Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Jak wynika z analizy poczynań osobników z nadajnikami GPS/GSM, „nasze” bociany białe nadal są w Afryce. Nadajniki są zakładane przez grupę Silesiana. W analizie danych pomagają naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP) i Uniwersytetu Szczecińskiego. Z aktualnym położeniem niektórych ptaków, np. Gabrysia, Trapera czy Franki, można się zapoznać na mapie Silesiany.

Szczyt migracji jeszcze przed nami

Do Europy będą się wybierać osobniki w wieku powyżej 3 lat (młodsze dojrzewają w Afryce).  Na razie wszystkie są jednak jeszcze w Afryce i przemieszczają się po ~100-150 km dziennie. Jak tłumaczy Joachim Siekiera z grupy Silesiana, który założył ptakom już ponad 100 nadajników, gdy migracja osiągnie swój szczyt, dobowy dystans ich migracji będzie nawet 4-krotnie większy.

To niesamowite, jak w ciągu dosłownie ostatnich kilku lat zwielokrotniła się wiedza o różnych aspektach ptasich wędrówek i możemy wiązać ze sobą biologię lęgową ptaków, zimowanie w Afryce z migracją jesienną i zimową. To optymistyczne wiadomości - podkreśla dr hab. Łukasz Jankowiak z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Odnosząc się do pytania, czy przez konflikty zbrojne w różnych regionach tegoroczna migracja bocianów będzie trudniejsza niż zwykle, prof. Piotr Tryjanowski z UPP stwierdza, że tego, oczywiście, nie wiemy. [...] Bocianom życzmy jak najlepiej, jednak powodów do optymizmu nie ma wiele. Z wcześniejszych badań wiemy, że konflikty zbrojne nie służą migrującym ptakom. Policja i wojsko mają poważniejsze problemy na głowie niż doglądanie kłusowników, a strzelanie do ptaków to też swoista nauka trafiania w cel [...].

Którędy lecą bociany z polskiej populacji?

Wg naukowców, co najmniej 1/3 „naszych” bocianów leci przez teren Ukrainy (są to ptaki, które gniazdują we wschodniej Polsce). Osobniki z centralnej oraz zachodniej części kraju przemieszczają się zaś przez Słowację i dostają się do Polski, omijając Tatry. Pamiętajmy jednak, że dosłownie wszystkie nasze ptaki przelatują przez Syrię, a dwie trzecie przez Liban, a tam, niestety, nie jest spokojnie i nawet zestrzelono tam naszego ptaka z nadajnikiem, którego nie odzyskaliśmy – dodaje J. Siekiera.

Pozostaje więc wypatrywać przylotów. Przypomnijmy, że tradycyjnie wiosennego pojawu bocianów oczekiwano 19 marca. Ślad tego doświadczenia zachował się nawet w przysłowiu: "Na Józefa świętego przylatują ptaki jego".


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

nawet zestrzelono tam naszego ptaka z nadajnikiem, którego nie odzyskaliśmy

jak oni to stwierdzili? odzyskali czarną skrzynkę z parametrami lotu? :D nigdy nie widziałem, ale podobno to się zdarza że ptak z przyczyn naturalnych zdycha w powietrzu i spada.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, tempik napisał:

ptak z przyczyn naturalnych zdycha w powietrzu i spada.

Wtedy przyczyn naturalnych nadajnik zostaje na miejscu. Z przyczyn ludzkich zmienia kierunek podróży w kierunku garnka, a zatem cywilizacji....

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, Paradokser napisał:

Wtedy przyczyn naturalnych nadajnik zostaje na miejscu

Niekoniecznie, a wręcz mało prawdopodobne. Parę lat temu znalazłem w lesie balon meteo, a że lubię takie gadżety i w głowie zrodził się plan wykorzystania tej mobilnej stacji meteo to zabrałem nadajnik do domu. Wracając rowerem był lekki stres że przed drzwiami powitają mnie jacyś panowie podążający za sygnałem gps :) jednak balon w tym lesie leżał od jakiegoś czasu i baterie były już zupełnie puste, więc nie zostałem posądzony o zestrzelenie balonu :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dopóki nadajnik działa wysyła charakterystyczne dane, które są z oczywistych przyczyn starannie analizowane. Ale wyciąganie wniosków to trudna sztuka i każdy musi sam wyciągnąć ile zdoła. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wystarczyło wujkowi guglowi (czy tam innemu rozsądniejszemu) wrzucić trzy słowa: "methodology bird migration", ale nie, bo Polak wie lepiej. ;)

