Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wciąż nie znamy dokładnych wyników leczenia nowotworów w Polsce

Recommended Posts

Polska onkologia i medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych; nie wiemy tak naprawdę, jakie są dokładnie wyniki leczenia nowotworów – powiedział PAP prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący powołanego niedawno zespołu ds. tzw. cancer planu.

Do 30 listopada 2019 r. zespół ds. tzw. cancer planu ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, której głównym celem jest poprawa wykrywalności oraz skuteczności leczenia nowotworów.

Zdaniem prof. Piotra Rutkowskiego, chirurga Centrum Onkologii w Warszawie, zespół specjalistów ds. Narodowej Strategii Onkologicznej (wśród których są onkolodzy z centrów onkologii, jak i przedstawiciele ministerstwa zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz uczelni medycznych), potrzebuje przede wszystkim wiarygodnych danych.

Polska onkologia i polska medycyna opiera się na zbyt malej ilości twardych danych i tak naprawdę nie wiemy, jakie są dokładnie wyniki leczenia, za co płaci płatnik, ale przede wszystkim jakie korzyści odnosi z tego chory. To jest niezbędne – powiedział w rozmowie z dziennikarzem PAP.

Skutkiem braku danych o wynikach leczenia jest to – podkreślił specjalista - że pacjent nie wie, jaka jest jakość danego zabiegu, ale też płatnik tego w ogóle nie kontrolował. Wykazał to niedawno opublikowany raport Narodowego Funduszu Zdrowia "Nowotwory złośliwe. Koncentracja leczenia zabiegowego" (opracowany na podstawie danych dotyczących realizacji świadczeń medycznych w 2017 r.).

NFZ postanowił, że powyżej pewnej liczby wykonywanych procedur za zabieg będzie płacić więcej. Okazuje się jednak, że mało ośrodków spełnia przyjęte warunki, przykładowo w jednym z nowotworów [jelita grubego – PAP] 30 ośrodków spełnia określone kryteria, a 300 innych - nie spełnia. Opublikowane w raporcie dane ujawniły zatem olbrzymie rozproszenie ośrodków zajmujących się leczeniem nowotworów – podkreślił szef zespołu ds. cancer planu.

Chirurgią w wielu nowotworach jest podstawą leczenia. W skomplikowanych zabiegach, do jakich często zaliczane są operacje nowotworów, bardzo ważne jest zatem, żeby w danej placówce wykonywano ich jak najwięcej. Chirurdzy, którzy często je przeprowadzają, uzyskują lepsze efekty, z korzyścią dla chorego. W chirurgii onkologicznej często jest tak, że ilość faktycznie przechodzi w jakość, ale musi być również odpowiednia jakość sprawozdawania tych wyników, zarówno o liczbie wykonywanych procedur, jak też osiąganych wynikach leczenia – wyjaśnił prof. Rutkowski.

Podkreślił, że w krajach zachodnich istnieje dobrze pojęta konkurencja między placówkami specjalizującymi się w danym typie nowotworów. Zdarza się, że znikają kliniki, które w kolejnych audytach odstawały jakościowo od innych pod względem uzyskiwanych wyników i dlatego je zamknięto. Byłem w szoku, kiedy po raz pierwszy się zetknąłem się z tym, że pewnego ośrodka po jakimś czasie już nie było. Czy można sobie wyobrazić, żeby w Polsce zamknięto jakakolwiek klinikę, bo nie spełniała kryteriów – zapytał.

Zdaniem przewodniczącego zespołu, który ma opracować Narodową Strategię Onkologiczną, wyspecjalizowane ośrodki powinny przez dłuższy czas opiekować się pacjentem. Przykładem tego, o co nam chodzi, są tzw. Breast Cancer Units [ośrodki specjalizujące się leczeniu raka piersi – PAP]. Opieka w takich placówkach powinna być skoordynowana i kompleksowa, czyli od diagnozy poprzez leczenie skojarzone, ale również po jego zakończeniu chory musi mieć zapewnioną dalszą rehabilitację. Teraz często jest tak, że pacjent, który zachorował na nowotwór, kończy leczenie i nie ma dalszej opieki, pozostawiony jest samu sobie. Tak jest niestety w wielu ośrodkach – przyznał prof. Rutkowski.

