-
Liczba zawartości
37613 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
nigdy -
Wygrane w rankingu
246
Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl
-
Naukowcy opracowali nową metodę leczenia i zapobiegania rakowi piersi, w ramach której leki są podawane jako zastrzyk przez brodawkę sutkową. Procedura zademonstrowana na myszach daje bezpośredni dostęp do miejsca, gdzie często rozwijają się zmiany nowotworowe - przewodów mlekowych. Można ją wykorzystać w terapii oszczędzającej zdrowe tkanki organizmu. Miejscowe dostarczanie czynników terapeutycznych za pośrednictwem iniekcji przezbrodawkowej może zmniejszyć skutki uboczne obserwowane [...] w przypadku chemioterapii ogólnoustrojowej - gdzie toksyczne leki przechodzą przez wszystkie tkanki organizmu. Metoda nie dopuszcza także do rozłożenia terapeutyku przez wątrobę, co może szybko zmniejszyć skuteczny poziom leków - wyjaśnia dr Silva Krause. Autorzy wykorzystali tę technikę do wstrzyknięcia nowego leku bazującego na nanocząstkach, który hamuje specyficzny gen kierujący formowaniem raka piersi. Celowana terapia zapobiegała progresji nowotworu u myszy predysponowanych do spontanicznego rozwoju guzów sutka.
-
Najszybszy czworonożny robot Cheetah (Gepard), o którym pisaliśmy kilkanaście miesięcy temu, biega nie tylko po bieżni. DARPA zaprezentowała jego "polową" wersję o nazwie WildCat. Na ruchomej bieżni Cheetah może pędzić z prędkością bliską 47 km/h. WildCat nie jest aż taki szybki. Nowa wersja robota porusza się z prędkością niemal 26 kilometrów na godzinę. Wielu wytrenowanych biegaczy jest szybszych. Jednak WildCat ma nad nimi przewagę wytrzymałości. Robot może przebyć 1 milę (1609 metrów) w czasie 3 minut 45 sekund. Jedynie trzy osoby na świecie mogłyby ujść przed WildCatem goniącym ich na tym dystansie. Najszybszy z nich, rekordzista świata Hicham El Guerrouj przebiegł milę w nieco ponad 3 minuty i 43 sekundy. Obecnie, jak widzimy, Cheetah/WildCat to projekt, którego celem jest stworzenie bardzo szybkiego czworonożnego robota. Twórcy Cheetaha/WildCata, firma Boston Dynamics, opracowują również na zlecenie DARPA robota transportowego LS3.
-
Prawa i lewa półkula mózgu Alberta Einsteina były ze sobą niezwykle dobrze połączone. Wg naukowców z USA i Chin, ta właśnie cecha mogła stać za błyskotliwością noblisty. Studium pt. "Spoidło wielkie mózgu Alberta Einsteina - kolejna wskazówka dot. jego wysokiej inteligencji" ukazało się w piśmie Brain. Weiwei Men z Wydziału Fizyki East China Normal University (ECNU) opracował nową technikę badawczą, która pozwoliła zmierzyć i oznaczyć kolorami zmienną grubość części spoidła wielkiego. Grubość wskazuje na liczbę nerwów, a na tej podstawie można wnioskować, jak dobrze półkule są połączone w konkretnych regionach, które odpowiadają za realizację różnych funkcji. Dla przykładu arytmetyka umysłowa jest reprezentowana w tylnej części corpus callosum. Pomiary mózgu Einsteina porównano z danymi dla 2 grup: 15 seniorów i 52 mężczyzn w wieku 26 lat (w cudownym roku 1905 - Annus mirabilis - Einstein opublikował kilka przełomowych dla fizyki prac; miał wtedy 26 lat). Okazało się, że połączenia między różnymi częściami półkul były u geniusza bardziej rozbudowane zarówno w zestawieniu ze starszą, jak i młodszą grupą kontrolną.
-
Międzynarodowy zespół naukowy pracujący pod kierunkiem specjalistów z Uniwersytetu Elektrokomunikacji zauważył, że w chmurze G34.43+00.24 MM3 znajduje się młoda gwiazda otoczona wielką gorącą chmurą molekularną. Jest ona 10-krotnie większa niż u podobnych gwiazd tego typu - młodych obiektów o masie Słońca. Gorące molekularne chmury istniejące wokół nowo powstałych gwiazd mają temperaturę około 160 stopni Celsjusza, czyli są o około 100 stopni cieplejsze od zwykłych chmur molekularnych. Olbrzymi rozmiar chmury odkrytej za pomocą teleskopu ALMA wskazuje, że młoda gwiazda emituje znacznie więcej energii niż podobne obiekty. Zespół nakowy Takeshiego Sakai zaobserwował emisję radiową z siarczku węgla i monotlenku krzemu, co pozwoliło na szczegółowe określenie struktury emisji. Jej prędkość oceniono na 28 km/s, a odległość na jaką gaz odpłynął od gwiazdy na 4400 jednostek astronomicznych. Na tej podstawie obliczono, że gaz zaczął wydobywać się zaledwie przed 740 laty. Naukowcy uważają, że olbrzymie rozmiary gorącej chmury wokół młodej gwiazdy wskazują albo na olbrzymią ilość materiału opadającego na formującą się gwiazdę, albo też na istnienie kilku protogwiazd.
