Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Przeciwnicy legalizacji marihuany często wspominają o jej zdolności do wywoływania stanów psychotycznych. Argument ten zupełnie nie trafia jednak do zwolenników narkotyku, twierdzących, że ich adwersarze wyolbrzymiają niewielki w rzeczywistości problem. Próby udzielenia ostatecznej odpowiedzi podjęło się dwoje brytyjskich badaczy, których zdaniem... obie strony sporu mają trochę racji.

Amanda Feilding z Fundacji Beckleya oraz Paul Morrison z Londyńskiego Instytutu Psychiatrii analizowali skład marihuany dostępnej z nielegalnych źródeł. Jak uważają sami jej użytkownicy, w dzisiejszych czasach jest ona znacznie silniejsza niż np. w latach 60. XX wieku, lecz jednocześnie sprzyja ona nieprzyjemnym doznaniom przypominającym ataki psychozy. Brytyjscy badacze chcieli sprawdzić, jaka zmiana w składzie konopi indyjskiej zadecydowała o odmiennym działaniu wytwarzanego z niej narkotyku.

Dostępna dziś marihuana (mowa tu o narkotyku sprzedawanym nielegalnie) jest efektem wielu lat krzyżowania, chowu wsobnego i selekcji konopi. Celem i efektem modyfikacji roślin było zwiększenie zawartości tetrahydrokanabinolu (THC) - głównego składnika psychoaktywnego tej rośliny. Jak jednak wykazali badacze z Wielkiej Brytanii, proces ten doprowadził także do innej istotnej zmiany, jaką jest znaczne zmniejszenie stężenia innej substancji, zwanej kanabidiolem (CBD), podejrzewanej o posiadanie działania antagonistycznego wobec propsychotycznej aktywności THC

Aby upewnić się, czy CBD rzeczywiście chroni przed napadami psychozy, przeprowadzono eksperyment, w którym ochotnikom podawano dożylnie mieszankę THC i CBD lub sam THC. Po trzydziestu minutach od iniekcji uczestników doświadczenia poddano obserwacji ze strony psychiatry, który - podobnie jak sami ochotnicy - nie wiedział, jaki środek podano określonym osobom.

Jak wynika z analizy informacji przekazanych przez lekarza, pacjenci otrzymujący CBD i THC przejawiali zdecydowanie słabsze objawy psychotyczne w stosunku do tych, którzy przyjmowali sam THC. Wszystko wskazuje więc na to, że hodowcy współczesnych odmian konopi indyjskiej rzeczywiście dopięli swego i doprowadzili do wzmocnienia działania wytwarzanej z nich marihuany, lecz stało się to kosztem zmniejszenia zawartości związku pozwalającego na zahamowanie niepożądanych efektów jej podania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Nabywca" w dzisiejszej Polsce po prostu nie wie co kupuje. Jaka to odmiana, czy łysole dodali jakiejś chemii itp.

5 krzaków legalnie dla każdego zainteresowanego ( jak w Czechach) i mafia straci ogromne wpływy. Ludzie też będą zdrowsi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

może właśnie chodzi o to aby owa "mafia" nie traciła swych wpływów, już oni dobrze wiedzą komu posmarować, dlatego politycy "nie widzą" potrzeby zalegalizowania miękkich narkotyków o obłożenia ich podatkiem chociażby takim jak alkohol czy papierosy

Share this post


Link to post
Share on other sites

5 krzaków legalnie dla każdego zainteresowanego ( jak w Czechach) i mafia straci ogromne wpływy. Ludzie też będą zdrowsi.

 

ale tam handel nie jest zalegalizowany więc każdy palacz musiałby zostać ogrodnikiem. to nieco tak jakby zalegalizować bimbrownictwo przy zakazie handlu alkoholem-czyli nadel niedoskonale :-\

 

co do dużej ilości thc to nie wystarczy po prostu mniej spalić jak ktoś chce mieć mniejsze efekty?mniej tego cbd to mniej palenia żeby się ujarać czyli mniej różnych roślinnych syfów(chyba)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Że współczesne krzaczki to nie to samo, co jarali hippisi, to było zawsze wiadome, ale chyba po raz pierwszy ktoś zbadał dokładnie o co chodzi poza większym stężeniem THC. Mnie tam niewiele to obchodzi, bo nie używam, ale uważam, że dopuszczenie do sprzedaży zwykłej, niemodyfikowanej maryśki naprawdę nikomu by nie zaszkodziło.

 

A co do Czech, to tam nie tyle zalegalizowano, co ustalono konkretną ilość za którą jest tylko mandat, a nie idzie się do pierdla. Więc nie można powiedzieć, że jest tam legalne, łapią posiadaczy nadal.

