Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Nerki wyhodowane w Japonii nadzieją dla milionów pacjentów na całym świecie

Recommended Posts

Uczeni z japońskiego Narodowego Instytutu Nauk Fizjologicznych wyhodowali w ciele szczura prawidłowo działające nerki myszy. Zaczątkiem nerek było kilka komórek macierzystych dawcy.

Utrata nerek znacząco pogarsza jakość życia pacjenta. Konieczne są albo uciążliwe, niezwykle ograniczające swobodę dializy, albo przeszczep. Jednak dawców jest znacznie mniej niż osób potrzebujących. W Polsce na liście osób oczekujących na przeszczep nerki znajduje się około 1200 osób. Liczba ta nie zmienia się od lat, a specjaliści przypuszczają, że faktyczne zapotrzebowanie na przeszczep jest nawet 4-krotnie większe. Zapotrzebowanie znacznie przekracza podaż nerek.

Naukowcy pracują więc nad hodowaniem organów poza ludzkim organizmem. Jedną ze stosowanych metod polega na wstrzyknięciu do blastocyst zmutowanego zwierzęcia, któremu brakuje jakiegoś organu, komórek macierzystych dawcy. Dochodzi wówczas ro różnicowania się tych komórek w organ, którego brakuje zmutowanemu zwierzęciu. Organ ten zachowuje cechy dawcy komórek macierzystych, może więc potencjalnie zostać wykorzystany do przeszczepu.

Już wcześniej użyliśmy komplementacji blastocyst do stworzenia szczurzej trzustki u myszy, której trzustki brakowało. Zdecydowaliśmy się teraz na sprawdzenie, czy metoda ta pozwoli na uzyskanie nerek, na której jest znacznie większe zapotrzebowanie, mówi główny autor najnowszych badań. Teppei Goto.

Początkowo badacze próbowali uzyskać szczurze nerki w myszy, jednak komórki macierzyste szczura nie różnicowały się łatwo w dwa główne typy komórek potrzebnych do utworzenia nerek. Japończycy spróbowali więc uzyskać mysie nerki w ciele szczura i odnieśli sukces.

Gdy blastocysty z komórkami macierzystymi myszy wstrzyknięto szczurom, u których wywołano sztuczną ciążę, rozwinęły się one w normalne płody. Ponad 2/3 tych płodów zawierało parę nerek pochodzących z mysich komórek macierzystych. Dalsze badania pokazały, że pod względem strukturalnym wszystkie te nerki były zbudowane prawidłowo i co najmniej połowa z nich mogła prawidłowo działać.

Nasze badania pokazują, że komplementacja blastosyt to właściwa metoda uzyskania nerek. W przyszłości badania te może uda się zastosować do uzyskiwania ludzkich organów w ciałach zwierząt hodowlanych. W ten sposób można będzie wydłużyć życie i poprawić jego jakość u milionów pacjentów na całym świecie.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, f1513405 napisał:

metoda z linku powyżej wygląda na lepszą

Ta metoda którą linkujesz ma problem z wykształceniem w organie wszystkich rodzajów występujących tam komórek. W dodatku polega na budowaniu dla pacjenta "własnej" tkanki na obcych naczyniach krwionośnych i szkielecie, co niestety nie daje pełnej zgodności z tkankami pacjenta. I  jeszcze to płukanie detergentami...

Wytłumacz proszę zatem, dlaczego uważasz ją za lepszą, niż wyhodowanie od razu w pełni funkcjonalnego i zgodnego narządu?

21 godzin temu, f1513405 napisał:

jak nie będziecie należeć do 2% to możecie o takich rzeczach w komiksach poczytać

To jakaś teoria spiskowa? Wyrażasz się tu nieco nieprecyzyjnie, więc wybacz jeśli się mylę i popraw mnie, ale domyślam się, że chodzi o 2% najbogatszych ludzi na świecie.

Otóż mylisz się. Nawet przyjmując taki cyniczny punkt widzenia, że liczy się tylko pieniądz.

Bo ten pieniądz trzeba gdzieś zarobić. A co przyniesie większy zysk ze sprzedaży usługi medycznej: jedna transakcja z zyskiem 1000000 baksów, czy 21+ transakcji na 50k baksów? To po pierwsze.