Dodał, że w Polsce chorych nie poddaje się rehabilitacji z tego tylko powodu, że mają oni nowotwory i koło się zamyka. Jest u nas wiele przesądów po wyleczeniu i w trakcie leczeniu nowotworów. Chodzi w tym przypadku o całościową rehabilitację, nie tylko o fizykoterapię, ale także o wsparcie psychoonkologiczne i możliwość powrotu do pracy - ale w taki sposób, żeby pacjent mógł korzystać z dalszego leczenia – wyjaśnił specjalista.

Specjalista zwrócił uwagę, że chirurgia onkologiczna jest dynamicznie rozwijającą się specjalnością, która dotyczy również leczenia okołooperacyjnego, za pomocą napromieniania, chemioterapii i nowych terapii. Nie zawsze trzeba od razu zoperować pacjenta. Na zjazdach naukowych coraz więcej jest o leczeniu okołooperacyjnym – dodał.

Chodzi nie tylko o leczenie, ale i nowoczesne diagnozowanie, które jest bardzo trudne. To jest kosztowne, ale przynosi też oszczędności zarówno dla pacjenta, jak i płatnika, bo gdy rozpoznanie zostanie właściwie postawione to oszczędzamy pieniądze i leczymy właściwie, bardziej skutecznie - powiedział prof. Rutkowski.

Jako przykład podał Francję, gdzie 95 proc. mięsaków jest diagnozowanych histopatologicznie jedynie w trzech ośrodkach. Po takich specjalistycznych badaniach zmieniono rozpoznania w 40 proc. przypadków, a w 10 proc. okazało się, że wcale nie było nowotworu, czyli w co drugim przypadku chorzy powinni być leczeniu całkowicie inaczej lub w ogóle niepotrzebnie poddano ich terapii. Chodzi o przeprowadzenie pełnej diagnostyki jeszcze przed operacją, żeby wypracować właściwą strategię leczenia, chemioterapię czy radioterapię. Przecież to są wszystko koszty – podkreślił specjalista.

W ocenie szefa zespołu ds. cancer planu, chirurgią onkologiczną nie muszą się zajmować tylko wielospecjalistyczne ośrodki: To może być mały ośrodek specjalistyczny, a także placówki uniwersyteckie, np. w Krakowie czy Warszawie. Wykonują one dobrą robotę także w zakresie chirurgii onkologicznej.

Prof. Rutkowski uważa, że system [opieki onkologicznej – PAP] trzeba w Polsce dopiero zbudować, bo był on postawiony na głowie.

Skoncentrowana była chemioterapia, a zdekoncentrowana chirurgia. Tymczasem powinno być odwrotnie, bo wtedy uzyskuje się największy odsetek wyleczeń. Z kolei leczenie uzupełniające i paliatywne powinno być bliżej miejsca zamieszkania pacjenta. Bez sensu jest to, żeby na standardową chemioterapię pacjent jeździł 200 km. To jest to co mam nadzieję, że się zmieni - mówił.

Według niego świadczenia medyczne powinny być jednak rozsądnie wycenione. Duża część procedur w chirurgii generalnie wykonywana jest poniżej kosztów. To jest totalna fikcja. Dlatego szpitale nie są zainteresowane wysokojakościową chirurgią, bo ona tylko przynosi straty - podkreślił.

Zrobiliśmy ostatnio wyliczenie – dodał - bo po raz pierwszy wzięła się za to Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która wreszcie ocenia realne koszty w chirurgii. Okazało się, że u nas - w Centrum Onkologii - koszty realne są trzy razy wyższe od tego, co płaci NFZ. Bo tak niskie są te wyceny.

Oczekuję, że wzrosną nakłady na służbę zdrowia, ale wiele zależy od organizacji opieki. Dotąd jak nie było pieniędzy, to wszyscy markowali, jak ten system ma działać. Jeżeli pieniędzy będzie więcej, to będzie on działał sprawnie – powiedział prof. Rutkowski.

