Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Naukowcy obalają kolejną czarną legendę o średniowieczu

Recommended Posts

13 godzin temu, thikim napisał:

Rozumiem że już ekoterroryzm tak silny że nawet jak coś się pojawiło czyli ten komentarz to mam udawać że się nie pojawiło? 

Ja może wytłumaczę to bardziej technicznie, bo może w ferworze walki ci umknęło.

Dam Ci do na przykładzie.

Otóż wpis był na FB.

I ja mogę napisać, na FB

"Ekolodzy to śmieci"

Ty możesz napisać komentarz "Tak w pełni się zgadzam"

Ja bez problemu mogę edytować mój komentarz na np.

"ex nihilo i 3grosze mają rację a Thikim nie"

Twoja odpowiedź zostaje.

Jacenty robi screenshota wrzuca na KW i oto mamy "dowód" :D

 

I tu właśnie tak było.

Oczywiście to dalej nie zmienia faktu, że to mogą być źli ludzie i ten screenshot też może mówi prawdę, ale to inna historia, nie może być raczej dowodem w czymkolwiek.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 13.12.2018 o 14:38, KopalniaWiedzy.pl napisał:
Cytat

Na Starym Kontynencie żyło się coraz gorzej, poczynając od wczesne średniowiecza aż do epoki przemysłowej. Naukowcy sądzą, że działo się tak z powodu rosnącego zagęszczenia ludności, zwiększających się nierówności społecznych oraz z powodu małej epoki lodowej (XVI–XIX wiek).

Co do podkreślonej części zdania to pokrywałoby się z teorią pułapki maltuzjańskiej.

Ale jeśli chodzi o pozostałą część zdania to można być mocno sceptycznym aby klimat mial aż taki negatywny wpływ.

Raczej wprost przeciwnie.

 


« powrót do artykułu

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 24.01.2019 o 03:33, ex nihilo napisał:

Dlaczego?

Pogorszenie się jakości życia mieszkańców Europy na przestrzeni ostatniego tysiąclecia dobrze tłumaczy zjawisko pułapki maltuzjańskiej, której podstawą jest statyczna teoria zasobów.

Słowem, jakikolwiek wzrost produktywności powodował wzrost populacji ale nie przekładał się na podniesienie stopy życiowej. A wprost przeciwnie. Wyrwanie się z pułapki maltuzjańskiej paradoksalnie  następowało jednak w okresach największych ochłodzeń: minimów Maundera, Daltona, po części i Wolfa, na które przypadają kolejne etapy rewolucji industrialnej. 

Weźmy konkretny przykład: Flandria, Brabancja, Holandia. Pod koniec średniowiecza nastąpiło przesunięcie centralnego ośrodka gospodarczego w Europie  na teren dzisiejszej Belgii i Holandii. W 1350 r. Brugia liczyła aż 90 tyś mieszkańców, Gandawa 57 tyś. Te duże i bogate miasta (+Ypres) potrzebowały mnóstwo surowca, nie tylko do produkcji ale też i ogrzewania domów, w ochładzającym się przecież  klimacie. Podstawowy i w zasadzie jedyny surowiec do wytwarzania energii cieplnej to było drewno. Postępujące uprzemysłowienie, zwłaszcza wzrost produkcji żelaza powstającego w bardzo mało wydajnym energetycznie procesie, zużycie drzewa do budowy gotyckich budowli, powodował wylesianie. Zjawisko to dotknęło szczególnie trzy wyżej wymienione kraje.Do 1600 r. wytrzebiono tam prawie wszystkie lasy. A palić trzeba było. Sięgnięto więc po pierwsze paliwo kopalne - torf (niby jest odnawialny ale można to pominąć, przyrost jest niezwykle wolny). Takie zachowanie świetnie tłumaczy stworzona przez Juliana Simon'a teoria zasobu ostatecznego. W przypadku kończącego się zasobu, ludzkość dzięki swojej inteligencji, jest w stanie zastąpić go innym lub go  wytworzyć. Jedynym ograniczeniem jest zasób ostateczny czyli "moc obliczeniowa" ludzkiego mózgu. Skończy się kreatywność ludzkiego mózgu  to skończą się zasoby. I żadna epoka lodowcowa w tym nie przeszkodzi. Dotychczas się sprawdza. A przecież wchodzi jeszcze sztuczna inteligencja...

Holendrzy na torfie, który był źródłem taniej energii cieplnej zbudowali swoją potęgę gospodarczą. Oczywiście znaczenie miał też ich "zmysł" handlowy, kalwińska pochwała bogacenia się (oprocentowane pożyczki), czy też położenie geograficzne, a także napływ kapitału po 1580 r. z niespokojnych Niderlandów południowych. Dodać też można użycie wiatraków do pozyskania energii mechanicznej. Ale to właśnie tania energia cieplna pchnęła Holandię na podium najbogatszego kraju świata w XVII w. Najpopularniejszym w XVII w. "surowcem" był cukier, a ze stu cukrowni w Europie, aż połowa istniała w Holandii. Produkowano na skalę przemysłową sól, pozyskiwaną w salinach, do których ogrzewania służył torf. Dzięki temu do większej ilości klientów można było eksportować solone śledzie, mięso, nabiał. Produkowano rury gliniane, kafle piecowe, barwiono płótna, wytwarzano szkło, mydło. Importowano drewno, którym nie trzeba było ogrzewać mieszkań, bo do tego był torf,  a można było zużyć je do budowy statków. Dzięki czemu uzyskiwano wyższy "zwrot z inwestycji". Palony torf topił smołę, służył do obróbki termicznej elementów metalowych. Wszystko do budowy statków i okrętów.  W Holandii w XVII w. aż 60% ludności mieszkało już  w miastach (myśmy to osiągnęli w PRL), dochód pkb per capita był dwa razy wyższy niż w sąsiednich, zamożnych przecież, krajach. To było wyrywanie się z pułapki maltuzjańskiej  bo wzrost liczby ludności nie przekładał się na zubożenie populacji. A to dzięki kreatywności. Oczywiście nadal żyło tam dużo biedoty, a na tle współczesnej Zachodniej Europy to dochód ówczesnych Holendrów był jednak niski. Ale zjawisko zaistniało. 

Nie przeszkodził w tym MEL. Wprost przeciwnie, na zasadzie "potrzeba matką wynalazków", ochłodzenie było zapewne impulsem do poszukiwania nowej drogi. 

W Rzeczpospolitej sytuacja była zgoła odmienna ale tu również nie widział bym drastycznie złego wpływu klimatu na pogorszenie się sytuacji ludności . Przyczyną była anachroniczna struktura gospodarcza. Ale o tym może oddzielnie bo i tak wyszedł elaborat. 

