Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

O zastosowaniach nanorurek węglowych mówi się i pisze bardzo dużo. Teraz do i tak już długiej listy można dopisać kolejną pozycję – nawożenie. Okazuje się bowiem, że nasiona pomidorów kiełkują i rosną szybciej w podłożu hodowlanym zawierającym te struktury (ACS Nano).

Biolog Mariya Khodakovskaya i nanotechnolog Alexandru Biris z University of Arkansas porównywali kiełkowanie i wzrost siewek pomidorów w zwykłym podłożu i glebie wzbogaconej nanorurkami.

Choć już wcześniej inni naukowcy wspominali, że tego typu zabieg przyspiesza wegetację, dopiero teraz udało się zaproponować jakieś wyjaśnienie. Akademicy z Little Rock zauważyli bowiem, że nanorurki przebijają grubą łupinę nasienia, co pozwala wodzie szybciej dotrzeć do jego wnętrza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Śmieszne trochę. Dziwi mnie, w jaki sposób nawet najtwardszy materiał może przebijać łupinę, skoro znajduje się w pulchnej glebie, czyli, mówiąc najprościej, nie ma solidnego oparcia. No ale ok, nie kłócę się - skoro zaobserwowano, to niech tak będzie ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podejrzewam, że gleba "pracuje", a ponadto pulchna czy nie, swoje waży i wywiera nacisk. Tyle, że ja czytałem o rakotwórczych właściwościach nanorurek (podobnie jak azbest drażnią układ oddechowy i dalej już wiadomo), więc co się będzie działo jak taka gleba z nanorurkami wyschnie i zawieje wiatr? Takie bronowanie też pewnie trzeba by robić w strojach jak po opadzie radioaktywnym...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podejrzewam, że przy takim stężeniu, jakie by wystąpiło podczas erozji gleby, nie byłyby szkodliwe bardziej od pyłów naturalne zawieszonych w powietrzu. Przecież idąc po ulicy też wdychasz rakotwórcze pyły, z których część ma tak naprawdę pochodzenie naturalne, bo właściwości rakotwórcze w przypadku pyłów nie są konsekwencją składu chemicznego, tylko wielkości drobin.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mikroos i Przemek mają rację ;)

 

Mikroos, chciałbym tylko uściślić, że jeśli chodzi o rakotwórcze pyły, to niestety te naturalne stanowią bardzo mały procent. Większość pyłów naturalnych posiada na tyle duże ziarna, że zatrzymują się one w nozdrzach i gardle. Natomiast pyły antropogeniczne (chociażby z silników spalinowych) mają niestety rozmiary dużo mniejsze, przez co są wstanie dotrzeć aż do pęcherzyków płucnych.. (jeśli się mylę to mnie popraw, ale tak mi mówili na studiach :P )

 

Także rzeczywiście korzyści ze stosowania nanorurek mogłyby być niewspółmierne do konsekwencji zdrowotnych..

Share this post


Link to post
Share on other sites

Śmieszne trochę. Dziwi mnie, w jaki sposób nawet najtwardszy materiał może przebijać łupinę, skoro znajduje się w pulchnej glebie, czyli, mówiąc najprościej, nie ma solidnego oparcia. No ale ok, nie kłócę się - skoro zaobserwowano, to niech tak będzie ;)

 

Nasienie przed kiełkowaniem pęcznieje skutkiem wchłaniania wody. Jeśli w trakcie tego procesu nadzieje się na coś ostrego i twardego, to ono się wbije w łupinę.

Ale nie bałbym się nanorurek w glebie. Ich stosowanie wymaga warunków sterylnych, a te można osiągać tylko w cieplarniach. Zresztą tam tylko ma to ekonomiczne uzasadnienie.

Dawniej rozważano stosowanie tłuczonego szkła i waty szklanej, ale chyba nic z tego nie wyszło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słyszałem o tym, że bodajże w Ameryce mieszano ziemię ze ścinkami z produkcji jeansów i to właśnie spulchniało ziemię, powodując lepsze plony ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chodziło pewnie o poprawę struktury, a bawełna nie wydaje się być domieszką szkodliwą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Także rzeczywiście korzyści ze stosowania nanorurek mogłyby być niewspółmierne do konsekwencji zdrowotnych..

