Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Ofiary myśliwych założyły witrynę

Recommended Posts

Przed kilkoma tygodniami powstała w polskiej sieci witryna dla ludzi, którym myśliwi zabili zwierzęta domowe. Znajdziemy tam historie osób, które poszły ze swoimi pupilami na spacer, a przechodzący obok członkowie kół łowieckich zastrzelili biegnącego psa.

Polskie ustawy dają myśliwym prawo do zastrzelenia psa lub kota w ściśle wyznaczonych sytuacjach. By dokonać odstrzału muszą łącznie zachodzić następujące przesłanki: myśliwy musi mieć specjalne upoważnienie, zwierzę musi być bez opieki i wykazywać oznaki zdziczenia, musi znajdować się w odległości ponad 200 metrów od zabudować mieszkalnych i musi stanowić zagrożenie dla dzikich zwierząt.

Tymczasem na stronie ZabiliMiPsa.pl znajdziemy liczne opisy zabicia zwierząt w sytuacji, gdy znajdowały się one w odległości kilkunastu metrów od swoich właścicieli, gdy ewidentnie było widać, że zwierze nie jest bez opieki i nie wykazuje oznak zdziczenia. Jak czytamy w serwisie, myśliwi strzelają do zwierząt w obecności dzieci, oddają strzały gdy w pobliżu znajdują się osoby postronne. Zdarzają się też przypadki strzelania do zwierząt w środku wsi. Niektórzy z internautów, którzy odwiedzili witrynę, mówią o sytuacjach, gdy myśliwy zabijał zwierzę znajdujące się na prywatnym terenie swojego właściciela. Często też można dowiedzieć się o zacieraniu śladów i usuwaniu dowodów przez myśliwych tak, by zrzucić z siebie winę czy przekonać, że zabicie zwierzęcia odbyło się zgodnie z prawem.

Sami przedstawiciele kół łowieckich mówią, że za zdziczałego psa można uznać takiego, który jest bez obroży, ma brudną, zaniedbaną, zmierzwioną sierść oraz poluje na dziką zwierzynę.

Założyciele strony ZabiliMiPsa.pl domagają się zmian w odpowiednich ustawach, wyraźnego oznakowania tablicami ostrzegawczymi terenów łowieckich, sprecyzowania określenia "zdziczały pies" i "zdziczały kot" oraz ograniczenia prawa do strzelania do zdziczałych psów i kotów do pewnych osób oraz zezwalania tylko na zorganizowane odstrzały. Nie wiadomo, jak duże szanse powodzenia ma inicjatywa. Poseł Grzegorz Dolniak (PO), wiceprzewodniczący komisji spraw wewnętrznych, mówi, że woli apelować do myśliwych o wrażliwość.

Inicjatywa powstania witryny wyszła od właścicieli białego samojeda Floriana, który pod koniec stycznia bieżącego roku został zabity przez myśliwego podczas spaceru ze swoim właścicielem i grupą jego znajomych.

Podobne sprawy często są umarzane. W przypadku Floriana policja uwierzyła, że strzelił on trzykrotnie do psa, gdyż ten gonił kozła. Słowo właściciela, który zaprzeczył, by widział dzikie zwierzę, nie wystarczyło.

Na stronie ZabiliMiPsa.pl bardzo szybko zabrakło miejsca na wpisy internautów. Dlatego też dyskusje przeniesiono na www.forum.stopodstrzalom.pl.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już postanowiłem, że jeżeli ktoś będzie próbował strzelać do mojego psa, to zostanie inwalidą do końca życia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niech jeszcze dadzą ludziom broń i będzie niekontrolowana redukcja ludności. Facet chce apelować… niech sobie w d*** wsadzi ten apel.

Gdyby myśliwy zabił mi jakiekolwiek zwierzę, to Ja bym go tak potraktował że nikogo już by nie mógł skrzywdzić... ani sam się podetrzeć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już postanowiłem, że jeżeli ktoś będzie próbował strzelać do mojego psa, to zostanie inwalidą do końca życia.

 

Dokładnie tak. Najpierw użyłbyś swojego laserowego wzroku, żeby stopić mu lufę. Potem ogłuszysz go ultradźwiękiem ze swoich atomowych płuc, i wykorzystasz ten czas to przebiegnięcia 100 metrów w 3,2 sekundy, żeby oszołomionego znokautować jednym strzałem.

 

Prawda jest taka, że albo by Ciebie facet postrzelił w obronie własnej, albo jakimś cudem by Ci się udało wygrać z kulą i byś trafił do pierdla za napaść i ew. spowodowanie kalectwa.

