Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' szczepionka'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 22 results

  1. Naukowcy z MIT, Massachusetts General Hospital i Uniwersytetu Harvarda pracują nad uniwersalną szczepionką na grypę, która byłaby skuteczna przeciwko każdemu szczepowi. Na łamach Cell naukowcy opisują szczepionkę wywołującą reakcję układu immunologicznego przeciwko pewnemu fragmentowi proteiny wirusa grypy, który rzadko ulega mutacjom. Zwykle układ odpornościowy nie bierze na cel tego fragmentu. Nowa szczepionka składa się z nanocząstek pokrytych proteinami wirusa grypy. Podczas badań na myszach, które zmanipulowano genetycznie tak, by ich układ odpornościowy przypominał układ odpornościowy człowieka, wykazano, że szczepionka powoduje atak układu odpornościowego na wspomniany fragment proteiny. To daje nadzieję, że szczepionka taka mogłaby być skuteczna przeciwko każdemu szczepowi grypy. Repertuar przeciwciał jest niemal nieskończenie zróżnicowany, dzięki czemu układ odpornościowy może dopasować się do każdego antygenu. Jednak cała „przestrzeń antygenów” jest nierównomiernie sprawdzana, przez co niektóre patogeny, jak np. wirus grypy są w stanie opracować złożone strategie immunodominancji, przez co układ odpornościowy nie zwraca uwagi na tego typu pięty achillesowe wirusa, stwierdzają naukowcy. Najpierw uczeni stworzyli model komputerowy, który pozwolił zaprojektować im techniki pokonania strategii wirusa, polegającej na „odwracaniu uwagi” układu odpornościowego od jego „pięt achillesowych”. Następnie przystąpili do testów na odpowiednio zmodyfikowanych myszach. Uzyskane przez nas wyniki są o tyle ekscytujące, że jest to mały krok w kierunku stworzenia szczepionki na grypę, którą będzie można przyjąć raz lub kilka razy i zyskać odporność zarówno na sezonowe, jak i pandemiczne szczepy grypy, mówi profesor Arup K. Chakraborty z MIT. Większość szczepionek przeciwko grypie wykorzystuje nieaktywne wirusy grypy. Wirusy grypy wykorzystują hemaglutyninę (HA) do przyłączania się do powierzchni komórki. Szczepionki powodują, że układ odpornościowy rozpoznaje hemaglutyninę i wytwarza przeciwciała, które biorą ją na cel. Jednak przeciwciała te niemal zawsze łączą się z przednią częścią, główką, hemaglutuniny. A jest to część, która najszybciej ulega mutacją. Z kolei w tylnej części HA znajdują się fragmenty, które mutują bardzo rzadko. Nie rozumiemy jeszcze całości, ale z jakiegoś powodu układ odpornościowy nie potrafi skutecznie wyszukiwać tych nieulegających mutacjom części proteiny, mówi profesor Daniel Lingwood z Harvard Medical School. Dlatego też naukowcy poszukują strategii, które pozwolą na zwrócenie uwagi układu odpornościowego na rzadko zmieniające się fragmenty HA. Jednym z czynników, dla których układ odpornościowy bierze za cel przednią część HA, a nie tylną, jest prawdopodobnie fakt, że wirus grypy jest gęsto upakowany hemaglutyniną. Tak gęsto, że przeciwciałom znacznie łatwiej jest łączyć się z „główką” HA, niż przecisnąć się i uzyskać dostęp do tylnej części. Wysunęliśmy hipotezę, że kluczem do uchronienia przed przeciwciałami wrażliwych części i do przetrwania wirusa jest geometria jego powierzchni, wyjaśnia doktor Assaf Amitai z MIT. Najpierw więc badali wpływ geometrii wirusa na immunodominację za pomocą molekularnej symulacji dynamicznej. Następnie modelowali proces zwany dojrzewaniem powinowactwa przeciwciał. To proces, który zachodzi po tym, gdy komórka B napotka na wirusa i określa, które przeciwciała będą decydujące w odpowiedzi immunologicznej. Każdy z receptorów limfocytu B łączy się z inną proteiną wirusa. Gdy konkretny receptor konkretnego limfocytu połączy się silnie z HA, limfocyt B zostaje aktywowany i szybko się namnaża. W procesie tym limfocyt B ulega mutacjom, dzięki czemu niektóre jego receptory jeszcze silniej wiążą się z HA. Następnie te limfocyty, które najsilniej powiązały się z HA przeżywają, a pozostałe, giną. W ten sposób po pewnym czasie powstaje duża populacja limfocytów B, które bardzo silnie wiążą się z HA. Z czasem przeciwciała te coraz lepiej i lepiej biorą na cel konkretny antygen, mówi Charkaborty. Modelowanie komputerowe wykazało pewną słabość tego procesu. Okazało się, że gdy podamy człowiekowi typową szczepionkę przeciwko grypie, te limfocyty B, które potrafią silnie połączyć się z tylną częścią HA są podczas procesu dojrzewania powinowactwa w gorszej sytuacji, niż limfocyty wiążące się silnie z główką HA. Po prostu dotarcie do tylnej części hemaglutyniny jest trudniejsze. Do modelu dodano więc symulację działania szczepionki, która jest właśnie opracowywana przez NIH i znajduje się w I fazie badań klinicznych. W szczepionce tej wykorzystano wirusa z rzadziej upakowanymi HA na powierzchni. Okazało się, że wówczas limfocyty B docierające do tylnej części HA radzą sobie znacznie lepiej i dominują pod koniec procesu dojrzewania powinowactwa. « powrót do artykułu
  2. Nawet 500 000 rekinów może zostać zabitych każdego roku, by wyprodukować... szczepionkę przeciwko COVID-19. Organizacje starające się chronić rekiny przed zagładą ostrzegają, że wiele z opracowywanych obecnie szczepionek na COVID-19 wykorzystuje skwalen, występujący m.in. w wątrobie rekina. Jeśli takie szczepionki się upowszechnią, może okazać się, że rekiny zostaną poddane jeszcze większej presji ze strony człowieka. Ekolodzy wyliczają, że 17 spośród niemal 200 opracowywanych szczepionek znajduje się obecnie w fazie testów klinicznych i preklinicznych Z nich 5 wykorzystuje skwalen. Na przykład do jednej dawki szczepionki MF59 używa się 9,75 miligramów skwalenu. Gdyby ta szczepionka się sprawdziła, to przy założeniu, że do skutecznego działania wymaga 2 dawek, będzie to oznaczało, iż trzeba zabić 500 000 rekinów rocznie, aby pozyskać wystarczającą ilość skwalenu na zapewnienie szczepionki wszystkim ludziom. Trzeba coś z tym zrobić już teraz, gdyż niewykluczone, że świat będzie potrzebował przez wiele lat szczepionki przeciwko COVID-19 oraz przeciwko wielu innym koronawirusom. Prawdziwe niebezpieczeństwo czai się w przyszłości. Uzależnienie się od tłuszczu z wątroby rekina by produkować szczepionkę jest czymś chorym. Dzikie zwierzęta nie są stabilnym źródłem takich surowców, a ich populacje nie wytrzymają rosnącej presji. Już w tej chwili rekiny są zagrożone przez to, co robią ludzie, mówi Stefanie Brendl, dyrektor organizacji Shark Allies. Już teraz dla samego tylko skwalenu zabija się około 3 000 000 rekinów rocznie. Tłuszcz ten jest wykorzystywany w dużej mierze w przemyśle kosmetycznym. Wiele gatunków rekinów znajduje się na krawędzi zagłady. Ludzie w sumie zabijają niemal 100 milionów rekinów rocznie. Większość z nich ginie w męczarniach, gdyż żywym zwierzętom odcina się płetwy. Inne są zabijane Młotowate, żarłacze białe oraz rekiny wielorybie to najczęściej zabijane gatunki dla skwalenu. Tłuszcz ten zapewnia zwierzętom pływalność. Dlatego też więcej występuje go u gatunków żyjących w głębszych partiach oceanów. Takie gatunki z kolei to gatunki większe, dłużej żyjące, ale i dłużej rosnące. Ich populacja trudniej się więc odradza. Jeśli ludzie będą zabijali dodatkowo setki tysięcy tych zwierząt rocznie, wiele gatunków czeka zagłada. Ekolodzy domagają się, by przemysł farmaceutyczny zaczął pozyskiwać skwalen z innych źródeł, takich jak oliwki, trzcina cukrowa, bakterie czy drożdże. Jednak, jak sami zauważają, produkcja skwalenu z takich źródeł jest o około 30% droższa i trwa dłużej niż zabicie rekina i pozyskanie skwalenu z jego wątroby. Przemysł odniesie olbrzymie zyski z produkcji szczepionki. Najwyższy więc czas, by zadać im pytanie, czy mają zamiar korzystać ze stabilnych źródeł surowców, mówi Brendl. « powrót do artykułu
  3. Przed 10 dniami amerykański Departament Energii poinformował, że należący doń najpotężniejszy superkomputer na świecie – Summit – zostanie wykorzystany do walki z koronawiruse SARS-CoV-2. Po kilku dniach obliczeń mamy już pierwsze pozytywne wyniki pracy maszyny. W ciągu ostatnich kilku dni Summit przeanalizował 8000 substancji i zidentyfikował 77 związków małocząsteczkowych, które mogą potencjalnie powstrzymywać wirus. To 77 substancji, które potencjalnie mogą przyłączać się do proteiny S [wypustek tworzących „koronę” koronawirusa - red.] i w ten sposób blokować wirusowi możliwość przyłączania się do komórek organizmu i ich zarażania. Trzeba tu jednak podkreślić, że superkomputer jest w stanie określić tylko, czy znalezione przez niego molekuły mogą zablokować wirusa. Nie opracuje leku, nie potrafi też stwierdzić, czy testowane substancje są bezpieczne dla ludzi. Potrzebowaliśmy Summita, by przeprowadzić potrzebne symulacje. To, co zajęło superkomputerowi 1-2 dni na innych komputerach trwałoby wiele miesięcy, mówi główny autor badań, Jeremy Smith dyrektor Center for Molecular Biophysics z University of Tennessee. Uzyskane przez nas wyniki nie oznaczają, że znaleźliśmy lekarstwo na COVID-19. Nasze badania wskazują, które związki warto dalej badań pod kątem opracowania leków. Zidentyfikowanie obiecujących molekuł to pierwszy etap opracowywania leków. Molekuły takie należy następnie przetestować zarówno in vitro jak i in vivo, a jeśli testy na hodowlach tkanek i na zwierzętach wypadną pomyślnie, można zacząć myśleć o przystąpieniu do testów na ludziach. Jak wiemy, niedawno rozpoczęły się pierwsze testy kliniczne pierwszej potencjalnej szczepionki przeciwko SARS-CoV-2. Jednak na pojawienie się szczepionki musimy poczekać 12–18 miesięcy i to pod warunkiem, że wszystko pójdzie po myśli naukowców. Znacznie wcześniej możemy spodziewać się leków pomocnych w leczeniu COVID-19. Jest to możliwe dlatego, że wiele lekarstw, które od dawna są dopuszczone do użycia w przypadku innych chorób, daje obiecujące wyniki podczas wstępnych testów. Jako, że lekarstwa te są już dopuszczone do użycia, znamy ich sposób działania czy toksyczność. W chwili obecnej w Ameryce Północnej, Europie, Azji i Australii testowanych jest około 60 różnych leków, które potencjalnie mogą pomóc w leczeniu chorych na COVID-19. Pięć z nich to leki najbardziej obiecujące, nad którymi testy są najbardziej zaawansowane. Jeden z tych leków to Remdesivir firmy Gilead Science. To lek opracowany w odpowiedzi na epidemię Eboli z 2014 roku. Ma on szerokie