Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Szef NASA uważa, że Pluton jest pełnoprawną planetą i rozpala dyskusję o jego statusie

Recommended Posts

Administrator NASA, Jim Brindestine, na nowo rozpalił dyskusję o statusie Plutona. Przed 13 laty stracił on miano planety i został uznany planetą karłowatą. Szef NASA stwierdził, że powinien on być pełnoprawną planetą, gdyż posiada ocean pod powierzchnią, związki organiczne na powierzchni i własne księżyce. Dodał przy tym, że jeśli mielibyśmy na poważnie traktować wymóg, by za planety uznawać tylko te obiekty, które oczyściły swoją orbitę wokół Słońca, to powinniśmy obniżyć status wszystkich planet.

To już drugi raz w ciągu ostatnich miesięcy, gdy Brindestine dopomina się o ponowne uznanie Plutona za planetę. Jestem tutaj, by Wam powiedzieć, że jako administrator NASA, sądzę, iż Pluton powinien być planetą, mówił do bijących mu brawo uczestników Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego. Niektórzy ludzie argumentują, że aby zostać uznanym za planetę trzeba oczyścić swoją orbitę wokół Słońca. Hm.. jeśli to jest definicja, której mamy używać, to powinniśmy obniżyć status obecnych planet. Musielibyśmy uznać je za planety karłowate, gdyż żadna z nich nie oczyściła swojej orbity, stwierdził.

W 2006 roku Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU), opracowała definicję planety, zgodnie z którą za planetę można uznać obiekt, który – między innymi – oczyścił sobie orbitę, a zatem jest największą siłą grawitacyjną działającą na orbicie. Oznaczało to natychmiastowe zdegradowanie Plutona, gdyż wpływ na niego wywiera sąsiedni Neptun, ponadto Pluton dzieli orbitę z gazami i obiektami z Pasa Kuipera.

Wielu jednak nie pogodziło się ze zmianą statusu Plutona. Jedną z takich osób jest właśnie Brindestine. Już w sierpniu mówił on, że jego zdaniem Pluton jest planetą. Słowa szefa NASA znajdują potwierdzenie w ubiegłorocznych badaniach przeprowadzonych przez uczonych z University of Central Florida. Ich zdaniem niesłusznie stracił on status planety. Naukowcy ci przeanalizowali literaturę naukową z ostatnich 200 lat i zauważyli, że od roku 1802 ukazały się zaledwie 4 publikacje, których autorzy stwierdzali, że planetą może być jedynie obiekt, który oczyścił swoją orbitę. Co więcej, posługiwali się przy tym argumentami, które obecnie są uznawane za nieprawidłowe.

IAU próbuje nam powiedzieć, że podstawowy obiekt badań planetarnych, planeta, powinna być definiowana według kryteriów, których żaden naukowiec nie używa w swojej pracy. I w ten sposób poza rodzinę planet wyrzuca drugą najbardziej złożoną i interesującą planetę w Układzie Słonecznym, stwierdza Philip Metzger z University of Central Florida. Mamy ponad 100 świeżych przykładów, w których specjaliści używają słowo 'planeta' w sposób niezgodny z definicją IAU, a czynią tak, gdyż to funkcjonalnie użyteczne. Ta definicja jest naciągana. IAU nie określa, co oznacza oczyszczenie orbity. Jeśli weźmiemy to dosłownie, to planety nie istnieją, gdyż żadna z nich nie oczyściła swojej orbity.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja powiem więcej — Merkury też tak średnio jest planetarny. Argument z księżycami jest słaby, bo są inne planety karłowate, które mają księżyce. Księżyce to nie jest coś specjalnego wcale, a i planety mogą ich w ogóle nie mieć. Oceany prawdopodobnie istnieją pod powierzchnią księżyców np. Jowisza. Związki organiczne występują także w kometach. Zamiast argumentu oczyszczenia może sensowniejszym byłby ten odnośnie kąta nachylenia orbity. Nie rozumiem dlaczego wciąż jest takie ciśnienie na uznanie Plutona za istotny element US.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz na myśli nachylenie względem płaszczyzny pierwotnego dysku? To nie ma zastosowania dla przechwyconych planet pozaukładowych. Poza tym mamy za mało wiedzy o układach planet podwójnych i wielokrotnych oraz orbitach planet w układach gwiazd podwójnych i wielokrotnych, a takie motywy są znane z fantastyki (np. cykl książek o Świecie Pierścienia – Larry Niven, opowiadanie i powieść Nastanie nocy – Isaac Asimov i Robert Silverberg, film Pitch Black).

Naciski NASA i astronomów z USA są zwykle odbierane jako swoisty patriotyzm.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, wilk napisał:

Nie rozumiem dlaczego wciąż jest takie ciśnienie na uznanie Plutona za istotny element US.

vs

3 godziny temu, Usher napisał:

Naciski NASA i astronomów z USA są zwykle odbierane jako swoisty patriotyzm.

Bo to jest "swoisty" patriotyzm, pozbawiony jednak jakichkolwiek podstaw merytorycznych.
Warto może w tym miejscu przypomnieć historię odkrycia Plutona, bo miała to być modelowo powtórzona historia odkrycia Neptuna, zatem od początku. Obserwacje ruchu Urana nie bardzo chciały się zgodzić z prostym potencjałem grawitacyjnym Słońca, a dość oczywistym i eleganckim wyjaśnieniem owego mogło być istnienie masywnej planety krążącej dalej niż Uran, która powodowałaby odpowiednie perturbacje. Astronomowie chętnie rzucili się ku poszukiwaniom owej, a rdzenni Amerykanie swobodnie wówczas jeszcze hasali po prerii i polowali na bizony. Szybko planetę odkryto, Neptunem nazwano, po czym niedługo okazało się, że w ruchu Neptuna również coś nie teges i tu pojawia się pan Percival Lowell, amerykański przedsiębiorca i astronom amator. To właśnie od jego inicjałów pochodzi symbol Plutona image.png.48b8704f37567b43a71f9f78a3dc0b5d.png (co już samo w sobie jest karygodne biorąc pod uwagę "delikatne" odejście od tradycji nazw planet jako spuścizny greckiej). Samego odkrycia dokonał amerykański astronom Clyde Tombaugh, a niedługo po odkryciu okazało się, że Pluton to pimpek, który w żaden sposób nie może odpowiadać za "obserwowane" anomalie. Żeby było jeszcze ciekawiej:

Cytat

Jeszcze na długo przed odkryciem Plutona astronomowie przewidywali istnienie dużego ciała, krążącego poza orbitą Neptuna. Postawiono hipotezę, że za zaburzenia w ruchu Neptuna odpowiada niezaobserwowana planeta (Planeta X). Dopiero badania sondy Voyager 2 pozwoliły rozwiązać zagadkę zaburzeń. Okazało się, że masa Neptuna została przeszacowana o około 0,5%. Uwzględnienie tej różnicy sprawiło, że zaburzenia zniknęły[5] – zatem Planeta X, tak jak ją zdefiniował Percival Lowell, nie istnieje.

https://pl.wikipedia.org/wiki/(134340)_Pluton

Reasumując: wszelkie tezy amerykańskich astronomów dotyczące Plutona jako pełnoprawnej planety to pic na wodę, fotomontaż i małostkowość, a odkrycie Plutona w przeciwieństwie do odkrycia Neptuna to zbieg okoliczności.

P.S. Co do "swobodnego hasania" rdzennych Amerykanów to oczywiście ars poetica.

ed: Po ogarnięciu dat to daleko od prawdy jednak nie byłem. Gdy Galle odkrywa Neptuna (Wrocław rządzi ;)) to Custer (późniejszy "bohater" spod Little Bighorn) robi jeszcze w pieluchy (no może już nie, bo ma jakieś 7 lat).

Cytat

W latach 1851–1897 pracował jako profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i dyrektor jego obserwatorium astronomicznego. Podczas swej pracy w tutejszym obserwatorium w roku 1872 zaproponował metodę paralaksy Słońca.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Johann_Gottfried_Galle

Edited by Astro
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mi osobiście najbardziej odpowiadałaby definicja według której planeta to obiekt znajdujący się w równowadze hydrostatycznej, który nie jest gwiazdą lub pozostałością gwiazdy. I tyle. Wiele księżyców i planetoid zyskałby miano planety, ale myślę że i tak miało by to więcej sensu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, gooostaw napisał:

to obiekt znajdujący się w równowadze hydrostatycznej

Ok, przyjmijmy to ŚCIŚLE w pierwotnym sensie. Jest tylko drobny problem: planet w US nie ma. :)

3 minuty temu, gooostaw napisał:

I tyle

No. :P

3 minuty temu, gooostaw napisał:

Wiele księżyców i planetoid zyskałby miano planety

Błądzisz. Księżyc z definicji nie jest planetą.

4 minuty temu, gooostaw napisał:

ale myślę że i tak miało by to więcej sensu.

No właśnie nie bardzo.

ed: Dodam. Warto trzymać się DEFINICJI pewnych pojęć, bo grzebać kijkiem to se można, owszem, ale to niezbyt naukowe podejście:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Naturalny_satelita

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Astro napisał:

Błądzisz. Księżyc z definicji nie jest planetą.

Przecież właśnie ustalamy definicję. Właśnie decydujemy co nim jest ;) 
Gdyby Ziemia nagle zniknęła to Księżyc stałby się planetą? Nie lubię takich definicji, może lepiej żeby definicja wynikała z właściwości samego obiektu, a nie jego pozycji i otoczenia?
Jak coś jest prawie okrągłe dzięki grawitacji i nie jest gwiazdą to niech będzie planetą. Co Ci się nie podoba w tej definicji. Jaką Ty proponujesz?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, gooostaw napisał:

Przecież właśnie ustalamy definicję. Właśnie decydujemy co nim jest ;) 

Grubo. Szefujesz Unii Astronomicznej?

1 minutę temu, gooostaw napisał:

Gdyby Ziemia nagle zniknęła to Księżyc stałby się planetą?

Tak, ale nie sądzę, by łatwo udało Ci się "zniknąć" Ziemię. :) (w każdym razie bez "śladów" :D)

2 minuty temu, gooostaw napisał:

Nie lubię takich definicji,

Twój problem, ale rozumiem...

2 minuty temu, gooostaw napisał:

może lepiej żeby definicja wynikała z właściwości samego obiektu, a nie jego pozycji i otoczenia?

DAWAJ propozycję (zauważyłeś zapewne, że Twoja wcześniejsza definicja planety jest delikatnie ujmując... niezbyt mądra?)

3 minuty temu, gooostaw napisał:

Jak coś jest prawie okrągłe dzięki grawitacji i nie jest gwiazdą to niech będzie planetą

Wybacz, ale dość głupie. :)

4 minuty temu, gooostaw napisał:

Co Ci się nie podoba w tej definicji.

Wszystko. :D

4 minuty temu, gooostaw napisał:

Jaką Ty proponujesz?

Dla mnie spór "planeta - planeta karłowata" z definicji jest głupi. Po prostu jankesi muszą się poczuć lepsi. Według obecnego prezydenta USA gdy Celtowie stawiali kamienne kręgi, to amerykańscy uczeni już to liczyli. :D:D:D

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, Astro napisał:

Wybacz, ale dość głupie. :)

Wszystko jest głupie. Głupie bo tak. Nic Ci się nie podoba. Swojego pomysłu nie masz. Brawo ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, gooostaw napisał:

Nic Ci się nie podoba.

Genetyczne obciążenie wiedzą - bywa.

4 minuty temu, gooostaw napisał:

Swojego pomysłu nie masz.

