Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Prawdziwa dieta paleo mogła zawierać duże ilości metali ciężkich

Recommended Posts

Popularna od kilku lat i polecana przez celebrytów dieta paleo ma przypominać sposób odżywiania się ludzi, którzy nie korzystali z osiągnięć rolnictwa. Jednak, jak dowiadujemy się z badań norweskich uczonych, rzeczywista dieta paleo, spożywana przynajmniej przez niektóre grupy naszych przodków, mogła nie tylko być niezdrowa, ale i toksyczna. Okazuje się, że w niektórych przypadkach ich pożywienie zawierało 20-krotnie więcej metali ciężkich niż zalecają normy.

Naukowcy z Uniwersytetu Arktycznego postanowili zbadać dietę osób zamieszkujących Półwysep Varanger w norweskiej Arktyce. Wybrali 8 stanowisk archeologicznych datowanych od 3000 do 6300 lat temu. Badali na nich nie szczątki ludzkie, ale pozostałości po tym, co ludzie jedli. Uczeni przeanalizowali ości dorszy oraz kości fok grenlandzkich znalezione na paleolitycznych wysypiskach odpadków. Nacięcia na większości szczątków wskazywały, że zwierzęta zabito dla mięsa, a nie jedynie dla skór. Można to było stwierdzić z tym większą pewnością, że już z wcześniejszych badań wiemy, iż gatunki te były częścią diety mieszkańców półwyspu w tamtych czasach.

Okazało się, że ości dorsza zawierały 20-krotnie więcej kadmu i 4-krotnie więcej ołowiu niż bezpieczne poziomy określone przez European Food Safety Authority. Kadm może prowadzić do chorób wątroby, nerek i płuc, a ołów ma negatywny wpływ na mózg i układ nerwowy. Z kolei w kościach fok bezpieczny poziom kadmu był przekroczony 15-krotnie, a ołowiu 4-krotnie.

U obu gatunków zarejestrowano też wysoki poziom rtęci, która uszkadza mózg, nerki i układ odpornościowy.

Naukowcy uważają, że metale ciężkie trafiły do ciał zwierząt z zanieczyszczonego łańcucha pokarmowego, a tam z kolei znalazły się w wyniku wzrostu poziomu oceanów. Metale ciężkie w naturalnie występują w glebie. Gdy rośnie poziom oceanów, woda zalewa kolejne tereny i wypłukuje z nich szkodliwe pierwiastki.

Archeolog Hans Peter Blankholm mówi, że dieta mieszkańców Varanger była „niezdrowa, a może nawet niebezpieczna”. Dodaje jednak, że nie wiadomo, jak dużo mięsa zawierającego metale ciężkie spożywali wówczas ludzie. Poza dorszami i fokami jedli też rośliny znajdowane w lasach czy upolowane tam zwierzęta. Ponadto mogli nie żyć na tyle długo, by odczuć negatywne skutki akumulacji metali ciężkich w organizmie.

Uczeni planują już kolejne badania. Tym razem chcą zająć się analizą szczątków 8 osób z Varanger. Będą w nich poszukiwali śladów negatywnych skutków diety zawierającej metale ciężkie. Mają też nadzieję, że uda im się przeanalizować więcej szczątków zwierzęcych.

Trzeba też mieć na uwadze, że badania opierały się na niewielkim materiale. Przeanalizowano bowiem zaledwie 40 kości i ości, a na tej podstawie trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski dotyczące 8 stanowisk archeologicznych i 3000 lat historii.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jest to sprawa samej diety, a warunków w konkretnym miejscu i czasie. 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwi mnie popularność diety paleo, bo nasi przodkowie nie słynęli z długowieczności. Nawet nazwa nie wydaje się chwytliwa, bo kojarzy się z dzikusami... Dieta ta powinna się nazywać dietą miażdżycową.

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Dziwi mnie popularność diety paleo, bo nasi przodkowie nie słynęli z długowieczności

Tylko, że nie żyli krócej niż np. XIX wieczni chłopi galicyjscy, którzy egzystowali  w dużo bardziej zorganizowanym i stechnicyzowanym społeczeństwie niż paleolityczni łowcy-zbieracze.  Więc, uważam, że dieta ta  zasługuje na pewną, krytyczną rzecz jasna   uwagę.

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Dziwi mnie popularność diety paleo, bo nasi przodkowie nie słynęli z długowieczności

No wiesz... w kolejce do tomografu musieli czekać 100 czy 200 tys. lat :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

dietę paleo dietą miażdżycową

Tak na poważnie, to nie było nigdy żadnej diety paleo. Nikt nie zaprzątał sobie głowy jakimiś dietami, najważniejsza była poadaż kalorii - przeżycie. Pozyskiwano to co oferowało lokalne środowisko. Ludzie żyjący na przedpolu lądolodu, w lasotundrze żywili się głównie mięsem wielkich ssaków, w Europie przede wszystkim koniną. W tropikach, łowcy-zbieracze mieli dużo wiekszy dostęp do np. owoców, ogólnie do roślin, ci nad morzem do ryb i owoców morza etc. Ludzie żywili się jak świnie i niedźwiedzie - jesteśmy tak jak te wdzięczne zwierzęta oportunistami żywieniowymi. 

Troche ponad sto lat temu, niemiecki Żyd, laureat nagrody Nobla, Fritz Haber zaczął, jak to ponoć pisała prasa "wytwarzać chleb z powietrza". Dzięki metodzie Habera-Bosha  zaczęlismy produkować olbrzymie ilości jedzenia, ratując miliony od głodu. I jak to mawiał klasyk "porośli i sie w d..poprzewracało" ;). Diety.