-
Zanieczyszczenia zmieniają profil zapachowy kwiatów
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Składniki spalin sprawiają, że pszczoły nie są w stanie rozpoznać zapachu kwiatów. Reaktywne zanieczyszczenia w spalinach diesla niszczą związki kluczowe dla zapachu kapusty rzepaku (Brassica napus). "Pszczoły miodne mają wrażliwy węch i wyjątkową zdolność uczenia oraz zapamiętywania nowych zapachów" - opowiada dr Tracey Newman z Uniwersytetu w Southampton. Brytyjczycy odkryli, że spaliny diesla zmieniają profil woni kwiatów. Wg nich, zjawisko to może wpływać na skuteczność zbieraczą pszczół, a w konsekwencji na zapylanie i globalne bezpieczeństwo pokarmowe. Podczas eksperymentów 8 związków odpowiadających za zapach kwiatów kapusty rzepaku mieszano w zapieczętowanych szklanych naczyniach z czystym powietrzem albo z powietrzem z dodatkiem spalin diesla (proporcje karenu-3, linalolu, aldehydu fenylooctowego, α-pinenu, α-terpinenu, α-farnesenu, p-cymenu i 2-fenyloetanolu odzwierciedlały stosunek, w jakim są one naturalnie emitowane przez B. napus). Średnią zawartość lotnych substancji w obu zestawach zlewek oraz zmiany składu zachodzące w naczyniach ze spalinami (w zestawieniu z naczyniami z czystym powietrzem) porównywano w 4 punktach czasowych: po 1 min, 30 min, 60 min i 120 min; naukowcy zastosowali chromatografię gazową ze spektrometrią mas. W ciągu minuty w powietrzu zanieczyszczonym dieslem zarówno α-farnesen, jak i α-terpinen, które stanowią, odpowiednio, 72,5% i 0,8% oryginalnej mieszanki zapachowej, stawały się niewykrywalne. Taki stan utrzymywał się do końca badania. W dowolnym punkcie czasowym zawsze jakieś dwa z pozostałych 6 związków ulegały znaczącemu zredukowaniu (zachodził spadek względnej obfitości). Co ciekawe, po godzinie pod wpływem spalin ilość p-cymenu okazała się znacząco podwyższona (odnotowywano wzrost względnej obfitości). Przy czystym powietrzu wszystkie osiem związków wykrywano po 2 h, co wskazuje na ich relatywną stabilność pod nieobecność diesla. Kiedy naukowcy powtórzyli zabieg z gazami NOx (tlenkiem i dwutlenkiem azotu), uzyskali analogiczne wyniki, co sugeruje, że to właśnie NOx wpływały na zmianę profilu zapachowego. Zmodyfikowaną mieszankę prezentowano pszczołom, które jej nie rozpoznały. Newman wyjaśnia, że choć NOx są wyjątkowo reaktywnymi gazami powstającymi w wyniku spalania diesla i innych paliw kopalnych, to limity emisji dwutlenku azotu są regularnie przekraczane, zwłaszcza na terenach miejskich. -
Fomalhaut to niezwykła gwiazda. Cieszy się sporym zainteresowaniem astronomów, gdyż posiada planetę i otoczona jest dyskiem z pyłu. Profesor Eric Mamajek i jego koledzy z Univeristy of Rocherster odkryli właśnie, że Fomalhaut jest systemem potrójnym, a nie podwójnym. Zauważyłem trzecią gwiazdę kilka lat temu gdy badałem ruchy gwiazd w pobliżu Fomalhaut. Potrzebowałem jednak większej liczby danych i zebrałem zespół, który miałby pomóc mi stwierdzić, czy zebrane dotychczas dane można interpretować jako obecność trzeciej gwiazdy w systemie Fomalhaut - powiedział uczony. Szczegółowa analiza astrometryczna i spektroskopiczna pozwoliły na określenie położenia i prędkości trzeciej gwiazdy. Wykazały też one, że gwiazda, znana dotychczas jako LP 876-10 jest w rzeczywistości trzecią gwiazda układu Fomalhaut, a zatem jej obecna nazwa to Fomalhaut C. Fomalhaut C, obserwowana z Ziemi, wydaje się całkiem daleko od wielkiej jasnej gwiazdy jaką jest Fomalhaut A - mówi profesor Mamajek. Kąt pomiędzy obiema gwiazdami wynosi 5,5 stopnia. Uczony wyjaśnia, że wrażenie tak dużej odległości wynika z faktu, że układ znajduje się blisko naszej planety. Oddalony jest zaledwie o 25 lat świetlnych. Właśnie dlatego nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że LP 876-10 może być częścią układu Fomalahaut. Dopiero bardzo precyzyjne pomiary pozwoliły to odkryć. Fomalhaut A ma masę dwukrotnie większą od Słońca, dzięki czemu jej oddziaływanie grawitacyjne jest tak duże, że może uwięzić mniejszą gwiazdę, mimo iż znajduje się ona w odległości 158 000 razy większej niż odległość pomiędzy Ziemią a Słońcem - stwierdził naukowiec. Mamajkowi pomagał Todd Henry z Georia State University, który stoi na czele zespołu RECONS (Research Consortium On Nearby Stars). Grupa ta prowadzi od wielu lat badania mające na celu szczegółowe opisanie gwiazd najbliższych Słońcu. Dzięki jej pracom wiemy, że bliżej niż Fomalhaut znajduje się co najmniej 11 systemów, w skład których wchodzą co najmniej 3 gwiazdy. Fomalhaut jest najbardziej masywnym i najszerszym z nich. Fomalhaut A to jednocześnie 18. pod względem jasności gwiazda widoczna na nocnym niebie, jedna z niewielu gwiazd w przypadku których udało się stwierdzić planetę i dysk z pyłu. Gwiazda znana jest od dawna, jednak dopiero w ostatnich latach zauważono, że to system podwójny, mimo iż pierwsze sugestie na ten temat pojawiły się w latach 90. XIX wieku. Teraz odkryto, że to system potrójny. Jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiemy. Naukowcy wciąż zastanawiają się, dlaczego planeta Fomalhaut b ma niezwykłą rozciągniętą orbitę i dlaczego dysk pyłu nie układa się tak, by Fomalhaut A stanowiła jego centrum. Niewykluczone, że Fomalhaut B i C rozciągnęły orbitę planety i dysk. Udowodnienie tego będzie jednak trudne, gdyż najpierw trzeba okreslić orbity obu gwiazd wokół Fomalhaut A, a już teraz wiadomo, że jeden obieg zajmuje im wiele milionów lat. Fomalhaut C to czerwony karzeł, a Fomalhaut B - pomarańczowy karzeł. Wiek całego systemu oceniono na 440 milionów lat.
-
Multidyscyplinarny zespół posłużył się osiągnięciami z zakresu medycyny precyzyjnej, by za pomocą głębokiej stymulacji mózgu (ang. deep brain stimulation, DBS) leczyć ciężki przypadek zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego (ZOK). Trzydziestosiedmioletni pacjent zgodził się także na zsekwencjonowanie całego genomu. Głęboką stymulację mózgu stosuje się najczęściej w łagodzeniu objawów zaawansowanej choroby Parkinsona. Eksperymentalnie wykorzystuje się ją również w nieuleczalnych inaczej przypadkach ciężkiej depresji. Poza naszym weteranem na całym świecie testowo DBS poddano jedynie ok. 100 osób. Przed terapią opisaną na łamach pisma PeerJ pacjent nie mógł normalnie funkcjonować (nie potrafił utrzymać pracy ani stworzyć znaczącego związku). Był bardzo kompulsywny i lękowy, a od czasu do czasu pojawiały się u niego symptomy paranoi. W 3-letnim okresie leczenia objawy związane z ZOK zelżały do tego stopnia, że mężczyzna odzyskał jakość życia niedoświadczaną od ponad 15 lat. Po zoptymalizowaniu stymulacji elektrycznej (stopniowym zwiększeniu napięcia) był w stanie regularnie ćwiczyć, pracować jako wolontariusz i ostatecznie wziąć ślub. Kilka razy, kiedy bateria się wyczerpała albo pacjent zapomniał o jej aktywacji, objawy ciężkiego ZOK powracały w ciągu 12-24 godzin i szybko stawały się paraliżujące. Przy takich okazjach chory w niezbyt przyjemny sposób uczył się, że bateria musi być naładowana, a naukowcy upewniali się, że za zaobserwowaną poprawą stoją rzeczywiście ich działania. Sekwencjonowanie całego genomu ujawniło, że u mężczyzny występują co najmniej 3 allele, powiązane wcześniej z chorobami neuropsychiatrycznymi. Są to warianty genów kodujących białka BDNF, MTHFR i ChAT. Zespół doktora Gholsona J. Lyona z Cold Spring Harbor Laboratory natrafił też na warianty genów, które mają wpływ na sposób, w jaki pacjent jest lub nie jest w stanie metabolizować różnych rodzajów leków.
