Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'Chiny'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 183 results

  1. Podczas przesłuchania, które miało miejsce w ubiegłym miesiącu w Komitecie ds. Nauki i Technologii Izby Reprezentantów USA wyszło na jaw, że Stany Zjednoczone są zależne od Chin i ich rzadkich metali. Jest wśród neodym, wykorzystywany w twardych dyskach, który w niemal 100% wydobywany jest w Chinach. Chiny postrzegają rzadkie metale jako zachętę dla firm technologicznych szukających lokalizacji dla swoich fabryk - powiedział Brad Miller z Izby Reprezentantów. Tymczasem, jak poinformował niezależny konsultant Jack Lifton, USA posiadają wystarczające złoża rzadkich metali. Jednak Chiny tak obniżyły ich cenę, że wydobycie w Stanach Zjednoczonych nie jest opłacalne, dzięki czemu Państwo Środka jest prawdziwym monopolistą na tym rynku. Jedno z większych amerykańskich złóż rzadkich metali znajduje się w Mountain Pass w Kalifornii. Tamtejsze kopalnie zostały jednak zamknięte w 2002 roku. Ich nowy właściciel, Molycorp Minerals, ma jednak nadzieję, że uda się wznowić wydobycie. Stany Zjednoczone posiadają niezbędną wiedzę techniczną, jednak straciliśmy niezbędną infrastrukturę konieczną do produkcji rzadkich metali napędzających technologie następnej generacji - powiedział Mark Smith, prezes Molycorp.
  2. Chiny muszą się zmierzyć z epidemią cukrzycy. Tamtejsi naukowcy donoszą bowiem, że diabetykiem jest niemal 1 na 10 dorosłych mieszkańców Kraju Środka. W ramach najnowszych testów chorobę stwierdzono u 92,4 mln dorosłych obywateli, a u wielu kolejnych znajduje się ona na wczesnym etapie (148,2 mln) bądź w ogóle jej nie zdiagnozowano. Specjaliści, którzy opracowywali raport dla Narodowej Grupy Badawczej Cukrzycy i Zaburzeń Metabolicznych, obwiniają o zaistniały stan rzeczy szybko postępujące zmiany w trybie życia. Wzrost ekonomiczny i związana z nim urbanizacja doprowadziły do przekształcenia diety oraz rozpowszechnienia siedzącego trybu życia. Chiński rozwój ekonomiczny oznaczał przejście od biedy i braku pożywienia do obfitości pokarmu, dostępu do ciepłych ubrań i mniejszej aktywności fizycznej – powiedział w wywiadzie dla agencji AFP dr Yang Wenying ze Szpitala Przyjaźni Chińsko-Japońskiej. Choć odsetek cukrzyków wydaje się taki sam lub zbliżony do wyliczonego dla wielu krajów rozwiniętych, należy pamiętać, że Chiny są najludniejszym państwem świata. To dlatego mieszka tam największa na globie liczba chorych. Zespół lekarzy prowadził ogólnonarodowe badania od czerwca 2007 do maja 2008 roku. Za reprezentatywną dla Chin próbę uznano 46.239 dorosłych w wieku 20 lat i starszych. Po nocnym odpoczynku badani przechodzili na czczo doustny test tolerancji glukozy. Po dwóch godzinach mierzono poziom cukru we krwi (był to tzw. 2-godzinny test obciążenia glukozą). Naukowcom chodziło o wyłapanie osób ze stanem przedcukrzycowym i niezdiagnozowaną cukrzycą (stwierdzono by u nich nieprawidłową glikemię na czczo i/bądź upośledzoną tolerancję glukozy). Zarówno wśród chorych z cukrzycą, jak i stanem przedcukrzycowym znalazło się więcej mężczyzn niż kobiet – odpowiednio, 50,2 mln vs. 42,2 mln i 76,1 mln vs. 72,1 mln. Częstość występowania cukrzycy rosła z wagą i wiekiem (w grupie 20-39-latków odsetek chorych wyniósł 3,2%, w grupie 40-59-latków 11,5%, a w grupie od 60. r.ż. wzwyż aż 20,4%). Częściej chorowali mieszkańcy miast niż wsi.
