Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Co to znaczy być żywym? Zrozumienie tego stanu pojawia się w toku rozwoju dość późno. Szwajcar Jean Piaget wykazał, że dzieci uznają za ożywione obiekty, które samodzielnie się poruszają, np. chmury. O stopniu trudności pojęcia świadczy fakt, że nawet 10-latkowie miewają problemy z ustaleniem odpowiedniego zakresu zjawiska. Naukowcy z Northwestern University zauważyli, że właściwości języka ojczystego dziecka w ciekawy sposób wpływają na nabywanie i rozumienie nie tylko pojęcia bycia ożywionym, ale i innych idei biologicznych (Psychological Science).

Psycholodzy Florencia Anggoro, Sandra Waxman i Doug Medin porównali 4-9-latków mówiących po angielsku i indonezyjsku. W angielskim słówko zwierzę jest wieloznaczne. Może obejmować wszystkie obiekty ożywione, czyli członków królestwa zwierząt lub zwierzęta z wyłączeniem ludzi. W indonezyjskim pojęcie zwierzę nie obejmuje ludzi. Podobnie jest w języku polskim. Badacze uważają, że języki, w których mamy do czynienia z zarysowaną wyżej wieloznacznością, utrudniają dzieciom doprecyzowanie zakresu kategorii "ożywiony".

By przetestować swoją teorię, psycholodzy poprosili dzieci mówiące po angielsku lub indonezyjsku o rozsegregowanie bytów na ożywione i nieożywione. Maluchy badane w Jakarcie nie miały większych problemów z ukończeniem zadania. Do "ożywionych" zaliczyły i zwierzęta, i rośliny. Brzdącom biorącym udział w eksperymencie przeprowadzonym w Chicago nie poszło już tak dobrze. Nawet 9-latkowie mieli tendencję do eliminowania roślin z kategorii obiektów ożywionych. Uzyskane wyniki potwierdzają więc przypuszczenia naukowców.

Anggoro podkreśla, że w ten sposób po raz kolejny udało się wykazać, jak język kształtuje wiedzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Maluchy badane w Jakarcie nie miały większych problemów z ukończeniem zadania. Do "ożywionych" zaliczyły i zwierzęta, i rośliny.

 

Takie podejście warunkuje szacunek do przyrody, jako czegoś co żyje i czuje. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wzięli dzieciaki z kompletnie różnych kulturowo miejsc i już dochodzą do tak daleko idących wniosków. A być może po prostu Indyjskie dzieciaki więcej czasu spędzają "na łonie natury" zamiast bezmyślnie oglądając tv, co w usa jest niestety nagminne. I po prostu takie podstawowe zadania nie sprawiają im problemów

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Popieram waldiego. Wiesz patrykusie, niestety, ale tak się dzieje. Coraz większe odmóżdżenie tego narodu. W Polsce też zaczyna tak być że coraz mniej ludzi spędza czas na łonie natury, a jeżeli już to w celu ostrego upojenia alkoholowego. Jaki śmietnik potrafią po sobie pozostawić, to już tragedia. Ostatnio byłem w parku narodowym niedaleko mnie. Znam to miejsce od dziecka, ale to co zobaczyłem, mało nie zcieło mnie z nóg. Taki syf zostawili po sobie sobotni imprezowicze że dosłownie potykałeś się o śmieci. No cóż... nikt nie chce nauczyć. Dzieci z Indonezji są do tego zmuszone i dla tego wiedzą.

Inną ciekawą sprawą jeżeli chodzi o świat "ożywiony" są wirusy, bo tak prawdę mówiąc, to nie wiadomo czy one żyją czy nie. Jeżeli ktoś chciałby więcej, to napiszcie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

chce więcej: ciężko sie nad tym zastanawiać, może wystarczy odpowiedzieć tylko na pytanie czy To Coś odczuwa ból i czy cierpi, ale terminator też mówił, że : te informacje można odbierać jako ból ; mimo, że był tylko maszyną, żałowałem, że terminator był uśmiercany w dwójce;

tak, jestem ciekaw, co z życiem w wirusie, jeśli możesz to ślij, będę wdzięczny ;)

inhet mnie przekonywał, że powstrzymałbym moje sadystyczne zapędy, gdybym porozmawiał z maszyną będącą w stanie zdać test Turinga... nie ważne, ślij ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

