Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Globalne ocieplenie mniej groźne?

Recommended Posts

Naukowcy z Cornell University przeprowadzili największe jak dotąd badania sadzy w gruncie i na ich podstawie stwierdzili, że większość modeli klimatycznych dotyczących globalnego ocieplenia daje fałszywy obraz. Ich zdaniem, groźba ocieplenia klimatu jest mniejsza, niż sądzimy.

Zespół pod kierunkiem biogeochemika profesora Johannesa Lehmanna zbadał poziom sadzy w gruncie w 452 obszarach dwóch australijskich sawann.

Obecnie uważa się, że wskutek ocieplania klimatu i związanego z tym ocieplania się gruntu, dochodzi do uwolnienia coraz większych ilości dwutlenku węgla z gruntu, co z kolei przyspiesza ocieplanie klimatu. W stosowanych modelach klimatycznych uwzględnia się węgiel uwalniany z gruntu, ale uzyskiwane wyniki znacznie się różnią, w zależności od tego, czy uwzględnimy w nich sadzę czy tez nie.

W gruncie znajduje się wiele różnych postaci węgla. Mamy węgiel organiczny, powstały wskutek rozkładu roślin oraz sadzę, która tworzy się przy spalaniu materii organicznej. O ile węgiel organiczny jest uwalniany do atmosfery w ciągu kilku lat, to sadza potrzebuje od 1000 do 2000 lat by zostać zamieniona w dwutlenek węgla.

Amerykanie zbadali rzeczywiste poziomy sadzy w australijskim gruncie, a następnie dane te wprowadzili do modeli klimatycznych. Okazało się wówczas, że rzeczywisty poziom emisji dwutlenku węgla z gruntu jest na przestrzeni 100 lat o około 20% niższy, niż dotychczas przypuszczano. Wyliczenia te są niezmiernie ważne, gdyż emisja dwutlenku z gruntu to największe źródło węgla w atmosferze. Jest ona 10-krotnie wyższa, niż cała emisja powodowana przez człowieka.

W przeprowadzonych badań wiemy, że zmiany klimatyczne są bardziej gwałtowne, niż wcześniej przypuszczano. Jednak ten jeden czynnik, stabilność sadzy w glebie, jeśli zostanie uwzględniony w modelach klimatycznych, nieco łagodzi dramatyczne przewidywania - mówi profesor Lehmann.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwne, może źle myślę, ale mnie wychodzi konkluzja wręcz przeciwna. Skoro emicja CO2 z gruntu jest mniejsza niż zakładano, to stanowi mniejszą procentowo przyczynę clobalnego ocieplenia. Czyli czynnik ludzki stanowi przyczynę istotniejszą niż zakładano. Ergo: Ocieplanie się jest zjawiskiem jeszcze mniej naturalnym, niż dotychczas sądzono, a przy tym składnik stały okazuje się mniejszy od dynamicznie rosnącego. Na zdrowy rozum zatem dynamika wzrostu jest większa niż wynikało z dotychczasowego modelu, co wróży źle.

Nie wiem, czy udało mi się to dostatecznie zrozumiale wyłożyć…

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwne, może źle myślę, ale mnie wychodzi konkluzja wręcz przeciwna.

 

nie doczyta do końca i się wypowiada... imao jesteś typowym ignorantem

 

"Wyliczenia te są niezmiernie ważne, gdyż emisja dwutlenku z gruntu to największe źródło węgla w atmosferze. Jest ona 10-krotnie wyższa, niż cała emisja powodowana przez człowieka."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie podważa to mojego wywodu.

Emisja CO2 ma określony poziom i dynamikę, odkrycie, że jedno jej źródło jest słabsze jej nie zmniejsza! Zmienia natomiast proporcje. Jeśli emisja z gruntu jest mniejsza o 20%, to już nie jest 10 razy większa od „ludzkiej”, tylko mniej (albo wg wcześniejszego modelu była większa niż dziesięciokrotność). Wracamy do tego, że emisja powodowana przez człowieka ma większe znaczenie w całości, niż myślano do tej pory. Wzrost emisji „ludzkiej” o x procent w nowym modelu jest zatem liczbowo większym wzrostem emisji, niż w starym modelu.

