Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Ekologiczne rolnictwo bardziej szkodliwe od intensywnej uprawy i hodowli?

Recommended Posts

Rolnictwo, które wydaje się bardziej przyjazne środowisku, a jednocześnie wykorzystuje więcej ziemi, by uzyskać takie same plony, może mieć bardziej negatywny wpływ na przyrodę niż rolnictwo intensywne, używające mniej ziemi, wynika z ostatnich badań.

Od pewnego czasu ukazują się badania, których autorzy twierdzą, że najlepszym sposobem na ochronę środowiska naturalnego przed negatywnym wpływem działalności rolniczej człowieka, jest jak najbardziej intensywne wykorzystywanie ziemi, dzięki czemu można jej używać mniej. Jednak problem w tym, że z intensywnymi technikami rolniczymi wiąże się nieproporcjonalnie duży poziom zanieczyszczenia, erozji gleby i zużycia wody. Jednak, jak dowodzą autorzy najnowszych badań, to pogląd nieprawdziwy.

Grupa naukowców postanowiła dokładnie oszacować zanieczyszczenia – takie jak produkcja gazów cieplarnianych, zużycie nawozów i wody – i przeliczyć je na jednostkę żywności wyprodukowanej w sposób intensywny lub w sposób uważany za przyjazny środowisku. W ten sposób mogli porównać koszt środowiskowy obu metod uprawy ziemi.
Wcześniej prowadzono już podobne badania, lecz tam porównywano wpływ środowiskowy na jednostkę terenu. Jako, że rolnictwo intensywne korzysta z mniejszej ilości ziemi to, jak twierdzą autorzy najnowszych badań, prowadziło to do przeszacowywania zanieczyszczeń z tego typu działalności rolniczej.

Badania czterech głównych sektorów działalności rolniczej wykazały, że – wbrew temu co się powszechnie uważa – bardziej intensywne rolnictwo, które używa mniej ziemi, powoduje też mniejsze zanieczyszczenie, erozję i zużywa mniej wody.
Należy jednak wziąć pod uwagę pewne poważne zastrzeżenie. Jeśli intensywne rolnictwo będzie wykorzystywane wyłącznie w celu zwiększania plonów czy obniżania cen żywności, przyspieszy ono niszczenie planety. Zdaniem autorów badań, intensywna działalność rolnicza sprawdzi się jako metoda ochrony przyrody tylko wówczas, jeśli będzie prowadzona właśnie po to, by jak najmniej terenów przeznaczać na działalność rolniczą.

Rolnictwo to najważniejszy czynnik przyczyniający się do utraty bioróżnorodności planety. Ciągle niszczymy habitaty, by zrobić miejsce na pola uprawne, mówi główny autor badań, profesor Andrew Balmoford z Wydziału Zoologii Cambridge University. Nasze wyniki pokazują, że możemy wykorzystać intensywne rolnictwo by zapewnić wyżywienie ludności chroniąc jednocześnie dziką przyrodę. Jeśli jednak chcemy uniknąć masowej zagłady gatunków musimy połączyć takie działania rolnicze z chęcią uchronienia jak największych obszarów od działalności rolniczej.

Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące zanieczyszczeń powodowanych przez cztery wielkie sektory produkcji rolnej: uprawy ryżu w Azji, uprawy pszenicy w Europie, produkcję wołowiny w Ameryce Łacińskiej i produkcję mleka i jego przetworów w Europie.

Uzyskane wyniki wskazują, że wiele systemów intensywnej uprawy i hodowli ma mniejszy negatywny wpływ na środowisko naturalne i, co najważniejsze, używa mniej terenów, niż mniej intensywna działalność rolnicza. Na przykład okazało się, że wykorzystywane w intensywnej uprawie ryżu nieorganiczne związki azotu nie zwiększają emisji gazów cieplarnianych, ale skutkują wyższymi plonami i mniejszym zużyciem wody na tonę ryżu. Z kolei przy niektórych intensywnych metodach hodowli krów możliwe jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych aż o połowę, jeśli na pastwiskach zasadzi się drzewa zapewniające bydłu cień. Badania organicznych farm mlecznych w Europie wykazały, że do produkcji tej samej ilości mleka potrzebują one o co najmniej 30% ziemi uprawnej i dwukrotnie więcej ziemi do wypasu niż tradycyjne farmy mleczne.

