Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Miliarder walczy z zarządem Yahoo!

Recommended Posts

Pomimo wycofania się Microsoftu, walka o Yahoo! wciąż trwa. Wielu akcjonariuszom nie spodobało się, że nie doszło do umowy pomiędzy obiema firmami. Jeden z nich, miliarder Carl Icahn chce doprowadzić do wymiany zarządu firmy.

Ichan, który jest właścicielem 59 milionów akcji Yahoo! napisał list do przewodniczącego rady nadzorczej, Roya Bostocka. Stwierdził w nim, że przedstawi listę nowych 10 dyrektorów oraz postara się na uzyskanie zgody urzędów na zwiększenie swoich udziałów w Yahoo! do 2,5 miliarda dolarów.

Dla mnie jest jasne, że zarząd Yahoo! działał nieracjonalnie i utracił zaufanie akcjonariuszy oraz Microsoftu. Jest oczywiste, że propozycja Microsoftu, który oferował 33 dolary za akcję jest znacznie bardziej korzystna niż rysujące się rynkowe perspektywy przed Yahoo! jako przed niezależną firmą - czytamy w liście.

Icahn zauważa, że obecny zarząd nie dał akcjonariuszom możliwości wypowiedzenia się na temat propozycji Microsoftu. Miliarder ma tutaj na myśli przesunięcie zaplanowanego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy na późniejszy termin. W efekcie, jak informuje Icahn, "wielu akcjonariuszy prosiło mnie, bym zorganizował próbę odwołania obecnego zarządu i powołania nowego, który spróbuje wynegocjować połączenie firm".

Po odrzuceniu propozycji Microsoftu wielu dużych akcjonariuszy ostro skrytykowało zarząd Yahoo!. Mimo to, analitycy uważają, że zapowiadana przez Icahna próba wymiany zarządu to ryzykowne posunięcie. Ich zdaniem znacznie łatwiejsze do przeprowadzenia byłoby usunięcie tylko części dyrektorów. Poza tym, nie wiadomo, czy Microsoft będzie chciał wrócić do rozmów. Od czasu ich zerwania koncern z Redmond ani razu nie zasugerował, że ponowne negocjacje są możliwe.

Icahn ma dość ograniczone pole manewru. Mimo zapowiedzi próby wymiany całego zarządu będzie mógł ostatecznie zmniejszyć liczbę osób, które chce wymienić, ale jeśli to uczyni, to nie będzie mógł ponownie jej zwiększyć.
Działania Icahna są też ryzykowne z tego powodu, że jednym z odwołanych ma być Jerry Yang, założyciel i obecny prezes Yahoo!. Jest on bardzo lubiany przez wielu pracowników i jeśli straci swoją posadę, a Yahoo! pozostanie niezależną firmą, to brak Yanga może ją zdestabilizować.

Podjęta przez Icahna gra jest jednak warta świeczki. Już sama zapowiedź próby wymiany zarządu spowodowała, że akcje Yahoo! zyskały na wartości 1,5%. Jeśli po wymianie zarządu Microsoft lub ktokolwiek inny wyrazi zainteresowanie przejęciem Yahoo! to cena akcji portalu znowu pójdzie w górę.

Carl Icahn to inwestor, z którym należy się liczyć. Ten absolwent filozofii, rozpoczął swoją giełdową karierę z 4000 dolarów wygranych w pokera. Niegdyś uznawany za najniebezpieczniejszego inwestora na Wall Street, obecnie jego gwiazda nieco przyblakła. Majątek Icahna szacowany jest na 14 miliardów dolarów, co czyni to 46. najbogatszym człowiekiem na świecie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm... jako fan umiarkowanych teorii spiskowych, to ciekawe czy nie stoi za tym M$... Ceny akcji pójdą w górę, firma zyska, zyskają akcjonariusze, zyska ten miliarder, zarząd może zostać zmieniony na bardziej przychylny Icahnowi i M$, i tym samym przygotowany będzie grunt pod przyszłe przejęcie (teraz już nie muszą się spieszyć)... W końcu sam M$ zapowiadał iż może próbować wrogiego przejęcia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli ceny pójdą w górę, to nie bardzo widzę, gdzie M$ miałby mieć z tego korzyść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z przejęcia po wzroście cen oczywiście, że nie. Ale jeśli dojdzie do wymiany zarządu na wskazany przez tego gościa (a być może podsunięty przez M$, skoro jest im on przychylny), to w późniejszym terminie może dojść już do normalnej ugody. Miliarder zarobi krocie na obecnym wzroście akcji, a Yahoo! będzie miało zarząd przychylny M$ w razie kolejnej propozycji lub zarząd nieprzychylny w razie jakby teraz Google zainteresowało się firmą. I wilk syty i owca cała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba troszkę tego nie rozumiesz.

