Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Marihuana może szkodzić zamiast pomagać. Zły system zezwoleń na zakup medycznej marihuany

Recommended Posts

Wiele twierdzeń o dobroczynnym wpływie medycznej marihuany nie znajduje potwierdzenia w badaniach, informuje doktor Jodi Gilman z Center for Addiction Medicine na Massachusetts General Hospital. Stał on na czele grupy badawczej, które zauważyła, że u osób zażywających medyczną marihuanę w celu walki z bólem, depresją i lękiem, pojawiają się zaburzenia związane z używaniem marihuany, a jednocześnie pacjenci ci nie odczuwają poprawy tam, gdzie marihuana miała im pomagać.

Przeprowadziliśmy pierwsze randomizowane badania wśród pacjentów, którzy otrzymali kartę upoważniającą do zakupu medycznej marihuany. Stwierdziliśmy, że jej użycie może nieść ze sobą negatywne konsekwencje. Osoby próbujące zwalczać za jej pomocą ból, niepokój i lęk nie zauważyły żadnej poprawy, natomiast osoby cierpiące na bezsenność informowały o poprawie jakości snu, mówi Gilman. Badaczy najbardziej zmartwił fakt, że u osób cierpiących na niepokój i depresje rozwijały się zaburzenia związane z używaniem marihuany. Zaburzenia te to kolejność zwiększania dawek, by pokonać rozwijającą się tolerancję oraz zażywanie jej pomimo widocznych problemów fizjologicznych i psychologicznych związanych z użyciem tego środka.

Medyczna marihuana jest dostępna w 36 stanach USA i w Dystrykcie Kolumbii. Jej użycie dopuszczono w przypadku olbrzymiej liczby schorzeń i dolegliwości. Do zakupu marihuany do celów medycznych uprawnieni są posiadacze specjalnych kart. Jednak obecny system wydawania takich kart powoduje, że są one przyznawane nie przez lekarza prowadzącego, a przez innych lekarzy, którzy mogą je wydawać na postawie pobieżnych badań, nie muszą proponować innych metod leczenia i sprawdzają, czy marihuana pomogła osobom, którym te karty wydali. Marihuana, traktowana jest tutaj jako środek medyczny, ale nie jest objęta regulacjami dotyczącymi innych leków.

Badacze z Massachusetts General Hospital rozpoczęli swój eksperyment w 2017 roku. Wzięło w nim udział 269 dorosłych osób, które chciały otrzymać kartę zezwalającą na zakup medycznej marihuany. Część tych osób otrzymała karty natychmiast, a części powiedziano, że muszą poczekać 12 tygodni. Następnie przez 12 tygodni śledzono losy obu grup. Okazało się, że w grupie, która od razu otrzymała kartę, ryzyko wystąpienia zaburzeń związanych z użyciem marihuany było 2-rotnie większe niż w grupie oczekującej. Do 12. tygodnie takie zaburzenia wystąpiły u 10% grupy, która otrzymała kartę, a w przypadku osób, które otrzymały ją ze względu na odczuwany niepokój lub depresję, niekorzystne objawy zauważono u 20%.

Wyniki naszych badań pokazują, że istnieje konieczność poprawienia systemu przyznawania kart, szczególnie tam, gdzie są one wydawane osobom cierpiącym na niepokój i depresję. To te osoby są bowiem narażone na zwiększone ryzyko działań niepożądanych marihuany, mówi Gilman. Pacjenci muszą otrzymywać lepszą informację. Obecnie sami decydują o wyborze produktu, dawkowaniu i często nikt nie sprawdza skutków takich działań, dodaje Gilman.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Share this post


Link to post
Share on other sites
43 minuty temu, Jarek Duda napisał:

Ok. 110 tys. przez alkohol:

Przez 15 lat, czyli 7300 rocznie. Nie zapominaj, że to na własne życzenie. Dla mnie problemem do rozwiązania jest te 8000 niezawinionych śmierci biernych palaczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki za korektę - rzeczywiście było coś podejrzanie za dużo. Jasne to jest kwestia wyboru, ale jest sporo statystycznie istotnych czynników, zaczynając od legalności, dostępności.

d0f2d81327a1d7-948-547-0-0-977-564.webp

01.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
55 minut temu, Jarek Duda napisał:

Jasne to jest kwestia wyboru, ale jest sporo statystycznie istotnych czynników, zaczynając od legalności,

Z drugiej strony wiemy, że prohibicja przynosi niespodziewane i niepożądane efekty. Ale, jako palacz w okresie niepalenia,  jestem za całkowitą delegalizacją tytoniu i jego palenia. Nie ma sposobu by ochronić niepalących. Te wszystkie zakazy nie działają i sporo ludzi narażonych jest na bierne palenie. Są substytuty, gumy, piguły, plastry z nikotyną i państwo se może nawet na to akcyzę nakładać więc nie jest jakieś bardzo istotne ograniczenie wolności, a palacz to nie jest osoba, która chce respektować prawo innych do nietrującego powietrza.

edit: delegalizacja tytoniu jest wykonalna w przeciwieństwie do delegalizacji alkoholu.

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 minut temu, Jajcenty napisał:

Ale, jako palacz w okresie niepalenia,  jestem za całkowitą delegalizacją tytoniu i jego palenia.

Jako wieloletni palacz, zasłużony nawet (jakoś nie otrzymałem odznaczenia za wieloletnie zasługi na rzecz poprawy budżetu :ph34r:), choć jedynie z nielicznymi i krótkimi epizodami niepalenia również jestem za. Oczekuję oczywiście poziomu minimum (skoro palenie jest już nawet jednostką chorobową) i opłacenie z NFZ mojego leczenia odwykowego. Mam jednak obawy, że akcyza z plasterków i innych uwien to nie to samo, co akcyza z fajek. Czyli raczej pozostanie po staremu.

