Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Dzięki rzeżusze wykazali, że niektóre rośliny wchłaniają i transportują witaminę B12

Recommended Posts

Naukowcy z Uniwersytetu Kentu dokonali ważnego odkrycia, jak poprawić skład witaminowy roślin pod kątem diety wegetariańskiej i wegańskiej.

Witamina B12 (kobalmina) pełni rolę regulatora produkcji erytrocytów. Występuje głównie w produktach pochodzenia zwierzęcego (produkują ją bakterie bytujące w przewodzie pokarmowym zwierząt). Dotąd zakładano, że rośliny jej nie potrzebują i nie wytwarzają. Okazuje się jednak, że to nieprawda. Zespół prof. Martina Warrena wykazał bowiem, że rzeżucha ogrodowa (Lepidium sativum) wychwytuje kobalminę.

Ilość absorbowanej witaminy B12 zależy od stężenia występującego w medium hodowlanym. Autorzy publikacji z pisma Cell Chemical Biology potwierdzili, że rzeżucha wychwytuje kobalminę, wykazując, że występuje ona w liściach.

Naukowcy cieszą się, że pewnego dnia ich ustalenia pomogą np. mieszkańcom Indii, gdzie duży odsetek obywateli to wegetarianie, a także wegetarianom/weganom z całego świata, którzy zyskają dostęp do pełnowartościowej diety.

Podczas eksperymentów akademicy z Uniwersytetu Kentu współpracowali z nauczycielami biologii oraz uczniami Szkoły Sir Rogera Manwooda w Sandwich. Uczniowie hodowali rzeżuchę zawierającą coraz większe ilości B12. Po tygodniu wzrostu siewkom obcinano liście. Po umyciu zajmowali się nimi naukowcy.

Okazało się, że siewki wchłaniają kobalminę z medium hodowlanego i magazynują ją w liściach. By potwierdzić swoje wstępne spostrzeżenia, w dalszym etapie eksperymentu akademicy posłużyli się rodzajem witaminy, który po aktywacji laserem emituje fluorescencyjne światło. Także i wtedy stwierdzono, że kobalmina gromadzi się w liściach, a konkretnie w wakuolach.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli kolejna hipokryzja wegetarianów gotowa - "jem tylko rośliny..." (które rosną na produktach zwierzęcych) "...i mam zapewnione wszystkie potrzebne do życia składniki"

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Większość suplementów B12 na rynku podawana jest zwierzętom hodowlanym. https://www.scanvet.pl/oferta/lekarze-weterynarii/produkty-lecznicze/bydlo/rid,34.html

B12 produkowana jest też przez bakterie w glebie i wodzie. Produkowana jest także w naszych jelitach, problem w tym, że produkowana jest w dopiero w jelicie grubym, skąd nie możemy jej przyswoić. Moglibyśmy przyswoić B12 jedząc własną kupę, aczkolwiek nie polecam ;)

Co do hipokryzji to zadam Ci pytanie: czy moralne byłoby jeśli zabiłbym i zjadłbym psa adoptowanego właśnie ze schroniska? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, juicy_e napisał:

B12 produkowana jest też przez bakterie w glebie i wodzie. Produkowana jest także w naszych jelitach, problem w tym, że produkowana jest w dopiero w jelicie grubym, skąd nie możemy jej przyswoić. Moglibyśmy przyswoić B12 jedząc własną kupę, aczkolwiek nie polecam ;)

Goryle znają ten sposób. Formalnie dieta wegetariańska jest szkodliwa bo wymaga sztucznej suplementacji. Lista skutków niedoboru jest długa jak moje ramię. 

38 minut temu, juicy_e napisał:

Co do hipokryzji to zadam Ci pytanie: czy moralne byłoby jeśli zabiłbym i zjadłbym psa adoptowanego właśnie ze schroniska? 

Ze schroniskiem podpisujesz umowę na wychowanie psa. Więc byłby to złamanie warunków umowy. Jeśli kupisz sobie psa to możesz go zjeść, jest tylko problem z legalnym ubojem.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Jajcenty said:

Formalnie dieta wegetariańska jest szkodliwa bo wymaga sztucznej suplementacji. Lista skutków niedoboru jest długa jak moje ramię.

Kiedyś nasi przodkowie jedli rośliny prosto z ziemi i pili wodę ze zbiorników gdzie występowała witamina B12, dziś wszystko jest czyściutkie i piękniutkie. Badacze wskazują, że niektórzy neandertalczycy byli wegetarianami.

