Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Opera chce walczyć o USA

Recommended Posts

Opera zapowiada walkę o amerykański rynek. Norweska przeglądarka ma na całym świecie około 100 milionów użytkowników, jednak nie może przebić się w USA. Najnowsze dane wskazują, że zajmuje tam dopiero piątą pozycję po produktach Microsoftu, Apple'a, Google'a i Mozilli. Musisz przebić się w USA jeśli naprawdę chcesz się liczyć - stwierdza znany analityk i blogger Robert Scoble. Ameryka to prawdopodobnie najważniejszy rynek. Jeśli nie zainteresujesz go swoim produktem, trudno będzie zainteresować nim inne rynki - dodaje.

Dlatego też szef Opery, Jon von Tetzchner mówi w wywiadzie dla BBC News: Prawda jest taka, że w USA mamy sporo do zrobienia. Chcemy mieć liczące się udziały w rynku USA i jestem przekonany, że je zdobędziemy. Widzimy duże zainteresowanie Operą 10. Najbardziej jednak liczy się użytkownik i jesteśmy zadowoleni tak samo, gdy korzystają z naszego produktu w USA, Europie czy Indiach. Dodaje przy tym, że w takich krajach jak Rosja czy Ukraina Opera jest najważniejszą przeglądarką, a w wielu innych częściach świata zajmuje trzecią pozycję, wyprzedzając Safari i Chrome'a.

Von Tetzchner przyznaje jednak, że jego firma n ie ma pojęcia, dlaczego Opera nie zdobywa popularności w USA.

Analityk Ronald Gruia z firmy Frost & Sullivan mówi, że przyczyną takiego stanu rzeczy może być fakt, iż Opera sama ustawiła się z boku i nie jest postrzegana jako produkt konkurencyjny. To dobry produkt na trudnym rynku. Muszą pokazać swoją wartość, to czym się różnią od innych i korzystać z różnych kanałów dystrybucji - trafiać do użytkowników indywidualnych, developerów, producentów oraz ludzi kreujących opinie. Muszą wkraść się do umysłów tak, jak wkradł się Apple z iPhonem. Naprawdę potrzebują kogoś, pomoże im stworzyć odpowiedni wizerunek i spowoduje, by ludzie mówili o Operze - stwierdza Gruia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Von Tetzchner przyznaje jednak, że jego firma nie ma pojęcia, dlaczego Opera nie zdobywa popularności w USA.

 

Ta proteza przeglądarki nie jest kompatybilna z facebookiem. I nie jest to niestety jedyna strona, z którą Opera ma problem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raczej: Facebook nie jest kompatybilny ze standardami WWW, należałoby powiedzieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ta proteza przeglądarki nie jest kompatybilna z facebookiem. I nie jest to niestety jedyna strona, z którą Opera ma problem.

 

A co konkretnie Ci nie działa?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Inaczej: zwykłego śmiertelnika nie obchodzi, czy błędne wyświetlanie serwisu jest winą webmastera, czy plam na Słońcu powodujących występowanie artefaktów na jednej z przeglądarek. Skoro MSIE*, FX, czy choćby Safari potrafią poprawnie renderować strony, a Opera ma z tym problemy, to znaczy, że programiści tej ostatniej skupili się na bzdurnych ficzerach, miast poprawie swojego produktu.

 

"Standardy www" to piękne słowa, ale nawet główna strona wyszukiwarki google nie przechodzi walidacji na w3.org. Co więcej przy złożonych projektach trudno uniknąć błędów. Tak więc skoro 9 na 10 dużych witryn nie jest zgodnych ze standardami ustalanymi przez w3c, to czy twórcy przeglądarek (w zamyśle operowcy) muszą za wszelką cenę starać się je trzymać, ignorując jednocześnie 'normy' panujące w 90% witryn?

 

*W przypadku starszych wersji jest to wymuszone na twórcach strony z prostego powodu - mało kto jest na tyle głupi, aby zignorować 1/4 internautów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Inaczej: zwykłego śmiertelnika nie obchodzi, czy błędne wyświetlanie serwisu jest winą webmastera, czy plam na Słońcu powodujących występowanie artefaktów na jednej z przeglądarek.

Skoro nie obchodzi, to dlaczego zakładasz, że to Opera jest czemuś winna? Przecież to twórcy IE notorycznie łamią standardy, których wdrożenie sami deklarowali jako członkowie W3C.

