Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Roślinne zamienniki mięsa zdrowsze dla nas i planety. To lepsze niż namawianie do wegetarianizmu

Recommended Posts

Metaanaliza 43 prac naukowych przeprowadzona na University of Bath wykazała, że roślinne alternatywy mięsa są zdrowsze zarówno dla człowieka, jak i dla planety. Autorzy skupili się na zdrowotnych i środowiskowych cechach takich produktów oraz postawach konsumentów wobec nich. Jako że roślinne alternatywy mięsa są robione tak, by naśladować teksturę, smak i  doświadczenie związane ze spożywaniem mięsa, są bardziej efektywnym sposobem na zmniejszenie zapotrzebowania na mięso niż samo zachęcanie ludzi do diety wegetariańskiej.

Produkcja żywności to jeden z głównych czynników przyczyniających się do zmian klimatycznych oraz niszczenia ekosystemów. To źródło dużej emisji gazów cieplarnianych, zużycia słodkiej wody, prowadzi ona do wylesiania, utraty bioróżnorodności, zakłócenia cyklu obiegu fosforu i azotu w przyrodzie. Jednak te „winy” rolnictwa nie rozkładają się równomiernie. Hodowla zwierząt wymaga zużycia większej liczby zasobów na jednostkę masy pożywienia niż produkcja roślinna. Wynika to z faktu, że efektywność produkcji białka zwierzęcego jest niezwykle niska.

Zwierzęta hodowlane na całym świecie konsumują rocznie 4,6 Gt węgla pierwiastkowego, ale pozyskiwane z nich produkty mleczne i mięsne zawierają tylko 0,12 Gt węgla. To zaledwie 2,6% tego, co zjadły zwierzęta. Większość składników pokarmowych jest bowiem zużywana na procesy życiowe, a nie na wytwarzanie mięsa i mleka. Z tego też powodu produkcja mięsa jest bardzo nieefektywna. Średnio globalnie z 1 hektara pszenicy otrzymamy 250 kg białka, ale z 1 ha pastwiska tylko 10 kg białka z wołowiny. I mimo, że około 80% ziemi rolnej przeznaczone jest pod produkcję zwierzęca, to otrzymujemy z niej mniej niż 40% białka i 20% kalorii spożywanych przez ludzi. Dodatkowo produkcja zwierzęca wiąże się z olbrzymią emisją zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych.

Ta nieefektywność powoduje, że w miarę jak zwiększa się liczba ludności i coraz więcej osób chce jeść coraz więcej mięsa, jego produkcja staje się coraz większym problemem dla środowiska. Nie wspominając o zdrowotnych skutkach spożywania nadmiernych ilości mięsa i tłuszczów zwierzęcych.

Coraz częściej słyszymy głosy namawiające nas do przechodzenia na dietę wegetariańską lub wegańską. Jednak takie namowy niewiele dają. Zdaniem naukowców z Bath lepszym rozwiązaniem jest skupienie się na roślinnych odpowiednikach mięsa. Zapewnienie dostępu do takich produktów i obniżenie ich ceny może być naprawdę skuteczne. Tym bardziej, że niewielkie zmiany mogą nieść ze sobą duże korzyści. Z jednego z analizowanych badań wynika, że jeśli w samych tylko Niemczech konsumenci zastąpią 5% białka z wołowiny białkiem z grochu, to roczna emisja CO2 zmniejszy się nawet o 8 milionów ton. Z kolei w innych badaniach znaleźli informację, że ilość gazów cieplarnianych emitowanych podczas produkcji burgera roślinnego jest o 98% niższa niż w przypadku burgera wołowego. Generalnie rzecz biorąc, produkcja żywności roślinnej znacznie mniej obciąża środowisko, niż żywności zwierzęcej.

Naukowcy przyjrzeli się też profilowi zdrowotnemu mięsa i produktów roślinnych, które mają je zastępować. Stwierdzili, że generalnie roślinne zamienniki mięsa są zdrowsze. Prace, w których badano ten aspekt za punkt wyjścia przyjęły brytyjski Nutrient Profiling Model i na jego podstawie klasyfikowali produkty. Okazało się, że do grupy „mniej zdrowe” trafiło 40% produktów mięsnych i 14% ich alternatyw.

Autorzy jeszcze innych prac zauważali, że roślinne alternatywy dla mięsa i produktów mlecznych pomagały w utracie wagi, budowie masy mięśniowej i można było je stosować w diecie osób z różnymi schorzeniami. Alternatywy mięsa łatwo jest wzbogacać o najróżniejsze składniki pokarmowe, zwiększając zawartość aminokwasów, witamin czy przeciwutleniaczy. Dalszy rozwój technologii ich produkcji pozwoli zapewne na kolejne polepszanie ich właściwości odżywczych.