działanie przeciwko wirusom RNA. Wiadomo, że skutecznie działa przeciwko koronawirusom SARS-CoV i MERS-CoV. Jako, że najnowszy koronawirus jest podobny do SARS, niewykluczone, że remdesivir również będzie skutecznie go zwalczał. Problem jednak w tym, że dotychczas nie wiemy, jak lek działa. To stwarza pewne zegrożenie. Remdesivir to analog adenozyny, który włącza się do tworzących się wirusowych łańcuchów RNA i zmniejsza wytwarzanie wirusowego RNA. Wiemy obecnie, że remdesivir pomógł w wyleczeniu 13 Amerykanów, którzy byli na pokładzie Diamond Princess, że testowany jest na poddanych kwarantannie osobach przebywających w Centrum Medycznym Uniwersytetu Nebraska i dotychczas nie zauważono skutków ubocznych. Z kolei chińscy specjaliści poinformowali, że połączenie remdisiviru i chlorochiny, używanej do leczenia malarii i chorobom autoimmunologicznym, wykazało wysoką skuteczność w testach in vitro. Kolejny z obiecujących leków to Kaletra (Aluvia) firmy AbbVie. Substancja czynna to lopinawir i ritonawir. Ten inhibitor proteazy HIV-1 jest używany, w połączeniu z innymi lekami przeciwretrowirusowymi, do leczenie zakażeń HIV-1 u dorosłych i dzieci powyżej 14. roku życia. Przed dwoma tygodniami AbbVie poinfomowało, że w porozumieniu z odpowiednimi agendami w USA i Europie rozopoczyna testy Kaletry pod kątem leczenia COVID-19. Z kolei przed niecałym tygodniem naukowcy z australijskiego University of Queensland poinformowali, że chcą rozpocząć testy kliniczne Kaletry i Chlorochiny, gdyż pomogły one w leczniu chorych z COVID-19. Już pod koniec stycznia AbbVie przekazała Chinom olbrzymie ilości Kaletry. Niedługo później Chińczycy zaczęli informować o pierwszych przypadkach wyleczenia za pomocą tego leku. Następnym z 5 najbardziej obiecujących leków jest Kevzara. To wspólne dzieło firm Regeneron Pharmaceuticals i Sanofi, w którym substancją czynną jest sarilumab. Lek ten to antagonista receptora interleukiny-6 (IL-6). Lek został zatwierdzony w 2017 roku do leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów u osób dorosłych o nasileniui od umiarkownym do ciężkiego. Lek podaje się w zastrzyku. W USA od tygodnia trwają testy kliniczne Kevzary u pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19. Docelowo lek ma zostać przetestowany na 400 osobach z poważnymi komplikacjami spowodowanymi zachorowaniem. W II fazie testów klinicznych sprawdzane jest skuteczność leku w zmniejszaniu gorączki oraz bada się, czy dzięki niemu zmniejszona zostaje konieczność sztucznego wentylowania pacjentów. Później, w czasie III fazy testów, naukowcy sprawdzą długoterminowe rokowania pacjentów, którym podawano lek, przede wszystkim zaś sprawdzone zostanie czy i w jakim stopniu lek pozwolił na zmniejszenie śmiertelności chorych, zredukował potrzebę sztucznej wentylacji i hospitalizacji. Niedawno do listy najbardziej obiecujących leków dołączył Avigan opracowany przez Fujifilm Holdings. To lek przeciwwirusowy o szerokim zastosowaniu. To wybiórczy silny inhibitor RNA-zależnej polimerazy RNA u wirusów. Lek jest w Japonii zarejetrowany jako środek przeciwko grypie. Był też używany w Gwinei do walki z Ebolą. Jego substancją czynną jest fawipirawir. Przed kilkoma dniami chińskie Ministerstwo Nauki i Technologii poinformowało, że podczas testów na 340 pacjentów w Wuhan i Shenzen okazało się, że po leczeniu Aviganem uzyskano pozytywne wyniki. Doszło do skrócenia czasu pobytu w szpitalu, z 11 do 4 dni uległ skróceniu średni czas, przez jaki pacjenci musieli przebywać w szpitalu. Ponadto u 91% pacjentów stwierdzono poprawę stanu płuc, gdy tymczasem poprawę taką stwierdozno u 62% pacjentów z grupy kontrolnej, którym nie podawano fawipirawiru. W Chinach dopuszczono ten lek do testów klinicznych. Tymczasem japońskie Ministerstwo Zdrowia oświadczyło, że będzie zalecało stosowanie Aviganu po tym, jak pozytywnie wypadły testy na pacjentach asymptomatycznych oraz wykazujących łagodne objawy. W końcu trzeba tutaj wspomnieć o pierwszej testowanej na ludziach szczepionce przeciwko SARS-CoV-2. Pierwszą dawkę mRNA-1279 podano 43-letniej kobiecie. Tym samym rozpoczęła się I faza badań nad szczepionką. Lek „instruuje” komórki gospodarza, by zachodziła w nich ekspresja glikoproteiny powierzchniowej S (ang. spike protein); białko S pozwala koronawirusowi na wniknięcie do komórki gospodarza. W tym przypadku ma to wywołać silną odpowiedź immunologiczną. Jest to szczepionka oparta na mRNA. Ze szczegółowymi informacjami na temat tej szczepionki i tego, jak będą wyglądały badania nad nią, możecie przeczytać w naszym artykule na jej temat. W innym naszym tekście można też dowiedzieć się wszystkiego, co powinniśmy wiedzieć o szczepionkach, ich opracowywaniu i procesie testowania oraz dopuszczania do użycia. Wymienione powyżej leki to nie wszystko. Obecnie na całym świecie trwają prace nad 60 lekami i szczepionkami, które mają pomóc w leczeniu COVID-19 oraz zwalczaniu SARS-CoV-2 i zapobieganiu zarażeniem się koronawirusem. « powrót do artykułu
  4. Pierwsza od 50 lat nowa doustna szczepionka przeciwko polio może w końcu przyczynić się do całkowitej eradykacji tej choroby. Do niedawna wydawało się, że szybciej poradzimy sobie z chorobą, która pozostawia po sobie miliony sparaliżowanych dzieci. Niestety, w ostatnich latach szczepionki wywołały lokalne zachorowania, a obecnie ogólnoświatowy program szczepień został zahamowany przez COVID-19. W latach 2000–2017 liczbę przypadków polio udało się zmniejszyć o około 99%. Jak ocenia WHO, dzięki szerokiemu programowi szczepień uratowano przed zachorowaniem i potencjalnym paraliżem ponad 13 milionów dzieci. W październiku 2019 roku informowaliśmy, że eradykowano dziki szczep poliowirusa typu 3. Na świecie pozostał tylko typ 1 i pojawiła się nadzieja, że polio stanie się drugą, po ospie prawdziwej, atakującą ludzi chorobą, która będzie całkowicie wyeliminowana, a której patogen nie występuje w środowisku. Obok ospy, którą uznano za eradykowaną w 1980 roku, dotychczas udało się wyeliminować też księgosusz dotykający przeżuwaczy. W 2011 roku do walki z polio dołączył Bill Gates, a obecnie Fundacja Billa i Melindy Gatesów jest jednym z największych sponsorów Global Polio Eradication Initiative (GPEI). Jeszcze w 1988 roku, gdy startował GPEI, każdego roku notowano około 350 000 zachorowań na polio. W roku 2018 odnotowano 33 zachorowania. Z kolei w roku 2019 było ich w sumie 539. Z tego 175 przypadków odnotowano w Pakistanie i Afganistanie, dwóch z trzech krajów, w których polio występuje endemicznie. Trzecim jest Nigeria. Te 175 przypadków było wywołanych przez naturalnie krążącego wirusa. Z kolei aż 364 przypadki z 19 krajów zostały spowodowane przez szczepionkę. Z kolei w bieżącym roku zanotowano dotychczas 48 przypadków polio spowodowanych przez wirusa krążącego w środowisku (wszystkie przypadki zachorowań miały miejsce w Afganistanie i Pakistanie) oraz 93 przypadki spowodowane przez szczepionkę (w tym 40 przypadków w Pakistanie, po 10 w Czadzie i Etiopii, 1 w Nigerii, a pozostałe w Beninie, Burkina Faso, Kamerunie, Republice Środkowoafrykańskiej, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Demokratycznej Republice Kongo, Ghanie, Nigrze, na Filipinach i w Togo). Podawany w doustnej szczepionce atenuowany wirus [więcej w artykule Kiedy szczepionka na koronawirusa. Wszystko, co powinniśmy wiedzieć o szczepionkach – red.] polio potrafi czasem wyewoluować i wywołać zarażenia w społecznościach o niewielkim odsetku wyszczepień. Teraz naukowcy finansowani przez Fundację Billa i Melindy Gatesów poinformowali o sukcesie I fazy testów klinicznych nowej szczepionki, która nie może wywołać zachorowań. To jednocześnie pierwsza od 50 lat nowa szczepionka doustna przeciwko polio. Jej autorami są profesor Raul Andino z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco (UCSF) oraz Andrew Macaam z brytyjskiego Narodowego Instytutu Standardów Biologicznych i Kontroli (NIBSC). W 2017 roku Andino i jego zespół odkryli, że we wszystkich przypadkach, gdy to szczepionka wywołała zachorowania na polio, za każdym razem zawarty w niej wirus wykorzystał takie same trzy kroki ewolucyjne, dzięki któremu z nieszkodliwego patogenu stał się się zaraźliwy. Teraz na łamach Cell Host and Microbe ukazał się artykuł autorstwa Andino, Macadama oraz specjalistów z Gates Foundation, Center for Vaccine Innovation and Access w Seattle oraz Uniwersytetu w Antwerpii, którzy przygotowali szczepionkę przeciwko polio, z której wirus nie może wywołać zachorowania. Bazując na kilkudziesięciu latach studiów nad poliowirusem naukowcy ustabilizowali odpowiedzialny za mutacje region genomu wirusa, dzięki czemu nie może się on zmieniać. Co więcej, naukowcy upewnili się też, że poliowirus nie ulegnie groźnym zmianom nawet wówczas, jeśli wymieni materiał genetyczny ze spokrewnionymi z nim wirusami. O ile mi wiadomo, to pierwszy przypadek gdy doszło do celowego racjonalnie zaprojektowanego żywego atenuowanego wirusa. To przeciwieństwo standardowego podejścia, gdzie wirusy są hodowane na komórkach tkankowych, a ich wirulencja jest uzyskiwana metodą prób i błędów za pomocą słabo rozumianego mechanizmu, mówi Andino. W I fazie testów klinicznych wzięło udział 15 dorosłych ochotników. Była ona prowadzona na Uniwersytecie w Antwerpii. Test wykazał, że nowa szczepionka jest bardziej stabilna i efektywna niż licząca sobie 50 lat szczepionka Sabina, z której ona pochodzi. Nowa szczepionka wywoływała odpowiednią reakcję immunologiczną i mimo że zaszczepieni wydalali wirusa w stolcu, wirus ten nie był w stanie zainfekować myszy i wywołać u nich paraliżu. To kolosalny postęp w porównaniu ze standardową szczepionką Sabina. Bowiem w jej przypadku nawet 90% ulega paraliżowi, gdy zostaje wystawionych na wirusa wydalanego przez ludzi. Obecnie trwa II faza testów klinicznych nowej szczepionki. WHO już rozpoczęło planowanie fazy 3. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i uda się szybko rozpocząć powszechne szczepienia za pomocą nowego środka, to jeszcze w bieżącej dekadzie polio powinno zostać całkowicie eradykowane. « powrót do artykułu
