Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Antymalaryczne rośliny zagrożone

Recommended Posts

Naukowcy obawiają się, że w Afryce mogą wyginąć rośliny, które od setek lat są wykorzystywane w ludowej medycynie do łagodzenia objawów malarii. Uczeni z World Agroforestry Centre i Kenya Medical Research Institute (KEMRI) przyjrzeli się 22 gatunkom roślin ułatwiającym walkę z malarią.

Pod uwagę wzięto tylko 22 gatunki, ponieważ są to jedyne spośród tysięcy wykorzystywanych przez uzdrowicieli, których skuteczność udowodniono także metodami współczesnej medycyny.

Wielu antymalarycznym drzewom w Afryce grozi wyginięcie z powodu wycinania lasów oraz wykorzystywania roślin w medycynie. Nie wszystkie takie drzewa są zagrożone. Na razie można być spokojnym o drzewa rosnące na nizinach i wybrzeżu.

Uczeni korzystali zarówno z danych satelitarnych, jak i przeprowadzali rozmowy z lokalnymi społecznościami i uzdrowicielami. Spotkali się ze 180 uzdrowicielami i 100 pacjentami z 30 społeczności z Kenii, Tanzanii i Ugandy. Szczegółowo badali też skład chemiczny antymalarycznych roślin.

„Ledwie otarliśmy się o potencjalne lecznicze zastosowania tych roślin. Mimo, że są one szeroko używane przez rolników i mieszkańców obszarów wiejskich, większość z nich nigdy nie została przebadana przez naukowców" - mówi doktor Geoffrey Rukunga, dyrektor centrum badań nad medycyną naturalną KEMRI.

Malaria tradycyjnie leczona jest środkami roślinnymi. Najbardziej znany lek, chinina, pochodzi z chinowca. Najnowocześniejszy ze współczesnych leków i bardziej skuteczny od chininy jest pozyskiwany z bylicy rocznej. Niestety, niedawno okazało się, że malaria w Azji zaczęła zyskiwać odporność na leki z bylicy.

Wyginięcie roślin wykorzystywanych w tradycyjnej medycynie nie tylko zuboży środowisko naturalne, ale może pozbawić ludzkość szansy na odkrycie lekarstwa przeciwko malarii. Nie można przecież wykluczyć, że któraś z używanych przez uzdrowicieli roślin jest naprawdę skuteczna, a połączenie tradycyjnej wiedzy i nowoczesnej medycyny nie pozwoli na pozyskanie substancji zwalczającej chorobę, która zabija około 800 000 osób rocznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

paskudna choroba uwierzcie mi!

chętnie bym się zajął badaniami nad związkami zawartymi w tych roślinach...

kto sfinansuje??

Share this post


Link to post
Share on other sites

paskudna choroba uwierzcie mi!

chętnie bym się zajął badaniami nad związkami zawartymi w tych roślinach...

kto sfinansuje??

 

problemem nie jest sama choroba (mozna ja wyleczyc w 72h) ale brak lekarstw dla wiekszosci ludzi z czarnego ladu (a raczej brak funduszy na leczenie) - dawka na 3 dni kosztuje 5 Euro raptem ale dla wielu to bardzo duzo w tamtych rejonach