 

jesteś typowym ignorantem
A to faktycznie zbija moją argumentację, przekonałeś mnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jurgi bardzo dobrze kombinuje - mi wychodzi coś podobnego. Skoro węgiel z sadzy jest uwalniany wolniej niż dotychczas, to może to oznaczać, że inne źródła węgla w atmosferze na tyle je tym węglem nasycają, że na ten z sadzy jest już mniej miejsca. Oczywiście oboje się możemy mylić, co nie znaczy dirtymesucker`ze że jest to powód by kogoś nazywać ignorantem. Cicho pominę sprawę stwierdzenia kto doczytał do końca, a kto nie.

 

PS. co to jest "imao" ? :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie no wykładka na plecy totalna...

wniosek z artykułu jest taki, że gdyby człowiek przestał emitować co2 lub nawet zwiększył jego emisję np. dwukrotnie to i tak nic by się nie zmieniło. czaisz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie no wykładka na plecy totalna...

wniosek z artykułu jest taki, że gdyby człowiek przestał emitować co2 lub nawet zwiększył jego emisję np. dwukrotnie to i tak nic by się nie zmieniło. czaisz?

 

Nie, nie zaczaiłem - poleż jeszcze troszkę na plecach, pomantruj - samo przejdzie. To że Ty takie wnioski z artykuły wyniosłeś wcale nie oznacza, że masz absolutną rację. Swoją drogą Twe wnioski z ostatniego zdania IMHO sobie zaprzeczają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ehhh ja tu tylko czytam o coraz to mniejszym znaczeniu człowieka w przyrodzie ;], czym się tu przejmować jak tak czy inaczej, człowiek produkuje 10 razy mniej CO2 niż sama przyroda. A co do tych 20% to działa na naszą korzyść bo jeśli przyroda nie produkuje tych 20% to my możemy bezkarnie zwiększyć emisję o 20%, żeby czasem naukowcy nie musieli tworzyć nowych modeli klimatycznych. (-20%+20%=0 czyli entropia zachowana)  ;D :):D 

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie no wykładka na plecy totalna...

wniosek z artykułu jest taki, że gdyby człowiek przestał emitować co2 lub nawet zwiększył jego emisję np. dwukrotnie to i tak nic by się nie zmieniło. czaisz?

Nie. Wniosek artykułu jest taki, że

 

a) skoro poziom emisji jest znany, a jeden z czynników na niego się składający został przeszacowany, to musi istnieć inny czynnik którego niedoszacowano.

 

Jeden z autorów badań wyjaśniał

 

"It means that if we overestimated the soil response to warming then we must have underestimated something else dramatically because we have a net effect of faster global warming. That is really something to think about."

 

:D uwalnianie do atmosfery zawartego w glebie czarnego węgla to część dodatniego sprzężenia zwrotnego, zależnego od temperatury - jak najbardziej zależy więc od antropogenicznych emisji.

 

c) autorzy badali tylko australijskie sawanny, i przestrzegają przed ekstrapolowaniem wyników ich badań na skalę globalną.

 

Ehhh ja tu tylko czytam o coraz to mniejszym znaczeniu człowieka w przyrodzie ;], czym się tu przejmować jak tak czy inaczej, człowiek produkuje 10 razy mniej CO2 niż sama przyroda.

Po pierwsze, w skali czasowej krótszej niż geologiczna tylko człowiek _produkuje dodatkowy_ CO2 (spalając paliwa kopalne), natomiast przyroda cyklicznie _przetwarza stałą _ilość CO2.

 

A co do tych 20% to działa na naszą korzyść bo jeśli przyroda nie produkuje tych 20% to my możemy bezkarnie zwiększyć emisję o 20%

Jeśli nie produkuje w jednym miejscu, to musi produkować w innym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po pierwsze, w skali czasowej krótszej niż geologiczna tylko człowiek _produkuje dodatkowy_ CO2 (spalając paliwa kopalne), natomiast przyroda cyklicznie _przetwarza stałą _ilość CO2.

Dlaczego patrzysz tylko w takiej skali? Przecież CO2 "wytwarzany" przez człowieka w rzeczywistości tylko wraca do obiegu, z którego został tymczasowo wyłączony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie. Wniosek artykułu jest taki, że

 

a) skoro poziom emisji jest znany, a jeden z czynników na niego się składający został przeszacowany, to musi istnieć inny czynnik którego niedoszacowano.