@tempik, to jest magia być może, ale wg mnie nie. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wiemy już, gdzie znajdują się największe gniazda bociana białego (Ciconia ciconia) w Europie. Masę wyliczano za pomocą dostępnego w 5 językach kalkulatora. Prawie wszystkie gniazda ważyły ponad 500 kg, a niektóre dobrze ponad tonę. Jak poinformował w przesłanym komunikacie inicjator akcji Adam Zbyryt z Uniwersytetu w Białymstoku (UwB), wymiary największych gniazd przekroczyły 2 m wysokości (grubości) i osiągnęły 2 m szerokości (średnicy).
      Projekt „Nie udźwigniesz, taki to ciężar! Popularyzacja kalkulatora masy gniazd bociana białego” ma pomóc w rozpropagowaniu metody zarówno w Polsce, jak i w krajach, gdzie bocian biały licznie gniazduje, a więc np. w Hiszpanii, Portugalii, Białorusi, Bułgarii, Litwie i w Niemczech. Chodzi o to, by uniknąć problemów związanych z gniazdami i przyczynić się do ochrony gatunku.
      W ramach konkursu, który trwał od 15 lipca do 15 października br., dziewiętnaście osób z sześciu krajów europejskich - Polski, Hiszpanii, Chorwacji, Włoch, Holandii i Białorusi - zgłosiło dwadzieścia siedem gniazd.
      Gdzie zatem znajduje się 10 największych gniazd? W Dubnie (200 wys. x 250 szer.) i we wsi Węgielnia (170 x 160) w woj. podlaskim, Złakowie Kościelnym (230 x 150), Urzeczu (120 x 180) i Sobieniach Szlacheckich (200 x 200) w woj. łódzkim, Ujeźdzcu Wielkim (180 x 150) w woj. dolnośląskim, Nawiadach (170 x 150) i Zabroście Wielkim (130 x 160, masa 964 kg) w woj. warmińsko-mazurskim, w wiosce Earnewâld w Holandii (220 x 95), we wsiach Druya (150 x 250), Malaja Berestovitsa (150 x 150) i w rejonie orszańskim (175 x 150) na Białorusi.
      Gniazda mogły osiągnąć tak imponujące rozmiary, bo w większości przypadków znajdują się na nieużytkowanych obiektach, np. na ruinach, starych wieżach ciśnień czy słupach. Wybór takiej lokalizacji gniazda ma istotne konsekwencje, ponieważ ludziom nie zależy na zmniejszaniu bocianiego domu co parę lat w celu zmniejszenia ryzyka zniszczenia danej konstrukcji. Warto dodać, że gniazda bociana białego należą do jednych z największych i najcięższych struktur budowanych przez zwierzęta.
      Dla 10 osób, które wysłały zdjęcia najcięższych lub największych (pod względem szerokości i wysokości) gniazd, przewidziano nagrody w postaci pakietu książek przyrodniczych. Obcokrajowcy otrzymają książki w języku angielskim.
      Kalkulator masy bocianich gniazd jest dostępny tutaj. Autorami narzędzia są Adam Zbyryt, dr Łukasz Dylewski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz dr Grzegorz Neubauer z Uniwersytetu Wrocławskiego. Wymiary gniazda podaje się w centymetrach, należy też określić wskaźnik ubicia materiału gniazdowego (do wyboru są 2 opcje: normalne i ubite). Jak napisano na stronie z kalkulatorem, wyświetlone zostaną wyniki dla trzech najlepszych równań (modeli) szacujących masę. Szacowana przeciętna masa gniazda o podanych wymiarach wyświetlona jest w kolumnie „Średnia”. Dolne (po lewej stronie) i górne (po prawej stronie) kolumny zawierają predykcyjne przedziały ufności dla oszacowania średniej na trzech predefiniowanych poziomach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      We wczesnym średniowieczu doszło do wielkiej migracji na teren wschodniej Anglii. Były nią objęte duże połacie Europy. Do takich wniosków doszli naukowcy, którzy przeprowadzili największe jak dotąd badania wczesnośredniowiecznej populacji. Przeanalizowania szczątków ponad 400 osób z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec, Danii i Holandii podjął się zespół archeologów i genetyków z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka oraz University of Central Lancashire.
