Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Przeciwnicy legalizacji marihuany często wspominają o jej zdolności do wywoływania stanów psychotycznych. Argument ten zupełnie nie trafia jednak do zwolenników narkotyku, twierdzących, że ich adwersarze wyolbrzymiają niewielki w rzeczywistości problem. Próby udzielenia ostatecznej odpowiedzi podjęło się dwoje brytyjskich badaczy, których zdaniem... obie strony sporu mają trochę racji.

Amanda Feilding z Fundacji Beckleya oraz Paul Morrison z Londyńskiego Instytutu Psychiatrii analizowali skład marihuany dostępnej z nielegalnych źródeł. Jak uważają sami jej użytkownicy, w dzisiejszych czasach jest ona znacznie silniejsza niż np. w latach 60. XX wieku, lecz jednocześnie sprzyja ona nieprzyjemnym doznaniom przypominającym ataki psychozy. Brytyjscy badacze chcieli sprawdzić, jaka zmiana w składzie konopi indyjskiej zadecydowała o odmiennym działaniu wytwarzanego z niej narkotyku.

Dostępna dziś marihuana (mowa tu o narkotyku sprzedawanym nielegalnie) jest efektem wielu lat krzyżowania, chowu wsobnego i selekcji konopi. Celem i efektem modyfikacji roślin było zwiększenie zawartości tetrahydrokanabinolu (THC) - głównego składnika psychoaktywnego tej rośliny. Jak jednak wykazali badacze z Wielkiej Brytanii, proces ten doprowadził także do innej istotnej zmiany, jaką jest znaczne zmniejszenie stężenia innej substancji, zwanej kanabidiolem (CBD), podejrzewanej o posiadanie działania antagonistycznego wobec propsychotycznej aktywności THC

Aby upewnić się, czy CBD rzeczywiście chroni przed napadami psychozy, przeprowadzono eksperyment, w którym ochotnikom podawano dożylnie mieszankę THC i CBD lub sam THC. Po trzydziestu minutach od iniekcji uczestników doświadczenia poddano obserwacji ze strony psychiatry, który - podobnie jak sami ochotnicy - nie wiedział, jaki środek podano określonym osobom.

Jak wynika z analizy informacji przekazanych przez lekarza, pacjenci otrzymujący CBD i THC przejawiali zdecydowanie słabsze objawy psychotyczne w stosunku do tych, którzy przyjmowali sam THC. Wszystko wskazuje więc na to, że hodowcy współczesnych odmian konopi indyjskiej rzeczywiście dopięli swego i doprowadzili do wzmocnienia działania wytwarzanej z nich marihuany, lecz stało się to kosztem zmniejszenia zawartości związku pozwalającego na zahamowanie niepożądanych efektów jej podania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Nabywca" w dzisiejszej Polsce po prostu nie wie co kupuje. Jaka to odmiana, czy łysole dodali jakiejś chemii itp.

5 krzaków legalnie dla każdego zainteresowanego ( jak w Czechach) i mafia straci ogromne wpływy. Ludzie też będą zdrowsi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

może właśnie chodzi o to aby owa "mafia" nie traciła swych wpływów, już oni dobrze wiedzą komu posmarować, dlatego politycy "nie widzą" potrzeby zalegalizowania miękkich narkotyków o obłożenia ich podatkiem chociażby takim jak alkohol czy papierosy

Share this post


Link to post
Share on other sites

5 krzaków legalnie dla każdego zainteresowanego ( jak w Czechach) i mafia straci ogromne wpływy. Ludzie też będą zdrowsi.