Specjalista poinformował PAP, że pierwsze posiedzenie zespołu ds. cancer planu planowane jest na 18 czerwca 2019 r. Przewiduje się, że omawiane będą wstępne priorytety Narodowej Strategii Onkologicznej.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Transplantacja wydzieliny pochwowej okazała się skuteczną metodą leczenia nawracającej niepoddającej się terapii waginozy bakteryjnej (BV), donoszą autorzy niewielkich badań klinicznych, których wyniki opisano na łamach Nature Medicine.
      Waginoza bakteryjna, to poważna choroba, której przyczyną jest obecność w pochwie bardzo dużej liczby patologicznych bakterii. Schorzenie to prowadzi do większej podatności kobiet na wiele chorób przenoszonych drogą płciową, jak HIV, opryszczka, rzeżączka, zwiększa też ryzyka zakażeń zagrażających ciąży oraz takich powikłań jak przedwczesny poród. Wśród czynników ryzyka waginozy bakteryjnej są antybiotykoterapia, częste korzystanie z basenów czy saun, palenie papierosów oraz niewłaściwa dieta. Niestety, waginozę bakteryjną trudno się leczy, a wielu przypadkach dochodzi do nawrotów.
      Izraelscy naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie oraz Instytutu Weizmanna rozpoczęli prace nad transplantacją mikrobiomu pochwy już w 2014 roku. W próbach klinicznych wzięło udział pięć kobiet w wieku 27–47 lat. Wszystkie one cierpiały na nawracającą niepoddającą się leczeniu waginozę bakteryjną. Poza tym były zdrowe. W roku poprzedzającym rozpoczęcie testów każda z nich doświadczyła co najmniej 4 nawrotów choroby, a ich lekarze bez powodzenia próbowali zwalczyć waginozę antybiotykami.
      Chore były leczone przeszczepami transplantacją wydzieliny pochwowej pobranej o trzech ochotniczek w wieku 35–48 lat. Każda z nich dostarczyła szczegółowy opis swojej historii chorób, żadna nie chorowała na waginozę bakteryjną, nie cierpiała na żadną chorobę przenoszoną drogą płciową, kandydatki nie mogły też zażywać wielu różnych leków. Wszystkie na tydzień przed pobraniem wydzieliny powstrzymały się przez tydzień od aktywności seksualnej, dwie poinformowały, że nie uprawiały seksu od co najmniej 8 lat jedna od 25 lat była w monogamicznym związku.
      Analiza pobranej wydzieliny wykazała, że zawiera ona zdrowy mikrobiom, który zdominowany jest przez bakterie z rodzaju Lactobacillus. Transplantacji dokonano w ciągu 60 minut po pobraniu.
      U dwóch z biorczyń doszło do długoterminowej remisji waginozy bakteryjnej już po jednokrotnej transplantacji. W ciągu tygodnia od zabiegu ustąpiły u nich objawy BV  i kobiety pozostały zdrowe przez cały okres, w którym śledzono ich dalsze losy, czyli przez 11,5 miesiąca. U dwóch kolejnych kobiet całkowita remisja nastąpiła po trzech transplantacjach. Ich losy śledzono przez 21 miesięcy, w czasie których pozostały zdrowe.
      U piątej z biorczyń doszło do częściowej remisji BV, ale jej przypadek został utrudniony przez fakt, że nabawiła się infekcji gardła i musiała być leczona antybiotykami. Po tym leczeniu wróciły u niej objawy waginozy bakteryjej. Dokonano u niej kolejnej transplantacji, która poprawiła jej stan zdrowia, ale po 6,5 miesiącach skład mikrobiomu jej pochwy przypominał mieszankę jej mikrobiomu z mikrobiomem dawczyń. Tymczasem u kobiet, u których doszło do wyleczenia BV skład mikrobiomu pochwy przypominał skład mikrobiomu dawczyń.
      U żadnej z kobiet nie odnotowano negatywnych skutków terapii. Autorzy badań uznali, że transplantacja mikrobiomu pochwy może być skutecznym i bezpiecznym sposobem leczenia nawracających antybiotykoopornych nieuleczalnych przypadków waginozy bakteryjnej.