      W V wieku Rzymianie porzucili Wyspy Brytyjskie. Zapoczątkowało to głębokie zmiany w kulturze materialnej, architekturze, wytwórczości i rolnictwie, którym towarzyszyły zmiany w języku. Badania archeologiczne i lingwistyczne pokazują, że w regionie Morza Północnego, szczególnie na wschodnich i południowo-wschodnich wybrzeżach Anglii, w Dolnej Saksonii i Szlezwiku-Holsztynie, Fryzji oraz na Jutlandii pojawiły się wspólne elementy kulturowe. Były to podobne nazwy, półziemianki, wielkie cmentarze z kremacjami, ozdoby na urnach itp. W VI i VII wieku na Wyspach rozpowszechniły się brosze i bransolety pochodzące z południowych regionów Skandynawii. Obok tego istnieje materiał kulturowy, który nie ma odpowiednika poza Wyspami, a niektóre miejsca, jak np. rzeki, zachowały nazwy o pochodzeniu celtyckim i łacińskim
      Beda Czcigodny (ur. 672/673 – zm. 735), jeden z największych umysłów swoich czasów, był jednym z tych uczonych, w którego dziełach możemy przeczytać o migracji Jutów na Wyspy Brytyjskie. Tutaj jednak pojawia się problem braku materiału archeologicznego. Na terenie Kentu znajdowane są przedmioty pochodzące w Francji Merowingów oraz Niemiec, a nie z reszty Anglii czy Danii. Specjaliści od dawna zastanawiali się, co to oznaczało, jak duża była to migracja, jaka była jej natura i wpływ na miejscową populację. Skłaniano się raczej ku hipotezie niewielkich grup zbrojnych najeżdżających Wyspy, które tworzyły lokalne elity wpływające na kulturę miejscowej ludności.
      Kwestia anglosaskiego osadnictwa to jeden z nierozstrzygniętych tematów historycznych. Zwykle dyskusja na ten temat skupia się wokół dwóch najważniejszych źródeł pisanych. Historia ecclesiastica gentis Anglorum (Historia kościelna ludu angielskiego) autorstwa Bedy Czcigodnego to kronika opisująca historię Brytanii od czasów inwazji wojsk Julisza Cezara z 55 roku p.n.e. po rok 731. Drugim z dzieł jest Kronika anglosaska, skompilowany w IX wieku zbiór roczników dotyczących dziejów anglosaskiej Brytanii.
      Przeprowadzone właśnie badania genetyczne pokazały, że około 75% mieszkańców wschodnich i południowych części Anglii stanowili potomkowie ludzi, którzy pochodzili z regionów graniczących z Morzem Północnym, z terenów współczesnych Niemiec, Holandii i Danii. Ludzie ci krzyżowali się z miejscową populacją, ale – co ważne – stopień integracji był różny w różnych regionach.
      Dzięki zbadaniu 278 genomów z Anglii i kolejnych setek z Europy zyskaliśmy fascynujące wgląd zarówno w historię populacji jak i poszczególnych osób żyjących w czasach po opuszczeniu Wysp przez Rzymian. Teraz nie tylko wiemy, jak duża była to migracja, ale również, jaki wpływ miała ona na społeczności i poszczególne rodziny, mówi główny autor badań Joscha Gretzinger z Instytutu Maxa Plancka. Naukowcy nie tylko przeanalizowali ponad 400 genomów, ale również skorzystali z dostępnych danych genetycznych dotyczących ponad 4000 genomów ludzi żyjących w przeszłości i 10 000 genomów współczesnych Europejczyków.
      Migranci po przybyciu na Wyspy, łączyli się z miejscowa ludnością. W jednym z przypadków, odnoszących się do anglosaskiego cmentarza w Buckland w pobliżu Dover, naukowcom udało się zrekonstruować drzewo genealogiczne co najmniej 4 pokoleń jednej rodziny i wyłowić momenty, w których dochodziło do małżeństw pomiędzy miejscowymi a migrantami.