 

ale tam handel nie jest zalegalizowany więc każdy palacz musiałby zostać ogrodnikiem. to nieco tak jakby zalegalizować bimbrownictwo przy zakazie handlu alkoholem-czyli nadel niedoskonale :-\

 

co do dużej ilości thc to nie wystarczy po prostu mniej spalić jak ktoś chce mieć mniejsze efekty?mniej tego cbd to mniej palenia żeby się ujarać czyli mniej różnych roślinnych syfów(chyba)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Że współczesne krzaczki to nie to samo, co jarali hippisi, to było zawsze wiadome, ale chyba po raz pierwszy ktoś zbadał dokładnie o co chodzi poza większym stężeniem THC. Mnie tam niewiele to obchodzi, bo nie używam, ale uważam, że dopuszczenie do sprzedaży zwykłej, niemodyfikowanej maryśki naprawdę nikomu by nie zaszkodziło.

 

A co do Czech, to tam nie tyle zalegalizowano, co ustalono konkretną ilość za którą jest tylko mandat, a nie idzie się do pierdla. Więc nie można powiedzieć, że jest tam legalne, łapią posiadaczy nadal.

Share this post


Link to post
Share on other sites

może właśnie chodzi o to aby owa "mafia" nie traciła swych wpływów, już oni dobrze wiedzą komu posmarować, dlatego politycy "nie widzą" potrzeby zalegalizowania miękkich narkotyków o obłożenia ich podatkiem chociażby takim jak alkohol czy papierosy

Charizmatic dobrze prawi "palenie szkodzi zdrowiu" a jak wiadomo"szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz" wniosek = palenie smakuje :E

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale tam handel nie jest zalegalizowany więc każdy palacz musiałby zostać ogrodnikiem. to nieco tak jakby zalegalizować bimbrownictwo przy zakazie handlu alkoholem-czyli nadel niedoskonale :-\

Nie zgodzę się z tym porównaniem - w polsce możesz bez ograniczeń wytwarzać wino na własne potrzeby (kiedyś było max 150L gotowego+produkcji) ale nadal nie masz prawa sprzedaży twojego trunku bez odpowiedniej koncesji - w tym względzie prawo jest doskonałe, tzn chcesz wytwarzać i korzystać - OK, chcesz wytwarzać i na tym zarabiać za plecami państwa - wczasy w kiciu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest duża szansa, że lada moment przepisy się zmienią. Będzie można wytwarzać alkohol samodzielnie i sprzedawać go w miejscu wytwarzania (a więc np. w gospodarstwie agroturystycznym), o ile tylko zgłosi się (tylko zgłosi, nic więcej), że będzie się to robiło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Będzie można wytwarzać alkohol samodzielnie i sprzedawać go w miejscu wytwarzania (...), o ile tylko zgłosi się (tylko zgłosi, nic więcej), że będzie się to robiło.

1) co to znaczy wytwarzać alkohol - produkcja wina, czy destylacja

2) na pewno nie wystarczy "po prostu zgłosić", pewnie skończy się na tym, że będzie trzeba zapłacić VAT. Zresztą to co piszesz oznacza podwójne standardy odnośnie uregulowania alkoholu, - bo czym różni się 40% bimber od 40% wódki poza smakiem? Efekt końcowy po pół litra jest dokładnie taki sam.

 

PS. nie traktuj tego jako atak, po prostu zaciekawiłeś mnie tą informacją i fajnie by było, jakbyś dorzucił jakiś link

Share this post


Link to post
Share on other sites
1) co to znaczy wytwarzać alkohol - produkcja wina, czy destylacja

Posłowie komentujący ten projekt mówili wyraźnie o produkcji bimbru, więc odpowiedź jest dość jasna :D

