Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Powstało wiele gadżetów z postaciami z "Gwiezdnych wojen" George'a Lucasa, jednak Luke Skywalker czy Darth Vader i inni po raz pierwszy znajdą się na monetach uznawanych za legalny środek płatniczy. Na takie posunięcie zdecydowały się władze polinezyjskiego Niue, terytorium stowarzyszonego Nowej Zelandii.

Mennica Nowej Zelandii, która jest członkiem brytyjskiej Wspólnoty Narodów, wybija zestaw 40 monet. Będą one miały nominał dwóch dolarów nowozelandzkich. Wpływy ze sprzedaży wycenionych na 469 dol. nowozelandzkich 4-elementowych zestawów – każda z wchodzących w ich skład monet ma zawierać jedną uncję (28,3 g) srebra - mają zasilić skarb państwa. Pozostałe monety są wybijane w posrebrzanych metalach, ich wartość jest więc mniejsza.

Chris Kirkness z Mennicy Nowej Zelandii podkreśla, że ze względu na wartość metali szlachetnych nikt nie wyda monet na towary codziennego użytku. Tradycyjnie takie monety trafiają do kolekcjonerów, ale ten produkt otwiera również nowe rynki – może być prezentem dla fanów "Gwiezdnych wojen". Znasz ten film, bez względu na to, czy masz 7, czy 70 lat. Kolorowi bohaterowie filmów Lucasa znajdą się na rewersie. Awers, jak zwykle, ozdobi wizerunek królowej brytyjskiej.

Już w przyszłym tygodniu pierwszą partię monet będzie można podziwiać na wystawie Amerykańskiego Stowarzyszenia Numizmatycznego w Chicago. Następne monety będą wybijane do 2014 roku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest simian raticus

Ja tam przywiązany do kopiejek i feningów!

Share this post


Link to post
Share on other sites

W związku z premierą nowej części Gwiezdnych Wojen Mennica wrocławska wyprodukowała nowe kolekcjonerskie monety, najlepsza z nich to *usunięto* :)  Zachęcam wszystkich kolekcjonerów do zapoznania się z ofertą :)

Edited by wilk
usunięto reklamę

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co na to Lucas? Nie wyciąga ręki po tantiemy? Widzę dużo procesów na horyzoncie.

 

 

Mennica wrocławska
 

Już nie widzę. Moneta ma © Lucasfilm :D

Przy okazji, nie Wrocławska Mennica tylko New Zealand Mint

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dokładnie, to jest prywatna firma, która mylnie używa w nazwie słowa "mennica", ale nie ma absolutnie NIC wspólnego z Mennicą Polską (ani z historyczną Mennicą Wrocławską). Poza tym wybite produkty (bo nie są to w żadnym razie monety, wbrew w zasadzie nielegalnie używanemu takiemu terminowi) nie mają żadnej mocy płatniczej. Co do kwestii praw licencyjnych nie wypowiadam się, ale wątpię, by takowe posiadali. ;) I nie, nie wystarczy napisać sobie © Lucasfilm Ltd. i jest spoko. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na jakiej podstawie twierdzisz:

 

mylnie używa w nazwie słowa "mennica",

?

Share this post


Link to post
Share on other sites

OK, słusznie zauważasz – mamy tu pewien konflikt semantyczny, bo jako emitent medali (nie monet oczywiście), to taka firma może używać naturalnie tego terminu. Chodziło mi bardziej o powszechne rozumienie słowa mennica, jako tłoczni ważnych środków pieniężnych. Niestety często słowo to jest wykorzystywane w celach prestiżowych, by podnieść zainteresowanie i renomę firmy. W przypadku w.w. użycie łudząco podobnego znaku graficznego oraz stylistyki strony www nawiązującej do Mennicy Polskiej pominę milczeniem. ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poza tym wybite produkty (bo nie są to w żadnym razie monety, wbrew w zasadzie nielegalnie używanemu takiemu terminowi) nie mają żadnej mocy płatniczej.

 

"Gównoblaszki" (ⓒ TomBanknoter) :D

Co do nazwy "Mennica ..." - słowo 'mennica' w nazwie nie jest zastrzeżone, nie ma też przeszkód prawnych, żeby mogli bić monety na zamówienie NBP lub innych emitentów. Mennica Polska jest firmą prywatną (Jakubas).

 

Edycja:

Spóźniona odpowiedź, ale niech tak zostanie.

 

Edycja 2: 

Jeśli chodzi o medale, to zwykle były i są bite w mennicach z powodów głównie technicznych. Ale nie jest to reguła, i nie uzasadnia to związku "medale → mennica".

