Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Jak zmierzyć kosmos? Niełatwo to zrobić, mając do dyspozycji tylko obserwacje. Obserwowana jasność obserwowanych obiektów, gwiazd, zależy od ich wielkości, jasności własnej, wreszcie odległości. Czy dwie gwiazdy o pozornie tej samej jasności znajdują się w tej samej odległości? Czy jedna jest większa, ale znajduje się dalej? Jest oczywiste, że do wiarygodnych pomiarów potrzeba nam obiektu o znanej i pewnej wielkości i jasności. Takimi obiektami, pełniącymi dla astronomów rolę „słupów milowych" są supernowe typu 1a.

Supernowe typu 1a osiągają zawsze zbliżoną jasność maksymalną, dzięki temu można z dużą precyzją określić ich odległość, dlatego nazywa się je w astronomii świecami standardowymi. Nie znaczy to oczywiście, że są absolutnie idealne - mimo wszystko różnią się od siebie, a określanie tych różnic jest rodzajem sztuki. Udoskonalił ją właśnie Ryan Foley, astronom z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics, a badania, które na to pozwoliły, trwały aż dwadzieścia lat.

Jednym ze wskaźników, pozwalających określić rzeczywistą jasność supernowej 1a jest szybkość, z jaką pulsuje: rozjaśnia się i przygasa. To jednak nie wystarcza. Drugą właściwością, jaką możemy obserwować, jest jej barwa, która może być przesunięta w kierunku niebieskiej lub czerwonej. Poczerwienienie światła supernowej 1a uważano do dziś za efekt przesłonięcia jej przez obłok materii pyłowej, a zakładając, że domniemany obłok również przyciemnia jej blask, umiejscawiano takie gwiazdy bliżej. Ryan Foley dowiódł, że to błędne założenie, które powodowało zbyt bliskie umiejscowienie wielu „świec".

Powracając do podstawowych założeń i zakładając, że barwa supernowej jest stała, przeanalizował dokładnie dane setki znanych takich obiektów. Okazało się, że barwa zależy od prędkości, z jaką gwiazda wyrzuca materię podczas eksplozji: wolniejszy wyrzut oznacza odcień bardziej niebieski, szybszy - bardziej czerwony.

Odkrycie ma znaczenie nie tylko dla zrozumienia samych supernowych i nie tylko dla skorygowania pomiarów odległości wielu obiektów naszego Wszechświata. Pozwoli także na dokładniejsze pomiary i zrozumienie stanowiącej 70% masy Wszechświata ciemnej energii - tajemniczej siły, która rozpycha nasz Wszechświat i odgrywa kluczową rolę w jego ewolucji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem pełen podziwu dla naukowców szukających odpowiedzi na pytania w dziedzinie kosmosu. Naprawdę trzeba mieć łeb aby przy tak niezaawansowanych technikach rozwiązywać tak złożone sprawy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj tak, czasem trzeba mieć taki łeb jak niezły bajkopisarz, bo bardzo często okazuje się że to co sobie wymyślili to totalne bzdury. Pojawia się jakiś fakt lub nowa teoria która rozwala całkowicie dotychczasowe twierdzenia.

 

Osobiście lubię sobie takie "bajki" poczytać, jednak czasem fantazja pseudonaukowców trochę za bardzo ponosi...

 

przykładowo - na ziemi mają problem z określeniem na jakiej głębokości znajduje się kilkuset kilometrowe jezioro z wodą sprzed milionów lat (uwięzione pod antarktydą - było na kopalni wiedzy niedawno) Teraz robią odwiert i nie wiedza czy będą wiercić jeszcze kilometr czy dwa kilometry, ale jakiś "astrofizyk" przedstawia artykuł lub wyniki swoich badań że na takiej a takiej planecie jest woda na takiej głebokości, jaki ma skład na podstawie widma światła itd..

 

Na ziemi nie wiedzą jeszcze wielu rzeczy, nie zbadali dna oceanów, rowów tektonicznych, wnętrza wulkanów, roślin i zwierząt wysokogórskich. Ze 3 lata temu odkryli że amazonka jest jednak dłuższa od nilu! Bo jakieś nowe źródło rzeki odkryli! O naszym księżycu to już totalnie nic niewiele wiedzą.. czy jest woda, jaka i w jakiej ilości itd.. skład stał, stabilność powierzchni itd.. , chociaż podobno tam byli i pobrali próbki skał!  A będą pitolić o gwiazdach i planetach krążących wokół nich na podstawie widma światła częstotliwości pulsowania i innych niewiele mówiących zmiennych... to nie nauka tylko bajdurzenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

to nie nauka tylko bajdurzenie.