2) na pewno nie wystarczy "po prostu zgłosić", pewnie skończy się na tym, że będzie trzeba zapłacić VAT.
To nie powinno dziwić, skoro chcesz na tym zarabiać. Mało tego, akcyzę też trzeba będzie opłacić, ale i tak jest to ogromne udogodnienie w porównaniu do konieczności zdobywania jednej koncesji na produkcję i drugiej na handel alkoholem, a do tego jeszcze uzyskiwania zezwoleń i przyjmowania regularnych wizytacji z Sanepidu. Pozwoli to na znaczne obniżenie kosztów prowadzenia takiej firmy i tym samym zwiększy opłacalność takiej małoskalowej produkcji.
Zresztą to co piszesz oznacza podwójne standardy odnośnie uregulowania alkoholu, - bo czym różni się 40% bimber od 40% wódki poza smakiem? Efekt końcowy po pół litra jest dokładnie taki sam.
Różnica jest w skali przede wszystkim. Na tej samej zasadzie rzemieślnicy są rozliczani nieco inaczej od dużych przedsiębiorców. Rodzinna produkcja alkoholu jest tolerowana, a nawet promowana na całym świecie. Alkohol sprzedawany w gospodarstwie agroturystycznym na pewno nie ma takiego wpływu na alkoholizm w społeczeństwie, jak tanie wina z przemysłowej produkcji. W tej sytuacji domowe wino ja osobiście traktowałbym bardziej jako produkt "regionalny" albo "rzemieślniczy". Na tej samej zasadzie w całej zachodniej Europie funkcjonują rodzinne browarki i, jak widać w praktyce, koncepcja taka sprawdza się doskonale.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejnym ubocznym efektem delegalizacji M poza wymuszoną potrzebą kontaktu z półświatkiem jest powstanie dopalazcy. Dzieciaki (bo co za problem kupić nastolatkowi dopalazc?) palą, a właściwie teraz to chyba już tylko wciągają kompletnie nieznane substancje - niby legalne ale sprzedawca tez powtarza zasłszane fakty. Z M sprawa jest znacznie prostsza - skład jest znany wszystkim oprocz pana K.

.

 

A stany psychotyczne z powyższego artykułu? To z mojego doświadczenia bardzo rzadkie fluktuacje nie obiegające od norm (alko potrafi gorzej człowieka wyobracać).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Walka z palaczami marijuany jest idiotyzmem.

Państwo traci górę kasy na ten cały gestapowski proceder łapania, na sądy, więzienia itp.

Jest to moim zdaniem niepotrzebne kryminalizowanie społeczeństwa, nic Państwo na tym nie zyskuje, a tylko traci!( i to naprawdę wiele milionów zł)

Zalegalizowanie trawki, pozwoliło by ją (tak jak alkohol) bardziej kontrolować i co najważniejsze, zamiast tracić kase - Państwo by zarabiało! społeczeństwo by się odkryminalizowało, policja, sądy i więzienia odetchnęły by znacząco - zresztą jest wiele innych za!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

@pipon Pewnie państwo by zarobiło, ale na pewno społeczeństwo by się NIE odkryminalizowało. Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

Inna sprawą jest JAK to (zawczasu) hamować. Na pewno system karno-penitencjarny do tego się nie nadaje, ale to nie znaczy. że trzeba rezygnować z hamowania i wyciągania z tej równi pochyłej. I nie można odpuścic ani na etapie twardych, ani miekich, ani trawki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet nie przeczytałeś statystyk, a wymądrzasz się. Tak się głupio składa, że Holandia ma jeden z najniższych w Europie odsetków użytkowników marihuany mających problem z nałogiem. Jakby tego mało, państwo otacza aktywną opieką 90% osób uzależnionych, bo ma na to kasę z akcyzy na trawę.

 

Także zanim zaczniesz się wypowiadać, poczytaj nieco.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wydaje mi się, żeby legalna trawa bardziej zachęcała do mocnych narkotyków niż nielegalna. :D

Nie wiem, czy w ogóle można mówić o takim zachęcaniu? Czy piwo zachęca do picia wódki? Mnie nie. Są ludzie, którzy mają wewnętrzny mus na uzależnienie się, są tacy, co nie mają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

boże człowieniu co ty za gupoty i komunoły godosz! thc z trawki to co innego niż substancje czynne czy psychoaktywne w amfie,koce czy heroinie więc dlaczego branie tamtych miałoby mieć jakiś związek z paleniem trawy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@pipon Pewnie państwo by zarobiło, ale na pewno społeczeństwo by się NIE odkryminalizowało. Po etapie potrzeby trawki pojawiła by się potrzeba miękkich i następnie twardych narkotyków. Tak już jest z każdą przyjemnością, że by ją odczuwać trzeba zwiększać poziom uprzyjemniania. To jest równia pochyła i lepiej hamować zawczasu niż w środku spadania.

