Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Naukowcy z uniwersytetu w Wiedniu opracowali metodę pozwalającą na bezpośrednie śledzenie ruchu atomów w ciałach stałych. Prace te mają olbrzymie znacznie, gdyż to właśnie ruch atomów powoduje starzenie się materiałów i utratę ich właściwości.

W swoich badaniach Austriacy wykorzystali Europejski Ośrodek Synchrotronu Atomowego w Grenoble.

Uczeni zbadali, w jakich kierunkach atomy się poruszają, jak daleko i jaki wpływ na ruch ma temperatura. Odkryliśmy, że w temperaturze 270 stopni Celsjusza atomy w sieci krystalicznej zmieniają swoją pozycję raz na godzinę. To jednak nie wszystko. Jeśli zwiększymy temperaturę o 10 stopni, zmiany zachodzą dwukrotnie częściej. Jeśli ją o 10 stopni zmniejszymy - dwukrotnie rzadziej - mówi Michael Leitner z zespołu badawczego.

W przyszłości badania te posłużą np. do ulepszenia właściwości różnych metali tak, by lepiej kontrolować tworzące je atomy. Dzięki temu powstaną stopy, dzięki którym np. silniki samochodowe czy podzespoły komputerowe będą mogły pracować bardziej niezawodnie.

Naukowcy mówią, że to dopiero początek tego typu badań, które nie będą się one ograniczały tylko do metali.

W Hamburgu powstaje już European X-ray Free-Electron-Laser, który będzie oferował jeszcze większe możliwości niż Europejski Ośrodek Synchrotronu Atomowego. Dzięki niemu będzie można szczegółowo badać np. białka. Uczeni twierdzą, że epoka wykorzystywania "spójnych" promieni X do badań naukowych dopiero się rozpoczyna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"eNaukowcy z uniwersytetu [...]

 

Hm, nieszczegolnie orientuje sie kim sa "eNaukowcy". Moglbym kogos prosic o wytlumaczenie?

 

Co do samych badan, to sa interesujace. Ciekaw jestem, czy - skoro maja sie one wkrotce tyczyc rowniez bialek - beda dotyczyly np ciala ludzkiego? Oczywistym jest zachowanie tkanek ciala ludzkiego np w skrajnej plusowej temperaturze - 270 stopni z pewnoscia zwegla tkanke, jednak obecne badania dot wplywu temperatury na atomy tlumaczylyby tak duze powodzenie krioterapii i innych dziedzin nauki wykorzystujacych niskie temperatury w celu wywolania okreslonych zmian.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak na pewno spece od marketingu pozwolą na lepsze materiały. Przecież cały czas dbają by produkty psuły się tuż po gwarancji. Wystarczy porównać samochody produkowane 15 lat temu z tymi teraz. Niestety marketing zabija jakość. Może wykorzystają te badania na potrzeby kosmicznych produkcji i wojska. Cywile dostaną jak zwykle buble i śmieci.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bzdura. Jeśli potrzebujesz przykładu na rozwój technologii materiałowych, polecam zapoznanie się z historią przemysłu rowerowego, szczególnie w ostatnich latach. Totalną ignorancją jest twierdzenie, że jest coraz gorzej i że nic się nie zmienia. Poza tym jak się kupuje masówkę, to ma się jakość masówki. Ale to wcale nie oznacza, że wszystko takie jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hm... Prowadzam swój rower do pana mechanika, który obsługuje również zawodników. Na pytania o jakiś niezawodny osprzęt zwykle każe szukać 10, 12- letnich XTR-ów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To ja odbiję piłeczkę i powiem, że jeżeli ktokolwiek ma Tobie polecić dobrą, lekką i jednocześnie trwałą ramę szosową, to każdy trzeźwo myślący poleci Cervelo. Niektóre ich ramy ważą 875 gramów, a znoszą przy tym dwukrotność obciążeń wymaganych przez normy i jest na to dożywotnia gwarancja. Trwałość osprzętu Dura Ace z ostatnich lat też zachwyca, choć grupa należy do najlżejszych.