      Jako, że opisane powyżej badania dowiodły, że terapia jest bezpieczna i może przynieść korzyści, skuteczność tej metody powinna być określona w randomizowanych podwójnych ślepych testach z placebo, stwierdzili autorzy badań.  Wiadomo, że w samych Stanach Zjednoczonych przygotowywane są dwa takie testy. Jeden będzie prowadzony przez Uniwersytet Johnsa Hopkinsa, a pierwsze wyniki mają być gotowe w 2024 roku, drugie zaś jest przygotowywany przez Massachusetts General Hospital i ma się zakończyć w 2022 roku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Upały, które właśnie nadciągnęły nad Polskę, mogą oznaczać problemy dla elektrowni. Im jest cieplej, tym więcej urządzeń chłodzących włączają ludzie, a to oznacza duże wzrosty zużycia prądu. Tymczasem polskie elektrownie są chłodzone głównie wodą z rzek. To powoduje dwa problemy. Po pierwsze stany rzek są niskie, po drugie, ze względu na wymogi ochrony środowiska, woda użyta do chłodzenia bloków energetycznych nie może być zbyt gorąca przed zrzuceniem jej do rzeki. To zaś oznacza, że albo trzeba obniżyć moc elektrowni, czyli produkować mniej prądu, albo włączyć dodatkowe schładzacze, a to zwiększa straty energii. Jak powiedział Rzeczpospolitej profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej, w tym roku jeszcze polski system energetyczny powinien dać sobie radę, jednak sytuacja będzie się pogarszała i w kolejnych latach powinniśmy przygotować się na wyłączenia prądu.
      W Polsce przemysł węglowy pobiera aż 70% całej używanej wody. Dla porównania w Niemczech jest to 18%, a w całej UE – 13,7%. To jednak nie oznacza, że tylko Polska jest narażona na kłopoty. Jak mówi Mielczarski, cała Europa może już w ciągu najbliższych 2–3 lat doświadczyć blackoutów spowodowanych upałami. Oczywiście Polska może w razie potrzeby kupić prąd za granicą, jednak to zabezpieczenie coraz bardziej iluzoryczne. Naszymi potencjalnymi dostawcami prądu mogą być Czesi lub Niemcy. Tymczasem w samym tylko czerwcu niemiecki system energetyczny aż czterokrotnie był na granicy załamania.
      Polskim problemem jest energetyka oparta w dużej mierze na węglu oraz fakt, że nasze elektrownie były budowane głównie w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy nawet w lecie występowały obfite opady. Wówczas nie brakowało wody do chłodzenia elektrowni. Obecnie jest z tym coraz większy kłopot.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Duke-NUS odkryli mechanizm, który wydaje się chronić nietoperze przed nowotworami. Okazuje się, że w komórkach tych ssaków gromadzi się mniej toksycznych związków, bo są one usuwane za pośrednictwem liczniejszych powierzchniowych pomp białkowych - ABCB1.
      Nietoperze są niezwykłymi długowiecznymi ssakami. Rzadko zapadają na nowotwory, ale dotąd nie było do końca wiadomo czemu. Nasz zespół badał unikatowe mechanizmy antynowotworowe nietoperzy i odkrył, że w ich komórkach ekspozycja na toksyczne leki wywoływała znacząco mniej uszkodzeń DNA niż w komórkach ludzkich. Działo się tak dzięki obecności ważnego białka [powierzchniowego] ABCB1 - podkreśla prof. Koji Itahana.
      Autorzy artykułu z pisma Nature Communications stwierdzili, że w różnych typach komórek nietoperzy występuje o wiele więcej wypompowującego obce substancje ABCB1, a związana z większą liczebnością ABCB1 obniżona akumulacja toksycznych związków jest charakterystyczna dla wielu gatunków nietoperzy.
      W dalszym etapie badań akademicy zauważyli, że blokada ABCB1 w komórkach nietoperzy wyzwala akumulację toksycznych związków, uszkodzenia DNA i śmierć komórkową.
      Nasze wyniki wskazują, że usuwanie toksycznych leków z systemu chroni komórki nietoperzy przed uszkodzeniami DNA. Zjawisko to może się przyczyniać do niskiej zapadalności na nowotwory - opowiada prof. Wang Linfa. Akademicy mają nadzieję, że ustalenia z zakresu biologii nowotworów uda się przełożyć na terapie dla ludzi.