      Interdyscyplinarny zespół, badając cmentarze, stwierdził, że kobiety o pochodzeniu imigranckim częściej były chowane w towarzystwie różnych artefaktów, niż kobiety miejscowe. Szczególnie dotyczy to chowania wraz z nimi brosz i koralików. Różnic takich nie widać wśród mężczyzn o pochodzeniu migranckim i miejscowym. Równie często byli oni chowani z bronią. Jednak widoczne są różnice regionalne. W Cambridgeshire w towarzystwie pochowanej kobiety złożono całą krowę. Kobieta miała mieszane pochodzenie, z przewagą miejscowych genów.
      Widzimy znaczne różnice w poziomie wpływu migracji na różne obszary. W niektórych miejscach widoczne są wyraźne sygnały integracji, jak w Buckland w pobliżu Dover czy Oakington w Cambridgeshire. W innych miejscach, jak Apple Down w West Sussex, migranci i miejscowi byli grzebani osobno. Być może wskazuje to, że na tym obszarze miał miejsce jakiś rodzaj separacji społecznej, mówi Duncan Sayer, archeolog z University of Central Lancashire.
      Udało się też ocenić wpływ opisywanej migracji na współczesnych mieszkańców Anglii. Okazuje się, że 40% ich genomu pochodzi od migrantów o których pisał Beda Czcigodny. Kolejnych 20–40 procent pochodzi z Francji lub Belgii. Ten komponent genetyczny jest widoczny też w materiale archeologicznym i we wczesnośredniowiecznych grobach osób pochowanych z frankijskimi przedmiotami, szczególnie w Kent. Nie wiadomo, czy ten komponent, powiązany z Francją epoki żelaza, pochodzi od kilku większych epizodów migracji, jak np. normański podbój, czy też to wynik trwającej przez wieki migracji przez Kanał La Manche, stwierdza Stephan Schiffels. Kwestię tę mogą rozstrzygnąć przyszłe badania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niemiecko-nowozelandzki zespół wykorzystał nowatorskie metody obliczeniowe oraz dane lingwistyczne, by odtworzyć historyczne szlaki migracji użytkowników setek języków z grupy bantu. Autorzy badań doszli do wniosku, ze przed 4400 laty wcześni użytkownicy bantu przeszli przez las tropikalny środkowej Afryki.
      Ekspansja wczesnych użytkowników bantu zmieniła obraz językowy, kulturowy i gospodarczy Afryki Subsaharyjskiej. Obecnie ponad 500 językami z tej grupy posługuje się ponad 240 milionów mieszkańców Afryki.
      Przyjmuje się, że przed 5-6 tysiącami lat przodkowie Bantu żyli na pograniczu dzisiejszych Nigerii i Kamerunu. Nie wiadomo jednak było, kiedy i w jaki sposób udało im się przekroczyć gęsty las deszczowy i osiedlić na południu Afryki.
      W ramach ostatnich badań naukowcy z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka w Lipsku i nowozelandzkiego Uniwersytetu w Auckland przeanalizowali dane lingwistyczne dotyczące ponad 400 języków bantu i języków pokrewnych. Na tej podstawie, wykorzystując nowe metody, stworzyli drzewo genealogiczne z datowaniem poszczególnych języków i zrekonstruowali rozprzestrzenianie się użytkowników bantu. W przeciwieństwie do obecnie przeważającego poglądu, wcześni użytkownicy tych języków ruszyli na południe około 4400 lat temu, na długo, zanim otworzył się korytarz sawann prowadzących przez las tropikalny. Dotychczas uważano, że ludy pastersko-rolnicze, jak wcześni Bantu, nie byliby w stanie utrzymać swojej rolniczej kultury w ekosystemie gęstego lasu tropikalnego.
      Autorzy badań wykorzystali nowatorską metodę, zapożyczoną z genetyki, by za jej pomocą zidentyfikować dotychczas popełnione błędy w rozmieszczeniu geograficznym języków bantu. Okazało się, że obecnie istnieje ponad 600 języków bantu i języków pokrewnych, jednak dla około 1/3 z nich nie posiadamy wystarczających danych leksykalnych. Dlatego też wykorzystaliśmy nową metodę, by poradzić sobie z tym problemem i stworzyć bardziej wiarygodną rekonstrukcję rozmieszczenia geograficznego języków bantu, mówi Ezequiel Koile.
