Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Bakterie, podobnie jak ludzie i rośliny, mogą zostać zaatakowane przez wirusy. Co ciekawe jednak, nawet one, pomimo swojej wyjątkowo prostej budowy, są w stanie wytworzyć długotrwałą odporność na tego typu infekcje. Międzynarodowy zespół ekspertów wyjaśnił podłoże tego interesującego zjawiska.

Zjawisko nabywania odporności na infekcje wirusowe zostało odkryte u bakterii zaledwie rok temu. Dotychczas nie było wiadomo, w jaki sposób się to dzieje. Dzięki serii eksperymentów zauważono, że zaatakowane przez wirusa bakterie są w stanie naciąć nić DNA wirusa, a następnie wbudować ją do własnego materiału genetycznego. Stworzona w ten sposób kopia informacji genetycznej wirusa służy jako matryca, dzięki której grupa enzymów wytwarzanych przez bakterię identyfikuje intruza i błyskawicznie go neutralizuje.

Międzynarodowy zespół, prowadzony przez badaczy z holenderskiego Wageningen University, zidentyfikował sześć białek bakteryjnych odpowiedzialnych za ten proces. Jedno z nich wycina z bakteryjnego DNA przechowywaną kopię fragmentu informacji genetycznej wirusa, a następnie, w kooperacji z pozostałymi, porównuje jego sekwencję z sekwencją i precyzyjnie określa jego "tożsamość". Jeżeli wykryta zostanie próba wtargnięcia szkodliwego mikroorganizmu, dochodzi do jego zniszczenia. Jeżeli w "bazie danych" nie ma informacji o określonym wirusie, a mimo to bakteria zidentyfikuje go jako obiekt potencjalnie groźny, jego DNA zostanie pocięte, a następnie zintegrowane z cząsteczką DNA bakteryjnego.

Zdobyta wiedza może mieć duże znaczenie przede wszystkim dla przemysłu. Gdyby mikrobiolodzy nauczyli się naśladować ten proces lub przynajmniej kontrolować jego przebieg, możliwe byłoby uodpornienie najważniejszych z punktu widzenia człowieka bakterii (np. tych odpowiedzialnych za wytwarzanie produktów mleczarskich lub niektórych leków) i zwiększenie w ten sposób bezpieczeństwa hodowli. Umiejętne zablokowanie mechanizmów obronnych mogłoby z kolei uwrażliwić groźne dla ludzi bakterie na zakażenie bakteriofagami, czyli wirusami atakującymi określone grupy bakterii, lecz obojętnymi dla człowieka. Oznacza to, że możliwe byłoby (przynajmniej w teorii) prowadzenie skutecznej terapii zwalczających poważne infekcje bakteryjne u ludzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy podstawowy mechanizm odporności u jądrowców i wielokomórkowców bardzo się różni od opisanego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj tak, mocno się różni. Wyższe organizmy porównują strukturę antygenów (tzn. ich ułożenie przestrzenne), a nie sekwencję informacji genetycznej intruza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A skąd wiedzą, który trzeba atakować?

Bakterie także używają białek i przez ich porównanie widzą, którą sekwencję DNA czy RNA unicestwić - również dzięki syntetyzowanym przez nią białkom. Być może w przypadku eukariotów mamy wysunięcie tego mechanizmu poza komórkę?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie istnieją dowody (a przynajmniej ja takowych nie znam) na to, by genom eukariontów przechowywał kopię DNA patogenów. Tylko tyle mogę powiedzieć, choć oczywiście nie oznacza to, że na sto procent nie istnieje taki mechanizm. Jedynym w miarę podobnym jest interferencja RNA, ale ona działa na innej zasadzie, no i przede wszystkim działa na etapie ekspresji genów (czyli interakcji z RNA), a nie na etapie niszczenia DNA intruza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Układ immunologiczny eukariontów działa metodą prób i błędów - wylosuj jak najwięcej różnych przeciwciał i powielaj tylko te pasujące do próbki 'wroga'. Tutaj natomiast bezpośrednio bierzemy jego próbkę i przyrównujemy ją z nieznajomymi...

 

Tak sobie myślę ... chcemy walczyć z wirusami szukając na nich specyficzne struktury, problem w tym że one jednak często się zmieniają ...

A może tak w drugą stronę - przecież wirusy atakują zwykle bardzo specyficznie i ten sposób ataku powinien być DUŻO MNIEJ ZMIENNY - nie dałoby się tego wykorzystać?

Np. takie konie trojańskie - puste bańki fosfolipidowe z charakterystycznymi strukturami błonowymi ...

Jeśli nawet taka bańka zostanie zniszczona/strawiona - w środku już jest goły wirus - nie powinien być groźny, nawet np. odwrotna transkryptaza nie powinna zadziałać, bo nie będzie miała paliwa...

Ewentualnie coś bardziej wymyślnego żeby nie zostało strawione i przeszło przez układ pokarmowy...

Wiem, wiem - mogłoby trochę zaburzyć trochę gospodarkę tego co tam normalnie by się przyczepiało, ale np. w przypadku HIV to nie powinien być problem...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak sobie myślę ... chcemy walczyć z wirusami szukając na nich specyficzne struktury, problem w tym że one jednak często się zmieniają ...

Na szczęście nie wszystkie. Pamiętajmy o tym, że niektóre antygeny wirusowe muszą pozostać niezmienne, by wiązać (również niezmienne) receptory na komórkach żywiciela. Bez tego wniknięcie wirusa nie jest możliwe.

