Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

50 prokuratorów rozpoczęło śledztwo przeciwko Google'owi

Recommended Posts

Prokuratorzy generalni 48 amerykańskich stanów, Dystryktu Kolumbii oraz Puerto Rico dołączyli do śledztwa w sprawie możliwego naruszenia przepisów antymonopolowych przez Google'a, oświadczył lider grupy, Ken Paxton, prokurator generalny stanu Teksas. W śledztwie nie biorą udziału prokuratorzy Kalifornii i Alabamy.

Gdy nie ma już wolnego rynku lub konkurencji, dochodzi do wzrostu cen, nawet jeśli coś jest reklamowane jako darmowe, a to szkodzi konsumentom, mówi prokurator generalna Florydy, Ashley Moody. Czy coś jest naprawdę bezpłatne, jeśli oddajemy za to coraz więcej informacji osobistych. Czy coś jest naprawdę wolne, jeśli ceny reklamy internetowej idą w górę, bo są pod kontrolą jednej firmy?.

Śledztwo w sprawie postępowania Gooogle'a nie jest jedynym, jakie ostatnio rozpoczęło się w USA w sprawie gigantów rynku IT. Kilka dni wcześniej prokuratorzy generalni siedmiu stanów oraz Dystryktu Kolumbii rozpoczęli, pod przewodnictwem prokurator generalnej stanu Nowy Jork, Letitii James, śledztwo w sprawie działań Facebooka. Niewykluczone, że oba śledztwa będą koordynowane.

Po ogłoszeniu decyzji prokuratorów akcje konglomeratu Alphabet, którego Google jest najważniejszą częścią, spadły o 0,9%. Rzecznik prasowy Google'a poinformował, że firma otrzymała z Departamentu Sprawiedliwości prośbę o informację na temat swoich praktyk biznesowych. Spodziewamy się, że podobne pytania będą zadawali prokuratorzy, przyznał rzecznik.
Śledztwo rozpoczęte przez poszczególne stany to kolejny problem dla obu koncernów, które już borykają się ze śledztwami federalnymi.

W lipcu Federalna Komisja Handlu (FTC) zatwierdziła ugodę z Facebookiem w ramach której gigant ma zapłacić rekordowe 5 miliardów dolarów grzywny oraz wypełnić szereg zaleceń nałożonych przez FTC. serwis społecznościowy zapłacił też 100 milionów dolarów grzywny w ramach ugody z Komisją Giełd (SEC).

Z kolei Departament Sprawiedliwości prowadzi własne śledztwo przeciwko Google'owi. Prokuratorzy generalni oświadczyli zaś, że ich śledztwo będzie prowadzone niezależnie od śledztw federalnych organów władzy.

Dotychczas akcje podejmowane przez władze federalne przeciwko Facebookowi czy Google'owi niczego nie zmieniały. Firmy płaciły spore grzywny, które jednak stanowiły niewielką część ich rocznych przychodów.

Śledztwo antymonopolowe prowadzone przez prokuratorów stanowych ma inną wagę, niż śledztwa ws. prywatności, które dotychczas prowadziły władze federalne. Jeśli bowiem okaże się, że Facebook czy Google naruszyły przepisy antymonopolowe, można im nakazać zmiany algorytmów na bardziej przyjazne dla konkurencji czy nawet doprowadzić do podziału firmy.
Doug Peterson, prokurator generalny Nebraski, mówi, że będzie współpracował zarówno z Departamentem Sprawiedliwości, jak i z władzami innych krajów. Bardzo znaczący jest fakt, że śledztwa w tej sprawie są też prowadzone w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Francji i Australii, stwierdza.

Nie można też wykluczyć, że śledztwa przeciwko Google'owi i Facebookowi zostaną rozszerzone na Apple'a i Amazona.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Ergo Sum napisał:

Bardzo, bardzo się z tego powodu cieszę

Cóż, państwo - czyli monopolista w sferze przymusu (taka jest jedna z definicji państwa) - wzięło się za osłabianie innego monopolisty - tzw. naturalnego (https://pl.wikipedia.org/wiki/Monopol_naturalny). To trochę tak, jak gdyby niedźwiedź z wilkiem zaczęli dyskutować, który ma większe prawo odgryźć Ci kawałek ciała i zjeść na śniadanie ;)  IMHO najprzezpieczniej (https://sjp.pwn.pl/doroszewski/przezpiecznie) byłoby, gdyby zwykli obywatele umieli zachowywać bezpieczny dystans zarówno do jednego, jak i drugiego. Żadna wielka organizacja nam w tym raczej nie pomoże...

