Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Właściciele RapidShare otrzymali od wydawców książek elektronicznych list z wyrokiem sądu i żądaniem natychmiastowego usunięcia z serwisu 148 e-booków. Ponadto sąd nakazał RapidShare podjęcie działań, które uniemożliwią w przyszłości nielegalne udostępnianie książek.

Jeśli właściciele RapidShare nie spełnią żądań poszkodowanych, mogą zostać skazani na kary więzienia oraz do 339 000 dolarów grzywny.

To pierwsza duża sprawa sądowa dotycząca piractwa e-książek.

W miarę rozpowszechniania się czytników książki elektronicznej coraz więcej osób sięga po literaturę wydawaną w takim właśnie formacie. Rośnie też związane z tym piractwo. Wydawcy postanowili zatem działać jak najszybciej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak drastycznie zmieniło się podejście do informacji!

Kto potrafi przewidzieć jakie jeszcze prawa w przyszłości będą zastrzeżone, co dziś uznalibyśmy za niedorzeczność?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślisz, że biblioteki dostają je za darmo? Książki (większość, nie licząc zbiórek) są kupowane za publicznie pieniądze, a wypożyczane za darmo w ramach misji, jaką realizują.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobrze. A jakbym ja założył bibliotekę, kupił kilka książek i "wypożyczał je za darmo w ramach misji, jaką realizuję"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Hyta: kluczem jest użyte przez Ciebie słówko "może". No właśnie. Może, bo właściciele praw do dzieł się na to zgadzają. Natomiast na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w internecie się nie zgadzają.

I nikt Ci nie zabrania założyć biblioteki i zgodnie z prawem udostępniać w niej książek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja zdaje sobie sprawę że to wszystko ma sens, tylko próbuję nadgryzać koncepcję własności intelektualnej żeby się upewnić że działa. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Może, bo właściciele praw do dzieł się na to zgadzają.

Tu akurat się nie zgodzę. Nie ma w Polsce prawa, które by nakazywało właścicielowi biblioteki zdobycie zgody autora na rozpowszechnianie dzieła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biblioteki nie są tajnymi organizacjami, a zasady ich działania są powszechnie znane. Nigdy nie słyszałem, by jakikowliek autor kiedykolwiek protestował przeciwko kupowaniu jego książek przez biblioteki. A skoro nie protestują, to znaczy, że nie mają nic przeciwko temu, by osoba, która książkę kupiła, pożyczyła ją komuś.

Tak samo,jak nie protestują, gdy człowiek pożycza książki znajomym.

Biblioteki pożyczają oryginały i pewnie dlatego nie jest to problemem dla twórców. Gdyby pożyczały kopie, to wówczas byłoby problemem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Biblioteki nie są tajnymi organizacjami, a zasady ich działania są powszechnie znane.

A więc powinniśmy karać morderców, ale członków związków zawodowych morderców już nie?

Nigdy nie słyszałem, by jakikowliek autor kiedykolwiek protestował przeciwko kupowaniu jego książek przez biblioteki.

Wniosek? Powinno się karać tylko za dystrybucję tych dzieł via RS, których autorzy wyraźnie sprzeciwiają się temu. W kwestii pozostałych: hulaj dusza!

A skoro nie protestują, to znaczy, że nie mają nic przeciwko temu, by osoba, która książkę kupiła, pożyczyła ją komuś.

Dość odważne założenie. Poza tym z bibliotekami jest też trochę tak, jak z paleniem: skoro tytoń dostępny jest "od zawsze", to jest uznawany za mniej szkodliwy od marihuany. Marihuana jest tymczasem postrzegana jako źródło wszelkiego zła, od prostowania się kory mozgowej po zapaść na globalnym rynku żelków o smaku pomarańczowym.

Biblioteki pożyczają oryginały i pewnie dlatego nie jest to problemem dla twórców. Gdyby pożyczały kopie, to wówczas byłoby problemem.

Jestem w stanie przypuszczać, że płyty niektórych wykonawców są w danej jednostce czasu słuchane na świecie przez mniejszą liczbę osób, niż wynosi liczba sprzedanych legalnie kopii. Morał? Wszystko jest OK, bo nie różni się to od sytuacji, w której biblioteka rozpowszechnia za darmo kopie danego dzieła pomiędzy obcymi sobie ludźmi.

 

* Tak, celowo prowokuję, bo o ile popieram działalność bibliotek np. w kwestii dystrybucji starych, mało znanych dzieł, o tyle dystryucja tych nowych można na upartego nazwać hipokryzją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakiej informacji? To jest dzieło, czyjaś ciężka praca. A jak się korzysta z czyjejś pracy, to należy osobie ją wykonującej za tą pracę zapłacić.

