Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Wino, której dojrzewało na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, może osiągnąć kosmiczną cenę

Recommended Posts

Dom aukcyjny Christie's wystawia na sprzedaż wino Pétrus 2000, które przez 14 miesięcy dojrzewało na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK). W skład oferowanego w ramach tzw. private sale zestawu wchodzą również skrzynka, butelka "zwykłego" wina Pétrus 2000, dekanter oraz korkociąg wykonany z meteorytu.

To jedna z 12 butelek, które zostały wysłane na Stację przez firmę Space Cargo Unlimited w ramach programu Mission WISE. To finansowany przez Space Cargo Unlimited projekt badań nad żywnością i rolnictwem.

Po powrocie butelek z ISS były one analizowane i testowane przez grupę specjalistów, którzy prowadzili badania na Uniwersytecie w Bordeaux. Porównywali oni to wino z butelkami, które nie opuszczały Ziemi. Jane Anson, która była w grupie badawczej, mówi, że wino było wyraźnie inne od tego, które pozostało na Ziemi.

Wystawiona na aukcję butelka będzie jedyną, która zostanie sprzedana. Trzy wykorzystano podczas badań, a osiem pozostałych będzie przechowywanych na potrzeby przyszłych badań.

Nie ma zbyt wielu win, które mogą dojrzewać przez 60, 70 czy więcej lat. A Petrus jest jednym z nich, mówi Anson.

Chateau Petrus produkuje rocznie zaledwie 30 000 butelek, a wino tej wytwórni należy do jednych z najdroższych na świecie. Butelki z roku 2000 sprzedają się zwykle po około 6000 USD. Specjaliści z Christie's szacują, że wino z kosmosu osiągnie kosmiczną cenę 1 miliona dolarów. Dochód ze sprzedaży posłuży do finansowania kolejnych przedsięwzięć Mission WISE.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to panowie astro/kosmonauci już wiedzą jaki bagaż podręczny należy zabrać następnym razem ;)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widzę potencjał na wykorzystanie starych satelitów szpiegowskich KH-9 Hexagon :) Każdy może przetrzymać na orbicie po cztery baniaczki i ma system odzysku. Może się znajdzie też kilku emerytowanych pilotów, którzy są przeszkoleni w przechwytywaniu kapsuł nad morzem.

Pressel_Hexagon_NRO-920.jpg

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, cyjanobakteria napisał:

Widzę potencjał na wykorzystanie starych satelitów szpiegowskich KH-9 Hexagon

A ja żadnego. Po co łączyć bańki z jakimś złomem?
Za to firma SpaceX powinna przemysłowo wynieść kilka kadzi w ramach prób. Przy koszcie wyniesienia rzędu kilku tysięcy za kilogram biznes może się domykać ;) 

Jest kilka marek potencjalnie zainteresowanych współpracą:
http://www.winka.net/wino/kosmos-399.html

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites

no tak, ta nutka smaku delikatnych związków organicznych chaotycznie porozbijanych przez promieniowanie kosmiczne musi być bezcenna. Czekam na ofertę wina dojrzewającego w płaszczu wodnym w okolicy rdzenia elektrowni atomowej

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, peceed said:

A ja żadnego. Po co łączyć bańki z jakimś złomem?

Ten złom cykał w 1970 foty o porównywalnej rozdzielczości, co obecnie zdjęcia w Google Maps :) (przy czym w G Maps są też zdjęcia lotnicze)

Po za tym ja mówię o winie dla prawdziwych koneserów wina wstrzaśniętego, nie mieszanego, a nie bełtów z kosmicznej Biedronki dla plebsu :lol:

