Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Amerykańska firma NovoCure zaprezentowała wyniki badań klinicznych nad produkowanym przez siebie urządzeniem, nazwanym Novo-TTF. Jest to maszyna, której zadaniem jest zmniejszenie masy guza nowotworowego przed podjęciem próby jego usunięcia metodą chirurgiczną.

Działanie Novo-TTF opiera się na wytwarzaniu wewnątrz tkanki nowotworowej pola elektrycznego o ściśle określonych parametrach. Dzięki precyzyjnej regulacji urządzenia możliwe jest wytworzenie w guzie warunków, które prowadzą do zniszczenia dzielących się komórek nowotworowych i jednoczesnego zachowania zdrowej części piersi. W połączeniu z odpowiednio dobraną chemioterapią możliwe jest uzyskanie w ten sposób tzw. efektu addytywnego (działanie leku i wytworzonego pola sumuje się) lub synergistycznego (efekt współdziałania obu środków jest wyższy niż suma ich skuteczności przy stosowaniu osobno), zależnie od rodzaju podawanego preparatu.

Badania na ludziach wykazały wysoką skuteczność nowej techniki. Testy objęły pięć pacjentek z rakiem piersi, u których planowana była operacja usunięcia guza. Dzięki zastosowaniu przed zabiegiem chirurgicznym łączonego leczenia chemioterapeutykiem oraz polem elektrycznym uzyskano u badanych pań efekt pomniejszenia guza o co najmniej 86%. U jednej z pacjentek udało się nawet usunąć guz całkowicie jeszcze przed interwencją chirurga. Nie stwierdzono także poważnych efektów ubocznych stosowania testowanej terapii - najsilniejszym z niepożądanych objawów było łagodne podrażnienie skóry w miejscu przyłożenia elektrod. Na szczęście zmiana ta jest łatwa do wyleczenia przy użyciu prostych kremów. W związku z zachęcającymi wynikami planowane są dalsze badania na większej grupie chorych.

NovoCure pracuje równocześnie nad zastosowaniem swojego produktu w leczeniu glejaka wielopostaciowego, wyjątkowo groźnego nowotworu mózgu. Do badania zakwalifikowano pacjentów, u których guz odnowił się pomimo wcześniejszego zastosowania technik chirurgicznych oraz radioterapii. W porównaniu do chorych leczonych standardowo, dodanie użycia Novo-TTF do schematu leczenia pozwoliło na podwojenie mediany przeżycia (czasu, którego dożywa połowa leczonych pacjentów). Obecnie maszyna przechodzi trzecią fazę badań klinicznych, co oznacza szansę na wprowadzenie do rutynowego leczenia już za kilka lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A masz jakieś wyniki badań na ten temat, czy tak sobie powtarzasz, co ktoś napisał w necie? ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Omal nie pękłam ze śmiechu! Masz obsesje na punkcie dostarczania Ci wyników badań. A szukaj se sam.

Powinieneś się cieszyć, że ktoś o tym wspomniał- to już Ci przekazał ogrom informacji. Widać, nie umiesz sobie z tym poradzić, skoro domagasz się gotowych dowodów!

Gdybyś zaczął szukać, napewno wiecej byś na tym skorzystał.

Jeżeli uważasz, że w necie piszą same głupki, to po co tu siedzisz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ponieważ ostatnio mówi się też o leczeniu stanów zapalnych polem magnetycznym - co zresztą jest odgrzaniem dawniejszej metody - wygląda na to, że komórki dzielące się są bardziej wrażliwe na pole elektromagnetyczne. Gdyby tak, to mielibyśmy marzenie onkologów-  lokalny cytostatyk.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżeli uważasz, że w necie piszą same głupki, to po co tu siedzisz?

Bo na tym forum spotkałem sporo inteligentnych osób :] Ciekawych i wiarygodnych informacji ze świata nauki też tutaj nie brakuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby lekarze, nie tylko onkolodzy  nie  tkwili w ,,jedynie słusznych " metodach leczenia, zniknąłby nie tylko problem raka. Całe szczęście, coraz więcej lekarzy zaczyna przekonywać się do niekonwencjonalnych metod leczenia. W końcu ruszy to lawinowo. Firmy farmaceutyczne blokują jak tylko mogą i fałszują informacje związane ze skutecznymi metodami naturalnego wspomagania  organizmu.

Wpajają ludziom kłamstwa np. o rzekomej szkodliwości  witamin (bo niby można przedawkować, co jest bzdurą). ,,Kłamstwo powtarzane ileś razy staje się prawdą" i społeczeństwu sie to utrwala.

Mówi się, że chcą wprowadzić witaminy na receptę.  Czy to jest z powodu troski o nasze zdrowie? Nie łudźmy się, im na naszym zdrowiu nie zależy.

Gdyby natura, której nie można patentować, nie była dla nich zagrożeniem, nie walczyliby z nią tak, jak to robią do tej pory.

Wyciagnijmy wnioski...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby lekarze, nie tylko onkolodzy  nie  tkwili w ,,jedynie słusznych " metodach leczenia, zniknąłby nie tylko problem raka. Całe szczęście, coraz więcej lekarzy zaczyna przekonywać się do niekonwencjonalnych metod leczenia. W końcu ruszy to lawinowo. Firmy farmaceutyczne blokują jak tylko mogą i fałszują informacje związane ze skutecznymi metodami naturalnego wspomagania  organizmu.

Wpajają ludziom kłamstwa np. o rzekomej szkodliwości  witamin (bo niby można przedawkować, co jest bzdurą). ,,Kłamstwo powtarzane ileś razy staje się prawdą" i społeczeństwu sie to utrwala.

Mówi się, że chcą wprowadzić witaminy na receptę.  Czy to jest z powodu troski o nasze zdrowie? Nie łudźmy się, im na naszym zdrowiu nie zależy.

Gdyby natura, której nie można patentować, nie była dla nich zagrożeniem, nie walczyliby z nią tak, jak to robią do tej pory.

Wyciagnijmy wnioski...

 

Chcesz powiedzieć, że dysponujesz skuteczniejszymi metodami terapii rozmaitych schorzeń niz medycyna tzw. konwencjonalna?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja korzystam z tych metod i potwierdzam ich skuteczność.

 

Jestem dumny za znalezienie odrobiny czasu  ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby lekarze, nie tylko onkolodzy  nie  tkwili w ,,jedynie słusznych " metodach leczenia, zniknąłby nie tylko problem raka.

Problem raka nie wziął się z metod leczenia, tylko z nawyków społeczeństwa oraz czynników środowiskowych.

 

Wpajają ludziom kłamstwa np. o rzekomej szkodliwości  witamin (bo niby można przedawkować, co jest bzdurą)

O, widzę, że pranie mózgu w wykonaniu doktora Ratha zbiera niezłe żniwo. Zapraszam do lektury porządnej literatury naukowej, a nie wypocin jednego człowieka. Zapewne zaraz będziesz twierdziła, że uszkodzenie wzroku przez retinol to jedynie fałszowanie danych niewygodnych dla firm farmaceutycznych?

 

. ,,Kłamstwo powtarzane ileś razy staje się prawdą" i społeczeństwu sie to utrwala.

Tylko jak na ironię za Twoją "prawdą" nie stoją żadne solidnie potwierdzone fakty.

 

Mówi się, że chcą wprowadzić witaminy na receptę.[/quote

Kto? Gdzie? W jakim kraju poważny organ coś takiego proponował? Nie traktuj opinii jednego czy drugiego człowieka jako wiążącej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

,,Problem raka nie wziął się z metod leczenia, tylko z nawyków społeczeństwa oraz czynników środowiskowych".

Odwracasz kota ogonem. Rozmawiamy o chorobie już istniejacej, a nie o przyczynach.

,,O, widzę, że pranie mózgu w wykonaniu doktora Ratha zbiera niezłe żniwo".

Nie masz  pojęcia o praniu mózgu...

"Zapraszam do lektury porządnej literatury naukowej, a nie wypocin jednego człowieka".

