Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Badania arktycznych lodowców dostarczają interesujących danych na temat skażenia środowiska przez przemysł - informują naukowcy z amerykańskiego Desert Research Institute. O swoich odkryciach donoszą na łamach czasopisma Proceedings of the National Academy of Sciences.

Analiza pobranego z lodowców materiału, którego pochodzenie szacuje się na lata 1772-2003, wykazała wysoką zawartość zanieczyszczeń towarzyszących spalania węgla. Chodzi głównie o metale ciężkie, tal oraz ołów, których stężenie w badanych próbkach było znacznie wyższe, niż przewidywano. Co ciekawe, okresy maksymalnego zanieczyszczenia przypadały na inne lata, niż sugerowały zebrane dotychczas informacje.

Zwykło się uważać, że toksyczne metale ciężkie wykazywały najwyższe stężenie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku, u szczytu aktywności przemysłowej w Europie i w Stanach Zjednoczonych, przed podpisaniem ustawy o czystym powietrzu [ang. Clean Air Act - przyp. red.] we wczesnych latach siedemdziesiątych, mówi dr Joe McConnell, główny autor analizy. Okazuje się jednak, że stopień skażenia południowej Grenlandii był wyższy sto lat temu, gdy gospodarki Ameryki Północnej i Europy korzystały głównie z węgla, przed nadejściem czystszych, wydajniejszych metod spalania węgla oraz przejścia na gospodarkę opartą na ropie naftowej i gazie.

Dość często narzekamy na poważne zanieczyszczenie powietrza w dzisiejszych czasach, lecz okazuje się, że na początku XX wieku stopień skażenia środowiska był 2 do 5 razy wyższy, niż obecnie, i 10 razy wyższy, niż przed rozpoczęciem rewolucji przemysłowej w połowie XIX wieku. Badacze zastrzegają jednak, że nawet występujący obecnie poziom zanieczyszczenia jest poważnym powodem do zmartwienia. W swoim raporcie naukowcy ostrzegają szczególnie przed konsekwencjami gwałtownego rozwoju krajów azjatyckich, których przemysł korzysta intensywnie z węgla jako podstawowego źródła energii. Według naukowców toksyczne metale wydzielane podczas spalania węgla zostaną uwolnione do atmosfery, a następnie mogą przenosić się aż do Europy i Stanów Zjednoczonych. Mogą przez to stać się poważnym zagrożeniem dla organizmów żywych, w tym, niestety, także dla ludzi.

Wpływ [zanieczyszczenia] na zdrowie ludzi w rejonie Arktyki nie został jeszcze oceniony, mówi McConnell. Zastrzega jednak, że zastosowanie "czystych" technologii spalania węgla lub stopniowa rezygnacja z tego paliwa może zapobiec dalszemu pogarszaniu się sytuacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Badania azjatyckiego miasta i jego wpływ na pozostałą cześć świata jest właśnie przeprowadzany. Zobaczy się wyniki. Bez sensu siać panikę zawczasu.

Przygotowywane są kolejne ekologiczne metody pozyskiwania energii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

jeśli chodzi o lodowce... to warto badać puki jeszcze są bo już za kilka lat... może się okazać że nie ma co badać

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

To przebadajmy od razu ziemie, bo się okaże że będziemy musieli dna oceanów badać, jak nas zaleje ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

no badamy badamy i jeszcze wieeeeeele pozostało do zbadania/odkrycia. ziemia a właściwie gleba cały czas nas zaskakuje, dostarcza nowych rozwiązań jest niekończącym się arsenałem nowych możliwości...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Jak ją woda lodowcowa zaleje, to już badać nie będziemy gleby, tylko don oceaniczne ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

tylko pytanie czy my damy radę... z przetrwaniem tego zalewu... a coś mi się to nie widzi

Share this post


Link to post
Share on other sites

>Okazuje się jednak, że stopień skażenia południowej Grenlandii był wyższy sto lat temu, gdy >gospodarki Ameryki Północnej i Europy korzystały głównie z węgla

 

Skoro wtedy zanieczyszczenia były wyższe to dlaczego teraz mamy "efekt cieplarniany"? Czyżby teorie spiskowe o bliźniaczym słońcu (brązowy lub czarny karzeł) były prawdziwe? W końcu występowaniu układów bliźniaczych jest we wszechświecie bardzo powszechne, a tym bardziej brązowych karłów. Czarne są narazie hipotetyczne...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po pierwsze: nie mylmy zanieczyszczenia metalami ciężkimi i efektu cieplarnianego. Po drugie: do dziś nie istnieje żaden naukowy dowód na to, że efekt cieplarniany jest spowodowany działalnością człowieka i emisją CO2 do atmosfery ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po trzecie na efekt cieplarniany składa się mnóstwo czynników i nikt nie stwierdzi, że nie może on narastać systematycznie od kilkuset lat...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skoro na początku XX wieku skażenie było do 5 razy większe to o co właściwie teraz chodzi?