Główny autor analizy, doktor Chris Bryant, mówi, że coraz bardziej widać, iż roślinne alternatywy są w stanie zmniejszyć zapotrzebowanie na mięso odwołując się do trzech podstawowych czynników: smaku, ceny i wygody. Nasz przegląd dostarcza przytłaczających dowodów na to, roślinne zamienniki mięsa nie tylko są produkowane w sposób bardziej zrównoważony powodując mniejszą emisję gazów cieplarnianych, mniejsze zużycie wody i terenu, ale niosą ze sobą również liczne korzyści zdrowotne.

Uczony zauważa, że pomimo olbrzymich postępów na polu produkcji takich zamienników, wciąż istnieją olbrzymie możliwości poprawy ich smaku, tekstury czy metod przyrządzania. Istnieje też wielki potencjał zwiększenia ich właściwości zdrowotnych, na przykład poprzez dodanie witamin, podsumowuje.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
45 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Uczony zauważa, że pomimo olbrzymich postępów na polu produkcji takich zamienników, wciąż istnieją olbrzymie możliwości poprawy ich smaku, tekstury czy metod przyrządzania.

Czyli po prostu nadal nie smakują jak to, co udają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby ludzi tyło 10x mniej, a najlepiej 100x, to wtedy trawożercy mieli by się gdzie paść w warunkach naturalnych i w wystarczającej ilości. W tej sytuacji człowiek podmienił by drapieżniki i żył by z dziczyzny. Lwy i wilki oglądali byś my w ZOO

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Zdecydowanie najlepsze zaś dla tych co prowadzą nad tym badania i to sponsorują (Gates) :)
Dalej - żeby stwierdzić że coś jest zdrowsze albo mniej zdrowe to trzeba dużej ilości badań na dużej populacji na przestrzeni wielu lat. To że czerwone mięso może zwiększać ryzyko raka - tego nie odkryto w ciągu paru miesięcy badań ale potrzebowano na to naprawdę wielu badań na przestrzeni dziesiątek lat.
 

21 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

roślinne alternatywy dla mięsa i produktów mlecznych pomagały w utracie wagi, budowie masy mięśniowej i można było je stosować w diecie osób z różnymi schorzeniami

Zdecydowanie - jakbym miał jeść coś niedobrego - moja waga by spadła i byłbym na diecie.  A jeśli to byłoby białko - to pewnie i masa mięśniowa by wzrosła.
 

21 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Ta nieefektywność powoduje, że w miarę jak zwiększa się liczba ludności i coraz więcej osób chce jeść coraz więcej mięsa, jego produkcja staje się coraz większym problemem dla środowiska

A dla ludzi? Oj, dla ludzi to chyba nie jest problem zwiększyć produkcję mięsa.
Ale żeby nie było - ogólnie zgoda z tezą artykułu że można produkować efektywniej żywność. Ale czy lepszą to nie byłbym pewien.
Jeśli będzie lepsza - wyprze sama produkcję mięsa. Obawiam się jednak że nie dokona to się na zasadzie: lepsza/gorsza tylko na zasadzie my wam towarzysze pomożemy wybrać co macie jeść i wcale te teczuszki pełne pieniędzy od lobbystów nie mają znaczenia w tym procesie wyboru :D

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
3 godziny temu, thikim napisał:

Zdecydowanie najlepsze zaś dla tych co prowadzą nad tym badania i to sponsorują (Gates) :)

Jeśli będzie lepsza - wyprze sama produkcję mięsa. Obawiam się jednak że nie dokona to się na zasadzie: lepsza/gorsza tylko na zasadzie my wam towarzysze pomożemy wybrać co macie jeść i wcale te teczuszki pełne pieniędzy od lobbystów nie mają znaczenia w tym procesie wyboru :D

Piszesz to tak, jakby Gates był skazany na sponsorowanie zamienników mięsa i dlatego wspierał ich wprowadzanie, natomiast zależność jest odwrotna. Sponsoruje on rozwój zamienników mięsa, bo uważa je za dobre rozwiązanie. 

Być może to podejście rynkowe działałoby dobrze, gdyby rynek żywności działał dobrze. Dziś hodowla zwierząt dostaje duże dopłaty, więc możliwe, że gdyby nie one, to produkcja mięsa znacząco by spadła. To trochę jakby pisać, że gdyby transport zbiorowy był taki dobry, to wyparłby transport samochodowy, więc nie powinien być dotowany. Takie podejście pomija fakt, że kierowcy samochodów są dotowani dużo większymi kwotami, np budując dla nich miejsca parkingowe itp.

Edited by Flaku

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Flaku napisał:

Takie podejście pomija fakt, że kierowcy samochodów są dotowani dużo większymi kwotami, np budując dla nich miejsca parkingowe itp.