  5. W ramach projektu Folding@Home możemy teraz pomóc w walce z koronawirusem. Każdy chętny może poświęcić część mocy obliczeniowej swojego komputera na rzecz pracy nad poszukiwaniem szczepionek i leków zwalczających SARS-CoV-2. Wystarczy odpowiednie oprogramowanie, które znajdziemy tutaj. Folding@Home to jeden z wielu projektów rozproszonego przetwarzania danych. Uczestniczą w nich miliony internautów z całego świata. Wystarczy wejść na stronę takie projektu i zainstalować niewielki program. Dzięki niemu nasz komputer będzie ze strony projektu pobierał dane, przetwarzał je, i odsyłał do projektu wyniki swoich obliczeń. Dzięki olbrzymiej liczbie podłączonych komputerów takie projekty dysponują olbrzymią mocą obliczeniową, co znacznie przyspiesza badania naukowe. Projekt Folding@Home skupia się na badaniach z dziedziny medycyny, związanych ze zwijaniem białek, projektowaniem leków i innych zagadnieniach z zakresu dynamiki molekuł. Takie badania wymagają gigantycznych mocy obliczeniowych. Dotychczas w ramach projektu Folding@Home można było wspomagać badania nad nowotworami piersi, nowotworami nerek, białkiem p53, epigenetyką nowotworów, chorobą Chagas oraz chorobami Alzheimera, Parkinsona i Huntingtona. Teraz dołączono doń badania związane z poszukiwaniem w wirusie SARS-CoV-2 protein, które można będzie zaatakować za pomocą leków. W ten sposób każdy z nas może przyczynić się do wynalezienia leku na COVID-19. Folding@Home będzie wykorzystywał tylko wolne zasoby naszego procesora centralnego (CPU) i graficznego (GPU). Możemy więc bez problemu używać komputera, w czasie gdy Folding@Home będzie w tle przeprowadzał swoje obliczenia. Po zainstalowaniu oprogramowania zobaczymy prosty panel kontrolny. Najważniesza dla nas jest lista rozwijalna o nazwie "I support research fighting". Jeśli chcemy pracować nad lekiem na koronawirusa powinniśmy wybrać „Any disease”. Wówczas nasz komputer będzie prowadził obliczenia na rzecz leku nad COVID-19. Choroba ta ma bowiem priorytet i ci, którzy nie wybiorą z listy rozwijalnej innej choroby zostaną zaprzęgnięci do walki z SARS-CoV-2. « powrót do artykułu
  6. W Kaiser Permanente Washington Research Institute w Seattle rozpoczęły się testy potencjalnej szczepionki na COVID-19 na zdrowych ochotnikach. Jako pierwszej pierwszą dawkę mRNA-1273 podano dzisiaj 43-letniej kobiecie. Na swoją kolej czekały jeszcze 3 osoby. Badacze chcą podać w odstępie ok. 28 dni 2 dawki szczepionki. W testach weźmie udział 45 osób. Wszyscy czujemy się tacy bezradni. To dla mnie wspaniała okazja, by coś zrobić - powiedziała ochotniczka Jennifer Haller. Kandydat do stworzenia szczepionki powstał dzięki Narodowym Instytutom Zdrowia (NIH) i firmie biotechnologicznej Moderna Inc. z Massachusetts. Produkcję preparatu do fazy I wspierała też Coalition for Epidemic Preparedness Innovations (CEPI). Badania I fazy (nazywane obecnie first-in-humans) to dopiero początek. Później mają miejsce jeszcze fazy II i III. Biorąc pod uwagę czas ich trwania, nawet gdyby wszystko szło po myśli badaczy, do powszechnego użytku szczepionka i tak mogłaby wejść dopiero za 12-18 miesięcy - podkreśla dr Anthony Fauci, dyrektor NIAID (National Institute of Allergy and Infectious Diseases). Faza I trwa bowiem ok. 3 miesięcy, a faza II, na kilkuset pacjentach cierpiących na daną chorobę, od 6 do 8 miesięcy. Faza III może trwać nawet kilka lat, jednak w nagłych wypadkach, jak obecna epidemia, można ją będzie skrócić do 6–8 miesięcy. Szczepionka jest priorytetem zdrowia publicznego. Nowe badanie, wdrożone w rekordowym tempie, jest ważnym pierwszym krokiem na drodze do osiągnięcia tego celu. To, oczywiście, nie jedyna przygotowywana szczepionka. Inny kandydat, stworzony przez Inovio Pharmaceuticals, doczeka się swoich testów bezpieczeństwa w USA, Chinach i Korei Południowej najprawdopodobniej w przyszłym miesiącu. Zwykle rozpoczęcie badań first-in-humans jest dla naukowców doniosłym momentem, lecz dr Lisa Jackson z Kaiser Permanente opisuje nastroje w swoim zespole jako raczej markotne. Pracowali bez ustanku, prowadząc badania w części USA, w którą wirus uderzył wcześnie i mocno. Od nieświadomości odnośnie do istnienia SARS-CoV-2 do etapu testów szczepionki minęło ok. 2 miesięcy. To bezprecedensowy scenariusz. Nie wiemy, czy ta szczepionka wywoła odpowiedź immunologiczną ani czy będzie bezpieczna. To nie ten etap, by podanie jej populacji generalnej było możliwe czy roztropne. Jak tłumaczą specjaliści z NIH-u, szczepionka „instruuje” komórki gospodarza, by zachodziła w nich ekspresja glikoproteiny powierzchniowej S (ang. spike protein); białko S pozwala koronawirusowi na wniknięcie do komórki gospodarza. W tym przypadku ma to wywołać silną odpowiedź immunologiczną. Jest to szczepionka oparta na mRNA (tą działką zajmowała się Moderna). Naukowcy z Centrum Badań nad Szczepionkami (VRC) NIAID byli w stanie tak szybko opracować mRNA-1273, gdyż wcześniej prowadzono badania nad spokrewnionymi wirusami powodującymi SARS i MERS. Koronawirusy są sferyczne. Pod mikroskopem elektronowym ich osłonki wydają się ukoronowane pierścieniem małych struktur. Stąd zresztą wzięła się ich nazwa. Białko S, tzw. spike, odpowiada za interakcję z receptorem na powierzchni komórek. VRC i Modena pracowały już nad szczepionką na MERS, obierającą na cel właśnie białko S. Był to dobry start do opracowania kandydata na szczepionkę chroniącą przed COVID-19. Gdy tylko informacja genetyczna dot. SARS-CoV-2 stała się dostępna, akademicy szybko wyselekcjonowali sekwencję do ekspresji. Ochotnicy w wieku 18-55 lat dostaną przy obu turach szczepieniach dawkę 25, 100 lub 250 mikrogramów. W każdej podgrupie znajdzie się 15 osób. Pierwsze cztery osoby dostaną niską dawkę, kolejne cztery dawkę 100-mikrogramową. Naukowcy ocenią dane nt. bezpieczeństwa, nim zaszczepią następnych ludzi z grup 25- i 100-µg i nim szczepieni na początku ochotnicy dostaną drugą dawkę. Podobne oceny bezpieczeństwa są przewidziane dla grupy z dawką 250 µg. Ochotnicy zostaną poproszeni o wizyty pomiędzy szczepieniami, a także w ciągu roku po drugiej dawce. Amerykanie będą monitorować uczestników I fazy pod kątem bolesności miejsca podania szczepionki, a także gorączki i innych problemów medycznych. W konkretnych momentach będzie pobierana od nich krew; w ten sposób zespół wykryje i zmierzy odpowiedź immunologiczną na eksperymentalną szczepionkę. Z innego naszego artykułu dowiecie się wszystkiego, co powinniście wiedzieć o szczepionkach « powrót do artykułu
  7. W poniedziałkowym (16 marca) numerze Cell, Host and Microbe, ukaże się artykuł omawiający pierwszą analizę potencjalnych celów efektywnej immunoterapii przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2. Naukowcy z La Jolla Institute of Immunology i J. Craig Venter Institute, wykorzystali dane, jakie mamy o innych koronawirusach, do przewidzenia, które części SARS-CoV-2 mogą aktywować odpowiedź układu odpornościowego i posłużyć do stworzenia szczepionki. Można już się zapoznać ze wstępną wersją artykułu A sequence homology and bioinformatic approach can predict candidate targets for immune responses to SARS-CoV-2 [PDF]. Gdy nasz układ odpornościowy napotyka wirus lub bakterię, skupia się na jego epitopach. To fragmenty antygenu łączące się bezpośrednio z przeciwciałem, receptorem limfocytu B lub T. Epitopy pozwalają komórkom układu odpornościowego na rozróżnienie patogenów i rozpoczęcie ataków na nie. Posiadanie kompletnej mapy wirusowych epitopów oraz informacji o tym, na ile pobudzają one układ odpornościowy do działania, pomaga naukowcom w określeniu, który elementy wirusa wywołują najsilniejszą reakcję ze strony układu odpornościowego, co może być pomocne w opracowywaniu szczepionek. Epitopy wywołujące najsilniejszą odpowiedź odpornościową nazywa się determinantami immunodominującymi. Obecnie wiemy bardzo mało o koronawirusie SARS-CoV-2, który wywołał pandemię COVID-19. Jednak sporo wiemy o innych koronawirusach i mamy dużo informacji o ich epitopach. W tej chwili znamy cztery koronawirusy, które krążą w ludzkiej populacji wywołując infekcje u człowieka, powodując rocznie około 25% wszystkich przeziębień. Jednak co jakiś czas pojawia się nowy wirus, powodujący poważne zachorowania i epidemię. Takimi wirusami były SARS-CoV z 2003roku oraz MERS-CoV z roku 2008. Obecnie mamy do czynienia z pandemią wirusa SARS-CoV-2. SARS-CoV-2 jest najbliżej spokrewniony z SARS-CoV, który jest jednocześnie najlepiej rozpoznanym koronawirusem pod względem jego epitopów, mówi główna autorka najnowszych badań, Alba Grifoni. Naukowcy wykorzystali dane zgromadzone w LJI-based Immune Epitope Database (IEDB), w której znajdują się informacje o ponad 600 000 epitopach z 3600 różnych gatunków wirusów oraz z Virust Pathogen Resource (ViPR), bazie danych o patogenach wirusowych. Byliśmy w stanie zidentyfikować 10 epitopów specyficznych dla limfocytów B, które występują też w nowym koronawirusie. Dzięki ogólnej wysokiej zgodności sekwencji pomiędzy SARS-CoV-2 i SARS-CoV istnieje duże prawdopodobieństwo, że te same regiony, które są determinantami immunodominującymi w SARS-CoV będą nimi też w SARS-CoV-2, mówi Grifoni. Pięć z tych regionów znaleziono w glikoproteinie S, która tworzy charakterystyczną „koronę”na powierzchni koronawirusów. Dwa kolejne znajdują się w białkach błonowych, a trzy kolejne w nukleoproteinie. Również epitopy dla limfocytów T znaleziono głównie w glikoproteinie S i nukleoproteinie. Stwierdziliśmy, że wiele epitopów dla limfocytów B i T jest takich samych w SARS-CoV i SARS-CoV-2. To dobry punkt wyjścia do prac nad szczepionką. Szczepionki, które brałyby na cel te regiony nie tylko działałyby na oba wirusy, ale też wirusy miałyby problemy, by zyskać na nie oporność, mówi główny autor badań, Alessandro Sette z La Jolla Institute. Wstępna wersja artykułu « powrót do artykułu