Pokaż mi chociażby jednego wyleczonego człowieka np. z nadciśnienia,  miażdżycy, chorób tarczycy dzięki zastosowaniu wiedzy z ,,porządnej literatury naukowej". Chodzi mi o wyleczonego, nie leczonego.

retinol - nie wspominałam o nim. Nie mów za mnie.

"Kto? Gdzie? W jakim kraju poważny organ coś takiego proponował? Nie traktuj opinii jednego czy drugiego człowieka jako wiążącej".

To ja wybieram, kogo mam słuchać , a kogo nie.

Jeżeli uważasz, że to, co piszę jest bzdurą- omiń i nie zawracaj sobie tym głowy.

,,Tylko jak na ironię za Twoją "prawdą" nie stoją żadne solidnie potwierdzone fakty".

  A stoją!

-RathM, Niendorf A, Reblin T, DietelM Krebber HJ, Beisiegel U. (1989)Detection and quantification of lipoprptein(a) in the arterial wall of107 coronary bypass patients. Arteriosclerosis 9

-RathM, Pauling L.(1990a)Hypothesis:Lipoprotein (a)is a surrogate for ascorbate.  Proceedings  of the National Academy of Sciences USA  87

-RathM., Niedźwiecki A.(1996)Nutritional Supplement Program Halts progression of Early Coronary Artheriosclerosis Documented by Ultrafast Computed Tomography. Journal of Applied Nutrition.48

-Robinson K,Arheart K,Refsum H i wsp. (1988)Low circulating folate and vitamin B6 concentration:risk factors for stroke,peripheral vasculardisease, and coronary artery disease.

-Rath (1993)A new era in medicine.Journal of orthomolecular Medicine 8

- PaulingL 1986 How to Live Longer and Feel Better? WH Freeman and Company, Nowy Jork

-Digiesi V(1992)Mechanism of action of coenzyme Q10 in essential hypertension. Current Therapeutic Research 51

-Emmert D, Irchner J(1999)  The role of vitamin E in the prevention of heart disease. Archives of Family Medicine 8:537-542

Czy wystarczy? Następnych jest przynajmniej 120.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Odwracasz kota ogonem. Rozmawiamy o chorobie już istniejacej, a nie o przyczynach.

Oj, wypraszam sobie. To Ty zasugerowałaś, jakoby działanie lekarzy było przyczyną problemu. Tymczasem dużo łatwiej i taniej byłoby zapobiegać chorobie, niż ją leczyć (odsyłam do analiz farmakoekonomicznych).

 

retinol - nie wspominałam o nim. Nie mów za mnie.

Ależ oczywiście, że wspomniałaś. Napisałaś, że bzdurą jest, jakoby witaminę można było przedawkować. Dla Twojej  informacji: retinol jest witaminą.

 

To ja wybieram, kogo mam słuchać , a kogo nie.

Ale odnoszenie się do słów jednego człowieka, często całkowicie niekompetentnego, i tworzenie na tej podstawie obrazu całości, to bardzo zły nawyk.

 

Co do literatury, mylisz bardzo wyraźnie dwie rzeczy. Ja nigdy nie zaprzeczyłem, że niedobór tej czy innej witaminy może powodować różne choroby. Za to zdecydowanie nie zgadzam się z twierdzeniem, jakoby fakt przyjmowania określonej tabletki zawierającej dany składnik rozwiązywał problem, bo sprawa wcale nie jest taka prosta i jednoznaczna. Inna sprawa, że przyjmując witaminy na oślep, nie znając ich zawartości w organizmie, możesz sobie zrobić krzywdę. Dlatego właśnie tak bardzo zwracam uwagę na fakt, że preparaty produkcji tego człowieka nie przeszły odpowiednich testów, a do tego nawet najlepsze środki bez uprzedniej poprawnie postawionej diagnozy mogą zaszkodzić. Zupełnie nie rozumiesz istoty moich zarzutów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak najbardziej- zapobieganie jest setki razy lepsze od leczenia.

Jeżeli jednak choroba wystąpi to szybciej organizm wraca do równowagi, jeśli wesprze się go zestawami witaminowomineralnymi. Dlatego, aby ograniczyć wystąpienie choroby lub nawet nie dopuścić do niej, należy dożywiać organizm. Wróciliśmy do punktu wyjścia.

To, że retinol jest witaminą, wiedziałam prawdopodobnie duuużo wcześniej od ciebie. Syntetyczną. Pocieszę cię-nie przyjmuję go.

Nie napisałam, że przyczyną problemu są lekarze.

Nie oceniaj - ,,kompetentny, niekompetentny" jeżeli kogoś nie znasz.

Nie masz zielonego pojęcia o bardzo ważnych odkryciach Dra Ratha, jak również o skuteczności Jego zestawów.

Czy jeszcze ci podać tytuły kilku publikacji? Może jednak nie, bo bedziesz miał problem.

,,Dzięki" za ,,troskę" i twoje ostrzeżenia, abym nie zrobiła sobie

krzywdy bez uprzednio postawionej diagnozy.Bądź spokojny.

Pewnie umknęło Twojej uwadze i nie odpisałeś  na poniższe:

Pokaż mi chociażby jednego wyleczonego człowieka np. z nadciśnienia,  miażdżycy, chorób tarczycy dzięki zastosowaniu wiedzy z ,,porządnej literatury naukowej", którą oferujesz do przestudiowania... Chodzi mi o wyleczonego, nie leczonego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżeli jednak choroba wystąpi to szybciej organizm wraca do równowagi, jeśli wesprze się go zestawami witaminowomineralnymi.

Odpowiednio dobranymi, dodajmy. Problem w tym, że leki te można zamówić przez internet bez jakiejkolwiek konsultacji z lekarzem, a do tego dla niektórych produktów nie są nawet podane zalecenia, w jakich sytuacjach warto je przyjmować.

 

Dlatego, aby ograniczyć wystąpienie choroby lub nawet nie dopuścić do niej, należy dożywiać organizm. Wróciliśmy do punktu wyjścia.

Z tym się zgadzam, ale znów: trzeba to robić umiejętnie.

 

To, że retinol jest witaminą, wiedziałam prawdopodobnie duuużo wcześniej od ciebie. Syntetyczną.[/quote[

O, to bardzo ciekawe. Tylko dlaczego ten "syntetyczny" związek jest wytwarzany przez komórki wielu organizmów, w tym - przez Twoje własne?

 

Pocieszę cię-nie przyjmuję go.

Ale przyjmujesz jego prekursor, który w komórkach ostatecznie i tak staje się retinolem.

 

Nie napisałam, że przyczyną problemu są lekarze.

Aby na pewno?

Gdyby lekarze, nie tylko onkolodzy  nie  tkwili w ,,jedynie słusznych " metodach leczenia, zniknąłby nie tylko problem raka.

;)

 

 

Nie oceniaj - ,,kompetentny, niekompetentny" jeżeli kogoś nie znasz.

Nie muszę znać osobiście - wystarczy, że czytam opinie.

 

Nie masz zielonego pojęcia o bardzo ważnych odkryciach Dra Ratha, jak również o skuteczności Jego zestawów.

Masz rację. Nie mam pojęcia na temat skuteczności preparatów, bo nikt nigdy jej nie sprawdzał w poprawny metodologicznie sposób.

 

Czy jeszcze ci podać tytuły kilku publikacji? Może jednak nie, bo bedziesz miał problem.

Nie rozumiesz sedna problemu. Ja nie twierdzę, że brak witamin nie jest szkodliwy. Twierdzę jedynie, że nikt nie wykazał, że preparaty przygotowane przez tego człowieka działają. A jak słyszę np. takie opinie, że witamin się nie da przedawkować, to naprawdę zaczynam mieć wątpliwości, czy dana osoba wie, o czym mówi.

 

,,Dzięki" za ,,troskę" i twoje ostrzeżenia, abym nie zrobiła sobie

krzywdy bez uprzednio postawionej diagnozy.

Ciekawe, czy kiedykolwiek jakikolwiek lekarz postawił taką diagnozę u Ciebie, czy wybrałaś sobie zestaw witamin metodą "na czuja"? W końcu nie lubisz lekarzy.