 

A co do XTR-ów: poszukaj sobie jeszcze wagi tamtego osprzętu sprzed 10-12 lat ;D Sorry, ale to rynek wymusił w dzisiejszych czasach odchudzanie topowych grup. Chcesz trwałości, kup SLX-a albo XT (o dowolnych częściach SRAM-a nie wspominając) - na pewno się nie zawiedziesz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zacznijmy może od dołu: rama stalowa cro-moly - przy odpowiedniej technologii może być lekka, dość mocno pracuje, w sytuacjach krytycznych raczej się wygnie niż zrobi coś innego.

 

Alu: sztywne, wytrzymalsze przy tej samej masie co stal, przy dzwonie większe szanse na to że trzaśnie zamiast się wygiąc.

 

Tytan: podobnie, ale schodek wyżej (jeszcze lżejsze, jeszcze sztywniejsze, jeszcze bardziej kruche).

 

Kompozyty węglowe: sporo zależy od wykonania, ale mam wrażenie, że po przekroczeniu jakiegoś progu zmęczenia zrobi "kabum". Przynajmniej kompozytowe obręcze Mavica tak robiły, przez co paru rowerzystów wylądowało w szpitalu.

 

Owszem, do wyczynu można sobie brać te cuda, tyle że żaden normalny człowiek raczej nie wychyli się poza aluminium. Nie wiem jaka jest Twoja definicja "ostatnich lat", ale tylną przerzutkę SRAMa powinienem sobie wymienić w zasadzie po roku używania, gripshifty faktycznie są nie do zajechania (ale to chyba dzięki prymitywnej konstrukcji), a na inne wynalazki pan Józek zwykle mówi "za bardzo wylajtowane".

 

No i jeszcze temat masy. Podobno gram na obręczy jest wart kilograma na ramie. Podejrzewam, że dobre opony + obręcze, ew. szprychy dadzą 80% efektu przy 20% kosztów odchudzania roweru.

 

Jeszcze uwaga końcowa - ja spoglądam na rowerowy świat z punktu widzenia jazdy po mieście i sporadycznie po wertepach. W obu sytuacjach szosówki są raczej bezużyteczne (np. z powodu krawężników czy kostki brukowej na ścieżkach dla rowerów). Należy jeszcze uwzględnić zdarzające się co pewien czas kolizje z samochodami (jeżdżę chodnikami i ścieżkami dla rowerów, ale panowie kierowcy zgotowali mi już trzy). Zaproponuj lekki i solidny sprzęt, który to wytrzyma przez 10 lat i kosztuje mniej niż 3k. (:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zacznijmy może od dołu: rama stalowa cro-moly - przy odpowiedniej technologii może być lekka

Poniżej 1200 g raczej nie zejdziesz, a i tak takie ramy mają limit wagi do 70 kg (z kolei poniżej tego masz sprzęt o wytrzymałości "zawodniczej", co tak strasznie skrytykowałeś ;) ).

Alu: sztywne, wytrzymalsze przy tej samej masie co stal, przy dzwonie większe szanse na to że trzaśnie zamiast się wygiąc.

Tu się zgadzam, ale zwróć uwagę na różnicę wagi. Bardzo przeciętna szosowa rama aluminiowa waży 1400 g (topowe schodzą do 1200 g), ale mają przy tym limit wagi w okolicach 100-120 kg. Aha, no i kwestia sztywności - rama alu o tej samej wadze, co stalowa, będzie miała sztywność większą o minimum 30%.

Tytan: podobnie, ale schodek wyżej (jeszcze lżejsze, jeszcze sztywniejsze, jeszcze bardziej kruche).

Ale fenomenalnie tłumi drgania :P

Kompozyty węglowe: sporo zależy od wykonania, ale mam wrażenie, że po przekroczeniu jakiegoś progu zmęczenia zrobi "kabum".