Dzieci z Indonezji są do tego zmuszone i dla tego wiedzą.

do czego? i nie zgadzam sie ze zmuszanie jest rozwiazaniem, rozmawianie jak najbardziej

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do wirusa - ja tu nie widzę żadnego problemu. Po prostu wszystko zależy od tego, z jakiej definicji życia korzystamy. Jeśli przyjmiemy, że życie to już DNA w jakiejśtam otoczce białkowej, to wirus dla nas będzie żywy. Natomiast jeśli życie oznacza dla nas coś, co żywi się czymś, ma metabolizm i wydala, rozmnaża się, to wtedy wirus nie będzie żywy ;D Dla mnie ta druga definicja, która mówi, że żywy organizm wykazywać pewne funkcje życiowe, jest lepsza ;] Wirus tylko namnaża swój materiał genetyczny korzystając z komórek, a sam przecież inteligentny nie jest i nic nie robi, czyli żywy nie jest (martwy też nie - jak coś jest martwe, to oznacza, że kiedyś żyło, a teraz już nie żyje ;)).

 

A czemu nikt nie pyta np: "czy priony są żywe"? ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Zacznę od perfidnego zacytowania Wikipedii:

Czy wirusy są żywe? [edytuj]

 

Czy należy uznać wirusy za organizmy żywe, zależy od przyjętej przez nas definicji życia. Wirusy są zazwyczaj uznawane za żywe w "funkcjonalnych" definicjach życia, nie są zaś - w "strukturalnych".

 

Funkcjonalne definiowanie życia polega na ustaleniu listy aksjomatów nie odwołujących się do jego struktury, które musi spełniać każdy organizm, żeby można go było uznać za żywy. Musi on (jedna z możliwych aksjomatyzacji, choć wszystkie one znaczą mniej więcej to samo):

 

    * być zdolny do rozmnażania się;

    * wykazywać dziedziczną zmienność wpływającą na możliwości rozmnożenia się, czyli być zdolny do ewolucji.

 

A zatem kryształy, priony czy wirusy komputerowe, choć potrafią się powielać, nie posiadają żadnych istotnych dziedzicznych cech, zatem nie są żywe. Wirusy biologiczne, memy, przedkomórkowe życie na Ziemi i ewentualne obce życie na innych planetach są według tej definicji żywe.

 

Strukturalne definiowanie życia polega na ustaleniu listy kryteriów odwołujących się do struktury organizmu. Są to m.in.:

 

    * rozmnażanie

    * wzrost

    * metabolizm

    * budowa komórkowa, z rybosomami i innymi organellami

    * materiał genetyczny przechowywany w postaci kwasów nukleinowych

    * występowanie białek i kwasów nukleinowych

    * ruch

 

W przeciwieństwie do definicji funkcjonalnej, nie ma

Kilka lat temu czytałem na ten temat artykułw w jakiejś gazecie (świat nauki, nauka, albo coś w tym stylu).

Zastanówmy się przez chwilkę na d tym czym w ogóle jest życie?

Co je definiuje?

Wirus:

wyobraź sobie wąglik. Pamiętasz ten strach robiony z wąglikiem w kopertach?

A czym był owy wąglik? Proszkiem.

Wirusy nieaktywne, poza organizmem ofiary, zachowują się jak materia nieożywiona, np. minerały. Nie wykazują najmniejszych oznak życia, są po prostu martwe. Są potencjałem, tak jak nasiona, tylko że są złym potencjałem. Wykluwają się po dostaniu do organizmu. Ciekawym zostaje pytanie ile mogą tak przeleżeć. Są jednak w przeciwieństwie do materii determinowane przez warunki środowiskowe - nie są w stanie w za dużej temp. przeżyć...

cdn... napiszę coś więcej, ale nie dziś ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

>:D  :;)

tymkowi raczej chodziło o to Co_Jest zanim się odpowie,

i to mnie interesuje, jasne że można sobie coś zdefiniować a potem obnosić się ze swoja inteligencją - przecież można pozwolić sobie na "nieporadność_w_definiowaniu", już to kiedyś pisałem: "nazwać znaczy ograniczyć" (w "Portret Doriana Graya"-Oscar Wilde) - zresztą otwartość to też zdolność do pewnej inteligencji   ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wirus nie jest żywy bo nie posiada samomodyfikującego się PM ale może skutecznie zaburzać PM żywych komórek prowadząc do ubocznego procesu replikacji. Z pewnością można znaleźć podobne w budowie twory które modyfikują komórkę (PM) ale w wyniku nie dają samych siebie przez co nie istnieje gwałtowna degradacja PM na zauważalnym poziomie = stąd małe zagrożenie = małe zainteresowanie. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest fakir

Nie wiemy co jest życiem a co nim nie jest.