Diety wegetariańskie nie są szkodliwe, bynajmniej! Konsensus naukowy mówi, że diety wegetariańskie w tym wegańskie są odpowiednie dla wszystkich i na każdym etapie życia: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/m/pubmed/27886704/ 

Badania potwierdzają, że weganie są zdrowsi i żyją dłużej:  “Liczne obserwacje wykazują, iż wegetarianie nie tylko żyją dłużej niż osoby pozostające na diecie tradycyjnej, lecz także śmiertelność z powodu chorób układu krążenia występuje u nich o 25% rzadziej. Dodatkowo o 34% jest niższe ryzyko śmierci z powodu niedokrwiennej choroby serca w porównaniu z osobami, u których mięso i jego przetwory występują w diecie regularnie. Analizy badań wskazują na rzadsze występowanie nowotworów jelita grubego i prostaty wśród wegetarian, odpowiednio o 88% i 54% w stosunku do osób na diecie tradycyjnej.“ https://ncez.pl/nauka-zrozumiala-dla-ciebie---wywiady-z-ekspertami/diety-wegetarianskie
 

2 hours ago, Jajcenty said:

Ze schroniskiem podpisujesz umowę na wychowanie psa. Więc byłby to złamanie warunków umowy. Jeśli kupisz sobie psa to możesz go zjeść, jest tylko problem z legalnym ubojem.

Nie pytałem czy złamałbym warunki umowy lub czy byłoby to legalne. Kiedyś niewolnictwo było legalne, czy było moralne? Moralność ewoluuje. Legalność =/= moralność.
A więc uważasz, że moralne byłoby zabicie psa i jego zjedzenie mimo, że miałbym wybór zjeść coś innego?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Większość tego co podałeś jest dyskusyjna, Na tym samym pubmedzie można znaleźć badania z odmiennymi wnioskami. Wegetarianie żyją dłużej? Wolne żarty, po wzięciu poprawki na zdrowy tryb życia (nie palą, nie piją, ćwiczą, etc) żyją krócej, mają wyższy procent samobójstw, 3/4 przestaje być wegetarianami i ledwie 1/3 z nich deklaruje chęć powrotu do diety. Proszę ostrożnie z ideologią w biochemii.

19 minut temu, juicy_e napisał:

A więc uważasz, że moralne byłoby zabicie psa i jego zjedzenie mimo, że miałbym wybór zjeść coś innego?

Psa się zjada w ostateczności, bo po pierwsze jest użyteczny, po drugie jest nieefektywny energetycznie, trzeba go karmić mięsem, dlatego nie zyskał popularności jako danie. Dlatego rozsądniej jest jeść roślinożerców. Z moralnego punktu widzenia jadanie psiny nie różni się od jadania koniny czy drobiu.

Po trzecie związek rodzina - pies zawiera więcej oksytocyny więc jest to rozważanie czy zjadłbym swoje dziecko? Jednak błędnie zakładasz, że wszyscy tak mają.

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minutes ago, Jajcenty said:

Większość tego co podałeś jest dyskusyjna, Na tym samym pubmedzie można znaleźć badania z odmiennymi wnioskami. Wegetarianie żyją dłużej? Wolne żarty, po wzięciu poprawki na zdrowy tryb życia (nie palą, nie piją, ćwiczą, etc) żyją krócej, mają wyższy procent samobójstw, 3/4 przestaje być wegetarianami i ledwie 1/3 z nich deklaruje chęć powrotu do diety. 

Zgadzam się, na pubmedzie można znaleźć badania potwierdzające wszystko, tylko, że takie pojedyncze badania można o kant tyłka potłuc. Albo badania sponsorowane przez koncerny. Np. badanie spożycia jajek na poziom cholesterolu było sponsorowane przez przemysł jajczarski i zaprojektowane tak, aby wykazać, że jajka nie podnoszą poziomu cholesterolu. Dlatego tak ważna jest hierarchia dowodów naukowych. To właśnie meta-analizy, przeglądy systematyczne i inne liczące się badania pokazują, że osoby na diecie roślinnej żyją dłużej od wszystkożerców, nawet wegetarianie jedzący jajka i nabiał mają wyższą śmiertelność niż weganie. Jednym z takich najważniejszych badań jest ten papier: https://jamanetwork.com/journals/jamainternalmedicine/fullarticle/1710093 Badanie było kontrolowane pod względem ważnych czynników demograficznych i stylu życia, więc to nie jest tak, że biednych wszystkożernych pijaków porównano z bogatymi ćwiczącymi wegetarianami. Wszystkie te aspekty wzięto pod uwagę projektując to badanie.
Tutaj kolejna meta-analiza z podobną konkluzją: https://www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/10408398.2016.1138447?journalCode=bfsn20

