Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Rekomendowane odpowiedzi

Zapewne większość osób popierających jakkolwiek piractwo nie zarabia w żaden sposób pozwalający na obiektywną ocenę sytuacji (tak wiem, głupio brzmi to zdanie, ale rozumiecie chyba o co chodzi). Poświęćcie wiele miesięcy ciężkiej pracy, nie śpijcie po nocach, żeby zdążyć 'na czas', zdzierajcie gardła w studiach nagraniowych, lub niszczcie oczy przy monitorach, zaniedbujcie zdrowie siedząc na fotelach przez wiele godzin żeby w końcu po kilku miesiącach (czasami nawet latach) wypuścić na rynek owoc swojej pracy. Wydaje się wam on wręcz doskonały.

A potem co? Piraci zaopiekują się waszym dziełem, a na różnych forach będzie czytać twierdzenia, że ludzie mogą sobie nielegalnie korzystać z tego, co z takim mozołem i poświęceniem tworzyliście. I jakie tłumaczenia: że drogie, że pracodawca kazał, że to, że tamto...

Ludzie, zrozumcie, że odbieracie mi chleb od ust (i wielu mi podobnym). I proszę, nie piszcie, że 'tacy a tacy' zarabiają 'tyle i tyle'. Do szarego 'robola' trafia mały ułamek kwoty którą powinniście uiścić. A nawet jeśli trafia dużo, to co? Jakim prawem oceniacie kto ile ma zarabiać? Zrozumcie, że albumy nie nagrywają się same! Programy nie piszę się same! Za nimi kryje się ogrom ludzkiej pracy! Nie po to ciężko pracuje, żeby mi ktoś powiedział, że i tak zarabiam wystarczająco dużo i po co mi więcej. Jeśli tak Ci źle, to nagraj album i sprzedaj go w milionach egzemplarzach! Napisz program i sprzedaj go po 'swojej' cenie!

 

Ja rozumiem, że czasami trzeba przymknąć oko (nasze szkoły są jeszcze 'w lesie', podobnie jak pracodawcy - co to za pracodawcy, którzy zmuszają do piracenia?)

 

Inną kategorią tworzą ludzie, którzy świadomie i dobrowolnie tworzą w wolnym czasie otwarte oprogramowanie. Ale oni od początku robią to ze świadomością, że nie dostaną za to złamanego grosza. Ale nie ma się tu co rozpisywać, bo wychylam się poza temat.

 

Pozdro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tu chodzi o szarą strefe rynku więc nie wyolbrzymiaj - crackerom mówie TAK

Ciekawe, jak byś się poczuł, gdyby ukradziono twoją ciężką pracę i rozprowadzano jej efekty bez twojej wiedzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

poczułbym że moja ciężka praca sie opłacała i że jestem za***isty. istnieje część ludzi którzy kupują i ci zawsze będą kupowali. przykładowo duże firmy oraz instytucje państwowe itp rzadko kiedy ryzykują a to własnie na nich najwięcej sie zarabia bez względu na rodzaj oprogramowania. a jak kogoś nie stać i wiadomo że i tak nie kupi to co za różnica? nie trace nic. nie ma co płakać. helooł? zarzucając nowością na rynku trzeba sie liczyć z tym że prędzej czy póxniej nasze dzieło zostanie zcrackowane. chciałbym równiez zapytać z jakiej racji stawiacie znak równości między crackowaniem i piractwem (korzyści majątkowe).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ciekawe, jak wykarmisz rodzinę satysfakcją z dobrze wykonanej pracy. Ale widocznie do taikej świadomości trzeba dojrzeć, masz jeszcze czas. A znak równości stawiam dlatego, że jest to współudział w przestępstwie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"To ciekawe, jak wykarmisz rodzinę satysfakcją z dobrze wykonanej pracy"

no rzeczywiście jak ktoś tworzy program (ect) o wartości freeware lub shareware i chce za to pobierać kase to ma problem ale jakoś nie słyszałem o żadnym przypadku "niezarobienia z powodu piractwa". tak samo jak z muzyką. napisałes kiedys ze artyści nie zarabiaja z nakładów. (hę??). fakt ze to ogólnie mała kasa ale porównaj nakłady britney spears i beaty kozidrak. każda z nich jest przecież w p2p a jakoś ta pierwsza mogłaby sie utrzymywać z samych sprzedanych płyt. (czaisz?)

 

"A znak równości stawiam dlatego, że jest to współudział w przestępstwie"

a więc einstein powinien zostać spalony na stosie za teorie względności (czytaj:bombe atomową)?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jakoś nie słyszałem o żadnym przypadku "niezarobienia z powodu piractwa".

A ja słyszałem o tysiącach. Każdy z nich zachodzi wtedy, gdy ktoś wybiera pirata zamiast oryginału.

 

napisałes kiedys ze artyści nie zarabiaja z nakładów. (hę??).

Oczywiście. Poczytaj kiedyś o realnych wynagrodzeniach dla każdego szczebelka drabiny pt. "wydawanie płyty". Około 3/4 idzie dla wydawcy i dystrybutorów, 5 zł (czyli ok. 15%) to koszt wydania płyty (tłoczenie, okładka+książeczki, pudełko itp.), opłacić trzeba jeszcze producenta (do kilkudziesięciu tysięcy złotych), akustyków itp. Dla artysty (a zazwyczaj jest to zespół paroosobowy, na dodatek grający z gośćmi) zostają marne grosze.

 

fakt ze to ogólnie mała kasa ale porównaj nakłady britney spears i beaty kozidrak. każda z nich jest przecież w p2p a jakoś ta pierwsza mogłaby sie utrzymywać z samych sprzedanych płyt. (czaisz?)

Ale takich artystów jest na świecie może kilkudziesięciu, może kilkuset. Poza tym i tak lwią część dochodów takiej Spears stanowią koncerty i reklamy, a nie kasa ze sprzedaży płyt.

 

"A znak równości stawiam dlatego, że jest to współudział w przestępstwie"

a więc einstein powinien zostać spalony na stosie za teorie względności (czytaj:bombe atomową)?

Czym innym jest teoria względności dostarczająca wiedzy, którą można wykorzystać na różne sposoby (bo jak widać dobre rzeczy, czyli energetykę jądrową, także zawdzięczamy tej samej osobie), a czym innym - podsunięcie ludziom gotowego rozwiązania w celu złamania prawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Czym innym jest teoria względności dostarczająca wiedzy, którą można wykorzystać na różne sposoby (bo jak widać dobre rzeczy, czyli energetykę jądrową, także zawdzięczamy tej samej osobie), a czym innym - podsunięcie ludziom gotowego rozwiązania w celu złamania prawa"

 

crackowanie samo w sobie nie jest złe, piractwo tak - tu chyba gdzies błądzimy bo mówimy o tym samym ale o czym innym (razem a jednak osobno, heheh - nienawidze ich troje)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Crackerstwo jest złe, bo ma na celu ułatwienie przestępstwa. Samo w sobie nie jest złe co najwyżej hackerstwo - poszukiwanie słabości systemów, ale bez zamiaru złego wykorzystania odkrytych błędów w oprogramowaniu. Na swój sposób hackerstwo to nawet szlachetne zajęcie - ale to inna bajka, niż rozdawanie ludziom na lewo i prawo sposobu na kradzież czyjejś własności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Crackerstwo jest złe, bo ma na celu ułatwienie przestępstwa"

 

czyli einsteina jednak powinni spalić na stosie, hm . . . jak dla mnie koniec tematu, będe konserwatystą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Konserwatyzm sam w sobie też nie jest zły, tylko niech będzie rozsądny. Einstein wcale nie miał na celu wywołania konfliktu atomowego. Sam po fakcie powiedział nieraz, że gdyby wiedział, że ktokolwiek wpadnie na tak chory pomysł, nigdy w życiu nie opublikowałby swoich wyników badań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość tymeknafali
Buziak

Nie mam nic przeciwko Twojej orientacji, ale byłbym wdzięczny, gdybyś mnie nią na siłę nie uszczęśliwiał.

Ech... typowy facet, Ja jestem dziwny że staram się być miły, czy Ty masz tylko jakieś zbereźne myśli? Mrugnięcie Wątpię czy byłbym w stanie Duży uśmiech

A coraz więcej płyt z totalnego mainstreamu światowego (ot, pierwszy z brzegu przykład: Nelly Furtado) chodzi po 35 zł. Nie wmówisz mi, że to za dużo. Poza tym powtarzam nie wiem który raz, że muzyka rzeczywiście ma inny nieco status w tej sytuacji.

O moim statusie finansowym zdecydowanie wolałbym nie rozmawiać. Ale uwierz mi, kocham dobrą polską muzykę.

No oczywiście... przypominasz mi jednego kolegę z dawnych lat... chłopak z dobrej rodziny,mieszka w bogatej dzielnicy, w dużym domu, powie: "tato daj na nowy komputer 8 kafli" i tatuś daje, "daj 30 kafli na jakąś skromną brykę" i tatuś daje. Rozmawiam z nim o piraceniu i mówi: "Nawet kiedy wszyscy fałszują, Ja staram się grać czysto". Ładne słowa, dla niego miały jakieś znaczenie, ale dla większości nie zdobywają pokrycia w praktyce, dalej:

Nie wiem w jakie Ty rzeczywistości żyjesz, ale mało zdajesz sobie sprawę z tego jak jest w Polsce.