 

Wartość akcji ma dla Ciebie sens wyłącznie wtedy, gdy je sprzedajesz. Tak długo, jak masz je w kieszeni, ich wartość jest tak naprawdę zerowa, bo to tylko dokument, na dodatek, w dzisiejszych czasach, wyłącznie elektroniczny.

 

Sens dla niego miałaby sprzedaż tych akcji, oczywiście po maksymalnej możliwej cenie. Tyle tylko, że M$ ma dokładnie odwrotny interes: zbić cenę akcji jak się tylko da. Tak więc raczej niemożliwe, żeby dwie strony, które mają tak bardzo przeciwne zapatrywania, współpracowały ze sobą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem, że akcja ma wartość tylko w momencie sprzedaży, ale spójrz na to tak, że ogłoszona zostaje chęć wymiany zarządu i zakupu wiekszego pakietu akcji, co powoduje wzrost ich ceny. Zyskują akcjonariusze, zarząd jest zmieniony, wszyscy są zadowoleni. No może poza Icahnem, jeśli wykupił te 2,5 mld udziałów. Teraz za jakiś czas sprzedaje swoje 59 mln (lub 2,5 mld z mniejszym zyskiem, bo zakupione przy trendzie wzrostowym) udziałów po bieżącym kursie, z zyskiem, i cena akcji spada drastycznie. M$ oferuje kolejną propozycję (zapewne w tym przypadku cena akcji będzie znacznie niższa niż w chwili pierwszej oferty) i przychylny nowy zarząd ochoczo zgadza się. Zresztą nieważne, tak sobie tylko gdybam, w końcu to spekulacje na rynku giełdowym... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdecydowanie nie sądzę, żeby ten miliarder zgodził się na tak ryzykowny ruch. Sama wymiana zarządu - okej, ma do tego prawo. Ale wymiana zarządu i zaraz potem ucieczka ze spółki? To by mogło zachwiać całkowicie jego wiarygodnością na rynku finansowym. Tak poważni inwestorzy nie nastawiają się na krótkotrwałe skoki i spekulacje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wilku, to nie tak, jak myślisz.

Wyobraźmy sobie, że dochodzi do wymiany zarządu na przychylny przejęciu. Cena akcji idzie w górę. Icahn wyprzedaje wtedy wszystkie swoje akcje - oznacza to, że jest ktoś, kto chce je kupić po wysokiej cenie. Jeśli on będzie sprzedawał wszystkie swoje akcje, to nie znaczy, że ich cena spadnie. Wręcz przeciwnie, on musi dopilnować, żeby jego wyprzedaż akcji nie spowodowała spadku jej sprzedaży, bo jeśli tak by się stało, to będzie miał duuże problemy z SEC, który będzie chciał sprawdzić, dlaczego Icahn sprzedał akcje bezpośrednio przed spadkiem ich ceny (może celowo wywołał panikę? może nielegalnie uzyskał informacje o tym, że spadną?).

Poza tym... jeśli dojdzie do wymiany zarządu, to nikt nie będzie sprzedawał dużych pakietów akcji. Dlatego, że znana jest oferta MS: 33 dolary. To najlepsza oferta na rynku. NIkt nie zapłaci 34 dolarów wiedząc, że będzie mógł je sprzedać najwyżej za 33 dolary. Jedynym oferentem może być MS (Google nie może kupić Yahoo!). Czyli na giełdzie kurs akcji nie przekroczy oferty MS.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Poza tym... jeśli dojdzie do wymiany zarządu, to nikt nie będzie sprzedawał dużych pakietów akcji. Dlatego, że znana jest oferta MS: 33 dolary.

