Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

venator

Users
  • Content Count

    265
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

Posts posted by venator


  1. @Astro, no niestety.

    Wrzucam kolaż zdjęć lodowca Columbia, jeden z najszybciej zanikających lodowców świata. Gwałtowana zmiana następuje po 2010 r.

    Zjęcia z satelitów Landsat:

    https://earthobservatory.nasa.gov/world-of-change/columbia_glacier.php

    Ciekawym zjawiskiem jest natomiast  tzw. anomalia Karakorum. W tym potężnym łańcuchu górskim na 1219 lodowców, aże 969 było stabilnych, 93 cofnęło się ale 65 się powiększyło.

    Niestety to ewenement wynikający ze specyfiki tych wielkich gór. Pozytyw jest taki, że te lodowce w znancznym stopniu zasilają jedną z najważniejszych azjatyckich rzek - Indus.

     

    Tutaj świetna rzecz, atlas zmian lodowców:

    https://glacjoblogia.wordpress.com/atlas/

    Z powyższych wykresów wynika, że do końca XXI w . najbardziej ucierpią lodowce w Allpach, Kaukazie i Andach tropikalnych oraz Kordylierach. 

    Jakby kogoś zainteresowało, podstawy teoretyczne bilansu masy lodowców:

    https://glacjoblogia.wordpress.com/2015/04/26/bilans-masy-lodowcow-podstawy/

    A tu ile mamy lodu na Ziemi:

    earth__ice_spheres_pl.jpg

    • Upvote (+1) 1

  2. W dniu 6.09.2020 o 07:30, darekp napisał:

    Jakoś nie chce mi się wierzyć, że wolnorynkowi ekonomiści angażują się w jakąś "naukę ścisłą" w taki sposób, jak opisujesz. Słyszałem o innym przypadku, gdy grupa ekonomistów wzięła się za poważne modelowanie gospodarki metodami matematycznymi i za każdym razem wychodziła im wyższość centralnego planowania nad wolnym rynkiem, mimo że sami w to nie wierzyli (to było ok. 20-25 lat temu). ;)

     

    W dniu 6.09.2020 o 07:30, darekp napisał:

    Tak że IMHO tu nie może być mowy o żadnej "nauce ścisłej". Gdyby chcieć superkomputerem przewidywać ludzkie zachowania, to on przypuszczalnie musiałby modelować cały Wszechświat, łącznie ze zjawiskami kwantowymi itd. (a i tak nie ma gwarancji, że to by wystarczyło, bo nie wiemy, czy świat jest deterministyczny, mechanika kwantowa sugeruje, że nie).

    Generalnie podział na nauki ścisłe i humanistyczne jest sztampowy a niektórzy by rzekli, że całkowicie nieprawidłowy. Ekonomie różnie się definiuje, bez względu jednak na treśc definicji, ekonomia posługuje się językiem nauk formalnych - matematyki i logiki.

    I zarzuty jakie zaczęły się pojawiać, zwlaszcza po kryzysie 2008 r. było o ten  skręt w stronę nauk formalnych, z pominięciem lub może przede wszystkim zepchnięciem beahawioryzmu społecznego.

    Np. pojawiła się taka o to pozycja, wpółautorem jest jeden z noblistów z ekonomii, V. Smith:

    https://www.obserwatorfinansowy.pl/bez-kategorii/rotator/ekonomia-to-nauka-przede-wszystkim-spoleczna/

    Książka „Humanomics” to fascynująca lektura, odświeżająca klasyczne dzieła Adama Smitha i jednocześnie próbująca wbijać kolejne gwoździe do trumny ekonomii opartej na matematycznej analizie bezdusznych i pozbawionych uczuć danych, ekonomii próbującej udawać fizykę. Niestety, nie jest to publikacja dla każdego, bo jednak autorzy nie napisali dzieła popularnonaukowego – jest ono stricte naukowe, nie jest wolne od skomplikowanych passusów czy równań matematycznych odstraszających przeciętnego odbiorcę. Dla ekonomistów jest to jednak lektura obowiązkowa.  - To z recenzji dziennikarza.

     

    Zaznaczę, że  współczesna  ekonomia neoklasycza w znacznej stopniu    oparła się  przecież o poglądy weryfikacjonistów i falsyfikacjonistów, których wybitnym przedstawicielem był John Stuart Mill, autor pojęcia homo oeconomicus:

    Uważał on, że studiowanie ekonomii powinno opierać się na rozumowaniu dedukcyjno – indukcyjnym z uwzględnieniem prawdziwości przesłanek mających postać sądów analitycznych. Przesłanką logiczną w rozumowaniu dedukcyjnym dla Milla jest definicja człowieka ekonomicznego. Stosuje on wypracowaną przez nas metodę konstytuowania terminu wyjściowego, który z góry uznany zostaje za prawdziwy. Abstrahuje zatem Mill od cech nieistotnych dla przedmiotu ekonomii, twierdząc, iż człowiek ekonomiczny to taki, który przedkłada większe bogactwo nad mniejsze. Redukcja znaczenia człowieka realnego w działaniu motywowanego wieloma czynnikami okrojona jest ze względów praktycznych do znanego w literaturze homo oeconomicusa[...] Np.: wniosek: „człowiek za tę samą ilość dobra woli wydać mniej niż więcej”, jest prawdziwe, bo w innym wypadku uszczupliłby swój dochód przecząc tym samym przesłance którą uznaliśmy za prawdziwą. Cytując Milla hipoteza „pozbawiona wszelkich podstaw faktycznych ( można powiedzieć że ) wnioski ekonomii politycznej, podobnie jak wnioski geometrii, są prawdziwe jedynie w abstrakcji, to znaczy, że są one prawdziwe jedynie pod warunkiem spełnienia pewnych założeń”5 . Przez ekonomię zatem Mill rozumie zbiór wyników analizy dedukcyjnej, opartych na pewnych uznanych na mocy założenia przesłankach psychologicznych. Wyniki te są rezultatem pominięcia – w tym przesłanek – wszystkich nieekonomicznych aspektów ludzkich zachowań.

    cyt z https://mises.pl/wp-content/uploads/2010/05/S.Kluz-Metodologia-ekonomii.pdf

    A więc wg tej teorii z góry zakłada się racjonalność każdego cżłowieka. A miała ona bardzo duży wpływ  na  wiele współczesnych szkół ekonomistów.  

    Oczywiście ekonomia się rozwijała i coraz bardziej uwzględniała trudne  w empirycznym  uchwyceniu zchowania ludzkie. W zalinkowanej przeze mnie pracy jest też rozwinięcie poglądów szkoły austriackiej.

    W dniu 5.09.2020 o 22:15, thikim napisał:

    Państwo robi desperackie wręcz próby żeby do tej prywatności się dobrać (desperackie bo państwu jest coraz trudniej to robić) i każda taka próba to od razu wielki wrzask.

    Wg. mnie wynika to z faktu ogólnego wzrostu skomplikowania życia społecznego. Bez kontroli (tak społeczeństwa ze strony państwa i na odwrót), nie dało by się tego wszystkiego utrzymać w kupie, choćby ze wzlędu na postępującą  złożoność stosunków gopsodarczych. 

     

    W dniu 5.09.2020 o 22:15, thikim napisał:

    Pewnie nie wiesz ale dawniej jak były izby chłopskie czy mieszczańskie nawet to nie było osobnego miejsca żeby się pokochać. Cała rodzina była w jednym pokoju a kto tam co robił to nikt nie wnikał bo nie było żadnej prywatności

    Polecam Kuchowicza "Człowiek polskiego baroku" - chyba jedyny polski historyk, który tak szeroko poruszał aspekt staropolskiego seksu. Z tym nie było tak źle - aż do XIX w. panowała dosyć duża swoboda obyczajowa. ;)

     

    W dniu 6.09.2020 o 10:37, thikim napisał:

    Da się nie tyle planować co narzucać wszystkim (w pewnym stopniu) centralnie swoją wolę. Ale czy to jest planowanie? Czy raczej tyrania?