Po drugie - z punktu widzenia cynicznego i "obrzydliwie bogatego" pacjenta - lepiej poddać się terapii dobrze przetestowanej na innych (biedniejszych) niż za grubą kasę być jednym z pionierów - czy jak kto woli królików doświadczalnych.

Po trzecie - nawet jeśli jesteś przeciętnie (czy nawet poniżej przeciętnie) zarabiającym Polakiem, to nadal jest szansa, że w razie potrzeby załapiesz się na drogie leczenie. I wcale nie jako królik doświadczalny. Ani nie po zrzutce ogólnonarodowej. Wystarczy się odpowiednio ubezpieczyć. Faktycznie - ogromna większość drogich operacji w Stanach i ogólnie w krajach rozwiniętych jest opłacana przez polisy ubezpieczeniowe. Bo z własnej kieszeni nawet przyzwoicie zarabiający przedstawiciel klasy średniej nie byłby w stanie ich opłacić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Jarkus napisał:

Wystarczy się odpowiednio ubezpieczyć. Faktycznie - ogromna większość drogich operacji w Stanach i ogólnie w krajach rozwiniętych jest opłacana przez polisy ubezpieczeniowe. Bo z własnej kieszeni nawet przyzwoicie zarabiający przedstawiciel klasy średniej nie byłby w stanie ich opłacić.

Hm, mam dysonans poznawczy. IMHO ubezpieczenia de facto podnoszą koszty usług medycznych. No przynajmniej o marżę ubezpieczyciela. Pod drugie, w przypadkach kiedy ubezpieczyciel już musiał zapłacić za leczenie, po prostu źle skonstruował umowę i wykluczenia - dlatego nie zdołał się wyślizgać ;) No ale to ja i moja niechęć do TU

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Jajcenty napisał:

IMHO ubezpieczenia de facto

IMHO czy de facto? :)

6 godzin temu, Jajcenty napisał:

podnoszą koszty usług medycznych. No przynajmniej o marżę ubezpieczyciela.

Jaki mechanizm miałby za to odpowiadać? W szczególności - nie wyobrażam sobie, co wspólnego może mieć marża TU do ceny usługi medycznej (chociaż marża w przypadku ubezpieczenia to nie najlepsze słowo).

Powiem więcej - jestem zdania, że ubezpieczenia prywatne obniżają koszty usług medycznych. A działa to IMHO tak: jeśli w danej populacji coraz więcej terapii (na które wcześniej ludzi nie było stać) zaczyna być opłacana przez prywatne polisy ubezpieczeniowe, to cena tych terapii spada - efekt skali.

7 godzin temu, Jajcenty napisał:

moja niechęć do TU

Nie daj się! Jesteś na serwisie popularnonaukowym. Niech emocje nie zaburzają racjonalnego myślenia! Trzymam za ciebie kciuki! :)

7 godzin temu, Jajcenty napisał:

kiedy ubezpieczyciel już musiał zapłacić za leczenie, po prostu źle skonstruował umowę i wykluczenia - dlatego nie zdołał się wyślizgać

To dosyć powszechny stereotyp, którego po krótkim zastanowieniu nie da się obronić.

Jestem nawet w stanie zrozumieć jego istnienie, bo ludzki mózg ma tendencję do upraszczania. Wiele TU przez lata sprzedawało niekorzystne produkty inwestycyjne "zapakowane" w polisę ubezpieczeniową. A te polisy z prawdziwym ubezpieczeniem to tylko nazwę miały wspólną. Drugi czynnik który powszechnie przebija się do świadomości ludzi, to cała masa spraw w sądach związanych z odszkodowaniami i zadośćuczynieniem za wypadki samochodowe. Pasą się teraz na tym prawnicy i przeróżne firmy odszkodowawcze. I ludzki umysł wrzuca to wszystko do wora z etykietką "ubezpieczenie".