  3. Błąd w konfiguracji sieci spowodował, że chiński Wielki Firewall zaczął cenzurować komputery z... USA i Chile. Użytkownicy Facebooka, Twittera i YouTube'a byli przekierowywani na chińskie serwery. Eksperci wciąż nie są pewni, co się stało. Podejrzewają jednak, że co najmniej jeden z dostawców sieci, szwedzki Netnod, zaczął pobierać informacje DNS z root servera znajdującego się w Chinach. To spowodowało, że nagle zasięg Wielkiego Firewalla przekroczył granice Państwa Środka i ocenzurował obywateli innych krajów. O problemie poinformował Mauricio Erche, administrator serwerów DNS z Chile, który zauważył, że wielu użytkowników Facebooka, Twittera i YouTube'a jest odsyłanych do nieistniejących adresów. Erche stwierdził, że internauci, których ruch przechodził przez dwa specyficzne punkty w Chile oraz jeden w Kalifornii zostali ocenzurowani przez Wielki Firewall. Problem szybko został rozwiązany. Danny McPherson, odpowiedzialny za bezpieczeństwo w firmie Arbor Networks uważa, że szwedzcy administratorzy przez nieuwagę źle skonfigurowali BGP (Border Gateway Protocol). To pierwszy znany przypadek rozszerzenia się zasięgu Wielkiego Firewalla, jednak nie pierwszy przypadek problemów ze źle skonfigurowanym BGP. W 2008 roku miliony osób nie mogło dostać się na YouTube'a, gdyż przypadkiem pobrano informacje z BGP w Pakistanie, który właśnie ocenzurował znany serwis wideo.
  4. Witryna Google.com.hk, na którą Google przekierowało użytkowników witryny Google.cn nie jest całkowicie wolna od cenzury. Wyszukiwarka automatycznie filtruje zawartość pornograficzną i obelżywą. Nie filtruje za to zawartości politycznej. Filtr antypornograficzny na hongkońskiej wersji wyszukiwarki może być nawet bardziej dokuczliwy, niż był na Google.cn, gdyż użytkownik nie może dostosować jego siły do swoich potrzeb. Google dopiero pracuje nad zmianami, które pozwolą internautom zdecydować, jak mocno ma być filtrowana pornografia. Jest to możliwe tylko w przypadku wersji posługującej się tradycyjnym chińskim. Użytkownicy są przekierowywani z Google.cn do wersji Google.com.hk z uproszczonym chińskim. Mogą jednak przełączać się pomiędzy wersjami. Pozostawienie filtra pornograficznego może być uznane za ukłon Google'a w stronę władz w Pekinie, które masowo zamykają strony z pornografią. Użytkownicy skrytykowali jednak decyzję Google'a o przekierowaniu. Obawiają się bowiem, że komuniści mogą zablokować Google.com.hk. Google ma w Chinach kilkunastu partnerów, którzy korzystają z wyszukiwarki tej firmy. Obecnie są im dostarczane ocenzurowane wyniki wyszukiwania z Google.cn. Gdy umowy wygasną, Google chce dostarczać nieocenzurowane wyniki. Nie wiadomo jednak, czy będzie miało z kim podpisać nowe umowy. Jeden z dotychczasowych partnerów, firma Tom Online, nie przedłużyła umowy o współpracy z Google'em i podpisała porozumienie z Baidu.
  5. Google prawdopodobnie przygotowuje się do zamknięcia swojej wyszukiwarki w Chinach. Od dzisiaj osoby chcące skorzystać z Google.cn są przekierowywane na adres Google.com.hk. Może to oznaczać, że Google.cn zostanie zamknięta. Sam wyszukiwarkowy koncern nie ma jednak zamiaru wycofywać się z Chin. Pozostaną w nim działy sprzedaży oraz badawczo-rozwojowe Google już w styczniu stwierdził, że może wycofać się z Chin, gdyż tamtejsze władze wymagają cenzurowania wyników wyszukiwania. Na oficjalnym blogu Google'a czytamy: Jasno też powiedzieliśmy, że ataki [chodzi o ujawniony w styczniu atak na Google'a i 30 innych firm - red.] oraz związane z nim szpiegostwo, wraz z próbami ograniczania wolności słowa w Chinach i blokowaniem takich serwisów jak Facebook, Twitter, YouTube, Google Docs czy Blogger doprowadziły nas do wniosku, że nie możemy już dłużej cenzurować wyników wyszukiwania na Google.cn. W dalszej części wpisu dowiadujemy się, że na witrynie Google.com.hk osoby posługujące się uproszczonym językiem chińskim uzyskają dostęp do niecenzurowanych wyników wyszukiwania. Dodano przy okazji, że przekierowanie ruchu na serwery w Hongkongu może wiązać się z wolniejszym ich działaniem i tymczasową niedostępnością niektórych produktów. Decyzja Google'a nie oznacza, że mieszkańcy Państwa Środka będą mogli cieszyć się nieskrępowanym dostępem do informacji. Należy się spodziewać, że władze w Pekinie samodzielnie ocenzurują Google.com.hk.
