Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' haker'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 9 results

  1. Platforma HackerOne poinformowała, że liczba etycznych hakerów, którzy zostali milionerami dzięki znalezionym przez siebie i zgłoszonym błędom, wzrosła do sześciu osób. HackerOne to jedna z pierwszych i największa obecnie firma, która postanowiła połączyć model współpracy społecznościowej pomiędzy badaczami, hakerami i firmami zainteresowanymi bezpieczeństwem z programem wypłacania nagród pieniężnych za zgłoszone dziury. Obecnie z HackerOne współpracuje około 200 000 badaczy ds. bezpieczeństwa, którzy odkryli dotychczach 72 000 dziur w ponad 1000 programach. HackerOne jest finansowana przez firmy i fundusze inwestycyjne oraz prywatnych inwestorów. To właśnie z tej platformy korzystał w 2016 roku amerykański Departament Obrony, który ogłosił za jej pośrednictwem konkurs „Hack the Pentagon”. Jego uczestnicy znaleźli i załatali 138 dziur w witrynach Departamentu Obrony i otrzymali w sumie 70 000 dolarów nagrody. Sukces tej inicjatywy spowodował, że w kolejnych latach pojawiły się takie programy jak „Hack the Army” oraz „Hack the Air Force”. W marcu bieżącego roku 19-letni Argentyńczyk Santiago Lopez został pierwszym etycznym hakerem, który na swojej działalności zarobił ponad 1 milion dolarów. Teraz HackOne informuje, że w ciągu kolejnych pięciu miesięcy barierę miliona dolarów na koncie przekroczyli kolejni hakerzy. Milionerami zostali Mark Litchfield z Wielkiej Brytanii, Frans Rosen ze Szwecji, Nathaniel Wakelam z Australii, ron Chan z Hongkongu oraz Tommy DeVoss z USA. « powrót do artykułu
  2. Marcus Hutchins, brytyjski ekspert, który pomógł powstrzymać robaka WannaCry, a któremu w USA postawiono zarzuty zagrożone karą do 10 lat więzienia, może wrócić do domu. Mężczyzna od 2 lat przymusowo przebywał w USA oczekując na wyrok. Hutchins zdobyl rozgłos w maju 2017 roku, kiedy to odkrył i włączył kill switch robaka WannaCry powstrzymując w ten sposób światową epidemię. W sierpniu 2017 roku informowaliśmy, że brytyjski wywiad GCHQ wiedział, iż Hutchins jest poszukiwany przez FBI w związku ze współudziałem w stworzeniu trojana bankowego Kronos. Wywiad nie ostrzegł swojego obywatela, a ten pojechał do USA, gdzie został zatrzymany. W Stanach Zjednoczonych postawiono mu zarzuty i zwolniono za kaucją. Hutchins musiał poczekać w USA na zakończenie swojego procesu. Właśnie zapadł wyrok w jego sprawie. Sędzia Joseph Stadtmueller z federalnego sądu okręgowego w stanie Wisconsin skazał Hutchinsa na 1 rok więzienia w zawieszeniu i zaliczył mu w poczet wyroku czas, jaki mężczyzna spędził przymusowo w USA. Ponadto każdej ofierze Kronosa Hutchins ma zapłacić 100 USD tytułem odszkodowania. Uzasadniając swój wyrok, sędzia Stadhmueller mówił: możemy obserwować różne odcienie ludzkiej egzystencji. Młodych i starych przestępców, zawodowych kryminalistów, tych, którzy po prostu zbłądzili. Rozumiem, że można przeciwstawiać niegodziwe zachowanie z przeszłości pracy bohatera. To właśnie czyni tę sprawę wyjątkową. Sędzia zauważył, że Hutchins, który jako nastolatek pomógł stworzyć bankowego trojana, został z czasem ekspertem zwalczającym szkodliwy kod i stało się na długo przed tym, zanim został zatrzymany. Wykorzystuje on teraz swoją wiedzę do powstrzymywania szkodliwego kodu. Sędzia podkreślił, że społeczeństwo potrzebuje takich ludzi jak Hutchins. Należy przyznać oskarżonemu, że sam, bez jakiejkolwiek zachęty zdecydował się na zmianę swojego postępowania. Musimy wziąć pod uwagę, że człowiek w młodym wieku, który być może jeszcze do tego nie dojrzał, podjął jednak dobrą decyzję, stwierdził