Poproszę o dowód, najlepiej meta-analizę lub inne liczące się badanie gdzie pokazane są odmienne wnioski.
A tutaj badanie pokazujące, że im więcej białka zwierzęcego w diecie tym większa śmiertelność: https://jamanetwork.com/journals/jamainternalmedicine/fullarticle/2540540

Aby kontynuować etyczny aspekt naszej dyskusji musiałbyś najpierw zgodzić się, że nie potrzebujemy zjadać zwierząt, aby żyć zdrowo. Czy nadal uważasz, że mięso i inne produkty odzwierzęce są nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, juicy_e napisał:

Poproszę o dowód, najlepiej meta-analizę lub inne liczące się badanie gdzie pokazane są odmienne wnioski.

Już raz robiłem ten research, podjąłem decyzję że jestem padlinożercą  LCHF. Nie będę ponowne tracił czasu. Ale nie chcę Cię powstrzymywać: spróbuj w ramach ćwiczenia znaleźć argumenty przeciwko dietom roślinnym. Pouczające doświadczenie.

 

9 minut temu, juicy_e napisał:

Czy nadal uważasz, że mięso i inne produkty odzwierzęce są nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu? 

Tak, bo B12, bo umami, bo l-karnityna, i nie wiadomo co jeszcze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minutes ago, Jajcenty said:

Już raz robiłem ten research, podjąłem decyzję że jestem padlinożercą  LCHF. Nie będę ponowne tracił czasu. Ale nie chcę Cię powstrzymywać: spróbuj w ramach ćwiczenia znaleźć argumenty przeciwko dietom roślinnym. Pouczające doświadczenie.

Tak, bo B12, bo umami, bo l-karnityna, i nie wiadomo co jeszcze.


Powtórzę się. B12 nie jest produkowana przez zwierzęta, tylko przez bakterie w wodzie i glebie. To tak jakby powiedzieć, że potrzebujemy pić mleko dla wapnia. Nie, nie potrzebujemy, bo wapń to minerał, który występuje w glebie.  "Vitamin B12 is produced by soil microbes that live in symbiotic relationships with plant roots." 

Umami? Umami jest niezbędne do życia? ;) Albo inaczej, od kiedy to rośliny nie posiadają umami? 

L-karnityna jest syntetyzowana przez nasz organizm i nie jest niezbędna w diecie. Jeśli jednak naprawdę ktoś potrzebuje l-karnityny, to na rynku dostępna jest l-karnityna ze źródeł roślinnych. Chociaż powinieneś uważać na tę "potrzebę", ponieważ nie ma naukowego konsensusu co do jej korzyści zdrowotnych, ale są efekty uboczne. https://www.webmd.com/vitamins/ai/ingredientmono-1026/l-carnitine 

 

Quote

Stanowiska organizacji dietetycznych:

American Dietetic Association
It is the position of the American Dietetic Association that appropriately planned vegetarian diets, including total vegetarian or vegan diets, are healthful, nutritionally adequate, and may provide health benefits in the prevention and treatment of certain diseases. Well-planned vegetarian diets are appropriate for individuals during all stages of the life cycle, including pregnancy, lactation, infancy, childhood, and adolescence, and for athletes.

Dietitians of Canada
A well planned vegan diet can meet all of these needs. It is safe and healthy for pregnant and breastfeeding women, babies, children, teens and seniors.

The British National Health Service
With good planning and an understanding of what makes up a healthy, balanced vegan diet, you can get all the nutrients your body needs.

The Mayo Clinic
A well-planned vegetarian diet (see context) can meet the needs of people of all ages, including children, teenagers, and pregnant or breast-feeding women. The key is to be aware of your nutritional needs so that you plan a diet that meets them.

The British Nutrition Foundation
A well-planned, balanced vegetarian or vegan diet can be nutritionally adequate ... Studies of UK vegetarian and vegan children have revealed that their growth and development are within the normal range.

The Dietitians Association of Australia
Vegan diets are a type of vegetarian diet, where only plant-based foods are eaten. They differ to other vegetarian diets in that no animal products are usually consumed or used. Despite these restrictions, with good planning it is still possible to obtain all the nutrients required for good health on a vegan diet.

The United States Department of Agriculture
Vegetarian diets can meet all the recommendations for nutrients. The key is to consume a variety of foods and the right amount of foods to meet your calorie needs. Follow the food group recommendations for your age, sex, and activity level to get the right amount of food and the variety of foods needed for nutrient adequacy. Nutrients that vegetarians may need to focus on include protein, iron, calcium, zinc, and vitamin B12.