Tak samo jak stosowanie pestycydów, ogromu nawozów, środków konserwujących potem w jedzeniu, nawet siarki, niedługo dojdzie napromieniowywanie jedzenia... same korzyści i samo zdrowie, co nie? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akurat napromieniowana żywność nie jest szkodliwa ;) Skażona substancją promieniotwórczą, to co innego.. Ale napromieniowanie powoduje jedynie zmianę struktury molekularnej - rozerwanie niektórych wiązań chemicznych.

 

Podobnie z pestycydami - jeśli są stosowane w mądry sposób, to poprawiają jakość plonów, nie wpływając przy tym na zdrowie.. No ale jeśli stosuje je głupi rolnik, który uważa że im więcej tym lepiej, to rzeczywiście potem różne rzeczy się mogą dziać.. To samo jest z nawozami - dopóki nie używa się nadmiaru, to pomagają :P

 

Co innego środki konserwujące. Chociaż, można by konserwować produkty witaminą C (rewelacyjny antyoksydant, do tego przy nadmiernych ilościach w organizmie - wydalany z moczem). Niektóre produkty są konserwowane właśnie nią - płatki śniadaniowe, soki i napoje są nią faszerowane nie 'żeby były zdrowe', jak to wmawiają nam reklamy, tylko żeby się nie psuły a przy okazji żeby można robić efekt medialny :D

 

@inhet: tak, chodziło właśnie o poprawę struktury gleby (większy dostęp powietrza, magazynowanie wilgoci), no i właśnie bawełna nie jest szkodliwa, więc uznano to za fajny pomysł ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Akurat napromieniowana żywność nie jest szkodliwa  Skażona substancją promieniotwórczą, to co innego.. Ale napromieniowanie powoduje jedynie zmianę struktury molekularnej - rozerwanie niektórych wiązań chemicznych.

 

No ale właśnie to rozerwanie powoduje zmianę składu chemicznego jedzenia. Co gorsza, zjadamy wtedy związki raczej niespotykane w normalnym jedzeniu. I wcale nie trzeba promieniowania. Ja np. z chemii żywności zapamiętałem dość dobrze informację, że mleko UHT to właściwie nie jest już mleko, i z piciem tego lepiej nie przesadzać...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Skażona substancją promieniotwórczą, to co innego.. Ale napromieniowanie powoduje jedynie zmianę struktury molekularnej - rozerwanie niektórych wiązań chemicznych.

A czy to przypadkiem nie spowoduje niszczenia dobroczynnych zw. chemicznych w naturalnym jedzeniu, ot np. witamin?

Podobnie z pestycydami - jeśli są stosowane w mądry sposób, to poprawiają jakość plonów, nie wpływając przy tym na zdrowie.. No ale jeśli stosuje je głupi rolnik, który uważa że im więcej tym lepiej, to rzeczywiście potem różne rzeczy się mogą dziać.. To samo jest z nawozami - dopóki nie używa się nadmiaru, to pomagają

Ale jeśli "głupi rolnik" dostanie maszynę do napromieniowywania jedzenia, to jemu nie zależy ile je napromieniuje.

Tyle, że szkodliwości napromienionej żywności do dziś nie udowodniono.

To że czegoś jeszcze nie udowodniono, wcale nie znaczy że tego nie ma. Od ilu lat znana jest ta metoda? Jakie są skutki długofalowe, jak to wpływa na nasz organizm?

@inhet: tak, chodziło właśnie o poprawę struktury gleby (większy dostęp powietrza, magazynowanie wilgoci), no i właśnie bawełna nie jest szkodliwa, więc uznano to za fajny pomysł

To niech pomyślą nad naturalnym sposobem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A czy to przypadkiem nie spowoduje niszczenia dobroczynnych zw. chemicznych w naturalnym jedzeniu, ot np. witamin?

Tylko w niewielkim stopniu, niższym niż przy większości metod stosowanych w celu konserwacji żywności. Pomyśl sobie, jak bardzo szkodliwa pod tym względem jest np. pasteryzacja!

Ale jeśli "głupi rolnik" dostanie maszynę do napromieniowywania jedzenia, to jemu nie zależy ile je napromieniuje.