Ed. U Brytoli przykładowo wszelkie plasterki i inne takie są za free, oczywiście pod warunkiem poddania się na zawartość nikotyny w organizmie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ułatwiona dostępność podnosi spożycie, utrudniona zwykle je obniża, np. https://www.longdom.org/open-access/the-relationship-between-alcohol-availability-and-alcohol-consumption-2332-0761-1000252.pdf

Quote

This study provides evidence that alcohol supply has an impact on alcohol consumption. The consumption of strong
alcohol and wine increases as the number of Alko outlets grows. Taxation through pricing also affects the purchase of
strong alcohol. The disposable income of the consumer does not influence consumption, and there is no relationship
between the number of Alko outlets and alcohol consumption in restaurants and alcohol purchases from grocery store

https://www.researchgate.net/publication/271236649_Availability_restrictions_and_alcohol_consumption_A_case_of_restricted_hours_of_alcohol_sales_in_Russian_regions

Quote

Findings: We revealed a significant positive correlation between the amount of alcohol consumed and the number of hours of allowed alcohol sales when other factors were controlled. The results gained from analyzing the micro-data were confirmed using the regional sales information. In terms of drinking reduction, sales restrictions in the evening hours seem more efficient than restrictions in the morning hours. Restricted hours of sale do not increase consumption of beer or home-distilled alcohol. Conclusions: Alcohol consumption depends on the hours of sale, all else being equal. Restricting the legal hours of alcohol sales in Russian regions has the potential to reduce consumption levels. These findings indicate a need for a further reduction in sales hours in the regions where heavy drinking is especially widespread.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3860576/

Quote

Yet studies examining the effects of increases of monetary prices (e.g., through raising taxes) on alcohol consumption and a wide range of related behavioral and health problems have demonstrated that price increases for alcoholic beverages lead to reduced alcohol consumption, both in the general population and in certain high-risk populations, such as heavier drinkers or adolescents and young adults. These effects seem to be more pronounced in the long run than in the short run. Likewise, price increases can help reduce the risk for adverse consequences of alcohol consumption and abuse, including drinking and driving, alcohol-involved crimes, liver cirrhosis and other alcohol-related mortality, risky sexual behavior and its consequences, and poor school performance among youth. All of these findings indicate that increases in alcoholic-beverage taxes could be a highly effective option for reducing alcohol abuse and its consequences.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Astro napisał:

Jako wieloletni palacz, zasłużony nawet (jakoś nie otrzymałem odznaczenia za wieloletnie zasługi na rzecz poprawy budżetu :ph34r:)

Odznaczenie Ci się nie należy :) Przed laty był w Polityce artykuł o tym, że palenie papierosów kosztuje budżet kilkukrotnie więcej niż palacze do budżetu wrzucają. :)
To raczej ja powinienem dostać odznaczenie, bo papierosy rzuciłem w wieku 8 lat, więc zaoszczędziłem budżetowi sporo wydatków.

Share this post


Link to post
Share on other sites
29 minut temu, Mariusz Błoński napisał:

Przed laty był w Polityce artykuł o tym, że palenie papierosów kosztuje budżet kilkukrotnie więcej niż palacze do budżetu wrzucają.

No to jaj nie mają, czy co? Zakazać i tyle - jestem za, jak wcześniej powiedziałem. :) Dla mnie takie artykuły to dziecinada, bo brak konsekwencji.

Tak po prawdzie jednak, to policz. Koszt produkcji, dystrybucji, płacenia za antyreklamę itd. paczki fajek do ceny końcowej to mniej niż 10%. Naprawdę po tylu latach zasłużyłem na order. :) Tym bardziej, że przez tyle lat (nie powiem) na L-4 byłem niewiele.

39 minut temu, Mariusz Błoński napisał:

bo papierosy rzuciłem w wieku 8 lat, więc zaoszczędziłem budżetowi sporo wydatków

Zdecydowanie więcej nie wniosłeś. :)

Ed. Osobiście śmieszą mnie te "krucjaty o szkodliwości". Skoro faje i alkohol przynoszą tyle strat społecznych, to dlaczego jest to wciąż legalne? Albo nie są szkodliwe (a przecież wiemy, że są), albo to zwyczajna hipokryzja. Nie tyle skłaniam się ku drugiemu, co WIEM, że tak jest.

Jajcenty. Oczywiście, że ludzie będą chcieli pić wódę. Ceny poszybują, nielegalni producenci  będą oligarchami, ale co za problem, by dodatki funkcyjne motywować ilością zajętego alkoholu? Służby się rozrosną, zatrudnienie znajdą nowi ludzie, a zajmowanie jachtów, luksusowych wozów i nieruchomości będzie napędzać interes państwa. Trochę konsekwencji jeno poproszę. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
53 minuty temu, Astro napisał:

Jajcenty. Oczywiście, że ludzie będą chcieli pić wódę. Ceny poszybują,

Z wódą jest problem. Każdy, wszędzie, ze wszystkiego może robić gorzałę. Za prlu, jak gorzała była na kartki, to w każdym znanym mi domu stały balony i robiono w nich coś  do picia, głównie jakieś namiastki wina, ale sporo ludzi pędziło w szybkowarach, czajnikach, itp. Jak akcyza była za wysoka, to przemyt i pokątna produkcja... na weselach podawano bimber z fuzlem, a miastowe nie mogły się nachwalić jaki pyszny, prosto z krzaka, bezglutenowy. Z tytoniem byłoby łatwiej.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, Mariusz Błoński said:

Przed laty był w Polityce artykuł o tym, że palenie papierosów kosztuje budżet kilkukrotnie więcej niż palacze do budżetu wrzucają

Znalazłem z 2012 https://www.mp.pl/pacjent/pochp/aktualnosci/76864,wieksza-akcyza-nie-zrownowazy-kosztow-niwelowania-skutkow-palenia-tytoniu

Quote

Budżet wprawdzie zarobi dodatkowo 350 milionów złotych, ale to i tak nie zrównoważy kosztów, jakie państwo i społeczeństwo ponosi na niwelowanie skutków palenia.