 

Owszem, są naukowcy, którzy na podstawie mglistych przesłanek budują teorie graniczące z pewnością, jednak trzeba zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy- nauka ma to do siebie, że niewiele jest w niej pewnego (wyjątkiem jest matematyka). Każdy logicznie myślący naukowiec zdaje sobie sprawę, że istnieje prawdopodobieństwo obalenia każdej teorii, ale jeśli się wyeliminuje wykluczenia i udowodni ją empirycznie- można ją z dużym prawdopodobieństwem uznać za przybliżony obraz rzeczywistości, chyba, że znajdą się w końcu dowody ją obalające. Cały problem polega na obiektywnym i logicznym podejściu do tematu, aby nie wplątać się w emocjonalnie w zagadnienie, w którym chcemy, żeby było tak a nie inaczej, bo dany wynik zaspokaja jakieś nasze egocentryczne potrzeby. HOWGH.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz rację, powstają teorię dochodzą nowe fakty/dowody i teorie są obalane - naturalna kolej rzeczy.  Jednak niektóre z astrofizycznych teorii przypominają rzucanie się z motyką na słońce... na podstawie zbyt małej ilości danych są rozwijane wielkie teorie, które tak naprawdę mają na celu tylko i wyłącznie udowodnić sponsorowi, że jest sens płacić dalej za te badania.

 

A tak naprawdę - to stek bzdur i wybujała fantazja naukowca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozdmuchane i naciągane teorie to najbardziej powstają w archeologii, o czym niedawno pisano w świetnych Archeowieściach.

Ale wolę (personalizując) ufać komuś, kto poprawia swoje błędy, niż komuś, kto ich broni jako świętych. Taki ze mnie cholerny mr Spock. ;))

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozdmuchane i naciągane teorie to najbardziej powstają w archeologii,

 

I paleontologii ;) Siostry z Paleo potrafią z zęba odtworzyć całego zwierzaka. Zdaje się, że mają nawet nagrodę "za doszycie kamizelki do guzika"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niektórzy to lubią generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka ;) Poza przypadkowymi odkryciami, proces naukowy zawsze zaczyna się od teorii i wraz z kolejnymi jego etapami dąży do jej udowodnienia. O ile w niektórych dziedzinach jest to możliwe, o tyle akurat w komsologii czy astrofizyce rewers tego procesu, czy też jego modyfikowanie (empiryczne doświadczenia bez tezy) nie ma żadnego sensu poza spowolnieniem postępów w tych dziedzinach. A tu od razu "pseudonaukowcy" pff...

Share this post


Link to post
Share on other sites

odalisques - ale ja nie chciałem tak personalnie ;) naprawde.. bo czuję jak byś to tak odebrał. Po prostu jestem strasznym realistom i pragmatykiem. Po za tym (wiem że to dziwne połączenie ale) uwielbiam fantastykę, ze wskazaniem na science fiction :P

 

Tylko lubię gdy rzeczy są nazywane po imieniu. Jak jakiś "astronom" podaje nową teorię to niech poda.. że na podstawie aktualnych badań prawdopodobieństwo istnienia wody na tej placie wynosi 0,0001% ale to i tak dużo więcej niż w przypadku istninia wody w stanie ciekłym na plutonie, Jednak gdy taki koleś pisze że "na podstawie szczątkowego widma światła wykrywamy dużą ilość atomów wodoru i tlenu, dlatego jest tam pewnie woda, głęboko ukryta, a jak jest woda to możliwe że jest życie" No i wszystkie portale i czasopisma "prawie naukowe" onanizują się "odkryto życie na planecie XXX w segmencie YYY" a potem okazuje się że widmo światła zostało zniekształcone przez przelatująca nad obiektywem kawkę, albo żę między tą galaktyką a naszą jst mgławica nowo odkrytego pyłu i widmo światła jest przesunięte o 10tys jednostek w którąś stronę... i okazuje się że koleś napisał straszną bzdurę. tak jest w 99,999999% przypadkow...