PS. To nie było też tak, że MEL to było wieczne zimno, lodowce i niedźwiedzie. Bywały wręcz dekady względnie ciepłe. Jak np. lata 1690-1708 gdy średnie temp. były takie jak w okresie 1950-1985 r. Oczywiście ten ciepły okres zakończył się "fajerwerkami" - zimą tysiąclecia 1708/1709 zwaną "wielkim mrozem". :)

Ps 2. Poza tym klimatycznie MEL sięgał do 1900 r kiedy epoka przemysłowa trwałą w najlepsze i nawet w krajach tak zacofanych jak Rosja carska następował wzrost stopy życiowej postępujący ze wzrostem liczby ludności. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ps 3 Wkradł się błąd bo pisałem z pamięci. Wg. rekonstrukcji Luterbachera ostatnia dekada XVII w była jednak mocno zimna , zwłaszcza zima 1695 r. była niewiele cieplejsza niż ta 1708/09. To lata poprzedzający "wielki mróz" były raczej ciepłe po 1701 r. np. rok 1706 był cieplejszy średnio niż 1984 r. Oczywiście należy zaznaczyć, że te rekonstrukcje mogą być obarczone dużym błędem (raczej zawyżają temp.)

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 1/24/2019 at 1:26 AM, venator said:

Ale jeśli chodzi o pozostałą część zdania to można być mocno sceptycznym aby klimat mial aż taki negatywny wpływ.

Raczej wprost przeciwnie.

Teza, którą postawiłeś jest dosyć ryzykowna i raczej trudna do obrony. Konieczne by było albo porównanie z historią alternatywną (w dodatku po wyeliminowaniu "zakłóceń" z obu), co jest niemożliwe z natury rzeczy, albo jakieś bardzo mocne argumenty bezpośrenio wskazujące na korzystny wpływ MEL (małej epoki...) na jakość życia.
Przykład Niderlandów (wymuszona kreatywność) raczej jest niezbyt dobry z dwóch powodów - jeden to wyrywkowość, a potrzebne by było uśrednienie na całą Europę (minimum), a drugi to specyfika Niderlanów żyjących głównie z handlu, a od 16 w. handlu praktycznie światowego. Czyli w sumie ten przykład nie jest reprezentatywny, zresztą nawet w kontekście kreatywności.

Trzeba by też chociażby intuicyjnie zdefiniować "jakość życia". Może tutaj wystarczające będzie przyjęcie, że jakość życia jest odwrotnie proporcjonalna do wysiłku, jaki konieczny do zagwarantowania przeciętym ludziom z "klas niższych" (bo o tym było w artykule) utrzymania na poziomie trochę lepszym niż biologiczne minimum. Czyli jakieś minimum biologicznego komfortu. W takim przypadku skrócenie okresu wegetacyjnego (+ ...) działa w dosyć oczywisty sposób negatywnie.

Kreatywność może w jakimś stopniu ten negatywny wpływ skompensować, ale trzeba by odfiltrować kreatywność wymuszoną MEL od tej, która wynikała z innych przyczyn, bo przecież okres przed MEL nie był wcale okresem stagnacji, raczej przeciwnie. Zresztą starożytne cywilizacje, wyjątkowo kreatywne, powstawały na terenach optymalnych klimatycznie.

Co do pułapki maltuzjańskiej - do tego ciekawe mogłoby być zastosowanie jakiejś mocno nieliniowej socjofizyki :D

Ogólnie... hmm... wątpię czy Twoja teza jest możliwa do udowodnienia, ale...

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Cytat

Czyli w sumie ten przykład nie jest reprezentatywny, zresztą nawet w kontekście kreatywności.

Przykład, który podałem nie jest wyrywkowy bo zjawisko sukcesu gospodarczego opartego na dostępie do taniej energii cieplnej obejmuje aż trzy  ważne gospodarczo kraje:

Flandrie (późne średniowiecze/renesans), Holandię (XVII w.) i  Anglię, a w zasadzie Wlk. Brytanie (XVIII w.). Ten ostatni kraj oparł swój sukces zresztą  o znacznie lepszy surowiec niż torf, a więc węgiel kamienny. Początkowo używano go głównie do ogrzewania. W Anglii doszło szybko do podobnego zjawiska jak w Niderlandach - wylesienia. Zaczęto więc palić węglem, dostępnym miejscowo, a znaczący wzrost jego zużycia w Londynie przypada "dziwnym trafem" na początek klimatycznego MEL (XVI w). Rozwinęło to górnictwo węgla kamiennego, z którym związany jest ściśle jeden z najważniejszych  wynalazków w historii - silnik atmosferyczny Newcomena (Newcomena czasem  zwanego przecież  ojcem rewolucji przemysłowej). Zaczęto także  stosować koks do wytopu surówki co też było rewolucją. Tak więc i w Anglii ochładzający się klimat wpłynął na zjawisko opisane przez Simon'a . Dla mnie korelacja jest dosyć oczywista.

Cytat

 Niderlanów żyjących głównie z handlu, a od 16 w. handlu praktycznie światowego

Z handlu żyło wiele republik ale tylko Holendrzy uzyskiwali tak duży zysk - w sto lat niemal podwoili PKB per capita. A to dzięki działalności opisanej w poprzednim poście (rafinacja cukru, soli etc.), czyli dostępu do taniej energii cieplnej. Sprzedawali więc  produkty o wysokiej wartości dodanej.  Brytyjczycy aż tak wielkiego skoku nie mieli ale też w przeciągu XVIII w był on bardzo znaczący.

Cytat

Trzeba by też chociażby intuicyjnie zdefiniować "jakość życia"

Nie trzeba definiować intuicyjnie bo jest jedno narzędzie porównawcze - PKB per capita. Nie jest doskonałe ale nie ma innego lepszego aby porównać różne kraje w różnych epokach.

Cytat

odfiltrować kreatywność wymuszoną MEL od tej, która wynikała z innych przyczyn, bo przecież okres przed MEL nie był wcale okresem stagnacji, raczej przeciwnie.

Nie jest to proste ale zależności są zauważalne - wyczerpywanie się zasobów wymuszało kreatywność. Okres przed  MEL czyli średniowieczne optimum klimatyczne, nie było aż tak ciepłe jak się przyjmuje w powszechnej świadomości (np. propagandowy mit zielonej Grenlandii). Średnia temp. była o 0,5-0,8 st C niższa niż w okresie 1961-90 a więc bliżej było do MEL niż do czasów obecnych.

Cytat

Zresztą starożytne cywilizacje, wyjątkowo kreatywne, powstawały na terenach optymalnych klimatycznie.

Tak, choćby Rzym, który rozwinął się w optimum rzymskim (optimum w okresie subatlantyckim). Ale dosyć dotkliwe ciosy zadawały mu cywilizacje rozwinięte w znacznie mniej korzystnych warunkach.  A one z kolei wykształciły specyficzny ustrój "demokracji wojennej", czyniąc je przy relatywnie niewielkiej liczbie ludności, bardzo ekspansywnymi. I odnoszącymi swoje znaczące  sukcesy. 

 

Cytat

 W takim przypadku skrócenie okresu wegetacyjnego (+ ...)działa w dosyć oczywisty sposób negatywnie.

Teoretycznie. Ale np. w Rzeczpospolitej na spadek produkcji zboża wpływ zaostrzającego się  klimatu był raczej pomijalny. O kryzysie gospodarczym zadecydowały inne czynniki, będące doskonałą ilustracja zjawiska pułapki maltuzjańskiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 hours ago, venator said:

Przykład, który podałem nie jest wyrywkowy bo zjawisko sukcesu gospodarczego opartego na dostępie do taniej energii cieplnej obejmuje aż trzy  ważne gospodarczo kraje:

Flandrie (późne średniowiecze/renesans), Holandię (XVII w.) i  Anglię, a w zasadzie Wlk. Brytanie (XVIII w.