  6. Wcześniej czy później Google prawdopodobnie wycofa z Chin swoją wyszukiwarkę. The New York Times dowiedział się, że partnerzy Google'a otrzymali od chińskich władz ostrzeżenie, iż muszą przestrzegać lokalnego prawa i stosować cenzurę nawet, jeśli Google zaprzestanie cenzurować wyniki wyszukiwania. Z wyszukiwarki Google'a korzysta m.in. najpopularniejszy chiński portal www.sina.com.cn. Zarówno on i inne portale będą musiały samodzielnie cenzurować dostarczane internautom wyniki wyszukiwania. Jest jednak mało prawdopodobne, by Google zaprzestało cenzury. Najprawdopodobniej koncern po prostu wycofa z Chin swoją wyszukiwarkę. Google.cn istnieje od czterech lat i od czterech lat przestrzega lokalnego prawa cenzurując treści polityczne czy pornograficzne. W Chinach wciąż będzie dostępna witryna google.com, z której obywatele Państwa Środka również korzystają. Widzą w niej niecenzurowane wyniki wyszukiwania, jednak nie mogą obejrzeć każdej ze znalezionych witryn, gdyż wiele z nich blokują chińskie władze.
  7. Jak doniosła agencja Xinhua, w przyszłym roku Chiny rozpoczną budowę własnej stacji kosmicznej. Moduł laboratoryjny Tiangdong 1, czyli "Niebiański pałac", będzie pierwszym fragmentem przyszłej stacji. Zostanie on wyniesiony w kosmos przez rakietę Długi Marsz 2F. Początkowo Tiangdong 1 będzie wykorzystywany jako stacja dokująca dla kolejnych wypraw. Chińczycy zaplanowali na najbliższe dwa lata trzy misje załogowe. Na pokładach pojazdów Shenzhou będzie podróżowało 2-3 astronautów. Moduł Tiangdong 1 waży 8,5 tony i liczy około 10 metrów długości. Może w nim mieszkać do trzech osób. Będą w nim prowadzone badania w warunkach braku grawitacji. Początkowo planowano, że laboratorium trafi w przestrzeń kosmiczną jeszcze w bieżącym roku. Z przyczyn technicznych start opóźniono. Nie wiadomo, kiedy Chiny planują zakończyć budowę stacji kosmicznej.
  8. Podczas dorocznej konferencji TED (Technology, Entertaintment, Design) padły słowa, które mogą świadczyć o tym, iż Google zmienia swoje podejście do kwestii pozostania w Chinach. Sergey Brin, współzałożyciel koncernu, stwierdził: Chcę znaleźć sposób na dostarczenie ludziom informacji w ramach obowiązującego w Chinach systemu. Być może nie uda się nam tego osiągnąć natychmiast, ale w ciągu roku lub dwóch. Wypowiedź taka może oznaczać, że Google nie wycofa się z Chin, będzie jednak starało się wynegocjować z Pekinem zmianę warunków, na jakich firma działa w Państwie Środka. Przypomnijmy, że przed kilkoma tygodnia Google zagroziło wycofaniem się z Chin, jeśli rządzący Pekinem komuniści nie zgodzą się na dostarczanie nieocenzurowanych wyników wyszukiwania. Postawa Google'a przyczyniła się nawet do dość poważnego wzrostu napięcia pomiędzy USA a Chinami. Pekin pozostał jednak nieugięty i nie zamierza ulec ani Google'owi, ani administracji prezydenta Obamy.
  9. Chińska góra Podniebna Kolumna Południowa z miasta Zhangjiajie w prowincji Hunan została przemianowana na górę Alleluja Avatar. Władzom chodziło o uhonorowanie filmu Avatar i jego twórców, którzy zainspirowali się ponoć lokalnym krajobrazem. Według lokalnych władz, fotografie góry zostały wykorzystane jako baza dla fikcyjnego świata Pandory. Być może dlatego film Jamesa Camerona zrobił w Chinach zawrotną karierę i jak dotąd zarobił aż 80 mln dolarów. Jak podaje gazeta Xiaoxiang Morning News, nazwa została oficjalnie zmieniona w poniedziałek (25 stycznia). Dziennikarze twierdzą, że fotograf z Hollywood odwiedził w 2008 roku region krajobrazowy i historyczny Wulingyuan, czyli rezerwat, w którym znajduje się góra, a wiele z uwiecznionych przez niego obiektów stało się potem prototypami różnych elementów świata przedstawionego w Avatarze. Zhangjiajie chce w jakiś sposób zarobić na sukcesie filmu. Stąd hasło reklamowe: Pandora jest daleko, a Zhangjiajie blisko. Turystom oferuje się wycieczki po okolicy.