A nawiązując do chłopów galicyjskich - ostatnie udokumentowane przypadki kanibalizmu głodowego na Podkrapaciu to połowa XIX wieku. Jak to się szybko zmienia. Teraz trzeba diety wprowadzać aby nie umrzeć z  przejedzenia. 

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites

W definicji na medonet wymienili praktycznie to wszystko, co podałeś. Jasne jest, że jedli to co się dało i wszystko, co nie uciekało wystarczająco szybko i wystarczająco daleko (persistence hunting). Na pewno nie nazywali tego, co jedli dietą, no i nie wyczytali o peleo w cosmo ;)

Moim zdaniem dieta paleo jest szkodliwa, a przynajmniej eliminuje bez sensu grupy wartościowych produktów, takich jak rośliny strączkowe. Ale z tego, co widziałem w komentarzach pod artykułami i na blogach, ma swoich wyznawców.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Moim zdaniem dieta paleo jest szkodliwa, a przynajmniej eliminuje bez sensu grupy wartościowych produktów, takich jak rośliny strączkowe

Chyba zdajesz sobie sprawę, że rośliny strączkowe to bardzo kontrowersyjny przykład? Badania współczesnych łowców-zbieraczy wykazują, że praktycznie niewystępuje u nich  choćby nadcisnienie tętnicze, a choroby sercowo-naczyniowe to nadal pierwsza przyczyna śmierci w rozwinietych krajach. Zaraz zastąpią je na podium nowotwory, też zresztą w dużym stopniu efekt współczesnej diety. Co ciekawe, naukowcy dopatrują się wzrostu zachorowań na nowotowry hormonozależne w krajach Zachodu,  od zwiększonego spożycia wysokozmodyfikowanej  genetycznie rośliny strączkowej - soi. 

Zauważ też, że od czasów rewolucji neolitycznej, była o tym dyskusja na forum, jakość życia człowieka spadła, co też ewidentnie widać w badaniach antropologicznych. Znaczące wydłużenie życia i zmiana jakościowa in plus to dopiero ostatnie dwieście lat.

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites

Największa korzyść z każdej diety jest taka, że człowiek po prostu zaczyna zwracać uwagę na to co je.
Najzdrowsza dieta to żonglerka diet co kilka-kilkanaście dni z elementami diety przemiennej (ten termin odnosi się do jednodniowych głodówek).
W ten sposób organizm ma okazję poodpalać różne szlaki metaboliczne.
Nie należy mieszać mięcha z węglowodanami (ale jaki smakosz by tego przestrzegał :) ).
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, venator napisał:

Znaczące wydłużenie życia i zmiana jakościowa in plus to dopiero ostatnie dwieście lat.

Raczej 100 i to w niektórych krajach. Globalnie bliżej 50, w dużym stopniu zresztą przez statystykę śmiertelności 0-5 l. A co do jakościowej zmiany na plus (w stos. do paleo)... hmm, no może, ale... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 hours ago, venator said:

Chyba zdajesz sobie sprawę, że rośliny strączkowe to bardzo kontrowersyjny przykład?

Szczerze nie interesuje mnie ta dieta, żeby się w nią zagłębiać. Rośliny strączkowe to nie tylko soja. Kasze i produkty pełnoziarniste też są wykluczone. Nie wnikam, co dokładnie jedli w paleolicie, ale powołałem się na na pierwsze kilka artykułów, które znalazłem w sieci. Z podanego wcześniej linku wynika, że Otzi miał miażdżycę tętnic w wieku 45 lat. Oczywiście to tylko jeden przypadek i badacze podejrzewają geny, a w artykule nie było nic o diecie.

 

3 hours ago, venator said:

od czasów rewolucji neolitycznej, była o tym dyskusja na forum, jakość życia człowieka spadła

Kwestia zdefiniowania jakości, ale nie będę się spierał. Nie znam też tej dyskusji na forum. Jakby oprzeć jakość na czasie jaki spędzamy na "interakcjach" z dzikimi zwierzętami w naturalnym środowisku, to faktycznie żyje się teraz gorzej :)

 

EDIT: Wygoglałem "rośliny strączkowe zdrowie" i drugi link, jaki pojawił się w wynikach to: "ROŚLINY STRĄCZKOWE NIE TAKIE ZDROWE" z paleosmak pl :lol:

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Jakby oprzeć jakość na czasie jaki spędzamy na "interakcjach" z dzikimi zwierzętami w naturalnym środowisku

Zamień na samochody, różne maszyny, inne takie...
Albo różnych "takich":

 

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 29.02.2020 o 14:23, cyjanobakteria napisał:

Szczerze nie interesuje mnie ta dieta, żeby się w nią zagłębiać

 

W dniu 29.02.2020 o 14:23, cyjanobakteria napisał:

Nie wnikam, co dokładnie jedli w paleolicie

Szkoda, bo bez tego trudno rzeczowo podyskutować.

 

W dniu 29.02.2020 o 14:23, cyjanobakteria napisał:

Rośliny strączkowe to nie tylko soja. 

Ale jest najpopularniejszą rośliną strączkową na świecie. I najczęściej modyfikowaną, z niezawsze pożądanym skutkiem dla zdrowia ludzi. A jako, że jest częstym składnikiem pasz zwierzęcych, jej metabolity trafiają do szerokich mas ludzi, a nie tylko wegetarian wchrzaniających kotlety sojowe o smaku schabowego. ;)

W dniu 29.02.2020 o 14:23, cyjanobakteria napisał:

Z podanego wcześniej linku wynika, że Otzi miał miażdżycę tętnic w wieku 45 lat. Oczywiście to tylko jeden przypadek i badacze podejrzewają geny, a w artykule nie było nic o diecie.

