Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

ROBOpilot uzyskał licencję i samodzielnie steruje samolotem

Recommended Posts

ROBOpilot Unmanned Aircraft Conversion System pomyślnie zdał egzamin przed Federalną Administracją Lotniczą (FAA), otrzymał zgodę na pilotowanie lekkich samolotów i zaczął samodzielnie latać. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, ROBOpilot nie jest tradycyjnym autopilotem. To urządzenie, które steruje samolotem tak, jak człowiek. Robot za pomocą ramienia manipuluje wolantem, naciska pedały i korzystając z systemu wizyjnego odczytuje dane ze wskaźników.

System autorstwa firmy DZYNE Technologies ma z zadanie pomóc w rozwoju autonomicznych samolotów. Ma być znacznie tańszą alternatywą dla obecnie stosowanych metod. Zamiana myśliwca F-16 w samolot autonomiczny kosztowała około 1 miliona dolarów. Tymczasem technologia opracowywana przez DZYNE ma pozwolić na zainstalowaniu ROBOpilota w dowolnym samolocie, a gdy nie będzie on potrzebny, można go usunąć i samolot nadaje się do pilotowania przez człowieka.

Wcześniejsze rozwiązania podobne do ROBOpilota to południowokoreański Pibot oraz ALIAS opracowany przez Pentagon. Jednak żaden z nich nie był w stanie samodzielnie prowadzić pełnowymiarowego samolotu.

ROBOpilot potrafi wystartować, prowadzić samolot w czasie lotu i wylądować. To imponujące osiągnięcie w dziedzinie robotyki, mówi Louise Dennis z University of Liverpool. W przeciwieństwie do autopilota, który ma bezpośredni dostęp do czujników i systemu sterowania, ten robot jest umieszczany na miejscu pilota i musi prowadzić fizyczną interakcję z urządzeniami sterującymi oraz odczytywać wskaźniki.

Twórcy ROBOpilota mówią, że może się on przydać do sterowania samolotami transportowymi, maszynami mającymi wlatywać w niebezpieczne środowisko oraz samolotami wykonującymi misje zwiadowcze i szpiegowskie.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież to jest idiotyczne. ;s Tyle źródeł potencjalnych usterek mechanicznych, błędnych odczytów, radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi czy awariami samolotu. Bez sensu.

autopilot

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, wilk napisał:

Przecież to jest idiotyczne. ;s Tyle źródeł potencjalnych usterek mechanicznych, błędnych odczytów, radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi czy awariami samolotu. Bez sensu.

Dopóki nie ma automatycznych samolotów, tak jak obecnie są auta, to jak najbardziej może mieć sens ekonomiczny - jeśli zbudowanie i utrzymanie robotów jest tańsze od człowieka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
55 minut temu, Antylogik napisał:

to jak najbardziej może mieć sens ekonomiczny

Też, a jak bezpieczeństwo  poprawi!. Czynnik ludzki powoduje w lotnictwie 70% wypadków, a zautomatyzowanie lotu jest prostsze (np. brak znaków drogowych itp:)) od autonomizacji jazdy samochodowej.

Wiecie, że pilot samolotu liniowego trzyma steru przez ok. 15 min czasu lotu (łącznie z kołowaniem), a resztę autopilot.

Ale problem jest: 

UBS przebadał 8 tys. pasażerów z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Australii – tylko 17 proc. ankietowanych stwierdziło, że kupiłoby bilet na lot bez pilotów. 54 proc. respondentów stwierdziło, że nigdy nie zdecydowaliby się na taki lot.

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, 3grosze napisał:

54 proc. respondentów stwierdziło, że nigdy nie zdecydowaliby się na taki lot

To co ludzie mówią, a to co robią, to dwie różne rzeczy. Te 17% to wystarczająco, żeby pociągnąć masy za sobą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Załóż firmę, jako target obierz te 17% i powodzenia. Ktoś Ci broni? Ciągnij masy. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
34 minuty temu, Astro napisał:

Załóż firmę, jako target obierz te 17% i powodzenia. Ktoś Ci broni? Ciągnij masy. :D

Po prostu źle zadane pytanie ankietowe. Pytajac czy chce się latać nowym,komfortowym samolotem czy trochę starszym i ciaśniejszym 99,9999% wybierze 1 opcję. A w realu 99% osób zakupi bilet tańszy, nie patrząc na to jakim samolotem poleci.