Te trzy kraje to niewielki ułamek powierzchni i ludności Europy. Poza tym były one w niewielkim stopniu uzależnione od warunków klimatycznych - żyły z kolonii, światowego handlu/rabunku (amerykańskie srebro i złoto), rzemiosła i przemysłu. Do tego wszystkie są w strefie łagodnego klimatu atlantyckiego. Trzeba je wliczyć w średnią dla Europy, ale w odpowiedniej proporcji. Reszta Europy, szczególnie północ i wschód, wyglądała inaczej.
W niektórych przypadkach (np. Hiszpania) ochłodzenie mogło być nawet korzystne, ale w innych (np. Skandynawia), było dużym problemem. Hiszpania miała rezerwy klimatyczne, Skandynawia nie. Po papu przyszli do Polski. gdzie zresztą też już kiepsko było.

 

17 hours ago, venator said:

Zaczęto więc palić węglem, dostępnym miejscowo, a znaczący wzrost jego zużycia w Londynie przypada "dziwnym trafem" na początek klimatycznego MEL (XVI w).

Nie wiem dlaczego przypuszczasz, że bez MEL by nie zaczęli palić węglem - przecież lasy zużyli już przed ochłodzeniem, czyli tak czy tak musieli znaleźć paliwo zastępcze. A że znaczący wzrost? No tak, bo zimniej było. Ale czy to zwiększenie zużycia na ogrzanie swoich gnatów jest w jakikolwiek sposób korzystne i powoduje wzrost jakości życia? Chyba raczej odwrotnie. Przyjemniej (jakość zycia) zamiast marnować czas i wysiłek (= życie) na zdobycie opału, leżeć bykiem pod gruszą i i się wygrzewać za friko.

 

17 hours ago, venator said:

Nie trzeba definiować intuicyjnie bo jest jedno narzędzie porównawcze - PKB per capita. Nie jest doskonałe ale nie ma innego lepszego aby porównać różne kraje w różnych epokach.

Ani PKB, ani PKBpc, się do tego nie nadają - sposób liczenia, dystrybucja itd., itp.
Sens mają wskaźniki bazujące na bilansie energetycznym, takie jak np. trofa. Co z tego, że Anglia w 18 w. miała bardzo duże PKBpc, jeśli robotnik czy rolnik musiał nie na pełną trofę nawet, a na minimum przetrwania, pracować 12-14 godzin na dobę (z dziećmi wlącznie). Jaka to jakość życia?
Ogólny bilans energetyczny jest jednoznaczny - zejście poniżej optimum klimatycznego, co powoduje zwiększenie zużycia energii (czasu, wysiłku) na zaspokojenie podstawowych potrzeb, nie jest i nie może być korzystne, musi spowodować spadek jakości życia.

 

17 hours ago, venator said:

wyczerpywanie się zasobów wymuszało kreatywność.

Wyczerpywanie się zasobów jest jednym z czynników, ale nie jedynym - np. starożytny Egipt, ekstremalnie kreatywny, miał tych zasobów znaczny nadmiar, dlatego mógł je przeznaczyć na różne bajery. Podobnie dzieje się teraz. Bangladesh kreatywny nie jest. Tam cała kreatywność sprowadza się do "jak przeżyć do jutra". To nie jest kreatywność nawet, a mikrokreatywność, bo na prawdziwą ani czasu nie ma, ani energii. Podobnie zresztą jak i u innych żyjących w ekstremalnych warunkach - kreatywność Inuitów czy Czukczów skończyła się kilka tysięcy lat temu.

 

17 hours ago, venator said:

A one z kolei wykształciły specyficzny ustrój "demokracji wojennej", czyniąc je przy relatywnie niewielkiej liczbie ludności, bardzo ekspansywnymi.

No tak, fluktuacja polityczno-ekonomiczna, która w danych warunkach okazała się korzystna.

 

17 hours ago, venator said:

Ale np. w Rzeczpospolitej na spadek produkcji zboża wpływ zaostrzającego się  klimatu był raczej pomijalny.

Nie tylko o zboże chodzi. Ale co do zboża - zwiększenie powierzchni upraw, m.in. kosztem lasów (lasy to nie było tylko drewno, ale też np. wypas bydła), przejmowanie ziemi, zwiększanie pańszczyzny... czyli jakość życia chłopów, wyrobników itp. (a tym od początku się zajmujemy) silnie spadała, i to nie z powodu pułapki maltuzjaskiej, do której wtedy było jeszcze daleko (Galicja w 19 w. - ok.).

I proste pytanie dotyczące jakości życia - co wolisz: na swoje podstawowe potrzeby życiowe pracować np. dwie godziny dziennie, a przez pozostały czas robić czy chcesz, czy 12 godzin dziennie i na "co chcesz" nie mieć ani czasu, ani sił, ani ochoty? Hmm?

Edited by ex nihilo

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, ex nihilo napisał:

Te trzy kraje to niewielki ułamek powierzchni i ludności Europy. Poza tym były one w niewielkim stopniu uzależnione od warunków klimatycznych - żyły z kolonii, światowego handlu/rabunku (amerykańskie srebro i złoto), rzemiosła i przemysłu. Do tego wszystkie są w strefie łagodnego klimatu atlantyckiego. Trzeba je wliczyć w średnią dla Europy, ale w odpowiedniej proporcji. Reszta Europy, szczególnie północ i wschód, wyglądała inaczej.
W niektórych przypadkach (np. Hiszpania) ochłodzenie mogło być nawet korzystne, ale w innych (np. Skandynawia), było dużym problemem. Hiszpania miała rezerwy klimatyczne, Skandynawia nie. Po papu przyszli do Polski. gdzie zresztą też już kiepsko było.

Te trzy kraje w 1700 r. miały łącznie 12,5 mln mieszkańców z populacji Europy liczącej ok. 100 mln. Nie jest to więc "niewielki ułamek" a powierzchnia nie ma znaczenia. Liczy się znaczenie gospodarcze i polityczne. A te było bardzo istotne. Również dla naszego kraju. Handel/rabunek - owszem, tylko lepiej wykorzystany - wyższa stopu zwrotu z inwestycji (patrz-rafinacja cukru). Natomiast ten atlantycki klimat wówczas nie był taki wcale łagodny, przeczą temu rekonstrukcje klimatyczne.  Np. "Wielki mróz" 1708/09 w Anglii charakteryzował się wyższą niż na kontynencie temperaturą, za to często występowały silne sztormy. W ogóle MEL to przede wszystkim zmienność pogody i zimne przedwiośnia. Mrozy ciągnące się po Niedziele Palmowe nie były rzadkością. Spadki temperatur były znaczące ale we znaki dawały się przede wszystkim sztormy. Dla żeglarskich społeczności to był problem.

Szwedzi nie przyszli do nas pchani mrozem po papu ,a po to aby pobierać cła i kontrolować żeglugę bo to przynosiło największe zyski. Pomijając epokę Wikingów to od średniowiecza aż po XVIII w. byli bardzo ekspansywni.