-
Zdaniem IPSO (International Programme on the State of the Ocean), pozarządowej organizacji skupiającej czołowych naukowców, oceany znajdują się w gorszej kondycji niż sądziliśmy. Zagraża im "śmiertelna trójka" - globalne ocieplenie, zakwaszenie i ubytek tlenu. Oceany ogrzewają się, wskutek czego wiele gatunków ryb migruje ku biegunom. Tam też przenosi się rybołówstwo, które zagraża miejscowym gatunkom. Dodatkowo spływające do oceanów nawozy sztuczne i ścieki przyczyniają się do zakwitów alg, które pozbawiają wody tlenu. Jednocześnie coraz większa ilość dwutlenku węgla w atmosferze oznacza, że coraz więcej węgla trafia do wód oceanicznych i je zakwasza. Ryzyko dla oceanu i jego ekosystemu było dotychczas znacząco niedoceniane. Skala i tempo zaburzeń powodowanych przez zakwaszenie jest bezprecedensowa w znanej nam historii. Śmiertelna trójka zakwaszenia, ocieplania i pozbawiania tlenu znacznie wpływa na produktywność i efektywność oceanu - czytamy w raporcie IPSO. Profesor Alex Rogers z Oxford University, który jest dyrektorem naukowcym IPSO mówi, że negatywny wpływ na oceany jest widoczny na całym świecie. Uczony przypomina, że obecne warunki panujące w oceanach są podobne do tych sprzed 55 milionów lat z okresu zwanego PETM (paleoceńsko-eoceńskie maksimum termiczne). Wówczas doszło do masowego wymierania. Obecnie zmiany zachodzą znacznie szybciej niż przed milionami lat, a to oznacza, że środowisko poddane jest większemu stresowi. IPSO informuje, że jeśli temperatura oceanów podniesie się o 2 stopnie, to może dojść do zatrzymania wzrostu koralowców, a przy zmianie temperatury o +3 stopnie koralowce mogą zacząć się rozpuszczać. Dotychczas temperatura wzrosła o 0,8 stopnia w porównaniu z epoką sprzed rewolucji przemysłowej. W czasie PETM temperatura zwiększyła się o 6 stopni Celsjusza w ciągu około 20 000 lat, co daje roczny przyrost rzędu 0,0003 stopnia Celsjusza.
-
Microsoft namawia HTC do dwóch systemów w smartfonie
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Technologia
Anonimowe źródła zdradziły Bloombergowi, że Microsoft chce namówić HTC do instalowania na smartfonach z Androidem systemu Windows Phone. Posiadacz takiego telefonu mógłby wybrać, z którego systemu chce korzystać. Jeśli HTC się zgodzi, koncern z Redmond jest skłonny obniżyć cenę za swój system bądź nawet w ogóle zrezygnować z opłaty licencyjnej. HTC jest pierwszą firmą, która w przeszłości zdecydowała się na sprzedaż smartfonów z Windows Phone. Jednak najwyraźniej nie przywiązuje zbyt dużej wagi do tego systemu, gdyż od czerwca bieżącego roku nie zaprezentowała żadnego nowego modelu z Windows i nie ma obecnie planów, by to zrobić. Microsoft poszukuje nowych partnerów na rynku smartfonów. Podczas ubiegłotygodniwej wizyty w Pekinie Steve Ballmer spotkał się podobno z producentami smartfonów. Amerykański koncern ma nadzieję, że podpisze umowy z firmami, które dotychczas skupiały się wyłącznie na Androidzie. Koncern z Redmond pobiera opłaty licencyjne zarówno za każdą zainstalowaną kopię Windows Phone jak i za swoje patenty, które wykorzystują urządzenia z Androidem. Z kolei Google, producent Androida, pozwala na bezpłatne korzystanie ze swojego systemu, jednak producent smartfona musi zainstalować na nim oprogramowanie Google'a, takie jak np. wyszukiwarka czy mapy. -
Na drodze stanowej na przedmieściach Seatlle zapalił się samochód Model S. Natychmiast odbiło się to na akcjach Tesla Motors, które pierwszego dnia po wypadku staniały o 12 USD, a nastepnego o kolejne 10 dolarów. Do pożaru doszło wkrótce po tym, jak samochód najechał na leżące na drodze kawałki metalu. Jeden z nich wbił się w akumulator i spowodował jego pożar. Na szczęście w wypadku nikt nie ucierpiał. Mimo, że pożar był wynikiem wypadku, to reakcja posiadaczy akcji pokazuje, jakim ryzykiem obarczone jest inwestowanie w nowe technologie i jak bardzo nieufnie ludzie do nich podchodzą. W roku 2011 w USA doszło do niemal 190 000 pożarów samochodów i motocykli. Zarówno liczba pożarów, ich odsetek w stosunku do liczby pojazdów jak i do liczby przejechanych kilometrów jest wyższy w przypadku pojazdów spalinowych. Mimo to giełda negatywnie zareagowała właśnie na pożar pojazdu elektrycznego.