A także dlatego, że nikt nie odważy się zainwestować w firmę, w której można doraźnie, w zależności od chwilowych potrzeb, zmienić zarząd. Bardzo trafny post, Mariusz ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tym się raczej nie zgodzę. ;) Bo to nie są "doraźne potrzeby", a akurat bardzo istotna sprawa. Tym bardziej, że to ma być planowane dorocze WZA, na którym i tak ma być głosowany skład zarządu. Nawet jakby MS nie złożył oferty, to kadencja obecnego zarządu się kończy (dlatego Yahoo! jest podane właśnie na "bunt akcjonariuszy" - cały zarząd kończy kadencję jednocześnie).

Po cenie akcji Y. widać, że giełda sądzi, iż MS wróci do negocjacji. Gdy przestanie tak sądzić, to cena akcji pewnikiem spadnie do styczniowego poziomu (poniżej 20 USD).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chodzi mi o coś innego. Owszem, dla spółki to są sprawy długoterminowe i gdyby Ichan przyszedł do firmy, by ją zrestrukturyzować, byłoby super. Ale inwestor, który staje się spekulantem i zmienia zarząd, a zaraz potem ucieka ze spółki, automatycznie traci swoją wiarygodność.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewykluczone, że Microsoft ponownie znajdzie się na celowniku urzędników. Jak zapewne niektórzy pamiętają, w przeszłości koncern z Redmond dość często miał kłopoty z amerykańskimi i europejskimi urzędami. Jednak w ostatnich latach działania urzędników skupiały się przede wszystkim na Facebooku, Amazonie, Google'u czy Apple'u. Postępowanie Microsoftu nie budziło zastrzeżeń, wydawało się, że firma ani nie wykorzystuje swojej rynkowej pozycji, ani nie narusza prawa.
      Jednak te czasy mogą właśnie odchodzić do przeszłości. Unia Europejska wysyła sygnały, że j Windows 10 oraz Office naruszają przepisy GDPR regulujące kwestie prywatności. Konsekwencje śledztwa w UE mogą być zaś na tyle poważne, że nie można wykluczyć, iż działaniami Microsoftu zajmą się też odpowiednie władze w USA.
      Wątpliwości europejskich urzędników budzi sposób zbierania informacji przez Windows 10. Pytania pojawiały się już przed uchwaleniem GDPR w marcu ubiegłego roku.
      Na przykład w 2017 roku holenderska Agencja Ochrony Danych uznała, że sposób zbierania danych telemetrycznych przez Windows 10 narusza prawo. Koncern nie został ukarany, ale nakazano mu zmianę sposobu zbierania danych. Microsoft wprowadził żądane zmiany w kwietniu 2018 roku. Udostępniono wówczas m.in. Diagnostic Data Viewer, a koncern ogłosił, że narzędzie to czyni zbieranie danych w pełni transparentnym.
      Pojawiły się jednak głosy,że Diagnostic Data Viewer niczego nie czyni bardziej przejrzystym. Jego użytkownik otrzymuje bowiem długą listę niewiele mówiących informacji, takich jak „TelClinetSynthetic.PdcNetworkActivation_4” czy „Microsoft.Windows.App.Browser.IEFrameProcessAttached”. Kliknięcie na tak opisane pozycje wyświetla użytkownikowi kod, który trudno jest analizować nawet specjalistom.
      Holendrzy zabrali się za analizowanie informacji, jakie użytkownik może uzyskać dzięki Diagnostic Data Viewer i doszli do wniosku, że narzędzie spełnia wymagania, jakie postawili Microsoftowi. Zauważyli jednak coś jeszcze. Narzędzie pokazało bowiem, że Microsoft zdalnie zbiera jeszcze inne dane użytkowników. To zaś oznacza, że firma nadal może naruszać przepisy, stwierdzili przedstawiciele Agencji Ochrony Informacji. Holendrzy powiadomili o sprawie irlandzki Komitet Ochrony Danych, gdyż to właśnie w Irlandii mieści się europejska kwatera główna Microsoftu. To Irlandczycy mają zbadać, czy Microsoft narusza GDPR.
      Na razie sprawa nie wygląda dla Microsoftu korzystnie. Holendrzy stwierdzili odkryli bowiem, że Microsoft zbiera dane diagnostyczne i niediagnostyczne. Chcielibyśmy wiedzieć, czy zbieranie danych niediagnostycznych jest konieczne i czy użytkownicy są o tym w jasnym sposób informowani.
      Jeśli europejskie urzędy stwierdzą, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić grzywna sięgająca nawet 4 miliardów dolarów. Jeśli zaś europejskie urzędy dojdą do wniosku, że Microsoft narusza przepisy, to koncernowi może grozić podobne postępowanie w USA, zarówno przed Kongresem jak i przed władzami poszczególnych stanów, które tworzą własne przepisy dotyczące prywatności. Ostatnie problemy z amerykańskimi