Pisałem to samo już (swojego czasu) Mikroosowi ale specjalnie dla ciebie powtórzę:

 

Nie ważne co bierzesz i w jakich dawkach - możesz przez tydzień pić codziennie pół litra wódki i nie być alkoholikiem, bo przez następne pół roku alkoholu nie tkniesz. Większość osób uważa "jak już spróbuje, to się uzależni, szczególnie że 80% narkomanów zaczynało od trawki". Ale to co mniejszość łapie to fakt NIE WAŻNE CO, WAŻNE DLACZEGO jeżeli alkohol/trawka/cokolwiek będzie ucieczką od problemów masz gwarancję, że osoba się uzależni psychicznie "niemal od ręki".

 

Posłowie komentujący ten projekt mówili wyraźnie o produkcji bimbru, więc odpowiedź jest dość jasna :D

faktycznie, dzisiaj przeczytałem o tym w angorze, tyle że akcyza dalej musi być płacona, jedyna zaleta to fakt braku sanepidu, choć tutaj też budzi się pytanie - czy to jest na pewno zaleta - powinien być choć wymóg sprawdzenia pierwszej partii na jakość destylatu. Odpowiedzialność cywilna za trunek to taka "musztarda po obiedzie", jak gościu będzie miał zniszczoną wątrobę/nerki/wzrok i tak dalej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sanepid nie bada jakości alkoholu pod względem chemii, a jedynie jego czystość mikrobiologiczną. Badanie 40-proc. wódki albo nawet 12-proc wina pod kątem obecności patogenów jest tymczasem zwyczajnie niepoważne :D

 

Natomiat co do jakości destylatu, częściowo się zgadzam. Z drugiej jednak strony maleńka skala produkcji pozwala na szybkie wyłapanie ewentualnych błędów w produkcji - ewentualna ofiara bardzo łatwo wskaże, gdzie nabyła destylat. Poza tym mimo wszystko o niebo lepiej, żeby rolnicy kupowali legalnie bimber wytworzony przez znanego sobie sąsiada, niż na lewo od obwoźnego sprzedawcy z baniaczkiem "niewiadomoczego" (typowy widok na polskiej wsi). Wydaje mi się, że największą zaletą tego projektu jest właśnie potencjalne zmniejszenie szarej strefy i ilości krążącego alkoholu niewiadomego pochodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze co do jakości destylatu... Etanol jest odtrutką na metanol, więc ja bym się nie martwił.. Najwyżej po nieprofesjonalnym destylacie będzie spory kac, i to wszystko.

 

Podobnie zresztą jest z markowymi alkoholami.

 

Nawet wino zawiera minimalne ilości metanolu, natomiast przoduje w tym burbon. Im więcej metanolu, tym większy kac.

 

Natomiast warto zwrócić uwagę, że często jest raczej na odwrót.. Bimber zazwyczaj smakuje dużo lepiej od wódki sklepowej i nie ma po nim w ogóle kaca.. Porównywalna z nim jest może wódka kosztująca >40zł za butelkę.. Tymczasem wiadomo, że jak ktoś pije dużo, to albo kupuje taką po 12-20zł, albo po 4zł 'metówkę'.

 

Uważam że pomysł bardzo dobry. I faktycznie podobnie powinno być z marihuaną. Legalizacja nie zmniejszy ani specjalnie nie zwiększy skali zjawiska, natomiast pozwoli rządowi uzyskać dochód oraz zlikwiduje szarą strefę, no i być może podniesie bezpieczeństwo używania - bo już nie będziemy kupować towaru niewiadomego pochodzenia, do którego nierzadko dorzucane są różne dziwactwa, aby zwiększyć moc, dzięki czemu można sprzedać mniej za te same pieniądze (mówię zarówno o alkoholu jak i trawce).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Natomiast warto zwrócić uwagę, że często jest raczej na odwrót.. Bimber zazwyczaj smakuje dużo lepiej od wódki sklepowej i nie ma po nim w ogóle kaca.. Porównywalna z nim jest może wódka kosztująca >40zł za butelkę.. Tymczasem wiadomo, że jak ktoś pije dużo, to albo kupuje taką po 12-20zł, albo po 4zł 'metówkę'.