The National Health and Medical Research Council
Alternatives to animal foods include nuts, seeds, legumes, beans and tofu. For all Australians, these foods increase dietary variety and can provide a valuable, affordable source of protein and other nutrients found in meats. These foods are also particularly important for those who follow vegetarian or vegan dietary patterns. Australians following a vegetarian diet can still meet nutrient requirements if energy needs are met and the appropriate number and variety of serves from the Five Food Groups are eaten throughout the day. For those eating a vegan diet, supplementation of B12 is recommended.

The Heart and Stroke Foundation of Canada
Vegetarian diets can provide all the nutrients you need at any age, as well as some additional health benefits.

Czyli argumentów popartych dowodami brak, a stanowisko nauki mówiące o zdrowotności diet wegetariańskich zdyskredytowałeś argumentem o umami ;) 

Jeszcze jedna kwestia, bo mówisz, że dieta wege jest szkodliwa, gdyż wymaga sztucznej suplementacji. To jest błąd logiczny: https://pl.wikipedia.org/wiki/Odwołanie_do_natury 

PS Coś dla Ciebie o dietach LCHF: https://www.youtube.com/watch?v=VNW_5EqqWoo

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
31 minut temu, juicy_e napisał:

Umami? Umami jest niezbędne do życia? ;) Albo inaczej, od kiedy to rośliny nie posiadają umami? 

Nie wiesz o czym mówisz prawda? Otóż jeśli nie zjem umami przez jeden dzień to dostaję takiego głodu, że nie jestem w stanie się powstrzymać przed jedzeniem. Uspakajają mnie dopiero ze dwie puszki tuńczyka wyżarte prosto z puszki. Na diecie roślinnej dostaję depresji po 72 godzinach. Nie pomagają litry magi i kilogramy ostrej papryki używane żeby nadać choć trochę smaku temu błotu.

Ponad dwa lata temu stwierdzono u mnie zespół metaboliczny. 360 cholesterol, 220 lipidy, 120 cukier rano. Przeszedłem na HCLF, przez rok nie zmieniło się nic. Mimo biegania, pompowania. Dokładnie rok temu wkurzyłem się i siadłem do neta - TRZY pieprzone miesiące grzebania w pubmedzie, oglądania jakiś oszołomów na yt. Byłem wszędzie i widziałem wszystko. Od marca zeszłego roku jestem na TRF 20:4 z dużym ograniczeniem węglowodanów. Po 9 miesiącach cholesterol 220, lipidy 150, cukier 100. Schudłem 15 kilo.

I to wszystko mimo zaprzestania biegania, a z powodu kontuzji barku na dość długo odpuściłem ćwiczenia siłowe. Będzie Ci bardzo trudno przekonać mnie do diety roślinnej, bo mam dowód (anegdotyczny) na własnej skórze: roślinność mi szkodzi. Nie wiem co pomaga innym. Obawiam się że każdy jest inny i niektóre typy nie przetrwają na tłuszczu inne na błonniku. Nie ma jednej uniwersalnej diety pasującej wszystkim.

 

54 minuty temu, juicy_e napisał:

Czyli argumentów popartych dowodami brak, a stanowisko nauki mówiące o zdrowotności diet wegetariańskich zdyskredytowałeś argumentem o umami

Nie. Zbyt wiele ideologi jest w tym wszystkim. Nie wierzę nikomu kto jest emocjonalnie zaangażowany w ratowanie Matki Ziemi za pomocą wcinania marchewki. Większość tych badań jest tendencyjna PO OBU STRONACH. Metaanalizy są fajne, ale kluczem jest tu dobór badań i wagi, Można tu wykazać co się chce. Dlatego istnieje cała kupa doniesień że nie ma lepszej diety niż LCHF - całe tygodnie czytania i oglądania. Chcesz argumentów? Wyzdrowiałem! W sierpniu zrobiono mi krzywą cukrową i pani doktor z wyraźnym zawodem powiedziała: nie ma pan nawet nietolerancji glukozy.

EOT

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, Jajcenty said:

Nie wiesz o czym mówisz prawda? Otóż jeśli nie zjem umami przez jeden dzień to dostaję takiego głodu, że nie jestem w stanie się powstrzymać przed jedzeniem. Uspakajają mnie dopiero ze dwie puszki tuńczyka wyżarte prosto z puszki. Na diecie roślinnej dostaję depresji po 72 godzinach. Nie pomagają litry magi i kilogramy ostrej papryki używane żeby nadać choć trochę smaku temu błotu.

