Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wciąż nie znamy dokładnych wyników leczenia nowotworów w Polsce

Recommended Posts

Polska onkologia i medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych; nie wiemy tak naprawdę, jakie są dokładnie wyniki leczenia nowotworów – powiedział PAP prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący powołanego niedawno zespołu ds. tzw. cancer planu.

Do 30 listopada 2019 r. zespół ds. tzw. cancer planu ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, której głównym celem jest poprawa wykrywalności oraz skuteczności leczenia nowotworów.

Zdaniem prof. Piotra Rutkowskiego, chirurga Centrum Onkologii w Warszawie, zespół specjalistów ds. Narodowej Strategii Onkologicznej (wśród których są onkolodzy z centrów onkologii, jak i przedstawiciele ministerstwa zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz uczelni medycznych), potrzebuje przede wszystkim wiarygodnych danych.

Polska onkologia i polska medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych i tak naprawdę nie wiemy, jakie są dokładnie wyniki leczenia, za co płaci płatnik, ale przede wszystkim jakie korzyści odnosi z tego chory. To jest niezbędne – powiedział w rozmowie z dziennikarzem PAP.

Skutkiem braku danych o wynikach leczenia jest to – podkreślił specjalista - że pacjent nie wie, jaka jest jakość danego zabiegu, ale też płatnik tego w ogóle nie kontrolował. Wykazał to niedawno opublikowany raport Narodowego Funduszu Zdrowia "Nowotwory złośliwe. Koncentracja leczenia zabiegowego" (opracowany na podstawie danych dotyczących realizacji świadczeń medycznych w 2017 r.).

NFZ postanowił, że powyżej pewnej liczby wykonywanych procedur za zabieg będzie płacić więcej. Okazuje się jednak, że mało ośrodków spełnia przyjęte warunki, przykładowo w jednym z nowotworów [jelita grubego – PAP] 30 ośrodków spełnia określone kryteria, a 300 innych - nie spełnia. Opublikowane w raporcie dane ujawniły zatem olbrzymie rozproszenie ośrodków zajmujących się leczeniem nowotworów – podkreślił szef zespołu ds. cancer planu.

Chirurgią w wielu nowotworach jest podstawą leczenia. W skomplikowanych zabiegach, do jakich często zaliczane są operacje nowotworów, bardzo ważne jest zatem, żeby w danej placówce wykonywano ich jak najwięcej. Chirurdzy, którzy często je przeprowadzają, uzyskują lepsze efekty, z korzyścią dla chorego. W chirurgii onkologicznej często jest tak, że ilość faktycznie przechodzi w jakość, ale musi być również odpowiednia jakość sprawozdawania tych wyników, zarówno o liczbie wykonywanych procedur, jak też osiąganych wynikach leczenia – wyjaśnił prof. Rutkowski.

Podkreślił, że w krajach zachodnich istnieje dobrze pojęta konkurencja między placówkami specjalizującymi się w danym typie nowotworów. Zdarza się, że znikają kliniki, które w kolejnych audytach odstawały jakościowo od innych pod względem uzyskiwanych wyników i dlatego je zamknięto. Byłem w szoku, kiedy po raz pierwszy się zetknąłem się z tym, że pewnego ośrodka po jakimś czasie już nie było. Czy można sobie wyobrazić, żeby w Polsce zamknięto jakakolwiek klinikę, bo nie spełniała kryteriów – zapytał.

Zdaniem przewodniczącego zespołu, który ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, wyspecjalizowane ośrodki powinny przez dłuższy czas opiekować się pacjentem. Przykładem tego, o co nam chodzi, są tzw. Breast Cancer Units [ośrodki specjalizujące się leczeniu raka piersi – PAP]. Opieka w takich placówkach powinna być skoordynowana i kompleksowa, czyli od diagnozy poprzez leczenie skojarzone, ale również po jego zakończeniu chory musi mieć zapewnioną dalszą rehabilitację. Teraz często jest tak, że pacjent, który zachorował na nowotwór, kończy leczenie i nie ma dalszej opieki, pozostawiony jest samu sobie. Tak jest niestety w wielu ośrodkach – przyznał prof. Rutkowski.