Organiczne systemy hodowli i uprawy roli są często postrzegane jako bardziej ekologiczne od systemów tradycyjnych, jednak nasze badania wskazują, że jest wręcz przeciwnie. Systemy organiczne, poprzez wykorzystywanie większej przestrzeni, mogą w ostatecznym rozrachunku bardziej szkodzić środowisku naturalnemu, mówi współautor badań, doktor David Edwards z University of Sheffield.

Autorzy badań podkreślają, że intensywne rolnictwo musi być połączone z mechanizmami zapobiegającymi jego rozprzestrzenianiu się. Można to zrobić np. poprzez dopłaty do działalności rolniczej, gdzie rolnicy, w zamian za zwrócenie części swojej ziemi do środowiska naturalnego i rozpowszechnienie intensywnych metod upraw i hodowli na pozostałych częściach, otrzymywali by pieniądze pochodzące z podatków. W ten sposób można by ograniczyć ich chęć rozszerzania areałów upraw i zwiększania swoich zysków.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

. Z kolei przy niektórych intensywnych metodach hodowli krów możliwe jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych aż o połowę, jeśli na pastwiskach zasadzi się drzewa zapewniające bydłu cień.

Hm, intensywna hodowla polegająca na swobodnym wypasie?  Drzewa strasznie wolno rosną, lepiej postawić parasole :D

Nie znam się na tym, wypas kojarzy mi się bardziej z rolnictwem ekstensywnym i sądzę też, że hektar kukurydzy wykarmi więcej bydła niż hektar trawy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz całkowitą rację. To prawdopodobnie błąd, na co wskazuje, że  cytowane zdanie ma być kontrą do poprzedniego z "intensywną uprawą ryżu".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czego nie rozumiecie znowu?

Intensywna w tym artykule = tradycyjna = nie ekologiczna, co chwilami może i jest ale tylko odrobinę niejasne.

Zdanie nie jest kontrą do poprzedniego, tylko wyliczeniem.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, thikim napisał:

tradycyjna

Używanie tego pojęcia nie ułatwia sprawy. Czym innym jest tradycja dla Holendra czy Polaka, a jak dzieli ich 50 lat, to już w ogóle. Dla mnie tradycyjna farma mleczna oznacza swobodny wypas i ręczne dojenie, bo tak się robiło mleko w Polsce, kiedy je jeszcze piłem.

Mam wątpliwości w stosunku do o wiele bardziej precyzyjnego pojęcia "intensywna hodowla".  Intensywna hodowla na pastwisku to dla mnie oksymoron. Ale, że niewiele wiem o rolnictwie, nie będę się upierał.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, thikim napisał:

Intensywna w tym artykule = tradycyjna = nie ekologiczna, co chwilami może i jest ale tylko odrobinę niejasne

Może dla Ciebie, ponieważ to oczywistość.:D

12 godzin temu, thikim napisał:

Zdanie nie jest kontrą do poprzedniego, tylko wyliczeniem.

Jeżeli "poprzednie zdanie" Tobie nie pomogło, to "zdaniem następnym " mogłeś się wspomóc: 

W dniu ‎17‎.‎09‎.‎2018 o 14:55, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Badania organicznych farm mlecznych w Europie wykazały, że do produkcji tej samej ilości mleka potrzebują one o co najmniej 30% ziemi uprawnej i dwukrotnie więcej ziemi do wypasu niż tradycyjne farmy mleczne.

Ponieważ farma organiczna zużywa zużywa  "dwukrotnie więcej ziemi do wypasu"  (krowy łążą po pastwisku, a nie stoją w oborze) od tradycyjnej, czyli w zdaniu

"przy niektórych intensywnych metodach hodowli krów możliwe jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych aż o połowę, jeśli na pastwiskach zasadzi się drzewa zapewniające bydłu ci." 

jest mowa o wypasie pastwiskowym, czyli musieć być o  rolnictwie ekstensywnym.

Znowu czegoś nie zrozumiałeś?