Nie mam, bo wystarcza mi obecny status, ale skoro jesteś mądrzejszy, to zapodaj, o co Cię prosiłem wcześniej. Nie dasz rady? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Astro napisał:

Nie mam, bo wystarcza mi obecny status, ale skoro jesteś mądrzejszy, to zapodaj, o co Cię prosiłem wcześniej. Nie dasz rady? :)

Przecież moja definicja jest fragmentem obecnej definicji. Po prostu nie zawiera punktów o wyczyszczeniu orbity i krążeniu wokół Słońca.
O obecnej definicji jest mowa o równowadze hydrostatycznej, czyli względnej kulistości dzięki grawitacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, gooostaw napisał:

Po prostu nie zawiera punktów o wyczyszczeniu orbity

To ma znaczenie - kilkukilometrowy dosyć luźny glut drobnych paprochów kulisty (grawitacyjnie) będzie, ale orbity nie pozamiata. Raczej trudno byłoby takie kilka taczek gruzu uznać za planetę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, Astro napisał:

Bo to jest "swoisty" patriotyzm, pozbawiony jednak jakichkolwiek podstaw merytorycznych.

Antypropaganda, jaką dalej popełniasz,  wcale nie jest lepsza.

 

10 godzin temu, Astro napisał:

Warto może w tym miejscu przypomnieć historię odkrycia Plutona, bo miała to być modelowo powtórzona historia odkrycia Neptuna, zatem od początku. Obserwacje ruchu Urana nie bardzo chciały się zgodzić z prostym potencjałem grawitacyjnym Słońca, a dość oczywistym i eleganckim wyjaśnieniem owego mogło być istnienie masywnej planety krążącej dalej niż Uran, która powodowałaby odpowiednie perturbacje. Astronomowie chętnie rzucili się ku poszukiwaniom owej, a rdzenni Amerykanie swobodnie wówczas jeszcze hasali po prerii i polowali na bizony. Szybko planetę odkryto, Neptunem nazwano, po czym niedługo okazało się, że w ruchu Neptuna również coś nie teges i tu pojawia się pan Percival Lowell, amerykański przedsiębiorca i astronom amator. To właśnie od jego inicjałów pochodzi symbol Plutona image.png.48b8704f37567b43a71f9f78a3dc0b5d.png (co już samo w sobie jest karygodne biorąc pod uwagę "delikatne" odejście od tradycji nazw planet jako spuścizny greckiej). Samego odkrycia dokonał amerykański astronom Clyde Tombaugh, a niedługo po odkryciu okazało się, że Pluton to pimpek, który w żaden sposób nie może odpowiadać za "obserwowane" anomalie.

Tak się składa, że nazwy planet są głównie pochodzenia łacińskiego, rzymskiego a nie greckiego. Greckie pochodzenie ma Uran (sprawdź, kto nadał tę nazwę i jaką formę wybrał), Pluton z kolei jest przydomkiem Hadesa spopularyzowanym jako nazwa bóstwa w czasach rzymskich (czyli też zlatynizowana greka).

Amatorem określa Lowella polska Wikipedia, ale chodzi tu o jego zamiłowanie, a nie brak podstaw teoretycznych, Lowell miał bowiem  dobre wykształcenie matematyczne z podstawami astronomii.

Jeśli chodzi o symbol Plutona, to co byś zaproponował: berło, klucze czy Cerbera? Amerykanie zapewne by odrzucili berło (w końcu nie po to walczyli o niepodległość), a znak dla trójgłowego psa byłby pewnie podobny do trójzębu Neptuna. Pozostają klucze – czyż obecny znak nie przypomina klucza? A może lepiej było wybrać róg obfitości (ale to przecież sprawka Zeusa) albo psią czapkę od cyklopów?

Co do pimpka, to jest pomieszanie z poplątaniem. Obserwacje ruchu były realne, w cudzysłowie powinny być „anomalie” wynikające z błędów obliczeniowych, które w okresie poszukiwań Plutona akurat się w części znosiły. Stwierdzenie, że Pluton jest mniejszy, wiąże się z odkryciem jego księżyca, które nastąpiło w 1978, czyli dłużej niż „niedługo po odkryciu” Plutona, choć przed obserwacjami Voyagera 2, o których wspomniałeś, a które posłużyły do ostatecznego wyjaśnienia charakteru owych „anomalii”. Dopiero dalsze obserwacje wykazały, że układ Pluton-Charon jest układem podwójnym (środek masy jest wysoko ponad powierzchnią Plutona), choć chyba nadal nie ma pewności, czy Charona można uznać za planetę karłowatą.

 

10 godzin temu, Astro napisał:

Reasumując: wszelkie tezy amerykańskich astronomów dotyczące Plutona jako pełnoprawnej planety to pic na wodę, fotomontaż i małostkowość, a odkrycie Plutona w przeciwieństwie do odkrycia Neptuna to zbieg okoliczności.

Reasumując: Hades (Pluton) był bogiem surowym i budzącym strach, ale przy tym bardzo sprawiedliwym. Tobie tutaj do sprawiedliwości daleko. Przykładowo nie wymieniłeś żadnego spośród obiektów, które miałyby się znajdować na niewyczyszczonej orbicie układu podwójnego Pluton-Charon, czyli z dala od punktów Lagrange'a.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Usher napisał:

Amatorem określa Lowella polska Wikipedia, ale chodzi tu o jego zamiłowanie, a nie brak podstaw teoretycznych, Lowell miał bowiem  dobre wykształcenie matematyczne z podstawami astronomii.

No cóż, pewien kandydat na ministra finansów pochwalił się "higher education", ale bądźmy szczerzy, to szkoła średnia. W liceum też pilnie uczyłem się biologii, ale nie miałbym czelności nazywać się profesjonalnym biologiem. Lowell nie był profesjonalnym astronomem (rozumiem to klasycznie, jako uniwersyteckie wykształcenie), zatem był amatorem.

3 godziny temu, Usher napisał:

Antypropaganda, jaką dalej popełniasz,  wcale nie jest lepsza.

Możliwe, ale może uściślę. Cały ten "problem" nie jest problemem fizycznym, a językowym. Skoro batalia o Plutona, do konsekwentnie do cholery! Dlaczego nie Eris, Haumea i Makemake? Też mają księżyce. Co do pimpka sprawa jest prosta. Skoro szukasz PLANETY, a znajdujesz coś, co ma masę kilka tysięcy razy mniejszą, to chyba rozumiesz...