W sukurs temu co piszę zapewne przyjdzie m i, zgodnie z zapowiedzią,   praca naukowa dr Piotra Guzowskiego (UwB) i dr Adama Izdebskiego (UJ), członków amerykańsko-polskiego zespołu interdyscyplinarnego, badającego wpływ MEL na cywilizacje:

https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/139254869

 

Cytat

 

Nie wiem dlaczego przypuszczasz, że bez MEL by nie zaczęli palić węglem - przecież lasy zużyli już przed ochłodzeniem, czyli tak czy tak musieli znaleźć paliwo zastępcze. A że znaczący wzrost? No tak, bo zimniej było. Ale czy to zwiększenie zużycia na ogrzanie swoich gnatów jest w jakikolwiek sposób korzystne i powoduje wzrost jakości życia? Chyba raczej odwrotnie. Przyjemniej (jakość zycia) zamiast marnować czas i wysiłek (= życie) na zdobycie opału, leżeć bykiem pod gruszą i i się wygrzewać za friko.

 

Pewnie by palili ale mniej. Nie rozumiem dlaczego ogrzanie własnego mieszkania ma nie być korzystne na poprawę jakości życia? Być może zjawisko rewolucji przemysłowej by nadeszło ale później i nie tak intensywnie. Jednak zwiększony popyt na węgiel zwiększał i podaż a to wymuszało fedrowanie głębiej i intensywniej. Dlatego pomysłowi ludzie  wymyślili silnik parowy. I poszło...A za friko to można, mówiąc kolokwialnie, w zęby dostać.;)

Cytat

 

Ani PKB, ani PKBpc, się do tego nie nadają - sposób liczenia, dystrybucja itd., itp.
Sens mają wskaźniki bazujące na bilansie energetycznym, takie jak np. trofa. Co z tego, że Anglia w 18 w. miała bardzo duże PKBpc, jeśli robotnik czy rolnik musiał nie na pełną trofę nawet, a na minimum przetrwania, pracować 12-14 godzin na dobę (z dziećmi wlącznie). Jaka to jakość życia?
Ogólny bilans energetyczny jest jednoznaczny - zejście poniżej optimum klimatycznego, co powoduje zwiększenie zużycia energii (czasu, wysiłku) na zaspokojenie podstawowych potrzeb, nie jest i nie może być korzystne, musi spowodować spadek jakości życia.

 

Jakość życia jest ocenić niezmiernie trudno i będzie to zawsze obarczone ogromnym błędem, dlatego, że jest oparte w znacznym stopniu na dobrostanie subiektywnym:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dobrostan_subiektywny

I jak to chcesz zmierzyć? Kopacz torfu w Holandii, harujący w XVII w. po 12h (może więcej, może mniej, nie wiem), mógł być szczęśliwy bo ta praca zbliżała go do Boga. Bo taki był protestancki etos. I nie tylko, bo w katolicyzmie także była religijna  pochwała pracy. Ludzie dużo pracowali, tak byli wychowywani. Tak głosił kościół. Każdy. Czy byli przez to mniej szczęśliwi?  Bardzo to ciężko jednak zmierzyć w ujęciu statystycznym. A PKBpc da się jak najbardziej. Poza tym we współczesnych indeksach jakości życia, operujących precyzyjnymi danymi (poza kwestią dobrostanu subiektywnego), PKBpc zawsze jest na pierwszym miejscu. Bo wielką nieprawdą jest powiedzenie "pieniądze szczęścia nie dają" (w sensie dobra materialne). Tak więc nie ma lepszego narzędzia do porównania poziomu życia wielu społeczeństw na przestrzeni wieków niż PKBpc

Cytat

 

 

Nie tylko o zboże chodzi. Ale co do zboża - zwiększenie powierzchni upraw, m.in. kosztem lasów (lasy to nie było tylko drewno, ale też np. wypas bydła), przejmowanie ziemi, zwiększanie pańszczyzny... czyli jakość życia chłopów, wyrobników itp. (a tym od początku się zajmujemy) silnie spadała, i to nie z powodu pułapki maltuzjaskiej, do której wtedy było jeszcze daleko (Galicja w 19 w. - ok.).

Mylisz skutek z przyczyną. Przyczyną spadku jakości życia w Rzeczpospolitej w okresie XVI-XVIII w.  był wzrost produktywyności a co za tym idzie wzrost liczby ludności przy spadku stopy życiowej, tak w ujęciu podaży kalorycznej (80% podaży kalorycznej ogromnej większości społeczeństwa) jak i dostępu do dóbr materialnych (a więc klasyczny przykład pułapki malt.) To jest dosyć dobrze przebadane. Oczywiście swoje dodały także wojny ale ich wpływ nie był aż tak duży jak się  przyjęło w starszej historiografii. 

Natomiast XIX w. to kwestia jeszcze bardziej skomplikowana bo mamy do czynienia z trzema odrębnymi organizmami państwowymi i zachodzącymi bardzo już dynamicznymi zmianami (koniec pańszczyzny, uprzemysłowienie, pocz.kapitalizmu).

Cytat

I proste pytanie dotyczące jakości życia - co wolisz: na swoje podstawowe potrzeby życiowe pracować np. dwie godziny dziennie, a przez pozostały czas robić czy chcesz, czy 12 godzin dziennie i na "co chcesz" nie mieć ani czasu, ani sił, ani ochoty? Hmm?

Znowu dochodzimy tu do kwestii dobrostanu subiektywnego. Jeśli mam być biedny, ale mieć zaspokojone podstawowe potrzeby biologiczne na współczesnym poziomie, to mając pracę przynoszącą bardzo dużo satysfakcji - to i owszem mogę  harować po 12h. I odwrotnie - jak mam nienawidzić swojej roboty, która wykonuje 2 h dziennie i być bogatym to wolę to pierwsze. Bo to moje subiektywne odczucie. Dlatego jako narzędzie badawcze jest bardzo ułomne. W przeciwieństwie do koszyka dóbr - tu mamy pewność, że im on większy tym ludzie na ogół szczęśliwsi.

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 hours ago, venator said:

Te trzy kraje w 1700 r. miały łącznie 12,5 mln mieszkańców z populacji Europy liczącej ok. 100 mln. Nie jest to więc "niewielki ułamek" a powierzchnia nie ma znaczenia.

Ok., ale reszta to 87,5%, czyli 7 razy większy ułamek ;)

A powierzchnia (jeszcze większy ułamek), oczywiście w proporcji do zaludnienia, też się liczy, bo decyduje, czy gospodarka musi być intensywna (Anglia, Holandia), czy może być ekstensywna (Polska).

 

17 hours ago, venator said:

Liczy się znaczenie gospodarcze i polityczne.

Cały czas zajmujesz się krajami, a nie ludźmi w nich mieszkajacymi. Przypominam Twoją tezę, którą masz udowodnić:
MEL w pozytywny sposób wpłynął na dorobyt "pospólstwa". Konkretnie o chłopów chodziło.