Alkohol: https://www.rp.pl/przemysl-spozywczy/art930061-podatnicy-placa-niemal-31-mld-zl-za-nadmierne-picie-polakow

Quote

Niemal 31 mld zł rocznie kosztuje Polskę nadmierne spożycie alkoholu, podczas gdy wpływy z akcyzy od trunków sięgają niespełna 12 mld zł.

"Podatek cukrowy": https://www.money.pl/gospodarka/oplata-cukrowa-czyli-jak-podatek-dba-o-zdrowie-6648109721328288a.html

Quote

Tylko w tym roku do kasy skarbu państwa mają trafić 3 miliardy zł. (...)
Jednym z kluczowych powikłań otyłości jest cukrzyca. NFZ każdego roku ponosi koszty leczenia na poziomie 2,8 mld zł, a koszty diagnozy i leczenia powikłań to kolejne 3,2 mld zł.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zyskiem z legalności alkohol i tytoniu jest brak lub mniejszą szara strefa która czerpałaby zyski gdyby były one nielegalne. Możliwe, że legalne narkotyki rozwiązałby problem karteli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W Polsce mamy kilkukrotnie za dużo punktów sprzedaży alkoholu, co przekłada się na zwiększone spożycie i związane problemy, już od dziecka szkoli się przyszłych klientów (np. szampan piccolo): https://stopuzaleznieniom.pl/artykuly/fakty-o-alkoholu/monopole-za-kazdym-rogiem-jak-dostepnosc-alkoholu-wplywa-na-picie-polakow/

Quote

WHO rekomenduje, aby jeden punkt sprzedaży alkoholu przypadał na około 1000-1500 mieszkańców. W Warszawie przypada na… 309 osób. Co więcej, w stolicy spożywa się o 40% więcej alkoholu niż średnio w Polsce. Czy to naczynia połączone?

Jak kiedyś cowboy Marlboro reklamował pozytywy palenia, tak mity wykreowane przez biznes alkoholowy też zostają obalane np. https://zywienie.medonet.pl/produkty-spozywcze/napoje/pijesz-czerwone-wino-dla-zdrowia-to-nie-jest-dobry-pomysl/h9lblks

Quote

Być może żyjesz w przeświadczeniu, że kieliszek czerwonego wina ma zbawienny wpływ na twoje serce. Okazuje się, że nie jest to do końca prawda. Najnowsze badania wykazały, że picie czerwonego wina może powodować długotrwałe szkody dla twojego zdrowia.

 

Pytanie jak to się przekłada na narkotyki? Na pewno zakaz zwiększa ceny - zyski dystrybutorów.

Legalizacja z jednej strony osłabiłaby te nielegalne środowiska, obniżyła ceny, poprawiła bezpieczeństwo ... z drugiej poprawiłaby dostępność, dałaby akceptację społeczną - co przekłada się na zwiększone spożycie - poniższe statystyki sugerują że z 10x:

https://hh24.pl/narkomania/ :

Quote

Narkotyki Zażywało

  • 5% dorosłych Polaków co najmniej raz w życiu,
  • 1,4% – w ciągu ostatnich 12 miesięcy,
  • 0,4% – w ciągu ostatnich 30 dni

https://drugabusestatistics.org/marijuana-addiction/

Quote
55M  -  The number of American adults who currently use marijuana. (16.9%)
45%  -  The percentage of Americans who have tried marijuana at least once.
24%  - The percentage of 12th-graders who have used marijuana in the past year. (2017)

https://www.nih.gov/news-events/news-releases/prevalence-marijuana-use-among-us-adults-doubles-over-past-decade

Quote

Surveys show 9.5 percent of Americans use marijuana; 30 percent of users meet criteria for a disorder.

Czy dobrze byłoby żeby w Polsce doszło kolejne powszechne uzależnienie - przeradzając się z niszowego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

być może palacze są jednak korzystni dla budżetu, bo:

- każdy musi kiedyś umrzeć, a przed śmiercią być leczony,

- palenie nie ogranicza w istotny sposób wydajności pracy, w przeciwieństwie do alkoholu,

- a w wieku około emerytalnym palacz umiera szybciej niż inni, bo kumulują się efekty ze strony układu krążenia i nowotworów, nie obciążając ZUS,

- do budżetu odprowadził znacznie więcej niż inni płacąc akcyzę.

Co o tym sądzicie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Jarek Duda napisał:

W Polsce mamy kilkukrotnie za dużo punktów sprzedaży alkoholu, co przekłada się na zwiększone spożycie i związane problemy,

nie za bardzo. w komunie było punktów mało i do "kiosków" stały dłuuugie kolejki i wiadomo jakie były statystyki. Jak ktoś chce się napić to wykona tytaniczną pracę żeby to spełnić, np. przepłynie rzekę wpław, lub wykona wspinaczkę wysokogórską po balkonach na metę. brak pobliskich punktów dystrybucji może zniechęcić tylko osoby które nie mają problemu z alkoholem, oni dla systemu są nieistotni.

3 godziny temu, Jarek Duda napisał:

z drugiej poprawiłaby dostępność, dałaby akceptację społeczną - co przekłada się na zwiększone spożycie - poniższe statystyki sugerują że z 10x:

Na pewno nie aż tak... Holandia pokazuje że jakiś tam wzrost jest ale na ulicach nie widać zataczających się z blantami, a jak już to przyjezdnych którzy zachowują jak psy spuszczone z łańcucha lub małpy wypuszczone z klatki.