 

Np. takie konie trojańskie - puste bańki fosfolipidowe z charakterystycznymi strukturami błonowymi ...

No dobra, tylko jak zmusiłbyś organizm człowieka do ich stałej produkcji? Chyba nie masz na myśli codziennej iniekcji nowej pułapki? :) Osobiście preferowałbym już coś takiego: http://kopalniawiedzy.pl/forum/index.php/topic,5189.0.html kolonizującego wrota zakażenia.

 

Jeśli nawet taka bańka zostanie zniszczona/strawiona - w środku już jest goły wirus - nie powinien być groźny, nawet np. odwrotna transkryptaza nie powinna zadziałać, bo nie będzie miała paliwa...

Dlaczego? Przecież paliwo (najczęściej ATP) i tak jest pobierane z komórki. Być może popełniłeś błąd albo to ja Ciebie nie rozumiem - jeśli byłbyś tak uprzejmy, rozwiń proszę tę myśl.

 

Wiem, wiem - mogłoby trochę zaburzyć trochę gospodarkę tego co tam normalnie by się przyczepiało, ale np. w przypadku HIV to nie powinien być problem...

Dlaczego akurat w przypadku HIV miałoby nie być kłopotem? Mówiąc szczerze, nie rozumiem Twojej wizji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W sumie to myślałem o ciągłych iniekcjach, np. raz dziennie... Powinno pomóc szczególnie we wczesnych fazach. W produkcji nie powinno być chyba skomplikowane - zmieszać, spienić i odfiltrować.

Myślałem też o użyciu bakterii jak w tym artykule, ale ponieważ nie mówimy o bakteriofagach, bałem się że ściana komórkowa nie pozwoli wirusowi wniknąć i w końcu straci zainteresowanie (?)

Odnośnie paliwa - jak dostanie się do pustego worka pozbawiony kapsydu, to nawet nie zostanie zamieniony na DNA, bo odwrotna transkryptaza chyba potrzebuje paru rzeczy jak ATP które chyba nie przechodzi przez błonę (?) - nawet jeśli błona zostanie później zniszczona, to co jest w środku nie powinno być groźne.

Co do ostatniego: wydawało mi się że takie puste worki z CD4 i pewnie jakimiś receptorami chemokinowymi nie powinny szczególnie wpływać na metabolizm (?) szczególnie u osoby która już i tak ma uszkodzony układ immunologiczny...

I jeszcze raz proszę o wyrozumiałość wobec matematyków :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W sumie to myślałem o ciągłych iniekcjach, np. raz dziennie... Powinno pomóc szczególnie we wczesnych fazach. W produkcji nie powinno być chyba skomplikowane - zmieszać, spienić i odfiltrować.

Ale moim zdaniem bardzo niepraktyczne. Poza tym znacznie skuteczniejsza byłaby zwykła szczepionka naśladująca jeden z antygenów wirusa, bo powodowałaby odpowiedź organizmu, który sam produkowałby elementy zwalczające wirusa.

 

Myślałem też o użyciu bakterii jak w tym artykule, ale ponieważ nie mówimy o bakteriofagach, bałem się że ściana komórkowa nie pozwoli wirusowi wniknąć i w końcu straci zainteresowanie (?)

Masz na myśli wprowadzenie do organizmu człowieka, który przechodzi zakażenie wirusowe, bakterii, które miałyby tego wirusa zwalczyć? Tak szczerze, to nie widzę tego. Taka bakteria byłaby w stanie zwalczyć wyłącznie te wirusy, które unoszą się w jej otoczeniu w stanie wolnym. A jak wyobrażasz sobie stałą obecność bakterii np. we krwi?

 

Odnośnie paliwa - jak dostanie się do pustego worka pozbawiony kapsydu, to nawet nie zostanie zamieniony na DNA, bo odwrotna transkryptaza chyba potrzebuje paru rzeczy jak ATP które chyba nie przechodzi przez błonę

No dobra, ale liposom ma naturalną zdolność do wnikania przez błony (fuzja błon). Jeżeli do komórki dostarczysz wówczas RNA wirusowe i odwrotną transkryptazę, masz wszystko, co jest potrzebne do odtworzenia wirusa (przecież ATP wirus i tak wykorzystuje z puli wytwarzanej przez komórkę)... Chyba, że proponujesz tzw. szczepionkę DNA, czyli np. liposom (lub inny nośnik) nasycony DNA wirusa, na podstawie którego komórki same wytwarzają okrojone antygeny wirusowe, bezpieczne dla organizmu. Takie szczepionki już się testuje i wiele wskazuje na to, że działają w wielu sytuacjach, np. w indukowaniu odpowiedzi przeciwwirusowej i przeciwnowotworowej.

 

Co do ostatniego: wydawało mi się że takie puste worki z CD4 i pewnie jakimiś receptorami chemokinowymi nie powinny szczególnie wpływać na metabolizm (?) szczególnie u osoby która już i tak ma uszkodzony układ immunologiczny...

No niby tak, ale mimo wszystko według mnie ZNACZNIE lepszym pomysłem byłyby już "gotowe"

przeciwciała anty-HIV podawane dożylnie. Chyba lepsze to niż receptory, które mogą wejść w różne dziwaczne interakcje.

