Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Jeśli roboty mają się kiedyś stać pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, musimy umieć odczytywać wyrażane przez nie emocje. Psycholodzy z Georgia Tech postanowili sprawdzić, jak dobrze poszczególne grupy wiekowe radzą sobie z robocią mimiką.

Jenay Beer, Wendy Rogers i Arthur Fisk posłużyli się wirtualnym iCatem. Na różnych poziomach intensywności wyrażał on 6 emocji: szczęście, smutek, złość, strach, zaskoczenie i obrzydzenie. Uwzględniono też neutralną "twarz". W eksperymencie wzięły udział dwie grupy dorosłych: w wieku od 18 do 27 lat oraz 65-75-latkowie.

Badania nad jakością rozpoznawania przez dorosłych wyrazów twarzy innych ludzi wykazywały, że starsze osoby są mniej dokładne pod względem identyfikowania złości strachu i smutku. W studium dotyczącym mimiki robotów Amerykanie zauważyli, że seniorzy rzeczywiście gorzej radzili sobie z rozpoznaniem złości i gniewu, lecz trzecią objętą przez starzenie się emocją nie był jednak smutek, lecz radość. Ochotnicy najczęściej myli szczęśliwy wyraz twarzy z neutralnym.

Beer sądzi, że wyrównanie wyników rozpoznawania smutku przez młodsze i starsze osoby może być skutkiem dwóch zjawisk: różnicy w wyrażaniu tej emocji przez prawdziwych ludzi roboty oraz przerysowywania jej na dziełach sztuki (widząc supersmutek, wiemy, że to on i nie pomylimy go z niczym innym). Niewykluczone, że to efekt komiksowego wyglądu iCata. Jego wygięte w podkówkę usta są bardzo uwydatnione.

Okazało się też, że ani seniorzy, ani ludzie młodzi nie radzili sobie dobrze z rozpoznaniem u iCata obrzydzenia. Beer wyjaśnia to trudnościami w zaprogramowaniu robota. Kiedy ludzie wyrażają obrzydzenie, marszczą nos i wyginają ku dołowi kąciki ust, przez co po obu ich stronach tworzą się "fałdy". Manipulowanie tymi zmarszczkami jest trudne w przypadku robotów z plastycznymi twarzami.
Pani psycholog zamierza sprawdzić, czy przy wykorzystaniu wirtualnych wersji robotów innych niż iCat także występują różnice interpretacyjne (w porównaniu do zwykłej ludzkiej twarzy).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli roboty mają się kiedyś stać pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, musimy umieć odczytywać wyrażane przez nie emocje.

(...)

wyrażał on 6 emocji: szczęście, smutek, złość, strach, zaskoczenie i obrzydzenie.

 

No doobra - kto tym panom dał tytuł naukowy i jaki sens ma te badanie? Robot ze swojej natury(stworzony i zaprogramowany przez człowieka) nie ma prawa odczuwać emocji. Wątpię, aby nawet złożone sieci neuronowe były w stanie poprawnie poradzić sobie z tym wyzwaniem.

 

Dla tych, którzy znają Świat Dysku Pratcheta - Robot z emocjami, to niczym Śmierć, próbujący być ludzkim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale śmierć potrafi być ludzki, tylko nie radzi sobie z kolorami ;)

Ostatnio czytałem książkę MORT Pratcheta i tam wyraźnie pokazano Śmierć (poza ograniczeniem do odcieni czerni) przejawiał dylematy typu "robota"- "Czy to jest zabawa"? Świetnym przykładem "zrozumienia świata" jest też w jednej z kolejnych książek huśtawka wykonana dla wnuczki.(dla nieświadomych - taka jak w kawale o informatyku "co klient zamówił- co klient otrzymał")

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ostatnio czytałem książkę MORT Pratcheta

Ja też ;)

przejawiał dylematy typu "robota"- "Czy to jest zabawa"?

Ale jednak miał jakieś uczucia, nie sądzisz że to krok w dobrą stronę?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Śmierć nie mógł mieć uczuć, bo (za Pratchetem) uczucia są związane z GRUCZOŁAMI;) On chciał je mieć, ale do końca nie wiedział co jak i dlaczego.

 

Podobnie jest z tym robotem - owszem robot może pokazywać obrzydzenie, ale niech mi się wytłumaczy, dlaczego się "tym czymś" brzydzi. Dodaj do tego kolejny kłopot - coś, co dla jednego człowieka jest obrzydliwe (np. jedzenie robaków) jest dla kogoś innego rzeczą zupełnie normalną. Wśród robotów nigdy nie będzie takiej "różnorodności", bo nie będą w stanie SENSOWNIE wytłumaczyć "dlaczego".