Pomiędzy znaczniem politycznym i gospodarczym kraju, a dobrobytem chłopów (robotników, wyrobników itp.) nie ma prostego związku. Np. ZSRR był bardzo silnym krajem bardzo biednych ludzi. A z "Twoich" np. Anglia: w 17.-18 w. było to światowe mocarstwo, w którym większość żyła na poziomie minimum. Taka była dystrybucja dochodów.

 

17 hours ago, venator said:

Pewnie by palili ale mniej. Nie rozumiem dlaczego ogrzanie własnego mieszkania ma nie być korzystne na poprawę jakości życia?

Pewnie byś zrozumiał po przeprowadzce z Kairu do Norylska :D

 

17 hours ago, venator said:

Jakość życia jest ocenić niezmiernie trudno i będzie to zawsze obarczone ogromnym błędem, dlatego, że jest oparte w znacznym stopniu na dobrostanie subiektywnym:

Poziom podstawowy jest całkowicie obiektywny, biologiczny - wysiłek/czas konieczny do zdobycia trofy. Na całą resztę, też tą subiektywną, możesz przeznaczyć nadwyżkę wysiłku/czasu.

 

18 hours ago, venator said:

I jak to chcesz zmierzyć? Kopacz torfu w Holandii, harujący w XVII w. po 12h (może więcej, może mniej, nie wiem), mógł być szczęśliwy bo ta praca zbliżała go do Boga. Bo taki był protestancki etos. I nie tylko, bo w katolicyzmie także była religijna  pochwała pracy. Ludzie dużo pracowali, tak byli wychowywani. Tak głosił kościół. Każdy. Czy byli przez to mniej szczęśliwi?  Bardzo to ciężko jednak zmierzyć w ujęciu statystycznym. A PKBpc da się jak najbardziej. Poza tym we współczesnych indeksach jakości życia, operujących precyzyjnymi danymi (poza kwestią dobrostanu subiektywnego), PKBpc zawsze jest na pierwszym miejscu. Bo wielką nieprawdą jest powiedzenie "pieniądze szczęścia nie dają" (w sensie dobra materialne)

Między początkiem a końcem tego akapitu jest chyba lekka sprzeczność...

A co do PKBpc... Ja i moja kura mamy średnio po 4721 piór. I podobnie jest często z PKBpc - istotne jest nie samo PJBpc, a jego dystrybucja w społeczeństwie.
Dlatego wymyślona została trofa:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Trofa_(numizmatyka)
która jest nie tylko wskaźnikiem wartości pieniędzy, ale też wartości dochodów i siły nabywczej poszczególnych warstw ludności. Jeśli dzienny zarobek (uśredniony w skali roku) był mniejszy niż trofa (po odliczeniu innych koniecznych wydatków), oznacza to niedożywienie, Jeśli większy - nadwyżkę, która mogła być przeznaczona na inne cele. W przypadku większośći ludności Europy w tamtym okresie wysiłek/czas konieczny do zdobycia trofy jest najlepszym i obiektywnym wskaźnikiem dobrobytu (materialnego).

 

18 hours ago, venator said:

Przyczyną spadku jakości życia w Rzeczpospolitej w okresie XVI-XVIII w.  był wzrost produktywyności a co za tym idzie wzrost liczby ludności przy spadku stopy życiowej, tak w ujęciu podaży kalorycznej (80% podaży kalorycznej ogromnej większości społeczeństwa) jak i dostępu do dóbr materialnych (a więc klasyczny przykład pułapki malt.)

Temat jest na dłuższą dyskusję, ale widzę, że w trofach liczysz ("80% podaży kalorycznej..."), co daje szansę na porozumienie :)

 

18 hours ago, venator said:

Znowu dochodzimy tu do kwestii dobrostanu subiektywnego. Jeśli mam być biedny, ale mieć zaspokojone podstawowe potrzeby biologiczne na współczesnym poziomie, to mając pracę przynoszącą bardzo dużo satysfakcji - to i owszem mogę  harować po 12h. I odwrotnie - jak mam nienawidzić swojej roboty, która wykonuje 2 h dziennie i być bogatym to wolę to pierwsze. Bo to moje subiektywne odczucie. Dlatego jako narzędzie badawcze jest bardzo ułomne. W przeciwieństwie do koszyka dóbr - tu mamy pewność, że im on większy tym ludzie na ogół szczęśliwsi.

W tamtym czasie ogromna większość ludności nie miała takiego wyboru.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 1.02.2019 o 06:34, ex nihilo napisał:

Ok., ale reszta to 87,5%, czyli 7 razy większy ułamek ;)

A powierzchnia (jeszcze większy ułamek), oczywiście w proporcji do zaludnienia, też się liczy, bo decyduje, czy gospodarka musi być intensywna (Anglia, Holandia), czy może być ekstensywna (Polska).

 

O ile intensywność gospodarki Holandii i ekstensywność Rzeczpospolitej rzeczywiście była zdeterminowana w znacznym stopniu rozmiarami to w przypadku Anglii to nie jest takie oczywiste. Jeśli zaś chodzi o znaczenie militarne i polityczne powierzchni państwa  to było ono  niewielkie. Zjadły nas przecież całkiem małe Prusy ;).

 

W dniu 1.02.2019 o 06:34, ex nihilo napisał:

n

Przypominam Twoją tezę, którą masz udowodnić:
MEL w pozytywny sposób wpłynął na dorobyt "pospólstwa". Konkretnie o chłopów chodziło.

Pomiędzy znaczniem politycznym i gospodarczym kraju, a dobrobytem chłopów (robotników, wyrobników itp.) nie ma prostego związku. Np. ZSRR był bardzo silnym krajem bardzo biednych ludzi. A z "Twoich" np. Anglia: w 17.-18 w. było to światowe mocarstwo, w którym większość żyła na poziomie minimum. Taka była dystrybucja dochodów.

Gdzie ja  napisałem, że MEL wpłynął na dobrobyt "pospólstwa"?  Bo "wpłynąć" to stwierdzenie kategoryczne.

Zdanie brzmiało:

Ale jeśli chodzi o pozostałą część zdania to można być mocno sceptycznym aby klimat mial aż taki negatywny wpływ.

Raczej wprost przeciwnie.

"Raczej" -"partykuła wyrażająca wahanie mówiącego co do wyboru odpowiedniego sądu i zarazem skłonność, by uznać sąd komunikowany w zdaniu, "

I nadal to podtrzymuje. Nigdzie też nie napisałem, że ci ludzie opływali w jakimś dostatku,  a jedynie, że zaczęły się procesy wyrywające ich z pułapki maltuzjańskiej - rozpoczęła się rewolucja przemysłowa. Rewolucja ta zapoczątkowana była dostępem do taniej energii cieplnej. A przy okazji Holendrzy się wzbogacili ;)

 

W dniu 1.02.2019 o 06:34, ex nihilo napisał:

Poziom podstawowy jest całkowicie obiektywny, biologiczny - wysiłek/czas konieczny do zdobycia trofy. Na całą resztę, też tą subiektywną, możesz przeznaczyć nadwyżkę wysiłku/czasu.

 

Między początkiem a końcem tego akapitu jest chyba lekka sprzeczność...

 

Nie ma sprzeczności jeśli weźmiemy pod uwagę pewną dwoistość natury człowieka.  Co do pierwszego zdania to zgoda.