 

I jeszcze raz proszę o wyrozumiałość wobec matematyków :)

Ach, wprost przeciwnie - jestem pełny uznania dla Twojej chęci poszukiwania rozwiązań ;) Tak trzymaj! ;) Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest fakir

... zaatakowane przez wirusa bakterie są w stanie naciąć nić DNA wirusa, a następnie wbudować ją do własnego materiału genetycznego. Stworzona w ten sposób kopia informacji genetycznej wirusa służy jako matryca, dzięki której grupa enzymów wytwarzanych przez bakterię identyfikuje intruza i błyskawicznie go neutralizuje.....

Jeśli dobrze rozumiem zjawisko nabywania odporności polega na tym, że bakteria błyskawicznie reaguje na atak. Bakteria nieodporna po prostu tylko reaguje wbudowując matrycę i przekazując ją dalej potomnym komórkom. Oznacza to jednak, że była już odporna tylko jakoś inaczej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może po prostu miała "szczęście" i wirus nie zdołał jej zabić, bo np. zbyt mało wirionów dostało się do wnętrza komórki?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z antygenami wobec wirusa problem jest taki że zaraz się zmieni i przez to uodporni.

Właśnie proponuję wykorzystać tą niezmienną jego część - np. chętkę na CD4.

Z bakteriami - no właśnie - nie wyobrażam sobie :) No może do leczenia infekcji układu pokarmowego ...

Ale nie potrafię sobie także wyobrazić jak niewyspecjalizowany wirus przechodzi przez ścianę komórkową...

Odnośnie liposomów - no dobra załóżmy że odwrotna transkryptaza znalazła też ACTG i udało jej się przetworzyć RNA na DNA ... i co dalej? ... jako liposom swój żywot powinien zakończyć strawiony (?) ... w każdym razie statystycznie wirus jest nieporównywalnie mniej groźny niż pływając sobie w kapsydze...

 

Kuracje liposomowe chyba z definicji zakładają iniekcji w regularnych odstępach.

Odnośnie dziwacznych interakcji - może trochę przyblokować komórki prezentujące antygen, ale u osoby chorej na HIV to chyba nie jest zbyt istotny mechanizm...

pozdrawiam ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale nie potrafię sobie także wyobrazić jak niewyspecjalizowany wirus przechodzi przez ścianę komórkową...

Ściana komórkowa to nie Chiński Mur :) Ona ma swoje szczeliny - przecież jakoś musi przeprowadzać wymianę materii z otoczeniem.

 

Odnośnie liposomów - no dobra załóżmy że odwrotna transkryptaza znalazła też ACTG i udało jej się przetworzyć RNA na DNA ... i co dalej?

I choćby to dalej, że komórka ma wtedy w swoim wnętrzu kompletne DNA wirusa, na podstawie którego może wytwarzać jego kolejne, tym razem całkowicie funkcjonalne kopie. Ale gdyby użyć tylko fragmentów DNA wirusa (np. tych kodujących stosunkowo "stabilne" antygeny), możliwe byłoby skuteczne wywołanie odporności bez narażania komórek na powstanie kompletnego wirusa. Takie szczepionki, jak już mówiłem, się stosuje.

 

... jako liposom swój żywot powinien zakończyć strawiony (?) ... w każdym razie statystycznie wirus jest nieporównywalnie mniej groźny niż pływając sobie w kapsydze...

Czy ja wiem? Wirus umieszczony w kapsydzie atakuje tylko te komórki, które mają receptor. Wirus zawieszony w liposomie jest w stanie wejść do każdej komórki.

 

Odnośnie dziwacznych interakcji - może trochę przyblokować komórki prezentujące antygen, ale u osoby chorej na HIV to chyba nie jest zbyt istotny mechanizm...

Osłabiać dodatkowo odpowiedź immunologiczną znokautowaną przez HIV? Chyba nie takiego rozwiązania szukamy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest fakir

A może po prostu miała "szczęście" i wirus nie zdołał jej zabić, bo np. zbyt mało wirionów dostało się do wnętrza komórki?

A potem ją opuściło aby komórki potomne już mogły je niszczyć przy nastepnej próbie ataku. Coś dalej mi nie pasuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok - po kilku mało prawdopodobnych zdarzeniach komórka wchłonęła liposom ... jak dorzucimy kilka kolejnych - że nie wrzuci tam enzymów trawiennych i że to DNA i integraza sobie wypłynie to na jedno wyjdzie - komórka będzie zainfekowana!

Ale nie uważasz że ten wirus ma większe prawdopodobieństwo że zainfekuje komórkę pozostawiając w kapsydzie? Poza tym taki liposom może złapać kilka wirusów ...

Ewentualnie można do tych liposomów wrzucić np. jakiś enzym tnący RNA...

 

Odnośnie ściany komórkowej - pewnie taki atak jest możliwy, jednak wirus jest dość specyficzny - szuka kilku składników, które tutaj nie mogą sobie tak swobodnie pływać w błonie ... raczej musi być takich bakterii dużo więcej żeby wywołać porównywalny efekt ... poza tym to też są pasożyty, którym jak pozwolimy sobie dowolnie rozwijać, mogą się np. przestosować też na inne tkanki ...

Ja tam bym się nie buntował przeciwko kilku zastrzykom gdyby mi groziło takie choróbsko...

Poza tym wszelkie terapie antygenowe wymagają jednak przygotowania, a to możnaby ot tak każdemu wstrzyknąć...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A potem ją opuściło aby komórki potomne już mogły je niszczyć przy nastepnej próbie ataku. Coś dalej mi nie pasuje.