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Jajcenty napisał:

Mam wątpliwości w stosunku do o wiele bardziej precyzyjnego pojęcia "intensywna hodowla".  Intensywna hodowla na pastwisku to dla mnie oksymoron. Ale, że niewiele wiem o rolnictwie, nie będę się upierał.

intensywna hodowla to posadzenie/rozmnożenie czegoś i otrzymanie plonu w jak najkrótszym czasie, przy jak najmniejszym zużyciu energii,zasobów. upychanie tego na małej powierzchni nie jest jedynym rozwiązaniem. Amerykańskie krowy łażą po pastwiskach o powierzchni dziesiątek km2, chodzą tam przez cały rok i jedzą tylko trawę którą znajdą, mimo to jest to intensywna hodowla, bo cyklicznie są wyłapywane i dostają zastrzyk z hormonów wzrostu, po którym rosną wielkie i szybko jakby jadły najlepsze pasze świata.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 18.09.2018 o 09:08, Jajcenty napisał:

sądzę też, że hektar kukurydzy wykarmi więcej bydła niż hektar trawy.

To niestety prawda. Niestety, bo karmienie krów kukurydzą może mieć i często ma poważne konsekwencje zdrowotne. Dla ludzi.

https://youtu.be/0gnEZEo25RM?t=1344

W dniu 19.09.2018 o 07:43, tempik napisał:

Amerykańskie krowy łażą po pastwiskach o powierzchni dziesiątek km2, chodzą tam przez cały rok i jedzą tylko trawę którą znajdą

A to już prawie się nie zdarza. Polecam cały film: https://www.youtube.com/watch?v=0gnEZEo25RM

Na początek, bo nakręcono jeszcze kilka innych o wielkim przemyśle żywnościowym. Mamy szczęście, że żyjemy w kraju, w którym wielu ludziom pojęcie "uprawa tradycyjna" zdecydowanie nie kojarzy się z rolnictwem intensywnym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 19.09.2018 o 07:22, 3grosze napisał:

jest mowa o wypasie pastwiskowym, czyli musieć być o  rolnictwie ekstensywnym.

Znowu czegoś nie zrozumiałeś?