Był kiedyś reportaż dotyczący właśnie bimbru - kiper dostał do skosztowania i uszeregowania bimber(od 1 do 9 destylacji) i zwykłą, kupną wódkę - gościu uszeregował tych 10 kieliszków bezbłędnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobry bimber przerasta wódkę pod każdym względem. Nasi przodkowie musieli to wiedzieć :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy alkohol doby - byle nie upijać się do 'zarwanego filmu'. Natomiast zamiast skuna zdrowiej palić marihuanę (a najlepsze jest opalanie luby i skumulowany tam osad).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kontakt z marihuaną w wieku nastoletnim może ułatwiać uzależnienie się od kokainy. Naukowcy z Columbia University i włoskiego Uniwersytetu w Cagliari jako pierwsi przeprowadzili badania na poziomie molekularnym obserwując, jak wczesne wystawienie na działanie marihuany wpływa na późniejszą reakcję mózgu na kontakt z kokainą.
      W ramach badań na gryzoniach uczeni obserwowali, jakie zmiany zachodzą w mózgach młodych (odpowiadających nastoletnim ludziom) i dorosłych osobników. I jednym i drugim podawano syntetyczne kannabinoidy, a następnie kokainę. Naukowcy zaobserwowali, że po podaniu narkotyków w mózgach młodych zwierząt – ale nie dorosłych – dochodziło do zmian molekularnych i epigenetycznych. Odkrycie pozwala dokładniej przyjrzeć się temu, w jaki sposób używanie kannabinoidów w wieku nastoletnim może zwiększyć podatność na kokainę i ułatwiać uzależnienie od tego narkotyku.
      Nasze badania na szczurach są pierwszymi, podczas których zmapowano epigenetyczny i molekularny mechanizm, za pomocą którego kokaina oddziałuje na mózgi już wcześniej wystawione na działanie kannabinoidów. To daje nam lepsze pojęcie na temat biologicznych podstaw mechanizmów, które mogą zwiększać ryzyko nadużywania i uzależnienia się od narkotyków, mówi współautor badań, laureat nagrody Nobla, doktor Eric Kandel.
      Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie – i zwierzęta – różnie reagują na pierwszy kontakt z narkotykiem, a ta pierwsza reakcja pozwala przewidzieć dalsze zachowanie. Na przykład, jeśli pierwsze zetknięcie się człowieka z kokainą będzie odczuwane pozytywnie, to z większym prawdopodobieństwem ponownie zażyje on kokainę, czas do drugiego zażycia będzie krótszy i z większym prawdopodobieństwem się uzależni, czytamy w artykule opublikowanym na łamach PNAS.
      Mamy też coraz więcej dowodów łączących używanie kannabinoidów w wieku nastoletnim ze zwiększonym ryzykiem późniejszego używania kokainy oraz ze zwiększonym jej oddziaływaniem na człowieka. Również testy na zwierzętach pokazały, że kannabinoidy mogą uwrażliwiać na kokainę. Zwierzęta, które zetknęły się z kannabinoidami częściej samodzielnie podają sobie kokainę.
      Z badań epidemiologicznych wiemy, że wiele osób, które są uzależnione od kokainy, wcześniej używały marihuany, a ich pierwsze doświadczenie z narkotykami może mieć olbrzymi wpływ na to, czy będą ich nadal używali. Jednak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Dotyczą one na przykład wpływu konopi na mózg, mówi współautorka badań, doktor Denise Kandel. Dotychczas dysponowaliśmy danymi behawioralnymi, jednak nie mieliśmy neurobiologicznych dowodów wskazujących, że kannabinoidy mogą wpływać na reakcję mózgu na zetknięcie się z kokainą.