16 minut temu, nurek napisał:

palenie nie ogranicza w istotny sposób wydajności pracy, w przeciwieństwie do alkoholu,

to zależy ile przerw robisz na fajkę

17 minut temu, nurek napisał:

do budżetu odprowadził znacznie więcej niż inni płacąc akcyzę

bo ja wiem... ktoś kto nie pali wyda te pieniądze na paliwo żeby pojechać do lasu na wycieczkę albo no cokolwiek innego co jest obciążone VATami, akcyzami i innymi daninami

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Jasne zdeterminowany pójdzie dalej do sklepu ... ale z drugiej strony nieplanujący może spontanicznie odwiedzić monopolowy, łatwo przedłużyć imprezę odwiedzając całodobowy obok, etc. - ich kilkukrotny nadmiar na pewno wpływa na zwiększone spożycie (też kilka artykułów w poście wyżej) - za które płaci zarówno dana osoba m.in. zdrowiem, jak i często szczególnie jego rodzina np. https://www.medonet.pl/ciaza-i-dziecko/choroby-dzieciece,dda--dorosle-dzieci-alkoholikow----objawy--terapia--skutki,artykul,1637861.html

alkohol-infografika-1-e1591714693718.png

Co do marihuany w Holandii: https://www.statista.com/statistics/599683/cannabis-usage-in-the-netherlands/

Quote

1.7% daily, 4.9% in the past month, 7.8% in the past year, 22.9% ever

Czyli w ciągu ostatniego miesiąca ponad 10x więcej niż w Polsce (0.4%) - z niszowego na dodatkowy podstawowy nałóg, kolejny częsty dodatek zakraplanych imprez ...

https://vitalibera.pl/poradnik/uzaleznienie-od-marihuany/

Quote

Do takich negatywnych skutków palenia suszu należy zaliczyć m.in.:

  • rozwinięcie się uzależnienia psychicznego,
  • napady lęku lub paniki – występują u niektórych osób zaraz po przyjęciu narkotyku,
  • pogorszenie koordynacji ruchowej, słabszy refleks – dlatego po zażyciu narkotyków nie powinno się prowadzić pojazdów mechanicznych,
  • osłabienie pamięci i koncentracji,
  • zaburzenia snu,
  • zwiększony apetyt i przybieranie na wadze,
  • występowanie u niektórych osób różnych zaburzeń psychicznych, lękowych i depresyjnych,
  • zaburzenia psychotyczne np. omamy, urojenia, labilny nastrój,
  • zespół amotywacyjny – występuje u osób regularnie i od dłuższego czasu palących marihuanę, a polega na obniżeniu aspiracji życiowych, zobojętnienie, utrata zainteresowań oraz niechęć do jakiejkolwiek aktywności,
  • zmniejszenie sprawności intelektualnej (zauważalne jest również u osób długotrwale zażywających konopie),
  • dolegliwości somatyczne – przyśpieszone tętno, wzrost ciśnienia krwi, ryzyko zawału serca, choroby gardła, stany zapalne układu oddechowego, kaszel,
  • obniżenie płodności (szczególnie u mężczyzn),
  • skutki społeczne – trudności w nawiązaniu trwałej relacji z partnerem, zamykanie się na znajomości wyłącznie z osobami palącymi, rezygnacja z dotychczasowych aktywności i zainteresowań.
Edited by Jarek Duda

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Jarek Duda napisał:
Cytat

1.7% daily, 4.9% in the past month, 7.8% in the past year, 22.9% ever

Czyli w ciągu ostatniego miesiąca ponad 10x więcej niż w Polsce (0.4%) - z niszowego na dodatkowy podstawowy nałóg, kolejny częsty dodatek zakraplanych imprez ...

tylko dane z Holandii to dane statystyczne nikogo nie obciążające, a dane z Polski to jakieś domniemane przyznanie się do nielegalnego procederu więc mocno zaniżone.

zresztą w śród znajomych ze świecą szukać kogoś kto nie zapalił :D ale może takich popapranych mam :)

 a obserwując młodzież tu i tam, też nie uwierzę w 0.4% 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 23.03.2022 o 12:23, tempik napisał:

zresztą w śród znajomych ze świecą szukać kogoś kto nie zapalił :D

Wiesz, w moim wieku ze świecą szuka się już znajomych, ale masz rację. ;)
Spoglądając jednak na wykres od Jarka brakuje mi istotnej kategorii: ile lat miałeś, kiedy ostatnio paliłeś? Wbijałbym się w pierwszy przedział...
W pewnym wieku człowiek już tak szybko nie biega, a przeskakiwanie przez płot to już kosmiczne wyzwanie. Bez stresu mogę jednak podjechać naście km do lokalnego marketu (nie kolaborują ;)) i kupić flaszencję. Większym wyzwaniem jest zakup prezerwatyw - tu już muszę pojechać dalej, bo wiesz, byłaby to sensacja na wiele pobliskich siół i na wiele tygodni. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
50 minut temu, Astro napisał:

Większym wyzwaniem jest zakup prezerwatyw

Eee...skoro broń defensywna potrzebna, to tam team młody jeszcze.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesz, to nie do końca tak. Czasem kwiat przekwitnięty trącić niechcący może nowym życiem. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, Astro napisał:

Wiesz, to nie do końca tak. Czasem kwiat przekwitnięty trącić niechcący może nowym życiem

To się nazywa złośliwość rzeczy martwych. Ale to nie jedyny problem. Odnotowuje się zwiększony poziom STD wśród seniorów. Napompowani wiagrą korzystają z uroków życia, niejako słusznie mając w zadzie antykoncepcję. A tu taki zonk. Guma jednak szalenie się przydaje. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, Astro napisał:

Spoglądając jednak na wykres od Jarka brakuje mi istotnej kategorii: ile lat miałeś, kiedy ostatnio paliłeś? Wbijałbym się w pierwszy przedział...

masz rację,2 pierwsze etapy to ewentualna zabawa, dalej to już zostaje tylko szara proza życia(przynajmniej statystycznie) a tam już tylko twarde środki dają radę, otępiający alkohol jest idealny.

