Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Szef NASA uważa, że Pluton jest pełnoprawną planetą i rozpala dyskusję o jego statusie

Recommended Posts

33 minuty temu, Astro napisał:

Strzelam, że metaliczność gwiazdy ma bardzo duże znaczenie.

Też się zastanawiałem, jak to może wyglądać w innych układach planetarnych i wyobraziłem sobie, że pewnie blisko gwiazdy jest w miarę "spokój" i planety podczas formowania się w miarę szybko oczyszczają orbity (co nie do końca jest prawdą, nawet w US mamy pas planetoid między Marsem a Jowiszem), natomiast gdzieś daleko od gwiazdy materia jest bardzo  rozproszona (bo ma więcej przestrzeni do wypełnienia), więc dlatego tam nie dochodzi do powstania kilku wielkich planet, zamiast nich jest wiele drobnych ciał niebieskich. Jeśli by tak było (a to tylko moje "zgadywanie") to każdy typowy układ planetarny miałby jakiś swój "pas Kuipera" i głównym problemem byłoby umieć rozstrzygać, w jakiej odległości od gwiazdy kończy się "pas planet" a zaczyna "pas Kuipera". Więc kryterium mogłoby być dość dowolne, uznaniowe i kryterium masy nadawałoby się tak samo dobrze jak każde inne. Może w układach z dużą ilością metali byłoby więcej obiektów daleko od gwiazdy, które wg kryterium masy uznalibyśmy za planety a wg jakiegoś innego kryterium nie. Ale każda definicja ma jakieś swoje wady.

A może nawet by nie było tak źle? Planeta żelazna miałaby większą gęstość (czyli mniejszą średnicę przy tej samej masie), co skalista. Ale "na zewnątrz" w pewnej odległości od powierzchni, wytwarzałaby takie same pole grawitacyjne, jak skalista, więc może układy o większej metaliczności byłyby dość podobne do naszego? Mniej więcej takie same masy planet, tylko o mniejszej średnicy?

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Antylogik napisał:

Może jeszcze asteroida to planeta? Planeta obraca się wokół gwiazdy - to podstawowy warunek.

Jak w takim razie mamy nazywać samotne "planety?"

2 godziny temu, Antylogik napisał:

Powtarzam, że planet musi być 9, co ma znaczenie dla zachowania równowagi i jednocześnie chaotyczności US.

Skąd ten pomysł? :huh: Czekaj... co? Nie wiem co się dzieje :huh:

Godzinę temu, Astro napisał:

Nieźle. Podpowiesz po czym takie ciekawe fazy? Też bym chciał...

Dołączam się do pytania. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Można by (na co naprowadził mnie Jajcenty albo Star Trek ;)) wprowadzić klasy planet. Planeta klasy III to ta o g ziemskim +/- 30%. Klasa II to z g większym do powiedzmy 200%, I - więcej, a IV to mniej od ziemskiego do powiedzmy 10%. Klasa V to Pluton itp. ;)

Dla wątpiących zawsze można mówić o klasie III/IV, IVa, IV- albo i II+.

Oczywiście morfologia zawsze była mi odległa... :/

Warto dodać, że system jest "otwarty", bo wprowadzenie klasy VI czy VII to nie problem, podobnie jak IA, IB czy 0.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

:D
Mnie nie bardzo, ale można i dalej; przykładowo A+1III- byłaby planetą o g nieco mniejszym niż ziemskie, z atmosferą, której ciśnienie przy gruncie byłoby nieco większe niż ziemskie. :D
Przedrostek G zarezerwowałbym dla gazowych olbrzymów. ;):P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Grunt, że można by łatwo zdyskwalifikować Plutona jako planetę, umawiając się, że wszystko, co ma przyspieszenie grawitacyjne poniżej 1 m/s^2 nie jest planetą:)

EDIT: Chociaż nie, bezpieczniej będzie przyjąć 2 lub 3 m/s^2

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, darekp napisał:

Chociaż nie, bezpieczniej będzie przyjąć 2 lub 3 m/s^2

No i Merkury miałby przerąbane (dla niego g to 3,7). Zaraz podniosłyby się głosy, że to ledwie planeta, a właściwie kto powiedział, że planeta? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
29 minut temu, Astro napisał:

No i Merkury miałby przerąbane

Eris ma 0,82, więc warto by przyjąć więcej niż 1, żeby był zapas bezpieczeństwa, na wypadek gdyby odkryto w pasie Kuipera coś trochę większego niż Eris ;) 

29 minut temu, Astro napisał:

a właściwie kto powiedział, że planeta?