[...]

Może całkowity poziom emicji był liczony na podstawie sum poszczególnych czynników, więc to by zaprzeczało Twojemu wnioskowi. Nie wiemy jak był liczony całkowity poziom emisji, więc nie możemy stwierdzić czy wnioskiem jest, że ludzie mają większy wpływ na poziom emisji C02 niż uważano.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego patrzysz tylko w takiej skali? Przecież CO2 "wytwarzany" przez człowieka w rzeczywistości tylko wraca do obiegu, z którego został tymczasowo wyłączony.

 

Tak, szczególnie ten z ropy i węgla.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego patrzysz tylko w takiej skali?

Patrzę w skali, jaka ma znaczenie dla naszej cywilizacji. Geologiczna nie ma ("kilkaset milionów lat temu stężenie ditlenku węgla było wielokrotnie wyższe niż obecnie"), podobnie jak nie ma kosmologiczna ("przez większość czasu istnienia wszechświata cięższe pierwiastki nie istniały!").

 

Może całkowity poziom emicji był liczony na podstawie sum poszczególnych czynników, więc to by zaprzeczało Twojemu wnioskowi.

Nie był.

 

Nie wiemy jak był liczony całkowity poziom emisji, więc nie możemy stwierdzić czy wnioskiem jest, że ludzie mają większy wpływ na poziom emisji C02 niż uważano.

_Ty_ nie wiesz jak był "liczony całkowity poziom emisji." _Ja_ to wiem - i Lehmann z kolegami też to wiedzą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrzę w skali, jaka ma znaczenie dla naszej cywilizacji. Geologiczna nie ma ("kilkaset milionów lat temu stężenie ditlenku węgla było wielokrotnie wyższe niż obecnie"), podobnie jak nie ma kosmologiczna ("przez większość czasu istnienia wszechświata cięższe pierwiastki nie istniały!").

Dobierasz fakty do własnych potrzeb, co jest mało naukowym podejściem. Tymczasem ludzie powinni patrzeć na cały ekosystem Ziemi, a nie tylko spoglądać maksymalnie na końcówkę własnego nosa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobierasz fakty do własnych potrzeb, co jest mało naukowym podejściem.

Dobieram fakty do opisu problemu, który to problem jest związany z potrzebami naszej cywilizacji.

 

Jeśli NASA odkryje asteroidę na kursie kolizyjnym z Ziemią, nie będziesz mówić, że nie ma się czym martwić, bo przecież w skali geologicznej takie kataklizmy są jak najbardziej "naturalne" i zdarzały się wielokrotnie.

 

Tymczasem ludzie powinni patrzeć na cały ekosystem Ziemi, a nie tylko spoglądać maksymalnie na końcówkę własnego nosa.

Do opisu całego ekosystemu Ziemi geologiczna skala czasu również się nie nadaje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wprost przeciwnie. Skala geologiczna pokazuje, że nawet sami ludzie(!) przeżywali w bardzo różnym klimacie. O ekosystemie nie wspomnę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wprost przeciwnie. Skala geologiczna pokazuje, że nawet sami ludzie(!) przeżywali w bardzo różnym klimacie. O ekosystemie nie wspomnę.

Możesz jakoś rozwinąć ten temat? I wyjaśnić, co rozumiesz przez pojęcia "skala geologiczna", "człowiek" i "ekosystem"? Bo ostatnio mówiliśmy o okresie dzielącym nas od sekwestracji i uformowania się złóż paliw kopalnych dziesiątki czy nawet setki milionów lat temu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po kolei: badania sięgające daleko w historię Ziemi są potrzebne, bo dostarczają nam szerszej wiedzy. Tyle, bez wielkiego wydziwiania. Natomiast historia samej ludzkości pokazała, że człowiek był jednak w stanie dostosować się do wielu zmian klimatu. Chociaż masz rację, napisałem niejasno ze skalą geologiczną, więc powiem inaczej: skala geologiczna pokazuje, że ziemski ekosystem radził sobie z ekstremalnymi zmianami klimatu, a niektóre ze zmian w historii Ziemi przeżyli także ludzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No przeżyć, to przeżyjemy, w tej całej panice biega o to, żeby przeżyć możliwie bez wstrząsów, bez kryzysu, itd. :D

 

Wywołałem widzę dość burzliwą dyskusję, więć trochę oleju na te wzburzone wody… Szkopuł tkwi w tym, jak sądzę, że wszelkie doniesienia prasowe o badaniach naukowych są z konieczności skrótowe i mogą być – poprzez brak wielu założeń, faktów i dowodów – mylące, albo wręcz jak tu, gdzie zaprezentowane suche wyniki zdają się przeczyć postawionej tezie.