Share this post


Link to post
Share on other sites

może właśnie chodzi o to aby owa "mafia" nie traciła swych wpływów, już oni dobrze wiedzą komu posmarować, dlatego politycy "nie widzą" potrzeby zalegalizowania miękkich narkotyków o obłożenia ich podatkiem chociażby takim jak alkohol czy papierosy

Charizmatic dobrze prawi "palenie szkodzi zdrowiu" a jak wiadomo"szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz" wniosek = palenie smakuje :E

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale tam handel nie jest zalegalizowany więc każdy palacz musiałby zostać ogrodnikiem. to nieco tak jakby zalegalizować bimbrownictwo przy zakazie handlu alkoholem-czyli nadel niedoskonale :-\

Nie zgodzę się z tym porównaniem - w polsce możesz bez ograniczeń wytwarzać wino na własne potrzeby (kiedyś było max 150L gotowego+produkcji) ale nadal nie masz prawa sprzedaży twojego trunku bez odpowiedniej koncesji - w tym względzie prawo jest doskonałe, tzn chcesz wytwarzać i korzystać - OK, chcesz wytwarzać i na tym zarabiać za plecami państwa - wczasy w kiciu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest duża szansa, że lada moment przepisy się zmienią. Będzie można wytwarzać alkohol samodzielnie i sprzedawać go w miejscu wytwarzania (a więc np. w gospodarstwie agroturystycznym), o ile tylko zgłosi się (tylko zgłosi, nic więcej), że będzie się to robiło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Będzie można wytwarzać alkohol samodzielnie i sprzedawać go w miejscu wytwarzania (...), o ile tylko zgłosi się (tylko zgłosi, nic więcej), że będzie się to robiło.

1) co to znaczy wytwarzać alkohol - produkcja wina, czy destylacja

2) na pewno nie wystarczy "po prostu zgłosić", pewnie skończy się na tym, że będzie trzeba zapłacić VAT. Zresztą to co piszesz oznacza podwójne standardy odnośnie uregulowania alkoholu, - bo czym różni się 40% bimber od 40% wódki poza smakiem? Efekt końcowy po pół litra jest dokładnie taki sam.

 

PS. nie traktuj tego jako atak, po prostu zaciekawiłeś mnie tą informacją i fajnie by było, jakbyś dorzucił jakiś link

Share this post


Link to post
Share on other sites
1) co to znaczy wytwarzać alkohol - produkcja wina, czy destylacja

Posłowie komentujący ten projekt mówili wyraźnie o produkcji bimbru, więc odpowiedź jest dość jasna :D

2) na pewno nie wystarczy "po prostu zgłosić", pewnie skończy się na tym, że będzie trzeba zapłacić VAT.
To nie powinno dziwić, skoro chcesz na tym zarabiać. Mało tego, akcyzę też trzeba będzie opłacić, ale i tak jest to ogromne udogodnienie w porównaniu do konieczności zdobywania jednej koncesji na produkcję i drugiej na handel alkoholem, a do tego jeszcze uzyskiwania zezwoleń i przyjmowania regularnych wizytacji z Sanepidu. Pozwoli to na znaczne obniżenie kosztów prowadzenia takiej firmy i tym samym zwiększy opłacalność takiej małoskalowej produkcji.
Zresztą to co piszesz oznacza podwójne standardy odnośnie uregulowania alkoholu, - bo czym różni się 40% bimber od 40% wódki poza smakiem? Efekt końcowy po pół litra jest dokładnie taki sam.
Różnica jest w skali przede wszystkim. Na tej samej zasadzie rzemieślnicy są rozliczani nieco inaczej od dużych przedsiębiorców. Rodzinna produkcja alkoholu jest tolerowana, a nawet promowana na całym świecie. Alkohol sprzedawany w gospodarstwie agroturystycznym na pewno nie ma takiego wpływu na alkoholizm w społeczeństwie, jak tanie wina z przemysłowej produkcji. W tej sytuacji domowe wino ja osobiście traktowałbym bardziej jako produkt "regionalny" albo "rzemieślniczy". Na tej samej zasadzie w całej zachodniej Europie funkcjonują rodzinne browarki i, jak widać w praktyce, koncepcja taka sprawdza się doskonale.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejnym ubocznym efektem delegalizacji M poza wymuszoną potrzebą kontaktu z półświatkiem jest powstanie dopalazcy. Dzieciaki (bo co za problem kupić nastolatkowi dopalazc?) palą, a właściwie teraz to chyba już tylko wciągają kompletnie nieznane substancje - niby legalne ale sprzedawca tez powtarza zasłszane fakty. Z M sprawa jest znacznie prostsza - skład jest znany wszystkim oprocz pana K.