Żyję w takiej rzeczywistości, że średnia krajowa pensja to 3000 zł brutto, a mimo to jakieś 70% ludzi w kraju ma kradzionego Windowsa na komputerze. Kradnie, choć ma doskonałą alternatywę w postaci choćby Linuksa.

A to już mi w 100% potwierdziło że do biednych nie należysz ani nie zdajesz sobie sprawy jak naprawdę wygląda życie... nie wiem czy wiesz ale najbogatsi ludzie zawyżają średnią krajową i to sporo. Zresztą proszę nie mądrzyj się na ten temat, bo dobijasz mnie w tym momencie, swoją niewiedzą, Ja pracowałem w sklepie za 5 zł / godzina, dalej nie wierzysz to przejdź się, zapytaj ile płacą i zobaczysz.

Jeśli jest Ciebie stać na komputer, to i na zakup gry raz na jakiś czas powinieneś mieć kasę. To nie moja wina, że większość użytkowników zachowuje się jak rozpieszczone książątka, którym co tydzień trzeba nowej gry. Poza tym: rozumiem kradzież bułki przez głodnego człowieka, którego na nią nie stać. Ale kradzieży gry nie tłumaczy nic.

I jeszcze jedno: kto powiedział, że gra komputerowa jest dobrem pierwszej potrzeby? Mam rozumieć, że jak mnie nie stać na luksus w postaci Mercedesa, to mam prawo go sobie ukraść?

Pozwolę sobie przypuścić, że takiej osoby nie stać nawet na komputer. A jeśli już ją stać i planuje zakup, to powinna przemyśleć, czy stać ją też na gry. Analogiczna sytuacja: stać Cię na nędznego fiata 126p, ale nie stać Ciebie na dobre radio do niego, więc masz prawo to radio ukraść?

Jedno Mnie ciekawi... czy też byś był taki prawy gdyby ci ledwo na życie starczało. Nie powiedziałem że piractwo jest fair, ale czy fair jest że np. dziecko które się urodziło w biednej rodzinie, albo nauczyciel pracujący za psie grosze nie ma prawa do posłuchania czegoś, co lubi, bo mega bogate koncerny, np. M$, trzymają rękę na wszystkim i mają gdzieś takiego człowieka jak Ty, tylko masz płacić? "Jesteś biedny więc gnij w swoim syfie i wara ci od naszego produktu, dopóki nie zasilisz naszego i tak już bombastrasznie ogromnego konta o kolejne $, bo nam wiecznie jest mało!" Czytałeś taką króciutką książkę "Janko Muzykant"? Poza tym człowiek który piraci nie kradnie rzeczy materialnych, proszę nie porównuj takich rzeczy bo to NIE jest to samo!!!

Jeszcze jedno pytanie: Czy kiedykolwiek pragnąłeś czegoś (np. jako dziecko) np. jakiegoś cukierka na którego nie mogłeś sobie pozwolić?

Zakładam że na wszystkie pytania odpowiesz: "To moja sprawa, to nie tłumaczy złodziejstwa, lub coś w tym stylu. Ty po prostu nie wiesz co to bieda i proszę nie kryguj się.

To od razu najlepiej dajmy ludziom prawo do morderstw, w końcu sprytny morderca to też nie byle co.

Fakt, ja też nie popieram złodziejstwa, ale to co tu napisałeś... po raz kolejny popisujesz się ignorancją...

Poświęćcie wiele miesięcy ciężkiej pracy, nie śpijcie po nocach, żeby zdążyć 'na czas', zdzierajcie gardła w studiach nagraniowych, lub niszczcie oczy przy monitorach, zaniedbujcie zdrowie siedząc na fotelach przez wiele godzin żeby w końcu po kilku miesiącach (czasami nawet latach) wypuścić na rynek owoc swojej pracy. Wydaje się wam on wręcz doskonały.

A potem co? Piraci zaopiekują się waszym dziełem, a na różnych forach będzie czytać twierdzenia, że ludzie mogą sobie nielegalnie korzystać z tego, co z takim mozołem i poświęceniem tworzyliście. I jakie tłumaczenia: że drogie, że pracodawca kazał, że to, że tamto...

Ludzie, zrozumcie, że odbieracie mi chleb od ust (i wielu mi podobnym)

Masz rację, ale... przecież już wypuściłeś na rynek swój produkt, tak czy tak jest ogrom ludzi którzy kupią twój produkt.

A nawet jeśli trafia dużo, to co? Jakim prawem oceniacie kto ile ma zarabiać? Zrozumcie, że albumy nie nagrywają się same! Programy nie piszę się same! Za nimi kryje się ogrom ludzkiej pracy! Nie po to ciężko pracuje, żeby mi ktoś powiedział, że i tak zarabiam wystarczająco dużo i po co mi więcej

jakim prawem ludzie są wykorzystywani przez pracodawców, lub Państwo zarabiają gó...ne pieniądze i nawet nie mogą sobie pozwolić na chwilę relaksu przed dobrym filmem na który ich nie stać? Nauczyciel czy kasjerka też ciężko pracuje. Powiedz mi w takim razie jaka ci średnia miesięczna wypłata wychodzi? a przynajmniej na jakiej skali się wacha?

To ciekawe, jak wykarmisz rodzinę satysfakcją z dobrze wykonanej pracy.

No weźmy np. koncern Sony (wytwórnia płyt), może im zabraknąć na chleb, faktycznie. Ale ja to bym się martwił bardziej o koncern Gatesa, jeszcze mu na chleb ze smalcem nie starczy...

Ale takich artystów jest na świecie może kilkudziesięciu, może kilkuset. Poza tym i tak lwią część dochodów takiej Spears stanowią koncerty i reklamy, a nie kasa ze sprzedaży płyt.

Więc tak na prawdę nie okradasz artysty którego lubisz, tylko wytwórnie (wielki koncern) dla którego straty w postaci iluś tam piratów są i tak znikome.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie stanowczo przesadzacie. Pisałem ze nie każdy kto  jest piratem przekłada sie na stratę dla wytwórcy.

 

Klękacie nad losem biednych programistów. A tak naprawdę (i mowie to z mojego własnego doświadczenia) programista pracujący w jakiejś firmie ma w d... czy czy ktoś za ten program zapłaci choćby złotówkę. To nie jest jego problem ma każą pisać pisze i za pisanie ma płacone. Sprzedażą zajmuje sie ktoś zupełnie inny i to jego problem. Tylko ze sprzedający jak jest dobry to ma pojecie o czymś takim jak segregacja rynku i wie ze gnojek z podstawówki nie kupi softu za powiedzmy tysiaka, I ma to w głębokim poważaniu czy dzieciak to piraci czy nie bo to nie jest dla niego klient który powoduje starte. Oni to wiedza wy starczy ze przyjmiecie do wiadomości. Co więcej  jeśli ten dzieciak zacznie korzystać z tego programu to zgodnie z zasada "czym skorupka..." z dużym prawdopodobieństwem stanie sie klientem w przyszłości. Co więcej firmy same pomagają  w rozwiązaniu prawnych problemów związanych z piractwem w określonych grupach gdzie jest ono pożądane!!! . Na przykład Microsoft posiada program msdn AA, adobe photoschopa studentom pcha za kilka $,, przykładów jest więcej...I nikt nie twierdzi ze microsoft coś traci dając  windowy jakie by nie chcieli studentom informatyki za darmo !!  Microsoft jest z tego BARDZO ZADOWOLONY !!! I wcale tego nie kryje. Tak w zasadzie najbardziej w tym wszystkim przeszkadza  policja. Piractwo jest najskuteczniejsza forma marketingu.  to właśnie dzięki łatwości piracenia jego produktów microsoft jest dziś tym czym jest.

 

Co niego hobbyści ci albo pracują zupełnie za darmo (dla idei np open source) albo wybierają opcje wspomóż i tu odnoszą  doże sukcesy bo sam nie raz i nie dwa odpaliłem coś z konta paypal jak uznałem ze warto. Dodatkowo taki model powoduje ze ludzie chętniej dotują niż płaca za program. Ponieważ jeśli ktoś daje coś za darmo  podświadomie chcemy sie odwdzięczyć. I ci generalnie juz do tego sami doszli a ci co nie doszli  pewnie dojdą. Zauważcie ze cały internet jest praktycznie za darmo a strony gdzie trzeba za dostęp płacić  są zepchnięte na margines i to one są nisza. Jednak co ciekawe  właściciele darmowych stron tez na nich zarabiają w sposób inny niż bezpośrednie wyciąganie forsy komuś z kieszeni. często programy rozwijane w ten sposób są przez korporacje odkupywane (jeśli spotkały sie z zainteresowaniem) i tu jest zysk programisty. Co ciekawe trend micro inc. po przejęciu programu hijackthis wcale nie zrobił go płatnym. Hijack jest dalej darmowy za to promuje w swoich użytkownikóow marke trend micro inc.