12 godzin temu, Astro napisał:

Większym wyzwaniem jest zakup prezerwatyw - tu już muszę pojechać dalej, bo wiesz, byłaby to sensacja na wiele pobliskich siół i na wiele tygodni. ;)

x lat temu jak córki chodziły do przedszkola wywołałem falę zgorszenia jak w popularnym markecie młodsza wypakowała na taśmę paczkę prezerwatyw(taką większą, chyba 12 szt. :lol:), zostałem wzrokowo skarcony przez wszystkich świadków :lol:  kupując kiedyś żonie podpaski też wywołałem konsternację kasierki. jakbym miał się tym przejmować to po większość zakupów trzeba by jechać za granicę powiatu :)

 

 

 

10 godzin temu, Astro napisał:

Wiesz, to nie do końca tak. Czasem kwiat przekwitnięty trącić niechcący może nowym życiem. ;)

to tak jak ze świeczką, która przed zgaśnięciem potrafi jeszcze na chwilkę zapłonąć żywym ogniem :D

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Nowa Zelandia ma moim zdaniem dobry pomysł na to, czyli pokoleniowy zakaz palenia. Każdy pełnoletni do tego roku może palić i kupować, ale następne roczniki już nie.

Myślę, że ten pomysł ma wiele plusów. Nie ograniczasz wolności dorosłym, bo w końcu dalej mogą palić, a jedynie obecnie niepełnoletnim. Po prostu nie nabywają oni prawa do palenia wraz z wejściem w dorosłość. Producenci też nie mogą się skarżyć ze względu na "stabilność prowadzenia DG", bo popyt spada powoli, wraz z każdym rocznikiem, w związku z czym mają czas się dostosować. Szara strefa nie urośnie od razu, bo czy opłaca się ryzykować dla jednego rocznika? Czy 2? Kombinowanie z kupowaniem dla kogoś będzie występować, ale będzie zanikać z czasem. W końcu mając 16-25 lat możesz i stać pod sklepem, żeby Ci ktoś kupił fajki, ale mając 30+ to już chyba mało kto by tak robił. Dodatkowo liczba roczników, które będą mogły kupować też z czasem spada. Stopniowe ograniczenie popytu będzie powodować wycofywanie się z rynku producentów co spowoduje spadek jakości (i atrakcyjności) oferty, a także wzrost cen.

Minusem jest na pewno konieczność przestrzegania prawa przy sprzedaży, dowód osobisty musiałby pokazywać każdy za każdym razem niezależnie od tego "na ile wygląda". Drugi minus to czas, to byłyby powolne zmiany.

To samo można by zrobić z alkoholem, aczkolwiek między papierosami i alkoholem jest różnica. Alkohol, a w szczególności wysokoprocentowy spirytus, służyć może też do innych celów, czyszczenie, odtłuszczanie albo odkażanie (również wewnątrzustrojowe ;) )

1 godzinę temu, tempik napisał:

x lat temu jak córki chodziły do przedszkola wywołałem falę zgorszenia jak w popularnym markecie młodsza wypakowała na taśmę paczkę prezerwatyw(taką większą, chyba 12 szt. :lol:), zostałem wzrokowo skarcony przez wszystkich świadków

To chyba musiało być bardzo dawno. Nie przypominam sobie takiej sytuacji od wielu, wielu lat, a zakupy większe robię co tydzień. A może przestałem z wiekiem zwracać uwagę na "miny" innych?

W dniu 23.03.2022 o 12:23, tempik napisał:

a obserwując młodzież tu i tam, też nie uwierzę w 0.4%

Nie tylko młodzież. U mnie na osiedlu trawę czuć regularnie i niekoniecznie tylko od młodzieży.

Pytanie czy podejście do używek zmieniłoby się gdybyśmy mieli pywatną (drogą) służbę zdrowia? Patrząc na USA to pewnie nie.