  10. Jak donosi Washington Post, Google negocjuje umowę z amerykańską Agencją Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), której celem ma być zwiększenie bezpieczeństwa wyszukiwarkowego koncernu i jego klientów. Eksperci z NSA, największej na świecie agendy wywiadu elektronicznego, pomogą Google'owi przeanalizować ostatnią serię ataków na korporacje. Umowa ma także zapewnić większe bezpieczeństwo wyszukiwarce i jej użytkownikom w przyszłości. Google i NSA odmawiają komentarzy w tej sprawie, jednak anonimowe źródła informują, że porozumienie zakłada też wymianę informacji. Nie oznacza to jednak, że Google złamie własne zasady. NSA nie uzyska dostępu do e-maili czy danych dotyczących zapytań zadawanych wyszukiwarce. Współpraca pomiędzy Google i NSA dotyka jednego z najbardziej drażliwych zagadnień internetu. W jaki sposób zapewnić użytkownikom prywatność, a jednocześnie chronić ich przez przestępcami czy agendami obcych państw. Najważniejsze pytanie brzmi: do jakiego stopnia Amerykanie mogą czuć się spokojni wiedząc, że Google wymienia informacje z NSA - mówi Ellen McCarthy, prezes Intelligence and National Security Alliance, organizacji zrzeszającej byłych i obecnych pracowników służb wywiadowczych, której celem jest poszukiwanie niebudzących zastrzeżeń sposobów na wymianę danych pomiędzy biznesem a rządem. Jak informują anonimowe źródła, ostatnia fala ataków przeprowadzonych z Chin była na tyle poważne, że to Google zaproponowało NSA współpracę. Od mniej więcej dekady coraz więcej firm technologicznych zwraca się do NSA z prośbą o pomoc. Jak mówi Greg Nojeim z Center for Democracy & Technology, organizacji zajmującej się ochroną prywatności, firmy mogą wymieniać z rządem informacje, jeśli pomaga to chronić ich własność i prawa.
  11. Nawet jeśli Google zamknie chińską wersję swojej wyszukiwarki, firma chce pozostać w Państwie Środka. Media donoszą, że koncern toczy obecnie delikatne negocjacje z Pekinem, których celem jest ustalenie zasad, na jakich w Chinach będzie działało centrum badawczo-rozwojowe, zespół sprzedaży reklam oraz wydział zajmujący się telefonią komórkową. Google twierdzi, że nie chce już, zgodnie z życzeniem chińskiego rządu, cenzurować wyników wyszukiwania, jednak firmie zależy na dostępie do tutejszego rynku. Niewykluczone, że toczone za zamkniętymi drzwiami negocjacje zakończą się jakimś kompromisem. Chiński rząd już wcześniej naginał nieco swoje zasady, by zawrzeć pożądaną ugodę.
  12. Aga, jeden z najważniejszych australijskich szkodników, przywieziony w 1935 r., by zwalczać szkodniki trzciny cukrowej, najprawdopodobniej trafi wkrótce na chińskie stoły i do sporządzanych na tamtejsze potrzeby medykamentów. John Burey, właściciel firmy z Queensland, która zajmuje się przetwórstwem mięsnym, wyjeżdża w lutym do Pekinu i będzie negocjować warunki umowy eksportowej. Na antypodach żyje ok. 200 mln ropuch olbrzymich, jest więc o czym rozmawiać. W Chinach ich toksyna znajduje zastosowanie jako stymulant serca, substancja o działaniu moczopędnym oraz lek na dolegliwości zatokowe czy bóle zębów. Skórze oraz narządom wewnętrznym ag również przypisuje się właściwości terapeutyczne. Burey sądzi, że w Państwie Środka istnieje duże zapotrzebowanie na żywe płazy. By handel mógł w ogóle dojść do skutku, zarówno po stronie australijskiej, jak i chińskiej trzeba uregulować sporo spraw związanych z kwarantanną oraz licencjami. Dzięki temu szkodnik mógłby się komuś przydać i przynieść zyski. Agi zagrażają faunie Australii, ponieważ ich toksyna może uśmiercać psy, koty, słodkowodne krokodyle oraz duże węże.
