Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

venator

Users
  • Content Count

    100
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Posts posted by venator


  1. 16 godzin temu, Antylogik napisał:

    Ty nie o nauce, a raczej niewiedzy. W fizyce nierelatywistycznej prędkość światła jest nieskończona i masz odpowiedź na swoje pytanie. Dosłownie.

    Na które moje pytanie? Ja się pytałem o neandertalczyka. 

    Popełniłem błąd,  za mało precyzyjnie napisałem to zdanie - powinienem dodać, że w myśl zasad fizyki relatywistycznej nie da się...mea culpa

     

    Cytat

    A teraz przemyśl jeszcze raz mój poprzedni komentarz.

    Przemyślałem ponownie i jeśli mamy być tak dokładni to jednak  podtrzymuje. Ontologicznie nieskończoność to pojęcie filozoficzne, podobnie jak zdrowy rozsądek. A jednak o filozofi.

    Kajam się jednak z powodu mojej "raczej niewiedzy". Gdyby nie był to wątek poświęcony neandertalczykowi, to korzystając z obecności takiego zacnego dydaktyka,  poprosiłbym    o przewodnictwo po manowcach  newtenowskiej mechaniki  klasycznej i całych tych nieskończonościach. 


  2. 1 godzinę temu, Antylogik napisał:

    A można przekroczyć nieskończoność? Jeśli nie, to nie można tego pogodzić ze zdrowym rozsądkiem?

    Ja o naucę, a Ty o filozofii.

    A powracając do neandertalczyka,  zapewne kierował się zdrowym rozsądkiem (i oczywiście instynktem), tylko czy i w jakim zakresie zadawał sobie pytanie o otaczający świat?

    Czy gdyby nie wyginął, byłby w stanie dokonać takiego postępu technologicznego jak jego kuzyni, choćby w późnym  paleolicie?


  3. Jest to przyszłość medycyny. O zbawiennym wpływie niskiej temperatury mówi także ten przypadek:

    http://off.sport.pl/off/1,111379,20570623,akcja-w-wielkiej-swistowce-serce-speleolozki-nie-bilo-prawie.html

    Temperatura głęboka ciała poszkodowanej taterniczki wynosiła 16,9 st C, serce nie biło przez 6 h i 45 min, pod krążenie pozaustrojowe była podpieta przez 91 h. W trakcie trwającego blisko 3,5h  godz. transportu, robot do RKO, Auto Puls, wskutek śnieżycy co chwila się zacinał, także RKO ręcznie wykonywali ratownicy  (jadąc cały czas na saniach). Saturacja krwi  nie była na pewno dostateczna. Mimo to dziewczyna wyszła z tego obronną ręką. Trzy lata po wypadku przebiegła maraton.


  4. 5 godzin temu, 3grosze napisał:

    Ok,  sam Einstein to nie mieszanina, ale z Lorentzem i Minkowskim już tak, i jak wrzucimy im składanie prędkości wg transformacji Galileusza, to mamy zamieszanie gdzie v osiąga niemożliwe >c, więc  0,9+0,7 może się równać 1 (no, prawie jeden). :P

    W naukach formalnych, oprócz matematyki istnieje jeszcze tylko logika. I przecież na niej opiera się teoria względności i relatywistyczne składanie prędkości. Jest pewnikiem, że nie da się pogodzić zasady nieprzekraczalności światła z nierelatywistycznym, klasycznym prawem dodawania prędkości. 

    Mnie chodziło jedynie o to, że tylko w naukach formalnych da się postawić takie "pewniki".

    Bo gdyby ktoś udanie podważył wynik równania 2+2, to  byłoby to zburzenie fundamentów naszej cywilizacji. :)


  5. Godzinę temu, venator napisał:

    zuborzenia

    Dopiero teraz zauważyłem. Mea culpa :blink::ph34r:

    Godzinę temu, 3grosze napisał:

    Bezapelacyjnie obiektywne jest następstwo tych zjawisk, ale wykazanie twardej więzi przyczynowo-skutkowej trudno dowieść empirycznie. Jak zwykle w archeo.;)

    Jasne -> 100% pewne wyniki możemy jedynie uzykać w naukach formalnych, bo 2+2 zawsze równa się 4 ;)

     W naukach empirycznych oczywiście nie. 

     Po budowie anatomicznej neandertalczyka i dzięki badaniom zmian klimatyczno-środowiskowych  można jednak wnioskować, że jego wyspecjalizowanie przyczyniło się, najprawdopodobniej w sposób istotny,  do jego zagłady.


  6. Podobne wnioski wysuwali badacze już 10 lat  temu:

    https://archeowiesci.pl/2009/07/25/neandertalczykow-bylo-bardzo-malo/

    Mnie interesuje następująca rzecz: wyginięcie neandertalczyków nastapiło w okresie MIS 3 (stadia izotopowe tlenu, 60-27 cal ka BP)), który charakteryzował się niezwykle gwałtownymi zmianami klimatu, oczywiście  w skali geologicznej. Okresy ociepleń były krótkie lecz bardzo gwałtowne, natomiast okresy zimne były  coraz dłuższe i suchsze (susza glacjalna). Aż doszło do maksimum zlodowacenia ok 27,5 cal ka - 19 cal ka  BP.