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zalegalizowanie rekreacyjnej marihuany może mieć wpływ na używanie innych substancji oraz zażywanie innych substancji w połączeniu z marihuaną. Dlatego też naukowcy z University of Washington postanowili sprawdzić, czy i jak legalizacja marihuany w stanie Waszyngton wpłynęła na używanie alkoholu, nikotyny i środków przeciwbólowych wśród młodych dorosłych oraz czy i jakie zmiany zaszły w trendach używania tych substancji wraz z marihuaną.
      Wielu przeciwników legalizacji niemedycznej marihuany wskazywało, że może być ona substancją przecierającą drogę do używania innych szkodliwych substancji. Argumentowali, że po zalegalizowaniu marihuany młodzi ludzie, którzy nie sięgnęliby po nią, gdyby nie była legalna, zaczną też eksperymentować z innymi narkotykami.
      Rekreacyjne użycie marihuany zostało zalegalizowane w stanie Waszyngton w 2012 roku. Naukowcy przeanalizowali dane pochodzące badań sondażowych z lat 2014–2019. Badaniami tymi objęto łącznie 12 500 osób, które były podzielone na dwie grupy wiekowe: 18–20 lat i 21–25 lat. Co istotne, stan Waszyngton zalegalizował rekreacyjną marihuanę jedynie dla osób, które ukończyły 21. rok życia. To również granica wieku, która pozwala legalnie kupić alkohol.
      Z artykułu opublikowanego na łamach Journal of Adolscent Health wynika, że po zalegalizowaniu marihuany badane grupy spożywały mniej alkoholu i miało w nich miejsce mniej epizodów poważnego upijania się, niż w analogicznych grupach przed legalizacją marihuany. Zmniejszyło się też spożycie leków przeciwbólowych oraz produktów zawierających nikotynę, z wyjątkiem e-papierosów. Naukowcy byli zaskoczeni wzrostem użycia e-papierosów, ale doszli do wniosku, że nie miał on związku z legalizacją marihuany, ale w tym przypadku wystąpił efekt nowości i mody, gdyż e-papierosy zdobyły popularność w całym kraju. Trend wzrostowy nie był w ich przypadku spowodowany dostępnością do legalnej marihuany.
      Autorzy badań nie byli w stanie stwierdzić czy podobne zjawiska zaszły odnośnie używania marihuany równocześnie z innymi substancjami. Ta kwestia wymaga dalszych badań.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dr Andrzej Śliwerski z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego (UŁ) podkreśla, że zgodnie z wynikami badań, depresja występuje nawet u 30,4%, a zaburzenia lękowe u 32% dzieci z cukrzycą typu 1. (CT1). Interdyscyplinarny zespół zamierza sprawdzić, w jakim stopniu na stan psychiczny chorego wpływają zachowania rodziców i otoczenia oraz wizja siebie pacjenta. Projekt dr. Śliwerskiego jest realizowany w ramach konkursu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza.
      Cukrzyca typu 1. jest chorobą autoimmunologiczną, w przebiegu której dochodzi do zniszczenia komórek beta wysp trzustkowych (wysp Langerhansa). Z tego względu insulina musi być dostarczana w postaci zastrzyków. W większości przypadków cukrzyca typu 1. zaczyna się w wieku wczesnodziecięcym i we wczesnej dorosłości; średnia wieku wynosi 8 lat. Dr Śliwerski zaznacza, że obserwuje się stały wzrost liczby pacjentów z CT1.
      Problemy psychologiczne towarzyszące CT1
      CT1 towarzyszą dolegliwości psychologiczne; najczęstszymi są wspominane na początku depresja i zaburzenia lękowe. Związek między depresją i lękiem a kontrolą cukrzycy jest dwukierunkowy - mówi dr Śliwerski. Zaburzenia emocjonalne wpływają na gorszy poziom wyrównania glikemii. Jednocześnie nawracające hipoglikemie (niskie poziomy cukru we krwi) i hiperglikemie (wysokie poziomy cukru we krwi) powodują większe ryzyko depresji i lęku. Ponieważ zaburzenia lękowe i depresyjne pogarszają wyrównanie metaboliczne cukrzycy, zwiększając ryzyko wystąpienia ostrych i przewlekłych powikłań choroby, znajomość czynników warunkujących ich wystąpienie może przyczynić się do opracowania programów profilaktyczno-edukacyjnych poprawiających stan zdrowia psychicznego dzieci chorych. W konsekwencji doprowadzi to do lepszej samokontroli cukrzycy.
      Zbadają rolę czynników poznawczych
      W ramach projektu Cognitive Vulnerability to Depression wykazano, że czynniki poznawcze - tendencyjnie ukierunkowana uwaga i pamięć czy negatywna wizja siebie - istotnie wpływają na podatność na zaburzenia emocjonalne. Model weryfikowano w populacji polskiej, ale na razie w odniesieniu do depresji i tendencji samobójczych, a także zaburzeń nastroju związanych z wahaniami poziomu hormonów.
      Teraz sprawdzimy, w jakim stopniu te same czynniki stanowią o podatności na zaburzenia depresyjne i lękowe u dzieci z CT1, uwzględniając sposób funkcjonowania ich rodzin. Warto podkreślić, że na co dzień żyją one w specyficznych, trudnych warunkach, biorąc choćby pod uwagę obowiązek permanentnej kontroli poziomu cukru u dzieci, jaki spoczywa na rodzicach.
      W ramach badań dzieci z CT1 i ich matki wykonają 2 zadania komputerowe: trzeba będzie zapamiętać słowa i policzyć twarze wyrażające emocje. Jak tłumaczy dr Śliwerski, w ten sposób będzie można ustalić, czy z większą łatwością zapamiętują i kierują swoją uwagę na negatywne bodźce.
      Psycholog opowiada, że na ryzyko zagrożenia życia przez nadmierne spadki poziomu cukru i ryzyko ciężkich powikłań w wyniku hiperglikemii wielu rodziców reaguje lękiem i nadmierną potrzebą kontroli funkcjonowania dziecka. Wskutek tego u młodego pacjenta dochodzi do obniżenia poczucia własnej wartości. Niekorzystnym zjawiskiem jest także brak akceptacji choroby przez rodziców. Z drugiej strony badania pokazują, że pozytywne postawy rodziców mogą w znaczący sposób obniżać ryzyko wystąpienia depresji – na przykład poprzez zaangażowanie i pomaganie dzieciom w adaptacji do choroby.
      Pomoc w radzeniu sobie z trudnymi aspektami choroby