A sama koncepcja jako rozwiązanie przejściowe żeby oswoić ludzi jest bardzo dobra.

Świadomość że to nie tylko sam soft a dodatkowo mechaniczne siłowniki i kamery dzięki którym można przejąć kontrolę zdalnie w razie problemów działa uspokojajaco

Edited by tempik

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skoro ma być taniej (i to sporo), by zadziałał mechanizm, to załóż firmę i działaj. Tyle w temacie. :P

Dywagacje kanapowe jak widać nie porywają inwestorów; a może się mylę? ;)

9 minut temu, tempik napisał:

i kamery dzięki którym można przejąć kontrolę zdalnie w razie problemów działa uspokojajaco

Spójrz na zdjęcie. Nie sądzę by przeciętny pilot był aż tak giętkim akrobatą. :D

ed: Niezbyt często zgadzam się z Wilkiem, ale tak. Czy leci z nami pilot? :D:D

ed: Dodam, że czym więcej trybików, tym większe prawdopodobieństwo awarii. Takie "przejściowe" rozwiązania zwyczajnie są bez sensu.

Zawsze można zdalnie z poziomu gleby nadzorować, prawda? Najlepsi operatorzy dronów bojowych siedzą w wygodnym fotelu w klimatyzowanym pomieszczeniu na poziomie gruntu, prawda?

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, wilk napisał:

Przecież to jest idiotyczne. ;s Tyle źródeł potencjalnych usterek mechanicznych, błędnych odczytów, radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi czy awariami samolotu. Bez sensu.

autopilot

To jest "imponujące osiągnięcie w dziedzinie robotyki" - to nie musi mieć sensu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Astro napisał:

Skoro ma być taniej (i to sporo), by zadziałał mechanizm, to załóż firmę i działaj. Tyle w temacie. :P

Dywagacje kanapowe jak widać nie

No przecież o tym jest artykuł. Ktoś zainwestował i z mozołem zbiera wymagane certyfikaty dopuszczające do ruchu.

A wielcy producenci zapewne też temat mają na oku i przygotowują się do pełnej automatyzacji. Ale takich danych oczywiście nie ujawnia się

To czy bez sensu czy z sensem będzie zależało od tego czy to się sprzeda. Ja też uważałem (i nadal uważam) że SUV jest bez sensu, a jednak ludzie biorą to jak świeże bułeczki, a koncerny motoryzacyjne zacierają ręce. Więc nie do końca jest bez sensu

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, tempik napisał:

A wielcy producenci zapewne też temat mają na oku i przygotowują się do pełnej automatyzacji.

No to po cholerę im dodatkowa kupa złomu w kokpicie? :D
Większą część kokpitu można zamienić na parę dodatkowych (nieźle płatnych) miejsc klasy pierwszej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
47 minut temu, Astro napisał:

No to po cholerę im dodatkowa kupa złomu w kokpicie? :D
Większą część kokpitu można zamienić na parę dodatkowych (nieźle płatnych) miejsc klasy pierwszej.

Bo taniej szybko zastąpić zepsutą kupę złomu pilotem niż wymieniać cały autonomiczny system sterowania, gdy się zbiesi  (szczególnie w samolocie, w którym w miejscu tradycyjnego kokpitu jest luksusowa leżanka dla VIP-ów) ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, nantaniel napisał:

Bo taniej szybko zastąpić zepsutą kupę złomu pilotem

Zakładasz, że ta kupa złomu zepsuje się na ziemi? Widzisz, historia uczy, że mechanika/ hydraulika itp. jest dużo bardziej zawodna niż elektronika (zwłaszcza dobra elektronika :)). Nie mówię oczywiście o sofcie, bo najczęstszym błędem jest błąd ludzki, czyli kiepscy programiści. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko jest zawodne. Dlatego możliwość szybkiej wymiany szwankującego robota na sprawnego białkowego pilota jest jednak tańsza niż wymiana oprogramowania/elektroniki, która wiąże się z koniecznością uziemienia całego samolotu (a nawet całej floty, jeśli błąd występuje we wszystkich maszynach danego typu).