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Oddziaływanie roślin na zdrowie człowieka jest faktem niepodważalnym. Liczne badania naukowe dowodzą, że różne formy kontaktu z roślinami mają wpływ na poprawę kondycji psychicznej i fizycznej. Istotny wpływ na nasze zdrowie mają także rośliny we wnętrzach. Mogą one zniwelować negatywne oddziaływanie warunków miejskich, głównie dlatego, że umożliwiają bezpośredni kontakt z roślinami w miejscach, gdzie spędzamy większość czasu, czyli w pomieszczeniach.
      W mieszkaniach rośliny najczęściej zaspokajają potrzeby estetyczne, poprawiają jakość powietrza, a przez wysiłek fizyczny wkładany w ich pielęgnację, mają pozytywny wpływ na naszą kondycję fizyczną. Już sadzenie roślin w pojemnikach oddziałuje pozytywnie na nasze samopoczucie. Wykonywanie prac przy roślinach przez osoby schorowane i starsze wpływa nie tylko na kondycję fizyczną, ale i psychiczną, np. zwiększa siłę i masę mięśni, przyczynia się do lepszej koordynacji ruchowej, obniża stres i agresję. Badania wśród chorych na schizofrenię potwierdziły, że wpatrywanie się przez kilka minut w niektóre gatunki roślin doniczkowych powoduje obniżenie ciśnienia krwi i częstotliwość uderzeń serca.
      Szczególnie istotną funkcją roślin we wnętrzach jest poprawienie jakości powietrza. Z licznych badań wynika, że umieszczenie roślin doniczkowych w biurach i klasach szkolnych zmniejsza występowanie bólów głowy, chorób gardła oraz poprawia samopoczucie przebywających w pomieszczeniach. Uprawa roślin w pomieszczeniach przyczynia się także do zwiększenia wilgotności powietrza. Ma to istotne znaczenie, ponieważ współczesne materiały budowlane powodują jej obniżenie. Powietrze w nowych budynkach mieszkalnych i biurowych jest bardzo suche; wilgotność sięga zaledwie 20-30%. Bardzo skutecznym sposobem zwiększania wilgotności powietrza w pomieszczeniach jest uprawa roślin. Roślina podczas transpiracji wyparowuje wodę przez nadziemne organy.
      Im większa roślina, większa powierzchnia liści, tym bardziej roślina nawilża powietrze. Transpirowana przez rośliny para może zawierać substancje (fitoncydy), które wyciszają rozwój drobnoustrojów w powietrzu. Rośliny we wnętrzach, oprócz podwyższania wilgotności powietrza, wpływają także na jego jakość. Rośliny uprawiane w pomieszczeniach oczyszczają powietrze ze szkodliwych związków lotnych. Według Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska, w pomieszczeniach, zwłaszcza biurowych, może być nawet 900 różnych szkodliwych związków, a niektóre z nich przekraczają normy nawet ponad 100-krotnie. Przyczyn złej jakości powietrza w pomieszczeniach jest kilka: ich szczelność, niewłaściwa wentylacja, niska wilgotność względna powietrza, emisje substancji toksycznych, wydzieliny biologiczne. Wśród zanieczyszczeń toksycznymi związkami lotnymi znajdują się: formaldehyd, ksylen, toluen, benzen, trójchloroetylen, etylen i alkohole. Źródłem tych związków są w dużej mierze materiały budowlane, elementy wykończenia wnętrz, farby, lakiery oraz sprzęt biurowy, zwłaszcza drukarki. Związki te powodują podrażnienia błon śluzowych, zawroty i bóle głowy, znużenie, nudności, biegunki, niektóre są nawet rakotwórcze. Są nawet określone symptomy związane z tzw. zespołem chorego budynku, takie jak: alergie, astma, zmęczenie, ból głowy, zaburzenia systemu nerwowego oraz trudności z oddychaniem. Na podstawie licznych badań wykazano, że obecność żywych roślin w pomieszczeniach korzystnie wpływa na samopoczucie oraz zdrowie człowieka. Rośliny do dekoracji wnętrz dzieli się pod