sędzia. Stadtmueller dodał, że Hutchins nie musi już przebywać na terenie USA, może więc opuścić Stany Zjednoczone i odbyć resztę kary za granicą. Ostrzegł jednocześnie, że jeśli wyjedzie, to fakt, iż właśnie został skazany może spowodować, że nigdy więcej na teren USA nie zostanie wpuszczony. Sędzia zasugerował nawet – co obrońcy oskarżonego nazwali „bezprecedensowym” komentarzem – by Hutchins postarał się o unieważnienie wyroku lub o jakiś rodzaj zgody na powrót do USA. Hutchins zdobył rozgłos, gdy odkrył, że WannaCry próbuje łączyć się z konkretną domeną. Zarejestrował ją i aktywował kill switch, który prawodpodobnie zapobiegł światowej epidemii. Do tego jednak czasu robak zdążył uszkodzić komputery w ponad 70 krajach, w tym znaczną część brytyjskiej National Health Service. Niedługo później Hutchins został zaproszony na konferencję DEF CON w Los Angeles. Gdy po tygodniu chciał wrócić do domu, został zatrzymany na lotnisku przez FBI. Mężczyzna nie wiedział, że USA prowadzone jest śledztwo w sprawie roli, jaką odegrał podczas tworzenia robaka Kronos oraz zestawu hakerskiego UPAS Kit. FBI zdobyło dowody wskazujące, że jako nastolatek Hutchins stworzył część szkodliwego kodu i sprzedawał go przestępcom. Hutchins początkowo odrzucał oskarżenia, jednak w końcu się przyznal. Dobrowolne przyznanie się do winy oraz fakt, że porzucił przestępczy fach i zwalczał cyberrzagrożenia odegrały olbrzymią rolę w wyroku wydanym przez sędziego Stadtmuellera. Po wyroku mężczyzna podziękował sędziemu za wyrozumiałość i wyraził nadzieję, że uda mu się znaleźć sposób na to, by mógł wracać do USA. Podziękowania sędziemu się należały, gdyż zależało mu na tym, by Hutchins nie miał już więcej kłopotów. Wiedząc, że służby celne bardzo podejrzliwie traktują osoby, które mają kryminalną przeszłość, Stadtmueller celowo podkreślił, że nic w tym wyroku nie zobowiązuje oskarżonego do pozostania w USA. Postaram się, by nie został zatrzymany przez służby graniczne. « powrót do artykułu
  3. Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) przyznała, że hakerzy uzyskali dostęp do jej specjalnych projektów internetowych. Cyberprzestępcy włamali się do sieci współpracującej z FSB moskiewskiej firmy SyTech i ukradli 7,5 terabajta danych. Jak informują media, hakerzy działający pod pseudonimem 0v1ru$ zastąpili stronę główną SyTechu memem Yoba Face. W rosyjskim internecie mem ten symbolizuje brak szacunku dla FSB. 0v1ru$ przekazali ukradzione dane znanej w Rosji grupie hakerskiej Digital Revolution. Do włamania miało dojść 13 lipca. Hakerzy ujawnili liczne projekty prowadzone przez SyTech wraz z nazwiskami menedżerów je nadzorujących. Na przykład projekty „Nautilus” i „Nautilus-S” "wydają się być próbą wykorzystania mediów społecznościowych do pozyskania danych oraz zidentyfikowaniu Rosjan łączących się z internetem za pośrednictwem Tor". Inny interesujący projekt to „Mentor”, którego celem uzyskanie informacji z rosyjskich firm. Z kolei w ramach projektów „Hope” i „Tax-3” powstają narzędzia pozwalające służbom specjalnym na odłączanie rosyjskiego internetu od światowej sieci. Jak twierdzą dziennikarze BBC Russia, firma SyTech współpracuje z 16. Dyrektoriatem FSB, Jednostką Wojskową 71330. Jesli to prawda, ma ona związki z grupą, która przeprowadziła w 2015 roku cyberatak na ukraiński wywiad. Niedawno prezydent Putin zaakceptował plan, którego celem jest upewnienie się, że rosyjski internet będzie w stanie działać oddzielnie od reszty ogólnoświatowej sieci. Plan zakłada, że Rosja będzie posiadała alternatywny system DNS. Zdaniem Forbesa może on zostać wprowadzony w życie, gdy Kreml uzna, że odłączenie Rosji od reszty świata jest korzystne. W takich sytuacji rosyjscy dostawcy internetu zostaliby przełączeni na wewnętrzny rosyjski DNS. « powrót do artykułu