Oczywiście uważam, że ten robot to szczyt głupoty :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to ok, zgadzamy się :)
Dodam tylko, że dziś nic nie stoi na przeszkodzie, aby luksusowa leżanka dla VIP-ów w miejscu tradycyjnego kokpitu nie przeszkadzała w czymkolwiek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, nantaniel napisał:

Oczywiście uważam, że ten robot to szczyt głupoty

Może sensowne ich wykorzystanie będzie w okresie przejściowym, aby obecną flotę wykorzystać (resurs samolotów jest ho ho ho, np. B52 latają wnuki pierwszych pilotów).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obawiam się, że nie będzie to jednak tanie rozwiązanie, bo nie ma uniwersalnego kokpitu. Tu inna dźwignia, nieco inaczej umiejscowiona, tu inne cięgiełko itp. Człowiek tymczasem jest bardziej uniwersalny. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Astro napisał:

Obawiam się, że nie będzie to jednak tanie rozwiązanie

Czyli nie wiesz ile zarabiają w sumie kapitan i pierwszy oficer.:) A jeszcze dochodzą zusy srusy i limity czasu pracy.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mówisz, że ten jeden lot na rok jakiegoś historycznego B52 przy jakimś święcie wyjdzie taniej? Nie sądzę. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Astro, astronomia i  i lotnictwo też nad głowa, ale to drugie jakby trochę niżej   wobec Twojej wiedzy:

B-52 zwalczały  cele związane z Państwem Islamskim w Iraku i Syrii w ramach operacji Inherent Resolve od 2016 roku 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem, ale większość chyba już wycofano. Te, których nie, warto było jeszcze poderwać, czyż nie? Zwłaszcza do tak prostego zadania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiemy, wiemy. Szukam analogii, ale kiepsko mi idzie. Polska marynarka wojenna? Przy byle konflikcie daleko nie wypłynie.

Jak pełna cysterna na autostradzie. Ciężko rusza, ciężko hamuje, jeszcze trudniej skręca, łatwo w nią trafić i dużo ognia.

Widzę tę osłonę z Luizjany do Polski... Od razu poczułem się bezpieczniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, Astro napisał:

Polska marynarka wojenna? Przy byle konflikcie daleko nie wypłynie.