To zdecydowanie nie jest takie proste, że każdy dostanie podręczny aparat do napromieniania, więc się nie martw ;)

To że czegoś jeszcze nie udowodniono, wcale nie znaczy że tego nie ma. Od ilu lat znana jest ta metoda? Jakie są skutki długofalowe, jak to wpływa na nasz organizm?

Metoda jest znana od bardzo dawna. Wszelkie możliwe testy na zwierzętach wypadały pomyślnie, podobnie jak testy chemiczne na skład takiej żywności. Poza tym: jakie masz podstawy sądzić, że coś, co miało kontakt z promieniowaniem (a nie z materiałem promieniotwórczym!) ma być szkodliwe? W zasadzie gotowanie wody w garnku też możesz uznać za napromienienie promieniowaniem podczerwonym, a mimo to żyjesz.

To niech pomyślą nad naturalnym sposobem.

No pewnie. I niech nie będzie wojen, a ludzie niech będą dlas siebie zawsze życzliwi :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale przecież to jest naturalny sposób z tą bawełną - jest ona materiałem naturalnym, który ulegnie biodegradacji w glebie.. Czego można chcieć więcej? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chciałbym zwrócić uwagę, że wraz z przybyciem do nas zachodnich technologii (po tzw. upadku komuny) gwałtownie wzrosła liczba chorób nowotworowych. Tam gdzie "zachód" jeszcze nie dotarł jest tak jak u nas kiedyś (np. na Białorusi). Główni podejrzani to żywność, kosmetyki i środki czystości, choć może być jakaś zupełna głupota, np. któraś z substancji stosowanych w papierniach.

 

Co do pasteryzacji, to owszem, powoduje ona denaturalizację białek, ale UHT i promieniowanie sterylizują w inny sposób (o ile dobrze pamiętam, powstają krótsze łańcuchy cząsteczek organicznych). Fakt jest taki, że coś nas wykańcza i do tej pory nie udowodniono (albo nie ogłoszono) jaki/jakie to czynniki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A nie sądzisz, że głównym winowajcą jest jednak styl życia? Mam tu na myśli łatwiejszy (z powodów finansowych) dostęp do papierosów, obniżenie aktywności fizycznej, więcej junk foodu. Zgadzam się, że tzw. nowoczesny styl życia jest szkodliwy, ale z drugiej strony wydaje mi się, że większość czynników szkodliwych dla człowieka i odpowiedzialnych za znaczną liczbę zachorowań jest doskonale znana, a mimo to ludzie z radością z nich korzystają.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tylko w niewielkim stopniu, niższym niż przy większości metod stosowanych w celu konserwacji żywności.

Mógłbyś podać jakieś źródła?

Pomyśl sobie, jak bardzo szkodliwa pod tym względem jest np. pasteryzacja!

którą się stosuje na napojach, sokach / mleku a nie warzywach i owocach. Jak nie patrząc będziesz pozbawiony kolejnej porcji naturalnych witamin, bo owoce mogły dłużej w magazynach leżeć.

To zdecydowanie nie jest takie proste, że każdy dostanie podręczny aparat do napromieniania, więc się nie martw ;)

Piętnaście lat też nie każdy miał komputer / telefon / komórkę :P

Poza tym: jakie masz podstawy sądzić, że coś, co miało kontakt z promieniowaniem (a nie z materiałem promieniotwórczym!) ma być szkodliwe? W zasadzie gotowanie wody w garnku też możesz uznać za napromienienie promieniowaniem podczerwonym, a mimo to żyjesz.

To zależy o jakim promieniowaniu mówisz.

Zakładam że kurczaka, który przez 3 dni leżał w Czarnobylu byś nie zjadł.

No pewnie. I niech nie będzie wojen, a ludzie niech będą dlas siebie zawsze życzliwi :D

Cóż... zapewne lepiej jest ładować masę konserwantów w jedzenie, które potem ogrom czasu zalega w magazynach i na półkach sklepowych. Producenci żywności czerpią gigantyczne zyski, szkoda tylko że się nie liczą z naszym zdrowiem.

A nie sądzisz, że głównym winowajcą jest jednak styl życia? Mam tu na myśli łatwiejszy (z powodów finansowych) dostęp do papierosów, obniżenie aktywności fizycznej, więcej junk foodu.