 

Świetny plan :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasami lepiej zebrać na siebie odpowiedzialność, ale postąpić z honorem. Może jak okaleczą kilku myśliwych, to następni zaczną się zastanawiać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasami lepiej zebrać na siebie odpowiedzialność, ale postąpić z honorem. Może jak okaleczą kilku myśliwych, to następni zaczną się zastanawiać.

 

Czasem lepiej używać głowy, niż testosteronu. Jak się zadzwoni do koła łowieckiego, a potem na policję, to takiemu myśliwemu grozi grzywna i strata licencji łowieckiej. W skrajnych przypadkach gorzej.

 

Jeśli uważasz okaleczenie człowieka za honorowe, i to w obronie psa, to gratuluję. Może jak Ciebie i Twoich znajomych okaleczą myśliwi z bronią i powiedzą, że wbiegliście na linie strzału - to może wtedy Ty się chwilę zastanowisz. Druga sprawa - honor jest dla ludzi; nie ma działać jak więzienie, tylko jako pomoc. Jakoś nie widzę użytku z takiego "honoru".

Share this post


Link to post
Share on other sites

@WhizzKid:  nie zgodzę się z Tobą. Pogrożenie paluszkiem za zabicie psa to zbyt niska kara.

Ponadto z większości opisów wynika, że myśliwi to tchórze, którzy potrafią tylko z ukrycia strzelać do zwierząt. Przed właścicielami zabitych psów najczęściej uciekają.

Ponadto nie zgadzam się z Twoją interpretacją obrony koniecznej. Jeśli spotykam w lesie obcego człowieka z bronią, który oddaje strzały w moim kierunku lub w pobliżu mnie i mojej rodziny, to mam wszelkie podstawy przypuszczać, że jego celem jest zamordowanie mnie. Mam prawo się bronić wszelkimi możliwymi metodami. Uczciwy człowiek nie włóczy się po lesie z bronią i nie strzela, gdy w pobliżu są ludzie.

 

Zauważ też, że myśliwi dają sobie prawo do strzelania do psów, które całymi rodzinami są na spacerze, a jednocześnie uważają, że mogą ze swoimi psami wychodzić do lasu, spuszczać je ze smyczy i szczuć na zwierzynę. Innymi słowy - jest to stawiająca się ponad prawem klika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@WhizzKid:  nie zgodzę się z Tobą. Pogrożenie paluszkiem za zabicie psa to zbyt niska kara.

Ponadto z większości opisów wynika, że myśliwi to tchórze, którzy potrafią tylko z ukrycia strzelać do zwierząt. Przed właścicielami zabitych psów najczęściej uciekają.

Ponadto nie zgadzam się z Twoją interpretacją obrony koniecznej. Jeśli spotykam w lesie obcego człowieka z bronią, który oddaje strzały w moim kierunku lub w pobliżu mnie i mojej rodziny, to mam wszelkie podstawy przypuszczać, że jego celem jest zamordowanie mnie. Mam prawo się bronić wszelkimi możliwymi metodami. Uczciwy człowiek nie włóczy się po lesie z bronią i nie strzela, gdy w pobliżu są ludzie.

 

Zauważ też, że myśliwi dają sobie prawo do strzelania do psów, które całymi rodzinami są na spacerze, a jednocześnie uważają, że mogą ze swoimi psami wychodzić do lasu, spuszczać je ze smyczy i szczuć na zwierzynę. Innymi słowy - jest to stawiająca się ponad prawem klika.

 

Ależ ja z tym nie polemizuję. Mój wujek miał problem z takim myśliwym - ale interwencja słowna gdzie trzeba załatwiła ten problem już kilak lat temu, i ludzie u niego na wsi już się o psy tak martwić nie muszą. Fakt - stracić psa, to coś innego. Ja natomiast, drogi Mariuszu, atakuję coś innego: ludzie powyżej grożą okaleczeniem człowieka. Jak sądzisz, jakie ktokolwiek z nich ma szanse na dobiegnięcie do takiego uzbrojonego i ukrytego myśliwego? No nawet jeśli myśliwy się zawaha, to takiemu delikwentowi to na darmo nie ujdzie. Uważasz, że warto ryzykować swoje życie i wolność w takim przypadku? Bo ja nie.