      Dotychczasowe badania ujawniły chemiczną stronę wpływu obu narkotyków na mózg. Badania nad uzależniającymi właściwościami kokainy koncentrowały się na mezolimbicznym szlaku dopaminergicznym. Odgrywa on ważną rolę w odczuwaniu nagrody i przyjemności. Jako, że marihuana zwiększa aktywność tego szlaku w sposób podobny do kokainy, wpływa też na cały rozległy system neurochemiczny zwany układem endokannabinoidowym. To kluczowy system dla rozwoju mózgu, który to proces wciąż trwa w wieku nastoletnim, dodaje doktor Philippe Melas.
      W ostatnich latach pojawiły się badania wskazujące, że rozwój uzależnienia od kokainy ma związek z układ glutaminianergiczny, a z kolei marihuana wpływ na przebieg sygnałów w tym układzie. Dlatego też włosko-amerykański zespół naukowy postanowił zbadać potencjalny związek pomiędzy oboma narkotykami. Uczeni sprawdzali, jak mózgi szczurów reagują najpierw na podanie syntetycznego kannabinoidu WIN, a następnie na podanie kokainy.
      Okazało się, że mózgi młodych szczurów, którym podano WIN mocniej reagowały na pierwszy kontakt z kokainą, niż mózgi szczurów, które z WIN się nie zetknęły. Co istotne, zjawisko to zaobserwowaliśmy u młodych szczurów, ale nie u dorosłych, mówi Melas. Gdy uczeni bliżej przyjrzeli się temu zagadnieniu, okazało się, że gdy młode szczury zetknęły się z kannabinoidem, to sposób, w jaki działała na nie następnie kokaina był związany z kluczowymi zmianami molekularnymi. Dotyczyły one zarówno zmian w receptorach glutaminergicznych, jak i znaczących zmian epigenetycznych.
      Co ciekawe, zespół z Columbia Univeristy wcześniej prowadził podobne badania nad epigenetycznymi zmianami dotyczącymi reakcji dorosłych mózgów na kontakt z nikotyną i alkoholem. Zmiany takie zaobserwowano. Tym razem jednak okazało się, że w przypadku marihuany zmiany takie zachodzą tylko w młodych mózgach. Występują one w korze przedczołowej, która odgrywa kluczową rolę w takich zadaniach jak planowanie długoterminowe czy samokontrola i jest jednym z ostatnich obszarów mózgu, który osiąga dojrzałość.
      Wyniki najnowszych badań sugerują, że wystawienie wciąż rozwijającego się mózgu na działanie kannabinoidu wpływa na wywoływaną przez kokainę hiperacetylację histonów w dorosłej korze przedczołowej. Jako, że acetylacja histonów zwiększa dostępność do chromatyny, powstało pytanie, czy zmiany obserwowane w młodym mózgu przekładają się na szeroką dostępność do chromatyny. Okazało się, że hiperacetylacja histonów nie prowadziła do ogólnych szerokich zmian w dostępności do chromatyny w skali całego genomu. Okazało się jednak, że powoduje to zwiększony dostęp do chromatyny i alternatywny splicing niektórych genów.
      W podsumowaniu badań naukowcy stwierdzili, że wystawienie na działanie kannabinoidów w wieku nastoletnim prowadzi do zmian w ekspresji genów wywołanych oddziaływaniem kokainy, pojawieniem się alternatywnego splicingu w genach powiązanych z receptorami neuroprzekaźników oraz zwiększonym wpływem kokainy na fosforylację protein. Innymi słowy, używanie marihuany w wieku nastoletnim większa prawdopodobieństwo, że pierwsze doświadczenie takiej osoby z kokainą będzie pozytywne, co z kolei może wzmocnić jej predyspozycję do używania i uzależnienia się od kokainy.