  4. Niemal 50 brytyjskich uczelni wyższych wzięło udział w testach penetracyjnych zleconych przez The Higher Education Policy Insituter oraz organizację Jisc. Okazało się, że w niektórych przypadkach hakerzy są w stanie w czasie krótszym niż godzina uzyskać dostęp do sieci uniwersytetów i zdobyć wrażliwe informacje. Z kolei każdy z przeprowadzonych testów penetracyjnych pozwolił na odniesienie sukcesu w czasie krótszym niż 2 godziny. W tym czasie napastnicy uzyskali do sieci dostęp na prawach administratora. Mogli zatem poznać informacje na temat studentów i kadry, przeczytać dane finansowe uczelni oraz włamać się do baz danych zawierających poufne informacje z prowadzonych właśnie badań naukowych. Najpopularniejsza techniką dającą dostęp do sieci były celowane ataki phishingowe przeprowadzane za pomocą podrobionych e-maili wyglądających na wiadomości od przełożonego. W listach znajdowały się odnośniki do szkodliwych witryn, które kradły dane ofiary oraz załączniki, które infekowały uniwersytecką sieć. Przeprowadzenie takich ataków w przypadku uczelni wyższych jest o tyle ułatwione, że nazwiska oraz adresy e-mail pracowników i ich przełożonych są publicznie dostępne. Większość uczelni wyższych bardzo poważnie traktuje tego typu zagrożenia, jednak nie jesteśmy przekonani, że wszystkie one mają odpowiednią wiedzę, umiejętności i sprzęt, by się przed nimi chronić, mówi doktor John Chapman z Jisc. Jednak wielu atakom można zapobiegać na bieżąco aktualizując oprogramowanie, instalując łaty oraz ściśle przydzielając dostęp do danych konkretnym osobom. Ważne jest też zapoznanie pracowników i studentów z zasadami bezpieczeństwa, by wiedzieli, jak rozpoznać podejrzane e-maile oraz kogo poinformować o zauważeniu ataku. Jisc zaleca też, by uniwersytety regularnie sprawdzały swoje sieci pod kątem niedociągnięć i miały opracowany plan działań na wypadek ataku. « powrót do artykułu
  5. Wiele najnowocześniejszych laptopów oraz coraz więcej komputerów stacjonarnych jest znacznie bardziej narażonych na atak za pośrednictwem urządzeń peryferyjnych niż dotychczas sądzono. Jak wynika z badań przeprowadzonych na University of Cambridge, napastnik może w ciągu kilku sekund przełamać zabezpieczenia maszyny, jeśli tylko zyska dostęp do takich urządzeń jak ładowarka czy stacja dokująca. Dziury znaleziono w komputerach z portem Thunderbolt, pracujących pod kontrolą Windows, Linuksa, macOS-a i FreeBSD. Narażonych jest coraz więcej modeli komputerów. Naukowcy z Cambridge i Rice University stworzyli otwartoźródłową platformę Thunderclap, która służy im do testowania bezpieczeństwa urządzeń peryferyjnych i ich interakcji z systemem operacyjnym. Pozwala ona podłączać się do komputerów za pomocą portu USB-C obsługującego interfejs Thunderbolt i sprawdzać, w jaki sposób napastnik może dokonać ataku na system. Okazuje się, że w ten sposób bez większego problemu można przejąć całkowitą kontrolę nad maszyną. Ataku można dokonać nie tylko za pomocą zewnętrznych kart graficznych czy sieciowych, ale również za pomocą tak pozornie niewinnych urządzeń jak ładowarka czy projektor wideo. Urządzenia zewnętrzne mają bezpośredni dostęp do pamięci (DMA), co pozwala im ominąć zabezpieczenia systemu operacyjnego. To bardzo kuszący sposób na przeprowadzenie ataku. Jednak współczesne systemy komputerowe korzystają z mechanizmu IOMMU (input-output memory managemen units), który ma chronić przed atakami DMA poprzez udzielanie dostępu do pamięci tylko zaufanym urządzenim, a dostęp ten jest ograniczony do tych obszarów pamięci, które