A dlaczego wypływasz  na szerokie wody? Mamy w RP C -130 Herculesy. Konstrukcja z  1954r. i jak dotychczas dzielnie nas bronią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm. Herkulesy nas bronią... Podobnie zapewne jak 14. Pułk Opancerzonych Traktorów Polowych. Odróżniaj ciągniki od broni.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wyobraźmy sobie całkowicie elastycznego robota, który nie zawiera żadnych obwodów i jest napędzany światłem słonecznym, mówi Amos Meeks z Uniwersytetu Harvarda (SEAS) i główny autor najnowszych badań. Badań, których autorzy opracowali nowatorską całkowicie optyczną platformę obliczeniową. Taką, w której do obliczeń wykorzystuje się tylko i wyłącznie światło.
      W większości współczesnych systemów obliczeniowych wykorzystuje się twarde materiały, takie jak metalowe kable, półprzewodniki i fotodiody łączące elektronikę i światło, stwierdza Meeks. U podstaw wyłącznie optycznej platformy obliczeniowej leży chęć pozbycia się tych elementów i kontrolowanie światła za pomocą światła, dodaje.
      Tego typu platformy wykorzystują materiały nieliniowe, które zmieniają indeks refrakcyjny w reakcji na intensywność światła. Gdy światło przechodzi przez taki materiał, zwiększa się jego indeks refrakcyjny i w materiale pojawia się, generowany światłem, światłowód. Problem jednak w tym, że obecnie większość materiałów nieliniowych wymaga albo użycia potężnych laserów, albo też w wyniku oddziaływania światła na stałe zmieniają się ich właściwości.
      Naukowcy z Harvard John A. Paulson School of Engineering and Applied Sciences (SEAS) we współpracy z uczonymi z McMaster University oraz University of Pittsburgh opracowali nowatorski materiał, który w reakcji na światło lasera o niskiej mocy zmiania swój indeks refrakcyjny zmniejszając i zwiększając swoje rozmiary, a zmiany te są odwracalne.
      Nowy materiał to hydrożel zbudowany z sieci polimerowej nasączonej wodą oraz z niewielkiej liczby spiropyranów, molekuł reagujących na światło.
      Gdy hydrożel zostaje oświetlony, nieco się kurczy i zmienia się jego indeks refrakcyjny. Po wyłączeniu światła żel powraca do oryginalnego kształtu. Gdy zaś hydrożel zostanie oświetlony przez wiele źródeł światła, wchodzą one w interakcje i wpływają na siebie. Na przykład promień A może blokować promień B, promień B może blokować promień A, oba mogą blokować się nawzajem lub oba mogą przez siebie przechodzić. Powstaje w ten sposób bramka logiczna.
      Mimo, że to oddzielne promienie, mogą na siebie wpływać. Możemy wyobrazić sobie, że w przyszłości taki sposób reakcji na światło może zostać wykorzystany do wykonywania obliczeń, mówi Kalaichelvi Saravanamuttu z McMaster University.
      Nauki materiałowe się zmieniają. Samoregulujące, adaptacyjne materiały zdolne do optymalizowania swoich właściwości w reakcji na otoczenie zastępują statyczne, nieefektywne energetycznie i zewnętrznie regulowane materiały. Zaprezentowany przez nas materiał, który kontroluje światło o niezwykle niskiej intensywności to kolejny pokaz nadchodzącej rewolucji technologicznej, dodaje profesor Joanna Aizenberg z SEAS.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Japonii powstaje największy robot humanoidalny w historii. Gigant budowany w Gundam Factory Yokohama będzie miał 18 metrów wysokości, a jego waga sięgnie 25 ton. Urządzenie będzie poruszane za pomocą elektrycznych i hydraulicznych siłowników o 24 stopniach swobody.
      Uwagę zwraca już sama nazwa fabryki. Gundam to anime, w którym bohaterami są ogromne roboty. Roboty te to rodzaj kombinezonu poruszanego przez człowieka siedzącego w torsie. Gundamy mają humanoidalny kształt, charakterystyczny hełm i są białe, z niebieskimi, złotymi i czerwonymi wstawkami. Gundam są tak zakorzenione w japońskiej kulturze, że w Tokio powstały nawet ich 20-metrowe pomniki.