-
Spacerowanie po menopauzie zmniejsza ryzyko raka piersi
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Zdrowie i uroda
Kobiety w wieku pomenopauzalnym, które spacerują co najmniej godzinę dziennie, obniżają ryzyko zachorowania na raka piersi. Artykuł poświęcony temu zagadnieniu ukazał się w piśmie Cancer Epidemiology, Biomarkers, and Prevention. W ramach studium zespół dr Alpy Patel, starszej epidemiolog z American Cancer Society, przez 17 lat śledził losy 73.615 kobiet, które brały udział w CPS-II Nutrition Cohort (badanie prospektywne rozpoczęło się w 1992 r.). W uwzględnionym okresie raka piersi zdiagnozowano u 4760 osób. Na początku studium jedna badana na dziesięć (9,2%) nie wspominała o żadnej aktywności rekreacyjnej. U kobiet aktywnych średni wydatek energii odpowiadał 3,5 godz. umiarkowanie energicznego spaceru tygodniowo. Aktywne panie angażowały się głównie w działania średnio intensywne, np. spacerowanie, jeżdżenie na rowerze, aerobik i taniec, a nie w czynności wymagające dużego wysiłku, np. bieganie czy pływanie. Stwierdzono też, że dla 47% chodzenie było jedyną formą aktywności rekreacyjnej. U aktywnych fizycznie ochotniczek wykryto kilka tendencji. Były one szczuplejsze, w dorosłości z większym prawdopodobieństwem utrzymywały wagę lub chudły, z większym prawdopodobieństwem piły alkohol i rzadziej okazywały się aktualnymi palaczkami. Dodatkowo częściej stosowały one hormonalną terapię zastępczą i w ubiegłym roku przeszły badanie mammograficzne. Naukowcy stwierdzili, że w przypadku kobiet, które spacerowały co najmniej 7 godzin tygodniowo, ryzyko raka piersi było o 14% niższe niż u pań chodzących 3 lub mniej godzin w tygodniu. Byliśmy zadowoleni, stwierdziwszy, że bez żadnej innej aktywności rekreacyjnej samo chodzenie godzinę dziennie wiązało się z mniejszym ryzykiem raka sutka u tych kobiet. Podobnie jak autorzy większości wcześniejszych studiów, Amerykanie stwierdzili, że w porównaniu do pań, które ruszały się najmniej, duża aktywność fizyczna oznaczała aż 25-proc. redukcję zagrożenia tą chorobą. Biorąc pod uwagę, że ponad 60% kobiet wspomina o codziennym chodzeniu w jakimś zakresie, promowanie spacerowania [...] może być skuteczną strategią zwiększania aktywności fizycznej wśród kobiet w wieku pomenopauzalnym - podkreśla dr Alpa. -
Browar Dogfish Head z Delaware wyprodukował piwo nie z tego świata. Dosłownie. Warzenie Celest-jewel-ale można porównać do zaparzania herbaty ekspresowej. Pył z utłuczonych księżycowych meteorytów zanurza się bowiem w piwie. Ponieważ zawiera on minerały i sole, wspomaga proces fermentacji i wpływa na smak. Piwowarzy pozyskali egzotyczny dodatek dzięki firmie ILC Dover, która produkuje kombinezony dla NASA. Jedynym miejscem, gdzie można skosztować tego specjału, jest pub browaru Rehoboth Beach. Celest-jewel-ale zadebiutował w niedzielę 22 września. W ten sposób Dogfish świętował równonoc. Partia była mała, więc nie wiadomo, na jak długo starczy trunku... Wychodząc za założenia, że meteorytowe piwo zasługuje na specjalne traktowanie, Amerykanie opakowali kufle w specjalne osłonki (ang. koozies) z materiału na kombinezony kosmiczne.
-
Naukowcy z MIT-u i Universytetu Harvarda, pracujący w ramach Harvard-MIT Center for Ultracold Atoms zmusili fotony do... połączenia się w molekuły. Taki stan materii opisywano dotychczas jedynie teoretycznie. Fotony były dotychczas opisywane jako nieposiadające masy cząsteczki, które nie oddziałują na siebie. Jeśli skrzyżujemy światła dwóch laserów, to promienie przejdą przez siebie. Tymczasem lasery korzystające z fotonicznych molekuł przypominałyby bardziej miecze świetlne. Większość znanych nam właściwości światła bierze się z faktu, że fotony nie mają masy i nie oddziałują między sobą. My stworzyliśmy specjalne medium, w którym fotony tak silnie na siebie oddziałują, że zachowują się jakby miały mase i łączą się w molekuły - mówi profesor Mikhail Lukin z Harvarda, jeden z szefów grupy badawczej. Dobrą analogią jest tutaj porównanie ich do mieczy świetlnych. Gdy fotony na siebie oddziałują, odpychają się i uginają. Wygląda to tak, jak w filmach - dodaje uczony. Naukowcy rozpoczęli swoje eksperymenty z fotonami od wprowadzenia atomów rubidu do komory próżniowej. Następnie schłodzili chmurę atomów do temperatury o kilka stopni wyższej od zera absolutnego. Później, za pomocą niezwykle słabych impulsów lasera wystrzeliwali w chmurę pojedyncze fotony. Gdy fotony wchodziły w chmurę, pobudzały znajdujące się tam atomy i same bardzo mocno zwalniały. W miarę jak fotony podróżowały przez chmurę, przekazywały swoją energię od atomu do atomu. W końcu energia opuszczała chmurę wraz z fotonem. To podobne zjawisko do załamania światła w szklance wody. Światło wchodzi w wodę, przekazuje część energii do medium i istnieje weń jako połączenie światła i materii. Ale wciąż jest światłem. Tutaj proces jest taki sam, ale w bardziej skrajnym wymiarze. Światło znacząco zwalnia i oddaje dużo energii - wyjaśnia profesor Lukin. Gdy naukowcy wystrzelili w chmurę jednocześnie dwa fotony, ze zdumieniem zauważyli, że opuściły one chmurę w postaci przypominającej pojedynczą molekułę. Profesor Lukin mówi, że za powstanie molekuły odpowiada zjawisko zwane blokadą Rydberga, które polega na tym, że dwa pobliskie atomy nie mogą zostać pobudzone w takim samym stopniu. Gdy foton wchodzi do chmury atomów i pobudza jeden z nich, to zanim drugi z fotonów pobudzi jakiś sąsiedni atom, pierwszy foton musi się przesunąć. W wyniku działania tego zjawiska fotony popychają się i przeciągają. To interakcja pomiędzy fotonami regulowana interakcją pomiędzy atomami - dodaje Lukin. Zdaniem uczonego, odkrycie to przyda się np. podczas budowy komputerów kwantowych wykorzystujących fotony. Wykazano bowiem, że fotony mogą wchodzić w interakcje, co jest niezwykle ważne w procesie przetwarzania informacji. Uczony sugeruje nawet, że być może pewnego dnia uda się dzięki temu stworzyć trójwymiarowe struktury, np. kryształy, zbudowane ze światła. Nie wiemy jeszcze, do czego takie coś mogłoby się przydać. Ale to nowy stan materii i mamy nadzieję, że w miarę badań nad właściwościami fotonicznych molekuł znajdziemy dla nich zastosowanie - stwierdził naukowiec.
-
Naukowcy z Uniwersytetu w Ulm opracowali nową metodę wykrywania poziomu żelaza. Ich czujnik bazuje na nanodiamentach. Standardowe testy krwi nie wychwytują, jak można by oczekiwać, wolnych jonów żelaza, ponieważ takie żelazo jest toksyczne [...] - wyjaśnia prof. Tanja Weil. Zamiast tego oznacza się np. stężenie ferrytyny - białka utrzymującego żelazo w dostępnej i nieszkodliwej formie. Każdy związany z ferrytyną atom żelaza generuje pole magnetyczne, ale ponieważ jest ich ok. 4500, całkowite pole magnetyczne jest niewielkie i trudno je zmierzyć. By uzyskać wystarczająco czułą metodę, Niemcy wykorzystali więc nanodiamenty, które przez defekty sieci krystalicznej są charakterystycznie zabarwione. Centra barwne pozwalają nam mierzyć kierunek spinu elektronu w zewnętrznych polach i w ten sposób określać ich natężenie - tłumaczy prof. Fedor Jelezko. Brzmi świetnie, ale żeby do tego doszło, należało wpaść na pomysł, jak zaadsorbować ferrytynę na powierzchni diamentu. Udało się to z pomocą oddziaływań elektrostatycznych między niewielkimi cząstkami diamentu i ferrytyną. Modelowanie teoretyczne było niezbędne, by upewnić się, że zmierzony sygnał jest taki jak ten wskazujący na obecność ferrytyny - dodaje Martin Plenio. W przyszłości naukowcy chcą popracować m.in. nad precyzyjnym ustalaniem liczby cząsteczek białka.
