Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Dotychczasowi zwolennicy prezydenta-elekta Baracka Obamy z pewnością nie będą zadowoleni z jego ostatnich decyzji. Obamę otwarcie popierał profesor Larry Lessig, gwiazda ruchu "wolnej kultury", czy też amerykańska Partia Piratów. Przyszły prezydent zawiódł ich oczekiwania.

Thomas Perrelli, jeden z najważniejszych prawników RIAA, został właśnie powołany do Departamentu Sprawiedliwości, gdzie obejmie trzecie co do znaczenia stanowisko. Do obowiązków Perrellego będzie należał nadzór nad wydziałami zajmującymi się prawami obywatelskimi, antytrustowymi i prawem cywilnym. To jednak nie koniec. Wiceprokuratorem generalnym, czyli drugą najważniejszą osobą w Departamencie, będzie David Ogden, prawnik, który skutecznie bronił ustawy Copyright Term Extension Act, przed obaleniem jej przez Lessiga i jego zwolenników. Ogden bronił też przepisów kontrowersyjnej ustawy COPA (Child Online Protection Act), którą przez dziesięć lat bezskutecznie próbowała obalić organizacja American Civil Liberties Union.

Specjaliści zwracają uwagę, że decyzje Obamy nie powinny dziwić. Czym innym jest bowiem wyborcza retoryka, a czym innym konkretne działania. Zwolennicy ograniczenia bądź zniesienia praw autorskich powinni przecież zwrócić uwagę na fakt, że Obama wybrał na wiceprezydenta Joe Bidena, zwolennika zdecydowanego zwalczania piractwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proponuję nie mieszać piractwa z "wolną kulturą", która kojarzy się raczej z wolnym oprogramowaniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No straszne - partia złodziei cudzych utworów/wytworów poczuła się zawiedziona. Skandal !

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proponuję nie mieszać piractwa z "wolną kulturą", która kojarzy się raczej z wolnym oprogramowaniem.

 

Pan Lessig to ikona "wolnej kultury", a z jego dzieł jasno wynika, że jest zwolennikiem piractwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No straszne - partia złodziei cudzych utworów/wytworów poczuła się zawiedziona. Skandal !

 

To nie jest takie proste. Prawo nie nadąża za technologią, a wytwórnie filmowe i fonograficzne rozważają nowe modele dystrybucji. Aktualne prawo autorskie, które miało chronić artystów,  obraca się przeciwko nim samym. Dochodzi do paradoksow takich jak pozywanie niezyjacych staruszek za sciaganie nielegalne rapu, czy tez pozywanie na YouTube jakiejs mamuski za to ze umiescila filmik z 3 letnim dzieciakiem ktory tanczy do muzyki Prince. Wierz mi nie tylko "partia złodziei" jest zawiedziona.

 

Ile rodzajow rytmow bitowych czy prostych linii melodycznych mozna wymyslec? Aktualnie istnieja bazy danych takich prostych rytmow, melodyjek, samplow itp do ktorych ktos ma prawa autorskie. Istnieja firmy ktore stale analizuja nowe utwory pod wzgledem lamania praw.

 

Aktualnie niemozliwe, nieoplacalne jest legalne stworzenie utworu ktory np : sklada sie z miksu innych znanych utworow. Tworzac rap narazasz sie na to, ze wykorzystujesz fragment rytmu ktory juz ktos zrobil. Istnieja genialne kompilacje muzyczne ktore nigdy nie ujrza swiatla dziennego, bo ktos sie w nich dopatrzyl lamania praw. Na szczescie jest internet gdzie mozesz wystawic takiego hita, niestety jego autor nie moze na nim legalnie zarabiac.

 

Dla chcacych wiedziec wiecej polecam film :

Good copy Bad copy :

http://www.goodcopybadcopy.net

 

O lamaniu praw autorskich na moim softwarowym podworku juz nie bede pisal, bo to zupelnie inna historia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ależ zdaję sobie sprawę że nie jest to takie proste. Mało spraw dzieje się tylko w jednej płaszczyźnie i można je określić jako czarne lub białe. Sample samplami, linie melodyczne liniami... Ale piractwo to zawoalowana kradzież i tyle. Jasne, że zdarzają się absurdy w egzekwowaniu tych praw - tylko gdzie się nie zdarzają ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Thibrisie, a czytałeś postulaty tej Partii Piratów? Bo ja bym to zrobił zanim nazwałbym ją "partią złodziei". ZolV zwrócił uwagę na kilka problemów i z tego co wiem, takimi właśnie problemami tego typu partię się zajmują. Sprzeciwiają się także delegalizacji sieci p2p.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Thibrisie, a czytałeś postulaty tej Partii Piratów? Bo ja bym to zrobił zanim nazwałbym ją "partią złodziei". ZolV zwrócił uwagę na kilka problemów i z tego co wiem, takimi właśnie problemami tego typu partię się zajmują. Sprzeciwiają się także delegalizacji sieci p2p.