Już starożytni go obserwowali, to pewnie i nazywali go planetą ;)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, darekp napisał:

 Planeta żelazna miałaby większą gęstość (czyli mniejszą średnicę przy tej samej masie), co skalista. Ale "na zewnątrz" w pewnej odległości od powierzchni, wytwarzałaby takie same pole grawitacyjne, jak skalista, więc może układy o większej metaliczności byłyby dość podobne do naszego?

Dla porządku tylko - w astronomii "metale", to wszystkie pierwiastki poza H i He.

Share this post


Link to post
Share on other sites

szczerze mówiąc myślałem, że ta dyskusja od dawna została zakończona, bo w szkołach od dawna słyszę, że pluton to jednak nie planemta

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 17.11.2019 o 17:45, gooostaw napisał:

Jak w takim razie mamy nazywać samotne "planety?"

O brązowym karle słyszałeś?

W dniu 17.11.2019 o 17:45, gooostaw napisał:

Skąd ten pomysł?

Poczytaj pracę "Numerical Evidence that the Motion of Pluto is Chaotic" Sussmana i  Wisdoma. Tam jest sporo na temat stabilności i chaotyczności US. Przykładowo dowiedziono, że Pluton i Neptun wzajemnie wpływają na siebie, stanowią pewien system.

US musi pozostać chaotyczny, aby mógł ewoluować. De facto to żywy organizm, tak samo Ziemia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Antylogik napisał:

O brązowym karle słyszałeś?

Co jeżeli ten obiekt będzie niewielkim skalistym ciałem, podobnym do Ziemi, tyle że bez gwiazdy. Też go nazwiesz brązowym karłem?

5 minut temu, Antylogik napisał:

Pluton i Neptun wzajemnie wpływają na siebie, stanowią pewien system.

Jak wszystkie ciała w Układzie Słonecznym... to w końcu... Układ :D

6 minut temu, Antylogik napisał:

US musi pozostać chaotyczny, aby mógł ewoluować. De facto to żywy organizm, tak samo Ziemia.

Chyba używasz dosyć mało popularnej definicji życia ;) Poza tym warto rozróżniać potoczne znaczenie terminu ewolucja od ewolucji darwinowskiej. Ta druga tyczy się tylko biologii oraz skryptów ewolucyjnych. Stwierdzenie że wszechświat, Układ Słoneczny albo Ziemia ewoluują oznacza po prostu że się zmieniają. Nie zachodzi tutaj ewolucja Darwinowska.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawy problem ,ale chyba nie bardzo pasuje do tego wątku (zakładam, że Wilk tego nie wywali).

W dniu 18.11.2019 o 23:25, gooostaw napisał:

Poza tym warto rozróżniać potoczne znaczenie terminu ewolucja od ewolucji darwinowskiej. Ta druga tyczy się tylko biologii oraz skryptów ewolucyjnych.

Jeśli w "skryptach ewolucyjnych" zamienić sukces z porażką miejscami, to nie będzie to ewolucja darwinowska, ale może być ciekawie. :)

W dniu 18.11.2019 o 23:25, gooostaw napisał:

Stwierdzenie że wszechświat, Układ Słoneczny albo Ziemia ewoluują oznacza po prostu że się zmieniają.

Myślę, że termin "ewolucja gwiazdowa" czy "ewolucja galaktyk" to niekoniecznie "potoczne rozumienie terminu ewolucja". Ewolucja terminu "ewolucja"? ;)

 

ed: Magicznym wytrychem jest oczywiście determinizm (choć zapewne Nihilo uśmiechnie się zza kurtyny).