A brałeś pod uwagę to że ci ludzie nie mieli skąd się dowiedzieć o takich skutkach przez wiele lat?

Obecnie są rozleniwieni i pogrążeni we własnej głupocie także, ale ni uważasz że w dużej skali jest to wina lobby przemysłu przetwórczego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę że obaj po części macie rację ;) Tylko po prostu mikroos patrzy nieco bardziej cynicznie lub realistycznie na możliwości poprawy sytuacji, a Tomek bardziej optymistycznie :P

 

Jedną i drugą postawę popieram, bo sam często 'przełączam się' między nimi :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

A wy myślicie, że dawny styl życia był taki zdrowy? Zabijanie się w kolejkach o głupią kostkę masła, stanie godzinę po głupią gazetę, sprowadzenie do zera w każdym możliwym urzędzie (pamięta, ktoś jak się zdobywało np. paszport?), 10 lat oszczędzania, żeby kupić sobie grata na kółkach, "skrzeczenie rzeczywistości" na każdym kroku...

 

Powiem wam, że wtedy w gazetach non stop były informacje, że ktoś tam zmarł w pracy na skutek "ostrej niewydolności układu oddechowo-...", a jednak nowotwory to był problem śladowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mógłbyś podać jakieś źródła?

http://www.adajournal.org/article/S0002-8223(00)00075-4/abstract

https://apps.who.int/dsa/justpub/irrad.htm , z naciskiem na słowa: "The Study Group concluded that food irradiated to any dose appropriate to achieve the intended technological objective is both safe to consume and nutritionally adequate. This conclusion is based on extensive scientific evidence that this preservation process can be used effectively to eliminate spores of proteolytic strains of Clostridium botulinum and all spoilage microorganisms, that it does not compromise the nutritional value of the foods, and that it does not result in any toxicological hazard."

którą się stosuje na napojach, sokach / mleku a nie warzywach i owocach. Jak nie patrząc będziesz pozbawiony kolejnej porcji naturalnych witamin, bo owoce mogły dłużej w magazynach leżeć.

Prawda, ale pomyśl o tym, że dzięki zniszczeniu patogenów owoce te nie będą tak niebezpieczne ze względu na bakterie. A biorąc pod uwagę, że utrata wartości odżywczych nie osiąga poziomu zagrażającego zdrowiu, osobiście sądzę, że gra jest warta świeczki. Poza tym jest jeszcze jedna istotna sprawa: zarówno w USA, jak i w UE obowiązkowe jest znakowanie żywności napromienianej, więc masz wybór.

Piętnaście lat też nie każdy miał komputer / telefon / komórkę ;)

Ale dostęp do nich nie był nigdy regulowany - ludzi po prostu nie było na nie stać. A tutaj masz bardzo ścisłe ograniczenia związane z dostępem do jakichkolwiek urządzeń wytwarzających wysokie dawki promieniowania, niezależnie od tego, czy służą one do wytwarzania broni, leczenia nowotworów czy napromieniania żywności.

To zależy o jakim promieniowaniu mówisz.

To chyba oczywiste, że mówię o takim, jakie jest stosowane w tym przypadku :P

Cóż... zapewne lepiej jest ładować masę konserwantów w jedzenie, które potem ogrom czasu zalega w magazynach i na półkach sklepowych. Producenci żywności czerpią gigantyczne zyski, szkoda tylko że się nie liczą z naszym zdrowiem.

Z jednej strony mam rację, ale z drugiej: czy kupujesz żywność organiczną (przecież jest ona dostępna!)? Pewnie nie, bo mało kogo byłoby stać na spożywanie wyłącznie takich pokarmów. Trzeba zawsze brać na to poprawkę. Nie podoba mi się to, ale tak jest.

A brałeś pod uwagę to że ci ludzie nie mieli skąd się dowiedzieć o takich skutkach przez wiele lat?