-
Organizacja The Green Collection, posiadająca największy na świecie prywatny zbiór tekstów i artefaktów biblijnych, odnalazła prawdopodobnie najstarszy sidur - modlitewnik żydowski. Eksperci ocenili, że powstał on około 840 roku po Chrystusie, a przypuszczenia te potwierdziły badania metodą radiowęglową. Pergaminowy kodeks został spisany tak archaiczną odmianą hebrajszczyzny, że zawiera babilońskie oznaczenia samogłosek. Obecność tych znaków wskazała ekspertom, że modlitewnik musi pochodzić z epoki gaonów, czyli z lat ok. 600 do ok. 1000. W tym czasie gaonowie, czli rabini wyróżnieni takim właśnie tytułem honorowym przyzawanym przez dwie uczelnie talmudyczne w Babilonii, byli najwyższymi autorytetami dla wyznawców judaizmu. Ta księga z modlitwami wypełnia lukę pomiędzy zwojami znad Morza Martwego a innymi żydowskimi tekstami z IX i X wieku - powiedział doktor Jerry Pattengale, dyrektor Green Scholars Initiative, zespołu badawczego Green Collection. Specjaliści oznajmili, że w 2014 lub 2015 roku poinformują o szczegółowych wynikach badań nad zidentyfikowanym właśnie sidurem. Doktor Stephen Pfann członek Green Scholars Initiative, a jednocześnie kanclerz Uniwersytetu Ziemi Świętej z Jerozolimy, odkrył sidur w Green Collection. Dotychczasowe badanie ujawniło, że księga zawiera 100 błogosławieństw, Hagadę czytaną podczas uczty sederowej (tekst o wyjściu Żydów z Egiptu), Pieśn nad Pieśniami, poetycką wersję apokaliptycznej wizji Zorobabela, poemat na temat końca świata oraz rozdział zatytułowany "Ocalenie Syjonu". Zidentyfikowany właśnie sidur jest o około 300 lat starszy od najstarszej znalezionej Tory. Rodzina Greenów jest właścicielem założonej w 1972 roku sieci handlowej Hobby Lobby, która sprzedaje dzieła sztuki. W listopadzie 2009 roku Steve Green, obecny prezes sieci, kupił pierwszy biblijny zabytek. Stał się on zaczątkiem kolekcji liczącej obecnie ponad 40 000 rzadkich tekstów biblijnych i artefaktów. Perłą w koronie jest Codex Climaci Rescriptus. To spisany uncjałą grecki manuskrypt Nowego Testamentu pochodzący z VII lub VIII wieku oraz spisany w języku aramejskim na terenie Palestyny tekst Nowego i Starego Testamentu pochodzący z VI wieku. W kolekcji znajdziemy też jeden z największych na półkuli zachodniej zbiorów tabliczek z pismem klinowym, drugi pod względem wielkości zbiór zwojów znad Morza Martwego, kopie Tory, które udało się uratować przed hiszpańską Inkwizycją czy zniszczeniem przez hitlerowców, olbrzymi zbiór nigdy niepublikowanych pairusów, w tym kopie ksiąg z Biblioteki Aleksandryjskiej, najstarsze znane tłumaczenie Psalmów na język średnioangielski, kopię Nowego Testamentu Wycliffe'a, jedne z najstarszych testów drukowanych, traktaty i Biblie będące własnością Lutra, w tym list, który napisał w noc poprzedzającą jego ekskomunikę i olbrzymi zbiór innych wyjątkowych zabytków. Wiele ze wspomnianych tekstów nigdy nie było publikowanych. Od 2 lat wybrane zabytki z Green Collection są prezentowane w ramach wystawy objazdowej w USA, która obecnie znajduje się w Colorado Springs. W 2012 roku organizacja Green Collection kupiła za 50 milionów dolarów Washington Design Center i rozpoczęła tam budowę muzeum, które będzie jednocześnie jednostką badawczą.
-
Resweratrol, polifenol występujący głównie w skórkach winogron, ale także w orzeszkach ziemnych czy owocach morwy i czarnej porzeczce, był dotąd zachwalany jako cudowna substancja o właściwościach przeciwzapalnych i antyutleniających. Najnowsze amerykańskie studium wykazało jednak, że resweratrol pogarsza objawy stwardnienia rozsianego (SR). W niektórych chorobach resweratrol może działać niekorzystnie. Do czasu przeprowadzenia dodatkowych badań pacjentów ze stwardnieniem rozsianym powinno się odwodzić od zażywania tego typu suplementów - zaznacza dr Ikuo Tsunoda z Uniwersytetu Stanowego Luizjany. Dr Fumitaka Sato i inni testowali resweratrol na dwóch modelach SR: autoimmunologicznym i wirusowym. W 1. modelu doświadczalne autoimmunologiczne zapalenie opon mózgowych i mózgu (ang. experimental autoimmune encephalomyelitis, EAE) wywoływano u 6-tygodniowych myszy za pomocą antygenów mieliny MOG35-55. Gryzoniom podawano kontrolną paszę albo stosowano suplementację resweratrolem - mogła ona trwać 2 miesiące albo obejmować tylko wczesną (do 8. dnia) lub wyłącznie późną fazę (14.-23. dzień) EAE. Ok. 12. dnia po uwrażliwieniu MOG (glikoproteiną oligodendrocytów) u wszystkich grup zwierząt zaczynały się rozwijać objawy kliniczne, w tym paraliż ogona i tylnych kończyn. Po 5 tygodniach myszy z grupy kontrolnej albo całkowicie zdrowiały, albo występował u nich lekki paraliż. Wszystkie grupy karmione resweratrolem przejawiały jednak ciężkie EAE (nie zaobserwowano remisji). Gdy naukowcy przyjrzeli się rdzeniowi, stwierdzili, że w porównaniu do grupy kontrolnej, u gryzoni karmionych resweratrolem we wczesnej fazie EAE występowało większe nasilenie kilku parametrów: demielinizacji, stanu zapalnego opon, tworzenia mankietów okołonaczyniowych oraz ogólnej patologii. W porównaniu do zwierząt kontrolnych, grupa spożywająca resweratrol przez bite 2 miesiące uzyskiwała więcej punktów zarówno w zakresie zapalenia opon, jak i ogólnej patologii. Grupy nie różniły się pod względem patologii mózgu. Choć sugerowano, że resweratrol ma właściwości przeciwzapalne, w opisywanym studium nie tłumił on reakcji autoimmunologicznych (oceniano to, bazując na nasileniu odpowiedzi limfoproliferacyjnej na MOG35-55 oraz produkcji cytokin prozapalnych). Aby stwierdzić, czy resweratrol ma właściwości przeciwwirusowe, 5-tygodniowe myszy zakażono śródmózgowo pewnym szczepem wirusa Theilera (TMEV - Theiler's murine encephalomyelitis virus) i w ten sposób wywoływano chorobę demielinizacyjną (TMEV-IDD). Gryzonie z grupy kontrolnej karmiono standardowo, a zwierzętom z grupy eksperymentalnej w stadium przewlekłym (dniach 35.-48.) podawano resweratrol. Ponownie okazało się, że u myszy spożywających polifenol TMEV-IDD przybrało gorszą postać niż u gryzoni z grupy kontrolnej. Resweratrol nie wykazuje właściwości antywirusowych przy zakażeniu TMEV - twierdzi Tsunoda, dodając jednocześnie, że inni naukowcy wykazali, że polifenol działa na inne wirusy powiązane z SR, np. wirus Epsteina-Barr czy opryszczki pospolitej. Tłumacząc uzyskane wyniki, autorzy artykułu z The American Journal of Pathology dywagują, że wpływając na śródbłonek naczyń i prowadząc do wazodylatacji, resweratrol zwiększa infiltrację komórek zapalnych w obrębie ośrodkowego układu nerwowego, co może z kolei wpływać na patogenezę SR.