 

A jak takiemu myśliwemu w pobliżu coś się stanie, to na kogo będzie? Na tych gadających, że by takiego myśliwego okaczyli w obronie psa, prawda? Zdrowy rozsądek - broń każdego superbohatera.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozumiem kwestie obrony własnej, ale oko za oko nie rozwiąże sprawy. Trzeba zmienić prawo, ewentualnie dobrze egzekwować obecnie panujące.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli ktoś strzela w lesie czy na łące do zwierzęcia, które znajduje się pod moją opieką i jest w odległości kilkunastu czy kilkudziesięciu metrów ode mnie, mam wszelkie podstawy domniemywać, że za chwilę może strzelić do mnie. Mam prawo się bronić.

 

A co do polskiego prawa, to jest ono durne. Zawsze staje po stronie napastnika.

Prosty przykład:

- ktoś, kto lubuje się w "rozrywce" polegającej na strzelaniu do zwierząt w 99% przypadków otrzyma pozwolenie na broń,

- osoba, która chce bronić swojej rodziny w 99% przypadków nie otrzyma pozwolenia na broń.

 

Wniosek: polskie prawo przedkłada "rozrywkę" nad prawo do obrony życia i zdrowia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli ktoś strzela w lesie czy na łące do zwierzęcia, które znajduje się pod moją opieką i jest w odległości kilkunastu czy kilkudziesięciu metrów ode mnie, mam wszelkie podstawy domniemywać, że za chwilę może strzelić do mnie. Mam prawo się bronić.

 

A co do polskiego prawa, to jest ono durne. Zawsze staje po stronie napastnika.

Prosty przykład:

- ktoś, kto lubuje się w "rozrywce" polegającej na strzelaniu do zwierząt w 99% przypadków otrzyma pozwolenie na broń,

- osoba, która chce bronić swojej rodziny w 99% przypadków nie otrzyma pozwolenia na broń.

 

Wniosek: polskie prawo przedkłada "rozrywkę" nad prawo do obrony życia i zdrowia.

 

To prawda, ale jako że nie jesteś Jetem Lee, natenczas nie wygrasz z lufą wycelowaną w Twoją stronę. Sugeruję inicjatywę ustawodawczą :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale dlaczego oko za oko nie rozwiąże sprawy? Przecież tak jak ktoś wyżej napisał - jak paru myśliwych ucierpi, to zaczną się zastanawiać..

 

Ja osobiście chodzę z co najmniej jednym nożem (z reguły z trzema) oraz z gazem. Wystarczy że na spokojnie podejdę do takiego myśliwego (przecież mogę chcieć wyjaśnić kwestię zastrzelenia mojego zwierzęcia) i ich użyję. Z bliska nie będzie miał czasu na użycie broni. A kto w lesie wezwie policję? Zresztą nawet jeśli wezwie, to zanim przyjadą.. Spacerem zdąży się dojść do domu..

 

Co do zmiany ustawodawstwa, to też popieram jak najbardziej. Powinno zostać znacznie ograniczone strzelanie do zdziczałych zwierząt. Choćby wysoką grzywną lub możliwością kary pozbawienia wolności (nawet niech to będzie 1-3 lata - grunt że w papierach zostanie nawet jeśli będzie w zawieszeniu) za 'niezauważenie przypadkiem' że właściciel był w pobliżu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale dlaczego oko za oko nie rozwiąże sprawy? Przecież tak jak ktoś wyżej napisał - jak paru myśliwych ucierpi, to zaczną się zastanawiać..

 

Ja osobiście chodzę z co najmniej jednym nożem (z reguły z trzema) oraz z gazem. Wystarczy że na spokojnie podejdę do takiego myśliwego (przecież mogę chcieć wyjaśnić kwestię zastrzelenia mojego zwierzęcia) i ich użyję. Z bliska nie będzie miał czasu na użycie broni. A kto w lesie wezwie policję? Zresztą nawet jeśli wezwie, to zanim przyjadą.. Spacerem zdąży się dojść do domu..

 

Co do zmiany ustawodawstwa, to też popieram jak najbardziej. Powinno zostać znacznie ograniczone strzelanie do zdziczałych zwierząt. Choćby wysoką grzywną lub możliwością kary pozbawienia wolności (nawet niech to będzie 1-3 lata - grunt że w papierach zostanie nawet jeśli będzie w zawieszeniu) za 'niezauważenie przypadkiem' że właściciel był w pobliżu.

 

Brawo, zróbmy jeszcze książkę pt. "Zrób to sam: zabicie myśliwego"... Ja jako myśliwy bym nikomu nie dał podejść. A jak takiemu coś się stanie, to pewnie zaostrzą przepisy dotyczące podchodzenia do myśliwych. A nawet jeśli nie, to i tak pewnie za napaść pójdziesz do pierdla, nawet jak stamtąd odejdziesz. Ech, w ogóle o czym tutaj rozmawiamy... Kupcie sobie nowego psa i tyle zamiast gadać o partyzantce jak nastolatki z podwyższonym libido...