Fakirze, przeczytaj proszę jeszcze raz. Wyraźnie jest napisane, że w celu porównania matrycy z wirusem potrzebne jest ponowne wycięcie DNA wirusowego z genomu. To może oznaczać, że jest to krytyczny moment i może dojść do utraty odporności.

 

Ok - po kilku mało prawdopodobnych zdarzeniach komórka wchłonęła liposom ... jak dorzucimy kilka kolejnych - że nie wrzuci tam enzymów trawiennych i że to DNA i integraza sobie wypłynie to na jedno wyjdzie - komórka będzie zainfekowana!

No właśnie, zostanie zainfekowana. Raczej mała radość.

 

Ale nie uważasz że ten wirus ma większe prawdopodobieństwo że zainfekuje komórkę pozostawiając w kapsydzie?

Dlaczego miałoby tak być? Kapsyd wiąże się z komórkami docelowymi swoiście, a liposom połączy się praktycznie z dowolnym typem komórki. Swoją drogą, powiedz proszę: skąd w ogóle wziął się ten Twój upór na liposomy? :) Mógłbyś mi wymienić kilka powodów, dla których są Twoim zdaniem lepsze od podania "zwykłego" wirusa lub jego białek?

 

Odnośnie ściany komórkowej - pewnie taki atak jest możliwy, jednak wirus jest dość specyficzny - szuka kilku składników, które tutaj nie mogą sobie tak swobodnie pływać w błonie ... raczej musi być takich bakterii dużo więcej żeby wywołać porównywalny efekt ... poza tym to też są pasożyty, którym jak pozwolimy sobie dowolnie rozwijać, mogą się np. przestosować też na inne tkanki...

Zakładasz, że bakteriofag nagle miałby się stać zdolny do ataku na ludzkie komórki? Statystycznie jest to pewnie możliwe, ale osobiście bardzo słabo to widzę. Nie jest mi znany ani jeden przykład badań ewolucyjnych, który dowodziłby, że kiedykolwiek doszło do tak drastycznej i skokowej zmiany swoistości.

 

Ja tam bym się nie buntował przeciwko kilku zastrzykom gdyby mi groziło takie choróbsko...

Ok, ale wciąż nie wyjaśniłeś, dlaczego liposomy miałyby być lepsze od klasycznej szczepionki.

 

Poza tym wszelkie terapie antygenowe wymagają jednak przygotowania, a to możnaby ot tak każdemu wstrzyknąć...

Każdemu wstrzyknąć nieznany typ wirusa? Ojjj, odważna wizja ;)

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Liposom jest po to żeby obrać wirusa z kapsydu.

Potem już łatwo unieszkodliwić resztę, chociażby umieszczając coś wewnątrz liposomów.

Ale nawet bez tego, szkodliwość tego wirusa powinna być statystycznie nieporównywalnie mniejsza.

Szczepionki jakoś super nie działają, bo zaraz wirus mutuje i się uodpornia ... natomiast nie ma raczej szans uodpornić się na atak który proponuję, bo musiałby diametralnie zmienić swój sposób działania.

 

Nic nie mówiłem o używaniu bakteriofagów! Stwierdziłem tylko że samo umieszczenie CD4 na powierzchni bakterii nie wydaje mi się efektywnym sposobem na związanie naszego wirusa.

Mam wrażenie że kręcimy się w kółko ... a po ostatniej Twojej wypowiedzi mam jeszcze silniejsze obawy czy Ty mnie wogule czytasz... 'to' w sensie liposomów!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Liposom jest po to żeby obrać wirusa z kapsydu.

Potem już łatwo unieszkodliwić resztę, chociażby umieszczając coś wewnątrz liposomów.

No dobra, ale szansa, że liposomy wychwycą wszystkie wirusy, zanim zaatakują otaczające komórki, jest znikoma.

 

Ale nawet bez tego, szkodliwość tego wirusa powinna być statystycznie nieporównywalnie mniejsza.

Do tego też mnie nie przekonałeś. Nie jesteś w stanie sprawić, żeby w dokładnie każdym liposomie znalazły się wszystkie elementy, które chciałbyś wpakować. Za to z punktu widzenia "infekowanie liposomu" byłoby tak samo proste, jak atak na komórkę. Za to potem wirus wpakowany do takiego liposomu byłby już w stanie związać się z dowolnym typem komórki.

 

Szczepionki jakoś super nie działają, bo zaraz wirus mutuje i się uodpornia

Wiele zależy od wirusa. Poza tym zdecydowana większość z nich ma jakiś kluczowy antygen, który musi pozostać niezmienny, by wirus mógł wnikać do komórek. Wykorzystanie go w szczepionce bardzo często wystarcza. Jeszcze jedno: podawanie takich liposomów byłoby możliwe dopiero wtedy, gdy organizm już jest chory i daje objawy. A co z wirusami, które infekują organizm przewlekle (HIV, HBV, Herpes simplex)? Dożywotnie iniekcje?

 

Nie mówiłeś o bakteriofagach... W takim razie o jakich wirusach mówiłeś? Roślinnych czy atakujących grzyby? Jakie jeszcze znasz organizmy posiadające ścianę komórkową?

 

Mam wrażenie że kręcimy się w kółko ... a po ostatniej Twojej wypowiedzi mam jeszcze silniejsze obawy czy Ty mnie wogule czytasz... 'to' w sensie liposomów!