W dniu 1.02.2019 o 06:34, ex nihilo napisał:

A co do PKBpc... Ja i moja kura mamy średnio po 4721 piór. I podobnie jest często z PKBpc - istotne jest nie samo PJBpc, a jego dystrybucja w społeczeństwie.
Dlatego wymyślona została trofa:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Trofa_(numizmatyka)
która jest nie tylko wskaźnikiem wartości pieniędzy, ale też wartości dochodów i siły nabywczej poszczególnych warstw ludności. Jeśli dzienny zarobek (uśredniony w skali roku) był mniejszy niż trofa (po odliczeniu innych koniecznych wydatków), oznacza to niedożywienie, Jeśli większy - nadwyżkę, która mogła być przeznaczona na inne cele. W przypadku większośći ludności Europy w tamtym okresie wysiłek/czas konieczny do zdobycia trofy jest najlepszym i obiektywnym wskaźnikiem dobrobytu (materialnego).

 

Temat jest na dłuższą dyskusję, ale widzę, że w trofach liczysz ("80% podaży kalorycznej..."), co daje szansę na porozumienie :)

 

Trofa jest dobra do określenia biologicznej siły pieniądza. Z tym się zgadzam. Ale nie jest  narzędziem doskonałym. 

PKBpc  jest nadal uważane za najlepszy wskaźnik dobrobytu. I także nie jest doskonałe. Dlaczego więc uparcie o nim piszę?

Bo są tablice statystyczne Maddisona. Także obarczone błędami (prawdopodobnie wzrost przed 1820 był trochę przeszacowany) ale nikt nie wykonał bardziej tytanicznej pracy analitycznej, dzięki czemu możemy porównywać różne kraje w różnych epokach historycznych w oparciu o dolara międzynarodowego 1990. Projekt, pomimo śmierci Maddisona nadal jest żywy. I z tablic Maddisona wynika niezbicie jedno - w końcówce MEL rozpoczął się niezwykle dynamiczny rozwój gospodarczy trwający do dzisiaj. 

 

Redystrybucja bogactw to temat rzeka. Jednak nawet w bogatych krajach o wysokim wskaźniku Ginniego (np. USA), biedak będzie dużo  bogatszy niż ten z kraju dużo biedniejszego.
 

 

 

W dniu 1.02.2019 o 06:34, ex nihilo napisał:

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasu mi brakuje, dlatego teraz tylko ciekawostka dotycząca Anglii (tylko przejrzałem):
http://faculty.econ.ucdavis.edu/faculty/gclark/papers/long_march_of_history.pdf

i
:

On 2/3/2019 at 8:51 PM, venator said:

Gdzie ja  napisałem, że MEL wpłynął na dobrobyt "pospólstwa"?  Bo "wpłynąć" to stwierdzenie kategoryczne.

"Pozytywnie wpłynął" w tym sensie, że bez MEL byłoby ("raczej") gorzej (bo  "węgiel itd.").
Taka mniej więcej była Twoja teza, a "raczej" to oczywiste.

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak będę miał więcej czasu to postaram się tę pracę szczegółowiej przejrzeć bo wygląda na ciekawą. Kwestia zarobków (a raczej ich siła nabywcza)  jest w ogóle ciekawa bo nie pokrywa się do końca z rozwojem gospodarczym. Znaczący spadek płac nastąpił na początku rewolucji przemysłowej, kiedy upadło mnóstwo tradycyjnych manufaktur czy pod koniec XVII w i w XVIII w Holandii gdy upadł zawód "małego" kopacza torfu. I tak będzie w XXI w., kiedy sztuczna inteligencja,  automatyzacja pracy zlikwiduje wiele zawodów. Ale po tym dołku zawsze przychodziło wyrównanie a następnie wzrost, wraz z pojawieniem się nowych zawodów. Inna kwestia to co się dzieje z płacami "klasy robotniczej" w takich dojrzałych gospodarkach jak ta w USA, gdzie wraz ze stagnacją siły nabywczej pensji robotnika idzie w parze nieprawdopodobna wręcz akumulacja kapitału w rekach wąskiej grupy ludzi. Ściśle jest to związane z  neoliberalnym modelem gospodarczym. Zjawisko szkodliwe bo tylko prowadzi do eksplozji napięć społecznych ( a w przeszłości akumulacja kapitału doprowadziła w końcu do takich zjawisk jak  rewolucja październikowa).

Cytat

"Pozytywnie wpłynął" w tym sensie, że bez MEL byłoby ("raczej") gorzej (bo  "węgiel itd.").
Taka mniej więcej była Twoja teza, a "raczej" to oczywiste.

"Raczej" - «partykuła wyrażająca przekonanie mówiącego, że jedna z dwóch możliwości jest bardziej prawdopodobna w porównaniu z drugą, "

To z definicji PWN. Mowa o większym prawdopodobieństwie a nie o oczywistości. Moja "hipoteza" jest taka, że  zaostrzenie klimatu  i kończące się zasoby wymusiło na niektórych społeczeństwach   zachowania opisane w teorii zasobu ostatecznego. Pchnęło to ostatecznie ludzkość na nowe tory. 