  8. W miarę, jak koronawirus SARS-CoV-2 infekuje coraz więcej osób i dociera do kolejnych krajów, świat z rosnącą niecierpliwością czeka na szczepionkę. Jednak jej opracowanie nie będzie łatwe i wszystko wskazuje na to, że szczepionka może pojawić się nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku, co i tak będzie bardzo dobrym wynikiem. Koronawirus SARS-CoV-2 jest znacznie mniej śmiercionośny, niż SARS i MERS, które zaatakowały w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Jest jednak bardziej śmiercionośny niż sezonowa grypa. Na nią umiera zwykle około 0,1% zarażonych, tymczasem odsetek zgonów na COVID-19 wynosi ponad 3%. Zdecydowana większość zarażonych przechodzi chorobę łagodnie. Rosnąca panika wokół wirusa i powodowanej przez niego choroby COVID-19 wynika głównie z faktu, że jest to nowe zagrożenie. Kraje rozwinięte zapomniały już o epidemiach chorób zakaźnych. Większość z nich wyeliminowały szczepionki. Do licznych zachorowań na sezonową grypę już się przyzwyczailiśmy, ponadto dysponujemy szczepionkami na nią. Stąd też niecierpliwe oczekiwanie na szczepionkę przeciwko nowemu koronawirusowi. Jak powstają szczepionki Celem szczepionki jest wystawienie organizmu na działanie patogenu lub czegoś, co jak najbardziej go przypomina po to, by w razie prawdziwego zarażenia, układ odpornościowy, pamiętający dzięki szczepionce patogen, szybko przystąpił do ataku i nie pozwolił rozprzestrzenić się bakterii lub wirusowi. Tutaj możemy zauważyć pierwszą podstawową trudność związaną z wytworzeniem szczepionki. Podany w niej patogen musi być jak najbardziej podobny do prawdziwego patogenu, by układ odpornościowy nauczył się go rozpoznawać, jednak nie może wywoływać zachorowania. Każda ze szczepionek musi zachować tę delikatną równowagę. Obecnie istnieją dwa główne typy szczepionek Pierwszy z nich to szczepionki żywe, które zawierają atenuowane, czyli osłabione drobnoustroje. Przygotowuje się je w ten sposób, że prawdziwy patogen poddaje się wielokrotnym mutacjom w specjalnych warunkach, uzyskuje w ten sposób różne szczepy, a następnie do produkcji szczepionek wykorzystuje się te z nich, które w znacznej mierze utraciły swoją zjadliwość. Po podaniu szczepionki takie pozbawione zjadliwości bakterie lub wirusy namnażają się nie powodując zachorowania, układ odpornościowy rozpoznaje patogeny i je zwalcza. Dzięki temu zapamiętuje je i gdy zarazimy się zjadliwym patogenem, nasz organizm natychmiast przystępuje do obrony. Wadą szczepionek żywych jest fakt, że u osób z osłabionym układem odpornościowym mogą one wywołać zachorowanie. Dlatego też tego typu szczepionek nie podaje się kobietom w ciąży oraz osobom przyjmującym leki immunosupresyjne. Do szczepionek żywych należą szczepionki przeciwko odrze, różyczce, śwince, ospie wietrznej, gruźlicy czy cholerze. Drugi typ to szczepionki inaktywowane. Tam stosuje się zabite patogeny lub ich fragmenty. Plusem takiego rozwiązania jest fakt, że nie ma obawy, by u kogokolwiek szczepionka taka mogłaby wywołać chorobę. Jednak, jako że zabite patogeny nie namnażają się, potrzeba wielu powtórzeń szczepionki, by organizm nauczył się rozpoznawać patogen. Przykładami szczepionek inaktywowanych są szczepionki przeciwko polio, wściekliźnie, kleszczowemu zapaleniu mózgu czy krztuścowi. Trwają też prace, o różnym stopniu zaawansowania, nad kilkoma innymi typami szczepionek. Nie można więc wykluczyć, że szczepionka na SARS-CoV-2 będzie szczepionką nowego typu. « powrót do artykułu
  9. W miarę, jak koronawirus SARS-CoV-2 infekuje coraz więcej osób i dociera do kolejnych krajów, świat z rosnącą niecierpliwością czeka na szczepionkę. Jednak jej opracowanie nie będzie łatwe i wszystko wskazuje na to, że szczepionka może pojawić się nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku, co i tak będzie bardzo dobrym wynikiem. Koronawirus SARS-CoV-2 jest znacznie mniej śmiercionośny, niż SARS i MERS, które zaatakowały w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Jest jednak bardziej śmiercionośny niż sezonowa grypa. Na nią umiera zwykle około 0,1% zarażonych, tymczasem odsetek zgonów na COVID-19 wynosi ponad 3%. Zdecydowana większość zarażonych przechodzi chorobę łagodnie. Rosnąca panika wokół wirusa i powodowanej przez niego choroby COVID-19 wynika głównie z faktu, że jest to nowe zagrożenie. Kraje rozwinięte zapomniały już o epidemiach chorób zakaźnych. Większość z nich wyeliminowały szczepionki. Do licznych zachorowań na sezonową grypę już się przyzwyczailiśmy, ponadto dysponujemy szczepionkami na nią. Stąd też niecierpliwe oczekiwanie na szczepionkę przeciwko nowemu koronawirusowi. Jak powstają szczepionki Celem szczepionki jest wystawienie organizmu na działanie patogenu lub czegoś, co jak najbardziej go przypomina po to, by w razie prawdziwego zarażenia, układ odpornościowy, pamiętający dzięki szczepionce patogen, szybko przystąpił do ataku i nie pozwolił rozprzestrzenić się bakterii lub wirusowi. Tutaj możemy zauważyć pierwszą podstawową trudność związaną z wytworzeniem szczepionki. Podany w niej patogen musi być jak najbardziej podobny do prawdziwego patogenu, by układ odpornościowy nauczył się go rozpoznawać, jednak nie może wywoływać zachorowania. Każda ze szczepionek musi zachować tę delikatną równowagę. Obecnie istnieją dwa główne typy szczepionek Pierwszy z nich to szczepionki żywe, które zawierają atenuowane, czyli osłabione drobnoustroje. Przygotowuje się je w ten sposób, że prawdziwy patogen poddaje się wielokrotnym mutacjom w specjalnych warunkach, uzyskuje w ten sposób różne szczepy, a następnie do produkcji szczepionek wykorzystuje się te z nich, które w znacznej mierze utraciły swoją zjadliwość. Po podaniu szczepionki takie pozbawione zjadliwości bakterie lub wirusy namnażają się nie powodując zachorowania, układ odpornościowy rozpoznaje patogeny i je zwalcza. Dzięki temu zapamiętuje je i gdy zarazimy się zjadliwym patogenem, nasz organizm natychmiast przystępuje do obrony. Wadą szczepionek żywych jest fakt, że u osób z osłabionym układem odpornościowym mogą one wywołać zachorowanie. Dlatego też tego typu szczepionek nie podaje się kobietom w ciąży oraz osobom przyjmującym leki immunosupresyjne. Do szczepionek żywych należą szczepionki przeciwko odrze, różyczce, śwince, ospie wietrznej, gruźlicy czy cholerze. Drugi typ to szczepionki inaktywowane. Tam stosuje się zabite patogeny lub ich fragmenty. Plusem takiego rozwiązania jest fakt, że nie ma obawy, by u kogokolwiek szczepionka taka mogłaby wywołać chorobę. Jednak, jako że zabite patogeny nie namnażają się, potrzeba wielu powtórzeń szczepionki, by organizm nauczył się rozpoznawać patogen. Przykładami szczepionek inaktywowanych są szczepionki przeciwko polio, wściekliźnie, kleszczowemu zapaleniu mózgu czy krztuścowi. Trwają też prace, o różnym stopniu zaawansowania, nad kilkoma innymi typami szczepionek. Nie można więc wykluczyć, że szczepionka na SARS-CoV-2 będzie szczepionką nowego typu. Kiedy pojawi się szczepionka na nowego koronawirusa i dlaczego będzie to trwało tyle czasu dowiesz się z dalszej części tekstu. « powrót do artykułu
  10. Wkrótce dowiemy się, czy leki przeciwko HIV i Eboli pomagają w walce z Covid-19, chorobą wywoływaną przez koronawirusa 2019-nCoV. Jak informuje Światowa Organizacja Zdrowia, lekarze w Chinach podali „dużej liczbie pacjentów” kombinację dwóch leków przeciwko HIV – lopinawiru i ritonawiru. Wyniki testu powinny być znane najpóźniej w ciągu kilku tygodni. Ponadto, jak poinformowała Marie-Paule Kieny z WHO, wkrótce w Chinach rozpoczną się też testy leku u nazwie remdesiwir, który został opracowany na potrzeby zwalczania Eboli. Naukowcy nie wykluczają, że może być też pomocy w leczeniu Covid-19. Musimy poczekać kilka tygodni, by się o tym przekonać, mówi Kieny. Dotychczas mieliśmy pojedyncze przypadki wyzdrowienia po podaniu leków. Opisywaliśmy na przykład przypadek starszej kobiety, której stan poprawił się po zastosowaniu Keltry i Tamiflu. Jednak na podstawie takich przykładów nie można orzec, czy rzeczywiście leki pomagają. Specjaliści pracują tez nad czterema szczepionkami mającymi zwalczać koronawirusa z Wuhan. Prawdopodobnie za 3-4 miesiące rozpoczną się testy kliniczne jednej lub dwóch z tych szczepionek. Minie jednak 12-18 miesięcy, zanim szczepionka stanie się powszechnie dostępna, informuje inny przedstawiciel WHO, Soumya Swaminathan. Podczas specjalnego panelu, który zakończył się właśnie w Genewie, eksperci zidentyfikowali trzy główne obszary badawcze, którymi należy pilnie się zająć. Obszar pierwszy to opracowanie metod leczenia ludzi, którzy już chorują na Covid-19, obszar drugi to stworzenie łatwiejszych w użyciu testów na koronawirusa, obszar trzeci, to lepsze zrozumienie zachowania patogenu. Obecnie przeprowadzenie testu na obecność koronawirusa wymaga dostępu do specjalistycznego laboratorium. Byłoby łatwiej, gdyby powstał test, który można wykonać na miejscu. Dominic Dwyer z University of Sydney uważa, że stworzenie takiego testu powinno być priorytetem. Im szybciej postawi się diagnozę, tym szybciej można z tym coś zrobić. Na przykład odizolować chorego. Dotychczas koronawirus zainfekował 64 441 osób na całym świecie, z czego 63 859 w Chinach. Zmarły 1383 osoby (w Chinach 1381), wyzdrowiało 7005 chorych. Pojawiają się jednak poważne pytania o rzetelność danych przekazywanych przez chińskie władze, zatem rzeczywista liczba chorych i zgonów może być inna. « powrót do artykułu
  11. Naukowcy z Massachusetts General Hospital (MGH) informują o odkryciu potencjalnego celu dla uniwersalnej szczepionki antywirusowej, która chroniłaby przed wieloma typami patogenów. Wyniki ich pracy sugerują, że proteina Argonaute 4 (AGO4) jest piętą achillesową wirusów. Opracowanie skutecznej szczepionki antywirusowej to długotrwały proces. Nawet w takiej sytuacji jak obecnie, w obliczu epidemii koronawirusa 2019-nCoV i wywoływanej przezeń choroby o nazwie Covid-19, na szczepionkę trzeba będzie czekać wiele miesięcy. Obecnie dostępne szczepionki są opracowywane bardzo długo i działają tylko na określony szczep wirusa, co oznacza, że ludzie nie są chronieni przed innymi wirusami, a te często i szybko ewoluują. Gdyby jednak powstała uniwersalna szczepionka, bylibyśmy chronieni przed wieloma obecnymi i przyszłymi infekcjami. Wspomniana AGO4 to przedstawicielka większej rodziny AGO. Jeszcze do niedawna nie wiedziano, jaką rolę proteiny te spełniają. Teraz naukowcy z MGH pracujący pod kierunkiem doktor Kate L. Jeffrey odkryli, że AGO4 odgrywa kluczową rolę w ochronie komórek przed infekcją wirusową. Jak informują uczeni na łamach Cell Reports, AGO4 jest proteiną specyficzną dla komórek odpornościowych ssaków. Gdy uczeni próbowali infekować wirusami różne linie komórek, odkryli, że tylko te komórki, którym brakowało AGO4 był bardzo wrażliwe na infekcję. To zaś sugeruje, że niski poziom AGO4 ułatwia infekcje, zatem podniesienie poziomu tej proteiny będzie chroniło nas przed wieloma różnymi wirusami. Naszym celem jest zrozumienie, jak działa układ odpornościowy, dzięki czemu będziemy mogli stworzyć lek na wiele wirusów, zamiast szczepionki na jednego konkretnego, mówi Jeffrey. W kolejnym etapie badań naukowcy postarają się dowiedzieć, jak różne poziomy AGO4 wpływają na możliwość infekcji różnymi wirusami. Później będziemy musieli opracować metodę zwiększenia poziomu AGO4 w komórkach, by zwiększyć ochronę przeciwko wirusom, dodaje Jeffrey. « powrót do artykułu