  13. Skąd bierze się u Azjatów gwałtowna reakcja na alkohol, objawiająca się nieprzyjemnym dla konsumenta zaczerwienieniem twarzy? Zdaniem naukowców z Chińskiej Akademii Nauk może ona być ewolucyjnym przystosowaniem do... uprawy ryżu przez pierwszych chińskich rolników. Choć molekularna przyczyny charakterystycznego rumienia (jest nią polimorfizm, czyli nieznaczna zmiana sekwencji genu kodującego enzym dehydrogenazę aldehydową, rozkładający aldehyd powstający podczas neutralizacji etanolu) jest znana od stosunkowo dawna, dotychczas nie istniała jasna odpowiedź na pytanie, jaki jest ewolucyjny sens tej cechy. Rozwiązaniem zagadki może być odkrycie dokonane przez zespół Binga Su z Chińskiej Akademii Nauk. Na podstawie analizy 2275 osób należących do 38 populacji ustalono, że polimorfizm w genie kodującym dehydrogenazę aldehydową rozprzestrzeniał się pomiędzy poszczególnymi grupami ludzi w sposób chronologicznie zgodny z rozprzestrzenianiem się umiejętności uprawy ryżu oraz wytwarzania na jego bazie napojów alkoholowych. Zdaniem naukowca oznacza to, że polimorfizm utrudniający metabolizm alkoholu i wzmacniający nieprzyjemne doznania został utrwalony, ponieważ chronił on przed regularnym sięganiem po napoje wyskokowe. Nie od dziś wiadomo, że polimorfizm badanej sekwencji DNA jest wyraźnie powiązany z obniżeniem ryzyka alkoholizmu. Wygląda więc na to, że w toku ewolucji okazało się, że nawet przejściowe zatrucie nierozłożonym aldehydem jest mniej groźne od konsekwencji regularnego przyjmowania etanolu. Dlaczego jednak cecha ta nie pojawiła się u przedstawicieli innych grup etnicznych? Tego chińscy badacze nie wyjaśnili.
  14. Ostatnie ataki na Google'a, Yahoo i dziesiątki innych wielkich amerykańskich firm przestały być tylko i wyłącznie sprawą z pogranicza informatyki i przestępczości. Rząd USA ma jeszcze w tym tygodniu wręczyć Pekinowi oficjalną notę protestacyjną, w której zażąda wyjaśnień. "Nota wyrazi nasze zaniepokojenie incydentem i będzie zawierała prośbę do Chin, by wyjaśniły sytuację i poinformowały nas, co mają zamiar w tej sprawie zrobić" - powiedział rzecznik Departamentu Stanu. Rząd w Waszyngtonie poparł też decyzję Google'a o zaprzestaniu cenzurowania wyników wyszukiwania. Wskutek szeroko zakrojonego ataku, który trwał od połowy grudnia do połowy stycznia, ucierpiały m.in.Symantec, Juniper Networks, Dow Chemicals i Northrop Grumman. Przestępcy wykorzystali nieznaną wcześniej dziurę w Internet Explorerze, którą wykorzystywały odpowiednio spreparowane szkodliwe witryny. Wystarczyło tylko skłonić pracowników wymienionych firm do kliknięcia na umieszczony w e-mailu odnośnik. Tymczasem pojawiły się pogłoski, że w ataku na Google'a przestępcom mogli pomagać pracownicy chińskiego oddziału wyszukiwarkowego giganta.
  15. Chińscy cukiernicy stworzyli czekoladową 10-metrową replikę Wielkiego Muru. Cegły wykonano z ciemnej czekolady i połączono je w całość za pomocą białej wersji wynalazku Azteków. Budowla stanowi jedną z atrakcji wystawy/targów World Chocolate Wonderland, których otwarcie nastąpi jeszcze w styczniu. Wang Qilu, jeden z mężczyzn pracujących przy murze, wyjawił, że najtrudniej było zrekonstruować zburzony fragment konstrukcji. Wszystkie elementy musiały do siebie pasować, a czasem kąt ich ustawienia był naprawdę duży. Podkreślił, że musiał się również upewnić, że pieczołowicie odtworzona budowla zwyczajnie się nie rozpłynie. Podczas prac nad eksponatami zużyto 80 ton czekolady. Oprócz Wielkiego Muru, powstała miniarmia terakotowa, złożona z 560 żołnierzy. Ustawiono ją na posłaniu z czekoladowych płatków. Przedsięwzięcie ma spopularyzować czekoladę w Państwie Środka. Jak tłumaczy Tina Zheng, główna menedżerka targów, nie ma ona tutaj tak długiej tradycji jak na Zachodzie. W Chinach jest specjałem dawanym szczególnie dzieciom.
  16. Atak na Google'a i inne koncerny został przeprowadzony za pomocą zmodyfikowanej wersji konia trojańskiego Hydraq. Jednak nie sam kod przesądził o skuteczności ataku, ale fakt, że przestępcy dobrze wiedzieli, których pracowników należy wziąć na cel. Lokalne chińskie media informują, że po 13 stycznia niektórym pracownikom Google China odebrano dostęp do lokalnej sieci firmowej, część wysłano na urlopy, a kolejni zostali przeniesieni do innych biur. Jak donosi Reuter, niewykluczone, że w ataku na Google'a pomagał co najmniej jeden pracownik tej firmy. Przedstawiciele koncernu nie chcą komentować tych doniesień.