O czym to świadczy? – że jest płynne przejście między naturą nieożywioną i życiem.

Jak o czymś myślimy - zależy od języka, kultury, cywilizacji. Nie wyjdziemy poza pojęcia które jesteśmy w stanie opisać znanymi sobie słowami. Czyli najpierw musimy poznać słowa a dopiero potem możemy opisać rzeczywistość. Jak mówił inż. Mamoń nie może nam się podobać coś czego nie znamy.

 

To są wielkie pytania.

Żywe - to takie miejsce w którym jest utrzymywany porządek wśród chaosu.

Język – zbiór słów przy pomocy których myślimy i opisujemy rzeczywistość.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

cdn... jak obiecałem.

Zastanawiałem się nad innymi powiązaniami z tym, nawet już wcześniej.

Czytałem kiedyś artykuł o stanie naturalnej hibernacji (ta sama gazeta), są bowiem przypuszczenia że siarkowodór, znany nam z okropnego smrodu rozkładu, jest jakoby substancją mającą na celu wprowadzenie organizmu w stan hibernacji. Kiedy dochodzi do ciebie tlen w małych ilościach, niszczy ci komórki, tzw. niedotlenienie. Natomiast gdy zostanie ci całkowicie odcięty, teoretycznie zabija cię, ale na prawdę nie. Przynajmniej przez pierwszych kilkadziesiąt minut, być może kilkaset. Na czym opieram moje informacje? Na faktach, były przypadki gdy babka wpadła do jeziora w zimę. Utopiła się, po około godzinie ją znaleźli i podjęli reanimacje, przeżyła. Przypadek z Austrii albo Szwajcarii. polegać cały proces ma na tym, że tlen dostarcza energię, jak go zabraknie, to komórki przechodzą w stan "jałowy" podobne eksperymenty robili na szczurach, odcinając im dopływ tlenu, zamieniając go na... już nie pamiętam co. O mam ;)

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3333616.html

Czy stan ten można nazwać śmiercią, skoro nie zapamiętasz nic z niego? Jesteś wtedy żywy czy martwy, skoro nie wykazujesz żadnych czynności życiowych?

Jeżeli chodzi o wirusy zadałem sobie gnębiące mnie pytanie natury filozoficznej...

są trochę jak organiczne roboty-pasożyty. Nie wytwarzają energii. Sposób ich działania też zostawia wiele do myślenia. Ale przejdźmy do sedna sprawy. Po co one są, po co powstały, i przede wszystkim, co nimi kieruje? Są zapewne jakimiś naturalnymi regulatorami. Zobaczy jaki wirus by się nie pojawił, zawsze znajdzie się kilka procent lub promili na niego odpornych. Reszta... ups. Jeżeli myślą na swój sposób, to mamy odpowiedź, natomiast jeżeli nie myślą to obstawiam wyższą siłę sprawczą, albo świadomą materię. Wirusa próbował bym zdefiniować jako zło w czystej postaci. Dlaczego? Bo jest wielce głupi, żeruje na ofierze do momentu gdy ją zabija, a potem sam ginie, albo się hibernuje.

jeszcze jedna sprawa (tutaj prosił bym o opinię mikroosa):

kiedyś się zastanawiałem, czy istnieje taka możliwość:

małpa (97%) + wirus (3%) = dziwaczna mutacja - człowiek (100%). W sumie to mamy cechy i jednego i drugiego ;)

jak przyjdzie mi do głowy coś jeszcze, to się podzielę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
tymkowi raczej chodziło o to Co_Jest zanim się odpowie,

i to mnie interesuje, jasne że można sobie coś zdefiniować a potem obnosić się ze swoja inteligencją - przecież można pozwolić sobie na "nieporadność_w_definiowaniu", już to kiedyś pisałem: "nazwać znaczy ograniczyć" (w "Portret Doriana Graya"-Oscar Wilde) - zresztą otwartość to też zdolność do pewnej inteligencji 

;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
Nie wiemy co jest życiem a co nim nie jest.