      « powrót do artykułu
    • By Szkoda Mojego Czasu
      Przepraszam, że nie w temacie, ale chyba powinniśmy się zacząć poważnie bać "ekspertów" od zdrowia publicznego.  Poniżej wypowiedź jednego, a jeszcze niżej wykres jak  naprawdę wygląda ilość już wykrytych mutacji w stosunku do innych wirusów.
      "Profesor odniósł się również do doniesień na temat mutowania koronawirusa SARS-CoV-2: - Ten wirus mutuje bardzo niewiele, jest relatywnie stały, nie zaskakuje nas i na razie niczym nie grozi. Zmiany w mutacji są bardzo niewielkie - powiedział. Horban porównał też SARS-CoV-2 do wirusa grypy. Ten drugi mutuje znacznie szybciej i "właściwie to jest co roku nowy wirus i nie jesteśmy w stanie zrobić szczepionki, która zabezpieczy nas raz na zawsze".

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Używanie marihuany zwiększa podatność na pojawianie się fałszywych wspomnień. Świadkowie i podejrzani, którzy znajdują się pod wpływem konopi indyjskich z większym prawdopodobieństwem podają podczas przesłuchania nieprawdziwe informacje, co może prowadzić do fałszywych oskarżeń. Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie w Maastricht.
      Już wcześniejsze badania wykazywały, że tetrahydrokannabinol (THC), główny składnik psychoaktywny konopii indyjskich, prowadzi do zaburzeń pamięci. Tym razm naukowcy z Maastricht, Lilian Kloft i Jan Ramaekers badali związki pomiędzy THC a pojawianiem się fałszywych wspomnień. W eksperymentach wzięły udział 64 zdrowe osoby, które okazjonalnie paliły marihuanę.
      Podczas każdego z eksperymentów badani wdychali dym, który albo pochodził z konopi, albo był placebo. Zaraz po tym wykonywali zadania pamięciowe, które powtarzali tydzień później.
      Podczas pierwszego eksperymentu badanym pokazano 15 związanych ze sobą słów. Okazało się, że osoby, które wdychały dym z THC częściej niż osoby wdychające placebo twierdziły, że na liście były też wyrazy, których w rzeczywistości tam nie było. Dwa kolejne testy przeprowadzono za pomocą zestawu do rzeczywistości wirtualnej. Podczas jednego uczestnicy byli świadkami bójki na stacji kolejowej, podczas drugiego postawiono ich w roli osób oskarżonych o popełnienie przestępstwa.
      Natychmiast po tym, jak zobaczyli oba scenariusze, badani odpowiadali na pytania naukowców, którzy dostarczali im fałszywych informacji zadając wysoce sugestywne pytania oraz przedstawiając zeznania innych – również wirtualnych – świadków. Również i tutaj okazało się, że osoby będące pod wpływem THC częściej wytwarzały fałszywe wspomnienia. Jednak gdy badania powtórzono tydzień później, gdy środek psychoaktywny zniknął z organizmu badanych, różnicy pomiędzy obiema grupami nie zauważono.
      Radzimy policjantom i śledczym, by odkładali przesłuchania ludzi będących pod wpływem konopi indyjskich do czasu, aż ludzie ci wytrzeźwieją. Osoby takie powinny być traktowane jako grupy niepewne w śledztwie, podobnie jak dzieci czy osoby starsze, napisali autorzy badań.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach PNAS. Obecnie Koft i Ramaekers badają wpływ MDMA na pojawianie się fałszywych wspmnień.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na łamach British Medical Journal (BMJ) Case Reports opisano pierwszy znany przypadek ostrej psychozy wywołanej... brexitem. Choroba dotknęła ponad 40-letniego mężczyznę, który przejął się wynikami referendum.