Czytam Twoje wypowiedzi bardzo uważnie, tylko problem jest w tym, że ciągle nie rozumiem, na czym miałaby polegać ta koncepcja. Czy byłbyś uprzejmy napisać od początku do końca, co miałby dokładnie zawierać ten liposom i dlaczego miałby być według Ciebie skuteczny? Być może nie rozumiem rzeczy najbardziej podstawowych i stąd całe nasze nieporozumienie. Przepraszam, że pytam o tak straszne podstawy, ale naprawdę nie do końca rozumiem Twoją wizję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się że nie wychwycą wszystkich wirusów ... takich leków to chyba nigdy nie będzie ... leki są 'tylko' po to żeby przechylić szalę na stronę organizmu.

Nie mówię o szczepionkach, tylko o właściwym leczeniu gdy już na nie za późno.

To co proponuję to użycie liposomów (chyba lepiej z podwójną błoną fosfolipidową) z wbudowanymi w błonie CD4, CCR5 i CXCR4. Do tego oczywiście można dodawać np. inhibitor odwrotnej transkryptazy albo np. coś co by pocięło RNA i zostało zneutralizowane po ewentualnym zlaniu się z komórką. Choć gdyby nawet ją niszczyło, to chyba i tak lepiej niż gdyby była zainfekowana.

Jakoś nie potrafię sobie sobie wyobrazić żeby liposom zlewał się z komórką ot tak bez pomocy jakichś białek adhezyjnych ... trochę ludzi nad liposomami pracuje, więc może można coś tam dodać żeby jakoś dodatkowo zmniejszyć tego prawdopodobieństwo. Tak żeby kończyły żywot głównie albo samoistnie/zniszczone mechanicznie (tu mi nie wmówisz że wirus będzie dalej równie groźny) albo strawione przez jakieś makrofagi - też wirus będzie unieszkodliwiony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Liposomy zlewają się z błoną komórkową bez najmniejszego kłopotu, ba!, są specjalnie używane w celu dostarczania przeróżnych substancji do komórek. Także istnieje bardzo duże ryzyko, że takie struktury byłyby błyskawicznie wchłaniane przez komórki krwi.

 

Powiedz mi jeszcze, dlaczego uważasz, że liposom z zawieszonym w nim CD4 były lepszy od samych wstrzyknięć CD4 albo przeciwciała monoklonalnego anty-HIV (np. anty-gp120)? gp120 odpowiada za wiązanie CD4, więc musi być (przynajmniej w pewnych miejscach struktury) niezmienny.

 

Pomysł związania ze sobą CD4 i inhibitora RT jest dość ciekawy, ale według mnie lepiej byłoby pomyśleć nad białkiem fuzyjnym, które łączyłoby funkcje CD4 (lub fragmentu przeciwciała anty-gp120, żeby nie wpływać tak bardzo na własne komórki organizmu) i inhibitora. Liposom naprawdę mnie nie przekonuje ze względu na ułatwioną fuzję z komórkami krwi, przez co marnowałaby się ogromna ilość leku.

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdaję sobie sprawę że w tym celu są wykorzystywane, ale myślałem że żeby to uzyskać, umieszczamy na ich powierzchni specyficzne białka ...

Jak czytam np. tu o liposomach stealth: http://www.biotechnolog.pl/artykul-208.htm

"Nazywane są z racji zmniejszonej "wykrywalności" dla układu immunologicznego, a co za tym idzie przedłużonego czasu krążenia we krwi."

Dla mnie to zdanie wyraźnie sugeruje że liposomy z systemu usuwane są jednak głównie przez układ immunologiczny(trawione) a nie dokonując fuzji z losowymi komórkami... ?

 

Czyste CD4 zajęło by wirusa tylko na chwilę. Trzeba by połączyć CD4 z czymś co definitywnie zneutralizowałoby zagrożenie wirusa ...

A przeciwciała monoklonalne ponoć tak super nie działają, bo przecież nie ma chyba w tym momencie sensowych leków na HIV - osłabiamy jeden szczep, ale inny - odporny zaraz zajmuje jego miejsce...

pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fakt, liposomy Stealth rzeczywiście są nieźle chronione przed fuzją z komórkami. Problem jest jednak taki, że jeżeli opłaszczysz go białkami swoistymi dla HIV, to w pewnym momencie po prostu zużyjesz wszystkie CD4 i wirus będzie nieuchwytny do momentu podania kolejnej dawki leku.

 

Teraz, gdy przedstawiłeś to jeszcze raz, faktycznie wygląda to całkiem sensownie :) Co prawda jest to rozwiązanie na krótką metę i nie likwiduje infekcji jako takiej, ale być może faktycznie ma to jakiś nienajgorszy sens ;) Trzeba by było znaleźć tylko taki środek, który byłby w stanie skutecznie i swoiście zniszczyć wirusa, co może być bardzo trudne. Ale kto wie... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Te stealth mają tylko zmniejszoną wykrywalność a nie zredukowaną do zera - czas półtrwania jest ponoć 3h zamiast 5min.