    Niektórzy historycy gospodarczy tym tłumaczą silną pozycję ZSRR aż do konca lat 70-tych - tylko autorytarne państwo było wstanie przetransferować olbrzymią masę siły roboczej z prymitywnego rolnictwa do przemysłu. Zresztą w Polsce te zjawisko też wystąpiło- rzecz jasna na mniejszą skalę. Był to po prostu etap rozwoju przyjętego modelu  państwa. W ZSRR nie do końca się to  udało (aczkowliek mniej lub bardziej udanie rente odcinają do dzisiaj), podobnie jak PRL (ekonomiści dążący do reform niestety nie przełamali ideologicznego betonu genseków).

     Ale np.  Korei Płd (plany 5-letnie)  się w miarę udało. Również Tajwanowi  i  Japonii. Pewne elementy centralnego planowania mają także państwa w którym istnieje panstwowy kapitalizm - oprócz Chin, Tajwanu także Singapur i Norwegia - państwa, które osiągnęły duży sukces.  Także to centralne planowanie  nie jest to takie jednoznacznie złe. 


  3. Jako górołaz wrzucam tu dosyć wstrząsający filmik o zanikaniu najdłuższego lodowca Francji:

     

    Oczywiście zachęcam do odwiedzania strony:

    https://naukaoklimacie.pl/o-nas

    Robią świetną robotę.

    Góry są wyjątkowo czułe na zmiany klimatu. W 2015 r. miała miejsce sytuacja bezprecedensowa. Prze bite dwa tygodnie izoterma zero utrzymywała się w Alpach na poziomie powyżej 5 000 m.n.pm. W tym czasie pewien zespół Polaków usiłował wejśc na północny wierzchołek Uszby (4694 m n.p.m.) na Kaukazie. Jedą z kluczowych trudności było pole lodowe o nachylenie 70 st na wys. ok. 4200.  Asekuracja na polu powinna być ze śrób lodowych oraz szabel śnieżnych. Tyle, że były bezużyteczne. Zespół meldował o tym, że śnieg i lód ma konsystencje rozmiękłego arbuza. Non stop było ciepło (powyżej zera) nigdy wcześniej taka sytyucja nie miała miejsca.

    Wiekszość ma w d*pie alpinistów , ale zanikanie lodowców dotknie w sumie każdego:

    https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/rzeka-ren-wysycha-a-jest-kluczowa-dla-niemieckiej-gospodarki/9kl28kh

    Zmiany klimatyczne są w bezprecedensowe. Alpy się roztapiają na naszych oczach. 


  4. W dniu 28.08.2020 o 14:10, Antylogik napisał:

    Mylisz się. Znowu można odnieść wrażenie, że nie rozumiesz jak działa świat, który jedynie znasz z książek albo publikacji naukowych. Co więcej masz bezkrytyczne spojrzenie do tego co ktoś z tytułem naukowym coś napisał. Wiesz ile bzdur naukowcy wypisują? Wystarczy zapoznać się z pracami spychologów udających mądrych statystyków (napisałem o tym sporo komentarzy, poszukaj sobie).

    Ach, ci naukowcy...Ty oczywiście wytłumaczysz, pouczysz.  Podparłem się oczywiście publikacją, która pasuje do mojego postrzegania postawionego problemu. A Ty poszedłeś na łatwizne, wypisałeś faramzon, że wielu naukowców wypisuje bzdury. Jest to łatwe, nie kosztuje zbyt wiele wysiłku.

     

    W dniu 28.08.2020 o 14:10, Antylogik napisał:

    Znowu mówisz o czymś, czego nie rozumiesz. O jakiej regulacji tu mowa? Nie o regulacji między stronami, tylko regulacji, które ustala prawo, państwo, coś z góry. Dziwne, że muszę takie rzeczy tłumaczyć jak dziecku, bo zaraz dojdziemy do tego, że nie wiesz co to znaczy państwo.

    Ale czego ty  nie rozumiesz w mojej wypowiedzi? Każda gra opiera się o reguły, jest regulowana. O tym konkretnie napisałem. Regulacje w grach są dlatego, że nie ma równości w dostępie do inforamcji. Tylko tyle i aż tyle. Nikt nic nie narzuca z góry, chyba, że państwo postrzega się z pozycji homo sovieticus.

     

    W dniu 28.08.2020 o 15:24, Jajcenty napisał:

    Nierówność dostępu do informacji jest elementem rynku. Równie dobrze mogę postulować równy dostęp do pieniędzy czy do IQ. Dodawanie takich wyjątków do definicji przyprawia mnie o rozpacz. No bo co teraz? Kto będzie decydował co to jest równy dostęp? Kto będzie powoływał tego co będzie decydował? Czy prezes będzie mógł odwołać tego co powołał?

    Regulacje, regulacje, regulacje. Jedna pociąga drugą.

    Tego równego dostępu nie ma i w przewidywalnej przyszłości nie będzie. Dlatego jako ludzkość wprowadzamy regulacje, zdając sobie sprawę, że równego dostepu do informacji nie  ma i długo nie będzie. I jest jej  coraz mniej. 

    Całkiem niedawno czytałem sobie o Leeuwenhoeuk'u, czasem zwanym ojcem mikrobioligii. Nie miał formalnego wykształcenia uniwersyteckiego. Był kupcem. Całe życie był uczciwym kupcem. W tamtym powolnym, konserwatywnym świecie, łatwo było sobie wyrobić renome, zaufanie. Ten handlował śledziami, ten zbożem, w stanowym społeczeństwie ludzie na ogół zajmowali się jedną profesją przez większość życia. Były oczywiście wyjątki (nawet cakłiem sporo). 

    To właśnie w tamtych czasach Adam Smith wykuwał swoją teorię "wolnego rynku", podstawy ekonomii klasycznej i ich pochodnych (np. liberlizmu etc).

    Problem w tym, że w tamtych czasach, na Manhatanie pasły się krowy. Świat od tamtych czasów niesamowicie sie skomplikował. 

    Jajcenty - naprawdę poddałbyś się rynkowej grze bez reguł?  Gdyby nie było żadnych regulacji? Masz takie zaufanie do ludzi, zwłaszcza w czasach gdy codziennie, tysiące firm powstaje i upada, a wraz ze wzrostem ludności prawdopodobieństwo trafienia oszusta ciągle wzrasta? Przecież nie sposób zweryfikować wszystkiego.

     

    W dniu 28.08.2020 o 15:24, Jajcenty napisał:

    Tego nie rozumiem. Zarobili ci, co nie spanikowali i nie sprzedali? 

    Krach finansowy był efektem wyprzedaży akcji przez drobnych akcjonariuszy, którzy posiadali najmniejszy dostęp do informacji. Przecież panika jest właśnie taką psychologiczną reakcją ludzi. A na kryzysach zawsze ktoś zarobi. Kwestia szczęścia lub wiekszego dostępu do informacji ;)

     

    W dniu 29.08.2020 o 06:05, darekp napisał:

    Jawność informacji w takim sensie o jakim tu rozmawiamy nie daje Ci możliwości uniknięcia kryzysu. Zresztą bardzo często wiele z potrzebnych informacji jest w miarę dobrze dostępnych przed wybuchem kryzysu i

    Ja się całkowicie z Tobą zgadzam. 

    Śmieszy mnie to, że gospodarczy liberałowie (często nazywa się ich "wolnorynkowcami") uczynili z ekonomii nauke "ścisłą". Wzory, wykresy etc. Tyle, że nie ma jeszcze takiego superkomputera, który przewidziałby nieracjonalność ludzkich zachowań. 


  5. W dniu 22.08.2020 o 09:52, Jajcenty napisał:

    A mogę wiedzieć dlaczego uważasz, że to wada wolnego rynku? Podajesz przykłady zawałów rynku REGULOWANEGO i każesz mi się z nich tłumaczyć? Czy nie jest tak, że poruszanie się od kryzysu do kryzysu jest immanentną własnością obecnego modelu gospodarczego?

    Być może za mało precyzyjnie się wyraziłem ale chyba nie rozumiesz co mam na myśli.

    To nie jest wada "wolnego rynku" tylko jego cecha naturalna.

    Definiicja wolnego rynku zresztą  powinna  być dwuskładnikowa:

    1. Wolny rynek - teoretyczny, idealistyczny model (coś jak konkurencja doskonała), w praktyce niemożliwy do zrealizowania , z uwagi chociażby na nierówny dostęp do informacji.