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas Aspen Security Forum Microsoft zaprezentował swój pierwszy system do elektronicznego głosowania oparty na Microsoft ElectionGuard. Prezentacja miała udowodnić, że system nadaje się dla osób niepełnosprawnych i jest na tyle tani, iż mogą z niego korzystać nawet władze lokalne. Jednocześnie dobrze zabezpiecza wybory.
      ElectionGuard to jedno z rozwiązań oferowanych w ramach microsoftowego Defending Democracy Program. Wraz z innymi narzędziami proponowanymi przez przemysł technologiczny i uczelnie, jest potrzebny do obrony demokracji, oświadczyli przedstawiciele Microsoftu.
      W ubiegłym roku Microsoft poinformował niemal 10 000 swoich klientów, że byli przedmiotem ataków ze strony państw. Około 84% takich ataków przeprowadzono przeciwko przedsiębiorstwom, a około 16% – przeciwko osobom prywatnym. Wiele z tych ataków nie miało nic wspólnego z wyborami czy innymi procesami demokratycznymi, jednak ich skala pokazuje, że państwa coraz częściej wykorzystują cyberataki do zdobycia informacji wywiadowczych, wpłynięcia na decyzje polityczne czy w innych celach.
      Większość ze wspomnianych ataków zostało przeprowadzonych przez Iran, Koreę Północną i Rosję. Irańskie źródła ataków otrzymały kryptonimy Holmium i Mercury, źródła rosyjskie nazwano Yttrium i Strontium, a źródło koreańskie zyskało kryptonim Thallium.
      W sierpniu ubiegłego roku Microsoft uruchomił też usługę AccountGuard, która zawiera system ostrzegający o atakach i jest skierowana do partii politycznych, organizacji pozarządowych itp.Od tamtego czasu system wysłał 781 ostrzeżeń o atakach przeprowadzonych przez państwa na organizacje uczestniczące w programie AccountGuard.
      Wracając zaś do Election Guard, należy zauważyć, że podczas pokazu zademonstrowano trzy główne elementy systemu.
      Pierwszy to możliwość głosowania bezpośrednio z ekranu Microsoft Surfece lub za pomocą Xbox Adaptive Controler, który został stworzony we współpracy z organizacjami pomagającymi osobomniepełnosprawnym. Drugi element, to specjalny kod, który jest generowany po oddaniu głosu. Wyborca może następnie wpisać ten kod na witrynie organizacji przeprowadzającej głosowanie, by upewnić się, że jego głos został policzony i nie został zmieniony. Wykorzystana technika szyfrowania homomorficznego pozwala na upewnienie się co do prawidłowości przebiegu głosowania bez jednoczesnego zdradzania, jak wyborca głosował. Co więcej, w ostatecznej wersji ElectionGuard SDK pojawi się możliwość niezależnej weryfikacji, przez mężów zaufania, członków komisji wyborczych, dziennikarzy czy inną dowolną osobę, czy głosy zostały zliczone i nie zmienione. Trzeci element ElectionGuard to możliwość dodatkowej końcowej weryfikacji przebiegu głosowania. Każdy z wyborców będzie mógł wydrukować swoją kartę do głosowania z zaznaczonym głosem, wrzucić ją do urny, a następnie sprawdzić na specjalnej witrynie, czy jego papierowy głos został zliczony.
      ElectionGuard to rozwiązanie opensource'owe i w ciągu najbliższych kilku tygodni Microsoft udostępni jego SDK na GitHubie. Koncern już porozumiał się z Columbia University i podczas przyszłorocznych wyborów prezydenckich wspólnie przeprowadzą pilotażowe testy ElectionGuard.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W centrum Londynu, niedaleko głównego sklepu Apple'a, Microsoft otwiera swój pierwszy sklep w Europie. Koncern zajął ponad 3 piętra i 2043 metry kwadratowe w historycznym budynku znajdującym się na roku Regent Street i Oxford Street. Budynek został zaprojektowany w 1912 roku, a od roku 1996 mieścił się tam główny sklep Benettona w Wielkiej Brytanii.