  17. David Drummond, odpowiedzialny w Google'u za sprawy prawne, stwierdził, że jego firma rozważa nad sensem prowadzenia biznesu w Chinach. Słowa takie opublikował po serii bardzo zaawansowanych technologicznie ataków na konta pocztowe, które na Gmailu posiadają obrońcy praw człowieka. Drummond stwierdził też, że Google nie ma dłużej zamiaru cenzurować wyników wyszukiwania na Google.cn i w ciągu najbliższych tygodni przedyskutuje z chińskim rządem, w jaki sposób można działać legalnie nie filtrując jednocześnie wyszukiwarki. Przedstawiciel Google'a nie wykluczył, że jego firma zamknie chińską wersję swojej wyszukiwarki i wycofa się z operacji na terenie Chin. Google było jedną z co najmniej 20 wielkich firm, które w grudniu padły ofiarami cyberataków, podczas których ukradziono własność intelektualną przedsiębiorstwa. Jednak Drummonda najbardziej martwią ataki na konta pocztowe obrońców praw człowieka. Co prawda Gmail jest w Chinach niedostępny, jednak aktywiści korzystają z anonimowych proxy i omijają ograniczenia. Atakujący nie ograniczają się zresztą tylko do kont Chińczyków. Drummond mówi, że dziesiątki kont należących do amerykańskich i europejskich aktywistów praw człowieka jest regularnie atakowanych.
  18. Od 12 stycznia do 10 kwietnia w Bibliotece Kongresu można podziwiać sporządzoną w języku chińskim mapę z 1602 r. – pierwszą w stylu europejskim, na której widnieją Ameryki. Chiny zostały tam umieszczone na środku świata, a Florydę nazywa się Ziemią Kwiatów. Mapa włoskiego misjonarza, jezuity Matteo Ricciego (1552-1610), jest wystawiana w Ameryce Północnej po raz pierwszy. Po 3 miesiącach trafi do Biblioteki Jamesa Forda Bella na University of Minnesota. Wcześniej jednak Wydział Geografii i Map Biblioteki Kongresu zeskanuje ją i udostępni zdjęcia internautom z całego świata. Dokument o wymiarach 3,8 na 1,6 m wydrukowano na sześciu rolkach papieru ryżowego. Zaprojektowano go w taki sposób, by dał się rozciągać na składanym ekranie. Mapa obejmuje rysunki i adnotacje, takie jak ta dotycząca Afryki, w której, wg autora, miały się znajdować najwyższa góra i najdłuższa rzeka świata. W krótkim opisie Ameryki Północnej wspominano o garbatych wołach, dzikich koniach i rejonie zwanym "Ka-na-ta" (Kanadzie?). Ricci wymienił też kilka miejsc w środkowej i południowej Ameryce, m.in. "Wa-ti-ma-la" (Gwatemalę), "Yu-ho-t'ang" (Jukatan) oraz "Chih-Li" (Chile). Poza tym misjonarz postanowił pobieżnie opisać odkrycie Ameryki przez Kolumba: W dawnych czasach nikt nie wiedział o istnieniu takich miejsc, jak Ameryka Północna i Południowa czy Magellanica [kiedyś kartografowie nazywali tak Australię i Antarktydę], lecz sto lat temu Europejczycy pożeglowali swoimi statkami do [odległych] wybrzeży i odkryli je. Ricci był jednym z pierwszych pochodzących z naszego kręgu kulturowego mieszkańców dzisiejszego Pekinu. Jezuita stworzył swoją mapę na prośbę cesarza Wanli z dynastii Ming. W październiku zeszłego roku mapa została kupiona przez James Ford Bell Trust. Firma Bernard J. Shapero Rare Books zainkasowała za to milion dolarów. W Chinach nie ma prawdopodobnie żadnego egzemplarza dokumentu. Wiadomo tylko, że kopie są przechowywane w bibliotekach Watykanu oraz przez kolekcjonerów z Francji i Kraju Kwitnącej Wiśni.
  19. Google przeprosiło chińskich autorów za to, że bez zgody zeskanowało i umieściło ich dzieła w swoim online'owym katalogu. Przeprosiny Google'a zostały opublikowane na witryny Stowarzyszenia Chińskich Pisarzy. Można je było usłyszeć też w wiadomościach nadanych przez chińską telewizję, w których pojawił się Erik Hartmann, przedstawiciel Google Books na rejon Azji i Pacyfiku. Wyszukiwarkowy gigant obiecał, że więcej bez zgody chińskich autorów nie będzie skanował ich dzieł. Ma też zamiar rozwiązać już istniejący spór. Twórcy zeskanowanych dzieł domagają się bowiem odszkodowania. Koncern podkreśla, że przestrzega praw autorskich, gdyż udostępnia tylko fragmenty dzieł. Przedstawiciele firmy przypominają, że autorzy zawsze mogą zażądać usunięcia ich książek z Google Books.