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osiemdziesięciodukatówka Zygmunta III Wazy, wybita w Bydgoszczy w 1621 r., została wylicytowana w Nowym Jorku za 900 tys. dolarów. Cena wywoławcza wynosiła 180 tys. dol.
      Wyjątkowa piękność
      Dom aukcyjny Stack's Bowers Galleries nazwał monetę wyjątkową pięknością. Na jej awersie znajduje się wizerunek Zygmunta III Wazy, a na rewersie herb Rzeczpospolitej Obojga Narodów otoczony Orderem Złotego Runa. Moneta waży 282,84 g, a jej średnica wynosi 69 mm. Ma kolor miodowozłoty, a na krawędziach opalizuje na pomarańczowo.
      Moneta osiągnęła cenę zupełnie wspaniałą, imponującą. Szacowano, że zostanie sprzedana za 300-600 tys. dolarów. Liczyłem, że może osiągnąć 600 tys. dolarów, co było optymistycznym szacunkiem. Wylicytowana cena robi wrażenie. W 2018 r. ten sam dom aukcyjny sprzedał studukatówkę z mennicy bydgoskiej za 1,8 mln dolarów. Wystawca musiał spodziewać się osiągnięcia wysokiej ceny za 80-dukatówkę, wystawiając ją za „symboliczne” 180 tys. dolarów, a więc za 10 proc. wylicytowanej przed trzema laty cenniejszej monety – powiedział Polskiej Agencji Prasowej dr Krzysztof Jarzęcki z Pracowni Numizmatyki Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy (MOB).
      Różne nominały, te same stemple
      Osiemdziesięcio- i 100-dukatówki wykonywano za pomocą tych samych stempli. Monety różniły się tylko grubością i ilością użytego złota. Jak podkreślono na profilu MOB na Facebooku, produkcja odbywała się pod czujnym okiem władz, nie można więc mówić o żadnym oszustwie. Trochę gorzej dla ludzi, [...] bo przecież nie ma [...] napisu, jaki to nominał. Wprawdzie był to problem nielicznych (bo jedna taka moneta to spory majątek), ale zawsze problem. Pomysłowość ludzka szybko sobie z tym poradziła. Na monetach, w polu obok portretu króla, wydrapywano cyfry arabskie lub rzymskie oznaczające nominał, żeby przy każdym użyciu ich nie ważyć.
      Warto dodać, że autorem stempli był wybitny artysta, mistrz sztuki medalierskiej Samuel Ammon, który urodził się ok. 1590 r. w szwajcarskiej Szafuzie (Schaffchausen).
      Rzadkie okazy
      Tak wysokie nominały to rzadkość. Wiadomo o istnieniu kilkunastu studukatówek. Osiemdziesięciodukatówek było więcej, ale nadal są one na tyle rzadkie, że często da się prześledzić ich rodowód od wybicia po czasy współczesne. Taka romantyczna legenda mówi, że jednym z właścicieli licytowanej monety był Julian Ursyn Niemcewicz i najpewniej za jego sprawą trafiła ona do Ameryki. Tak przypuszczamy, pewności nie ma. W swojej korespondencji pisał o przekazaniu złotej monety o imponującej wartości, ale mogła być to inna moneta – ujawnił dr Jarzęcki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed paroma dniami autoportret "Diego i ja" (Diego y yo) Fridy Kahlo z 1949 r. został zlicytowany przez dom aukcyjny Sotheby's za rekordową kwotę 34,9 mln dol. Specjaliści podkreślają, że tym samym stał się najdroższym dziełem twórcy latynoamerykańskiego. Poprzedni rekord należał do obrazu "The Rivals" Diega Rivery, dzieła zamówionego przez Abby Aldrich Rockefeller; w 2018 r. dom aukcyjny Christie's uzyskał za nie 9,8 mln dol. Warto dodać, że poprzedni rekord aukcyjny Kahlo wynosił 8 mln dol. - w 2016 r. za taką kwotę zlicytowano jej "Dos desnudos en un bosque" z 1939 r.