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      U północno-wschodnich wybrzeży Sardynii odkryto doskonale zachowany zbiór rzymskich monet (folles) z pierwszej połowy IV w. Na podstawie wagi znaleziska oszacowano, że ich liczba waha się w przedziale 30-50 tys. Oprócz monet natrafiono na fragmenty amfor z Afryki i Bliskiego Wschodu.
      Pierwsze monety odkrył nurek, który na niewielkiej głębokości zobaczył coś metalowego. Następnego dnia na miejscu pojawili się archeolodzy podwodni z Soprintendenza Archeologia, Belle Arti e Paesaggio di Sassari e Nuoro oraz karabinierzy z oddziału zajmującego się ochroną dziedzictwa narodowego. Zespół przeprowadził badania dna.
      Monety z brązu występują w dwóch większych skupiskach. Biorąc pod uwagę morfologię dna morskiego, archeolodzy podejrzewają, że w pobliżu znajduje się wrak statku.
      Stan wszystkich monet jest doskonały. Tylko 4 są uszkodzone, ale nadal można odczytać umieszczone na nich inskrypcje.
      Monety pochodzą z lat 324–340, zostały więc wybite w ostatnim roku rządów cesarza Licyniusza, który współrządził z Konstantynem, w czasie panowania Konstantyna I Wielkiego i w pierwszych latach po objęciu władzy przez jego 3 synów (mowa o Konstantynie II, Konstancjuszu II i Konstansie). W zbiorze znajdują się monety bite w niemal każdej z mennic Cesarstwa, z wyjątkiem mennic w Aleksandrii, Antiochii i Kartaginie.
      W komunikacie włoskiego Ministerstwa Kultury podkreślono, że prowadzone nadal prace pozwolą poszerzyć wiedzę na temat kontekstu znaleziska.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 2019 roku dyrekcja Muzeum Okręgowego w Toruniu zgłosiła zniknięcie znacznej liczby zabytkowych monet. Sprawą zajął się Wydział Kryminalny Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Policjanci ogłosili właśnie, że ustalili zarówno sprawcę kradzieży, jak i pasera, do którego zabytki trafiły. Sprawcą okazał się... kustosz, który miał dbać o zabytki.
      W toku śledztwa ustalono, że Muzeum Okręgowe w Toruniu w wyniku przestępstwa utraciło 361 zabytkowych monet, z których 282 stanowiły własność Muzeum Okręgowego w Toruniu, natomiast [...] 79 monet było depozytem Towarzystwa Naukowego w Toruniu - podano w komunikacie Policji Kujawsko-Pomorskiej.
      Dzięki działaniom funkcjonariuszy udało się odzyskać 59 monet. Badania przeprowadzone przez laboratoria kryminalistyczne wykazały, że są one tożsame z numizmatami utraconymi przez Muzeum Okręgowe w Toruniu.
      Monety wystawiano na sprzedaż w domach aukcyjnych i na aukcjach internetowych w kraju i za granicą.
      Zebrane dowody i ich analiza pozwoliły na przedstawienie kustoszowi zarzutu przywłaszczenia 194 zabytkowych monet z XVI-XIX w. o łącznej wartości 1.458,971,04 zł. Podejrzany systematycznie wynosił numizmaty z Muzeum. Przekazywał je paserowi, który prowadził w Toruniu sklep numizmatyczny.
      Kustoszowi zatrzymano paszport i zastosowano wobec niego dozór policyjny. Natomiast wobec pasera stosowano poręczenie majątkowe w kwocie 10.000 zł oraz zabezpieczenie majątkowe poprzez zajęcie pieniędzy w kwocie 6.000 euro. Oskarżonym grozi kara więzienia w wymiarze od 1 roku do 15 lat.
      Warto dodać, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego prowadzi działania, które mają doprowadzić do odzyskania kolejnych 16 zidentyfikowanych monet (znajdują się one poza granicami Polski).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy od dawna spierają się, czy przed Kolumbem dochodziło do kontaktów pomiędzy mieszkańcami Ameryki a Polinezji. Zwolennicy hipotezy o kontakcie zwracali uwagę na istnienie w polinezyjskim zapisie archeologicznym roślin, występujących jedynie w Amerykach. Słynny Thor Heyerdahl sugerował, że ludzie z Ameryki Południowej zasiedlili wschodnią Polinezję i Wyspę Wielkanocną. Przeprowadzone dotychczas badania genetyczne dawały sprzeczne wyniki.
