Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Przeciwnicy legalizacji marihuany często wspominają o jej zdolności do wywoływania stanów psychotycznych. Argument ten zupełnie nie trafia jednak do zwolenników narkotyku, twierdzących, że ich adwersarze wyolbrzymiają niewielki w rzeczywistości problem. Próby udzielenia ostatecznej odpowiedzi podjęło się dwoje brytyjskich badaczy, których zdaniem... obie strony sporu mają trochę racji.

Amanda Feilding z Fundacji Beckleya oraz Paul Morrison z Londyńskiego Instytutu Psychiatrii analizowali skład marihuany dostępnej z nielegalnych źródeł. Jak uważają sami jej użytkownicy, w dzisiejszych czasach jest ona znacznie silniejsza niż np. w latach 60. XX wieku, lecz jednocześnie sprzyja ona nieprzyjemnym doznaniom przypominającym ataki psychozy. Brytyjscy badacze chcieli sprawdzić, jaka zmiana w składzie konopi indyjskiej zadecydowała o odmiennym działaniu wytwarzanego z niej narkotyku.

Dostępna dziś marihuana (mowa tu o narkotyku sprzedawanym nielegalnie) jest efektem wielu lat krzyżowania, chowu wsobnego i selekcji konopi. Celem i efektem modyfikacji roślin było zwiększenie zawartości tetrahydrokanabinolu (THC) - głównego składnika psychoaktywnego tej rośliny. Jak jednak wykazali badacze z Wielkiej Brytanii, proces ten doprowadził także do innej istotnej zmiany, jaką jest znaczne zmniejszenie stężenia innej substancji, zwanej kanabidiolem (CBD), podejrzewanej o posiadanie działania antagonistycznego wobec propsychotycznej aktywności THC

Aby upewnić się, czy CBD rzeczywiście chroni przed napadami psychozy, przeprowadzono eksperyment, w którym ochotnikom podawano dożylnie mieszankę THC i CBD lub sam THC. Po trzydziestu minutach od iniekcji uczestników doświadczenia poddano obserwacji ze strony psychiatry, który - podobnie jak sami ochotnicy - nie wiedział, jaki środek podano określonym osobom.

Jak wynika z analizy informacji przekazanych przez lekarza, pacjenci otrzymujący CBD i THC przejawiali zdecydowanie słabsze objawy psychotyczne w stosunku do tych, którzy przyjmowali sam THC. Wszystko wskazuje więc na to, że hodowcy współczesnych odmian konopi indyjskiej rzeczywiście dopięli swego i doprowadzili do wzmocnienia działania wytwarzanej z nich marihuany, lecz stało się to kosztem zmniejszenia zawartości związku pozwalającego na zahamowanie niepożądanych efektów jej podania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Nabywca" w dzisiejszej Polsce po prostu nie wie co kupuje. Jaka to odmiana, czy łysole dodali jakiejś chemii itp.

5 krzaków legalnie dla każdego zainteresowanego ( jak w Czechach) i mafia straci ogromne wpływy. Ludzie też będą zdrowsi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

może właśnie chodzi o to aby owa "mafia" nie traciła swych wpływów, już oni dobrze wiedzą komu posmarować, dlatego politycy "nie widzą" potrzeby zalegalizowania miękkich narkotyków o obłożenia ich podatkiem chociażby takim jak alkohol czy papierosy

Share this post


Link to post
Share on other sites

5 krzaków legalnie dla każdego zainteresowanego ( jak w Czechach) i mafia straci ogromne wpływy. Ludzie też będą zdrowsi.

 

ale tam handel nie jest zalegalizowany więc każdy palacz musiałby zostać ogrodnikiem. to nieco tak jakby zalegalizować bimbrownictwo przy zakazie handlu alkoholem-czyli nadel niedoskonale :-\

 

co do dużej ilości thc to nie wystarczy po prostu mniej spalić jak ktoś chce mieć mniejsze efekty?mniej tego cbd to mniej palenia żeby się ujarać czyli mniej różnych roślinnych syfów(chyba)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Że współczesne krzaczki to nie to samo, co jarali hippisi, to było zawsze wiadome, ale chyba po raz pierwszy ktoś zbadał dokładnie o co chodzi poza większym stężeniem THC. Mnie tam niewiele to obchodzi, bo nie używam, ale uważam, że dopuszczenie do sprzedaży zwykłej, niemodyfikowanej maryśki naprawdę nikomu by nie zaszkodziło.