    To właśnie w owym okresie dochodziło do zmian, które przyczyniły się do zaniku 10 z 20 gatunków megafauny stepotundry. Bynajmniej nie był to homo sapiens (może jedynie lokalnie, już po naturalnym obniżeniu liczebności danej populacji), a presja środowiskowo-klimatyczna.  Doprowadziła ona  różne gatunki do izolacji geograficznej poszczególnych grup, a w efekcie do zuborzenia zmienności genetycznej. Niedźwiedź jaskiniowy wyginął już 27 cal ka BP, natomiast żyjący obok  jego dalszy kuzyn, niedźwiedź brunatny, umiejący łatwo dostosować się do różnych biotopów,  odniósł znaczący sukces ewolucyjny. Podobnych przykłaów jest więcej. 

    W świetle powyższego bardzo możliwe, że przyczyną wymarcia neandertalczyków była  nieumiejętność dostosowania się do coraz szybciej zmieniających się warunków klimatycznych.

    A w owym okresie warunki radykalnie potrafiły się zmienić w okresie obejmującym jedno-dwa pokolenia.

    W efekcie, neandertalczycy zostali zepchnięci przez presję klimatyczną do środowiskowych refugiów, a tam odizolowani od pozostałych grup, ulegli zagładzie. Raczej naturalnej. 


  7. 17 godzin temu, Jajcenty napisał:

    Skan 3D pozwala jedynie na stworzenie precyzyjnej cyfrowej kopii, tu nie mam wątpliwości,  ale ubranie modelu czaszki w miękkie tkanki i skórę, odtworzenie nosa i uszu to już raczej domena artystów? 

    Rozumiem w pełni Twoje wątpliwości, ale metoda oparta na 3D to przecież cyfrowe pogłębienie metody Gierasimowa, która przecież jest zbudowana na całkiem sensownych przesłankach. Teraz pozyskano do tego potężne narzędzie w postaci   precyzyji pomiaru i mocy przeliczeniowej komputerów. 

     

    Cytat

    Rekonstrukcje policyjne porównane z faktycznym zdjęciami ofiar bardzo mnie rozczarowały. IMHO nie można ufać tej technice.

    Zależy czego oczekiwałeś.

     

    13 godzin temu, Anna Błońska napisał:

    Bardzo ciekawie o rozwoju antropologii sądowej pisze Emily Craig, uczennica twórcy Trupiej Farmy, w książce "Tajemnice wydarte zmarłym". Świetnie się ją czyta, a przy okazji rozwój tej dziedziny i jej ograniczenia są przedstawione w długiej perspektywie czasowej. Naprawdę polecam.

    Wiem już, że pod poduszką na 6 grudnia nie będzie tradycyjnie  wody po goleniu, a ta pozycja :)

    • Upvote (+1) 1

  8. W dniu 31.08.2016 o 10:59, darekp napisał:

    Swoją drogą, ciekawe, że nikt nie wziął się za zrekonstruowanie w podobny sposób wyglądu wszystkich (polskich) postaci historycznych, których szczątki się zachowały do dziś. Zamiast tego np. na Wikipedii są portrety autorstwa Matejki, który pewnie musiał często dorabiać swoją własną fantazją (https://pl.wikipedia.org/wiki/Jadwiga_Andegawe%C5%84ska chociażby).

    Byłoby świetne gdyby zatrudnić choćby Oscara Nillsona. Tu niektóre jego pracę:

    https://www.boredpanda.com/forensic-arts-reconstructions-history-sculpting-oscar-nilsson/?utm_source=google&utm_medium=organic&utm_campaign=organic

    Są genialne!. W dodtku, mając dostęp do DNA mozna byłoby odtworzyć kolor włosów, oczu, karnację...Tyle, że do ich wykonania trzeba mieć czaszke aby zrobić na jej podstawie drukowany model 3D. A więc trzeba by było otworzyć ponownie królewskie  grobowce . Może w niedalekiej przyszłości...oby. 

    Ale i Matejko wykonał solidną pracę. O badaniach szczątków Jadwigi,  w których  uczestniczył Matejko w 1887 r, mało wiadomo. Dokładne badania  przeprowadzono dopiero w 1949 r. 

    Natomiast badania szczątków króla Kazimierza Wielkiego były skrupulatne i wykorzystywały maksimum wiedzy jaką posiadano w 1869. To był i tak przełom, bo konserwatyści uważali, że badanie szczątków królewskich, niczym szkieletów  zwierząt, było niegodne króla. Matejko uczestniczył w oględzinach czaszki króla  jaką wykonali prof. anatomii Antoni Kozubowski i lekarz prof. Józef Majer, obydwaj z UJ. Wymiary i kształt czaszki jest znany (czaszka długa), Matejko ją odrysował, wykonał szkic czaszki i na tej podstawie szkic głowy,  więc ogólny wygląd króla powinien w miarę  się zgadzać  z wizerunkami Matejki. Dzieki pomiarom kości długich wiadomo jakim wzrostem dysponował Kazimierz (od 168 do 180 cm, wg. różnych przeliczników). Uśredniając miał ok. 175 cm wzrostu co zgadzałoby się z  tym co o sylwetce Kazimeirza napisał Długosz- statura elevata (podwyższonego, wysokiego wzrostu/ pamietając, że to Średniowiecze). 

    Ps.Oczywiście rysunki Matejki to nie rekonstrukcja twarzy. Tę jako pierwszy przeprowadził His w 1894 r, rekonstruując twarz J.S. Bacha. Dziś coraz częściej używa się skanerów 3D. Laser uderza i  odbija się od ok 50 tyś punktów na  czaszce, która się obraca.  To pozwala na wykonanie niezwykle precyzjnej  podobizny człowieka. 