    2. "Wolny rynek" realny - rynek, który istnieje obecnie, powstały wskutek społecznego porozumienia  (konsensusu), a więc regulowany umową społeczną.

    (z cytowanej pracy:  Urzeczywistniony w praktyce wolny rynek natomiast jest zawsze konstruktem społecznym: wynikiem społecznych negocjacji, w toku których ustalamy, jakie rozwiązanie jest dla najbardziej zadowalające. ).

    Dla mnie dyskusja jest czysto teoretyczna bo  każdy rynek jest w ten lub inny sposob regulowany, nie ma innego.  Umawiamy się, że będzie tak i tak, więc jest to rodzaj regulacji.

    Kryzysy są immanetną cechą dlatego, że ludzie nie mają pełnego dostępu do informacji, co jest zaprzeczeniem idei wolnego rynku.

    Dla przykładu - wielki kryzys 1929-33 zaczął się od masowej wyprzedaży akcji, panicznej reakcji wynikającej z braku dostępu do pełnej informacji (przede wszystkim u drobnych akcjonariuszy, tzw. ciułaczy).

    W dniu 22.08.2020 o 12:59, Antylogik napisał:

    Ale sama usługa już nie.

    Oczywiście, że jest regulowana, poprzez umowę - jak mam pokera królewskiego to zgarniam całą stawkę. 

    W dniu 22.08.2020 o 14:19, Afordancja napisał:

    Nie możemy też regulować wszystkiego dlatego jesteśmy gdzieś pomiędzy całkowita regulacja(nie osiągalna) i brak żadnych regulacji(też nie osiągalne) to oczywistość. 

    Ale powinniśmy dążyć do tego, gdyż regulacje ograniczają  jednak chaos.

    Libertiarianie zapewne odrzucą takie postawienie sprawy, z tym że ci najbardziej radyklani, w swych poglądach bardzo zblizają się już do anarchokomunistów.

    Być może wraz z rowojem cywilizacji technologicznej dojdzie do ziszczenia idei  całkowicie wolnego rynku, funkcjonujacych w  jakiejś formie w komunach społecznych (np. ludzkość jako jeden organizm pozbawiony cielenośc, bytujący w świecie wirtualnym).


  6. 15 godzin temu, Antylogik napisał:

    Warto odróżnić czysty wolny rynek od wolnego rynku w praktyce. Mówienie, że regulowany rynek to zaprzeczenie wolnego rynku, to twierdzenie, że świat dzieli się tylko na te dwa typy ryków. Tak jakby nie było niczego pośrednio. W podręczniku tego już nie napisano? Czyli jak nie napisano, to znaczy, że albo jest wolny rynek, albo regulowany?

    Z idealnym wolnym rynkiem jest jak z konkurencją doskonałą - teoretyczny model, w praktyce nieosiągalny. Nawet przy najbardziej trywialnych transakcjach mamy do czynienia z nierównym dostępem do informacji. Więc istnieje tylko jeden typ rynku - regulowany. Nawet jeśli za regulacje  przyjmiemy wystąpienie nieopisanej w prawie normy społecznej - np. renomy.

    Opiera się przecież na rzeczy trudnej do uchwycenia, zaufaniu. W toku ewolucji społecznej wykszałcony został mechanizm społecznej kontroli, która w znacznym stopniu niweluje zjawisko asymetrii informacji i pozwala w miarę normalnie funkcjonować. Czasami to nazywają kapitałem społecznym.

     

    15 godzin temu, Antylogik napisał:

    Ale po to właśnie podałem przykład rynku akcji, który jest symbolem krwiożerczego kapitalizmu. Czy jak kupię akcje jakiejś firmy, to będę miał jakąś ochronę kapitału? Co ważne, piszę tylko o akcjach, a nie obligacjach, gdyż te ostatnie to zobowiązania, a te z natury prawa mają większą ochronę. A więc wyjaśniam, że mając akcje w portfelu, nie mam żadnej ochrony państwa, mogę stracić wszystko. A wg Ciebie nie mogę, wg Ciebie państwo chroni mnie, tak że nie stracę kapitału.

    Czyli nie rozumiesz jak działają giełdy i czym w praktyce jest wolny rynek. Tyle można wywnioskować z tej dyskusji.

    Dobre. Ustawa o obrocie papierami wartościowymi liczy 122 strony i 192 artykuły.   Nie, tam nie ma w ogóle rugalacji... ;)

    Ponadto w ustawie jest ponad 30 art dotyczącej odpowiedzialności karnej, więc ochorna prawna też występuje.

    A stracić wszystko możesz i w kasynie - ten rynek też jest regulowany. Jak już przerąbiesz wszystko i się zadłużysz  to jako oosba prywatna możesz ogłośić upadłośc konsumencką.

    W starożytnym Rzymie za długi zostawało się niewolnikiem, więc jednak dzisiejsze państwo lepiej dba o obywateli.

    Ty oczywiście rozumiesz jak działa wolny rynek, ale jestem niemal przekonany, że to rozumienie typowe dla neoklasycznej szkoły ekonomii. Czyli "prawda objawiona".;)

    15 godzin temu, Jajcenty napisał:

    Skąd założenie, że firmy nie chciałyby konkurować jakością i na rynku usług okołonaprawczych?

    Oczywiście, że ja tego nie neguje, napisałem powyżej o mechanizmie częściowej samoregulacji rynkowej, czyli renomie,  ale jednak  ile firm zachowuje się nieucziciwe? Naprawdę nigdy nie kupiłeś rzeczy czy też usługi, która w imię maksymalizacji zysków została przez firmę  wykonana nierzetelnie, byle jak czy wbrew sztuce? A co np. ze zmowami przetargowymi?

     

    15 godzin temu, Jajcenty napisał:

    Za każdym prawie razem jak urzędnik interweniuje to wychodzi jakaś kupa.

    Można widzieć szklankę do połowy pustą lub pełną. Zapomniałeś już o roku 2008? 

    Gdzie była "niewidzialna ręka", dlaczego jeśli "wolny rynek" ma zdolności do samoregulacji, opiera się na swobodzie i wolności dokonywania umów przez ludzi kierujących się logiką, co kilka lat wybuchają kolejne kryzysy, pojawiają się kolejne bańki spekulacyjne? 

     

    7 godzin temu, Afordancja napisał:

    Moja" jest prosta, za wiki:

    Aha. 

    A mnie przekonuje najbardziej takie podejście:

    "Stąd ideę wolnego rynku proponuję traktować jak ideę regulatywną: w świecie empirycznym nie istnieje, ponieważ nie jesteśmy w  stanie spowodować usunięcia wszystkich istniejących ograniczeń (co więcej, nie jesteśmy w stanie ich zidentyfi kować). A nawet jeśli byłoby to możliwe, nie chcielibyśmy przynajmniej niektórych z  nich znosić. Nawet libertarianie uznać muszą istnienie pewnych ram instytucjonalnych. Wolny rynek jest zatem pojęciem metafi zycznym, jest granicą, której nie możemy osiągnąć, możemy sobie jedynie ją wyobrażać. Urzeczywistniony w praktyce wolny rynek natomiast jest zawsze konstruktem społecznym: wynikiem społecznych negocjacji, w toku których ustalamy, jakie rozwiązanie jest dla najbardziej zadowalające. Osobną (gorzką) kwestią, jest to, kto ma faktyczny wpływ na kształt ukonstytuowanego ładu i w czyim imieniu działa"

    Cyt. z pracy Haliny Zboroń z UAM  "Czy ekonomiści wierzą jeszcze w wolny rynek?":

     

     


  7.  

     

    W dniu 19.08.2020 o 15:22, Afordancja napisał:

    A wolny rynek to tez nie konkurencja doskonała, na wolnym rynku może występować asymetria informacji i występuje.

     

    23 godziny temu, Antylogik napisał:

    Jak dla mnie giełda regulowana czy nie, to ciągle wolny rynek i śmieszne jest mówienie, że on nie istnieje.