  20. Harbiński Festiwal Lodu jest organizowany rokrocznie od 25 lat. Rozpoczyna się 5 stycznia i trwa przez ponad miesiąc, ale imponujące "eksponaty" można podziwiać już w grudniu. Miasto Harbin z północno-wschodnich Chin słynie jednak nie tylko z lodowych wyczynów, ale i z lokalnego piwa, dlatego postanowiono to połączyć, konstruując rzeźbę nie z zamarzniętej wody, lecz alkoholu. Temperatura sprzyjała wyczynom artystów, ponieważ słupek rtęci opadł do minus trzydziestu czterech stopni. Wylewane piwo zastygało na chodniku w mgnieniu oka, stając się pienistą płaskorzeźbą. Jeden ze śmiałków popijał nawet prosto z butelki, choć przy takich warunkach atmosferycznych ryzykował, że nie oderwie już ust od szyjki. Efektem planowego rozlewania była budowla przypominająca cerkiew.
  21. Światowa Organizacja Handlu orzekła, że Chiny wprowadzając przepisy na podstawie których import treści musi przechodzić przez państwowe przedsiębiorstwa, naruszają prawo międzynarodowe. Skargę do WTO założył amerykański rząd na wniosek firm, które uznały, iż chińskie przepisy ograniczają ich możliwości biznesowe. Wśród skarżących znalazły się takie firmy jak EMI, Sony Music Entertainment, McGraw Hill, Simon & Schuster czy Disney. Ograniczenia sprawiające że zagraniczne książki, filmy czy płyty mogą być sprzedawane tylko za pośrednictwem państwowych firm są przyczyną, dla której nie ma chińskiej odmiany iTunes, pomimo wielkiej popularności iPodów w Państwie Środka. Chińczycy radzili sobie w ten sposób, że kupowali w amerykańskim iTunes korzystając z kart wydawanych przez amerykańskie banki. Jednak w ubiegłym roku w serwisie znalazł się album z protybetańskimi utworami i Pekin zablokował iTunes. Sklep został odblokowany dopiero wtedy, gdy Apple uniemożliwiło Chińczykom zakup albumu. Chiny mają teraz rok na dostosowanie się do wyroku WTO. Niewykluczone, że najnowszy wyrok pozwoli też na skuteczną walkę z Wielkim Firewallem. Co prawda nie dotyczy on Sieci, ale może zostać wykorzystany jako precedens i pozwoli argumentować, że blokowanie Wikipedii, Twittera czy blogów również ogranicza możliwości biznesowe i jest niezgodne z prawem międzynarodowym.
  22. W Xigaoxue w prowincji Henan archeolodzy odkopali duży grobowiec z III wieku n.e., w którym, wg nich, mógł zostać pochowany Cao Cao, legendarny chiński polityk, wojskowy i poeta. W literaturze Państwa Środka stanowił uosobienie przebiegłości i cynizmu, odpowiednik późniejszego europejskiego Machiavellego. W grobowcu znaleziono epitafium i inskrypcje, które wydają się odnosić do generała. Poza ciałem mężczyzny w wieku sześćdziesięciu kilku lat, co odpowiadałoby wiekowi Cao Cao w chwili śmierci (miał wtedy 65 lat), złożono tam zwłoki dwóch kobiet. Chińskie przysłowie "shuō Cáo Cāo, Cáo Cāo dào" to odpowiednik polskiego "o wilku mowa, a wilk tuż". W tamtejszej tradycji nie brakuje anegdot na temat Cao Cao, w tym wysławiających jego talenty polityczne czy wojskowe. Cao Cao rozpoczął karierę w czasie Powstania Żółtych Turbanów, które wybuchło w 184 roku. W 198 został mianowany Zbawcą Cesarstwa, a 10 lat później kanclerzem i księciem Wei. Miał dwóch synów: Cao Pi oraz Cao Zhi, jednego z najwybitniejszych poetów swoich czasów.