Od czasów odkrycia przez Nikołaja Anczikowa i jego zespołu, że  cholesterol wpływa za zmiany miażdżycowe, przeprowadzono setki badań, kosztujące miliony, ale nie uzyskano jednoznacznych wyników, że to tylko  cholesterol wpływa na zmiany miażdżycowe. Nie ma więc  jednoznacznych wyników, a zmiany miażdżycowe wystepują też u ludzi unikających produktów bedących bogaty źródłem  złej frakcji cholesterolu. Z drugiej strony istnieje też zjawisko tzw. "paradoksu francuskiego":

https://www.mp.pl/pacjent/chorobawiencowa/zapobieganie/62387,francuski-paradoks

Tu więcej:

https://podyplomie.pl/publish/system/articles/pdfarticles/000/009/247/original/91-94.pdf?1469710685

 Ludziom Anczikowa udało się labolatoryjnie wywołać  arterioskleroze u królików, poprzez" miażdzycową dietę", ale u psów udało sie to dopiero Amerykanom kilkadziesiąt lat później. U szczurów hipercholestorolemii nie udało się wywołać, chyba do dzisiaj. Dlaczego?

Sprawa jest więc skomplikowana.

W dniu 29.02.2020 o 13:24, ex nihilo napisał:

Raczej 100 i to w niektórych krajach. Globalnie bliżej 50, w dużym stopniu zresztą przez statystykę śmiertelności 0-5 l. A co do jakościowej zmiany na plus (w stos. do paleo)... hmm, no może, ale... 

Tutaj jak najbardziej bym się zgodził.

 

W dniu 29.02.2020 o 14:23, cyjanobakteria napisał:

Jakby oprzeć jakość na czasie jaki spędzamy na "interakcjach" z dzikimi zwierzętami w naturalnym środowisku, to faktycznie żyje się teraz gorzej :)

A co autor miał na myśli?

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
52 minuty temu, venator napisał:
W dniu 29.02.2020 o 14:23, cyjanobakteria napisał:

Rośliny strączkowe to nie tylko soja. 

Ale jest najpopularniejszą rośliną strączkową na świecie. I najczęściej modyfikowaną, z niezawsze pożądanym skutkiem dla zdrowia ludzi.

Pozwoliłem sobie wyboldować to kontrowersyjne dla mnie stwierdzenie, ponieważ funkcjonuje to to w przestrzeni, ale wiarygodne i rzeczowe potwierdzenia tego już nie. Masz Venator jakieś materiały, które takiego sceptyka jak ja odnośnie  szkodliwości GMO,  zniechęciły by do transgenicznej soi ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem generalnie wegetarianinem, więc z oczywistych powodów mnie nie interesuje dieta, w której na śniadanie, obiad i kolację jest mięso ;) Na potrzeby tego wątku pomiąłem jednak ten aspekt i skupiłem się tylko na produktach pochodzenia roślinnego, które są wykluczone z diety paleo. Moim zdaniem rośliny strączkowe i kasze są wartościowe, tak samo jak ziemniaki. Na plus zalicza się jedzenie orzechów, oraz wykluczenie soli i cukru.

Co do GMO, tu jest ciekawy artykuł, który kiedyś przeczytałem na blogu Damiana Parola:
https://www.damianparol.com/zywnosc-gmo-bezpieczna/

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, cyjanobakteria napisał:

Jestem generalnie wegetarianinem, więc z oczywistych powodów mnie nie interesuje dieta, w której na śniadanie, obiad i kolację jest mięso ;) 

No to szkoda, bo warto zdawać sobie sprawę z tego jak działa nasz układ trawienny, na drodze ewolucji jak sądzę ;) ukształtowany. Nie chodzi o prześciganie się w kwestii wege, ale zapewne jakieś suple bierzesz, i mam nadzieję że wiesz dlaczego. :)

3 godziny temu, 3grosze napisał:

Masz Venator jakieś materiały, które takiego sceptyka jak ja odnośnie  szkodliwości GMO,  zniechęciły by do transgenicznej soi ?

W tej kwestii serdecznie przyłączam się do pytania, bo bardzo lubię soję. :)

P.S. Dla ścisłości kupuję ziarno, a nie jakieś ebane kotlety sojowe a'la schabowe. :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, Astro napisał:

W tej kwestii serdecznie przyłączam się do pytania, bo bardzo lubię soję. :)

de gustibus non est disputandum

Ja jednak liczę;), że Venator coś wynajdzie, bo ze względu na liczne walory zdrowotne soi (a na to fakty są) zjadam ją z przyczyn zdroworozsądkowych i jeżeli okaże się, że jednak szkodzi, to nawet się ucieszę.;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, 3grosze napisał:

de gustibus non est disputandum

Myślę, że ktoś Cię jednak skrzywdził 3grosze; ewentualnie nie wiesz jak przyrządzić soję. ;):P

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
1 hour ago, Astro said:

ale zapewne jakieś suple bierzesz

Doceniam troskę, ale nadal paleo mnie nie interesuje ;)

Mleko sojowe od Alpro jest fortyfikowane witaminami B2, B12 i D. Robię z owoców szejki w blenderze praktycznie codziennie. Sporadycznie robię sałatkę z rybą z małej puszki - 50g na sałatkę. Jestem wege na 99.98% :)

Myślałem niedawno nad proszkowanym żarciem od Huel na bazie roślinnej, które jest wzbogacone wszystkimi potrzebnymi minerałami i witaminami. W teorii można na tym przeżyć, jak twierdzi producent. Zainteresowałem się w kontekście robienia mleka albo dodatku/suplement/urozmaicenia do szejków, które robię ze świeżych owoców. Ewentualnie jako jedzenie o długim terminie przydatności na wypadek sytuacji awaryjnych. Są też inne firmy, które oferują podobne produkty w trochę niższej cenie. Koszt wychodzi 1-2 euro / kilka złotych za posiłek.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Astro napisał:

ewentualnie nie wiesz jak przyrządzić soję. ;):P

Ponieważ jestem zadeklarowanym ignorantem kulinarnym i zawołanym dysydentem kuchennym, a jednocześnie apologeta prostoty, to soję moczę, gotuję i....już. Potem razem z łyżką się męczymy. Owszem, można coś udoskonalić, ale kosztem komplikacji procesu.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

  

3 minuty temu, cyjanobakteria napisał:

Doceniam troskę

Ku zastanowieniu tylko: jesteś vege by nie krzywdzić, czy taka "moda"? Bo jeśli pierwsze, to przemyśl co kupujesz; proszę...