 

A co do Czech, to tam nie tyle zalegalizowano, co ustalono konkretną ilość za którą jest tylko mandat, a nie idzie się do pierdla. Więc nie można powiedzieć, że jest tam legalne, łapią posiadaczy nadal.

Share this post


Link to post
Share on other sites

może właśnie chodzi o to aby owa "mafia" nie traciła swych wpływów, już oni dobrze wiedzą komu posmarować, dlatego politycy "nie widzą" potrzeby zalegalizowania miękkich narkotyków o obłożenia ich podatkiem chociażby takim jak alkohol czy papierosy

Charizmatic dobrze prawi "palenie szkodzi zdrowiu" a jak wiadomo"szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz" wniosek = palenie smakuje :E

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale tam handel nie jest zalegalizowany więc każdy palacz musiałby zostać ogrodnikiem. to nieco tak jakby zalegalizować bimbrownictwo przy zakazie handlu alkoholem-czyli nadel niedoskonale :-\

Nie zgodzę się z tym porównaniem - w polsce możesz bez ograniczeń wytwarzać wino na własne potrzeby (kiedyś było max 150L gotowego+produkcji) ale nadal nie masz prawa sprzedaży twojego trunku bez odpowiedniej koncesji - w tym względzie prawo jest doskonałe, tzn chcesz wytwarzać i korzystać - OK, chcesz wytwarzać i na tym zarabiać za plecami państwa - wczasy w kiciu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest duża szansa, że lada moment przepisy się zmienią. Będzie można wytwarzać alkohol samodzielnie i sprzedawać go w miejscu wytwarzania (a więc np. w gospodarstwie agroturystycznym), o ile tylko zgłosi się (tylko zgłosi, nic więcej), że będzie się to robiło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Będzie można wytwarzać alkohol samodzielnie i sprzedawać go w miejscu wytwarzania (...), o ile tylko zgłosi się (tylko zgłosi, nic więcej), że będzie się to robiło.

1) co to znaczy wytwarzać alkohol - produkcja wina, czy destylacja

2) na pewno nie wystarczy "po prostu zgłosić", pewnie skończy się na tym, że będzie trzeba zapłacić VAT. Zresztą to co piszesz oznacza podwójne standardy odnośnie uregulowania alkoholu, - bo czym różni się 40% bimber od 40% wódki poza smakiem? Efekt końcowy po pół litra jest dokładnie taki sam.

 

PS. nie traktuj tego jako atak, po prostu zaciekawiłeś mnie tą informacją i fajnie by było, jakbyś dorzucił jakiś link

Share this post


Link to post
Share on other sites
1) co to znaczy wytwarzać alkohol - produkcja wina, czy destylacja

Posłowie komentujący ten projekt mówili wyraźnie o produkcji bimbru, więc odpowiedź jest dość jasna :D

2) na pewno nie wystarczy "po prostu zgłosić", pewnie skończy się na tym, że będzie trzeba zapłacić VAT.
To nie powinno dziwić, skoro chcesz na tym zarabiać. Mało tego, akcyzę też trzeba będzie opłacić, ale i tak jest to ogromne udogodnienie w porównaniu do konieczności zdobywania jednej koncesji na produkcję i drugiej na handel alkoholem, a do tego jeszcze uzyskiwania zezwoleń i przyjmowania regularnych wizytacji z Sanepidu. Pozwoli to na znaczne obniżenie kosztów prowadzenia takiej firmy i tym samym zwiększy opłacalność takiej małoskalowej produkcji.
Zresztą to co piszesz oznacza podwójne standardy odnośnie uregulowania alkoholu, - bo czym różni się 40% bimber od 40% wódki poza smakiem? Efekt końcowy po pół litra jest dokładnie taki sam.
Różnica jest w skali przede wszystkim. Na tej samej zasadzie rzemieślnicy są rozliczani nieco inaczej od dużych przedsiębiorców. Rodzinna produkcja alkoholu jest tolerowana, a nawet promowana na całym świecie. Alkohol sprzedawany w gospodarstwie agroturystycznym na pewno nie ma takiego wpływu na alkoholizm w społeczeństwie, jak tanie wina z przemysłowej produkcji. W tej sytuacji domowe wino ja osobiście traktowałbym bardziej jako produkt "regionalny" albo "rzemieślniczy". Na tej samej zasadzie w całej zachodniej Europie funkcjonują rodzinne browarki i, jak widać w praktyce, koncepcja taka sprawdza się doskonale.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejnym ubocznym efektem delegalizacji M poza wymuszoną potrzebą kontaktu z półświatkiem jest powstanie dopalazcy. Dzieciaki (bo co za problem kupić nastolatkowi dopalazc?) palą, a właściwie teraz to chyba już tylko wciągają kompletnie nieznane substancje - niby legalne ale sprzedawca tez powtarza zasłszane fakty. Z M sprawa jest znacznie prostsza - skład jest znany wszystkim oprocz pana K.