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Francuski minister finansów oświadczył, że Francja i Niemcy wspólnie zablokują Librę, kryptowalutę zapowiadaną przez Facebooka. We wspólnym oświadczeniu przedstawiciele obu rządów stwierdzili, że żadna prywatna organizacja nie może rościć sobie prawa do emisji własnej monety, gdyż prawo to jest w sposób naturalny wbudowane w suwerenność narodów.
      Zdaniem francuskiego ministra nie należy pozwolić, by kryptowaluta Facebooka, była uznawana w Europie, gdyż rodzi to obawy o suwerenność oraz jest związane z ryzykiem finansowym. Niemcy i Francja uznają, że projekt Libra, opisany w propozycji Facebooka, nie gwarantuje bezpieczeństwa, stwierdzili politycy. Eksperci ds. finansów już wcześniej mówili, że Facebookowi nie będzie łatwo, a kraje strefy euro zastosują restrykcyjne zasady jeśli Libra miałaby zostać dopuszczona do użytku.
      Jednocześnie ministrowie Bruno le Maire i Olaf Scholz stwierdzili, że popierają rozwiązania alternatywne dla Libry. Europejski Bank Centralny (EBC) mówi o publicznej kryptowalucie. Jej pojawienie się miałoby sprawić, że inne kryptowaluty staną się wobec niej wtórne. Problem w tym, że plany takie są kreślone przez urzędników od dawna i nic z nich nie wynika. Członkowie EBC mówią, że projekt Facebooka do dzwonek alarmowy. Musimy przyspieszyć plany dotyczące kryptowaluty banku centralnego, mówi członek EBC, Benoit Coeure.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zapowiadana przez Facebooka nowa kryptowaluta, Libra, wzbudziła czujność międzynarodowych organizacji regulujących rynek. Randal Quarles, przewodniczący Rady Stabilności Finansowej (Financial Stability Board – FSB), organizacji koordynującej politykę finansową krajów G20, powiedział, że międzynarodowe organizacje powinny bliżej przyjrzeć się instrumentom finansowym takim, jak proponowane przez Facebooka.
      Wypowiedź Quarlesa jest pierwszym w historii przypadkiem, gdy wysoki rangą członek amerykańskich urzędów regulujących rynek – Quarles jest wiceprzewodniczącym Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej – wypowiada się na temat ewentualnego postępowania w sprawie Libry.
      Na razie jednak, jak stwierdził Quarles, podczas najnowszego szczytu G20 nie będzie poruszana sprawa Libry, a kryptowaluty nie stanowią obecnie zagrożenia dla stabilności systemu finansowego.
      Rozpowszechnienie się nowych typów kryptoaktywów wśród klientów detalicznych powinno spowodować, że zjawisku temu przyjrzą się odpowiednie urzędy, by upewnić się, iż aktywa te spełniają odpowiednie standardy, stwierdził Quarles.
      Już w marcu 2018 roku ministrowie finansów i dyrektorzy banków centralnych krajów G20 zapowiedzieli, że będą monitorowali kryptoaktywa.
      Libra, która jest wspierana przez ponad 20 dużych instytucji, w tym Visę, Mastercard, PayPala czy Ubera, może pojawić się na rynku już w przyszłym roku. Brytyjskie Financial Conduct Authority już zapowiedziało, że nie pozwoli Facebookowi na używanie kryptowaluty dopóki się jej dokładnie nie przyjrzy. Brytyjskie Ministerstwo Skarbu oraz Bank Anglii mają zamiar monitorować działania Facebooka w tym zakresie. Można się spodziewać, że podobne stanowisko zajmie Unia Europejska.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwóch amerykańskich senatorów, demokrata Josh Hawley i republikanin Mark Warner, przygotowało projekt ustawy, której celem jest lepszy nadzór nad danymi osobowymi przechowywanymi przez wielkie koncerny. Ustawa ma zmusić Facebooka, Google'a, czy Amazona do ujawnienia ile danych osobowych przechowują oraz w jaki sposób – pośredni i bezpośredni – na nich zarabiają.
      DASHBOARD (Designing Accounting Safeguards to Help Broaden Oversight And Regulations on Data Act) dotyczyłaby przedsiębiorstw, które mają miesięcznie ponad 100 milionów unikatowych użytkowników i zobowiązybałaby je do ujawnienia szczegółów dotyczących zarabiania na danych użytkowników.