 

Tylko, że te tzw. partie piratów, to nie są żadne partie, a tylko i wyłącznie grupy lobbingowe. Ich celem jest zmiana konkretnych rozwiązań prawnych. Czyli niczym się nie różnią od lobbystów krążących po parlamentach całego świata, którzy też próbują załatwić swoim patronom korzystne dla nich rozwiązania prawne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Thibrisie, a czytałeś postulaty tej Partii Piratów? Bo ja bym to zrobił zanim nazwałbym ją "partią złodziei". ZolV zwrócił uwagę na kilka problemów i z tego co wiem, takimi właśnie problemami tego typu partię się zajmują. Sprzeciwiają się także delegalizacji sieci p2p.

Więc mówmy na nich "partie zwolenników wolnego oprogramowania", bądź coś w ten deseń. Jeśli jakaś grupa ludzi nazwie się partią pedofili, to nic dziwnego, że ludzie będą podejrzewać ich o to że są pedofilami. Piraci w zestawieniu do "rynku zero-jedynkowego" mają pełne prawo kojarzyć się ze złodziejstwem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli partia nadała sobie taką, a nie inną nazwę, to można, a nawet należałoby ją nazywać używając tej nazwy. Prawo i Sprawiedliwość też ma swoją nazwę i niestety czasem trzeba jej używać :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko skoro wiadomo że nie chodzi o piratów z Karaibów czy innej Somalii, a o piratów komputerowych, to inne słowa niż złodziejstwo nie przychodzą mi do głowy :) Swoją drogą PiS można rozwijać różnie, zależy z jaką odnogą tej partii się spotkało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że nie wolno nakładać na serwisy społecznościowe obowiązku filtrowania ruchu wszystkich użytkowników w celu zwalczania piractwa. Wyrok to wynik sporu pomiędzy serwisem społecznościowym Netlog, a organizacja SABAM, która w imieniu twórców muzyki pobiera tantiemy.
      Netlog NV prowadzi serwis społecznościowym, w którym każdy może w swoim profilu umieścić, między innymi, klipy wideo. Jako, że profile są widoczne dla każdego, wszyscy mają też dostęp do umieszczonych tam plików. Użytkownicy umieszczają zatem, bez zgody SABAM i bez opłacania tantiem, dzieła, nad którymi SABAM sprawuje kontrolę.
      W 2009 roku organizacja zwróciła się do belgijskiego sądu z wnioskiem, by ten nakazał Netlog NV uniemożliwienie użytkownikom nielegalnego umieszczania plików z portfolio SABAM. Sąd uznał jednak, że nie jest w stanie rozstrzygnąć tej kwestii i zwrócił się z do Trybunału Sprawiedliwości.
      Właściciel serwisu społecznościowego nie może zostać zobligowany do stosowania ogólnego systemu filtrującego, który dotyczyłby wszystkich użytkowników, po to, by zapobiegać nielegalnemu użyciu dzieł muzycznych i audiowizualnych. Taki system musiałby nie mieć ograniczeń czasowych, musiałby zapobiegać także przyszłym naruszeniom oraz musiałby chronić nie tylko dzieła już istniejące, ale również dzieła, które w momencie instalowania systemu jeszcze nie powstały. To oznacza, że nałożenie takiego obowiązku stanowiłoby poważne naruszenie prawa Netloga do swobodnego prowadzenia biznesu, jako że oznaczałoby zmuszenie firmy do zainstalowania na swój koszt skomplikowanego, drogiego i stale działającego systemu komputerowego - orzekł sąd. Trybunał dodał również, że uruchomienie filtra analizującego i przetwarzającego informacje użytkowników mogłoby być naruszeniem ich prawa do prywatności oraz skutkować zablokowaniem legalnej zawartości. Zaznaczono, że prawodawcy i sądy poszczególnych krajów muszą znaleźć równowagę pomiędzy ochroną własności intelektualnej a podstawowymi prawami człowieka.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Teoria jakoby Megaupload został zamknięty, gdyż jego właściciel planował uruchomienie serwisu MegaBox, pozwalającemu twórcom na publikowanie muzyki w sieci z pominięciem studiów nagraniowych, nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Okazuje się bowiem, że do zamknięcia serwisu w głównej mierze przyczyniło się MPAA, czyli stowarzyszenie przemysłu filmowego.