Skoro MSIE*, FX, czy choćby Safari potrafią poprawnie renderować strony, a Opera ma z tym problemy, to znaczy, że programiści tej ostatniej skupili się na bzdurnych ficzerach, miast poprawie swojego produktu.

Skoro KopalniaWiedzy.pl, Nasza-Klasa i inne strony są poprawnie renderowane, a Facebook ma z tym problemy to znaczy że programiści tej ostatniej [strony] skupili się na bzdurnyc ficzerach, miast poprawie swojego produktu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Inaczej: zwykłego śmiertelnika nie obchodzi, czy błędne wyświetlanie serwisu jest winą webmastera, czy plam na Słońcu powodujących występowanie artefaktów na jednej z przeglądarek. Skoro MSIE*, FX, czy choćby Safari potrafią poprawnie renderować strony, a Opera ma z tym problemy, to znaczy, że programiści tej ostatniej skupili się na bzdurnych ficzerach, miast poprawie swojego produktu.

 

Czyli rozumiem, że nie potrafisz samodzielnie podać co konkretnie nie działa? Ot, po prostu jesteś antyfanem i musiałeś coś napisać, ok. Mi FB poprawnie funkcjonował pod Operą 9.64 i teraz pod 10.0, więc najprawdopodobniej popsułeś sobie konfigurację lub poinstalowałeś przestarzałe userjs albo używałeś nieaktualnej jej wersji i tyle. BTW. Co jest bzdurnym "ficzerem"?

 

"Standardy www" to piękne słowa, ale nawet główna strona wyszukiwarki google nie przechodzi walidacji na w3.org. Co więcej przy złożonych projektach trudno uniknąć błędów. Tak więc skoro 9 na 10 dużych witryn nie jest zgodnych ze standardami ustalanymi przez w3c, to czy twórcy przeglądarek (w zamyśle operowcy) muszą za wszelką cenę starać się je trzymać, ignorując jednocześnie 'normy' panujące w 90% witryn?

 

Standardy są po to, by dawać pewien poziom odniesienia, do którego powinno się dążyć, aby strony wyglądały poprawnie. I odpowiedź brzmi - oczywiście, że tak. To, że stronki mają błędy (często nawet karygodne), to tylko i wyłącznie wina niechlujstwa ich webmasterów lub cięcia po kosztach. Sprawianie zaś, by strony mimo błędnego kodu miały się renderować tak samo, to celowe psucie standardów. Nie tędy droga.

 

Jeszcze jedna sprawa mi się przypomniała, co której niewiele osób zwraca w ogóle uwagę, że Opera (przynajmniej

Share this post


Link to post
Share on other sites
Skoro nie obchodzi, to dlaczego zakładasz, że to Opera jest czemuś winna?

Ech... Przeczytaj ponownie mojego posta. Byłbym wdzięczny, gdybyś zrobił to ze zrozumieniem ("skoro trzy główne przeglądarki (MSIE*, FX, czy choćby Safari) potrafią poprawnie renderować strony, a Opera nie..."). Wybacz, ale to twórcom przeglądarki powinno zależeć na 300 000 000 użytkowników wspomnianego serwisu, a nie twórcom FB na promilu userów (przesadam, jakimiś dwoma ich procentami, czyli mniej, niż Chrome).

Wybacz, ale moim zdaniem poprawne wyświetlanie stron jest ważniejsze, niż dodawanie funkcjonalności typu klient bittorrent, czy własny serwer w przeglądarce.

 

Przecież to twórcy IE notorycznie łamią standardy

No i? Już o tym pisałem, ale powtórzę (znowu). Prawda jest taka, że użytkownicy IE mają najmniej problemów z błędnym renderowaniem stron. Nawet ci, którzy używają antycznego IE6. Dlaczego? Ponieważ 66% internautów używa właśnie przeglądarek opartych na kolejnych wersjach silnika Trident. Mając taki udział w rynku, jego twórcy nie muszą się starać (zresztą IE cechuje się wysoką tolerancją na błędy w kodzie), aby strona wyświatlała poprawnie w ich przeglądarce, bo leży to w interesie samych webmasterów. Wiedzą o tym programiści browserów opartych na Gecko, którzy zdobyli 1/4 rynku, podczas gdy Opera wciąż zachowuje się jak płastuga, a zwiększyć liczbę użytkowników próbuje zdobyć... skarżąc się mamusi. To znaczy Komisji Europejskiej.