Rozwalają mnie te teksty całych tych 'naukowców':

Badacze zastrzegają jednak, że nawet występujący obecnie poziom zanieczyszczenia jest poważnym powodem do zmartwienia.

nie było mi dane jak dotąd przeczytać artykułu w którym takiego zdania by nie było. Zero dowodów, zero sprawdzalnych aktów naukowych, tylko "naukowcy zalecają się martwić". A ja zalecam się obudzić.

 

Ludzie, mam nadzieję że Wy też to widzicie i nie wierzycie w te ich brednie a także widzicie po co oni to robią i do czego chcą doprowadzić. Chcą byście żyli w ciągłym strachu i poczuciu że tylko rząd może was uratować i że tylko on roztacza nad Wami troskliwą opiekę i w ten sposób stali się jego marionetkami. Biednymi kukiełkami wychowanymi na strachu.

 

Btw. to istnieją dowody kilku masowych kataklizmów, zlodowaceń, potopu i na pewno wielu innych i jakoś gatunek ludzki jeszcze istnieje, żyje i się rozwija. Czy to wam nie daje do myślenia? Bóg nie stworzył świata i człowieka po to by go tak szybko zgładzić. Ziemia i ludzkość będzie istniała po wsze czasy. A jeżeli nawet coś was zaleje i utopi wasze pryszczate dupska to chyba nic się nikomu nie stanie? Oczywiście poza tym, że firma straci pracownika a samochód i laptop właściciela...

Share this post


Link to post
Share on other sites
poczuciu że tylko rząd może was uratować i że tylko on roztacza nad Wami troskliwą opiekę i w ten sposób stali się jego marionetkami.

A co do ma niby do rzeczy?! Próbujesz nam wmawiać, że ołów jest dla człowieka neutralny i nie ma powodu do zmartwienia, że wdychamy go na codzień?

 

Skoro na początku XX wieku skażenie było do 5 razy większe to o co właściwie teraz chodzi?

O to chodzi, że ołów jest silną toksyną i nawet stężenie 5x niższe, niż kiedyś, wciąz jest potencjalnie groźne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to już po ptokach... Biedactwo już samo nie myśli... Czy Ty sobie wyobrażasz że zły i niedobry ołów może Ci zrobić krzywdę, ale nie robi bo ma skrupuły albo boi się sankcji? Że coś go powstrzymuje? Gdyby miało się coś stać to stałoby się 80 lat temu.

 

Ołów rzeczywiście jest szkodliwy, ale widać nie tak jak ktoś próbuje nam to wmówić, skoro jeszcze żyjemy i [przynajmniej ja] mamy się dobrze. A rząd ma tu do tego tyle, że jeśli będzie wiedział że zrobicie wszystko by się 'uratować' to będzie mógł wami manipulować (jeszcze bardziej niż robi to do tej pory).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mamy się dobrze? Coraz dłuższa średnia długość życia jest wyłącznie zasługą rozwoju medycyny, ale na pewno nie czystszego środowiska. Chorujemy coraz częściej, a ołów ma zadziwiające zdolności akumulacji w organizmie - nic dziwnego, że objawy pojawiają się dopiero po pewnym czasie.

 

Poza tym gdybyś na chwilę odstawił(a) na półkę to lewackie krzykactwo zauważył(a)byś może, że przytaczaną opinię wygłosił naukowiec, nie polityk. Jedni z drugimi wbrew pozorom bardzo się nie lubią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To ze krytykuję rząd i go nie popieram nie oznacza że jestem lewakiem (lewaczką) choć przyznam że może to zajeżdżać trochę jakąś anarchią. Jednak zapewniam Cię że na pewno jest mi bliżej na prawą stronę (mogłeś to wywnioskować chociażby  z odniesienia się do planów Bożych)... no ale biorąc pod uwagę że cała ta różowo czerwona komunistyczna śmietanka uważa się za PRAWICĘ to mogę Ci wybaczyć pomyłkę.

Owszem, wiem że te opinie wygłaszają naukowcy, nie zmienia to jednak faktu, że uważam iż są oni jednym z trybików Systemu i im nie wierzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście, masz prawo wierzyć tylko sobie. Najlepiej w ogóle zlikwidować prawo i jakiekolwiek przepisy o ochronie środowiska, bo służą wyłacznie ograniczeniu ludzkiej wolności. Przecież wszyscy widzimy w telewizji, jaki piękny jest pekiński smog o poranku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

są oni jednym z trybików Systemu i im nie wierzę.