    • Upvote (+1) 1

  9. W dniu 16.08.2019 o 19:32, JanuszBa napisał:

    W takim oto świecie przyszło nam żyć

    Właśnie w takim:

    https://ourworldindata.org/what-is-the-safest-form-of-energy

    Dane pochodzą z prestiżowego, recenzowanego  pisma medycznego "The Lancet".  Produkcja energi z węgla brunatnego powoduje 442 razy więcej zgonów na jednostke energii, niż z energetyki jądrowej. Niewiele lepiej niż z brunantnym, jest z kamiennym. Jest tam też wiele innych ciekawych danych, które wskazuja jasno - energetyka jądrowa to nabezpiecznniejsze (choć nie 100% bezpieczne) źródło energii. 

    A jeśli chodzi o Fukushime, to na etapie projektowania inżynierowie TEPCO popełnili błędy - falochron miał jedynie 6,1 m wys., bo uwzględniono tylko dane o wysokości tsunami  dla prefektury Fukushima. Zignorowano fakt, że historycznie tsunami w rejonie Japonii miało nawet dwukrotnie większą wysokość, a miejscami nawet więcej. No i ta nieszczęsna lokalizacja awaryjnych agregatów dieslowskich - pod poziomem gruntu, błędy w projektowaniu instalacji awaryjnej. 

    Tutaj przyczyna wybuchu w Fukushimie :

    https://www.scientificamerican.com/article/partial-meltdowns-hydrogen-explosions-at-fukushima-nuclear-power-plant/

     

    • Upvote (+1) 1

  10. 22 godziny temu, Anna Błońska napisał:

    Spróbuję dowiedzieć się czegoś w Muzeum; na razie wysłałam tylko maila z pytaniem, czy grot był żelazny.

    Mocno zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Był to najlepszy surowiec do tego typu zastosowania, a 85% uzbrojenia z tamtego okresu to groty broni drzewcowej. To był podstawowy sposób walki barbarzyńców. Tacyt włócznie barbarzyńców nazywał framea.  Ponadto:

    "Tutejsi wojownicy rzadko akcep-towali broń wykonaną z surowców innych niżżelazo, np. srebro tolerowano wyłącznie jakosurowiec do inkrustacji grotów i mieczy. Nawet pochwy importowanych mieczy rzymskichoprawiano na miejscu w żelazne, okucia,niekiedy naśladujące rozwiązania rzymskie."

    Źródło: https://www.academia.edu/2073321/Ludzie_z_żelaza._Wojownicy_z_okresu_wpływów_rzymskich_na_ziemiach_Polski_Z_Otchłani_Wieków_vol._61_1-2_2006_p._54-70_

    Cytowany artykuł, świetnego zresztą archeologa, dotyczy akurat głównie  kutury przeworskiej, dominującej w owym okresie (1800 lat temu) na większej części ziem polskich. Wzmiankowany grot pochodzi z rejonów zdominowanych w owym okresie przez sąsiednią kulturę wielbarską, kojarzoną z Gotami, ale nie sądze aby tamtejsi wojownicy  stosowali inny materiał. W tamym okresie nastąpił szczyt możliwości produkcyjnych świetokrzyskiego ośrodka hutniczego. Żelazo lało się strumieniami, a społeczeństwa zamieszkujące nasze ziemie silnie się militaryzowały. Wkrótce ruszyły na Imperium Romanum. 

    Ten okres to czas wojen markomańskich (jedna z bitew tych wojen  jest w epicki sposób ukazana w pierwszych sekwencjach "Gladiatora" Scotta), gdy napłynęło na nasze ziemie mnóstwo dobrej jakości broni rzymskiej. Tyle, że dotyczyło to mieczy, wykonanych techniką dziwerowania - skuwania żelaza i stali o róznych właściwosciach.  

    • Upvote (+1) 1

  11. Twój błąd co najwyżej w niefortunnym tytule.  Pani Profesor się pospieszyła zaś z  oceną artefaktu, którego klasyfikacja jest rzeczą niezmiernie trudną:

    "Zebrane zabytki datowane są na wieki od VI do XII, przy czym zdecydowanie przeważają egzemplarze odkryte na cmentarzyskach z VI—VIII (—IX) w. Datowanie to opiera się jednak najczęściej na chronologii towarzyszących zabytków lub całego stanowiska. Same groty są bowiem nieczułe chronologicznie. W datowaniu konkretnych zabytków bardzo pomocne mogłyby być zdobienia, tych jednak prócz jednego zabytku (Elbląg st. 20)... "

    Źródło: http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Komunikaty_Mazursko_Warminskie/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r2002-t-n2/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r2002-t-n2-s155-188/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r2002-t-n2-s155-188.pdf

    Tu mamy jeden artefakt, bez żadnego kontekstu. Taki Nadolski, wybitny bronioznawca Średniowiecza, sam przyznaje, że jego typ V klasyfikacji grotów (używany powszechnie w X-XIII) , ma kształt uniwersalny, nawiązujący do czasów jeszcze rzymskich. Od konserwatora wojewódzkiego wymaga się więc większej ostrożności i bardziej naukowego podejścia.

    • Haha 1

  12. Jeśli analizy wykazały, że grot ma 1800 lat, to mowa tutaj o czasach starożytnych (okres wpływów rzymskich), a nie  wczesnośredniowieczu. Więc pani konserwator, z tytułem naukowym profesora, powinna zdecydowanie bardziej uważnie dobierać słowa. Zwałszcza, że jest konserwatorem wojewódzkim.


