Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Szkoda pieniędzy na suplementy diety

Recommended Posts

3 dniowej nie dałem rady. Te głodówki, to efekt znajomości prac dr Wiśniewskiej-Roszkowskiej, czy jest inna przyczyna motywacji?

 

Przyznam szczerze że nie kojarzę tej Pani. W młodości - wiele lat temu - poczytałem trochę (ot, pierwsze 'fascynacje' wegetarianizmem; guzik pamiętam autorów :) ), spróbowałem, i zauważyłem, że to DZIAŁA. Czułem się znacznie lepiej. Ale chyba jesteś 'cienias', skoro trzy dni to problem. ;) Z mojego doświadczenia problemem jest pierwszy dzień (ot burczy w brzuchu itp.), drugiego dnia (po defekacji) jest lepiej, a trzeciego dnia chodzisz trzydzieści centymetrów ponad chodnikami. Nie przegiąłem - nie przekroczyłem pięciu dni, bo tu już trzeba trochę mądrości i przygotowań, zarówno przed, jak i po.

P.S. Dzięki za uznanie 'świadomości'. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

a trzeciego dnia chodzisz trzydzieści centymetrów ponad chodnikami.

Motywujące.:)

To pewnie też zależy od zaśmiecenia oganizmu. Oczyszczony (kolejnymi głodówkami) lżej przechodzi uwalnianie toksyn.

3dniową odkładam na okres stagnacji. Po takim poście, przysadka produkuje tyle hormonu wzrostu, co u 10 letniego dziecka i mięśnie rosną jak chwasty ( taka moja motywacja ;)), a przy okazji skorzystają telomery i mitochondria.

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesz, że moja wiedza na temat telomerów podobna jest do Twojej w temacie pochodnej kowariantnej (chyba, że się mylę). Oczywiście zakładam, że masz rację. Nie zgodzę się jednak z odkładaniem głodówki na jakiś 'okres'. To jest bez sensu. Zaśmiecenie organizmu następuje ZAWSZE - TRAWIMY (nie wszystko, co doskonale wiesz). O ile dobrze pamiętam, przeciętny Polak (w moim wieku) nosi w sobie ze trzy kilogramy czegoś, co nie powinno w nim być - nie wchodźmy może w szczególy owego syfu. Głodówka, jak widzę doskonale wiesz, to wydala; i nie można jej 'przedawkować'. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
przeciętny Polak (w moim wieku) nosi w sobie ze trzy kilogramy czegoś, co nie powinno w nim być - nie wchodźmy może w szczególy owego syfu. Głodówka, jak widzę doskonale wiesz, to wydala

Czyli że jak: zbierasz to przez np. 40 lat i wierzysz, że w 3 dni obniżysz zawartość tego czegoś w mierzalny sposób? Mocno w to wątpię.

 

Zwróć też uwagę, że głodówka spowalnia metabolizm. Jesz zatem coraz mniej, ale wydalasz także coraz mniej, za to z powietrza i wody pochłaniasz tyle samo co zawsze. Słaby układ.

 

nie można jej 'przedawkować'. :)

Wprost przeciwnie. Witamin rozpuszczalnych w tłuszczach już teraz większość z nas przyjmuje za mało, więc nadużywanie głodówki może poważnie zaszkodzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czyli że jak: zbierasz to przez np. 40 lat i wierzysz, że w 3 dni obniżysz zawartość tego czegoś w mierzalny sposób? Mocno w to wątpię.

 

Ja też, dlatego mówię o REGULARNYCH głodówkach. :)

 

Zwróć też uwagę, że głodówka spowalnia metabolizm. Jesz zatem coraz mniej, ale wydalasz także coraz mniej, za to z powietrza i wody pochłaniasz tyle samo co zawsze. Słaby układ.

 

Wcale nie jem, i jakoś nie odczuwam spowalniania metabolizmu. Przy trzecim dniu mam taki power, że nawet Ci się o czymś takim nie śniło. :) Snu też wystarcza znacznie mniej. Nie zapraszam dziewczym w takim czasie. ;)

 

Wprost przeciwnie. Witamin rozpuszczalnych w tłuszczach już teraz większość z nas przyjmuje za mało, więc nadużywanie głodówki może poważnie zaszkodzić.