Nie tylko nie zrozumiałeś ale i coś obniżyło Twój poziom do słów "musieć być". 
Mam nadzieję że tylko na chwilę czyli parę lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak bez cudzysłowu  czy emotikony, to thikim ironii slangu już nie czai. "Musieć być";)  Asperger jakiś.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wraz z pojawieniem się rolnictwa i hodowli, pojawiły się też bakterie wywołujące u ludzi nowe nieznane wcześniej choroby. Do takich wniosków doszedł międzynarodowy zespół naukowy, który badał genomy Salmonella enterica uzyskane ze szkieletów sprzed tysięcy lat. Uczeni przedstawili pierwsze dowody DNA na wsparcie hipotezy mówiącej, że przejście na rolnictwo wiązało się z pojawieniem się nowych patogenów, które zarażają nas do dzisiaj.
      Felix M. Key, Alexander Herbig i Johannes Krause z Instytutu Nauki o Historii Człowieka im. Maxa Plancka stali na czele zespołu, który badał szkielety z zachodu Eurazji i zrekonstruował dzięki temu osiem genomów Salmonella enterica.
      Większość chorób nie pozostawia widocznych zmian w szkielecie, więc naukowcy chcący zbadać,jakie patogeny dręczyły naszych przodków, muszą odwoływać się do poszukiwania w ludzkich szczątkach śladów genomu bakterii i czy wirusów.
      Dzięki opracowanej przez nas technice mogliśmy przeanalizować tysiące próbek zębów pod kątem występowania DNA rodzaju Salmonella, mówi Herbig. Naukowcy przeanalizowali 2739 próbek. Na ich podstawie zrekonstruowali osiem genomów rodzaju Salmonella, w tym i taki pochodzący sprzed 6500 lat. To najstarszy zrekonstruowany dotychczas genom bakteryjny. A obecność S. enterica w zębach świadczy o tym, że ludzie ci w chwili śmierci cierpieli na choroby układowe.
      Badane szczątki należały do ludzi zamieszkujących tereny od współczesnej Rosji po Szwajcarię, którzy reprezentowali różne grupy kulturowe, od łowców zbieraczy, poprzez pasterzy-nomadów po wczesnych rolników. Tak szerokie spektrum czasowe, geograficzne i kulturowe pozwoliło nam na wykorzystanie po raz pierwszy genetyki molekularnej do powiązania ewolucji patogenów z pojawieniem się nowego stylu życia człowieka, mówi Herbig.
      Wraz z pojawieniem się rolnictwa i hodowli zwierząt ludzie zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Mieli większy kontakt ze zwierzętami oraz z odchodami zarówno zwierząt jak i innych ludzi. Od dawna więc istniała hipoteza mówiąca, że wszystkie te czynniki mogły doprowadzić do bardziej stałego i nawracającego kontaktu z patogenami oraz pojawienia się nowych chorób. Brakowało na to jednak bezpośrednich molekularnych dowodów.
      Prehistoryczna metagenomika daje nam niezwykły wgląd w przeszłość ludzkich chorób. Mamy obecnie dane molekularne, które pozwolą nam zrozumieć pojawienie się i rozprzestrzenianie patogenów przed tysiącami lat, stwierdza Felix M. Key z Instytutu Maxa Plancka i Massachusetts Institute of Technology.
      Badania wykazały, że wszystkie 8 genomów rodzaju Salmonella pozyskane od pasterzy i rolników to przodkowie szczepu, który wywołuje obecnie dur rzekomy. Prawdopodobnie jednak te prehistoryczne bakterie nie były dobrze zaadaptowane do ludzi i atakowały również zwierzęta. To zaś sugeruje, że pojawiły się one właśnie w wyniku zmiany trybu życia ze zbieracko-łowieckiego na pasterski i rolniczy.
      Już wcześniej pojawiły się sugestie, że ten szczep Salmonelli przeszedł ze świń na ludzi przed około 4000 lat. Jednak obecne odkrycie, że zaraża on ludzi od ponad 5000 lat sugeruje, że to świnie zaraziły się od nas. Autorzy najnowszych badań proponują jednak inną hipotezę. Uważają oni, że specyficzne dla ludzi i dla świń szczepy Salmonelli pochodzące od wspólnego przodka, zaczęły razem ewoluować gdy ludzie udomowili świnie.
      Zaczynamy rozumieć genetyczne podstawy adaptacji Salmonelli do gospodarza i możemy teraz przełożyć tę wiedzę na mechanizmy dotyczące pojawiania się chorób u ludzi i zwierząt, dodaje Johannes Krause.
      Powyższe doniesienia wyglądają jeszcze bardziej interesująco w zestawieniu z badaniami na temat różnic w układzie odpornościowym pomiędzy łowcami-zbieraczami a rolnikami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Watykan zakazuje sprzedaży plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku. Na terenie państwa tego typu przedmioty można będzie sprzedawać wyłącznie do wyczerpania obecnych zapasów w sklepach.
