Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W cieplejszym klimacie huragany wolniej słabną, więc docierają dalej w głąb lądu

Recommended Posts

Zmiany klimaty spowodowały, że cyklony tropikalne docierające na ląd wolniej słabną, przez co dalej docierają i powodują większe zniszczenia, czytamy na łamach najnowszego wydania Nature. Naukowcy z The Okinawa Institute of Science and Technology (OIST) Graduate University dowiedli, że cyklony, które tworzą się nad gorącymi wodami oceanicznymi, niosą obecnie więcej wilgoci, przez co po dotarciu na ląd dłużej się utrzymują. To sugeruje, że w przyszłości mogą utrzymywać się jeszcze dłużej i obszarom, do których wcześniej nie docierały.

To bardzo ważne spostrzeżenie, które powinno być brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji dotyczących radzenia sobie ze skutkami globalnego ocieplenia, mówi jeden z autorów badań, profesor Pinaki Chakraborty, dyrektor Jednostki Mechaniki Płynów na OIST. Wiemy, że miejscowości przybrzeżne muszą przygotować się na bardziej intensywne huragany. Okazuje się, że na ich nadejście muszą być też gotowe miejscowości położone w głębi lądu, które mogą nie mieć odpowiedniej infrastruktury, by sobie z tym radzić, a ich mieszkańcy mogą nie mieć doświadczenia z takimi zjawiskami, dodaje uczony.

Naukowcom z Okinawy udało się wykazać bezpośredni związek pomiędzy ocieplającym się klimatem, a tymi cyklonami, które docierają na ląd. Na potrzeby swoich badań naukowcy przeanalizowali huragany, które w ostatnim półwieczu uformowały się nad północnym Atlantykiem i dotarły na ląd. Okazało się, że obecnie w ciągu pierwszej doby po uderzeniu w ląd cyklony słabną dwukrotnie wolniej niż przed 50 laty. Gdy przyjrzeliśmy się danym jasno było widać, że w kolejnych latach cyklony słabną coraz wolniej. Nie był to jednak proces ciągły. Zmiany w poszczególnych latach odpowiadały zmianom temperatury powierzchni wód oceanicznych, mówi doktorant Lin Li, główy autor badań.

Naukowcy przetestowali swoje spostrzeżenia za pomocą symulacji komputerowych czterech różnych cyklonów, które przeprowadzono z różnymi danymi dotyczącymi temperatury powierzchni oceanu. Gdy w symulacji huragan osiągnął kategorię 4, naukowcy symulowali jego nadejście nad ląd, odcinając go od źródła wilgoci od spodu.

Cyklony tropikalne to silniki cieplne, jak np. silnik w samochodzie. W silniku samochodowym spalane jest paliwo i uzyskana energia cieplna zamieniana jest w pracę mechaniczną. W cyklonach wilgoć z powierzchni oceanu jest paliwem, które intensyfikuje i podtrzymuje siłę huraganu, a energia cieplna z wody jest zamieniana w potężne wiatry. W momencie, gdy huragan dotrze na ląd, dostawy paliwa zostają przerwane. Bez paliwa samochód zaczyna zwalniać, a huragan, bez źródła wilgoci, traci na sile, wyjaśnia Li.

Naukowcy zauważyli, że nawet gdy nad ląd docierają cyklony o tej samej sile, to ten, który uformował się nad cieplejszymi wodami, wolniej słabnie. Symulacje te udowodniły, że wyciągnęliśmy prawidłowe wnioski z naszych analiz. A wnioski te mówią, że cieplejsze oceany wpływają na tempo słabnięcia huraganu, nawet po odcięciu połączenia z wodami oceanicznymi. Pytanie brzmi, dlaczego tak się dzieje, mówi Chakraborty.

Przeprowadzili więc dodatkowe symulacje i wykazali, że odpowiedzią na to pytanie jest wilgotność. Nawet gdy cyklon dociera na ląd, zamienia się w huragan i nie ma łączności z oceanem, powietrze wciąż zawiera sporo wilgoci. Z czasem wilgoć tę traci i wiatry słabną. Huragany, które powstają nad cieplejszymi wodami oceanicznymi, mogą zawierać więcej wilgoci, która podtrzymuje je przez dłuższy czas i nie pozwala im szybko osłabnąć, dodają uczeni.