      W odpowiedzi na długą chemioterapię w guzach rośnie liczebność ABCB1, co przyczynia się do lekooporności i podwyższonego ryzyka wznowy. Obecnie ekipa z Singapuru pracuje nad skuteczniejszymi i mniej toksycznymi lekami (mogłoby to pomóc w przezwyciężeniu problemu lekooporności ludzkich nowotworów).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwóch amerykańskich senatorów, demokrata Josh Hawley i republikanin Mark Warner, przygotowało projekt ustawy, której celem jest lepszy nadzór nad danymi osobowymi przechowywanymi przez wielkie koncerny. Ustawa ma zmusić Facebooka, Google'a, czy Amazona do ujawnienia ile danych osobowych przechowują oraz w jaki sposób – pośredni i bezpośredni – na nich zarabiają.
      DASHBOARD (Designing Accounting Safeguards to Help Broaden Oversight And Regulations on Data Act) dotyczyłaby przedsiębiorstw, które mają miesięcznie ponad 100 milionów unikatowych użytkowników i zobowiązybałaby je do ujawnienia szczegółów dotyczących zarabiania na danych użytkowników.
      Projekt ustawy zakłada, że raz na 90 dni wspomniane firmy miałyby obowiązek poinformowania każdego z użytkowników o szacowanej wartości danych tego użytkownika przechowywanych przez operatora.
      Gdy wielkie koncerny twierdzą, że ich produkt jest darmowy, tak naprawdę sprzedają konsumentów. Co więcej, firmy IT robią wszystko, by ukryć informacje o tym, ile warte są dane użytkownika i komu zostały sprzedane, oświadczył senator Hawley. Przez lata serwisy społecznościowe twierdziły, że ich usługi są darmowe. Jednak to nie jest prawda, użytkownik płaci za te usługi swoimi danymi, dodał senator Warner.
      Zdaniem twórców ustawy, nowe przepisy pozwolą konsumentom zrozumieć, jaka jest prawdziwa wartość ich danych, dadzą im nad nimi kontrolę i pokażą, że to co rzekomo darmowe, tak naprawdę słono kosztuje.
      Warto w tym miejscu przypomnieć, że od wielu lat pojawiają się próby powołania do życia czegoś, co można by nazwać „ekonomią danych osobowych”. To próby przekazania użytkownikom zarówno kontroli nad własnymi danymi oraz możliwości pobierania opłat za korzystanie z nich. Nad tego typu pomysłem, projektem o nazwie „Bali”, pracuje m.in. Microsoft.
      Gdyby ustawa DASHBOARD została przyjęta przez Kongres, z pewnością ułatwiłoby to powstanie „ekonomii danych osobowych”.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prawie 700 tys. osób w naszym kraju ma tzw. otyłość patologiczną wymagającą leczenia chirurgicznego, które pomaga w odchudzaniu, jak i chroni przed poważnymi chorobami – przekonywali w czwartek eksperci. Podkreślono, że pacjentów tych trzeba objąć kompleksową i skoordynowaną opieką.
      Specjaliści podczas konferencji naukowej w Warszawie wyjaśnili, że otyłość patologiczna występuje wtedy, gdy wskaźnik masy ciała BMI przekracza 40 punktów. Osoby z tak dużą masą ciała wymagają specjalistycznej pomocy, u wielu z nich konieczne jest operacyjne leczenie polegające np. na zmniejszeniu różnymi metodami objętości żołądka. Są to tzw. zabiegi bariatryczne i najlepiej, gdy są wykonywane małoinwazyjną metodą laparoskopową.
      Prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich prof. Krzysztof Paśnik powiedział w rozmowie z PAP, że operacyjnego leczenia otyłości może wymagać w naszym kraju 700 tys. osób, u których występuje otyłość patologiczna. W 2018 r. zabiegi bariatryczne przeprowadzono u zaledwie 3,8 tys. tych pacjentów, o ponad 500 więcej niż rok wcześniej – wynika z danych przedstawionych podczas konferencji przez ekspertów Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.
      Liczba wykonywanych u nas operacji to wciąż zatem kropla w morzu potrzeb. Tymczasem badania naukowe wykazują, że chronią one przed wieloma powikłaniami i przedłużają życie osobom z otyłością – podkreślił prof. Paśnik, który od wielu lat specjalizuje się w operacjach bariatrycznych.