 

Nasza-Klasa i inne strony są poprawnie renderowane

A to ci psikus. Czyli te wszystkie lamenty na forach, dotyczące choćby głupiego menu, które operowcom nie wyświetlało się on-top, to wielkie oszustwo na miarę "sfingowanego" lądowania Amerykanów na Księżycu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ot, po prostu jesteś antyfanem i musiałeś coś napisać

 

Tak, tak. Najłatwiej zwymyślać od antyfanów i być zadowolonym z "obalenia" argumentów "tych złych przeciwników mojego browsera". Opery używam od dawien dawna (wygooglaj sobie moje wypowiedzi w sieci), ale nie będę pałał do przeglądarki ślepą miłością, która ukryje wszystkie jej błędy. Wybacz, ale mam dość patrzenia, jak mój ulubiony program z wersji na wersję stacza się na samo dno i mówienia, że nic się nie dzieje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

dygnitarzu, czy gdybyśmy obaj produkowali śruby i dogadali się, że dla dobra rynku i uproszczenia życia klientów od dziś przechodzimy na śruby "krzyżakowe", a zaraz potem ja, sam z siebie, zacząłbym produkować śruby z płaskim gniazdem, to czy naprawdę sądzisz, że winny byłby producent śrubokrętów? Bo ja jednak uważam, że winny jest ten, kto zachowuje się jak ostatni baran i łamie umowy, które sam podpisał. No, ale co ja tam wiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, tak. Najłatwiej zwymyślać od antyfanów i być zadowolonym z "obalenia" argumentów "tych złych przeciwników mojego browsera". Opery używam od dawien dawna (wygooglaj sobie moje wypowiedzi w sieci), ale nie będę pałał do przeglądarki ślepą miłością, która ukryje wszystkie jej błędy. Wybacz, ale mam dość patrzenia, jak mój ulubiony program z wersji na wersję stacza się na samo dno i mówienia, że nic się nie dzieje.

 

Może i używasz, jakkolwiek poza sianiem negatywnych opinii wciąż nie odpowiedziałeś na konkretne pytania i wspomnianych argumentów też nie podałeś. I nie, nie jestem z tego powodu zadowolony. Prawdę mówiąc, mam to generalnie gdzieś, bo liczę się z tym, że na świecie są ludzie lubiący odmienne produkty, zaś gdy coś nam się przestaje podobać, to zmieniamy producenta, a nie lamentujemy i męczymy się wbrew sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypominam, ze temat newsa jest nastepujacy: "Opera chce walczyć o USA".

 

Amerykanie - jakkolwiek uposledzeni by nie byli - nie ograniczaja sie jedynie do przegladania facebook'a, wiec sprowadzanie calej dyskusji do sporu o kompatybilnosc jednej z witryn ze standardami jest bezsensem.

 

Opera dopiero zaczyna walczyc o uzytkownika amerykanskiego, a - wg mnie - fakt, ze niewielu [ch]amerykanow nie korzysta z Opery wynika z tego, ze jest ona w tym kraju nieznana, nie jest reklamowana, etc.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, tak. Najłatwiej zwymyślać od antyfanów i być zadowolonym z "obalenia" argumentów "tych złych przeciwników mojego browsera".

 

Argumentów to akurat żadnych nie podałeś, mimo, że cię o to „esktra” poproszono.

Nie sądzę, żeby ktokolwiek tutaj pałał jakąkolwiek ślepą miłością, no , chyba że dla ciebie „niepałanie” oznacza rzucanie pustych haseł „anty”.