Ale ja w tej konkretnej sytuacji nikogo nie obwiniam. Mówię jedynie o tym, że przybyło nowotworów, i szukam przyczyn. Chociaż coś w tym jest, że wierzyć mi się nie chce, że palacz wypala sobie po paczce dziennie, a potem nie dostrzega, że uporczywy kaszel mógł się wziąć właśnie z tego. Podobnie jak z zażeraniem się junk foodem i stwierdzeniem pewnego dnia, że nagle dostaje zadyszki po wejściu na pierwsze piętro. Rozumiem, że są substancje "podstępne", takie jak choćby bisfenol A, ale przecież wielu ludzi notorycznie olewa nawet te najbardziej oczywiste zagrożenia.

nie uważasz że w dużej skali jest to wina lobby przemysłu przetwórczego?

I tak, i nie, Tomku. Są bez wątpienia winni temu, że takie produkty pojawiły się na rynku i powodują np. otyłość. Ale jeżeli człowiek zżera codziennie trzy hamburgery, a potem zaczyna tyć i dostrzegać u siebie pogorszenie stanu zdrowia, a mimo to dalej je te hamburgery, to jest to wina samego konsumenta. A w dzisiejszych czasach? W dzisiejszych czasach nie wierzę, że są jeszcze ludzie, którzy nie słyszeli o szkodliwości fast foodów. Jeżeli więc jedzą je, są winni sami sobie - nikt ich przecież nie zmusza do stosowania takiej diety.

 

 

@Przemek

 

Zwróć uwagę, że dzisiejsze nowotwory są efektem tego, co ludzie robili ze sobą właśnie kilka dekad temu. Nowotwór, nie licząc skrajnych przypadków, nie rozwija się w ciągu roku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nowotwory zabijają nas głównie dlatego,że nic innego nie zrobiło tego wcześniej. Co zaś do szkodliwości obecnego stylu życia, to dwukrotne zwiększenie jego przeciętnej długości w ciągu ostatniego półtora wieku, i to właśnie w krajach stosujących najbardziej zaawansowane technologie, pozwala wyciągnąć wnioski nieco inne, niż podają je media.

Ale cóż - wyciąganie wniosków jest z reguły trudniejsze, niż mielenie w kółko tych samych memów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zauważ, że obecni 80-latkowie przez większość życia nie mieli do czynienia ze skarbami współczesnej cywilizacji. Najwcześniejsze cudo, jakie mogło im zaszkodzić, to DDT w okolicach czterdziestki. My z kolei od małego "nasiąkamy". Teraz nowotwory mają nawet niemowlęta.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zauważ, że obecni 80-latkowie przez większość życia nie mieli do czynienia ze skarbami współczesnej cywilizacji.

Ale takie choćby pyły i zanieczyszczenia z czasów rewolucji przemysłowej wdychali o dziecka.

Najwcześniejsze cudo, jakie mogło im zaszkodzić, to DDT w okolicach czterdziestki.

Czyli wtedy, kiedy starzenie zaczęło powodować znaczące osłabienie systemów obrony organizmu.

My z kolei od małego "nasiąkamy". Teraz nowotwory mają nawet niemowlęta.