I z tego artykuliku wnioskuję że coś takiego jak spontaniczna fuzja z nieswoistą komórką to raczej rzadkie zdarzenie - albo liposomy mają specyficzne białka, albo lek po prostu powoli z nich wycieka. Jeśli wycieknie RNA wirusa, to nic takiego się nie stanie :)

 

Czyli taki liposom stealth (m.in. z cholesterolem) z CD4 przez kilka godzin pływałby w krwiobiegu wyłapując wirusy, po czym zostałby skonsumowany łącznie z zawartością przez system immunologiczny - czyli chyba idealny scenariusz ;)

Szczególnie że każdy wirus HIV ma jakąś wersję gp120 - powinien dać się złapać na przynętę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie na pewnym forum dowiedziałem się że trwają prace nad podobnym pomysłem, ale używając erytrocytów zamiast liposomów:

www.thescienceforum.com/viewtopic.php?p=140400

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W USA na nowo rozgorzał spór dotyczący badań, w ramach których wirusy są modyfikowane tak, by były bardziej niebezpieczne dla ludzi. Tym razem spór dotyczy tego, czy należy ujawniać szczegóły obrad specjalnego federalnego komitetu, który rozważa zyski i ryzyka z takich badań i decyduje o przyznaniu funduszy. W ciągu ostatnich 2 lat komitet ten zezwolił na prowadzenie 2 kontrowersyjnych badań nad ptasią grypą.
      Przedstawiciele Departamentu Zdrowia i Usług dla Ludności (HHS) oraz Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH) mówią, że są otwarci na propozycje, szczególnie w obliczu epidemii koronawirusa z Wuhan. Jeśli polityka zatwierdzania takich badań musi zostać poprawiona, to ją poprawmy, mówi Christian Hassel.
      To kolejna odsłona dyskusji, która zaczęła się w 2011 roku, kiedy to poinformowano, że w ramach badań finansowanych przez NIH zmodyfikowano wirus ptasiej grypy tak, by zarażał fretki. Tego typu eksperymenty pozwalają naukowcom lepiej zrozumieć działanie wirusów, ale ich krytycy mówią, że jeśli taki wirus zostanie uwolniony z laboratorium, może spowodować pandemię.
      Wówczas, w 2011 roku, rząd USA – po raz pierwszy w historii – poprosił pisma Science i Nature o ocenzurowanie artykułów dotyczących badań nad wirusem. Obawiano się, że na podstawie artykułu terroryści byliby w stanie stworzyć łatwo rozprzestrzeniającą się formę wirusa. Ostatecznie jednak specjalny panel ekspertów WHO orzekł, że artykuły powinny ukazać się w oryginalnej formie.
      Z kolei w 2014 roku pracujący z USA japoński naukowiec potwierdził, że zmodyfikował wirusa świńskiej grypy tak, że może on pokonać układ odpornościowy człowieka. W tym samym roku dowiedzieliśmy się, że w jednym z laboratoriów CDC niezgodnie z procedurami dezaktywowano wąglika, a w magazynie NIH znaleziono nieprawidłowo przechowywane niebezpieczne substancje oraz wirusa ospy. Wtedy też w Stanach Zjednoczonych wprowadzono moratorium na badania z superniebezpiecznymi patogenami. Przerwano m.in. prowadzone badania nad koronawirusami SARS i MERS. Jednak w 2017 roku moratorium zniesiono.
      Obecny spór dotyczy przejrzystości procesu zatwierdzania funduszy dla tego typu badań. Zajmuje się tym National Science Advisory Board for Biosecurity (NSABB), w skład którego wchodzą specjaliści z wielu różnych dziedzin. Pojawiły się głosy, że należy m.in. ujawnić nazwiska członków NSABB. Jednak istnieją obawy, że upublicznienie nazwisk może narazić naukowców na różnego typu nieprzyjemności, zatem eksperci nie będą chcieli tam pracować.
      Thomas Inglesby, dyrektor w Center for Health Security na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa argumentuje, że ujawnienie nazwisk członków NSABB pozwoli sprawdzić, czy nie zachodzi tam konflikt interesów oraz czy mają oni odpowiednie kwalifikacje, by podejmować tak istotne decyzje. Ponadto, jak stwierdza Inglesby, proces powinien być publiczny, a przed przyznaniem środków na badania nad szczególnie niebezpiecznymi wirusami opinia publiczna powinna mieć prawo wypowiedzieć się, co o tym sądzi.
      Eksperci dodają, że tak potencjalnie ryzykowne badania powinny podlegać innym zasadom przyznawania funduszy niż standardowe. Na przykład cały proces powinien być bardziej jawny. Jeśli chcesz prowadzić takie badania, musisz coś poświęcić. A to dlatego, że jeśli taki patogen wydostanie się z laboratorium, to może on zaszkodzić ludziom znajdującym się tysiące kilometrów dalej, mówi epidemiolog Marc Lipsitch z Uniwersytetu Harvarda.
      Jednak, jak zauważają inni eksperci, taka zmiana dodatkowo wydłuży termin rozpoczęcia badań. Jeśli np. naukowcy chcieliby, w ramach poszukiwań szczepionki przeciwko koronawirusowi z Wuhan, zainfekować nim myszy, by wykorzystać je jako modele do poszukiwań szczepionki, musieliby dodatkowo czekać na zakończenie okresu publicznej dyskusji nad przyznaniem funduszy, co opóźniłoby badania.