 

Wyobraźmy sobie prasę przemysłową, która brzydzi się wygniataniem profili z blachy... Zamień prasę na człowieka i nagle zdanie nabiera sensu - robot ma "po prostu" działać, a nie wybrzydzać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Śmierć nie mógł mieć uczuć, bo (za Pratchetem) uczucia są związane z GRUCZOŁAMI;) On chciał je mieć, ale do końca nie wiedział co jak i dlaczego.

NIe maił gruczołów, ale tak naprawdę jeszcze głębiej przeżywał uczucia. Sam widzisz, nie chciał przyjść po księżniczkę. Jego uczucia szły z tj. z jego duszy, czy raczej istoty. W pewnym sensie nasza antropomorficzna personifikacja ;) jest nie tylko uczłowieczona, ale i ludzka. Jakoś swojego zamiłowania do kotów (w momencie kiedy stawał się człowiekiem) nie pozbył się później (wątek w Wiedźmikołaju), a przejawiał i ekspresyjność. A rozrywki nie znał, bo się nie wychował wśród ludzi, jak i wielu ludzi nie lubi rozrywki.

Podobnie jest z tym robotem - owszem robot może pokazywać obrzydzenie, ale niech mi się wytłumaczy, dlaczego się "tym czymś" brzydzi. Dodaj do tego kolejny kłopot - coś, co dla jednego człowieka jest obrzydliwe (np. jedzenie robaków) jest dla kogoś innego rzeczą zupełnie normalną. Wśród robotów nigdy nie będzie takiej "różnorodności", bo nie będą w stanie SENSOWNIE wytłumaczyć "dlaczego".

Na to potrzeba czasu, nauki, w przypadku robota pewnie i "ewolucji"

Wyobraźmy sobie prasę przemysłową, która brzydzi się wygniataniem profili z blachy... Zamień prasę na człowieka i nagle zdanie nabiera sensu - robot ma "po prostu" działać, a nie wybrzydzać.

Nie byłbyś dumny gdybyśmy dali początek nowej cywilizacji? Istotom rozumnymi czującym?

Share this post


Link to post
Share on other sites

NIe maił gruczołów, ale tak naprawdę jeszcze głębiej przeżywał uczucia. Sam widzisz, nie chciał przyjść po księżniczkę.

Śmierci to wisiało- on tylko dopełniał zrządzenie losu, akurat tego Mort nie był w stanie załapać.

"Same proste zadania -[mort] powinien sobie z nimi poradzić". Nigdzie nie było mowy o tym, że "nie chciał iść po księżniczkę", jeżeli jest podaj stronę. Antropomorficzna personifikacja co najwyżej chciała przeżywać emocje, ale nie była w stanie załapać o co z tymi emocjami chodzi. Sama "córka" mówiła o swoim "uratowaniu" "pewnie pomyślał, że powinno mu być przykro".

 

 

Nie byłbyś dumny gdybyśmy dali początek nowej cywilizacji? Istotom rozumnymi czującym?
Wiertarka, która mi mówi "sorry, dzisiaj brzydzę się ścianą tylko 100obr/min!" - dziękuję, postoję. Robot z emocjami oznacza robota, który nie działa tak jak powinien, ale działa, jak mu się podoba.

 

Poza tym kod jesteś w stanie ogarnąć i wiesz "co, gdzie i dlaczego", robot, który będzie mógł "ewoluować" oznacza przede wszystkim masę problemów (już w trakcie użytkowania), coś jakby Windows 95 i Plug and Pray.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż to w końcu są te emocje? To sygnały, mówiące nam jakie mamy niezaspokojone potrzeby w danej chwili. Jeśli robot dostanie coś takiego, będzie mógł sam zadbać o swoja pełną sprawność bez męczenia człowieka zgadywaniem, dlaczego nagle zamiast karoserii zaczął wycinać z blachy tulipany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli roboty mają się kiedyś stać pełnoprawnymi członkami społeczeństwa

 

Po co?

 

 

Hmm, może mam jakąś dziurę w mózgu, ale nie wszystkie te pseudo-kocie buźki były dla mnie jednoznaczne (np. poza wspomnianym "obrzydzeniem", smutek i gniew wyglądały mi na jakąś senność czy zniechęcenie, strach jako zaskoczenie). Według mnie nie było to rozpoznawanie samych emocji, a badanie możliwości rozpoznania ich minimalistycznych wersji na podstawie ułożenia warg, przymknięcia oczu i zmarszczenia brwi.

