Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'wystawa'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 12 results

  1. W neogotyckim zamku Jaskółcze Gniazdo na Krymie odbywa się nietypowa wystawa. Zgromadzono na niej obrazy namalowane pod wodą. Wszyscy członkowie szkoły artystycznej są wytrenowanymi nurkami. Ich prace, przedstawiające pejzaże i zwierzęta z Morza Czarnego, powstały na głębokości 2-20 m. Malowanie pod wodą jest bardzo podobne do malowania na powierzchni. Przed zanurzeniem trzeba jednak pokryć płótno wodoodporną substancją. Nurkujący artyści podkreślają, że ludzkie oko jest wrażliwsze na barwę niż jakakolwiek soczewka w aparacie czy klisza. Ze względu na pojemność butli prace trzeba zakończyć w ciągu 40 minut. Poza tym malarz musi wziąć pod uwagę głębokość, na jakiej tworzy i jaki kolor widzi na palecie. Kolory zmieniają się bowiem na powierzchni i czerwony staje się brązowy, a nawet czarny - tłumaczy Denis Lotarew. Artyści nakładają farbę szpachelkami i pędzlami. Wokół nich przemykają ryby, przez co cała sytuacja wydaje się jeszcze bardziej surrealistyczna. Na końcu nurkowie wynurzają się na brzegu między skałami. W rękach nie mają jednak, jak ktoś mógłby się spodziewać, okazów miejscowej fauny czy flory albo artefaktów z wraków, ale średniej wielkości obrazy. W galerii na zamku większość obrazów powieszono tradycyjnie na ścianach, ale jeden umieszczono w centralnym akwarium. Prawdziwa gratka dla miłośników sztuki i nurkowania. http://www.youtube.com/watch?v=DTO5cO-VaF0
  2. W zeszłą sobotę (26 marca) w galerii The Loft w Bombaju otwarto wystawę Final Cut. Zgromadzono na niej 12 deskorolek, wyrzeźbionych w tradycyjnym stylu przez tutejszych rzemieślników. Kuratorem projektu jest Tobias Megerle. Megerle przyznaje, że przedmioty, które widywał w otwartych warsztatach rzeźbiarzy z dzielnicy Mahim, zawsze magicznie go przyciągały. Cieśle siadywali tam na podłodze ze wszystkimi potrzebnymi narzędziami u boku. Jako artystę fascynowały go ich dzieła. Były cudowne, ale i nieco oklepane pod względem formy. Niemal wszyscy znają bowiem typowe dla Indii krzesła z ornamentami, ramy czy inne meble. Megerle starał się poznać tajemnice zawodowe rzeźbiarzy z Bombaju, dlatego kilkakrotnie odwiedzał ich warsztaty, aż wreszcie wpadł na pomysł połączenia przeboju rodem ze świata zachodniego – deskorolki – z miejscową tradycją. W samym Bombaju deskorolka nie jest zbyt dobrze znana, lecz jej miłośnicy zachowują się jak prawdziwa subkultura. Słuchają określonej muzyki, charakterystycznie się ubierają i dostosowują do hobby całe swoje życie. Trudno jednak powiedzieć, czy zamienią kolorowy sprzęt na ażurowe, ale nadal funkcjonalne deski. Co się tyczy samych rzemieślników, choć produkują całe kilogramy rzeźb, bez wyjątku znikają one w wystroju mieszkań, a sam twórca nie zostaje w żaden sposób upamiętniony czy uhonorowany. Mimo że każdy stosuje własne wzory, po raz pierwszy ich dzieła zostały nazwane sztuką i trafiły do galerii sztuki...