.

 

A stany psychotyczne z powyższego artykułu? To z mojego doświadczenia bardzo rzadkie fluktuacje nie obiegające od norm (alko potrafi gorzej człowieka wyobracać).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Walka z palaczami marijuany jest idiotyzmem.

Państwo traci górę kasy na ten cały gestapowski proceder łapania, na sądy, więzienia itp.

Jest to moim zdaniem niepotrzebne kryminalizowanie społeczeństwa, nic Państwo na tym nie zyskuje, a tylko traci!( i to naprawdę wiele milionów zł)

Zalegalizowanie trawki, pozwoliło by ją (tak jak alkohol) bardziej kontrolować i co najważniejsze, zamiast tracić kase - Państwo by zarabiało! społeczeństwo by się odkryminalizowało, policja, sądy i więzienia odetchnęły by znacząco - zresztą jest wiele innych za!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

@pipon Pewnie państwo by zarobiło, ale na pewno społeczeństwo by się NIE odkryminalizowało. Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

Inna sprawą jest JAK to (zawczasu) hamować. Na pewno system karno-penitencjarny do tego się nie nadaje, ale to nie znaczy. że trzeba rezygnować z hamowania i wyciągania z tej równi pochyłej. I nie można odpuścic ani na etapie twardych, ani miekich, ani trawki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet nie przeczytałeś statystyk, a wymądrzasz się. Tak się głupio składa, że Holandia ma jeden z najniższych w Europie odsetków użytkowników marihuany mających problem z nałogiem. Jakby tego mało, państwo otacza aktywną opieką 90% osób uzależnionych, bo ma na to kasę z akcyzy na trawę.

 

Także zanim zaczniesz się wypowiadać, poczytaj nieco.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wydaje mi się, żeby legalna trawa bardziej zachęcała do mocnych narkotyków niż nielegalna. :D

Nie wiem, czy w ogóle można mówić o takim zachęcaniu? Czy piwo zachęca do picia wódki? Mnie nie. Są ludzie, którzy mają wewnętrzny mus na uzależnienie się, są tacy, co nie mają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

boże człowieniu co ty za gupoty i komunoły godosz! thc z trawki to co innego niż substancje czynne czy psychoaktywne w amfie,koce czy heroinie więc dlaczego branie tamtych miałoby mieć jakiś związek z paleniem trawy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@pipon Pewnie państwo by zarobiło, ale na pewno społeczeństwo by się NIE odkryminalizowało. Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

Pisałem to samo już (swojego czasu) Mikroosowi ale specjalnie dla ciebie powtórzę:

 

Nie ważne co bierzesz i w jakich dawkach - możesz przez tydzień pić codziennie pół litra wódki i nie być alkoholikiem, bo przez następne pół roku alkoholu nie tkniesz. Większość osób uważa "jak już spróbuje, to się uzależni, szczególnie że 80% narkomanów zaczynało od trawki". Ale to co mniejszość łapie to fakt NIE WAŻNE CO, WAŻNE DLACZEGO jeżeli alkohol/trawka/cokolwiek będzie ucieczką od problemów masz gwarancję, że osoba się uzależni psychicznie "niemal od ręki".

 

Posłowie komentujący ten projekt mówili wyraźnie o produkcji bimbru, więc odpowiedź jest dość jasna :D

faktycznie, dzisiaj przeczytałem o tym w angorze, tyle że akcyza dalej musi być płacona, jedyna zaleta to fakt braku sanepidu, choć tutaj też budzi się pytanie - czy to jest na pewno zaleta - powinien być choć wymóg sprawdzenia pierwszej partii na jakość destylatu. Odpowiedzialność cywilna za trunek to taka "musztarda po obiedzie", jak gościu będzie miał zniszczoną wątrobę/nerki/wzrok i tak dalej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sanepid nie bada jakości alkoholu pod względem chemii, a jedynie jego czystość mikrobiologiczną. Badanie 40-proc. wódki albo nawet 12-proc wina pod kątem obecności patogenów jest tymczasem zwyczajnie niepoważne :D

 

Natomiat co do jakości destylatu, częściowo się zgadzam. Z drugiej jednak strony maleńka skala produkcji pozwala na szybkie wyłapanie ewentualnych błędów w produkcji - ewentualna ofiara bardzo łatwo wskaże, gdzie nabyła destylat. Poza tym mimo wszystko o niebo lepiej, żeby rolnicy kupowali legalnie bimber wytworzony przez znanego sobie sąsiada, niż na lewo od obwoźnego sprzedawcy z baniaczkiem "niewiadomoczego" (typowy widok na polskiej wsi). Wydaje mi się, że największą zaletą tego projektu jest właśnie potencjalne zmniejszenie szarej strefy i ilości krążącego alkoholu niewiadomego pochodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze co do jakości destylatu... Etanol jest odtrutką na metanol, więc ja bym się nie martwił.. Najwyżej po nieprofesjonalnym destylacie będzie spory kac, i to wszystko.