No nieemooozliiiwe, materiał o skończonej wytrzymałości? :D A prawda jest taka, że dobrze zrobiony karbon ma prawie zerową podatność na zmęczenie, a do tego daje najwyższy stosunek wytrzymałości do wagi. Perfekcyjnie tłumi przy tym drgania, a do tego jest materiałem kierunkowym, czego żaden metal nie oferuje.

Przynajmniej kompozytowe obręcze Mavica tak robiły, przez co paru rowerzystów wylądowało w szpitalu.

Większość pękających kompozytów Mavika miała karbon jako warstwę praktycznie dekoracyjną. Rdzeń obręczy był wykonywany z bliżej niezdefiniowanego materiału termoplastycznego (a więc prawdopodobnie mieszanki kiepskiej jakości karbonu i włókien szklanych). Nie możesz oceniać całej klasy produktów na podstawie jakości najsłabszych - dla porównania weź sobie obręcze Zippa albo Edge Composites - tu znowu masz dwukrotność wymagań określonych międzynarodowymi normami bezpieczeństwa, a para kół waży nierzadko 1200 g. To teraz wyobraź sobie, jak ekstremalną wytrzymałość miałyby dobrze wykonane obręcze karbonowe o masie obręczy np. z tanich kół Shimano (komplet waży 1800-1900 g).

No i jeszcze temat masy. Podobno gram na obręczy jest wart kilograma na ramie. Podejrzewam, że dobre opony + obręcze, ew. szprychy dadzą 80% efektu przy 20% kosztów odchudzania roweru.

To nie do końca tak, bo mówi się o stosunku 1:2. Ale faktycznie, odchudzanie obręczy daje największą odczuwalną zmianę.

Zaproponuj lekki i solidny sprzęt, który to wytrzyma przez 10 lat i kosztuje mniej niż 3k. (:

A czy ja gdzieś wspomniałem o kosztach? Nie wydaje mi się (sam zresztą jeżdżę po mieście szosowym singlespeedem na stalowej ramie, którego kupiłem za bezcen będąc po czterech browarach ;D ). Napisałem bardzo wyraźnie wcześniej, że jak chcesz płacić jak za masówkę, to dostaniesz jakość masówki, ale bzdurą jest, jakoby jakość produkowanego sprzętu spadała, bo ona idzie w górę. Tyle tylko, że za jakość trzeba zapłacić. Albo decydować sie na cięższy sprzęt - i tu wracam do mojej uwagi, że jak chcesz więcej wytrzymałości, to nie kupuj grup zawodniczych, bo to Ty wtedy popełniasz błąd, a nie producent.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam wrażenie, że zatoczyliśmy pętlę i teraz powinienem znowu przypomnieć o starych XTR-ach... (:

 

Ok. powiedzmy, że stary sprzęt zawodniczy nadaje się jako codzienny wół roboczy. Nowy sprzęt zawodniczy już nie. W sumie nie jestem jakimś wielkim oponentem takiego zachowania, byle objawiało się ono w odpowiednim miejscu (czyli bardziej Colin Chapman niż Henry Ford).

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja powtarzam to, co pisałem wcześniej: kupując sprzęt, najpierw sprecyzuj, czego Tobie potrzeba (i miej świadomość, że pojęcie "zawodnik" wyglądało 10 lat temu zupełnie inaczej niż dziś). Jeśli kupujesz współczesny sprzęt zawodniczy, który w wielu przypadkach nie jest dostatecznie wytrzymały, to jesteś winien sam sobie. Za to jeśli chcesz świetnej jakości i przy tym niskiej wagi, to masz taką możliwość, ale szykuj się na wydatki adekwatne do poziomu wykorzystanych technologii. Proste ;)

 

EDIT: wracając jeszcze do Mavika:

 

Jak widzisz, da się uzyskać wytrzymałość przy niskiej masie :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powtórzenie raczej zbędne. Colin Chapman, to człowiek, który budował samochody F1 zgodnie z zasadą, że one powinny być na tyle wytrzymałe, aby mogły dojechać do linii mety. To były złote lata firmy Lotus.