Wszyscy tak mówią, ale nie sposób tego dowieść, równie dobrze może to być czyjaś świetna zabawa, podobnie nie sposób wykazać, że dzieło ułożenia towaru na półkach jest w jakiś sposób gorsze, jednak autor jest zmuszony godzić się nie tylko na to, że nie będzie chronione przed kopiowaniem, czy nieuprawnionym podziwianiem, ale nawet przed niszczeniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wszyscy tak mówią, ale nie sposób tego dowieść, równie dobrze może to być czyjaś świetna zabawa

Ale jeżeli żąda się za to zapłaty, wówczas jest to towar i masz obowiązek zań zapłacić. Łaski nie robisz.

dzieło ułożenia towaru na półkach jest w jakiś sposób gorsze, jednak autor jest zmuszony godzić się nie tylko na to, że nie będzie chronione przed kopiowaniem, czy nieuprawnionym podziwianiem, ale nawet przed niszczeniem.

Ale autor tego dzieła dostaje swoją zapłatę od kierownika sklepu, w którym pracuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      MPAA, amerykańskie stowarzyszenie przemysłu filmowego, które w głównej mierze przyczyniło się do zamknięcia Megaupload, wzięło na celownik kolejny serwis. Do sądu okręgowego na Florydzie trafił wniosek o wydanie nakazu zamknięcia Hotfile. Działa on na podobnych zasadach jak Megaupload, a MPAA twierdzi, że ponad 90% przechowywanych tam materiałów stanowią treści chronione prawami autorskimi. Co ciekawe, to niepierwsze starcie Hotfile z przemysłem filmowym. W ubiegłym roku serwis zapowiedział, że pozwie do sądu firmę Warner Bros., gdyż miała ona naruszyć zasady korzystania z narzędzi antypirackich Hotfile doprowadzając do usunięcia z serwisu treści, do których nie posiadała praw.
      MPAA od lat prowadzi działania mające nakłonić władze i prawodawców, że serwisy umożliwiające hostowanie i współdzielenie plików powinny być zamykane. Teraz, niewątpliwie zachęcona skutecznym zamknięciem Megaupload, organizacja postanowiła udać się do sądu. MPAA twierdzi, że Hotfile celowo zachęca użytkowników do nielegalnego dzielenia się chronionymi prawem treściami oraz im w tym pomaga. Prawnicy Hotfile odpowiadają, że zasady działania serwisu są zgodne z  opracowaną przez Bibliotekę Kongresu ustawą DMCA.
      Jeśli jednak MPAA udowodni, że serwis celowo umożliwia łamanie prawa, sąd prawdopodobnie nakaże jego zamknięcie.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Megaupload został zamknięty przez władze Nowej Zelandii na wniosek amerykańskich organów ścigania. Kim Dotcom, jego założyciel, poinformował, że wśród użytkowników serwisu znajdowało się wielu urzędników amerykańskiego rządu.
      Prawnicy Megaupload ciężko pracują, by użytkownicy odzyskali dostęp do swoich danych. Prowadzimy negocjacje, by mogli oni odzyskać dane. I wiecie co. Odkryliśmy, że wielu użytkowników Megaupload to amerykańscy urzędnicy rządowi, wśród nich pracownicy Departamentu Sprawiedliwości i Senatu - powiedział Dotcom.
      Za użytkownikami Megaupload wstawiła się też organizacja Electronic Frontier Foundation, która prowadzi stronę MegaRetrieval w odzyskaniu dostępu do danych.
      Megaupload pozwalał użytkownikom na przechowywanie na swoich serwerach ich własnych plików. Oczywiście znaczną część stanowiły pliki naruszające prawa autorskie, jednak nie wszyscy użytkownicy łamali prawo.
      Po aresztowaniu Dotcoma i zamknięciu serwisu użytkownicy stracili dostęp do swoich plików. Co prawda serwery, na których są przechowywane dane zostały już dawno przeszukane i firmy hostujące mogą zrobić z nimi co chcą, jednak domena Megaupload.com została przejęta przez amerykańskie organa ścigania. Firmy hostujące dotychczas Megaupload zgodziły się przez jakiś czas nie kasować danych, mimo że nie otrzymują już pieniędzy za ich przechowywanie. Obecnie trwają starania o to, by użytkownicy mogli przynajmniej przenieść pliki na swoje własne dyski. Ich udostępnienie nie będzie jednak proste. Uruchomienie domeny, która pozwoli na dostęp do tych plików może skończyć się jej ponownym zablokowaniem, jeśli będzie ona oferowała materiały naruszające prawa autorskie.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Studenci najsłynniejszej uczelni technicznej świata - MIT-u (Massachusetts Institute of Technology) - mogą otrzymać od władz uczelni certyfikat ukończenia kursu... piractwa. I nie chodzi tutaj o piractwo komputerowe, a to prawdziwe, morskie.