 

Wiec przestań marnować energię na coś, na co nie umiesz zasiać choćby jednego ziarnka żeby cokolwiek zmienić. Użalanie zostaw w konfesjonale i idź popływać a zobaczysz, że ten Twój cały system będzie lepszy niż wydawało Ci się to wcześniej. Skieruj energię na to, co rzeczywiście zależy od Ciebie. Popracuj nad myśleniem globalnym. Życzę miłego dnia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

jaki piękny jest pekiński smog o poranku.

 

Gdybym usunął z płuc wszystkich mieszkańców Pekinu węgiel spokojnie udałoby się uzbierać 10kg paczkę brykietu potrzebnego na grilla ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Nonconformist:

1) uogólniasz

2) ----"-----, również przynależność do określonej gru(p)y (rozmówcę + siebie)

3) mikroos nie myli rządu z naukowcem

4) jako nonconformist posługujesz się się stwierdzeniami streotypowymi - hipokryzja, brak własnego zdania

5) pokaż mi badania upoważniajaće twoje stwierdzenia do zaliczenia jako prawdziwe

6) definicja lewackiego krzykactwa : bez argumentów, wrzucanie wszystkich do jednego worka, który odróżnia Cię od Ciebie jako jednostki

 

*) oboje nie zdefiniowaliście na wstępie(precyzyjnie) pojęć którymi sie posługujecie - automatycznie w takich sytuacjach pojawia się "mowa nienawiści"

(mimo woli i świadmości rozmówców)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak ją woda lodowcowa zaleje, to już badać nie będziemy gleby, tylko don oceaniczne

Nie bądżmy głupi.

tylko pytanie czy my damy radę... z przetrwaniem tego zalewu... a coś mi się to nie widzi

Jakoś nie widzę, by z Helu uciekali. I ja także śpię spokojnie.

Skoro wtedy zanieczyszczenia były wyższe to dlaczego teraz mamy "efekt cieplarniany"?

A co ma piernik do wiatraka?

Czyżby teorie spiskowe o bliźniaczym słońcu (brązowy lub czarny karzeł) były prawdziwe? W końcu występowaniu układów bliźniaczych jest we wszechświecie bardzo powszechne, a tym bardziej brązowych karłów. Czarne są narazie hipotetyczne...

O tej teorii spiskowej nie słyszałem. Za to słyszałem inne, np. że jeśli czegoś nie zrobimy, to nas zaleje... albo że umrzemy z przegrzania...

Po pierwsze: nie mylmy zanieczyszczenia metalami ciężkimi i efektu cieplarnianego. Po drugie: do dziś nie istnieje żaden naukowy dowód na to, że efekt cieplarniany jest spowodowany działalnością człowieka i emisją CO2 do atmosfery

Popieram. A raportami takich organizacji jak IPCC to można się co najwyżej podcierać.

Po trzecie na efekt cieplarniany składa się mnóstwo czynników i nikt nie stwierdzi, że nie może on narastać systematycznie od kilkuset lat...

Być może składa się wiele czynników, ale jedne są kluczowe, a inne mają marginalny wpływ.

 

Ja nie mam nic przeciwko ochronie środowiska. Myślę, że Nonconformist również. Ale nienawidzę głupawej ekologicznej propagandy (vide Greenpeace) i ględzenia psełdoelit politycznych o potrzebie ratowania świata, wprowadzania restrykcji. Ta ekologiczna propaganda staje się narzędziem władz, którzy mogą wprowadzać nowe ograniczenia, hamować rozwój przemysłu (i w ogóle rozwój), przy okazji odmóżdżać społeczełstwo (coby się nie buntowało), poniekąd ograniczać wolność.

 

Dobrze by było, gdyby jacyś naukowcy sprawdzili stopień zanieczyszczenia Ziemii za czasów prehistorycznych. Pewnie by się okazało, że było mniejsze niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat. Ci najbardziej radykalni ekolodzy zapewne opowiedzieliby się za porzuceniem dorobku ludzkości i powróceniem do jaskiń. Bylibyśmy zdrowsi, bo nie musielibyśmy wdychać tych wszystkich zanieczyszczeń, poza tym znacząco zwiększyłaby się aktywność fizyczna i nikt nie musiałby martwic się o Matkę Naturę. A ta z kolei byłaby zachwycona...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Ja powiem... wszystko z umiarkowaniem i odróżniając. Nie sztuka jest wrócić do jaskiń i żyć jak jaskiniowcy. Ale również nie sztuką jest wszystko rozpieprzyć. Zadbać o oczyszczanie powietrza, nie niszczyć tego co mamy. Po prostu zainwestować w czystszą energię. Ograniczyć ilość samochodów. Oczywiście ogrom ludzi ma wcale nieblisko do pracy, ale to nie znaczy że do sklepu 500 metrów od domu mają się samochodem wybierać. Jeżeli blisko od pracy do domu maja, to rower (tak powiedzmy do 10 km).