      Teraz powstanie gigantyczny rzeczywiście poruszający się gundam. Na razie niewiele o nim wiadomo. Udostępniono symulację robota wykonaną przez JSK Lab z Uniwersytetu Tokijskiego. Fabryka z Jokohamy zaprezentowała też pomniejszony model robota i rusztowania, które posłużą do jego budowy i przy których będzie stał. Wiadomo, że robot będzie chodzł, nie wiemy jednak, na ile długi będzie to spacer. Najprawdopodobniej będzie w stanie przejść kilka kroków do przodu i do tyłu, pozostając przy rusztowaniu.
      Prawdopodobnie robot będzie zdalnie sterowany, a publiczność będzie mogła go oglądać z pewnej odległości. Pierwszy publiczny pokaz olbrzyma zapowiadany jest na październik bieżącego roku.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańscy naukowcy stworzyli pierwsze żywe maszyny. Zbudowali je z komórek żaby szponiastej (Xenopus laevis), bezogonowego płaza zamieszkującego Afrykę. Roboty poruszają się i można je dostosowywać do swoich potrzeb. Jednym z najbardziej udanych jest miniaturowa maszyna wyposażona w dwie nogi. Z kolei inny projekt zawiera wewnątrz otwór, w którym może transportować niewielkie ładunki.
      Jak zapewnia Michael Levin, dyrektor Allen Discovery Center na Tufts University, to całkowicie nowe formy życia. Nigdy wcześniej nie istniały one na Ziemi. To żywe, programowalne organizmy. Tego typu rozwiązanie ma olbrzymie zalety w porównaniu z tradycyjnymi robotami. Po pierwsze, żywe roboty potrafią samodzielnie się naprawić. Po drugie zaś, można je zaprogramować tak, by po wykonaniu zadania ginęły, ulegając naturalnemu rozkładowi, jak inne organizmy żywe.
      Ich twórcy uważają, że w przyszłości tego typu roboty mogą np. oczyszczać oceany z mikroplastiku, samodzielnie lokalizować i przetwarzać toksyczne substancje, dostarczać leki do wyznaczonego miejsca w organizmie czy w końcu oczyszczać ze złogów ściany naczyń krwionośnych.
      Projektowaniem robotów zajmuje się specjalny „algorytm ewolucyjny” działający na superkomputerze. Projektowanie zaczyna się od symulacji przypadkowego połączenia 500 do 1000 komórek skóry i serca. Następnie każdy z takich robotów jest wirtualnie testowany. Te projekty, które najlepiej odpowiadają oczekiwaniu naukowców, mają największą szansę wykonać założone zadania, są dalej rozwijane i na ich podstawie tworzy się nowe roboty.
      Urządzenia są napędzane przez komórki serca, które spontanicznie kurczą się i rozszerzają, działając jak niewielkie silniki. Robotów nie trzeba niczym zasilać. Komórki mają na tyle dużo energii, że żyją przez 7-10 dni.
      Grupa Levina poczekała na 100. generację robotów stworzonych przez algorytm i z niej wybrała niektóre projekty do zbudowania ich w laboratorium. Jako, że do stworzenia maszyn użyto komórek Xenopus, urządzenia zyskały miano „xenobotów”.
      Architektura xenobotów jest, jak zapewniają twórcy, skalowalna. Podczas eksperymentów z prawdziwymi robotami powstały takie, które poruszały się w wodzie po linii prostej, inne krążyły w kółko, jeszcze inne tworzyły grupy. Można je wyposażyć w naczynia krwionośne, układ nerwowy czy komórki odbierające np. bodźce świetlne i stworzyć w ten sposób proste oczy. Jeśli do zbudowania robotów użyjemy komórek ssaków, urządzenia będą mogły pracować na suchym lądzie.
      Głównym celem prac zespołu Levina jest zrozumienie życia i tego, jak ono powstaje i funkcjonuje. Oczywiście rodzi to wiele pytań etycznych, chociażby o status xenobotów. Czy należy uznawać je za roboty, czy za organizmy żywe. I do jakiego stopnia złożony powinien być ich układ nerwowy.
      Xenoboty zostały szczegółowo opisane na łamach PNAS, w artykule A scalable pipeline for designing reconfigurable organisms.