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 18.11.2019 o 23:25, gooostaw napisał:

Co jeżeli ten obiekt będzie niewielkim skalistym ciałem, podobnym do Ziemi, tyle że bez gwiazdy. Też go nazwiesz brązowym karłem?

Gdyby Ziemia opuściła swoją orbitę i stała się "samotną planetą", to przestałaby przypominać samą siebie. Choćby dlatego, że światło wywiera ogromny wpływ na rośliny i zwierzęta. Rośliny szybko by umarły bez Słońca, a przecież one produkują tlen. Bez Bez tlenu ludzie i zwierzęta by umarli. W sumie Ziemia stałaby się brązowym karłem. Wszystko jest ze sobą połączone, jak to system.

Ziemia z niewielkim prawdopodobieństwem rzeczywiście mogłaby opuścić swoją orbitę albo wpaść na Słońce, gdyby coś w nią uderzyło z zewnątrz. Ale częściowo po to są inne planety, aby ją zabezpieczać. Ziemia jest w idealnym miejscu - ani za blisko, ani za daleko Słońca. Dlatego jesteśmy "cudownie" chronieni. Z racjonalnego punktu widzenia zawsze można użyć zasady antropicznej, że gdyby nie było tej ochrony, to coś by nas zabiło. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Antylogik napisał:

W sumie Ziemia stałaby się brązowym karłem.

Radzę zapoznać się ze znaczeniem terminu "brązowy karzeł". Brązowy karzeł ma masę wynoszącą co najmniej kilkanaście mas Jowisza, składa się głównie z wodoru, a w jego wnętrzu zachodzi synteza deuteru. Obawiam się że Ziemia nie zamieniła by się w taki obiekt ;) Samotna Ziemia stałaby się tym co nazywamy... samotną planetą.

2 godziny temu, Antylogik napisał:

Ale częściowo po to są inne planety, aby ją zabezpieczać.

Serio? Zostały tam umieszczone w takim celu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, gooostaw napisał:

Radzę zapoznać się ze znaczeniem terminu "brązowy karzeł". Brązowy karzeł ma masę wynoszącą co najmniej kilkanaście mas Jowisza, składa się głównie z wodoru, a w jego wnętrzu zachodzi synteza deuteru.

Posługujesz się definicjami z książek, które już są mało aktualne, a jeśli jeszcze są, to za 10 lat już nie będą. Możesz nazwać to brązowym podkarłem, wszystko jedno.

54 minuty temu, gooostaw napisał:

Samotna Ziemia stałaby się tym co nazywamy... samotną planetą.

Nie musisz się powtarzać, bo i tak się mylisz. Planeta okrąża gwiazdę, bez tego stanie się karłem, podkarłem brązowym, brunatnym, wybierz nazwę, którą wolisz.

Godzinę temu, gooostaw napisał:

Obawiam się że Ziemia nie zamieniła by się w taki obiekt

Związek między planetą a gwiazdą jest bliższy niż Ci się wydaje.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Antylogik napisał:

Posługujesz się definicjami z książek, które już są mało aktualne

Wiesz, to tylko słowa ;) Wymyśliliśmy je dla własnej wygody. Istnieje we wszechświecie wiele obiektów o różnych właściwościach. Tworzymy ich kategorie dla własnych potrzeb. Kategorie tak naprawdę nie istnieją. Inna cywilizacja może obserwować ten sam wszechświat i stworzyć inne kategorie, bardziej szczegółowe lub bardziej ogólne. Umawiamy się sami ze sobą co jak nazywać. Wszechświat nie przyczepia plakietek do obiektów. Według aktualnej definicji brązowy karzeł jest czymś w rodzaju dużego gazowego giganta i nie określa się tym mianem małych skalistych obiektów. Całe zamieszanie z definicją planety wynika z tego że w ostatnim czasie odkryliśmy obiekty nie pasujące do dawnych definicji. My decydujemy co znaczą słowa, więc w takim przypadku należy umówić się jak rozszerzyć lub ograniczyć definicje i czy należy stworzyć nowe. To właśnie stara się zrobić Międzynarodowa Unia Astronomiczna. Nie jest to jednak kwestia ściśle naukowa, a raczej sprawa nomenklatury, pomagająca się nam zrozumieć. Obecna definicja budzi kontrowersje. Możliwe że wkrótce ustalona zostanie inna. Nie ma powodów żeby dodawać do tego jakieś fantastyczne wizje.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kapsuły załogowe Boeinga i SpaceX z powodzeniem przeszły kluczowe testy wymagane przez NASA. Obie firmy są liderami przemysłu kosmicznego i pracują nad kapsułami, które już w najbliższym czasie mają zabrać amerykańskich astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną.
      CST-100 Starliner produkcji Boeinga była testowany 4 listopada. Sprawdzno wówczas awaryjny system oddalania się kapsuły od rakiety nośnej, gdyby na stanowisku startowym doszło do awarii. Okazało się, że Starliner już w ciągu 5 sekund od oddzielania się od rakiety osiągnął prędkość ponad 1000 km/h, co daje astronautom dużą szansę na uniknięcie niebezpieczeństwa. Pomimo tego, że w czasie lądowania kapsuły otworzyły się tylko 2 z 3 spadochronów, to kapsuła bezpiecznie spoczęła na Ziemi, a test spełnił wymagania NASA.
      Jeśli zaś chodzi o SpaceX to 3 listopada zakończono serię 13 testów rozwijania spadochronów kapsuły Crew Dragon. Każdy z testów się udał i tym samym kapsuła z naddatkiem spełniła wymagania NASA mówiące o 10 udanych testach.
      Jeszcze na początku bieżącego roku wydawało się, że SpaceX będzie pierwszą w historii prywatną firmą, która wyśle astronautów w przestrzeń kosmiczną. Jednak w kwietniu doszło do eksplozji Crew Dragona na stanowisku startowym. Śledztwo wykazało, że przyczyną była nieszczelność jednego z zaworów. Kapsuła, która eksplodowała, jeszcze miesiąc wcześniej przeszła pierwszy test orbitalny i z powodzeniem zadokowała do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niedługo później, w maju, podczas testów Crew Dragona nie rozwinęły się spadochrony.
      Obecnie nie wyznaczono żadnej oficjalnej daty pierwszej misji załogowej z wykorzystaniem Crew Dragona. Jednak eksperci uważają, że już wkrótce taką datę poznamy.
      Boeing i SpaceX pracują dla NASA w ramach Commercial Crew Programe. W ramach podpisanych kontraktów rozwijają rakiety, systemy startowe i kapsuły załogowe. USA chcą odzyskać dzięki nim możliwość samodzielnego wysyłania astronautów w przestrzeń kosmiczną. Obecnie NASA płaci Rosji 85 milionów dolarów za każdego wysłanego astronautę.
      Kapsuły obu firm mogą pomieści do 7 astronautów. Każda z nich przeszkoliła już po 3 astronautów, którzy wezmą udział w dziewiczych lotach załogowych kapsuł. Loty takie mogą odbyć się już w 2020 roku. Pod warunkiem, że kolejne testy wypadną pomyślnie.