O czym to świadczy? – że jest płynne przejście między naturą nieożywioną i życiem.

Jak o czymś myślimy - zależy od języka, kultury, cywilizacji. Nie wyjdziemy poza pojęcia które jesteśmy w stanie opisać znanymi sobie słowami. Czyli najpierw musimy poznać słowa a dopiero potem możemy opisać rzeczywistość. Jak mówił inż. Mamoń nie może nam się podobać coś czego nie znamy.

 

To są wielkie pytania.

Żywe - to takie miejsce w którym jest utrzymywany porządek wśród chaosu.

Język – zbiór słów przy pomocy których myślimy i opisujemy rzeczywistość.

Dążymy do tego by poznawać ten świat coraz lepiej, próbować zrozumieć pewne zjawiska, przetłumaczyć je sobie. Ne słowa są najważniejsze, ale mądrość która za nimi kroczy. Tak na prawd to nie możemy być pewni co żyje. Sam fakt istnienia może oznaczać życie, albo sama świadomość. Tego nie wiemy, i prędko sie nie dowiemy, wystarczy spojrzeć jak często mylimy sie w stosunku co do zwierząt.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
do czego? i nie zgadzam sie ze zmuszanie jest rozwiazaniem, rozmawianie jak najbardziej

;D

O co innego mi chodziło. Nie chodziło mi o to że są batem popędzane, bo tego sam bym nie popierał. One są zmuszone to wiedzieć, tak jak Ty to: "że jak jest zielone światło to idziesz, a jak czerwone, to stoisz", :jak spotkasz drecha to chowasz komórkę", itp. ;)

jeżeli chodzi o rozwiązania to... pewna kultura wychowania by się przydała w tych krajach (USA), w Polsce zresztą też.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Panowie, jeszcze jedna sprawa. Gdybyście częściej stawiali kropki w swoich wypowiedziach, i wypowiadali się pełnymi, logicznymi zdaniami, to WIELE łatwiej było by was zrozumieć. Czasami po prostu nie idzie, zbyt chaotycznie piszecie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest fakir
Ne słowa są najważniejsze, ale mądrość która za nimi kroczy.

 

Z artykułu wynika, że jest odwrotnie. W zależności od języka dzieci odpowiadały różnie na pytanie  "żywe czy nie?".

Nie jesteśmy mądrzejsi od słów które znamy? To może się wydawać dziwne ale wydaje mi się że tak jest.

I to nie jest mój pomysł. Znam tylko jedną księgę stanowiącą podstawę religii - Biblię, ale sądzę, że w innych są zawarte podobne mądrości wielu pokoleń / objawienia boskie / przekazy z kosmosu (niepotrzebne skreslić ).

Tam są właśnie takie stwierdzenia "na początku było słowo" , a po stworzeniu pierwsze co zaczął człowiek robić to było nadawanie nazw. Jak rozumiem dopiero potem zaczął myśleć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
..i Panie.

Wybacz, wiem na forum jest Pani Barbara, lecz nie widziałem by się tu udzielała, więc sądziłem że czyta te forum tylko męskie grono. Wybacz, przepraszam, mój błąd.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
Nie jesteśmy mądrzejsi od słów które znamy?

To zależy od tego co słowa te nam definiują, jak określają rzeczywistość. Przecież można wysokim językiem zagłębiać się w rozmowę o trywialnych i błahych problemach, lecz można także o filozofii, nauce, czy filologii także w języku trywialnym (chociaż ja bym się na taki nie godził).