 

Pokaż mi chociażby jednego wyleczonego człowieka np. z nadciśnienia,  miażdżycy, chorób tarczycy dzięki zastosowaniu wiedzy z ,,porządnej literatury naukowej"

Polecam choćby poczytanie o leczeniu chirurgicznym, bo tabletki rzadko kiedy mają za zadanie ostatecznie rozwiązać problem, tzn. usunąć jego przyczynę. To bardzo normalny tryb: tam, gdzie radykalne rozwiązanie problemu za pomocą operacji nie jest konieczne, a można zrezygnować z ryzyka zabiegu chirurgicznego, często warto brać leki (choć zgadzam się, że często się z nimi przegina, na czele z antybiotykami). Problem w tym, że samo podanie witaminy także nie cofnie miażdżycy czy nadciśnienia trwale, a jedynie opanuje chwilowo objawy. Potrzebne są ciągłe dostawy określonego środka, tak więc podawanie witamin absolutnie niczym nie różni się od podawania np. indapamidu w leczeniu nadciśnienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
indapamidu w leczeniu nadciśnienia.

 

Interakcje i działania niepożądane są podobne do występujących przy stosowaniu innych tiazydów

 

Przeciwwskazania  [edytuj]

ciężka niewydolność nerek (GFR<30ml/min/1,73m²)

ciężka niewydolność wątroby

ciężkie zaburzenia elektrolitowe

hipokaliemia

hiponatremia

hiperkalcemia

uczulenie na sulfonamidy

zatrucie glikozydami nasercowymi

ciąża i okres karmienia piersią

 

Działania niepożądane  [edytuj]

zaburzenia elektrolitowe

hiponatremia

hipokaliemia

hipomagnezemia

hiperkalcemia

odwodnienie i przednerkowa ostra niewydolność nerek

spadek ciśnienia tętniczego

wzrost ryzyka zakrzepowo-zatorowego

hiperglikemia

hipertrójglicerydemia

wzrost cholesterolu LDL

hiperurykemia i dna moczanowa

dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego

zaburzenia w obrazie krwi (rzadko)

niedokrwistość

leukopenia

małopłytkowość

odczyny uczuleniowe (rzadko)

ostre zapalenie trzustki (rzadko)

 

Możliwe interakcje  [edytuj]

Ze względu na spadek stężenia potasu w surowicy istnieje ryzyko interakcji z glikozydami nasercowymi. Należy też pamiętać, że jednoczesne podawanie z tiazydami diuretyków pętlowych czy glikokortykosteroidów nasila hipokaliemię.

 

 

Dzięki za radę... 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Odpowiednio dobranymi, dodajmy.

 

-oczywiście, odpowiednio dobranymi. Nie na chybił trafił.

 

,,Problem w tym, że leki te można zamówić przez internet bez jakiejkolwiek konsultacji z lekarzem, a do tego dla niektórych produktów nie są nawet podane zalecenia, w jakich sytuacjach warto je przyjmować.[/quote /

 

To nie są leki. To są składniki odżywcze.

Na podstawie opracowań można dobrać  odpowiednie dla siebie. Można również konsultować z lekarzem. Niektórzy nawet powinni, np. te osoby, które przyjmują leki.

 

O, to bardzo ciekawe. Tylko dlaczego ten "syntetyczny" związek jest wytwarzany przez komórki wielu organizmów, w tym - przez Twoje własne?

 

Zgoda, ale w większości preparatów witaminowych występuje on w gotowej syntetycznej postaci i te miałam na mysli.

 

Gdyby lekarze, nie tylko onkolodzy  nie  tkwili w ,,jedynie słusznych " metodach leczenia, zniknąłby nie tylko problem raka.

 

Nieco się ,,zapędziłam".Pewnie nie zniknąlby w 100%, bo zależy to niewątpliwie od wielu czynników, ale zachorowalność byłaby dużo mniejsza i skuteczność leczenia również.

 

Nie muszę znać osobiście - wystarczy, że czytam opinie

 

Proponuję czytanie opinii z różnych źródeł.

 

Masz rację. Nie mam pojęcia na temat skuteczności preparatów, bo nikt nigdy jej nie sprawdzał w poprawny metodologicznie sposób.

 

Szukaj źródeł.Może to Ci zająć trochę czasu, ale nie wystawiaj opinii zbyt pochopnie, ,,że nikt nigdy..."

 

Twierdzę jedynie, że nikt nie wykazał, że preparaty przygotowane przez tego człowieka działają.

 

Nie mów ,,nikt nie wykazał", bo to, że nie dotarłeś do wykazów, nie oznacza, że Twoje stwierdzenie jest prawdą.

 

A jak słyszę np. takie opinie, że witamin się nie da przedawkować, to naprawdę zaczynam mieć wątpliwości, czy dana osoba wie, o czym mówi.

 

Mam na myśli ludzi ,którzy umieją czytać, rozumieją to, co czytają i stosują się do zaleceń, oraz takich, którzy chcą zdobywać wiedzę na temat zdrowia i choroby.

 

Ciekawe, czy kiedykolwiek jakikolwiek lekarz postawił taką diagnozę u Ciebie, czy wybrałaś sobie zestaw witamin metodą "na czuja .

 

Tak. Byłam diagnozowana przez lekarzy i leczono mnie przez kilka lat tradycyjnymi metodami, czyli lekami na receptę.Efekty były takie, że jedna choroba nie była wyleczona, a już pojawiała się następna.

Pamiętam, że bardzo ostrożnie ,,podchodziłam" do witamin ze względu na ostrzeżenia, jakoby mogły szkodzić (nie kupuję w aptekach, ani tych reklamowanych w środkach masowego przekazu). Bardzo bałam się, aby ,,nie przedawkować". Szukałam jednocześnie wiedzy. Po mniej więcej miesiącu zauważyłam zniknięcie bólów głowy, serce było spokojniejsze. Badanie poziomu TSH, T3, T4- robiłam co miesiąc, inne badania, co 4-5 m-cy. Było coraz lepiej, co wskazywały nie tylko wyniki badań, ale moje lepsze samopoczucie.

Zauważyłam,że idę w dobrym kierunku. Lekarze, którzy robili mi badania (np. usg tarczycy) wyśmiewali się ze mnie, kiedy mówiłam, co mi pomaga. Wycofanie się guzów z tarczycy radiolog przypisał ,,innym czynnikom". Nawet nie chciał wziąć preparatu do ręki,by przeczytać skład.

Nie mam im tego za złe. Na studiach medycznych niewiele uczy się studentów na temat witamin i naturalnych metod wspomagania organizmu, mających wpływ na nasze zdrowie.

Są jednak lekarze, którzy interesują się tym zagadnieniem i są otwarci na wiedzę.

W końcu nie lubisz lekarzy.

 

To jest Twoje stwierdzenie. Nie mogę powiedzieć ,,nie lubię lekarzy". Mogę lubić lub nie lubić konkretnego człowieka; jego zawód nie ma z tym nic wspólnego.

 

Polecam choćby poczytanie o leczeniu chirurgicznym, bo tabletki rzadko kiedy mają za zadanie ostatecznie rozwiązać problem, tzn. usunąć jego przyczynę.

 

Czy leczenie chirurgiczne np. w przypadku miażdżycy (bypassy)rozwiązuje problem?  Na krótko. A leki i tak trzeba brać.

Pewnie, że jeśli jest ,,nóż na gardle", należy się poddać operacji. Jest to zabieg ratujący życie. Dlatego dobrze jest stosować dodatki żywieniowe również po zabiegu, również, jeśli przyjmuje się leki. I tu konieczna jest konsultacja z lekarzem.

 

Problem w tym, że samo podanie witaminy także nie cofnie miażdżycy czy nadciśnienia trwale, a jedynie opanuje chwilowo objawy. Potrzebne są ciągłe dostawy określonego środka, tak więc podawanie witamin absolutnie niczym nie różni się od podawania np. indapamidu w leczeniu nadciśnienia.

 

Okazuje się ,że systematyczne podawanie składników wit.mineralnych (nie jednego określonego środka) i odpowiednich aminokwasów działa przyczynowo i regenerująco. Niskie dawki wielu składników, na zasadzie synergii, działają lepiej, niż duże dawki pojedyńczych.   Leki tylko łagodzą  objawy.