      Gdy FBI rozpoczęło śledztwo przeciwko Megaupload, serwis jeszcze nie planował uruchomienia MegaBoksa. Ponadto bardziej przeszkadzał on przemysłowi filmowemu, a nie muzycznemu. Jak oświadczył wiceprezes MPAA ds. ochrony treści, Kevin Suh, Megaupload był „na samym szczycie pirackiej piramidy“. Z nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie MPAA dostarczyło mocnych, przekonujących dowodów, na podstawie których sąd zdecydował o aresztowaniach i zamknięciu serwisu.
      Neil MacBride, prokurator, który podpisał się pod wnioskiem do sądu, odmówił ujawnienia, co spowodowało, że przeciwko Megaupload wszczęto śledztwo. Jednak jego biuro wydało oświadczenie opisujące sposób działania Departamentu Sprawiedliwości. Ogólnie rzecz biorąc rząd USA otrzymuje informacje o przestępstwach z bardzo różnych źródeł, w tym od ofiar przestępstw. Śledztwo wszczynane jest w każdej sprawie, w której zostaną dostarczone znaczące i konkretne dowody działań przestępczych. Przestępstwa przeciwko własności intelektualnej nie są tu wyjątkiem.
      Dowody przeciwko Megaupload pochodziły z wielu źródeł, ale żadne z nich nie dostarczyło tak dużej ilości tak przekonujących materiałów co MPAA. Za tezą wskazującą na MPAA świadczy też fakt, że, jak informuje MacBride, śledztwo zostało wszczęte przez FBI w marcu 2010 roku. Źródła z przemysłu filmowego twierdzą, że w tym samym czasie MPAA złożyło wniosek o ściganie Megaupload i Kima Dotcoma. Wtedy to dostarczono FBI dużo mocnych dowodów przeciwko serwisowi. Nie ograniczały się one tylko do informacji na temat pirackich kopii filmów, ale również zawierały dane na temat osób zaangażowanych w działalność Megaupload oraz prowadzonych przez serwis transakcji finansowych. RIAA, stowarzyszenie przemysłu muzycznego, również przekazało FBI dowody, jednak były one dość słabe. Zawierały praktycznie tylko spis utworów chronionych prawami autorskimi, które znajdowały się na serwerach Megaupload.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rada Unii Europejskiej wydłużyła okres obowiązywania praw autorskich do utworów muzycznych z 50 do 70 lat. Ta decyzja oznacza zwycięstwo Cliffa Richarda, który rozpoczął kampanię na rzecz takiej właśnie zmiany prawa. Jej krytycy twierdzą, że zyskają na tym tylko wytwórnie oraz największe gwiazdy muzyki. Większość artystów i tak tego nie odczuje.
      Przy obowiązywaniu 50-letniego okresu ochronnego już wkrótce wygasłyby prawa chroniące utwory największych gwiazd muzyki rozrywkowej, takich jak The Beatles, The Rolling Stones czy The Who. To oznaczałoby, że każdy zyskałby prawo do kopiowania i sprzedaży nagrań, a wytwórnie i sami artyści nie otrzymaliby tantiem.
      Z decyzji Rady UE jest zadowolony Mick Jagger. Przemysł nagraniowy nie jest taki, jaki był w przeszłości, więc obecnie nie zarabia się tyle co kiedyś. Tantiemy pozwolą zarabiać muzykom i ich rodzinom, które dziedziczą prawa do utworów - stwierdził muzyk.
      Z kolei Bjorn Ulvaeus z Abby cieszy się, że artyści zachowają kontrolę nad utworami. Nie chcę, by piosenki Abby zostały wykorzystane w reklamach telewizyjnych, a tysiące mniej znanych muzyków, którzy wzbogacają nasze życia i kulturę mogą otrzymać uczciwą zapłatę za swoją pracę.
      Rada Europy, ogłaszając swoją decyzję stwierdziła, że artyści przeważnie zaczynają kariery bardzo młodo, więc 50-letni okres obowiązywania praw autorskich nie chroni ich twórczości przez całe życie. Dlatego też niektórzy artyści pod koniec życia nie mają żadnych dochodów - stwierdzono.