Jednak mówimy teraz o prywatnym ubezpieczeniu "ochronnym" a nie o inwestycji zapakowanej w papierek polisy czy obowiązkowym ubezpieczeniu OC pojazdu. Może cię zaszokuję, ale TU zależy na szybkim i sprawnym wypłacaniu świadczeń. Bo po pierwsze to dla nich lepsza reklama niż cokolwiek innego. A po drugie (cynicy pewnie odwróciliby kolejność) niewypłacanie byłoby najgorszą antyreklamą. I utratą rynku.

A wykluczenia? Oczywiście są. Różne u różnych TU. Tak jak możesz kupić najróżniejsze samochody - od klasy "złom" do klasy "premium", tak możesz kupić różne ubezpieczenia.

Gdyby ludzie na wybór ubezpieczenia przeznaczali choć tyle czasu, co na zaplanowanie najbliższych wakacji albo sylwestra, to nie byłoby potem zdziwienia, że polisa czegoś tam nie obejmuje. Tylko po co, prawda? Przecież ubezpieczenie to ubezpieczenie. Wszystkie są takie same, więc najlepiej jak już kupować, to najtańsze.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Jarkus napisał:

IMHO czy de facto?

Touche! Oczywiście miało być "per saldo".

9 godzin temu, Jarkus napisał:

Powiem więcej - jestem zdania, że ubezpieczenia prywatne obniżają koszty usług medycznych. A działa to IMHO tak: jeśli w danej populacji coraz więcej terapii (na które wcześniej ludzi nie było stać) zaczyna być opłacana przez prywatne polisy ubezpieczeniowe, to cena tych terapii spada - efekt skali.

Generalnie, TU nie kupuje usług medycznych tylko je refunduje. I nie umawia się ze szpitalem tylko sprawdza jakie są ceny i bierze je pod uwagę przy ustalaniu stawki. Widać to w materiale  wskazanym przez Mariusza! Nie bardzo wiadomo jaki jest wpływ TU. Oczywiście jeśli jakoś kupuje usługi, to jest w stanie uzyskać upusty, ale jestem pewien, że ten upust stanowi zysk TU a nie ubezpieczonego. Ja bym tak zrobił. Ubezpieczony na tym biznesie traci. Głównie dlatego, że poród zdarza mu się dwa razy w życiu a składkę płaci przez całe życie.

Zazwyczaj w tym momencie proszę interlokutorów by podsumowali swoje dotychczasowe wydatki na ubezpieczenia i zwroty uzyskane od TU. Znam tylko jedną osobę, która ma ten bilans dodatni - pechowcowi dwa razy ukradziono samochód. I nie chodzi o umowy z niejawnymi wykluczeniami czy o trudności w egzekwowaniu zobowiązań TU. Chodzi o sam mechanizm kalkulowania ryzyka. Jeśli TU deklaruje: jak dla pana, po znajomości, refundacja bypassów 100 zł/mc, to najlepsze co możesz zrobić, to odkładać te 100 zeta i naskładasz na te swoje bypassy. Będziesz do przodu o marżę TU :)

10 godzin temu, Jarkus napisał:

Gdyby ludzie na wybór ubezpieczenia przeznaczali choć tyle czasu, co na zaplanowanie najbliższych wakacji albo sylwestra, to nie byłoby potem zdziwienia, że polisa czegoś tam nie obejmuje.

Wiesz, głupio zakładam rzetelność w biznesie. Tymczasem umowy TU czy bankowe mają więcej wspólnego z podstępem niż umową. Ostatnio na przykład okazało się, że moje mieszkanie nie jest ubezpieczone od zalania. To znaczy jest, jeśli ja zalałem, bo jak zostałem zalany, to już nie. 

Generalnie co do zasady: TU kalkuluje ryzyko, dodaje koszty, zysk i sprzedaje za cenę. Więc jeśli będziesz odkładał składkę, to w długim okresie powinieneś być do przodu. Chyba że masz pecha. Ale wtedy TU weźmie to pod uwagę i Twój pech znajdzie odbicie w składce. Tak naprawdę w TU kupujesz poczucie bezpieczeństwa. A przy likwidacji, często okazuje się ono fałszywe. Dlatego sam mam tylko obowiązkowe ubezpieczenia.