 

Tak się składa, że mam konto na FB i nie zauważyłem jakoś kłopotów z działaniem, poza kijowo zaprojektowaną ergonomią samego serwisu oraz powolnym renderowaniem pod wersją "9".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z doświadczenia używam dwie przeglądarki: FF i Opere, jak na jednej coś nie działa, to na drugiej zazwyczaj tak.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja tam lubię operę... bo wszystko co wymaga żmudnego szukania dodatków do ff jest już na miejscu... ale potrafię też wymienić 3 najpoważniejsze moim zdaniem wady:

 

1. począwszy od wersji 9.5 nie działają szyfrowane strony przy połączeniach przez proxy (a przynajmniej proxy z autoryzacją)

2. brak fibuga lub czegoś co mogłoby to zastąpić (szczególnie diagnoza ajaxa)

3. brak "trybu porno"

Share this post


Link to post
Share on other sites

dragonfly wymagaga połacznia przez https czyli patrz punkt 1...

a nawet gdy udało mi sie to uruchomić w domu okazało się ze nie mam wglądu w wysyłane i odbierane dane przez ajaxa... a strzelanie sobie komuniaktami jakoś mi nie pasuje przy kilkunastu ajaxach lecących po kolei...

 

szukałem info o tych ajaxaxh na forum opery... i znalazłem wpis developera sprzed ok miesiąca że nie ma tego i nie ma w planach powstania w najbliższym czasie... czyli nie ma głównej rzeczy do której używam firebuga...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tego co pamiętam, to specyficzny tryb FF nazywał się trybem prywatnym, a nie trybem porno - chyba że jego nazwa zależy od tego do czego jest używany ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wole jednak pozostać przy oficjalnym określeniu - przynajmniej można go używać w większej ilości zadań, a tryb porno jakoś tak dziwnie wydaje mi się monozadaniowy ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest monozadaniowy głównie dlatego, że tematyka skutecznie nie pozwala skupić się na czymś innym. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W latach 30. XX wieku Stany Zjednoczone doświadczyły Dust Bowl. Był to kilkuletni okres katastrofalnych susz na Wielkich Równinach i związanych z tym burz piaskowych. W wyniku Dust Bowl zginęło około 7000 osób, ponad 2 miliony ludzi zostało bezdomnymi, a około 3,5 miliona porzuciło dotychczasowe domy i przeniosło się w inne regiony USA.
      Produkcja pszenicy w latach 30. spadła o 36%, a kukurydzy o 48%. Do roku 1936 straty gospodarcze sięgnęły kwoty 25 milionów USD dziennie, czyli 460 milionów współczesnych dolarów.
      Dust Bowl był spowodowany nieprawidłową gospodarką ziemią na Wielkich Równinach. Wcześniejsze dekady to okres pojawiania się coraz większej ilości sprzętu mechanicznego w rolnictwie. To ułatwiło zajmowanie kolejnych obszarów pod uprawy. Pługi coraz głębiej wzruszały wierzchnią warstwę gleby, a naturalne dla tego obszaru trawy, których głębokie systemy korzeniowe zatrzymywały wilgoć w glebie, zostały zastąpione roślinami uprawnymi o płytkich korzeniach. Gdy w latach 30. nadeszła susza, gleba, której nie wiązały już korzenie traw, łatwo zamieniała się w pył, który z łatwością przemieszczał się z wiatrem. Nastała epoka wielkich burz pyłowych. Chmury pyłu zasypywały wszystko na swojej drodze, niszcząc uprawy. Dopiero gdy skończył się okres susz i zaczęło więcej padać, zakończył się też Dust Bowl.
      Naukowcy z Columbia University i NASA postanowili zbadać, jak na ponowny Dust Bowl zareagowałby obecnie rynek żywności. Trzeba bowiem pamiętać, że USA są wielkim producentem i eksporterem żywności. Chcieliśmy sprawdzić, jak wieloletni spadek produkcji u dużego eksportera wpłynąłby na międzynarodowy handel i dostępność pożywienia, mówi doktor Alison Heslin, główna autorka badań.