 

Podobnie zresztą jest z markowymi alkoholami.

 

Nawet wino zawiera minimalne ilości metanolu, natomiast przoduje w tym burbon. Im więcej metanolu, tym większy kac.

 

Natomiast warto zwrócić uwagę, że często jest raczej na odwrót.. Bimber zazwyczaj smakuje dużo lepiej od wódki sklepowej i nie ma po nim w ogóle kaca.. Porównywalna z nim jest może wódka kosztująca >40zł za butelkę.. Tymczasem wiadomo, że jak ktoś pije dużo, to albo kupuje taką po 12-20zł, albo po 4zł 'metówkę'.

 

Uważam że pomysł bardzo dobry. I faktycznie podobnie powinno być z marihuaną. Legalizacja nie zmniejszy ani specjalnie nie zwiększy skali zjawiska, natomiast pozwoli rządowi uzyskać dochód oraz zlikwiduje szarą strefę, no i być może podniesie bezpieczeństwo używania - bo już nie będziemy kupować towaru niewiadomego pochodzenia, do którego nierzadko dorzucane są różne dziwactwa, aby zwiększyć moc, dzięki czemu można sprzedać mniej za te same pieniądze (mówię zarówno o alkoholu jak i trawce).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Natomiast warto zwrócić uwagę, że często jest raczej na odwrót.. Bimber zazwyczaj smakuje dużo lepiej od wódki sklepowej i nie ma po nim w ogóle kaca.. Porównywalna z nim jest może wódka kosztująca >40zł za butelkę.. Tymczasem wiadomo, że jak ktoś pije dużo, to albo kupuje taką po 12-20zł, albo po 4zł 'metówkę'.