nie zawierają wrażliwych danych. Jednak, jak dowiedli naukowcy, IOMMU jest wyłączony w wielu systemach, a tam, gdzie jest włączony, jego zabezpieczenia mogą zostać przełamane. Wykazaliśmy, że obecnie IOMMU nie gwarantuje pełnej ochrony i doświadczony napastnik może poczynić poważne szkody, mówi Brett Gutstein, jeden z autorów badań. Po raz pierwszy tego typu błędy odkryto w 2016 roku. Naukowcy poinformowali o problemie takie firmy jak Intel, Apple i Microsoft, a te przygotowały odpowiednie poprawki. Wielu twórców oprogramowania i sprzętu komputerowego wydało w ostatnich latach łaty. Jednak najnowsze badania pokazują, że sytuacja nie uległa zmianie. A pogarsza ją rosnąca popularność takich interfejsów jak Thunderbolt 2, który pozwala podłączać do tego samego portu zasilacze, urządzenia wideo i inne urządzenia zwenętrzne. To znakomicie zwiększyło ryzyko ataku DMA. Podstawowym sposobem ochrony jest instalowanie poprawek dostarczonych przez Apple'a, Microsoft i innych. Trzeba też pamiętać, że sprzęt komputerowy jest wciąż słabo chroniony przed złośliwymi urządzeniami podłączanymi do portu Thunderbolt, więc użytkownicy nie powinni podłączać doń urządzeń, których pochodzenia nie znają lub którym nie ufają, mówi Theodore Markettos. « powrót do artykułu
  6. Blockchain, jeszcze do niedawna uważana za odporną na cyberataki, coraz częściej pada ofiarą cyberprzestępców. Ten typ bazy danych jest tym bardziej atrakcyjnym celem ataków, że opierają się na nim sieci kryptowalut. Statystyki mówią same za siebie. Od początku 2017 roku przestępcy ukradli kryptowaluty o łącznej wartości niemal 2 miliardów dolarów. A mowa tu tylko o kwotach, które zostały publicznie ujawnione. Większości kradzieży dokonano na internetowych giełdach, a atakami zajmują się już nie tylko samotni hakerzy, ale i zorganizowane grupy przestępcze. Firma analityczna Chainalysis informuje, że tylko dwie grupy, które prawdopodobnie wciąż są aktywne, ukradły w sumie około miliarda dolarów. Na początku lutego firma Coinbase zauważyła dziwną aktywność na blockchainie Ethereum Classic. Cały blockchain był właśnie celem ataku. Napastnik w jakiś sposób przejął kontrolę nad ponad połową zasobów obliczeniowych blockchaina i nadpisywał jej historię. Taki atak, który jeszcze rok temu był czysto teoretyczny, pozwalał na wydanie tych samych pieniędzy więcej niż jeden raz. Ten atak udało się powstrzymać. Blockchain ma dodatkową zaletę z punktu widzenia przestępców. Oszukańczych transakcji nie można tutaj bowiem odwrócić. W tradycyjnym systemie finansowym, gdy ktoś ukradnie nam pieniądze z konta czy posłuży się naszą kartą płatniczą, możliwe jest cofnięcie transakcji. Tutaj takiej możliwości nie ma. Blockchain to rozproszona otwartoźródłowa szyfrowana baza danych bez punktu centralnego. Poszczególne dołączone doń komputery, węzły, wykorzystują złożony protoków, który pozwala na weryfikacje transakcji i dodawanie ich do bazy. Protokół korzysta z szyfrowania i teorii gier oraz wbudowano weń zachęty, które powodują, że bardziej opłaca się wykorzystać moc obliczeniową do współpracy, niż do atakowania sieci. Atak na poprawnie skonfigurowany blockchain powinien być niezwykle trudny i kosztowny, a z drugiej strony weryfikacja prawdziwych transakcji powinna być dość łatwa. Te zalety spowodowały, że blockchain cieszy się coraz większym zainteresowaniem przemysłu. Blockchain jest testowany przez Walmart, a właściciel Giełdy Nowojorskiej, firma Intercontinental Exchange, ma zamiar uruchomić wkrótce swój własny blockchain. Im jednak blockchain bardziej złożony, tym łatwiej w nim o błędy. Niedawno firma stojąca za kryptowalutą Zcash pinofrmowała, że poprawiła „subtelny błąd