 

Takie pomysły na dobre nie wychodzą. A Ty się właśnie przyznałeś do chodzenia z trzema nożami. Jest coś takiego jak przeświadczenie sądu - np. że jeśli dana osoba chodzi z trzema nożami, to nie dla obrony własnej, ale na ogół jest bandytą. Jeśli będzie Twoje słowo przeciw słowu myśliwego (który powie, że poszczułeś go psem), to przegrasz na 100%. Gwarantuję Ci to. Odradzam takie podejście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

  Widzę, że o myśliwych i prawie łowieckim wiecie nic, albo bardzo mało. Macie też dużo racji. Ale prawo jasno mówi, że ŻADEN pies nie może znaleźć się gdziekolwiek bez smyczy. TYM BARDZIEJ w lesie czy na łące. Nie wierze, że jakikolwiek myśliwy zastrzelił psa, który był na smyczy.

  Zresztą musi to zrobić 200 m od zabudowań i wtedy, gdy stwierdzi, że pies jest pozostawiony bez opieki (jak widać z tym jest różnie.

  A broń wcale nie jest dostać tak łatwo. Zresztą aktywnych myśliwych jest ciągle za mało. W tym momencie mamy wysokie stany zwierzyny, które powodują niemałe spustoszenie w lasach i na polach. Zachęcam do RZECZOWEJ dyskusji, a nie beznadziejnym odgrażaniu sie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

   Widzę, że o myśliwych i prawie łowieckim wiecie nic, albo bardzo mało. Macie też dużo racji. Ale prawo jasno mówi, że ŻADEN pies nie może znaleźć się gdziekolwiek bez smyczy. TYM BARDZIEJ w lesie czy na łące. Nie wierze, że jakikolwiek myśliwy zastrzelił psa, który był na smyczy.

   Zresztą musi to zrobić 200 m od zabudowań i wtedy, gdy stwierdzi, że pies jest pozostawiony bez opieki (jak widać z tym jest różnie.

   A broń wcale nie jest dostać tak łatwo. Zresztą aktywnych myśliwych jest ciągle za mało. W tym momencie mamy wysokie stany zwierzyny, które powodują niemałe spustoszenie w lasach i na polach. Zachęcam do RZECZOWEJ dyskusji, a nie beznadziejnym odgrażaniu sie.

Pies nie może być nigdzie bez smyczy? Że co?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dokładnie tak. Najpierw użyłbyś swojego laserowego wzroku, żeby stopić mu lufę. Potem ogłuszysz go ultradźwiękiem ze swoich atomowych płuc, i wykorzystasz ten czas to przebiegnięcia 100 metrów w 3,2 sekundy, żeby oszołomionego znokautować jednym strzałem.

 

Prawda jest taka, że albo by Ciebie facet postrzelił w obronie własnej, albo jakimś cudem by Ci się udało wygrać z kulą i byś trafił do pierdla za napaść i ew. spowodowanie kalectwa.

 

Świetny plan :-)

A czemu ma do mnie strzelać? Podszedłbym go równie podstępnie jak on mojego psa. Nie wiedziałby by nawet kiedy i już nigdy nie chwyciłby niczego w ręce, między innymi broni.

Oczywiście brzmi to po bandycku, ale jeżeli ktoś strzela do psa znajdującego się w bliskiej odległości mnie, mogę uznać, że próbuje mnie zabić. Stąd w ramach obrony własnej ogłuszyłbym delikwenta (oczywiście niechcący mógłby np złamać sobie kręgosłup upadając na pniak).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ehhh... najlepiej zróbcie obławę na myśliwych i pozabijajcie wszystkich na literę M ;)

Pójdziecie do pierdla i się bezpieczniej na ulicach zrobi przynajmniej. Ewentualnie się obudzicie z ręką w nocniku. W którym Ty wieku żyjesz i ile masz lat, żeby pisać takie bzdury ? Myślałem że z takiego zachowania wyrasta się w okolicach szkoły średniej. "Mordobicie jako forma zmiany rzeczywistości" - dobry temat na habilitację lekarza psychiatry. Pobij/zabij jakiegoś myśliwego, później myśliwi będą w ramach tej samej akcji "oko za oko" strzelać do ludzi w lesie i po wojnie domowej obudzimy się w epoce jaskiniowej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najlepiej chyba było by, gdyby tak jak ktoś wcześniej napisał - odstrzały były organizowane, a nie jak tylko się trafi okazja. Jeśli ktoś zauważyłby rzekomo zdziczałe zwierzę, to zgłaszałby to gdzieś, i dopiero wydawane by było stosowne zlecenie na odstrzał i upoważniana do tego konkretna osoba lub osoby.