3 godziny temu, Usher napisał:

Obserwacje ruchu były realne, w cudzysłowie powinny być „anomalie” wynikające z błędów obliczeniowych

Konsekwentnie, "błędy obliczeniowe" też powinny być w cudzysłowie. Obliczenia były poprawne, błędny był model przyjęty do obliczania orbity.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, ex nihilo napisał:

To ma znaczenie - kilkukilometrowy dosyć luźny glut drobnych paprochów kulisty (grawitacyjnie) będzie, ale orbity nie pozamiata. Raczej trudno byłoby takie kilka taczek gruzu uznać za planetę.

Ok. Dobry argument, trudno się nie zgodzić. ( Nie to co Astro :P )
Jednak obecna definicja wciąż nie rozwiązuje problemu o którym mówisz.
Po pierwsze, kilkukilometrowy, okrągły glut samotnie krążący wokół gwiazdy, której otoczenie z jakichś powodów zostało oczyszczone z innych obiektów musielibyśmy nazwać planetą. Dlatego gdyby na przykład Ceres nie krążyła w pasie asteroid to musielibyśmy ją uznać za planetę, a nie planetę karłowatą. Tak samo gdyby jakaś planeta "zawędrowała" w pobliże orbity innej planety to obie przestałyby być planetami. Podobno Uran i Neptun kiedyś zamieniły się miejscami. To znaczy że podczas tego wydarzenia, według obecnej definicji nie były planetami.:lol:

Może zamiast tego punktu o oczyszczeniu orbity powinniśmy po prostu wyznaczyć minimalną masę albo średnicę? Skoro potrafimy zdefiniować wzgórze jako wzniesienie od 100 do 300 metrów, to powinno też działać dla obiektów astronomicznych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, gooostaw napisał:

Skoro potrafimy zdefiniować wzgórze jako wzniesienie od 100 do 300 metrów, to powinno też działać dla obiektów astronomicznych.

Potrafimy? :)

Cytat

o umownej wysokości względnej od 100 do 300 m, jednakże może być mniej lub więcej, zależnie od wielkości form sąsiednich, np. wzgórza stanowiące przedgórza gór wysokich w innym przypadku mogłyby być nazywane górami.

Chodzi właśnie o odróżnianie gór od wzgórz i pagórów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Astro napisał:

Potrafimy? :)

Hmmm...  może jednak nie potrafimy ^_^

Jednak z planetami będzie łatwiej. Jestem przekonany że obecna definicja długo się nie utrzyma. Kiedy poznamy szczegóły innych układów to będzie tyle problemów że pewnie pojawi się prostsza i bardziej pragmatyczna definicja. Na przykład ustalimy minimalną średnicę na 1000 km i po problemie ;) Co do tego czy duże księżyce uznać za planety, to okaże się kiedy odkryjemy planetę, której księżyc ma podobne rozmiary do niej samej. Wtedy pewnie obie uznamy za planety i przypuszczam że uznamy też za planety Księżyc i inne duże księżyce. Czas pokaże.

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, gooostaw napisał:

Co do tego czy duże księżyce uznać za planety, to okaże się kiedy odkryjemy planetę, której księżyc ma podobne rozmiary do niej samej

Hm, a nie wystarczy nam I prawo Keplera? 

Zastanawiam się o co idzie walka? Planujemy nowy podatek od liczby planet w US? Rodzinie odkrywcy Plutona należą się tantiemy? Niezależnie od naszej definicji ten kawałek skały niewzruszenie pomyka przez przestrzeń zupełnie obojętny na nasze o nim wyobrażenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, Jajcenty napisał:

Hm, a nie wystarczy nam I prawo Keplera? 

Prawo Keplera nie definiuje czym jest planeta, tylko określa jak planety się zachowują. Nie mówi nam jak powinniśmy nazywać na przykład układ podwójny obiektów podobnych do Ziemi. Dwie planety? Czy może ten minimalnie mniejszy obiekt to już tylko księżyc? Co z "planetami" bez gwiazd? Myślę że najlepsza by była definicja wynikająca z właściwości fizycznych obiektu, a nie jego orbity i otoczenia.

18 minut temu, Jajcenty napisał:

Zastanawiam się o co idzie walka? Planujemy nowy podatek od liczby planet w US? Rodzinie odkrywcy Plutona należą się tantiemy? Niezależnie od naszej definicji ten kawałek skały niewzruszenie pomyka przez przestrzeń zupełnie obojętny na nasze o nim wyobrażenia.

Lubimy mieć wszystko poukładane, prawda? Uwielbiamy kategoryzować. Jak sobie wszystko zdefiniujemy i poukładamy to się nam wydaje że to rozumiemy. Na pewno łatwiej się komunikować ze sobą, kiedy ustali się pewne terminy.

Jednak walka o uznanie Plutona za planetę ponieważ kiedyś go tak nazywaliśmy jest głupia ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, gooostaw napisał:

Na pewno łatwiej się komunikować ze sobą, kiedy ustali się pewne terminy.

O tak, przypadek Plutona to potwierdza ;) Jeśli ustalamy definicję używających kilku własności: (orbita, wielkość, skład, itp) to jedyne co możemy podać jakieś procentowe spełnienie wszystkich wymogów. Wydaje się, że coś w rodzaju wykresu kompetencji byłoby na miejscu. Miarą spełnienia wymogów byłby stosunek powierzchni : uzyskana/oczekiwana. W tym sensie Ziemia byłaby planetą np. 0.98, a Pluton 0.71. :D Gdyby do kategorii dodać wagi (np. masa jest ważniejsza od rozmiaru) to już normalnie miut cut i orzeszki  ;P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brindestine ma rację, że Pluton należy uznać za planetę, ale pod warunkiem, że Planeta X nie jest planetą. Planet w US musi być 9. Planeta jest to ciało, które obiega Słońce, ale nie ma księżyców o masie/rozmiarze równym lub większym od siebie. Jeżeli Pluton spełnia ten warunek, to jest planetą i wówczas Planeta X nie jest planetą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dodam jeszcze może, że skoro nie widzimy problemu w układach podwójnych gwiazd, to i nie będzie problemu z układami podwójnymi planet (co zapewne nieczęsto się zdarzy); w przypadku podwójnych (i wielokrotnych) układów planet karłowatych problemu zupełnie nie będzie, co i widać częściej się zdarza. :)

Dodam jeszcze

16 godzin temu, Usher napisał:

Tak się składa, że nazwy planet są głównie pochodzenia łacińskiego, rzymskiego a nie greckiego.