-
Badacze z MIT-u odkryli, że woda opuszczająca hydrofobowe powierzchnie niesie ładunek elektryczny. To nieoczekiwane spostrzeżenie może prowadzić do skonstruowania bardziej efektywnych elektrowni czy nowych metod pozyskiwania energii z atmosfery. Gdy woda znajdzie się na hydrofobowej powierzchni, ześlizguje się z niej. Jednak, jak zauważyli Nenand Milijkovic i Evelyn Wang, gdy na metalową powierzchnię nałoży się superhydrofobową substancję, to dwie krople wody, które weszły ze sobą w kontakt i połączyły się na takiej powierzchni, zostają wystrzelone w powietrze. Podczas łączenia się kropli, powierzchnia ich styku z podłożem jest mniejsza niż powierzchnia styku osobnych kropli, zmniejsza się też energia potrzebna do utrzymania napięcia powierzchniowego. Nadmiarowa energia jest wówczas zamieniana w energię kinetyczną i kropla podskakuje. Gdy naukowcy przyjrzeli się temu zjawisku w zbliżeniu, zaobserwowali zdumiewającą rzecz. Badania przeprowadzone za pomocą szybkiej kamery ujawniły, że w połowie skoku krople odpychaja się od siebie. Milijkovic i Wang postanowili zbadać to zjawisko. W tym celu posłużyli się dodatnio naładowaną elektrodą. Krople były przez nią odpychane, co prowadziło do wniosku, że same mają dodatni ładunek elektryczny. Uczeni stwierdzili, że substancja hydrofobowa, gdy wchodzi w kontakt z kroplami, prowadzi do pojawienia się ładunków dodatnich i ujemnych. Gdy krople łączą się i wyskakują z powierzchni, dzieje się to tak szybko, że ładunki zostaja rozdzielone. Nieco ładunku pozostaje na kropli, a większość na powierzchni. Niewykluczone, że można by to zjawisko wykorzystać umieszczając dwie metalowe płyty blisko siebie. Jedna z nich mogła by wysyłać krople wody, a druga je odbierać, generując w ten sposób ładunki elektryczne.
-
FBI aresztowało Rossa Ulbrichta, właściciela podziemnego forum Silk Road. Mężczyzna jest podejrzewany o handel narkotykami, narzędziami hakerskimi i inną nielegalną dzialalność. W ciągu ostatnich 30 miesięcy obroty nielegalnego serwisu sięgnęły 1,2 miliarda dolarów. Podczas areszotwania FBI zajęło 26 000 bitcoinów o łącznej wartości 3,6 miliona USD. Mężczyźnie postawiono zarzuty handlu narkotykami, prania brudnych pieniędzy i konspiracji w celu dokonywania włamań do komputerów. Ulbricht ukończył przed kilku laty studia na University of Texas, gdzie zajmował się fizyką, a bezpośrednio przed założeniem Silk Road studiował materiałoznawstwo i inżynierię na University of Pennsylvania. Porzucił studia dla znacznie bardziej opłacalnej działalności. W momencie aresztowania Ulbrichta za pośrednictwem Silk Road można było kupić 13 000 substancji, w tym konopie indyjskie, LSD, heroinę, metaamfetaminę, opium i lekarstwa rozprowadzane zwykle na receptę. Towary można było zamawiać zarówno w ilościach detalicznych jak i hurtowych. Serwis Ulbrichta oferował też setki narzędzi hakerskich, jak keyloggery, Trojany i czy usługi włamywania się na zlecenie do kont na Twitterze i Facebooku. Witryna proponowała też skontaktowanie ze sobą kupców i sprzedawców broni oraz amunicji, informacji o cudzych kontach bankowych, kartach kredytowych, można było za jej pośrednictwem wynająć zabójcę. Użytkownicy Silk Road mogli kupić fałszywe prawa jazdy, dowody osobiste czy rachunki za korzystanie z mediów, co miało potwierdzać, że mieszkają w danym miejscu. Z usług serwisu Silk Road korzystało ponad 950 000 zarejestrowanych uzyktowników, którzy pomiędzy lutym 2011 roku a lipcem 2013 przeprowadziil 1,2 miliona transakcji o łącznej wartości około 1,2 miliarda USD. Prowizja Silk Road sięgnęła kwoty 79 milionów USD. Ulbricht sprawował całkowitą kontrolę nad serwisem, w czym pomagała mu niewielka grupa administratorów. Mężczyzna był zdecydowany bronić swoich interesów. Ze znalezionych informacji wynika, że wynajął zabójcę, który miał pozbyć sie jednego z klientów, który szantażował go ujawnieniem prawdziwych nazwisk użytkowników serwisu. Nie wiadomo, czy do zabójstwa doszło, gdyż kanadyjska policja nie ma żadnych informacji o morderstwie popełnionym w West Rock w marcu lub kwietniu bieżącego roku. Silk Road mógł działać przez 30 miesięcy, gdyż z serwisem mozna było połączyć się wyłącznie za pośrednictwem usługi Tor. Fakt, że serwis został w końcu zamknięty stawia pod znakiem zapytania użyteczność Tora jako środka zapewniającego anonimowość.