Poza tym ograniczyć Chińczyków powinno się. Czytaj: dać energię atomową (elektrownie).

Green Peace... medialne pieski, fanatycy, pazerni na pieniądze i władze. Zero ideowości, przynajmniej w Polsce. Miałem okazje się osobiście przekonać. NIE POLECAM!

Share this post


Link to post
Share on other sites

fakt greenpeace to krzykacze którzy mają tylko górnolotne chasła, swego rodzaju ekologiczni terroryści.

 

tak naprawdę to chyba mało kto wie czym jest ekologia, jaki jest przedmiot jej zainteresowań.

Nie można zrezygnować z rozwoju dla ochrony środowiska ale nie można też zrezygnować z ochrony środowiska dla rozwoju gospodarczego. kluczem jest polityka zrównoważonego rozwoju , w którym bierze się pod uwagę zarówno potrzeby gospodarcze jak i potrzebę ochrony środowiska naturalnego, są z tego wymierne korzyści dla obu stron. rozwijać sie owszem, iśc do przodu jak najbardziej, ale w zgodzie z przyrodą, nie po najniższych kosztach, bo to się na dłuższą mętę nie opłaci. człowiek jest częścią środowiska czy mu się to podoba czy nie, i nigdy się od niego nie uniezależni, jeśli je zdewastuje... sam się wyprowadzi, ale co jeśli już nie będzie miał gdzie się przenosić. najprosciej sobie tłumaczyć że problem zanieczyszczenia nie istnieje, że w 18 wieku było gorzej, że do końca nie wiadomo czym spowodowany jest efekt cieplarniany... itd. pojawiły się głosy na forum że nie ma dowodów na związek między wzrostem stężenia CO2, a efektem cieplarnianym, a czy w takim razie ktoś mi może przedstawić dowód na to że wzrost stężenia Co2 nie przyczynia się do efektu cieplarnianego?

nie wiem kto to powiedział... ale to cholernie mądre zdanie

"Nie odziedziczyliśmy Ziemi od naszych rodziców, tylko wypożyczyliśmy od naszych dzieci"

i tylko od każdego z nas zależy w jakim stanie ją dalej przekażemy. ja bym chciał żeby moje dzieci lub wnuki miały możliwość zobaczyć górę lodową, albo lodowiec na biegunie północnym,

parę tygodni temu czytałem w National Geographic raport na temat pokrywy lodowej na biegunie północnym szacuje się że jeszcze kilka lat i zniknie zupełnie (kilka - poniżej 10) ale dokładnie nie pamiętam a kolega podwędził mi ten numer do domu więc nie mogę podać numeru   

 

nie oczekuję od nikogo nie wiadomo jakich działań. chodzi mi jedynie o to by każdy zdał sobie sprawę że naprawdę nie jest dobrze. Tu nie chodzi o politykę tu chodzi o nas...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
"Nie odziedziczyliśmy Ziemi od naszych rodziców, tylko wypożyczyliśmy od naszych dzieci"

Stare, indiańskie powiedzenie. Ja się podpisuję pod wszystkim co napisałeś szpaku, przecież tu chodzi o nas, o przyszłość naszych dzieci, a obecnie naszą. Zrównoważony rozwój, mądra gospodarka a nie rabunkowa, czysta energia (np. atomowa).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ograniczyć ilość samochodów. Oczywiście ogrom ludzi ma wcale nieblisko do pracy, ale to nie znaczy że do sklepu 500 metrów od domu mają się samochodem wybierać. Jeżeli blisko od pracy do domu maja, to rower (tak powiedzmy do 10 km).

Cofanie się jak nic. We Francji na przykład wymyślili, że będą zwiększać cenę samochodów, które emitują dużo co2 i obniżać cenę tych, które co2 emitują mało... Ale znam lepsze rozwiązanie: przesiądźmy się wszyscy na rowery!

Poza tym ograniczyć Chińczyków powinno się. Czytaj: dać energię atomową (elektrownie).

Jak to dać? Niech sami sobie zbudują. A czy będą chcieli? Nam (zachodowi) już wara od tego!

pojawiły się głosy na forum że nie ma dowodów na związek między wzrostem stężenia CO2, a efektem cieplarnianym, a czy w takim razie ktoś mi może przedstawić dowód na to że wzrost stężenia Co2 nie przyczynia się do efektu cieplarnianego?