Naukowcy zauważają, że konieczna jest zmiana obecnych – zbyt prostych – modeli badania huraganów. Obecne modele nie biorą pod uwagę wilgotności. Rozważają one huragany jako suchy wir powietrza, który jest osłabiany przez tarcie o ląd. Nasza praca pokazuje, że ten model jest niekompletny. Dlatego też modele te nie wykazywał dotychczas oczywistego wpływu ocieplania się klimatu na huragany, mówi Li.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

"W cieplejszym klimacie huragany wolniej słabną, więc docierają dalej w głąb lądu." Z tego wniosek, że najwięcej huraganów tam, gdzie ciepło, a najmniej, gdzie zimno. Klimat może być cieplejszy, ale przy niewielkich różnicach temperatur, wcale mnie muszą występować silniejsze huragany. Nauczyliśmy się wiązać ocieplanie klimatu z CO2. Tymczasem w dziejach Ziemi mieliśmy okresy, w których CO2 było wielokrotnie więcej. Czy wtenczas szalały huragany? Dlaczego wtenczas spokojnie rosły gigantyczne skrzypy i widłaki? Wydaje się nas zupełnie nie interesować fakt, że gdyby zawartość CO2 w atmosferze spadła do 50 PPM (jest 250 - 300), to byłby to koniec ludzi na Ziemi (zwany egoistycznie końcem świata), bo roślinność by zniknęła. Mam takie wrażenie, że istnieje nie tylko zbyt proste modelowanie huraganów, ale prostackie wręcz podejście do ocieplania się klimatu. Wydaje się, że najskuteczniejszym sposobem na powrót do równowagi jest... kontrola urodzin, a tym samym zmniejszenie konsumpcji, ale co na to powiedzą ekonomiści, którzy przyzwyczaili się zabierać składki pracującym, by fundować emerytury ich rodzicom? A gdyby tak spróbować jednak prościej i mniej komunistycznie i dawać pracującemu emeryturę z jego składek? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, helmut said:

Klimat może być cieplejszy, ale przy niewielkich różnicach temperatur, wcale mnie muszą występować silniejsze huragany.

Obserwacje tego nie potwierdzają:
https://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-ekstremalne-zjawiska-pogodowe-nie-wiaza-sie-z-globalnym-ociepleniem-26?t=2

Quote

Z raportu „Wpływ globalnych zmian klimatu na Stany Zjednoczone" przygotowanego w ramach Programu Badania Globalnych Zmian (U.S. Global Change Research Program) wynika m.in., że częstość występowania i intensywność silnych opadów w Stanach Zjednoczonych zwiększyły się o 20%, oraz, że wraz z ociepleniem oceanów wzrosła częstość występowania i siła huraganów atlantyckich.

 

2 hours ago, helmut said:

Nauczyliśmy się wiązać ocieplanie klimatu z CO2.

Za to ty się nie nauczyłeś. Na stronie naukaoklimacie.pl masz wytłumaczone łopatologicznie 120 mitów związanych z klimatem.

 

2 hours ago, helmut said:

Tymczasem w dziejach Ziemi mieliśmy okresy, w których CO2 było wielokrotnie więcej. Czy wtenczas szalały huragany?

Szalały wtedy huragany. Wariacja na tema mitu, że kiedyś było więcej CO2 i też było fajnie.

 

2 hours ago, helmut said:

Dlaczego wtenczas spokojnie rosły gigantyczne skrzypy i widłaki?

Żyły też diplodoki, a tak po za tym, co ma piernik do wiatraka? Huragany nie pokrywają 100% powierzchni Ziemi. Tam gdzie nie było huraganów albo gdzie występowały sporadycznie diplodoki były strzeliste jak wieże, a tam gdzie często były huragany robiły im się supełki :)

 

2 hours ago, helmut said:

Wydaje się nas zupełnie nie interesować fakt, że gdyby zawartość CO2 w atmosferze spadła do 50 PPM (jest 250 - 300), to byłby to koniec ludzi na Ziemi

Jak Wróżka Zębószka się zdenerwuje i zamieni wszystkich ludzi w żaby, to będzie to koniec ludzi na Ziemi. Dlaczego o tym nikt głośno nie mówi??!!

 

2 hours ago, helmut said:

Mam takie wrażenie, że istnieje nie tylko zbyt proste modelowanie huraganów, ale prostackie wręcz podejście do ocieplania się klimatu.

Z artykułu wynika, że mają teraz podstawy do poprawy modeli.

