Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Bill Gates: gdyby nie postępowanie antymonopolowe, Microsoft zdominowałby rynek smartfonów

Recommended Posts

Bill Gates powiedział, że Windows mógłby stać się dominującym systemem operacyjnym na smartfonach, gdyby nie postępowanie antymonopolowe toczone przeciwko Microsoftowi przez Departament Sprawiedliwości. Nie ma wątpliwości, że postępowanie antymonopolowe było szkodliwe dla Microsoftu. Bylibyśmy bardziej skupieni na rozwoju systemu operacyjnego dla telefonów i gdyby nie to postępowanie dzisiaj świat używałoby Windows Mobile a nie Androida, powiedział Gates podczas organizowanej przez New York Times'a konferencji DealBook.

Komentarz Gatesa sugeruje, że duże postępowania antymonopolowe szkodzą nawet największym koncernom. Warto tutaj zwrócić uwagę, że niedawno Izba Reprezentantów rozpoczęła śledztwo antymonopolowe przeciwko Facebookowi, Departament Sprawiedliwości prowadzi postęowanie przeciwko Alphabetowi (Google). Ponadto Sąd najwyższy USA zgodził się rozpatrzyć sprawę przeciwko Apple'owi, a Unia Europejska prowadzi postępowanie ws. Amazona.

Byliśmy tak blisko. Jednak byłem za mało skupiony. Zepsułem to z powodu roztargnienia, przyznaje Gates. Dodaje, że Microsoft spóźnił się o trzy miesiące z przygotowaniem systemu. Gdyby nie to, Motorola używałaby go na wszystkich swoich telefonach. Już przed paroma miesiącami Gates mówił, że największym błędem Microsoftu była porażka na rynku systemów mobilnych.

Założyciel Microsoftu przyznał też, że gdyby nie sprawa antymonopolowa, to nie zrezygnowałby z funkcji dyrektora wykonawczego. Przypomnijmy, że Departament Sprawiedliwości rozpoczął postępowanie w roku 1998, a Gates zrezygnował w roku 2000. Jego następcą został Steve Ballmer, który musiał przeprowadzić firmę przez postępowanie antymonopolowe. Gates stwierdził, że odejście na wcześniejszą emeryturę było dobre dla niego, gdyż może więcej czasu spędzać z rodziną i zajmować się Fundacją Billa i Melindy Gatesów.

Warto tutaj przypomnieć, że senator Elizabeth Warren, która walczy o nominację prezydencką z ramienia Partii Demokratycznej, zapowiada, że chciałaby doprowadzić do podziału takich firm jak Google, Amazon czy Facebook. Byłem przeciwny podziałowi Microsoftu i nie życzę tego nikomu, stwierdził Gates. Dodaje przy tym, że nigdy nie rozmawiał z Warren. Nie wiem, na ile ma ona otwarty umysł ani czy w ogóle rozmawiałaby z kimś, kto ma olbrzymie pieniądze.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli faktycznie tak by było, to jestem za to bardzo wdzięczny Departamentowi Sprawiedliwości.

Ale bez tego sądzę, że M$ nie miał szans, a to gadanie ma tylko na celu jakieś usprawiedliwienie i pokazanie winowajcy innego niż sam M$.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I bardzo dobrze. Microsoft przeciął z monopolem i cieszyć się należy że lepszy i bardziej ludzki android wygrał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Microsoft udostępnił właśnie gotową najnowszą wersję swojej przeglądarki Edge. Co interesujące, wzmacnia ona pozycję Google'a i wizję internetu propagowaną przez wyszukiwarkowego giganta. W nowym Edge'u zastosowano bowiem silnik Blink, wykorzystywany w przeglądarce Chrome.