      We współczesnym zglobalizowanym systemie handlowym problemy pojawiające się w jednym miejscu nie są ograniczane granicami państwowymi. Załamanie produkcji może wpływać na partnerów handlowych, których bezpieczeństwo żywności zależy od importu, dodaje uczona.
      Naukowcy stworzyli dwie alternatywne symulacje światowego handlu pszenicą. Następnie wprowadzili do nich czteroletni okres Dust Bowl ograniczony wyłącznie do USA.
      W pierwszym z modeli kraje najpierw użyły swoich rezerw, a następnie skompensowały niedobory zwiększając import i zmniejszając eksport. W ten sposób doszło do rozniesienia się fali niedoborów. W drugim ze scenariuszów przyjęto, że USA początkowo zmniejszają tylko eksport, na czym cierpią wszyscy partnerzy, a następnie wszystkie kraje kompensują niedobory zwiększając import.
      Analizy wykazały, że obecny wpływ Dust Bowl byłby podobny jak podczas oryginalnego Dust Bowl.
      Okazało się, że w ciągu czterech pierwszych lat Dust Bowl USA wyczerpałyby 94% swoich rezerw żywnościowych. Również wszystkie bez wyjątku kraje, które kupują pszenicę w USA, wyczerpałyby swoje rezerwy, mimo tego, że same nie doświadczyłyby spadku plonów. Oczywiście zapasy te byłyby też uzupełniane, ale i tak wielkość posiadanych rezerw znacząco by się skurczyła w porównaniu ze stanem wyjściowym.
      Skupiliśmy się na całym zestawie możliwych wydarzeń, szczególnie na zmianach w handlu, użyciu rezerw strategicznych oraz spadkach w konsumpcji, wyjaśnia profesor Jessica Gephard, współautorka badań. Zauważyliśmy, że doszłoby do zmiany umów handlowych, kraje kupujące zboże w USA zaczęłyby kupować je gdzie indziej, a na całym świecie doszłoby do spadku strategicznych rezerw pszenicy. W wielu wypadkach rezerwy te zostałyby całkowicie wyczerpane. To wskazuje, że takie wydarzenie spowodowałoby nie tylko wzrost cen w USA, ale też daleko poza granicami Stanów Zjednoczonych, dodaje Gephart.
      Z symulacji wynika, że trwający 4 lata Dust Bowl spowodowałby, że światowe rezerwy pszenicy spadłyby o 31%. Pod koniec 4-letniego okresu na świecie byłoby od 36 do 52 krajów, których rezerwy skurczyłyby się o ponad 75% w porównaniu do okresu sprzed Dust Bowl. Z kolei 10 krajów o największych rezerwach (Chiny, USA, Indie, Iran, Kanada, Rosja, Maroko, Australia, Egipt i Algieria) doświadczyłyby spadku rezerw o 15-22%.
      Jako, że świat posiada duże zapasy zboża, początkowo Dust Bowl nie wpłynąłby na poziom konsumpcji. Nawet kraje, które nie posiadają rezerw zboża byłyby w stanie początkowo zapewnić niezmienny poziom dostaw na rynek.
      Nasze wyniki pokazują, że ryzyka związane ze zmianami klimatycznymi nie dotyczą wyłącznie samego klimatu i lokalnie występujących ekstremalnych warunków pogodowych. To również ich wpływ na światowy handel. W kontekście bezpieczeństwa żywności wykazaliśmy, że posiadane rezerwy mogą, na pewien czas, stanowić bezpieczny bufor, jednak w miarę ich wyczerpywania mogą pojawić się niedobory żywności, mówi Heslin.
      Obecnie USA są trzecim największym na świecie eksporterem pszenicy. Zapewniają 13,6% dostaw na światowe rynki. Większymi eksporterami są jedynie Rosja (21,1%) i Kanada (14,2%).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rząd USA przygotowuje się na pandemię trwającą co najmniej 1,5 roku. Takie są założenia wdrażanego od niedawna planu przygotowań. Dziennikarze The New York Timesa zdobyli oficjalny raport [PDF], na potrzeby którego założono, że pandemia potrwa 18 miesięcy lub dłużej i może składać się z wielu fal zachorowań. Może to doprowadzić do pojawienia się niedoborów, które negatywnie odbiją się na amerykańskim systemie opieki zdrowotnej.
      Stustronicowy plan datowany jest na ostatni piątek. W tym samym dniu prezydent Trump ogłosił w Stanach Zjednoczonych stan wyjątkowy. W dokumencie stwierdzono, że prezydent mógłby uruchomić Defense Production Act (DPA) z 1950 roku, z epoki wojny koreańskiej. Ustawa daje prezydentowi prawo do nakazania przemysłowi zwiększenia produkcji krytycznych towarów, takich jak respiratory czy środki ochronne dla pracowników służby zdrowia.