 

Nie sądzę wszakże, żeby cytowani naukowcy byli idiotami, skoro coś-tam wnioskują, to prawdopodobnie mają ku temu podstawy. Do kompetentnej oceny musielibyśmy dysponować pełną dokumentacją badań (bo nawet oryginalny artykuł pewnie nie zawiera wszystkiego), oraz odpowiednią wiedzą… Niewielu z nas zapewne jest w stanie kompetentnie ocenić takie badania. My tu sobie dyskutujemy troszkę na takiej zasadzie, jak pan Janusz Korwim Mikke, który przy pomocy szklanki, kilku kostek lodu i czajnika z ciepłą wodą udowodnił niezbicie, że ocieplenie klimatu nie wywoła podniesienia się poziomu wód. :)

 

Tym niemniej miło w dobrym towarzystwie poćwiczyć rozumowanie na tych skromnych faktach, którymi dysponujemy. Bo swój wniosek (tylko na podstawie przedstawionych tu faktów, zaznaczam) podtrzymuję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ludzie chcą dojść do tego, czy oni sami powodują globalne ocieplenie, co nie ma większego znaczenia. wszystko wskazuje na to, że stosunkowo do planety w bardzo małym stopniu produkujemy co2, poza tym nie wiadomo nawet czy co2 jest główną przyczyną tego wszystkiego (tak naprawdę im więcej co2, tym lepiej).

globalne ocieplenie po prostu dzieje się. i nic ani nikt tego nie powstrzyma. ta planeta przeżyła już gorsze sytuacje, poradzi sobie i teraz. jaki z tego wniosek?

że grzejnikiem się nie ogolisz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ludzie chcą dojść do tego, czy oni sami powodują globalne ocieplenie, co nie ma większego znaczenia. wszystko wskazuje na to, że stosunkowo do planety w bardzo małym stopniu produkujemy co2, poza tym nie wiadomo nawet czy co2 jest główną przyczyną tego wszystkiego (tak naprawdę im więcej co2, tym lepiej).

globalne ocieplenie po prostu dzieje się. i nic ani nikt tego nie powstrzyma. ta planeta przeżyła już gorsze sytuacje, poradzi sobie i teraz. jaki z tego wniosek?

że grzejnikiem się nie ogolisz.

 

Prosto zwięźle i z puentą  :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
ludzie chcą dojść do tego, czy oni sami powodują globalne ocieplenie, co nie ma większego znaczenia.

Ludzie wierzą w jakąś-tam bzdurną konferencję klimatyczną w Poznaniu organizowaną za ich pieniądze.

 