Dodał, że w Polsce chorych nie poddaje się rehabilitacji z tego tylko powodu, że mają oni nowotwory i koło się zamyka. Jest u nas wiele przesądów po wyleczeniu i w trakcie leczeniu nowotworów. Chodzi w tym przypadku o całościową rehabilitację, nie tylko o fizykoterapię, ale także o wsparcie psychoonkologiczne i możliwość powrotu do pracy - ale w taki sposób, żeby pacjent mógł korzystać z dalszego leczenia – wyjaśnił specjalista.

Specjalista zwrócił uwagę, że chirurgia onkologiczna jest dynamicznie rozwijającą się specjalnością, która dotyczy również leczenia okołooperacyjnego, za pomocą napromieniania, chemioterapii i nowych terapii. Nie zawsze trzeba od razu zoperować pacjenta. Na zjazdach naukowych coraz więcej jest o leczeniu okołooperacyjnym – dodał.

Chodzi nie tylko o leczenie, ale i nowoczesne diagnozowanie, które jest bardzo trudne. To jest kosztowne, ale przynosi też oszczędności zarówno dla pacjenta, jak i płatnika, bo gdy rozpoznanie zostanie właściwie postawione to oszczędzamy pieniądze i leczymy właściwie, bardziej skutecznie - powiedział prof. Rutkowski.

Jako przykład podał Francję, gdzie 95 proc. mięsaków jest diagnozowanych histopatologicznie jedynie w trzech ośrodkach. Po takich specjalistycznych badaniach zmieniono rozpoznania w 40 proc. przypadków, a w 10 proc. okazało się, że wcale nie było nowotworu, czyli w co drugim przypadku chorzy powinni być leczeniu całkowicie inaczej lub w ogóle niepotrzebnie poddano ich terapii. Chodzi o przeprowadzenie pełnej diagnostyki jeszcze przed operacją, żeby wypracować właściwą strategię leczenia, chemioterapię czy radioterapię. Przecież to są wszystko koszty – podkreślił specjalista.

W ocenie szefa zespołu ds. cancer planu, chirurgią onkologiczną nie muszą się zajmować tylko wielospecjalistyczne ośrodki: To może być mały ośrodek specjalistyczny, a także placówki uniwersyteckie, np. w Krakowie czy Warszawie. Wykonują one dobrą robotę także w zakresie chirurgii onkologicznej.

Prof. Rutkowski uważa, że system [opieki onkologicznej – PAP] trzeba w Polsce dopiero zbudować, bo był on postawiony na głowie.

Skoncentrowana była chemioterapia, a zdekoncentrowana chirurgia. Tymczasem powinno być odwrotnie, bo wtedy uzyskuje się największy odsetek wyleczeń. Z kolei leczenie uzupełniające i paliatywne powinno być bliżej miejsca zamieszkania pacjenta. Bez sensu jest to, żeby na standardową chemioterapię pacjent jeździł 200 km. To jest to co mam nadzieję, że się zmieni - mówił.

Według niego świadczenia medyczne powinny być jednak rozsądnie wycenione. Duża część procedur w chirurgii generalnie wykonywana jest poniżej kosztów. To jest totalna fikcja. Dlatego szpitale nie są zainteresowane wysokojakościową chirurgią, bo ona tylko przynosi straty - podkreślił.

Zrobiliśmy ostatnio wyliczenie – dodał - bo po raz pierwszy wzięła się za to Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która wreszcie ocenia realne koszty w chirurgii. Okazało się, że u nas - w Centrum Onkologii - koszty realne są trzy razy wyższe od tego, co płaci NFZ. Bo tak niskie są te wyceny.

Oczekuję, że wzrosną nakłady na służbę zdrowia, ale wiele zależy od organizacji opieki. Dotąd jak nie było pieniędzy, to wszyscy markowali, jak ten system ma działać. Jeżeli pieniędzy będzie więcej, to będzie on działał sprawnie – powiedział prof. Rutkowski.