 

A za niekontrolowane i nieuzasadnione odstrzały powinny być solidne kary - tak żeby każdy się 3 razy zastanowił zanim pociągnie za spust i zrujnuje swój budżet na jakiś czas..

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najlepiej chyba było by, gdyby tak jak ktoś wcześniej napisał - odstrzały były organizowane, a nie jak tylko się trafi okazja. Jeśli ktoś zauważyłby rzekomo zdziczałe zwierzę, to zgłaszałby to gdzieś, i dopiero wydawane by było stosowne zlecenie na odstrzał i upoważniana do tego konkretna osoba lub osoby.

 

A za niekontrolowane i nieuzasadnione odstrzały powinny być solidne kary - tak żeby każdy się 3 razy zastanowił zanim pociągnie za spust i zrujnuje swój budżet na jakiś czas..

 

Takie odstrzały są organizowane. Są na to sezony, konkretne koła zajmują się konkretnym regionem i gatunkiem. I na to są specjalne zezwolenia. Problem w tym, że to kuleje i taka samowola się czasem panoszy...

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie samowola tylko prawo. A po drugie pies w lesie nie może chodzić bez smyczy. Zresztą ile psów na wsi trzymanych jest pod nadzorem na podwórku? Ile razy widzieliście psy szwędające się gdzie popadnie? Widać to szczególnie w okresie cieczki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To ja proponuję taki przepis. Jeżeli pies chodzi bez smyczy i wykazuje cechy zdziczenia, niech można go zastrzelić. Jeżeli myśliwy szwęda się sam po lesie i wydaje się nam kretynem, miejmy prawo go zastrzelić. Dla mnie to by było fair.

 

I proszę, nie piszcie, że porównuje psa do człowieka - dla mnie ważniejsze jest życie mojego psa, niż jakiegoś idioty, który dla zabawy zabija zwierzęta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanawia mnie jakie obowiązki mają myśliwi odnośnie zabezpieczenia terenu łowieckiego. Szczególnie chodzi mi o sytuację gdy jestem w środku lasu i nagle okazuje się że znalazłem się w środku polowania. Czy teren polowań nie powinien być wyraźnie oznaczony?! (Tablice ostrzegawcza przy każdej drodze itp)

Często jeżdżę rowerem po lesie (także zimą) i już kilka razy trafiłem w obszar polowań.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ile się orientuję, to myśliwi nie mają żadnych obowiązków. Same przywileje: łatwo uzyskują pozwolenie na broń, mogą swoje psy spuszczać w lesie ze smyczy, mogą szczuć nimi zwierzynę, mogą wjeżdżać samochodami do lasu, mogą sobie strzelać w lesie, w którym znajdują się osoby postronne... a wszystko po to, by "chronić" uprawy przed nadmierną populacją zwierzyny płowej, którą wcześniej uchronili przed nadmierną populacją drapieżników.

Zapytajmy się inaczej: kto jest bardziej niezpieczny w lesie, zwierzę czy myśliwy? Ile osób zabili myśliwi, a ile zabiły zwierzęta?

Share this post


Link to post
Share on other sites

True, true..

 

 

thibris edit ;)