      W dokumencie czytamy może dojść do niedoborów, które będą miały wpływ na system opieki zdrowotnej, służby ratunkowe i inne elementy krytycznej infrastruktury. Dotyczy to też niedoborów sprzętu diagnostycznego, leków, środków ochrony osobistej w niektórych regionach kraju. Autorzy dokumentu stwierdzają, że rządy stanowe i lokalne oraz krytyczna infrastruktura i kanały komunikacyjne mogą zostać przeciążone i mniej wiarygodne".
      Plan nie został utajniony, ale jest na nim adnotacja „Do użytku wewnętrznego. Nie do upubliczniania”. Na 100 stronach opisano działania, jakie powinny podjąć lub już podjęły, różne agendy rządowe.
      Wydaje się, że Waszyngton – krytykowany dotychczas za niedostateczne działania – wziął się do pracy. Członkowie Kongresu od pewnego już czasu wzywali prezydenta, by skorzystał z uprawnień, jakie nadaje mu Defense Production Act. Wdrożenie uprawnień nadanych prezydentowi przez DPA pozwoli rządowi federalnemu na rozpoczęcie działań i podjęcie agresywnych kroków, niezbędnych w obecnej sytuacji, stwierdził w liście do prezydenta demokratyczny senator Bob Menendez. Inni senatorowie zwracał uwagę, że uruchomienie DPA pozwoli Pentagonowi na dostarczenie służbie zdrowia 5 milionów pełnych masek ochronnych i 2000 wyspecjalizowanych respiratorów.
      Jeszcze w czwartek prezydent Trump wzbraniał się przed skorzystaniem z DPA. Dotychczas tego nie zrobiliśmy, ale jesteśmy gotowi. Jeśli będziemy chcieli, zrobimy to bardzo szybko. Od dwóch tygodni zastanawiamy się nad takim ruchem. Mam nadzieję, że nie będziemy potrzebowali takich działań. To poważna sprawa. Dzisiaj Trump ogłosił, że uruchamia przepisy Defense Production Act.
      Ustawa ta, uchwalona w 1950 roku w czasie wojny w Korei, bazuje na doświadczeniach z II wojny światowej. Początkowo dawała ona prezydentowi uprawnienia do nakazania przemysłowi produkcji towarów niezbędnych do obrony kraju. Z czasem rozszerzano te uprawnienia również na inne nadzwyczajne sytuacje.
      Na jej podstawie prezydent ma prawo decydować o uruchomieniu bezpośrednich kredytów lub gwarancji kredytowych oraz podejmowania innych działań mających na celu zachęcenie przemysłu do współpracy. Ma też prawo do zdecydowania o rozpoczęciu dystrybucji sprzętu medycznego i wyposażenia zgromadzonych w Strategicznej Rezerwie Narodowej, kierowaniu federalnych pieniędzy do poszczególnych stanów oraz decydowaniu, gdzie mają trafić krytyczne zasoby tak, by wysyłano je w najbardziej potrzebujące regiony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wszystkie pieniądze, jakie Edward Snowden zarobi na swoich wspomnieniach, mają trafić do budżetu USA. Taki wyrok zapadł w Sądzie Okręgowym dla Wschodniego Okręgu Wirginii w sprawie USA v. Edward Snowden and Macmillan Publishing Group.
      Nikt nie powinien być zaskoczony takim obrotem sprawy. Snowden podczas pracy dla CIA i NSA podpisał umowy zgodnie z którymi zobowiązał się do uzyskania wcześniejszej zgody tych agencji przed wydaniem jakiejkolwiek książki bądź publikacji zawierającej tajne materiały. Jeśli zaś opublikowałby coś bez takiej zgody, umowy przewidywały, że zyski z publikacji trafią do budżetu federalnego.
      Snowden, który ujawnił olbrzymią liczbę tajnych dokumentów, od 2013 roku przebywa w Rosji. Jeśli wróci do USA czeka go proces o szpiegostwo.
      Niedawno, 17 września, do księgarń trafiły jego wspomnienia zatytułowane Permanent Record. Tego samego dnia Departament Sprawiedliwości złożył do sądu wniosek i przejęcie zysków Snowdena z tego tytułu. Dokładnie trzy miesiące później sąd przychylił się do wniosku DoJ.