.

 

A stany psychotyczne z powyższego artykułu? To z mojego doświadczenia bardzo rzadkie fluktuacje nie obiegające od norm (alko potrafi gorzej człowieka wyobracać).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Walka z palaczami marijuany jest idiotyzmem.

Państwo traci górę kasy na ten cały gestapowski proceder łapania, na sądy, więzienia itp.

Jest to moim zdaniem niepotrzebne kryminalizowanie społeczeństwa, nic Państwo na tym nie zyskuje, a tylko traci!( i to naprawdę wiele milionów zł)

Zalegalizowanie trawki, pozwoliło by ją (tak jak alkohol) bardziej kontrolować i co najważniejsze, zamiast tracić kase - Państwo by zarabiało! społeczeństwo by się odkryminalizowało, policja, sądy i więzienia odetchnęły by znacząco - zresztą jest wiele innych za!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

@pipon Pewnie państwo by zarobiło, ale na pewno społeczeństwo by się NIE odkryminalizowało. Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

Inna sprawą jest JAK to (zawczasu) hamować. Na pewno system karno-penitencjarny do tego się nie nadaje, ale to nie znaczy. że trzeba rezygnować z hamowania i wyciągania z tej równi pochyłej. I nie można odpuścic ani na etapie twardych, ani miekich, ani trawki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet nie przeczytałeś statystyk, a wymądrzasz się. Tak się głupio składa, że Holandia ma jeden z najniższych w Europie odsetków użytkowników marihuany mających problem z nałogiem. Jakby tego mało, państwo otacza aktywną opieką 90% osób uzależnionych, bo ma na to kasę z akcyzy na trawę.

 

Także zanim zaczniesz się wypowiadać, poczytaj nieco.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wydaje mi się, żeby legalna trawa bardziej zachęcała do mocnych narkotyków niż nielegalna. :D

Nie wiem, czy w ogóle można mówić o takim zachęcaniu? Czy piwo zachęca do picia wódki? Mnie nie. Są ludzie, którzy mają wewnętrzny mus na uzależnienie się, są tacy, co nie mają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

boże człowieniu co ty za gupoty i komunoły godosz! thc z trawki to co innego niż substancje czynne czy psychoaktywne w amfie,koce czy heroinie więc dlaczego branie tamtych miałoby mieć jakiś związek z paleniem trawy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@pipon Pewnie państwo by zarobiło, ale na pewno społeczeństwo by się NIE odkryminalizowało. Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

Pisałem to samo już (swojego czasu) Mikroosowi ale specjalnie dla ciebie powtórzę:

 

Nie ważne co bierzesz i w jakich dawkach - możesz przez tydzień pić codziennie pół litra wódki i nie być alkoholikiem, bo przez następne pół roku alkoholu nie tkniesz. Większość osób uważa "jak już spróbuje, to się uzależni, szczególnie że 80% narkomanów zaczynało od trawki". Ale to co mniejszość łapie to fakt NIE WAŻNE CO, WAŻNE DLACZEGO jeżeli alkohol/trawka/cokolwiek będzie ucieczką od problemów masz gwarancję, że osoba się uzależni psychicznie "niemal od ręki".