Jeden z programów medycznych: 1 osoba w wieku 2-67 lat - 615 zł rocznie. To rozbój a nie oferta.  W moim konretnym przypadku za 600 opękam z 5 lat wizyt prywatnych i badań laboratoryjnych. I dziwne ograniczenie na wiek - 67 lat. Przypadek? Nie sądzę. 

Moja niechęć do ubezpieczeń nie jest czysto prawicowa. Uważam że ma pewne uzasadnienie w liczbach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na stanowisku Shimizukaze z japońskiej prefektury Nara odkryto fragment glinianego naczynia ze środkowego okresu Yayoi, na którym przedstawiono najprawdopodobniej wizerunek szamanki. Postać jest ubrana w strój ptaka. O odkryciu poinformowano 9 października.
      Archeolodzy podkreślają, że na terenie Kraju Kwitnącej Wiśni odkryto 19 innych glinianych naczyń z inskrypcjami ludzi z wyciągniętymi rękami, ale postać z Shimizukaze jako pierwsza wydaje się mieć piersi. Przedstawiono je jako kręgi na klatce piersiowej.
      Na fragmencie, który mierzy 12 na 16,3 cm, widać także dwoje oczu, nos, usta oraz dłoń z pięcioma palcami.
      Kazuhiro Tatsumi, były profesor Doshisha University, sugeruje, że szaman w stroju ptaka mógł się modlić o udane zbiory zbóż (wierzono, że odpowiadające za to bóstwa były przenoszone przez ptaki).
      Shimizukaze jest zlokalizowane ok. 600 m na północ od stanowiska Karako Kagi, na którym znajduje się otoczona fosą osada z okresu Yayoi. W sumie na obu stanowiskach znaleziono ponad 450 glinianych naczyń.
      Do 1 grudnia fragment naczynia z szamanką można podziwiać w Muzeum Archeologicznym Karako Kagi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Transplantacja wydzieliny pochwowej okazała się skuteczną metodą leczenia nawracającej niepoddającej się terapii waginozy bakteryjnej (BV), donoszą autorzy niewielkich badań klinicznych, których wyniki opisano na łamach Nature Medicine.
      Waginoza bakteryjna, to poważna choroba, której przyczyną jest obecność w pochwie bardzo dużej liczby patologicznych bakterii. Schorzenie to prowadzi do większej podatności kobiet na wiele chorób przenoszonych drogą płciową, jak HIV, opryszczka, rzeżączka, zwiększa też ryzyka zakażeń zagrażających ciąży oraz takich powikłań jak przedwczesny poród. Wśród czynników ryzyka waginozy bakteryjnej są antybiotykoterapia, częste korzystanie z basenów czy saun, palenie papierosów oraz niewłaściwa dieta. Niestety, waginozę bakteryjną trudno się leczy, a wielu przypadkach dochodzi do nawrotów.
      Izraelscy naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie oraz Instytutu Weizmanna rozpoczęli prace nad transplantacją mikrobiomu pochwy już w 2014 roku. W próbach klinicznych wzięło udział pięć kobiet w wieku 27–47 lat. Wszystkie one cierpiały na nawracającą niepoddającą się leczeniu waginozę bakteryjną. Poza tym były zdrowe. W roku poprzedzającym rozpoczęcie testów każda z nich doświadczyła co najmniej 4 nawrotów choroby, a ich lekarze bez powodzenia próbowali zwalczyć waginozę antybiotykami.
      Chore były leczone przeszczepami transplantacją wydzieliny pochwowej pobranej o trzech ochotniczek w wieku 35–48 lat. Każda z nich dostarczyła szczegółowy opis swojej historii chorób, żadna nie chorowała na waginozę bakteryjną, nie cierpiała na żadną chorobę przenoszoną drogą płciową, kandydatki nie mogły też zażywać wielu różnych leków. Wszystkie na tydzień przed pobraniem wydzieliny powstrzymały się przez tydzień od aktywności seksualnej, dwie poinformowały, że nie uprawiały seksu od co najmniej 8 lat jedna od 25 lat była w monogamicznym związku.
      Analiza pobranej wydzieliny wykazała, że zawiera ona zdrowy mikrobiom, który zdominowany jest przez bakterie z rodzaju Lactobacillus. Transplantacji dokonano w ciągu 60 minut po pobraniu.