 

2 hours ago, helmut said:

Wydaje się, że najskuteczniejszym sposobem na powrót do równowagi jest... kontrola urodzin

Mam nadzieję, że już zacząłeś ;)

 

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 12.11.2020 o 15:36, helmut napisał:

gdyby zawartość CO2 w atmosferze spadła do 50 PPM (jest 250 - 300)

Świętowaliśmy niedawno okrągłą stężenicę 400 PPM:P
Będąc 100-150 ppm do tyłu nietrudno o błędne wnioski.

W dniu 12.11.2020 o 14:45, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Pytanie brzmi, dlaczego tak się dzieje, mówi Chakraborty.

Przeprowadzili więc dodatkowe symulacje i wykazali, że odpowiedzią na to pytanie jest wilgotność.

Kapitan Oczywisty spotyka Komputery.

W dniu 12.11.2020 o 15:36, helmut napisał:

A gdyby tak spróbować jednak prościej i mniej komunistycznie i dawać pracującemu emeryturę z jego składek? 

Jest bardzo ciężko przetransferować wartość w przód, i niezależnie od systemu, czy bawimy się w iluzje funduszy giełdowych czy kont emerytalnych fundamentalne problemy są takie same. Jak zmusić te następne pokolenia do niepodnoszenia ceny opieki nad poprzednimi?
(Te rozważania są jałowe w dobie rozwoju AI i nadejścia epoki Wielkiego Próżniactwa).

W dniu 12.11.2020 o 18:07, cyjanobakteria napisał:

Z artykułu wynika, że mają teraz podstawy do poprawy modeli.