Był kiedyś reportaż dotyczący właśnie bimbru - kiper dostał do skosztowania i uszeregowania bimber(od 1 do 9 destylacji) i zwykłą, kupną wódkę - gościu uszeregował tych 10 kieliszków bezbłędnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobry bimber przerasta wódkę pod każdym względem. Nasi przodkowie musieli to wiedzieć :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy alkohol doby - byle nie upijać się do 'zarwanego filmu'. Natomiast zamiast skuna zdrowiej palić marihuanę (a najlepsze jest opalanie luby i skumulowany tam osad).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zalegalizowanie rekreacyjnej marihuany może mieć wpływ na używanie innych substancji oraz zażywanie innych substancji w połączeniu z marihuaną. Dlatego też naukowcy z University of Washington postanowili sprawdzić, czy i jak legalizacja marihuany w stanie Waszyngton wpłynęła na używanie alkoholu, nikotyny i środków przeciwbólowych wśród młodych dorosłych oraz czy i jakie zmiany zaszły w trendach używania tych substancji wraz z marihuaną.
      Wielu przeciwników legalizacji niemedycznej marihuany wskazywało, że może być ona substancją przecierającą drogę do używania innych szkodliwych substancji. Argumentowali, że po zalegalizowaniu marihuany młodzi ludzie, którzy nie sięgnęliby po nią, gdyby nie była legalna, zaczną też eksperymentować z innymi narkotykami.
      Rekreacyjne użycie marihuany zostało zalegalizowane w stanie Waszyngton w 2012 roku. Naukowcy przeanalizowali dane pochodzące badań sondażowych z lat 2014–2019. Badaniami tymi objęto łącznie 12 500 osób, które były podzielone na dwie grupy wiekowe: 18–20 lat i 21–25 lat. Co istotne, stan Waszyngton zalegalizował rekreacyjną marihuanę jedynie dla osób, które ukończyły 21. rok życia. To również granica wieku, która pozwala legalnie kupić alkohol.
      Z artykułu opublikowanego na łamach Journal of Adolscent Health wynika, że po zalegalizowaniu marihuany badane grupy spożywały mniej alkoholu i miało w nich miejsce mniej epizodów poważnego upijania się, niż w analogicznych grupach przed legalizacją marihuany. Zmniejszyło się też spożycie leków przeciwbólowych oraz produktów zawierających nikotynę, z wyjątkiem e-papierosów. Naukowcy byli zaskoczeni wzrostem użycia e-papierosów, ale doszli do wniosku, że nie miał on związku z legalizacją marihuany, ale w tym przypadku wystąpił efekt nowości i mody, gdyż e-papierosy zdobyły popularność w całym kraju. Trend wzrostowy nie był w ich przypadku spowodowany dostępnością do legalnej marihuany.
      Autorzy badań nie byli w stanie stwierdzić czy podobne zjawiska zaszły odnośnie używania marihuany równocześnie z innymi substancjami. Ta kwestia wymaga dalszych badań.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wiele twierdzeń o dobroczynnym wpływie medycznej marihuany nie znajduje potwierdzenia w badaniach, informuje doktor Jodi Gilman z Center for Addiction Medicine na Massachusetts General Hospital. Stał on na czele grupy badawczej, które zauważyła, że u osób zażywających medyczną marihuanę w celu walki z bólem, depresją i lękiem, pojawiają się zaburzenia związane z używaniem marihuany, a jednocześnie pacjenci ci nie odczuwają poprawy tam, gdzie marihuana miała im pomagać.
      Przeprowadziliśmy pierwsze randomizowane badania wśród pacjentów, którzy otrzymali kartę upoważniającą do zakupu medycznej marihuany. Stwierdziliśmy, że jej użycie może nieść ze sobą negatywne konsekwencje. Osoby próbujące zwalczać za jej pomocą ból, niepokój i lęk nie zauważyły żadnej poprawy, natomiast osoby cierpiące na bezsenność informowały o poprawie jakości snu, mówi Gilman. Badaczy najbardziej zmartwił fakt, że u osób cierpiących na niepokój i depresje rozwijały się zaburzenia związane z używaniem marihuany. Zaburzenia te to kolejność zwiększania dawek, by pokonać rozwijającą się tolerancję oraz zażywanie jej pomimo widocznych problemów fizjologicznych i psychologicznych związanych z użyciem tego środka.
      Medyczna marihuana jest dostępna w 36 stanach USA i w Dystrykcie Kolumbii. Jej użycie dopuszczono w przypadku olbrzymiej liczby schorzeń i dolegliwości. Do zakupu marihuany do celów medycznych uprawnieni są posiadacze specjalnych kart. Jednak obecny system wydawania takich kart powoduje, że są one przyznawane nie przez lekarza prowadzącego, a przez innych lekarzy, którzy mogą je wydawać na postawie pobieżnych badań, nie muszą proponować innych metod leczenia i sprawdzają, czy marihuana pomogła osobom, którym te karty wydali. Marihuana, traktowana jest tutaj jako środek medyczny, ale nie jest objęta regulacjami dotyczącymi innych leków.