Były ostatnio doniesienia że ponoć mrówki wytwarzają dużo więcej CO2 niż człowiek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki „szczęśliwemu wypadkowi” naukowcy z University of Massachusetts w Lowell otrzymali nową stabilną formę węgla. Wydaje się mieć ona wyjątkowe właściwości: jest twardsza od stali, równie dobrze przewodzi prąd, a jej powierzchnia jest połyskliwa jak polerowanego aluminium. Najbardziej zaś zaskakujący jest fakt, iż nowa forma wydaje się ferromagnetykiem i utrzymuje tę właściwość w temperaturach dochodzących do 125 stopni Celsjusza. O odkryciu poinformował fizyk Joel Therrien podczas International Symposium on Clusters and Nanomaterials.
      Słuchający jego wystąpienia specjaliści byli podekscytowani, ale i ostrożnie podeszli do tych rewelacji. Qian Wang, fizyk z Uniwersytetu Pekińskiego, stwierdziła: gdy opublikują wyniki swoich badań i zostaną one potwierdzone przez innych, spotka się to z olbrzymim zainteresowaniem. Jeśli materiał ten wykazuje właściwości magnetyczne, to może być bardzo użyteczny przy budowie bioczujników czy nośników leków. Uczona zwraca uwagę, że węgiel jest lżejszy niż inne ferromagnetyki, a ponadto nie jest toksyczny.
      Robert Whetten, materiałoznawca z Northern Arizona University, stwierdził, że on dał się przekonać Therrienowi. Przypomina, że gdy w połowie lat 80. ogłaszano odkrycie kulistego fullerenu C60, to spotkało się to z równie dużym sceptycyzmem. Przypomina jednak, że już wcześniej pojawiły się twierdzenia o odkryciu magnetyzmu w czystym węglu, a później okazywało się, iż próbki były zanieczyszczone.
      Na razie naukowcom udało się uzyskać jedynie cienkie warstwy nowego materiału, które badali za pomocą mikroskopów elektronowych i spektrometrów rentgenowskich. Wszyscy zwracają uwagę, że potrzebne są kolejne badania.
      Sumio Iijima, ekspert od nanomateriałów z Meijo University, który w 1991 roku odkrył węglowe nanorurki mówi, że zaprezentowane dane „nie są wystarczająco dobre”, by przekonać go, iż Amerykanie odkryli nowy alotrop węgla. Chce, by na większej próbce przeprowadzono badania metodą krystalografii rentgenowskiej. Dopiero to pozwoli na określenie struktury materiału.
      Therrien mówi, że nowy materiał uzyskano podczas nieudanych próby syntezy pentagrafenu. To teoretycznie przewidywana forma węgla, w której atomy są połączone w kształt pierścieni składających się z pięciu elementów. Dotychczas nikt jej nie uzyskał. Uczony chciał wykorzystać technikę pozwalającą na wymuszenie nietypowej struktury atomowej. Do komory służącej do chemicznego osadzania z fazy gazowej włożył folię miedzianą spełniającą formę katalizatora i podgrzał ją do temperatury około 800 stopni Celsjusza. Zamiast jednak wpompować do środka prosty gaz, jak metan, użył bardziej złożonego 2,2 dimetylbutanu.
      Po skończeniu zajęć ze studentami Therrien wrócił do laboratorium i poczuł zapach smoły. Wnętrze komory było pokryte czarnym osadem, jednak na miedzianej folii pojawiła się jasna, błyszcząca warstwa.
      Po dwóch latach eksperymentów z różnymi heksanami jego zespół nauczył się odtwarzać uzyskaną substancję na podłożach o grubości do 1 mikrometra i długości kilku centymetrów. Naukowcy twierdzą, że otrzymują w ten sposób pofałdowane warstwy węgla złożone pierścieni, na których składa się 6 lub 12 atomów połączonych wiązaniami kowalencyjnymi.
      Podczas wspomnianego sympozjum pokazano film, na którym widać, że zawieszone w kroplach wody kawałki nowego materiału reagują na magnes, a najbardziej sensacyjnym jest stwierdzenie, iż właściwości magnetyczne występują w temperaturze d0 125 stopni, czyli w takim zakresie, w jakim pracują silniki czy komputery. Therrien mówi, że próbowano zarysować nowy materiał za pomocą stali i się nie udało. Zarysowuje go diament. Inną niezwykłą właściwością jest wysoki połysk. Dotychczasowe pomiary wykazały, że materiał odbija ponad 90% światła w zakresach od dalekiego ultrafioletu po połowę podczerwieni.