      Przedstawiciele NIH zwrócili się do NSABB, by do wiosny bieżącego roku opracowano propozycję zmian na rzecz większej transparentności.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W tybetańskim lodowcu znaleziono 28 nieznanych dotychczas rodzajów wirusów. Naukowcy nie wykluczają, że zostaną one uwolnione do środowiska w wyniku topnienia lodowca.
      Mowa tutaj o lodowcu Guliya w północno-zachodniej części Tybetu. Uczeni dwukrotnie pobrali z niego rdzenie. Raz w roku 1992, a po raz drugi w roku 2015. W tym czasie nie podjęto jednak żadnych specjalnych działań mających na celu zabezpieczenie rdzeni przed zanieczyszczeniem przez mikroorganizmy. Zewnętrzna część rdzeni została więc zanieczyszczona, ale wnętrzne rdzeni nie miało kontaktu ze światem zewnętrznym od 15 000 lat.
      Autorzy najnowszych badań postanowili sprawdzić, jakie mikroorganizmy mogą znajdować się wewnątrz rdzeni. Prace nad nimi rozpoczęli w pomieszczeniu, w którym panowała temperatura -5 stopni Celsjusza. Najpierw użyli wysterylizowanej piły, by odciąć od rdzeni zewnętrzną warstwę o grubości 0,5 centymetra. Następnie wymyli pozostałą część rdzeni w etanolu, zmywając z nich kolejne 0,5 centymetra lodu. W końcu za pomocą sterylnej wody zmyli kolejną 0,5-centymetrową warstwę. Gdy w ten sposób pozbyli się około 1,5 centymetra zewnętrznej warstwy, przystąpili do badania mikroorganizmów obecnych w lodzie.
      Okazało się, że wewnątrz rdzeni znajdowały się w sumie 33 rodzaje wirusów, z czego 28 nie było znanych nauce. "Populacja wirusów na długości obu rdzeni znacznie się od siebie różniła, co prawdopodobnie odzwierciedla warunki panujące w czasie formowania się poszczególnych warstw lodu", czytamy w opracowaniu opublikowanym na łamach bioRxiv.
      Lodowce są świetnym archiwum historii Ziemi. Ich badanie wiele mówi na temat warunków panujących w przeszłości. Jeśli zaś chodzi o wirusy, pozwala nam poznać ich historię i ewolucję oraz lepiej zrozumieć współczesne wirusy. Ponadto w miarę postępującego globalnego ocieplenia lodowce się roztapiają, co z jednej strony oznacza zniszczenie tych niezwykłych archiwów, a z drugiej grozi uwolnieniem do środowiska nieznanych patogenów. Im więcej się teraz o nich dowiemy, tym lepiej będziemy przygotowani na spotkanie z nimi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W budownictwie od dawna wykorzystuje się materiały pochodzenia biologicznego, np. drewno. Gdy się ich używa, nie są już jednak żywe. A gdyby tak stworzyć żyjący budulec, który jest w stanie się rozrastać, a przy okazji ma mniejszy ślad węglowy? Naukowcy nie poprzestali na zadawaniu pytań i zabrali się do pracy, dzięki czemu uzyskali beton i cegły z bakteriami.
      Zespół z Uniwersytetu Kolorado w Boulder podkreśla, że skoro udało się utrzymać przy życiu pewną część bakterii, żyjące, i to dosłownie, budynki nie są wcale tylko i wyłącznie pieśnią przyszłości.
      Pewnego dnia takie struktury będą mogły, na przykład, same zasklepiać pęknięcia, usuwać z powietrza niebezpieczne toksyny, a nawet świecić w wybranym czasie.
      Na razie technologia znajduje się w powijakach, ale niewykluczone, że kiedyś żyjące materiały poprawią wydajność i ekologiczność produkcji materiałów budowlanych, a także pozwolą im wyczuwać i wchodzić w interakcje ze środowiskiem - podkreśla Chelsea Heveran.
      Jak dodaje Wil Srubar, obecnie wytworzenie cementu i betonu do konstruowania dróg, mostów, drapaczy chmur itp. generuje blisko 6% rocznej światowej emisji dwutlenku węgla.
      Wg Srubara, rozwiązaniem jest "zatrudnienie" bakterii. Amerykanie eksperymentowali z sinicami z rodzaju Synechococcus. W odpowiednich warunkach pochłaniają one CO2, który wspomaga ich wzrost, i wytwarzają węglan wapnia (CaCO3).
      Naukowcy wyjaśnili, w jaki sposób uzyskali LBMs (od ang. living building material, czyli żyjący materiał), na łamach pisma Matter. Na początku szczepili piasek żelatyną, pożywkami oraz bakteriami Synechococcus sp. PCC 7002. Wybrali właśnie żelatynę, bo temperatura jej topnienia i przejścia żelu w zol wynosi ok. 37°C, co oznacza, że jest kompatybilna z temperaturami, w jakich sinice mogą przeżyć. Poza tym, schnąc, żelatynowe rusztowania wzmacniają się na drodze sieciowania fizycznego. LBM trzeba schłodzić, by mogła się wytworzyć trójwymiarowa hydrożelowa sieć, wzmocniona biogenicznym CaCO3.
      Przypomina to nieco robienie chrupiących ryżowych słodyczy, gdy pianki marshmallow usztywnia się, dodając twarde drobinki.
      Akademicy stworzyli łuki, kostki o wymiarach 50x50x50 mm, które były w stanie utrzymać ciężar dorosłej osoby, i cegły wielkości pudełka po butach. Wszystkie były na początku zielone (sinice to fotosyntetyzujące bakterie), ale stopniowo brązowiały w miarę wysychania.