 

Henry Ford z kolei robił testy trwałości samochodów, na podstawie których kazał obniżać jakość części, które okazywały się zbyt długowieczne. Prawie to samo co w Lotusach, prawda?

 

 

Co do filmików, to przychodzi mi do głowy kilka spraw. 1. W którejś z niemieckich stacji TV zmontowali koło zgodnie z zaleceniami producenta, napompowali zgodnie z zaleceniami producenta, obciążyli (j.w.) i przyłożyli do obracającego się bębna. Po zasymulowaniu kilkuset kilometrów jazdy koło z trzaskiem się rozpadło (tak właśnie wylazła ta brzydka sprawa z obręczami Mav).

 

2. Młotkiem można też stukać w hartowane szkło. Aż się nie stuknie w "ten" punkt.

 

3. Na testach zderzeniowych (i podczas kolizji) z udziałem karbonowych samochodów zwykle widać chmurę ostrych odłamków. W ubiegłym roku było widowiskowe rozpadnięcie się jednego DTM-a, a amerykańskie owale to niekończące się źródełko crash-videos do Youtuba. Ten materiał nie zniekształca się i nie daje żadnych ostrzeżeń przed uszkodzeniem. Zawodnikowi może to obojętne, ale w rowerze wolałbym mieć coś co się wygnie, a nie wybuchnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1. W którejś z niemieckich stacji TV zmontowali koło zgodnie z zaleceniami producenta, napompowali zgodnie z zaleceniami producenta, obciążyli (j.w.) i przyłożyli do obracającego się bębna. Po zasymulowaniu kilkuset kilometrów jazdy koło z trzaskiem się rozpadło (tak właśnie wylazła ta brzydka sprawa z obręczami Mav).

Pewnie to ta sama stacja, do której należy gazeta rowerowa TOUR, w której zawsze, ale to zawsze porównania wygrywają niemieckie firmy? ;)

2. Młotkiem można też stukać w hartowane szkło. Aż się nie stuknie w "ten" punkt.

Naprawdę sądzisz, że gdyby ten mechanik nie miał 100% zaufania co do jakości, stukałby młotem w koła warte 3000 euro? :>

3. Na testach zderzeniowych (i podczas kolizji) z udziałem karbonowych samochodów zwykle widać chmurę ostrych odłamków. W ubiegłym roku było widowiskowe rozpadnięcie się jednego DTM-a, a amerykańskie owale to niekończące się źródełko crash-videos do Youtuba. Ten materiał nie zniekształca się i nie daje żadnych ostrzeżeń przed uszkodzeniem. Zawodnikowi może to obojętne, ale w rowerze wolałbym mieć coś co się wygnie, a nie wybuchnie.

Niby się zgadzam, ale prawda jest taka, że dobry karbon nie pęka ot tak sobie na prostej drodze. Przeważnie rozpada się w wyniku kolizji, a wtedy przecież i tak spadasz z roweru i lecisz daleekooo :P Więc awaria samego roweru ma tak naprawdę mały wpływ na Twoje bezpieczeństwo. Poza tym karbon rzeczywiście może pęknąć, ale wcześniej praktycznie zawsze widać oznaki zmęczenia materiału - nagłą utratę sztywności, rysy na lakierze itp. Naprawdę nie pojmuję, skąd bierze się ten brak zaufania do karbonu - powtarzam Tobie kolejny raz, że topowa ramka Cervelo, R3SL, spełnia wymogi dwukrotnie bardziej rygorystyczne od wymagań dla ram stalowych, alu czy jakichkolwiek innych, mimo swojej wagi wynoszącej ca. 875 g.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój brak zaufania bierze się z tego samego powodu, z którego pan mechanik nie stukał w te koła ostrym końcem młotka. Sprzęt z egzotycznych materiałów jest OK, ale do momentu naruszenia struktury. Np. wystarczy lekko zarysować tytanową szprychę i już jest po niej. Wystarczy, że przy wywrotce karbonowa rama "zaliczy" jakiś ostry dzubek (np. u mnie w parku w pobliżu dawnych miejsc budowy wystają z ziemi stalowe pręty) i jazda na tym zamienia się w loterię.