że głupi Ci Rzymianie. Ksiv? Każdy Grek wie, że wszystko im ukradli.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 16.11.2019 o 20:49, Astro napisał:

skoro nie widzimy problemu w układach podwójnych gwiazd, to i nie będzie problemu z układami podwójnymi planet

Hm, jak dla mnie w przypadku planet podwójnych (BTW niektórzy chętnie widzą układ Ziemia-Księżyc jako planetę podwójną: https://pl.wikipedia.org/wiki/Planeta_podwójna) z definicji nie może być mowy o oczyszczeniu orbity;) I co z samotną planetą (https://pl.wikipedia.org/wiki/Samotna_planeta), przestaje być planetą? Może po prostu przyjąć kryterium wielkości lub masy (Merkury ma średnicę ok. 2 razy większą od Plutona, więc gdyby było kryterium >= Merkury, to byłoby chyba OK, są małe szanse, że w pasie Kuipera znajdzie się coś tej wielkości Merkurego, przykładowo Eris jest tylko trochę większa od Plutona) plus warunek, że nie jest satelitą innej planety (lub jej satelity)?

 

P.S. Merkury ma masę rzędu 10^23 kg (dokładniej 3,3 * 10^23 kg), "drobnica" (Eris, Pluton, Ceres itd.) rzadko kiedy więcej niż 10^22 (tylko Eris i Pluton mają ok. 1,5 * 10^22 kg, reszta poniżej 10^22, https://pl.wikipedia.org/wiki/Planeta_karłowata#Lista_planet_karłowatych), jeśli chodzi o księżyce: to np. "nasz" Księżyc to 7 * 10^22 kg, jedynie największe księżyce Jowisza i Saturna dobiją do niecałej połowy masy Merkurego. Czyli IMHO kryterium, że obiekty o masie >= 2 * 10^23 kg, nie będące satelitami innych planet itd. byłoby niezłe. Bez potrzeby wprowadzania warunku na oczyszczanie orbity.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, darekp napisał:

I co z samotną planetą

Może jeszcze asteroida to planeta? Planeta obraca się wokół gwiazdy - to podstawowy warunek.

 

9 godzin temu, darekp napisał:

Może po prostu przyjąć kryterium wielkości lub masy

Poczytaj najpierw trochę o samej definicji planety, nawet z wikipedii, to się dowiesz, że planeta US:

Cytat

 

- posiada masę mniejszą, niż masa wymagana do przeprowadzenia fuzji jądrowej deuteru (czyli ok. 13 mas Jowisza);

- spełnia wymagania minimalnej masy takie same, jak w przypadku planet Układu Słonecznego (obecnie: kryterium równowagi hydrostatycznej).

 

Powtarzam, że planet musi być 9, co ma znaczenie dla zachowania równowagi i jednocześnie chaotyczności US. Możliwe jednak, że za 9-tą "planetę" można by uznać układ planet karłowatych poza Neptunem: Pluton ,Haumea, Makemake i Eris (plus może coś jeszcze). Nie może być to jednak Charon, bo obraca się wokół Plutona, jest satelitą. Ten układ planet być można by nazwać Planetą X. Taki system jest całkiem sensowny. Układ Słoneczny nie kończy się na jednej planecie, ale "rozchodzi się", dając jakby początek czegoś nowego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Antylogik napisał:

Powtarzam, że planet musi być 9, co ma znaczenie dla zachowania równowagi i jednocześnie chaotyczności US.

Słabe. Każdy myślący (nie tylko człowiek) wie, że planet musi być dokładnie 42. Przecież to oczywiste.

Godzinę temu, Antylogik napisał:

Układ Słoneczny nie kończy się na jednej planecie, ale "rozchodzi się", dając jakby początek czegoś nowego.

Nieźle. Podpowiesz po czym takie ciekawe fazy? Też bym chciał...

8 godzin temu, darekp napisał:

byłoby niezłe

Jeśli definicja ma być uniwersalna, czyli dotyczyć wszystkich planet w Galaktyce niechby tylko, to może być kiepsko. Strzelam, że metaliczność gwiazdy ma bardzo duże znaczenie.