      Naukowcy wykorzystali też w swoich badaniach model, zgodnie z którym na każde rozdzielenie się języka na drzewie genealogicznym, użytkownicy jednego z nich pozostawali na miejscu, a użytkownicy drugiego migrowali. Taki scenariusz wydaje się bardziej realistyczny, niż model mówiący o tym, że obie grupy musiały migrować, wyjaśnia Remco Bouckaert.
      Dotychczas sądzono, że ludy praktykujące rolnictwo, takie jak wcześni Bantu, miałyby poważne problemy z przekroczeniem gęstych tropikalnych lasów Afryki Centralnej. O ile w ogóle by im się to udało. Sądzono, bowiem, że w gęstym lesie tropikalnym transport i odnawianie zapasów ziarna oraz bydła, co charakteryzowało ekspansję Bantu, byłoby bardzo trudne.
      Dlatego też obecnie dominowało pogląd, że do migracji Bantu doszło przez tzw. Sangha River Interval, sawannowy korytarz, który otworzył się około 2500 lat temu.
      Nasze modele filogeograficzne z najwyższą precyzją odtwarzają historyczne zależności pomiędzy językami bantu i ich użytkownikami. Co najważniejsze, modele te pozwalają nam rozwiązać jedną z największych zagadek historii Afryki Subsaharyjskiej. Znaleźliśmy decydujące dowody na wsparcie hipotezy o wczesnej migracji ludów Bantu, do której doszło przez las tropikalny przed około 4400 laty. To zaś kolejny z coraz liczniej pojawiających się dowodów, że lasy tropikalne nie muszą być nieprzekraczalną barierą w rozprzestrzenianiu się rolnictwa. Obecny brak śladów na intensywną działalność rolniczą w lasach tropikalnych Afryki Centralnej wskazuje, że ludy Bantu przyjęły podczas migracji elastyczny styl życia. Adaptację do takiego stylu życia mogły ułatwiać lokalne zmiany środowiskowe wywoływane pojawieniem się ludzi – co szeroko omawiane jest w literaturze przedmiotu dotyczącej „konstruowania ludzkiej niszy” – jednak wiele jeszcze musimy dowiedzieć się na temat powiązanych z tym zjawiskiem zmian kulturowych. Potencjalne konsekwencje wynikające z naszej pracy wykraczają daleko poza tematykę migracji Bantu. Rzucamy bowiem wyzwanie poglądowi, jakoby rozprzestrzenianie się rolnictwa było całkowicie uzależnione od warunków środowiskowych i możliwości uprawy konkretnych roślin, podsumowują autorzy badań.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Fundacja KGHM Polska Miedź przekazała Uczelnianemu Kołu Ligi Ochrony Przyrody na Uniwersytecie Zielonogórskim (UZ) 60 tys. zł. Dzięki temu zostaną zakupione loggery - niewielkie urządzenia rejestrujące położenie ptaka za pomocą systemu GPS - do założenia na młodych bocianach.
      Łącznie planowany jest zakup 30 loggerów (20 dzięki dotacji i 10 ze środków Instytutu Nauk Biologicznych UZ).
      W lipcu podczas zajęć terenowych studenci pobiorą młodym bocianom krew, a potem założą ptakom umieszczone w specjalnych plecaczkach loggery. Analiza krwi pokaże, w jakiej kondycji bociany wyruszą w pierwszą podróż do Afryki.
      GPS pozwoli na śledzenie szybkości lotu i jego wysokości, a także na sprawdzenie, jak często bociany odpoczywają, jaka jest trasa przelotu i gdzie znajduje się cel podróży.
      Wiosną, po powrocie ptaków do Polski, będzie można ponownie pobrać krew i porównać wyniki z tegorocznymi.