Nie no, jasne, jest coraz gorzej. Ale nie przekonasz mnie, że ci dzisiejsi dziadkowie mieli bardzo zdrowe i fajne życie. Poza tym zwróć uwagę na to, co napisał inhet.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimatyczne mogą w wielu miejscach na świecie zmniejszyć zdolność gleby do absorbowania wody, twierdzą naukowcy z Rutgers University. To zaś będzie miało negatywny wpływ na zasoby wód gruntowych, produkcję i bezpieczeństwo żywności, odpływ wód po opadach, bioróżnorodność i ekosystemy.
      Wskutek zmian klimatu na całym świecie zmieniają się wzorce opadów i inne czynniki środowiskowe, uzyskane przez nas wyniki sugerują, że w wielu miejscach na świecie może dość szybko dojść do znacznej zmiany sposobu interakcji wody z glebą, mówi współautor badań Daniel Giménez. Sądzimy, że należy badać kierunek, wielkość i tempo tych zmian i włączyć je w modele klimatyczne. Uczony dodaje, że obecność wody w glebie jest niezbędna, by ta mogła przechowywać węgiel, jej brak powoduje uwalnianie węgla do atmosfery.
      W ubiegłym roku w Nature ukazał się artykuł autorstwa Giméneza, w którym naukowiec wykazał, że regionalne wzrosty opadów mogą prowadzić do mniejszego przesądzania wody, większego jej spływu po powierzchni, erozji oraz większego ryzyka powodzi. Badania wykazały, że przenikanie wody do gleby może zmienić się już w ciągu 1-2 dekad zwiększonych opadów. Jeśli zaś mniej wody będzie wsiąkało w glebę, mniej będzie dostępne dla roślin i zmniejszy się parowanie.
      Naukowcy z Rutgers University od 25 lat prowadzą badania w Kansas, w ramach których zraszają glebę na prerii. W tym czasie odkryli, że zwiększenie opadów o 35% prowadzi do zmniejszenia tempa wsiąkania wody w glebę o 21–35 procent i jedynie do niewielkiego zwiększenia retencji wody.
      Największe zmiany zostały przez naukowców powiązane ze zmianami w porach w glebie. Duże pory przechwytują wodę, z której korzystają rośliny i mikroorganizmy, co prowadzi do zwiększonej aktywności biologicznej, poprawia obieg składników odżywczych w glebie i zmniejsza erozję.
      Gdy jednak dochodzi do zwiększenia opadów, rośliny mają grubsze korzenie, które mogą zatykać pory, a to z kolei powoduje, że gleba słabiej się poszerza i kurczy gdy wody jest więcej lub mniej.
      W kolejnym etapie badań naukowcy chcą dokładnie opisać mechanizm zaobserwowanych zmian, by móc ekstrapolować wyniki badań z Kansas na inne regiony świata i określić, w jaki sposób zmiany opadów wpłyną na gleby i ekosystemy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Oczyszczanie wody z rozpuszczalników organicznych, takich jak trichloroetylen (TRI), to nic nowego. Ale znalezienie metody, która takie zanieczyszczenia rzeczywiście neutralizuje, a nie tylko przesuwa w inne miejsce, to już wyczyn. Zespół pod kierunkiem dr hab. Anny Śrębowatej opracował metodę katalitycznego wodorooczyszczania, czyli przekształcania TRI w mniej szkodliwe dla środowiska węglowodory. Dzięki naukowcom z IChF PAN woda, nie tylko w naszych kranach, ale też w rzekach, może być czystsza i bezpieczniejsza dla zdrowia.
      Czysta woda to skarb, a zarazem dobro coraz trudniej dostępne. Rozmaite zanieczyszczenia są powszechne, a część z nich niezwykle trudno usunąć. Do takich zanieczyszczeń należy trichloroetylen (w Polsce oznaczany akronimem TRI). Ten organiczny rozpuszczalnik był powszechnie stosowany np. w syntezach organicznych, pralniach chemicznych oraz do przemysłowego odtłuszczania metali w procesie ich obróbki. Ze względu na szkodliwość od 2016 r. jego użycie zostało oficjalnie zakazane. Jednakże biorąc pod uwagę trwałość, może on jeszcze przez wiele lat występować zarówno w wodzie, jak i glebie – wyjaśnia Emil Kowalewski z zespołu, który opracował nowatorską metodę oczyszczania wody z tego związku. Projekt jest częścią globalnego trendu skoncentrowanego na ochronie zasobów wodnych. Prowadzone badania mogą być interesujące dla przemysłu, stać się potencjalnym punktem wyjścia do opracowania nowatorskich systemów oczyszczania wody. Dlaczego?