 

To co się dzieje w archeologi i paleontologi.. to już w ogóle chech.. Jak na podstawie zęba zbudują całego dinozaura to jeszcze spoko, niech im będzie. Ale oglądałem programy i czytałem prace naukowe w których na podstawie zęba i kawałka kości z "niewiadomo skąd" zbudowano makietę dinozaura, określono kolor jego skóry, dźwięki jakie wydawał, rytuały godowe, sposób rozmnażania oraz to, czy się opiekował potomstwem czy nie! To jest dopiero fantastyka pseudonaukowa! :P A na koniec nakręcili filmik jak ewoluował od praprzodka do milionowego pokolenia w kanarka :D

 

Coś takiego MUSI wygenerować niechęć w KAŻDYM widzu który choć szczątkowo analizuje obraz w TV który odbiera, i nie przyjmuje wszystkiego za pewnik... włącznie z reklamami :)

 

nazywanie tego nauką to jak nazywanie bioenergoterapeutów naukowcami, albo tych ... jak im tam... specjalistów od wody i leków homeopatycznych.... że woda ma pamięć i żyje a przyjmowanie leków które mają zawartość jakiegoś środka w skali jedna cząsteczka na metr sześcienny pomaga.. (placebo tak samo pomaga) itd..

Share this post


Link to post
Share on other sites

To co się dzieje w archeologi i paleontologi.. to już w ogóle chech..

 

Głęboko wierzę, że jednak mają jakieś przesłanki do tych twierdzeń. To w końcu nauka...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Głęboko wierzę, że jednak mają jakieś przesłanki do tych twierdzeń. To w końcu nauka...

 

Nie wszystko jest nauką co się nauką nazywa ;) np. teologia. Ale nie przesadzajmy - paleontologia ma oczywiście podstawy naukowe, jednak żeby dostać granty na kopanie w ziemi trzeba trochę bajek sponsorom poopowiadać, tak jak w przypadku astrologi. Pozostaje więc kwestia - jak wiele jest realizmu w tych bajkach. No i najważniejsze - czy wartość tych odkryć jest adekwatna do kasy jakie się na nie wydało? Czy nie lepiej dać tą kasę chemikom, biologom, elektronikom, fizykom.. ? a paleontologię/astrologię/archeologię/filozofię zostawić hobbystom?

Share this post


Link to post
Share on other sites
  a paleontologię/astrologię/archeologię/filozofię zostawić hobbystom?

Świetny pomysł, mój pies tez się nie zastanawia nad sensem zycia ani tym co było, ani wpływem gwiazd na świadomość poczętego (dlatego pewnie ciągle jest psem).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wszystko jest nauką co się nauką nazywa :P np. teologia. Ale nie przesadzajmy - paleontologia ma oczywiście podstawy naukowe, jednak żeby dostać granty na kopanie w ziemi trzeba trochę bajek sponsorom poopowiadać, tak jak w przypadku astrologi. Pozostaje więc kwestia - jak wiele jest realizmu w tych bajkach. No i najważniejsze - czy wartość tych odkryć jest adekwatna do kasy jakie się na nie wydało? Czy nie lepiej dać tą kasę chemikom, biologom, elektronikom, fizykom.. ? a paleontologię/astrologię/archeologię/filozofię zostawić hobbystom?

 

Trochę musisz popracować nad poznaniem znaczeń terminów, którymi się posługujesz ;) ("elektronikom", astrologia).

 

To zróżnicowaniu badań naukowych zawdzięczamy tempo naszego postępu, a bez niego nic nie działałoby tak wydajnie, jak działa obecnie. Nawet wspieranie (oczywiście do pewnego poziomu) najbardziej absurdalnych badań ma swoje pozytywne strony w skali makro.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tym, że teorie nie zawsze wspierają rozwój badań, czasem je blokują.

LHC zbudowano licząc na potwierdzenie pewnych teorii, jeśli nawet się one nie potwierdzą — będziemy mądrzejsi.

Z kolei teza o rzekomej zamierzchłej cywilizacji matriarchalnej – by nawiązać do wspomnianego przeze mnie artykułu w Archeowieściach – przez dekady skutecznie przeszkadzała bezstronnym badaniom i interpretacjom znalezisk.

Share this post


Link to post
Share on other sites
LHC zbudowano licząc na potwierdzenie pewnych teorii, jeśli nawet się one nie potwierdzą — będziemy mądrzejsi. 

