Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Zespół Praveena Paruchuriego z Uniwersytetu Południowej Kalifornii w Los Angeles wykorzystał teorię gier do wyprowadzenia w pole przestępców i usprawnienia pracy strażników na lotniskach. Obecnie technologia jest testowana na LAX (Los Angeles International Airport).

Strażnicy starają się patrolować teren w sposób losowy. Są jednak ludźmi, dlatego wyrabiają sobie pewne nawyki, które nie umkną oku dobrego obserwatora. Aby ich poczynania stały się mniej przewidywalne, Amerykanie stworzyli oprogramowanie, które losowo generuje różne trasy obchodu i sprawdza, jak przestępcy mogliby w takich warunkach zareagować. Dla każdej wersji szacowane są zyski (liczba schwytanych kryminalistów) i straty, np. ryzyko zamachu terrorystycznego. Po tym wszystkim wybierana jest najlepsza trasa obchodu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

losowo..... taaa... jasne.... tak czy siak.... jest pewien algorytm który generuje te "losowe" ścieżki... ale to nic nie ma do samej osoby losu.... więc znając ten algorytm bedzie można bezproblemu wiedzieć gdzie jaki straznik idzie....

Share this post


Link to post
Share on other sites

techon, nieprawdę mówisz. Zrób prosty eksperyment: wpisz sobie najprostszą funkcję randomizacji spośród liczb 1-20 i spróbuj odgadnąć, w ilu procentach przypadków przewidzisz, jaki wynik zwróci Tobie taki program przy każdym kolejnym uruchomieniu. Szansa jest jak 1:20. A teraz załóż sobie, że na lotnisku jest kilkadziesiąt punktów i możesz "zwiedzić" dowolną liczbę z zakresu od połowy do wszystkich punktów. To naprawdę ogromna liczba, wystarczająco duża, żeby zmylić przestępcę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla chcącego nic trudnego, więcej kłopotu, ale jak ktoś będzie chciał wejść z bombą to i tak wejdzie i żaden losowy algorytm tu nie pomoże.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla chcącego nic trudnego, więcej kłopotu, ale jak ktoś będzie chciał wejść z bombą to i tak wejdzie i żaden losowy algorytm tu nie pomoże.