      Internet Explorer, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek internetowych, z czasem stał się dla Microsoftu poważnym obciążeniem. Z jednej bowiem strony coraz bardziej odstawał od standardów nowoczesnej sieci, z drugiej zaś, koncern nie mógł go nagle porzucić lub radykalnie zmodernizować, gdyż zbyt wiele witryn i programów firm trzecich działało prawidłowo wyłącznie na starszych wersjach IE. Rozwój tego programu stał się więc bardzo uciążliwy, konieczne było zachowywanie wieloletniej kompatybilności wstecznej przy jednoczesnej próbie dostosowywanie IE do wymogów współczesności. Przeglądarka stawała się przez to coraz bardziej ociężała i pełna błędów, a jednocześnie coraz bardziej odstawała od konkurencji.
      Microsoft postanowił więc jednocześnie rozwijać kolejny projekt. Przeglądarka Edge zadebiutowała w 2015 roku, a jej silnikiem był Edge HTML. Przeglądarka była wyraźnie lepsza od IE, dorównywała produktom konkurencji, a w niektórych aspektach je przewyższała, jednak było już za późno. Klienci masowo odwrócili się od produktu Microsoftu i wybrali Firefoksa oraz Chrome'a.
      W końcu po trzech kolejnych latach koncern z Redmond doszedł do wniosku, że rozwijanie przeglądarki na własnym silniku mija się z celem i w grudniu 2018 roku ogłosił rozpoczęcie prac nad Edge'em z silnikiem Blink. Wczoraj koncern udostępnił gotową przeglądarkę. Nowy Microsoft Edge jest dostępny dla wszystkich wspieranych wersji Microsoft Windows oraz MacOS w ponad 90 wersjach językowych, oznajmił wiceprezes Microsoftu ds. korporacyjnych, Joe Belfiore. Najnowsza wersja przeglądarki nie jest obecnie włączona do systemu automatycznych aktualizacji, więc pobrać można ją jedynie ręcznie.
      Obecnie sytuacja wygląda zatem tak, że Microsoft wspiera pięć wersji Edge'a. Edycje oznaczone numerami wersji 41.16299 (z września 2017), 42.17124 (z kwietnia 2018), 44.17763 (z października 2018) oraz 44.18362 (z maja 2019) to Edge z silnikiem EdgeHTML. Z kolei najnowsza wersja przeglądarki Microsoftu, Edge 79.0.309 zadebiutowała wczoraj i korzysta z silnika Blink.
      Microsoft zapowiada, że rozwój EdgeHTML będzie podtrzymany na potrzeby Universal Windows Platform oraz że silnik ten będzie w pełni kompatybilny z silnikiem Blink.
      Obecnie na rynku przeglądarek internetowych dla komputerów stacjonarnych zdecydowanie dominuje Chrome, którego udziały sięgają 67,28%. Na drugim miejscu znajdziemy Firefoksa (9%), na trzecim Internet Explorera (7,42%), a Edge znajduje się na czwartej pozycji z udziałami 5,56%. Na rynku mobilnym przeglądarki Microsoftu mają łącznie 0,05% udziałów i zajmują 13. oraz 15. pozycję.
      Już wcześniej ambicję rozwijania własnego silnika porzuciły Opera, Samsung, Brave, Vivaldi i inni. Dołączenie do tego grona Microsoftu tylko wzmacnia pozycję Google'a względem wciąż jeszcze niezależnych silników wykorzystywanych przez Firefoksa i Safari.
      Zdecydowana większość internautów używa już Chrome'a lub silnika Chrome'a i nie zauważa większych problemów z kompatybilnością. Czym więc Microsoft chce zachęcić ich do korzystania z Edge'a? Koncern podkreśla dwie cechy: produktywność i prywatność.
      W zakresie produktywności użytkowników mają przyciągnąć narzędzia takie jak Collections, które pozwalają na zebranie z wielu witryn informacji na konkretny temat. Jeśli zaś chodzi o prywatność to koncern z Redmond próbuje blokować śledzenie użytkowników przez witryny. To podejście podobne do stosowanego przez Mozillę w Firefoksie. Google pozostaje tutaj nieco z tyłu, uważając, że zbyt restrykcyjne blokowanie zagraża rozwojowi sieci, gdyż pozbawia dochodów przede wszystkim małe witryny, służąc wielkim firmom, które są w stanie samodzielnie rozwijać technologie omijające blokady stosowane w przeglądarkach. Chociaż i w tym zakresie wyszukiwarkowy koncern zmienia stanowisko i zapowiada, że w ciągu dwóch lat do Chrome'a trafią bardziej restrykcyjne mechanizmy kontroli prywatności.