Ponad dwa lata temu stwierdzono u mnie zespół metaboliczny. 360 cholesterol, 220 lipidy, 120 cukier rano. Przeszedłem na HCLF, przez rok nie zmieniło się nic. Mimo biegania, pompowania. Dokładnie rok temu wkurzyłem się i siadłem do neta - TRZY pieprzone miesiące grzebania w pubmedzie, oglądania jakiś oszołomów na yt. Byłem wszędzie i widziałem wszystko. Od marca zeszłego roku jestem na TRF 20:4 z dużym ograniczeniem węglowodanów. Po 9 miesiącach cholesterol 220, lipidy 150, cukier 100. Schudłem 15 kilo.

I to wszystko mimo zaprzestania biegania, a z powodu kontuzji barku na dość długo odpuściłem ćwiczenia siłowe. Będzie Ci bardzo trudno przekonać mnie do diety roślinnej, bo mam dowód (anegdotyczny) na własnej skórze: roślinność mi szkodzi. Nie wiem co pomaga innym. Obawiam się że każdy jest inny i niektóre typy nie przetrwają na tłuszczu inne na błonniku. Nie ma jednej uniwersalnej diety pasującej wszystkim.

 

Nie. Zbyt wiele ideologi jest w tym wszystkim. Nie wierzę nikomu kto jest emocjonalnie zaangażowany w ratowanie Matki Ziemi za pomocą wcinania marchewki. Większość tych badań jest tendencyjna PO OBU STRONACH. Metaanalizy są fajne, ale kluczem jest tu dobór badań i wagi, Można tu wykazać co się chce. Dlatego istnieje cała kupa doniesień że nie ma lepszej diety niż LCHF - całe tygodnie czytania i oglądania. Chcesz argumentów? Wyzdrowiałem! W sierpniu zrobiono mi krzywą cukrową i pani doktor z wyraźnym zawodem powiedziała: nie ma pan nawet nietolerancji glukozy.

EOT

Mówimy przecież o dietach roślinnych w kontekście całego społeczeństwa, o osobach zdrowych, nie o przypadkach chorobowych... 

Znów ktoś daje wymijające odpowiedzi... Znów osoba, która ma czas pisać w internetach, ale kiedy prosi się o dowody to jest cisza. No cóż. Niech umami będzie z Tobą.

EOT

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
25 minut temu, juicy_e napisał:

nów ktoś daje wymijające odpowiedzi... Znów osoba, która ma czas pisać w internetach, ale kiedy prosi się o dowody to jest cisza. No cóż. Niech umami będzie z Tobą.

Po prostu nie mam czasu. Argumentów możesz poszukać sam. Ja byłem uczciwy i dłuuugo szukałem argumentów za dietą roślinną. Mam wdrukowany skrypt żywieniowy, jajka złe, tłuszcz zły, dlatego pierwszą reakcją na złe wiadomości było przejście na trawę. 

time-magazine-cholesterol-covers.jpg

 

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem jedną z najgorszych rzeczy w wegańskiej diecie jest moment, gdy matka weganka postanawia, że nie będzie karmić swojego dziecka własnym mlekiem, tylko przygotuje mu jakąś roślinną papkę. Jeszcze gorzej, gdy przygotuje ją bez poważnej konsultacji ze specjalistą.