Nie sposób zaprzeczyć. W przypadku wszelkich zabezpieczeń tak naprawdę najczęściej i tak zawodzą ludzie, nie maszyny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Coraz częściej mówi się o rezygnacji ze zmian czasu na letni i zimowy. Swoje trzy grosze do toczącej się dyskusji dorzucili psycholodzy z USA i Singapuru. Stwierdzili, że doroczna zmiana czasu na letni i związane z nią skrócenie czasu snu powodują, że podczas pracy ludzie przez dłuższy niż zwykle czas błądzą po witrynach internetowych niezwiązanych z ich zajęciem (ang. cyberfloating).
      W porównaniu do wcześniejszych i późniejszych poniedziałków, w poniedziałek po zmianie czasu na letni ostro wzrasta liczba wyszukiwań dotyczących rozrywki. Zespół prof. D. Lance'a Ferrisa z Penn State analizował 6-letnie dane z Google'a.
      Naukowcy uważają, że w wyniku skrócenia czasu snu (średnio o 40 minut) pracownicy w mniejszym stopniu kontrolują swoje zachowanie i przejawiają silniejszą tendencję do błądzenia po Sieci albo wykorzystują ją do celów osobistych.
      Ferris i inni przeprowadzili także eksperyment laboratoryjny. Ochotnicy mieli wysłuchać nudnego wykładu online. Akademicy monitorowali, jak dobrze spali poprzedniej nocy. Okazało się, że im krócej odpoczywali, tym częściej serfowali po Internecie w czasie, gdy powinni słuchać wykładu. Podobnie działały przerwy w śnie. Każda wyrwana ze snu godzina oznaczała średnio 8,4 min cyberbłądzenia.
      Psycholodzy podkreślają, że choć parę minut wydaje się błahostką, wcale tak nie jest, zważywszy, że aż 1/3 krajów świata stosuje przejście na czas letni. Wynikające ze skoku błądzenia po Internecie straty globalnej produktywności mogą być zawrotne.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Już wkrótce więzienia w Korei Południowej mają patrolować roboty, które potrafią wykrywać nieprawidłowe zachowania. Zostały opracowane przez Asian Forum for Corrections (AFC) na zlecenie Ministerstwa Wiedzy i Gospodarki. Projekt kosztował 850 tys. dolarów.
      Mierzące 1,5 m czterokołowe maszyny będą pracować przede wszystkim w nocy. Więźniowie nie stracą kontaktu z żywymi strażnikami, w razie czego zawsze mogą skorzystać z opcji zdalnej komunikacji. Dzięki czujnikom robot umie rozpoznać nieprawidłowe zachowania, np. tendencje samobójcze czy agresję, i zgłosić je dyżurnym.
      Profesor Lee Baik-Chul z Kyonggi University, szef AFC, podkreśla, że dzięki pomocy maszyn strażnicy będą się mogli skoncentrować na resocjalizacji i poradnictwie. Ponieważ prawie ukończyliśmy kluczowy system operacyjny, pracujemy teraz nad szczegółami designu, by robot wydawał się osadzonym bardziej przyjazny.
      W marcu przyszłego roku w więzieniu w Pohang zostaną przetestowane 3 roboty. Poza AFC w projekcie biorą udział jeszcze 2 instytucje: Electronics and Telecommunications Research Institute i SMEC, producent robotów z Kyŏngsangu Północnego. Gdy okres próbny się zakończy, Ministerstwo Sprawiedliwości ma zadecydować, czy maszyny zostaną przystosowane do pracy w innych ośrodkach na terenie kraju.
      Robot może obserwować otoczenie za pomocą oprogramowania z ulepszonej wersji kamery do monitoringu. W repertuarze ważącej między 70 a 80 kg maszyny znajdzie się kilka zdań. Jeśli ktoś jednak będzie miał ochotę na dłuższą pogawędkę, powinien wykorzystać wbudowane w cyfrowego strażnika głośniki i mikrofon. Kiedy więzień coś mówi, strażnik z centralnej wieżyczki może mu odpowiedzieć i na odwrót.
      Premiera prototypu miała miejsce w centrum wystawienniczym COEX w Seulu.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Uczestnicy gry papier, kamień, nożyce nieświadomie naśladują ruchy dłoni przeciwnika, znacznie zwiększając prawdopodobieństwo, że runda zakończy się remisem.
      Naukowcy z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego przeprowadzili eksperyment z udziałem 45 osób, które grały w papier, kamień, nożyce w warunkach dwojakiego rodzaju: raz obaj gracze mieli zawiązane oczy, a raz tylko jeden z nich. Zorganizowano trzy 70-minutowe sesje. Każdemu wolontariuszowi zapłacono 5 funtów za udział w badaniu i obiecano więcej pieniędzy, jeśli dobrze wypadnie w ogólnym rozrachunku. Zawodnicy, którzy wygrywali większość rund w czasie 60-etapowego meczu, dostawali niewielką nagrodę finansową (2,5 funta), dlatego choć mogli woleć remis od przegranej, pożądany wynik gwarantowało jedynie obustronne unikanie remisów.
      W sytuacji, gdy obaj badani mieli zasłonięte oczy, liczbę remisów dało się przewidzieć na podstawie rachunku prawdopodobieństwa (stanowiły one 1/3, czyli 33,3%), jednak gdy rozgrywki odbywały się w parach, gdzie jedna z osób widziała, a druga miała przepaskę na oczach, liczba remisów była wyższa niż 1/3 (36,3%), co sugerowało, że wbrew własnemu interesowi widzący naśladuje przeciwnika. Psycholodzy stwierdzili, że najczęściej naśladowano wykonany przez niewidzącego gracza gest oznaczający nożyce i kamień.