względem walorów ozdobnych na gatunki o ozdobnych kwiatach i o ozdobnych liściach. Pod względem estetycznym ciekawsze są rośliny kwitnące, gdzie misterna budowa kwiatów zawsze wzbudza podziw. Jednak biorąc pod uwagę funkcje oczyszczania powietrza z toksyn i podnoszenia jego wilgotności, korzystniej jest uprawiać rośliny o ozdobnych liściach. Do dekoracji pomieszczeń dysponujemy dziś około 1000 różnych taksonów roślin. Są one zróżnicowane pod względem przynależności systematycznej, pochodzenia i wyglądu zewnętrznego. Do roślin najskuteczniej usuwających formaldehyd z powietrza należą: popularna paproć - nefrolepis wysoki, palmy – złotowiec lśniący oraz daktylowiec karłowy, draceny: deremeńska, obrzeżona i wonna, popularny storczyk – falenopsis, figowce – benjamiński i sprężysty, epipremnum złociste, skrzydłokwiat i wiele innych gatunków.
      Podsumowując, każda roślina we wnętrzu korzystnie oddziałuje na nasze samopoczucie i jakość powietrza w pomieszczeniach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na łamach Nature Communications ukazały się wyniki pierwszych badań, których autorzy wykazali istnienie związku pomiędzy popytem na pewne dobra rolnicze w krajach rozwiniętych, a ryzykiem malarii w dostarczających te dobra krajach rozwijających się. Jak uważają autorzy badań, naukowcy z Uniwersytetów w São Paulo i Sydney, około 20% ryzyka malarii związanych z wylesianiem jest związane z międzynarodowym handlem tytoniem, kakao, kawa, bawełną czy drewnem.
      Naukowcy przeanalizowali dane z lat 2000–2015. Skorzystali przy tym z bazy danych stworzonej przez profesora Manfreda Lenzena i jego grupę z University of Sydney. Baza ta zawiera informacje o handlu międzynarodowym. Obejmuje 189 krajów. Można się z niej dowiedzieć kto, co i gdzie sprzedaje, kto kupuje, kto przetwarza i gdzie ostatecznie trafiają przetworzone produkty. Dowiadujemy się z niej na przykład, które kraje od kogo kupują kakao, które następnie przetwarzają na czekoladę i gdzie tę czekoladę sprzedają. Lenzen odtworzył wszystkie możliwe elementy łańcuchów handlowych. W jego bazie znajduje się ponad miliard takich łańcuchów handlowych wraz z ich analizą.
      Teraz okazało się, że występowanie malarii blisko koreluje ze zmianami krajobrazu spowodowanymi wylesianiem, które ułatwia rozprzestrzenianie się wektorów przenoszenia choroby i zwiększa ekspozycję ludzi na nią. Określiliśmy, jaka część przypadków malarii związana jest z wylesianiem i stworzyliśmy współczynnik nazwany przez nas 'ryzykiem malarii'. Rozumiemy pod tym pojęciem liczbę zachorowań, która wystąpiłaby przy obecnym wylesiani i przy jednoczesnym braku działań zapobiegawczych, takich jak stosowanie moskitier nasączonych insektycydami czy leków bazujących na artemizynie. Część z tego ryzyka związane jest z handlem międzynarodowym, mówi jeden z autorów badań, doktorant Leonardo Suvege Moreira Chaves.
      Naukowcy wyodrębnili następnie te kraje, w których istnieje ryzyko malarii związanej z wylesianiem i dokonali ich analizy pod kątem handlu międzynarodowego. Okazało się, że 10% ryzyka malarii związana jest z produkcją dóbr na potrzeby Niemiec, USA, Japonii, Chin, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Holandii i Belgii.