2 minuty temu, 3grosze napisał:

Owszem, można coś udoskonalić, ale kosztem komplikacji procesu. :)

Owszem, ale komplikacja sprawia radość. :)

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minutes ago, Astro said:

Ku zastanowieniu tylko: jesteś vege by nie krzywdzić, czy taka "moda"?

Nigdy nie będzie idealnie. Średnie roczne spożycie mięsa w Europie to 80-90kg. Kilka puszek ryby po 100g na rok (<1kg) jest praktycznie bez znaczenia. Jakby na rynku była dostępna szarańcza z Afryki, to bym na pewno kupował ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypomniało mi się to badanie sprzed kilku miesięcy:

Quote

Przodkowie człowieka stracili gen CMAH około 2-3 miliony lat temu. Związana z tym utrata możliwości wytwarzania NeuG5c (możliwość tę zachowały inne ssaki naczelne) zwiększa ryzyko miażdżycy na wiele sposobów, które zależą zarówno od czynników wewnętrznych (jak podwyższona odpowiedź zapalna i skłonność do występowania cukrzycy), jak i zewnętrznych (spożycie czerwonego mięsa). Zdaniem autorów pojawienie się mutacji mogło mieć związek z pasożytem malarii, który rozpoznawał Neu5Gc.

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C78008%2Cewolucja-dala-nam-zawal.html