Ale to ci niby spece od klimatu stawiają tezę, że efekt cieplarniany jest wynikiem zwiększonej ilości CO2 w atmosferze. A tezy wypadałoby poprzeć odpowiednimi dowodami. A skoro nie ma przekonujących dowodów, to mam prawo w to nie wierzyć. Pomyśl, kogo powinieneś zapytać o dowody. Bo równie dobrze ja mogę wymyślić coś bzdurnego, czego nie będę mógł udowodnić, a moi zwolennicy będą zadawać sceptykom pytania "a czy możecie mi przedstawić dowód, że tak nie jest?").

i tylko od każdego z nas zależy w jakim stanie ją dalej przekażemy. ja bym chciał żeby moje dzieci lub wnuki miały możliwość zobaczyć górę lodową, albo lodowiec na biegunie północnym,

A czapa lodowa na marsie się nie kurczy? Otóż musicie sobie uzmysłowić, że ocieplenie nie występuje tylko na Ziemi, ale w ogóle w układzie słonecznym. Ale co tam, wierzmy bablaniu i stwarzajmy limity co2.

 

A tak w ogóle, nikt jakoś nie mówi o ograczaniu emisji pary wodnej, która ma nieporównywalnie większe znaczenie w ociepleniu klimatu niż co2. Ale to już byłby istny paradoks - trzeba by było wówczas powycinać lasy ;) No i zrezygnować z elektrowni atomowych...

parę tygodni temu czytałem w National Geographic raport na temat pokrywy lodowej na biegunie północnym szacuje się że jeszcze kilka lat i zniknie zupełnie (kilka - poniżej 10) ale dokładnie nie pamiętam a kolega podwędził mi ten numer do domu więc nie mogę podać numeru 

A wtedy nas zaleje? ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites
ktoś mi może przedstawić dowód na to że wzrost stężenia Co2 nie przyczynia się do efektu cieplarnianego?

A czy udowodnisz mi, że noszenie butów w rozmiarze 42 w czwartkowe popołudnie nie powoduje efektu cieplarnianego najbardziej z wszystkich możliwych czynników? Jeżeli nie, to może powinniśmy tego zakazać? Innymi słowy: dowód jest szczególnie potrzebny wtedy, gdy chcesz wpływać na czyjeś zachowanie. Ale generalnie zgadzam się z tym postem, tylko ten pojedynczy argument jakoś mi nie podchodzi.

 

Sebaci - zgadzam się z argumentem dot. pary wodnej, ale tylko częściowo. Problem jest taki, że para powstaje w wyniku parowania (głębokie to było, co? :> ), a CO2 w wyniku spalania. Ergo: para i tak powstanie przy określonej średniej temperaturze na Ziemi zgodnie z zasadami termodynamiki. Wytwarzaniu CO2 można zapobiegać lub aktywnie dążyć do jego zmniejszenia.

 