Dotowani? Kolega chyba nie wie jak ogromne są roczne wpływy z podatków i akcyzy towarzyszące każdemu litrowi sprzedawanego paliwa. A to nie jedyna forma dojenia kierowców... Poza tym same parkingi są zazwyczaj płatne, przynajmniej te w bardziej obleganych miejscach publicznych.

Zabrzmiało to tak, jakby kierowcom przychylano nieba, a jest odwrotnie. Doi się ich do granic możliwości, a w zamian oferuje dziurawe drogi, na które wiecznie "ni ma piniendzy". Co z resztą stwarza dodatkowe koszta: uszkodzone zawieszenia, powodowanie wypadków, bo człowiek zamiast patrzeć przed siebie, patrzy pod siebie, żeby w dziurę czy koleinę przypadkiem nie trafić, itd.

Bardzo nietrafione twierdzenie te dotowanie kierowców.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
12 godzin temu, Maximus napisał:

Bardzo nietrafione twierdzenie te dotowanie kierowców.

Nietrafione tylko dla kogoś, kto nie ma pojęcia jakie są koszty infrastruktury samochodowej. 

Edited by Flaku
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
1 godzinę temu, Flaku napisał:

Nietrafione tylko dla kogoś, kto nie ma pojęcia jakie są koszty infrastruktury samochodowej.

Pracujesz w GDDKiA czy coś, że sugerujesz posiadanie większej wiedzy w temacie? :lol:

U nas ogólnie to nic się nie opłaca. Jak widać kierowcom trzeba "dotować" parkingi, bo z ich podatków na to nie wystarcza, trzeba dotować kopalnie, szpitale, zakłady energetyczne, szkoły, gminy i nierobów spod budki z piwem. W Niemczech pracownicy budowlani zarabiają pewnie z 4-5x tyle co nasi, a pomimo to my mamy 10-15% droższy koszt wybudowania kilometra drogi. O jakości tego wykonania też nie ma co wspominać. Podobnie było ze stadionami. Gdyby ta kasa była wykorzystywana efektywnie to nikt kierowców nie musiałby "dotować". Może to jest problemem, a nie kierowcy....?

Także podsumowując powtórzę Ci i dodam: co najmniej niegrzeczne jest sugerowanie, że polskiego kierowcę trzeba dotować, kiedy doi się go jak krowę, karze się go wyskakując z radarem z przysłowiowych krzaków w zamian oferując niewiele, a ktoś jeszcze mówi mu, że trzeba go "dotować". Za tanie masz paliwo? :lol: Uderz z takimi pomysłami do naszego pinokia, fucha w ministerstwie czeka. :lol:

Edited by Maximus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Być może moja poprzednia odpowiedź była poniżej poziomu tego portalu, przepraszam. Nie pracuję w GDDKiA i nigdzie nie pisałem, że w ogóle chodzi o Polskę (nie wiem, czy w ogóle ktoś podjął się oszacowania tego u nas w kraju). Temat jest dość powtarzalny i mniej więcej wszędzie kierowcy po pierwsze nie doceniają kosztów, które samochód generuje dla nich samych, a po drugie uważają, że są skarbonką bez dna dla rządu. GDDKiA też nie ma tu zapewne pełnych danych i nie jest główną konkurencją dla transportu publicznego, o którym wspomniałem. Koszty które ponosimy w związku z wszechobecną samochodozą spadają też na miasta, spółdzielnie mieszkaniowe itp. Od miast oczekuje się ciągłego zwiększania przepustowości ulic i zapewniania miejsc parkingowych. Kosztuje nie tylko ich wybudowanie i utrzymanie, ale także ziemia przeznaczona na te cele, która na terenach mocno zurbanizowanych jest droga. Koszty ponoszą też mieszkańcy osiedli, którzy przez wymóg zapewnienia odpowiedniej ilości miejsc parkingowych płacą drożej za kupno mieszkania i większe czynsze. Podsyłam opracowanie z wyliczeniami jak to wygląda u naszych sąsiadów. Polecam cały artykuł, ale podsumowanie kosztów o ktorych mówimy można wyciągnąć z tabeli 3 https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0921800921003943?via%3Dihub

Czy zaryzykowałbyś stwierdzenie, ze u nas wygląda to odwrotnie, zwłaszcza patrząc na to, jak rząd ostatnio obniżył opodatkowanie paliw?

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 4.08.2022 o 20:01, Flaku napisał:

a po drugie uważają, że są skarbonką bez dna dla rządu.