kryptograficzny” w blockchainie. Pozwalał on napastnikowi na sfałszowanie dowolnej liczby Zcash. Błędy pojawiają się nie tylko w protokole. We wrześniu deweloperzy Bitcoin Core, głównego klienta kryptowaluty bitcoin poprawili błąd – szczegóły są trzymane w tajemnicy – który pozwalał na wydobycie większej liczby bitcoinów niż to dozwolone. Większość ataków na kryptowaluty, jak już wspomniano, przeprowadzono na giełdach i można za nie winić same giełdy. Jednak wszystko zmieniło się po styczniowym ataku na Ethereum Classic. Większość kryptowalut jest podatnych na atak 51%. Dzieje się tak, gdyż wykorzystywane blockchainy uwiarygadniają użytkowników w ten sposób, że każdy z węzłów musi spędzić dużo czasu i zaangażować dużo swojej mocy obliczeniowej na pracę na rzecz całej sieci, by się uwiarygodnić i zyskać prawo dodawania informacji do bazy danych. Teoretycznie więc, jeśli ktoś uzyska kontorlę nad większością (wspomniane 51%) węzłów może uwiarygodnić się wobec całej sieci wysyłając płatności do innych węzłów, a później stworzyć alternatywną wersję blockchaina, w której płatności nigdy nie miały miejsca. Taki fałszywy blockchain staje się całkowicie wiarygodny i możliwe jest wielokrotne wydanie tych samych pieniędzy. Tego typu ataki mogą być jednak niezwykle kosztowne. Jak mówią specjaliści, wynajęcie mocy obliczeniowej potrzebnej do ataku na Bitcoin kosztowałoby ponad 260 000 USD za godzinę. Jednak obecnie istnieje ponad 1500 kryptowalut, a im mniej popularna kryptowaluta, tym mniejszy blockchain i tym łatwiej się w nim uwiarygodnić. Około połowy 2018 roku rozpoczęła się seria ataków na mniej popularne kryptowaluty. Przestępcy ukradli około 20 milionów UDS. Jesienią podczas serii ataków na Vertcoin skradziono 100 000 dolarów. Atak przeciwko Ehtereum Classic, podczas którego ukradziono ponad milion dolarów był pierwszym przeciwko kryptowalucie znajdującej się wśród 20 największych. Specjaliści uważają, że tego typu ataki będą coraz częstsze i coraz silniejsze. Jednak 51% to nie jedyny problem blockchainów. Innym są programy typu smart contract. To oprogramowanie automatyzujące przepływ kryptowalut zgodnie z założonymi wcześniej warunkami i zasadami. Jest ono wykorzystywane np. do zawierania umów czy przeprowadzania złożonych transakcji. Pozwala też np. na stworzenie mechanizmu głosowania, który pozwala członkom firmy inwestycyjnej na podjęcie decyzji co do alokacji kapitału. W 2016 roku w blockchainie Ethereum uruchomiono fundusz o nazwie Decentralized Autonomous Organization. Wkrótce potem napastnik ukradł z niego ponad 60 milionów USD. Wykorzystał bowiem błąd, który pozwalał mu na wycofywanie pieniędzy z kont, a system nie rejestrował, że pieniądze zostały wycofane. W tradycyjnym systemie bankowym wystarczyłoby cofnąć transakcje i zastosować łatę. W blockchainie transakcji nie da się cofnąć, zatem dołączane doń oprogramowania od początku powinno być pozbawione błędów. Istnieją sposoby na częściowe poradzenie sobie z tym problemem. Można bowiem stworzyć kolejne oprogramowanie smart contract, które będzie wchodziło w interakcje z już istniejącym. Możliwe jest stworzenie centralnego wyłącznika, który zatrzymuje całą sieć w momencie, gdy wykryto atak. Jednak transakcje przeprowadzone wcześniej nie mogą zostać cofnięte, a ukradzionych pieniędzy niemal nie da się odzyskać. Niemal, bo istnieje jedna drastyczna metoda. Można nadpisać historę, cofnąć się do czasu sprzed ataku i w ten sposób stworzyć nowy blockchain. Użytkownicy starego powinni wówczas zgodzić się, że będą używali nowego. To właśnie zrobili w przeszłości twórcy Ethereum. Większość społeczności przesiadła się na nowy blockchain znany obecnie