Tyle ode mnie na teraz ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Modele komputerowe sugerują, że głęboko pod powierzchnią Grenlandii na długości całej podlodowej doliny może płynąć rzeka, która do oceanu uchodzi we Fjordzie Petermanna na północnym wybrzeżu wyspy. Rzeka zasilana jest przez lód topniejący we wnętrzu Grenlandii.
      Na głębokości 2-3 kilometrów pod lodem Grenlandii znajduje się skaliste podłoże. W przeszłości użyto radarów do wykonania jego mapy, a tam, gdzie brakowało danych naukowcy wykorzystali modele matematyczne do ich uzupełnienia. Badania ujawniły istnienie długiej doliny, jednocześnie jednak wskazywały, że jest ona pofragmentowana przez wyniesione skały, co zapobiega ewentualnemu swobodnemu przepływowi wody. Zauważono jednak, że te skalne szczyty występują tylko w tych miejscach, dla których brakowało danych i zostały one uzupełnione modelowaniem matematycznym. Szczyty mogą więc w rzeczywistości nie istnieć.
      Christopher Chambers i Ralf Greve z Hokkaido University postanowili zbadać, co może się dziać, jeśli wspomniana dolina jest otwarta, a topnienie lodu zintensyfikuje się w głęboko położonym obszarze Grenlandii, o którym wiemy, że dochodzi tam do topnienia. We współpracy z naukowcami z Uniwersytetu w Oslo przeprowadzili liczne symulacje komputerowe, dzięki którym mogli porównać dynamikę wody na północy Grenlandii przy dolinie otwartej i pofragmentowanej.
      Wyniki badań zostały opublikowane w piśmie The Cryosphere. Wykazały one dramatyczne zmiany w przepływie wody jeśli dolina jest otwarta. Jeśli tak się dzieje i woda może swobodnie płynąć wspomnianą doliną, to pod lodami Grenlandii istnieje rzeka o długości 1000 kilometrów, które uchodzi w Fjordzie Petermanna. Wyniki naszych badań są zgodne z istnieniem długiej podlodowej doliny. Mamy tutaj jednak sporo niewiadomych. Nie wiemy na przykład, jak wiele wody może płynąć tą doliną i czy rzeczywiście uchodzi ona do Fjordu Petermanna czy ponownie zamarza albo wypływa z doliny po drodze, mówi Chambers.
      Jeśli jednak woda tam jest, to może ona płynąć całą długością doliny, która jest dość płaska, przypomina dno rzeki. To zaś sugeruje, że woda nie zamarza, bo nic jej nie blokuje. Symulacje wskazują też, że więcej wody płynie, jeśli dno doliny znajduje się 500 metrów pod powierzchnią oceanu niż gdy jest 100 metrów pod nią. Ponadto, jeśli w symulacjach zwiększono topnienie lodu tylko u podnóża regionu, w którym on topnieje, to przepływ wody przez całą dolinę się zwiększa tylko wówczas, gdy nie ma na niej żadnej blokady. Całościowe wyniki badań wskazują, że rzeka może istnieć jeśli spełnionych jest wiele warunków.
      Do potwierdzenia wyników naszych badań konieczne są kolejne badania radarowe. To jednak bardzo ważne, gdyż istnienie takiej rzeki oznaczałoby, że Grenlandia ma zupełnie inny układ hydrologiczny niż sądzimy. Dobre jego zrozumienie i możliwość dokładnego symulowania tego systemu jest ważne, jeśli chcemy rozumieć i symulować zmiany zachodzące na Grenlandii pod wpływem zmian klimatycznych, mówi Greve.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na głębokości około 1800 metrów pod lodem Grenlandii naukowcy znaleźli pozostałości po wielkim jeziorze, jego dopływach oraz odpływie. Jezioro uformowało się setki tysięcy lub miliony lat temu, gdy północno-zachodnia Grenlandia była wolna od lodu. Nie wiadomo, kiedy ostatnio znajdowała się w nim woda ciekła woda. Obecnie pozostały osady, które mogą być bezcennym źródłem informacji zarówno dotyczących przeszłości, jak i przyszłości Grenlandii i całej Arktyki. Możemy się bowiem dowiedzieć, jak wyglądają okolice Bieguna Północnego wolne od lodu.
      To może być niezwykle ważne archiwum informacji, znajduje się w miejscu, które jest obecnie całkowicie zamknięte i niedostępne. Próbujemy dowiedzieć się, jak pokrywa lodowa Grenlandii zachowywała się w przeszłości. To bardzo ważne, gdyż dzięki temu możemy zrozumieć, jak będzie zachowywała się w przyszłości, mówi Guy Paxman, badacz z Lamont-Doherty Earth Observatory na Columbia University.
      Paxman i jego zespół odkryli jezioro wykorzystując radar penetrujący lód, w celu opisania topografii lądu znajdującego się poniżej. Okazało się, że 1,8 kilometra pod lodem znajdują się pozostałości po jeziorze o powierzchni 7100 km2. Maksymalna głębokość jeziora wynosiła około 250 metrów. Od północy do jeziora wpadało co najmniej 18 cieków wodnych. Zmapowano też odpływ z jeziora, który prowadził na południe.