      I tak krajem, w którym mieszka najwięcej osób narażonych na malarię w związku z wylesianiem spowodowanym handlem międzynarodowym jest Nigeria. W roku 2015 na ryzyko zapadnięcia na tę chorobę narażonych było 5,98 miliona mieszkańców, a miało to związek z eksportem drewna do Chin, kakao do Holandii, Niemiec, Belgii, Francji, Hiszpanii i Włoch oraz węgla drzewnego do Europy. Następna na niechlubnej liście jest Tanzania (5,66 miliona narażonych), a główne ryzyka to eksport tytoniu do Europy i Azji, bawełny do Azji Południowo-Wschodniej oraz drewna do Indii. Kolejnymi z najbardziej narażonych są mieszkańcy Kamerunu (5,49 miliona narażonych), w którym lasy wycinane są pod uprawy kakao dla klientów w Holandii, Hiszpanii, Belgii, Francji i Niemczech oraz drewna wysyłanego do Chin, Belgii, Włoszech, USA i innych krajów. Również mieszkańcy Kongo, Inii, Zambii, Mjanmy, Republiki Środkowoafrykańskiej i Burundi narażeni są na ryzyko malarii spowodowane wylesianiem na potrzeby eksportowe.
      Autorzy badań obliczyli też, że w 2015 roku najwięcej osób, bo 1,7 miliona, zostało narażonych na malarię w związku z produkcją towarów dla Chin. Na drugim miejscu na liście odbiorców znajdują się Niemcy (1,5 miliona narażonych), później Japonia (986 000), Wielka Brytania (815 000) i USA (770 000).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W pobliżu wsi Engare Sero w północnej Tanzanii znaleziono największy w Afryce prehistoryczny zbiór odcisków ludzkich stóp. Ponad 400 śladów zachowało się w zastygniętym osadzie wulkanicznym. Dają one specjalistom wyjątkowy wgląd w życie społeczne łowców-zbieraczy z Afryki Wschodniej.
      Biolog ewolucyjny Kevin Hatala i jego koledzy z Chatham University w Pittsburghu informują na łamach Scientific Reports, że ślady pochodzą sprzed 10-12 tysięcy lat. Co ciekawe, Engare Sero znajduje się w pobliżu dwóch miejsc ze znacznie starszymi odciskami stóp: Laetoli w Tanzanii, gdzie nasz przodek zostawił swój ślad przed 3,7 milionem lat oraz w Ileret w Kenii, gdzie znajdują się ślady sprzed 1,5 miliona lat.
      W Engare Seto naukowcy przeanalizowali rozmiary stóp, odległości między nimi oraz kierunek, w którym szli ludzie. Na tej podstawie stwierdzili, że mamy do czynienia z różnymi zestawami śladów. Pierwszy pozostawiła po sobie grupa złożona z 17 osób idących w kierunku południowo-wschodnim. Po porównaniu wielkości stóp z rozmiarami współcześnie żyjących ludzi naukowcy doszli do wniosku, że grupa składała się z 14 kobiet, 2 mężczyzn i chłopca. Niewykluczone, że kobiety szukały pożywienia, a mężczyźni im towarzyszyli lub je odwiedzali. Do dzisiaj niektórzy łowcy-zbieracze, w tym Hadza z Tanzanii, o których niedawno pisaliśmy, tworzą duże, składające się głównie z kobiet, grupy poszukujące pożywienia.
      Poza tą grupą widocznych jest 6 zestawów śladów, pozostawionych przez osoby, które szły na północny-wschód. Prawdopodobnie ludzie ci nie stanowili jednej grupy. Pozostawione odciski sugerują, że dwie kobiety i mężczyzna spacerowali powoli, kobieta i mężczyzna przeszli tamtędy szybko, są też ślady biegnącej kobiety.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jeśli epidemia koronawirusa wybuchnie w Afryce, może dojść tam do tragedii na wielką skalę. Od początku epidemii SARS-CoV-2 niektórzy specjaliści zwracali uwagę, że szczególnie mocno może on dotknąć Afrykę. Na Czarnym Lądzie znajdują się najuboższe kraje świata, które mają bardzo słabo zorganizowaną służbę zdrowia. W każdym rankingu światowych systemów opieki zdrowotnej ostatnich kilkadziesiąt miejsc jest zajmowanych przez kraje afrykańskie.
      Na razie sytuacja w Afryce wydaje się lepsza, niż gdziekolwiek indziej, ale przypadki COVID-19 pojawiły się i tam. Co prawda Afryka to kontynent młodych ludzi, ale jest tam nieproporcjonalnie dużo osób cierpiących na HIV, gruźlicę i inne choroby zakaźne. Ponadto, ze względu na duże zatłoczenie afrykańskich miast i olbrzymie slumsy, zachowanie tam bezpiecznej odległości do innych ludzi jest praktycznie niemożliwe.