      Poczas gdy Unia Europejska zapowiedziała, że chce wprowadzić zakaz sprzedaży jednorazowych przedmiotów plastikowych od roku 2021 Watykan już od pewnego czasu ogranicza użycie takich przedmiotów, a wkrótce w ogóle nie będą one sprzedawane, poinformował Rafael Ignacio Tornini, szef wydziału odpowiedzialnego w Watykanie za utrzymanie ogrodów i sprzątanie odpadów.
      Próbujemy poddawać recyklingowi jak najwięcej plastiku, a obecnie ograniczamy sprzedaż plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku, powiedział Tornini w wywiadzie dla agencji ANSA.
      Wśród przedmiotów, których sprzedaży zakazano znajdują się torby, butelki na wodę, plastikowe sztućce, słomki czy balony.
      Watykan od dawna dba o ekologię. Najbardziej znanym tego przejawem stało się zainstalowanie w 2008 roku panel słonecznym na Auli Pawła VI. W tym samym roku ruszył też program segregowania odpadów. Obecnie 55% odpadów z Watykanu jest odpowiednio segregowanych i poddawanych recyklingowi. Celem władz Watykanu jest osiągnięcie w ciągu 2-3 lat zalecanego przez UE poziomu 70–75 procent segregowanych i przetwarzanych odpadów.
      Watykan ma mniej niż 1000 obywateli, jednak do tego należy doliczyć kilka tysięcy pracowników oraz miliony turystów rocznie. Rocznie w Watykanie zbieranych jest około 1000 ton śmieci.
      Przed pięcioma miesiącami rozpoczęto tam specjalny program zbierania odpadów organicznych. Są one zbierane z gospodarstw i domów Watykanu, miesza się je z odpadami zielonymi i tworzy kilkaset ton nawozu, który jest wykorzystywany w ogrodach Watykanu oraz papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 1985 roku Charles Hockett wysunął hipotezę, zgodnie z którą używanie zębów i szczęki jako narzędzi w społecznościach łowiecko-zbierackich spowodowało, że ich przedstawiciele nie mogli wymawiać dźwięków, do produkcji których używa się jednocześnie dolnej wargi i górnych zębów (spółgłoski wargowo-zębowe), czyli dźwięków „f” [f] i „w” [v].
      Damian Blasi z Instytutu Historii Człowieka im. Maksa Plancka, Steven Moran z Instytutu Lingwistyki w Zurichu oraz ich koledzy z Francji, Holandii i Singapuru połączyli dane paleoantropologiczne, lingwistyki historycznej oraz biologii ewolucyjnej i na tej podstawie dostarczyli dowodów, że w neolicie doszło do ogólnoświatowej zmiany dźwięków w językach. Języki zostały więc ukształtowane poprzez zmiany spowodowane zmianą sposobu gryzienia, na co wpłynęło rolnictwo, zmiany dietetyczne oraz zmiany w zachowaniu.
      Ludzka mowa jest bardzo zróżnicowana, a wydawane dźwięki rozciągają się od bardzo rozpowszechnionych „m” czy „a”, po unikatowe głoski mlaszczące w niektórych językach afrykańskich. Uważa się, że zdolność do wymawiania ponad 2000 różnych dźwięków pojawiła się wraz z ewolucją i istnieje co najmniej od pojawienia się Homo sapiens. Jednocześnie specjaliści sądzą, że rozpowszechnienie się danego dźwięku w językach świata zależy od tego, na ile łatwo dźwięk ten wymówić, odróżnić od innych i nauczyć się go. Również te umiejętności są na stałe wbudowane w nasz gatunek.
      Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania można spodziewać się, że każda zmiana w ludzkim aparacie mowy, słuchu czy w zdolności do uczenia się powinna wpływać na prawdopodobieństwo, a może nawet na zakres, występowania dźwięków w języku.
      Dowody paleoantropologiczne wskazują, że w neolicie doszło do dużej zmiany w ludzkim aparacie mowy. Prawidłowy jest odpowiedni nagryz pionowy i poziomy, gdy zęby górne i dolne nie nachodzą całkowicie na ciebie. Jednak w paleolicie ludzie używali zębów jako narzędzi, przez co już w wieku nastoletnim wykształcał się u nich zgryz, w którym zęby całkowicie na siebie nachodziły. Przez to dźwięki, wymagające kontaktu dolnej wargi z górnymi zębami były trudne do wymówienia.
      Odpowiedni nagryz pionowy i poziomy u dorosłych widzimy w danych paleontologicznych pochodzących z czasu, gdy upowszechniło się rolnictwo, a wraz z nim bardziej intensywne przetwarzanie żywności, dzięki czemu ludzie zaczęli jeść bardziej miękkie pożywienie. Wówczas aparat mowy H. sapies ukształtował się tak, że można było z łatwością wymawiać dźwięki „f” [f] i „w” [v].