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Teren obecnej Polski nie opustoszał pod koniec ostatniej epoki lodowcowej ok. 9500 lat p.n.e. Był dalej zamieszkiwany przez łowców reniferów, którzy stopniowo przystosowali się do życia w coraz cieplejszym klimacie – wynika z analiz polskich naukowców opublikowanych w Journal of World Prehistory.
      W ciągu ostatniego miliona lat lodowiec kilkukrotnie zajmował dużą część obszaru Polski. Ostatni zniknął zupełnie z naszych obszarów ok. 13 tys. lat p.n.e. Z reguły swoim zasięgiem obejmował północną część kraju. Jego bliskość powodowała, że ludzie mogli przez większość pradziejów zamieszkiwać głównie południową część dzisiejszej Polski.
      Wraz z cofnięciem się lodowca na północ, na teren Skandynawii, obszary obecnej Polski stały się możliwe do zamieszkania dla większej liczby ludzi. Wcześniej zapuszczali się tam jedynie sezonowo łowcy reniferów – wędrowali za zwierzętami, które stanowiły podstawę ich egzystencji. Jednak wraz z wytopieniem się lodowca klimat zmienił się – temperatura znacznie wzrosła, a po kilku tysiącach lat od jego zniknięcia teren obecnej Polski porósł gęstymi lasami. Pojawiły się też liczne polodowcowe jeziora.
      Do tej pory naukowcy uważali, że zmiana ta spowodowała emigrację paleolitycznych łowców na północny–wschód – poza obszary Polski. Przez 150–300 lat od ok. 9500 lat p.n.e. nasze tereny miały być opuszczone przez ludzi. Dopiero potem na te obszary miała nadejść ludność z południa lub południowego zachodu Europy – opowiada PAP dr hab. Tomasz Płonka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Z jego analiz, przeprowadzonych wspólnie z Michałem Szutą z tej samej uczelni i Dariuszem Bobakiem z Fundacji Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego opublikowanych w prestiżowym periodyku Journal of World Prehistory, wynika jednak coś zupełnie innego.
      Okazuje się, że obszar dzisiejszej Polski nie został opuszczony – z naszych badań wynika, że był ciągle zasiedlony – podkreśla dr hab. Płonka.
      Taki wniosek udało się wyciągnąć na podstawie modelowania wykonanego w oparciu o statystykę bayesowską (nazwa pochodzi od XVIII–wiecznego matematyka Thomasa Bayesa). Metoda ta jest używana w zachodniej Europie, jednak polscy badacze przeszłości nadal rzadko po nią sięgają. Do tego modelu zespół dr. hab. Płonki wprowadził daty pozyskane w czasie analiz radioaktywnego izotopu węgla (C14) z kilkudziesięciu stanowisk archeologicznych z przełomu schyłkowego paleolitu i mezolitu. Samo wykonanie datowania metodą C14 nie jest jednak wystarczające – ma nadal sporo mankamentów i nie jest w pełni doskonałe. Naukowcy wskazują, że statystyka bayesowska umożliwia sprecyzowanie poprzednio ustalonej chronologii i urealniają wcześniej uzyskane dane. Można też badać zjawiska w skali mikro nawet sprzed wielu tysięcy lat, bo modelowanie to jest bardziej dokładne.
      Podobne modelowanie ten sam zespół archeologów wykonał dla Niziny Północnoniemieckiej w tym samym okresie. Uzyskał bardzo podobny obraz. Nie ma mowy o opuszczeniu tego terenu. W przeciwieństwie do obszaru Polski, gdzie stanowiska z okresu schyłkowego paleolitu i mezolitu następowały po sobie, na terenie Niemiec występowały one w tym samym okresie – opowiada naukowiec. Oznacza to jednak to samo, co dla terenu Polski: poszczególne grupy ludzi stopniowo przystosowały się do zmian środowiska naturalnego. Nic nie wskazuje na migracje – uważają autorzy artykułu.
      Archeolodzy znajdują ślady po życiu i działalności łowców schyłkowego paleolitu głównie w postaci krzemiennych narzędzi, które stosowali m.in. do polowania czy oprawiania zwierzyny. Część z nich odróżniała się zdecydowanie od tych, z których korzystali ludzie w okresie mezolitu. Widzimy jednak pewnie nawiązania i ciągłość w tradycji takich wyrobów, jak na przykład tzw. zbrojników, czyli niewielkich elementów krzemiennych, które montowano na strzałach – podkreśla dr hab. Płonka.
      To – w jego ocenie – uprawomocnia wnioski grupy badaczy płynące z analiz statystycznych: Łowcy nie opuścili naszych terenów, tylko po prostu przystosowali się do zmieniających się warunków klimatycznych. Potrzebowali odpowiednich narzędzi do polowania; teraz polowali nie na renifery tylko głównie na zwierzęta mieszkające w lasach – wskazuje. Dodaje, że ciągłość widać również w elementach sztuki – zdobieniach części odkrywanych przedmiotów, zwłaszcza na przełomie tych dwóch okresów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Woda w zbiornikach w Tikal, jednym z najpotężniejszych i najważniejszych miast Majów, była tak zanieczyszczona rtęcią i sinicami, że nie nadawała się do picia. Do takich wniosków doszli naukowcy z University of Cincinnati, którzy stwierdzili toksyczny poziom zanieczyszczeń w czterech głównych zbiornikach wody w Tikal.
      Przekształcenie się centralnych zbiorników w Tikal z miejsc podtrzymujących życie w miejsca powodujące choroby, mogło w sferze i praktycznej i symbolicznej wspomóc decyzję o opuszczeniu tego wspaniałego miasta, stwierdzili autorzy badań.
      Analiza geochemiczna przeprowadzona w dwóch zbiornikach najbliżej miejskiego pałacu i centralnej świątyni wykazała obecność toksycznego poziomu rtęci. Z badan wynika, że rtęć ta pochodziła z pigmentu, którym Majowie dekorowali budynki, naczynia gliniane i inne przedmioty. Podczas deszczów rtęć z pigmentów była wymywana i przed lata gromadziła się w osadach na dnie zbiorników.
      Naukowcy z UC analizowali osady datowane aż do IX wieku naszej ery, kiedy Tikal było jeszcze kwitnącym miastem u szczytu potęgi. Przyczyny, dla których Majowie nagle porzucili swoje miasto stanowią od ponad 100 lat zagadkę. Tym bardziej, że jeszcze w ubiegłym roku podczas innych badań naukowcy z tej samej uczelni stwierdzili, że ziemie wokół Tikal były w IX wieku wyjątkowo żyzne, a swoją jakość zawdzięczały erupcjom wulkanicznym.
      Na potrzeby najnowszych badań naukowcy przeanalizowali osady z 10 zbiorników na terenie Tikal. W czterech z nich znaleziono ślady DNA.
      Osady ze zbiorników najbliżej pałacu i świątyni znaleziono ślady cyjanobakterii. Picie wody z tych zbiorników groziło zatruciem, nawet jeśli woda została przegotowana, mówi profesor David Lentz. Odkryliśmy dwa typy cyjanobakterii, które wytwarzają toksyczne związki chemiczne. Zła wiadomość jest taka, że są one odporne na gotowanie. To zaś powodowało, że woda w tych zbiornikach była toksyczna, stwierdza uczony. Dodaje, że jest mało prawdopodobne, by Majowie używali tej wody. Musiała ona wyglądać obrzydliwie i smakować obrzydliwie. Musiały występować na niej wielkie zakwity. Nikt nie chciałby pić tej wody, dodaje profesor Kenneth Tankersley.