  12. Wczoraj, 24 października, Global Commission for the Certification of the Eradication of Poliomyelitis poinformowała o eradykacji dzikiego szczepu poliowirusa typu 3. Jako, że przed 4 laty udało się eradykować typ 2, na świecie pozostał jeszcze tylko typ 1. Tym samym polio może stać się drugą, po ospie prawdziwej, atakującą ludzi chorobą, którą całkowicie wyeliminowano, a której patogen nie występuje dłużej w środowisku. Oprócz ospy prawdziwej, którą uznano za eradykowaną w 1980 roku, dotychczas udało się wyeliminować jeszcze księgosusz, dotykający przeżuwaczy. Gdy w 2011 roku informowaliśmy, że Bill Gates dołączył do krucjaty przeciwko polio oferując 100 milionów USD na walkę z tą chorobą, Światowa Organizacja Zdrowia wyrażała nadzieję, że chorobę tę uda się całkowicie wyeliminować w 2012 roku. Jak widać, okazało się to trudniejsze, niż zakładano. W roku 2015 eradykowano PV2, teraz ludzkości przestał zagrażać PV3. Pozostał jeszcze PV1, który został ograniczony do najmniejszego historycznie zasięgu tej choroby. Jej ogniska tlą się jeszcze w Pakistanie i Afganistanie. Wysiłki na rzecz całkowitej eliminacji polio są prowadzone przez Global Polio Eradication Initiative (GPEI) od 1988 roku. Jej główni członkowie to WHO (odpowiedzialne za planowanie, doradztwo techniczne, monitoring i certyfikowanie eradykacji), Rotary International (zbieranie funduszy, działania edukacyjne, rekrutowanie ochotników), CDC (zapewnianie WHO i UNICEF-owi pomocy naukowców i ekspertów), UNICEF (dystrybucja szczepionek, pomoc krajom w edukacji), The Gates Foundation (dostarcza znacznej części funduszy). Obecnie organizacja zakłada, że polio zostanie całkowicie eradykowane do roku 2023. To bardzo ambitny cel, gdyż oznacza, że do ostatniego zachorowania na polio może dojść w przyszłym roku. Dotychczas w roku 2019 zanotowano na świecie 88 przypadków polio. Jeśli rzeczywiście ostatnie zachorowania będą miały miejsce w przyszłym roku to po trzyletnim intensywnym monitorowaniu, jeśli na świecie nie pojawi się żaden nowy przypadek polio, w roku 2023 można będzie ogłosić eradykację choroby. Cel ambitny, ale nie niemożliwy do zrealizowania. Dość wspomnieć, że jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku w Indiach każdego dnia odnotowywano 500-1000 nowych przypadków paraliżu dziecięcego spowodowanego przez polio. W roku 2014 Indie stały się całkowicie wolne od tej choroby. Sukces odniesiono też w Nigerii i to wbrew takim przeciwnościom, jak zamordowanie w 2013 roku 9 kobiet, które zajmowały się szczepieniami dzieci. Dzięki prawdziwemu heroizmowi nigeryjskich pracowników opieki zdrowotnej w kraju tym od 3 lat nie zanotowano żadnego przypadku polio. To zaś oznacza, że w przyszłym roku Afryka może zostać ogłoszona wolną od polio. Obecnie do zachorowań na polio dochodzi jedynie w Pakistanie i Afganistanie. Kilka miesięcy temu talibowie zakazali prowadzenia programu szczepień, jednak w ubiegłym miesiącu na nie zezwolili, jednak szczepić wolno tylko w klinikach, a nie w meczetach czy w domach. Z kolei w Pakistanie rząd uznał eradykację polio za priorytet. W przyszłym miesiącu rozpocznie się tam rządowa kampania, którą kierował będzie osobiście premier Imran Khan. Pomimo całego optymizmu członkowie GPEI obawiają się o sytuację w Afryce. W 2000 roku zauważono, że czasem osoba zaszczepiona, może zarazić osobę podatną. Dzieje się tak, gdy osłabiony wirus z doustnej szczepionki Sabin trafi z odchodów osoby zaszczepionej do organizmu dziecka niezaszczepionego. Taki wirus, przekazywany z osoby na osobę, może mutować i zaczyna przypominać dzikiego poliwirusa. Jak informuje GPEI w ubiegłym roku w Afryce wirus ze szczepionki spowodował 105 przypadków paraliżu u dzieci. Nie ma jednak lepszego sposobu na szczepienie dzieci przeciwko polio niż stosowanie szczepionki doustnej. Jest ona wysoce efektywna. Problem pojawia się w miejscach o niskim stanie urządzeń sanitarnych, gdzie może dojść do kontaktu z fekaliami. Szczepionka doustna jest nie tylko tańsza i łatwiejsza w stosowaniu. Zapewnia ona też lepszą ochronę i istnieje znacznie mniejsze ryzyko, że wirus wydostanie się wraz z odchodami. Lepiej chroni więc całe społeczności. Naukowcy, chcąc jednak zapobiec zakażeniom powodowanym przez wirusa ze szczepionki, zidentyfikowali już geny odpowiedzialne za to, że poliowirus mutuje do bardziej zjadliwej formy. Obecnie testowane są dwie nowe szczepionki mające zapobiegać temu problemowi. Jeśli testy wypadną pomyślnie i szczepionki zostaną dopuszczone do użytku, mogą one trafić do potrzebujących już w czerwcu przyszłego roku. Kolejnym przeszkodą na drodze do całkowitej eradykacji choroby mogą okazać się pieniądze. Specjaliści zajmujący się wielkimi projektami szczepień mówią, że najtrudniejsze są ostatnie chwile. Wówczas, gdy problem jest już w dużej mierze rozwiązany wiele krajów, firm i społeczeństw przestaje dostrzegać problem, zapomina o niebezpieczeństwach związanych z chorobą i mniej chętnie wspiera jej zwalczanie. Na najbliższe cztery lata, a zatem na ostatni etap na drodze ku całkowitemu wyeliminowaniu polio, GPEI potrzebuje 3,27 miliarda USD. W przyszłym miesiącu w Abu Zabi ma odbyć się konferencja, na której darczyńcy zostaną poproszeni o wsparcie. Proszenie o dodatkowe pieniądze jest zawsze problematyczne. Szczególnie w przypadku choroby, która w świadomości wielu ludzi już nie istnieje. Ludzie pytają wówczas 'Dlaczego to tylko kosztuje, skoro na świecie jest tak mało przypadków zachorowań'. Jednak aby eradykować polio musimy zapobiec kolejnym przypadkom, a to oznacza, że każdego roku musimy zaszczepić 400 milionów dzieci i tak przez kolejnych 10 lat, by być pewnymi, że choroba znów się nie pojawi, mówi Michel Zaffran, odpowiedzialny w WHO za program eradykacji polio. Eradykacja oznacza też konieczność utrzymywania szerokiej złożonej sieci monitorowania zarówno ludzi, jak i systemów odprowadzania ścieków oraz cieków wodnych. Prowadzone są tam bowiem badania na obecność wirusa. Wielkim wyzwaniem jest też praca bezpośrednio ze społecznościami i rodzinami szczepionych dzieci. Tam, gdzie mamy do czynienia ze złym stanem sanitarnym, dzieci muszą otrzymać nawet 10 szczepionek nim zyskają odporność. Mieszkańcy zaś pytają, dlaczego służba zdrowia skupia się tylko na tym, podczas gdy brak jest dostępu do lekarza czy do podstawowych urządzeń sanitarnych. Wciąż też dochodzi do zabójstw osób zajmujących się szczepieniami. Polio warto jednak całkowicie wytępić. W roku 2007 ukazały się badania, których autorzy analizowali dwa scenariusze walki z polio: jeden zakładał eradykację, drugi zaś zmniejszenie liczby chorych i zakresu występowania choroby tak, by mieć ją pod kontrolą. Okazało się, że kontrola polio pochłaniałaby 3,5 miliarda dolarów rocznie, a każdego roku chorowało by 200 000 dzieci. Jeśli się zatrzymamy, choroba wróci. Szybko rozprzestrzeni się na Bliskim Wschodzie, w Afryce, może nawet w Europie i USA, jak ma to miejsce w przypadku odry, dodaje Zaffran. « powrót do artykułu
  13. W ciągu ostatniej dekady pojawiało się coraz więcej dowodów wskazujących na to, że szczepionka przeciwko odrze chroni nie tylko przed tą chorobą, ale również w dłuższej perspektywie zapobiega innym infekcjom. Nie wiadomo było jednak, w jaki sposób działa ten mechanizm. Jedni naukowcy twierdzili, że szczepionka całościowo wzmacnia układ odpornościowy. Zdaniem innych, szczepionka pomaga zwalczaniu innych infekcji przez sam fakt, że nie dopuszcza do zachorowania na odrę. Zgodnie z tą teorią, zachorowanie na odrę powoduje, że układ odpornościowy „zapomina”, w jaki sposób należy bronić się przed innymi chorobami. Prowadzone dotychczas badania wykazywały, że w ciągu 2-3 lat od zachorowania na odrę organizm jest bardziej podatny na inne infekcje, jednak mechanizm tego zjawiska nie był znany. Teraz poznał go międzynarodowy zespół naukowy pracujący pod kierunkiem specjalistów z Harvard Medical School, Brigham and Women's Hospital i Harvard T.H. Chan School of Public Health. Jak dowiadujemy się ze Science, naukowcy zauważyli, że wirus odry usuwa od 11 do 73 procent różnych przeciwciał chroniących przed chorobami wirusowymi i bakteryjnymi. Wachlarz likwidowanych przeciwciał jest bardzo szeroki, od tych chroniących przed grypą po wirusa opryszczki i od zwalczających zapalenie płuc po infekcje skóry. Wyobraźmy sobie, że nasz układ odpornościowy korzysta z albumy znanych kryminalistów i ktoś w tym albumie zrobił dziury. Wtedy trudniej jest poznać kryminalistę, gdy się go spotka, szczególnie, jeśli usunięto w ten sposób tak ważne elementy fotografii przestępców jak oczy czy usta, mówi profesor Michael Mina. Zagrożenie związane z odrą jest większe, niż dotychczas sądziliśmy. Teraz lepiej rozumiemy mechanizm wydłużonej podatności na infekcje, związany z usunięciem pamięci układu odpornościowego, dodaje profesor Stephen Elledge. Odkrycie, że zarażenie wirusem odry usuwa z organizmu wiele różnych przeciwciał wspiera hipotezę, mówiącą, że choroba ta niszczy pamięć układu odpornościowego. To najlepszy dowód, że amnezja immunologiczna istnieje i w długim terminie wpływa na pamięć immunologiczną, dodaje Mina, który w 2015 roku jako pierwszy odkrył związki pomiędzy zarażeniem odrą u dzieci a ich długoterminową śmiertelnością. Badacze zauważyli też, że osoby, które zachorowały na odrę, stopniowo odzyskują pamięć immunologiczną i ich organizm na nowo uczy się bronić przed innymi infekcjami w miarę, jak się z nimi styka. Jednak, jako że proces ten może trwać nawet przez kilka lat, w tym czasie ludzie narażeni są na poważne powikłania po infekcjach. Zdaniem naukowców należy rozważyć, czy u osób, które przeszły odrę, nie należy powtórzyć wszystkich poprzednich szczepień, w tym na wirusowe zapalenie wątroby czy polio. Ponowne szczepienie po odrze może pomóc w uniknięciu komplikacji