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowy zespół naukowy przeanalizował ludzkie szczątki z 21 stanowisk archeologicznych. Uczeni chcieli w ten sposób więcej dowiedzieć się o ewolucji bakterii Yersinia pestis, która wywołała Pierwszą Pandemię, dżumę Justyniana z lat 541–542 oraz następujące po niej kolejne mniejsze epidemie, które trwały do około 750 roku. Te mniejsze epidemie dotknęły starożytny Rzym (rok 590), Wyspy Brytyjskie (lata 664–668 i 680–686), Persję (627) oraz Cesarstwo Bizantyjskie, Afrykę i Azję (lata 746–747).
      W opublikowanym w PNAS artykule naukowcy zrekonstruowali genomy bakterii z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Odkryli, że zróżnicowanie genetyczne patogenu było znacznie większe, niż przypuszczano. Ponadto znaleźli pierwsze bezpośrednie dowody genetyczne, wskazujące, że dżuma Justyniana dotarła też na Wyspy Brytyjskie.
      Dżuma Justyniana, która rozpoczęła się za rządów cesarza Justyniana I (sam cesarz również zachorował), rozpoczęła całą serię epidemii, trwających przez kolejne wieki. Historycy szacują, że zabiły one łącznie 25% ludności świata rzymskiego. Współczesne badania ujawniły, że epidemie te były wywołane przez Y. pestis, jednak nie było wiadomo, w jaki sposób bakteria się rozprzestrzeniała i jak były spokrewnione ze sobą jej poszczególne szczepy.
      Podczas najnowszych badań udało się zrekonstruować 8 nieznanych dotychczas genomów bakterii i porównać je z tymi już znanymi. Ponadto na stanowisku Edix Hill na Wyspach Brytyjskich znaleziono pierwszy bezpośredni dowód na rozprzestrzenianie się tam choroby. Dowody te sugerują, że mamy tutaj prawdopodobnie do czynienia z mgliście wspominaną w dokumentach zarazą z roku 544.
      Okazało się, że Y. pestis dziesiątkująca mieszkańców Europy pomiędzy VI a VIII wiekiem była znacznie zróżnicowana genetycznie. Osiem nowo odkrytych genomów pokazuje, że w czasie 200 lat Pierwszej Pandemii po Starym Kontynencie krążyło wiele blisko spokrewnionych szczepów, a niektóre z nich prawdopodobnie jednocześnie występowały w tych samych regionach.
      Pomimo wzbogacenia naszej wiedzy o zróżnicowaniu genetycznym bakterii, wciąż nie jesteśmy pewni pochodzenia zarazy. Ta linia prawdopodobnie pojawiła się w Azji Centralnej na kilkaset lat przed Pierwszą Pandemią, jednak uznajemy, że obecnie nie mamy wystarczających danych, by jednoznacznie zidentyfikować źródło dżumy Justyniana przed pierwszym pojawieniem się tej choroby w Egipcie w roku 541. Jednak fakt, że wszystkie szczepy są ze sobą blisko spokrewnione, wskazuje, że choroba na długi czas zagościła w Europie lub basenie Morza Śródziemnego, a nie, że była tam wielokrotnie introdukowana, stwierdzili naukowcy.
      Innym bardzo interesującym odkryciem jest spostrzeżenie, że szczepy występujące pod koniec Pierwszej Pandemii utraciły część kodu genetycznego, w tym dwa fragmenty odpowiedzialne za zaraźliwość. Podobne cechy widać u szczepów odpowiedzialnych za Drugą Pandemię, która rozpoczęła się w połowie XIV wieku od Czarnej Śmierci, powodowała duże epidemie jeszcze pod koniec XVII wieku, a mniejsze wybuchały jeszcze w XIX wieku. Również i w przypadku Drugiej Pandemii pod jej koniec widoczna jest delecja niektórych genów. To prawdopodobnie przykład konwergencji ewolucyjnej, co oznacza, że szczepy Yersinia pestis z Pierwszej i Drugiej Pandemii niezależnie od siebie rozwinęły podobne cechy. Zmiany takie mogą być odzwierciedleniem adaptacji do różnych nisz ekologicznych w zachodniej Eurazji, gdzie choroba panowała podczas obu pandemii, mówi współautorka badań Maria Spyrou z Instytutu Nauki o Historii Człowieka im. Maxa Plancka.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nie siedem a nawet 50 cmentarzysk stelowych, czyli takich, w których pochówki zaznaczano pojedynczym, wysokim głazem zidentyfikował na terenie Podlasia archeolog Hubert Lepionka z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.
      Do tej pory w obiegowej opinii przeważał pogląd, że cmentarzyska stelowe na Podlasiu były miejscami ostatecznego spoczynku Jaćwingów. Była to wojownicza społeczność, blisko spokrewniona z Prusami i Litwinami. Została podbita m.in. przez Zakon Krzyżacki. Według innych opinii – były to cmentarze epidemiczne, gdzie masowo chowano zmarłych po plagach „morowego powietrza”, które kilkakrotnie od czasów nowożytnych miało gnębić Podlasie.
      Dziś te hipotezy ulegają zmianie – mówi PAP archeolog Hubert Lepionka z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, który prowadzi badania i poszukiwania tych nekropolii. – Po pierwsze okazało się, że cmentarzysk stelowych było kilkakrotnie więcej, niż do tej pory sądzono – nie 7 a nawet ok. 50. Po drugie, nie należy ich raczej wiązać z Jaćwingami czy epidemiami – dodaje.
      Kamienie – stele, markowały miejsce położenia grobu. Wykonywano je z różnej maści głazów narzutowych, poprzez odłupywanie i szlifowanie ich fragmentów.
      Ich kształt jest zawsze niepowtarzalny, a większość z nich pozbawiona jest jakichkolwiek symboli. Na niektórych możemy jednak odnaleźć krzyże łacińskie, greckie, prawosławne, rzadziej daty lub np. serca – opowiada naukowiec.
      Według Lepionki cmentarzyska stelowe to głównie zwykłe wiejskie cmentarze nowożytne (czyli mające maksymalnie kilkaset lat), na których chowano włościan z pobliskich wiosek. Kim oni byli i jakiego byli wyznania? Archeolodzy i historycy nie znają ich genezy, ani momentu, w którym po raz pierwszy pojawiły się w tym rejonie.
      To nadal pozostaje do wyjaśnienia. Na ten moment trudno wskazać wyznanie czy etnos pochowanych tam zmarłych, gdyż Podlasie stanowiło w tym czasie swoistą mozaikę różnych narodowości: osadników mazowieckich, ruskich oraz pojaćwieskiech – mówi.
      Jak opowiada Lepionka, z tekstów historycznych wynika, że nekropole tego typu mogły powstawać ze względu na... oszczędności.
      Okres nowożytny cechował się dużymi kosztami pochówków, których włościanie nie byli zawsze w stanie pokryć. Choć synody zakazywały pobierania przez kapłanów opłat za pogrzeb, w praktyce pieniądze od żałobników były wymagane. Koszty te potrafiły rujnować na długi czas całą rodzinę. Prawdopodobnie by obejść opłatę za pogrzeb, zmarłych chowano na półlegalnych cmentarzach – takich, które są przedmiotem moich badań – opowiada naukowiec.
      Lepionka mówi, że Kościół starał się zwalczyć tę „chłopską praktykę”. Wydawał ordynacje, zakazujące „chowania się włościan po polach i lasach”. W praktyce zwyczaj trwał nadal nawet do połowy XIX wieku.
      Cmentarzyska ze stelami kamiennymi znajdują się najczęściej przy osadach, które powstały od XV do połowy XVII wieku. Nekropolie umiejscawiano zazwyczaj na pobliskim osadom pagórkach, które były w zasięgu wzroku, ich powierzchnia nie przekraczała zazwyczaj 2 hektarów. Same cmentarzyska otaczano wałem ziemnym – okrągłym lub czworobocznym. Jak opowiada Lepionka, niewiele z nich przetrwało do dziś z powodu działalności rolniczej lub wydobywania żwiru.