      Na razie Microsoft kieruje nowego Edge'a przede wszystkim do użytkowników biznesowych, gdzie potrzebna jest dobra integracja przeglądarki z narzędziami do zarządzania oraz kompatybilność z IE. Edge zawiera też ułatwienia dla użytkowników MS Office'a czy Binga. Jednak w ciągu najbliższych 2-3 tygodni koncern zacznie coraz szerzej propagować Edge'a wśród użytkowników indywitualnych, powoli też przeglądarka z nowym silnikiem będzie trafiała do Windows Update. Ma temu towarzyszyć rozpisana na wiele miesięcy kampania informacyjna, gdyż większość internautów nie wie o przebudowie Edge'a i nie rozpozna nowej ikon przeglądarki.
      Historia Internet Explorera, Edge'a i Edge'a z silnikiem Chrome'a dobrze obrazują ewolucję rynku i samego Microsoftu, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek i w dużej mierze decydował, jak wygląda internet, a teraz pogodzony z wieloplatformową rzeczywistością współczesnego świata IT stosuje rozwiązania konkurencji i dba o interoperacyjność.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) odkryła w Windows 10 poważny błąd, który pozwala napastnikowi na przechwycenie komunikacji. Co zaskakujące, zamiast wykorzystać odkrycie do własnych celów, Agencja poinformowała o nim Microsoft. Koncern z Redmond właśnie wydał łatę, a w komunikacie wskazał NSA jako źródło informacji o dziurze.
      Amit Yoran, dyrektor firmy Tenable, mówi, że to wyjątkowo rzadki, jeśli nie bezprecedensowy przypadek, by firma dowiadywała się o błędach w swoim oprogramowaniu od amerykańskich agend rządowych. Yoran wie, co mówi, gdyż był twórcą i dyrektorem zespołu szybkiego reagowania na cyberzagrożenia w amerykańskim Departamencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
      NSA wydała oświadczenie, w którym informuje, że konsekwencje niezałatania luki są bardzo poważne i dalekosiężne. Microsoft wyjaśnia, że napastnik może wykorzystać dziurę do podrobienia certyfikatu cyfrowego. Cyberprzestępca może dzięki temu przeprowadzić atak typu „man-in-the-middle” i odszyfrować poufne informacje.
      NSA i Microsoft nie chciały zdradzić, kiedy koncern został powiadomiony o błędzie. Neal Ziring, dyrektor ds. technicznych w wydziale ds. cyberbezpieczeństwa NSA zapewnił jedynie, że informacja taka została przekazana szybko.
      Od kilku lat w USA obowiązuje opracowana przez Biały Dom procedura „Vulnerability Equities Process”. W jej ramach agendy rządowe, które odkryły dziury w oprogramowaniu, mają obowiązek rozważyć korzyści i zagrożenia wynikające z ich nieujawnienia producentom software'u i na tej podstawie mają podjąć decyzję o ewentualnym przekazaniu takich informacji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Grupa Thallium od miesięcy była na celowniku specjalistów z microsoftowych Digital Crimes Unit i Threat Intelligencje Center. W końcu 18 grudnia koncern z Redmond złożył do sądu wniosek przeciwko grupie. Tydzień później sąd wydał zgodę na przejęcie przez firmę ponad 50 domen wykorzystywanych przez hakerów.
      Thallium to cyberprzestępca grupa powiązana z rządem Korei Północnej, która wykorzystywała wspomniane domeny do przeprowadzania ataków. Wyspecjalizowała się w przeprowadzaniu precyzyjnych ataków phishingowych za pomocą e-maili. Przestępcy najpierw zbierali o ofierze jak najwięcej informacji, a następnie wysyłali do niej wiarygodnie wyglądający e-mail, którego zadaniem bylo skłonienie odbiorcy do wizyty na złośliwej witrynie.