jako Ethereum, ale część pozostała przy oryginalnym, Ethereum Classic. Smart contracts stają się najpoważniejszym problemem blockchaina. Eksperci twierdzą, że setki, a może nawet tysiące tego typu programów zawierają lub mogą zawierać błędy. Te zaś z pewnością zostaną przez przestępców odnalezione, gdyż, jak już wspomniano, blockchain opiera się na otwartych źródłach, do których dostęp ma każdy. Powstaje jednak coraz więcej inicjatyw i firm, których celem jest zabezpieczenie blockchaina. Pojawił się też pomysł ustanowienia nagród pieniężnych za odnajdowanie i informowanie o dziurach w oprogramowaniu. « powrót do artykułu
  7. Tesla jest kolejną, obok Microsoftu, Oracle'a, Adobe i VMware, firmą, która postanowiła skonfrontować swój produkt z umiejętnościami hakerów biorących udział w zawodach Pwn2Own, które odbędą się w marcu. Nagrody pieniężne za przełamanie zabezpieczeń Tesli Model 3 wahają się od 35 000 do 250 000 dolarów. Uczestnicy mogą też wygrać samochód. Najwyższą nagrodę, 250 000 dolarów, przewidziano dla osoby, przełamie zabezpieczenia Tesla Gateway, Autopilota lub VCSEC (Vehicle Controller Secondary) i przyzna sobie prawa do wykonywania programów. Za udany atak na modem lub tuner w Tesli przewidziano 100 000 USD, a za atak typu DoS na Autopilota będzie można zdobyć 50 000 dolarów. Za złamanie zabezpieczeń kluczyka lub wykorzystanie smartfonu w roli kluczyka otrzymamy 100 000 dolarów. Tyle samo zarobimy, jeśli uda się nam przejąć kontrolę nad magistralą CAN (Controller Area network). Tesla zapłaci też do 50 000 dolarów za takie przełamanie zabezpieczeń, które da nam kontrolę administracyjną nad danym komponentem nawet po przeładowaniu systemu. Duże pieniądze można będzie zarobić nie tylko atakując samochód Tesli. Microsoft zaoferował 250 000 USD za każdy udany atak na klienta Hyper-V, podczas którego zwiększymy swoje uprawnienia z klienta do hosta. To niezwykle ważny element w strategii Microsoftu, który coraz mocnej inwestuje w chmury komputerowe, dlatego też firmie szczególnie zależy na bezpieczeństwie Hyper-V. Byłoby dla niej katastrofą, gdyby pojawiła się publicznie znana dziura pozwalająca na przejęcie klientowi kontroli nad hostem. Dlatego też koncern poddaje swoje produkty testom podczas Pwn2Own. WMware, które specjalizuje się w oprogramowaniu do wirtualizacji postanowiło poddać próbie VMware ESXi oraz WMware Workstation. Za przełamanie ich zabezpieczeń firma płaci, odpowiednio, 150 000 i 70 000 dolarów. Z kolei firma Oracle zaoferowała 35 000 dolarów za załamanie zabezpieczeń swojego VirtualBox. Hakerzy będą mogli też spróbować swoich sił przeciwko przeglądarkom, Windows Defender Application Guard, Microsoft Outlook czy Adobe Reader. Ponadto autor pierwszego udanego ataku podczas Pwn2Own również otrzyma Teslę Model 3. « powrót do artykułu
  8. W ubiegłym tygodniu podczas International Conference on Machine Learning (ICML) grupa naukowców pokazała żółwia wydrukowanego techniką 3D. Dla ludzi żółw wyglądał niemal jak żywy. Jednak algorytmy sztucznej inteligencji rozpoznały w obiekcie... strzelbę. W innym przypadku kij baseballowy wykonany techniką druku 3D został przez SI uznany za... filiżankę espresso. Na naszych oczach sztuczna inteligencja, systemy maszynowego uczenia się, czynią tak wielkie postępy, że coraz częściej podnoszą się głosy zaniepokojenia, ostrzegające nas przed zbytnim rozwijaniem inteligencji maszyn. Jednak, jak się okazuje, systemy SI są zdumiewająco podatne na ataki. A w ostatnim czasie eksperci coraz częściej prezentują nam przykłady takich ataków. My, którzy pracujemy nad maszynowym uczeniem się nie jesteśmy przyzwyczajeni, by myśleć o bezpieczeństwie naszych