Trzeb by jeszcze wziąć pod uwagę co definiujesz jako mądrość. I inteligencję oczywiście, ponieważ różnica jest duża. Inteligencją nazwał bym zdolność szybkiego przyswajania wiedzy, łatwego zrozumienia działania pewnych rzeczy / zjawisk, zbierania wiedzy w całość i zastosowania jej. Z mądrością jest natomiast cięższa sprawa. Mądrością nazwał bym umiejętność przewidzenia pewnych sytuacji i poradzenia sobie z nimi, wykorzystania ich na własną bądź wspólną korzyść. Jest to także umiejętność wyciągnięcia nauk z własnych błędów. Dla czego dla mnie to taka różnica? Bo zauważyłem że wśród ogromnej liczby ludzi te dwie rzeczy się niesamowicie różnią. Nieraz miałem do czynienia z ludźmi którzy byli wybitnymi szlagierami nauk ścisłych czy humanistycznych (bądź jedno i drugie), jedna nie potrafili zrozumieć że alkohol zabija ich organizm i szczęścia nie daje, tak samo jak nie potrafili pewnych zjawisk opisać własnymi słowami. Wiedzy w żaden sposób zastosować praktycznie, a pomyślenie o ewentualnych skutkach jakiegoś działania było niemożliwe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest fakir
To zależy od tego, co słowa te nam definiują, jak określają rzeczywistość.

 

Tak masz oczywiście rację tylko, że mnie chodzi o rzecz bardziej jeszcze podstawową.

 

Badacze uważają, że języki, w których mamy do czynienia z zarysowaną wyżej wieloznacznością, utrudniają dzieciom doprecyzowanie zakresu kategorii "ożywiony""

Wydaje się, że tak jak te dzieci w zależności od tego czy operują językiem angielskim czy indonezyjskim inaczej widzą rzeczywistość tak i my wszyscy w zależności od języka, jakim operujemy myślimy w inny sposób. W przypadku różnic językowych i kulturowych to jest chyba oczywiste.

Trudniej zrozumieć, dlaczego my mówiący tym samym językiem i wychowani w tej samej kulturze także nie możemy się szybko porozumieć. Fakty są na tym forum. Prześledź dyskusje między Barbarą i Mikroosem. Oni prawie każde słowo rozumieją inaczej.

Tu nie chodzi o wysoki i trywialny czy wulgarny język. Tu chodzi samą organizację myślenia abstrakcyjnego, operowanie pojęciami / słowami /, nie do końca uświadamiane schematy myślowe. Nie oceniam, które są lepsze a które gorsze. W ogóle pytanie, co jest lepsze a co gorsze jest w tej sytuacji bez sensu, ponieważ sens jest właśnie w różnorodności. / Nie ma sensu rozstrzyganie czy lepszy jest słoń czy mrówka. Czy zabraknie mrówki czy słonia będzie gorzej/

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Komunikacją idealną była by telepatia + telepatyczna empatia. Do tego nam daleko.

Wiesz niezrozumienie często wynika też doświadczeń życiowych które tworzą naszą psychikę, tak było w przypadku mikroosa i barbary. Jedno wyleczone, wykaraskało się z rąk wielu chorób, a drugie książkowy master, mądry, którym kieruje brawura i brak doświadczenia życiowego. Jednym kieruje wiara w człowieka i ezoteryzm, drugim wiara w wiedzę. Nie można się spodziewać że się dogadają, bo ich doświadczenia się przeczą. Myślę że wystarczyło by zrozumienie i otwartość umysłu na coś obcego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Komunikacją idealną była by telepatia + telepatyczna empatia. Do tego nam daleko.

 

A co jeśli na codzień się nią posługujesz? 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest macintosh

wtedy PM i Prawda przez "P", bez 2 zdań, a mozna stwierdzić, że nie jest się ze swojej emaptii zadowolonym i wtedy chce się więcej, tak czy owak, pojęcie "tele" wg tymka odzwierciedla, jak dla mnie i u mnie potrzebę wykroczenia trochę dalej x="(podobno ludzie rozumieją się na 20% a pary na ok. 45%- tak czy owak:lipa)", i co z tego jeśli PM waldiego mówi: "wszyscy to mamy", kiedy PM moje mówi: "bez jaj", a tymka: "x" (?)

czyli PM<>Prawda

czyli PM(macintosh)<>PM(waldi)<>PM(tymek)<>PM(mikroos)<>PM(inhet)<>PM(z), gdzie 'z' oznacza 'dowolnego użytkownika'

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
A co jeśli na codzień się nią posługujesz?