ed: Znamy już tysiące planet pozasłonecznych, ale to mizerna statystyka, bo odkrywamy (selekcja obserwacyjna) tylko te masywne, choć właściwie nie o samą masę chodzi, a raczej o masę odniesioną do masy gwiazdy macierzystej. Nie mamy jakiejkolwiek rozsądnej statystyki mas planet wokół innych gwiazd. Pimpka możemy odkryć w US, ale jeśli chodzi o inne układy, to raczej mrzonka. Kto wie, może układy planetarne (szczególnie dla mniej masywnych gwiazd o niższej metaliczności) są przebogate, powszechne i zawierają tylko pimpki. Tego nie wiemy i zapewne długo się jeszcze o tym nie dowiemy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozpoczęła się historyczna misja kapsuły załogowej Crew Dragon. Start odbył się zgodnie z planem. Równie udane były poszczególne etapy lotu. Najpierw odrzucony został pierwszy stopień rakiety, który z powodzeniem wylądował na pokładzie oczekującej nań na Atlantyku platformy. Niedługo później doszło do oddzielenia się kapsuły załogowej od drugiego stopni rakiety.
      Do oddzielenia się pierwszego stopnia rakiety doszło 2 minuty 36 sekund po starcie. Osiem sekund później pracę rozpoczął silnik drugiego stopnia. W tym czasie pierwszy stopień opadał w kierunku Ziemi i 8 minut 52 sekundy po starcie na krótko uruchomił silniki hamujące. Pół minuty później zobaczyliśmy, że pierwszy stopień z powodzeniem wylądował na platformie. Wiadomość ta wyraźnie ucieszyła załogę Crew Dragona. W 12. minucie po starcie kapsuła załogowa oddzieliła się od drugiego stopnia rakiety i rozpoczęła samodzielną podróż w kierunku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Podróż ta potrwa 19 godzin.
      Kolejny ważny etap podróży nastąpił 49 minut i 6 sekund po starcie, gdy po sprawdzeniu silników manewrowych zostały one uruchomione, by dopasować orbitę Dragona do orbity Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Za dziewięć godzin rozpocznie się cała seria manewrów, dzięki którym w ciągu kolejnych 6 godzin Dragon zbliży się do MSK.
      Jutro około godziny 15:02 czasu polskiego kapsuła zbliży się do 400-metrowej strefy bezpieczeństwa wokół Stacji. Aby w nią wlecieć musi uzyskać zgodę z kontroli misji. Jeśli zgoda taka zostanie wydana, około 10 minut później kapsuła podleci do Waypoint Zero znajdującego się 400 metrów pod ISS. Minie kolejnych 25 minut zanim kapsuła znajdzie się w Waypoint 1 w odległości 220 metrów i rozpocznie dopasowywanie swojej pozycji do modułu dokującego stacji. Stanie się to około godziny 15:37 czasu polskiego. Mniej więcej o godzinie 16:13 załoga powinna dostać ostateczną zgodę na dokowanie. Pięć minut później Dragon powinien znaleźć się w Waypoint 2, punkcie znajdującym się zaledwie 20 metrów od stacji. Tam poczeka przez 5 minut. O godzinie 16:28 kapsuła powinna zadokować do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
      Przeprowadzenie udanego startu oznacza, że po raz pierwszy od 9 lat z terenu USA wystartowała załogowa misja kosmiczna. Oznacza też ponowne odzyskanie przez USA zdolności do samodzielnej organizacji załogowych lotów kosmicznych. To niezwykle ważny moment dla całego przemysłu kosmicznego, gdyż po raz pierwszy w historii prywatna firma wyniosła ludzi w kosmos we własnym pojeździe i przy użyciu własnej rakiety.
      Sukces misji oznacza, że SpaceX uzyska licencję na kosmiczne loty załogowe. To z kolei doda jej wiarygodności i firma Muska będzie mogła liczyć na kolejne zlecenia zarówno ze strony NASA, prywatnego przemysłu kosmicznego i – co bardzo prawdopodobne – agencji kosmicznych innych państw. Przemysł kosmiczny wchodzi w zupełnie nową fazę rozwoju. Tym bardziej, że na przyszły rok zapowiadany jest lot konkurencji SpaceX, czyli kapsuły Starliner firmy Boeing. Zatem od przyszłego roku możemy mieć na rynku dwie prywatne firmy oferujące załogowe loty kosmiczne.
      Najbardziej stracić może na tym rosyjski Roskosmos, który obecnie nie tylko wozi astronautów NASA, ale z jego usług korzystają też inne państwa. NASA z pewnością przestanie korzystać z usług Roskosmosu w takim zakresie jak obecnie, a biorąc pod uwagę fakt, że SpaceX ma zamiar zaoferować swoje usługi znacznie taniej, można spodziewać się, że Roskosmos straci wielu klientów. To zaś powinno wymusić na Rosji zreformowanie swojej agencji kosmicznej.
      Przypominamy, że teraz każdy może spróbować swoich sił na symulatorze dokowania Dragona do ISS.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Warunki pogodowe uniemożliwiły przeprowadzenie historycznego załogowego startu kapsuły Crew Dragon. Pogoda pokrzyżowała plany NASA i SpaceX. Start przełożono na sobotę, 30 maja, na godzinę 21.22 czasu polskiego.
      Za obsługę meteorologiczną Centrum Kennedy'ego, skąd miał odbyć się start, odpowiada U.S. Air Force 45th Weather Squadron. Na dobę przed startem wojskowi meteorolodzy informowali, że prawdopodobieństwo pojawienia się pogody odpowiedniej do startu wynosi 60%. Na kilka godzin przed startem prawdopodobieństwo to obniżono do 50%. Głównymi problemami, jaki mogły uniemożliwić starty mogły być opady, pojawienie się chmur typu cumulonimbus incus oraz pojawienie się cumulusów. W chwili obecnej nie wiemy, który z tych czynników uniemożliwił start.
      Obecnie meteorolodzy informują, że 30 maja prawdopodobieństwo odpowiedniej pogody wynosi 60%. Zagrożenia są podobne jak przy odwołanym starcie.
      W swoim komunikacie wśród zagrożeń wojskowi meteorolodzy wymieniają tzw. „anvil cloud rule” oraz „cumulus cloud rule”.