      Wnioski dotyczące pochówków i ich wieku potwierdzają – zdaniem badacza – wykopaliska przeprowadzone m.in. w Jagintach. Odkryto tam trzy szkielety, z czego dwa złożono w drewnianych trumnach. Zmarłymi okazała się kobieta w wieku ok. 55 lat i dzieci mające ok. 5 i 12 lat. Na kościach nie znaleziono żadnych śladów po chorobach epidemiologicznych. Zdaniem badaczy cmentarzysko było użytkowane od 2. połowy XVII wieku do początków XVIII wieku.
      Badacz przyznaje, że nie zamierza prowadzić wykopalisk w obrębie wszystkich nekropolii stelowych. Czasem jednak ciekawych informacji na ich temat dostarczają dane etnograficzne, uzyskane w czasie rozmów z miejscową ludnością.
      Najciekawsze są powtarzające się nawet od okresu poprzedzającego II wojnę światową informacje, że to, czy inne cmentarzysko jest miejscem pochowania dwóch różnych wesel, które spotkawszy się, w bijatyce wymordowały się wzajemnie – opowiada.
      Inna opowieść zapisana w 1976 r. przez etnologów dotyczy nekropolii stelowej we wsi Halickie. Jeden z mieszkańców miejscowości opowiedział historię usłyszaną od swojego dziadka o kobiecie, która popełniła samobójstwo. Z tego względu postanowiono ją pochować na starej, stelowej nekropolii, a nie przywioskowym cmentarzu.
      Ale nie skończyło się na tym, wracała zmarła Stolarycha do wioski, otwierała swoim chlewy, żywinę wypuszczała (...), święcili miejsce i nic nie pomagało. Aż ktoś doradził, żeby jej grudziznę (okolice gardła i barków – PAP) przebić kołkiem osikowym. I tak też zrobili, odkopali, przebili kołkiem. I od tej pory przestała już przychodzić – czytamy w zapiskach etnologów przytoczonych przez naukowca.
      Badania dotyczące stelowych nekropoli były możliwe dzięki dofinansowaniu Muzeum Podlaskiego i Fundacji Badawczej nad Ekosystemem Człowieka. Projekt ma za zadanie inwentaryzację, dokumentację stanu zachowania cmentarzysk.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dla historyka średniowiecza, Michael McCormicka, najgorszym rokiem, w jakim można było żyć był rok 536. To początek jednego z najgorszych do życia okresów, jeśli nie najgorszego, stwierdza McCormick, który na Uniwersytecie Harvarda przewodzi projektowi o nazwie Initiative for the Science of the Human Past.
      W roku, o którym wspomina McCormick, nad Europą, Bliskim Wschodem i częścią Azji zaległa dziwna mgła, która utrzymywała się przez 18 miesięcy. Przez cały rok słońce świeciło bez blasku, jak księżyc, zanotował bizantyjski historyk Prokopiusz. Letnie temperatury obniżyły się o 1,5–2,5 stopnia Celsjusza, przez co zapoczątkowało najchłodniejszą od 2300 lat dekadę. Latem w Chinach spadł śnieg, zniszczeniu uległy zbiory, ludzie głodowali. Irlandzkie kroniki donoszą o braku chleba w latach 536–539. W 541 roku w porcie Pelusium w Egipcie pojawia się dżuma. To początek wielkiej epidemii tzw. dżumy Justyniana, która mogła zabić nawet połowę populacji Cesarstwa Bizantyńskiego.
      Historycy od dawna wiedzą, że połowa VI wieku była szczególnie trudnym okresem, jednak przyczyny tajemniczej mgły stanowiły tajemnicę. Teraz precyzyjne pomiary rdzeni ze szwajcarskiego lodowca dały odpowiedź na pytanie, co się wówczas wydarzyło.
      McCormick i glacjolog Paul Mayewski poinformowali, że na początku 536 roku doszło do olbrzymiej erupcji wulkanicznej na Islandii. Kolejne duże erupcje miały miejsce w roku 540 i 547. Powtarzające się katastrofy naturalne w połączeniu z dżumą Justyniana doprowadziły do stagnacji ekonomicznej w Europie, która trwała do roku 640. Te nowe informacje pozwalają lepiej zrozumieć wydarzenia, jakie miały miejsce pomiędzy upadkiem Imperium Rzymskiego a pojawieniem się średniowiecznej gospodarki.
      Pierwsze sygnały o erupcjach, które spowodowały wyjątkowo zimne lata około połowy VI wieku znaleziono już przed trzema laty. Wówczas jednak uznano, że miały miejsce dwie erupcje i prawdopodobnie nastąpiły one w Ameryce Północnej.
      Mayewski i jego zespół postanowili zweryfikować te doniesienia. Wykorzystali 72-metrowy rdzeń pobrany w 2013 roku z lodowca Colle Gnifetti. W rdzeniu tym zapisanych jest ponad 2000 lat historii atmosfery. Za pomocą lasera rdzeń został pocięty na 120-mikrometrowe plastry. Każdy z nich reprezentował kilka dni lub tygodni opadów, a z każdego metra wycięto około 50 000 takich plastrów i każdy z nich przeanalizowano pod kątem występujących tam pierwiastków.
      Teraz, w połączeniu z zapiskami dawnych kronik, możemy szczegółowo odtworzyć historię tamtego okresu.
      Wyjątkowo ciężkie czasy rozpoczęły się erupcji na Islandii w roku 536. Pyły wulkaniczne przesłaniają Słońce na około 18 miesięcy, a temperatury w lecie mogły obniżyć się nawet o 2,5 stopnia Celsjusza. Lata 536–545 są najchłodniejszą dekadą od 2000 lat. Zmniejszają się plony w Irlandii, Skandynawii, Chinach i Mezopotamii. Ludzie głodują. W roku 540 dochodzi do kolejnej erupcji. W Europie temperatury w lecie mogły spaść nawet o 2,7 stopnia Celsjusza. W latach 541–543 szaleje dżuma Justyniania, zabijając do 50% mieszkańców Cesarstwa Bizantyńskiego.
      Dane z rdzenia lodowego wskazują, że później dochodziło do wielu mniejszych erupcji wulkanicznych. Pierwsze dobre wiadomości widać dopiero w danych z roku 640. W rdzeniu pojawia się więcej ołowiu. To skutek wzmożonego wytopu srebra, co wskazuje, że wzrosło zapotrzebowanie na ten metal, a zatem gospodarka zaczęła się odradzać. Zaledwie dwadzieścia lat później, w roku 660, mamy kolejny wzrost zawartości ołowiu. Archeolog Christopher Loveluck z University of Nottingham mówi, że to kolejny gwałtowny wzrost popytu na srebro. Sugeruje on, że złoto było wówczas towarem deficytowym, co wymusiło  wykorzystanie srebra jako nowego standardu do produkcji pieniądza. To pierwszy dowód, na pojawienie się silnej klasy kupieckiej, mówi Loveluck.
      Analizy kolejnych lat potwierdzają, że z czasem ponownie nadeszły ciężkie czasy. W czasach Czarnej Śmierci (1349–1353) ołów znika z powietrza. Doszło do kolejnego upadku gospodarczego.
      Loveluck cieszy się z wyników najnowszych badań. Weszliśmy tym samym w nową epokę, w której możemy zintegrować precyzyjne dane środowiskowe o bardzo dobrej jakości z równie dobrymi zapiskami historycznymi, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas prac związanych z budową rurociągu na wyspie Arnö (in. Biskops-Arnö) na jeziorze Melar w Szwecji odkryto fragment średniowiecznej pieczęci Petrusa Filipssona, arcybiskupa Uppsali w latach 1332-41.
      Miałam dużo szczęścia - powiedziała w wywiadzie udzielonym portalowi The Local Maria Lingström z zespołu archeologicznego powiązanego ze Szwedzkim Muzeum Historii. Wykop pod rurę miał zaledwie metr szerokości i ok. 10 m głębokości. Bez wykrywacza metalu nie udałoby mi się znaleźć pieczęci.
      Dotąd w Szwecji znaleziono tylko ok. 15 pieczęci należących do duchownych. Tę [...] arcybiskup miał cały czas przy sobie.
      Kiedy Filipsson zmarł 12 sierpnia 1341 r., pieczęć prawdopodobnie zniszczono, by nikt nie mógł się pod niego podszywać.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...