Rozwiń proszę. Podaj przykłady, postaraj się udowodnić, albo zracjonalizować.

wtedy PM i Prawda przez "P", bez 2 zdań, a mozna stwierdzić, że nie jest się ze swojej emaptii zadowolonym i wtedy chce się więcej, tak czy owak, pojęcie "tele" wg tymka odzwierciedla, jak dla mnie i u mnie potrzebę wykroczenia trochę dalej x="(podobno ludzie rozumieją się na 20% a pary na ok. 45%- tak czy owak:lipa)", i co z tego jeśli PM waldiego mówi: "wszyscy to mamy", kiedy PM moje mówi: "bez jaj", a tymka: "x" (?)

czyli PM<>Prawda

czyli PM(macintosh)<>PM(waldi)<>PM(tymek)<>PM(mikroos)<>PM(inhet)<>PM(z), gdzie 'z' oznacza 'dowolnego użytkownika'

Podobno... to Elvisa kosmici porwali  ;)

Nawet jeżeli to prawda, to zapewne nie oddaje prawdy, są to przybliżone wyniki. Nie wiesz na ile u jednych jest to kwestia przyzwyczajenia, a u drugich faktycznego kontaktu telepatycznego. I zapewne jest to inne po 2 latach związku i po 20 latach...

Myślę że nie wszyscy, a jeżeli to w bardzo zróżnicowanym stopniu, tak samo jak z innymi ludzkimi cechami (jak mądrość i inteligencja).