      Nowe przepisy przewidują też, że artyści będą otrzymywali od wytwórni więcej pieniędzy, w tym zdecydowano o utworzeniu specjalnego funduszu opłacanego przez wytwórnie. Środki te zostaną przeznaczone dla artystów, którzy wcześniej zrzekli się swoich praw. Przewidziano też, że po 50 latach artyści będą mogli renegocjować z wytwórnią warunki umowy.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Brytyjski rząd zrezygnuje z planu blokowania witryn zawierających pirackie treści. Takie działania były jednym z podstawowych założeń ustawy Digital Economy Act. Obawy co do blokowania wyrażali przede wszystkim dostawcy internetu, obawiając się, że właściciele praw autorskich będą zmuszali ich do zamykania niektórych witryn.
      W ubiegłym tygodniu Motion Pictures Association uzyskało przed sądem nakaz zablokowania przez British Telecom pirackiej witryny Newzbin2. Nakaz zdobyto bez powoływania się na nową ustawę, co dla jej krytyków stało się dowodem, iż nie jest ona potrzebna do skutecznej walki z piractwem.
      Do takiego poglądu najwyraźniej przychylił się też brytyjski rząd. Sekretarz ds. biznesu Vince Cable w rozmowie z dziennikarzami BBC powiedział, że sprawa Newzbin2 pokazała, że istnieją już prawne środki pozwalające na zwalczanie piractwa.
      Cable poinformował również, że rząd ma zamiar wprowadzić zmiany w prawie autorskim. Najbardziej znaczącą z nich będzie propozycja ustawowego zalegalizowania „zmiany formatu". Chodzi tutaj o zalegalizowanie ripowania płyt CD i DVD do dowolnego formatu na użytek osobisty. Mówimy o dużych zmianach. O przystosowaniu prawa do rzeczywistości tak, by uzyskać odpowiednią równowagę, która pozwoli konsumentom i biznesowi działać bardziej swobodnie, a jednocześnie by chronić twórców i ścigać piratów - powiedział Cable. Jego zdaniem zmiany w prawie będą miały wymierne korzyści szacowane na 8 miliardów funtów w przeciągu kilku najbliższych lat. Zdaniem profesora Iana Hargreavesa, na którego raporcie i zaleceniach będą opierały się zmiany legislacyjne, niemożność legalnego ripowania negatywnie wpływa na innowacyjność. Poluzowane zostaną też ograniczenia dotyczące wykorzystania cudzych treści na potrzeby parodii.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Belgijski Sąd Apelacyjny orzekł, że Google, umieszczając w Google news fragmenty tekstów oraz odnośniki do całości, łamie prawa autorskie belgijskich gazet. Google musi teraz usunąć ze swojego serwisu wszystkie artykuły i zdjęcia pochodzące z francusko- i niemieckojęzycznych gazet belgijskich. Jeśli koncern nie wykona wyroku, będzie musiał płacić grzywnę w wysokości 25 000 euro dziennie.
      To ostatni z serii wyroków, które zapadły od roku 2006, kiedy to grupa Copiepresse, działając w imieniu walońskich wydawców gazet, pozwała Google'a do sądu. Zdaniem Copiepresse Google powinien płacić wydawcom za umieszczanie w swoim serwisie fragmentów ich tekstów.
      W roku 2006 sąd pierwszej instancji nakazał Google'owi usunięcie ze swoich serwisów wszystkich spornych tekstów. Rok później wyrok został potwierdzony przez sąd wyższej instancji. Google odwołał się od wyroku i próbował dojść do porozumienia z wydawcami. Porozumienia nie zawarto, w związku z czym w 2007 roku teksty zostały usunięte z Google News. Niedługo potem Google ponownie zaczął dodawać do swojego serwisu sporne treści, twierdząc jednocześnie, że nie robi nic złego.
      Wyroki nie dotyczą flamandzkich gazet. Nie mają one nic przeciwko dodawaniu ich tekstów do Google News.
×
×
  • Create New...