 

Z muzyka jest jeszcze gorzej znam kilka przykładów zespołów które jak by nie piractwo nie zarobiły by ani złotówki.

Jak ktoś wspomniał zespoły kosza za koncerty a piracone nagrania to najlepsza jego promocja !!

Najlepszym przykładem z ostatnich tygodni jest jozin z bazin gdyby nie klip który na yuotube lamie pewnie prawo autorskie

to nikt by o nim nie słyszał bo więcej jozinowi z bazin tez to piractwo nie przeszkadza.

 

z grami i filmami jest podobnie ludzie je oglądają i to jest ważne, a pieniądze są gdzie indziej. Znam  znowu wiele przykładów filmów o których nikt by nie słyszał jak by nie divx. Aktorzy reżyserzy scenarzyści i operatorzy zarabiają na tym ze są rozpoznawani wśród ludzi. Aktor za role dostanie tym więcej im szerszej publiczności jest znany. Jak by na świecie  ludzie oglądali tylko filmy w kinach to by ten przemysł upadł. Jak myślicie na czym gwiezdne wojny zarobiły najwięcej ? na gadżetach !! a im film bardziej rozpoznawalny tym wyższa wartość "marki" jaka reprezentuje,i więcej jest w stanie skosić na boku, a także jego kadra przy następnej produkcji albo aktorzy w reklamówkach telewizyjnych.

 

Tam naprawdę na piractwie wszyscy  (no prawie ale o tym zaraz) zyskują, jednak nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę lub chcą sie do tego przyznać.

 

To jak z kradzionymi telefonami. Widzieliśmy ostatnio w pewnej szopce ze telefon da sie dokładnie namierzyć i śledzić jego ruch po korytarzu. To dlaczego nie da sie namierzyć skradzionego telefonu ? Albo chociażby zablokować zgłoszony imei jako kradziony.  Bo zadnej sieci telefonicznej na tym nie zależy bo ten komu ukradli kupi następny telefon a ten ukradziony zostanie z dużym prawdopodobieństwem aktywowany w sieci na która ma simlocka a nawet jak nie to z innej sieci ktoś zdejmie i bilans na zero wyjdzie  będzie kolejny zadowolony klient. Tak samo jest z piractwem niby przeszkadza i niby sie z nim walczy ale tak bardziej proforma. A najbardziej przeszkadza tak naprawdę policja. Tu wyjątkiem jest Microsoft  (ale czesciowo)  bo naloty policji spowodowały gwałtowny wzrost sprzedaży windowsow, ale równie gwałtowny wzrost liczby użytkowników  Open source. co i tak w dalszej perspektywie dobije sie źle na microsofcie.

 

Jedyne  organizacje którym przeszkadza piractwo to organizacje zarządzając zbiorowo prawami autorskimi czyli zaiksy i inne śmiecie. to właśnie one są tym ogniwem którym  piractwo przeszkadza najbardziej bo uderza w ich aktualne interesy . 

Zauważcie ze twórcy wlatcow much wcale piractwo  nie przeszkadza mimo ze wlatcy są najczęściej nielegalnie oglądaną rzeczą w polskim necie. Co więcej cieszy sie z tego i twierdzi ze przedkłada sie to na oglądalność w tv 4. I ma racje bo ja wlatcow poznałem z netu jak wielu internautów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Buziak

Nie mam nic przeciwko Twojej orientacji, ale byłbym wdzięczny, gdybyś mnie nią na siłę nie uszczęśliwiał.

Ech... typowy facet, Ja jestem dziwny że staram się być miły, czy Ty masz tylko jakieś zbereźne myśli? Mrugnięcie Wątpię czy byłbym w stanie Duży uśmiech

Powiedzmy, że to trauma po tym, jak dirtymesucker oferował mi kiedyś seks oralny na forum :)

 

Nie wiem w jakie Ty rzeczywistości żyjesz, ale mało zdajesz sobie sprawę z tego jak jest w Polsce.

Żyję w takiej rzeczywistości, że średnia krajowa pensja to 3000 zł brutto, a mimo to jakieś 70% ludzi w kraju ma kradzionego Windowsa na komputerze. Kradnie, choć ma doskonałą alternatywę w postaci choćby Linuksa.

A to już mi w 100% potwierdziło że do biednych nie należysz

Odmowa odpowiedzi, co wcale nie wpłynie na pradziwosć tego, co zaraz napiszę.

 

ani nie zdajesz sobie sprawy jak naprawdę wygląda życie...

To też fajnie wiedzieć. Może gdybyś wiedział nieco więcej na mój temat, przemyślałbyś trzy razy, czy warto coś tak bzdurnego napisać.  

 

nie wiem czy wiesz ale najbogatsi ludzie zawyżają średnią krajową i to sporo.

Ale ja mówię o całej populacji, o całej Polsce. Średnia zarobków to 3000 zł i nawet jeśli powyżej pewnej granicy zarabiają nieliczni, to odsetek piratów jest tak ogromny, że ewidentnie wskazuje to na to, że nawet oni są piratami. O to mi chodzi.

 

Odbiję piłeczkę: czy fair by było, gdyby twórca niebędący nawet w stanie zarobić na swoje utrzymanie z tego, co tworzy (a uwierz mi, jest wielu takich) przyszedł do czyjegoś domu i ukradł z niego np. laptopa?

 

bo mega bogate koncerny, np. M$, trzymają rękę na wszystkim i mają gdzieś takiego człowieka jak Ty, tylko masz płacić?

Tylko odpowiedz mi proszę na jedno: dlaczego taka osoba w odpowiedzi na ignorancję koncernu kradnie zamiast zainstalować darmowego Linuksa? To nie lata 90-te, kiedy realnej alternatywy nie było. Proszę, odpowiedz mi na to pytanie.

 

"Jesteś biedny więc gnij w swoim syfie i wara ci od naszego produktu, dopóki nie zasilisz naszego i tak już bombastrasznie ogromnego konta o kolejne $, bo nam wiecznie jest mało!"

Równie dobrze mogę mieć to samo za złe Ferrari, że bezczelnie nie chce mi zafundować prywatnego egzemplarza Ferrari FXX. Powtarzam nie wiem który już raz: istnieją darmowe i legalne alternatywy dla Windowsa.

 

Czytałeś taką króciutką książkę "Janko Muzykant"?

Tak, ale co to ma do rzeczy?

 

Poza tym człowiek który piraci nie kradnie rzeczy materialnych

I to jest właśnie problem. Dla Polaków własność intelektualna to żadna własność. A tymczasem weź łaskawie pod uwagę, że ta niematerialna rzecz ma wartość materialną na rynku, więc w końcu staje się realną korzyścią twórcy.

 

Jeszcze jedno pytanie: Czy kiedykolwiek pragnąłeś czegoś (np. jako dziecko) np. jakiegoś cukierka na którego nie mogłeś sobie pozwolić?

A żebyś wiedział, że bardzo wiele razy.

 

Zakładam że na wszystkie pytania odpowiesz: "To moja sprawa, to nie tłumaczy złodziejstwa, lub coś w tym stylu. Ty po prostu nie wiesz co to bieda i proszę nie kryguj się.

Z łaski swojej zamilcz, zanim kolejny raz napiszesz takie idiotyzmy. Przekraczasz dość mocno granicę mojej cierpliwości.

 

To od razu najlepiej dajmy ludziom prawo do morderstw, w końcu sprytny morderca to też nie byle co.

Fakt, ja też nie popieram złodziejstwa, ale to co tu napisałeś... po raz kolejny popisujesz się ignorancją...

Nie, to dirtyme napisał, że podziwia sprytnych przestępców za ich zaradność.

 

Masz rację, ale... przecież już wypuściłeś na rynek swój produkt, tak czy tak jest ogrom ludzi którzy kupią twój produkt.

Tak? A co z mniej znanymi zespołami? Przytoczyłem tutaj idealny przykład naprawdę fantastycznego zespołu Neuma. Takich kapel są tysiące. A wiesz, dlaczego nie mogą zarobić na życie? Bo przez to, że ludzie nie kupują płyt, oni nie mogą wydać swoich, bo żadna firma nie ma perspektywy zarobienia na tym. I to Ty mi mówisz, że jestem oderwany od rzeczywistości?

 

jakim prawem ludzie są wykorzystywani przez pracodawców, lub Państwo zarabiają gó...ne pieniądze (...)

No dobra, ale dlaczego konsekwencje tego stanu rzeczy (zgadzam się, tragicznego i wymagającego radykalnych zmian!) ma ponosić artysta/twórca? Powtarzam, też nei wiem który już raz: rozumiem kradzież bułki przez człowieka głodnego, który kradnie ją, by żyć. Ale kradzież systemu operacyjnego, gdy ma się darmową alternatywę, to moim zdaniem zwykłe złodziejstwo i nie widzę tu usprawiedliwienia.

 

Powiedz mi w takim razie jaka ci średnia miesięczna wypłata wychodzi? a przynajmniej na jakiej skali się wacha?

Mówiłem już: nie wyciskaj ze mnie tej odpowiedzi, bo jej nie otrzymasz. Ale zapewniam Cię, że manna z nieba mi nie spada i zarabiam na to, co mam. Odważę się nawet powiedzieć, że raz na jakiś czas spotykasz się nawet z efektem mojej pracy, za którą dostaję pieniądze - choć zapewne nie zdajesz sobie z tego sprawy.