Specjalista poinformował PAP, że pierwsze posiedzenie zespołu ds. cancer planu planowane jest na 18 czerwca 2019 r. Przewiduje się, że omawiane będą wstępne priorytety Narodowej Strategii Onkologicznej.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Europa ma prawdopodobnie jedne z najbardziej rozdrobnionych rzek na świecie. W samej Polsce jest 77 tys. sztucznych barier – średnio jedna na km rzeki czy strumyka – wynika z badań opublikowanych w Nature. Naukowcy komentują, że konstrukcje te szkodzą bioróżnorodności, a istnienie wielu z nich nie ma ekonomicznego sensu.
      W ramach projektu AMBER koordynowanego przez walijski Uniwersytet Swansea oszacowano, że w 36 europejskich krajach jest co najmniej 1,2 mln barier w nurcie wodnym rzeki. A to oznacza, że na 4 kilometry rzeki przypadają średnio 3 bariery zbudowane przez człowieka (0,74 bariery na 1 km). Polska jest powyżej europejskiej średniej: na 1 km strumyka przypada u nas 1 bariera. Rekordzistką jest jednak Holandia, gdzie na kilometr rzeki przypada prawie 20 barier.
      To zaskakująco wysokie liczby w stosunku do tego, co wiadomo było wcześniej. Ponad 60 proc. konstrukcji jest bowiem na tyle niewielkich (mają np. poniżej 2 m wysokości), że były dotąd pomijane w statystykach. W zakrojonych na dużą skalę badaniach opracowano Atlas Zapór AMBER – pierwszą kompleksową ogólnoeuropejską inwentaryzację zapór. Zarejestrowano tam tysiące dużych zapór, ale i znacznie większą liczbę niższych struktur, takich jak jazy, przepusty, brody, śluzy i rampy, które były dotąd niewidoczne w statystykach, a są głównymi sprawcami fragmentacji rzek. Wyniki badań – koordynowanych przez Barbarę Belletti – opublikowano w Nature. W ramach projektu powstała też aplikacja AMBER, w której każdy może pomóc dokumentować brakujące dotąd w statystykach bariery.
      Ponieważ policzenie wszystkich barier nie było fizycznie możliwe, naukowcy w badaniach terenowych przewędrowali wzdłuż 147 rzek (2,7 tys. km) i odnotowywali wszelkie sztuczne bariery w ich nurtach. Na tej podstawie oszacowano, ile barier może być w Europie.
      Jeden ze współautorów badania prof. Piotr Parasiewicz, kierownik Zakładu Rybactwa Rzecznego w Instytucie Rybactwa Śródlądowego im. S. Sakowicza zaznacza, że bariery te są ogromnym utrudnieniem w migracji ryb rzecznych nie tylko takich jak łososie, pstrągi, jesiotry, węgorze, ale także płotki czy leszcze. Za sprawą konstrukcji rzecznych gatunki te mają coraz trudniejsze warunki do przeżycia.
      To jednak nie jedyny minus. Jeśli na rzekach mamy tysiące barier, to zamieniamy nasze rzeki w stawy - mówi naukowiec. Powyżej bariery tworzy się bowiem często zalew, w którym woda płynie bardzo powoli, a lepiej radzą sobie tam organizmy charakterystycznie nie dla rzek, ale właśnie stawów. Z ryb są to choćby karpie czy leszcze. A to zwykle gatunki mniej wyspecjalizowane i bardziej pospolite.
      Bariery zmieniają też temperaturę wody (powyżej bariery jest często ona cieplejsza niż poniżej). A w dodatku blokują przepływ osadów i materii. A w poprzegradzanej rzece wolniej zachodzą procesy samooczyszczania.
      Ponadto z danych dostarczonych przez wolontariuszy w ramach aplikacji AMBER wynikło, że ponad 10 proc. europejskich barier jest nieużytecznych. Gdyby więc je usunąć, nie miałoby to żadnego ekonomicznego znaczenia. A to by oznaczało, że w Europie można by było rozebrać ok. 150 tys. barier bez żadnych strat ekonomicznych. Za to z zyskiem dla środowiska i dla ludzi – ocenia prof. Parasiewicz.
      Jednym z praktycznych wyników naszego projektu jest to, że Unia Europejska zadeklarowała w swoim Programie Bioróżnorodności do 2030 r., że udrożni 25 tys. km rzek – komentuje prof. Parasiewicz.