 

Do uszkodzenia wystarczy stosunkowo mała siła, pod warunkiem że mała będzie również powierzchnia działania tej siły. Analogiczna sytuacja na ramie stalowej skończy się tylko powstaniem wgłębienia. Tak samo można rozwalić karbonowe rakiety tenisowe, i zdarza się to nagminnie, mimo że formalnie wytrzymują one tonę obciążenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjalistom z University of Minnesota udało się powstrzymać komórki nowotworowe przed rozprzestrzenianiem się oraz zbadać w jaki sposób zostały one powstrzymane.
      Od lat wiadomo, że komórki nowotworowe rozprzestrzeniają się po określonych trasach. Wykorzystują swoiste „autostrady” do ruchu wewnątrz guza oraz, po jego opuszczeniu, po naczyniach krwionośnych i tkankach. Osoby, u których występuje duża liczba takich „autostrad” mają mniejsze szanse na przeżycie choroby. Dotychczas nie wiedziano, w jaki sposób komórki nowotworowe rozpoznają te drogi i jak się po nich poruszają.
      Uczeni z University of Minnesota badali w warunkach laboratoryjnych sposób przemieszczania się komórek raka piersi i wykorzystywali różne leki, próbując powstrzymać ich ruch. Okazało się, że gdy zaburzyli mechanizm, który zwykle pozwala komórkom na poruszanie się, nagle komórki nowotworowe zaczęły poruszać się jak bezkształtna galaretowata masa.
      Komórki nowotworowe są bardzo podstępne. Nie spodziewaliśmy się, że zmienią sposób poruszania się. To wymusiło na nas zmianę taktyki tak, by jednocześnie zablokować oba rodzaje ruchu. Dopiero wówczas przestały się poruszać i pozostały w miejscu, mowi jeden z autorów badań, profesor Paolo Provenzano.
      Przerzuty są przyczyną śmierci 90% osób umierających na nowotwory. Jeśli udałoby się zablokować ruch komórek, pacjenci i lekarze zyskaliby więcej czasu na wdrożenie skutecznego leczenia.
      Kolejnym krokiem badań będzie rozszerzenie eksperymentów na badania na zwierzętach. Mają nadzieję, że w ciągu kilku lat uda im się rozpocząć badania kliniczne na ludziach. Chcą też badać interakcje leków z komórkami nowotworowymi i ewentualne efekty uboczne.
      Naszym ostatecznym celem jest znalezienie sposobu na całkowite zablokowanie ruchu komórek nowotworowych i zwiększenie ruchliwości komórek układu odpornościowego, by te zwalczały nowotwór, mówi Provenzano.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy zdrowa, ale nieaktywna osoba zacznie się ruszać, błyskawicznie zmienia się ekspresja genów w mięśniach szkieletowych. Naukowcy z Karolinska Institutet podkreślają, że to kwestia minut i wystarczy godzina ćwiczeń, by wzrosła aktywność genów wspomagających rozkład tłuszczów (Cell Metabolism).
      Nasze mięśnie są naprawdę plastyczne - twierdzi prof. Juleen Zierath. Szwedzi wykazali, że w DNA pobranym z mięśni szkieletowych ludzi, którzy właśnie ćwiczyli, jest mniej grup metylowych niż przed ćwiczeniami. Zmiany zachodzą w obrębie pasm DNA stanowiących "lądowisko" dla czynników transkrypcyjnych, które biorą udział we włączaniu genów odpowiedzialnych za adaptację mięśni do aktywności fizycznej.
      Badając zmiany epigenetyczne zachodzące wskutek forsownych ćwiczeń, Zierath, Romain Barrès i inni wykonali biopsje mięśnia udowego 8 mężczyzn, którzy prowadzili raczej siedzący tryb życia. Okazało się, że grupa metylowa zniknęła z kilku genów zaangażowanych w metabolizm tłuszczów. Demetylacja pozwalała na produkcję większej ilości białek.