 

No weźmy np. koncern Sony (wytwórnia płyt), może im zabraknąć na chleb, faktycznie.

Proszę, nie pisz głupot. Pisałem już wcześniej, że muzykę postrzegam w tym kontekście inaczej.  Tylko powiedz mi: dlaczego przywołujesz przykład Sony, ale już np. Asfalt Records, wydającego sporo niezłej muzyki (i sporo chały, to fakt) już nie? A SP Records? A Tone Industria? A malusieńkie 0v0, utrzymujące się wyłącznie dzięki pasji paru osób? Wcale nie są jakąś wielkimi firmami, często ledwie wiążą koniec z końcem, a są okradani tak samo, jak Sony. Szkoda, że ich losem się nie przejmujesz i wrzucasz całe piractwo do jednego worka z etykietką "okradanie wielkich koncernów, którym się należy kop w tyłek".

 

Widzę, że jeszcze raz muszę się powtórzyć, bo moje słowa przypominają walenie grochem o ścianę: MUZYKĘ POSTRZEGAM NIECO INACZEJ, bo rzeczywiście artysta, który powinien na muzyce zarabiać najwięcej, dostaje z tego torta najmniej. I rzeczywiście piractwo muzyki jestem w stanie zrozumieć, choć naprawdę boli mnie, że cierpią na tym również małe wytwórnie. Dotarło?

 

Ale ja to bym się martwił bardziej o koncern Gatesa, jeszcze mu na chleb ze smalcem nie starczy...

I znów: wybierasz najbardziej radykalny przykład. A co z innymi wytwórcami, z takim np. CD Projekt? Wydali fantastycznego Wiedźmina (co prawda nie grałem, bo gry nie sprawiają mi większej frajdy), a mimo to jestem gotów się założyć, że większość jego kopii to piraty. Znów: szkoda, że takimi firmami się nie przejmujesz. Mieli pierwszy naprawdę ambitny projekt, szansę na dołączenie do najlepszych, na dodatek to polska firma - i co? i okradziono ich.

 

Więc tak na prawdę nie okradasz artysty którego lubisz, tylko wytwórnie (wielki koncern) dla którego straty w postaci iluś tam piratów są i tak znikome.

ALE WIELOKROTNIE PISAŁEM, ŻE MUZYKA TO INNA PARA KALOSZY. Zrozumiesz to kiedyś, wykażesz się choć odrobiną dobrej woli w interpretacji? Pamiętaj, że wątek dotyczy crackerstwa i większość moich krytycznych uwag pod adresem piractwa dotyczyła właśnie tego. A do tego powtarzam po raz trzeci chyba, że nie wszyscy muzycy nagrywają dla wielkich koncernów, ale niektórzy także dla mniejszych firm, które traktują twórców znacznie bardziej uczciwie. Gdyby ludzie piracili płyty z Sony czy Universala, a kupowali grzecznie Tone Industria, rozmowa byłaby inna. A tak, sorry. Pirat nawet nie patrzy na to, kogo okrada, czy przypadkiem osoba okradana nie jest tak samo biedna, jak on sam. Tu jest problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Gdyby ludzie piracili płyty z Sony czy Universala, a kupowali grzecznie Tone Industria, rozmowa byłaby inna (...) Pirat nawet nie patrzy na to, kogo okrada, czy przypadkiem osoba okradana nie jest tak samo biedna, jak on sam. Tu jest problem."

 

"Bo przez to, że ludzie nie kupują płyt, oni nie mogą wydać swoich, bo żadna firma nie ma perspektywy zarobienia na tym"

 

hę?? niby z jakiej racji "maluczcy" producenci mieliby zasługiwać bardziej na to aby ich produkty kupować? przykładowo taka mała wytwórnia fonograficzna - skoro promuje takie przygarażowe zespoliki znane w 2 miastach na krzyż to sami skazują sie na to że muszą wyżywić rodzine samą satysfakcją a nie dobrą kasą. nie ważne czy chodzi o producenta gry, programu, filmu czy muzyki.

 

" dlaczego taka osoba w odpowiedzi na ignorancję koncernu kradnie zamiast zainstalować darmowego Linuksa"

 

to dlaczego cały świat nie słucha radiohead? ich mp3 można pobierać za darmo. są alternatywą dla całej sieci p2p!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Gdyby ludzie piracili płyty z Sony czy Universala, a kupowali grzecznie Tone Industria, rozmowa byłaby inna (...) Pirat nawet nie patrzy na to, kogo okrada, czy przypadkiem osoba okradana nie jest tak samo biedna, jak on sam. Tu jest problem."

 

"Bo przez to, że ludzie nie kupują płyt, oni nie mogą wydać swoich, bo żadna firma nie ma perspektywy zarobienia na tym"

 

hę?? niby z jakiej racji "maluczcy" producenci mieliby zasługiwać bardziej na to aby ich produkty kupować?

To nie tak. TO była odpowiedź na argument, że Sony jest tak wielkim wydawcą, że nei robi mu to różnicy, czy go okradają, czy nie. A ja tylko zwróciłem uwagę, że na Sony świat się nie kończy, więc wrzucanie całego piractwa do worka "walka z koncernami" to nadużycie.

 

przykładowo taka mała wytwórnia fonograficzna - skoro promuje takie przygarażowe zespoliki znane w 2 miastach na krzyż to sami skazują sie na to że muszą wyżywić rodzine samą satysfakcją a nie dobrą kasą. nie ważne czy chodzi o producenta gry, programu, filmu czy muzyki.

No proszę - mówi to gość, który tyle razy we wszelkich dyskusjach mówił, że kasa to nie wszystko.

 

Poza  tym ja nie użalam się nad tym, ze ktoś wydaje niszową muzykę - wkurza mnie za to fakt, że okrada się takie małe wytwórnie, a potem wybiela się samemu sobie sumienie gadką, że to i tak był koncern, któremu te parę złotych nie robi różnicy.

 

to dlaczego cały świat nie słucha radiohead? ich mp3 można pobierać za darmo. są alternatywą dla całej sieci p2p!

Nie wiem - sam się dziwię, że można nie lubić tak fantastycznej kapeli :)

 

A tak na poważnie: czymś zupełnie innym jest muzyka, która z założenia jest kwestią gustu, a czym innym system operacyjny, który jest z punktu widzenia szarego użytkownika platformą do uruchamiania programów. Skoro pod Linuksem możesz jako prosty użytkownik swobodnie zrobić wszystko to, co pod Windowsem, a do tego możesz go skonfigurować do postaci bardzo podobnej do Windowsa, to nie widzę usprawiedliwienia dla okradania twórcy, nawet jeśli jest nim znienawidzony Microsoft.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale ja mówię o całej populacji, o całej Polsce. Średnia zarobków to 3000 zł i nawet jeśli powyżej pewnej granicy zarabiają nieliczni, to odsetek piratów jest tak ogromny, że ewidentnie wskazuje to na to, że nawet oni są piratami. O to mi chodzi.

 

Cóz zachęcam sie do zainteresowania statystyka, proszę nie poprzestawać na średniej i zainteresować sie miarami dyspersji, I zastanowić sie jaki wpływ na srednie zarobki ma

 

http://beta.di.com.pl/news/19400,1,0,Ile_zarabiaja_decydenci_w_Telekomunikacji_Polskiej.html 

a ile zarabia pracownik na infolinii neostrady i zastanowić sie z kad sie bierze średnia.

 

Odbiję piłeczkę: czy fair by było, gdyby twórca niebędący nawet w stanie zarobić na swoje utrzymanie z tego, co tworzy (a uwierz mi, jest wielu takich) przyszedł do czyjegoś domu i ukradł z niego np. laptopa?

A może tworzy porostu barachło  ?  Jaos nikogo nie dziwi ze slaby mechanik samochodowy nie ma mniej pracy od dobrego  To nie wina piractwa. Skoro nikt nie chce artysty sluchjac to moze pora wziasc sie za prace.  moim liceum było średnio 1.5 zespołu na klasę i do dziś (10 lat) nie ma żadnego. Ludzie myślą ze będą sławni jak doda albo piasek a tu niespodzianka. 

Jesli tworca nie jest w

 

Tylko odpowiedz mi proszę na jedno: dlaczego taka osoba w odpowiedzi na ignorancję koncernu kradnie zamiast zainstalować darmowego Linuksa? To nie lata 90-te, kiedy realnej alternatywy nie było. Proszę, odpowiedz mi na to pytanie.

Odpowiedz na to pytanie jest prosta jak. Microsoft "odmóżdżył" ludzi na tyle skutecznie ze boja sie linuxa, są od windy uzależnieni. Komputer bez myszki dla 98% populacji jest bezużyteczny. i To microsoft osiagnol dzieki piractwu i naprawde jest z siebie dumny. 

 

 

I to jest właśnie problem. Dla Polaków własność intelektualna to żadna własność. A tymczasem weź łaskawie pod uwagę, że ta niematerialna rzecz ma wartość materialną na rynku, więc w końcu staje się realną korzyścią twórcy.