      Specjaliści przekonują, żeby zwiększyć w naszym kraju liczbę operacji bariatrycznych, a jednocześnie wprowadzić kompleksową i skoordynowaną opiekę nad pacjentami poddawanymi tym zabiegom. Sama operacja to jeszcze nie wszystko – podkreślił prof. dr hab. Łukasz Kaska z Centrum Leczenia Otyłości i Chorób Metabolicznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Tym bardziej, że operacja nie jest panaceum na otyłość. Po 10 latach od 20 do 30 proc. operowanych wraca do poprzedniej masy ciała.
      Jak podkreślił prof. Paśnik, leczeniem otyłości olbrzymiej powinny zajmować się wyłącznie wyspecjalizowane w tej dziedzinie ośrodki, dysponujące doświadczonymi w tych zabiegach chirurgami i odpowiednimi specjalistami, np. od dietetyki, psychologii i rehabilitacji. Ośrodki takie muszą zapewnić pacjentom wieloletnią opiekę, czasami do końca życia. Co roku powinno się w nich wykonywać co najmniej 150 operacji bariatrycznych, bo to gwarantuje odpowiednią ich jakość.
      Trzeba też zmienić nastawienie lekarzy w Polsce do operacji bariatrycznych. Wielu z nich nie mówi nawet o nich pacjentom, bo nadal nie jest przekonanych do tych zabiegów. To błąd – twierdzą chirurdzy. Chirurgia bariatryczna przestała być jedynie leczeniem nadmiernej masy ciała. Pozostaje jedyną metodą leczenia otyłości olbrzymiej o udowodnionej skuteczności – przekonuje prof. Andrzej Budzyński, kierownik Oddziału Klinicznego Chirurgii Endoskopowej, Metabolicznej oraz Nowotworów Tkanek Miękkich Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
      Z postulatami specjalistów zgodził prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Jacyna. Powiedział, że poza zabiegami na najwyższym poziomie niezbędne jest zapewnienie operowanym pacjentom kompleksowej i długofalowej opieki. Obecnie wielu z nich nie wraca do ośrodka, w którym byli operowani, a po operacji muszą radzić sobie sami – podkreślił.
      Prezes NFZ zwrócił uwagę, że bardzo ważne jest przygotowanie do operacji pacjenta, które powinno trwać około 6 miesięcy. Większość ośrodków wykonujących takie operacje tego jednak nie przestrzega. Szpitale decydujące się na chirurgię bariatryczną muszą być wyposażone w odpowiedni sprzęt, np. w stół operacyjny przystosowany do osób z otyłością olbrzymią.
      Zdaniem dr. Jerzego Gryglewicza z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, chirurgia bariatryczna powinna mieć zapewnione oddzielne finansowanie w ramach kompleksowej i skoordynowanej opieki nad operowanymi pacjentami. "Wprowadzenie tej opieki poprzedziłby program pilotaży realizowany w wybranych ośrodkach. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej" – dodał.
      Nie wiadomo jednak, kiedy taki pilotaż miałby się rozpocząć. Dr Gryglewicz powiedział, że program kompleksowej opieki w zakresie chirurgii bariatrycznej jest na etapie konsultacji ze specjalistami. Jest jednak przekonany, że efektywny i kompleksowy model opieki nad chorymi może poprawić ich sytuację, jak też zmniejszyć koszty leczenia otyłości.
      Ekspert ds. zdrowia zwrócił uwagę, że operacjom bariatrycznym często poddawani są ludzie młodzi. Średnia wieku operowanych to zaledwie 43 lata, w 2018 r. najmłodsi pacjenci byli w wieku 14-16 lat, z kolei najstarsi mieli od 70 do 77 lat - powiedział. Z danych NFZ wynika, że na chirurgiczne leczenie otyłości w 2018 r. przeznaczono 43,5 mln zł, o 7 mln zł więcej niż rok wcześniej.
      Dzięki zabiegom osoby z otyłością olbrzymią mogą być nadal aktywne i uniknąć wielu powikłań związanych z nadmierną masą ciała, takich jak zaburzenia metaboliczne, cukrzyca czy zaburzenia kostno-stawowe. Bardzo ważne jest zatem, żeby pacjenci ci byli operowani jeszcze przed wystąpieniem powikłań, a nie dopiero wtedy, gdy się już pojawią – powiedział PAP prof. Paśnik.
      Z analizy ekspertów Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia wynika, że koszty pośrednie utraconej produktywności chorych z otyłości w 2015 r. wyniosły 77,55 mln zł, a w 2016 r. zwiększyły się one do 85,14 mln zł.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...