      Nie wiemy, jak COVID-19 będzie zachowywał się w Afryce, mówi Glenda Gray, specjalistka od HIV, która stoi na czele South African Medical Resarch Council.
      Pierwszy przypadek SARS-CoV-2 w Afryce odkryto 27 lutego. Przywiózł go do Nigerii włoski turysta. Dotychczas w kraju tym wykryto zaledwie 2 przypadki zachorowań, jedna osoba już wyzdrowiała. Najwięcej przypadków zachorowań w Afryce subsaharyjskiej stwierdzono w RPA. Tam COVID-19 zdiagnozowano u 62 osób. Więcej niż 10 przypadków zachorowań znaleziono też w Senegalu (24) i Burkina Faso (15). W wielu krajach są pojedyncze przypadki.
      Problemem nie jest brak testów, bo w te zdążyło zaopatrzyć się już ponad 40 afrykańskich krajów. Problemem jest fakt, że badani są tylko ludzie wjeżdżający do poszczególnych krajów oraz osoby, które ostatnio podróżowały za granicę. Jak wiemy z europejskich doświadczeń, takie działania nie wystarczają. Nie wyłapują bowiem infekcji, do których dochodzi na miejscu. Sądzę, że mamy niewykryte przypadki. Trzeba pilnie się tym zająć, mówi Francine Ntoumi, parazytolog i specjalistka ds. zdrowia publicznego z Marien Ngouabi University w Republice Kongo.
      Na razie można przypuszczać, że – przynajmniej w RPA – sytuacja jest stabilna. Nie obserwuje się tam ani zwiększonej liczby pacjentów wykazujących objawy grypopodobne, ani zwiększonej liczby starszych pacjentów z ostrymi objawami ze strony układu oddechowego. Jednak lekarze mówią, że jest kwestią czasu, gdy turyści lub bogatsi ludzie, których stać na podróże, rozniosą epidemię.
      Czynnikami, które mogą uchronić Afrykę przed epidemią, jest demografia i temperatura. Afryka to najmłodszy z kontynentów. Mediana wieku Afryki subsaharyjskiej to poniżej 20 lat. Jedynie 3% populacji ma więcej niż 65 lat. Niewykluczone też, że w wysokich temperaturach SARS-CoV-2 jest mniej aktywny. To bardzo możliwe, zważywszy na fakt, że sezon grypowy w RPA zaczyna się dopiero w kwietniu, gdy temperatury spadają.
      Z drugiej jednak strony rozprzestrzenianiu się epidemii może spowodować zagęszczenie ludności w miastach oraz to, że rodziny afrykańskie są wielopokoleniowe. Jak ponadto zachęcić ludzi do mycia rąk w sytuacji, gdy brakuje wody pitnej i jak przekonać do używania mydła czy żelu ludzi, którym brakuje pieniędzy na jedzenie? Wiele krajów Afryki nie poradzi sobie z epidemią. Na przykład w Kenii, zamieszkanej przez 50 milionów ludzi, jest jedynie około 130 miejsc na oddziałach intensywnej terapii i około 200 pielęgniarek obsługujących te oddziały. Sytuację pogarsza wysokich odsetek osób cierpiących na choroby towarzyszące.
      Dotychczas w całej Afryce subsaharyjskiej zdiagnozowano około 140 przypadków COVID-19.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ubiegłym roku naukowcy ogłosili, że żuchwa H. sapiens i narzędzia znalezione w 2002 roku w izraelskiej jaskini Misliya liczą sobie 177-194 tysięcy lat. Wskazuje to, że człowiek współczesny opuścił Afrykę wcześniej, niż dotychczas przypuszczano. Zagadką pozostaje jednak jak, dlaczego, ile razy i jaką drogą człowiek współczesny opuścił Czarny Ląd.
      W najnowszym numerze Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) amerykańscy i izraelscy klimatolodzy i specjaliści nauk o Ziemi zaprezentowali dowody, iż letnie monsuny z Azji i Afryki pojawiały się na Bliskim Wschodzie już co najmniej 125 000 lat temu. Mogły więc otworzyć korytarz, którym H. sapiens wyszedł z Afryki.