      Z wcześniejszych badań wynika, że w ciągu ostatniego miliona lat lód na Grenlandii cofał się i przyrastał. Naukowcy z Lamont-Doherty Earth Observatory zidentyfikowali też obszary, które w ciągu ostatnich 30 milionów lat bywały wolne od lodu.
      Paxman mówi, że głębokość osadów w jeziorze wskazuje, że liczy sobie ono od kilkuset tysięcy do milionów lat. Dokładniej można będzie do określić po wykonaniu odwiertu i pobraniu próbki do badań. Jezioro mogło powstać albo w wyniku ruchów tektonicznych, które doprowadziły do pojawienia się zagłębienia, albo też w wyniku działania cofającego się lodowca.
      Osady mogą zawierać ślady związków chemicznych lub skamieniałości, które powiedzą nam więcej o dawnym klimacie Grenlandii.
      Obecnie nie jest planowane wykonywanie wierceń w celu dostania się do jeziora. Jest to jednak technicznie wykonalne. Już w 2003 roku wwiercono się ponad 3000 metrów w głąb Grenlandii. W 2021 roku ma zaś rozpocząć się projekt GreenDrill, w ramach którego w kilku miejscach na północny Grenlandii zostaną wykonane odwierty w podłożu skalnym. Ich celem jest określenie kiedy i przez jaki czas region ten był wolny od lodu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Arktyka to jedno z najszybciej ocieplających się miejsc na Ziemi. Wiemy, że ocieplanie się przyspieszają roztapiające się śniegi i lody, że przyczynia się do niego zmiana cyrkulacji atmosferycznej. Jest wiele powodów, dla którego to w Arktyce ocieplenie zachodzi wyjątkowo szybko. Teraz naukowcy uważają, że znaleźli dodatkowy czynnik. A są nim... drzewa.
      Nie tylko zresztą drzewa, ale w ogóle rośliny mogą mieć niespodziewany wpływ na globalne ocieplenie.
      Gdy w atmosferze rośnie ilość dwutlenku węgla, rośliny bardziej wydajnie przeprowadzają fotosyntezę. Bardziej wydajny proces oznacza często mniejsze straty wody, czyli mniejsze parowanie z roślin. Parowanie zaś jest procesem powiązanym z chłodzeniem. Jeśli się ono zmniejsza, otoczenie ogrzewa się. I właśnie na ten proces zwrócili uwagę naukowcy z University of Edinburgh na łamach Nature Communications.
      Dotychczas przegapiano wpływy roślin. To badanie pokazuje wpływ roślinności na ocieplanie się Arktyki w warunkach zwiększonej koncentracji CO2 w atmosferze, mówi współautor badań Jin-Soo Kim.
      Naukowcy wykorzystali modele klimatyczne, w których uwzględnili parowanie z roślin. Modele te wykazały, że wraz z rosnącym poziomem atmosferycznego dwutlenku węgla rośliny na półkuli północnej tracą mniej wody. W wyniku tego procesu poszczególne regiony ocieplają się bardziej niż wynikałoby z samej tylko zmiany klimatu.
      Autorzy badań szacują, że opisany przez nich wpływ roślin jest odpowiedzialny za niemal 10% ocieplenia w Arktyce i nawet 28% ocieplenia na niższych szerokościach półkuli północnej. Podkreślają jednocześnie, że ich szacunki obarczone są sporym marginesem błędu.
      Podczas badań naukowcy wykorzystali 8 modeli i porównali je między sobą. Okazało się, że istnieją spore różnice w uzyskiwanych wynikach dotyczących wpływu roślin na ocieplanie się Arktyki. Może się tak dziać zarówno z powodu sporej niepewności odnośnie reakcji lodu morskiego na ocieplający się klimat jak i z powodu braku zgody w środowisku naukowym odnośnie wpływu zwiększonej koncentracji CO2 na rośliny. Z jednej strony gdy mamy więcej dwutlenku węgla w atmosferze, rośliny nie muszą tak szeroko otwierać aparatów szparkowych, więc tracą mniej wody. Z drugiej strony CO2 może czasem przyspieszać wzrost roślin. A jeśli roślin jest więcej, to mamy i większe parowanie. Te oba zjawiska – większy wzrost roślin i mniejsze rozwarcie aparatów szparkowych – mogą mieć przeciwny wpływ na lokalne temperatury.
      Omawiane tutaj badanie sugeruje jednak, że silniejszy jest wpływ zmian w otwarciu aparatów szparkowych. W wielu ekosystemach nie obserwujemy takiego wzrostu roślin, jaki naiwnie założyliśmy myśląc o wzroście stężenia CO2, mówi doktor Leander Anderegg z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Utrata lodu na Grenlandii i w Antarktyce jest obecnie 6-krotnie szybsza niż w latach 90. To oznacza, że do roku 2100 obszarom zamieszkiwanym przez 400 milionów osób będą groziły coroczne powodzie. Od roku 1992 do 2017 poziom oceanów podniósł się o dwa centymetry, ostrzega zespół 89 naukowców, którzy przeprowadzili najszerzej zakrojone badania na ten temat.
      Na łamach Nature naukowcy donoszą, że najprawdopodobniej ubiegłoroczna utrata lodu w Arktyce była większa niż w rekordowym 2011 roku, kiedy to roztopiło się 552 miliardy ton. Podniesienie poziomu oceanów może być najbardziej dewastującym zjawiskiem związanym z globalnym ociepleniem. Powoduje ono m.in. znaczny wzrost siły tropikalnych cyklonów.