      Bociany są ważnym gatunkiem ptaków w Polsce, a ich ochrona ma wpływ na dobrostan innych ptasich gatunków w naszym kraju – podkreślił zatrudniony na stanowisku asystenta w Katedrze Ochrony Przyrody dr Olaf Ciebiera, prezes Zarządu Okręgu LOP w Zielonej Górze, współautor książki „Ochrona ptaków w mieście”.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pewne ptaki doprowadziły naśladownictwo do perfekcji i potrafią wyprowadzić w pole nawet doświadczonego ornitologa. Lirogonom wspaniałym, które należą do gatunków mimetycznych, zdarza się, na przykład, naśladować płacz dziecka, podczas gdy przedrzeźniacze oddają odgłosy smażonej jajecznicy czy skrzypienie drzwi. Wśród krajowej fauny wyróżniają się pod tym względem szpaki czy sójki.
      Żartownisie z Australii i innych kontynentów
      O lirogonie wspaniałym, który świetnie naśladował płacz dziecka, było głośno w mediach przed paroma laty. Ptak ten mieszkał w Taronga Zoo w Sydney, gdzie dość często spotykał się z płaczem najmłodszych zwiedzających. Naśladował tak doskonale, że ludzie zaglądali do wózków, aby sprawdzić, czy to nie płaczą ich pociechy. Innym pokazem zdolności naśladowniczych lirogonów było nauczenie się przez nie dźwięku piły tarczowej, migawki aparatu fotograficznego, odgłosów gier elektronicznych - opowiada prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
      Gdy przyjrzymy się mieszkańcom innych kontynentów, okaże się, że i tam nie brakuje naśladowców. Klasyką są, oczywiście, papugi, wśród których rekordzistka potrafiła powtórzyć 1700 słów, ale to raczej „papugowanie” i słowa są tak specyficznie wymawiane, że [...] raczej trudno o pomyłkę [...]. Podobne zdolności mają gwarki, ale prawdziwymi żartownisiami są amerykańskie przedrzeźniacze. Jak wspomnieliśmy na początku, umieją one udawać odgłosy smażonej jajecznicy, zdarza im się też skrzypieć niczym drzwi.
      Rodzimi naśladowcy
      Opowiadając o krajowych gatunkach, prof. Tryjanowski zaznacza, że lista naśladowców jest dość długa. Miejsce na podium zajmuje szpak. Wystarczy przypomnieć jego wczesnowiosenne nawoływanie zofijjjjaaa, charakterystyczne dla wilgi, [które] zapewne niejednego zaskoczyło. No bo jak to, wilga w marcu? Przecież gatunek ten przylatuje do nas dopiero w maju. Warto dodać, że w niemal każdą szpaczą piosenkę wplecione są strofy innych gatunków. Poza tym szpaki naśladują sygnał straży pożarnej, zamykanie drzwi, odgłos łamania drzewa, a także świst pociągu i samochodu.
      Mówiąc o naśladownictwie, nie wolno zapominać o sójce, która głosem jastrzębia czy myszołowa potrafi zmylić wprawne ornitologicznie ucho.
      Choć o szpakach i sójkach mówi się najczęściej, trzeba też oddać sprawiedliwość innym gatunkom: długie śpiewy z wplataniem strof innych gatunków są bardzo charakterystyczne dla łozówki i dzierzby gąsiorka. Chcąc wydłużać listę żartownisiów, znajdziemy tam jeszcze: pleszkę, muchołówkę żałobną, kosa, śpiewaka, zaganiacza, cierniówkę, kapturkę, zaroślówkę, pokląskwę, skowronka polnego, dzierlatkę, czyża, a nawet rudzika. Prawda, że sporo? Warto jednak zaznaczyć, że ostatnie z wymienionych gatunków naśladują znacznie mniej niż mistrzowie tej kategorii.
      Czemu służy to zachowanie?
      Hipotez jest kilka. Niektóre odnoszą się do wywierania wpływu na samice, inne mówią, że naśladując głos drapieżnika, odstrasza się konkurencję i zdobywa pyszne kąski na wyłączność. Prof. Tryjanowski najbardziej jednak lubi hipotezę lingwistyczną, którą dobrze oddaje cytat z Goethego: „Ile języków znasz, tyle razy jesteś człowiekiem”. W przekładzie na ptasi oznacza to tyle, że im więcej dźwięków sprawnie naśladujesz, tym więcej przed tobą możliwości.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...