A Ty uważasz, że nie są? Pierwszy z brzegu link z archiwum hipokryzji.

https://natemat.pl/212121,kaczynski-wolalby-zeby-polscy-kierowcy-nigdy-nie-zobaczyli-tego-zdjecia-to-idealny-dowod-na-hipokryzje-dobrej-zmiany

2076061750_cdbc75480a2e68477e16cfc9ed871790840000.jpg.fe3f2c54b1d4462fbe049e3f2803cbdd.jpg

Paliwo opodatkowane jest jak dobro luksusowe, a czy jest wg Ciebie dobrem luksusowym? To nie alkohol czy fajki, ludzie potrzebują paliwa, aby dojechać do pracy, zawieźć dzieci do szkoły, zrobić zakupy. Jeżeli ściągając w podatkach drugie tyle co sam koszt paliwa nadal brakuje w budżecie na kierowców to coś jest nie tak. I moim zdaniem nie jest to wina kierowców. Jest to wina złodziejstwa, machlojek i ostatecznie niegospodarności/marnotrawstwa rządÓW- bo nie tylko tego, ale wszystkich po kolei.

Przepraszam, ale nie wnikam w te zestawienia, bo moim zdaniem nieistotne są sprawy w skali mikro, kiedy problemy są już w makro.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 11.08.2022 o 12:15, Maximus napisał:

Paliwo opodatkowane jest jak dobro luksusowe, a czy jest wg Ciebie dobrem luksusowym? To nie alkohol czy fajki, ludzie potrzebują paliwa, aby dojechać do pracy, zawieźć dzieci do szkoły, zrobić zakupy.

Tak. Paliwo to dobro luksusowe. Założenie, że ludzie muszą jeździć wszędzie samochodem nie jest prawdziwe i przyjmowanie go za oczywistość prowadzi do wielu patologii. 

 

W dniu 11.08.2022 o 12:15, Maximus napisał:

Jeżeli ściągając w podatkach drugie tyle co sam koszt paliwa nadal brakuje w budżecie na kierowców to coś jest nie tak. (...) Jest to wina złodziejstwa, machlojek i ostatecznie niegospodarności/marnotrawstwa rządÓW

Nie. Jest to wina tego, że transport samochodowy jest bardzo niewydajny i generuje masę kosztów, które są eksternalizowane na społeczeństwo. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 godzin temu, Flaku napisał:

Założenie, że ludzie muszą jeździć wszędzie samochodem nie jest prawdziwe i przyjmowanie go za oczywistość prowadzi do wielu patologii.

Nie wiem gdzie kolega przespał ostatnie kilkadziesiąt lat, ale twierdzenie, że ludzie poradziliby sobie bez samochodów w dzisiejszych czasach jest zamykaniem oczu na rzeczywistość. Samochód już dawno przestał być dobrem dostępnym tylko dla bogaczy, a co za tym idzie paliwo również. Kolega niech spróbuje rozwieźć autobusami/rowerem...? dwójkę/trójkę dzieci po przedszkolach/szkołach, zajechać do pracy, zrobić zakupy, załatwić po drodze jakieś dodatkowe sprawy. Teoretyzować można owszem, ale rzeczywistości to nie zmieni.

21 godzin temu, Flaku napisał:

Nie.

Tak. Kolega zapewne nie wie jaka patologia panuje w przetargach publicznych. Kiedy państwo coś zleca płaci za to kilkukrotnie więcej niż gdyby zleciła to firma prywatna. I tu wiem co mówię, bo znam to z własnych doświadczeń. I dalej będę twierdził, że to państwowe marnotrawstwo i machloje są winne tego, że pomimo horrendalnego opodatkowania paliwa nadal nie starcza na utrzymanie i budowę nowych dróg. Inne rzeczy to przy tym pikuś.

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Maximus napisał:

I dalej będę twierdził, że to państwowe marnotrawstwo i machloje są winne tego, że pomimo horrendalnego opodatkowania paliwa nadal nie starcza na utrzymanie i budowę nowych dróg.

Nie znam się, ale z KPO na trochę by starczyło, czyż nie tak? Myślę, że to nie tylko marnotrawstwo i machloje, a zwykła polityka utrzymania na dłużej zdobyczy "prawicowego socjalizmu". :P
Rodzina pis "na swoim". ;)