 

Sprawniejsze, choć trudniejsze w realizacji byłoby symulowanie mimiki za pomocą bardziej realistycznych twarzy robotów (Hanson Robotics), jak np.:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Śmierci to wisiało- on tylko dopełniał zrządzenie losu, akurat tego Mort nie był w stanie załapać.

Gdyby mu wszystko wisiało, to jednak inaczej by się zachowywał w Morcie.

"Same proste zadania -[mort] powinien sobie z nimi poradzić"

Popatrz przez pryzmat całej książki, a nie tylko cytatu wziętego z kontekstu.

Gdyby śmierć był robotem, nie rozmawiałby z bogami o zmianie przeznaczenia i nowym dla nich życiu, a jednak mu zależało - co jest czysto ludzkim uczuciowym czynnikiem.

Sama "córka" mówiła o swoim "uratowaniu" "pewnie pomyślał, że powinno mu być przykro".

To są ich obiektywne zdania, zobacz, jak żniwiarz zwierzał się magowi, albo uwzględnij sam fakt uratowania córki.

Wiertarka, która mi mówi "sorry, dzisiaj brzydzę się ścianą tylko 100obr/min!" - dziękuję, postoję. Robot z emocjami oznacza robota, który nie działa tak jak powinien, ale działa, jak mu się podoba.

Trywializujesz, w momencie kiedy to będzie istota rozumna i z uczuciami, to już nie będzie tylko "kawałek blachy".

Poza tym kod jesteś w stanie ogarnąć i wiesz "co, gdzie i dlaczego", robot, który będzie mógł "ewoluować" oznacza przede wszystkim masę problemów (już w trakcie użytkowania), coś jakby Windows 95 i Plug and Pray.

Czepiasz się drobnostek, jeżeli będzie w stanie sam poprawiać kod, poznawać, uczyć się się, to może być naprawdę ciekawie.

Cóż to w końcu są te emocje? To sygnały, mówiące nam jakie mamy niezaspokojone potrzeby w danej chwili.

Czyli jak jestem smutny, to nie wina tego, że mama leży w szpitalu, tylko magnezu... a może cynku?

A jeżeli jestem wściekły to brak mi siniaków i dobrej bitki?

Po co?

A po co głosować na prezydentów? Po co tworzyć społeczeństwo i cywilizacje? W końcu tak naprawdę niemal wszystko jest zbędne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A po co głosować na prezydentów? Po co tworzyć społeczeństwo i cywilizacje? W końcu tak naprawdę niemal wszystko jest zbędne.

 

Ale nie zmieniaj przedmiotu problemu i nie snuj na tym gruncie nowych hipotez. ;)

 

Nie wyobrażam sobie by roboty miałyby stać się pełnoprawnymi członkami naszego społeczeństwa, bo niby dlaczego? Ich realizacja jest spełnieniem oczekiwań konstruktorów co do funkcji, które mają spełniać. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że kilkanaście lat temu roboty przemysłowe składające np. samochody też stały się częścią społeczeństwa, ot dodać im tylko możliwość komunikacji z operatorem i malowanie wzorków wedle nastroju (pamiętacie jeszcze tę reklamę?

:P). Bycie pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, to nie tylko uczestniczenie w codziennym życiu społeczeństwa (bo równie dobrze np. samochód jest częścią społeczeństwa), a podleganie prawom tego społeczeństwa i co najważniejsze bycie chronionym przez wspólne prawo. W chwili obecnej poza przyszłymi zastosowaniami militarnymi (czy te roboty też mają być częścią społeczeństwa?), to na dobrą sprawę nie potrafię sobie wyobrazić nawet w dalszej przyszłości robotów takich jakie widzimy w filmach sci-fi, czyli w zachowaniu i ewentualnie w wyglądzie nieodróżnialnymi od ludzi, potrafiące spełniać szeroki zakres funkcji. Potrafię sobie jednak wyobrazić robota-manekina np. w recepcji hotelowej lub na lotnisku, władającego wszystkimi ważniejszymi językami i oferującego szeroką informację turystyczną. Ale czy on z powodu niezłego algorytmu potrafiącego np. zagadać o pogodzie, sporcie lub polityce do stałych klientów ma być pełnoprawnym członkiem społeczeństwa? Wolałbym, by jednak był tylko robotem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeprogramowany bios. Tutaj człowiek wykorzystuje maszyny jak i całą planetę ze zwierzętami do swoich marnych celów. Pieniądz, chęć sławy, uznania jak i akceptacji. Prózne to potrzeby i wzorujace się na własnym zysku kosztem innych, lecz nioby dla dobra ogółu!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trywializujesz, w momencie kiedy to będzie istota rozumna i z uczuciami, to już nie będzie tylko "kawałek blachy".