      Nowy materiał przewodzi ładunki elektryczne niemal równie dobrze jak stal, a po poddaniu go powolnemu wyżarzaniu do temperatury 1000 stopni Celsjusza, pojawia się w nim pasmo zabronione, staje się więc półprzewodnikiem.
      Naukowcy nie nadali mu jeszcze nazwy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Celowa działalność rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej miała większy wpływ na lasy na wschodnim wybrzeżu niż klimat, wynika z badań przeprowadzonych przez profesora Marca Abramsa z Pennsylvannia State University.
      Rdzenni Amerykanie świetnie zarządzali szatą roślinną i możemy się w tym względzie wiele od nich  nauczyć. Wiedzieli, jak doprowadzić do regeneracji roślin, którymi się żywili, jak zapewnić pożywienie zwierzętom, na które polowali. W tym celu regularnie wypalali lasy, mówi uczony.
      Abrams od 30 lat bada jakość obecnych i dawnych lasów na wschodzie Stanów Zjednoczonych. Zauważył, że od co najmniej 2000 lat lasy te były regularnie wypalane, co doprowadziło do zdominowania ich przez gatunki drzew zaadaptowane do obecności ognia. Gdy rdzenni mieszkańcy tych terenów zostali z nich wyparci, a mieszkańcy USA przestali wypalać lasy, rozpoczęły się zmiany, które doprowadziły do tego, że gatunki takie jak dąb, orzesznik i sosna zaczęły zanikać.
      Wciąż trwa spór o to, czy skład lasów został zdeterminowany głównie przez klimat czy działalność człowieka, ale nowe badania dowodzą, że celowe pożary powodowane przez człowieka były głównym czynnikiem decydującym o tym, jak wyglądały lasy na Wschodzie. To bardzo ważna wiedza, gdyż obecnie zmiany klimatyczne coraz bardziej zaprzątają uwagę naukowców, stwierdza Abrams.
      Uczony podkreśla, że wyniki jego badań nie mają odniesienia do innych regionów. Na zachodzie USA to klimat decydował o składzie lasów. Tamten region doświadczał bowiem większych upałów i większych susz.
      W czasie swoich badań Abrams i jego zespół analizowali pyłki i węgiel drzewny przed setek i tysięcy lat, a uzyskane wyniki porównywali ze współczesnymi danymi dotyczącymi składu lasów. Przyjrzeli się siedmiu typom lasów występujących w północnych i centralnych regionach wschodu Stanów Zjednoczonych.
      Badacze zauważyli, że w lasach najbardziej wysuniętych na północ współczesne dane wskazują na znaczące zmniejszenie się liczby buków, sosen, choin i modrzewi, a znaczny wzrost populacji klonu, jesionu, dębu i jodły. Z kolei lasy położone bardziej na południe były historycznie zdominowane przez dąb i sosnę, a w czasach współczesnych doszło do spadku liczby dębów i kasztanów, zwiększyła się za to liczebność klonu i brzozy.
      Współczesne lasy są zdominowane przez gatunki które są lepiej przystosowane do chłodnego klimatu, lepiej tolerują cień, nie radzą sobie z suszą i ogniem. Liczebność takich gatunków ulega zmniejszeniu gdy las jest regularnie wypalany. Gatunki takie jak dąb zajmują obszary, gdzie dochodzi do pożarów lasów. Co więcej, współczesne zmiany składu lasów powodują, że są one bardziej podatne na susze i pożary, mówi uczony.
      W czasie badań naukowcy wykorzystali też dane dotyczące liczebności populacji. Okazało się, że po setkach lat dość stabilnego poziomu wypalania lasów przez niewielką populację Indian w tym regionie doszło do gwałtownego zwiększenia liczby pożarów, a zjawisko to było związane z europejskim osadnictwem w XIX wieku. Ponadto, jak się okazało, nieliczni rdzenni mieszkańcy tych terenów byli w stanie wypalać duże obszary i robili to regularnie.