      U dwóch z biorczyń doszło do długoterminowej remisji waginozy bakteryjnej już po jednokrotnej transplantacji. W ciągu tygodnia od zabiegu ustąpiły u nich objawy BV  i kobiety pozostały zdrowe przez cały okres, w którym śledzono ich dalsze losy, czyli przez 11,5 miesiąca. U dwóch kolejnych kobiet całkowita remisja nastąpiła po trzech transplantacjach. Ich losy śledzono przez 21 miesięcy, w czasie których pozostały zdrowe.
      U piątej z biorczyń doszło do częściowej remisji BV, ale jej przypadek został utrudniony przez fakt, że nabawiła się infekcji gardła i musiała być leczona antybiotykami. Po tym leczeniu wróciły u niej objawy waginozy bakteryjej. Dokonano u niej kolejnej transplantacji, która poprawiła jej stan zdrowia, ale po 6,5 miesiącach skład mikrobiomu jej pochwy przypominał mieszankę jej mikrobiomu z mikrobiomem dawczyń. Tymczasem u kobiet, u których doszło do wyleczenia BV skład mikrobiomu pochwy przypominał skład mikrobiomu dawczyń.
      U żadnej z kobiet nie odnotowano negatywnych skutków terapii. Autorzy badań uznali, że transplantacja mikrobiomu pochwy może być skutecznym i bezpiecznym sposobem leczenia nawracających antybiotykoopornych nieuleczalnych przypadków waginozy bakteryjnej.
      Jako, że opisane powyżej badania dowiodły, że terapia jest bezpieczna i może przynieść korzyści, skuteczność tej metody powinna być określona w randomizowanych podwójnych ślepych testach z placebo, stwierdzili autorzy badań.  Wiadomo, że w samych Stanach Zjednoczonych przygotowywane są dwa takie testy. Jeden będzie prowadzony przez Uniwersytet Johnsa Hopkinsa, a pierwsze wyniki mają być gotowe w 2024 roku, drugie zaś jest przygotowywany przez Massachusetts General Hospital i ma się zakończyć w 2022 roku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Transplantologia na całym świecie zmaga się z brakiem organów. Wiele osób umiera nie doczekawszy przeszczepu nerek. Pacjenci tacy są postrzegani jako ofiary braku narządów. Tymczasem badania przeprowadzone na University of Columbia dowodzą, że osoby takie przed śmiercią mają wielokrotnie szanse na przeszczep, ale oferty takie są odrzucane przez transplantologów i trafiają do osób znajdujących się niżej na liście oczekujących.
      Profesor Sumit Mohan i zespół z Columbia University oraz z Emory University przeanalizowali wszystkie dane dotyczące przeszczepu nerek z lat 2008 – 2015 z terenu USA. Dane takie są gromadzone w United Network for Organ Sharing. W omawianym czasie na przeszczep czekało ponad 350 000 osób i pojawiło się 14 milionów nerek do przeszczepu.
      Analiza wykazała, że w tym czasie większość oczekujących, 76%, otrzymała co najmniej 1 propozycję przeszczepu nadającej się nerki. Z 280 041 pacjentów, którzy mieli przynajmniej jedną szansę na przeszczep, aż 30% (około 85 000) zmarło lub zostało usuniętych z listy oczekujących zanim doczekało się przeszczepu. W przypadku pacjentów, którzy zmarli nie doczekawszy przeszczepu, mediana pojawienia się pierwszej nadającej się nerki wynosiła 78 dni od czasu trafienia na listę oczekujących.
      Większość, bo aż 84%, organów, które zaproponowano do przeszczepu, została odrzucona przez transplantologów przynajmniej raz, w tym były też organy wydające się idealnie pasować do pacjenta, któremu je proponowano.
      Najczęstszym powodem odrzucenia nerki przez zespół transplantologów były obawy o jej jakość. Jednak w oczywisty sposób nerki te nadawały się do przeszczepu, gdyż wszystkie w końcu trafiły do pacjentów. Wiemy, że po roku wciąż działało 93% z nich, a po pięciu latach działało 75% z nich, a to każe postawić pytanie o prawidłowość decyzji podjętych przez transplantologów, którzy nerki te odrzucili, mówi Mohan.
