskającą krew przede wszystkim z rytuałem na cześć Xipe Toteca, nawodnieniem Ziemi i powołaniem boga do ziemskiego życia. Otwarcie klatki piersiowej, tak jak samo wyjęcie serca, miało na celu albo nawodnienie Ziemi (jak w przypadku przecięcia mostka w rytuale ku czci Xipe Toteca), albo zapewnienie ruchu Słońca na nieboskłonie. Ta druga potrzeba była spełniana za pomocą uzyskania dostępu do serca spod klatki piersiowej, co nie powodowało  wypływu krwi. Tutaj na pierwszym miejscu stawiano pozyskanie cennego serca, a cenna krew pozostawała w naczyniu ciała. Serce trzymane było wysoko i oferowane dziennym bóstwom, wysoko nad ziemią. Dopiero później, gdy krew ofiary miała zostać rozlana, zrzucono ciało w dół po stopniach świątyni. Rozlewająca się krew zapewniała łączność pomiędzy niebem a ziemią, piszą autorzy w podsumowaniu swoich badań.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...