To raczej nie jest instrument do badań.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA przez pięć lat badała 200 000 galaktyk i zdobyła jeden z najbardziej przekonujących dowodów na poparcie tezy, że to ciemna energia powoduje, iż wszechświat rozszerza się coraz szybciej. Podczas badań prowadzonych za pomocą Galaxy Evolution Explorera oraz Anglo-Australian Telescope uczeni „zajrzeli" 7 miliardów lat wstecz.
      Ciemna energia działa tak, jakbyśmy podrzucili piłkę i obserwowali jak oddala się od nas coraz szybciej i szybciej. Uzyskane wyniki pokazują, że ciemna energia jest kosmologiczną stałą, tak, jak chciał tego Einstein. Jeśli przyczyną rozszerzania się wszechświata byłaby grawitacja [jak proponują zwolennicy konkurencyjnej teorii - red.], to nie obserwowalibyśmy takiego stałego działania w czasie - mów Chris Blake, jeden z głównych autorów badań.
      Uważa się, że ciemna energia stanowi 74% wszechświata, ciemna materia to 22%, a reszta przypada na zwykłą energię i materię, które możemy zauważyć.
      Uczeni twierdzą, że po Wielkim Wybuchu decydującą rolę odgrywała grawitacja. Jednak około 8 miliardów lat później wszechświat na tyle się rozszerzył, że oddziaływania grawitacyjne pomiędzy galaktykami osłabły tak bardzo, iż dominującą rolę odgrywa obecnie ciemna energia. W miarę upływu kolejnych lat jej rola będzie rosła.
      Podczas najnowszych badań wykorzystano dwie różne metody. Rozpoczęto od stworzenia olbrzymiej trójwymiarowej mapy galaktyk. Do tego celu wykorzystano Galaxy Evolution Explorera, kosmiczny teleskop działający w paśmie ultrafioletowym, który przebadał około 3/4 widzialnego nieba z setkami milionów galaktyk. Galaxy Evolution Explorer pozwolił nam na zidentyfikowanie jasnych, młodych galaktyk, które są idealne do tego typu badań. Stanowią one punkty odniesienia na wielkiej mapie 3D - mówi Christopher Martin z Caltechu. Jednocześnie za pomocą Anglo-Australian Telescope uzyskano dane na temat światła każdej z galaktyk i określono wzorzec ich rozkładu. Dzięki temu, że we wczesnym wszechświecie fale dźwiękowe wycisnęły rodzaj wzorców wiemy, że pary galaktyk są oddalone od siebie o około 500 milionów lat świetlnych. W ten sposób uzyskano „linijkę", za pomocą której zmierzono odległość różnych par galaktyk od Ziemi. Im bliżej jest dana para od nas, tym dalej wydaje się położona na niebie od innych par. Tak uzyskane informacje nałożono na dane dotyczące prędkości oddalania się par galaktyk od Ziemi, potwierdzając w ten sposób, że wszechświat coraz bardziej przyspiesza.
      Uczeni wykorzystali też swoją mapę do badania, w jaki sposób tworzyły się gromady galaktyk. Gromady takie mogą zawierać tysiące galaktyk, które są do nich przyciągane za pomocą grawitacji. Jednak ciemna energia, powodując odpychanie galaktyk od siebie, spowalnia cały proces. Dzięki temu można zmierzyć, z jaką siłą oddziałuje.
      Obserwacje wykonane w ciągu ostatnich 15 lat doprowadziły do odkrycia, że od czasu Wielkiego Wybuchu wszechświat coraz szybciej się rozszerza. Używając niezależnych metod i danych z Galaxy Evolution Explorera wsparliśmy teorię o istnieniu ciemnej energii - stwierdził Jon Morse, jeden z dyrektorów NASA.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Im dalej w las, tym więcej drzew, a drzewa zasłaniają nam las - tak można by podsumować kłopoty, jakich przysparza nam dalszy rozwój nauki. Wykonanie koniecznych pomiarów, czy eksperymentów wymaga coraz większych nakładów i rozwiązywania różnych technicznych kłopotów. Dotyczy to także astronomii kosmologii, dlatego NASA postanowiła zaprząc do pomocy chętnych naukowców z zupełnie innych dziedzin.