  13. 23 minuty temu, darekp napisał:

    Zdaje się (pisali o tym jacyś wolnorynkowcy, możliwe, że Gwiazdowski, nie mam teraz możliwości szukać w internecie), że średniowieczni scholastycy dość mocno rozwinęli coś w rodzaju teorii ekonomi wolnorynkowej, byli blisko sformułowania jej w takiej postaci, jak to później zrobił Adam Smith. Z tym, że scholastycy to już późniejszy okres chyba (tak mniej więcej chyba 13-ty wiek i później, tak jak wspomniani przez Ciebie waldensi/albigensi).

    Jeśli już szukać powiązań, to w spolecznym charakterze pracy i wypracowanej własności oraz idei sprawiedliwej płacy. Wg, Smitha bogactwo indywidualne wpływało na bogactwo ogółu, a godziwa płaca zachęcała do pracy wydajniejszej. Pod tym względem wpisywało się to poglądy św. Tomasza z Akwinu, który dopuszczał bogacenie się, bye  by było godziwe.

    Tylko, że prace św. Tomasza miały pogodzić przeciwstwne stanowiska różnych warstw kleru i były jakimś zabezpieceniem przed herezjami (albigensi, waldensi) i faktycznie był to XIII w.

     Na tym też KK oparł w XIX/XX w. idee funkcji społecznych bogactwa indywidualnego (własności)  w encyklikach Leona XIII, Piusa XI i poozstałych, co z kolei było przeciwagą dla idei komunizmu.


  14. Owszem. W X w. komputacje kanoniczną roszerzono do 7 pokolenia, po czym złagodzono to do 4 pokolenia na Soborze Laterańskim w 1215 r. Tyle, że jakie miało to przełożenie na indywidualizacje jednostki? Św Augustyn uważał, że własnośc prywatna jest skażona grzechem pierworodnym, ogólnie Ewangelia potępiała boactwo i dobra doczesne, a Doktorowie Kościoła średniowiecznego tylko łagodzili ów ewngeliczny  przekaz. Z czasem hierarchowie Kościoła, jako beneficjenci systemu feudalnego, zaczęli pochwalać bogacenie się i posiadanie rzeczy prywatnych, z kolei doły kleru wprost przeciwnie - mieli  skłonność do silnej krytki własności prywatnej, z czego rozwinęły się różne radykalne ruchy jak albigensów, waldensów etc.

    Były to założenia wprost przeciwne ideom sprzyjającym rozwojowi gospodarki towaro-pieniężnej, a więc indywidualzcji jednostki.

    Rozumiem jednak  idee przyświecającą autorom przedstawionej hipotezy, "fermentu intelektualnego". Być może w pracy jest ukazany szczegółowy przebieg działań Kościoła rozbijającego dawne, plemienne zwyczaje. Chciałbym zwrócić jednak uwagę na fakt, że barbarzyńcy, którzy stopniowo opanowywali Rzym, nie wchodzili w próżnie. Olbrzymi wpływ miała na nich spuścizna rzymska.

    Ograniczenie "kazirodztwa" Kościół oparł min.  na germańskich prawach szczepowych, prawa spadkowych parantel,  z których najwcześniejszym i najważniejszym było Lex Salica (Prawo Zwyczajowe Franków Salickich). Germańscy barbarzyńcy, wchodzać na dawne tereny rzymskie, zetkneli się z bogactwem cywilnego prawa rzymskiego i mniej lub bardziej udolnie zaczęli je implementować. Wprowadzili np. zwyczaj dziedziczenia testamentowego, również przez kobiety, co było uderzeniem w fundamenty społeczeństwa plemiennego. 

    Kościół był w tej kwestii z całą pewnością pośrednikiem, zapewniał wykształconą kadrę. Rzymscy księża musieli zapewne stawać na głowie aby przekuć na łacinę prawa germańskie, prawa z całkowcie innego świata. Sprawę komplikował fakt, że w średniowiecznej (i starożytnej) Europie prawo było osobowe. Rzymianin-mieszkaniec państwa Franków podlegał prawu rzymskiemu, jego sąsiad Germanin prawu barbarzyńców (Leges barbarorum). Mieszało się to jak w kotle. Inicjatywa unifikacji tych praw  była jednak po stronie świeckich władców germańskich, dla których system feudalny była bardzo atrakcyjny. Kościół był natomiast  do tego  dobrym narzędziem. 

    31 minut temu, venator napisał:

    Olbrzymi wpływ miała na nich spuścizna rzymska.

    Ps. Może trochę na wyrost, bo życie gospodarcze i społeczne było u Germanów dużo bardziej prymitywne. Lepsze słowo było "pewien", "znaczący?" wpływ.


  15. 1 godzinę temu, darekp napisał:

    A kiedy rozpoczął to ingerowanie? Chyba sporo wcześniej niż 1563 (tak by wynikało z pozostałych informacji)?

    Oczywiście, że dużo wcześniej. Dat konkretnych nie ma, ale zapewne w państwach chrześcijańskich już w starożytności,  .

    Tyle, że była to implementacja już istniejącego cywilnego prawa rzymskiego. Później Kościół  implementował germańskie prawo szczepowe. Z przedstawionej wyżej hipotezy wynikało natomiast jakby ludzie, przed ingerencją Kościoła chrześcijanskiego nie zdawali sobie sprawy z ryzyka związkow kazirodczych. W toku ewolucji społeczeństwa plemiennego na pewno zaczęto zdawać sobie sprawę z istnienia "złej krwi". Choć np. Stary Testament nie zaprząta sobie głowy odpowiedzią na pytanie skąd wzięła się żona Kaina?