Mógłbyś napisać coś więcej ? Potakujące posty nie mają zbyt wielkiego sensu prawda ? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Psy spontanicznie przetwarzają liczby w wydzielonym obszarze mózgu, który blisko odpowiada obszarowi mózgu odpowiedzialnemu za przetwarzanie liczb u ludzi, wykazali naukowcy z Emory University. Nasze badania nie tylko wykazały, że do przetwarzania liczb psy wykorzystują te same obszary mózgu co ludzie, ale pokazały również, że nie muszą być w tym celu szkolone, mówi profesor Gregory Berns.
      Zrozumienie tego mechanizmu, zarówno u ludzi jak i u zwierząt, daje nam wgląd w ewolucje mózgu i jego obecne funkcjonowanie, dodaje współautorka badań, profesor Stella Lourenco. Jak zauważa uczona, dzięki takim badaniom możemy w przyszłości leczyć różne choroby nózgu czy udoskonalać systemy sztucznej inteligencji.
      Eksperyment polegał na obrazowaniu mózgu psów za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) podczas gdy zwierzętom wyświetlano na ekranie rożną liczbę kropek. Badania wykazały istnienie reakcji w korze ciemieniowo-skroniowej w odpowiedzi na zmieniającą się liczbę kropek. Kropki, niezależnie od ich liczby, miały zawsze taką samą powierzchnię, dzięki czemu wiadomo było, że mózg reaguje na zmiany liczby, a nie powierzchni.
      Mózg potrafi zgrubnie oszacować liczbę przedmiotów, dzięki czemu można np. ocenić liczbę zbliżających się drapieżników czy ilość jedzenia. Mamy dowody, że tego typu reakcja zachodzi już u ludzkich niemowląt. Teraz widzimy, że wykazują ją też psy i to w podobnym obszarze mózgu.
      Podstawowa umiejętność oceny liczby przedmiotów nie opiera się na myśleniu symbolicznym ani treningu i wydaje się powszechnie występować u zwierząt. Jednak dotychczas większość badań prowadzono na zwierzętach, które przed eksperymentami były intensywnie trenowane. Wiele takich badań prowadzono np. na małpach, ale nie było wiadomo, czy podobne zdolności wykazują inne zwierzęta poza naczelnymi nieczłowiekowatymi, gdyż małpy były wcześniej trenowane i nagradzane za wybranie obrazka z większą liczbą kropek. Podobne badania na psach wykazały, że i one potrafią odróżniać liczbę przedmiotów. Jednak również w tym wypadku psy były wcześniej trenowane.
      Berns to pomysłodawca Dog Project, w ramach którego badane są różne mechanizmy ewolucyjne u psów. To właśnie w ramach tego projektu przeprowadzono obecne badania. Pierwsze, podczas których kwestię odróżniania liczby przez psy postanowiono sprawdzić za pomocą rezonansu magnetycznego u zwierząt, których wcześniej nie uczono.
      W eksperymencie wzięło udział 11 psów różnych ras. Nauczono je jedynie wchodzenia do maszyny i pozostawania w niej bez ruchu. Następnie zwierzętom wyświetlano różną liczbę kropek. U 8 z 11 psów zauważono większą aktywność kory ciemieniowo-skroniowej w reakcji na zmieniającą się liczbę kropek.
      Odwołaliśmy się do źródła, obserwując bezpośrednio mózgi psów i sprawdzaliśmy, jak reagują neurony na zmiany liczby kropek. Pozwoliło nam to na wyeliminowanie słabości poprzednich badań behawioralnych nad psami i innymi zwierzętami, mówi główna autorka badań, Lauren Aulet.
      Psy i ludzi dzieli 80 milionów lat ewolucji. Badania te dowodzą, że zdolność do postrzegania liczb jest co najmniej tak stara, dodaje Berns. Jesteśmy zdolni do przeprowadzania skomplikowanych obliczeń właśnie dlatego, że posiadamy podstawową zdolność do postrzegania liczby. Zdolność, którą dzielimy z innymi zwierzętami. Chciałabym się dowiedzieć, jak wyewoluowaliśmy umiejętność przeprowadzania złożonych obliczeń i jak zdolność ta rozwija się u każdego z osobna, dodaje Aulet.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Posiadanie szczeniaka wiąże się nie tylko z przyjemnościami, ale i z pewnymi uciążliwościami. Młode psy często gryzą meble, są nieposłuszne, mogą być agresywne. Dlatego też wielu właścicieli bardzo szybko rozpoczyna ich tresurę. Autorzy najnowszych badań ostrzegają jednak, że nawet dość łagodne karanie psa – krzyk czy szarpanie smyczą – podczas takiego treningu może spowodować, że wyrośnie on na bardziej pesymistycznie nastawione zwierzę, niż gdy tresura oparta jest na nagrodach.