Serio? Dopiero teraz? Przecież to elementarna fizyka i takie efekty powinny zostać uwzględnione z automatu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Komary zainfekowane wirusem dengi, są bardziej wrażliwe na wyższe temperatury, donoszą naukowcy z Pennsylvania State University. Zauważyli też podobną zależność w przypadku komarów zainfekowanych bakterią Wolbachia, która jest używana do zmniejszenia zdolności komarów do przenoszenia wirusów. Oba odkrycia oznaczają, że globalne ocieplenie może ograniczać rozprzestrzenianie się dengi, ale jednocześnie zmniejsza efektywność Wolbachii jako biologicznego czynnika kontrolującego rozprzestrzenianie się różnych chorób wirusowych.
      Denga to potencjalnie śmiertelna choroba, na którą nie ma lekarstwa. Jest ona przenoszona przez komary z gatunku Aedes aegypti. Gatunek ten jest odpowiedzialny również za przenoszenie innych chorób wirusowych, jak zika, chikungunya i żółta gorączka, mówi profesor Elizabeth McGraw, dziekan Wydziału Biologii na Penn State. Globalne ocieplenie oraz zwiększająca się urbanizacja spowodują, że do roku 2050 Aedes aegypti będą występowały na terenach zamieszkanych przez 50% ludzkości. To dramatycznie zwiększy liczbę osób narażonych na infekcje tymi wirusami, dodaje.
      Chcąc temu zapobiec, w ostatnich latach naukowcy prowadzą prace polegające na infekowaniu komarów bakterią Wolbachia i wypuszczaniu ich. Wolbachia jest nieszkodliwa dla ludzi i środowiska. Gdy znajduje się w organizmie komara uniemożliwia obecnym tam wirusom namnażanie się. Co ważne, Wolbachia jest przekazywana kolejnemu pokoleniu, dzięki czemu zyskujemy tani i łatwy sposób kontrolowania chorób wirusowych przenoszonych przez komary.
      McGraw wyjaśnia, że wirus dengi oraz Wolbachia infekują różne tkanki w organizmie komara. Nie czynią mu krzywdy, ale wywołują reakcję układ odpornościowego. Naukowcy zaczęli przypuszczać, że jeśli do wywołującego stres czynnika jakim jest infekcja, dodamy kolejny, czyli podwyższoną temperaturę, może to niekorzystnie wpłynąć na komary.
      By to zbadać uczeni zamykali komary we fiolkach, która następnie zanurzali w wodzie o temperaturze 42 stopni i obserwowali, na ile zwierzęta są ruchliwe.
      Badania wykazały, że komary zainfekowane dengą traciły ruchliwość trzykrotnie szybciej niż komary niezainfekowane. W przypadku infekcji Wolbachią zwierzęta traciły ruchliwość 4-krotnie szybciej niż niezainfekowana grupa kontrolna. Co interesujące, nie zaobserwowano, by komary będące nosicielami i dengi i Wolbachii traciły ruchliwość szybciej, niż te zainfekowane jednym z patogenów.
      Badania wskazują więc, że o ile globalne ocieplenie będzie czynnikiem limitującym rozprzestrzenianie się dengi, to jednocześnie może zniweczyć wysiłki na rzecz wykorzystania Wolbachii do kontroli innych chorób zakaźnych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polsko-brytyjsko-bułgarski zespół naukowców zaprezentował nową klasę aktywnych mikropływaków. By uzyskać pływaki, wystarczy schłodzić 3-składnikową mieszaninę, złożoną z kropli oleju, wody i środka powierzchniowo czynnego (surfaktanta). Powolne chłodzenie takiej zawiesiny prowadzi do powstania niesferycznych kropli. Później wytwarzają one nitkowate struktury przypominające bakteryjne wici, które indukują ruch. Opisane zmiany są w pełni odwracalne (uczeni podkreślają, że kluczem do tego są cykliczne zmiany temperatury otoczenia).
      Autorami artykułu z pisma Nature Physics są specjaliści z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu w Cambridge, Queen Mary University of London oraz Uniwersytetu Sofijskiego im. św. Klemensa z Ochrydy.
      Mikrokropelki w emulsji pływają, wytwarzając wici
      Obserwacje można było prowadzić pod mikroskopem, ponieważ kropelki mają średnicę ok. 20 mikrometrów. Okazało się, że podczas chłodzenia krople oleju w wodnym roztworze środka powierzchniowo czynnego mogą tworzyć włókna (jak już wspominaliśmy, przypominają one wici bakterii). Są one wytwarzane dzięki wytłaczaniu materiału z wnętrza kropli. Należy dodać, że początkowo włókno jest proste, lecz rosnąc, ulega niestabilności wyboczeniowej. Ostateczny kształt jest wynikiem współzawodnictwa jego elastyczności oraz hydrodynamicznego oporu płynu.
      Podczas powolnego chłodzenia w temperaturach ok. 2-8°C cząsteczki surfaktanta w środku kropli zaczynają tworzyć fazę plastyczną i odkształcają mikrokrople w taki sposób, że w jednym lub paru miejscach na powierzchni zaczynają one wytwarzać wydłużone struktury. Tworzenie się włókien wywołuje ruch kropli. Proces jest całkowicie odwracalny - wystarczą cykliczne zmiany temperatury otoczenia.