      Naukowiec dodaje, że w większości przypadków pacjenci nie wiedzą, że pojawiły się dla nich nerki, ale oferty zostały odrzucone przez opiekujących się nimi lekarzy. Transplantolodzy mają zwykle godzinę na podjęcie decyzji i często nawet po fakcie nie informują pacjentów, że odrzucili nerki. Zdaniem Mohana to poważny błąd. Informowanie pacjentów o ofertach zwiększyłoby ich zaangażowanie i z pewnością większość pacjentów poinformowałaby swoich lekarzy, że wolą dostać szybciej mniej pasującą nerkę niż całymi latami czekać na idealny organ. Lekarze często jednak odrzucają nadające się nerki licząc na to, że następna jaka się pojawi, będzie lepsza.
      Zdecydowana większość nerek nie trafia do osób, którym zostały zaproponowane w pierwszej kolejności. Wydaje się, że obecny system, który pozwala centrom transplantologii na odrzucenie oferty bez poinformowania o tym pacjenta jest bardziej podatny na subiektywne oceny niż sądzono, dodaje Mohan.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa wykorzystali pewną cechę układu odpornościowego, dzięki czemu otworzyli drogę dla użycia komórek do naprawienia mózgu. Podczas eksperymentów na myszach zwierzętom przeszczepiono komórki nerwowe bez konieczności długotrwałego podawania im środków immunosupresyjnych. W szczegółowym artykule, opublikowanym w piśmie Brain, czytamy, jak uczeni selektywnie ominęli mechanizmy obrony układu odpornościowego przeciwko obcym komórkom i wszczepili komórki, które przetrwały, rozwijały się i chroniły mózg na długo po zaprzestaniu podawania leków.
      Możliwość przeszczepienia zdrowych komórek do mózgu bez konieczności stosowania leków immunosupresyjnych może znacząco udoskonalić terapie leukodystrofii, grupy chorób istoty białej, w których następuje postępująca utrata mieliny. Jako, że choroby tego typu są zapoczątkowywane przez mutację powodującą dysfunkcję jednego typu komórek, są dobrym celem dla terapii, w czasie których przeszczepia się zdrowie komórki lub powoduje, by zmodyfikowane genetycznie komórki przeważyły nad komórkami chorymi, mówi Piotr Walczak, profesor radiologii na Wydziale Medycyny Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa.
      Główną przeszkodą utrudniającą wykorzystanie zdrowych komórek do zastąpienia nimi chorych jest nasz układ odpornościowy, który atakuje obce komórki. To chroni nas przed bakteriami czy wirusami, ale znakomicie utrudnia przeszczepy. Dlatego też stosuje się leki immunosupresyjne, które tłumią reakcję układu odpornościowego. Obca tkanka nie jest odrzucana, ale pacjent – który musi przyjmować takie leki do końca życia – jest narażony na choroby zakaźne i inne skutki uboczne.
      Naukowcy z Johnsa Hopkinsa, chcąc powstrzymać układ odpornościowy bez konieczności stosowania leków immunosupresyjnych, wzięli na cel limfocyty T, a konkretnie na sygnałach, które wywołują atak limfocytów T. Te sygnały są potrzebne, by limfocyty T nie zaatakowały własnej zdrowej tkanki organizmu, do którego należą, wyjaśnia profesor Gerald Brandacher.
      Naukowcy postanowili tak wpłynąć na te sygnały, by za ich pomocą wytrenować układ immunologiczny, by na stałe uznał przeszczepione komórki za własne. W tym celu wykorzystali przeciwciała CTLA4-Ig oraz anty-CD154, które łączą się z powierzchnią limfocytów T, blokując sygnały zachęcające do ataku. Wcześniej taka kombinacja przeciwciał była z powodzeniem używana do zablokowania odrzucenia przeszczepionych organów u zwierząt, jednak nie testowano jej na komórkach mających za zadanie naprawę otoczki mielinowej w mózgu.