      Po roku 1940 doszło do znacznego ograniczenia liczby pożarów, to znacząco wpłynęło na lasy. Od czasu, gdy zaczęto regularną kampanię zapobiegania pożarom lasów, niemal przestało do nich dochodzić, co w znaczny sposób odbiło się na lasach. Przeszliśmy od umiarkowanej liczby pożarów, poprzez zbyt dużą ich liczbę do niemal zaniku pożarów lasów. Musimy wrócić do umiarkowanego wypalania w celu lepszego zarządzania szatą roślinną, mówi uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W obserwatorium na Mauna Loa zanotowano najwyższe stężenie CO2 w historii pomiarów. W niedzielę rano urządzenia zarejestrowały stężenie dwutlenku węgla w atmosferze rzędu 415,39 ppm (części na milion). To jednocześnie pierwszy raz, gdy dzienne stężenie przekroczyło 415 części na milion. Dokładnie rok wcześniej, 12 maja 2018 roku, urządzenia rejestrowały 411,92 ppm. Niemal równo sześć lat temu, 10 maja 2013 roku, informowaliśmy, że z nocy z 7 na 8 maja koncentracja CO2 po raz pierwszy przekroczyła granicę 400 ppm.
      Ostatni raz koncentracja CO2 powyżej 415 ppm występowała na Ziemi przed około 3 milionami lat. To pokazuje, że nawet nie zaczęliśmy chronić klimatu. Liczby z roku na rok są coraz wyższe, mówi Wolfgang Lucht z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu.
      Stacja pomiarowa na Mauna Loa jest najdłużej działającym stałym punktem pomiaru stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Na jej lokalizację wybrano położony na Hawajach szczyt, gdyż jest to najbardziej oddalony od emisji przemysłowej punkt na Ziemi. Jednocześnie, jako że mamy tu do czynienia z czynnym wulkanem, który sam też emituje CO2, pomiary uwzględniają ten fakt i gaz pochodzący z wulkanu nie jest liczony.
      Pomiary z poszczególnych dni mogą różnić się między sobą, gdyż w ich przypadku dużo zależy od warunków atmosferycznych i pory roku. W najbliższym czasie, w związku z tym, że na bardziej uprzemysłowionej półkuli północnej właśnie trwa wiosna, należy spodziewać się spadku stężenia dwutlenku węgla, gdyż będą go pochłaniały rośliny. Jednak widać, że stężenie gazu cieplarnianego ciągle rośnie. Specjaliści przypuszczają, że wzrost rok do roku wyniesie około 3 ppm, podczas gdy średnia z ostatnich lat to 2,5 ppm. Warto też zwrócić uwagę, jak zmieniały się dzienne rekordowe stężenia CO2 dla poszczególnych lat. W roku 2015 dniem, w którym zanotowano największe stężenie dwutlenku węgla był 13 kwietnia, kiedy wyniosło ono 404,84 ppm. W roku 2016 był to 9 kwietnia (409,44 ppm), w 2017 rekord padł 26 kwietnia (412,63 ppm), a w 2018 rekordowy był 14 maja (412,60 ppm). Tegoroczny rekord to 415,39 ppm.
      Pomiary dokonywane są w Mauna Loa Observatory na wysokości około 3400 metrów nad poziomem morza. W stacji badawczej prowadzone są dwa programy pomiarowe. Jeden, z którego dane prezentujemy i który trwa od końca lat 50., to program prowadzony przez Scripps Institute. Drugi, młodszy, to NOAA-ESRL za który odpowiada amerykańska Narodowa Administracja Oceaniczna i Atmosferyczna (NOAA). Ten drugi pokazuje zwykle dane o ułamki punktu (rzędu 0,06–0,15) niższe niż dane Scripps. Różnice wynikają z różnych metod statystycznych używanych przez obie instytucje i dowodzą wysokiej spójności i wiarygodności pomiarów.
      W 2015 roku podpisano Porozumienie Paryskie, którego celem jest niedopuszczenie, by średnie temperatury na Ziemi wzrosły bardziej niż o 2 stopnie powyżej poziomu sprzed rewolucji przemysłowej. Na razie na niewiele się ono zdało, gdyż od tamtej pory wszystkie kolejne lata trafiły do 5 najgorętszych lat w historii pomiarów.
      Przez całą swoją historię ludzkość żyła w chłodniejszym klimacie niż obecnie, mówi Lucht. Za każdym razem gdy uruchamiamy silnik, emitujemy CO2 i ten gaz musi gdzieś trafić. On nie znika w cudowny sposób. Pozostaje w atmosferze. Pomimo podpisania Porozumienia Paryskiego, pomimo tych wszystkich przemów i protestów wciąż nie widać, byśmy doprowadzili do zmiany trendu.