      Każdy centymetr więcej to więcej powodzi i większa erozja, przypomina jeden z dwóch głównych badań, profesor Andrew Shepherd z University of Leeds. Jeśli Antarktyda i Grenlandia będą traciły lód w tempie przewidywanym przez najbardziej pesymistyczne scenariusze, to do końca wieku poziom oceanów zwiększy się o dodatkowych 17 centymetrów, dodaje uczony.
      Dotychczas do wzrostu poziomu oceanów najbardziej przyczyniało się topnienie lodowców oraz rozszerzanie objętości wód oceanicznych pod wpływem ciepła. Jednak w ostatniej dekadzie głównym kołem napędowym wzrostu była utrata lodu na biegunach.
      Niemal cała utrata lodu w Antarktyce i połowa w Grenlandii jest spowodowana ocieplającymi się wodami oceanów. Druga połowa z lodu, który stopniał na Grenlandii to wynik działania coraz cieplejszego powietrza.
      Jak wynika z najnowszych badań, jeszcze w roku 1992 roczna utrata lodu na obu biegunach wynosiła 81 miliardów ton. W roku 2017 było to 475 miliardów don. Takie wnioski wyciągnięto na podstawie danych satelitarnych, badań terenowych i modelowania komputerowego. Pomiary satelitarne dostarczają danych z pierwszej ręki. To dane nie do podważenia, mówi drugi z głównych autorów badań, Erik Ivins z NASA.
      Na Grenlandii i w Zachodniej Antarktyce, która – zdaniem wielu naukowców – przekroczyła punkt krytyczny, znajduje się tyle lodu, że jego rozmrożenie oznaczałoby wzrost poziomu oceanów o około 13 metrów.
      Uzyskane obecnie wyniki odbiegają w znacznym stopniu od informacji z najnowszego IPCC. w nim bowiem czytamy, że w najgorszym ze scenariuszy poziom oceanów wzrośnie do 2100 roku aż o 84 centymetry.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Topnienie arktycznego lodu sprzyja powstawaniu nowych trans przenoszenia (transmisji) śmiertelnych wirusów między ssakami morskimi z różnych, niepołączonych dotąd, regionów.
      Badania rozpoczęły się od stwierdzenia, że wirus nosówki PDV (ang. phocine distemper virus), który najpierw dziesiątkował atlantyckie foki, niewiele później pojawił się u wydr morskich z Alaski. Wtedy naukowcy zaczęli się zastanawiać, czy zmniejszenie pokrywy lodowej nie zwiększa kontaktu między arktycznymi i subarktycznymi ssakami morskimi, co z kolei sprzyja transmisji wirusów przez Ocean Arktyczny.
      Autorzy publikacji z pisma Scientific Reports wyjaśniają, że wirus PDV, który odpowiada za śmierć tysięcy fok zwyczajnych Phoca vitulina vitulina w Atlantyku Północnym w 2002 r., w 2004 r. został zidentyfikowany u wydr morskich Enhydra lutris kenyoni z Alaski.
      Warto dodać, że w 1988 r. PDV został wskazany jako przyczyna zgonu 18 tys. fok zwyczajnych i 300 fok szarych wzdłuż północnego wybrzeża Europy. W Pacyfiku Północnym wirus nie został potwierdzony aż do wspomnianego wyżej przypadku wydr morskich z 2004 r.
      Topnienie lodu morskiego sprawia, że zwierzęta zaczynają żerować w nowych habitatach. Zanik fizycznych barier otwiera im nowe szlaki wędrówek. Gdy zwierzęta przemieszczają się i wchodzą w kontakt z innymi gatunkami, oznacza to ryzyko wprowadzenia i transmisji nowych chorób zakaźnych. Potencjalne skutki [tego zjawiska] mogą być opłakane - podkreśla Tracey Goldstein ze Szkoły Weterynarii Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis.
      Naukowcy przyglądali się wzorcom przemieszczania, a także ekspozycji i zakażaniu PDV w latach 2001-1016. Próbkowano fokowąsy brodate, kajguliki pręgowane, foki plamiste, nerpy obrączkowane, koticzaki niedźwiedziowate, uchatki grzywiaste i wydry morskie (E. lutris kenyoni) żyjące na terenach od południowo-wschodniej Alaski po Rosję, wzdłuż Aleutów i Mórz Beringa, Czukockiego oraz Beauforta. Naukowcy pobierali zwierzętom krew i wymazy z nosa. Do badań zbierano też krew i tkanki zwierząt, które zostały upolowane albo uległy strandingowi.
      Poza tym zespół przyglądał się lodowi morskiemu z Oceanu Arktycznego i szlakom wiodącym przez otwarte wody z północnego Atlantyku do północnego Pacyfiku.
      Okazało się, że masywne ekspozycja oraz infekowanie PDV na terenie północnego Pacyfiku rozpoczęły się w 2003 r. Drugi pik ekspozycji i zakażeń wystąpił w 2009 r. Piki współwystępowały ze spadkiem zakresu arktycznego lodu morskiego.
      Ponieważ trend topnienia się utrzymuje, szanse, by ten i inne wirusy przemieściły się między północnym Atlantykiem i Pacyfikiem, mogły wzrosnąć - podsumowuje dr Elizabeth VanWormer.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...