 

Posłowie komentujący ten projekt mówili wyraźnie o produkcji bimbru, więc odpowiedź jest dość jasna :D

faktycznie, dzisiaj przeczytałem o tym w angorze, tyle że akcyza dalej musi być płacona, jedyna zaleta to fakt braku sanepidu, choć tutaj też budzi się pytanie - czy to jest na pewno zaleta - powinien być choć wymóg sprawdzenia pierwszej partii na jakość destylatu. Odpowiedzialność cywilna za trunek to taka "musztarda po obiedzie", jak gościu będzie miał zniszczoną wątrobę/nerki/wzrok i tak dalej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sanepid nie bada jakości alkoholu pod względem chemii, a jedynie jego czystość mikrobiologiczną. Badanie 40-proc. wódki albo nawet 12-proc wina pod kątem obecności patogenów jest tymczasem zwyczajnie niepoważne :D

 

Natomiat co do jakości destylatu, częściowo się zgadzam. Z drugiej jednak strony maleńka skala produkcji pozwala na szybkie wyłapanie ewentualnych błędów w produkcji - ewentualna ofiara bardzo łatwo wskaże, gdzie nabyła destylat. Poza tym mimo wszystko o niebo lepiej, żeby rolnicy kupowali legalnie bimber wytworzony przez znanego sobie sąsiada, niż na lewo od obwoźnego sprzedawcy z baniaczkiem "niewiadomoczego" (typowy widok na polskiej wsi). Wydaje mi się, że największą zaletą tego projektu jest właśnie potencjalne zmniejszenie szarej strefy i ilości krążącego alkoholu niewiadomego pochodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze co do jakości destylatu... Etanol jest odtrutką na metanol, więc ja bym się nie martwił.. Najwyżej po nieprofesjonalnym destylacie będzie spory kac, i to wszystko.

 

Podobnie zresztą jest z markowymi alkoholami.

 

Nawet wino zawiera minimalne ilości metanolu, natomiast przoduje w tym burbon. Im więcej metanolu, tym większy kac.

 

Natomiast warto zwrócić uwagę, że często jest raczej na odwrót.. Bimber zazwyczaj smakuje dużo lepiej od wódki sklepowej i nie ma po nim w ogóle kaca.. Porównywalna z nim jest może wódka kosztująca >40zł za butelkę.. Tymczasem wiadomo, że jak ktoś pije dużo, to albo kupuje taką po 12-20zł, albo po 4zł 'metówkę'.

 

Uważam że pomysł bardzo dobry. I faktycznie podobnie powinno być z marihuaną. Legalizacja nie zmniejszy ani specjalnie nie zwiększy skali zjawiska, natomiast pozwoli rządowi uzyskać dochód oraz zlikwiduje szarą strefę, no i być może podniesie bezpieczeństwo używania - bo już nie będziemy kupować towaru niewiadomego pochodzenia, do którego nierzadko dorzucane są różne dziwactwa, aby zwiększyć moc, dzięki czemu można sprzedać mniej za te same pieniądze (mówię zarówno o alkoholu jak i trawce).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Natomiast warto zwrócić uwagę, że często jest raczej na odwrót.. Bimber zazwyczaj smakuje dużo lepiej od wódki sklepowej i nie ma po nim w ogóle kaca.. Porównywalna z nim jest może wódka kosztująca >40zł za butelkę.. Tymczasem wiadomo, że jak ktoś pije dużo, to albo kupuje taką po 12-20zł, albo po 4zł 'metówkę'.