Dla mnie brzmi to jak cofanie się w ewolucji do czasów gadów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście, że skonsultuje, ze „specjalistami” z internetu. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niedobór witaminy B12 zwiększa ryzyko zakażenia 2 niebezpiecznymi patogenami: pałeczką ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa) i paciorkowcem kałowym (Enterococcus faecalis).
      Badania prowadzono na nicieniach Caenorhabditis elegans, które tak jak ludzie nie potrafią wytwarzać witaminy B12 i muszą ją pozyskiwać z pożywienia.
      Zespół z Rice University odkrył, że nicienie z niedoborem B12 cechuje obniżona zdolność metabolizowania aminokwasów rozgałęzionych (ang. branched-chain amino acid, BCAA). Prowadzi ona do akumulacji produktów częściowego rozkładu (propionianów), które niekorzystnie wpływają na mitochondria.
      Naukowcy podkreślają, że w USA co najmniej 10% dorosłych ma niedobór witaminy B12, a jego ryzyko rośnie z wiekiem. W Wielkiej Brytanii niedobory witaminy B12 występują u 20% populacji osób w wieku 65+.
      Wykorzystywaliśmy C. elegans do badania wpływu diety na gospodarza i odkryliśmy, że jeden rodzaj pokarmu dramatycznie zwiększa oporność na liczne stresory - np. gorąco i wolne rodniki - oraz patogeny - opowiada prof. Natasha Kirienko.
      Po raz pierwszy akademicy wpadli na ślad tego zjawiska podczas eksperymentów mających pomóc w ustaleniu mechanizmów patogenności P. aeruginosa. Jako organizm modelowy Amerykanie wykorzystali właśnie C. elegans. Tak jak w wielu innych laboratoriach, nicienie karmiono pałeczkami okrężnicy (Escherichia coli).
      Odkryliśmy, że przestawianie się między 2 szczepami E. coli - OP50 i HT115 - drastycznie zmieniało tolerancję stresu nicieni.
      Po długim okresie badań stwierdzono, że kluczową różnicą między dietami była zdolność OP50 i HT115 do nabywania witaminy B12 ze środowiska. Wykazaliśmy, że HT115 jest w tym zakresie o wiele bardziej wydajna i wytwarza ok. 8-krotnie więcej białka potrzebnego do pobierania B12 - wyjaśnia Alexey Revtovich.
      Autorzy artykułu z pisma PLoS Genetics przeprowadzili wiele testów, by potwierdzić wyniki i wykluczyć inne mechanizmy. Udokumentowali także, że C. elegans na diecie HT115 opierają się zakażeniu także innym patogenem - paciorkowcem kałowym.
      Ryan Lee podkreśla, że laboratoria z całego świata powinny uwzględnić różnicujący wpływ diety na C. elegans. Niektóre laboratoria wykorzystują jako standardowy pokarm OP50, pozostałe HT115 lub jeszcze inny szczep E. coli. Nasze badania pokazują, że istnieją znaczące metaboliczne różnice między dietami [...].