      Dzisiejsze oczyszczalnie ścieków to systemy składające się z wielu procesów fizycznych, chemicznych i biologicznych, ale efektywnie eliminują głównie konwencjonalne zanieczyszczenia. Inne przy odpowiednio wysokich stężeniach mogą pozostawać w wodzie. Tymczasem trichloroetylenu nie powinno być w niej wcale, ze względu na to, że jest mutagenny, kancerogenny, teratogenny, a do tego niezwykle trwały. Kumuluje się i zostaje na dnie zbiorników, a że jego rozpuszczalność w wodzie jest bardzo słaba, może szkodzić jeszcze przez wiele lat.
      Dziś z takimi związkami radzimy sobie, głównie przeprowadzając ich sorpcję. Jednakże w ten sposób jedynie przenosimy zagrożenie z miejsca na miejsce. Atrakcyjnym rozwiązaniem wydaje się katalityczne wodorooczyszczanie, czyli przekształcanie TRI w mniej szkodliwe dla środowiska węglowodory. Aby w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w tej metodzie, trzeba było jednak opracować wydajny, stabilny i tani katalizator -mówi dr hab. Anna Śrębowata, profesor IChF.
      Wcześniej przeprowadzaliśmy badania z katalizatorami palladowymi. Były skuteczne, ale kosztowne - uśmiecha się Emil Kowalewski. Nowe katalizatory niklowe, opracowane w IChF PAN, pozwalają w tani i efektywny sposób prowadzić proces oczyszczania wody w trybie przepływowym, a przy tym są proste w syntezie. Wykorzystując katalizator, w którym nanocząstki niklu o średnicy ok. 20 nm osadzamy na powierzchni węgla aktywnego, łączymy właściwości sorpcyjne węgla i aktywność katalityczną niklu - wyjaśnia dr Kowalewski. W swoich badaniach naukowcy z IChF PAN wykazali ponadto, że nanocząstki niklu osadzone na węglu aktywnym o częściowo uporządkowanej strukturze wykazują wyższą aktywność i stabilność niż analogiczny katalizator oparty na nośniku o strukturze amorficznej.
      Naukowcy są jednak najbardziej dumni z innowacyjnego elementu swoich badań: technologii przepływowej. Dzięki niej można optymalizować parametry procesu, zmniejszyć ilość odpadów, a przy tym wykorzystywać katalizatory, które w reaktorach okresowych (czyli takich, gdzie jednorazowo oczyszcza się określoną partię produktu) były nieefektywne lub wręcz nieskuteczne. Tak było z naszym katalizatorem niklowym - opowiada dr Kowalewski. Bez technologii przepływowej jego zdolności do utylizowania TRI szybko spadały, katalizator ulegał zatruciu. W reaktorze przepływowym nawet po 25 godzinach nie obserwowaliśmy spadku aktywności, choć prowadziliśmy badania na stężeniach około 8000 razy przekraczających polskie normy jego zawartości w wodzie pitnej.
      Gdzie można wykorzystać nowatorską metodę? Przede wszystkim w stacjach uzdatniania wody i oczyszczalniach ścieków. Tam, gdzie chcemy, żeby woda trafiająca do "końcowego odbiorcy", niezależnie czy jest to użytkownik wody z kranu, czy pływająca w rzece ryba, była czysta.
      A co zrobić z produktami reakcji wodorooczyszczania wody z trichloroetylenu? Powstającymi związkami są węglowodory, głównie etylen. Nie powstaje go jednak na tyle dużo, by wystarczyło na dojrzewalnię bananów - uśmiecha się półżartem naukowiec. Po prostu się ulotni...