Tak, szkoda, że zapomniałeś wspomnieć o tym, że zacznie się rozmnażać z ludźmi.

Robot z definicji NIE MA ROZUMIEĆ, ma MECHANICZNIE wykonywać to, co zostało mu zlecone. Bawiąc się w roboty z uczuciami bawisz się w roboty z humorami, a potem obejrzyj sobie film I robot, matrix i co tam jeszcze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Za kilka tygodni w Tokio ruszy kawiarnia, której pomysłodawcy wpadli na niezwykłą ideę jednoczesnego zatrudnienia osób z bardzo poważnym stopniem niepełnosprawności oraz robotów. W kawiarni mają pracować roboty, które będą kontrolowane zdalnie przez niepełnosprawnych przebywających we własnych domach.
      Androidy, wysokości mniej więcej 7-letniego dziecka, zostały wyposażone w kamery oraz mikrofony, dzięki czemu ich operatorzy zobaczą i usłyszą to, co dzieje się wokół. Pomysłodawcy mają nadzieję, że dzięki ich działaniom więcej firm zdecyduje się na zatrudnienie osób z ciężkimi niepełnosprawnościami, np. z chorobami prowadzącymi do zaniku mięśni.
      Wspomniane roboty OriHime-D. Ich operatorami będą osoby cierpiące np. na stwardnienie zanikowe boczne (choroba Lou Gehringa), tę samą chorobę, na którą cierpiał Stephen Hawking. Jeśli testy wypadną pomyślnie, to niewykluczone, że jeszcze przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio w 2020 roku kawiarnia będzie na stałe zatrudniała roboty i niepełnosprawnych. Każdy powinien mieć prawo do pracy, mówi jeden z pomysłodawców, Masatane Muto, który sam cierpi na stwardnienie zanikowe boczne.
      Roboty OriHime-D mają 120 centymetrów wysokości i ważą około 20 kilogramów, będą pracowały w dzielnicy Akasaka od 26 listopada do 7 grudnia.
      Mniejsze wersje podobnych urządzeń sprzedaje około 70 japońskich firm. Są one wykorzystywane m.in. przez uczniów, którzy z jakichś powodów nie mogą chodzić do szkoły.
      Przedsiębiorstwem, które stoi za niezwykłą kawiarnią i które samo produkuje roboty, jest Ory Lab. Jego szef, Kentaro Yoshifuji, cierpiał w młodości na chorobę wywołaną stresem, przez co jako dziecko był izolowany od kolegów. Studiował robotykę na tokijskim Waseda University, chcąc opracować system porozumiewania się ludzi za pośrednictwem robotów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pewne nasze działania, np. nadmierne opalanie czy palenie, powodują, że zapadamy na nowotwory. Od jakiegoś czasu naukowcy zastanawiają się, czy my, ludzie, jesteśmy onkogenni także dla innych gatunków. Specjaliści z Uniwersytetu Stanowego Arizony uważają, że tak.
      Autorzy publikacji z pisma Nature Ecology & Evolution twierdzą, że ludzie zmieniają środowisko w taki sposób, że powoduje to nowotwory w populacjach dzikich zwierząt.
      Wiemy, że pewne wirusy mogą powodować u ludzi nowotwory, zmieniając środowisko, w którym żyją, w tym przypadku nasze komórki, w taki sposób, by było dla nich bardziej sprzyjające. Zasadniczo my robimy to samo. Zmieniamy środowisko pod siebie, a nasze przekształcenia wywierają wielopoziomowy negatywny wpływ na różne gatunki, zwiększając m.in. prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworu - wyjaśnia dr Tuul Sepp.
      Sepp, Mathieu Giraudeau i ich współpracownicy z Australii czy Francji wskazują wcześniejsze badania, które zademonstrowały, jak ludzka działalność szkodzi zwierzętom. Chodzi m.in. o chemiczne i fizyczne zanieczyszczenie oceanów i cieków wodnych, katastrofy nuklearne czy gromadzenie się mikroplastiku w różnych środowiskach lądowych i wodnych. Oprócz tego problemy zdrowotne powodują wystawienie na oddziaływanie pestycydów i herbicydów, zanieczyszczenie sztucznym światłem oraz utrata różnorodności genetycznej.
      Nowotwory w dzikich populacjach to całkowicie ignorowany temat, dlatego chcieliśmy zainspirować badania w tej dziedzinie. Ostatnio opublikowaliśmy parę teoretycznych prac na ten temat, ale tym razem pragnęliśmy naświetlić fakt, że nasz gatunek silnie oddziałuje na częstość występowania nowotworów u wielu innych gatunków - opowiada Giraudeau.
      Naukowcy podkreślają, że na dzikie zwierzęta negatywnie wpływają zanieczyszczenie sztucznym światłem i pokarm przeznaczony dla ludzi. Z badań na ludziach wiadomo, że otyłość i niedobory różnych substancji mogą powodować nowotwory, ale u dzikich zwierząt przeważnie pomija się to zagadnienie. Jednocześnie coraz więcej dzikich gatunków styka się z antropogenicznymi źródłami pokarmu. Z drugiej strony ustalono, że sztuczne światło może [u nas] wywoływać zmiany hormonalne i prowadzić do nowotworu. [Należy pamiętać, że] zwierzęta żyjące w pobliżu miast i dróg zmagają się z tym samym problemem - nigdzie nie jest już ciemno. Wiadomo np., że u ptaków nocne światło oddziałuje na hormony, te same, które są powiązane z nowotworami u ludzi. Kolejnym krokiem powinno więc być zbadanie, czy zjawisko to wpływa także na prawdopodobieństwo rozwoju guzów.