      Ich plusem, poza wspomnianym wcześniej wychwytem CO2, jest zdolność do regeneracji. Kiedy przetniemy cegłę na pół i uzupełnimy składniki odżywcze, piasek, żelatynę oraz ciepłą wodę, bakterie z oryginalnej części wrosną w dodany materiał. W ten sposób z każdej połówki odrośnie cała cegła.
      Wyliczenia pokazały, że w przypadku cegieł po 30 dniach żywotność zachowało 9-14% kolonii bakteryjnych. Gdy bakterie dodawano do betonu, by uzyskać samonaprawiające się materiały, wskaźnik przeżywalności wynosił poniżej 1%.
      Wiemy, że bakterie rosną w tempie wykładniczym. To coś innego niż, na przykład, drukowanie bloku w 3D lub formowanie cegły. Gdybyśmy mogli uzyskiwać nasze materiały [budowlane] na drodze biologicznej, również bylibyśmy w stanie produkować je w skali wykładniczej.
      Kolejnym krokiem ekipy jest analiza potencjalnych zastosowań platformy materiałowej. Można by dodawać bakterie o różnych właściwościach i uzyskiwać nowe materiały z funkcjami biologicznymi, np. wyczuwające i reagujące na toksyny w powietrzu.
      Budowanie w miejscach, gdzie zasoby są mocno ograniczone, np. na pustyni czy nawet na innej planecie, np. na Marsie? Czemu nie. W surowych środowiskach LBM będą się sprawować szczególnie dobrze, ponieważ do wzrostu wykorzystują światło słoneczne i potrzebują bardzo mało materiałów egzogennych. [...] Na Marsa nie zabierzemy ze sobą worka cementu. Kiedy wreszcie się tam wyprawimy, myślę, że naprawdę postawimy na biologię.
      Badania sfinansowała DARPA (Agencja Badawcza Zaawansowanych Projektów Obronnych).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Inżynierowie z McMaster University zaprezentowali bakteriobójczy żel z bakteriofagów. Można go będzie wykorzystać jako antybakteryjną powłokę implantów, w tym endoprotez czy sterylne rusztowanie dla ludzkich tkanek. Zaledwie jednomilimetrowy żel zawiera aż 300 bilionów fagów.
      Zespół Zeinab Hosseini-Doust wyhodował, wyekstrahował i upakował razem tak dużo bakteriofagów, że spontanicznie utworzyły one ciekłe kryształy. Po dodaniu substancji wiążącej powstała żółtawa "galaretka", która naprawia się nawet po rozcięciu. Unikatowe jest stężenie, jakie byliśmy w stanie uzyskać w laboratorium. W ten sposób powstał stały materiał.
      Polujące na bakterie fagi znajdują się wszędzie, także we wnętrzu naszych ciał - zaznacza Hosseini-Doust. [...] Potrzebujemy nowych sposobów na zabijanie bakterii, a bakteriofagi, które mogą uśmiercać bakterie oporne na antybiotyki, są jedną z obiecujących alternatyw - wyjaśnia doktorantka Lei Tan.
      Hosseini-Doust dodaje, że DNA fagów można łatwo zmodyfikować, tak by obierały one na cel specyficzne komórki, w tym nowotworowe. Dzięki metodzie phage display (fagowej ekspresji peptydów) dałoby się nawet uzyskać fagi radzące sobie z plastikami czy innymi zanieczyszczeniami środowiskowymi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po dostaniu się do płynów ustrojowych gospodarza wirusy zostają powleczone białkami. Stają się przez to bardziej zakaźne. Takie wirusy mogą również przyspieszać tworzenie włókien amyloidowych, które odgrywają ważną rolę w chorobie Alzheimera (ChA).
      Wyobraźmy sobie piłkę tenisową, która wpada do miski mleka z płatkami. Natychmiast powlekają ją lepkie cząstki, które pozostają nawet po wyjęciu piłki z naczynia. To samo dzieje się, gdy wirus wchodzi w kontakt z bogatą w białka krwią lub płynem układu oddechowego. Wiele z tych białek błyskawicznie przywiera do powierzchni wirusa, tworząc tzw. koronę białkową - wyjaśnia Kariem Ezzat z Uniwersytetu Sztokholmskiego i Karolinska Institutet.
      Zespół Ezzata badał koronę białkową wirusa RSV (ang. Respiratory Syncytial Virus) w różnych płynach ustrojowych. Sygnatura korony białkowej RSV we krwi jest bardzo różna od korony tworzącej się w płynach układu oddechowego. Różni się też u poszczególnych osób [...].
      Na poziomie genetycznym wirus pozostaje taki sam. Tożsamości nabywa, akumulując różne korony białkowe w różnych środowiskach. [...] Wykazaliśmy, że sporo tych koron sprawia, że RSV jest bardziej zakaźny.
      Szwedzi wykazali także, że RSV i wirus opryszczki pospolitej HHV-1 wiążą się z białkami amyloidowymi. Ezzat i inni zademonstrowali, że HSV-1 może przyspieszać przekształcanie rozpuszczalnej formy we włókna amyloidowe, które tworzą złogi.
      Badania na myszach będących modelem ChA pokazały, że choroba rozwinęła się w zaledwie 2 doby od zakażenia (obserwowano nasilenie akumulacji Aβ42 zarówno w hipokampie, jak i w korze). Pod nieobecność infekcji HSV-1 proces ten zajmuje zwykle kilka miesięcy.
      Opisane przez nas mechanizmy mogą mieć wpływ nie tylko na zrozumienie czynników określających zakaźność wirusów, ale i na opracowanie nowych metod projektowania szczepionek. Zdobyte dowody powinny też zwiększyć zainteresowanie rolą wirusów w chorobach neurodegeneracyjnych, np. ChA.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...