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niesolony sok pomidorowy obniżał ciśnienie i poziom złego cholesterolu LDL w grupie dorosłych Japończyków z grupy podwyższonego ryzyka choroby sercowo-naczyniowej.
      W ramach studium 184 mężczyznom i 297 kobietom przez rok dostarczano sok pomidorowy.
      Pod koniec badania u 94 osób z nieleczonym stanem przednadciśnieniowym lub nadciśnieniem doszło do znaczącego spadku ciśnienia: ciśnienie skurczowe (ang. systolic blood pressure, SBP) spadło z średnio 141,2 do 137,0 mmHg, a ciśnienie rozkurczowe (ang. diastolic blood pressure, DBP) obniżyło się z średnio 83,3 do 80,9 mmHg.
      U 125 pacjentów z wysokim poziomem cholesterolu stężenie LDL spadło z średnio 155,0 do 149,9 mg/dl.
      Korzystne efekty picia soku pomidorowego bez soli były podobne u kobiet i mężczyzn i w różnych grupach wiekowych.
      Zgodnie z naszym stanem wiedzy, to pierwsze badanie, w ramach którego na przestrzeni roku i w próbie o dużej rozpiętości wiekowej oceniano wpływ spożycia pomidorów lub produktów z pomidorów na markery ryzyka choroby sercowo-naczyniowej - podsumowują autorzy publikacji z pisma Food Science & Nutrition.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Proszek pomidorowy bogaty w likopen może skutecznie ograniczać różne skutki wysokotłuszczowej diety: stan zapalny, niealkoholową stłuszczeniową chorobę wątroby, a także rozwój raka wątrobowokomórkowego.
      W ramach eksperymentu myszy, którym w 2. tygodniu życia zaaplikowano wywołującą nowotworzenie dietylonitrozoaminę (ang. diethylnitrosamine, DEN), od wieku 6 tygodni przez pół roku jadły wysokotłuszczową karmę (ponieważ 60% energii pochodziło z tłuszczu, przypominała ona dietę zachodnią). Części zwierząt podawano proszek pomidorowy (PP) z likopenem. Jego ilość to odpowiednik spożywania 2-3 pomidorów dziennie przez ludzi.
      Okazało się, że suplementacja chroniła myszy przed stłuszczeniową chorobą wątroby i rozwojem raka wątroby; podawanie proszku pomidorowego wiązało się z obniżeniem o 67%, 83% i 95%, odpowiednio, zapadalności, mnogości i objętości guzów. Spożywanie proszku zwiększało za to liczbę i różnorodność korzystnych bakterii mikrobiomu. Zapobiegało też przerostowi bakterii powiązanych ze stanem zapalnym.
      Suplementacja PP prowadziła do spadku ekspresji mRNA biomarkerów prozapalnych: IL1β, IL6, IL12α, białka chemotaktycznego dla monocytów 1 (ang. monocyte chemoattractant protein-1, MCP-1) oraz indukowanej syntazy tlenku azotu (ang. inducible nitric oxide synthase, iNOS).
      Co ciekawe, jeśli chodzi o zapobieganie rakowi wątrobowokomórkowemu, proszek pomidorowy okazał się skuteczniejszy od tej samej dawki oczyszczonego likopenu. Powodem może być korzystne oddziaływanie innych składników całych pomidorów, np. witamin E i C, kwasu foliowego, minerałów, związków fenolowych, a także błonnika.
      Kolejnym krokiem zespołu Xiang-Dong Wanga z Tufts University będzie przeprowadzenie badań z losowaniem do grup na ludziach. W międzyczasie Amerykanie proponują, by zamiast po oczyszczony likopen sięgać po obfitujące w ten przeciwutleniacz całe owoce czy warzywa (należą do nich papaje, grejpfruty, słodkie czerwone papryki i, przede wszystkim, pomidory).
      Spożywanie pomidorów i produktów z pomidorów wiąże się z obniżonym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, osteoporozy, cukrzycy i pewnych nowotworów, w tym raka gruczołu krokowego, płuc, piersi i jelita grubego.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Hiszpanii powstała woda o smaku wina, która pozwala konsumentom cieszyć się wybornym smakiem bez ryzyka upojenia alkoholowego. Vida Gallaecia to efekt 2-letniej współpracy między Bodega Líquido Gallaecia i Narodowym Komitetem Badań Naukowych (Consejo Superior de Investigaciones Científicas, CSIC).
      Ponoć finalny produkt smakuje jak wino, ale nie zawiera alkoholu i jest niskokaloryczny. Receptura to, oczywiście, tajemnica. Wiadomo tylko tyle, że wykorzystuje się flawonole z winogron i wytłoczyn po produkcji wina.
      Woda jest wzbogacana flawonolami z winogron i resztek po produkcji wina Godello. [Zdecydowaliśmy się na to, bo] wiele badań powiązało spożycie flawonoli z korzyściami dla zdrowia. Mają one, na przykład, pozytywny wpływ na cukrzycę. [Trudno się zresztą dziwić, gdyż] działają przeciwutleniająco, antybakteryjnie i kardioochronnie - podkreśla dr Carmen Martínez z Misión Biológica de Salcedo (CSIC).
      Vida Gallaecia jest wzbogacana smakami białego (Godello) i czerwonego szczepu winogron (Mencia, jaen). Sama woda pochodzi z galicyjskich źródeł.
      Produkt miał niedawno swoją premierę. Teraz Bodega Líquido Gallaecia szuka partnerów handlowych. Niedługo wodę o smaku wina będzie można kupić w Hiszpanii, ale ponoć winiarze widzą największy potencjał w rynku japońskim.
      Z bodegą kontaktowały się też pewne linie lotnicze, które chciałyby serwować napój w swoich maszynach.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...