Był kiedyś reportaż dotyczący właśnie bimbru - kiper dostał do skosztowania i uszeregowania bimber(od 1 do 9 destylacji) i zwykłą, kupną wódkę - gościu uszeregował tych 10 kieliszków bezbłędnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobry bimber przerasta wódkę pod każdym względem. Nasi przodkowie musieli to wiedzieć :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy alkohol doby - byle nie upijać się do 'zarwanego filmu'. Natomiast zamiast skuna zdrowiej palić marihuanę (a najlepsze jest opalanie luby i skumulowany tam osad).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na łamach British Medical Journal (BMJ) Case Reports opisano pierwszy znany przypadek ostrej psychozy wywołanej... brexitem. Choroba dotknęła ponad 40-letniego mężczyznę, który przejął się wynikami referendum.
      W magazynie opisano, jak zdrowie mężczyzny zaczęło szybko się pogarszać po tym, jak 26 czerwca 2016 roku ogłoszono wstępne wyniki referendum. Trzy tygodnie później przyjęto go do szpitala z objawami pobudzenia i zagubienia. Po przyjęciu na oddział psychiatryczny mężczyzna stwierdził, że pochodzi z wielokulturowej rodziny i wstydzi się, że jest Brytyjczykiem. Patrzyłem na mapę z wynikami głosowania i stwierdziłem, że mieszkam w okręgu wyborczym, który głosował inaczej, niż ja, powiedział.
      Mężczyzna opowiadał, jaką rolę po referendum odegrały w jego życiu kwestie rasowe  i media społecznościowe. Nie tylko ja odczuwałem obawy w związku z brexitem. W tym samym czasie podobne odczucia miał mój przyjaciel, który opowiadał o tym, co dzieje się w USA. Rozmawialiśmy w serwisach społecznościowych o kwestiach rasowych. Jak powiedziała żona pacjenta, po referendum zaczął on coraz więcej czasu spędzać w mediach społecznościowych i coraz bardziej martwiły go kwestie rasowe. Po przyjęci do szpitala otrzymał leki na chorobę dwubiegunową i schizofrenię i po 2 tygodniach całkowicie wyzdrowiał. Poprzedni, znacznie słabszy, epizod psychotyczny, miał przed 13 laty w związku ze stresem w pracy.
      Brexit był w tym przypadku głównym czynnikiem, który wywołał stres, ze względu na jego zbieżność w czasie, wagę, jaką do tego wydarzenia przywiązywał pacjent, naturę ewolucji epizodu psychotycznego oraz jego zawartość, stwierdził Zia Katshu z University of Nottingham. Nie można wykluczyć, że do stanu pacjenta przyczyniły się też stres w pracy i w domu.
      Sotiris Vandoros z King's College London mówi, że niepewność związana z brexitem może być czynnikiem negatywnie wpływającym na zdrowie psychiczne. Finansowe skutki referendum nie są od razu oczywiste, jednak perspektywa opuszczenia Unii Europejskiej może powodować, ze ludzie martwią się o to, czy ich pracodawca się nie przeniesie, czy będą mieli pracę oraz o ogólny stan gospodarki.
      Opisany przypadek jest skrajny, jednak już w ubiegłym roku przeprowadzono badania, z których wynika, że dobrostan Brytyjczyków pogorszył się po referendum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Legalizacja marihuany doprowadziła do spadku obrotów na czarnym rynku. Taki wniosek płynie z badań ścieków przeprowadzonych przez naukowców z University of Puget Soung i University of Washington.
      Chemik Dan Burgard i jego koledzy przeanalizowali próbki ścieków z lat 2013–2016 pochodzące z dwóch oczyszczalni obsługujących 200 000 mieszkańców zachodniej części stanu Waszyngton. W stanie tym legalna sprzedaż marihuany rozpoczęła się w 2014 roku.
      Badania wykazały, że pomiędzy grudniem 2013 a grudniem 2016 roku średnia zawartość THC-COOH, metabolitu marihuany, rosła w wodzie ściekowej o 9% na kwartał. Jednocześnie pomiędzy sierpniem 2014 a grudniem 2016 średnia sprzedaż marihuany w legalnych sklepach rosła o niemal 70% na kwartał.
      Biorąc pod uwagę fakt, że woda ściekowa jest reprezentatywna dla całej populacji, musimy stwierdzić, że wielu wcześniejszych użytkowników marihuany bardzo szybko zaczęło kupować w legalnych sklepach i porzuciło czarny rynek. To najsilniejsza wskazówka odnośnie zastąpienia czarnego rynku rynkiem legalnym, mówi Burgard.