-
Aparat pułapkowy ustawiony w leśnych ostępach Parku Łazowskiego w Kraju Nadmorskim miał sfotografować zagrożonego tygrysa syberyjskiego, uwiecznił jednak coś zupełnie innego - scenę polowania na jelenia wschodniego przez orła przedniego. Na 3 klatkach z grudnia 2011 r., które odpowiadają zaledwie 2 s akcji, widać, jak dorosły ptak wbija szpony w grzbiet młodego jelenia. Jego zwłoki znaleziono 2 tygodnie później w pobliżu aparatu. Zobaczyłam jelenia, gdy podchodziłam do aparatu, by dokonać rutynowego sprawdzenia - wymienić kartę pamięci i baterie. Coś mi tu nie pasowało. Na śniegu nie było śladów dużego drapieżnika, poza tym wydawało się, jakby jeleń biegł i nagle zatrzymał się i zmarł. Gdy wróciliśmy do obozu, obejrzałam zdjęcia z aparatu i wszystko stało się jasne. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom - opowiada dr Linda Kerley z Londyńskiego Stowarzyszenia Zoologicznego (ZSL). Dr Jonathan Slaght z Wildlife Conservation Society (WCS) ujawnia, że orzeł przedni ma na swoim koncie szereg imponujących prób. Literatura naukowa jest pełna odniesień do ataków orła przedniego na różne zwierzęta z całego świata - od przedstawicieli małych gatunków, np. królików, po kojoty i jelenie. Zapis z 2004 r. wspomina nawet o orle porywającym młode niedźwiedzia brunatnego. Naukowcy z ZSL od 6 lat posługują się aparatami pułapkowymi, by monitorować tygrysy syberyjskie z Parku Łazowskiego. Na zdjęciach widać zazwyczaj drobne ofiary i od czasu do czasu migrującego lub rezydującego w okolicy tygrysa. Autorzy artykułu z Journal of Raptor Research zaznaczają, że orły przednie nie atakują regularnie jeleni i nie ma dowodów na to, by takie ataki miały jakiś wpływ na populacje jeleni. Badam przyczyny zgonu jeleni w Rosji od 18 lat - to pierwszy raz, kiedy spotkałam się z taką sytuacją - twierdzi Kerley. Myślę, że Linda miała duże szczęście i udokumentowała bardzo rzadki przypadek drapieżnictwa oportunistycznego - dodaje Slaght. To prawda, że nie potrafimy powiedzieć ze 100-proc. pewnością, jak jeleń zmarł i że mógł paść ze stresu. Uważam jednak, że wszystko stało się bardzo szybko, ponieważ pierwszy sęp pokazał się i został sfotografowany przez ten sam aparat zaledwie 68 min później. Za nim podążyli inni padlinożercy - zarówno ptaki, jak i ssaki. Nigdy wcześniej nie uwieczniłam sępa, dlatego zakładam, że ściągały one do truchła jelenia. Ślady na śniegu również wskazywały, że jeleń nie walczył zbyt długo - podsumowuje Kerley.
-
Firma Blizzident opracowała szczoteczkę do zębów, która pozwala dokładnie umyć zęby i przestrzenie międzyzębowe w zaledwie 6 sekund. Na początku na podstawie wycisku lub skanu wykonanego przez stomatologa tworzy się trójwymiarowy model zębów klienta. Później na tej podstawie powstaje "szyta na miarę" szczoteczka. Pomyślano o włoskach ustawionych pod kątem 45 st. zarówno do powierzchni zębów, jak i linii dziąseł. Po włożeniu szczoteczki do ust należy zagryźć zęby i zacząć nimi zgrzytać. Zagryzanie umożliwia czyszczenie zmodyfikowaną techniką Bassa. Zgrzytanie na boki oraz w przód i tył zapewnia czyszczenie metodą Fonesa. Pierwsza Blizzident kosztuje 299 euro. Na szczęście producent zaleca wymianę raz na rok, a późniejsze szczoteczki są już tańsze. Można się też zdecydować na regenerację za kwotę poniżej 100 EUR. Podczas składania zamówienia na serwer producenta wysyła się 2 pliki zapisane w formacie .stl lub .cdr (po jednym dla żuchwy i szczęki). Przez specjalne otworki/szczeliny można poprowadzić nić dentystyczną, dzięki czemu równocześnie szczotkuje się i nitkuje zęby. Uchwyt spełnia funkcję pojemnika na rolkę z nicią.
-
W wodzie i osadach, gdzie spuszczana jest oczyszczona woda wykorzystywana podczas wydobywania ropy naftowej i gazu łupkowego stwierdzono podwyższony poziom promieniowania, soli i metali. Poziom radu w dół Blacklick Creek do którego Josephine Brine Treatment Facility spuszcza wodę był 200-krotnie większy niż przed miejscem zrzutu - mówi profesor Avner Vengosh z Duke University. Naukowcy z tej uczelni badali jakość wód pozostałych po szczelinowaniu oraz wodę i osady przed i za miejscem zrzutu. Podczas oczyszczania znacznie zmniejszono radioaktywność, ale poziom wielu soli, w tym bromków praktycznie nie uległa zmianie. Spowodowało to wzrost koncentracji bromków. To bardzo istotne, gdyż może prowadzić do powstania wysoce toksycznych związków, które dotrą do zakładów produkcji wody pitnej położonych w dole strumienia - mówi uczony. Również i poziom radioaktywności przekracza normy. Wykryty poziom jest dopuszczalny jedynie w licencjonowanych zakładach zajmujących się składowaniem odpadów radioaktywnych. Vengosh podkreśla, że Josephine Brine Treatment Facility skutecznie usuwa metale z wody, ale jego działalność prowadzi do koncetracji związków siarki, chloru i bromu. To jedno przedsiębiorstwo odpowiada za 80% związków chloru, które spływają poniżej jego lokalizacji - stwierdza uczony. Złoże Marcellus, z którego odprowadzana jest woda, zawiera izotopy radu i baru. Zakład oczyszczania dobrze sobie z nimi radzi, jednak mimo to poziom radioaktywności w osadach znacząco przekracza normy dla bezpiecznego składowania materiałów radioaktywnych. Lata zrzucania wody z wydobycia ropy i gazu spowodowały, że przez tysiące lat obszar ten będzie stwarzał potencjalne niebezpieczeństwo - alarmuje Vengosh. Przemysł wydobywczy stara się zaradzić opisanym problemom wstrzykując zużytą wodę głęboko pod ziemię. Jednak w niektórych stanach woda, po oczyszczeniu, trafia na powierzchnię. Badania Duke University pokazują, że wciąż nie jest ona na tyle czysta, by móc ją bezpiecznie kierować do środowiska.