      Przed wytworzeniem wici krople przybierają wielokątne kształty. Dzieje się tak, gdyż surfaktant zamarza przy ich powierzchni.
      Prezentujemy nową klasę aktywnych, elastycznych mikropływaków, wytwarzanych przez proste schłodzenie 3-składnikowej mieszaniny. Są one łatwe do kontrolowania, a ich wytworzenie jest tanie. Dzięki temu mamy proste narzędzie do badania dynamiki znacznie bardziej skomplikowanych układów biologicznych – wyjaśnia dr Maciej Lisicki z Wydziału Fizyki UW. Zmieniając temperaturę zewnętrzną i kontrolując szybkość chłodzenia, jesteśmy w stanie zaobserwować powstawanie misternych struktur geometrycznych przypominających wici pływających mikroorganizmów. Surfaktanty użyte w tym badaniu są biokompatybilne, a zatem układ tego typu może być przydatny w dalszych badaniach dynamiki materii aktywnej, zwłaszcza w mieszaninach sztucznych i biologicznych mikropływaków, w celu badania ich kolektywnej dynamiki i oddziaływań pomiędzy pływakami - dodaje.
      Naukowcy analizują deformacje włókien i wiążą je z ruchem kropelek. Korzystając z narzędzi teoretycznych do opisu dynamiki płynów w mikroskali, jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego te włókna się tworzą, wyjaśniamy ich kształty i określamy ilościowo obserwowany ruch kropel - tłumaczy dr Lisicki.
      Wieloletnia współpraca
      Zespół prof. Nikolaia Denkova z Uniwersytetu Sofijskiego zsyntetyzował krople i przeprowadził eksperymenty (naukowców z Bułgarii wspierali na tym etapie uczeni z grupy dr. Stoyana Smoukova z Queen Mary University of London). Model teoretyczny opisujący dynamikę nowych cząstek aktywnych sporządzili dr Lisicki, a także dr Gabriele De Canio i prof. Eric Lauga z Uniwersytetu w Cambridge.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Grupa 126 laureatów nagrody Nobla wezwała globalnych liderów do podjęcia pilnej akcji w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o połowę i odwrócenie trendu utraty bioróżnorodności do roku 2030. List w tej sprawie został złożony na ręce sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa i premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona.
      List podpisali nobliści ze wszystkich dziedzin. Wśród sygnatariuszy są m.in. Georg Bednorz (Nobel w 1987 z fizyki), Konstantin Novoselov (fizyka, 2010), Peter Agre (2003, chemia), XIV Dalajlama (nagroda pokojowa, 1989), Jennifer Doudna (2020, chemia) czy Jeffrey Hall (2017, medycyna). Obok noblistów list podpisali inni znani naukowcy z całego świata.
      Długoterminowy potencjał ludzkości zależy od tego, czy dzisiaj będziemy w stanie docenić naszą przyszłość, czytamy. Oznacza to umiejętność docenienia odporności społeczeństw i odporności ziemskiej biosfery.
      Ludzkość późno zauważa wyzwania i szanse dotyczące aktywnego kierowania losem planety. Ale się budzimy, piszą autorzy listu.
      Długoterminowe, oparte na nauce decyzje polityczne są zawsze pomijane w obliczu bieżących potrzeb. Politycy i naukowcy muszą współpracować, by połączyć wiedzę naukową, krótkoterminowe potrzeby polityczne oraz konieczność zachowania życia na planecie w epoce antropocenu.
      List zatytułowany „Nasza planeta, nasza przyszłość” [PDF] został skierowany do polityków zgromadzonych na kończącym się dzisiaj szczycie G-7 w Wielkiej Brytanii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z NASA, po przeanalizowaniu danych z lat 2003–2019 informują, że w skali globalnej ewapotranspiracja zwiększyła się w tym czasie o około 10%. Oznacza to, że globalny cykl obiegu wody zmienia się bardziej niż sądzono. Ewapotranspiracja to parowanie zarówno z komórek roślinnych (transpiracja), jak i z gruntu (ewaporacja). Za zdecydowaną większość tak dużej zmiany odpowiada globalne ocieplenie.
      Ewapotranspiracja ma olbrzymie znaczenie dla cyklu obiegu wody. Wilgoć z oceanów krąży w atmosferze i jej część opada nad lądami. Część tej wody trafia do rzek, a część wsiąka w grunt. Następnie paruje ona zarówno z gruntu, jak i z roślin.
      Przyspieszona ewapotranspiracja oznacza, że woda szybciej odparowuje z gruntu i roślin. Niektóre regiony stają się więc bardziej suche. Parowanie wpływa też na wzorce pogodowe. Całość zaś ma wpływ na ekosystemy, ludzkie społeczności oraz zasoby wód powierzchniowych i podziemnych. Topniejące lodowce i kurczące się pokrywy lodowe to dramatyczny widok. Ale zachodzą też zjawiska mniej widoczne gołym okiem. Na przykład takie,że więcej wody odparowuje z gruntu i nie trafia ona do rzek, mówi Madeleine Pacolini-Campbell z Jet Propulsion Laboratory.