      Nasze badania miały na celu sprawdzenie, w jaki sposób legalna sprzedaż rekreacyjnej marihuany wpływa na ogólną konsumpcję w całym społeczeństwie. Badania takie to wartościowe narzędzie dla władz lokalnych, stanowych, narodowych oraz twórców przepisów międzynarodowych, którzy chcieliby wiedzieć, jaki wpływ ma społeczeństwo ma prawo uchwalone w stanie Waszyngton, mówi Caleb Banta-Green, główny badacz w Alcohol and Drug Abuse Institute na University of Washington.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mężczyźni, którzy palili marihuanę mają znaczącą wyższą koncentrację plemników w nasieniu w porównaniu z mężczyznami, którzy nigdy jej nie palili, donoszą naukowcy z Uniwersytetu Harvarda. Badania, które prowadzono w Fertility Clinic w Massachusetts General Hospital, wykazały również, że nie ma znaczącej różnicy w koncentracji plemników pomiędzy byłymi a obecnymi palaczami marihuany.
      To niespodziewane odkrycie pokazuje, jak mało wiemy o wpływie marihuany na zdrowie reprodukcyjne oraz na zdrowie w ogóle. Uzyskane przez nas wyniki należy interpretować z ostrożnością. Pokazują one jednak, że konieczne są dalsze badania na ten temat, mówi profesor Jorge Chavarro.
      Jako, że marihuany używa prawdopodobnie 16,5% dorosłej populacji USA i coraz więcej osób popiera jej dalszą legalizację, naukowcy chcą jak najwięcej dowiedzieć się o jej wpływie na zdrowie.
      Autorzy najnowszych badań sądzili, że palenie marihuany będzie wiązało się z gorszą jakością spermy. Na to wskazywały wcześniejsze badania, jednak większość z nich była prowadzona na modelach zwierzęcych lub mężczyznach, którzy nadużywali narkotyków.
      Na potrzeby obecnych badań naukowcy wzięli pod uwagę 1143 próbki spermy pobrane od 662 mężczyzn w latach 2000–2017. Średni wiek badanych wynosił 36 lat, większość stanowili Biali, którzy ukończyli koledż. Ponadto od 317 badanych pobrano też krew, by ją zbadać pod kątem hormonów mających wpływ na reprodukcję. Uczestnicy eksperymentu wypełniali też kwestionariusze dotyczące używania marihuany.
      Z kwestionariuszy wynikało, że 365 mężczyzn (55%) miało do czynienia z marihuaną, z czego 80% określiło się jako byli, a 20% jako obecni palacze.
      Analiza próbek nasienia wykazała, że wśród mężczyzn, którzy zetknęli się z marihuaną średnia koncentracja plemników wynosiła 62,7 miliona na mililitr, a wśród tych, którzy nigdy narkotyku nie zażywali wartość ta wynosiła 42,4 miliona plemników na mililitr. Ponadto jedynie u 5% byłych lub obecnych palaczy marihuany  ilość plemników była poniżej normy wynoszącej 15 milionów na mililitr. W grupie niepalących takich osób było 12%. Badania próbek krwi wykazały też, że im większe spożycie marihuany, tym wyższy poziom testosteronu w serum.
      Naukowcy ostrzegają, że ich badania mają kilka poważnych ograniczeń. Po pierwsze, część uczestników mogła nie przyznawać się do używania nielegalnego narkotyku. Po drugie, nie wiadomo, czy dane te można przełożyć na ogół populacji, gdyż w badaniach uczestniczyli mężczyźni, którzy zgłosili się do kliniki leczenia niepłodności. Po trzecie, uzyskane wyniki trudno skonfrontować z innymi, gdyż dotychczas przeprowadzono niewiele podobnych badań.
      To, co odkryliśmy było wprost przeciwne do naszego założenia z początku badań. Nasze wyniki można interpretować na dwa sposoby. Po pierwsze, można stwierdzić, że niewielka ilość marihuany może korzystnie wpływać na jakość nasienia, gdyż narkotyk ten wpływa na układ endokannabinoidowy, o którym wiemy, iż odgrywa rolę w płodności. Jednak przy wyższym spożyciu marihuany nie zaobserwowaliśmy jej dobroczynnych skutków. Druga zaś interpretacja jest taka, że mężczyźni z wyższym poziomem testosteronu chętniej angażują się w ryzykowne zachowania, w tym w palenie marihuany, stwierdza główny autor badań, Feiby Nassan.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z australijskiego Monash University zauważyli korelację pomiędzy zalegalizowaniem rekreacyjnej marihuany a śmiertelnymi wypadkami drogowymi. Uczeni przyjrzeli się danym dotyczącym śmiertelnych wypadków drogowych w latach 2009–2016. Badaniami objęto trzy stany, które zalegalizowały rekreacyjną marihuanę – Kolorado (legalizacja w 2014 roku), Waszyngton (2014) oraz Oregon (2015) – oraz dziewięć sąsiadujących z nimi stanów, w których marihuana pozostawała nielegalna.