 

Podawanie witamin różni sie diametralnie od podawania indanapidu, czy innych leków.

Witaminy są to te substancje, dzięki którym nasze komórki żyją i pracują, a więc są konieczne.

Indanapid jest sztucznym tworem, który organizm musi dodatkowo usunąć, pomijając jego działania uboczne. Indanapid nie wyeliminuje przyczyny.

Chętnie biorę składniki wit.mineralne /odpowiednio zestawione/, bo pomagają mojemu zdrowiu i nie widzę powodu dla ktorego miałabym je odrzucić. Jest to uzupełnienie pożywienia. Oczywiście nie mogą zastępować  diety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-oczywiście, odpowiednio dobranymi. Nie na chybił trafił.

Problem w tym, że konsultację z lekarzem odbywa może jedna na sto osób przyjmujących zestawy witaminowo-mineralne. Z kolei same korporacje producentów, w tym ta należąca do Matthiasa Ratha, jakoś nieszczególnie dbają o pilnowanie, by pajent przestrzegał tej zasady.

 

To nie są leki. To są składniki odżywcze.

I właśnie to jest problem. Wtedy, kiedy jest to wygodne, mówi się o nich jako o składnikach odżywczych. Kiedy zaś trzeba udowodnić ich cudowne właściwości, nagle stają się lekiem na całe zło.

 

Zgoda, ale w większości preparatów witaminowych występuje on w gotowej syntetycznej postaci i te miałam na mysli.

Ale sprawiasz wrażenie, że wciąż nie dociera do Ciebie, że to dokładnie ta sama substancja chemiczna i dokładnie ten sam wpływ na organizm.

 

Nieco się ,,zapędziłam".Pewnie nie zniknąlby w 100%, bo zależy to niewątpliwie od wielu czynników, ale zachorowalność byłaby dużo mniejsza i skuteczność leczenia również.

 

Nie muszę znać osobiście - wystarczy, że czytam opinie

Proponuję czytanie opinii z różnych źródeł.

Chwila, chwila, uporządkujmy coś. To Ty napisałaś, że "mówi się, żeby przepisywać witaminy na receptę" czy jakoś tak. To Ty powołałaś się na tę opinię, a ja powiedziałem, że traktowanie takiej opinii jako reprezentatywnej dla całego środowiska medycznego jest nieodpowiedzialne. O co całe to bicie piany?

 

Inna rzecz, że tak naprawdę kontrola lekarzy nad wydawaniem witamin nie byłaby taka głupia, bo większość osób nie potrafi ich brać poprawnie. Część z nich przyjmuje w zbyt małych dawkach, a część stanowczo przedawkowuje.

 

Masz rację. Nie mam pojęcia na temat skuteczności preparatów, bo nikt nigdy jej nie sprawdzał w poprawny metodologicznie sposób.

Szukaj źródeł.Może to Ci zająć trochę czasu, ale nie wystawiaj opinii zbyt pochopnie, ,,że nikt nigdy..."

Prosiłem Ciebie już wcześniej o poprawnie wykonane badania nad preparatami autorstwa M. Ratha. Zaatakowałaś mnie twierdząc, że robię źle, że oczekuję dowodów i że te prace wcale nie są potrzebne, bo ci, którzy biorą takie preparaty, wiedzą wystarczająco dobrze. Traktuję to jako stwierdzenie, że takie prace nie istnieją.

 

Mam na myśli ludzi ,którzy umieją czytać, rozumieją to, co czytają i stosują się do zaleceń, oraz takich, którzy chcą zdobywać wiedzę na temat zdrowia i choroby.

Nie, nie, nie. Ty napisałaś wprost, że bzdurą jest, jakoby witaminy mozna było przedawkować.

 

(nie kupuję w aptekach, ani tych reklamowanych w środkach masowego przekazu).

W takim razie ciekawe, kto nadzoruje poprawność składu takiego preparatu i jego zgodność z normami? Mów co chcesz, ale nadzór farmaceutyczny ma tę wspaniałą cechę, że przynajmniej jest zobowiązany do pilnowania, czy skład preparatu jest zgodny z tym, co zapisano na etykiecie.

 

Na studiach medycznych niewiele uczy się studentów na temat witamin i naturalnych metod wspomagania organizmu, mających wpływ na nasze zdrowie.

I z tym się zgadzam, szkoda. Tylko z drugiej strony sami twórcy takich metod są sobie w dużym stopniu winni, bo nie dbają o zapewnienie rzetelnej (czytaj: naukowej i wykonanej w sposób niepodlgający dyskusji) analizy ich skuteczności. Student medycyny, który stanie się później lekarzem, mając w ręku życie pacjenta nie może korzystać z metod, które nie są jednoznacznie uznane za skuteczne.

 

Czy leczenie chirurgiczne np. w przypadku miażdżycy (bypassy)rozwiązuje problem?  Na krótko.

Przy trzymaniu się zaleceń lekarskich (aktywny tryb życia, rzucenie palenia, rozsądne spożywanie alkoholu) sytuacja zmienia się na bardzo długo. Oczywiście nie wliczam tu sytuacji takich, jak np. hipercholesterolemia rodzinna, bo niestety tego w wielu przypadkach żaden preparat skutecznie nie pokona.

 

Dlatego dobrze jest stosować dodatki żywieniowe również po zabiegu, również, jeśli przyjmuje się leki.

Ale jeszcze lepiej jest stosować po prostu dobrą dietę. Nieprawdą jest, jakoby z diety nie dało się pobrać wszystkich niezbędnych składników. To tylko brak dobrej woli samego człowieka.

 

Okazuje się ,że systematyczne podawanie składników wit.mineralnych (nie jednego określonego środka) i odpowiednich aminokwasów działa przyczynowo i regenerująco.

Mogłabyś mi pokazać wiarygodne wyniki na ten temat? Pytam bez złośliwości, bo ciekawi mnie to. Do tej pory nie słyszałem, jakoby istniały związki mogące zmniejszać rozmiar płytki miażdżycowej.

 

Chętnie biorę składniki wit.mineralne /odpowiednio zestawione/, bo pomagają mojemu zdrowiu i nie widzę powodu dla ktorego miałabym je odrzucić. Jest to uzupełnienie pożywienia. Oczywiście nie mogą zastępować  diety.

Skoro "sztuczność" preparatu jest tak wielką jego wadą, to dlaczego właściwie łykasz te prochy zamiast po prostu porządnie się odżywiać? Rozwiązałoby to jakikolwiek problem, a i Ty sama bys na tym sporo zaoszczędziła.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale sprawiasz wrażenie, że wciąż nie dociera do Ciebie, że to dokładnie ta sama substancja chemiczna i dokładnie ten sam wpływ na organizm.

 

-Niech będzie ,,ta sama substancja chemiczna", ale ja jej nie chcę. I już.

 

To Ty napisałaś, że "mówi się, żeby przepisywać witaminy na receptę" czy jakoś tak. To Ty powołałaś się na tę opinię, a ja powiedziałem, że traktowanie takiej opinii jako reprezentatywnej dla całego środowiska medycznego jest nieodpowiedzialne. O co całe to bicie piany?"

 

-czy uważasz, że firmy farmaceutyczne nie byłyby z tego zadowolone? Przecież  byłoby im na rekę ograniczyć ludziom bardziej dostęp do zdrowia.

 

,,Inna rzecz, że tak naprawdę kontrola lekarzy nad wydawaniem witamin nie byłaby taka głupia, bo większość osób nie potrafi ich brać poprawnie. Część z nich przyjmuje w zbyt małych dawkach, a część stanowczo przedawkowuje."

 

-Czy masz jakieś dane, aby ktoś zmarł z prawidłowo zażywanych witamin, a nawet z ich przedawkowania? Bo ja- nie.

Z powodu działań ubocznych lekow i nieprawidłowego ich stosowania- tak(np. viox)

Jeśli ktoś chce przedawkować cokolwiek to i lekarz nie pomoże. A może by tak jeszcze marchewkę i pietruszkę na receptę?? I do tego 2kg ziemniaków?