  3. W toczącym się od dawna sporze pojawiły się nowe tropy, dlatego historycy sztuki zaczynają się skłaniać ku teorii, że dżins pochodzi nie z Francji, lecz z Włoch. Na trzech ujawnionych właśnie obrazach, przedstawiających scenki rodzajowe z lat 50. XVII w., widać zwykłych ludzi, których ubrania są uszyte z pierwocin dżinsu. Na jednym z nich ubrana w dżinsową spódnicę chłopka naprawia uszkodzoną garderobę. Na drugim nastolatka odziana w podartą dżinsową spódnicę żebrze o pieniądze. Na trzecim widnieje chłopak w ciemnoniebieskiej dżinsowej kurtce. W pierwszym i ostatnim przypadku wyraźnie widać, że tkanina jest błękitna, ale utkana na białej osnowie. Nieznanego artystę, najprawdopodobniej z północnych Włoch, szybko ochrzczono "Mistrzem Błękitnego Dżinsu". Jego prace trafiły właśnie na wystawę zorganizowaną w paryskiej Galerie Canesso. Uznaje się, że dżins powstał albo w Nimes we Francji (i ang. wyraz denim pochodzi od "de Nimes"), albo w Genui, a słowo jeans utworzono od francuskiej nazwy włoskiego miasta Gênes. Dysponujemy jedynie fragmentarycznymi dokumentami dot. produkcji i dostaw taniej tkaniny z Genui do północnej Europy. W połowie XVII w. pierwszy dżins dosłownie zalewał rynki Starego Kontynentu. Obrazy anonimowego malarza powstały, wg specjalistów, w okolicach Wenecji, co sugerowałoby, że dżins jest włoskim wynalazkiem, nadal jednak trudno o ostateczne rozstrzygnięcia. Dysponujemy relacjami angielskiego krawca, który twierdzi, że tkanina pochodzi z Genui. [Obrazy] stanowią nowy dowód odmalowujący zapominaną rzeczywistość historyczną – przekonuje kurator paryskiej wystawy Gerlinde Gruber. Przed wiekami dżins nosiły aż do zupełnego zdarcia uboższe warstwy społeczne. Nic więc dziwnego, że żaden egzemplarz nie trafił do kolekcji muzealnych.
  4. Chińscy cukiernicy stworzyli czekoladową 10-metrową replikę Wielkiego Muru. Cegły wykonano z ciemnej czekolady i połączono je w całość za pomocą białej wersji wynalazku Azteków. Budowla stanowi jedną z atrakcji wystawy/targów World Chocolate Wonderland, których otwarcie nastąpi jeszcze w styczniu. Wang Qilu, jeden z mężczyzn pracujących przy murze, wyjawił, że najtrudniej było zrekonstruować zburzony fragment konstrukcji. Wszystkie elementy musiały do siebie pasować, a czasem kąt ich ustawienia był naprawdę duży. Podkreślił, że musiał się również upewnić, że pieczołowicie odtworzona budowla zwyczajnie się nie rozpłynie. Podczas prac nad eksponatami zużyto 80 ton czekolady. Oprócz Wielkiego Muru, powstała miniarmia terakotowa, złożona z 560 żołnierzy. Ustawiono ją na posłaniu z czekoladowych płatków. Przedsięwzięcie ma spopularyzować czekoladę w Państwie Środka. Jak tłumaczy Tina Zheng, główna menedżerka targów, nie ma ona tutaj tak długiej tradycji jak na Zachodzie. W Chinach jest specjałem dawanym szczególnie dzieciom.
  5. Doing It For The Kids to wystawa zorganizowana przez londyńską grupę artystyczno-projektową [re]design. W październiku i listopadzie z eksponatami będzie się można zapoznawać w Newcastle i Birmingham. Pomysłodawcy przedsięwzięcia chcieli zilustrować rodzaje zabawy, jej rolę w rozwoju dziecka i kształtowaniu jego wartości, a także wpływ zabawek na środowisko. Wśród wielu różnych ekopomysłów z całego świata znalazł się m.in. miś z łożyska Alexa Greena. Niektóre kobiety, zwłaszcza te rodzące w domu, zjadają swoje łożysko. Utrzymują, że narząd ten zawiera sporo witamin i składników odżywczych, a jego skonsumowanie zapobiega depresji poporodowej czy sprzyja produkcji mleka. Miś z łożyska nie może być i nie jest zwykłą przytulanką. Zszyty grubymi nićmi, które notabene przypominają szwy, spoczywa w szklanym słoju. Taka zabawka ma raczej znaczenie symboliczne, w końcu łożysko łączy zarodek ze ścianą macicy. Twin Teddy Kit Greena przywodzi na myśl jedność matki, dziecka i łożyska. By uszyć misia, trzeba je przeciąć – osobiście! - na pół i natrzeć solą morską. Po wysuszeniu przychodzi kolej na potraktowanie nietypowego materiału kaletniczego emulsją żółtka jaja i tanin. Dzięki temu zabiegowi łożysko staje się delikatne i miękkie, a więc podatne na formowanie. Na wystawę trafiły też bardziej konwencjonalne zabawki, m.in. drewniane wózki dla lalek lub filcowe przytulanki do samodzielnego złożenia. Te ostatnie zawierają proste elementy elektroniczne, np. LED-y, co pozwala łączyć przyjemność z nauką. Zabawki 48 projektantów mają zainspirować rodziców i nauczycieli, a także sprawić, by byli bardziej krytyczni podczas ich doboru.