      Nad projektem pracują psycholodzy z Instytutu Psychologii UŁ, a także diabetolodzy i psycholog z Kliniki Pediatrii, Diabetologii, Endokrynologii i Nefrologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Ponieważ przed wypisem ze szpitala dzieci i ich rodziny przechodzą szkolenie diabetologiczne, w ramach którego omawia się kwestie dotyczące insulinoterapii, diety i codziennego funkcjonowania, uzyskane wyniki będzie można wykorzystać w szkoleniach dla rodziców ze wsparcia i sposobów prowadzenia dzieci chorych na CT1.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie, którzy chodzą spać wcześniej i wcześniej wstają są narażeni na mniejsze ryzyko poważnej depresji, wynika z dużych studiów genetycznych, których wyniki opublikowano na łamach JAMA Psychiatry. Ich autorzy – naukowcy z University of Colorado Boulder oraz Broad Institute of MIT and Harvard – przeanalizowali dane dotyczące ponad 840 000 ludzi. Dostarczyły one jednego z najsilniejszych dowodów na to, że nasz chronotyp – to, czy jesteśmy rannym ptaszkiem czy nocnym Markiem – wpływa na ryzyko depresji.
      Od pewnego czasu wiemy, że istnieje związek pomiędzy snem a zachowaniem. Lekarze kliniczni często jednak pytali nas: o ile wcześniej ludzi powinni chodzić spać, by odnieść z tego korzyści?, mówi profesor Celine Vetter. Okazało się, że już chodzenie spać o godzinę wcześniej jest powiązane ze znacznym zmniejszeniem ryzyka depresji.
      Już w 2018 roku Vetter opublikowała wyniki swoich długoterminowych badań nad 32 000 pielęgniarek i wykazała, że u tych, które wstawały wcześniej, ryzyko rozwoju depresji w ciągu 4 lat było o 27% niższe. Pozostawało jednak pytanie, na ile wcześniej należy wstawać.
      Wiadomo, że na nasz chronotyp wpływa ponad 340 wariantów różnych genów, w tym gen PER2. Wiemy też, że genetyka odpowiada za 12–42 procent naszych preferencji dotyczących snu. Na potrzeby obecnych badań naukowcy zidentyfikowali te warianty genów u ponad 840 000 osób. Wśród nich było 85 000 osób, które przez 7 dni nosiło urządzenia do monitorowania snu, a kolejnym 250 000 dano do wypełnienia kwestionariusze dotyczące snu.
      Około 33% badanych samoidentyfikowało się jako ranne ptaszki, 9% jako nocne Marki, reszta była pośrodku. Wyliczono, że średnio dla badanych połowa snu przypadała na godzinę 3 raną co, przy założeniu, że spali po 8 godzin oznaczało, że badani kładli się spać o godzinie 23, a wstawali o godzinie 7. Ten środek snu jest ważnym punktem odniesienia dla badań.
      Uzbrojeni w takie informacje naukowcy przyjrzeli się genom badanych oraz historii ich chorób. Wszystkie zebrane dane zostały następnie poddane analizie statystycznej, by odpowiedzieć na pytanie, czy te warianty genetyczne, które powodują, że jesteśmy rannymi ptaszkami są powiązane z niższym ryzykiem wystąpienia depresji. Odpowiedź: tak.
      Badania wykazały, że osoby, które wcześniej kładą się spać i wcześniej wstają narażają się na 23% niższe ryzyko poważnej depresji na każdą wcześniejszą godzinę, na którą przypada połowa snu.
      Naukowcy zauważają, że konieczne są dalsze badania, by poznać biologiczny mechanizm stojący za tym zjawiskiem oraz jaki ma ono wpływ na zdrowie.
      Niektórzy specjaliści sugerują, że być może przyczyną jest fakt, że osoby, które wstają wcześniej, mają dłuższy kontakt ze światłem naturalnym, które uruchamia całą kaskadę hormonów wpływających na nastrój. Inni zastanawiają się, czy posiadanie inne zegara biologicznego, czyli innego trybu funkcjonowania niż większość otaczających nas ludzi, samo w sobie nie wpływa negatywnie na nasz stan psychiczny. "Żyjemy w społeczeństwie, które jest zaprojektowane dla ludzi wstających wcześnie. Ci, którzy wstają późno często czują się niedopasowani do zegara całego społeczeństwa, stwierdza główny autor badań, Iyas Daghlas.
      Dla osób, które chciałyby przesunąć swój sen na wcześniejsze godziny, profesor Vetter ma radę. Róbcie tak, by wasze dni były jasne, a noce ciemne. Poranną kawę wypijcie na ganku lub balkonie. Jeśli tylko możecie, do pracy idźcie pieszo lub pojedźcie rowerem, a wieczorami zmniejszcie jasność ekranów urządzeń, z których korzystacie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania przeprowadzone przez naukowców z National Institute of Drug Abuse (NIDA), który stanowi część amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH), wskazują na istnienie związku pomiędzy używaniem marihuany, a zwiększonym ryzykiem wystąpienia myśli samobójczych, przygotowania do samobójstwa i prób samobójczych. Na istnienie tego związku nie miało wpływu występowanie depresji, a ryzyka były większe w przypadku kobiet niż mężczyzn.
      W tych badaniach nie byliśmy w stanie wykazać związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy używaniem cannabis a zwiększonym odsetkiem samobójstw, jednak uzyskane przez nas wyniki to powód, by bliżej przyjrzeć się tej kwestii, szczególnie biorąc pod uwagę duży odsetek samobójstw wśród młodych ludzi. Jeśli lepiej zrozumiemy związek pomiędzy używaniem cannabis, depresją i samobójstwami, będziemy lepiej mogli pomóc ludziom, mówi dyrektor NIDA, jedna z autorek badań, doktor Nora Volkow.
      Badania zostały przeprowadzone na próbce ponad 280 000 osób w wieku 18–35 lat.
      W USD pomiędzy rokiem 2008 a 2019 liczba dorosłych używających marihuany wzrosła z 22,6 do 45 milionów. W tym samym czasie wzrosła też liczba zdiagnozowanych depresji oraz liczba osób, które myślały o samobójstwie, planowały je lub popełniły samobójstwo. Jednak związek pomiędzy rosnącym trendem użycia marihuany i rosnącym trendem samobójstw jest słabo rozumiany.
      Na potrzeby najnowszych analiz naukowcy wykorzystali dane zebrane w ramach National Surveys of Drug Use and Health. Dane te są zbierane corocznie wśród reprezentanywnej próbki obywateli USA, którzy ukończyli 12. rok życia i którzy nie przebywają w zakładach poprawczych lub więzieniach. Gromadzone są ten informacje m.in. na temat używania marihuany, zdrowia psychicznego, depresji, myśli samobójczych. Pod uwagę wzięto dane 281 650 osób w wieku 18–35 lat, gdyż jest to wiek, na który przypada zarówno szczyt używania substancji psychoaktywnych, jak i ujawniania się największej liczby zaburzeń zachowania.