  16. Mnie chodziło o włoskie firmy, a szczególnie o Astaldi, bo oni robią wiele skomplikowanych obiektów inzynieryjnych - metro w Warszawie, tunel POW, tunel Zakopianki. Druga ze znanych firm - Salini to jdnak  dno i dwa metry mułu. Wielki koncern, któy w Polsce objął model "teczkowego" prowadzenia biznesu.

    A wzmiankowany przez Ciebie wiadukt budował Budimex (firma polska), za 43,5% budżetu (najdroższa  oferta to było 58% budżetu). W dotatku rysa powstała na obiekcie tw. charakterystycznym, taka była maniera wtedy, żeby na każdym węźle powstawał taki obiekt -więc ciężko tu o unifikacje obiektu. Z tego co widziałem na zdjęciach, to ten obiekt ma niezbyt szczęśliwe rozwiązanie - elementy nośne są jednocześnie barierą dla pojazdów. Może uderzyła w to ciężarówka? Póki nie ma oceny to nie ma spekulować.


  17. Bariery MOSE, które miały wytrzymać ok. 100 lat, rdzewieją w zastraszającym tempie już po 9 latach, a system jest niesprawny. W 2010  r. dopuszczono zmianę materiału na  niezgodny  z projektem. Gościu, który sie pod tym podpisał wziął 900 tyś euro w łape. Łącznie arestowano już 35 osób zamieszanych w proceder, w tym byłego gubernatora. W tle mafia z Sycylii, Cosa Nostra. Ale na północy Włoch to łokciami rozpycha inna z tych trzech wielkich, Ndrangheta. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że włoska  branża budowlana jest silnie powiązana z mafiami. Miejmy nadzieje, że w Polsce robią dobrze...


  18. W dniu 18.11.2019 o 09:34, Warai Otoko napisał:

    to nadal hipoteza że był to wpływ znaczny wydaje się być sensowna.

    Ja uważam, że zdecydowanie na wyrost. 

    Przez zdecydowaną część Średniowiecza, małżeństwo miało charakter świeckiego kontraktu, w którym naistotniejszą częścią było posiadanie majatku. 

    Tylko w najbardziej pierwotnych społeczeństwach plemiennych dominującym typem małżenstwa był raptus, czyli fizyczne uprowadzenie kobiety przez mężczyznę. Jednak już w czasach barbaricum, jak pisał Tacyt w "Germanii" w I n.e., u Germanów głównym typem małżeństwa było kupno żony, w której formą zapłaty były dary (pretium emptionis) a więc forma umowy handlowej (oczywiście symboliczne zaślubiny też były). Z czasem przekształciło się to w nabycie prawa nad żoną. Tak czy siak trzeba było posiadać majątek aby zawrzć małżeństwo.

    W zachodnim Kościele, również w Polsce, świecki charakter małżeństwa (oczywiście z coraz większą ingerencją Kościoła) utrzymał się zasadniczo  do 1563 r. Po Soborze Trydenckim, w państwach katolickich  już nie. 

    Sama mała rodzina powstała na wskutek rozpadu dawnych społeczeństw plemiennych. W nich najpierw dominował typ rodu agnacyjnnego (więzy pokrewieństwa tylko po mieczu), później  kognacyjnego (więzy po mieczu i kądzieli; takie zjawisko w ogólnym ksztąłcie zachodziło też w Rzymie), a nastepnie   wskutek rozpadu struktur plemiennych przekształciły sie w wielkie  rodziny, która ulegały podziałowi na małe rodziny.  Decydujący wpływ mialy tu czynniki ekonomiczne.

    Przykład: tzw. współnoty domowe i niedziały ojcowskie. 

    W społeczeństwie plemiennym opierającym się na demokracji wojennej,  wyjście syna spod władzy ojca odbywało sie podczas obrad wiecu plemiennego wojowników. Z czasem w wyniku zaniku państw plemiennych, syn wychodził spod władzy ojca wtedy gdy otrzymywał majątek. Problem w Średniowieczu był taki, że pozycja ojca była tak silna, iż miał prawo do tzw. niedziałów ojcowskich - zarządzał wspólnym majątkiem i reprezentował synów na zewnątrz. Była to tzw. współnota ojcowska, w przypadku gdy byli sami bracia - tzw braci niedzielnych. Ograniczało to samodzielnośc całej rzeszy młodych mężczyzn.

    To był duch dawnych, plemiennych czasów. Z czasem do tych wspólnot zaczeli dołączać dalsi krewni i obcy aby zapewnić siłe roboczą. Nazywały się własnością wspólnej ręki. Problem był w tym, że w tych  wspólnotach jego członkowie nie mieli prawa do dysponaowania majątkiem wspólnoty, nie mieli udziałów i nie dziedziczyli majatku, który przechodził na wlasność wspólnoty. Słowem komuna w Średniowieczu. Gdzie tu indywidualizm, gdzie Kościół? Nigdzie. 

    Zanik wspólnot spowodowała zaś  indywidualizacja własności, co było ściśle powiązane z rozwojem gospodarki towarowo-pieniężnej.

    A rozwój tej gospodarki to oddzielna kwestia.

     To zjawisko, na Zachodzie, doprowadziło do takiego  indywidualizmu jednostki, że  z czasem stworzyło kapitalizm. Oczywiście ono też zachodziło w naszej części Europy, z tym, że z powodu refeudalizacji zostałoszybko  zahamowane. 

    Co więc ma z tym wspólnego Kościół?