      Hipoteza taka znajduje wsparcie w modelach biomechanicznych. Dzięki nim wiemy, że przy prawidłowym nagryzie wymówienie głosek wargowo-zębowych „f” [f] i „w” [v] wymaga o 30% mniej wysiłku niż wówczas, gdy zęby dokładnie na siebie nachodzą. Problem ten nie występuje w wypadku dźwięków takich jak „m” [m] czy „p” [p], które powstają dzięki zetknięciu obu warg. Te dźwięki ludzie paleolitu mogli bez problemu wymawiać. Modele takie wykazały również, że taki jak obecnie nagryz pionowy i poziomy zmniejsza od 24 do 70 procent odległość pomiędzy zębami a wargą przy artykulacji spółgłosek dwuwargowych („m” [m], „p” [p] i inne), prowadząc w ten sposób do zwiększenia prawdopodobieństwa przypadkowego pojawienia się dźwięków wargowo-zębowych w społecznościach, gdzie prawidłowy nagryz został zachowany w wieku dorosłym.
      Oszacowania występowania prawidłowego nagryzu w zależności od rozpowszechnienia w danej społeczności żywności pochodzącej z rolnictwa wykazały, że w społecznościach łowiecko-zbierackich głoski zębowo-wargowe występują 4-krotnie rzadziej niż w społecznościach rolniczych. Podobne wyniki dały badania rekonstrukcyjne nad językami indoeuropejskimi. Okazało się, że mediana prawdopodobieństwa występowania dźwięków wargowo-zębowych w protojęzyku (6000 do 8000 lat temu) wynosiła około 3%, podczas gdy w istniejących językach indoeuropejskich wynosi ona 76%.
      Dźwięki „f” [f] oraz „w” [v] rozpowszechniły się w ludzkich językach stosunkowo niedawno, a było to możliwe dzięki pojawieniu się rolnictwa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Aż 82 proc. rodziców dzieci w wieku 6–10 lat, biorących udział w badaniu Fundacji WWF Polska* chciałoby, aby ich dzieci otrzymywały w szkole więcej informacji na temat przyrody i ochrony środowiska. Jest to związane z rosnącą świadomością postępującej degradacji środowiska naturalnego.
      Dorośli zdają sobie sprawę, że ich obowiązkiem jest wykształcenie także u przyszłego pokolenia odpowiedzialności za los naszej planety. Dlatego Fundacja daje rodzicom możliwość czynnego udziału w procesie zgłaszania klas swoich dzieci do programu edukacji ekologicznej „Przyjaciele Pandy”. Program, w wersji podstawowej lub rozszerzonej, jest wyjątkową pomocą dla nauczycieli, którzy w atrakcyjny sposób chcą kształtować postawy proekologiczne swoich uczniów. Zgłoszenia klas do programu przyjmowane są na stronie edukacja.wwf.pl.
      Edukacja przyrodnicza może być przygodą
      „Przyjaciele Pandy” to wyjątkowy program edukacji ekologicznej dla klas I–III szkół podstawowych oraz świetlic opracowany przez WWF Polska. Jego celem jest zachęcenie dzieci do odkrywania świata przyrody i inspirowanie do jego ochrony. Do programu można przystąpić, wybierając jedną z dwóch wersji – podstawową lub rozszerzoną.
      Program to trzy bloki tematyczne – „Las”, „Woda” oraz „Ja i środowisko”. Dzieci poznają m.in. gatunki zwierząt i roślin, specyfikę środowisk, w których żyją, ciekawostki na ich temat i – co bardzo ważne – uczą się, jak szanować i chronić otaczającą je przyrodę. „Przyjaciele Pandy” to nie tylko ciekawie podana wiedza przyrodnicza, ale także ćwiczenia z pisowni i matematyki, prace plastyczne, zadania ruchowe i dostęp do narzędzi multimedialnych.
      Edukacja przyrodnicza może być przygodą, co udowadniają ambasadorzy programu w zamieszczonych na stronie inspirujących lekcjach pokazowych. Anna Dereszowska rysuje dźwięki ptaków, Paulina Holtz sprawdza z dziećmi, ile zbędnych opakowań kupujemy w sklepie razem z produktami, Kamila Szczawińska nazywa jadalne części roślin w codziennych posiłkach, a Piotr Zelt uczy rozpoznawania tropów zwierząt.