 

Jakoś wątpię. Mamy coś, co nazywa się WĄTROBĄ (taki tam magazyn...). Oczywiście nie mówię o ekstremie - like Jesus - 40 dni. Ale też się da. Znam takich.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wcale nie jem, i jakoś nie odczuwam spowalniania metabolizmu.

Spowolnienie metabolizmu jest faktem, nie odczuciem.

Snu też wystarcza znacznie mniej.

To akurat nie dziwi - organizm mniej robi, więc mniej się męczy, więc mniej snu potrzebuje.

Nie zapraszam dziewczym w takim czasie. ;)

O, czyżby brak sił się udzielał? ;)

Jakoś wątpię. Mamy coś, co nazywa się WĄTROBĄ (taki tam magazyn...).

Jak masz niedobór, to masz niedobór. Z pustego i Salomon nie naleje.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Spowolnienie metabolizmu jest faktem, nie odczuciem.

 

Widać 'fakty' nie współgrają z FAKTAMI. Bywa.

 

O, czyżby brak sił się udzielał? ;)

 

Raczej nadmiar. Panie w moim wieku tego nie 'wyrabiają'. :D Kiedyś spróbowałem.

 

Jak masz niedobór, to masz niedobór. Z pustego i Salomon nie naleje.

 

Nie wiem, co zrobiłeś swojej wątrobie. Ale współczuję.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie wiem, co zrobiłeś swojej wątrobie. Ale współczuję.

Słabe to było. Ale jeżeli masz sposób na endogenne wytwarzanie wit. A lub D3 w organizmie obciążonym ich niedoborem (który jest normą we współczesnej cywilizacji), koniecznie to zgłoś - masz sporą szansę na publikację w Nature.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może inaczej. Jak głęboko empiryczna jest Twoja wiedza, a jak tylko WYCZYTANA? Obawiam się, że jesteś w tej kwestii zwyczajnym ignorantem. :D Jako fizyk wolę jednak instancję OSTATECZĄ - EMPIRIĘ.

 

Edit: ile i jak długich głodówek dokonałeś?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jako fizyk znasz zapewne prawo zachowania masy. Jeżeli nowych dostaw nie przyjmujesz z zewnątrz, a zużycie wciąż zachodzi, to nie ma innej możliwości niż spadek łącznej ilości znajdującej się w obiegu. I to, co Ty odczuwasz, nie ma tu nic do rzeczy.

 

Ale tak jak mówiłem: jeżeli znasz sposób na obejście tego, tym bardziej to zgłoś - wygląda na to, że masz jednocześnie szansę na Nobla z fizyki za podważenie PZM.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybacz, ale nie ma czegoś takiego, jak prawo zachowania masy. Chyba wychowałeś się w buszu - wiemy to już prawie sto lat. Był taki pan, który nazywał się Einstein. :D

E = mc2

Swoją drogą, jeśli nie ma dowozu z zewnątrz, to chudnę. Dosyć proste.

Gdzie Ty żyjesz, że o takich Noblach myślisz?

 

Edit: przepraszam, ponad 100 lat. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pozostaje Ci tylko do udowodnienia, że energia pozyskana z utraconej wit. D wpływa korzystnie na Twoje zdrowie. Do dzieła!

 

 

Dla mnie EOT, ta rozmowa do niczego wartościowego już nie doprowadzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanawia mnie wynik tych badań. Z jednej strony mamy zalecane minimalne ilości różnych składników, które zabezpieczają przed niedoborami. Ilości tych nie da się przyswoić z dietą, bo trzeba by było zjeść tyle, że spowodowałoby to otyłość w szybkim tempie. Kto nie wierzy niech napisze jadłospis na tydzień, w którym nie będzie żadnego niedoboru wedle zalecanych dawek i sprawdzi sam, że wychodzi mu przy okazji np. 7000 kcal na dzień ;)

 

Z drugiej strony multiwitaminy nie poprawiają zdrowia, choć zawierają te substancje, o które chodzi.