      Jedną z największych zagadek kosmologii jest ciemna materia i ciemna energia. To one tworzą większość masy naszego wszechświata, odpowiednio 24 procent i 72 procent, ponieważ materia, jaką znamy, to zaledwie cztery procent. Ciemna materia prawdopodobnie przenika się ze zwykłą, ale oddziałuje z nią grawitacyjnie, podczas gdy jeszcze bardziej tajemnicza ciemna energia zamiast przyciągać - odpycha.
      Nie mogąc w sposób fizyczny ich „pomacać", naukowcy chcą zbadać ich rozłożenie we Wszechświecie opierając się na ich grawitacyjnym oddziaływaniu na obiekty kosmiczne, zwłaszcza galaktyki. Metoda ta oparta jest o znane powszechnie soczewkowanie grawitacyjne, przewidziane jeszcze przez Einsteina, czyli zakrzywianie biegu promieni światła przez obiekty o dużej masie.
      Obraz odległych galaktyk i gwiazd, jaki obserwujemy, jest zniekształcony przez taki właśnie efekt soczewkowania. Czasami taka galaktyka lub gwiazda wydaje się powiększona, czasem przekrzywiona, często zniekształcenie jest tak drobne, że niewidoczne dla gołego oka. Analiza tych zniekształceń mogłaby powiedzieć nam wiele o strukturze przestrzeni, ale zagadnienie przekracza możliwości nie tylko pojedynczego badacza, ale dowolnego zespołu. A do problemu dochodzi jeszcze kwestia niedoskonałości naszych przyrządów - najlepsze nawet teleskopy wprowadzają własne zniekształcenia, często większe od tych pochodzących od soczewkowania, które trzeba odfiltrować.
      Dlatego 3 grudnia NASA ogłosiła otwarty konkurs dla naukowców różnych specjalności, którzy chcieliby zmierzyć się z tym zagadnieniem. Na rozwiązanie czekają „galaktyczne puzzle", każde złożone z tysięcy obrazów. W istocie problem jest zbliżony do innego ciekawego, a popularnego ostatnio zagadnienia, jakim jest zautomatyzowane rozpoznawanie i analizowanie obrazów (na przykład twarzy) przez zaawansowane algorytmy. To może być ciekawe wyzwanie dla inżynierów i naukowców różnych specjalności, chętnych do podejścia interdyscyplinarnego.
      Na rozwiązanie zagadek chętni mają dziewięć miesięcy, zwycięzca zostanie ogłoszony na specjalnej gali i oprócz satysfakcji i chwały otrzyma okolicznościowe gadżety. Pełne informacje można znaleźć na oficjalnej stronie GREAT 2010 (GRavitational lEnsing Accuracy Testing).
      Nie jest to pierwsze takie „powszechne ruszenie", ogłoszone przez NASA, pierwszy otwarty konkurs ogłoszono w 2008 roku, a dzięki wartościowym efektom zdecydowano się kontynuować pomysł w postaci corocznej tradycji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Astronomowie z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics odkryli jedną z najcięższych znanych gromad galaktyk. Za pomocą South Pole Telescope zauważyli gromadę SPT-CL J0546-5345, która znajduje się w odległości 7 miliardów lat świetlnych od Słońca. Jej wagę oszacowano na około 800 bilionów (1012) większą od masy Słońca. W skład gromady wchodzą setki galaktyk.
      SPT-CL J0546-5345 zauważono w gwiazdozbiorze Malarza. Jako, że znajduje się ona w odległości 7 miliardów lat świetlnych, a zatem widzimy ją taką, jak była w czasie, gdy wszechświat był o połowę młodszy, a Układ Słoneczny jeszcze nie istniał, wiadomo, że galaktyka się powiększyła. Nasza obecna wiedza pozwala wywnioskować, iż teraz jest czterokrotnie większa, co czyni ją jedną z największych gromad we wszechświecie.
      Astrofizyk Mark Brodwin mówi, że SPT-CL J0546-5345 zawiera w sobie bardzo stare galaktyki, dzięki czemu nadaje się do studiowania historii wszechświata.