      Kolejny test Starlinera zaplanowano na 17 grudnia. Kapsuła poleci wówczas na Międzynarodową Stację Kosmiczną. To pierwszy z dwóch testów bezzałogowych, które muszą zostać przeprowadzone, zanim Boeing będzie mógł przeprowadzić test załogowy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki obserwacjom przeprowadzonym za pomocą Very Large Telescope astronomowie mogli stwierdzić, że asteroida Hygiea jest w rzeczywistości planetą karłowatą. Hygiea to czwarty, po Ceres, Weście i Pallas, największy obiekt pasa asteroid. Instrument SPHERE na VLT pozwolił po raz pierwszy zbadać Hygieę w na tyle dużej rozdzielczości, że można było przyjrzeć się jej powierzchni, określić kształt i rozmiar. Badacze stwierdzili, że Hygiea ma kształt sfery i prawdopodobnie odbierze Ceres miano najmniejszej planety karłowatej Ukadu Słonecznego.
      Jako obiekt z głównego pasa asteroid Hygiea spełnia trzy z czterech warunków uznania jej za planetę karłowatą: krąży wokół Słońca, nie jest księżycem i – w przeciwieństwie do planety – nie oczyściła swojego otoczenia z mniejszych obiektów. Ostatnim warunkiem jest posiadanie na tyle dużej masy, że jej grawitacja nadaje jej kształt sfery. I właśnie tę czwartą cechę zaobserwowano za pomocą SPHERE.
      Dzięki unikatowym możliwościom instrumentu SPHERE na VLT, który posiada jeden z najpotężniejszych systemów obrazowania, mogliśmy zobaczyć kształt Higiei. Okazało się, że jest ona niemal całkowicie sferyczna. Dzięki temu Hygiea może zostać przekwalifikowana na planetę karłowatą, najmniejszą taką w Układzie Słonecznym, mówi główny badacz Pierre Vernazza z Laboratoire d'Astrophysique de Marseille. Dzięki tym obserwacjom wiemy, że średnica Hygiei wynosi nieco ponad 430 kilometrów. Najbardziej znana z planet karłowatych, Pluton, ma średnicę 2400 kilometrów, a najmniejszy ze znanych obiektów tego typu, Ceres, może pochwalić się 950 kilometrami średnicy.
      Naukowców bardzo zaskoczył fakt, że na powierzchni Hygiei nie zauważyli dużych kraterów uderzeniowych, które spodziewali się zaobserwować. Hygieia to główny przedstawiciel grupy asteroid, które pochodzą z tego samego obiektu. Asteroid tych jest około 7000, zatem można było się spodziewać, że niektóre z nich zderzyły się z Hygieią, pozostawiając na jej powierzchni ślady.
      To prawdziwa niespodzianka, gdyż oczekiwaliśmy dużych kraterów uderzeniowych, jak na Weście, mówi Vernazza. Tymczasem, mimo że obserwowano 95% powierzchni asteroidy, zauważono jedynie dwa kratery. Żaden z nich nie może być pozostałością po zderzeniu z obiektem z rodziny Hygiei, gdyż tamte asteroidy mają średnicę w granicach 100 kilometrów. Te kratery są zbyt małe, dodaje współautor badań Miroslav Brož z Uniwersytetu Karola w Pradze.
      Po przeprowadzeniu dalszych badań i symulacji naukowcy doszli do wniosku, że kształt Hygiei został nadany w wyniku zderzenia z obiektem o średnicy 75–150 kilometrów. Wydarzenie takie miało miejsce około 2 miliardów lat temu. W ciągu ostatnich 3-4 miliardów lat było to unikatowe zderzenie pomiędzy dwoma dużymi obiektami z głównego pasa asteroid, wyjaśnia Pavel Ševeček z Uniwersytetu Karola.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA poinformowała, że zanim na Księżyc trafią ludzie, wyśle tam misję, której celem będzie znalezienie źródeł wody dla astronautów. O misji VIPER (Volatiles Investigating Polar Exploration Rover) poinformowano w ostatni piątek, podczas Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego. NASA chce, by łazik wylądował na Srebrnym Globie do grudnia 2022 roku.
      Misja VIPER miałaby potrwać 100 dni. W tym czasie łazik ma przejechać kilkanaście kilometrów poszukując śladów wody. Przeprowadzone przez niego badania pozwolą zdecydować, gdzie będą lądowli astronauci pracujący w ramach programu Artemis.