  6. Japońska firma Flower Robotics produkuje roboty wystawowe, które wykrywają obecność widzów i zaczynają przybierać zaprogramowane wcześniej pozy. Mogą demonstrować odzież i biżuterię pod różnymi kątami. W przyszłości mają odróżniać płeć i wiek klienta, a nawet rozpoznawać logo z niesionych przez niego toreb. Zebrane dane będą wykorzystywane przez sklepowy dział marketingu. Produkt noszony przez poruszający się manekin wygląda atrakcyjniej, zwiększając u oglądających pokaz chęć dokonania zakupu – przekonuje Tatsuya Matsui, szef zespołu projektantów. Roboty prezentujące ubrania należą do serii Palette i wyglądają jak ludzka postać od bioder w górę. Maszyny dla jubilerów (linia Palette UT) to tylko tors. Te pierwsze wyposażono w 16 poruszających się części. Ważą 41 kg i mierzą 185 cm. Modele UT są sporo mniejsze, osiągają bowiem wysokość zaledwie 41 cm. W obu liniach wykorzystano technologię śledzenia ruchu, dzięki czemu można było odtworzyć sposób, w jaki poruszają się modelki. Roboty rozpoczynają swój pokaz tylko wtedy, gdy w pobliżu znajduje się człowiek. Nie mają twarzy, ponieważ projektanci obawiali się, że odwracałyby uwagę klientów, a powinni się oni koncentrować na czymś innym – ubraniach bądź biżuterii. Pozy są przyjmowane w przypadkowej kolejności. Inteligentny system manekina pozwala przechowywać informacje dotyczące reakcji obserwatorów na konkretne ustawienia. Robot uczy się i potem wykorzystuje świeżo zdobytą wiedzę w kontakcie z następnymi klientami. Roboty Flower Robotics pojawiały się japońskich sklepach już od jakiegoś czasu, teraz można je wynająć lub kupić. To spory wydatek, ponieważ chcąc mieć maszynę z serii Palette na własność, trzeba wygospodarować ok. 50 tys., a na Palette UT 7 tys. dolarów. Na żądanie producent oferuje dodatkowe opcje, takie jak zmiana koloru manekina. Oferta jest jednak przeznaczona wyłącznie dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Androidy "pokażą się" szerszej publiczności już wkrótce, bo na odbywającej się pod koniec sierpnia tokijskiej wystawie Good Design Expo 2009.
  7. Od dzisiaj (14 listopada) do 19 kwietnia w londyńskim Muzeum Historii Naturalnej będzie można podziwiać włosy z brody Karola Darwina. Miały zapewne stanowić rodzinną pamiątkę (coś na kształt dziecięcych pukli, przechowywanych kiedyś w specjalnych medalionach), los jednak chciał, że Randal Keynes, prapraprawnuk słynnego naukowca, otworzył tajemnicze pudełko, które należało w przeszłości do córki ewolucjonisty Etty. Włosy potraktowano jak relikwię. Przez długi czas leżały zawinięte chusteczkę. Oznaczono je i umieszczono w kopercie z napisem "Znalezione po śmierci ojca". Rodzina chciała obciąć fragment brody przed pogrzebem. Ponieważ pojawiły sie trudności, Darwinowie musieli się jednak zadowolić włosami zebranymi z biurka do pracy. Odwiedzający muzeum będą mogli się też zapoznać z oryginalną notatką, a właściwie spisem. Na skrawku papieru Charles spisał argumenty przemawiające za i przeciwko małżeństwu.