związanych z amnezją immunologiczną, stwierdzają autorzy najnowszych badań. Jak wynika z danych WHO, przed wynalezieniem szczepionki przeciwko odrze choroba ta zabijała każdego roku około 2,6 miliona osób. Obecnie każdego roku na odrę zapada ponad 7 milionów osób, z czego umiera ponad 100 000. Niewykluczone jednak, że rzeczywista liczba jej ofiar jest wyższa. Jak bowiem widzimy z najnowszych badań, wiele dzieci, które poradziły sobie z odrą, mogą później – w wyniku upośledzenia układ odpornościowego – umrzeć z powodu innych chorób. Najnowsze odkrycie było możliwe dzięki testowi VirScan opracowanemu w 2015roku przez Elledge'a i Tomasza Kulę, doktoranta z Elledge Lab. W 2013 roku podczas epidemii odry w Holandii pobrano próbki krwi od niezaszczepionych dzieci. Później 77 z nich zachorowało i od nich ponownie pobrano krew. Naukowcy mogli więc porównać ich krew sprzed i po infekcji, a jajko grupę kontrolną wykorzystano krew 115 dorosłych i dzieci, którzy nie chorowali na odrę. Gdy Kula przyjrzał się wynikom badań stwierdził, że po infekcji wirusem odry u dzieci doszło do dramatycznego spadku liczby przeciwciał chroniących przed innymi chorobami. To zaś wskazywało na prawdziwość hipotezy o amnezji immunologicznej. Następnie naukowcy zbadali krew makaków, od których pobrano ją przed infekcją oraz 5 miesięcy po zarażeniu odrą. To pozwoliło na zbadanie długoterminowych skutków infekcji. Okazało się, że u makaków, podobnie jak i u ludzi, po infekcji doszło do spadku liczby różnych przeciwciał o 40 do 60 procent. Badania wykazały też, że im poważniejsza infekcja odrą, tym większy spadek liczby przeciwciał. To może mieć największy wpływ na najbardziej narażone dzieci i dorosłych. Jako, że wiadomo, iż odra szczególnie mocno atakuje niedożywione dzieci, amnezja immunologiczna i jej skutki mogą najbardziej dotykać mniej zdrowych populacji. Przeciętne dziecko wyjdzie z odry z nadwyrężonym układem immunologicznym, a jego organizm sobie z tym poradzi. Jednak dzieci znajdujące się na krawędzi, te po poważnej infekcji lub z już osłabionym układem immunologicznym lub niedożywione – będą w poważnych kłopotach, stwierdza Elledge. « powrót do artykułu
  14. Metaanaliza 65 badań prowadzonych w 14 krajach o wysokich dochodach wykazała, że szczepionki przeciwko HPV (wirusowi brodawczaka ludzkiego) działają i przynoszą wymierne efekty w postaci spadku liczby infekcji powodujących nowotwory. Wspomnianymi badaniami objęto 60 milionów osób na przestrzeni 8 lat. Marc Brisson, współautor badań z Laval University w Quebecu mówi, że obecnie programy szczepień przeciwko HPV prowadzone są w 115 krajach. Jest jeszcze zbyt wcześnie, by zbadać ich wpływ na poziom zachorowań na raka szyjki macicy, zatem sprawdzano wpływ na liczbę infekcji. Badania wykazały, że po 5-8 latach od rozpoczęcia projektu szczepień dochodzi do znacznego spadku występowania dwóch szczepów brodawczaka, przeciwko którym szczepionka chroni. Wśród nastolatek odsetek nosicielek wirusa zmniejszył się o 83%, wśród kobiet w wieku 20-24 lata doszło do 66-procentowego spadku, a wśród kobiet w wieku 25-29 lat spadek ten wyniósł 37%, mimo że większość z nich nie była zaszczepiona. Zmniejszyła się też częstotliwość występowania kłykcin kończystych. U dziewcząt w wieku 15-19 lat zaobserwowano spadek o 67%, a u kobiet w wieku 20-24 – o 54%. Co interesujące, szczepionka podawana dziewczętom i kobietom chroni też płeć brzydką. U nieszczepionych chłopców w wieku 15-19 lat liczba przypadków występowania kłykcin zmniejszyła się o 48%, a u panów w wieku 20-24 lat – o 32%. Naukowcy przyjrzeli się również przypadkom występowania raka śródnabłonkowego (CIN). To nowotwór, który jest ograniczony do tkanki nabłonkowej narządu, nie rozprzestrzenia się na inne tkanki i organy. Jest chorobą o wysokiej wyleczalności. Rozróżnia się trzy postaci tego nowotworu: CIN1, CIN2 i CIN3. Nieleczone CIN2 i CIN3 mogą prowadzić do rozwoju raka szyjki macicy. Stwierdzono, że liczba przypadków CIN2 i CIN3 zmniejszyła się wśród dziewcząt w wieku 15-19 lat o 51%. W tym samym czasie wśród niezaszczepionych kobiet liczba przypadków wzrosła. « powrót do artykułu
  15. Odra jest już chorobą ludzi dorosłych i poważnym zagrożeniem dla zdrowia w krajach UE – powiedziała we wtorek konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii dr Iwona Paradowska-Stankiewicz. Dodała, że tylko niewielka część przypadków tej choroby została zaimportowana z krajów spoza Europy. Z przedstawionych podczas spotkania z dziennikarzami najnowszych danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wynika, że od 1 stycznia do 15 maja 2019 r. liczba osób zakażonych odrą w naszym kraju zwiększyła się do 948. To jak na razie rekordowa liczba. W całym 2018 r. było u nas 355 przypadków tej choroby, a w 2017 - zaledwie 63. Konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii dr Iwona Paradowska-Stankiewicz powiedziała, że jeszcze większy wzrost zachorowań z powodu odry jest w innych krajach europejskich. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Rumunii w 2017 r. odnotowano ponad 5,5 tys. przypadków tej choroby, a we Włoszech – 5 tys. W sumie w 2017 r. było na naszym kontynencie 21,3 tys. przypadków odry, a w 2016 r. 5,2 tys., czyli czterokrotnie mniej. We wszystkich krajach europejskiego obszaru gospodarczego (EU oraz EFTA - Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu), od 1 stycznia 2016 r. do 31 marca 2019 r. zarejestrowano ponad 44 tys. przypadków odry. Odnotowano także zgony. Od 1 marca 2018 do 28 lutego 2019 r. w krajach europejskiego obszaru gospodarczego (EU/EEA) było 29 zgonów z powodu odry, najwięcej w Rumunii - dziewiętnaście, we Włoszech – siedem, we Francji – dwa i jeden w Grecji. Zdaniem dr Iwony Paradowskiej-Stankiewicz, odra przestaje być chorobą głównie wieku dziecięcego. Stale zwiększa się mediana wieku osób zakażonych odrą w Unii Europejskiej, w 2019 r. wyniosła ona 17 lat – podkreśliła. Jednocześnie zwiększa się odsetek ludzi dorosłych zaatakowanych przez tę chorobę. W marcu 2019 r. stanowili oni już 43 proc. wszystkich zakażonych. Ze statystyk epidemiologicznych wynika, że na odrę najbardziej podatne są niemowlęta i małe dzieci do czwartego roku życia oraz osoby dorosłe w wieku 25-44 lat. Ale w 19 krajach europejskich dorośli po 20. roku życia są najbardziej dotkniętą tą choroba grupą. W Europie jest duża grupa ludzi podatnych na odrę z powodu historycznego, jak i obecnego niskiego stanu zaszczepienia przeciwko tej chorobie - podkreśliła dr Iwona Paradowska-Stankiewicz. Dodała, że w 2017 r. tylko cztery państwa UE, np. Szwecja, osiągnęły cel WHO, czyli 95 proc. zaszczepienia dzieci dwiema dawkami szczepionki przeciwko odrze. W naszym kraju w 2017 r. udało się zaszczepić ponad 95 proc. dzieci, ale tylko jedną dawką szczepionki przeciwko odrze. Jeśli chodzi o dwie dawki – tak jak zaleca WHO – to Polska w 2017 r. znalazła się wśród krajów, w których zaszczepiono 85-94 proc. dzieci – wynika z przedstawionych podczas konferencji prasowej danych Światowej Organizacji Zdrowia. Tylko niewielka część przypadków odry została zaimportowana z innych krajów spoza Europy. Istnieje duży potencjał importu tych zakażeń, chociaż w latach 2016-2019 importowano dotąd tylko 4 proc. wszystkich przypadków - tłumaczyła dr Iwona Paradowska-Stankiewicz. Zdaniem specjalistki, osoby dorosłe powinny się zaszczepić przeciwko odrze, najlepiej dwoma dawkami. "Tak, potwierdzam, osoby dorosłe również powinny się zaszczepić przeciwko tej chorobie zakaźnej" – powiedziała konsultant krajowy w rozmowie z PAP. O szczepieniach przeciwko odrze u ludzi dorosłych informuje na swojej stronie internetowej Główny Inspektorat Sanitarny. Zwraca on uwagę, że wprowadzono je w 1975 r., zatem spośród osób po 50. roku życia odporność zyskały jedynie te, które przechorowały odrę. Osoby, które tego nie pamiętają, mogą zbadać poziom przeciwciał przeciwko odrze. Osoby dorosłe zaszczepione jedną dawką szczepionki, w celu pełnego uodpornienia powinny przyjąć drugą, przypominającą dawkę szczepionki - podkreśla GIS. Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że odra jest bardzo zaraźliwą chorobą wirusową wieku dziecięcego. Szerzy się drogą kropelkową oraz przez bezpośrednią styczność z wydzieliną jamy nosowo-gardłowej, głównie w tych miejscach, gdzie jest dostatecznie duża grupa osób niezaszczepionych lub tych, które utraciły już odporność. « powrót do artykułu
  16. Instagramowi nie udało się dotychczas zwalczyć treści rozpowszechnianych przez przeciwników szczepień, dlatego serwis postanowił podjąć radykalne kroki w tym kierunku. Jego władze ogłosiły, że będą blokowały hasztagi zawierające fałszywe informacje na temat szczepień, takie jak #vaccinescauseautism, #vaccinescauseaids czy #vaccinesarepoison. Zablokowanych hasztagów nie da się wyszukać. Decyzja dotyczy tych tagów, które zawierają dużą dawkę fałszywych informacji na temat szczepionek. Instagram nie odpowiedział jednak na pytanie, jakimi kryteriami będzie się kierował przy usuwaniu hasztagów. Uzasadniano to tym, że gdyby użytkownicy poznali te kryteria, zaczęliby omijać blokady. Wiadomo, że dotychczas Instagram blokował np. hasztag #vaccinescauseautism po tym, jak zarówno eksperci ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), jak i z amerykańskich Centrów Prewencji i Zapobiegania Chorobom (CDC) publicznie oświadczyli, że szczepionki nie powodują autyzmu. Firma poinformowała, że o blokowaniu tagów decydują moderatorzy oraz zespół odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Użytkownicy Instagrama nadal będą mogli wyrażać na platformie swój sprzeciw wobec szczepień i szczepionek, jednak nieprawdziwe informacje na ten temat nie będą mogły trafić do hasztagów, nie będą też wyszukiwane. Na razie jednak żadne nowe mechanizmy nie zostały wdrożone i hasztagi typu #vaccinetruth czy #vaccineskillandmaim pozwalają na wyszukiwanie treści zawierających nieprawdziwe informacje. « powrót do artykułu