     

    Więc trudno mówić tu o wolnym rynku. Przydałaby się drodzy interlokutorzy wasza definicja wolnego rynku, zwłaszcza Antylogika, bo giełda regulowana to raczej zaprzeczenie idei wolnego rynku ;)

    I bardzo zresztą dobrze.  Żeby nie robić zbytniego ot. Chodzi mi o o to, że w toku rozwoju naszej cywilizacji, wskutek wystąpienia zjawiska asymetrii informacji, wystapiły takie mechanizmy społeczne, chroniące stronę potecjalnie słabszą, bo nie majacą dostępu do pełnej informacji, które doprowadziły do powstania czegoś takiego jak  np. rękojmia, gwarancja, ale przede wszystim były czynnikiem państwotwórczym. Czyli powstania elementu regulacyjnego jakim jest państwo (już prawo rzymskie dosyć szczegółowo regulowało tę sferę życia społecznego, więc o całkowitej wolności rynkowej nie mogło być mowy). W jakiś sposób komunizm pierwotny, promujący brak prywatności przegrał z tym, który sprawę prywatności wynosił nad ogół społeczeństwa, czyli społeczeństwo hierachiczne. Odkąd powstało społ. herachiczne, posiadające własność prywatną, skończyła się równość. Ktoś zawsze miał przewgę, był silniejszy. 

    Na szczęście powstały mechanizmy to regulujące. Np. miłujący wolny rynek Antylogik kupuje telefon, za gruby pieniądz, od firmy A, potężnej, światowej korporacji. 

    Ten telefon  się psuje po dwóch tygodniach. W prawdziwie wolnorynkowych regułach, mógłby sobie co najwyżej zaklać, lub znaleźć jelenia tzn. kupca na odsprzedaż. Ale Antylogik skorzysta z prawa gwarancji, bo współczesne prawo daje ochronę słabszym (na ogół konsumetom) przed silniejszymi - np. firmie A, której przychód jest jak PKB małego kraju.

    Ceną za tę regulacje jest oczywiście ograniczenie prywatności. Mimo wszystko pcha to naszą cywilizacje do przodu.

     

    21 godzin temu, Antylogik napisał:

    Suma sumarum, informacje z życia osobistego powinny pozostać prywatne, bo ma to obopólną korzyść.

     

    21 godzin temu, Antylogik napisał:

    Oczywiście ideałem byłoby, gdyby wszystkie informacje wewnątrz gospodarki (mikro i makro) były równie dostępne dla wszystkich uczestników.

    To właśnie te mity, ideały.  Chyba dosyć dobrze wiadomo jak się robi wielkie biznesy. ...Często w jadalniach, na polowaniach, jachtach albo wręcz sypialniach. 

     

    W dniu 19.08.2020 o 06:04, ex nihilo napisał:

    To zależy też od zdefiniowania prywatności.

    Dokładnie. W wielu społeczeństwach pierwotnych istniały prawdziwe komuny. Np. u Indian Arche, czy niektóych Aborygenów komuna i brak prywatności był posunięty do takiego stopnia, że mężczyźni nie wiedzieli czyje dziecko jest ich, więc każde wychowywali jak swoje. Jednak ten model społeczny przegrał z modelem rodziny nuklearnej, gdzie ta sfera prywartności jest jednak wyraźnie jest oddzielona. 

    To zaś doprowadziło do powstania społeczeństw hierachicznych itd...


  8. W dniu 17.08.2020 o 17:24, okragly napisał:

    żona Gierka latała do Paryża na zakupy, to nie za bardzo prywatność

    Plotka rozsiewana przez przeciwników Gierka. Trzeba pamiętac, że PZPR to nie był monolit - tam ciągle dochodziło do tarć frakcji, koterii...

     

    W dniu 17.08.2020 o 00:37, ex nihilo napisał:

    Całkowity brak prywatności już był - w pierwotnych grupach Hs, czyli przez >90% historii gatunku. Później prywatności stopniowo przybywało, chociaż nie wszędzie. W zasadzie prywatność, taka jak teraz się ją rozumie, to wynalazek ostatnich 200 lat i dotyczy tylko 10-20% Hsów.

    Czy rzeczywiście tej prywatności nie było? Wiem, że teoria komunizmu pierwotnego jest popularna i ma pewne mocne podstawy choćby w obserwacjach etnograficznych z niedalekiej przeszłości (choćby ludu Arche czy niektórych Indian północonamerykańskich) ale i  w nich  musiała istnieć prywatność. 

    Chodzi mi konkretnie o tzw.  teorie plotki w rozwoju języka h.s. a  opartą o  teorie Dunbar's number:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Dunbar's_number

    Teoria ta ładnie tłumaczy przyspieszony rozwój mowy h.s. a przede wszystkim  fikcjotwórczego znaczenia języka. Plotka umożliwiła wyjście poza proste przekazanie inforamcji gdzie stoi zwierzak do upolowania, do bardziej finezyjnych i abstrakcyjnych form. Istotniejsze w dłuższej perspektywie rozwoju mowy było przekazywanie informacji  było kto jest lepszym kochankiem, myśliwym a kto ma zdolności szamńskie, kto z kim trzyma sztamę etc. Dzis też plotki mają bardzo duży wpływ na nasze życie. Wg. np.  Hararego   miało to fundamentalne znaczenie w rozwoju naszej cywilizacji, tworząc byty abstrakcyjne jak religia, pieniądz, państwo. 

    Bo czy gdy wszyscy wiedzą o sobie wszystko to istnienie plotki, opierającej się przecież na częściowej niewiedzy, spekulacji,  jest możliwe? ;)

     

    Przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz - świat jawności całkowitej byłby olbrzymim ciosem dla współzesnej gospodarki, o nieprzewidywalnych skutkach.

    Jestem zwolenikiem pogladu, ze wolny rynek to mit. wspieram się przy tym teorią asymetrii informacji, za którą zresztą min. Stiglitz dostał ekonomicznego Nobla. 

    Całkowita jawnośc stałamsiłaby konkurencje. 

    Zresztą co znaczy prywatność? W Finlandii obywatel może sprawdzić czy sąsiad zapłacił podatek i nikogo to nie bulwersuje ale już mało kogo obchodzi kto z kim spi w jaki sposób.

    U nas na odwrót. Mało kogo obchodzą podatki ale kto i w jaki sposób śpi to juz bardzo, zwłaszcza jak nie pobożemu. ;)


  9. Wiesz, w II RP często używanym synonimem dobrych czasów było powiedzenie "dobrze jak za cara".  W latach 30-tych władze II RP zaczęły np. zdawać sobie sprawę, że w rękach ludności znajduje się mnóstwo tezauryzowanych złotych monet carskich tzw. świnek. Świnki wzięły się stąd, że w Rosji carskiej tak mówiono na monetę złotą  5 rublową, o wadze 4,3 g i próbie 900. Można było za nią kupić utuczone prosie. W Polsce zaczęto tak nazywać wszystkie imperiały. Świnka:

    images?q=tbn:ANd9GcSLfHzozq8kK9PMJ_EarH4

    Musiała być ich masa, skoro władza nie zdcydowała się na dewaluacje złotego w latach 30-tych i pozostanie w tzw. złotym bloku, co było sporym błędem gospodarczym. Rządowi jednak zależało na utrzymaniu przeświadcznia, że złoty jest mocny, gdyż jednym z najważniejszych zadań rządu było wydobycie świnek na światło dzienne i włączenie ich w obieg gospodarczy.

    Bo jedną z najwiekszych bolączek II RP był chroniczny brak kapitału. Kapitalizacja banków w 1925 r. wynosiła tylko 30% tego co w 1913 r! Więc pod zaborami jakiś jednak potencjał osiągnieto. 

    Jednak wieś wsi nierówna. Czym innym było wysokotowarowe, noowoczesne rolnictwo Wielkopolski, które pod zaborem pruskim stało się jednym z najbardziej wydajnych w Europie (!), czym innym na wpół feudalne rolnictwo w zaborach rosyjskim i austriackim. W Wielkopolsce panował już nowoczesny model społeczny, a wchodzące w skład Austro-Węgier Królestwo Galicji i Lodomerii, nazywano z racji piszczącej biedy, Golicja i Głodomoria. W  dodatku w zaborach rosyjskim i austriackim występowały wyspy nowoczesności. Przemysłowy Śląsk Cieszyński czy Warszawa były oazami względnej nowoczesności. Obok istniały obszary qusi-hybrydowe takie jak Łódź czy Zagłębie Dąbrowskie. Fabryki sąsiadowały z zacofaną wsią. 