      Jak poinformowali przedstawiciele Microsoftu, grupa brała na cel pracowników administracji rządowej, think-tanków, uczelni wyższych, członków organizacji działających na rzecz praw człowieka i pokoju oraz osoby pracujące nad problemami związanymi z rozprzestrzenianiem broni jądrowej. Jej ofiarami padali mieszkańcy USA, Japonii i Korei Południowej.
      Microsoft nie po raz pierwszy stosuje podobną taktykę do zwalczania grup cyberprzestępczych. Wcześniej przejmował domeny rosyjskich, chińskich i irańskich hakerów.
      Oczywiście przejęcie domen nie rozbija grupy hakerskiej. Jednak na jakiś czas zmniejsza lub paraliżuje jej aktywność, a specjaliści ds. bezpieczeństwa, analizując dane znalezione w przejętych domenach, mogą lepiej poznać taktykę cyberprzestępców.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wyobraźmy sobie, że każdą powierzchnię – stół, drzwiczki do piekarnika, deskę rozdzielczą samochodu – można by zamienić w dotykowy interfejs użytkownika. Zniknęła by konieczność stosowania mechanicznych przycisków, a urządzenia elektroniczne stałyby się wodoodporne. Taki jest właśnie cel firmy UltraSense Systems, która zaprezentowała najmniejszy podobno czujnik ultradźwiękowy typu sensor-on-chip. Pozwala on na odbieranie dotyku i gestu niezależnie od rodzaju i grubości materiału. Dwa firmowe produkty, TouchPoint oraz TouchPointZ, mają już w przyszłym roku trafić do pierwszych urządzeń.
      UltraSense zostało założone przez dwóch byłych menedżerów InvenSense. Gdy w 2017 roku TDK przejęło InvenSense Dan Goehl został w firmie przez kolejnych 15 miesięcy, a Mo Maghsoudnia odszedł, by zająć się technologiami ultradźwiękowymi w medycynie. Z czasem Maghsoudnia stwierdził, że ze względu na specyfikę rynku medycznego jego pomysły będą wdrażane powoli, zainteresował się więc rynkiem konsumenckim.
      Na pierwszy ogień pójdzie rynek smartfonów. Nowe technologie trafiają tutaj dość szybko, a my rozpoczynamy pracę we właściwym momencie, wraz z początkiem epoki 5G, mówi Goehl. Producenci smartfonów są wstępnie zainteresowani nową technologią, gdyż chcieliby się pozbyć fizycznych przycisków z urządzeń. Tymczasem czujniki UltraSense działają, jak twierdzą ich twórcy, nawet gdy na powierzchni znajduje się wilgoć, brud czy tłuszcz. Współpracują z każdym materiałem o każdej grubości.
      Goehl pytany, czy istnieją dla nich jakieś ograniczenia fizyczne, mówi, że jedynymi są odległość i moc. Pierwsze produkty zaprojektowaliśmy tak, by były wydajne pod względem energetycznym. Skupiliśmy się na rynku urządzeń mobilnych zatem działają przez 5-milimetrowej grubości aluminium, 5-milimetrowe szkło i 2-milimetrową warstwę stali. Teoretycznie, biorąc pod uwagę technologię którą dysponujemy i produkty, do jakich trafi ona w przyszłym roku, zasilanie nie jest problemem. Nasz czujnik może bez przeszkód działać przez 20-milimetrową płytę z aluminium.
      Goehl wyjaśnia, jak działa technologia oferowana przez firmę. Wysyłamy ultradźwięki przez materiał i mierzymy zmiany impedancji akustycznej na powierzchni. Informacje na ten temat wracają do czujnika, który na tej podstawie interpretuje siłę nacisku. Gdy lekko dotkniemy powierzchni, pomiędzy liniami papilarnymi wciąż znajduje się powietrze. Im mocnej naciskamy, tym większa deformacja linii papilarnych i powietrze jest wypychane. Wraz z tym rośnie kontrast, który nasze urządzenie rejestruje i interpretuje.