      Uczelnia postanowiła uczynić oficjalnym zwyczaj, który był praktykowany przez jej studentów przez co najmniej 20 lat. MIT wymaga, by uczący się ukończyli w czasie studiów co najmniej 4 różne kursy wychowania fizycznego. Teraz ci, którzy z powodzeniem ukończą strzelanie z pistoletu, łuku, żeglarstwo i szermierkę otrzymają oficjalny certyfikat
      Carrie Sampson Moore, dziekan wydziału wychowania fizycznego, mówi, że co roku kontaktowali się z nią studenci, prosząc o wydanie zaświadczenia o ukończeniu kursu pirata. Zawsze mówiłam im, że to inicjatywa studencka i byli bardzo rozczarowani - stwierdziła Moore.
      Od początku bieżącego roku postanowiono, że uczelnia zacznie wydawać oficjalne certyfikaty. Drukowane są one na zwoju pergaminu z równą starannością jak inne uczelniane dyplomy. Właśnie otrzymało je czterech pierwszych piratów, a w kolejce czekają następni.
      Mimo, iż cała ta historia może brzmieć niepoważnie, to certyfikat i warunki jego uzyskania są traktowane przez uczelnię całkiem serio. Przyszli piraci nie mogą liczyć na żadną taryfę ulgową, a otrzymanie świadectwa ukończenia kursu wiąże się ze złożeniem przysięgi. Stephanie Holden, która znalazła się w czwórce pierwszych piratów, zdradziła, że musiała przysiąc, iż ucieknie z każdej bitwy, której nie będzie mogła wygrać i wygra każdą bitwę, z której nie będzie mogła uciec.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Do nowozelandzkiego sądu wpłynął wniosek o ekstradycję do USA Kima Dotcoma i trzech innych osób pracujących dla serwisu Megaupload.Dotcom i jego współpracownicy oskarżani są o umożliwienie użytkownikom nielegalnego pobierania chronionych prawem treści.
      Amerykanie dodatkowo stawiają im zarzuty wymuszenia, prania brudnych pieniędzy i defraudacji.
      Kim Dotcom odrzuca oskarżenia i w wywiadzie dla jednej z nowozelandzkich stacji telewizyjnych stwierdził: „Nie jestem królem piractwa. Oferowałem online’owy system przechowywania danych. I to wszystko“.
      Dotcom przebywa obecnie na wolności, musi jednak nosić elektroniczną bransoletkę. Nie wolno mu opuszczać Nowej Zelandii i korzystać z Internetu.
      Proces ekstradycyjny rozpocznie się 20 sierpnia.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowozelandzki sąd zgodził się na zwolnienie za kaucją założyciela serwisu Megaupload, Kima Dotcoma. Idę do domu zobaczyć się z trójką moich małych dzieci i z ciężarną żoną - powiedział czekającym na niego reporterom Dotcom.
      Mężyczyzna pozostawał w areszcie od 20 stycznia, kiedy to policja dokonała nalotu na jego dom. Megaupload został zamknięty na podstawie międzynarodowego nakazu wystawionego w USA.
      Po wyjściu na wolność Dotcom będzie musiał mieszkać w niewielkim domu obok posiadłości, którą wynajmował oraz nosić elektroniczną bransoletkę. Ograniczono mu swobodę poruszania się, a sędzia zabronił też helikopterom lądowania w miejscu zamieszkania Dotcoma.
      Prokuratura twierdzi, że stoi on na czele grupy, która od 2005 roku zarobiła 175 milionów dolarów na nielegalnej dystrybucji filmów, muzyki i innych treści chronionych prawami autorskimi.
      Prawnicy Dotcoma odrzucają oskarżenia twierdząc, że firma ich klienta oferowała jedynie przestrzeń dyskową.
      Dotcom dwukrotnie starał się o zwolnienie za kaucją. Tym razem sąd uznał, że ryzyko jego ucieczki jest mniejsze niż wcześniej. Sędzia podkreślił też, że nie ma żadnych dowodów, jakoby Dotcom posiadał gdzieś nieujawnione konta, z których środki mogłyby pomóc mu w ucieczce. Dodał, że prokuratura nie znalazła żadnych śladów majątku, który nie zostałby jeszcze przez nią zajęty, a sam fakt, że Dotcom jest bogaty nie wystarczy, by stwierdzić, że powinien przebywać w areszcie.
      Dotcom czeka na decyzję dotyczącą wniosku ekstradycyjnego wystawionego w USA. Decyzja w tej sprawie zapadnie nie wcześniej niż 20 sierpnia.
      Formalnie wniosek jeszcze nie wpłynął do nowozelandzkiego sądu. Prawdopodobnie trafi tam na początku marca. Tymczasem w USA wielka ława przysięgłych dodała w ubiegłym tygodniu kolejne zarzuty przeciwko Megaupload. Stwierdzono, że serwis nielegalnie pobierał chronione prawami autorskimi treści udostępnione na YouTube.
×
×
  • Create New...