Ale nawet psami producenci rozdajac swoj soft bezplatnie nie twierdza ze to dla nich strata natomiast robia sobie z tego jeszcze akcje promovcyjne.

 

Tak? A co z mniej znanymi zespołami? Przytoczyłem tutaj idealny przykład naprawdę fantastycznego zespołu Neuma. Takich kapel są tysiące. A wiesz, dlaczego nie mogą zarobić na życie? Bo przez to, że ludzie nie kupują płyt, oni nie mogą wydać swoich, bo żadna firma nie ma perspektywy zarobienia na tym. I to Ty mi mówisz, że jestem oderwany od rzeczywistości?

 

Neuma ? pierwsze słyszę. I nie pójdę ani na koncert zespołu a tym bardziej nie kupie płyty zespołu o którym nie słyszałem i takich zespołów są tysiące i sie nie dziwie ze nikt o nich nie słyszał bo są ich tysiące. I żadne wytwornie nie wydadzą plyt tysiącom artystów znaczna cześć z nich i tak zniknie z rynku albo pozostanie w swoim garażu prawa rynku żądza wszędzie.

Jedyne co takim zespołom może pomoc to właśnie jest piractwo !!!

może ktoś o nich usłyszy. NIe starczy tworzyć i z uwagi na sam fakt ze ktoś coś tworzy nie powinien mieć żadnych profitów jeśli zacznie produkować samochody bez kol i kierownicy to mam za to dostawać pieniądze skoro nikt takiego auta nie wziol by za darmo ? Wytwornie tez nie wydadzą płyty jakimus nieznanemu zespołowi dlatego ze jest nieznany a nie dla tego ze ktos piraci jego utwory. Jak ktos piraci to juz jest dobrze !

 

No dobra, ale dlaczego konsekwencje tego stanu rzeczy (zgadzam się, tragicznego i wymagającego radykalnych zmian!) ma ponosić artysta/twórca?

To sie nazywa ryzyko i konsekwencje ponosi każdy kto zaryzykuje. Ale jak sie komuś śni sława zagranicznych zespołów to sie to potem rożnie kończy są rozczarowania i frustracje, bo kiedyś sie trzeba obudzić.

 

Ale tu mały przykładzik z życia. Weźmy zespól dżem, kiedyś grywali po studniówkach (gdzieś w czasach moich rodziców i im współczesnych). Czy ktos z was jest w stanie stwierdzić ze zespól ten cieszył by sie dalej NIEMALEJĄCA popularnością jak by nie piractwo ? Znaczna cześć ludzi na pogrzebie Bergera stanowiło właśnie pokolenie mp3.

 

Młodym garażowym zespołom właśnie piractwo jest w stanie pomoc. Tak jak w przypadku niekomercyjnego hip-hopu to właśnie przegrywanie taśm przez zainteresowanych (nie bylo jeszcze mp3 ani powszechnie dostępnych  nagrywarek CD) zbudowało popularność wielu zespołów która pozwoliła im na komercjalizacje swojej działalności. A jak ktoś chce pieniądze bo jest "twórcą" a to ze go nikt nie słucha to wina piratów i ma pretensje do całego świata ze nikt nie chce wydać jego płyty to sorry,  ale historia dowiodła ze nie tedy droga. Tacy twórcy to są w co drugim garażu. Nawet wiśniewski zaczynał od klubu karaoke i wpieprzał placki ziemniaczane bo nie stać go było na nic innego jak olej i ziemniaki.

I to właśnie do takich ludzi mam szacunek i jak by mi odpowiadała jego muzyka to nawet bym coś kupli.

 

choć naprawdę boli mnie, że cierpią na tym również małe wytwórnie.

Ale one cierpia bo sa male. Male firmy transportowe tez cierpią bardziej podwyznacznikach cen paliwa. Male firmy produkcyjne tez cierpią na wzroście kosztów surowców bardziej niż duże ale czy to kogoś obchodzi ?

 

I znów: wybierasz najbardziej radykalny przykład. A co z innymi wytwórcami, z takim np. CD Projekt? Wydali fantastycznego Wiedźmina (co prawda nie grałem, bo gry nie sprawiają mi większej frajdy), a mimo to jestem gotów się założyć, że większość jego kopii to piraty. Znów: szkoda, że takimi firmami się nie przejmujesz. Mieli pierwszy naprawdę ambitny projekt, szansę na dołączenie do najlepszych, na dodatek to polska firma - i co? i okradziono ich.

 

Proponuje sie zastanowić jeśli nie było by internetu nagrywarek piractwa w ogóle to ile by sie wiedźmina sprzedało ?

Mniej niż dziś bo by o nim nikt nie słyszał !! Bo jedyna droga by dowiedzieć sie o nim była by gazeta która kosztowała by 15 pln nawet to dla niektórych to dużo (oczywiście w segmencie rynku zainteresowanym potecjalnie wiedźminem)

Cd projekt czerpie korzyści z internetu jako źródła promocji wiec i tak sprzedaje więcej niż jak by nie było piractwa !!

 

Powtórzę jeszcze raz w biznesie o wiele bardziej wartościowy jest jeden wierny klient niż 10 przypadkowych. I dla tego liczy sie świadomość marki i popularność (rozpoznawalność ) zespołu/produktu. A nie ktoś kto kupi raz płytę nieznanego zespołu i więcej tego błędu nie popełni jeśli okaże sie szmira. Każda firma przede wszystkim realizuje cele strategiczne, potem taktyczne, a cele operacyjne to tylko środki do osiągnięcia celów strategicznych, i dla tego wcale firma nie musi zarabiać na wszystkim co robi ba nawet czasem dopłaca sama do różnych rzeczy po to żeby być bliżej swoich celów strategicznych !! I tu przykladem jest m$ która w ten sposób dochrapała sie tak silnej pozycji na rynku ze ludzie dalej sa przywiązani do windy mimo ze maja alternatywę. To jest właśnie cel jaki Microsoft zrealizował bo dzięki temu w urzędach będzie Windows bo  pani Krysi sie wydaje ze linux jest straszny i  nie poradzi sobie z ubuntu i będą silne opory przed zmiana. A urzędy płaca microsoftowi i to słono

chocby tutaj  zmiana jednego programu to oszczednosc 300 tysi w skali kilku lat (do kolejnej wesji odffice).

 

http://beta.di.com.pl/news/19436,0,Katowice_porzucaja_Microsoft_Office.html

 

I to tu firmy zarabiają szybko i w hurcie a nie na jakiś szaraczkach szaraczek ma tylko używać windowsa żeby potem tam gdzie microsoftowi płaca używany był windows. Tak jak tu

 

http://beta.di.com.pl/news/19502,0,Microsoft_na_utrzymaniu_Trojmiasta.html

 

I to jest realizacja celów strategicznych. Jak cd projekt wyda kolejna grę to więcej ludzi bedziania zainteresowanych tylko dla tego ze wydal ja cd projekt a oni kiedyś grali w spiracongo wiedzmina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cóz zachęcam sie do zainteresowania statystyka, proszę nie poprzestawać na średniej i zainteresować sie miarami dyspersji, I zastanowić sie jaki wpływ na srednie zarobki ma

 

http://beta.di.com.pl/news/19400,1,0,Ile_zarabiaja_decydenci_w_Telekomunikacji_Polskiej.html 

a ile zarabia pracownik na infolinii neostrady i zastanowić sie z kad sie bierze średnia.

Ale sam powiedz, dlaczego stosuje się podwójne standardy. Skoro Cię stać na komputer, to znak, że aż tak źle z Tobą nie jest. W takim razie dlaczego nie płacisz za Windowsa? Albo dlaczego przynajmniej nie zachowasz się fair i nie wybierzesz darmowej alternatywy - skoro i tak nie stać Ciebie na kupno gier, to Linux nie będzie problemem.

 

I od razu analogiczna sytuacja, żeby rozjaśnić sytuację: skoro wiesz, że nie będzie Ciebie stać na wymianę materiałów eksploatacyjnych, to dlaczego kupujesz Lexusa zamiast Fiata? Czy fakt, że kupiłeś Lexusa a teraz nie stać Ciebie na kupno klocków hamulcowych daje Tobie prawo do ich kradzieży? Na tej samej zasadzie: skoro kupujesz kompa, to miej świadomość, że jego posiadanie zobowiązuje do posiadania legalnego oprogramowania.

 

Odbiję piłeczkę: czy fair by było, gdyby twórca niebędący nawet w stanie zarobić na swoje utrzymanie z tego, co tworzy (a uwierz mi, jest wielu takich) przyszedł do czyjegoś domu i ukradł z niego np. laptopa?

A może tworzy porostu barachło  ? 

W takim razie użytkownik ma nie po kolei w głowie, że się męczy na takim systemie, zamiast użyć innego.

 

Jaos nikogo nie dziwi ze slaby mechanik samochodowy nie ma mniej pracy od dobrego

W takim razie skoro mechanik jest zły, to nie idź do tego warsztatu, tylko wybierz inny i innych mechaników. Fakt, że pojedziesz do dennego mechanika i nie zapłacisz mu za usługę nie zmieni faktu, że samochód wciąż będzie jeździł jakby chciał, a nie mógł.