    A więc trzy zabory to de facto trzy odmienne systemy gospodarczo-polityczne. A jak pod zaborami wyglądała wymiana handlowa?

    Podobało mi się jak scharakteryzował ten handel pewien żydowski kupiec, który handlował na terenie trzech zaborów:

    - Panie, najwiekszy problem to ja mam na CK granicy. Bo jak przyjeżdżam do komory celnej carskiej to zawsze biorą,

    u Prusaków to nie biorą nigdy, a u Austriaków to raz biorą a raz nie biorą. I jak tu handlować? :)


  10. W dniu 14.08.2020 o 07:23, darekp napisał:

    Nie powiedziałbym, że Grunwald ma się dobrze:) Pamiętam 600-lecie bitwy pod Grunwaldem, telewizja poświęciła mu mniej więcej tyle czasu co co roku Powstaniu Warszawskiemu (o ile nie mniej). Powstaniu, podczas którego na jednego zabitego Niemca przypadało kilkunastu zabitych Polaków. A w momencie wybuchu tylko co dziesiąty powstaniec miał broń.

    Dobrze miał się z oczywistych względów głównie  za PRL-u. ;) Kiedyś była moda na rocznicę innego wielkiego zwycięstwa, a więc odsieczy wiedeńskiej. Tak duża, że w chwili obecnej każde skrzydła husarskie znajdujące się w polskich zbiorach muzealnych to XIX-wieczne, rocznicowe fałszywki. Niemamy żadnego oryginału. Ot paradoks. ^_^

    Jeśli chodzi o PW, to trzeba pamiętać, że za PRL-u ta pamięć była w mniejszym lub wiekszy sposób  tłumiona, toteż teraz znaduje swoje ujście. 

    My zresztą  świętujemy nie tylko powstańcze klęski. Świetujemy np. zamach stanu z 3 maja 1791 r., który w sposób bezpośredni przyczynił się do utaty niepodległości przez nasz kraj i pogrzebał szanse na wdrażane już  reformy, które  powoli lecz systematycznie wzmocniłyby Rzeczpospolitą. 

    Jednak czy tego chcemy czy nie, powstania w znacznym stopniu ukształtowały nasz naród i są istotną częścią naszej  tożsamości. 

    W dniu 14.08.2020 o 07:23, darekp napisał:

    Szczerze mówiąc, nawet nie wiem czy było jakieś powstanie 11 listopada 1918. Wydaje mi się, że zwykle wiąże się tę datę z przekazaniem władzy Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną

    Oczywiście, że było to powstanie, zresztą systematycznie przygotowywane. Nie jest tak postrzegane przez ogół, gdyż w listopadzie 1918 opór zdemoralizowanego okupanta był niewielki. Koncepcja walki zbrojnej był wdrażana w życie już na kilkanaście lat wcześniej, pod postacią konspiracyjnych, paramilitarnych organizacji takich jak Zwiazek Walki Czynnej, Polski Związek Wojskowy a także tych legalnych: Strzelców i Związku Strzeleckiego. Zresztą pierwszym powstańczym akordem była rewolucja 1905 r.

     

    W dniu 14.08.2020 o 07:23, darekp napisał:

    a jakoś nie widzę kategorii skutki gospodarcze tego powstania.

    Wikipedia? Bądźmy poważni ;)

    Rzetelnym opracowaniem poruszającym ówczesne przemiany gospodarcze  jest np. praca Juliusza Łukasiewicza pt. "Początki cywilizacji przemysłowej na ziemiach polskich" z serii "Dzieje narodu i państwa polskiego".

    Witold Orłowski, na podstawie analiz tablic statystycznych Maddisona (Maddison project), oszacował, że w wyniku tej szybkiej industrailizacji, PKB perc capita ziem polskich, pod koniec istniena zaborów, wynosiło 70% francuskiego. To był  drugi przypadek w naszej historii, kiedy tak zbliżyliśmy się do Francuzów. Pierwszy raz to za Kazimierza Wielkiego.To są oczywiście dane szacunkowe, ale pozwalają na jakiś ogląd sytuacji. Zresztą PKB per capita z 1913 r. , o ile dobrze pamiętam, w okresie międzywojennym osiągneliśmy dopiero w 1938 r.

    Jak to było możliwe?:

    1. Zniesienie pańszczyzny. Trzeba pamiętać, że ukaz carski z 16 maja 1861 r. znoszący pańszczyznę, nie obejmował  Królestwa Polskiego, co wywołało zresztą wybuch w tymże roku chłopskiego powstania (zupełnie zapomnianego), obejmującego nawet 30% chłopów na terenie Królestwa. Był on stłumiony przez wojsko, a brutalne represje ciągnęły się jeszcze przez cały rok 1862 (kary chłosty  i rugowanie chłopów ze wsi). Ukaz carski znoszący pańszczyznę na ziemaich dawnego Królestwa z roku 1864 , był politycznym ciosem w powstańców. Był zresztą niemal idealną kopią dekretu Komitetu Centralnego Narodowego wydanego w 1863  r. znoszącego pańszczyznę. Ten proces wyzwolił miliony ludzi, którzy stali się motorem industalizacji i procesów kapitalistycznych. 

    2. Zniesienie granicy celnej. Stopniowy proces, jako konsolidacja rynku wewnętrzengo, umożliwiła Polakom  dostęp do potężnego (głównie w sensie ilościowym) rynku. Najbardziej liberalna polityka celna z lat 1869-1879 skorelowana była z niszczeniem resztek polskiej autonomiczności. W 1910 r. już 70% obrotu handlowego Kraju Nadwislańskiego był powiazany z Rosją. 

    Na marginesie dodam - moich przodków, poturbowanych w powstaniu styczniowym, od zupełnej nędzy uratowała ta właśnie liberalizacja handlowa. Mój prapradziadek jako 9 latek mieszkał w dworku, w którym zainstalował się sztab gen. Langiewicza. To tam Langiewicz ogłosił się dyktatorem powstania i przyjął przysięge od wojska. Kilka tygodni później doznał klęski w krwawej bitwie pod Grochowiskami. Stryj prapradziadka, za udział w powstniu został skazany na smierć. Na szczeście jeden z generałów  przyjął łapówke w postaci pozłacanej klatki dla ptaków i stryj uniknął śmierci i katorgi na Sybirze. Odsiadywał wyrok w Zamościu. Karą  była też całkowita konfiskata majątku całej rodziny  i nędza. Prapradziadek ratując się z ekonomicznej opresi, w młodości, wykorzystując dobrą koniunkture handlową, założył sklep kolonialny. Tuż przed I woj. światową był człowiekim może nie bardzo bogatym, ale zamożnym. 

    3. Prześladowania Żydów. Represje wobec starozakonnych w Rosji min. w latach 60-tych XIX w.  spowodowało, że mnóstwo energicznych Żydów, dysponujących dodatkowo pokaźnym  kapitałem, uciekło i osiedliło się na terenach  dawnego Królestwa. To w ten sposób budowała się min. potęga przemysłowa Łodzi. 

     

    W dniu 14.08.2020 o 07:23, darekp napisał:

    Ano tak, coś tam było, pewnie trudno to teraz precyzyjnie określić, chociażby dlatego, że zaraz po wojnie była odbudowa i z automatu powstają pewne powiedzmy dwuznaczności

     

    Oczywiście, wystąpił efekt niskiej bazy. Ale też i mocna industrailizacja, a swoje dołożyły też ziemie odzyskane, cywilizacyjnie znacznie lepiej rozwinięte od utraconych, zacofanych Kresów. 

    • Upvote (+1) 1

  11. 14 godzin temu, darekp napisał:

    bo my czcimy przegrane powstania, a nie zwycięstwa.... (nie mówiąc już o tym, że oprócz tylko wojen/bitew etc. warto byłoby świętować jakieś sukcesy naukowe, gospodarcze itp., wiem, że tego niewiele, ale jednak mimo wszystko)

    Nie no, Grunwald wiecznie żywy...:)

    Najważniejsze nasze święto państwowe czyli Dzień Niepodległości to faktycznie rocznica powstania, mało krwawego, a  które przyniosło ogromne korzyści...