 

Trzeba pomyśleć nad wytłumaczeniem.

 

1. Można powiedzieć, że w tabletce są to związki sztuczne. Z drugiej strony, chemicznie są to te substancje, o które chodzi. Może to kwestia jakichś interakcji w ramach mieszanki?

 

2. Może zalecenia spożycia określonych witamin i pierwiastków śladowych są błędnie wyśrubowane ponad możliwość zaspokojenia z dietą. Zakładam, że wśród ludzi, którzy nie łykają witamin muszą zdarzać się niedobory. Jednak nie skracają one życia.

 

3. Może trzeba szczegółowo sprawdzić nawyki żywieniowe badanych i stwierdzić, czy dla suplemenciarzy branie np. multiwitaminy nie stanowi alibi dla mniej zdrowej diety.

 

4. Może te badania to spisek koncernów farmaceutycznych przeciw koncernom suplementacyjnym? ;)

 

Ktoś ma inne propozycje?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wg mojej wiedzy problem z tabletkami polega na "kontekście", w jakim są podawane.

 

Naturalne witaminy są podawane w formie mocno rozcieńczonej, zmieszanej m.in. z błonnikiem (który fizycznie utrudnia wchłanianie, ale jednocześnie, paradoksalnie, może je ułatwiać, bo rozciąga ten proces w czasie) czy z ogólną masą pokarmową. Tabletka tymczasem błyskawicznie przechodzi przez przewód pokarmowy, zatem musi uwalniać substancje aktywne szybko, bo tylko w ten sposób zdąży je uwolnić zanim zostanie częścią masy kałowej.

 

Efekt tego jest taki, że witaminy czy inne składniki uwolnione z tabletek po prostu zapychają jelitowe białka transportowe, które zwyczajnie nie nadażają z ich wchłanianiem do krwioobiegu. Ewolucyjnie nigdy nie potrzebowaliśmy przeciez aż tak wydajnego systemu transporterów, bo do połowy XX wieku organizmy ludzi nie miały styku z tak silnie stężonymi witaminami.

 

Co do norm (a dokładniej: wartości referencyjnych): to, o czym piszesz, tylko potwiedza, jak niewiele wiemy na ten temat. Wiele z tych wartości zostało ustalonych kilkadziesiąt lat temu, a samo pojęcie niedoboru jest bardzo względne - bo tak naprawdę czym jest niedobór? Czy o niedoborze możemy mówić dopiero wtedy, kiedy pojawia się jednoznacznie szkodliwy efekt, czy może już wtedy, kiedy funkcjonowanie organizmu przestaje być idealne? Czy (tu stawiam pytanie, niczego nie orzekam) wzrost ryzyka choroby przewlekłej o 10% przy jednoczesnym zachowaniu idealnego stanu zdrowia "tu i teraz" to już niedobór, czy może tylko stan suboptymalny, a może właściwie wszystko jest ok, a wzrost o 10% jest całkowicie akceptowalny? Granice są tak płynne, że nie wiemy nawet jednoznacznie, czym jest w ogóle niedobór, a co tu dopiero mówić o wyznaczaniu granic normy określonych ilościowo.

 

@astroboy - to nie tak. Po prostu nauczyłem się rozpoznawać, kiedy dyskusja przestaje dawać szanse na wyciągnięcie jakichkolwiek wniosków, a staje się zwykłym kopaniem po kostkach, które średnio mnie bawi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiele z tych wartości referencyjnych zostało ustalonych kilkadziesiąt lat temu, ale cały czas są rewidowane. Pomijając kwestie definicyjne, wydaje mi się, że nawet wzrost ryzyka choroby przewlekłej o 10%, gdy jest to choroba w miarę poważna i powszechna, w badaniu na tysiącach ludzi powinien dać jakieś efekty w śmiertelności. Nawet, gdy choroba przewlekła nie zabija, to należałoby oczekiwać, że przynajmniej spowoduje jakieś powikłania lub przyjmowane na nią leki z czasem coś uszkodzą.