      W innych zbiornikach, położonych dalej od centrum, również stwierdzono obecność toksycznych, chociaż niższych, poziomów rtęci.
      Do opuszczenia Tikal przyczynił się prawdopodobnie cały szereg czynników społecznych, ekonomicznych i politycznych. A kwestie środowiskowe również odegrały tutaj swoją rolę. Część roku była deszczowa i wilgotna. Jednak przez większą jego część jest sucho, brakuje opadów. Mieszkańcy Tikal mieli więc problem z wodą, mów Lentz.
      Umieszczone w centralnym punkcie miasta wielkie zbiorniki na wodę odgrywały ważną rolę. To musiał być wspaniały widok, gdy jaskrawo pomalowane budynki odbijały się na powierzchni zbiorników. Władcy Majów nadali sobie, wśród innych rzeczy, przywilej kontrolowania źródeł wody. Mieli specjalny związek z bogami deszczu. Zbiorniki były ważnym symbolem, mówi profesor Nicholas Dunning. Dlatego też te najważniejsze umieszczono w pobliżu pałacu i centralnej świątyni.
      Naukowcy połączyli rtęć, która zatruła wodę, z działalnością ludzi. Majowie uwielbiali cynober, minerał, z którego pozyskiwano czerwony barwnik. Problem w tym, że składa się on z siarczku rtęci. Dla mieszkańców Tikal źródłem cynobru była pobliska wulkaniczna Formacja Wszystkich Świętych. Naukowcy wykluczyli, by rtęć przedostała się do zbiorników z podłoża i skał, wykluczyli też popiół wulkaniczny. Jedynym jej źródłem mógł być więc barwnik. To oznacza, że rtęć ma pochodzenie antropogeniczne, mówi Tankersley.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mieszkańcy Europy żyjący w epoce lodowcowej – ok. 30 tys. lat temu – jadali mięso wilków. Dowody takiej praktyki odkryli w Czechach polscy archeozoolodzy. Do tej pory dominował pogląd, że m.in. ze względu na smak mięsa, z drapieżników tych pozyskiwano głównie skóry.
      Nowych ustaleń na temat znaczenia wilków w życiu paleolitycznych łowców dokonano dzięki badaniom, prowadzonym już od kilku lat w Pavlovie i w Dolnych Vestonicach (niedaleko Brna w Czechach). Około 30 tys. lat temu w tej okolicy istniały jedne z pierwszych znanych na świecie „wsi” – zasiedlanych przez wiele sezonów, sąsiadujących skupisk szałasów.
      Podczas wykopalisk na tym terenie czescy archeolodzy odkryli tysiące zabytków krzemiennych, liczne narzędzia oraz ozdoby wykonane między innymi z kości renifera, zębów lisa polarnego oraz mamucich ciosów, a także kilkadziesiąt tysięcy innych fragmentów kości zwierzęcych, które były porozrzucane wśród pozostałości szałasów.
      Do tej pory wśród naukowców panowało przekonanie, że wilki i inne drapieżniki były celem polowań przede wszystkim ze względu na skóry – a już na pewno nie po to, by pozyskać z nich mięso. Tymczasem w czasie badań ich kości natknęliśmy się na kilkadziesiąt okazów, na których widoczne są wyraźne ślady cięcia. Część pozostawili paleolityczni łowcy podczas zdejmowania skór, ale są też takie, które można wiązać tylko z podziałem tuszy, czyli dzieleniem jej na mniejsze porcje – mówi PAP dr hab. Piotr Wojtal z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. Badania prowadził wspólnie z dr. hab. Jarosławem Wilczyńskim. Wojtal dodaje, że na kościach są również ślady filetowania, czyli oddzielania mięsa od kości przed spożyciem.
      Zaskakująco liczne na stanowiskach morawskich były również szczątki innych drapieżników. Oprócz wilków naukowcy opisali też kości upolowanych rosomaków, lisów polarnych i lisów rudych. Mniej więcej połowę szczątków stanowiły jednak kości roślinożerców, głównie zajęcy i reniferów.
      Z reguły najczęściej w obrębie osad ludzkich z tego okresu dominują kości zwierząt roślinożernych, bo te były zapewne chętniej spożywane – dodaje Wojtal. Wydaje się jednak zrozumiałe, że w przypadku upolowania wilka porzucenie mięsa było sporą stratą, zwłaszcza w okresach mniejszej dostępności pożywienia. Dlatego, jak się wydaje, wszystkie elementy ciała drapieżników wykorzystywano w sposób maksymalny – podkreśla.
      Na stanowisku w Pavlovie oprócz szczątków małych i średnich zwierząt drapieżnych znaleziono również kości i zęby największych drapieżników plejstoceńskiej stepotundry – lwa jaskiniowego oraz niedźwiedzi (jaskiniowego i brunatnego).
      Choć szczątki lwów i niedźwiedzi nie są zbyt liczne, również na nich znaleziono ślady potwierdzające, że ówcześni łowcy wykorzystywali maksymalnie tusze zabitych mięsożerców. Podobnie jak w przypadku wilków, rosomaków i lisów ślady cięcia także na kościach lwów i niedźwiedzi wskazują, że powstały one podczas zdejmowania skór i porcjowania tuszy – wskazuje naukowiec. Mięso tych dużych drapieżników było więc również zjadane przez paleolitycznych łowców – uważa.
      Pavlov nie jest wyjątkowe pod tym względem. Naukowcy ustalili w czasie kwerendy bibliotecznej, że niezbyt liczne szczątki niedźwiedzi i lwów jaskiniowych są znajdywane na wielu stanowiskach z tego okresu.
      Pokazuje to, że polowania na te duże i bardzo niebezpieczne zwierzęta były nieprzypadkowe a dokonywane celowo i z rozmysłem – uważa Wojtal.
      Zdaniem naukowca dla górnoplaeolitycznych myśliwych lew jaskiniowy z pewnością był najbardziej imponującym drapieżnikiem, bo powszechnie przedstawiano go w sztuce już 40 tysięcy lat temu. Wojtal przypomina, że w Pavlovie znaleziono jedną z najbardziej wyjątkowych figurek tego zwierzęcia.
      Jest to duża rzeźba lwa, przedstawiająca zwierzę przygotowujące się do skoku. Paleolityczny artysta przedstawił nawet napięte do skoku mięśnie zwierzęcia – opisuje. Podczas wykopalisk na tym stanowisku znaleziono również kilka miniaturowych głów lwów wykonanych z wypalonej gliny. Również figurki niedźwiedzi zostały odkryte w Pavlovie i leżącym nieopodal stanowisku Dolni Vestonice.
      Jednak jego znaczenie dla myśliwych było prawdopodobnie mniejsze, ponieważ figurki tego drapieżnika nie są tak liczne jak lwa jaskiniowego – uważa.
      Najnowsze wyniki badań szczątków drapieżników z graweckich stanowisk Europy Środkowej ukazały się w Journal of Anthropological Archaeology. Współautorami artykułu są Jiří Svoboda z czeskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Masaryka oraz Martina Roblíčková z Muzeum Ziemi Morawskiej w Brnie