 

Zaatakowałaś mnie twierdząc, że robię źle, że oczekuję dowodów i że te prace wcale nie są potrzebne, bo ci, którzy biorą takie preparaty, wiedzą wystarczająco dobrze. Traktuję to jako stwierdzenie, że takie prace nie istnieją
.

 

-Nie powiedziałam, że robisz źle i że prace nie są potrzebne.podałam strony oraz tytuł ksiażki, a tam jest  przegląd najważniejszych publikacji.

 

W takim razie ciekawe, kto nadzoruje poprawność składu takiego preparatu i jego zgodność z normami?"

 

-odp.cyt. ,,Gwarancje jakości potwierdza niezależne od producenta, prestiżowe laboratorium, posługując się jedną z najważniejszych metod analitycznych-chromatografią gazowa. Metoda ta umożliwia dokładną analizę obecności, czystości i jakości składników, a jej bardzo duza dokładność pozwala na dokonywanie pomiarów i analiz nawet niewielkich ilości substancji badanej i dostarcza powtarzalnych wyników badań. Dzięki niej mozna zapobiec pojawieniu sie w składzie produktu zanieczyszczeń, brudu, obcych ciał, jak też czynników chorobotwórczych. kazdy element produkcji na kolejnych etapach powstawania produktu podlega badaniom chromatograficznym, przy czym koncentracja poszczególnych komponentów, wchodzacych w skład Formuł zostanie oznaczona i udokumentowana.

Po zamknięciu linii produkcyjnej pobierane są próbki, które dalej podlegają rutynowym badaniom prowadzonym przez laboratorium analityczne i inne niezależne laboratorium badawcze np. pod patronatem FDA. na podstawie uzyskanych wyników wystawiony zostaje certfikat (z datą ważności), podpisany przez dyrektora kontroli jakości produktów."

 

Mów co chcesz, ale nadzór farmaceutyczny ma tę wspaniałą cechę, że przynajmniej jest zobowiązany do pilnowania, czy skład preparatu jest zgodny z tym, co zapisano na etykiecie.

 

-Może i zgodny?

Warto przeczytać: ,,Cała prawda o firmach farmaceutycznych" (!!)

 

Tylko z drugiej strony sami twórcy takich metod są sobie w dużym stopniu winni, bo nie dbają o zapewnienie rzetelnej (czytaj: naukowej i wykonanej w sposób niepodlgający dyskusji) analizy ich skuteczności

-Chyba już nie wiesz co wymyślić? Pozostawię  bez komentarza....

 

Student medycyny, który stanie się później lekarzem, mając w ręku życie pacjenta nie może korzystać z metod, które nie są jednoznacznie uznane za skuteczne.

 

-A jak myślisz, dlaczego tak jest? Bo ja wiem.

 

,,Przy trzymaniu się zaleceń lekarskich (aktywny tryb życia, rzucenie palenia, rozsądne spożywanie alkoholu) sytuacja zmienia się na bardzo długo."

 

-Czy napewno? Dlaczego więc przy przyjmowaniu takich ,,wspaniałych" leków tak bardzo umierają ludzie?

 

,,Oczywiście nie wliczam tu sytuacji takich, jak np. hipercholesterolemia rodzinna, bo niestety tego w wielu przypadkach żaden preparat skutecznie nie pokona."

 

-Nie słyszałam, aby jakiś lek pokonał.

 

,,Ale jeszcze lepiej jest stosować po prostu dobrą dietę. Nieprawdą jest, jakoby z diety nie dało się pobrać wszystkich niezbędnych składników. To tylko brak dobrej woli samego człowieka."

 

-Jeśli tak uważasz- stosuj dietę.

 

Mogłabyś mi pokazać wiarygodne wyniki na ten temat? Pytam bez złośliwości, bo ciekawi mnie to. Do tej pory nie słyszałem, jakoby istniały związki mogące zmniejszać rozmiar płytki miażdżycowe

 

-Są w książce plus bibliografia. Kilka publikacji (na chybil trafił) wyślę Ci email-em.

 

Skoro "sztuczność" preparatu jest tak wielką jego wadą, to dlaczego właściwie łykasz te prochy zamiast po prostu porządnie się odżywiać? Rozwiązałoby to jakikolwiek problem, a i Ty sama bys na tym sporo zaoszczędziła.

 

-Jak chcesz- zbadaj skład - zobacz co one zawierają i proszę- daj mi święty spokój. Koniec dyskusji.

   

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale sprawiasz wrażenie, że wciąż nie dociera do Ciebie, że to dokładnie ta sama substancja chemiczna i dokładnie ten sam wpływ na organizm.

Niech będzie ,,ta sama substancja chemiczna", ale ja jej nie chcę. I już.

 

W naturalnych postaciach prócz samej witaminy znajdują się jeszcze dodatkowe składniki regulujące wchłanianie, ogólnie zachowana jest większa równowaga i trudniej jest przedawkować. Co znajdziesz w preparacie witaminowym prócz samych witamin? substancje przeciwzbrylające i barwniki?

Share this post


Link to post
Share on other sites
W naturalnych postaciach prócz samej witaminy znajdują się jeszcze dodatkowe składniki regulujące wchłanianie, ogólnie zachowana jest większa równowaga i trudniej jest przedawkować. Co znajdziesz w preparacie witaminowym prócz samych witamin? substancje przeciwzbrylające i barwniki?

 

- składniki pochodzace z roślin, nasion,owoców, korzeni i drzew, z wodnej wegetacji roślinnej.

Tabletki powlekane są naturalnymi składnikami, zawierającymi  m.in. flawonoidy cytrusowe i naturalne barwniki.

Nie zawierają waniliny, dwutlenku tytanu, wosku do powlekania tabletek. Nie zawierają glutenu, drożdży,glutaminianu sodu,produktów mlecznych, pszenicy,orzechów tłuszczów typu trans, sztucznych barwników, wypełniaczy, pestycydów,rozpuszczalników.

Kapsułki są wegetariańskie, odpowiednie dla osób unikajacych produktów zwierzęcych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
-Niech będzie ,,ta sama substancja chemiczna", ale ja jej nie chcę. I już.

Cóż, jeśli argumentem w merytorycznej dyskusji ma być "ja nie chcę i już", to chyba możemy tę dyskusję w tym momencie zamknąć.

 

To Ty napisałaś, że "mówi się, żeby przepisywać witaminy na receptę" czy jakoś tak. To Ty powołałaś się na tę opinię, a ja powiedziałem, że traktowanie takiej opinii jako reprezentatywnej dla całego środowiska medycznego jest nieodpowiedzialne. O co całe to bicie piany?"

-czy uważasz, że firmy farmaceutyczne nie byłyby z tego zadowolone? Przecież  byłoby im na rekę ograniczyć ludziom bardziej dostęp do zdrowia.

Nie obchodzi mnie, czy firmy byłyby zadowolone. Najważniejsza zasada w medycynie mówi: "po pierwsze nie szkodzić" i dlatego ograniczenie dostępu do witamin mogłoby zwiększyć odpowiedzialność pacjentów. Na tej samej zasadzie można by było twierdzić, że antybiotyki powinny być ogólnodostępne, bo przecież pomagają w wielu chorobach.

 

-Czy masz jakieś dane, aby ktoś zmarł z prawidłowo zażywanych witamin, a nawet z ich przedawkowania? Bo ja- nie.

Nie znam przypadku śmierci bezpośrednio w wyniku przedawkowania witamin, ale jak widać po badaniach, mogą one zwiększać prawdopodobieństwo przedwczesnej śmierci, a do tego np. powodować uszkodzenie wzroku (patrz: przedawkowanie retinolu).

 

Z powodu działań ubocznych lekow i nieprawidłowego ich stosowania- tak(np. viox)

Vioxx, który wycofano z rynku. Popełniono błąd, który może się zdarzyć każdemu, ale wycofano lek, gdy tylko wyszły na jaw niekorzystne informacje na jego temat. Używasz bardzo złego przykładu.

 

Jeśli ktoś chce przedawkować cokolwiek to i lekarz nie pomoże. A może by tak jeszcze marchewkę i pietruszkę na receptę?? I do tego 2kg ziemniaków?