      Choć Sepp, Giraudeau, Beata Ujvari, Paul W. Ewald i Frédéric Thomas apelują o pilne studia nt. nowotworów i ich przyczyn w populacjach dzikich zwierząt, akademicy zdają sobie sprawę, że to niełatwa sprawa do badania.
      Giraudeau podkreśla, że kolejnym krokiem musi być udanie się w teren i zmierzenie wskaźnika zachorowalności na nowotwory u dzikich zwierząt. Obecnie próbujemy opracować biomarkery, które na to pozwolą. Myślę, że interesująco byłoby zmierzyć częstość występowania nowotworów u dzikich zwierząt w środowiskach zmienionych przez ludzi i na bardziej dziewiczych obszarach.
      Jeśli ludzie wywołują nowotwory u zwierząt, zagrożonych jest więcej gatunków, niż się wydaje. Sepp dodaje, że smutne jest to, że wiemy, co szkodzi innym gatunkom, ale nadal to robimy. Nadzieją jest jednak odpowiednia edukacja.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Miliony ludzi na całym świecie z różnych powodów potrzebują pomocy w ubieraniu. Roboty mogłyby się sprawdzić przy tym zadaniu, na razie kłopotów przysparzają jednak skomplikowane ludzkie ciało i same ubrania. By sprostać zapotrzebowaniu, w Georgia Institute of Technology skonstruowano robota PR2, który w ciągu 1 dnia przeanalizował blisko 11 tys. symulacji ubierania człowieka i na tej podstawie "wyobraził sobie", co może czuć ubierana w szpitalną koszulę istota ludzka.
      Maszyna nie polega na wzroku, ale na dotyku oraz siłach generowanych i odbieranych podczas przesuwania ubrania przez dłoń, łokieć i ramię człowieka.
      Niektóre przeanalizowane symulacje ubierania przebiegały wzorcowo, inne były spektakularnymi porażkami - gdy koszula zahaczała się o dłoń lub łokieć, robot przykładał do ręki niebezpieczne siły.
      Na podstawie tych przykładów sieć neuronowa PR2 nauczyła się szacować siły przykładane do człowieka.
      Ludzie uczą się nowych umiejętności metodą prób i błędów. PR2 także daliśmy taką możliwość. Przeprowadzanie tysięcy prób na człowieku byłoby zarówno niebezpieczne, jak i żmudne. Za pomocą symulacji, w ciągu zaledwie jednego dnia, robot mógł się jednak swobodnie nauczyć, co człowiek czuje podczas ubierania - wyjaśnia doktorant Zackory Erickson.
      Robot nauczył się także przewidywać konsekwencje ubierania w różny sposób. Wie, że o ile pewne ruchy naprężają tkaninę, o tyle inne pozwalają przesunąć koszulę gładko wzdłuż ludzkiej ręki. Maszyna wykorzystuje te przewidywania, by wybrać ruchy, które pozwolą bezproblemowo ubrać rękę.
      Po nauce na symulacjach przyszedł czas na ubieranie prawdziwych ludzi. Ochotnicy siadali naprzeciw robota i patrzyli, jak podnosił on koszulę i zaczynał ją wkładać na ich rękę.
      Kluczem jest to, że robot zawsze myśli zawczasu. Pyta sam siebie, "czy jeśli włożę koszulę w ten sposób, na ramię człowieka zadziała większa, czy mniejsza siła? Co by się stało, gdybym to zrobił inaczej?" - opowiada prof. Charlie Kemp.
      Naukowcy manipulowali czasowaniem robota i pozwolili mu planować przyszłe ruchy na 1/5 s do przodu. Nie schodzili poniżej tego czasu, bo zwiększało to wskaźnik błędów. Na razie robot ubiera tylko jedną rękę. Cały proces zajmuje mu ok. 10 sekund.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amazon kupi firmę Kiva Systems, producenta robotów obsługujących magazyny. Transakcja warta 775 milionów dolarów to największe przejęcie dokonane przez Amazona od 2009 roku, kiedy to koncern Bezosa kupił Zappos.
      Istniejąca od 10 lat Kiva produkuje roboty, które krążą po magazynie i przewożą niewielkie przenośne regały, transportując towary, które zostały zamówione przez klientów. Roboty podjeżdżają z nimi do stanowiska, w którym pracuje człowiek realizujący zamówienie. Pracownik zdejmuje z półki towar, skanuje go, by się upewnić, że zamówienie zostanie prawidłowo zrealizowane i pakuje. Roboty czekają zaś cierpliwe w kolejce z kolejnymi regałami.
      Roboty Kiva nie są tanie. Startowy zestaw kosztuje 1-2 milionów dolarów, a wyposażenie dużego magazynu, w którym zatrudnionych jest 1000 robotów to wydatek rzędu 15-20 milionów dolarów. Przygotowanie takiego magazynu trwa około 6 miesięcy. Tyle czasu potrzeba na jego zaplanowanie, przeprowadzenie symulacji i testów. Później konieczne jest odpowiednie przeszkolenie załogi.
      Jednak taki zautomatyzowany magazyn oznacza znaczne oszczędności czasu i pieniędzy, więc inwestycja szybko się zwraca.
       