      Jestem na tyle stary, że pamiętam, gdy przekroczenie poziomu 400 ppm było wielkim newsem. Dwa lata temu po raz pierwszy przekroczyliśmy 410 ppm. A teraz mamy 415 ppm. To rośnie w coraz szybszym tempie, stwierdził Gernot Wagner z Uniwersytetu Harvarda.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Północnowschodniego Instytutu Geografii i Agroekologii Chińskiej Akademii Nauk przeprowadzili badania wpływu dwutlenku węgla na plony i jakość zbóż. Okazuje się, co potwierdzają wcześniejsze badania, że zwiększenie koncentracji CO2 w atmosferze do pewnego stopnia zwiększa plony, jednak prowadzi do spadku ilości składników odżywczych w roślinach.
      Chińczycy podzielili eksperyment na dwie części. W ramach pierwszej z nich uprawiali pszenicę w warunkach zwiększonej ilości dwutlenku węgla w powietrzu. Zebrali pierwszą generację takiej pszenicy i poddali ją badaniom. Okazało się, że więcej CO2 oznaczało wyższe plony. Poza tym, nie zauważono różnic. Później pszenica była znowu wysiewana. Ponownie zbadano ją po kolejnych trzech generacjach.
      Okazało się, że w ciągu czterech generacji w ziarnach spadła zawartość azotu, potasu, wapnia, protein i aminokwasów. To zaś oznacza, że w przyszłości ludzie będą spożywali mniej składników odżywczych, co będzie wiązało się z występowaniem większej liczby problemów zdrowotnych.
      Podobne badania prowadzili przed rokiem naukowcy z Uniwersytetu Harvarda. Ostrzegali wówczas, że utrata składników odżywczych przez rośliny uprawne spowoduje, że niedobory protein pojawią się u dodatkowych 150 milionów ludzi, a niedobory cynku dotkną dodatkowych 150-200 milionów ludzi. Ponadto około 1,4 miliarda kobiet w wieku rozrodczym i dzieci, które już teraz żyją w krajach o wysokim odsetku anemii, utracą ze swojej diety około 3,8% żelaza.
      Autorzy najnowszych badań zauważają, że krótkoterminowe badania nad wpływem zwiększonej ilości dwutlenku węgla na rośliny uprawne nie są w stanie wykazać wszystkich zagrożeń związanych z rosnącą koncentracją tego gazu w atmosferze.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na australijskim RMIT University powstała technologia pozwalająca na zamianę dwutlenku węgla w węgiel w formie stałej. To przełom, który może zmienić nasze podejście do wychwytywania węgla z atmosfery i jego składowania.
      Obecne technologie wychwytywania węgla polegają na skompresowaniu CO2 do formy ciekłej i wstrzykiwanie pod ziemię. To jednak poważne wyzwanie technologiczne, ekonomiczne i ekologiczne, gdyż istnieje ryzyko wycieków z miejsca przechowywania.
      Doktor Torben Daeneke z RMIT mówi, że zamiana CO2 w ciało stałe może być mniej ryzykowne. Nie możemy cofnąć czasu, ale zamiana dwutlenku węgla w węgiel i jego zakopanie pod ziemią to jakby cofnięcie zegara, stwierdza uczony. Dotychczas CO2 był zamieniany w ciało stałe w bardzo wysokich temperaturach, co czyniło cały proces niepraktycznym na skalę przemysłową. Dzięki wykorzystaniu ciekłych metali w roli katalizatora możemy przeprowadzić cały proces z temperaturze pokojowej i jest on wydajny oraz skalowalny. Potrzeba jeszcze więcej badań, ale poczyniliśmy właśnie kluczowy pierwszy krok, dodaje naukowiec.
      Australijscy naukowcy, pracujący pod kierunkiem doktor Dorny Esrafilzadeh, opracowali katalizator z płynnego metalu o odpowiednio dobranych właściwościach powierzchni, który niezwykle skutecznie przewodzi prąd i aktywuje powierzchnię. Dwutlenek węgla jest rozpuszczany w zlewce wypełnionej elektrolitem i niewielką ilością płynnego metalu, który jest poddawany działaniu prądu elektrycznego. Gaz powoli zamienia się w płatki węgla, które samodzielnie oddzielają się od powierzchni metalu, dzięki czemu proces zachodzi w sposób ciągły.
      Dodatkowym skutkiem ubocznym całego procesu jest fakt, że pozyskany węgiel może przechowywać ładunki elektryczne, stając się superkondensatorem, więc może zostać użyty w samochodach elektrycznych, mówi Esrafilzadeh. Produktem ubocznym jest też syntetyczne paliwo, które można wykorzystać, dodaje.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...