      Naukowcy porównali ze sobą cztery „poziomy” używania marihuany: brak kontaktu z marihuaną, nie codzienne używanie marihuany, codzienną konsumpcję (zdefiniowaną jako używanie marihuany przez co najmniej 300 dni w roku) oraz zaburzenia używania marihuany, czyli sytuację, w której badani używali tego środka mimo wyraźnych negatywnych konsekwencji z tym związanych.
      Okazało się, że nawet u osób, które korzystały z marihuany mniej niż przez 300 dni w roku, występowało większe ryzyko myśli samobójczych, planowania oraz samobójstw niż u tych, którzy w ogóle marihuany używali. I związek ten był widoczny niezależnie od tego, czy badani cierpieli na depresję.
      I tak, wśród osób, które nie cierpiały na depresję i nie używały marihuany myśli samobójcze miało około 3% osób, wśród używających marihuany mniej niż przez 300 dni w roku odsetek ten rósł do 7%, wśród używających marihuanę codziennie wynosił 9%, a u osób z zaburzeniami używania marihuany – 14%.
      Z kolei wśród osób cierpiących na depresję, ale nie używających marihuany odsetek osób z myślami samobójczymi wynosił 35%, w przypadku używających marihuanę nie codziennie rósł do 44%. Myśli samobójcze miało też 53% osób z depresją, które codziennie używały marihuany i 50% z depresją i zaburzeniami używania marihuany.
      Badacze informują też, że kobiety używające marihuany częściej myślą o samobójstwie, przygotowują plan lub go realizują niż mężczyźni.
      Samobójstwo to jedna z głównych przyczyn śmierci wśród młodych dorosłych w USA, a nasze badania dostarczają ważnych informacji, które mogą pomóc w minimalizacji tego ryzyka. Depresję i zaburzenia używania marihuany można leczyć. Można też modyfikować poziom korzystanie z tego środka psychoaktywnego, mówi główna autorka badań, doktor Beth Han.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Największe badania genetyczne dotyczące zaburzeń nastroju i zaburzeń psychotycznych wykazały istnienie znaczących różnic pomiędzy płciami. Różnice te dotyczą tego, w jaki sposób geny związane z rozwojem układu nerwowego, odpornościowego oraz funkcjonowania naczyń krwionośnych wpływają na kobiety i mężczyzn cierpiących na schizofrenię, zaburzenia afektywne dwubiegunowe oraz zaburzenia depresyjne.
      W badania zaangażowano podczas 100 naukowców i grup naukowych, a w ich ramach porównano genomy 33 403 osób ze schizofrenią, 19 924 osób z zaburzeniami dwubiegunowymi oraz 32 408 z zaburzeniami depresyjnymi. Grupę kontrolną stanowiło 109 946 zdrowych osób.
      Wiemy, że kobiety są narażone na większe ryzyko zachorowania na zaburzenia depresyjne, a mężczyźni na schizofrenię. Ryzyko zaburzeń afektywnych dwubiegunowych jest takie samo u kobiet i mężczyzn, ale istnieją międzypłciowe różnice odnośnie pojawienia się, przebiegu i rokowań. Autorzy najnowszych badań chcieli dowiedzieć się, z czego biorą się takiego różnice w zachorowaniach.
      Żyjemy w epoce tworzenia i analizy wielkich ilości danych. Postanowiliśmy więc poszukać genów powiązanych z tymi chorobami, by w ten sposób zidentyfikować w genotypie cele dla terapii farmaceutycznych. To pozwoli nam lepiej opracować terapie tych chorób, które w różny sposób dotykają obu płci, mówi główna autorka badań, profesor Harvard Medical School Jill M. Goldstein, założycielka Innovation Center of Sex Diferences in Medicine (ICON).
      Różnice pomiędzy płciami odnośnie chorób chronicznych czy nowotworów są powszechne. Jednak w medycyna ciągle opiera się głównie na modelach zdrowia mężczyzn i samców zwierząt laboratoryjnych. Musimy opracować bardziej precyzyjne modele, biorące pod uwagę różnice międzypłciowe, wyjaśnia profesor Goldstein.
      Naukowcy wykazali, że na ryzyko wystąpienia schizofrenii, zaburzeń afektywnych dwubiegunowych i zaburzeń depresyjnych wpływają interakcje genów specyficznych dla obu płci i jest to wpływ inny od wpływu hormonów płciowych. To pokazuje, jak ważne jest prowadzenie szeroko zakrojonych badań genetycznych, na podstawie których można uzyskiwać dane statystyczne dotyczące wpływu genów na rozwój choroby w zależności od płci pacjenta, stwierdzają autorzy badań.
      Uczeni zauważyli, że istnieje związek pomiędzy schizofrenią, depresją i płcią w aktywności genów kontrolujących czynnik wzrostu śródbłonka naczyniowego (VEGF), który bierze udział w tworzeniu naczyń krwionośnych zarodka i angiogenezie.
      Zarówno depresja jak i schizofrenia w bardzo dużym stopniu współistnieją z chorobami układu krążenia. Sądzimy, że istnieją wspólne przyczyny występowania chorób psychicznych i układu krążenia, które nie są zależne od podawanych leków. Współwystępowanie depresji i chorób układu krążenia jest dwukrotnie częściej obserwowane u kobiet niż u mężczyzn. To zaś może, przynajmniej częściowo, potwierdzać nasze spostrzeżenie, że istnieją genetyczne różnice międzypłciowe dotyczące depresji i genów kontrolujących VEGF, dodaje Goldstein.
      Badacze zauważyli, że istnieje znacząca zależna od płci genetyczna różnorodność w obrębie wielu genów, w tym w genie INKAIN2, który bierze udział w transporcie jonów sodu i potasu oraz odgrywa ważną rolę w procesie pobudzania neuronów.
      Zastosowany inhibitor transkrypcji SLIM wywołał istotną różnicę w reaktywności neuronów. Z jednej strony była ona zależna od płci, z drugiej zaś, od choroby, którą analizowano. Stwierdzono, że w modelu schizofrenii istnieje istotny wpływ SLIM na gen MOCOS. Jest on aktywny w ścianach naczyń krwionośnych i odgrywa ważną rolę w regulowaniu ciśnienia krwi. W modelu symulującym przebieg depresji zauważono zaś znaczy wpływ płci na działanie receptora VEGF, kluczowego regulatora ciśnienia krwi.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Biological Psychiatry.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...