      Projekt „Przyjaciele Pandy” został stworzony w oparciu o aktualnie obowiązującą podstawę programową edukacji wczesnoszkolnej MEN. Dzięki temu stanowi bardzo cenne uzupełnienie treści podręcznikowych. Przygotowując program edukacyjny dla szkół podstawowych, skorzystaliśmy z wieloletniego doświadczenia  i najlepszych praktyk w edukacji przyrodniczej, jakimi dysponuje WWF na świecie. Połączyliśmy je z doświadczeniem polskich nauczycieli i najnowszymi technologiami edukacyjnymi. Tak, aby zapewnić zarówno merytoryczne wsparcie nauczycielom, jak i atrakcyjne materiały dla dzieci. Chcemy, aby nauka o przyrodzie była dla nich przygodą, wciągającym odkrywaniem świata i inspiracją do ekologicznych wyborów na co dzień – mówi Irka Jazukiewicz, koordynatorka programu edukacji ekologicznej „Przyjaciele Pandy”
      w Fundacji WWF Polska.
      Program uzyskał pozytywną ocenę Ośrodka Rozwoju Edukacji oraz 90 proc. nauczycieli biorących udział w pilotażu, który przeprowadzono w klasach I–III w 46 szkołach podstawowych w całej Polsce.
      Wariant podstawowy czy rozszerzony?
      Do programu można przystąpić, wybierając jedną z dwóch wersji – podstawową lub rozszerzoną. W wersji podstawowej program stanowi wsparcie merytoryczne dla nauczyciela w postaci dostępu do materiałów dydaktycznych na platformie edukacyjnej edukacja.wwf.pl i pozwala przeprowadzić 15 lekcji o charakterze uzupełniającym lub utrwalającym wiedzę przyrodniczą.
      W wersji rozszerzonej klasa, przystępując do realizacji konkretnego bloku tematycznego, staje się ambasadorem wybranej sprawy. Ma możliwość korzystania z atrakcyjnego pakietu całorocznych materiałów dydaktycznych, ale przede wszystkim udziela prawdziwej pomocy zagrożonym gatunkom.
      Ta ścieżka wiąże się z przekazaniem darowizny na konkretny cel przyrodniczy realizowany przez WWF. Wybierając blok „Las”, klasa wesprze program ochrony dużych drapieżników: rysia, wilka i niedźwiedzia. Decydując się na blok „Woda”, dzieci pomogą ssakom morskim Bałtyku, czyli foce szarej i morświnowi.
      Zaś w ramach bloku „Ja i środowisko” klasa zajmie się ochroną klimatu i najbardziej wrażliwych na jego zmianę gatunków, m.in. niedźwiedzia polarnego. Środki finansowe na darowiznę mogą pochodzić z budżetu klasy bądź szkoły lub być zebrane np. podczas szkolnego kiermaszu, na który dzieci przygotują własnoręcznie wykonane ekologiczne gadżety czy wypieki.
      Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Fundację WWF Polska blisko połowa ankietowanych rodziców deklaruje, że ich pociechy angażowały się w ubiegłym roku w takie aktywności społeczne jak wolontariat, akcje na rzecz potrzebujących, przyrody lub zwierząt. Badania podkreślają, że dzieci statystycznie najchętniej (39 proc.) brały udział w działaniach na rzecz organizacji związanych z ochroną środowiska.
      Te wyniki utwierdzają nas w przekonaniu, że w dzieciach tkwi ogromny potencjał, który warto dobrze ukierunkować. Wybierając rozszerzony wariant programu „Przyjaciele Pandy”, uczniowie wraz z nauczycielem otrzymują możliwość udzielenia realnej pomocy zagrożonym gatunkom, a tym samym zyskują poczucie sprawczości. Edukacja poprzez aktywizację społeczną najmłodszych np. wolontariat, w sposób naturalny i trwały wspomaga budowanie postaw naszych dzieci. Motywuje i utwierdza
      w przekonaniu, że warto się zaangażować. Tylko w ten sposób mamy szansę wykształcić bardzo świadome
      i wrażliwe na kwestie środowiskowe pokolenie – mówi Jazukiewicz.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Agencja Xinhua poinformowała, że superhybrydowy ryż hodowany na polu doświadczalnym w prowincji Yunnan, pobił nowy rekord wydajności. Ostatnie trzykrotne zbiory na farmie Datun Township dały średnie zbiory 1152,3 kilograma ryżu z mu. Mu to tradycyjna chińska jednostka powierzchni wynosząca 666,66 metra kwadratowego (ok. 0,07 ha).
      Prace nad hybrydowym ryżem rozpoczęły się na farmie doświadczalnej w 2009 roku.
      Jak poinformował XIe Hua'an, szef zespołu naukowego, do sukcesu przyczyniły się średnie temperatury wynoszące 20 stopni Celsjusza, odpowiednia ilość opadów oraz płaski teren. Datun Township znajduje się na wysokości ponad 1200 metrów nad poziomem morza.
      Światowa średnia produkcja ryżu wynosi ok. 4,5 tony z hektara, a liderem wydajności jest Australia, gdzie z hektara uzyskuje się 10,2 tony. W Chinach z hektara uzyskuje się niemal 7 ton ryżu. Tymczasem na eksperymentalnej farmie uzyskano wydajność dochodzącą do 17,3 tony z hektara.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...