P.S. Wydaje mi się, że próba utrzymania "klasycznego" podziału prawica - lewica w dzisiejszych czasach nie bardzo ma już sens (właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek miała sens...). Jankeski toporek lepiej to odzwierciedla: konserwa vs. demokracja. ;) Brytole (jak spojrzysz, to CZYSTY socjalizm :)) linię podziału stawiają nieco gdzie indziej, ale podobnie; liberalizmem (zwłaszcza gospodarczym) epatuje jednak wielu konserwatystów. ;) Czy termin "wolnościowiec" jest lepszy? Nie wiem... Od zawsze wierzyłem w wolnych i świadomych ludzi, ale to utopia; choćby z naszego małego podwórka - jest KOŚCIÓŁ pis z TVP jako "nośnikiem idei".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania nad dietą paleolitycznych łowców-zbieraczy, zarówno H. sapiens jak i H. neanderthalensis, koncentrowały się głównie na konsumpcji mięsa. Od dawna bowiem identyfikowano kości, pozostałe po zjadanych przez ludzi zwierzętach. Jednak wraz z rozwojem technik badawczych zdobywamy coraz więcej dowodów na to, że w diecie ludzi paleolitu rośliny odgrywały znacznie większą rolę niż nam się wydaje, a używane przez nich techniki kulinarne były bardziej skomplikowane, niż sądzimy.
      Grupa brytyjskich naukowców pracujących pod kierunkiem Cerena Kabukcu z University of Liverpool opublikowała na łamach Antiquity wyniki badań nad pozostałościami spożywanych roślin przez paleolitycznych mieszkańców jaskiń Franchthi (Grecja) oraz Shanidar (góry Zagros, iracki Kurdystan). Nowoczesne techniki badawcze pozwoliły im na zidentyfikowanie diety ludzi żyjących nawet 70 000 lat temu oraz metod przygotowywania posiłków. Przed naszymi badaniami najstarsze zidentyfikowane w Azji południowo-zachodniej pozostałości po posiłkach roślinnych pochodziły z Jordanii sprzed 14 400 lat. Zbadaliśmy pozostałości posiłków w dwóch miejscach z późnego paleolitu, mówi Kabukcu.
      W jaskini Franchthi uczeni znaleźli resztki jedzenia sprzed 11,5–13 tysięcy lat. Odkryli tam fragment dobrze zmielonego pożywienia, którym mógł być chleb, kawałek ciasta lub owsianki oraz fragmenty grubo zmielonych ziaren. W Shanidar, którą przed 40 000 lat zamieszkiwali H. sapiens, a przed 70 000 lat neandertalczycy, również odkryto resztki roślinnego pożywienia. W pożywienie wmieszane były gorczyca i pistacja terpentynowa. W warstwie odpowiadającej zamieszkaniu jaskini przez neandertalczyków znaleziono nasiona traw wymieszane z roślinami strączkowymi. Już podczas wcześniejszych badań na zębach neandertalczyków z Shanidar odkryto ślady nasion traw.
      W obu jaskiniach natrafiono na zmielone lub zmiażdżone owoce wyki soczewicowatej, groszku (Pisum) i grochu (Lathrus). W trakcie badań stwierdzili, że mieszkańcy jaskiń dodawali te owoce do mieszanki, którą zalewali ciepłą wodą podczas rozcierania, mielenia czy miażdżenia. Większość używanych przez nich roślin strączkowych ma gorzki smak. We współczesnej kuchni rośliny te są często moczone, podgrzewane i usuwa się z nich łupinki, by pozbyć się gorzkiego smaku czy toksyn. Odkrycia zespołu Kabukcu sugerują, że ludzie postępują tak od dziesiątków tysięcy lat. Jednak fakt, że nie nie usuwali całkowicie łupinek sugeruje, iż zależało im na zachowaniu części gorzkiego smaku.
      Wcześniejsze badania, dotyczące neolitu, dobrze udokumentowały wykorzystanie gorczycy. Z innych badań wiemy, że w obozowiskach ludzi paleolitu znajdowano pozostałości dzikich gorzkich migdałów, pistacji terpentynowej czy dzikich owoców. Wszystkie te rośliny miały ostry lub gorzki smak. Teraz wiemy, że stanowiły one część diety i to w miejscach znacznie od siebie odległych. Możemy więc przypuszczać, że już ludzie paleolitu przyprawiali swoje potrawy, używając do tego złożonych mieszanek roślinnych, które poddawali różnym technikom obróbki. To właśnie stąd mogły wziąć się współczesne praktyki kulinarne.
      Zarówno neandertalczycy jak i wcześni H. sapiens jedli rośliny, jednak podstawę ich diety stanowiło mięso. Możemy to wnioskować na podstawie składu izotopowego ich kości. Niedawne badania pokazują, że neandertalczycy polegali w znacznej mierze na mięsie. To Homo sapiens wprowadził do swojej diety znacznie większe zróżnicowanie z większą proporcją roślin.