      AMBER otrzymał finansowanie z unijnego programu badań naukowych i innowacji "Horyzont 2020". Celem tego projektu jest zastosowanie zarządzania adaptacyjnego do eksploatacji zapór i innych barier w celu osiągnięcia bardziej zrównoważonego wykorzystania zasobów wodnych i skuteczniejszego przywrócenia ciągłości ekosystemów rzecznych. W ramach projektu opracowano narzędzia i symulacje, które mają pomóc przedsiębiorstwom wodociągowym i zarządcom rzek zmaksymalizować korzyści płynące z barier i zminimalizować ich wpływ na środowisko.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W laboratorium IBM-a w Zurichu zaprezentowano rekordowo pojemny napęd taśmowy. Pojedynczy kartridż pozwala na przechowanie aż... 580 terabajtów danych. To aż 29-krotnie więcej niż oferowany obecnie przez IBM-a kartridż o pojemności 20 TB. Błękitny Gigant jest tutaj rynkowym liderem. Najnowszy standard przemysłowy LTO-Ultrium (Linear Tape-Open, version 9) mówi o kartridżach o pojemności 18 TB.
      Mark Lantz, menedżer CloudFPGA odpowiedzialny w IBM Zurich za technologie taśmowe mówi, że w ostatnich latach taśmy magnetyczne przeżywają swój renesans. Ma to związek z jednej strony z wykładniczym wzrostem ilości wytwarzanych danych, które trzeba gdzieś archiwizować oraz z jednoczesnym spowolnieniem przyrostu gęstości zapisu na dyskach twardych. Jak zauważa Lantz, w ciągu ostatnich kilkunastu lat składane roczne tempo wzrostu gęstości zapisu na HDD spadło do poniżej 8%. Jednocześnie świat produkuje coraz więcej danych. Roczny wzrost wytwarzania informacji wynosi aż 61%. Eksperci mówią, że do roku 2025 wytworzymy 175 zetabajtów danych.
      Jako, że gęstość zapisu HDD niemal stanęła w miejscu, dramatycznie wzrosła cena każdego gigabajta dysnku twardego. Już w tej chwili 1 bit HDD jest czterokrotnie droższy niż 1 bit taśmy magnetycznej. Ta wielka nierównowaga pojawiła się w bardzo niekorzystnym momencie, gdy ilość wytwarzanych danych zaczęła gwałtownie rosnąć. Centra bazodanowe mają coraz większy problem. Na szczęście zdecydowana większość danych to informacje, które są rzadko potrzebne. To zaś oznacza, że w ich przypadku szybkość odczytu danych nie jest rzeczą zbyt istotną. Mogą być więc przechowywane na taśmach magnetycznych.
      Taśmy mają wiele zalet w porównaniu z dyskami twardymi. Są bardziej odporne na ataki cyberprzestępców, do działania potrzebują mniej energii, są trwałe i znacznie tańsze w przeliczeniu na gigabajt. Zalety te spowodowały, że – jak ocenia IBM – już 345 000 eksabajtów danych przechowywanych jest właśnie na taśmach.
      Najnowszy napęd taśmowy to wynik 15-letniej współpracy IBM-a i Fujifilm. Od roku 2006 firmy pobiły sześć kolejnych rekordów dotyczących napędów taśmowych. Ostatnie osiągnięcie było możliwe dzięki udoskonaleniu samej taśmy, głowicy odczytującej oraz serwomechanizmu odpowiadającego za precyzję pozycjonowania głowicy. Firma Fujifilm odeszła tutaj od przemysłowego standardu jakim jest ferryt baru i pokryła taśmę mniejszymi cząstkami ferrytu strontu. Inżynierowie IBM-a, mając do dyspozycji nową taśmę, opracowali nową technologię głowicy odczytująco-zapisującej, która współpracuje z tak gładką taśmą.
      O tym jak wielkie postępy zostały dokonane w ciągu kilkunastoletniej współpracy Fujifilm i IBM-a najlepiej świadczą liczby. W roku 2006 obie firmy zaprezentowały taśmę pozwalającą na zapisanie 6,67 miliarda bitów na calu kwadratowym. Najnowsza taśma pozwala na zapis 317 miliardów bitów na cal. Kartridż z roku 2006 miał pojemność 8 TB, obecnie jest to 580 TB. Szerokość ścieżki zapisu wynosiła przed 14 laty 1,5 mikrometra (1500 nanometrów), teraz to zaledwie 56,2 nanometra. Liniowa gęstość zapisu w roku 2006 sięgała 400 000 bitów na cal taśmy. Na najnowszej taśmie na każdym calu można zapisać 702 000 bitów. Zmniejszyła się też – z 6,1 mikrometra do 4,3 mikrometra – grubość taśmy, wzrosła za to jej długość. W pojedynczym kartridżu mieści się obecnie 1255 metrów taśmy, a przed 14 laty było to 890 metrów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas niedawnej konferencji Ignite 2020 Microsoft ogłosił rozpoczęciu Project HSD (Holographic Storage Device). Biorą nim udział specjaliści z laboratorium sztucznej inteligencji w Cambridge oraz inżynierowie z chmury Azure. Celem projektu jest stworzenie holograficznego systemu przechowywania informacji na potrzeby chmur.