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ciągu ostatnich 16 000 lat jedynie 50 ludzi odwiedziło Dolną Galerię systemu jaskiń La Garma. Dzięki temu zachowało się tam wyjątkowe podłoże z okresu paleolitu, które od 25 lat jest przedmiotem badań paleoantropologicznych. Dzięki nowoczesnej technologii już teraz możemy zwiedzać tę wyjątkową jaskinię.
      Zespół jaskiń La Garma to naprawdę niezwykłe miejsce. Składa się ono z pięciu poziomów jaskiń, które były używane przez ludzi od 175 000 lat temu po późne średniowiecze. W La Garma A (80 m.n.p.m.) znajdują się warstwy z okresu kultury oryniackiej, graweckiej, solutrejskiej, magdaleńskiej oraz z mezolitu, neolitu, chalkolitu (miedzi), epoki brązu oraz średniowiecza. W położonej nieco głębiej La Garma B (70 m.n.p.m.) znaleziono warstwy z chalkolitu i epoki brązu. Z kolei nad La Garma A znajdują się La Garma C i D, z pochówkami z epoki chalkolitu. W skład kompleksu wchodzi też jaskinia Truchiro, w której odkryto warstwy z mezolitu i chalkolitu, w tym zwłoki sprzed około 7500 lat pochowane w dębowej trumnie.
      Z dotychczasowych badań wiemy, że w już w neolicie ludzie coraz rzadziej korzystali z La Garma jako miejsca zamieszkania, w od epoki miedzi po epokę brązu system jaskiń był wykorzystywany głównie jako miejsce pochówku. Szczególnie interesującym znaleziskiem są pochowane tam szczątki pięciu młodych Wizygotów.
      Jednak tym, co najcenniejsze, najbardziej interesujące i niedostępne dla osób postronnych w La Garma jest Dolna Galeria. Znajduje się ona poniżej La Garma B, na wysokości 59 metrów nad poziomem morza i ma około 300 metrów długości. Odkryto ją przed 25 laty. Dzięki temu, że około 16 000 lat temu doszło do osunięcia się skał, które zamknęły dostęp do tej części jaskiń, zachowały się tam nietknięte paleolityczne zabytki i oryginalne podłoże z okresu kultury magdaleńskiej. To jeden z najlepiej zachowanych zabytków tego typu na świecie.
      Na podłodze znajdują się tysiące kości zwierzęcych oraz muszli. Na ścianach znaleziono rysunki naskalne pochodzące jeszcze sprzed okresu kultury magdaleńskiej jak i ze środkowego okresu tej kultury. Udało się też bezpośrednio datować jeden z rysunków. Przedstawia on bizona, a datowanie pokazało, że został on namalowanych 16.512–17.238 lat temu.
      Znaleziono tam też szczątki lwa jaskiniowego oraz liczna wytwory sztuki. Jednym z najważniejszych jest przedstawienie oglądającego się za siebie koziorożca wyrzeźbione na łopatce z żebra bawoła. Inne znalezione tam zabytki to m.in. bâton de commandement – charakterystyczne dla kultury magdaleńskiej narzędzia, których przeznaczenie pozostaje nieznane – wisiorki czy dekorowane kamienne plakietki.
      Dolna Galeria jest niedostępna dla zwiedzających, jednak możemy ją zwiedzać dzięki dwóm krótkim filmom dokumentalnym oraz wirtualnej rzeczywistości. Memoria: Stories of La Garma, to wirtualna wycieczka, którą możemy odbyć dzięki serwisowi Viveport. Narratorem jest Geraldine Chaplin, która opowiada nam niezwykłą historię grupy ludzi z paleolitu, którzy po powrocie z polowania odkryli, że w jaskini, w której mieszkali, doszło do osunięcia się skał. Powstała niezwykła kapsuła czasu, w której przez 16 000 lat przechowały się rysunki naskalne, kości zwierzęce, muszle i rzeźby.
      Film jest kompatybilny z większością urządzeń do wirtualnej rzeczywistości i zapewnia niezwykłe doświadczenia. Dzięki laserowym skanerom i fotogrametrii Dolna Galeria została odwzorowana z dokładnością co do milimetra. Mamy możliwość przyjrzenia się mieszkańcom jaskini, zobaczenia lwa, który zakończył tu życie, możemy podnosić i oglądać różne przedmioty.
      Użytkownik może wykupić dostęp do samej La Garma lub też opłacić abonament i korzystać z całej oferty Viveport.
       