      Jednak nawet wówczas, gdy mięso stanowiło znaczącą część diety, istniały złożone praktyki kulinarne, które pozwalały przyprawiać posiłki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańskie agencje zajmujące się ochroną środowiska informują o znalezieniu w organizmach zwierząt łownych podwyższonych poziomów niebezpiecznych związków chemicznych. W związku z tym w niektórych regionach kraju wydano ostrzeżenie, by nie jeść mięsa upolowanych zwierząt i złowionych ryb. W wielu stanach, jak np. Michigan czy Maine stwierdzono występowanie wysokich poziomów związków per- i polifluoroalilowych (PFAS) w organizmach dzikich zwierząt. Ze względu na swoją trwałość są one zwane „wiecznymi chemikaliami”.
      PFAS wywołują choroby tarczycy, podwyższają poziom cholesterolu, mogą prowadzić do uszkodzenia wątroby, niskiej wagi urodzeniowej, nowotworu nerek i jąder i wielu innych schorzeń. W ostatnim czasie do związków tych, wykorzystywanych np. w przemyśle odzieżowym czy produkcji powłok nieprzywierających, przywiązuje się coraz większą wagę. PFAS charakteryzuje bowiem wysoka trwałość, a to oznacza, że albo nie ulegają rozkładowi, albo ulegają mu niezwykle wolno, zatem mogą kumulować się w organizmie i pozostawać w nim przez całe życie.
      Związki tego typu trafiają do środowiska w wyniku produkcji przemysłowej, wraz z wyrzucanymi śmieciami, są używane w piankach gaśniczych i w rolnictwie.
      W studniach w stanie Maine już znaleziono stężenie tych związków o setki razy przekraczające dopuszczalne normy. W związku z tym stanowy parlament przyjął ustawę, zgodnie z którą od roku 2030 nie będzie można tych związków używać. W Kalifornii zabroniono sprzedaży kosmetyków zawierających PFAS, a coraz więcej stanów wprowadza własne przepisy je ograniczające
      To właśnie Maine było pierwszym stanem, w którym zauważono wysoki poziom PFAS w mięsie jeleni. Inne stany rozpoczęły własne badania i okazało się, że również i tam poziom PFAS w mięsie dzikich zwierząt jest zbyt wysoki. Dlatego też w wielu miejscach wydano ostrzeżenia.
      PFAS znaleziono też w ostrygach wokół Florydy. Po przebadaniu 150 ostryg zebranych w różnych miejscach, podwyższony poziom chemikaliów znaleziono w każdej z nich. Naukowcy mówią, że najlepszym sposobem na uchronienie się przed negatywnymi skutkami PFAS byłoby zmniejszenie ekspozycji, jednak będzie to trudne, gdyż mocno zanieczyściliśmy nimi środowisko.
      W wielu miejscach w lasach ustawiono znaki ostrzegające przed PFAS, jednak specjaliści sądzą, że niewiele osób zrezygnuje z tego powodu z jedzenia upolowanej zwierzyny. Przyznają, że jedyne, co można zrobić, to z jednej strony próbować redukować ilość tych związków w przyrodzie, a z drugiej – informować ludzi, by mogli świadomie dokonać wyboru.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kraje, wdrażające plany wychodzenia z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19, powinny uwzględnić w nich też dietę swoich obywateli i zachęcać ich do zmniejszenia spożycia mięsa, na rzecz większej konsumpcji warzyw i owoców, uważają naukowcy z University of Edinburgh. Zdaniem badaczy, jeśli zachęcimy ludzi do jedzenia większej ilości warzyw i owoców, to każdego roku liczba przedwczesnych zgonów zmniejszy się nawet o 26 milionów.
      Wiele przedwczesnych zgonów spowodowanych chorobami serca, udarami i nowotworami – a więc chorobami, które są też czynnikami ryzyka w przypadku COVID-19 – można uniknąć, jeśli spadnie globalne spożycie mięsa. Tymczasem wykonana przez uczonych z Edynburga analiza wskazuje, że nadanie wyłącznego priorytetu kwestiom gospodarczym, spowoduje miliony zgonów wywołanych złą dietą, pogorszy stan środowiska i doprowadzi do wzrostu cen żywności.
      Naukowcy wykorzystali modele komputerowe do oceny przyszłych skutków różnych planów wychodzenia świata z pandemii COVID-19. Ocenili, jakie będą skutki wdrożenia tych planów w latach 2019–2060. Analizie zostały poddane cztery różne scenariusze, a jej autorzy sprawdzali, jak wpłyną one na globalny system produkcji żywności.