      W aukcji "Diego y yo" wzięły udział tylko 2 osoby. Ostatecznie obraz kupił Eduardo F. Costantini, założyciel Museo de Arte Latinoamericano de Buenos Aires (MALBA).
      Obraz "Diego i ja" jest ostatnim autoportretem Fridy z lat 40. i stanowi wyraz bezwarunkowej miłości i wsparcia dla męża - Diega. Malarka przez całą karierę tworzyła autoportrety popiersiowe, a najdoskonalsze przykłady tego rodzaju dzieł powstały właśnie w latach 40.
      Na obrazie widać Fridę z postacią Rivery na czole; trzecie oko Diega miało symbolizować stopień, do jakiego zajmował świadomość żony. Dzieło nawiązuje do jego romansu z aktorką Maríą Félix. Związek ten był przedmiotem licznych plotek i choć publicznie Kahlo z tego żartowała, będąc przyjaciółką Félix, tak naprawdę czuła się głęboko zraniona.
      Zwykle na obrazach Frida miała upięte włosy. Tu są rozpuszczone i niemal ją duszą. Policzki artystki pokrywa rumieniec, a po twarzy płyną łzy.
      Frida namalowała "Diego y yo" w czerwcu 1949 r.  Stworzyła go dla chicagowskiej pisarki i krytyczki Florence Arquin i jej męża Sama Williamsa (na odwrocie znajduje się dedykacja "Z miłością dla Florence i Sama. Meksyk, czerwiec 1949"; para Florence y Sam con el cariño de Frida. Mexico, Junio de 1949).
      Malując "Diego i ja", Frida była w pełni świadoma, że choć osiągnęła całkowitą autonomię twórczą, stan jej zdrowia się pogarsza. Krótko po ukończeniu autoportretu niemal na rok trafiła do British American Hospital.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W dniach 2-3 grudnia dom aukcyjny Christie's organizuje aukcję Finest and Rarest Wines and Spirits. Jej ozdobą będzie wyjątkowa butelka szkockiej whisky single malt. To mający już status legendy Springbank 1919, jedna z najrzadszych whisky na świecie.
      Oferowana Springbank 1919 to 50-letnia whisky z partii, która składała się zaledwie z 24 butelek. Specjaliści szacują, że jej nabywca zapłaci od 200 do 280 tysięcy funtów. To nietypowa whisky wydestylowana w grudniu 1919 roku, a zabutelkowana w roku 1970 w mocy 38%. Nietypowa, gdyż obecne przepisy pozwalają na butelkowanie szkockiej whisky w mocy minimum 40%. Butelka pochodzi z kolekcji sklepu Le Clos z Dubai International Airport. który posiada jeden z najwspanialszych zbiorów whisky na świecie.
      Posiadacze grubszych portfeli będą mogli też pokusić się o zakup całej kolekcji Macallanów z lat 1954–1986. W tym przypadku cena może sięgnąć od 80 d0 120 tysięcy funtów.
      Jednak szkockie produkty to nie jedyne perełki, na które będą mogli zapolować miłośnicy whisky i jej kolekcjonerzy. Na aukcję trafi bowiem rzadka japońska Hibiki 30 Years Old, za którą Christie's spodziewać się osiągnąć cenę nawet 8000 funtów za trzy butelki.
      Bardzo interesującą ofertą jest też whisky Kuraizawa z niedziałającej już destylarni. Położona na zboczach aktywnego wulkanu Asama destylarnia Kuraizawa rozpoczęła produkcję w 1957 roku. Używano wyłącznie sprowadzanego ze Szkocji jęczmienia Golden Promise i wyłącznie beczek po sherry. Składniki te, połączone z lokalnie pozyskiwaną wodą przepływającą przez skały wulkaniczne, dały wyjątkowy produkt. W 2001 roku destylarnia została zamknięta, a w napełnionych przed zamknięciem beczkach wciąż dojrzewa whisky, która zyskała status rzadkiego przedmiotu kolekcjonerskiego. Butelka tej whisky może osiągnąć cenę nawet 1800 funtów.