    A jeśli chodzi o sukcesy gospodarcze to cóż...dobrze gospodarczo sobie radziliśmy pod obcym butem (zabory), a i okres początkowego i środkowego  PRL-u to też dosyć dynamiczny rozwój gospodarki. Takie powstanie styczniowe, to obok klęski militarnej i politycznej,  przyniosło w zaborze rosyjskim, paradoksalnie,    szybki rozwój przemysłu  i oznaczało awans cywilizacyjny dla milionów Polaków. Podobnie zresztą jak powstanie PRL. Także zależy jak powieje wiatr historii. 


  12. W dniu 12.08.2020 o 01:07, KopalniaWiedzy.pl napisał:

    Zwycięstwo okrzyknięto Cudem nad Wisłą, a pomoc w sukcesie przypisano opiece Najświętszej Maryi Panny, której święto Wniebowzięcia przypadło na kulminacyjny moment zmagań

    Okrzyknęła je endecja, wykorzystując słowa Stanisława Stroińskiego, po to tylko aby uderzyć w Piłsudskiego. Wg. endeckiej propagandy niby trzeba było aż Opatrznośc boskiej, a nie porządnego ordre de batailie i ofiarnego jego wykonania przez żołnierzy, aby pokonać Bolszewika.

    Tak o tym napisał Ignacy Daszyński: 

    Gdyby jenerał Weygand mieszkał w Polsce, co roku Polacy szliby 15 sierpnia do jego drzwi i co roku całowali by go po rękach za to, że to on, a nie Piłsudski zwyciężył [...].Ale ponieważ jen. Weygand mieszka we Francji, więc obmyślono „Cud nad Wisłą”, zrobiono po kolei jen. J. Hallera, Sikorskiego, ks. Skorupkę, a wreszcie Matkę Boską zwycięzcami, byle tylko nie zawdzięczać Piłsudskiemu ocalenia.

    Pomijając już kwestie zasług poszczególnych generałów, a zwłaszcza  sporu historyków  na osi Rozwadowski-Piłsudski, samego Piłsudskiego i jego otoczenie  określenie "cud nad Wisłą" irytowało. Także znając dosadny język Marszałka, zapewne niewybrednie skomentowałby to "dzieło" NBP. 

    Abstrahując od powyższego - współcześni rządzący, którzy patriotyzm odmieniają przez wszystkie przypadki co zrobili aby uczcić to niezwykłe zwycięstwo, które być może zdecydowało o tym, że nie gadamy w urzędowym rosyjskim? Miało powstać muzeum bitwy (w zasadzie  całej wojny), w Ossowie. Troszkę od kolegów historyków, zaznajomionych bliżej z tematem tej inwestycji,     dowiedziałem się jak się do tego  zabrano. I niestety poraz kolejny znowu przypomniał mi się nieśmiertelny kawałek z Barei o koniaczku i słomianych inwes..MIS-iu.

     


  13. W dniu 30.07.2020 o 19:27, cyjanobakteria napisał:

    Everest z tego, co wiem, jest bardzo blisko granicy ludzkiego organizmu. Jeszcze kilkaset metrów więcej, max 10km i nie byłoby mowy o żadnym zdobywaniu szczytu bez butli.

    Dokładnie ta granica to 9200-9400 m n.p.m. gdzie    PO2 mm/Hg <40. Należy jednak pamietać, że wysokość ciśnieniowa jest różna od wysokości bezwględnej, a to ze względu na różną grubość troposfery. Szczyty położone blisko równika mają  niższą wysokość ciśnieniową niż bezwględną, na odwrót przy biegunach.

    W dodatku wys. ciśnieniowa zmienia się wraz z porą roku (dokładnie wpływem  temp.). Jest to szczególne istotne dla alpinistów, którzy chcą zdobyć najwyższe szczyty Ameryki Płn i Antarktydy, odpowiednio Denali i Mt Vinson. O Denali (Mt McKinley), który jest przecież  niskim sześciotysięcznikiem mówi się, że "kopie" w głowę jak niski siedmiotysięcznik. Wg. modelu standardowego w oparciu o  ISO 2533:1975, Denali (6190 m n.p.m.) ma ciśnieine 460 hPa, a Aconcagua (6961 m n.p.m.) ma 413 hPa.  Jednak teoretyczny model atmosferyczny to jedno, a rzeczywista atmosfera to drugie. Zimą wysokość ciśnieniowa dla Denali jest jak dla szczytu ok. 6900 m n.pm. W przypadku Aconcagui te wahnięcia są bardziej  łaskawe. Zimą to jest wys. 7000 m a latem wys. ciśniniowa spada w okolicy 6500 m. Ekstremalny jest przykład Mt Vinson (4892 m n.pm.). Szczyt niewiele wyższe niż Mt Blanc ma zimą wysokość ciśnieniową ok. 6000 m.np.m. 

    W styczniu wys. ciśnieniowa K2 jest taka jak fizyczna wysokość Everestu, więc zimowe zdobycie K2 jest ogromnym wyzwaniem. Do 8611 trzeba jeszcze "doliczyć" w pewien sposob 200-300 m. 

    Dodam, że spore zasługi dla badań nad wpływem wysokości ciśnieniowej na fizjologie człowieka miał i ma Wojskowy Insytut Medycyny Lotniczej w Warszawie. W trakcie  przygotowań do II misji kosmicznej w ramach programu Interkosmos (lot Hermaszewskiego i Klimuka Sojuzem 30 na stacje Salut 6), opracowano urządzenie Fizjotest. Obecnie jest już IV generacji. Składa się min.  z komory ciśnieniowej, ergometru rowerowego Siemens sterowanego przez Fizjotest IV produkcji WIML-Medipan i aparatu rejestrującego wskaźniki krążeniowo-oddechowe  Ergo-Oxyscreen Jaeger.

    A wracając do tematu wątku: Pierwsze zdjęcie powierzchni Marsa  przesłane przez sonde Mariner 4:

    close-up-mars-1965.jpg?1436843510

     

    To pierwsze zdjęcie Marsa z bliska. Uzmysławia jak jednak wielki postęp zrobiliśmy. 

    • Upvote (+1) 2

  14. W dniu 24.07.2020 o 11:07, krzysztof B7QkDkW napisał:

    Do czasu wynalezienia broni dającej możliwość eliminacji więcej niż jednego przeciwnika jednocześnie w znacznej części konfliktów niezależnie od ich skali taktyka wymagała aby obie strony były mniej więcej równe co do liczebności.

    Już paleolityczni łowcy wiedzieli co to zasadzka, podstęp, zaskoczenie. Do tego nie potrzeba przewagi liczebnej, a taktycznego sprytu i determinacji. 

     

    W dniu 24.07.2020 o 11:07, krzysztof B7QkDkW napisał:

    Cały czas nie mówimy o wojownikach w sensie stricto a zdolnych do walki członkach plemienia.

    A jak odróżnić jednych od drugich, zwlaszcza w materiale kopalnym o charkterze niesakralnym? Przypominam, że obowiązek obrony ojczyzny jest powszechny, pomimo zniesienia zasadniczej słżby wojskowej, więc wojownikiem w pewnych okolicznościach może zostać niemal każdy cywil ;)

    Ale chciałby zaznaczyć jedno - wg niektórych, bardz o ciekawych teorii, grupa która w znacznej mierze zadecydowała o sukcesie h. sapiens to byli wojownicy. Badania E. Moreno wskazują, że pierwszą grupą, która opuściła Afryke i po dzisiątkach tysięcy lat, zdominowala w efekcie świat, to  była grupa wojowników. Wojna jest wpisana w nasz sukces ewolucyjny. 

     

    W dniu 24.07.2020 o 11:07, krzysztof B7QkDkW napisał:

    Reszta historii to również wyżynanie po całości. Co Imperium to wyżynało całe społeczności. Od przykładów biblijnych - Stary testament to jedna wielka jatka. Do współczesności - Imperium Osmańskie i wyrżnięcie Ormian. Przy czym należy pamiętać że proporcja napastnik ofiara w tych przypadkach nie wynosił jeden na jeden. Napastników było zawsze wielokrotnie więcej. Śmiertelność wynosiła więc w poszczególnych przypadkach 100%. Jak wojsko przeszło przez wioskę, wioska przestawała istnieć.