      Projekt ustawy zakłada, że raz na 90 dni wspomniane firmy miałyby obowiązek poinformowania każdego z użytkowników o szacowanej wartości danych tego użytkownika przechowywanych przez operatora.
      Gdy wielkie koncerny twierdzą, że ich produkt jest darmowy, tak naprawdę sprzedają konsumentów. Co więcej, firmy IT robią wszystko, by ukryć informacje o tym, ile warte są dane użytkownika i komu zostały sprzedane, oświadczył senator Hawley. Przez lata serwisy społecznościowe twierdziły, że ich usługi są darmowe. Jednak to nie jest prawda, użytkownik płaci za te usługi swoimi danymi, dodał senator Warner.
      Zdaniem twórców ustawy, nowe przepisy pozwolą konsumentom zrozumieć, jaka jest prawdziwa wartość ich danych, dadzą im nad nimi kontrolę i pokażą, że to co rzekomo darmowe, tak naprawdę słono kosztuje.
      Warto w tym miejscu przypomnieć, że od wielu lat pojawiają się próby powołania do życia czegoś, co można by nazwać „ekonomią danych osobowych”. To próby przekazania użytkownikom zarówno kontroli nad własnymi danymi oraz możliwości pobierania opłat za korzystanie z nich. Nad tego typu pomysłem, projektem o nazwie „Bali”, pracuje m.in. Microsoft.
      Gdyby ustawa DASHBOARD została przyjęta przez Kongres, z pewnością ułatwiłoby to powstanie „ekonomii danych osobowych”.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szwedzka prokuratura poinformowała, że ponownie otwiera śledztwo ws. gwałtu, jakiego miał się dopuścić założyciel Wikileaks, Julian Assange. Oznacza to, że Szwecja wystąpi z wnioskiem ekstradycyjnym do Wielkiej Brytanii.
      Przypomnijmy, że Julian Assange został oskarżony w Szwecji o gwałt. Przebywał wówczas w Wielkiej Brytanii, gdzie został zatrzymany na wniosek strony szwedzkiej. Wypuszczono go z aresztu za kaucją i miał na wolności oczekiwać na rozprawę ekstradycyjną. Assange postanowił jednak schronić się w ambasadzie Ekwadoru. Kraj ten udzielił mu azylu i Assange od czerwca 2012 roku mieszkał w ambasadzie. W 2017 roku szwedzka prokuratura, w obliczu niemożności zatrzymania podejrzanego, zarzuciła śledztwo przeciwko Assange'owi. Ostatnio jednak władze Ekwadoru poprosiły Wielką Brytanię o usunięcie Assange'a z terenu ambasady. Mężczyzna został zatrzymany przez policję.
      Gdy Assange został aresztowany, postawiono go przed brytyjskim sądem, który uznał go winnym złamania warunków zwolnienia warunkowego. W kolejnym procesie został skazany na 50 tygodni więzienia.
      Wniosek ekstradycyjny złożyły też Stany Zjednoczone, które chcą go oskarżyć o konspirowanie celem uzyskania nielegalnego dostępu do komputera. Za to przestępstwo grozi do 5 lat więzienia. Z kolei w Szwecji za gwałt grozi do 10 lat więzienia. Do Wielkiej Brytanii będzie należała decyzja, czy i które z żądań ekstradycyjnych spełni. Assange będzie mógł odwołać się od decyzji, a cała sprawa może potrwać wiele miesięcy, a nawet lat, jeśli mężczyzna wniesie apelację do Europejskiego Trybunału Praw człowieka. Można przypuszczać, że – biorąc pod uwagę jego dotychczasowe zachowanie oraz duże prawdopodobieństwo, że w Wielkiej Brytanii trafi do więzienia za złamanie zasad zwolnienia warunkowego – czas, w którym będą rozpatrywane wnioski ekstradycyjne oraz będą trwały ewentualne kolejne apelacje, Assange spędzi w brytyjskim więzieniu.
      Nick Vamos, prawnik z londyńskie firmy Peters&Peters, który w przeszłości był szefem wydziału ekstradycji w Crown Procesution Service powiedział, że najprawdopodobniej to szwedzki wniosek ekstradycyjny będzie miał pierwszeństwo przed amerykańskim.
      Dla Assange'a może to być zła wiadomość, gdyż w Szwecji oskarżenie o gwałt można wnieść w ciągu 10 lat od popełnienia czynu. Jako, że sprawa dotyczy rzekomych wydarzeń z roku 2010, szwedzka prokuratura ma czas do końca przyszłego roku by postawić Assange'a przed sądem. Jeśli więc trafi najpierw do Szwecji, czeka może go czekać więzienie w Skandynawii, a następnie ekstradycja do USA. Gdyby z Wielkiej Brytanii trafił do USA, to Szwecja już nie zdążyłaby go sądzić za gwałt.