      Naukowcy od dawna próbowali precyzyjnie szacować ewapotranspirację. Pozwoli to bowiem lepiej poznać cykl obiegu wody i udoskonalić modele klimatyczne. Dokładne szacunki stały się możliwe dzięki satelitom precyzyjnie badającym zmiany pola grawitacyjnego Ziemi. Autorzy najnowszych badań korzystali z danych zebranych przez Gravity Recovery and Climate Ecperiment (GRACE), który działał w latach 2002–2017 oraz jego następcy GRACE Follow-On, wystrzelonego w 2018 roku.
      Jako, że woda ma masę, więc zmiana rozkładu tej masy wpływa na pole grawitacyjne Ziemi. Misje GRACE są więc szczególnie wyczulone na globalny obieg wody. Gdy sygnał grawitacyjny słabnie, oznacza to, że lądy tracą wodę. Część tej utraty odbywa się poprzez rzeki, reszta przez ewapotranspirację, wyjaśnia JT Reager z JPL. Odejmując przepływ rzek od całkowitej utraty wody przez lądy naukowcy byli w stanie obliczyć utratę wody przez ewapotranspirację. Dotychczas tego typu badania można było robić albo na przybliżonych modelach, albo na podstawie wyników pomiarów w poszczególnych punktach, które później ekstrapolowano na cały glob. Dzięki satelitom badającym zmiany pola grawitacyjnego możliwe stały się pomiary globalne.
      Na tej podstawie naukowcy stwierdzili, że roczna ewapotranspiracja zwiększyła się z 405 milimetrów w roku 2003 do 444 w 2019. Oznacza to istnienie rocznego trendu wzrostowego o 2,30 mm.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowy zespół naukowy, w skład którego weszli uczeni ze Szwajcarskiego Instytutu Technologicznego w Zurichu (ETH Zurich), wykazał, że niemal wszystkie ziemskie lodowce tracą masę, a tempo utraty lodu przyspiesza. To najszerzej zakrojone i najbardziej dokładne badania tego typu. To również pierwsze badania, w których uwzględniono wszystkie lodowce na Ziemi, z wyjątkiem tych znajdujących się na Grenlandii i Antarktydzie.
      Autorzy badań uwzględnili w swoich analizach niemal 220 000 lodowców. Stwierdzili, że w latach 2000–2019 średnio każdego roku traciły one 267 gigaton (miliardów ton) lodu. To ilość wystarczająca, by każdego roku całą powierzchnię Polski zalała warstwa wody o głębokości niemal 1 metra. Widoczne jest też wyraźne przyspieszenie tempa utraty lodu. O ile bowiem w latach 200–2004 średnie roczne tempo utraty lodu wynosiło 227 GT, to w latach 2015–2019 było to 298 gigaton.
      Topnienie lodowców jest odpowiedzialne za 21% wzrostu poziomu oceanów – czyli za 0,74 mm przyrostu rocznie. Za połowę tego przyrostu odpowiada zwiększenie objętości wody spowodowane jej wyższą temperaturą, a pozostała 1/3 przyrostu to wina lodowców Grenlandii, Antarktydy oraz zmian ilości wody przechowywanej na lądach.
      Najszybciej tracą masę lodowce Alaski, Islandii i Alp. Zmiany klimatu bardzo silnie wpływają tez na lodowce w Pamirze, Hindukuszu i Himalajach. Szczególnie niepokojące jest to, co dzieje się w Himalajach. W porze suchej woda z lodowców jest ważnym źródłem zasilającym wielkie rzeki: Ganges, Indus i Bramaputrę. Obecnie przyspieszone topnienie tych lodowców działa jak bufor, dostarczając wodę ludziom żyjącym w regionie. Jeśli jednak tempo topnienia himalajskich lodowców będzie nadal przyspieszało, to w ciągu najbliższych dekad ludzie w Indiach i Bangladeszu doświadczą niedoborów wody i żywność, ostrzega Romain Hugonnet, główny autor badań, pracownik ETH Zurich i Uniwersytetu w Tuluzie.
      Naukowcy ze zdziwieniem zauważyli, że istnieją obszary, na których w latach 2000–2019 utrata masy lodowców... spowolniła. Obszary te to wschodnie wybrzeże Grenlandii, część Islandii i Skandynawii. specjaliści uważają, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest anomalia pogodowa na Północnym Atlantyku, która spowodowała, że w latach 2010–2019 pojawiły się tam niższe temperatury i niższe opady, co spowolniło utratę lodu. Jest to jednak prawdopodobnie zjawisko przejściowe. Zauważono bowiem, że w innym miejscu świata dochodzi do zaniku podobnej anomalii. Tak zwana anomalia Karakorum spowodowała, że do roku 2010 lodowce Karakorum pozostawały stabilne, a w niektórych przypadkach nawet się rozrastały. Obecnie jednak tracą one masę podobnie jak inne lodowce.
      Na potrzeby analizy wykorzystano zdjęcia wykonywane od 1999 roku przez satelitę Terra. Okrąża on Ziemię co 100 minut na wysokości niemal 700 kilometrów. Naukowcy wykorzystali wszystkie wykonane przez niego zdjęcia i analizowali je przez 18 miesięcy za pomocą superkomputera na University of Northern British Columbia. W pracach, obok naukowców z Zurichu i Tuluzy, brali udział specjaliści z Uniwersytetów w Oslo, Ulsterze, Northern British Columbia i Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Badań nad Lasem, Śniegiem i Krajobrazem.
      Artykuł Accelerated global glacier mass loss in the early twenty-first century został opublikowany na łamach Nature.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...