      Prawdopodobny czas pojawienia się monsunów na Bliskim Wschodzie koreluje z cyklicznymi niewielkimi zmianami orbity Ziemi, które zwiększyły opady w tym regionie. Za bardziej intensywnymi opadami mogło pójść pojawienie się bogatszej szaty roślinnej, która wspomagała migracje ludzie i zwierząt.
      To może być ważna wiadomość dla ekspertów badających, jak, dlaczego i kiedy człowiek współczesny zaczął migrować z Afryki, mówi Ian Orland z University of Wisconsin-Madison. Wschodnia część Morza Śródziemnego to ważne wąskie gardło dla migracji z Afryki. Jeśli nasze dane są prawidłowe, to 125 000 lat temu, a zapewne również i w innych okresach mogły przez cały rok pojawiać się bardziej stałe deszcze, które zwiększały szanse na migracje, dodaje.
      Od czasów, gdy ludzie zapisują informacje o pogodzie wiemy, że na obszarach obejmujących dzisiejsze Izrael, Syrię, Liban, Jordanię i Palestynę zimy były wilgotne, a lata suche i gorące. Dawniej te suche i upalne lata poważnie utrudniały przemieszczanie się ludzi.
      Dotychczas jednak naukowcy mieli problemy z odtworzeniem pogody w czasach prehistorycznych. Badania pyłków roślin, osadów w miejscach dawnych jezior czy osadów z Morza Martwego oraz modele klimatyczne sugerowały, że czasami w regionie tym mogły występować wilgotne pory letnie.
      Orland i jego koledzy przyjrzeli się naciekom jaskiniowym w izraelskiej jaskini Soreq. Powstają one gdy do jaskini przedostaje się woda, z której wytrąca się kalcyt. W wodzie rozpuszczone są izotopy różnych pierwiastków, a ich badania mogą nam zdradzić czas i warunki formowania się nacieków.
      Wśród tych izotopów szczególnie interesujące się dwa izotopy tlenu – lekki 16O i ciężki 18O. W czasach współczesnych woda przyczyniająca się do powstawania nacieków zawiera oba izotopy, z czego lekki 16O jest dostarczany głównie podczas zimowych opadów deszczu.
      Naukowcy wykorzystali wyspecjalizowany mikropróbnik jonowy do zbadania stosunku 16O do 18O w dwóch naciekach liczących sobie 125 000 lat. Jednocześnie Feng He z Nelson Institute for Environmental Studies Cener for Climatic Research wykorzystywał modele klimatyczne do zbadania, jak zmieniała się roślinność Ziemi w ciągu ostatnich 800 000 lat. Już badania sprzed kilku lat sugerowały, że około 125 000 lat temu i około 105 000 lat temu klimat Bliskiego Wschodu był bardziej wilgotny, a pomiędzy tymi okresami przypominał on klimat obecny.
      Uzbrojony w tę wiedzę He mógł bardziej szczegółowo przyjrzeć się interesującym okresom. Jego modele wykazały, że w tym czasie monsuny powinny przesunąć się na północ. Z modeli wynikało, że niesione przez nie letnie opady były tak intensywne, iż niemal dwukrotnie zwiększyły ilość wody spadającej w ciągu roku. Jeśli to prawda, to stosunek 16O do 18O w porze letniej powinien być podobny, jak w porze zimowej. Znalazło to potwierdzenie w badaniach izotopów prowadzonych przez zespół Orlanda, które wykazały, że 125 000 i 105 000 lat temu opady w lecie były równie intensywne co w zimie.
      Jako, że takie zmiany zachodzą co mniej więcej 20 000 lat, to również przed 177 000 lat Bliski Wschód mógł doświadczać okresu znacznie zwiększonych opadów w porze letniej, które mogły pozwolić H. sapiens na wyjście z Afryki.
      Migracje ludzi z Afryki następowały falami, co jest zgodne z naszą hipotezą, że za każdym razem, gdy Ziemia jest bliżej Słońca, letni monsun jest silniejszy i powstaje klimatyczne okno, które było okazją do migracji z Afryki, mówi He.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...