       

       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed 20 laty ukazała się pierwsza praca naukowa, której autorzy opisali badania o wysokiej rozdzielczości dowodzące, że do największego zanieczyszczenia atmosfery ołowiem w epoce przedprzemysłowej dochodziło na północy Europy w latach 1150–1200. Dowody takie zdobyto badając izotopy ołowiu w osadach szwedzkich jezior. Wzrost zanieczyszczenia ołowiem niemal na pewno odzwierciedla wzrost populacji miejskiej i rozwój gospodarki. Z badań tych wynika, że najwięcej zanieczyszczeń było emitowanych na terenie Anglii, Niemiec, Walii i Polski.
      Teraz brytyjsko-amerykański zespół naukowy z University of Notthingham, University of Maine, Long Island University oraz Uniwersytetu Harvarda wykorzystał najnowocześniejsze techniki oraz dowody ze źródeł pisanych i archeologicznych by sprawdzić, czy rzeczywiście to Anglia była największym źródłem zanieczyszczenia na przełomie XII i XIII wieku.
      Naukowcy zbadali w tym celu rdzeń pobrany z lodowca Colle Gnifetti w Szwajcarii. Wysoka rozdzielczość pozwoliła na przeprowadzenie szczegółowej corocznej analizy wpływu produkcji srebra i ołowiu w imperium andegaweńskim. Terminem tym określa się czasem ziemie na terenie dzisiejszej Anglii i Francji, które znajdowały się pod większą lub mniejszą kontrolą Henryka II (1154–1189), Ryszarda Lwie Serce (1189–1199) oraz Jana bez Ziemi (1199–1216). W rdzeniu lodowym widzimy zapisane najważniejsze wydarzenia tego okresu, od prowadzonych wojen i budowy zamków po śmierci władców.
      Już wcześniej z badań o mniejszej rozdzielczości wiedzieliśmy,że około 1200 roku nastąpił szczyt zanieczyszczenia ołowiem. Teraz wiemy, że dekady pomiędzy około 1150 rokiem, a 1220 rokiem były dekadami największych zanieczyszczeń w okresie  150–1650. Z historycznych zapisków dotyczących podatków nakładanych na miejsca wydobycia i wytopu rud wiemy, gdzie i ile ołowiu i srebra produkowano, a z modeli klimatycznych dowiadujemy się, z którego regionu napływały zanieczyszczenia obecne w badanym rdzeniu lodowym.
      W rdzeniu widzimy na przykład spadki zanieczyszczeń w latach śmierci trzech wymienionych władców. Interregnum i niepewność spowodowana zgonem dotychczasowego władcy wiązały się bowiem ze spadkiem zamówień na ołów i srebro, co jest widoczne też w zapisach dotyczących pobieranych podatków. Z kolei z zapisów podatkowych z roku 1190 i 1200, a zatem w pierwszym roku rządów Ryszarda Lwie Serce i Jana Bez Ziemi, widzimy wzrost pobieranych kwot. Wzrosła bowiem produkcja, gdyż sytuacja polityczna ustabilizowała się, a administracja nowego władcy złożyła nowe zamówienia. Dokładnie widać to też w zanieczyszczeniach z rdzenia lodowego.
      Spadek zanieczyszczeń obserwowany jest też w czasach politycznych kryzysów czy nieobecności władcy. Taki spadek widzimy na przykład w roku 1170. To rok kulminacji sporu pomiędzy królem Henrykiem II a arcybiskupem Canterbury Thomasem Becketem, zakończony głośnym na całą Europę zamordowaniem biskupa.
      Becket był niezwykle zdolnym administratorem, dzięki czemu został Lordem Kanclerzem Anglii, a zatem jednym z najbliższych współpracowników króla. Siedem lat po objęciu tego stanowiska Becket został, przy poparciu króla, arcybiskupem Canterbury. Henryk II miał nadzieję, że dzięki Becketowi uzależni od siebie arcybiskupstwo. Becket miał jednak inne plany i postanowił pozostać niezależny. Konflikt przez lata narastał, a w latach 1169–1170 osiągnął apogeum. I również ten fakt widać w zanieczyszczeniach. Władza świecka i duchowna nie chciały ze sobą współpracować, co odbiło się na spadku produkcji. W końcu 29 grudnia 1170 roku Becket został zamordowany przy ołtarzu w swojej katedrze.
      Henryk II został bardzo szybko obłożony ekskomuniką przez papieża Aleksandra III. Z czasem król ukorzył się przed papieżem, a w ramach ugody obiecał m.in. wzniesienie licznych budynków na potrzeby Kościoła. I również to wydarzenie jest wyraźnie widoczne w zapisach z rdzenia – ówcześnie na dachy budynków zużywano bowiem sporo ołowiu.
      Spadki poziomu zanieczyszczeń widzimy również w latach 1173–1174, kiedy to w Anglii trwała wojna domowa i prowadzono wojnę ze Szkocją. Do kolejnego spadku produkcji ołowiu i srebra doszło w latach 1191–1192, gdy Ryszard Lwie Serce stanął na czele III krucjaty oraz w latach 1215–1216 w czasie wojny domowej i francuskiej inwazji, kiedy to Jan bez Ziemi został zmuszony do podpisania Magna Carta.
      Dane uzyskane z rdzenia lodowego są tak dokładne, że pozwalają określić względną wielkość produkcji z różnych obszarów. Gdy zestawimy wielkość zanieczyszczeń z wielkością podatków płaconych przez właścicieli kopalń widzimy, że największym ośrodkiem produkcji ołowiu i srebra w latach 1160–1195 była kopalnia w Carlisle. Gdy spadają wpływy podatkowe z tego miejsca, widać wyraźne spadki zanieczyszczeń, mimo iż inne kopalnie pracowały normalnie. Tego typu porównania pozwalają stwierdzić, że do połowy lat 90. XII wieku najważniejszym producentem stały się kopalnie Peak District.
      Z kolei dane dotyczące wielkości wysyłanych ładunków, terminów ich wysłania i terminów dotarcia do celu oraz zmian poziomu zanieczyszczeń zdradzają nam nie tylko informacje o możliwościach transportowych, ale również o mocach produkcyjnych. Czasami bowiem wyraźnie widać opóźnienia, co wskazuje, że zamówienie było na tyle duże, iż nie nadążano z produkcją i transportem zamówionego metalu.
      Zbieżność zanieczyszczeń powietrza widocznych w rdzeniu lodowym z produkcją ołowiu w imperium andegaweńskim jest uderzająca [wynosi aż 89% - red.]. Szczegółowa analiza informacji pisanych, danych archeologicznych i geoarcheologicznych w połączeniu z analizą cyrkulacji atmosferycznej potwierdza, że w latach 1167–1216 Brytania była głównym źródłem zanieczyszczenia atmosfery ołowiem, stwierdzają autorzy badań.
      Nasze badania dostarczają unikatowych danych odnośnie związku władców imperium andegaweńskiego z produkcją metali i szerzej z gospodarką Brytanii i zachodniej Francji w krytycznym momencie formowania się europejskich państw. W rdzeniu z lodowca Colle Gnifetti wyraźnie widać wpływ wydarzeń politycznych, takich jak wojny, zgodny władców, obejmowanie przez nich tronu czy spory pomiędzy państwem a Kościołem. To jasno pokazuje, jaki wpływ miały okresy politycznej stabilności i niestabilności oraz bezpieczeństwo transportu na produkcję i dostawy wyspecjalizowanych dóbr w jednym z najpotężniejszych organizmów politycznych XII-wiecznej Europy.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...