Tylko widzisz, tu jest różnica. Warzywa nie zawierają tak kosmicznych ilości witamin, jak preparaty witaminowe. Zwyczajnie nie jesteś w stanie napchać się tak ogromną ilością warzyw. Poza tym zalecenia żywieniowe mówią wyraźnie: "RÓŻNORODNE warzywa", tak, aby wszystkiego mieć po trochę.

 

-Nie powiedziałam, że robisz źle i że prace nie są potrzebne.

Oj, wcześniej podałaś. Stwierdziłaś, że Ty swoje wiesz i Tobie dowody nie są potrzebne, więc nie będziesz się nimi dzieliła.

 

Mów co chcesz, ale nadzór farmaceutyczny ma tę wspaniałą cechę, że przynajmniej jest zobowiązany do pilnowania, czy skład preparatu jest zgodny z tym, co zapisano na etykiecie.

-Może i zgodny?

Warto przeczytać: ,,Cała prawda o firmach farmaceutycznych" (!!)

Ty naprawdę nie rozróżniasz firm farm. od nadzoru farm, czy tylko udajesz?

 

Tylko z drugiej strony sami twórcy takich metod są sobie w dużym stopniu winni, bo nie dbają o zapewnienie rzetelnej (czytaj: naukowej i wykonanej w sposób niepodlgający dyskusji) analizy ich skuteczności

-Chyba już nie wiesz co wymyślić? Pozostawię  bez komentarza....

Wręcz pzreciwnie, to jest bardzo istotne. Lekarz ma w rękach czyjeś życie, więc musi posiadać rzetelną wiedzę. Nie może oprzeć się na tym, co ktoś napisał w internecie, bo w razie, gdyby ktos pociągnął go do odpowiedzialności, nie miałby jakiejkolwiek obrony. Tymczasem walidowane badania kliniczne są właśnie gwarancją, że na bieżący stan wiedzy lek jest bezpieczny i skuteczny oraz że można go bezpiecznie przyjmować. Jeśli okaże się, że będzie np. tak, jak z Vioxxem, można przynajmniej łatwo zlokalizować winnych.

 

,,Przy trzymaniu się zaleceń lekarskich (aktywny tryb życia, rzucenie palenia, rozsądne spożywanie alkoholu) sytuacja zmienia się na bardzo długo."

 

-Czy napewno? Dlaczego więc przy przyjmowaniu takich ,,wspaniałych" leków tak bardzo umierają ludzie?

Bo zdecydowana większośc ludzi ma gdzieś zalecenia o aktywnym trybie życia. Śmiesznie mała ilość ludzi rzuca palenie. A już totalnie komiczny jest widok pacjentów-palaczy przy drzwiach centrum onkologii, który widzę codziennie od paru lat.

 

,,Oczywiście nie wliczam tu sytuacji takich, jak np. hipercholesterolemia rodzinna, bo niestety tego w wielu przypadkach żaden preparat skutecznie nie pokona."

-Nie słyszałam, aby jakiś lek pokonał.

Właśnie o tym mówię. Tyle, że witaminy również nie rozwiązują tego problemu trwale.

-Są w książce plus bibliografia. Kilka publikacji (na chybil trafił) wyślę Ci email-em.