A idealną by była bo drugi odczuwał by twoje uczucia, a Ty jego, poza tym mógłby ci przekazywać obrazy, koncepcje wizualne, a Ty jemu. Tak samo mogło by być z opowiadaniem historii wraz z oddawaniem uczuć, wspólne planowanie, nie mówiąc już o pracy. Gorzej oczywiście gdybyś nie mógł nic ukryć ;), ale w to by cię chyba już automatycznie wyposażyła natura, tak jak jest z językiem. Chociaż są ludzie którzy nie potrafią ukryć tego co czują :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Włosi to jedni z najszybszych mówców na Ziemi. Wymawiają oni nawet do 9 sylab w ciągu sekundy. Na drugim biegunie znajduje się wielu Niemców, którzy w ciągu sekundy wymawiają 5-6 sylab. Jednak, jak wynika z najnowszych badań, średnio w ciągu minuty i Niemcy i Włosi przekazują tę samą ilość informacji. Okazuje się, że niezależnie od tego, jak szybka jest wymowa danego języka, średnie tempo przekazywania informacji wynosi 39 bitów na sekundę. To około 2-krotnie szybciej niż komunikacja za pomocą alfabetu Morse'a.
      Językoznawcy od dawna podejrzewali, że te języki, które są bardziej upakowane informacją, które w mniejszych jednostkach przekazują więcej danych na temat czasu czy płci, są wymawiane wolniej, a takie, które przekazują mniej tego typu danych, są wymawiane szybciej. Dotychczas jednak nikomu nie udało się tego zbadać.
      Badania nad tym zagadnieniem rozpoczęto od analizy tekstów pisanych w 17 językach, w tym w angielskim, włoskim, japońskim i wietnamskim. Uczeni wyliczyli gęstość informacji w każdej sylabie dla danego języka. Okazało się, że na przykład w języku japońskim, w którym występują zaledwie 643 sylaby, gęstość informacji wynosi nieco około 5 bitów na sylabę. W angielskim z jego 6949 sylabami jest to nieco ponad 7 bitów na sylabę.
      W ramach kolejnego etapu badań naukowcy znaleźli po 10 użytkowników (5 mężczyzn i 5 kobiet) 14 z badanych języków. Każdy z użytkowników na głos czytał 15 identycznych tekstów przetłumaczonych na jego język. Naukowcy mierzyli czas, w jakim tekst zostały odczytane i liczyli tempo przekazywania informacji.
      Uczeni wiedzieli, że jedne języki są szybciej wymawiane od innych. Gdy jednak przeliczyli ilość przekazywanych informacji w jednostce czasu zaskoczyło ich, że dla każdego języka uzyskali podobny wynik. Niezależnie od tego, czy język był mówiony szybko czy powoli, tempo przekazywania informacji wynosiło około 39,15 bitów na sekundę.
      Czasem interesujące fakty ukrywają się na widoku, mówi współautor badań, Francois Pellegrino z Uniwersytetu w Lyonie. Lingwistyka od dawna zajmowała się badaniem takich cech języków jak np. złożoność gramatyczna i nie przywiązywano zbytnio wagi do tempa przekazywania informacji.
      Rodzi się pytanie, dlaczego wszystkie języki przekazują informacje w podobnym tempie. Pellegrino i jego zespół podejrzewają, że odpowiedź tkwi w naszych mózgach i ich zdolności do przetworzenia informacji. Hipoteza taka znajduje swoje oparcie w badaniach sprzed kilku lat, których autorzy stwierdzili, że w amerykańskim angielskim górną granicą przetwarzania informacji dźwiękowych jest 9 sylab na sekundę.
      Bart de Boer, lingwista ewolucyjny z Brukseli, zgadza się, że ograniczenie tkwi w mózgu, ale nie tempie przetwarzania informacji, ale w tempie, w jakim jesteśmy w stanie zebrać własne myśli. Zauważa on bowiem, że przeciętna osoba może wysłuchiwać mowy odtwarzanej z 20-procentowym przyspieszeniem i nie ma problemu z jej zrozumieniem. Wąskim gardłem jest tutaj złożenie przekazywanych danych w całość, mówi uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Różnice w liczebności pewnych bakterii żyjących na języku pozwalają odróżnić ludzi z wczesnym rakiem trzustki od osób zdrowych.
      Dotąd zaburzenia mikrobiomu wykrywano w innych tkankach pacjentów z rakiem trzustki. Artykuł z Journal of Oral Microbiology prezentuje pierwsze dowody dot. zmian w obrębie bakterii pokrywających język. Jeśli doniesienia uda się potwierdzić podczas większych badań, utoruje to drogę ratującym życie metodom wczesnego wykrywania czy zapobiegania tej chorobie.
      Naukowcy zebrali grupę pacjentów z wczesnym rakiem trzustki (guzem zlokalizowanym w głowie trzustki) oraz 25-osobową grupę kontrolną. Uczestnicy badania mieli 45-65 lat, nie cierpieli na inne choroby, nie mieli problemów stomatologicznych i przez 3 miesiące przed badaniem nie przyjmowali antybiotyków ani innych leków.
      Zespół Lanjuan Li ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Zhenjiangu posłużył się sekwencjonowaniem. Okazało się, że osoby chore można było odróżnić od zdrowych dzięki niskiemu poziomu bakterii Haemophilus i Porphyromonas oraz wysokiemu Leptotrichia i Fusobacterium.
      Choć konieczne są dalsze badania weryfikujące, nasze wyniki jako kolejne sugerują, że istnieje związek między zaburzeniami mikrobiomu a rakiem trzustki - podkreśla Li.