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 2019 r. w polskich szpitalach przeprowadzono rekordową liczbę niemal 900 zabiegów przy użyciu robotów da Vinci – wynika z danych udostępnionych PAP przez firmę Synektik, dystrybutora tego systemu w naszym kraju. Polska chirurgia robotyczna wciąż jest jednak w powijakach.
      Pierwszy robot chirurgiczny da Vinci trafił do Polski już w 2010 r., ale robotyka chirurgiczna wciąż się w Polsce rozwija. Przełomowy był 2018 r., kiedy w polskich szpitalach uruchomiono pięć robotów operacyjnych da Vinci i przeprowadzono przy ich użyciu 60 zabiegów. Aż cztery aparaty zaczęto używać dopiero w czwartym kwartale tego roku, stąd tak duży wzrost zrobotyzowanych operacji w 2019 r.
      Rok 2019 zamykamy już z ośmioma systemami i niemal 900 przeprowadzonymi operacjami. Liczymy, że dynamika wzrostu zostanie utrzymana przez polski rynek chirurgii robotycznej także w 2020 roku – podkreśla Artur Ostrowski z firmy Synektik, która podsumowała skalę wykorzystania robotów. Zabiegi z udziałem systemu da Vinci przeprowadza się w Polsce zarówno w szpitalach prywatnych, jak i publicznych: we Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu, Białymstoku, Krakowie, Wieliszewie i Siedlcach.
      Według eksperta zalety operacji z użyciem robota to niska utrata krwi, minimalizacja powikłań, mniejsze blizny pooperacyjne, co skraca rekonwalescencję i pobyt pacjentów w szpitalu. Wszystko to sprawia, że choć samo użycie robota pozostaje droższe niż klasyczna operacja, rozwój chirurgii robotycznej wiąże się dla całego polskiego systemu ochrony zdrowia z wymiernymi oszczędnościami – podkreślił Ostrowski.
      Na stosunkowo niedużą skalę wykorzystania robotów chirurgicznych w Polsce wskazuje raport „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce 2019. Prognozy na lata 2020-2023”, opracowany przez Upper Finance i PMR i opublikowany pod koniec 2019 r. Wynika z niego, że w USA przypada jeden robot chirurgiczny da Vinci na 100 tys. mieszkańców, w Europie jeden na 800 tys. mieszkańców, zaś w Polsce – jeden na aż 6,5 mln mieszkańców.
      Zdaniem Joanny Szyman z Upper Finance w kraju wielkości Polski powinno być około 40–50 robotów da Vinci. Biorąc pod uwagę stopień rozwoju rynku, sposób finansowania opieki zdrowotnej oraz warunki makroekonomiczne, do końca 2023 r. możemy się spodziewać w sumie około 30 instalacji - dodaje.
      W 2019 r. na świecie przeprowadzono około 1,25 mln operacji z wykorzystaniem niemal 5,5 tys. tego typu robotów. Najczęściej są one wykorzystywane w urologii, ginekologii, onkologii, bariatrii i chirurgii ogólnej, a ostatnio także w chirurgii klatki piersiowej oraz chirurgii głowy i szyi. Europejskim liderem w dostępie do robotyki medycznej są Niemcy, gdzie pracuje ponad 130 systemów da Vinci, oraz Włochy, gdzie jest ich ponad 120.
      Zdaniem analityków Upper Finance wykorzystanie robotów chirurgicznych w naszym kraju mogłoby wzrosnąć dzięki wprowadzeniu osobnego programu finansowania procedur z udziałem tych aparatów. Na razie nie ma takich możliwości, choć w 2017 r. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji pozytywnie zaopiniowała refundację operacji robotycznych dla trzech wskazań: raka jelita grubego, raka gruczołu krokowego oraz raka błony śluzowej macicy.
      Zrobotyzowane operacje w naszym kraju są wykonywane prywatnie, w ramach grantów naukowych oraz usług finansowanych przez NFZ (jednak bez uwzględnienia dodatkowych kosztów związanych z eksploatacją robota). Najwięcej takich zabiegów dotyczy urologii, np. w usuwania guzów prostaty u mężczyzn.
      Zdaniem Artura Ostrowskiego poza finansowaniem kluczowy dla skutecznej i bezpiecznej implementacji tej technologii jest proces szkolenia operatorów. Systemy robotyczne pozostają przede wszystkim narzędziami w rękach wysoko wykwalifikowanych chirurgów.
      Potwierdza to Monika Stefańczyk z Pharma and Healthcare Business Unit Director w PMR. Twierdzi, że silnym hamulcem w całej opiece zdrowotnej zarówno prywatnej jak i publicznej są problemy z niewystarczającą liczbą wykwalifikowanej kadry medycznej. W przypadku zakupu robota świadczeniodawca nie może zapomnieć również o środkach związanych ze szkoleniem lekarzy i przygotowaniem kadry do obsługi tak skomplikowanego sprzętu. Warto zaznaczyć, że jest to również długotrwały proces – dodaje.
      Prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia na Rzecz Robotyki Medycznej prof. Zbigniew Nawrat, główny konstruktor robota Robin Heart, który ma być wykorzystywany w operacjach serca, uważa, że roboty dają siłę słabszym, sprawność tam, gdzie brakuje jej ludziom. Robot da Vinci optymalizuje ruchy operatora poprzez eliminację naturalnego drżenia mięśni i poprawienie pola widzenia. To z kolei pozwala zawęzić obszar interwencji chirurgicznej, a precyzja nacięć sprawia, że sam zabieg jest mniejszym obciążeniem dla pacjentów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      We wrześniu firma Boston Dynamics ujawniła, że produkowany przez nią robot-pies Spot jest testowany podczas wykonywania takich zadań jak monitorowanie budów, sprawdzanie infrastruktury gazowej, energetycznej i paliwowej oraz w zadaniach związanych z bezpieczeństwem publicznym. Teraz dowiadujemy się, że Spot był przez 90 dni testowany przez jednostkę saperską Massachusetts State Police (MSP).
      American Civil Liberties Union (ACLU) zwrócila się o szczegółowe informacje na temat reklamowanego przez MSP na Facebooku wydarzenia pod tytułem „Robotyka w organach ścigania”. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że stanowa policja wypożyczyła Spota na 3 miesiące.
      Jak wyjaśnia rzecznik prasowy MSP, Spot był używany w roli zdalnego mobilnego urządzenia obserwacyjnego, które dostarczało policji obraz miejsc niebezpiecznych, gdzie mogły znajdować się np. materiały wybuchowe czy uzbrojeni przestępcy. Roboty to wartościowe narzędzia, gdyż mogą dostarczyć informacji o potencjalnie niebezpiecznych miejscach, stwierdził David Procopio.
      Spot wyposażony jest w kamerę rejestrującą obraz w promieniu 360 stopni i radzi sobie w nieprzyjaznym terenie. Może też przenosić ładunki o wadze do 14 kilogramów.
      We wrześniu Boston Dynamics rozpoczęła sprzedaż Spota wraz z SDK, dzięki czemu klienci mogą rozwijać własne aplikacje oraz lepiej kontrolować robota.
       


      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...