    Ps.  Odkurzyłem podreczniki do historii prawa powszechnego. Rzeczywiście, Kościół najwcześniej ingerował w małżenstwo od strony "kazirodczej",  wprowadzjąc tzw. przezkody małżeńskie zrywające (czyniły je nieważnym), a opierające  się na lini pokrewieństwa. Z tym, że był on  mało oryginalny, bo poczatkowo oparł sie na prawie rzymskim (tzw. komputacja rzymska), a później na germańskim systemie parantel - wprowadzając rygorystyczną komputacje kanoniczną. Wg. autorki jednego z podręczników, służyło to przede wszystkim  zwalczaniu dziwnych, z naszego punku widzenia, zwyczajów w Średniowieczu - np. popularne było żenienie małoletnich synów z dorosłymi kobietami, po to aby ojciec takiego "małżonka" mógł utrzymywać stosunki z synową (a przy okazji synek zasuwał w gospodarce). 

     


  19. W dniu 13.11.2019 o 13:01, Warai Otoko napisał:

    Bardzo rzeczowo piszesz, ale dlaczego zinstytucjanlizowanie małżeństw w kościele wschodnim chrześcijańskiem nie wpłynęło na indywiduzlizm? Dlaczego tak uważasz? Nie jestem historykiem ale ten wschodni kościół chrześcijaśńki to jak rouzmiem europa wschodnia a nie np. Chiny gdzie podobno chrześcijaństwo istniało od VIII wieku. 

    Kościół wschodniochrześcijański -> bizantyjski. Choć  "Trzeci Rzym" to koncepcja historiozoficzna mająca przede wszystki podkreślać prawosławie jako to "właściwe" wyznanie chrześcijanskie, to bardzo często jest kojarzone z konecpją władzy samodzierżawnej, absolutnej. W Rosji, która pełnymi garściami czerpała z kościoła bizantyjskiego, w którym małżeństwo było zinstytucjonalziowane, indywidualizm sie jakoś nie wykształcił. Chyba przyznasz, że w kraju w którym prywatna własność ziemska pojawiła się ledwie dwieście lat temu, gdzie minimalny wpływ jednostki na władzę (demokracja) to krótkie epizody, indywidualizm to pojecie czysto teoretyczne? Pod tym względem hipoteza Henricha zupełnie się nie sprawdza.

    Bo wpływ na społeczeństwo miał nie tylko Kościół. Na Rusi, pod kątem omawianego tematu, to przede wszystkim min.  wpływ Tatarów, ogółem ludów koczowniczych ludów azjatyckich i szereg innych zapewne czynników.

    W Europie Zachodniej zmiany w modelu funkcjponowania rodziny to także bardzo złożone zjawisko. Oczywiście hipotezy o roli kościoła w rozbijaniu społeczeństw klanowych (rodowych) są starsze niż powyższa. Tak twierdził Fukuyama, czy też można sobie pooglądać kolore mapki na nierozwijanej już stronie pewnej  (podobno) prawicowej blogerki:

    http://www.unz.com/jman/how-inbred-are-europeans/

    Ta z kolei opiera się na ciekawych  badaniach genetycznych P. Ralpha i G. Coop'a dotyczących genetycznego pokrewieństwa Europejczyków:

    https://journals.plos.org/plosbiology/article?id=10.1371/journal.pbio.1001555

    W hipotezie hbdchick z pierwszej linkowanej strony,  podoba mi się to, że stawia sprawę jasno - Kościół dążąc do egzogami działał z czysto merkantylnych i partykularnych interesów. Kawa na ławę.

    Proszę zauważyć, że na stronie Centrum Chrześcijańskie "Antyteza" problem kazirodztwa jest przedstawiony nie jako problem genetyczny, a teologiczny (przede wszystkim), jako wyraz nieposłuszeństwa.

    Wynika to wprost ze Starego Testamentu (Rdz 2,24):" Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ścisle, że stają się jednym ciąłem".

    Wychodzisz ze starego (rodziny Adama)  i wchodzisz w nowe (Syna bożego). Pozstanie w obrębie rodu to grzech, a więc nieposłuszeństwo.   A  to  o posłuszeństwo głównie chodziło. Oczywiście kwestia zasięgu( stopnia pokrewieństwa)  owego" kazirodztwa" to odrębny temat.

     Taka sytuacja była bardzo na ręke zarówno kościołowi jak i władcy  gdyż dawała ideologiczne podstawy do rozbijania" starego" czyli społeczeństwa klanowego. Poraz kolejny odwołam się do Mieszka I. Przyjęcie chrześcijaństwa z jego silnym dążeniem do ograniczani chowu wsobnego i narzucania egozgamii dawało oręż w walce ze "starym". Mieszko -poganin był tylko naczelnikiem, za zabicie którego można było wykpić się płacąc główszczyznę. Mieszko-chrześcijanin był pomazańcem bożym, otrzymywał funkcje sakralną, zamach na niego to był  zamach na boga. Przy okazji  wdrożenie doktryny chrześcijanskiej w dosyć krótkim czasie likwidowało klanowośc społeczeństwa, rozbijając struktury plemienne (unifikacja wiery).  Dwie pieczenie przy jednym ogniu. 

    Być może atomizacja rodzin w Europie Zach.  była procesem mniej lub bardziej pobocznym powyższej walki o dusze i ciała jakie toczyła władza świecka i duchowna. Myślę, że ogromne znaczenie miały jednak także przemiany gospodarczo-społeczne a nawet klimatyczne.

     

     

    • Upvote (+1) 1

  20. 19 godzin temu, darekp napisał:

    1) Kościół pełnił funkcję pewnego rodzaju "władzy", ale też edukacji, nauki itp. (budował szpitale, mnisi przepisywali księgi itd.).