      Prawnicy Snowdena chcieli, by doszło do pełnego procesu, w czasie którego obie strony przedstawiają wszystkie dowody. Argumentowali bowiem, że konieczne jest ustalenie, czy wymóg uzyskania zgody na publikację nie był obowiązkiem narzuconym tylko Snowdenowi.
      Sędzia O'Grady odrzucił jednak wniosek obrony stwierdzając, że umowy są jasno napisane i nikt nie podważa zasadniczych faktów w tej sprawie. Umowy zobowiązywały Snowdena do uzyskania zgody i wciąż są ważne. Snowden o taką zgodę nie wystąpił, a mimo to opublikował książkę pełną tajnych informacji.
      Sąd uznał też, że Snowden złamał podpisane przez siebie umowy występując publicznie podczas konferencji TED i innych podobnych wydarzeń. Podczas każdego z nich prezentował bowiem slajdy zawierające tajne informacje. Snowden argumentował, że nie można go pociągać do odpowiedzialności za publikowanie informacji, które już są publicznie dostępne, jednak sędzia stwierdził, że w podpisanych przez niego umowach nie zawarto tego typu wyjątków.
      Umowy zarówno z CIA jak i z NSA zabraniają nieautoryzowanego ujawniania pewnych informacji, a w „Permanent Record” takie informacje zostały ujawnione, napisał w uzasadnieniu sędzia. W związku z tym w tej sprawie może zapaść wyrok w trybie uproszczonym.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedługo po ataku na saudyjskie instalacje naftowe, który miał miejsce 14 września, Stany Zjednoczone przeprowadziły cyberatak na Iran, poinformowały dziennikarzy dwa anonimowe źródła w USA. Jeden z informatorów stwierdził, że atak miał na celu ograniczenie możliwości Teheranu w zakresie propagandowym. Miało też dojść do fizycznych uszkodzeń sprzętu, jednak brak tutaj szczegółowych danych.
      Wydaje się, że atak ten był bardziej ograniczony niż inne tego typu operacje przeciwko Iranowi, do których doszło od czerwca, kiedy to Iran zestrzelił amerykańskiego drona.
      Pentagon odmówił komentarzy. Ze względu na naszą politykę oraz z powodów bezpieczeństwa nie omawiamy operacji w cyberprzestrzeni, operacji wywiadowczych czy planistycznych, powiedziała rzecznik prasowa Pentagonu, Elissa Smith.
      Nie wiadomo, jaki skutek odniósł ten atak. Jednak działania w cyberprzestrzeni są postrzegane jako mniej prowokujące i łagodniejsze niż działania zbrojne. Można niszczyć przeciwnika bez zabijania ludzi czy wysadzania infrastruktury w powietrze. To zapewnia dodatkowe opcje, których wcześniej nie mieliśmy i mamy zamiar ich używać, mówi James Lewis, ekspert ds. cyberprzestrzeni w waszyngtońskim Center for Strategic and International Studies. Ekspert dodaje, że całkowite odstraszenie Iranu mogłoby być niemożliwe nawet za pomocą konwencjonalnych uderzeń zbrojnych.
      Wiadomo też, że Iran również aktywnie działa w cyberprzestrzeni. Hakerzy powiązani z rządem w Teheranie próbowali niedawno włamać się na konta pocztowe osób przygotowujących najbliższą kampanię prezydencką Donalda Trumpa. Iran jest też ważnym graczem na polu rozprzestrzeniania fałszych informacji na arenie międzynarodowej.
      Napięcie w tamtym regionie świata rośnie od maja ubiegłego roku, kiedy to USA wycofały się z porozumienia zawartego w 2015 roku. W jego ramach Teheran miał ograniczyć swój program nuklearny w zamian za złagodzenie sankcji gospodarczych. Podczas niedawnej konferencji prasowej prezydent Hassan Rouhani wykluczył możliwość dwustronnego porozumienia z Waszyngtonem do czasu, aż USA nie powrócą do porozumienia i nie złagodzą sankcji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ubiegłym tygodniu odbyła się 3-dniowa burza mózgów, w czasie której około 200 naukowców i przedstawicieli pacjentów chorujących na nowotwory dyskutowało o propozycji prezydenta Trumpa, który podczas styczniowego State of the Union zapowiedział przeznaczenie w ciągu 10 lat 500 milionów dolarów na badania nad nowotworami u dzieci. Jednym z głównych elementów planu jest utworzenie olbrzymiej bazy danych.