 

  To nie wina piractwa. Skoro nikt nie chce artysty sluchjac to moze pora wziasc sie za prace.

NO właśnie problem jest w tym, że chce słuchać, tylko nie chce mu zapłacić należnej kasy.

 

moim liceum było średnio 1.5 zespołu na klasę i do dziś (10 lat) nie ma żadnego. Ludzie myślą ze będą sławni jak doda albo piasek a tu niespodzianka. 

No widzisz, tylko że właśnie jest też sporo zespołów, które dotrwały do dziś i tworzą innowacyjnie, a są przez piratów skazani na granie po garażach.

 

Microsoft "odmóżdżył" ludzi na tyle skutecznie ze boja sie linuxa, są od windy uzależnieni.

I co, to jest niby usprawiedliwienie dla piractwa?

 

Ale nawet psami producenci rozdajac swoj soft bezplatnie nie twierdza ze to dla nich strata natomiast robia sobie z tego jeszcze akcje promovcyjne.

Mam rozumieć, że skoro hipermarket daje czasem gratis mydło do płynu do naczyń, to mam święte prawo kraść to mydło przy każdym zakupie płynu?

 

Poza tym jakoś nie przypominam sobie zbyt wielu sytuacji, gdy producent udostępnił za darmo swój produkt, a potem za tę samą wersję wymagał po pewnym czasie kasy. Mogę się mylić, ale nie przypominam sobie takiej sytuacji.

 

Neuma ? pierwsze słyszę.

A szkoda, polecam. Mocno awangardowe, ale może się spodobać.

 

I nie pójdę ani na koncert zespołu a tym bardziej nie kupie płyty zespołu o którym nie słyszałem i takich zespołów są tysiące

Ale ja nie mówię o tym, że masz kupować płytę na oślep. Mam raczej na myśli to, że jeśli Tobie się już spodoba ta muzyka (próbek wszelakiej muzyki w necie jest aż nadto - zresztą w moim odczuciu pobranie płyty "na próbę", by potem kupić oryginał gdy się spodoba, jest ok nawet w stosunku do takich kapel), to wypadałoby kupić ich materiał.

 

 

Jedyne co takim zespołom może pomoc to właśnie jest piractwo !!!

No, niekoniecznie. Ktoś w końcu ten materiał musi kupić, bo jeśli 100% kopii będzie pirackich, to i tak nie będą mieli za co nagrać materiału. Przy zerowej sprzedaży nie nagraliby niczego. Promocja to inna para kaloszy - jest mnóstwo serwisów, gdzie można poznać sporo dobrej muzy i odsłuchać próbek - ale kradzież to moim zdaniem złe rozwiązanie.

 

z uwagi na sam fakt ze ktoś coś tworzy nie powinien mieć żadnych profitów jeśli zacznie produkować samochody bez kol i kierownicy to mam za to dostawać pieniądze skoro nikt takiego auta nie wziol by za darmo ?

Mógłbyś jaśniej? Nie do końca rozumiem, co masz na myśli, a zanim odpowiem chciałbym precyzyjnie to wiedzieć.

 

Wytwornie tez nie wydadzą płyty jakimus nieznanemu zespołowi dlatego ze jest nieznany a nie dla tego ze ktos piraci jego utwory. Jak ktos piraci to juz jest dobrze !

Słuchaj. Jeśli piraci na etapie, na którym zespół rozbija się po garażach, to może i coś w tym jest, masz rację. Choć na tym etapie i tak zespół mało kiedy wydaje płytę, co najwyżej marne demko które wciska wszystkim jak leci. Gorzej, że gdy już się dorobią poważnego wydawnictwa, to i tak nikt go nie kupuje. A potem sekwencja zdarzeń jest prosta: jest płyta, ale nie ma sprzedaży -> nie ma kolejnej płyty, bo firma niestety też musi mieć z tego jakiś zysk, wydawca to nie Caritas. Sam się plączesz w tym momencie: myślisz, że piractwo jest dobre, bo dzięki temu firma wyda płytę. Tylko co zrobić, gdy z winy piractwa płyta się nie sprzedaje? Jak wydać kolejną?

 

No dobra, ale dlaczego konsekwencje tego stanu rzeczy (zgadzam się, tragicznego i wymagającego radykalnych zmian!) ma ponosić artysta/twórca?

To sie nazywa ryzyko i konsekwencje ponosi każdy kto zaryzykuje.

Hmmm.... Jak kogoś zamordują, to należy uznać, że sam sobie jest winny, bo wziął na siebie ryzyko wyjścia z domu?

 

Ale jak sie komuś śni sława zagranicznych zespołów to sie to potem rożnie kończy są rozczarowania i frustracje, bo kiedyś sie trzeba obudzić.

Ale ja nie mówię o luksusowych hotelach i szampanie. Mówię jedynie o możliwości utrzymania się z grania muzyki.

 

Ale tu mały przykładzik z życia. Weźmy zespól dżem, kiedyś grywali po studniówkach (gdzieś w czasach moich rodziców i im współczesnych). Czy ktos z was jest w stanie stwierdzić ze zespól ten cieszył by sie dalej NIEMALEJĄCA popularnością jak by nie piractwo ? Znaczna cześć ludzi na pogrzebie Bergera stanowiło właśnie pokolenie mp3.

Tylko widzisz, jednego uparcie nie dostrzegasz. Dlaczego Dżem wydał tyle płyt, dlaczego w ogóle byli w stanie podpisać kontrakty na ich wydanie? Bo firmie się opłacało to nagrać! Wydanie albumu to koszt rzędu kilkuset tysięcy złotych - ciężko jest mi wyobrazić sobie sytuację, gdy firma ponosi takie koszty i nie oczekuje nic w zamian.

 

Młodym garażowym zespołom właśnie piractwo jest w stanie pomoc.

Gorzej, że od momntu wydania pierwszej płyty zależy im na sprzedaży, by w ogóle utrzymać kontrakt.

 

Tak jak w przypadku niekomercyjnego hip-hopu to właśnie przegrywanie taśm przez zainteresowanych (nie bylo jeszcze mp3 ani powszechnie dostępnych  nagrywarek CD) zbudowało popularność wielu zespołów która pozwoliła im na komercjalizacje swojej działalności.

I znów wracamy do tego samego punktu. Dzięki nielegalom rzeczywiście się wypromowali i nagrali pierwszą płytę. Tylko sam powiedz: ile płyt byliby w stanie wydać, gdyby każda z nich miała zerową sprzedaż, bo 100% kopii w obiegu stanowiłyby piraty?

 

A jak ktoś chce pieniądze bo jest "twórcą" a to ze go nikt nie słucha to wina piratów i ma pretensje do całego świata ze nikt nie chce wydać jego płyty to sorry,  ale historia dowiodła ze nie tedy droga. Tacy twórcy to są w co drugim garażu. Nawet wiśniewski zaczynał od klubu karaoke i wpieprzał placki ziemniaczane bo nie stać go było na nic innego jak olej i ziemniaki.I to właśnie do takich ludzi mam szacunek i jak by mi odpowiadała jego muzyka to nawet bym coś kupli.

No i super, w tym momencie się zgadzamy (tym bardziej, że akurat Wiśniewski wyłożył np. 200 000 zł Sweet Noise'owi na dokończenie płyty, gdy SN był jeszcze porządną kapelą - więc za to szacun, choć muzyki jego nie znoszę). Tylko sam powiedz: skoro sam piszesz, że "coś byś kupił", to dlaczego w praktyce wychodzi na to, że na koncerty takiej Neumy, która dorobiła się tego, co ma, sama, przychodziło w ciągu trasy jakieś 5000 osób, a płytę kupiło niecałe 500? Czy to nie jest hipokryzja?

 

choć naprawdę boli mnie, że cierpią na tym również małe wytwórnie.

Ale one cierpia bo sa male.

Cudownie. Duże firmy można okradać, bo są duże, a małe cierpią i można je okradać, bo są małe. Cuuudownie.

 

 

Proponuje sie zastanowić jeśli nie było by internetu nagrywarek piractwa w ogóle to ile by sie wiedźmina sprzedało ?

Bzdura. Dzięki internetowi wypromowano produkt, zgadzam się. Ale przypadki, gdy ktoś dostaje pirata, a potem kupuje oryginał zafascynowany jego wspaniałością można policzyć na palcach. Powiem tak: gdyby rzeczywiście było tak, że ktoś piraci grę, a potem jeśli mu się ona spodoba - kupuje kopię (a jeśli nie - usuwa ją po tygodniu!), to w 100% popieram takie "piractwo". Problem w tym, że tak wcale nie jest. Bardzo, bardzo nieliczni kupią ostatecznie oryginał.

 

Bo jedyna droga by dowiedzieć sie o nim była by gazeta która kosztowała by 15 pln nawet to dla niektórych to dużo (oczywiście w segmencie rynku zainteresowanym potecjalnie wiedźminem)

Ale jakim prawem w ogóle mieszasz działania promocyjne producenta i piractwo?! Przecież to jest jakiś absurd.

 

Cd projekt czerpie korzyści z internetu jako źródła promocji wiec i tak sprzedaje więcej niż jak by nie było piractwa !!