      Ponadto masywne gromady galaktyk, a w ich wyszukiwaniu specjalizuje się South Pole Telescope, pozwalają badać ciemną energię i ciemną materię.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      „Ważenie" odległych obiektów astronomicznych to niełatwa sprawa. Stosunkowo łatwo ocenia się masę gwiazd, stosując do nich modele ewolucyjne, ale to wciąż jest jedynie przybliżone szacowanie. Nowa metoda pozwoli zważyć niektóre gwiazdy przy pomocy planety i księżyca. Metoda, na razie opracowana teoretycznie, jest dziełem astrofizyka Davida Kippinga z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics.
      Obecnie znamy blisko setkę egzoplanet w takim położeniu i na tyle masywnych, że przechodząc przed tarczą swojej gwiazdy (nazywa się to tranzytem) przysłaniają jej blask. Jest to nie tylko doskonała metoda odkrywania planet, ale także oceny masy takiego zespołu ciał niebieskich. Parametry ruchu planety pozwalają ocenić stosunek mas obu ciał, niestety, nadal tylko relatywnie.
      Sytuacja zmienia się, kiedy planeta posiada księżyc, który również da się zaobserwować na tle tarczy gwiazdy. Wzajemne oddziaływanie trzech mas komplikuje parametry takiego układu ciał, ale pozwala wykorzystać prawa Keplera do określenia ich masy.
      Wymaga to sporego nakładu sił i wielu pomiarów, bowiem potrzebne dane to: okres obiegu planety oraz księżyca, rozmiary orbit planety i księżyca względem gwiazdy, rozmiar planety i księżyca względem gwiazdy. Z trzeciego prawa Keplera można dzięki nim wyliczyć gęstość gwiazdy i planety. Ponieważ gęstość to masa podzielona przez objętość - tę ostatnią znamy z rozmiaru, możemy więc policzyć względne masy obu ciał. Wreszcie, mierząc i uwzględniając zakłócenia ruchu gwiazdy powodowane przyciąganiem planety (jej prędkością kątową) można wyliczyć dokładną masę gwiazdy.
      Niestety, na razie nie jest znany żaden układ planetarny, w którym można by zaobserwować tranzyt zarówno planety jak i jej księżyca, więc odkrycie pozostaje na razie rozważaniem teoretycznym. Astronomowie spodziewają się jednak rychłego odkrycia pierwszych takich układów przez sondę Kepler, a wtedy astronomowie będą mieli na podorędziu odpowiednie narzędzie do wykorzystania.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kiedy w 1965 roku przypadkowo dostrzeżono mikrofalowe promieniowanie tła (inaczej: promieniowanie reliktowe), szybko zdano sobie sprawę z wagi odkrycia. Mimo to pierwszą mapę rozkładu tego promieniowania, będącego śladem Big Bangu, wykonano dopiero w 1992 roku dzięki satelicie COBE. Była ona jednak mało dokładna, dlatego w 2001 roku rozpoczęła się misja WMAP (Wilkinson Microwave Anisotropy Probe) mająca na celu sporządzenie dokładnej mapy nieba w promieniowaniu mikrofalowym. Wykonanie wszystkich pomiarów trwało aż dziewięć lat i dopiero w sierpniu tego roku satelita przesłał ostatnie zgromadzone dane.
      WMAP ostatecznie potwierdził, mimo pojawiających się wątpliwości, że znana nam materia stanowi mniejszość we wszechświecie. Atomy, jakie opisują nasze teorie to zaledwie 4,6 procenta jej masy (wcześniej szacowano ją nawet na jedynie 4%). Reszta to dwa składniki, których nie rozumiemy. Ciemna materia tworzy 23 procent wszechświata (nieco więcej, niż dotychczas sądzono) i próbuje się ją znaleźć i zidentyfikować w laboratorium. Ciemna energia, która ma dziwne właściwości odpychania grawitacyjnego to 72 procent (nie 74%, jak dotychczas sądzono).
      WMAP był pierwszym satelitą pracującym w punkcie grawitacyjnej równowagi L2 układu Ziemia - Słońce, półtora miliona kilometrów od Ziemi. Ósmego września satelita uruchomił silniki, opuścił punkt L2 i wszedł na stałą orbitę parkingową wokół Słońca.
      Analiza zgromadzonych informacji zajmie naukowcom całe lata, a już teraz miejsce amerykańskiego WMAP w punkcie L2 zajmuje teraz europejski satelita misji Planck, wystrzelony w ubiegłym roku, który ma dostarczyć jeszcze bardziej szczegółowych danych.
×
×
  • Create New...