Nie możesz podać linków? Bardzo nie lubię dzielić się swoim adresem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Centrum Chorób Piersi Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku powstała aplikacja, która pomaga w monitorowaniu stanu pacjentek z rakiem sutka. Oprócz tego zapewnia im aktualne informacje nt. tej choroby czy samego Centrum. Aplikacja jest dostępna za darmo w sklepie Google Play. Niedługo pojawi się również w App Store.
      Co istotne, jest ona jest źródłem podstawowej wiedzy na temat profilaktyki raka piersi, sposobów jego diagnozowania i leczenia, a także aspektów związanych między innymi z pomocą socjalną, dietetyką i seksualnością w chorobie.
      Twórcy ujawniają, że w aplikacji na bieżąco mają się pojawiać wiadomości związane z kwestiami organizacyjnymi, np. zmianą godzin przyjęć lekarza czy otwarciem nowej poradni. Z pewnością pomocna też będzie opcja "znajdź mammobus".
      Koordynatorka Centrum Chorób Piersi dr hab. n. med. Elżbieta Senkus-Konefka podkreśla, że najbardziej innowacyjnym elementem aplikacji jest moduł zgłaszania działań niepożądanych, czyli np. pogarszającego się samopoczucia.
      Pacjentki, które zainstalują aplikację w telefonie, codziennie wypełniają ankietę złożoną z kilkunastu pytań. W skali od 1 do 4 opisują m.in. swoje dolegliwości. Gdy zaznaczą 3, następuje automatyczne wysłanie e-maila do pielęgniarki pracującej z chorymi z rakiem piersi. Pielęgniarka kontaktuje się z pacjentką i w zależności od zdobytych informacji umawia ją z lekarzem albo doradza jakiś sposób postępowania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Uniwersytetu w Zurichu i IBM Research przeanalizowali skład guzów nowotworowych i komórek układu odpornościowego u ponad 100 kobiet chorujących na raka piersi. Okazało się, że agresywne guzy są często zdominowane przez jeden typ komórek. Jeśli są w nich obecne również odpowiednie komórki układu odpornościowego możliwe będzie opracowanie nowych immunoterapii dla niektórych typów raka piersi.
      Każdego roku na całym świecie raka piersi diagnozuje się u około 1,7 miliona kobiet. Umiera 0,5 miliona z nich. Naukowcy od lat opracowują nowe coraz bardziej precyzyjne zindywidualizowane immunoterapie wykorzystujące układ odpornościowy pacjentki. Dotychczas jednak niewiele było wiadomo o różnych typach komórek nowotworowych i odpornościowych obecnych w guzach i o tym, jak się one różnią pomiędzy pacjentami.
      Johanna Wagner z Uniwersytetu w Zurichu oraz Marianna Rapsomaniki z IBm Research wykorzystały Patients Tumor Bank of Hope oraz masową cytometrię do przeanalizowania milionów komórek nowotworowych i odpornościowych z guzów od 140 pacjentek. Mogłyśmy w ten sposób bardzo dokładnie opisać różnorodność komórek oraz określić, ile różnych typów komórek nowotworowych występuje w pojedynczym guzie, mówi Wagner. Jednocześnie analizowano makrofagi i limfocyty T powiązane z nowotworami. Komórki te mogą zarówno atakować guza jak i wspomagać jego rozwój.
      Naukowcy odkryli, że fałszywe jest przekonanie, iż w bardziej agresywnych guzach występuje większe zróżnicowanie komórek nowotworowych. Wręcz przeciwnie, te bardziej agresywne nowotwory są często zdominowane przez jeden typ komórek wykazujących wysoki stopień nieprawidłowości. Każdy guz, któremu się przyglądałyśmy, był unikatowy pod względem składu komórkowego. Różnił się on pomiędzy pacjentami. To może być jeden z powodów, dla których tak trudno jest leczyć raka piersi, dodaje Wagner.
      Jednocześnie jednak odkryto podobieństwa w układach odpornościowych powiązanych z guzem. U jednej z grup pacjentek odkryto nagromadzenie nieaktywnych komórek odpornościowych, które po aktywowaniu zaatakowały guzy w płucach i na skórze. W grupie tej znajdowały się też pacjentki, które wcześniej uznano za nieodpowiednie kandydatki do immunoterapii.
      Nasze badania sugerują, że immunoterapia może być dobrą metodą zwalczania raka piersi. Będziemy prowadzili kolejne badania i, jeśli dadzą one dobre wyniki, rozpoczniemy badania kliniczne, zapowiedział przełożony Wagner, profesor Bernd Bodenmiller, który specjalizuje się w precyzyjnej analizie tkanek.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dające przerzuty nowotwory jajników, prostaty i piersi są bardzo trudne do leczenia i często kończą się śmiercią pacjenta. Naukowcy z Salk Institute odkryli właśnie nową rolę, jaką odgrywa gen kodujący proteinę CDK12. Wyniki ich pracy opublikowano w piśmie Genes & Development.
      Mutacja w genie kodującym CDK12 występuje w około 3 do 5 procent nowotworów jajnika, prostaty i piersi. Najnowsze badania wykazały, że nowotwory z tymi mutacjami są szczególnie wrażliwe na działanie immunoterapii, podczas gdy nowotwory bez tej mutacji nie reagują na ten sposób leczenia, mówi profesor Katherine Jones. To sugeruje, że w przypadku większości nowotworów, w których mutacja CDK12 nie występuje, użycie chemicznych inhibitorów CDK12 może powodować, że nowotwory te będzie łatwiej zwalczyć za pomocą chemioterapii i być może immunoterapii.
      CDK12 chroni komórki przez negatywnymi skutkami chemioterapii. Zespół z Salk odkrył nową grupę genów, które są kontrolowane przez CDK12, w tym wiele genów, które są regulowane przez proteinę mTORC1, regulującą metabolizm komórek nowotworowych. CDK12 i mTORC1 współpracują ze sobą kontrolując proces translacji, bardzo istotny krok w biosyntezie białka.
      CDK12 to niedawno zidentyfikowany gen, który kontroluje ekspresję genów niezbędnych w procesie naprawy DNA. Dopiero zaczynamy poznawać mechanizm i funkcję tego genu, stwierdza pierwszy autor badań, Seung Choi. Jeśli powstrzymamy działanie CDK12 to komórka nie może naprawiać swojego DNA i jest bardziej podatna na śmierć wskutek chemioterapii. Chcieliśmy zrozumieć, jaką rolę odgrywa CDK12 w rozwoju nowotworu, by udoskonalić sposoby leczenia raka.
      Naukowcom udało się zidentyfikować setki genów, które w procesie translacji są kontrolowane przez CDK12. Wiele z tych genów jest powiązanych z rozwojem nowotworu. Ku zdumieniu uczonych okazało się, że liczne z tych zidentyfikowanych genów było niezbędnych do przeprowadzenia procesu podziału komórkowego (mitozy). CDK12 pomaga w rodziale chromosomów. Dotychczas nie wiedziano, że gen ten odgrywa tak istotną rolę.
      Odkryliśmy nową ścieżkę translacji, o której nikt nie miał pojęcia. Jest ona wykorzystywana podczas wielu etapów podziału komórkowego, szczególnie podczas rozdziału chromosomów. To pozwoli nam lepiej zrozumieć działanie komórek nowotworowych oraz jak chemiczne inhibitory CDK12 mogą pomóc w zabiciu tych komórek. Odkrycie sugeruje, że celowane inhibitory CDK12 mogą również blokować część szlaku mTOR, a terapię taką można będzie połączyć z terapią inhibitorami mTOR lub inhibitorami mitozy, które są istotnymi elementami obecnie stosowanych sposobów leczenia, wyjaśnia profesor Jones.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Usunięcie guza piersi z odpowiednim marginesem to dobra wiadomość dla pacjentki. Teraz naukowcy zdobyli kolejne dowody pokazujące, dlaczego to takie ważne.
      Okazuje się, że gdy skutecznie usunie się guza, układ odpornościowy kieruje swoją uwagę na zwalczanie komórek, które rozniosły się po organizmie, mówi doktor Hasa Korkaya z Georgia Cancer Center. W mysim modelu używanym przez naukowców kolejne guzy nie pojawiły się przez wiele miesięcy po zabiegu, co wskazuje, że układ odpornościowy poradził sobie z komórkami, które przed wycięciem guza trafiły do węzłów chłonnych i innych organów. Jednak tam, gdzie pierwotny guz nie został całkowicie usunięty wydaje się, że układ odpornościowy wspomaga jego odrastania, pojawia się on szybciej i jest większy, a komórki rozniesione po organizmie przeżywają.
      Chcieliśmy sprawdzić, czy uda się nam odtworzyć procesy, które zachodzą w organizmie, mówi Korkaya.
      Naukowcy do dzisiaj spierają się, co powoduje śmiertelne przerzuty. Badania retrospektywne wskazują, że całkowite usunięcie guza piersi wydłuża życie pacjentów, jednak z drugiej strony modele mysie wskazywały, że usunięcie guza przyspiesza wzrost komórek, które zdążyły przenieść się do innych części ciała. Badania wykazywały też, że stan zapalny, który jest naturalną konsekwencją zabiegu chirurgicznego, zarówno wspomaga rozrost guzów, jak i wydłuża życie pacjentów.
      Uczeni, chcąc zrozumieć to, co dzieje się na poziomie molekularnym, wykorzystali modele zarówno najbardziej agresywnych nowotworów piersi, jak i tych łagodniejszych.
      W ciągu tygodnia komórki nowotworowe pojawiły się w węzłach chłonnych u myszy z obu modeli. Wykryto je też w płucach. Jednak w przypadku bardziej agresywnego nowotworu doszło do przerzutów w dalsze części organizmu. Jak się można było spodziewać, metastaza i zgony szybciej pojawiły się w modelu bardziej agresywnym.
      Jednak w przypadku łagodniejszego nowotworu naukowcy zaobserwowali, że po usunięciu całego guza pierwotnego komórki nowotworowe, które rozprzestrzeniły się po organizmie nie zostawały uśpione, ale organizm się ich pozbył.
      Co więcej organizmom myszy udało się zwalczyć trzy kolejne injekcje składające się ze 100 000 komórek nowotworowych. Naukowcy oznaczyli komórki, następnie wstrzykiwali je do organizmu myszy i obserwowali. Komórki, podobnie jak komórki guza pierwotnego raka piersi, powędrowały do płuc. Tam w ciągu kilku dni zostały zniszczone. To bardzo efektywny system, mówi Korkaya.