 

Efekt tego jest taki, że witaminy czy inne składniki uwolnione z tabletek po prostu zapychają jelitowe białka transportowe, które zwyczajnie nie nadażają z ich wchłanianiem do krwioobiegu.

 

Myślę, że jednak wchłanianie tabletek zostało sprawdzone. Mam przynajmniej taką nadzieję. Może natomiast mieć sens to, co piszesz o wchłanianiu w innym kontekście. Może ono nie tyle decydować o wchłonięciu bądź nie, a wchłonięciu wraz z czymś innym, co decyduje o wykorzystaniu. Czyli sama witamina to cegły, ale do zbudowania muru potrzebny jest też cement, piasek i woda.

 

Być może też organizm reaguje nie na np. beta-karoten, ale na marchewkę. Gdy dostanie beta-karoten to go przyswoi, ale nie za bardzo wie po co, a z marchewką wie, co zrobić?

 

PS. Z trzeciej strony, gdy nie łykam magnezu przed snem, to miewam nad ranem skurcze w łydkach, a gdy łyknę, to nie miewam, więc jednak organizm wie, po co jest ta tabletka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podsumowując. Ludzie zrobią wszystko, tylko nie to, by żyć jak dawniej, czyli dużo się ruszać, jeść zdrowo i nie kombinować jak by tu robić, a sie nie narobić ;)

Konsekwencją takiego stylu zycia jak mamy dzisiaj, jest własnie cała góra różnych leków na skutki ubocznetego stylu zycia, a leki te mają swoje skutki uboczne, a które są inne rozwiązania. Dochodzimy po jakimś czasie do tego, że wystarczy po prostu nie kombinować i będzie dobrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mikroos na pokładzie.:)

Powitać.

---------------

W obronie głodówek:

Istotne spowolnienie metabolizmu oczywiście, ale przy restrykcji kalorycznej trwającej znacznie dłużej niż te 3-5 dni ścisłej głodówki. W tak krótkim czasie organizm jeszcze nie przejdzie w tryb oszczędzania. Natomiast jako, że człowiek jest stałocieplny, potrzebne mu w tym czasie te kilka tysięcy cal weżmie "z siebie", spalając własne tkanki. Jest na tyle mądry, że stosuje hierarchię ważności: najpierw to co najmniej potrzebne czyli oczyszczając organizm z tkankowych śmieci.

Powyższe, to takie proste wytłumaczenie aktywacji katabolicznego szlaku AMPK, który daje bazę dla następującego po poście, anabolicznego mTOR.

 

Nadmienię jeszcze, że okresy głodu towarzyszyły człowiekowi od zarania dziejów i nasza fizjologia jest do niego lepiej przystosowana, niż do permanentnej obfitości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miło Cię widzieć po długiej przerwie. Widzę, że - jak zawsze - jesteś w formie ;)

 

W kwestii przedłużającej się restrykcji kalorycznej: pełna zgoda. Mamy pod dostatkiem danych potwierdzających, że ma ona doskonaly wpływ na kondycję organizmu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedyś umiałem słuchać swojego organizmu i wtedy nic mu nie brakowało... A organizm potrafił dawać dość jednoznaczne informacje czego mu potrzeba.

Jak kawał surowego mięsa wyglądał bardziej apetycznie niż czekolada... to szukałem czegoś co można szybko wchłonąć i ma dużo białka, np butelka maślanki. Gdy jabłko wydawało mi się najsmaczniejszą rzeczą na świecie to jadłem dowolne owoce jakie były w zasięgu (pewnie brak witamin).

A jak najadłem się słodyczy to nie mogłem usiedzieć w miejscu, musiałem jakoś to spalić.

 

A teraz jak patrzę na butelkę whisky to dochodzę do wniosku, że kuchnia jest za daleko aby iść po lód...

 

Też muszę się pobawić w głodówkę... ale to po świętach.

Na razie najdłuższa jaką miałem trwała 2 dni, bo sklep był za daleko...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mikroos, jak widzę z powyższego, "dyskusja przestaje dawać szanse na wyciągnięcie jakichkolwiek wniosków" dotyczy chyba tylko wybranych. Cóż, bywa.