      Jako, że budujemy własny sprzęt, jak Surface, i poszerzamy ofertę dla biznesu, ta lokalizacja jest dla nas bardzo wartościowa. Zespół ludzi pracował nad tym od lat, mówi dyrektor ds. marketingu w Microsofcie Chris Capossela. Nie zakładamy sklepu tylko dlatego, że ktoś tego nie zrobił. Dla nas to okazja do zapoznania z naszą ofertą klientów, którzy chcieliby się dowiedzieć, co dzieje się w naszej firmie, dodaje.
      W sklepie znalazły się m.in. wielkie na całą ścianę wyświetlacze czy liczne pokoje konferencyjne, w których będą odbywały się szkolenia. Klienci będą mogli wypróbować Hololens, kupić laptopa czy kabel do ładowarki. Miłośnicy Xboksa znajdą zaś duży wydzielony obszar przeznaczony wyłącznie dla nich, wypełniony konsolami, kamerami i wszelkiego typu urządzeniami oraz wyświetlaczami potrzebnymi do prowadzenia turniejów gier wideo czy streamingu popularnych tytułów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tablety tracą na popularności, ale wygląda na to, że mimo to Microsoft chce zwiększyć swoje udziały w tym rynku. Jak donosi Bloomberg, w drugiej połowie bieżącego roku ma zadebiutować tania linia urządzeń Surface, która ma konkurować z edukacyjnymi iPadami Apple'a.
      Microsoft już raz próbował konkurować z Apple'em ceną. W 2012 roku rozpoczął sprzedaż urządzeń Surface RT, które początkowo sprzedawano po 499 dolarów. Gdy nie zdobyły one popularności, koncern z Redmond postawił na droższe Surface Pro. Te spotkały się z dobrym przyjęciem i prawdopodobnie przyczyniły się do tego, iż klienci zaczęli domagać się od Apple'a by i ten wypuścił droższe lepiej wyposażone iPady. Apple zaprezentował je w roku 2015.
      Nowy tablet Microsoftu ma mieć 10-calowy wyświetlacz i zaokrąglone brzegi, czym będzie różnił się od obecnych urządzeń Surface. Zostanie wyposażony też w złącze USB-C. Początkowa cena urządzenia ma wynieść około 400 dolarów.
      Jak twierdzi cytowane przez Bloomberga źródło, nowe tablety będą o 20% lżejsze niż high-endowe modele i będą w stanie pracować około 9 – 10 godzin na pojedynczym ładowaniu.  Procesor i układ graficzny będą produkowane przez Intela.
      Microsoft wciąż nie rezygnuje z walki z Apple'em. Co prawda w ubiegłym roku podatkowym wpływy z Surface spadły o 2%, gdyż zmniejszyła się sprzedaż Surface Pro, ale już w ostatnim kwartale wzrosły one o 32%, co wskazuje, że klienci znowu zaczęli interesować się sprzętem Microsoftu.
      W ciągu ostatnich czterech kwartałów Apple sprzedało 44 miliony iPadów i zanotowało niemal 20 miliardów USD wpływu. W tym samym czasie cały microsoftowy biznes związany ze sprzętem Surface przyniósł 4,4 miliarda dolarów wpływów. Według firmy badawczej ICD w pierwszym kwartale 2018 roku Microsoft sprzedał 725 000 tabletów, czyli o 1,8% więcej niż rok wcześniej. Apple sprzedał w tym samym czasie 9,1 miliona iPadów.
      Wiadomo też, że Microsoft przygotowuje tańszą wersję swojej klawiatury, myszki i piórka dla tabletu. Firma planuje kilka modeli taniego Surface'a. Będą się one różniły m.in. ilością dostępnej pamięci masowej oraz możliwością skorzystania z łączności LTE. Na urządzeniach zostanie zainstalowany Windows 10 Pro.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Microsoft, mimo że jego pozycja na rynku IT nie wydaje się równie silna co jeszcze dekadę temu, wciąż osiąga świetne wyniki finansowe. Najwyraźniej koncern dobrze odnajduje się w szybko zmieniającej się rzeczywistości świata IT.