      VIPER zostanie wyposażony w cztery instrumeny do poszukiwania wody. Najważniejszy będzie Neutron Spectrometer System, który ma wykrywać wilgoć pod powierzchnią Srebrnego Globu. Następnie wiertło TRIDENT pobierze próbki, a dwa kolejne instrumenty je przeanalizują. VIPER będzie pobierał i analizował próbkiz różnych miejsc, co pozwoli stworzyć mapę obszaru, na którym z największym prawdopodobieństwem występuje woda.
      Woda na Księżycu będzie kluczowym elementem długotrwałej obecności ludzi na Srebrnym Globie. Potrzebna ona będzie nie tylko do picia, ale również do produkcji paliwa dla rakiet, które w przyszłości zawiozą człowieka na Marsa.
      Lód został znaleziony na południowym biegunie Księżyca już przed 10 laty. Tamten region jest więc przedmiotem szczególnego zainteresowania. Nie tylko zresztą NASA. We wrześniu Indie próbowały wysłać tam swój pierwszy księżycowy łazik. Niestety urządzenie rozbiło się podczas lądowania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Panel ekspertów złożony ze specjalistów z NASA i zewnętrznych instytucji zakończył przegląd założeń misji Lucy, pierwszej misji do planetoid trojańskich. Lucy Critical Design Review trwał od 15 do 18 października. W tym czasie eksperci zostali zapoznani ze wszelkimi szczegółami planowanej misji, w tym z budową pojazdu, jego wyposażeniem, szczegółami budowy, planowanych testów, systemów naziemnych, założeń naukowych misji itp. itd. Przegląd wypadł pomyślnie i eksperci dali zielone światło do kontynuowania misji. Tym samym misja Lucy wkroczyła w etap budowania odpowiedniego sprzętu.
      To bardzo ekscytujący moment, gdyż wykraczamy poza fazę planowania oraz projektowania i zaczynamy budować pojazd. W końcu staje się on rzeczywistością, mówi Hal Levison z Southwest Research Institute, główny naukowiec misji Lucy.
      Critical Design Review to ostatni etap planowania i projektowania. Jego celem jest zapewnienie, że wszystko przygotowano jak należy, a misja spełni stawiane przez nią cele, jest wsparta solidną wiedzą naukową, odpowiednimi analizami, dokumentacją i będzie przebiegała bezpieczne.
      Lusy będzie pierwszą misją do asteroid trojańskich. Zostanie wystrzelona w październiku 2021 rkou i w ciągu 12 lat odwiedzi siedem planetoid, jedną z pasa głównego – znajdującego się pomiędzy Marsem a Jowiszem – i sześć trojańczyków.
      Asteroidy trojańskie to pozostałości po formowaniu się planet. Są one uformowane w dwóch grupach znajdujących się na orbitach bardzo podobny do orbity Jowisza. Dotychczas nie odwiedził ich żaden wysłany z Ziemi pojazd.
      Od strony naukowej ze misję Lucy będzie odpowiedzialny Southwest Research Institute (SwRI) w Boulder w stanie Colorado. Pojazd zostanie zbudowany przez Lockheed Martin Space Systems, a zarządzanie całą misją, kwestie inżynieryjne oraz bezpieczeństwa spoczną na barkach specjalistów z Goddard Space Flight Center.
      Misje przygotowywane w ramach programu Discovery, takie jak Lucy, są stosunkowo tanie. Maksymalny koszt rozwoju każdej z nich określono na 450 milionów dolarów. Celem takich misji jest znalezienie kluczowych odpowiedzi na pytania dotyczące Układu Słonecznego. Są one zarządzane przez głównego badacza, który dobiera sobie zespół naukowców i inżynierów, a ich celem jest przygotowanie misji od początku do końca.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      David Burns z ASA Marshall Space Flight Center opublikował dokument opisujący koncepcję nowatorskiego silnika rakietowego działającego bez paliwa czyli bez wyrzucanej w jednym kierunku masy, która nadaje silnikowi ruch w kierunku przeciwnym. Urządzenie, nazwane przez niego 'silnikiem spiralnym' wykorzystuje zjawisko zmiany masy, do którego dochodzi przy prędkościach bliskich prędkości światła.