      Uspokaja, że nie ma ryzyka, iż znajdujący się w kieszeni telefon zostanie przypadkiem włączony. Czujnik został zaprojektowany tak, by sygnał rozpraszał się w powietrzu, jeśli więc smartfon jest w kieszeni i ociera się o niego materiał spodni, urządzenie jest w stanie rozpoznać, co się dzieje i nie przyjmuje takiego sygnału. TouchPoint potrafi rozpoznać wiele takich wzorców dotyku.
      Urządzenie ma wymiary 1,4x2,4x0,49 mm. W trybie czuwania potrzebuje 20 µA mocy. Działa niezależnie od procesora producenta, gdyż wszystkie algorytmy zostały wbudowane w sam czujnik. Może być on używany zarówno do prostych zadań, jako włącznik i wyłącznik smartfonu, lub też do sterowania całym urządzeniem, wówczas jest w stanie obsłużyć wielofunkcyjny interfejs z różnymi rodzajami gestów i dotyków.
      TouchPoint został już przetestowany przez producentów smartfonów i jest gotowy do masowej produkcji.
      UltraSense chce w ciągu najbliższych 2-3 lat rozpocząć podbój rynku motoryzacyjnego. Tam na przykład TouchPoint mógłby zamieniać deskę rozdzielczą w jeden wielki interfejs.
      Firma nie wchodzi na dziewicze terytorium, działają na nim bowiem już inne przedsiębiorstwa. Firma Sentons oferuje tensometry (czujniki naprężenia), a New Degree Technology czujniki nacisku. UltraSense zapewnia, że ich technologia to coś zupełnie innego. Inne technologie mają poważne ograniczenia dotyczące np. grubości materiału, w którym mogą być stosowane, złożoności procesu integracji w urządzenie czy czasu kalibracji. TouchPoint ograniczeń tych nie ma. Łatwo go umieścić w urządzeniu, a kalibracja zajmuje sekundy. Obecnie rynek dojrzał do takiej technologii. Być może kilka lat temu byłoby na nią zbyt wcześnie, mówi Goehl.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na hiszpańskim Uniwersytecie w Maladze powstał tani t-shirt, który generuje energię elektryczną z różnic temperatur pomiędzy ludzkim ciałem a otoczeniem. Prototypowe e-tekstylia powstały z wykorzystaniem skórki z pomidorów, a opracowano je przy współpracy z Włoskim Instytutem Technologii w Genui.
      Dotychczas w urządzeniach elektronicznych zwykle używa się metali. Nasz projekt poszedł o krok dalej i jesteśmy w stanie generować elektryczność za pomocą lżejszego, tańszego i mniej toksycznego materiału mówi jeden z autorów badań, Jose Alejandro Heredia.
      Uczeni z wody, etanolu pozyskanego ze skórek pomidorów oraz nanocząstek węgla stworzyli roztwór, który po podgrzaniu głęboko penetruje bawełnę i do niej przywiera, nadając jej właściwości elektryczne. Jeśli ktoś spaceruje czy biegnie, rozgrzewa się. Jeśli taka osoba ma na sobie naszą koszulkę, wytwarza elektryczność dzięki różnicy temperatury pomiędzy swoim ciałem a otoczeniem, wyjaśnia Susana Guzman.
      W tej chwili naukowcy pracują nad rozwiązaniem, dzięki któremu koszulka wygeneruje światło lub też pozwoli na ładowanie smartfona. W ramach naszych wcześniejszych badań ze skórki pomidorowej i grafenu stworzyliśmy antenę Wi-Fi. Pracujemy nad jej zintegrowaniem z t-shirtem, dodaje Guzman.
      W niedalekiej przyszłości mogą więc powstać t-shirty, które pozwolą na ładowanie smartfona i innych urządzeń, będą się świeciły, dzięki czemu będziemy lepiej widoczni dla kierowców. Fakt, że będą generowały prąd daje spore pole do popisu. W takich ubraniach możliwe będzie zintegrowanie np. czujników monitorujących stan zdrowia czy też dokonujących zapisu i analizy funkcji organizmu biegacza.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...