  17. Tert-butylohydrochinon (TBHQ), konserwant oznaczany symbolem E319, który jest stosowany m.in. przez przemysły spożywczy i kosmetyczny, zmienia reakcję układu odpornościowego i może w ten sposób zmniejszać skuteczność szczepionek przeciw grypie. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Michigan, Robert Freeborn i prof. Cheryl Rockwell, wykorzystywali różne szczepy wirusów grypy, w tym H1N1 i H3N2. Skupili się na limfocytach T CD4 i CD8. TBHQ dodawano do karmy myszy (stosowano dawki porównywalne do szacowanego spożycia przez ludzi). Limfocyty T CD4 przypominają reżyserów, którzy mówią wszystkim, co mają robić. Limfocyty T CD8 są zaś aktorami wykonującymi polecenia reżyserów - opowiada Freeborn. Naukowcy przyglądali się kilku czynnikom, m.in. czy limfocyty T się pojawiły, a także czy były w stanie rozpoznać oraz zapamiętać wirusy. Ogólnie u myszy wystawionych na oddziaływanie TBHQ dostrzegliśmy zmniejszoną liczbę limfocytów T CD8 w płucach i spadek liczby limfocytów T CD4 i CD8, które umiały rozpoznać wirusy grypy. W płucach tych gryzoni występował rozległy stan zapalny i zwiększona produkcja śluzu. Amerykanie zaobserwowali również, że TBHQ spowalniał początkową aktywację limfocytów T (Th, związanych z pobudzaniem odpowiedzi odpornościowej i Tc, cytotoksycznych). Do czasu aż komórki odpornościowe były w pełni aktywowane wirusy mogły się więc rozpanoszyć, co wydłużało czas ich eliminacji. Obecnie najbardziej przychylam się do tezy, że TBHQ wywiera swój wpływ, podwyższając poziom białek działających supresyjnie na układ odpornościowy. Ekspresja tych białek - CTLA-4 oraz IL-10 - była podwyższona w 2 wykorzystywanych przez nas modelach. Potrzeba jednak więcej badań, by stwierdzić, czy to prawda. W 2. fazie badania wykazano, że TBHQ upośledza zdolność układu odpornościowego do zapamiętania odpowiedzi na wirusy. Gdy następnym razem wprowadzano inny spokrewniony szczep, skutkowało to dłuższym zdrowieniem i dodatkową utratą wagi zwierząt. Ważne, by organizm był w stanie rozpoznać wirus i zapamiętać, jak go skutecznie zwalczyć. O to właśnie chodzi w szczepionkach, by pobudzić tę pamięć i wytworzyć odporność. TBHQ wydaje się upośledzać ten proces. Limfocyty T biorą udział w odpowiedzi na wiele czynników/patogenów, niewykluczone więc, że TBHQ odgrywa niekorzystną rolę także w przypadku innych chorób zakaźnych. Trudno powiedzieć, czy spożywa się TBHQ, bo nie zawsze jest on wymieniany w składzie. [...] Ponieważ TBHQ jest używany głównie do stabilizacji tłuszczów, dieta niskotłuszczowa i rezygnacja z przetworzonych przekąsek powinny pomóc ograniczyć konsumpcję E319. Po testach z udziałem myszy naukowcy planują badania na próbkach ludzkiej krwi. « powrót do artykułu
  18. Amerykańscy antyszczepionkowcy znaleźli nowy front walki z naukowcami. Ich celem stał się Advisory Commitee on Immunization Practices (ACIP – Komitet Doradczy ds. Praktyk Immunizacyjnych). To 15-osobowa grupa ekspertów, która wydaje rekomendacje dotyczące szczepień. ACIP spotyka się trzy razy w roku na kampusie należącym do Centers for Disease Control and Prevention (CDC – Centrum Kontroli Chorób i Prewencji). Od ubiegłego roku coraz więcej przeciwników szczepień zjawia sie na spotkaniach ACIP i atakuje zgromadzonych tam naukowców. Ostatnie spotkanie ACIP miało miejsce pod koniec lutego. Nie zgadzam się na przekazanie mojego dziecka, które jest darem od Boga, rządowi Stanów Zjednoczonych, wykrzykiwała Sandy Spaetti. Jak szczepionka, która spowodowała wgłobienie jelit i omal nie zabiła mojego dziecka może być bezpieczna?, pytała Nicole Mason, której 4-miesięczny syn doświadczył wgłobienia jelit po szczepieniu przeciw rotawirusom. Zagrażające życiu wgłobienie zdarza się w 1 do 5 przypadków na 100 000 zaszczepionych niemowląt, ale może być też powodowane infekcją rotawirusami. Nowy przewodniczący ACIP, Jose Romero, specjalista od dziecięcych chorób zakaźnych z University of Arkansas, który w ACIP pracuje od 4 lat, obawia się, że obecność na posiedzeniach coraz większej liczby aktywistów antyszczepionkowych może stać się nową normą. Zadaniem członków ACIP jest analiza dostępnych danych, opracowywanie rekomendacji dotyczących szczepień oraz głosowanie nad nimi. Eksperci zajmują się wszelkimi szczepionkami, od tych bardzo rzadko używanych, po powszechnie stosowane. Na przykład ostatnio rozważali zmiany w schemacie szczepień rekomendowanych dla osób, które podróżują do Azji i na wyspy zachodniego Pacyfiku, gdzie można zarazić się japońskim zapaleniem mózgu. Przedstawiono im też nowe wyniki badań, które miały pomóc w podjęciu  decyzji czy należy rekomendować zaszczepienie wszystkich Amerykanów w wieku 24–45 lat przeciwko HPV. Po prezentacjach kwestii technicznych rozpoczyna się 75-minutowy czas publicznych komentarzy. Właśnie ten czas wykorzystują przeciwnicy szczepień. To strefa zero. Tutaj podejmowane są decyzje, mówi dziennikarka radiowa Lynette Barron, która twierdzi, że szczepionki zaszkodziły jej córkom, które mają obecnie 3 i 5 lat. Barron uczestniczy w spotkaniach ACIP od początku 2017 roku. Wtedy byłam tutaj sama, mówi. Jednak w 2018 roku założyła na Facebooku profil „Inundate the CDC APIC Meetings”. Na czerwcowe spotkanie ACIP przebyły około 20 przeciwników szczepionek, w październiku było ich około 50. Atmosfera stawała się coraz bardziej gęsta, w związku z czym CDC zainstalowało wykrywacze metali, a przewodniczący ACIP ma prawo wyrzucenia osób zakłócających porządek. Podczas ostatniego spotkania ACIP porządku pilnowała policja. Do sali, gdzie odbywają się spotkania, przybyło 165 osób z zewnątrz, z czego co najmniej 80 to przeciwnicy szczepień. Po raz pierwszy z historii ACIP członkowie komitetu byli odgrodzeni od publiczności. O głos poprosiło 45 osób z publiczności. Jako, że czas wysłuchania jest ograniczony, przeprowadzono losowanie, kto z nich zostanie dopuszczony do głosu. Wśród tych, którzy mogli zabrać głos, jedynie dwie osoby nie zaatakowały szczepień oraz ACIP. Nie rozumiem, dlaczego nagle doszło do tak olbrzymiej zmiany. Przez lata mieliśmy do czynienia ze spokojnymi komentarzami publicznymi. Jednak naszym obowiązkiem jest wysłuchanie wszystkich. Musimy wiedzieć, jakie są nastroje publiczne, mówi zasiadająca w ACIP profesor Kelly Moore z Vanderbilt University. Niewykluczone, że za coraz większą aktywnością ruchów antyszczepionkowych stoi... zawód, jak sprawił im prezydent Trump. W kampanii wyborczej obiecał on powołanie komisji ds. oceny bezpieczeństwa szczepionek i wiedzy naukowej na ten temat. Komisja taka dotychczas nie powstała. Jak mówi Paul Offit, dyrektor Vaccine Education Center w Children's Hospital of Philadelphia, antyszczepionkowcy mogli poczuć, że ich człowiek zasiada w Białym Domu, że sprawy potoczą się po ich myśli. Nie potoczyły się. Pomimo aktywności ruchów antyszczepionkowych w USA odsetek wyszczepień pozostaje na wysokim poziomie. Analiza CDC z 2017 roku wykazała, że ponad 90% amerykańskich niemowląt otrzymuje większość rekomendowanych szczepionek, a jedynie 1,3% dzieci urodzonych w 2015 roku nie otrzymało do czasu opracowania raportu żadne z 14 szczepień rekomendowanych w pierwszych latach życia. Co prawda to czterokrotny wzrost w porównaniu z rokiem 2001, kiedy dzieci takich było 0,3%, ale wciąż to niewielki odsetek. Zresztą wzrosty odmów szczepień notuje się przede wszystkim w niektórych regionach, a w części z nich lekarze walczą obecnie ze zwiększoną zachorowalnością na odrę. Eksperci z ACIP muszą jednak wykazać się odpornością psychiczną. Przed kilkoma miesiącami od pewnej kobiety usłyszeli pytanie: Jak się czujecie ze świadomością, że wasze głosowanie zabiło mojego syna?. « powrót do artykułu
  19. Naukowcy z Niemieckiego Centrum Badań nad Nowotworami (DKFZ – Deutsches Krebsforschungszentrum) poinformowali o udanych testach przedklinicznych eksperymentalnej szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy powodowanemu przez wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV). U połowy zaszczepionych myszy doszło do zmniejszenia się guza nowotworowego. Celem naukowców jest opracowanie szczepionki dla osób, u których już rozwinął się nowotwór lub prekursory nowotworu i w związku z tym nie działa u nich szczepienie ochronne. Rak szyjki macicy to trzeci najbardziej rozpowszechniony nowotwór dotykający kobiety. Jest on powodowany przez HPV, który infekuje komórki szyjki macicy i powoduje, że rosną one bez ograniczeń. Istnieją szczepionki, które zapobiegają infekcji HPV. Jednak są one nieskuteczne u osób już zarażonych. Ponadto odsetek wyszczepień wciąż jest niski. Na przykład w Niemczech zaszczepiona jest jedynie połowa dziewcząt w wieku 17 lat. W większości krajów sytuacja jest jeszcze gorsza. Naszym celem jest opracowanie szczepionki terapeutycznej dla osób, które już są zarażone HPV i mógł się u nich rozwinąć nowotwór lub stan przednowotworowy. Nasza szczepionka stymuluje układ odpornościowy do ataku na komórki nowotworowe, mówi Angelika Riemer. Istnieją dwie zasadnicze różnice, pomiędzy szczepionką zapobiegawczą a terapeutyczną. Tę zapobiegawczą należy podać przed infekcją HPV. Terapeutyczną podaje się po infekcji, gdy zaczyna rozwijać się nowotwór. Ponadto szczepionka zapobiegawcza powoduje, że w organizmie powstają przeciwciała chroniące przed przyszłą infekcją HPV. Szczepionka terapeutyczna aktywizuje cytotyksyczne limfocyty T, które są w stanie rozpoznać epitopy, miniaturowe fragmenty struktury HPV, które są uwidaczniane na powierzchni komórek zarażonych wirusem i komórek nowotworowych. Wówczas limfocyty atakują i niszczą takie komórki. Riemer i jej zespół wykazali, że szczepionka działa na myszach. Guzy całkowicie zniknęły u połowy zwierząt, informują uczeni. Kluczowym elementem szczepionki są epitopy takie, jakie pojawiają się w guzach wywołanych HPV. Po szczepieniu epitopy trafiają do węzłów chłonnych. To bardzo efektywna metoda uruchamiania odpowiedzi immunologicznej, gdyż to tam właśnie przebywają wszystkie komórki zajmujące się obroną, mówi Riemer. Gdy limfocyty T wchodzą w kontakt z epitopami ze szczepionki otrzymują impuls, by przeszukać cały organizm pod kątem komórek, na powierzchni których również występują te epitopy. Zanim nowa szczepionka trafi na rynek konieczne jest przeprowadzenie jeszcze szeregu badań na ludziach. Z prac nad innymi szczepionkami przeciwnowotworowymi wiemy, że czasem są one bardziej skuteczne gdy zawierają więcej niż jedną molekułę do pobudzania limfocytów. Jednak nasze dotychczasowe eksperymenty sugerują coś przeciwnego. Może w przypadku guzów wywołanych przez HPV lepiej jest używać tylko jednej molekuły. Jeśli tak, to jest to bardzo dobra wiadomość. Musimy jednak to jeszcze potwierdzić, dodaje Riemer. « powrót do artykułu