      NASA posługuje się niezwykle wyśrubowanymi standardami bezpieczeństwa. Dowiadujemy się z nich, że „anvil cloud rule” to zasada określająca warunki startu w przypadku pojawienia się chmur cumulonimbus incus. Fragment chmury, który najbardziej martwi NASA to górna lodowa część przyczepiona do cumulonimbusa. Takie chmury powstają, gdy ciepłe powietrze unosi się znad ziemi. Na wysokości 12-18 kilometrów powstaje chmura w kształcie kowadła. Im wyższa całość, tym gwałtowniejsze burze mają w niej miejsce. Charakterystyczny kształt chmury bierze się stąd, że uderza ona o stratosferę i się spłaszcza. Powstaje rodzaj czapy, który blokuje dalszy przepływ ciepłego powietrza, przez co chmura się rozprzestrzenia, przybierając charakterystyczny kształt. W chmurze takiej dochodzi do gwałtownych burz, silnych wiatrów, są tam też obecne kryształy lodu. Już sam pojazd lecący przez taką chmurę wywołuje wyładowania elektryczne. NASA zabrania lotu przez tego typu chmurę.
      Ponadto nie wolno startować (zatem start trzeba opóźnić lub odwołać) jeśli:
      – w ciągu 30 minut przed startem w chmurze takiej w odległości 10 mil morskich (18,5 km) od stanowiska startowego pojawiła się błyskawica,
      – błyskawica pojawiła się w odległości 9 kilometrów w ciągu ostatnich 3 godzin przed startem.
      Zakazany jest też start, jeśli pojazd miałby przelecieć:
      – przez nieprzezroczystą górną warstwę cumulonimbusa incusa, która oddzieliła się od chmury macierzystej w ciągu ostatnich 3 godzin przed startem,
      – przez nieprzezroczystą górną warstwę cumulonimbusa incusa, która oddzieliła się od chmury macierzystej, a w której – już po oddzieleniu się – na cztery godziny przed startem pojawiła się błyskawica,
      – w odległości 10 mil morskich (18,5 km) od nieprzezroczystej oddzielonej górnej warstwy, w sytuacji, gdy w ciągu 30 minut przed startem w warstwie oddzielonej lub w chmurze macierzystej pojawiła się błyskawica,
      – w odległości 5 mil morskich (9 km) od nieprzezroczystej oddzielonej górnej warstwy, jeśli w ciągu 3 godzin przed startem pojawiła się błyskawica w warstwie oddzielonej lub w chmurze macierzystej, chyba, że napięcie prądu elektrycznego w chmurze w ciągu 15 minut przed startem nie przekracza osobno określonej górnej granicy.
      Z kolei „cumulus cloud rule” zabrania startu, jeśli w odległości 10 mil morskich pojawiły się chmury typu cumulus, których górna część znajduje się na wysokości, gdzie panują temperatury -20 stopni Celsjusza lub gdy takie chmury znajdują się w odległości 5 mil morskich, a ich górna warstwa a temperaturę poniżej -10 stopni Celsjusza. Zabroniony jest też lot przez cumulusy, których górna warstwa ma temperaturę niższą niż +5 stopni Celsjusza. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy z chmur takich nie pada i gdy w ciągu ostatnich 15 minut napięcie elektryczne w chmurach utrzymywało się na wyznaczonym poziomie.
      Gdy w końcu misja Demo-2 się powiedzie, będzie to historyczne wydarzenie. Przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy prywatny pojazd kosmiczny zawiezie ludzi na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Ponadto będzie to pierwszy od 9 lat załogowy start z terenu USA. To zaś oznacza, że wkrótce NASA będzie mogła wysyłać swoich astronautów korzystając z usług amerykańskiej firmy. Nie będzie więc płaciła Roskosmosowi, a zacznie płacić, znacznie mniej, krajowej firmie, co przyczyni się do dalszego rozwoju prywatnego przemysłu kosmicznego. To tym bardziej ważne, że do SpaceX w najbliższym czasie zaczną dołączać kolejne firmy, które będą wysyłały ludzi w przestrzeń kosmiczną.
      Jest to również niezwykle waży moment dla SpaceX. Firma uzyska licencję na załogowe loty kosmiczne i znacznie zyska na wiarygodności. To zaś oznacza, że będzie miała kolejnych klientów, którzy będą zlecali jej wysyłkę w przestrzeń kosmiczną swoich satelitów i ładunków innego typu, a w niedalekiej przyszłości również i astronautów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na około 1 godzinę i 15 minut przed startem pierwszej od 9 lat załogowej misji z terenu USA  na pokład kapsuły Dragon Crew weszli astronauci Robert Behnken i Douglas Hurley. Zostali przypięci pasami do swoich siedzisk, zamknięto pokrywę Crew Dragona i sprawdzono, czy jest szczelna.
      Start misji planowany jest na godzinę 22:33, a 45 minut wcześniej rozpocznie się ostateczna procedura. Będzie ona wyglądała następująco:
      – na 45 minut przed startem (t-45) dyrektor startu wyda zezwolenie na tankowanie,
      – na 42 minuty przed startem (t-42) zostanie wycofany wysięgnik, po którym załoga przeszła na pokład kapsuły,
      – t-37 uzbrojony zostanie system ucieczkowy Crew Dragona, który ma za zadanie odłączenie kapsuły od rakiety i bezpieczne lądowanie w razie wystąpienia problemów,
      – t-35 rozpocznie się tankowanie paliwa RP-1, wysoko rafinowanej nafty,
      - t-35 rozpoczyna się tankowanie LOX, ciekłego tlenu, do pierwszego stopnia rakiety,
      – t-16 rozpoczyna się tankowanie LOX do 2. stopnia rakiety,
      – t-7 Falcon 9 rozpoczna procedurę schładzania silników,
      – t-5 Crew Dragon przełączany jest na zasilanie wewnętrzne,
      – t-1 komputer sterujący lotem rozpoczyna procedurę ostatecznego sprawdzania podzespołów,
      – t-1 rozpoczyna się zwiększanie ciśnienia w zbiornikach paliwa,
      – t-0:45 dyrektor lotów wydaje zgodę na start,
      – t-0:03 rozpoczyna się sekwencja odpalania silników,
      – t-0:00 start Falcona 9.
      Na stronach NASA prowadzona jest transmisja na żywo z przygotowań.