    To dużo bardziej skomplikowane. Proszę nie zapominać, że we wczesnym średniowieczu istaniał ceremoniał inwestytury duchownej, który jasno określał pozycje kościoła - kościół był wasalem władzy świeckiej, a sam posiadał władze bardzo ograniczoną. Wszystko zaczęło się zmieniać wraz z tzw. sporem o inwestyturę (zjawisko swymi korzeniami siegąło X w.). Sam  Mieszko I przyjmując chrześcijaństwo traktował kościół czysto instrumentalnie, wykorzystując do maksimum jego zależność. Dopiero z czasem zaczęło się to zmieniać. 

     

    20 godzin temu, darekp napisał:

    2) Jeśli chodzi o tę władzę, to mógł pomagać opozycji (tak było za czasów PRL, nie wiem, jak np. w średniowieczu)

    Na dzień 31.12.1982 r. Służba Bezpieczeństwa PRL  miała wśród ludzi Kościoła (głównie kisęży i zakonników)  ok. 6 tyś tajnych współpracowników. Ilu zaś księży realnie pomagało opozycji?;)

    Kościół (zwłaszcza w Polsce)  sam dąży do władzy i jeśli władzę świeckie idą mu w tym na rekę to tym lepiej dla władz świeckich.  Przykładów (chocby z PRL) jest aż nadto.

     

    Ale do meritum. Dla mnie postawiona przez badaczy hipoteza jest nieco od czapy. W kościele wschodnim chrześcijanskim , kościół zinstytujonalizował małżeństwo już w 893 r. (bez udziału kapłana stawało się nieważne), ale nie przełożyło się to jakoś dszczególnie  na ów  indywidualizm. W Polsce dla odmiany  dopiero w 1563 r. już po Soborze Trydenckim. 

    Małżeństwa rodowe zaczęły zanikać w Średionowieczu, ale ja bym tu nie upatrywał dużych zasług kościoła. Małżeństwo było wówczas  przede wszystkim komórką ekonomiczną.

    Był majątek, była żona/mąż. Ograniczona liczba warsztatów rzemieślniczych, gospodarstw rolnych powodowała występowanie całej masy ludzi samotnych. W Poznaniu np.  w XVI w. aż 20% gospodarstw domowych to były gospodarstwa jednoosobowe (!). W Polsce ukształtowanie  takiego modelu rodziny nastąpiło na długo przed silnym wzrostem wpływów KK (kontreformacja) i było związane z przemianami gospodarczo-społecznymi.

    Pewną ciekawostką była szlachta gniazdowa, zwłaszcza na Podlasiu i Mazowszu. Zawierane  były tam małzeństwa rodowe, w dalszym lub bliższym stopniu spokrewnione:

    https://dna.projektpodlasie.pl/

    Silna klanowość szła akurat w tym  przypadku w parze z dużym indywidualizmem poszczególnych rodzin małych i jednostek. I choć szlachta ta często jest kojarzona (po części słusznie) z wieloma negatywnymi przywarami, które przyczyniły się do słabość Rzplitej , to kształtowanie owych przywar w "dziwny" sposób korelowało się ze wzrostem wpływów  KK. ;)

     

    Ps. Chciałbym podkreślic, że do X w. jesli chodzi o małżeństwa klasy panujacej (rycerstwa) kościół nie miał nic do powiedzeina- były to małżenstwa prywatne, świeckie, kontraktowe, a to łśnie ta warstwa kształtowała ład ówczesnego świata zachodniego. . OD XI-XII w. zaczęto wymagać zgody małożonków, ale aż po wiek XVI, małżeństwo było ważne bez udziału księdza (kościoła) i miało w znacznym stopniu  charakter kontraktowy (ekonomiczny). Tak było w całej niemalże Europie Zachodniej.


  21. @rozan Tutaj znajduje się film  odkrywców z Politechniki  (Polytech) w Samarze z eksploracji  wzmiankowanego  wraku:

     

    Jak widać na powyższym,  w mętnym i dynamicznym  środowisku tej najwiekszej europejskiej rzeki nie jest łatwo znaleźć nawet tak duży obiekt.

    W rzekach można znaleźć natomiast wiele innych  ciekawych rzeczy:

    https://www.rp.pl/Archeologia/301089917-Stara-przestroga-w-mulistym-dnie.html

    Rzeki są bardzo dynamicznym środowiskiem. W kształtowaniu dna rzek dużą rolę odkrywają min.  zjawiska sedymentacji, ale przede wsystkim inkursji materiału skalnego (opadania ziaren w zagłębienia). Ta łódź była zapewne setki razy zasypywana i odsypywana materiałem niesionym  przez prądy rzeki. Te zjawiska są także często przyczyną tego, że  ludzie (topielcy) giną w nich" bez śladu". W dużo mniejszej rzecze jaką jest Warta, zaginiona E.Tylman została odnaleziona dopiero po pół roku (15 km w dół rzeki od miejsca zaginięcia) i to po mimo zaangażowania olbrzymich sil i środków policji i służb  ratowniczych. Ciało dziewczyny było wielokrotnie zasypywane a następnie odsypywane i przemieszczane dalej  na wskutek pojawienia się nowych prądów. Tak się dziejew wolniej płynacych  rzekach z dużą akumulacją osadów (nizinnych).


  22. 17 godzin temu, Astro napisał:

    Odcinanie kuponów od prawie pół wieku? To się nazywa prawdziwy PR.