systemów, mówi jeden z twórców żółwia 3D i badań nad atakiem na AI, Anish Athalye z MIT. Specjaliści zajmujący się sztuczną inteligencją mówią, że przeprowadzenie takich ataków jest bardzo użyteczne z naukowego punku widzenia. Pozwalają one bowiem analizować sposób działania sieci neuronowych, które obecnie nie są dobrze rozumiane. Ataki to wspaniałe szkło powiększające, przez które możemy lepiej zrozumieć to, co nazywamy maszynowym uczeniem, mówi Dawn Song z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. W ubiegłym roku Song i jej koledzy umieścili na standardowym znaku drogowym „STOP” kilka naklejek, które spowodowały, że system SI uznał znak za... ograniczenie prędkości do 45 mil na godzinę. Nietrudno wyobrazić sobie konsekwencje takiego ataku na samochód autonomiczny. Ataki można podzielić na takie, w których napastnik ma wiedzę o algorytmach wykorzystywanych przez system i na takie, w których algorytmów tych nie zna. W pierwszym przypadku może obliczyć, w jaki sposób należy zmienić dane wejściowe do systemu wykorzystującego dane algorytmy, by otrzymać pożądane dane wyjściowe. W ten sposób można np. manipulować obrazem tak, by dla człowieka nie wyglądal on na zmanipulowany, ale by sztuczna inteligencja źle go rozpoznała. Bardziej wymagające są ataki, gdy nie znamy algorytmów. Wówczas napastnik zna tylko danej wejściowe i wyjściowe. Przeprowadzenie takiego ataku jest trudne, ale nie niemożliwe. Podczas ostatniego ICML Athalye i jego zespół zaprezentowali tego typu atak przeciwko usłudze Google Cloud Vision. W sposób niewidoczny dla człowieka zmienili oni zdjęcie przedstawiające dwóch narciarzy tak, że system Google'a uznał je za zdjęcie psa. Jednym ze sposobów na uchronienie się przed tego typu atakami jest stworzenie formuły, pozwalającej algorytmom SI zweryfikować, czy dobrze rozpoznały dany obiekt. Jeśli możesz przeprowadzić weryfikację, oznacza to koniec zabawy dla napastników, mówi Pushmeet Kohli z DeepMind. Podczas ICML zaprezentowano nawet dwa takie algorytmy weryfikujące. Problem w tym, że obecnie nie da się ich skalować na duże sieci neuronowe współczesnych SI. Co prawda Kohli twierdzi, że w przyszłości się to uda, jednak Song uważa, że w świecie praktycznych zastosowań będą one miały poważne ograniczenia. Nie istnieje matematyczna definicja tego, kim jest pieszy. Czy możemy więc udowodnić, że autonomiczny samochód w żadnym przypadku nie uderzy w pieszego? Nie możemy, stwierdza uczona. « powrót do artykułu
  9. Pies wytresowany do poszukiwania urządzeń elektronicznych, odnalazł kartę pamięci ukrytą w pudełku z chusteczkami. Karta będzie dowodem w sprawie nieletniego hakera, który zmienił oceny uczniom z Ygnacio Valley High School. Okręg szkolny Mount Diablo poinformował policję o możliwym ataku. Miało do niego dojść, gdy jeden z nauczycieli kliknął na link w odebranym e-mailu, został przekierowany do fałszywej witryny, gdzie próbował zalogować się do szkolnego systemu. Ukradzione w ten sposób dane do logowania posłużyły młodocianemu cyberprzestępcy do zalogowania się do systemu i zmiany stopni wielu uczniom, w tym sobie. Niektóre oceny poprawiono na lepsze, inne na gorsze. Nie doszło do kradzieży danych. Policja, po analizie śladów włamania, wytypowała podejrzanego i dokonała przeszukania jego domu. Pomagał w tym pies. Dug, który pracuje w Concord Police Department, to jeden z kilku psów policyjnych w USA, które zostały wytresowane do poszukiwania ukrytego sprzętu elektronicznego. Zwierzę wskazało na pudełko chusteczek, a policjanci znaleźli tam kartę pamięci. Młody haker został aresztowany przez policję i agentów Secret Service. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...