      Tresura oparta na karach może być skuteczna w krótkim terminie, jednak takie metody mają negatywne konsekwencje na przyszłość. Tak szkolone psy żyją w ciągłym stresie, mówi biolog ewolucyjny Marc Bekoff z University of Colorado w Boulder, który nie był zaangażowany w najnowsze badania.
      Już z wcześniejszych badań wiemy, że tresura oparta na karach i tresura oparta na nagrodach zdają egzamin, jednak tresura oparta o kary może nieść negatywne konsekwencje. Jednak badania takie były przeprowadzane na psach policyjnych i laboratoryjnych, a nie na domowych pupilach. Ponadto metodą karania było założenie obroży rażącej psa prądem. Obroże takie są zakazane w wielu krajach.
      Ana Catarina Vieira de Castro z Uniwersytetu w Porto postanowiła sprawdzić, jak na tresurę opartą o kary reagują psy domowe. W tym celu wzięła pod lupę 42 psy ze szkół tresury, w których stosowano nagrody oraz 50 psów, które przechodziły tresurę opartą o kary. W pierwszym przypadku psy zachęcano do odpowiedniego zachowania dając im przysmaki czy pozwalając się bawić, w drugim zaś przypadku zwierzęta karano krzykiem, szarpaniem smyczy, a uczenie np. siadania polegało na naciskaniu bioder.
      Badacze nagrywali zachowanie psów w czasie tresury i testowali ich ślinę przed i po sesji tresury pod kątem występowania w niej hormonu stresu, kortyzolu. Psy przechodzące tresurę polegającą na karaniu wykazywały więcej zachowań typowych dla stresu, takich jak oblizywanie pyska, ziewanie, odnotowano też u nich wyższy poziom kortyzolu po powrocie do domu. Psy, których trening polegał na nagrodach, nie wykazywały ani zmian zachowania, ani zmian poziomu kortyzolu.
      Uczeni postanowili sprawdzić, czy skutki tresury utrzymywały się dłużej. Sprawdzili więc, jak 79 z tych psów reagowało na nagrodę w postaci przysmaku. Najpierw nauczyli zwierzęta, by kojarzyły jedną stronę pokoju z przysmakiem. W tej części pokoju znajdowała się bowiem miska z nagrodą. W drugiej części miska była pusta.
      Po takim treningu umieszczali pustą miskę w różnych pozycjach pomiędzy obiema częściami i obserwowali, w jaki sposób psy do niej podchodziły. Psy nastawione optymistycznie szybko podbiegały do miski, wykazując przy tym radośc. Psi pesymiści podchodzili znacznie wolniej. Takie zachowanie wskazuje na występowanie u psów lęku separacyjnego i innych zaburzeń osobowości. Zaobserwowano, że im więcej treningu opartego na karze, tym silniejsze objawy takich zaburzeń.
      Autorzy badań podkreślają, że nie sprawdzali, która z metod treningowych przynosi lepsze wyniki. Jednak ich eksperyment wyraźnie pokazuje, że właściciele psów powinni unikać tresury awersyjnej, polegającej na karaniu zwierzęcia. Jeśli zdecydujemy się, by naszego psa tresował ktoś obcy, powinniśmy zatem najpierw wypytać go o stosowane metody i porozmawiać z osobami, których psy miały już do czynienia z tym treserem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy francuscy naukowcy zbadali kocią mumię z Muzeum Sztuk Pięknych w Rennes tomografem komputerowym, odkryli w środku aż 5 tylnych łap i 3 ogony. Oprócz tego skany pokazały, że w miejscu głowy znajduje się kula materiału, a czaszki, żeber i kręgów innych niż ogonowe nie ma wcale. Wygląda więc na to, że ok. 2,5 tys. lat temu starożytni mumifikatorzy umieścili w zawojach wybrane części ciała 3 osobników.
      Naukowcy nie są tym do końca zaskoczeni. Istnieją miliony zwierzęcych mumii, ale tylko niewielką ich część poddano badaniom obrazowym. [Kiedy już się to zrobi, okazuje się, że] niektóre są puste, inne zawierają tylko jedną kość, a niekiedy kot jest kompletny. Mumia z Rennes to jeden z wariantów - opowiada Théophane Nicolas z INRAP (Institut national de recherches archéologiques préventives) i dodaje, że w przypadku mumii z Rennes kości uległy rozkładowi. Znajdowały się w nich również otwory wydrążone przez owady.
      Niektórzy uważają, że mamy do czynienia z oszustwem, dokonanym przez pozbawionych skrupułów kapłanów, my dla odmiany sądzimy, że istnieją niezliczone sposoby wykonywania zwierzęcych mumii.
      Zwierzęce mumie były zazwyczaj wykorzystywane do składania ofiar; zgodnie z wierzeniami, koty były np. wcieleniem bogini Bastet. Często chowano je też ze zmarłymi właścicielami.