      Zapotrzebowanie na długoterminowe przechowywanie danych w chmurach sięgnęło niespotykanego poziomu i rośnie w zetabajtach. Istniejące obecnie technologie nie pozwalają na ekonomiczne długotrwałe przechowywanie danych. Operowanie danymi w skali chmur obliczeniowych wymaga przemyślenia samych podstaw budowy wielkoskalowych systemów przechowywania informacji oraz technologii, z których są one tworzone, stwierdzili przedstawiciele Microsoftu.
      Firmowi eksperci zauważają, że obecnie używane technologie nie rozwijają się w dostatecznie szybkim tempie, by zaspokoić zapotrzebowanie. Ponadto mają problemy z wiarygodnością i stabilnością spowodowane albo obecnością mechanicznych podzespołów albo degradującymi się z czasem komórkami pamięci.
      Dlatego też w 2017 roku Microsoft rozpoczął Project Silica, w ramach którego pracuje nad holograficznym zapisem danych w szkle. Holograficzny zapis danych nie jest ograniczony do dwuwymiarowej powierzchni, pozwala wykorzystać całość nośnika.
      Hologram zajmuje niewielką część kryształu. W jednym krysztale można zaś zapisać wiele hologramów, wyjaśniają przedstawiciele koncernu z Redmond. Najnowsze osiągnięcia z dziedziny sztucznej inteligencji czy optyki pozwalają na znaczne udoskonalenie tego, co robiono dotychczas w ramach Project Silica, na którym bazuje Project HDS. Na razie, jak informuje dział Microsoft Research, udało się niemal dwukrotnie zwiększyć gęstość zapisu w hologramach. W najbliższych miesiącach powinniśmy zaś zobaczyć poprawioną kompresję i szybsze czasy dostępu.
      Przed niemal rokiem informowaliśmy, że w ramach Project Silica Microsoft stworzył prototypowy system do przechowywania informacji w szkle. We współpracy z firmą Warner Bros. koncern zapisał oryginalny firm Superman z 1978 roku na kawałku szkła o wymiarach 75x75x2 milimetry. Pisaliśmy wówczas, że firma wykorzystuje femtosekundowe lasery pracujące w podczerwieni do zapisu danych na „wokselach”, trójwymiarowych pikselach. Każdy z wokseli ma kształt odwróconej kropli, a zapis dokonywany jest poprzez nadawanie mi różnych wielkości i różnej orientacji. Na szkle o grubości 2 milimetrów można zapisać ponad 100 warstw wokseli. Odczyt odbywa się za pomocą kontrolowanego przez komputer mikroskopu, który wykorzystuje różne długości światła laserowego. Światło zostaje odbite od wokseli i jest przechwytywane przez kamerę. W zależności od orientacji wokseli, ich wielkości oraz warstwy do której należą, odczytywane są dane.
      Przy Project HSD pracują fizycy, optycy, specjaliści od maszynowego uczenia się i systemów przechowywania danych. Jest on prowadzony przez grupę Optics for the Cloud w Microsoft Resarch Cambridge.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Uniwersytetu Technologicznego w Delft wykazali, że możliwe jest niezależne manipulowanie dwoma rodzajami magnetyzmu w atomach. Magnetyzm w atomach powstaje w wyniku orbitalnego oraz obrotowego ruchu elektronów. W tym pierwszym przypadku mowa jest o ruchu elektronu wokół jądra. Ruch obrotowy zaś to ruch elektronu wokół własnej osi. Jako, że każdy z tych rodzajów ruchu może odbywać się zgodnie z ruchem wskazówek zegara lub w stronę przeciwną, zatem może reprezentować 0 lub 1. Teoretycznie więc w atomie możemy zapisać 2 bity danych.