      Sprawdzono liczbę śmiertelnych wypadków dla każdego miesiąca po zalegalizowaniu narkotyku i okazało się, że wzrosła ona średnio o 1 przypadek na milion mieszkańców. Co interesujące, wzrost był czasowy i trwał około roku. Na badanym obszarze żyje około 27 milionów osób, co oznacza, że w ciągu pierwszych 6 miesięcy po legalizacji odnotowano tam 170 dodatkowych ofiar śmiertelnych wypadków drogowych. Warto tutaj podkreślić, że wzrost śmiertelnych wypadków odnotowano też w stanach sąsiadujących. Prawdopodobnie jego przyczyną była „marihuanowa turystyka”. Mieszkańcy sąsiednich stanów jechali tam, gdzie marihuana była legalna, zażywali ją i będąc pod jej wpływem wracali do domów.
      Badanie nie miało wyjaśnić przyczyn zwiększonej liczby wypadków śmiertelnych, a tylko odnotować zjawisko. Dlatego też współautor badań, Tyler Lane, spekuluje, że czasowy wzrost i późniejszy powrót to poprzedniej średniej liczby takich wypadków mogą wskazywać, iż po legalizacji narkotyku spróbowały nowe osoby, które wcześniej nie doświadczyły jego oddziaływania.
      Warto tutaj przypomnieć, że wcześniej ukazały się badania mówiące, że w stanach, w których zalegalizowano marihuanę liczba wypadków drogowych wzrosła o 6%, a autorzy jeszcze innych badań nie zauważyli, by trzy lata po legalizacji liczba wypadków śmiertelnych była wyższa niż przed legalizacją.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Marihuana i haszysz sprzedawane w Europie mają coraz większą moc i coraz wyższą cenę. Badania, których wyniki opublikowano w piśmie Addiction, zostały przeprowadzone przez naukowców z University of Bath i King's College London. Wykorzystano w nich dane ze wszystkich krajów członkowskich UE oraz z Norwegii i Turcji.
      Dowiadujemy się z nich, że w marihuanie zawartość głównego czynnika psychoaktywnego, delta-9-tetrahydrokannabinolu (THC), rosła każdego roku i w latach 2006–2016 zwiększyła się z 5 do 10 procent. Jeśli zaś chodzi o haszysz, to początkowo koncentracja THC utrzymywała się na niemal stałym poziomie i w latach 2006–2011 zwiększyła się jedynie z 8 do 10 procent, by później wystrzelić i wzrosnąć do roku 2016 do 17%. Wzrosła też cena haszyszu, jednak w mniejszym stopniu, niż cena marihuany.
      Tym, co najbardziej martwi autorów badań jest wzrost koncentracji THC przy jednoczesnym utrzymywaniu się lub nawet spadku koncentracji CBD (kannabidiol) w produktach pochodzących z konopi indyjskich. CBD przyciąga ostatnio uwagę  naukowców, gdyż potencjalnie może stać się związkiem pomocnym w leczeniu m.in. dziecięcej epilepsji, psychozy czy lęku. Opisywaliśmy też badania, z których wynika, że CBD może szkodzić osobom cierpiącym na jaskrę. Tymczasem nowe techniki wytwarzania produktów z konopi zwiększają poziom THC, ale nie CBD. Tymczasem CBD może niwelować niektóre negatywne skutki używania THC, takie jak występowanie paranoi czy problemów z pamięcią.
      CBD może potencjalnie czynić marihuanę i haszysz bezpieczniejsze w użyciu, a jednocześnie nie zmniejsza tych skutków ich zażywania, jakie są poszukiwane przez użytkowników. Tymczasem w Europie obserwujemy, że rośnie zawartość THC, a CBD utrzymuje się na tym samym poziomie lub spada, co potencjalnie czyni konopie indyjskie bardziej niebezpiecznymi. Jako, że zmiany te zachodzą w substancjach nielegalnych, naukowcom trudno jest je badać, a prawodawcom trudno uchwalić odpowiednie przepisy. Można próbować kontrolować poziom THC i CBD poprzez regulacje prawne, mówi główny autor badań, doktor Tom Freeman z Wydziału Psychologii University of Bath.
      Szacuje się, że w Europie w ubiegłym roku konopi indyjskich używały 24 miliony dorosłych osób. Na całym świecie używają ich 192 miliony osób.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...