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      U osób z cukrzycą typu 2. dieta roślinna poprawia uwalnianie insuliny oraz inkretyn (hormonów jelitowych, które zwiększają poposiłkowe wydzielanie insuliny).
      Naukowcy z Czech, Włoch i USA porównali wpływ posiłku wegańskiego i dania zawierającego mięso na poziomy hormonów u 20 mężczyzn z cukrzycą typu 2. Badanie miało układ naprzemienny, co oznacza, że wszyscy jedli w różnych momentach czasowych oba rodzaje dań: burgery z tofu i z mięsa. Były one dopasowane pod względem kaloryczności i proporcji składników odżywczych.
      Poziomy glukozy, insuliny, peptydu C, glukagonopodobnego peptydu-1 (GLP-1), amyliny oraz glukozozależnego peptydu insulinotropowego w osoczu określano 5-krotnie: po 0, 30, 60, 120 i 180 min.
      Okazało się, że poposiłkowe wydzielanie insuliny wzrastało po daniu wegańskim mocniej niż po burgerze mięsnym. Podobnie było w przypadku inkretyn, a szczególnie GLP-1.
      Parametry funkcji komórek beta wysp trzustkowych także uległy po wegańskim daniu poprawie. To ważne, gdyż u cukrzyków funkcja komórek beta jest często osłabiona, a zachowanie ich zdolności do wytwarzania insuliny jest świętym Graalem diabetologii.
      Warto przypomnieć, że wcześniejsze badanie Hany Kahleovej z Komitetu Lekarzy na Rzecz Odpowiedzialnej Medycyny pokazało, że po 16 tygodniach diety roślinnej u dorosłych z nadwagą spada insulinooporność i poprawia się funkcja komórek beta. Inne studia demonstrowały, że dieta wegańska to skuteczna metoda kontrolowania, a nawet odwracania cukrzycy typu 2. i że u osób przestrzegających roślinnej diety ryzyko wystąpienia cukrzycy jest o ok. połowę niższe niż u niewegetarian.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zespół z działającego przy Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej Koła Naukowego Biotechnologów Herbion pracuje nad stworzeniem substytutu jogurtu na bazie prosa. Produkt ma być lokalnym i tańszym odpowiednikiem dostępnych na rynku jogurtów wykorzystujących mleko kokosowe, ryżowe i sojowe.
      Osoby, które rezygnują z nabiału, np. dlatego, że mają skazę mleczną i nie tolerują białek mleka albo decydują się na dietę wegańską, często odmawiają sobie jakichkolwiek produktów probiotycznych – mówi Cezary Piwowarczyk. A probiotyki mają bardzo pozytywny wpływ na stan naszego układu pokarmowego, czyli nasze zdrowie. Pomyślałem, że moglibyśmy spróbować jakoś je zastąpić.
      Tak narodził się pomysł zrobienia jogurtu na bazie surowców zbożowych. Studenci wybrali proso, bo ma wiele cennych właściwości. Jest bezglutenowe – zaznacza Klaudia Wojtachnio. To sprawia, że także osoby, które mają celiakię czy alergię na gluten, mogłyby bez obaw spożywać taki jogurt, a należy zaznaczyć, że gluten jest, zaraz po mleku, jednym z najczęstszych alergenów. Dodatkowo proso zawiera m.in. fosfor, krzem, żelazo, cynk czy witaminy B1 i B2. Ze względu na te ostatnie, nasz produkt byłby prawdziwą bombą witamin z grupy B, ponieważ bakterie zawarte w jogurcie również są w stanie je produkować.
      Proso jest też tanie i łatwo dostępne. Dodatkowo, co typowe dla roślinnych alternatyw mleka, nie znajdziemy w nim laktozy ani cholesterolu. Są w nim za to nienasycone kwasy tłuszczowe (zdrowsze niż nasycone) i błonnik. Niektóre badania wykazały, że proso zawiera związki, które wykazują zdolność obniżania cholesterolu, a także poziomu insuliny i glukozy we krwi – dodaje Cezary Piwowarczyk.
      W pogoni za smakiem
      Do tej pory młodzi biotechnolodzy więcej czasu niż w laboratorium spędzili w bibliotece. Zrobiliśmy dokładny przegląd literaturowy – opowiada Cezary Piwowarczyk. Szukaliśmy, czy ktoś już taki produkt opracował, a jeśli tak, czy ma na niego patent. Sprawdzaliśmy, czy są sposoby produkcji, na których moglibyśmy się oprzeć, czy musimy zaczynać od zera. Czytaliśmy też, jak kształtuje się popyt na mleko i jego alternatywy.
      Studenci nie znaleźli informacji o jogurcie z prosa, ale na podstawie opisanych procesów technologicznych dla ryżu, owsa i soi przygotowali wstępny szkic swoich działań. Okazało się także, że warto szukać alternatyw nabiału, bo w społeczeństwach zachodnich cieszą się coraz większym zainteresowaniem.
      Korzystamy z dostępnych kultur starterowych, które każdy może kupić, dodać do mleka i zrobić sobie jogurt w domu – opowiada Cezary Piwowarczyk. To zestawy mikroorganizmów, które odpowiadają za konkretne właściwości produktu. Sprawdzamy, jak te kultury przyjmują się na naszym napoju z prosa, jak go fermentują, czy są w stanie go zagęścić, nadać mu ciekawy aromat. Chcemy optymalizować proces do momentu uzyskania produktu, który będzie smaczny.
      Właściwy smak to klucz do sukcesu. Jogurty na bazie składników roślinnych często pozostawiają w tej kwestii wiele do życzenia.
      Pole do popisu
      Żeby rozwijać swój projekt, studenci nawiązali współpracę z Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN. Znajduje się tam analizator, który monitoruje przebieg fermentacji poprzez m.in. rejestrację pH czy zmian temperatury – wyjaśnia Klaudia Wojtachnio. Dzięki temu będziemy w stanie stwierdzić, jak dana kultura starterowa fermentuje nasz napój i ile to trwa. Pozwoli nam to ustalić właściwe warunki dla tego procesu i znacznie przyspieszy optymalizację produkcji.