      Niedawno SpaceX udostępniła symulator dokowania Crew Dragona do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Teraz każdy może spróbować swoich sił.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na powierzchni Plutona wyróżnia się Tombaugh Regio, wielka dobrze odbijająca światło struktura w kształcie serca, która zyskała rozgłos po tym, jak w 2015 roku sfotografowała ją sonda New Horizons. Uwagę specjalistów szybko przyciągnęła jej eliptyczna zachodnia część, Sputnik Planitia. Przypomina ona misę wyżłobioną w wyniku potężnego uderzenia.
      New Horizons nie dostarczył nam zbyt wielu zdjęć z drugiej części Plutona, ale na tych, które mamy widać niezwykłą strukturę. Wygląda ona jak geologiczne puzzle składające się ze szczelin, kopców i jam. Co interesujące, znajduje się dokładnie naprzeciwko Sputnik Planitia.
      Podczas tegorocznej 51th Lunar and Planetary Science Conference przedstawiono wyniki symulacji, z których wynika, że niezwykła skruktura powstała w wyniku uderzenia, które utworzyło Sputnik Planitia. W wyniku tego uderzenia pojawiły się potężne fale sejsmiczne, które doprowadziły do pojawienia się po drugiej stronie globu puzzli ze szczelin, kopców i jam. Co więcej, takie przemieszczenie się fal sejsmicznych i utworzenie wspomnianych struktur byłoby możliwe tylko wówczas, jeśli pod powierzchnią Plutona istnieje głęboki ocean.
      Wyniki badań, przeprowadzonych przez doktorantkę Adeene Denton z Purdue University, już znalazły uznanie w oczach innych naukowców. To naprawdę nowatorski pomysł, mówi James Tuttle Keane z Jet Propulsion Laboratory.
      Z kolei Paul Byrne z North Carolina State University zauważa, że jeśli ten sposób badania planetarnej sejsmologii pozwala na udowodnienie istnienia wody, to w ten sposób zbadać można będzie nie tylko Plutona, ale wszelkie lodowe światy z Pasa Kuipera.
      Kluczowy dowód wskazujący na istnienie na Plutonie oceanu zdobyliśmy w 2016 roku. Gdy New Horizon dostarczył nam zdjęć Sputnik Planitia naukowcy zdali sobie sprawę, że struktura ta znajduje się w nietypowym miejscu. Jest na samym równiku, a jego pozycja jest na stałe powiązana z pozycją Charona, największego księżyca Plutona. Modele komputerowe sugerują, że gdy doszło do uderzenia, które utworzyło Sputnik Planitia, równik Plutona znajdował się w innym miejscu. Jednak po uderzeniu ocean pod powierzchnią planety zaczął gromadzić się w kraterze, na którego powierzchni uformowała się pokrywa lodowa. Doprowadziło to do przemieszczenia się Plutona i utworzenia nowego równika. to jednak wciąż tylko hipoteza.
      Wróćmy jednak do badań Denton. Symulacja, która najlepiej oddaje rozmiary Sputnik Planitia oraz to, co stało się po drugiej stronie Plutona, pokazuje, że obiekt, który wywołał kataklizm miał 400 kilometrów średnicy i poruszał się z prędkością 7240 km/h. Analiza sposobu rozchodzenia się i prędkości fal sejsmicznych po uderzeniu sugeruje też, że jądro Plutona zbudowane jest z serpentynitu.
      Hipoteza Denton jest interesująca i oparta na solidnych podstawach, jednak niczego nie przesądza. Jak bowiem zauważa Byrne, zdjęcia z drugiej półkuli Plutona, tej naprzeciwko Sputnik Planitia, są słabej jakości. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co na nich widać. Nie można wykluczyć, że niezwykłe puzzle to skutek oddziaływania zamarzniętego metanu, dwutlenku węgla i azotu na powierzchni Plutona. Bardzo często przechodzą one z fazy stałej w gazową i mogą tworzyć niezwykłe krajobrazy.
      Jeśli jednak Denton ma rację, to jej badania stanowią silny argument za istnieniem na Plutonie wielkiego oceanu. Dają też nadzieję, na przeprowadzenie kolejnych zdalnych badań z dziedziny geologii planetarnej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Centrum Nauk Astrogeologicznych amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS), NASA oraz Lunar and Planetary Institute opracowali nową mapę geologiczną Księżyca. Po raz pierwszy cała powierzchnia Srebrnego Globu została w pełni zmapowana i jednolicie sklasyfikowana. Zunifikowana Mapa Geologiczna Księżyca (Unified Geologic Map of the Moon) przyda się do planowania przyszłych misji. Wykorzystają ją także zapewne społeczność naukowa czy nauczyciele. Cyfrowa mapa jest dostępna online. Pokazuje geologię Księżyca w skali 1:5.000.000.
      Księżyc zawsze ludzi fascynował. Wiele osób zastanawia się, kiedy uda nam się tam wrócić. Wspaniale jest więc widzieć, że USGS stworzyło zasób, który może pomóc NASA w planowaniu misji - podkreśla dyrektor USGS, były astronauta Jim Reilly.
      By stworzyć mapę, wykorzystano dane z czasów misji Apollo oraz z ostatnich misji satelitarnych. Ekipa z USGS nie tylko skompilowała stare i nowe dane, ale i ujednoliciła opis stratygrafii Księżyca.
      Warto przypomnieć, że w 2013 r. przeprowadzono cyfrową renowację serii 6 map, stworzonych w latach 70. XX w. - Map I-703, Map I-1162, Map I-1062, Map I-948, Map I-1047 oraz Map I-1034. Posłużono się wtedy nowszymi danymi topograficznymi oraz mozaikami zdjęć; w ten sposób mapy dopasowywano m.in. do Unified Lunar Control Network 2005 (ULCN2005). Nie chodziło o reinterpretację oryginalnych relacji czy jednostek geologicznych, ale o przestrzenne dostosowanie, tak by zwiększyć kompatybilność z cyfrowymi zestawami danych.
      Jak podkreślono w relacji prasowej USGS, dane wysokościowe dla księżycowego regionu równikowego pochodzą z kamery stereoskopowej (Terrain Camera) japońskiej sondy kosmicznej SELENE (ang. SELenological and ENgineering Explorer). Topografię obu biegunów uzupełniono zaś dzięki danym z wysokościomierza laserowego sondy Lunar Reconnaissance Orbiter NASA.
      Nowa mapa to kulminacja trwającego dekadę projektu - podsumowuje Corey Fortezzo.
       


      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...