      Alexander G. Ioannidis z Uniwersytetu Stanforda, Javier Blanco-Portillo z meksykańskiego Narodowego Laboratorium Genomiki Bioróżnorodności (LANGEBIO) oraz współpracujący z nimi naukowcy z USA, Chile, Norwegii, Wielkiej Brytanii i Meksyku, przeprowadzili badania, w ramach których poszukiwali genetycznej spuścizny mieszkańców Ameryki w genomach Polinezyjczyków. Przeanalizowali w tym celu genomy 807 osób z 17 populacji wysp Polinezji i 15 grup rdzennych Amerykanów zamieszkujących pacyficzne wybrzeża kontynentów.
      Analiza dostarczyła silnych dowodów na istnienie kontaktów pomiędzy Polinezyjczykami a Indinamia. Doszło do nich koło 1200 roku, czyli w czasie zasiedlenia odległych wysp Oceanii. Badania wykazały też, że przed zasiedleniem Wyspy Wielkanocnej doszło do pojedynczego kontaktu pomiędzy mieszkańcami wschodniej Polinezji a grupą z Ameryki, która była najbliżej spokrewniona z dzisiejszymi rdzennymi mieszkańcami Kolumbii.
      W genomie mieszkańców Wyspy Wielkanocnej widać ślady kontaktów z Europejczykami oraz z Indianama z Chile (Pehuenche i Mapuche). Jednak kontakty z chilijskimi rdzennymi Amerykanami są związane z europejską kolonizacją Ameryki. Jedyny kontakt niezwiązany z kolonizacją, jaki mieszkańcy Rapa Nui mieli z mieszkańcami Ameryki, zaszedł pomiędzy nimi a kolumbijskim ludem Zenu. Podobnie zresztą było w przypadku innych wysp Polinezji, gdyż stwierdzono, że prekolumbijskie kontakty pomiędzy tymi obszarami nawiązywali Indianie zamieszkujący na północ od dzisiejszego Peru.
      Badania genetyczne znajdują potwierdzenie w badaniach lingwistycznych i historycznych. Od dawna zwraca się uwagę na pewne podobieństwo pomiędzy statuami z odległych wysp wschodniej Polinezji, a statuami znalezionymi w prekolumbijskim San Augustin w Kolumbii. Jednak silniejszym dowodem na kontakt jest polinezyjskie słowo „kumala” oznaczające słodkiego ziemniaka. Jest ono podobne do nazw nadanych tej roślinie na północy Ameryki Południowej, skąd ziemniaki pochodzą. Na przykład lud Canari z Ekwadoru używa wyrazu „cumal”. Tymczasem nazwy z języków Indian peruwiańskich są spokrewnione z językami z Andów pochodzącymi z dala od wybrzeży.
      Również geografia wspiera pogląd, że to ludy mieszkające na północ od Peru wybrały się do Polinezji. To właśnie na północ od Peru pustynie wybrzeża Pacyfiku przechodzą w lasy dostarczające budulca. I to właśnie z wybrzeży dzisiejszych Ekwadoru i Kolumbii tamtejsi mieszkańcy wybierali się na tratwach z drzewa balsa by handlować z mieszkańcami Mezoameryki. A współczesne symulacje komputerowe pokazują, że rozkład prądów morskich i wiatrów jest taki, że to właśnie z tratwy wypływające z północnych regionów Ameryki Południowej z największym prawdopodobieństwem mogą być zniesione w kierunku Polinezji. Podróżnicy tacy najprawdopodobniej najpierw trafiliby na Markizy Południowe lub na Tuamotu. Oba te archipelagi leżą w sercu wyspiarskiego regionu, w którym stwierdzono istnienie kolumbijskiego komponentu genetycznego.
      Najbardziej prawdopodobny scenariusz wygląda zatem tak, że około roku 1200 – najwcześniejsze szacunki wynikające z najnowszych badań genetycznych mówią o roku 1150 i wyspie Fatu Hiva na Markizach Południowych – doszło do kontaktu pomiędzy Polinezyjczykami a mieszkańcami północnych regionów Ameryki Południowej. Niewykluczone, że to Polinezyjczycy, zasiedlający kolejne wyspy, natknęli się na niewielką osiedloną już grupę pochodzącą z Ameryki Południowej.
      Nie można też wykluczyć innego wyjaśnienia. Otóż to grupa Polinezyjczyków mogła zawędrować do Ameryki Południowej i po jakimś czasie stamtąd wrócić. Mogli przy tym zabrać ze sobą mieszkańców Ameryki lub na terenie Ameryki doszło do mieszania się i do Polinezji powróciły osoby mające geny z Ameryki Południowej.