      Akademicy podejrzewają, że za związkiem mikrobiom-rak trzustki stoi układ immunologiczny i np. rozwój choroby wpływa na reakcje immunologiczne, sprzyjając rozwojowi jednych bakterii i przeszkadzając wzrostowi innych. Gdyby się to potwierdziło, można by zacząć pracować nad nowymi strategiami leczenia za pomocą antybiotyków czy immunoterapii, a nawet preparatami probiotycznymi dla osób z grupy wysokiego ryzyka raka trzustki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tylko 3% dzieci rusza się każdego dnia tyle, ile wynosi zalecany poziom aktywności fizycznej. Brytyjski naczelny lekarz kraju zaleca, by ludzie w wieku 5–18 lat mieli każdego dnia co najmniej 60 minut od umiarkowanej do intensywnej aktywności fizycznej.
      Dotychczasowe badania nad aktywnością fizyczną dzieci i młodzieży najczęściej obejmowały okres krótszy niż 7 dni i na tej podstawie tworzono uśrednione wyniki.
      Teraz naukowcy z Uniwersytetów w Exeter i Plymouth przeprowadzili dłużej trwające badania i stwierdzili, że o ile 30,6% dzieci zażywało odpowiedniej aktywności fizycznej średnio przez 60 minut dziennie, to jedynie 3,2% dzieci było tak aktywnych każdego dnia.
      Zauważono też, że dziewczynki są znacznie mniej aktywne niż chłopcy. Jedynie 1,2% młodych przedstawicielek płci pięknej codziennie spełniało zalecenia naczelnego lekarza kraju. W przypadku chłopców odsetek ten wynosił 5,5%.
      Poprzednie badania, bazujące na uśrednionej aktywności przeszacowywały odsetek dzieci aktywnych fizyczne, mów doktor Lisa Price. Nasze badania wskazują, że jedna trzecia dzieci zażywa uśrednionej 60-minutowej dawki ruchu dziennie, ale tylko 3,2% dzieci robi to codziennie. Byliśmy zaskoczeni tak olbrzymią różnicą. Nie wiemy, czy uśredniona 60-minutowa dawka ruchu różni się pod względem wpływu na zdrowie od 60-minutowej codziennej dawki ruchu. Konieczne są dalsze badania w tym kierunku. Wiemy jednak, że większość dzieci jest niewystarczająco aktywna fizycznie i ma to konsekwencje nie tylko w dzieciństwie, ale i w życiu dorosłym, dodaje uczona.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Technologie informatyczne spowodowały, że informacje krążą szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a każdy z nas ma dostęp do ich znacznie większej ilości niż mieli nasi przodkowie. Tym bardziej mogą dziwić wyniki badań, z których dowiadujemy się, że rewolucja cyfrowa powoduje, iż języki... ubożeją. Grupa włoskich naukowców twierdzi, że nowe wyrazy pojawiają się wolniej niż w przeszłości, a stare szybciej przestają być używane.
      Uczeni, podejrzewając, że nowoczesne narzędzia, jak na przykład automatyczne słowniki sprawdzające poprawność tekstu mogą zapobiegać powstawaniu nowych słów, sprawdzili dynamikę 107 angielskich, hiszpańskich i hebrajskich wyrazów, korzystając z bazy 10 milionów słów zdigitalizowanych przez Google Books. Pochodzą one z około 4% wszystkich istniejących książek. Analizowane słowa występują w dziełach stworzonych pomiędzy rokiem 1800 a 2008.
      Jednym z najbardziej zdumiewających odkryć, jakich dokonali było stwierdzenie, że na przestrzeni ostatnich 10-20 lat z języków zniknęło więcej wyrazów niż w analogicznym czasie w we wcześniejszych okresach. Jednocześnie okazało się, że dodawanych jest mniej nowych wyrazów. A to oznacza, że zasób słownikowy współczesnych języków się kurczy. Uczeni podejrzewają, iż częściowo winne są automatyczne narzędzia do sprawdzania pisowni, które powodują, że w e-mailach i SMS-ach używanych jest mniej wyrazów, gdyż te rzadsze oznaczane są jako błędne. Ponadto nowoczesne technologie znacznie zwiększyły dominację języka angielskiego.
      Włosi spostrzegli też, że nowe słowa pojawiające się w języku rozpowszechniają się znacznie szybciej niż w przeszłości. Może mieć to związek z coraz mniejszym zasobem słownikowym.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania przeprowadzone przez Birmingham Science City na 500-osobowej próbie wykazały, że ponad połowa (54%) dzieci w wieku 6-15 lat korzysta w razie wątpliwości czy pytań najpierw z wyszukiwarki Google'a, a dopiero potem zwraca się z problemem do rodziców albo nauczycieli.
      Sondaż ujawnił, że 1/4 dzieci spytałaby na początku rodziców, a 3% nauczycieli. Encyklopedie uplasowały się na ostatnim miejscu, w dodatku aż 1/4 ankietowanych nie miała pojęcia, co to takiego. Czterdzieści pięć procent dzieci nigdy nie korzystało z papierowej encyklopedii, a 19% z drukowanego słownika.
      Ze śmiesznych (lub jeśli ktoś woli - przerażających) przypuszczeń związanych z zastosowaniem encyklopedii można wymienić definicje "to coś do podróżowania" oraz "urządzenie/narzędzie wykorzystywane w czasie operacji".
      Dla odmiany prawie 50% badanej grupy korzystało z wyszukiwarki Google'a co najmniej 5 razy dziennie.
×
×
  • Create New...