      Od momentu, kiedy się rodzimy, często stykamy się z sytuacjami, kiedy wykonanie jakiegoś działania pozwala z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, że zaraz zobaczymy kogoś robiącego dokładnie to samo [lub sami będziemy kogoś naśladować] – opowiada Richard Cook, podając przykład rodziców powtarzających miny niemowląt. Takie doświadczenie sprawia, że impuls naśladowania staje się tak uwewnętrzniony, że często bywa nieświadomy.
      Psycholodzy zebrali dotąd sporo przekonujących dowodów, że obserwowanie działań niezwiązanych z zadaniem sprawia, że wzrasta prawdopodobieństwo osobistego zaangażowania w takie samo działanie. Nie było jednak wiadomo, czy tzw. automatyczne naśladownictwo (ang. automatic imitation) jest naprawdę automatyczne, czy też w grę wchodzi celowe działanie. Najłatwiej można to było sprawdzić w kontekście gry strategicznej, gdzie naśladownictwo zmniejszało zyski. Zespół Cooka jako pierwszy wykazał, że powtarzanie działań odbywa się poza udziałem woli imitatora i jest automatyczne w takim sensie, że trudno się od tego powstrzymać. Zjawisko to zachodzi dzięki neuronom lustrzanym, które uaktywniają się zarówno wtedy, gdy człowiek sam wykonuje daną czynność, jak i podczas obserwacji kogoś innego. Naukowcy uważają, że istnienie silnego komponentu społecznego powinno zostać uwzględnione w teorii gier.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W kategorii wydobywania z przestępców przyznania się do winy dobry glina bije złego na głowę.
      Michel St-Yves i Nadine Deslauriers-Varin z Uniwersytetu w Montrealu pracowali z 221 więźniami, analizując okoliczności, w jakich przyznali się do zarzucanych im czynów. Stwierdzili, że najlepszym sposobem na wydobycie zeznań jest wykorzystanie przez policjanta poczucia winy (nawet najmniejszego) i granie podejrzanemu na uczuciach.
      Tak jak przypuszczali Kanadyjczycy, wśród wszystkich uwzględnionych czynników najważniejsze były dowody. Jeśli okazywało się, że są mocne, wskaźnik przyznań znacząco wzrastał, niezależnie od innych czynników socjodemograficznych i kryminologicznych. Gdy jednak dowody były słabe, przyznaniu się sprzyjało, jeśli podejrzany czuł się winny z powodu tego, co zrobił, w czasie przesłuchania przebywał z policjantem sam na sam, odbywał już wcześniej jakieś wyroki oraz został skazany za poważniejsze przestępstwo.
      Inne studia także wskazywały na ważną rolę relacji nawiązującej się podczas przesłuchania. Wszystko zależy od metod jego prowadzenia i finezji dopracowanej na wzór dzieła sztuki. Czemu ludzie się przyznają? St-Yves sądzi, że powody są bardzo różne: by zrzucić z siebie ciężar poczucia winy, obciążyć osobę trzecią, zwiększyć akceptowalność przestępstwa w oczach innych lub by dostać lżejszy wyrok.
      Wśród 221 wziętych pod uwagę przez akademików więźniów do winy przyznało się 45%. W innych studiach wskaźnik przyznań wynosił ok. 50%, lecz St-Yves i Deslauriers-Varin podejrzewają, że odnotowana przez nich niewielka różnica wiązała się z miejscem przeprowadzania badania. Było to więzienie (co eliminowało niektóre motywy zdobywania się na szczerość), dodatkowo ze względu na recydywę wszyscy trafili do więzienia federalnego za bardzo poważne przestępstwa. Wskaźnik przyznań wśród oskarżonych po raz pierwszy wynosi 80%, a wśród recydywistów 51%.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowe lotnisko Tampa na Florydzie zostało zamknięte z powodu... przesuwania się północnego bieguna magnetycznego Ziemi. Biegun podąża w stronę Rosji, a zmiany są już tak duże, że wpływają na port lotniczy.
      Pas będzie nieczynny do 13 stycznia. Władze lotniska potrzebują bowiem czasu, by dostosować oznakowanie pasów do zmiany pola magnetycznego.
      Pola magnetyczne naszej planety znajdują się w ciągłym ruchu, a ich pochodzenie i natura nie są do końca rozumiane. Roczne zmiany położenia pola sięgają kilku stopni, ale niemal nigdy nie są tak duże, by wymagały prac na pasach startowych. Fakt, że konieczne jest poprawienie oznakowania na Florydzie nie oznacza jeszcze, iż to samo muszą zrobić inne porty lotnicze. Sytuacja magnetyczna jest bowiem różna w różnych punktach globu. Najbardziej eksploatowany past startowy na Tampa zyska nowe oznaczenie 19R/1L, w miejsce obecnego 18R/36L. Oznaczenia innych pasów również się zmienią.
      Badania geologiczne ujawniły również, że w historii Ziemi co najmniej trzykrotnie doszło do całkowitej zamiany biegunów miejscami. Ostatnie takie wydarzenie miało miejsce 780 000 lat temu. Nikt nie potrafi przewidzieć, kiedy dojdzie do kolejnego przebiegunowania.
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...