      Członkowie Koła Naukowego Biotechnologów Herbion myślą także o tym, by ich produkt był synbiotyczny, czyli łączył probiotyk (żywe mikrobiologiczne dodatki żywieniowe, korzystnie działające na organizm gospodarza poprzez poprawę równowagi mikroflory jelitowej) i prebiotyk (substancje stymulujące rozwój prawidłowej flory jelit, odporne na działanie enzymów trawiennych). To z kolei wiąże się z jeszcze większym skomplikowaniem całego procesu.
      Stworzenie technologii, którą można by wprowadzić w produkcji produktu przeznaczonego na rynek, to kwestia miesięcy, a może nawet lat. Biotechnologia spożywcza bardzo prężnie się jednak rozwija i wciąż ma ogromny potencjał, który – co udowadniają studenci Politechniki Warszawskiej – można wykorzystać.
      Nad projektem pracuje osiem osób: Klaudia Wojtachnio, Cezary Piwowarczyk, Anna Cieciuch, Maria Hayder, Joanna Jasińska, Agata Krosman, Urszula Mościbrodzka oraz Zuzanna Zając. Wszyscy studiują biotechnologię na PW.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Za parę lat, a może wcześniej orężem w zwalczaniu otyłości stanie się guma do żucia. Jej smak nie będzie się różnił od dzisiejszych miętowych czy owocowych drażetek i listków, ale skład już tak. Tajemniczym składnikiem ma być polipeptyd YY, jeden z czynników wywołujących uczucie sytości.
      Polipeptyd YY3-36 jest hormonem, który wydziela się do krwiobiegu zarówno w czasie jedzenia, jak i podczas wysiłku fizycznego. Jego ilość rośnie wraz z liczbą spożytych kalorii. PPY3-36 hamuje opróżnianie żołądka oraz wydzielanie soków żołądkowego i trzustkowego. Wcześniejsze badania wykazały, że u otyłych osób stężenie PPY3-36 w osoczu jest niższe zarówno na czczo, jak i po posiłku. Co ważne, dożylne podanie PPY3-36 grupie otyłych i szczupłych ochotników u wszystkich zwiększało poziom hormonu w osoczu i znacznie obniżało liczbę spożywanych kalorii.
      PPY3-36 jest hormonem hamującym apetyt, ale kiedy zażywa się go doustnie, duża część zostaje zniszczona w żołądku, a pozostały ma problem z przeniknięciem do krwiobiegu - wyjaśnia dr Robert Doyle z Syracuse University.
      Jak ukryć PPY3-36, by mógł bez przeszkód pokonać przewód pokarmowy? Kilka lat temu Doyle odkrył, że witamina B12 stanowi świetną platformę doustnego aplikowania insuliny, eksperymenty pokazały, że sprawdza się też w odniesieniu do polipeptydu YY. Faza pierwsza studium miała zademonstrować, że możemy dostarczać do krwiobiegu odpowiednie klinicznie dawki PPY3-36. Kolejnym krokiem ma być wdrożenie systemu B12-PYY np. w gumie do żucia albo suplemencie. Ta pierwsza miałyby wspomagać odchudzanie na podobnej zasadzie jak guma nikotynowa rzucanie palenia.
      Jeśli wszystko się uda, ludzie będą mogli zjeść zbilansowany posiłek, a następnie sięgnąć po gumę. Suplement PYY zaczynałby działać po 3-4 godz., zmniejszając apetyt w okolicach kolejnego posiłku.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Witaminy B6, B12 oraz kwas foliowy są ważnymi składnikami odżywczymi dla naszego mózgu. Ich rola i znaczenie nie są jeszcze dobrze poznane, ale najnowsze badania, prowadzone między innymi przez Departament Rolnictwa USA (U.S. Department of Agriculture, USDA) zaczynają wyjaśniać nam niektóre zależności.
      Dotychczasowe badania związku witamin z grupy B z funkcjonowaniem mózgu dawały niespójne lub nawet sprzeczne wyniki. Nowe badania, będące efektem współdziałania wielu instytucji (brały w nich udział Agricultural Research Service (ARS) Western Human Nutrition Research Center w Davis, University of California - San Francisco, University of California - Davis (UCD) oraz zespół badawczy Area Latino Study on Aging (SALSA)) dały odpowiedzi na niektóre pytania związane z działaniem kwasu foliowego (inaczej folacyny, zaliczanej do witamin grupy B).
      Pierwsze badanie wykazało, że niedobór folacyny we krwi wiąże się z występowaniem demencji i zaburzeń poznawczych, mierzonych przy pomocy standardowych testów na pamięć. Zależność była wyraźna, mimo że zaledwie jeden procent badanych cierpiał na niedobór tej witaminy.
      W drugim badaniu znaleziono związek depresji z niskim poziomem kwasu foliowego. Zależność ta dotyka jednak tylko kobiety (nie mężczyzn). Ochotniczki poddane badaniom, u których zawartość kwasu foliowego w osoczu krwi mieściła się w dolnej 1/3 były dwukrotnie bardziej narażone na depresję od kobiet, u których poziom tej witaminy mieścił się w górnej 1/3. Depresja, jak mówią badania, stanowi również czynnik negatywnie wpływający na funkcjonowanie mózgu.
      Badania nad witaminą B12 przeprowadzone przez zespół SALSA (projekt mający na celu długofalowe badanie procesów starzenia) sugerują, że proteina znana jako holoTC (holotranscobalamina) jest kluczowym związkiem dla wczesnego i pewnego wykrywania zaczynających się zaburzeń funkcji poznawczych.
×
×
  • Create New...