      Najlepszym wyjściem dla Assanga byłaby deportacja do Australii po odbyciu wyroku w Wielkiej Brytanii. W takim przypadku Szwecja prawdopodobnie nie zdążyłaby z procedurą ekstradycyjną w Australii, a traktat pomiędzy USA a Australią przewiduje, że żaden z tych krajów nie ma obowiązku wydawać drugiemu własnego obywatela.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Brytyjska policja wykorzystuje specjalny algorytm, który informuje śledczych, które sprawy można rozwiązać. Okazało się, że jednostki, które korzystają z tego algorytmu, prowadzą śledztwa w mniej niż połowie spraw, jakie do nich trafiają. Reszta jest od razu umarzana, gdyż algorytm stwierdza, że i tak nie uda się ich rozwiązać.
      Stosowanie algorytmu oszczędza czas i pieniądze, ale rodzi obawy o to, że policja w ogóle nie zajmuje się sprawami, które – wbrew temu co stwierdził algorytm – można by rozwiązać.
      Obecnie algorytm używany jest wyłącznie w przypadku bójek i innych zakłóceń porządku publicznego, jednak niewykluczone, że w przyszłości będzie stosowany też do innych rodzajów przestępstw.
      Zwykle, gdy policja dowiaduje się o przestępstwie, na miejsce wysyłani są śledczy, którzy zbierają dane i na ich podstawie, opierając się na własnym doświadczeniu, decydują, czy dalej prowadzić sprawę. Jednak w ostatnich latach wskutek zmian w sposobie raportowania, brytyjska policja ma do czynienia ze znacznie większą liczbą zgłaszanych przestępstw.
      Stąd też pomysł na wykorzystanie Evidence Based Investigation Tool (EBIT), algorytmu, który ocenia prawdopodobieństwo rozwiązania sprawy. Jest on od roku używany przez policję z Kent, gdzie pobicia i zakłócenia porządku publicznego stanowią około 30% zgłaszanych przestępstw.
      Jak informuje sama policja, przed wprowadzeniem EBIT funkcjonariusze prowadzili śledztwa w około 75% zgłaszanych spraw. Od czasu gdy używają EBIT odsetek prowadzonych śledztw spadł do 40%. Policjanci chcieliby prowadzić śledztwo w każdej sprawie i złapać sprawcę. Jeśli jednak analiza możliwości rozwiązania sprawy wskazuje, że śledztwo nie ma szans powodzenia, może lepiej użyć zasobów w innych, bardziej obiecujących, śledztwach, mówi Ben Linton z Metropolitan Police.
      Autorem EBIT jest Kent McFadzien z University of Cambridge. Trenował on swój program na próbce tysięcy napadów i zakłóceń porządku publicznego. Zidentyfikował osiem czynników decydujących o tym, czy sprawa może zostać rozwiązana, takich jak np. obecność świadków, nagrań z kamer przemysłowych czy znajomość nazwiska potencjalnego przestępcy. Jednak, jako że czynniki takie mogą się zmieniać, EBIT każdego dnia umieszcza w spisie spraw możliwych do rozwiązania jedną lub dwie takie sprawy, których rozwiązanie ocenia jako mało prawdopodobne. Policjanci nie wiedzą, które to sprawy, gdyż algorytm nie informuje ich o szczegółowej ocenie, wymienia tylko sprawy możliwe do rozwiązania. W ten sposób algorytm jest ciągle testowany i trenowany.
      Istnieją jednak obawy, że jako iż EBIT jest trenowany na już zakończonych śledztwach, pojawiające się błędy mogą być w nim wzmacniane. Jeśli na przykład w jakimś regionie nie ma kamer przemysłowych, algorytm może uznawać sprawy z tego regionu za trudne lub niemożliwe do rozwiązania, przez co mieszkańcy regionu będą poszkodowani, gdyż policja nie zajmie się przestępstwami mającymi tam miejsce.
      Jeśli trenujemy algorytm na historycznych danych dotyczących aresztowań i zgłoszeń przestępstw, wszelkie odchylenia i dysproporcje będą trafiały do algorytmu, który będzie się ich uczył i je wzmacniał, ostrzega Joshua Loftus z Uniwersytetu Stanforda.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...