      "W praktyce jednak jest to niezwykle trudne, gdyż jeśli zmienimy kierunek ruchu orbitalnego, niemal zawsze zmieni się kierunek ruchu obrotowego i vice versa", mówi główny autor najnowszych badań, Sander Otte.
      Holendrzy, we współpracy z Hiszpanami i Chilijczykami dowiedli, że można odwrócić kierunek ruchu orbitalnego elektronu bez zmiany jego ruchu obrotowego. Osiągnęli to dzięki wykorzystaniu efektu Einsteina-de Haasa. Zgodnie z nim odwrócenie kierunku ruchu orbitalnego można skompensować przez niemierzalnie mały obrót środowiska. W tym przypadku był to kawałek metalu, którego część stanowi atom.
      Naukowcy wykorzystali skaningowy mikroskop tunelowy, którego próbnik może manipulować pojedynczymi atomami. Zwykle atom ma kontakt z wieloma sąsiadującymi atomami, co zaburza jego magnetyzm. Otte i jego zespół odseparowali spin od ruchu orbitalnego atomu żelaza umieszczając go na pojedynczym niemagnetycznym atomie azotu. Dzięki temu mogli manipulować ruchem orbitalnym bez wpływania na spin elektronu.
      Możliwość przechowywania bitów w pojedynczym atomie zwiększyłaby tysiące razy pojemność obecnych układów pamięci. Do tego jeszcze bardzo długa droga. Otte mówi, że w tej chwili głównym osiągnięciem, z którego naukowcy się bardzo cieszą, jest możliwość kontrolowania pojedynczych atomów oraz elektronów krążących wokół nich.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Fujifilm informuje o dokonaniu technologicznego przełomu, który pozwala na stworzenie pamięci taśmowej o pojemności 400 terabajtów. Obecnie na rynku dostępne są pamięci taśmowe o pojemnościach kilkunastu do około 20 TB. Z tej formy przechowywania danych korzystają zarówno firmy jak o osoby indywidualne, które muszą archiwizować olbrzymie ilości informacji.
      Fujifilm chce osiągnąć większe pojemności dzięki zmianie używanego obecnie ferrytu baru (BaFe) na ferryt strontu (SrFe). Używane w taśmach powłoki z ferrytu baru zostały już tak bardzo zminiaturyzowane, że odczyt informacji staje się coraz mniej wiarygodny.
      Najpopularniejszym formatem napędów taśmowych jest LTO (Linear Tape-Open) opracowany przez IBM-a w latach 90. LTO-1 było pierwszą generacją taśm, w których wykorzystano powłoki z cząstek metalu. Pojemność tych taśm sięgała 100 GB. Ferryt baru został po raz pierwszy użyty w LTO-6, a taśmy te miały pojemność 2,5 TB. Fujifilm zapowiada, że ferryt strontu trafi do generacji LTO-10, która ma się ukazać na rynku za 2 lata. Taśmy będą miały pojemność 48 TB. W roku 2025 pojawią się taśmy o pojemności 96 TB, na model o pojemności 192 terabajtów będziemy musieli poczekać do 2027 roku, a w roku 2030 do sprzedaży trafią 384-terabajtowe taśmy.
      Jako, że atomy strontu są mniejsze niż atomy baru, ferryt strontu pozwoli na zapisanie większej ilości informacji na takiej samej powierzchni taśmy.
      Napędy taśmowe nie są popularne wśród użytkowników indywidualnych. Są jednak poszukiwane przez duże firmy, które muszą przechowywać olbrzymie ilości danych. Co prawda odczyt informacji z taśmy jest wolniejszy niż z dysku twardego, jednak kartridże z taśmami są tańsze i mają znacznie większą pojemność. Dlatego też czasami korzystają z nich też i osoby indywidualne, jak fotografowie czy filmowcy, którzy chcą tworzyć archiwa swojej pracy.
      Obecnie tylko 2 firmy produkują taśmy magnetyczne do przechowywania danych: Fujifilm i Sony. W 2017 roku Sony we współpracy z IBM-em stworzyło prototypową taśmę, na której można zapisać 201 gigabitów danych na cal kwadratowy. Pozwala to na wyprodukowanie taśmy po pojemności 330 TB. Produkt taki ma trafić na rynek w 2026 roku. Teraz Fujifilm informuje o osiągnięciu gęstości zapisu rzędu 224 gigabitów na cal kwadratowy.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...