      Z analiz wynika, że zachęcanie ludzi do jedzenia mniejszej ilości mięsa, a większej warzyw i owoców doprowadzi do rocznego spadku liczby przedwczesnych zgonów o 2600 na milion. Jako, że do roku 2060 populacja ludzi może sięgnąć 10 miliardów, taka zmiana oznaczałaby zmniejszenie przedwczesnej liczby zgonów o 26 milionów tylko w roku 2060. Co więcej, niższe spożycie mięsa będzie prowadziło do spadku cen żywności, szczególnie w krajach ubogich. Obecnie ich mieszkańcy wydają na żywność 50% zarobków. W roku 2060 mogliby zaś wydawać 10%. Zmniejszenie ilości spożywanego mięsa zmniejszy też zapotrzebowanie na ziemię uprawną, jej nawadnianie i nawożenie, co z kolei poprawi jakość wód oraz pozytywnie wpłynie na bioróżnorodność.
      Na drugim zaś biegunie analiz znajduje się sytuacja, w której rządy skupiają się tylko i wyłącznie na odbudowie ekonomicznej. W takim przypadku w roku 2060 będziemy mieli do czynienia z 780 dodatkowymi przedwczesnymi zgonami na milion osób, zatem umrze wówczas około 8 milionów osób. Dojdzie też do zwiększenia areałów ziemi uprawnej, dodatkowego zużycia nawozów, a to spowoduje dodatkowe zanieczyszczenie środowiska i wzrost cen żywności.
      Plany wychodzenia z pandemii COVID-19 to okazja, by zmniejszyć negatywny wpływ systemu produkcji żywności na ludzkie zdrowie, środowisko i dostępność samej żywności, stwierdzają autorzy raportu. Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach The Lancet. Planetary Health.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Yale University sądzą, że możliwe byłoby wykorzystanie roślin do... badaniach chorób psychicznych u ludzi. I nie tylko tak sądzą, ale nawet poczynili pierwszy ważny krok w kierunku takich badań. Na łamach Cellular and Molecular Life Sciences opisali gen, który jest bardzo podobny u roślin oraz ssaków i który w obu grupach wpływa na zachowanie.
      Wiele lat temu zainteresowałem się ideą mówiącą, że w każdym żywym organizmie musi do pewnego stopnia istnieć jakaś homologia, jakieś podobieństwo w tym, czym są i co robią, mówi profesor medycyny porównawczej Tamas Horvath. Gdy z czasem zaczął badać zachowanie i mitochondria, przypomniał sobie o swoich dawnych zainteresowaniach. Pomyślał, że gdyby zmienić pewne geny mitochondriów u zwierząt i zobaczyć, jak wpłynęło to na zachowanie, a następnie dokonać podobnych zmian w roślinach i porównać ich zachowanie, to być może udałoby się lepiej zrozumieć ludzkie zachowanie na podstawie badań roślin. A jeśli byłoby to możliwe, to być może w kolejnym kroku udałoby się stworzyć np. roślinny model schizofrenii.
      Stworzenie takiego modelu oznaczałoby, że mielibyśmy alternatywną grupę organizmów żywych – nie tylko ssaki – na której można by badać podstawy ludzkiego zachowania, mówi Horvath, przypominając, że celem medycyny porównawczej jest właśnie badanie, jak modele tworzone na podstawie innych gatunków mogą być użyte do badania ludzi.
      Horvath i jego zespół zaczęli więc badać gen FMT (Friendly Mitochondria) w rzodkiewniku pospolitym oraz bardzo podobny gen myszy, CLUH (Clustered mitochondria homolog).
      Mitochondria regulują ważne funkcje życiowe, jak metabolizm, i są kluczowe dla zdrowia. Zarówno u roślin, jak i u ludzi, źle funkcjonujące mitochondria mogą wpłynąć na rozwój i pojawienie się licznych chorób. U ludzi mają wpływ na rozwój m.in. chorób neurodegeneracyjnych.
      Grupa Horvatha zbadała rośliny z prawidłowo funkcjonującym FMT, rośliny pozbawione FMT oraz rośliny z nadaktywnym FMT. Okazało się, że gen ten wpływa na wiele elementów rośliny, w tym na kiełkowanie, długość systemu korzeniowego, czas kwitnienia czy wzrost liści. Jednak nie tylko. Naukowcy przeanalizowali również dwie ważne reakcje badanych roślin.
      Pierwszą z nich była reakcja na obecność nadmiernej ilości soli. Zbyt dużo soli może zabić roślinę, więc rośliny rozwinęły zachowania pomagające jej unikać. Gdy w środowisku pojawia się nadmiar soli, rośliny zatrzymują kiełkowanie, opóźniają kwitnienie, zatrzymują rozrastanie się systemu korzeniowego. Okazało się, że FMT jest krytycznym elementem regulującym te zachowania.
      Drugi typ zachowania roślin, jaki został zbadany, to ich ruchy bazujące na rytmie dobowym. "Rośliny są niezwykle wrażliwe na rytm dobowy, gdyż światło jest krytycznym źródłem energii, wyjaśnia Horvath. W przypadku rzodkiewnika rytm dobowy decyduje o poruszaniu się liści za dnia i w nocy. W ciągu dnia liście są bardziej płaskie i bardziej wystawione na słońce. Nocą liście się unoszą. Badania wykazały, że FMT reguluje zarówno zakres, jak i tempo ruchu liści.