      Ponieważ powstał cały przemysł mumifikacji zwierząt na ofiary, a pokaźniejsze mumie były droższe, dla zarobku wykonywano mumie większe od samych zwierząt. Czasem w środku nie było zaś wcale szczątków, bo te podmieniano np. na skórę i żwir.
      Z naukowcami z INRAP współpracowali specjaliści z Narodowego Instytutu Nauk Komputerowych i Układów Losowych (IRISA), Narodowego Instytutu Nauk Cyfrowych (Inria), a także przedstawiciele samego Muzeum oraz 3 firm: Imaget, BCRX oraz CAD'Indus. Dzięki temu powstały cyfrowe modele mumii, a także narzędzia do wizualizacji oraz interakcji w rzeczywistościach wirtualnej i rozszerzonej.
      Wydrukowano przezroczystą rzeczywistych rozmiarów replikę mumii z Rennes. W środku znajdują się niebieskie kości i żółta kula tkaniny, od razu więc widać, na co naukowcy natknęli się podczas skanowania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rosyjscy naukowcy jako pierwsi wszczepili kotu po operacji kostniakomięsaka unikatowy implant hybrydowy, który zastępuje usunięty fragment kości. Testy przeprowadzono w klinice weterynaryjnej Biocontrol. Implant sprawuje się ponoć dobrze, a czworonożny pacjent szybko dochodzi do siebie.
      Młodzi specjaliści z firmy Biomimetix, utworzonej przez Narodowy Badawczy Uniwersytet Techniczny MISiS w Moskwie, pracują nad biokompatybilnymi implantami kostnymi bazującymi na dyneemie (polietylenie o ultradużej masie cząsteczkowej, UHMWPE od ang. Ultra high molecular weight polyethylene).
      Rdzeń implantu dla kota wyprodukowano właśnie z porowatego UHMWPE, a szkielet wydrukowano za pomocą drukarki 3D ze stopu tytanu. Taka struktura imituje budowę prawdziwej kości (dyneema odpowiada tkance beleczkowej, a tytan warstwie korowej).
      Na przełomie marca/kwietnia br. implant wszczepiono kotu domowemu o imieniu Lapunya. Zwierzęciu usunięto 6-cm fragment kości uszkodzony przez kostniakomięsaka.
      Specjaliści z firmy Biomimetix wyprodukowali implant, a ich koledzy z Laboratorium Komórkowych Systemów Immunologicznych wprowadzili do niego komórki wyekstrahowane ze szpiku kostnego. Operację przeprowadzono w klinice Biocontrol.
      Nasz implant niemal w 100% odpowiada zwykłej kości. To zaś oznacza, że nie będzie stwarzał nadmiernego obciążenia, dzięki czemu kość w miejscu przyczepu nie stanie się łamliwa, tak jak ma to często miejsce w przypadku implantów metalowych. Poza tym polimerowa powierzchnia implantu świetnie się nadaje do zaszczepienia własnymi komórkami pacjenta, a to znacząco przyspiesza gojenie. Jest to szczególnie ważne, zważywszy, że zwierzętom nie da się wytłumaczyć, że w czasie rekonwalescencji kończynę trzeba oszczędzać - podkreśla Fiodor Senatow.
      Obserwacje z lipca pokazują, że implant sprawuje się dobrze, a kot może normalnie chodzić. Wykorzystanie implantów hybrydowych wydaje się więc świetną alternatywą dla tradycyjnego radykalnego leczenia - amputacji - oraz implantów metalowych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańska FDA (Food and Drug Administration) wydała oficjalny komunikat, ostrzegając, że ksylitol – popularny zastępnik cukru – może być śmiertelnie niebezpieczny dla psów. FDA od lat otrzymuje sygnały o zatruciach wśród psów, które spożyły ksylitol.
      Do wielu przypadków zatruć doszło, gdy pies zjadł gumę bezcukrową. Jednak, jak zauważa FDA, ksylitol znajduję się w wielu produktach spożywczych, takich jak ciastka, lody, gotowe dania, niektóre masła orzechowe czy pasta do zębów.
      Gdy pies zje ksylitol, substancja jest bardzo szybko absorbowana do krwioobiegu powodując gwałtowne uwalnianie insuliny. Jej ilość może być tak duża, że dochodzi do hipoglikemii i zgonu. Dla ludzi ksylitol jest bezpieczny, gdyż w naszych organizmach nie powoduje uwalniania insuliny.
      Objawy zatrucia ksylitolem pojawiają się u psów w ciągu 15–30 minut od spożycia. Są wśród nich wymioty, osłabienie, problemy z utrzymaniem się na łapach, drgawki i śpiączka. Śmierć może nadejść w ciągu godziny.
      FDA ostrzega, że jeśli dajemy psu produkty przeznaczone dla człowieka, powinniśmy upewnić się, że nie zawierają one ksylitolu. Szczególnie dotyczy to produktów reklamowanych jako bezcukrowe lub z niską zawartością cukru. To samo dotyczy innych produktów, jakich jak np. pasta do zębów, których pies może spróbować.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...