      Szczegóły badań zostały opublikowane w artykule Native American gene flow into Polynesia predating Easter Island settlement.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania tomograficzne i dyfrakcyjne monet z terenu niegdysiejszej Bułgarii Wołżańsko-Kamskiej rzuciły nieco światła na historię tego państwa. Projekt jest wspólnym przedsięwzięciem naukowców z Kazańskiego Uniwersytetu Państwowego, Zjednoczonego Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej oraz Instytutu Archeologii Halikowa Tatarstańskiej Akademii Nauk.
      Bułgaria Wołżańsko-Kamska, państwo istniejące między VII a XIII w. na obszarze dorzeczy Wołgi i Kamy, nawiązało rozbudowane stosunki handlowe z sąsiednimi regionami. Rozwinął się lokalny system monetarny, w obiegu znajdowały się też monety bite gdzie indziej. Potwierdzają to liczne znaleziska ze stanowisk w miastach i osadach.
      Monety są bogatym źródłem cennych wiadomości historycznych. Ich skład chemiczny może zapewnić dane nt. złóż rudy srebra, z których pozyskano materiał; w ten sposób można je dopasować do konkretnego okresu czy zidentyfikować falsyfikaty. Wewnętrzna struktura monet zapewnia z kolei wgląd w techniczne aspekty bicia, np. szybkość chłodzenia metalu.
      Określamy skład chemiczny monet, a także budowę wewnętrzną: obecność powłok, warstw i innych heterogeniczności [...] - wyjaśnia Bułat Bakirow. W tym celu wykorzystujemy metody dyfrakcji i tomografii neutronowej.
      Tym razem rosyjscy naukowcy zajęli się dwiema monetami: samanidzkim multidirhemem z pierwszej połowy X w. oraz srebrnym XIV-w. dirhemem z okresu rządów Bułata Timura. Bułat Timur pochodził z możnego rodu Złotej Ordy. Doszedł do władzy na terenach dawnej Bułgarii Kamskiej w czasie chwilowego zamętu i osłabienia Złotej Ordy. Jako, że nie był Czyngisydą, nie mógł być chanem. Nosił tytuł emira.
      Okazało się, że obie monety powstały ze stopu miedzi i srebra. Samanidzki multidirhem zawiera dużo miedzi - średnia zawartość objętościowa miedzi wynosi 50%. Miedź i srebro są rozmieszczone nierównomiernie, co może być związane zarówno z cechami charakterystycznymi samej rudy, jak i procesu bicia.
      W odróżnieniu od multidirhema dirhem składa się niemal wyłącznie ze srebra; objętościowa zawartość miedzi była bardzo niska - 5,2%. Dane dotyczące tej monety pozostają w zgodzie z wynikami badań monet Złotej Ordy z tej epoki.
      W najbliższej przyszłości zespół planuje rozszerzyć zakres badanych próbek.
      Szczegółowe wyniki badań ukazały się w Journal of Surface Investigation: X-ray, Synchrotron and Neutron Techniques.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas usuwania podłogi w kościele św. Marii Różańcowej we wsi Obišovce na Słowacji (kraj koszycki) odsłonięto fundamenty renesansowej świątyni św. Marcina. Podczas prac archeologicznych na początku lutego znaleziono ponad 500 monet, także polskie. Były one umieszczone w przykrytym kamieniem dzbanie w pobliżu zachodniego wejścia do kościoła.
      Większość znaleziska stanowiły monety wybite dla lokalnych kopalń, by miały czym płacić górnikom. Srebrne monety osobno zawinięto, prawdopodobnie w lnianą tkaninę. Wydaje się, że skarb zakopano ok. 1702 r.
      Monety wybito w Koszycach, Smolniku i Bańskiej Szczawnicy. Wszystko wskazuje na to, że stamtąd przybywali wierni, którzy zostawiali je jako ofiarę. W zbiorze znajdowały się również monety polskie.
      Specjaliści podejrzewają, że ksiądz z miejscowej parafii ukrył pieniądze pod podłogą w czasie zamieszek. Gdy wyjechał, nikomu nie powiedział o skarbie.
      Źródła historyczne stwierdzają, że po zakończeniu powstania Thökölyego, między 1685 a 1687 r., do parafii Kysak, pod którą w owym czasie podlegały Obišovce, wrócił ksiądz katolicki. Ksiądz był Polakiem. Nie widział na jedno oko. W latach 90. XVII w. całkowicie stracił wzrok. Kościół znajdował się w zarządzie Kk do 1705 r., kiedy to podczas powstania Rakoczego został splądrowany. Po wydaleniu polski ksiądz wrócił do ojczyzny.
      W połowie XIX w. stary kościół rozebrano i wybudowano współcześnie istniejący.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...