      Badacze z Massachusetts General Hospital rozpoczęli swój eksperyment w 2017 roku. Wzięło w nim udział 269 dorosłych osób, które chciały otrzymać kartę zezwalającą na zakup medycznej marihuany. Część tych osób otrzymała karty natychmiast, a części powiedziano, że muszą poczekać 12 tygodni. Następnie przez 12 tygodni śledzono losy obu grup. Okazało się, że w grupie, która od razu otrzymała kartę, ryzyko wystąpienia zaburzeń związanych z użyciem marihuany było 2-rotnie większe niż w grupie oczekującej. Do 12. tygodnie takie zaburzenia wystąpiły u 10% grupy, która otrzymała kartę, a w przypadku osób, które otrzymały ją ze względu na odczuwany niepokój lub depresję, niekorzystne objawy zauważono u 20%.
      Wyniki naszych badań pokazują, że istnieje konieczność poprawienia systemu przyznawania kart, szczególnie tam, gdzie są one wydawane osobom cierpiącym na niepokój i depresję. To te osoby są bowiem narażone na zwiększone ryzyko działań niepożądanych marihuany, mówi Gilman. Pacjenci muszą otrzymywać lepszą informację. Obecnie sami decydują o wyborze produktu, dawkowaniu i często nikt nie sprawdza skutków takich działań, dodaje Gilman.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Występujący w konopiach kannabidiol jest silnym inhibitorem replikacji wirusa SARS-CoV-2, informują naukowcy z Uniwersytetów w Chicago i Louisville. Przeprowadzone przez nich badania na myszach i hodowlach komórek wykazały, że CBD i jego metabolit 7-OH-BCD blokują namnażanie się SARS-CoV-2 w komórkach nabłonka płuc. Pozytywnego działania nie zaobserwowano w przypadku THC i innych testowanych składników konopi.
      Z badań, których omówienie opublikowano na łamach Science Advances, dowiadujemy się, że CBD o wysokiej czystości zaczyna działać po przedostaniu się wirusa do komórki. Hamuje ekspresję genów patogenu i powstrzymuje wirusa przed wykorzystaniem gospodarza do transkrypcji genów. Blokowanie replikacji SARS-CoV-2 odbywa się częściowo przez wzmacnianie reakcji na stres siateczki śródplazmatycznej oraz szlaku sygnałowego interferonu.
      Uzyskane wyniki wskazują, ze CBD i 7-OH-CBD mogą blokować infekcję SARS-CoV-2 na wczesnym stadium, a nawet na jej późniejszych etapach. Jest to – przynajmniej częściowo – powodowane poprzez wpływanie na stres retikulum śródplazmatycznego oraz szlak sygnałowy interferonu. Badania na myszach, którym podawano CBD wykazały, że zarówno w wymazach z nosa jak i tkance płucnej miały one mniejszą liczbę wirionów SARS-CoV-2. Co więcej, analizy baz danych dotyczących pacjentów zażywających przepisane przez lekarzy dzienne dawki CBD (100 mg/ml) wykazały, że wśród osób tych testy na COVID-19 rzadziej dają pozytywny wynik.
      Ten związek pomiędzy zażywaniem CBD a mniejszą liczbą pozytywnych testów na COVID utrzymywał się niezależnie od metod analizy, co daje silne podstawy do rozpoczęcia badań nad potencjalnym wykorzystaniem CBD do walki z infekcją SARS-CoV-2. Można je przeprowadzić analizując wielkie zestawy danych lub planując odpowiednie eksperymenty, stwierdzają autorzy artykułu.
      CBD ma wiele zalet jako potencjalny środek zapobiegający infekcji SARS-CoV-2. CBD jako dodatek do żywności, zwierający  poniżej 0,3% THC, jest szeroko stosowany. Po opracowaniu odpowiedniej formuły i zachowaniu kontroli jakości CBD mógłby być – w przeciwieństwie do leków antywirusowych – używany profilaktycznie. Tym bardziej, że możliwe jest wiele różnych dróg podawania CBD, w tym przez drogi oddechowe. Jako, że CBD blokuje replikowanie się wirusa już po jego wniknięciu do komórki, prawdopodobnie będzie efektywny również przeciwko wersjom wirusa ze zmienionym białkiem szczytowym. W przeciwieństwie do takich leków jak remdesivir czy przeciwciała przeciwwirusowe, CBD nie musi być wstrzykiwane w szpitalu. Ponadto CBD powoduje tylko niewielkie skutki uboczne, czytamy w podsumowaniu badań.
      Naukowcy podkreślają też, że obecność innych kannabinoidów, jak THC, może zmniejszać przeciwwirusowe działanie CBD, dlatego też palenie marihuany nie chroni przed SARS-CoV-2.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania przeprowadzone przez naukowców z National Institute of Drug Abuse (NIDA), który stanowi część amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH), wskazują na istnienie związku pomiędzy używaniem marihuany, a zwiększonym ryzykiem wystąpienia myśli samobójczych, przygotowania do samobójstwa i prób samobójczych. Na istnienie tego związku nie miało wpływu występowanie depresji, a ryzyka były większe w przypadku kobiet niż mężczyzn.