Czyli jeśli ktoś powiesi w mieście billboard z reklamą laptopa, to ja mam prawo go ukraść ze sklepu?

 

Powtórzę jeszcze raz w biznesie o wiele bardziej wartościowy jest jeden wierny klient niż 10 przypadkowych.

Ale tylko w sytuacji, gdy musisz wybrać: albo 1 wierny, albo 10-ciu przypadkowych. Jeśli firmie uda się utrzymać tego jednego wiernego, to na pewno będzie jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli przy okazji sprzeda 10 piratów.

 

A nie ktoś kto kupi raz płytę nieznanego zespołu i więcej tego błędu nie popełni jeśli okaże sie szmira.

No dobra, ale w obecnej sytuacji nie jest kłopotem znaleźć w necie streaming danej płyty lub chociaż kawałki promo. Jest Last.fm, jest Myspace, jest jeszcze kilka innych serwisów. Poza tym powtarzam: gdy MUSISZ dokonać wyboru jednego wiernego użytkownika albo 10-ciu przypadkowych, to rzeczywiście tak jest. Gdy masz do wyboru po prostu sprzedać kopię lub nie, to chyba oczywistym jest, że bardziej się opłaca nawet jednorazowy zysk, niż żaden.

 

I to tu firmy zarabiają szybko i w hurcie a nie na jakiś szaraczkach szaraczek ma tylko używać windowsa żeby potem tam gdzie microsoftowi płaca używany był windows.

Ale na taką taktykę może sobie pozwolić co najwyżej kilka firm na świecie. Tylko kilka z nich ma tak ogromny kapitał, by utrzymać się przy takiej skali piractwa.

 

I to jest realizacja celów strategicznych. Jak cd projekt wyda kolejna grę to więcej ludzi bedziania zainteresowanych tylko dla tego ze wydal ja cd projekt a oni kiedyś grali w spiracongo wiedzmina

I tu się akurat mylisz. Bo taki CD Projekt, jeśli Wiedźmin będzie miał zbyt słabą sprzedaż (a jakoś nie widzę instytucji kupujących po kilkaset kopii), nigdy nie wyda kolejnej gry, bo w międzyczasie zbankrutuje. Przy stuprocentowym piractwie nigdy by nie zarobił na Wiedźminie, więc nigdy nie miałby za co wydać kolejnej gry. Szkoda, że tego nie widzisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pięknie i mądrze mówicie o dobru, złu, prawach itp. Problem w tym, że są to pojęcia różnie rozumiane; nie da się dowieść słuszności rozumienia danego pojęcia-"racjonalna" argumentacja jest tak samo uzasadniona jak irracjonalna-bo kto mi udowodni że dobre nie jest to co głoszą księża katoliccy, czciciele wielkiego ogórka, mikroos, dirtymesucker lub Sai Baba? Możliwe że wszyscy siedzimy w wielkich "matrixowych" kadziach a rzeczywistość to złudzenie, lub że bóg istnieje. Wobec niemożności udowodnienia tak podstawowych kwestii, nie sposób uzasadnić "zła" piractwa. Proponuję więc:kto potępia piractwo niech nie piraci, kto chce piracić niech piraci. Amen.

PS mikroos stwierdził gdzieś wyżej, że czyny wbrew woli czyjejś są złe, a ja sobie stwierdzę że są dobre, gdy zmusza się do złożenia ofiary Wielkiemu Manitu -i nikt nie może nikogo przekonać, bo jak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość tymeknafali

Atyszwed zakończył naszą sprzeczkę, mądrzej niż My o 1000%. jedno tylko pytanie nie daje mi spokoju:

Buziak

Nie mam nic przeciwko Twojej orientacji, ale byłbym wdzięczny, gdybyś mnie nią na siłę nie uszczęśliwiał.

Ech... typowy facet, Ja jestem dziwny że staram się być miły, czy Ty masz tylko jakieś zbereźne myśli? Mrugnięcie Wątpię czy byłbym w stanie Duży uśmiech

Powiedzmy, że to trauma po tym, jak dirtymesucker oferował mi kiedyś seks oralny na forum :)

Jak to?! I nie skorzystałeś... trza go było brać póki gorący  ;D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, przepraszam za późną odpowiedź, gdzieś mi to umknęło.

PS mikroos stwierdził gdzieś wyżej, że czyny wbrew woli czyjejś są złe, a ja sobie stwierdzę że są dobre, gdy zmusza się do złożenia ofiary Wielkiemu Manitu -i nikt nie może nikogo przekonać, bo jak?

 

Odpowiem najkrócej, jak potrafię. Uważam, że prawo powinno ograniczać działania człowieka w momencie, gdy naruszana jest wbrew czyjejś woli jego wolność (koncepcja prawa jako "nocnego stróża", zapewne spotkałeś się z tym określeniem). Wymuszenie na mnie ofiary wobec Wielkiego Manitu byłoby złamaniem mojej wolności, podobnie jak jest nim pobieranie wbrew woli twórcy jego dzieła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pięknie i mądrze mówicie o dobru, złu, prawach itp. Problem w tym, że są to pojęcia różnie rozumiane; nie da się dowieść słuszności rozumienia danego pojęcia-"racjonalna" argumentacja jest tak samo uzasadniona jak irracjonalna

 

Ładne stwierdzenie 8) Tak dla porządku dodam: dobro i zło nie istnieje , jest to osąd po fakcie, inaczej : w zależności jak potoczą się losy ludzkości (jaka będzie średnia moralność) tak dany czyn będzie zakwalifikowany i uznany za dobry lub zły (po skutkach poznacie).

Co do własności intelektualnej to ona nie istnieje bo ten co pisał słowa piosenki korzystał z alfabetu (a za jego wynaleźienie nie zapłacił), korzystał z papieru (a wynalazcy nie zapłacił) , jadł jedzenie a temu co zjadł nie zapłacił , nauczycielom też nie zapłacił a bez nich nikt by nie zrozumiał o czym spiewał itd..itd... budujemy na przodkach i powiniśmy dokładać ochoczo siebie do tej układanki by następni mogli sięgać dalej i wyżej. Pomijam już kwestię PM bo bez tego nawet by sam kupy nie zrobił 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, tylko ciekawe, jaką motywację ma mieć muzyk, by poświęcić życie swojej pasji i tworzyć jak najlepszą muzykę, skoro nawet nie ma szans z tego wyżyć i musi dorabiać? A może na podobnej zasadzie dziennikarz nie powinien mieć prawa do zarobku, bo przecież jego praca to tylko składanie słów, a nie cokolwiek twórczego? W zasadzie, waldi, Ty też nie powinieneś zarabiać, bo tylko montujesz urządzenia, które już ktoś inny stworzył, więc tylko dokładasz się do układanki - wobec tego jakim prawem żądasz zapłaty za swoje dzieło? Pracuj od jutra charytatywnie i nie bierz ani grosza za swoją pracę, dla dobra planety!

 

Ja rozumiem, że świat bez pieniądza byłby śliczny i zgadzam się z tym poglądem, ale niestety alternatywy dla takowego nie widzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jaką motywację ma mieć muzyk, by poświęcić życie swojej pasji i tworzyć jak najlepszą muzykę, skoro nawet nie ma szans z tego wyżyć i musi dorabiać?

 

Bo musi pracować na darmozjadów którzy z układów żyja, a postęp i harmonijny rozwój w każdej dziedzinie mają głęboko w d... (bo są za głupi by potrafić zrozumieć sens  i mechanizm życia).

 

 

A może na podobnej zasadzie dziennikarz nie powinien mieć prawa do zarobku, bo przecież jego praca to tylko składanie słów, a nie cokolwiek twórczego

 

Dlaczego?? Ma ważną funkcję do wypełnienia ''dzień i karz" czyli kronikarz dnia a rzetelna informacja to skarb warty wynagrodzenia niestety obecnie większość to "matakarz" a nie dzienikarz.