      Część specjalistów, którzy zapoznali się z koncepcją Burnsa, wyraża wątpliwość, czy zaprezentowany przez niego silnik w ogóle może działać, jednak inżynier nie przejmuje się tym zbytnio. Nie mam oporów przed opublikowaniem swojej koncepcji. Jeśli ktoś twierdzi, że to nie może działać, powiem, że mimo to warto się temu przyjrzeć.
      Żeby zrozumieć, jak ma działać silnik, możemy wyobrazić sobie pudełko, wewnątrz którego znajduje się umieszczony poziomo pręt, a na nim jest pierścień. Jeśli teraz sprężyna popchnie pierścień w jednym kierunku będzie się on ślizgał po pręcie, dotrze do ściany pudełka i się od niej odbije. Pudełko zostanie więc popchnięte i przesunie się nieco. Jednak pierścień podąża teraz w przeciwnym kierunku, dociera do przeciwnej ściany pudełka, od której znowu się odbija. Pudełko przesuwa się, wracając na poprzednią pozycję. W ten sposób pudełko, czyli nasz silnik, będzie bez końca przesuwało się raz w jedną, raz w przeciwną stronę.
      Jeśli jednak, jak zauważył Burns, pierścień będzie zmieniał masę i będzie ona znacznie większa gdy przesuwa się w jednym kierunku, niż gdy przesuwa się w drugim, wówczas pudełko będzie poruszało się w tym kierunku, w którym masa poruszającego się pierścienia jest większa.
      Prawa fizyki nie zabraniają zmiany masy. Z prac Einsteina wiemy, że im prędkość poruszającego się obiektu jest bliższa prędkości światła, tym większą ma on masę. Możemy więc zastosować w 'silniku spiralnym' akcelerator cząstek, w którym jony są w jednym kierunku przyspieszane, a w drugim spowalniane. Taki akcelerator miałby kształt helisy.
      Taki akcelerator musiałby mieć długość około 200 metrów i 12 metrów średnicy. Potrzebowałby też 165 megawatów do wygenerowania siły ciągu rzędu zaledwie 1 niutona. Biorąc to pod uwagę, silni mógłby osiągnąć znaczącą prędkość jedynie w środowisku, w którym nie występują opory. Jeśli będzie miał wystarczającą ilość czasu i mocy to może rozpędzić się do 99% prędkości światła, stwierdził Burns.
      Silniki bez paliwa nie są nowym pomysłem. Już pod koniec lat 70. amerykański wynalazca Robert Cook opatentował silnik, który miał zamieniać siłę odśrodkową w ruch liniowy. Z kolei na początku bieżącego wieku Brytyjczyk Roger Shawyer wysunął głośną koncepcję „niemożliwego” relatywistycznego silnika elektromagnetycznego EM Drive.
      Żadna koncepcji silnika bez paliwa dotychczas się nie sprawdziła. Fizycy zwracają uwagę, ze takie silniki łamią zasadę zachowania pędu.
      Martin Tajmar z Drezdeńskiego Uniwersytetu Technologicznego, który prowadził testy EM Drive uważa, że 'silnik spiralny' nie zadziała. Żaden z inercyjnych systemów napędowych, o ile mi wiadomo, nie działał w środowisku wolnym od oporów", mówi. Co prawda propozycja Burnsa wykorzystuje teorię względności, co nieco komplikuje analizę, jednak, jak stwierdza Tajmar "zawsze jest akcja i reakcja.
      Burns, który pracował na swoją koncepcją prywatnie, niezależnie od pracy w NASA, zauważa, że taki silnik byłby całkowicie nieefektywny. Jednak widzi możliwości pozyskania dodatkowej energii z promieniowania cieplnego i synchrotronowego emitowanego przez akcelerator. Ponadto uważa, że udałoby się zachować pęd w spinie przyspieszanych jonów. Wiem, że istnieje ryzyko, iż mój pomysł zostanie odesłany tam, gdzie jest EM Drive i zimna fuzja. Jednak trzeba być gotowym na to, że ktoś nas zawstydzi. Bardzo trudno jest wynaleźć coś całkowicie nowego, co będzie działało, dodaje.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...