      W magazynie opisano, jak zdrowie mężczyzny zaczęło szybko się pogarszać po tym, jak 26 czerwca 2016 roku ogłoszono wstępne wyniki referendum. Trzy tygodnie później przyjęto go do szpitala z objawami pobudzenia i zagubienia. Po przyjęciu na oddział psychiatryczny mężczyzna stwierdził, że pochodzi z wielokulturowej rodziny i wstydzi się, że jest Brytyjczykiem. Patrzyłem na mapę z wynikami głosowania i stwierdziłem, że mieszkam w okręgu wyborczym, który głosował inaczej, niż ja, powiedział.
      Mężczyzna opowiadał, jaką rolę po referendum odegrały w jego życiu kwestie rasowe  i media społecznościowe. Nie tylko ja odczuwałem obawy w związku z brexitem. W tym samym czasie podobne odczucia miał mój przyjaciel, który opowiadał o tym, co dzieje się w USA. Rozmawialiśmy w serwisach społecznościowych o kwestiach rasowych. Jak powiedziała żona pacjenta, po referendum zaczął on coraz więcej czasu spędzać w mediach społecznościowych i coraz bardziej martwiły go kwestie rasowe. Po przyjęci do szpitala otrzymał leki na chorobę dwubiegunową i schizofrenię i po 2 tygodniach całkowicie wyzdrowiał. Poprzedni, znacznie słabszy, epizod psychotyczny, miał przed 13 laty w związku ze stresem w pracy.
      Brexit był w tym przypadku głównym czynnikiem, który wywołał stres, ze względu na jego zbieżność w czasie, wagę, jaką do tego wydarzenia przywiązywał pacjent, naturę ewolucji epizodu psychotycznego oraz jego zawartość, stwierdził Zia Katshu z University of Nottingham. Nie można wykluczyć, że do stanu pacjenta przyczyniły się też stres w pracy i w domu.
      Sotiris Vandoros z King's College London mówi, że niepewność związana z brexitem może być czynnikiem negatywnie wpływającym na zdrowie psychiczne. Finansowe skutki referendum nie są od razu oczywiste, jednak perspektywa opuszczenia Unii Europejskiej może powodować, ze ludzie martwią się o to, czy ich pracodawca się nie przeniesie, czy będą mieli pracę oraz o ogólny stan gospodarki.
      Opisany przypadek jest skrajny, jednak już w ubiegłym roku przeprowadzono badania, z których wynika, że dobrostan Brytyjczyków pogorszył się po referendum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Legalizacja marihuany doprowadziła do spadku obrotów na czarnym rynku. Taki wniosek płynie z badań ścieków przeprowadzonych przez naukowców z University of Puget Soung i University of Washington.
      Chemik Dan Burgard i jego koledzy przeanalizowali próbki ścieków z lat 2013–2016 pochodzące z dwóch oczyszczalni obsługujących 200 000 mieszkańców zachodniej części stanu Waszyngton. W stanie tym legalna sprzedaż marihuany rozpoczęła się w 2014 roku.
      Badania wykazały, że pomiędzy grudniem 2013 a grudniem 2016 roku średnia zawartość THC-COOH, metabolitu marihuany, rosła w wodzie ściekowej o 9% na kwartał. Jednocześnie pomiędzy sierpniem 2014 a grudniem 2016 średnia sprzedaż marihuany w legalnych sklepach rosła o niemal 70% na kwartał.
      Biorąc pod uwagę fakt, że woda ściekowa jest reprezentatywna dla całej populacji, musimy stwierdzić, że wielu wcześniejszych użytkowników marihuany bardzo szybko zaczęło kupować w legalnych sklepach i porzuciło czarny rynek. To najsilniejsza wskazówka odnośnie zastąpienia czarnego rynku rynkiem legalnym, mówi Burgard.
      Nasze badania miały na celu sprawdzenie, w jaki sposób legalna sprzedaż rekreacyjnej marihuany wpływa na ogólną konsumpcję w całym społeczeństwie. Badania takie to wartościowe narzędzie dla władz lokalnych, stanowych, narodowych oraz twórców przepisów międzynarodowych, którzy chcieliby wiedzieć, jaki wpływ ma społeczeństwo ma prawo uchwalone w stanie Waszyngton, mówi Caleb Banta-Green, główny badacz w Alcohol and Drug Abuse Institute na University of Washington.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...