      Następnie uczeni, chcąc przełożyć swoje spostrzeżenia na świat zwierząt, badali cały szereg zachowań myszy, obserwując m.in. zwierzęta ze zredukowaną aktywnością CLUH. Okazało się, że myszy, u których CLUH było mniej aktywne, przebywały krótsze odcinki i poruszały się wolniej.
      Reakcja myszy była podobna do reakcji roślin. Doszło do zmiany tempa i ogólnej lokomocji. To bardzo proste porównanie, ale pokazuje, że mamy tutaj do czynienia z obecnym w mitochondriach mechanizmem, który odpowiada za podobne funkcje u zwierząt i roślin, wyjaśnia Horvath.
      Naukowcy mówią, że to ekscytujący pierwszy krok, gdyż rośliny takie jak rzodkiewnik mają bardzo wiele genów i procesów komórkowych, które są podobne do genów i procesów komórkowych u ssaków.
      Naszym długoterminowym celem jest stworzenie katalogu podobieństw pomiędzy roślinami a zwierzętami i wykorzystanie go do szukania odpowiedzi na pytania naukowe. Być może w przyszłości rośliny będą służyły jako organizmy modelowe w badaniach behawioralnych, stwierdza Horvath.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ssaki spożywające mięso są bardziej narażone na nowotwory niż ssaki roślinożerne, wynika z badań przeprowadzonych na tysiącach zwierząt z ogrodów zoologicznych. Zrozumienie, dlaczego roślinożercy są mniej narażeni na nowotwory może pomóc w opracowaniu metod ochrony ludzi przed tymi chorobami.
      Orsolya Vincze i jej koledzy z węgierskiego Centrum Badań Ekologicznych przeanalizowali wyniki sekcji zwłok 110 148 zwierząt ze 191 gatunków ssaków, które padły w ogrodach zoologicznych. Naukowcy chcieli oszacować ryzyko zgonu z powodu nowotworów. Okazało się, że ssaki mięsożerne są bardziej narażone na nowotwory niż ssaki, które jedzą mięso rzadko lub nigdy.
      Najmniej narażoną grupą były parzystokopytne, do których należą owce czy krowy. Z kolei zwierzęciem najbardziej narażonym na zgon z powodu nowotworu był niewielki australijski kowari. W 16 na 28 badanych przypadków zgonów tych zwierząt przyczyną był nowotwór. Z kolei wśród padłych 196 antylop indyjskich i 213 mar patagońskich  nie stwierdzono żadnego przypadku nowotworu.
      Takie wyniki podważają powszechne przekonanie, że większe dłużej żyjące zwierzęta są bardziej narażone na nowotwory, gdyż mają więcej komórek, które mogą mutować i więcej czasu, by do tych mutacji doszło. Wydaje się, że ryzyko nowotworu jest w dużej mierze związane z dietą. Badacze zastrzegają jednak, że koniecznie jest zweryfikowanie, czy zjawisko zaobserwowane wśród zwierząt z ogrodach zoologicznych dotyczy również zwierząt dziko żyjących.
      Dlaczego jednak jedzenie mięsa miałoby być powiązane z większym ryzykiem rozwoju nowotworów? Vincze mówi, że jedną z przyczyn mogą być wirusy znajdujące się w mięsie. Niektóre z nich mogą powodować nowotwory. Wiadomo ma przykład, że u niektórych trzymanych w niewoli lwów nowotwory pojawiły się w z powodu papillomawirusów obecnych w spożywanym przez nie mięsie krów. Inną przyczyną mogą być zanieczyszczenia. W organizmach znajdujących się wyżej w łańcuchu pokarmowym zanieczyszczeń gromadzi się więcej, przypomina Beata Ujvari z Deakin University w Australii, która również brała udział w badaniach. Ponadto, zauważa uczona, zwierzęta mięsożerne spożywają więcej tłuszczu, mniej włókien i mają mniej zróżnicowany mikrobiom jelit niż roślinożercy. A wszystkie te czynniki są powiązane, przynajmniej u ludzi, z większym ryzykiem nowotworów.
      Ujvari dodaje, że obserwacje ze świata zwierząt niekoniecznie muszą odnosić się też do ludzi. Mamy inny styl życia i rzadko jemy surowe mięso. Przypomina jednak, że już wcześniej badania prowadzone wśród ludzi wykazały związek pomiędzy spożywaniem mięsa a nowotworami.
      Obecnie nie jest jasne, dlaczego – jak się wydaje – parzystokopytne są szczególnie odporne na rozwój nowotworów. Ale naukowców szczególnie interesują antylopa indyjska i mara patagońska. Jeśli dowiemy się, dlaczego u tych gatunków nowotwory występują tak rzadko, wykorzystamy tę wiedzę, by chronić samych siebie przed nowotworami.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...