A'propos kopania po łydkach, z racji swojego wzrostu potrafię znacznie wyżej. ;) Ale polecam Ci spojrzeć na cały wątek i odpowiedzieć sobie w duchu, kto wszedł w gumiakach z zamiarem pokazania, jak są duże. Pozdrawiam.

 

Edit: Pogo, a kto powiedział, że lód w whiskey jest potrzebny? ;) Ale jeśli z powodu 'odległości' robisz głodówkę, to chyba jest problem...

Share this post


Link to post
Share on other sites

@astroboy - specjalnie na Twoje życzenie: jeżeli masz ochotę, podaj mi dowód (lub chociaż logiczną przesłankę) na to, że trwające kilka dni odcięcie podaży pożywienia zwiększy poziom wit. D3 dostępnej w organizmie - alternatywnie: że spadek ilości wit. D3 jest dla organizmu typowego uczestnika współczesnej cywilizacji (czytaj: człowieka cierpiącego na przewlekły niedobór wit. D3) korzystny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Typowy uczestnik współczesnej cywilizacji najprowdopodobniej nie dotrwałby do tego miejsca polemiki, i najzwyczajniej w świecie przywaliłby w kufę (po czym zapewne obowiązkowy hamburger z frytkami). Jakoś - może złudnie - zakładam, że dyskutanci na tym forum nie są typowymi uczestnikami współczesnej cywilizacji, i jakoś nie zauważyłem, by w trakcie polemiki ktokolwiek zgłaszał przewlekły niedobór wit. D3. Proszę, nie diagnozuj innych (w szeczególności mnie), bo sam będziesz zdiagnozowany. Nawet jeśli moje max. 5 dni głodówki powoduje spadek ilości wit. D3, to powiewa mi to równie, jak wiatr w szprychach roweru, bo zyski zdecydowanie przewyższają straty. Lecz się sam 'lekarzu'.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ach, uwielbiam te argumenty "z życia wzięte", którym przeczą wszelkie dane naukowe. I wielkie zdziwienie, że organizm w stanie stresu wywołanego głodem jest pobudzony - lektura pierwszego z brzegu podręcznika fizjologii człowieka wyjaśniłaby Tobie przyczyny tego zjawiska. Podpowiadam: to pobudzenie wcale nie jest dobrą oznaką; wprost przeciwnie, jest bezpośrednim przejawem dyskomfortu, w jakim znalazł się organizm, bo organizm bez powodu nie marnuje energii na podtrzymywanie stanu pobudzenia.

 

Z kolei powszechny niedobór witaminy D3 i korzystny wpływ suplmentacji jest obiektywnym faktem, który z łatwością zweryfikujesz, jeżeli zdobędziesz się na odrobinę wysiłku i poczytanie choćby kilku publikacji na ten temat. I całkowicie nienaukowe i nieweryfikowalne "mnie się wydaje" niestety tego faktu nie zmienia.

 

 

Tym razem naprawdę kończę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mikroos, gonisz w piętkę. Zaczynasz przeczyć sobie:

 

"I wielkie zdziwienie, że organizm w stanie stresu wywołanego głodem jest pobudzony - lektura pierwszego z brzegu podręcznika fizjologii człowieka wyjaśniłaby Tobie przyczyny tego zjawiska."

 

Imputowałeś mi coś innego. :) Coś z dziewczynami. Przestań czytać opasłe tomiska czegoś, co mi jak wiatr w szprychach. Poobserwuj siebie. Jeśli na spokojnie przeczytasz swój post, to zauważysz może własne pobudzenie - zastosuj te tomiska do siebie, bo to nie jest zdrowe. :)

 

Edit: czuję zawsze komfort, szczególnie przy świadomej głodówce.

 

Edit2: o medytacji chciałbym nie wspominać. Bo medycyna chyba nie zna czegoś takiego. ;) Ale będę upierdliwy. Tak, medytacja pomaga. Mnie na pewno. Szczególnie na głupotę, i wszelkie 'niedobory'. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...