  8. W Reg Vardy Gallery na University of Sunderland otwarto niezwykłą wystawę. Prezentowane są na niej... zapachy nieistniejących czy trudno dostępnych rzeczy. Można więc poczuć zapach pierwszej bomby atomowej czy woń apteczki średniowiecznego lekarza. Przygotowano też zapach, jaki unosi się po uderzeniu meteorytu, zapach wiktoriańskiego ogrodu kwiatowego i stacji kosmicznej MIR. Aromaty są dziełem botaników, chemików, specjalistów opracowujących perfumy oraz naukowców z NASA. Stworzyliśmy pierwszy w historii, oparty na nauce, zestaw egzotycznych i niezwykłych zapachów - mówi Robert Blackson, pomysłodawca wystawy. Dodaje, że nie ma złych i dobrych zapachów. Wszystko zależy od gustów. Zwiedzający mogą poczuć, jak pachniały włosy Kleopatry, jednak jednym z najbardziej niezwykłych aromatów jest zapach powierzchni Słońca. Naukowcom udało się też odtworzyć - oczywiście, nie wiadomo czy wiernie - zapach kwiatów, które już nie istnieją. Od takich, które ludzie wytępili w ciągu ostatnich 30 lat, to te, które zniknęły setki lat temu. Można więc poczuć zarówno chilijski sandałowiec, wytępiony w 1908 roku, jak i Ilex gardneriana, który rósł na Ziemi jeszcze w 1997 roku. Niezwykła wystawa potrwa do 6 czerwca.
  9. Za dnia Lee Hadwin jest pielęgniarzem, w nocy przeobraża się w artystę szkicującego niezłe portrety i pejzaże. Tyle tylko, że po przebudzeniu rano kompletnie tego nie pamięta. Mężczyzna zamieścił na YouTube'ie ciekawy filmik. Na temat jego przypadku nakręcono także dokument. O prawa do jego wyświetlenia walczą teraz brytyjskie stacje telewizyjne. Niewykluczone, że w Liverpoolu powstanie instalacja transmitująca na żywo działania Walijczyka. Hadwin zaczął lunatykować w wieku 4-5 lat. Nie zachowywał się wtedy nietypowo, kręcił się po prostu po domu. Po raz pierwszy narysował coś podczas snu w wieku 16 lat, gdy nocował u znajomego. Następnego ranka mama przyjaciela odkryła malowidła pokrywające ściany kuchni. Ponieważ piliśmy poprzedniej nocy, złożyliśmy to na karb alkoholu. Pod koniec zeszłego roku, w grudniu, prace 34-letniego somnambulika trafiły na wystawę, ale wtedy media nie podchwyciły jeszcze tematu. Krótki artykuł pojawił się m.in. na BBC. Pielęgniarz nie umie wskazać przyczyny swojej nocnej działalności artystycznej, ale uważa, że dochodzi wtedy do głosu jakaś tłumiona za dnia część mózgu. Jedyne, co wskazuje na nocne "szaleństwa", to poranna migrena. Oceny z plastyki ze szkolnych świadectw nie wskazują na ukryty talent Hadwina. Jego abstrakcje, portrety i akty są jednak naprawdę piękne i dopracowane. Mężczyzna rysuje na tym, co mu wpadnie w rękę. Czasem są to gazety, ale niekiedy sięga po mniej typowe materiały. Kiedyś wykonał szkice na nogawkach odciętych od ulubionych dżinsów. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży obrazów z grudniowej wystawy zostały przekazane organizacjom charytatywnym. Ze względu na złe oświetlenie, rysunki Walijczyka lepiej oglądać w galerii zamieszczonej przez Daily Post niż na .
  10. Pięćdziesięciojednoletnia Alison Bartlett jest niewidoma. To nie przeszkodziło jej jednak zostać cenionym fotografem dzikiej przyrody. Kobiecie pomaga wyostrzony słuch. Angielka słyszy trzepot skrzydeł ptaka i chrupanie orzechów przez wiewiórkę, dlatego wie, w którą stronę skierować obiektyw swojego aparatu. W przyszłym miesiącu w rodzinnym mieście Bartlett (New Milton) będzie można obejrzeć wystawę wyjątkowych ujęć z życia zwierząt. W przeszłości Alison była instruktorem jazdy konnej. Chorowała na cukrzycę, dlatego od 1979 roku zaczęła tracić wzrok. Całkowicie ociemniała w 1992 roku. Fotografia zawsze ją pasjonowała i nie chciała rezygnować z ukochanego hobby. Byłam zdeterminowana, by nadal robić to, czym zajmowałam się do tej pory. Zaczęłam w ogródku za swoim domem, bo tam znałam położenie wszystkich obiektów, odległości i kąty. Uczyłam się też słuchać zwierząt. Alison ubolewa, że nie może ujrzeć swoich zdjęć, ale ma nadzieję, że pomoże innym niewidomym uwierzyć w siebie. W pracy pomaga Bartlett przyjaciółka Pal Jenny Gilleland. Orientuje ją na zwierzę, posługując się wskazaniami zegara, np. zięba na czwartej. Zdjęcia i samą panią fotograf można zobaczyć na stronie Simple Browser.