    To jak nazwać fakt, że jeszcze w 2015. r.  83% z 35 600  próbek skał księżycowych znajdowało się w magazynach w Johnson Space Center w Houston i Brooks Air Force Base (baza już zamknieta), w Teksasie?  Tak sobie tam po prostu  leżały (leżą?).

    Tylko 5% z tych okazów było wypożczane za granice, lub przekazane w formie prezentów.


  23. Początki języka polskiego datuje się umownie na X w. - Każda epoka w języku jest chwilą. Dziś ma miejsce jedna z takich "chwil". Ona trwa, ale kiedyś się zmieni - mówi Izabela Winiarska - Górska, historyk języka. - Problem polega na tym, że choć słownictwo nam się rozrasta, nie posługujemy się nim na co dzień. Używamy coraz mniej słów.

     

    https://www.polskieradio.pl/10/485/Artykul/1154654,Ubostwo-jezykowe-Polakow-Nasza-mowa-ojczysta-powoli-umiera

    Sama, bierna znajomość słów to jedno, a logiczne ich użycie to drugie. To akurat artykuł  stary, ale myślę, że pod wieloma względami nadal aktualny:

    https://www.tygodnikprzeglad.pl/kraj-wtornych-analfabetow/

     

     

     


  24. W dniu 5.11.2019 o 17:21, Astro napisał:

      (owszem, rozumiem jakieś siedemnaście bodaj terminów na określenie lodu u Inuitów, ale poza lodem, fokami, futrami, tłuszczem z fok  itp.to ich rzeczywistość była raczej "prosta").

    Być może, ale to właśnie w swej prostocie Inuici/Eskimosi jednym słowem  potrafili oddać istotę człowieczeństwa. Funkcjonuje w ich języku słowo fram - oznaca ono - "idę w przód", albo 

    "naprzód" - tak nazywał się też statek, którym w swe wyprawy polarne ruszali F. Nansen czy Amundsen. To słowo, które oznacza chęć pójścia człowieka w nieznane, nieodkryte.

    Nie oznacza ono walki, ale bardziej odnosi się do chęci poniesienia z pozoru irracjonalnego ryzyka. Genialne w swej prostocie. Gdyby każdy znał jego inuickie określenie to jakże proste byłyby odpowiedzi na pytanie po co latamy w kosmos? - bo to fram.:)

     

    W dniu 5.11.2019 o 17:21, Astro napisał:

    że słów "w powszechnym" użyciu jest obecnie zdecydowanie więcej

    Czasami, jak słyszę dżonego, w wypowiedzi którego   co drugie słowo to k...a,  to mam wątpliwości. No chyba, że to taka interpunkcja. ;)

    Ale wtedy też na ogół ubogo.

     

    Ps. Bardzo bym uważał z tym twierdzeniem, że słów w powszechnym użyciu jest zdecydowanie więcej. To w ogóle bardzo grząski grunt, z racji plastyczności języka. 

    A poza tym kiedyś elity uczyły się retoryki, dziś dzięki taśmom pewnych kelnerów mogliśmy poznać codzienny język współczesnych  elit...

     


  25. W dniu 3.11.2019 o 12:06, okragly napisał:

    rozwój cywilizacyjny umożliwiło stado. Dziecko do którego sie powie 1 000 000 słów przed ukończeniem 3rż będzie bardzo sprawne jezykowo (potrzebne stado), takie które uslyszy 100 000 (samotna matka) będzie ubogie językowo, te które będzie chowane z kurami będzie dobrze cwierkac, mówić sie nie nauczy. 

     

    w dzikim stadzie ludzkim (paleostado) na jednego dzieciaka (do 6l) przypadaly 4 osoby dorosle, dzis jedna dorosla na 25 dzieciakow (szkola)

     

     

    Jest raczej wprost na odwrót. To rozwój mowy umożliwił powikszenie stada, gdyż ułatwiał zarzadzanie coraz bardziej skomplikowanymi technikami łowieckimi, aż wreszczie umożliwił  stworzenie bardziej skomplikowanych struktur społecznych. Zauważ, że pojawienie się państw koreluje  z powstaniem pisma, które jest jakby przedłużeniem mowy.

    Mózg anatomicznie został ukształtowany wcześniej. To co odróżnia nas od małp, w tym szympansa, to istnienie u człowieka rozbudowanych   dróg móżdżkowo-korowych. Odkryła to prof. Henrietta Leiner. U człowieka występuje coś co nie występuje u małp czyli  " móżdżek językowy" (lingustic cerebellum). Czyli takie anatomiczne  ukształtowanie mózgu umożliwiło powstanie i udoskonalanie mowy. Choć oczywiście im wiecej mowy, tym lepszy rozówj obszarów językowych, a więc jest to jakieś tam sprzeżenie zwrotne. pod tym względem masz oczywiście rację. 

    Także naistotniejszy jest tu rozwój tych obaszarów mózgu, który umożliwił "myślenie językowe". Mówimy nie tylko dlatego, że mamy odpowiedni aparat mowy, ale przede wszystkim " tak myślący" mózg. Przykładem jest tutaj Hellena Keller, która w wieku 19-mcy została niewidoma i głuchoniema. Mimo to nauczyła się mówic i pisać przez dotyk - to znakomity dowód na myślenie awerbalne. Poprostu mamy coś czego  małpy nie miały  i nie będą miały. A rola móżdżku w tym procesie nie jest do końca jeszcze zbadana - jego znamienita rola w tym procesie to są odkrycia dosłownie z ostatnich dekad. 

×
×
  • Create New...