      Zespół uważa, że za zaobserwowane zjawisko może odpowiadać uwalnianie jonów wapnia przez retikulum endoplazmatyczne komórek mięśniowych (ER zachowuje się tak pod wpływem potencjału czynnościowego, tutaj wywołanego ćwiczeniami). Kiedy pobrane próbki wystawiono na oddziaływanie kofeiny, która zwiększa poziom wapnia w mięśniach, także zaszła demetylacja. Zierath nie zaleca jednak zastępowania ruchu filiżanką kawy, bo mała czarna nie zapewnia pozostałych korzyści wynikających z ćwiczenia.
      Od jakiegoś czasu wiadomo, że ćwiczenia wywołują w mięśniach zmiany, w tym nasilenie metabolizmu cukrów i tłuszczów. My odkryliśmy, że najpierw zachodzą zmiany w metylacji. Co ciekawe, kiedy w laboratorium doprowadzano do skurczów mięśni, zachodziły identyczne zmiany epigenetyczne.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chcąc zbadać, w jaki sposób orangutany maksymalizują wydajność energetyczną ruchu, naukowcy z Uniwersytetu w Birmingham korzystają z pomocy freerunnerów.
      Skonstruowano makietę drzewnego habitatu - rodzaj poligonu ćwiczebnego. Freerunnerzy będą naśladowali 3 podstawowe ruchy małp: wspinanie, ponieważ zwierzęta muszą się wtedy przeciwstawiać sile ciążenia, bujanie między drzewami oraz skakanie, które choć efektywne energetycznie, jest stosowane jedynie w ostateczności. Dr Susannah Thorpe ma nadzieję, że odkrycia dotyczące konsumpcji energii uda się jakoś przełożyć na poprawę ludzkich osiągnięć.
      "Metody pomiaru energetyki lokomocji naczelnych są ograniczone. Większość danych pochodzi z modeli matematycznych. My proponujemy nową i bardziej bezpośrednią technikę oceny, jak koszty nadrzewnego przemieszczania się orangutanów są modulowane przez środowisko".
      Ludzie będą nosić 2 typy urządzeń: 1) respirometr do pomiaru zużycia tlenu oraz 2) przyspieszeniomierz z trybem zapisu danych. Biorąc pod uwagę płynną naturę i szeroki zakres ruchów małp, profesjonalni freerunnerzy wydają się świetnymi obiektami do badań.
      Brytyjczycy zamierzają stwierdzić, jak wydatkowanie energii zmienia się przy różnych typach lokomocji, różnej znajomości habitatu i różnym stopniu ustępowania gałęzi pod naporem ciała.
      Znajomość wymogów środowiskowych orangutanów to kwestia kluczowa dla właściwej ochrony gatunku oraz planowania reintrodukcji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wynikiem współpracy uczonych z Purdue University, University of New South Wales i University of Melbourne jest najmniejszy tranzystor na świecie. Urządzenie zbudowane jest z pojedynczego atomu fosforu. Tranzystor nie tyle udoskonali współczesną technologię, co pozwoli na zbudowanie zupełnie nowych urządzeń.
      To piękny przykład kontrolowania materii w skali atomowej i zbudowania dzięki temu urządzenia. Pięćdziesiąt lat temu gdy powstał pierwszy tranzystor nikt nie mógł przewidzieć, jaką rolę odegrają komputery. Teraz przeszliśmy do skali atomowej i rozwijamy nowy paradygmat, który pozwoli na zaprzęgnięcie praw mechaniki kwantowej do dokonania podobnego jak wówczas technologicznego przełomu - mówi Michelle Simmons z University of New South Wales, która kierowała pracami zespołu badawczego.
      Niedawno ta sama grupa uczonych połączyła atomy fosforu i krzem w taki sposób, że powstał nanokabel o szerokości zaledwie czterech atomów, który przewodził prąd równie dobrze, jak miedź.