  23. Grupa naukowców z University of Kansas (KU) i Northeastern University w Shenyang odkryła jadowitego, przypominającego ptaka drapieżnika, który żył w Chinach 128 mln lat temu. To pierwsze doniesienie o toksynie wykorzystywanej przez przedstawiciela linii ewolucyjnej prowadzącej do powstania współczesnych ptaków. Przeżyliśmy prawdziwy szok. Zorganizowaliśmy nawet specjalną wyprawę do Chin, by zbadać to zagadnienie. Myślimy, że to będzie sensacja – opowiada paleontolog profesor Larry Martin. Sinornitozaur, teropod z rodziny dromeozaurów, zwany też chińskim ptasim jaszczurem, jest bliskim krewnym welociraptora. Zamieszkiwał prehistoryczne lasy północnego wschodu Chin, gdzie aż roiło się od różnego rodzaju zwierząt. Stworzenie osiągało rozmiary indyka. Wyspecjalizowało się w chwytaniu małych dinozaurów i ptaków. Niemal na pewno było upierzone. To bardzo bliski krewny czteroskrzydłego szybownika zwanego mikroraptorem – wyjaśnia Martin. Jad wywoływał u ofiary niemal natychmiastowy szok, zmniejszając prawdopodobieństwo wzięcia odwetu, ucieczki czy kradzieży ze strony innych drapieżników. Raptor działał z zaskoczenia. Nie zorientowałbyś się, że się zbliża. Zanurkowałby zza twoich pleców z nisko zwieszonej gałęzi [...]. Próbowałby ugryźć, a gdy tylko zęby trafiłyby w skórę, w ranę zacząłby się sączyć jad - przekonuje David Burnham z KU. Ofiara nie mogłaby się ruszać, ale miałaby świadomość powolnego pożerania przez sinornitozaura. Rodzaj ten miał charakterystyczne wgłębienia po bokach głowy. Naukowcy podejrzewają, że to właśnie tam znajdowały się gruczoły jadowe, połączone poprzecznym kanałem z długimi rowkowanymi zębami szczęki. Był to mechanizm podobny do widywanego u współczesnych warunkowo jadowitych jaszczurek czy węży, zwłaszcza do niskociśnieniowego systemu heloderm. Raptor sprzed 128 mln lat miał jednak dłuższe zęby, by przebić się przez grubą warstwę piór (nie zapominajmy, że ptaki stanowiły jego główne źródło pożywienia). Toksyna nie była wstrzykiwana w tkankę, lecz ściekała wyżłobieniami w zębach, które nacinały mięśnie.
  24. Chińskie władze przyjęły nowe regulacje dotyczące Internetu. Znalazły się wśród nich zapisy, które mogą sugerować, że rządzący w Pekinie komuniści chcą wprowadzić do internetu ideę "białych list". To znacznie ograniczyłoby obywatelom Państwa Środka dostęp do Sieci. Białe listy funkcjonują już w wielu dziedzinach IT, a przeciętny użytkownik może je spotkać np. w systemie Windows 7, który pozwala administratorowi komputera na tworzenie list aplikacji, które można uruchomić na danej maszynie. W podobny sposób miałyby działać chińskie białe listy w internecie. Łącząc się z Chin z Siecią moglibyśmy uzyskać dostęp tylko do tych witryn, które znalazłyby się na zatwierdzonej przez rząd liście. Na razie nie wiadomo, czy zasady białej listy dotyczyłyby również zagranicznych witryn. Lokalne media informują jednak, że niewykluczone, iż wszystkie witryny, które nie zostaną zarejestrowane i zaakceptowane przez Pekin będą blokowane. Obecnie chińscy providerzy stosują czarne listy, czyli spis witryn niedozwolonych. Wprowadzenie białych list jest równoznaczne z dużo większym ograniczeniem dostępu do Sieci.
  25. Opera zmodyfikowała swoją przeglądarkę tak, że niemożliwe jest już zastosowanie obejścia, które pozwalało obywatelom Chin na łączenie się z witrynami blokowanymi przez państwowy Wielki Firewall. Wcześniej osoby korzystające z Opery Mini mogły np. łączyć się z Facebookiem, gdyż ruch szedł przez serwery Opery. To spowodowało, że Opera Mini cieszyła się popularnością w Chinach. Opera potwierdziła, że od 20 listopada chińscy użytkownicy międzynarodowej wersji Opery Mini mają możliwość zaktualizowania przeglądarki tylko do chińskiej wersji. "Różnica pomiędzy wersją chińską i międzynarodową jest taka, że ta pierwsza łączy się z serwerami na terenie Chin... korzyściami z takiego rozwiązania są wyższe prędkości połączeń, niższe koszty i większa wygoda" - oświadczyła Opera. Firma nie chciała dyskutować o tym, co było przyczyną podjęcia decyzji o odebraniu Chińczykom możliwości korzystania z międzynarodowej wersji Opery Mini.
×
×
  • Create New...