      W tych badaniach nie byliśmy w stanie wykazać związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy używaniem cannabis a zwiększonym odsetkiem samobójstw, jednak uzyskane przez nas wyniki to powód, by bliżej przyjrzeć się tej kwestii, szczególnie biorąc pod uwagę duży odsetek samobójstw wśród młodych ludzi. Jeśli lepiej zrozumiemy związek pomiędzy używaniem cannabis, depresją i samobójstwami, będziemy lepiej mogli pomóc ludziom, mówi dyrektor NIDA, jedna z autorek badań, doktor Nora Volkow.
      Badania zostały przeprowadzone na próbce ponad 280 000 osób w wieku 18–35 lat.
      W USD pomiędzy rokiem 2008 a 2019 liczba dorosłych używających marihuany wzrosła z 22,6 do 45 milionów. W tym samym czasie wzrosła też liczba zdiagnozowanych depresji oraz liczba osób, które myślały o samobójstwie, planowały je lub popełniły samobójstwo. Jednak związek pomiędzy rosnącym trendem użycia marihuany i rosnącym trendem samobójstw jest słabo rozumiany.
      Na potrzeby najnowszych analiz naukowcy wykorzystali dane zebrane w ramach National Surveys of Drug Use and Health. Dane te są zbierane corocznie wśród reprezentanywnej próbki obywateli USA, którzy ukończyli 12. rok życia i którzy nie przebywają w zakładach poprawczych lub więzieniach. Gromadzone są ten informacje m.in. na temat używania marihuany, zdrowia psychicznego, depresji, myśli samobójczych. Pod uwagę wzięto dane 281 650 osób w wieku 18–35 lat, gdyż jest to wiek, na który przypada zarówno szczyt używania substancji psychoaktywnych, jak i ujawniania się największej liczby zaburzeń zachowania.
      Naukowcy porównali ze sobą cztery „poziomy” używania marihuany: brak kontaktu z marihuaną, nie codzienne używanie marihuany, codzienną konsumpcję (zdefiniowaną jako używanie marihuany przez co najmniej 300 dni w roku) oraz zaburzenia używania marihuany, czyli sytuację, w której badani używali tego środka mimo wyraźnych negatywnych konsekwencji z tym związanych.
      Okazało się, że nawet u osób, które korzystały z marihuany mniej niż przez 300 dni w roku, występowało większe ryzyko myśli samobójczych, planowania oraz samobójstw niż u tych, którzy w ogóle marihuany używali. I związek ten był widoczny niezależnie od tego, czy badani cierpieli na depresję.
      I tak, wśród osób, które nie cierpiały na depresję i nie używały marihuany myśli samobójcze miało około 3% osób, wśród używających marihuany mniej niż przez 300 dni w roku odsetek ten rósł do 7%, wśród używających marihuanę codziennie wynosił 9%, a u osób z zaburzeniami używania marihuany – 14%.
      Z kolei wśród osób cierpiących na depresję, ale nie używających marihuany odsetek osób z myślami samobójczymi wynosił 35%, w przypadku używających marihuanę nie codziennie rósł do 44%. Myśli samobójcze miało też 53% osób z depresją, które codziennie używały marihuany i 50% z depresją i zaburzeniami używania marihuany.
      Badacze informują też, że kobiety używające marihuany częściej myślą o samobójstwie, przygotowują plan lub go realizują niż mężczyźni.
      Samobójstwo to jedna z głównych przyczyn śmierci wśród młodych dorosłych w USA, a nasze badania dostarczają ważnych informacji, które mogą pomóc w minimalizacji tego ryzyka. Depresję i zaburzenia używania marihuany można leczyć. Można też modyfikować poziom korzystanie z tego środka psychoaktywnego, mówi główna autorka badań, doktor Beth Han.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kontakt z marihuaną w wieku nastoletnim może ułatwiać uzależnienie się od kokainy. Naukowcy z Columbia University i włoskiego Uniwersytetu w Cagliari jako pierwsi przeprowadzili badania na poziomie molekularnym obserwując, jak wczesne wystawienie na działanie marihuany wpływa na późniejszą reakcję mózgu na kontakt z kokainą.
      W ramach badań na gryzoniach uczeni obserwowali, jakie zmiany zachodzą w mózgach młodych (odpowiadających nastoletnim ludziom) i dorosłych osobników. I jednym i drugim podawano syntetyczne kannabinoidy, a następnie kokainę. Naukowcy zaobserwowali, że po podaniu narkotyków w mózgach młodych zwierząt – ale nie dorosłych – dochodziło do zmian molekularnych i epigenetycznych. Odkrycie pozwala dokładniej przyjrzeć się temu, w jaki sposób używanie kannabinoidów w wieku nastoletnim może zwiększyć podatność na kokainę i ułatwiać uzależnienie od tego narkotyku.
      Nasze badania na szczurach są pierwszymi, podczas których zmapowano epigenetyczny i molekularny mechanizm, za pomocą którego kokaina oddziałuje na mózgi już wcześniej wystawione na działanie kannabinoidów. To daje nam lepsze pojęcie na temat biologicznych podstaw mechanizmów, które mogą zwiększać ryzyko nadużywania i uzależnienia się od narkotyków, mówi współautor badań, laureat nagrody Nobla, doktor Eric Kandel.
      Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie – i zwierzęta – różnie reagują na pierwszy kontakt z narkotykiem, a ta pierwsza reakcja pozwala przewidzieć dalsze zachowanie. Na przykład, jeśli pierwsze zetknięcie się człowieka z kokainą będzie odczuwane pozytywnie, to z większym prawdopodobieństwem ponownie zażyje on kokainę, czas do drugiego zażycia będzie krótszy i z większym prawdopodobieństwem się uzależni, czytamy w artykule opublikowanym na łamach PNAS.
      Mamy też coraz więcej dowodów łączących używanie kannabinoidów w wieku nastoletnim ze zwiększonym ryzykiem późniejszego używania kokainy oraz ze zwiększonym jej oddziaływaniem na człowieka. Również testy na zwierzętach pokazały, że kannabinoidy mogą uwrażliwiać na kokainę. Zwierzęta, które zetknęły się z kannabinoidami częściej samodzielnie podają sobie kokainę.
      Z badań epidemiologicznych wiemy, że wiele osób, które są uzależnione od kokainy, wcześniej używały marihuany, a ich pierwsze doświadczenie z narkotykami może mieć olbrzymi wpływ na to, czy będą ich nadal używali. Jednak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Dotyczą one na przykład wpływu konopi na mózg, mówi współautorka badań, doktor Denise Kandel. Dotychczas dysponowaliśmy danymi behawioralnymi, jednak nie mieliśmy neurobiologicznych dowodów wskazujących, że kannabinoidy mogą wpływać na reakcję mózgu na zetknięcie się z kokainą.
      Dotychczasowe badania ujawniły chemiczną stronę wpływu obu narkotyków na mózg. Badania nad uzależniającymi właściwościami kokainy koncentrowały się na mezolimbicznym szlaku dopaminergicznym. Odgrywa on ważną rolę w odczuwaniu nagrody i przyjemności. Jako, że marihuana zwiększa aktywność tego szlaku w sposób podobny do kokainy, wpływa też na cały rozległy system neurochemiczny zwany układem endokannabinoidowym. To kluczowy system dla rozwoju mózgu, który to proces wciąż trwa w wieku nastoletnim, dodaje doktor Philippe Melas.
      W ostatnich latach pojawiły się badania wskazujące, że rozwój uzależnienia od kokainy ma związek z układ glutaminianergiczny, a z kolei marihuana wpływ na przebieg sygnałów w tym układzie. Dlatego też włosko-amerykański zespół naukowy postanowił zbadać potencjalny związek pomiędzy oboma narkotykami. Uczeni sprawdzali, jak mózgi szczurów reagują najpierw na podanie syntetycznego kannabinoidu WIN, a następnie na podanie kokainy.
      Okazało się, że mózgi młodych szczurów, którym podano WIN mocniej reagowały na pierwszy kontakt z kokainą, niż mózgi szczurów, które z WIN się nie zetknęły. Co istotne, zjawisko to zaobserwowaliśmy u młodych szczurów, ale nie u dorosłych, mówi Melas. Gdy uczeni bliżej przyjrzeli się temu zagadnieniu, okazało się, że gdy młode szczury zetknęły się z kannabinoidem, to sposób, w jaki działała na nie następnie kokaina był związany z kluczowymi zmianami molekularnymi. Dotyczyły one zarówno zmian w receptorach glutaminergicznych, jak i znaczących zmian epigenetycznych.
      Co ciekawe, zespół z Columbia Univeristy wcześniej prowadził podobne badania nad epigenetycznymi zmianami dotyczącymi reakcji dorosłych mózgów na kontakt z nikotyną i alkoholem. Zmiany takie zaobserwowano. Tym razem jednak okazało się, że w przypadku marihuany zmiany takie zachodzą tylko w młodych mózgach. Występują one w korze przedczołowej, która odgrywa kluczową rolę w takich zadaniach jak planowanie długoterminowe czy samokontrola i jest jednym z ostatnich obszarów mózgu, który osiąga dojrzałość.
      Wyniki najnowszych badań sugerują, że wystawienie wciąż rozwijającego się mózgu na działanie kannabinoidu wpływa na wywoływaną przez kokainę hiperacetylację histonów w dorosłej korze przedczołowej. Jako, że acetylacja histonów zwiększa dostępność do chromatyny, powstało pytanie, czy zmiany obserwowane w młodym mózgu przekładają się na szeroką dostępność do chromatyny. Okazało się, że hiperacetylacja histonów nie prowadziła do ogólnych szerokich zmian w dostępności do chromatyny w skali całego genomu. Okazało się jednak, że powoduje to zwiększony dostęp do chromatyny i alternatywny splicing niektórych genów.
      W podsumowaniu badań naukowcy stwierdzili, że wystawienie na działanie kannabinoidów w wieku nastoletnim prowadzi do zmian w ekspresji genów wywołanych oddziaływaniem kokainy, pojawieniem się alternatywnego splicingu w genach powiązanych z receptorami neuroprzekaźników oraz zwiększonym wpływem kokainy na fosforylację protein. Innymi słowy, używanie marihuany w wieku nastoletnim większa prawdopodobieństwo, że pierwsze doświadczenie takiej osoby z kokainą będzie pozytywne, co z kolei może wzmocnić jej predyspozycję do używania i uzależnienia się od kokainy.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...