 

Ty też nie powinieneś zarabiać, bo tylko montujesz urządzenia, które już ktoś inny stworzył, więc tylko dokładasz się do układanki - wobec tego jakim prawem żądasz zapłaty za swoje dzieło

 

Montuję tak jak poeta z liter składa zdanie i publikuje to co zrobiłem, a za nowinki czy swoje przemyślenia nie biorę kasy co pozwala innym iść po mnie dalej korzystając z mojego doświadczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Motywacja do aktywnej zmiany złych nawyków może prowadzić do impulsywnych zachowań (Motivation and Emotion).
      Prof. Dolores Albarracín z University of Illinois zauważyła, że osoby poddane primingowi słowami sugerującymi działanie wykazywały silniejszą tendencję do podejmowania impulsywnych decyzji, które przeszkadzały w osiągnięciu długoterminowych celów. Jeśli u kogoś podczas primingu zwiększano dostępność kategorii związanych z odpoczynkiem, nieaktywnością, łatwiej mu było unikać impulsywnych decyzji.
      Wg popularnych poglądów na samokontrolę, chcąc skutecznie sterować swoim zachowaniem, powinniśmy wytężać siłę woli, zwalczać pokusy, przezwyciężać pragnienia i kontrolować impulsy. Jak na ironię, w takich sytuacjach ludzie muszą często walczyć, by niczego nie zrobić, np. nie zjeść kawałka ciasta - podkreśla Justin Hepler. Ale czy lepiej odczekać, ile trzeba, czy też odważnie wziąć się ze sobą za bary?
      Hepler, Albarracín i zespół z Uniwersytetu Stanowego Idaho oraz Uniwersytetu Południowego Mississippi zapytali o to samo, dlatego postanowili sprawdzić, czy skuteczna samokontrola polega na aktywnym, wymagającym wysiłku osiąganiu celów, czy raczej odraczaniu zachowania do momentu, aż zakończy się przetwarzanie wystarczającej ilości informacji.
      Amerykanie przeprowadzili 2 eksperymenty. W pierwszym stosowano priming słowami kojarzonymi z działaniem (start, aktywny itp.) lub bezczynnością (stop, pauza itp.), a następnie testowano samokontrolę, mierząc wolę zrzeczenia się natychmiastowej nagrody pieniężnej na rzecz późniejszej większej. W drugim eksperymencie zastosowano podobny priming i oceniono kontrolę impulsów podczas prostej gry komputerowej.
      Ochotnicy zmotywowani do działania częściej woleli nagrodę natychmiastową od odroczonej i trudniej im było kontrolować impulsy.
      Słowa kojarzone z nieaktywnością [...] wpływają na badanych rozluźniająco. Sugeruje to, że stan relaksacji jest lepszy dla odpierania pokus - podsumowuje Albarracín.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      U ludzi prospołeczne zachowania napędza przeważnie empatia. Zastanawiając się, czy podobna motywacja występuje u nienaczelnych ssaków, badacze z Uniwersytetu w Chicago postanowili zbadać szczury. Okazało się, że gryzonie te nie tylko uwalniają towarzyszy z pułapki, ale i dzielą się z nimi potem czekoladą. Chyba więc można mówić o współodczuwaniu?
      Inbal Ben-Ami Bartal i Peggy Mason podzielili 60 szczurów na pary. Po 2 tygodniach wspólnego mieszkania duety umieszczono na specjalnej arenie. Jedno zwierzę trafiało do plastikowej pułapki, którą dało się otworzyć za pomocą pchnięcia pyskiem. Wolne gryzonie wydawały się zaniepokojone sytuacją. Po 12 dniach ćwiczeń 77% nauczyło się uwalniać drugiego szczura. Grupa kontrolna stykała się z pustą pułapką oraz pułapką z pluszową myszą. W tym przypadku zwierzęta nie były tak silnie zainteresowane jej otwieraniem - sztukę tę opanowało zaledwie 12%.
      Amerykanie ustalili, że motywem działania szczurów nie mogły być korzyści zapewniane przez fizyczny kontakt. Poruszające się swobodnie gryzonie nadal uwalniały swoich kolegów, choć nie mogły się z nimi spotkać po zakończeniu misji. Naukowcy podkreślają, że wyciągając towarzysza z opresji, nie próbowały wyeliminować drażniących czy niepokojących dźwięków, bo uwięziony szczur nie nawoływał zbyt często i głośno.
      Co jest dla szczura ważniejsze: zdobycie smakołyka w postaci czekolady czy udzielenie pomocy? Eksperymenty Bartala i Mason pokazały, że w przypadku, gdy uwięziony znajdował się obok pojemnika z czekoladą, zwierzęta otwierały obie pułapki i przeważnie dzieliły się słodyczami. Podczas eksperymentu szczury równie szybko otwierały oba pojemniki, podczas gdy w warunkach kontrolnych z czekoladą i pustą pułapką zdecydowanie szybciej dobierały się do czekolady.
      Wg Bartala, pomaganie z pobudek empatycznych jest głęboko zakorzenionym ssaczym zachowaniem. Oznacza to, że nie trzeba specjalnego planowania, by się pojawiło.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Zdaniem Erica Corleya, wydawcy hakerskiego magazynu 2600, aż 25% amerykańskich hakerów i crackerów jest informatorami FBI. Corley twierdzi, że osoby przyłapane na cyberprzestępczości mogą łatwo uniknąć długoletniego więzienia, jeśli zgodzą się na współpracę.
      Wśród najbardziej znanych współpracowników znajduje się haker Adrian Lamo, który poinformował organa ścigania, że Bradley Manning przekazał tajne dokumenty serwisowi Wikileaks.
      Wśród amerykańskich cyberprzestępców panuje ponoć atmosfera paranoi i nieufności. John Young, założyciel witryny Cryptome, pierwszej strony w sieci, która zajmowała się ujawnianiem poufnych informacji, stwierdził, że dziesiątki hakerów zostało sprzedanych przez ludzi, którym ufali.
      Wiadomo, że agenci FBI prowadzili co najmniej jedną czarnorynkową witrynę, na której handlowano danymi o skradzionych kartach kredytowych. To pozwoliło im schwytać wielu cyberprzestępców. Podobno Biuro ma swoich ludzi wśród Anonimowych oraz w grupie LulzSec, która ostatnio przeprowadziła kilka ataków na Sony.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Regularne wizyty w klubie zdrowia gry Second Life pomagają schudnąć w rzeczywistym świecie - przekonują naukowcy z Indiana University.
      Badani, którzy brali udział w dwóch 3-miesięcznych programach odchudzających (jeden prowadzono w świecie wirtualnym, drugi przebiegał klasycznie), zrzucili podobną liczbę kilogramów. Amerykanie uważają, że motywacja i pewność siebie zbudowane w ramach gry mają wpływ na codzienne życie danego człowieka.
      Dr Jeanne Johnston nawiązała współpracę ze społecznością Club One Island z Second Life. Razem opracowano program utraty wagi. Do udziału w eksperymencie zaproszono osoby z nadwagą i otyłością. Na co najmniej 4 godziny tygodniowo spotykały się one w klubie Second Life lub w realnym świecie. Na mityngach podawano informacje dotyczące odżywiania, aktywności fizycznej, zmiany nawyków oraz wykorzystania wsparcia społecznego. Większość obu grup stanowiły kobiety, przy czym średnia wieku w przypadku kursu Second Life wynosiła 46 lat, a w świecie rzeczywistym 37 lat. Po 12 tygodniach ochotnicy z obu grup stracili średnio po 4,5 kg, odnotowano też bardzo podobne spadki wskaźnika masy oraz otłuszczenia ciała.
      Kiedy z uczestnikami badania przeprowadzono wywiady dotyczące ewentualnych zmian zachowania, okazało się, że członkowie Club One Island zrobili więcej w kierunku zdrowszego odżywiania się i zwiększenia aktywności fizycznej. Ich koleżanki i koledzy z drugiej grupy nie dokonali istotnych statystycznie zmian w zakresie żadnego z ocenianych zachowań (poza dietą i ćwiczeniami analizowano też liczbę godzin snu).
      To antyintuicyjne [bycie bardziej aktywnym w ramach czegoś de facto nieistniejącego], lecz dzięki wizualizacji i edukacji czynności wykonywane w świecie wirtualnym mogą być przenoszone do świata rzeczywistego. Program wirtualny był co najmniej tak samo skuteczny, jak tzw. program twarzą w twarz, a pod pewnymi względami sprawdzał się nawet lepiej. Ma bowiem potencjał docierania do ludzi, którzy normalnie nigdy by nie poszli na siłownię lub z powodu ograniczeń, np. braku czasu czy dyskomfortu odczuwanego w klubie fitness, nigdy nie przyłączyliby się do programu.
      Jakiś czas temu inni amerykańscy naukowcy wykazali, że ludzie ćwiczą intensywniej, gdy zamiast ruszać się samemu, robią to w towarzystwie awatara.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Według naukowców z University of Pennsylvania, testy na inteligencję mierzą nie tylko poziom zdolności umysłowych, ale i motywację. Amerykanie wykazali, że by uzyskać wysoki wynik IQ, konieczna była zarówno duża inteligencja, jak i wysoka motywacja, natomiast niski wynik mógł stanowić wynik niedoboru jednego z tych czynników.
      Na początku psycholodzy analizowali wcześniejsze badania dotyczące wpływu zachęt materialnych, czyli krótko mówiąc nagród, na wyniki osiągane w teście na inteligencję przez ponad 2 tys. osób. Okazało się, że zachęty u wszystkich zwiększały liczbę osiąganych punktów, ale szczególnie silnie działały u ludzi z niższym bazowym poziomem IQ.
      Następnie zespół z Filadelfii oceniał, jak motywacja wpływa na wyniki w testach na inteligencję, a także na przewidywania związane z inteligencją oraz poziomem funkcjonowania w przyszłości. Naukowcy wykorzystali do tego celu dane z badania podłużnego 250 chłopców, które ciągnęło się od okresu dojrzewania po wczesną dorosłość. Ustalono, że niektórzy starają się bardziej od reszty w warunkach, gdzie nagroda jest niewielka. Do uzyskania wysokiego wyniku konieczna jest więc wysoka inteligencja oraz skłonność do rywalizacji, skłaniająca badanego do działania na najwyższym osiągalnym dla niego poziomie.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...