      Firma z Redmond złożyła właśnie raport za III kwartał roku finansowego 2018. Dowiadujemy się z niego, że pomiędzy początkiem stycznia a końcem marca bieżącego roku przychody przedsiębiorstwa wyniosły 26,8 miliarda dolarów, czyli były o 16% wyższe niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Zysk operacyjny wyniósł 8,3 miliarda USD (wzrost o 23%), a zysk netto zwiększył się aż o 35% i wyniósł 7,4 miliarda USD. Wskaźnik zysku na akcję to 0,95 USD, co oznacza wzrost o 36%.
      W swoim raporcie Microsoft informuje, że prowadzi działalność w trzech segmentach. Są to Productivity and Business Processes (Office, Exchange, SharePoint, Skype oraz Dynamics), Intelligent Cloud (Azure, Windows Server, SQL Server, Visual Studio i Enterprise Services) oraz More Personal Computing (Windows, Xbox, reklama, usługi wyszukiwarkowe oraz sprzęt komputerowe). Jako, że Microsoft od roku posiada serwis LinkedIn możemy dokonać porównania jego finansów pod rządami koncernu z Redmond. W porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku kalendarzowego przychody LinkedIn zwięszyły się o 37% (do 1,3 miliarda USD), koszty uzyskania przychodów wyniosły 0,4 miliarda USD (+11%), a koszty operacyjne to 1,1 miliarda (+19%). LinkedIn odnotował więc stratę w wysokości 0,25 miliarda USD. To o 35% mniejsza strata niż przed rokiem.
      Przychody grupy Productivity wyniosły 9 miliardów dolarów, czyli o 17% więcej niż przed rokiem. W głównej mierze były one napędzane przez Office 365, z którego przychody zwiększyły się o 42%, a liczba użytkowników wzrosła o 28%. Obecnie z Office 365 dla firm korzysta ponad 135 milionów użytkowników. Jednocześnie o 15% spadły przychody z tradycjnej wersji Office dla firm. Łączny wzrost przychodów z firmowych wersji Office 365 i Office wyniósł 14%. Użytkownicy indywidualni wykupili 30,6 miliona subskrypcji Office 365.
      W grupie Intelligent Cloud przychód wyniósł 7,9 miliarda dolarów (+17% rdr), a zysk operacyjny 2,7 miliarda (+24% rdr). Najwięszksze wzrosty notowała tutaj chmura Azure, z której przychód wzrósł aż o 93% rok do roku. Ponadto, jak poinformował Microsoft, usługi premium oferowane przez Azure zanotowały – 15. kwartał z rzędu – trzycyfrowy wzrost.
      Dobrze sprawował się też trzeci – po Office i Azure – z koni pociągowych Microsoftu. Przychody z licencji korporacyjnych wzrosły o 11%, jednocześnie jednak o 8% spadły przychody z licencji konsumenckich. Jedna i druga zmiana związana jest z tym, co dzieje się na rynku pecetów. Przedsiębiorstwa kupowały komputery osobiste, klienci indywidualni powoli się od tych urządzeń odwracają. W sumie jednak licencje i usługi związane z Windows przyniosły przychód o 21% wyższy niż przed rokiem.
      Zwiększyły się też, o 18%, przychody z gier, a o 16% wzrosły przychody z wyszukiwarki. Jeśli zaś chodzi o Surface, to przychody zwiększyły się tutaj o 32% i wyniosły 1,1 miliarda USD. Produkt, o którym niemal się nie mówi, już od wielu lat przynosi przychody około 1 miliarda dolarów, a Microsoftowi nie udaje się tego zmienić. Wygląda na to, że Surface zapełnił swoją niszę, a koncern z Redmond nie ma pomysłu, jak ją poszerzyć.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...