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańskie Laboratorium Badawcze Marynarki Wojennej (Naval Research Laboratory) powołało zespół, którego celem jest stworzenie humanoidalnego strażaka. SAFFiR (Shipboard Autonomous Firefighting Robot - Pokładowy Robot Pożarniczy) będzie miał za zadanie walkę z pożarami na okrętach przyszłości.
      Samo zlokalizowanie pożaru na statku jest trudne, a walka z nim wiąże się z olbrzymim niebezpieczeństwem. Stąd pomysł na zaprzęgnięcie do tych zadań maszyn. Specjaliści zdecydowali, że powinny mieć one kształt człowieka, gdyż dzięki temu będzie im najłatwiej poruszać się po pomieszczeniach jednostek pływających, korzystać z wąskich przejść, korzystać ze schodów czy drabin.
      Robot zostanie wyposażony w zaawansowane czujniki umożliwiające nawigację, czujnik gazu, kamerę i kamerę stereo na podczerwień, która pozwoli na widzenie przez dym. Urządzenie musi być w stanie obsłużyć gaśnice i rzucać specjalne granaty zawierające środek gaśniczy. Założono, że będzie wyposażony w akumulator, który zapewni mu energię na 30 minut walki z ogniem.
      SAFFiR będzie korzystał z algorytmów umożliwiających interakcję z ludźmi, podejmowanie decyzji i działanie jak członek zespołu. Ma rozumieć mowę i gesty oraz rozpoznać, na czym skupiona jest uwaga dowódcy zespołu gaśniczego.
      Pierwsze próby urządzenia mają zostać przeprowadzone we wrześniu 2013 roku. Weźmie on udział w ćwiczeniach na pokładzie pamiętającego II wojnę światową okrętu desantowego USS Shadwell, który służy do ćwiczeń pożarowych na statkach.
      W projekcie budowy robota biorą też udział Virginia Tech i University of Pennsylvania.
×
×
  • Create New...