-
Trzech z dwudziestu największych udziałowców Microsoftu domaga się, by Bill Gates zrezygnował ze stanowiska przewodniczącego Rady Nazdorczej. Wydaje się, że po raz pierwszy w historii mamy do czynienia z taką sytuacją. Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie pojawiła sie informacja, by duży udziałowiec domagał się ustąpienia Gatesa, który wciąż pozostaje jedną z najbardziej szanownych i wpływowych osobistości w świecie IT. Anonimowe źródło, które poinformowało o żądaniach inwestorów, mówi, że mają oni łącznie ponad 5% akcji Microsoftu i że nic nie wskazuje na to, by Rada miała zamiar spełnić ich żądania. Sam Gates jest właścicielem około 4,5% akcji Microsoftu, co czyni go największym udziałowcem firmy. Ci, którzy chcą ustąpienia Gatesa uzasadniają swoje żądania tym, jakoby obecność założyciela na fotelu przewodniczącego Rady Nadzorczej uniemożliwiała przyjęcie nowych strategii. Boją się też, że będzie on ograniczał władzę następcy Steve'a Ballmera. Szczególnie martwi ich fakt, że Gates bierze udział w pracach zespołu poszukującego następcy obecnego dyrektora wykonawczego. Udziałowcy twierdzą również, że pozycja Gatesa jest nieproporcjonalnie silna w stosunku do posiadanych przezeń udziałów. Przed giełdowym debiutem Microsoftu, który miał miejsce w 1986 roku, do Gatesa należało 49% firmy. Od czasu wejścia koncernu na giełdę Gates, zgodnie z ustalonym wcześniej planem, sprzedaje każdego roku około 80 milionów posiadanych przez siebie akcji. Pozostało mu już mniej niż 378 milionów akcji. Wymierzona w Gatesa propozycja udziałowców wywołała mieszane reakcje. Todd Lowenstein z funduszu HighMark Capital Management, który posiada papiery Microsoftu, mówi, że propozycja jest spóźniona. Zastąpienie starej gwardii kimś nowym wpuściłoby nieco świeżego powietrza, co pozwoliłoby odpowiednio ocenić strategię firmy - mówi. Z kolei Kim Caughey Forrest, analityk z Fort Pitt Capital Group, uważa, że teraz nie czas na pozbywanie się Gatesa. Co więcej, powinien on odgrywać większą rolę. Myślę, że firmie brakuje wizjonera. Bill Gates mógły spełniać tę rolę - twierdzi Forrest. Zdaniem inwestorów domagających się ustąpienia Gatesa, znacznie lepiej spisywał się on jako dyrektor wykonawczy niż jako przewodniczący Rady Nadzorczej.
-
Największy ogród wertykalny w Londynie ma 350 m2. Utworzono go na południowej ścianie hotelu The Rubens. Projektantem Living Wall jest ekolog Gary Grant. W sumie w 16 t ziemi zasadzono 10 tys. roślin zielnych. Będą one chłodzić hotel latem i ogrzewać zimą. Staną się też habitatem różnych zwierząt. Wybrano wiele rodzimych gatunków. Kwitną one falami, co gwarantuje ładny wygląd przez cały rok: wiosną zachwycają oko rośliny cebulowe, zimą geranium. Szczególnie atrakcyjne dla pszczół i motyli mają być jaskry, dwie odmiany krokusa i truskawki. Rośliny pomagają rozmyć granicę między miejskim i naturalnym krajobrazem. Czego jak czego, ale deszczówki w Wielkiej Brytanii nie brakuje, więc nawadnianie wodą z nieba wydaje się doskonałym pomysłem. Przy okazji można też częściowo rozwiązać problem związany z zalewaniem ulic.
-
Starsi i młodsi ludzie różnią się pod względem tego, jak chcieliby, by wyglądał ich osobisty robot. Podczas eksperymentu naukowcy z Georgia Institute of Technology pokazywali ochotnikom serie zdjęć twarzy robotów, ludzi oraz wersje mieszane. Proszono o wybranie fizjonomii, która najlepiej pasowałaby do robota. Pomimo ogólnej otwartości na inne propozycje, większość studentów college'u mimo wszystko wolała robocią aparycję, podczas gdy ok. 60% starszych badanych wybrało dla maszyny ludzką twarz (tylko 6% zdecydowało się na twarz mieszaną). Preferencje obu grup wiekowych nieco się zmieniały, gdy wspominano o konkretnych zadaniach: urządzeniu pomagającym w higienie, porządkach, kontaktach społecznych lub podejmowaniu decyzji. Odkryliśmy, że w zależności od twarzy ochotnicy, zarówno starsi, jak i młodsi, przypisują robotowi określone cechy emocjonalne, co wpływa na to, z którym czują się najbardziej komfortowo. W rezultacie preferencje dotyczące wyglądu maszyny zmieniają się w zależności od zadania - wyjaśnia Akanksha Prakash. Preferencje były słabiej wyrażone dla pomagania przy pracach domowych, ale i starsi, i młodsi stawiali w tym przypadku na robota z twarzą robota. Kiedy chodziło o podejmowanie decyzji, np. gdzie zainwestować pieniądze, młodzi ludzie wybierali fizjonomię mieszaną (najmniej odpowiadała im w tej sytuacji twarz robocia), a seniorzy generalnie preferowali twarze ludzkie. Zagadnienia związane z higieną były w obu grupach źródłem największych rozbieżności. Ci, którzy wskazali na ludzką twarz pomocnika, kojarzyli tak wyglądającą maszynę z ludzkimi cechami, np. opiekuńczością, oraz zaufaniem. Dla innych, podkreślających intymny charakter np. kąpieli, ludzki wygląd był czymś niepożądanym. W przypadku towarzyszenia przy zadaniach społecznych młodsi i starsi woleli robota z ludzką fizjonomią. Prakash sugeruje, by atrybuty robota przeznaczonego do konkretnego zadania były do niego dopasowane. Wg Amerykanki, wygląd maszyny wielofunkcyjnej powinien być podatny na modyfikacje. Gdyby dostosowywanie okazało się niemożliwe, najbezpieczniejszą opcję stanowiłby robot z ludzką twarzą (warunkiem musiałoby być zadbanie o estetykę, która nie wywoływałaby dyskomfortu ani nie wpływała odstręczająco na większość użytkowników końcowych).
-
Holenderska organizacja AMS-IX, zarządzająca drugim największym na świecie punktem wymiany ruchu internetowego, chce otworzyć swoje przedstawicielstwo w USA. Rodzi to obawy, że dzięki temu do AMS-IX będą mogły trafiać wnioski NSA o dostęp do informacji z punktu wymiany. Już wcześniej informowaliśmy, że najwięszy na świecie punkt wymiany ruchu internetowego, znajdujący się we Frankfurcie nad Menem DE-CIX, jest podsłuchiwany przez niemieckie służby specjalne. W mediach pojawiały się informacje, że holenderskie służby mają dostęp do programu PRISM, którego istnienie ujawnił Edward Snowden. Teraz rada Stowarzyszenia AMS-IX zaproponowała otwarcie przedstawicielstwa w USA. Namawiali ją do tego klienci AMS-IX, amerykańskie telekomy czy centra bazodanowe. Przedstawicielstwo w USA pozwoliłoby dokonać ekspansji na amerykańskim rynku. Jednocześnie jednak istnieje obawa, że AMS-IX podlegałby amerykańskiemu prawu i musiałby dostosować się do żądań NSA, gdyby ta przedstawiła sądowe nakazy ujawnienia danych. Problem ten dostrzegają też Holendrzy. Rada AMS-IX stwierdziła bowiem, że wybrana infrastruktura musi chronić działania klientów i członków AMS-IX przed komercyjnym, prawnym, finansowym i technicznym ryzykiem oraz, w szczególności, przed próbami przechwycenia ruchu ze strony agend rządu USA. Problem jednak w tym, że nie wiadomo, czy istnieją możliwości prawne odmowy wykonania wyroku amerykańskiego sądu przez organizację mającą przedstawicielstwo w USA. Ponadto, jeśli nawet istnieją, to pozostaje nam wierzyć AMS-IX na słowo, że nie udostępnia NSA żadnych informacji. Tym bardziej, że zwykle nie wolno nawet informować o tym, że do firmy trafiło żądanie ujawnienia danych.