    Mimo wszystko, procentowo to był systematyczny spadek liczby ofiar. A im wyższą kulturą techniczną i organizacją aparatu przemocy dysponował napastnik, tym mniejszą liczbą ludzi musiał dysponować. 

     

    W dniu 24.07.2020 o 11:07, krzysztof B7QkDkW napisał:

    Co do  II wojny  podajesz 3%, ale odnosi się to do światowej populacji i ma to być argument za "łagodnieniem". Raz że konflikt ten nie obejmował całego globu, dwa że trudno przyrównywać konflikt pomiędzy dwoma neolitycznymi plemionami i II Wojnę (tu 50% strat tam 3% znaczy mamy tendencję spadkową??)

    Trudno porównać. Dać neolitycznym rolnikom XX wieczną broń, to swoich wrogów wytłukliby do imentu. 

    Za systematyczny spadek brutalizacji odpowiada natomiast  coraz sprawniejszy aparat państwowy. 


  15. W dniu 21.07.2020 o 17:26, krzysztof B7QkDkW napisał:

    No przestań z jakiej alternatywnej rzeczywistości takie konkluzje?

    Z historii, panie kolego. W neolicie, w plemiennych wojenkach,  wyżynano nawet 50 do 70 % populacji. W czasie drugiej wojny światowej , pomimo dysponowania bronią o xxx razy większym potencjale niż tą  z neolitu, zabito "ledwie" 3% populacji. Nawet nasze podwórkowe statystyki wyraźnie wskazują, że ludzkośc łagodnieje. W PL od okresu międzywojennego do dzisiaj  liczba zabójstw spadła w najbardziej skrajnych statystycznie regionach o 5 razy.  My łagodniejemy. Jako ludzie.

     

    W dniu 21.07.2020 o 17:26, krzysztof B7QkDkW napisał:

    Jedynym gwarantem pokoju jest równowaga potencjałów. Wszystkie strony potencjalnego konfliktu muszą byś świadome że jego eskalacja doprowadzi do strat niewspółmiernych do potencjalnych zysków.

    Przez znaczną część historii świata raczej równowagi nie było. Owa równowaga potencjałów to raczej postnapoleoński świat kongresu wiedeńskiego. Zaczął on jednak erodować gwałtownie wraz z I woj. światową, a ta erozja trwa do dziś. 

    W dniu 22.07.2020 o 17:33, Astro napisał:

    Teraz wolta. Kosowo

    Właśnie. Całe to trzymanie bałkańskich narodów pod butem, w imię równowagii potencjałów mocarstw, doprowadziło w zncznej części do bałkańskiego kotła. 

    Oczywiście swój w znacznym stopniu negatywny wpływ miały jeszcze kwestie religijne. 


  16. W cytowanym artykule są jednak głosy sceptyczne, jak ten François Lanoë. Młodsze narzędzia mogły zostać  przemieszczone do starszych warstw poprzez  działanie czynników zewnętrznych, np. zwierząt. 

     Niewykluczone, że miało miejsce wiele nieudanych fal kolonizacji, które nie pozostawiły śladów genetycznych u współczesnej ludności, mówi Ardelean.

     Przestrzenie Ameryki Północnej nie dawały takiego bonusu jak ocieplana przez ciepłe prądy oceaniczne Europa. Nie wiem czy można tam wyróżnić glacjalne refugia, które występowały np. w Europie. A i tamtejsza megafauna to nie były przytulaki ;)

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Niedźwiedź_krótkopyski#/media/Plik:ArctodusSimusReconstruct.jpg

    W dniu 23.07.2020 o 01:37, KopalniaWiedzy.pl napisał:

    Historia zasiedlenia Ameryk przez człowieka to ostatni święty Graal współczesnej archeologii.

    Chyba tylko amerykańskiej. 


  17. Jest jeszcze kwestia 

    W dniu 20.07.2020 o 14:15, darekp napisał:

    Druga jest kwantowa i robi prawdziwą kwantową teleportację obiektów

    A co z hipotezą  kwantowej natury mózgu i przeniesieniem ludzkiej świadomości (splątanie kwantowe) w dowolne "miejsce" czasoprzestrzeni? (hipoteza Hamerhoffa-Penrosa o kwantowej naturze mikrotubuli).

    Nie trzebaby było, o ile dobrze to rozumiem, teleportować mózgu, bo "ta druga" świadomość już tam jest:

    https://mlodytechnik.pl/technika/28383-kto-jest-swiadomy-my-czy-czasoprzestrzen

    Cyt z art:

    "Obecność mikrotubuli w hipotezie Penrose'a - Hameroffa modyfikuje lokalnie czasoprzestrzeń. Ona "wie" o tym, że jesteśmy i może na nas wpływać, zmieniając kwantowe stany w mikrotubulach. Da się z tego wywieźć egzotycznie brzmiące wnioski. Na przykład takie, że wszelkie zmiany struktury materii w naszej części czasoprzestrzeni dokonane przez świadomość, bez opóźnienia w czasie, teoretycznie mogłyby zostać odnotowane w dowolnie odległej części czasoprzestrzeni, np. w innej galaktyce."

    Można oczywiście podchodzić do tego sceptycznie gdyż :

    "Fizycy jednak byli i są sceptyczni wobec kwantowych hipotez dotyczących mózgu. Nawet bowiem w laboratoryjnych warunkach kriogenicznych utrzymanie koherencji stanów kwantowych dłużej niż ułamek sekundy to wielkie wyzwanie. A co dopiero w ciepłej i wilgotnej tkance mózgowej?"

    Ale:

    "Jednak zdaniem Matthew Fishera z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, cytowanego w tym samym grudniowym artykule "New Scientist", problem koherencji mamy szansę rozwiązać dopiero wtedy, jeśli zejdziemy niżej, na poziom spinów atomowych. Konkretnie ma on na myśli spin w jądrach atomowych fosforu występującego w cząsteczkach związków chemicznych ważnych dla funkcjonowania mózgu. Fisher zidentyfikował pewne reakcje chemiczne, zachodzące w mózgu, wytwarzające teoretycznie fosforanowe jony w stanach splątania. Sam Roger Penrose uznał te obserwacje za obiecujące, choć wciąż woli hipotezę mikrotubuli."

    Jest jeszcze kwestia produkcji biofotonów w mózgu. Być może część komunikacji w mózgu oparta jest o sygnały optyczne. Biofotony mogłyby być splątane kwantowo.

    Powyższe hipotezy (choć produkcja bifotonów ) to fakt:

    https://www.technologyreview.com/2017/09/06/149285/are-there-optical-communication-channels-in-our-brains/

    byłyby natomiast też ukojeniem dla wierzących, bo w jakiś sposób można byłoby wytłumaczyć istnienie "duszy",  jako naszej świadomości istniejącej także  pozacieleśnie. 

     

     

    • Upvote (+1) 1

  18. Sam teleskop (jako lustro + bebechy) JWST jest gotowy do pracy w zasadzie  od 2017 r. Największym wyzwaniem okazała się  jednak osłona przeciwsłoneczna. Z 300 punktów potencjalnych awarii aż 150 dotyczy osłony! Makabra.

    Niestety inaczej się nie dało, owiewka Ariane 5 ma swoje ogranczenia. Początkowy, śmiesznie niski budżet był częścią  polityki Goldina, ówczesnego administatora NASA zgodnie z którym misje NASA miały być projektowane "szybko, tanio, skutecznie". To była fascynacja Doliną Krzemową. O ile taka polityka doprowadziła do obniżenia kosztów wielu programow, to ponoć już wtedy w NASA część zdawała sobie sprawę, że ten program będzie przynajmiej dwukrotnie droższy niż Huble. I tak jest  w istocie. Tylko jeśli  wtedy powiedzianoby, że potrzebujemy na Webba jakieś 10 mld $, to Kongres nie przyznałby takich pieniędzy. Taki realpolityk w wykonaniu NASA.

    Sam teleskop stał się także zakładnikiem naukowców, z których większość traktowała dostęp do JWST jako "ostatni etap kariery". I w ten sposób złożoność projektu ogromnie wzrastała. 