      Zjawisko to obserwowano w ciągu kilku tygodni po usunięciu guza pierwotnego. Naukowcy uważają, że układ odpornościowy zapamiętał agresora i pamiętał go jeszcze co najmniej pół roku później.
      Gdy jednak część guza pierwotnego pozostawiono, wydawało się, że układ odpornościowy wspomaga jego odrastanie. Guz rósł szybciej i był większy niż oryginał, a obecne w innych częściach ciała komórki nowotworowe bardziej efektywnie się rozprzestrzeniały. Naukowcy zaobserwowali, że do obszarów, w których były obecne te komórki, emigrowało od 4 do 10 razy więcej niż zwykle komórek supresyjnych z linii mieloidalnej (MDSC), które tłumiły odpowiedź układu odpornościowego. Rolę komórek MDSC potwierdzono wstrzykując MDSC z bardziej agresywnego raka piersi myszom z łagodniejszym nowotworem. Taka mysz nie była więcej w stanie oczyścić organizmu z komórek nowotworowych i pomimo skutecznego usunięcia guza pierwotnego w ciągu 2 tygodni pojawiły się u niej guzy w płucach.
      Korkaya uważa, że gdy skutecznie usunie się guza nowotworowego sam zabieg chirurgiczny wywołuje stan zapalny, który wzmacnia odpowiedź układu odpornościowego na obecność komórek nowotworowych. Jednak gdy część guza nie zostanie usunięta dochodzi do sytuacji, w której układ odpornościowy wspomaga guza. Pewne dowody wskazują, że za to niekorzystne zjawisko może być odpowiedzialny czynnik stymulujący tworzenie kolonii granulocytów (G-CSF). W modelach mysich zauważono bowiem wysoki poziom G-CSF we krwi. Obecnie naukowcy zbierają próbki krwi od pacjentek z rakiem piersi. Korkaya sądzi, że u tych pań, u których rokowania są gorsze, zostanie odkryty wysoki poziom G-CSF. Chcemy sprawdzić, czy istnieje tutaj jakiś związek, mówi uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Glejak wielopostaciowy to najczęściej występujący złośliwy nowotwór mózgu i jeden z najbardziej śmiercionośnych nowotworów w ogóle. Tylko 3–8 procent chorych przeżywa dłużej niż 3 lata od diagnozy.
      Od lat 80. ubiegłego wieku, kiedy to standardowo do leczenia glejaka włączono radioterapię, rokowania chorych nieco się poprawiły. Wcześniej średni okres przeżycia wynosił 4-6 miesięcy, po włączeniu radioterapii wzrósł do niemal roku. Poprawę o kolejnych kilka miesięcy przyniósł chemioterapeutyk temozolomid, który pojawił się w pierwszej dekadzie obecnego stulecia. Jednak od tamtej pory nie opracowano niczego, co wydłużałoby życie osób cierpiących na glejaka.
      Przed chorobą nie chronią ani pieniądze, ani znajomości ani sława, ani dostęp do najlepszej opieki zdrowotnej. W ostatnich latach  na glejaka zmarło dwóch znanych amerykańskich senatorów (Kennedy i McCain) oraz syn wiceprezydenta Bidena. Wielu ekspertów twierdzi, że jedyną szansą na poprawienie sposobu leczenia glejaka jest rozwinięcie terapii spersonalizowanych, w których weźmie się pod uwagę sygnaturę molekularną konkretnego przypadku.
      Jedna z proponowanych metod została nazwana „ex vivo”. To technika, w której pobiera się wycinek guza i na tak pozyskanych komórkach testuje się w laboratorium różne leki, zanim zastosuje się je u pacjenta. Przez lata wypróbowano wiele różnych metod „ex vivo”, od testów na szalkach Petriego, poprzez wszczepianie guzów zwierzętom, po hodowanie trójwymiarowych guzów. Żadna z tych technik nie okazała się szczególnie skuteczna w przypadku glejaka.
      W ostatnim numerze Nature. Biomedical Engineering ukazał się opis nowej metody, która może zaradzić problemom z techniką „ex vivo”. Grupa naukowców stworzyła glejaka na chipie. W ostatnich latach powstało wiele modeli organów i chorób na chipach. Tworzy się je poprzez pokrywanie mikrochipa komórkami ludzkimi, które symulują działanie organu lub przebieg choroby. Dzięki temu można szybciej, taniej i efektywniej testować leki.
      Glejak na chipie do dzieło naukowców z Korei Południowej. Jest to najbardziej zaawansowany model glejaka „ex vivo”. Naukowcy wykorzystali technikę druku, dzięki której nałożyli na chip komórki guza wraz z zasilającymi go naczyniami krwionośnymi. Było to konieczne, gdyż komórki glejaka położone w większej odległości od naczyń krwionośnych mają w guzach tendencję do obumierania i tworzenia nekrotycznego rdzenia. Na to wszystko uczeni nałożyli też macierz pozakomórkową, składającą się a tkanki łącznej, enzymów i innych elementów wspomagających komórki nowotworu. Uważa się, że to właśnie ta macierz odgrywa kluczową rolę w zachowaniu się guza w organizmie.
      Testy glejaka na chipie wykazały, że taka architektura reaguje na obecnie dostępne metody leczenia tak, jak reagują guzy u pacjentów. To potwierdza, że model jest odpowiedni. Na przykład, gdy glejaka na chipie stworzono z komórek pobranych od pacjentów, którzy nie reagowali na leczenie temozolomidem i radioterapią, również i glejak na chipie nań nie reagował. Tam, gdzie glejak na chipie został zbudowany z tkanek pacjentów reagujących na leczenie, również i on na leczenie reagował.
      O ile mi wiadomo, jesteśmy pierwszymi, który nadrukowali nowotwór na chip, mówi główny autor badań profesor Dong-Woo Cho z Uniwersytetu Nauki i Technologii Pohang. Co więcej, nasze podejście to pierwsza próba odtworzenia na spersonalizowanym chipie rzeczywistej reakcji pacjenta na leki. Naukowiec ma nadzieję, że takie podejście pozwoli na testowanie indywidualnych reakcji na leczenie i dobranie terapii pod kątem konkretnego przypadku. Sądzę, że bliski jest dzień, w którym będziemy mogli w ten sposób testować prawdziwą odpowiedź guza na leczenie, dodaje Cho.
      Neurochirug Nader Sanai z Barrow Neurologic Institute w Phoenix, który specjalizuje się w guzach mózgu, jest zwolennikiem metody „ex vivo”, ale widzi jej poważne ograniczenia. Problemem w tych modelach jest to, że nie odtwarzają one wszystkich procesów zachodzących w mózgu pacjenta. Częściowo bierze się to z tego, że model tworzony jest z pewnego wycinka guza, a glejak nie jest guzem homogenicznym. Właśnie tak heterogeniczność glejaka to jeden z największych problemów. To zbiór całkowicie różnych komórek, wiele z nich korzysta z różnych szlaków biologicznych. To dlatego większość leków nie działa, a wiele modeli nie reprezentuje pełnej biologii guza.
      Sanai jest dyrektorem Ivy Brain Tumor Center, ośrodka chirurgii jednego dnia nowotworów mózgu. Jego ośrodek zajmuje się większą liczą pacjentów z nowotworami mózgu, niż jakikolwiek inny ośrodek w USA. W ramach swoich obowiązków Sanai nadzoruje też program badań klinicznych o nazwie „Faza 0". W jego ramach prowadzone są badania mające na celu dostosowanie leczenia do konkretnego pacjenta. Lekarze, na podstawie badań genetycznych guzów, które już wcześniej usunięto u danego pacjenta, opracowują eksperymentalną kombinację leków, które powinny u niego najlepiej działać.
      Wiele z tych leków to środku już testowane pod kątem wykorzystania w innych nowotworach, więc lekarze mają pewne dane dotyczące ich bezpieczeństwa. Następnie, zanim chirurdzy przystąpią do usuwania nowego guza, pacjent otrzymuje spersonalizowany zestaw leków. Celem takiego postępowania jest sprawdzenie, czy leki dostały się do guza i czy zadziałały tam tak, jak chcieli tego lekarze. Po wycięciu nowego guza Sanai i jego zespół spędzają około tydzień na jego analizie. Jeśli leki zadziałały tak, jak przewidziano, pacjent je otrzymuje. Jeśli nie, naukowcy próbują opracować inny koktajl leków.
      Ivy Brain Tumor Center zostało otwarte w maju ubiegłego roku. Dotychczas zajmuje się około 150 pacjentami, a naukowcy starają się dodawać do tej puli około 10 nowych pacjentów miesięcznie. Czy odnieśliśmy sukces? Zależy jak zdefiniować sukces. Nikogo nie wyleczyliśmy. Jednak zidentyfikowaliśmy wiele leków i ich połączeń, które wydają się stopniowo poprawiać rokowania naszych pacjentów. To powolny proces, mówi Sanai.
      Naukowcy zdają sobie sprawę z tego, że nawet jeśli pacjent odnosi korzyści z leczenie prowadzonego w ramach Fazy O, to guzy i tak powracają. Wówczas zadajemy sobie pytania: jak guz się zmienił? Dlaczego przestał reagować na leczenie. Zespół szuka na nie odpowiedzi i na tej podstawie opracowuje kolejny koktajl leków.
      Glejak to szczególnie trudny nowotwór. Nawet w raku trzustki, który również niesie ze sobą złę rokowania dla pacjenta, widać pewne genetyczne podobieństwa między guzami, co sugeruje, że istnieje prawdopodobieństwo opracowania standardowej terapii. Jeszcze do niedawna sądzono, że w glejaku takie podobieństwa nie występują.
      Niedawno jednak w Cancer Cell pojawiła się informacja o zauważeniu trzech szczególnych zmian genetycznych, które wydają się napędzać rozwój glejaka na wczesnym etapie. Niemieccy naukowcy odtworzyli sposób mutacji i ewolucji guzów oraz ze zdumieniem stwierdzili, że rozwój glejaka może rozpoczynać się już na siedem lat przed postawieniem diagnozy. Zauważyli też, że wszystkie testowane przez nich guzy miały co najmniej trzy wspólne mutacje na wczesnym etapie rozwoju. Występują one wyłącznie na początkowym etapie rozwoju choroby. W nawracających guzach zmian tych nie zauważono.
      Sanai uważa, że być może czas na zmianę spojrzenia na glejaka. Obecnie glejak jest postrzegany jako jedna choroba. Jednak jesteśmy już teraz w stanie podzielić go na podjednostki o unikatowych profilach genetycznych. Zdaniem uczonego mogą istnieje setki lub więcej takich podjednostek. Myślę, że za 10 lat termin glejak stanie się anachronizmem.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...