      Jednak na aukcje trafią nie tylko butelki. Można będzie też kupić... przyszłą whisky. A konkretne trzy beczki z niedawno otwartej destylarni Ardross. Do oferty trafiły destylaty w 200-litrowej beczce po burbonie, w 500-litrowej beczce po sherry oraz w 450-litrowej Japanese Mizunara Oak Cask. Jako, że przepisy nie pozwalają na dojrzewanie szkockiej whisky poza Szkocją, co oznacza, iż nie wolno jej też wywozić w drewnianych beczkach, w cenie zakupu Ardross oferuje przechowywanie beczek przez okres do 50 lat. Szacuje się, że beczki osiągną cenę nawet 130 000 funtów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Siódmego grudnia odbędzie się organizowana przez dom aukcyjny Sotheby's aukcja datowanego dokumentu ze znaczkiem pocztowym Penny Black. Penny Black był pierwszym na świecie znaczkiem pocztowym. Cena za ten wyjątkowy walor może sięgnąć nawet 4-6 mln funtów.
      Unikatowy znaczek
      Znaczek A-I z pierwszego wydrukowanego arkusza (płyta 1a), który trafi na aukcję w Londynie, pochodzi z archiwum Roberta Wallace'a, szkockiego polityka i reformatora brytyjskiej poczty. Jest przyklejony do dokumentu (The Wallace Document) datowanego na 10 kwietnia 1840 r.
      Ok. 10 lat temu w posiadanie The Wallace Document wszedł brytyjski biznesmen i filatelista Alan Holyoake. To on zainicjował 3-letni projekt badawczy, który zakończył się wydaniem 2 certyfikatów autentyczności: Królewskiego Towarzystwa Filatelistycznego (2016) i Brytyjskiego Towarzystwa Filatelistycznego (2015). Później odbyła się wystawa w Narodowym Muzeum Poczty w Waszyngtonie. Siódmego grudnia br. w ramach Treasures Sale Sotheby's zamierza sprzedać unikatowy obiekt.
      To pierwszy znaczek w historii, prekursor wszystkich znaczków [...]. Choć w kolekcjach publicznych i prywatnych na świecie znajduje się wiele bardzo ważnych znaczków, ten zapoczątkował system pocztowy, jaki znamy - podkreśla Henry House, szef Treasures Sale.
      Przed 1840 r. to adresat pokrywał opłatę pocztową. Z Penny Black dzięki jednolitej opłacie w wysokości 1 pensa można było, bez względu na odległość, dostarczyć listy o wadze do 14 gramów.
      Na znaczku widnieje portret młodej królowej Wiktorii. W projekcie uwzględniono także litery kontrolne (znajdują się one w lewym i prawym dolnym rogu). Do produkcji wykorzystano ręcznie wykonany papier ze znakami wodnymi; na odwrocie znajdowała się warstwa kleju.
      Rola Roberta Wallace'a
      Postacią centralną dla przełomowych zmian był członek parlamentu Robert Wallace, który doprowadził do powstania komisji odpowiedzialnej za reformę poczty. Wallace był szefem komitetu, który przyglądał się propozycji Rowlanda Hilla (projektowi nowego systemu pobierania opłat pocztowych).
      The Wallace Document pochodzi z rozproszonego obecnie prywatnego archiwum polityka. Łączy on 2 filatelistyczne artefakty: Penny Black i odbitkę próbną listownika Mulready Stationary. Oba zostały podarowane Wallace'owi przez kanclerza skarbu Francisa Baringa (oba weszły do użytku 6 maja 1840 r.).
      Widoczne są też 3 adnotacje Wallace'a: "1st Proof of Penny Postage Stamp Cover, presented to Mr Wallace by Mr The Right Honble The Chancellor of the Exchequer, Francis Thornhill Baring — April 10th 1840"; "Universal Penny Postage Fly or Loose Stamp, presented to me Mr. Wallace as above" i "These come into public use on the 6th of May".