      Gerhard Klimeck, który stał na czele grupy uczonych z Purdue prowadzących symulacje działania nowego tranzystora stwierdził, że jest to najmniejszy podzespół elektroniczny. Według mnie osiągnęliśmy granice działania Prawa Moore’a. Podzespołu nie można już zmniejszyć - powiedział.
      Prawo Moore’a stwierdza, że liczba tranzystorów w procesorze zwiększa się dwukrotnie w ciągu 18 miesięcy. Najnowsze układy Intela wykorzystują 2,3 miliarda tranzystorów, które znajdują się w odległości 32 nanometrów od siebie. Atom fosforu ma średnicę 0,1 nanometra. Minie jeszcze wiele lat zanim powstaną procesory budowane w takiej skali. Tym bardziej, że tranzystor zbudowany z pojedynczego atomu ma bardzo poważną wadę - działa tylko w temperaturze -196 stopni Celsjusza. Atom znajduje się w studni czy też kanale. Żeby działał jak tranzystor konieczne jest, by elektrony pozostały w tym kanale. Wraz ze wzrostem temperatury elektrony stają się bardziej ruchliwe i wychodzą poza kanał - wyjaśnia Klimeck. Jeśli ktoś opracuje technikę pozwalającą na utrzymanie elektronów w wyznaczonym obszarze, będzie można zbudować komputer działający w temperaturze pokojowej. To podstawowy warunek praktycznego wykorzystania tej technologii - dodaje.
      Pojedyncze atomy działające jak tranzystory uzyskiwano już wcześniej, jednak teraz po raz pierwszy udało się ściśle kontrolować ich budowę w skali atomowej. Unikatową rzeczą, jaką osiągnęliśmy, jest precyzyjne umieszczenie pojedynczego atomu tam, gdzie chcieliśmy - powiedział Martin Fuechsle z University of New South Wales.
      Niektórzy naukowcy przypuszczają, że jeśli uda się kontrolować elektrony w kanale, to będzie można w ten sposób kontrolować kubity, zatem powstanie komputer kwantowy.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Często słyszy się, że telewizja to złodziej czasu, który można by przeznaczyć na ćwiczenia czy kontakty z innymi ludźmi. Okazuje się, że w kwestii poprawy formy da się coś zrobić, wystarczy maszerować w miejscu po rozpoczęciu przerwy reklamowej (Medicine & Science in Sports & Exercise).
      Naukowcy z University of Tennessee badali grupę 23 kobiet i mężczyzn w wieku 18-65 lat. W studium uwzględniono osoby reprezentujące różne kategorie wskaźnika masy ciała (BMI). Sprawdzano, ile kalorii ulega spaleniu podczas leżenia, siedzenia, stania, chodzenia w miejscu i marszu na bieżni z prędkością ok. 5 km/h. W drugiej części eksperymentu ci sami badani na siedząco oglądali przez godzinę telewizję albo spędzali przed nim tyle samo czasu, wykorzystując przerwy reklamowe na marsz w miejscu. Dzięki krokomierzom można było zliczać kroki.
      Chodząc w miejscu w czasie reklam, ochotnicy spalali średnio 148 kilokalorii. Ustalono, że w ciągu mniej więcej 25 minut przeciętnie wykonywali 2111 kroków. Godzinne ćwiczenia na bieżni pozwalały zużyć średnio 304 kilokalorie. Niestety, więźniowie kanap i foteli nie wypadali najlepiej. Po 60 min oglądania stamtąd telewizji spalali zaledwie 81 kcal. Co więcej, nie odnotowano istotnych statystycznie różnic w liczbie spalonych kalorii między odpoczynkiem a oglądaniem TV na siedząco (79 vs. 81 kcal).
      Zespół z Knoxville uważa, że sygnał rozpoczęcia bloku reklamowego może być dobrą wskazówką, że trzeba wstać i trochę się poruszać. Znany dżingiel warto potraktować jako element środowiska, który pomaga w wykształceniu korzystnych dla zdrowia nawyków.
×
×
  • Create New...