    Głównym wykonawcą JWST jest Northrop Grumann. Firma wcześniej nie miała żadnego doświadczenia w budowie teleskopów. W projekt weszła przejmując korporocje TRW, odpowiedzialną za wczesne pracę nad JWST, mającą na koncie obserwatorium Chandra czy wreszcie poczciwe Pioniery. Ale najważniejsze, że TRW projektowałai budowała  satelity Orion SIGINT, ściśle tajne satelity szpiegowskie. Te są wyposażane w rozkładane czasze o szacunkowej średnicy nawet 100 metrów. I właśnie ta umiejetnosć TRW to była największa wartość dodana. 

    Mimo wszystko złożoność najbardziej skomplikowanego obiektu jaki ludzkość wyniesie w Kosmos, była i jest wyzwaniem nawet dla speców z TRW. 

    Choć jest jeszcze jedna możliwość. TRW projektując satelity SIGINT z całą pewością, przynajmniej w części, była opłacana z tzw. czarnego budżetu Pentagonu. Tylko w 2016 r czarny budżet wyniósł blisko 68 mld$. Po prostu TRW mogło mieć o wiele większy budżet niż kasa z NASA. A  w projekcie  JWST najwięcej idzie na wydatki dla wysokowykwalifikowanej kadry - ktoś musi przperowadzić te  tysiące testów. 

    • Upvote (+1) 1

  19. W dniu 6.07.2020 o 13:57, cyjanobakteria napisał:

    Porównanie do broni palnej nie jest trafne

    Ja bym napisał nawet, że z d...albo kompletnie od czapy. 

    Już pod koniec średniowiecza łuki zaczęły uchodzić za broń całkowicie anarchroniczną. 

    W dniu 6.07.2020 o 13:31, KopalniaWiedzy.pl napisał:

    Szczególnie odznaczył się w czasie bitwy pod Agincourt (1415), kiedy to 1500 rycerzy i 7000 łuczników pokonało francuską armię liczącą 14–15 tysięcy żołnierzy.

    No tak ale wśród Francuzów było też sporo  łuczników bo aż   4 tyś   ;)(przynajmniej wg. kroniki wg Jehana de Waurina). Przyczyny klęski Francuzów  były o wiele bardziej skomplikowane niż tylko użycie długiego łuku. 

    Całkiem ciekawa analiza (łuk, Azincourt), acz mam wątpliwosci czy rzeczywiście angielskie flanki pod Azincourt były dobrze osłaniane przez las:

    https://mitowiecze.wordpress.com/2012/08/06/dassafasdfsdfd/

    Energia kinetyczna kuli z  nawet wczesnej broni palnej była nieporównaine wyższa od energi strzały z łuku. Badania eksperymentalne karabinów czarnoprocohwych ze zbrojowni z Grazu (jednej z najwspanialszej w Europie), wskazują, że kula wystrzelona z holenderskiego  ciężkiego muszkietu lontowego z pocz. XVII w. dysponowała energią kinetyczną tuż po opuszczeniu lufy (ok 420/ 440 m/s), nawet dwukrotnie większą od pocisku 7,62x39 mm (czyli z kałacha). Aczkolwiek trzeba pamietać iż była to broń gładkolufowa, a mało aerodynamiczne kształty pocisku, brak ruchu wirowego, powodował błyskawiczny spadek energii pocisku (dlatego taką rewolucją było masowe wprowadzenie broni gwintowanej). 

    Wspólczesne kompozytowe łuki bloczkowe osiągają ok. 100 m/s prędkości wylotowej. 4x mniej od prymitywnej broni palnej z przełomu XVI, XVII w. 

    Kiedy dostrzeżono jaka moc tkwi w prostej chemii, szybko porzucono łuki. Ich jedyną przewagą była szybkostrzelność, całkowicie wyeliminowana w XIX w wraz z wprowadzeniem broni odtylcowej. W Europie bojowo ostatni raz zastosowano łuki podczas kampanii napoleońskiej, w Ameryce Płn. Indianie szybko poznali sie na mocy broni palnej, szybko porzucając jak się da łuki i włócznie. 

     Łuki były równie podatne na warunki atmosferyczne co wczesna  broń palna (wpływ ograniczono przez wprowadzenie zamka kołowego, skałkowego, a wyeliminowano przez kapiszonowy), oferowały mniejszą siłę penetracji zbroi i wymagały znacznie dłuższego szkolenia. 

     

     

    W dniu 6.07.2020 o 13:57, cyjanobakteria napisał:

     Łuk można porównywać z bronią palną jedynie w przypadku trafień w niechronione części ciała

    W medycynie obecnie podział jest na rany postrzałowe  niskoenergetyczne rany gdzie prędkośc wynosi >600 /s i wysokoenergetyczne gdzie  jest <600 m/s .

    Przy balistyce żywego celu w przypadku broni wysokoenergetycznej kluczowy jest szok hydrostatyczny i powstanie kanału chwilowego. To on jest bardzo śmertelny z pwodu rozległości obrażeń. 

    Tyle, że prędkości rzędu 600 m/s z łuku są nawet dzisiaj nie osiągane. 

    43 minuty temu, venator napisał:

    >600 /s i wysokoenergetyczne gdzie  jest <600 m/s .

    :rolleyes: kurtka na wacie. Powinno być na odwrót. 


  20.  

    W dniu 5.07.2020 o 09:29, lester napisał:

    Ludzie są jednak dziwni. 100-200 k$ za kawałki tworzywa, których dotykały 'czcigodne' dłonie Armstronga i Aldrina,

    Część traktuje to po prostu jako lokatę kapitału, a część jako ekstrawagancje np. spełnienie marzeń z dziecinśtwa. Na Księżyc nie poleciałem za to mam joystick z Apollo 11.  Kto bogatemu zabroni? ;)

    Ale nie doszukiwałbym się tu jakiś wielkich ekstrawagancji. Poza tym takie zaawansowane kolekcjonerstwo wymaga jednak włożenia sporo wiedzy w kolekcjonowaną materię. 

    To RHC z misji Apollo 14:

    8h3s3d6qg30rUDyIhPZObsFJKNG0i4y_EX0-972v

     

    A tak ogólnie uważam  to za rewelacyjny zabytek. Zwłaszcza, że ma taki kontekst historyczny!


  21. W nawiązaniu do tematu wrzucam link do kalkulatora szans istnienia obcej cywizacji.  Kalkulator jest oparty o dwa modele, znane już równanie Drak'a  oraz nowy o model, który jest przedmiotem tej dyskusji:

    https://www.omnicalculator.com/physics/alien-civilization

    Nowy model, którzy autorzy artykułu o którym jest dyskusja,  Westby i Conselice nawzwali astrobiologicznymi granicami kopernikańskimi, opiera się o następujące równanie:

    N = N* * fL * fHZ * fM * (L/τ')

    Więcej tu:

    https://www.omnicalculator.com/physics/alien-civilization#the-astrobiological-copernican-limits-a-new-perspective

    Najbardziej w tym wszystkim problematyczna jest liczba L - czyli średni czas życia zaawansowanej, komunikatywnej cywilizacji, bo inne kwestie prędzej czy później da zapewne  się, choćby  z dużym prawdopodobieństwem, ogarnąć.

    Jeśli chodzi o cywilizacje to otwarte pozostają kwestię co znaczy zaawansowana  i komunikatywna, ale przede wszystkim średni czas trwania?

    Tutaj zawodzą nawet ziemskie analogii. Cesarstwo rzymskie upadło, ale częśc jego  spuścizny w znacznym stopniu przeniknęła do późniejszego, na pierwszy rzut oka mniej zaawansowanego świata. 

    To ewidentna słabość owego równania. Niestety. Tutaj sceptycy maja racje. 

    Ciekawe jest wzięcie natomiast pod uwagę metaliczności gwiazd. 

     

    Ps. W "Kontakcie"  Carla Sagana zaawansowana cywilizacja pochodziła z systemu Wegi. Wg. owego kalkulatora szanse na zaistnienie tam cywilizacji zdolnej do kontaktu z nami są jak 1:14 mln. Mniej niż szansa na szóstkę w totka. Kurcze, jednak samotnośc...Choć może to dobrze?

    A tak to miłej zabawy...:)

×
×
  • Create New...