      Listownik
      Listownik Mulready'ego został zamówiony przez rząd równolegle ze znaczkiem w ramach reformy pocztowej. Zaprojektował go William Mulready. Twórcy reformy sądzili, że oba walory będą używane równolegle. Okazało się jednak, że realia produkcji listowników i małych znaczków były nieporównywalne, co w połączeniu z preferencjami klientów przeważyło szalę na korzyść znaczków.
      Ironią losu wydaje się, że projekt listownika powstał 13 w piątek, a pierwsza odbitka próbna datuje się na 1 kwietnia. Publiczna sprzedaż rozpoczęła się 1 maja 1840 r.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W listopadzie w Genewie odbędzie się organizowana przez Christie's aukcja zestawu 2 bransoletek królowej Marii Antoniny. Szacuje się, że biżuteria, w której wykorzystano aż 112 brylantów, może zostać zlicytowana za 2-4 mln dol. Oszacowania te uwzględniają nie tylko rzeczywistą wartość brylantów, ale i możność noszenia biżuterii, która kiedyś należała do słynnej królowej - podkreśla w wywiadzie dla AFP Marie-Cécile Cisamolo, specjalistka od biżuterii w Christie's.
      Wiosną 1776 r. Maria Antonina, która nie potrafiła się oprzeć biżuterii, a zwłaszcza brylantom, kupiła zestaw bransoletek za 250 tys. liwrów. Jak można się domyślić, w owym czasie była to olbrzymia kwota. Hrabia Florimont-Claude de Mercy-Argenteau, austriacki dyplomata, twierdził, że Maria Antonina po części zapłaciła za bransoletki kamieniami szlachetnymi ze swojej kolekcji, a po części pieniędzmi otrzymanymi od króla Ludwika XVI. Zgodnie z ustaleniami historyka biżuterii Vincenta Meylana, w lutym 1777 r. w osobistych dokumentach Ludwik XVI odnotował: dla Królowej: zaliczka w wysokości 29 tys. liwrów na brylantowe bransoletki kupione od Boehmera.
      Hrabia de Mercy-Argenteau był posłem austriackim w Paryżu do 1790 r. Później objął urząd w Brukseli. Jedenastego stycznia 1791 r. dostał list od Marii Antoniny więzionej w pałacu w Tuileries. Królowa zawiadamiała go, że dostanie na przechowanie drewnianą szkatułkę. De Mercy-Argenteau trzymał ją zamkniętą przez kilka lat.
      Maria Antonina została zgilotynowana 16 października 1793 r. W lutym 1794 r. Franciszek II Habsburg zarządził, by szkatułkę otworzyć i sporządzić spis. W styczniu 1796 r. biżuterię otrzymała po przybyciu do Austrii Maria-Teresa-Charlotta de France (Madame Royale), najstarsza z czworga dzieci króla Ludwika XVI i Marii Antoniny Austriaczki.
      Na portrecie namalowanym w 1816 r. przez Antoine'a-Jeana Grosa widać Madame Royale noszącą parę brylantowych bransoletek odpowiadających brukselskiemu spisowi. Maria-Teresa-Charlotta de France zmarła bezdzietnie 19 października 1851 r. W jej testamencie, datowanym na 1 lipca 1851 r., napisano, że cała kolekcja biżuterii, w tym biżuteria Marii Antoniny, winna zostać podzielona; spadkobiercami mieli być: Henri-Charles-Ferdinand-Marie-Dieudonné d'Artois (1820-1883), Maria Theresa of Austria-Este (1817-1886) oraz Louise-Marie-Thérèse d'Artois (1819-1864).
      Licytowana biżuteria jest tym cenniejsza, że nie wydaje się, by poddawano ją modyfikacjom. Wygląda jak wtedy, gdy kupowała ją Maria Antonina. Można więc założyć, że prosty dizajn przemawiał do różnych właścicieli na przestrzeni dwóch kolejnych stuleci.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...