  20. Mimo olbrzymich postępów na polu leczenia nowotworów, wciąż są one niezwykle niebezpiecznymi chorobami zbierającymi śmiertelne żniwo. Najlepszą metodą walki byłoby zapobieganie rozwojowi nowotworu w ogóle, ale tego nie udało się dotychczas dokonać. Stephen Albert Johnston i jego koledzy z Arizona State University opisali właśnie metodę wyszukiwania we krwi specyficznych dla nowotworów czynników, które mogą wywołać silną odpowiedź immunologiczną organizmu. Naukowcy mają nadzieję, że w przyszłości ich metoda posłuży do opracowania szczepionki antynowotworowej. Nowe badania pokazują, jak szybko zidentyfikować proteiny wywołane przez mutacje mogące prowadzić do rozwoju nowotworu, a następnie zidentyfikować te, które mogą posłużyć za cel układu odpornościowego. Nowa technika wykorzystuje mikromacierze peptydowe. To płytki z naniesionymi w regularnych odstępach mikroskopowymi polami zawierającymi różne peptydy. Gdy takie mikromacierze podda się działaniu próbek krwi pacjenta, specyficzne peptydy wiążą się z przeciwciałami. To sugeruje, że są one rozpoznawane przez układ immunologiczny, a zatem mogą być użyte do opracowania szczepionki. Johnston i jego zespół wykorzystali mikromacierze petydowe do zbadania reakcji próbek psiej krwi na obecność 9 różnych rodzajów nowotworów. Przeciwciała, które najsilniej zareagowały, były następnie badane, na modelu mysim, pod kątem ich przydatności do zwalczania dwóch rodzajów nowotworów. Badania potwierdziły, że peptydy, które wywoływały najsilniejszą reakcję, można wykorzystać do ochrony myszy przed nowotworem. Nasz układ odpornościowy ma tę zaletę, że do rozpoznania nie potrzebuje sekwencji DNA guza i nie musi decydować o tym, czy dana mutacja wymaga jego reakcji, mówi Johnston. Gdy do organizmu trafiają patogeny, zwykle zawierają one sygnatury molekularne niewystępujące w zwykłych komórkach ciała. Układ odpornościowy rozpoznaje te sygnatury i atakuje intruza. Jednak jako że komórki nowotworowe to własne komórki organizmu, większość z nich nie posiada takich sygnatur, które pozwoliłby na ich rozpoznanie. Na szczęście istnieją pewne objawy cechy nowotworów, które mogą wywołać odpowiedź immunologiczną. Są nimi pewne zmutowane peptydy. Gdy dochodzi do ich ekspresji, zostają rozpoznane przez limfocyty T i dochodzi do ataku. Uczeni z Arizony zauważyli jednak, że pomimo iż nowotwory powiązane są z licznymi mutacjami, które mogłyby zostać rozpoznane przez układ odpornościowy, nie wszystkie one są traktowane jednakowo. Efektywnymi czynnikami wywołującymi reakcję układu odpornościowego okazały się mutacje przesuwające ramkę odczytu. Wiadomo, że są one czynnikami wywołującymi niektóre nowotwory. Większość wysiłków nakierowanych na opracowanie szczepionki przeciwnowotworowej jest nakierowanych na mutacje punktowe. Do takich mutacji dochodzi, gdy pojedynczy nukleotyd DNA zostaje zastąpiony innym. W mutacjach tych długość sekwencji się nie zmienia, zmianie ulega zawartość DNA i wynikająca z tego transkrypcja RNA. W mutacjach z przesunięciem ramkę odczytu dochodzi do zmiany długości sekwencji poprzez dodanie lub usunięcie nukleotydu. Obecnie podczas prac nad szczepionką przeciwnowotworową skupiającą się na mutacjach punktowych, wykorzystuje się algorytmy, dzięki którym próbuje się przewidywać, która mutacja wywoła odpowiedź układu odpornościowego. Po uzyskaniu pozytywnych rezultatów opracowuje się szczepionkę i ją testuje. Jest to metoda bardzo długotrwała, trudna, kosztowna i daje nieprecyzyjne wyniki. Wykorzystanie mikromacierzy peptydów z mutacji wywołujących przesunięcie ramki powinno nie tylko dać odpowiedź na to, który z nich może posłużyć do produkcji szczepionki, ale także pozwoli ocenić reakcję układu odpornościowego jeszcze przed wykonaniem szczepionki. Podczas najnowszych badań wykorzystano 830 peptydów z 377 antygenów. Pobrano 116 próbek krwi od 26 różnych ras psów cierpiących na 9 różnych nowotworów, w tym mięsaka, chłoniaka, kostniakomięsaka. Jako grupę kontrolną wybrano 52 próbki zdrowych psów o porównywalnym wieku. Testy peptydów z przesunięciem ramki wykazały, że reaktywne peptydy wywoływały reakcję limfocytów T i chroniły myszy przed czerniakiem i nowotworem piersi. W przypadku peptydów niereaktywnych ochrony takiej nie odnotowano. Co interesujące, siła odpowiedzi układu odpornościowego u testowanych zwierząt zależała wprost od reakcji przeciwciał na peptydy umieszczone na mikromacierzy. Można było zatem nie tylko wskazać na konkretne peptydy przydatne do produkcji szczepionki, ale również od razu ocenić jej efektywność. « powrót do artykułu
  21. Pojawiła się nowa szczepionka, która pomaga pacjentkom z zaawansowanymi nowotworami z HER2. Podczas I fazy testów klinicznych u 6 z 11 testowanych pacjentów, u których wystąpiły już przerzuty, szczepionka dała dobre wyniki. U pacjentki z nowotworem jajnika szczepionka spowodowała remisję trwającą 89 tygodni, u pacjenta z rakiem przełyku zaobserwowano częściową remisję na 16 tygodni, a u czterech innych pacjentów (dwóch z nowotworem odbytu, jeden z nowotworem prostaty i jeden z nowotworem jajnika) choroba jest pod kontrolą. Żaden z pacjentów nie był wcześniej leczony środkami przeciwko HER2. Nowotwory z HER2 to nowotwory, w których występuje promująca rozrost komórek nowotworowych proteina HER2 (human epidermal growth factor receptor 2). Wykorzystaliśmy szczepionkę do uzyskania odpowiedzi układu odpornościowego na HER2. Proteinę tę znajduje się w wysokim stężeniu w wielu typach nowotworów, w tym w nowotworach piersi, jajników, płuc, przełyku czy odbytu. Wstępne wyniki są bardzo obiecujące, mówi doktor Jay A. Berzofsky, dyrektor Zakładu Szczepionek w Center for Cancer Research w Narodowych Instytutach Zdrowia. Szczepionka została indywidualnie dobrana do każdego pacjenta. Wyprodukowano ją z ich własnych komórek odpornościowych, które w odpowiedni sposób zmodyfikowano w laboratorium. Ostateczny produkt, podawany pomiędzy warstwy skóry, to komórki pacjenta zmodyfikowane za pomocą adenowirusa produkującego fragmenty proteiny HER2. Szczepionkę podano pacjentom w 0, 4, 8, 16 i 24 tygodniu. U 5 pacjentów, którym podano minimalną dawkę 5 milionów komórek na szczepionkę, nie zauważono żadnych skutków klinicznych. Z kolei pozytywne skutki wystąpiły u 6 z 11 pacjentów, którym podano od 10 do 20 milionów komórek na dawkę. Skutki uboczne ograniczały się głównie do miejsca podania i nie wymagały one leczenia. Nie stwierdzono toksyczności szczepionki dla układu krążenia. Na podstawie tych eksperymentów zdecydowaliśmy się w kolejnym etapie badań zwiększyć ilość komórek do 40 milionów na dawkę. Do etapu tego zostaną dopuszczeni pacjenci, których już wcześniej leczono środkami na celującymi w HER2, w tym pacjenci z nowotworem piersi. Chcemy sprawdzić, czy łącząc szczepionkę z terapią punktu kontrolnego jesteśmy w stanie zwiększyć odsetek osób, które odniosą korzyści z takiej terapii, dodaje Berzofsky. « powrót do artykułu
  22. Syfilis staje się coraz poważniejszym problemem. W roku 2012 na całym świecie na syfilis chorowało 10,7 miliona osób w wieku 15-49 lat, a każdego roku zaraża się nim około 5,6 miliona osób. W USA rośnie liczba zachorowań, głównie wśród homoseksualistów. Na całym świecie coraz częściej chorują prostytutki i ich klienci. Dotychczas walczono z syfilisem lecząc osobę zarażoną oraz starając się dotrzeć do jej partnerów seksualnych, których również leczono. Jednak to zawodna metoda, gdyż zakłada, że ludzie zdradzą, z kim mieli kontakty seksualne. Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że syfilis jest trudny w zdiagnozowaniu. To poważna choroba, która jest drugą na świecie przyczyną poronień i urodzeń martwych dzieci. Nieleczona powoduje udary, demencję i inne choroby neurologiczne. Jakby jeszcze tego było mało, syfilis jest trudny w badaniu, gdyż jego bakterii nie można hodować w laboratorium, a jedynym zwierzęciem laboratoryjnym podatnym na syfilis nie jest mysz, a królik. Jednak króliki szybko radzą sobie z infekcją, więc w czasie badań laboratoryjnych trzeba ciągle zarażać nowe zwierzęta, by podtrzymać badany szczep Treponema pallidum. Bakteria ta jest niezwykle delikatna. Traktowanie preparatów środkami chemicznymi czy ich suszenia prowadzi do zniszczenia bakterii. Pęka ich błona komórkowa i nie wiadomo, które proteiny powinny być wewnątrz mikroorganizmu, a które na zewnątrz. Te zewnętrzne proteiny to klucz do opracowania skutecznych metod leczenia. Dlatego też, mimo że sama bakteria została odkryta w 1905 roku, do dzisiaj nie wiadomo, jakie proteiny znajdują się na jej zewnętrznej błonie komórkowej. Dokonywane są próby analizy genetycznej T. pallidum. Okazało się, że bakteria ma jedynie około 1000 genów. Mikrobiolodzy Justin Radolf i Melissa Caimano z University of Connecticut przeanalizowali genomy bakterii zebranych w Kolumbii, USA i Czechach. Zauważyli, że między nimi występują niewielkie różnice genetyczne. To spostrzeżenie ma sens. Przy tak niewielkim genomie każdy z genów odgrywa ważną rolę, więc nie powinien ulegać zmianom. Naukowcy założyli, że zmiany zaszły tam, gdzie zwiększyły szanse bakterii na przetrwanie. Mutują, by uniknąć układu odpornościowego, mówi Radolf. Naukowcy uznali, że zmutowane geny kodują proteiny, których szukali. Zaczęli więc je badać. Za pomocą modelu komputerowego modelowali proteiny, które mogły być kodowane przez wspomniane geny i sprawdzali, czy proteiny te mają beczułkowate kształty charakterystyczne dla protein z zewnętrznym membran. Okazało się, że wiele z nich tak właśnie wygląda. Następnie wykonano te proteiny i sprawdzono, czy rzeczywiście zwijają się tak, jak pokazał to model komputerowy. W końcu uczeni stworzyli przeciwciała, które przyczepiały się do tych protein. Oczywiście proteiny, które mutują, nie są dobrym celem dla szczepionek. Najlepsze są takie, które w każdej bakterii wyglądają tak samo. Uczeni wykorzystali więc już zidentyfikowane przez siebie geny do poszukiwania genów, które kodują białka na zewnętrznej membranie, ale się nie zmieniają. Udało się znaleźć takie geny. Naukowcy chcą teraz opracować szczepionkę, którą podadzą królikom, by sprawdzić, czy uchroni je to przed infekcją T. pallidum. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...