  11. Naukowcy, którzy zaprezentowali ostatnio prototyp składanego piekarnika elektrycznego z tekstyliów, twierdzą, że ich wynalazek może trafić na sklepowe półki już w przyszłym roku. Waży tylko kilkaset gramów i rozgrzewa się do takiej temperatury, iż da się w nim upiec kurczaka. Idealny sprzęt turystyczny... Cienkie i giętkie elementy przewodzące wszyto w odporną na działanie wysokich temperatur tkaninę. Przedwczoraj (3 października) na wystawie Textile International Forum and Exhibition w Tajpej konstrukcję zaprezentowano reporterom. Dziennikarzy poczęstowano przygotowanymi na poczekaniu tostami. Naukowcy z finansowanego przez rząd Tajwańskiego Instytutu Badań Tekstylnych twierdzą, że we wnętrzu kuchenki-piekarnika można uzyskać bez szkody dla powlekających materiałów temperaturę aż 149 stopni Celsjusza. Mimo że na razie tylko wstępnie zaprezentowano technologię, Tajwańczycy wymieniają szereg sytuacji i miejsc, gdzie mogłaby się okazać przydatna: polową kuchnię wojskową, kemping, przyjęcia pod chmurką oraz organizowane po katastrofach naturalnych obozy pomocowe. W odróżnieniu od kuchni gazowych, tajwański piecyk łatwo przetransportować, ponieważ zajmuje niewiele miejsca. Można go również bezpiecznie (i legalnie) przewozić samolotem. Ma też jednak swoje minusy. Jest zasilany prądem, co oznacza, że nie wszędzie uda nam się z niego skorzystać. Zdjęcie kuchenki można znaleźć na witrynie Texyt.
  12. Drugiego lutego w londyńskim Harrodsie rozpoczęła się największa na świecie wystawa gitar elektrycznych Born To Rock: The Life and Times of the Electric Guitar. Impreza potrwa do 3 marca. Wcześniej instrumenty odwiedziły dwie inne europejskie stolice: Paryż i Dublin. Powierzchnia wystawowa to ok. 3.800 mkw. Zwiedzający mogą podziwiać ponad 150 gitar. Są to bezcenne instrumenty sprzed kilkudziesięciu lat, egzemplarze designerskie (zaprojektowane dla znanych osób), gitary sławnych muzyków i ostatnie krzyki mody oraz technologii. Inspiracją dla pomysłodawców wydarzenia była kolekcja RockCoutureT, którą można by w skrócie nazwać "sławy sławom". Składa się na nią ponad 50 instrumentów, sygnowanych przez Bono, Jennifer Lopez, Bryana Adamsa czy Carlosa Santanę. Na odwiedzających czeka też prawdziwa gratka, pierwsza opatentowana w 1931 roku gitara elektryczna "Frying Pan" (Patelnia). Nazwę zawdzięcza swojemu kształtowi, a wynaleźli ją artysta wodewilowy George Beauchamp oraz kalifornijski inżynier i producent Adolph Rickenbacker. Wystawę uzupełniono też o inne ważne dla historii gitary elektrycznej modele, np. Gibson Les Paul. Osiemnastego lutego organizatorzy chcą pobić rekord Guinnessa w zakresie największej liczby muzyków grających ten sam utwór. Zamierzają zgromadzić 2 tys. rockmanów, którzy odtworzą Smoke on the Water Deep Purple. Wcześniejszy rekord ustanowiono w 1994 roku w Vancouver. Należy on do 1322 muzyków.
×
×
  • Create New...