      Podczas serii eksperymentów Walczak i jego zespół wstrzykiwali to mózgów myszy chroniące je komórki gleju, które wytwarzają otoczkę mielinową wokół neuronów. Wszczepione komórki zmodyfikowano tak, by były fluorescencyjne, dzięki czemu naukowcy mogli je śledzić. Komórki wszczepiano trzem grupom myszy. Jedna, która była genetycznie zmodyfikowana tak, by nie wytwarzały się u niej komórki gleju, druga grupa składała się ze zdrowych myszy, a trzecia z myszy u których nie działał układ odpornościowy. Czwartą grupą była grupa kontrolna.
      Po sześciu dniach od przeszczepu obcych komórek zwierzętom przestano podawać przeciwciała i śledzono, co dzieje się z komórkami. W grupie kontrolnej obce komórki zostały zaatakowane natychmiast po przeszczepie i wszystkie zginęły w ciągu 21 dni. Natomiast u myszy, którym podawano przeciwciała, wysoki poziom przeszczepionych komórek wciąż utrzymywał się po 203 dniach od przeszczepu. To pokazuje, że komórki przetrwały, nawet na długo po zaprzestaniu leczenia. Naszym zdaniem oznacza to, że udało się selektywnie zablokować limfocyty T tak, by nie atakowały przeszczepionych komórek, mówi Shen Li, jeden z autorów badań.
      Kolejnym krokiem było zbadanie, czy przeszczepione komórki wykonały pracę, której od nich oczekiwano, zatem czy wytworzyły chroniącą neurony mielinę. W tym celu użyto rezonansu magnetycznego, by zbadać różnice pomiędzy myszami z komórkami gleju i ich pozbawionymi. Okazało się, że wszczepione komórki gleju kolonizowały te obszary mózgu, które powinny. To potwierdza, że przeszczepione komórki namnażały się i podjęły swoje normalne funkcjonowanie.
      Profesor Walczak podkreśla, że na razie uzyskano wstępne wyniki. Udowodniono, że komórki można przeszczepić i że kolonizują one te obszary mózgu, do których je wprowadzono. W przyszłości uczony wraz z zespołem chce wykorzystać inne dostępne metody dostarczania komórek do mózgu tak, by móc naprawiać go całościowo.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Do 1,5 doby udało się wydłużyć czas przechowywania wątroby, która ma zostać przeszczepiona. Dzięki nowej metodzie po raz pierwszy udało się bezpiecznie przechowywać ludzki organ w temperaturze poniżej 0 stopni Celsjusza. Nowa technika, która zapobiega tworzeniu się niszczących tkanki kryształów lodu, może zwiększyć liczbę przeszczepianych wątrób i innych organów.
      Transplantologia na całym świecie boryka się m.in. z problemem przechowywania organów. Zwykle są one trzymane w temperaturze 4 stopni i można je przechowywać dość krótko. W przypadku wątroby jest to 12 godzin. W tym czasie organ musi zostać wszczepiony dawcy. To wyścig z czasem, mówi Reinier de Vries z Harvard Medical School.
      Zespół de Vriesa opracował metodę, która pozwala na przechowywanie wątroby w temperaturze -4 stopni Celsjusza bez jej zamrażania. Organ jest podłączony do maszyny, która tłoczy do jego wnętrza środki chemiczne obniżające temperaturę, a z pojemnika, w którym znajduje się wątroba, usuwane jest powietrze.
      Nową metodę przetestowano dotychczas na trzech wątrobach, które pobrano w celu przeszczepu, jednak okazało się, że organy są w zbyt złym stanie, by je przeszczepić. W czasie testów temperaturę organów obniżono poniżej 0 stopni, później wątroby ogrzano, a gdy przepuszczono przez nie krew, zaczęły one wytwarzać żółć.
      De Vries zapowiada, że teraz jego zespół spróbuje przedłużyć okres przechowywania ludzkiej wątroby powyżej 1,5 doby. Będą prowadzone też eksperymenty z nerkami i sercami. Uczony mówi, że problem będą stanowiły płuca, gdyż są one wypełnione powietrzem. Im większa objętość organu, tym trudniej go przechowywać. Wątroba to największy ludzki organ o zwartej budowie, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...