      Każdego roku nowotwory są diagnozowane u około 16 000 dzieci w USA. Nie wszystkie z nich przeżyją, a te, którym się to uda, często zmagają się ze skutkami ubocznymi leczenia. A gdyby wszystkie dane dotyczące takich dzieci, włącznie z datami ich urodzenia, wynikami testów genetycznych, informacjami o zażywanych lekach i wszelkimi danymi zdrowotnymi trafiły do jednej bazy danych, do której mieliby dostęp naukowcy zajmujący się badaniami nad nowotworami?
      Childhood Cancer Data Initiative (CCDI), jak taki projekt jest nazywany w National Cancer Institute (NCI), to ważna część planu zarysowanego przez prezydenta Trumpa. Mogłaby ona przynieść olbrzymie korzyści. Naukowcy mogliby dzięki niej opracować mniej szkodliwe metody leczenia czy w końcu dowiedzieć się, dlaczego u około 10% małych pacjentów chorujących na białaczkę choroba albo nie reaguje na leczenie, albo nawraca. Taka baza pomogłaby też w zwalczaniu rzadkich nowotworów, na które obecnie nie ma lekarstwa, gdyż naukowcy mogąc przeanalizować większą liczbę przypadków mogliby wyciągnąć jakieś wnioski.
      Jednak, jak zauważa szef NCI, Doug Lowy, gdyby stworzenie takiej bazy było prosto, to już byśmy ją stworzyli.
      Problem w tym, że dane medyczne dzieci i młodych dorosłych cierpiących na nowotwory są porozrzucane po wielu niekompatybilnych bazach danych. Znajdują się one m.in. w stanowych rejestrach osób cierpiących na nowotwory, bazach zawierających zsekwencjonowane genomy guzów nowotworowych, które są tworzone na potrzeby konkretnych projektów badawczych, znajdziemy je w bazie bazie Children's Oncology Group NCI, która prowadzi testy kliniczne. Wiele innych użytecznych danych pacjentów znajduje się w prywatnych praktykach lekarskich, różnych szpitalach, klinikach. Bardzo często nie są one zdigitalizowane, więc trzeba by te informacje ręcznie wprowadzić do systemów komputerowych. Osobny problem to dane z badań obrazowych, które trzeba by umieścić w takiej bazie wraz z odpowiednimi opisami i oznaczeniami. Żeby stworzyć taką jednolitą bazę trzeba  podjąć wiele decyzji dotyczących tego, jak głęboko sięgać w przeszłość. Czy na przykład, NCI powinna tworzyć profile genetyczne posiadanych przez siebie próbek guzów nowotworowych itp. itd.
      Eksperci, którzy uczestniczyli we wspomnianej burzy mózgów, zgodzili się co do tego, że w pierwszym etapie prac NCI musi stworzyć spis wszystkich istniejących baz danych i magazynów próbek. Pojawiła się też sugestia, że Instytut powinien w ciągu roku opracować sposób na połączenie pięciu największych istniejących pediatrycznych onkologicznych baz danych w jedną. Inny pomysł to wprowadzenie przez NCI numerów identyfikacyjnych pacjentów tak, by możliwe było ich śledzenie w różnych bazach. Jeszcze inny pomysł to stworzenie federalnej bazy danych badań przedklinicznych na zwierzętach, na wzór już istniejącej bazy danych badań klinicznych.
      Najbardziej jednak śmiałą propozycją było wpisanie każdego pacjenta nowotworowego do długoterminowego projektu danych populacyjnych. Niektórzy uczestnicy spotkania ostrzegali jednak przed „wynajdywaniem prochu na nowo”. Zauważyli, że istnieją już rozbudowane projekty badań populacyjnych, które obejmują wiele tysięcy ludzi. Nie ma sensu uwzględnianie w nich każdego człowieka, gdyż spowoduje to znaczące zwiększenie kosztów.
      National Cancer Institute zapowiada zebranie wszystkich pomysłów i przygotowanie podsumowania spotkania. Na razie wielką niewiadomą jest, jakie decyzje zapadną w Kongresie. Administracja prezydenta domaga się, by w budżecie na rok 2020 uwzględniono 50 milionów USD na rozpoczęcie prac nad CCDI. Kwota ta została uwzględniona w propozycji budżetowej Izby Reprezentantów, jednak Senat nie zaprezentował jeszcze projektu swojego budżetu.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...