Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Dzieci żyjące w mieszkaniach w bloku są narażone na bierne palenie nawet wtedy, gdy ich rodzice nie palą. Dzieje się tak, ponieważ dym przedostaje się przez ściany i wspólny system wentylacyjny.

Naukowcy z harvardzkiego Massachusetts General Hospital for Children, Centrum Medycznego University of Rochester oraz Julius B. Richmond Center for Excellence jako pierwsi zaprezentowali istotne dowody na zwiększoną ekspozycję maluchów z zabudowy wielorodzinnej na dym tytoniowy. W ich krwi znaleziono bowiem podwyższone stężenia kotyniny (metabolitu nikotyny). Ze szczegółowymi wynikami badań można się zapoznać, sięgając po pismo Pediatrics.

Maluchy, które biernie palą, są narażone na szereg chorób, w tym infekcje układu oddechowego, astmę czy zespół nagłego zgonu niemowląt (ang. sudden infant death syndrome, SIDS). Gdy w ramach swojego studium naukowcy zbadali poziom kotyniny w próbkach krwi 5 tys. amerykańskich dzieci w wieku od 6 do 18 lat, okazało się, że 84,5% dzieci z mieszkań w bloku miało taki poziom tego związku, który wskazywał na niedawny kontakt z dymem tytoniowym, w porównaniu do 79,6% dzieci z zabudowy szeregowej i 70,3% z domów wolnostojących.

Rodzice bardzo się starają zabezpieczyć swoje dzieci przed zagrożeniami, np. dymem tytoniowym. To zaskakujące zobaczyć takie wyniki i zdać sobie sprawę, że zbyt wielu rodziców nie ma kontroli nad tym, czy ich dzieci są narażone na bierne palenie we własnym domu – podkreśla dr Karen Wilson, pediatra z University of Rochester.

Nawet po uwzględnieniu takich czynników, jak ubóstwo czy wiek, dzieci mieszkające w blokach mają o 45% wyższy poziom kotyniny niż maluchy mieszkające w domach wolnostojących. Wszystkich zaobserwowanych różnic nie można wyjaśnić tym, że domownicy palą na zewnątrz, ale przynoszą pozostałości dymu na ubraniach, ponieważ liczba palących biernie dzieci jest o wiele wyższa od liczby dorosłych palaczy. Wg Amerykanów, dym tytoniowy przenika przez ściany i wspólny system wentylacyjny (wcześniejsze studia wykazały, że w wielomieszkaniowych budynkach dym zanieczyszcza lokale osób niepalących).

Naukowcy analizowali dane dzieci, które zgromadzono w latach 2001-2006 w ramach badania podłużnego National Health and Nutrition Examination Survey. Teraz sprawdzano, czy istnieje związek między ekspozycją na dym tytoniowy a rodzajem zabudowy. Tego rodzaju rozstrzygnięcia są bardzo istotne, gdyż w przeszłości ustalono, że nawet u dzieci, u których poziom kotyniny wskazywał na kontakt z niewielkimi ilościami dymu papierosowego, występuje opóźniony rozwój poznawczy i zmniejszone stężenie przeciwutleniaczy.

Jeśli twoi sąsiedzi palą, mieszkając w bliźniaku, przez ścianę ty też jesteś narażony na bierne palenie. W bloku ten efekt ulega zwielokrotnieniu. Dym zatruwa cały budynek – podsumowuje jeden z autorów studium dr Jonathan Winickoff.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież ta histeria osiąga już niebotyczne wyżyny idiotyzmu. Przestańcie już piep...yć. To jak widać zupełnie nieszkodliwe są spaliny samochodowe, wyziewy fabryczne, czy (nie mogę inaczej powiedzieć ) wpieprzane z jedzeniem wspaniałe ulepszacze czy środki konserwujące, natomiast śmiertelnie niebezpieczna jest nikotyna i pochodne spalania papierosów. Już jeden papieros wąchany z odległości kilometra zabije przynajmniej trójkę dzieci i dwie staruszki. Zacznijcie wreszcie myśleć.

PS

Ja sam nie palę, ale mam dość tej durnej kampanii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież ta histeria osiąga już niebotyczne wyżyny idiotyzmu.

[...]

Ja sam nie palę, ale mam dość tej durnej kampanii.

 

Nie widzę histerii tylko liczby. Poziom kotyniny wyższy o 45%. Chyba można to zweryfikować? Jak również, jak bardzo to szkodzi też się da zweryfikować.

Nie ma słowa o eksterminacji palaczy.

ps.

A ja palę ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie rozumiem twojego focha. Liczy sie przeciez informacja, dotychczas nie mielismy pojecia o zagrozeniu dymem nikotynowym w tym kontekscie. Nie jestesmy w stanie wylaczyc fabryk ani zatrzymac samochodow czy wyciagnac konserwantow z jedzenia a juz tymbaradziej exterminowac palaczy mimo ze znamy zagrozenie natomiast jestesmy w stanie chobcy usprawnic system wentylacji oraz instalacji scian w budynkach wielorodzinnych chocby dla lepszego samopoczucia. Nie raz tak czlowiek ma, ze chodzi dniami z bolem glowy lub oslabieniem, coz bierne, 24h wciaganie nikotyny moze byc tego powodem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdziwiłyby mnie inne wyniki. Jak sąsiad przejdzie klatką schodową z zapalonym papierosem, to w mieszkaniu zwykle mogę to bez trudu poczuć. Wystarczy otwarcie drzwi bloku i cug nawiewa mi dym przez szpary w futrynie. Od drugiej strony czują, jak sąsiad obok pali latem w oknie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale tu nie chodzi o to ze poczujesz dym jednego papierosa przyniesionego przeciagiem z klatki schodowej, tu chodzi o to ze przez praktycznie 24h jestes narazony na ciagla ekspozycje dymem papierosowym i nawet o tym sobie nikt nie zdalwal sprawy. Nie potrzeba duzej rzeki zeby wydrazyc dziure w skale a czasu i ciaglej ekspozycji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
  ponieważ dym przedostaje się przez ściany i wspólny system wentylacyjny 

To pisał kretyn, więc nie nalezy całej reszty traktować powaznie , nawet na czytanie szkoda czasu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj waldi nie jesteś w formie.

Wspólny system wentylacyjny pomylił Ci się z indywidualnymi kanałami wentylacyjnymi ważnymi przy wentylacji grawitacyjnej.Przy mechanicznej już nie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zagadka iście filozoficzna: czy Waldi jest w formie kiedy mu rośnie współczynnik trollingu i (bez urazy) gadania głupot, czy wręcz przeciwnie? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Przy mechanicznej już nie.[/size] 

Tak się składa ze całkiem się dobrze na tym znam i mówię ci to jest niemozliwe i do tego sprawdzane 2X w roku.

  Zagadka iście filozoficzna: czy Waldi jest w formie kiedy mu rośnie współczynnik trollingu i (bez urazy) gadania głupot, czy wręcz przeciwnie?

Wytłumacz mi jak bez przyjęcia teorii PM dym nikotynowy przenika przez sciane (strop) ?? a bajki o gadaniu głupot zostaw sobie dla własnych dzieci (dodam tylko ze posiadam uprawnienia zawodowe do zajmowania się gazami i ich bezpiecznym , ekonomicznym spalaniem a zajmuję się tym codziennie . Posiadasz takowe aby się kompetentnie wypowiadać czy tylko pier**lisz 3po3 p2p na forum publicznym??).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Inaczej.

Jak sobie wyobrażasz indywidualne (bo nie wspólne) kanały wentylacyjne wszystkich pomieszczeń,w takim np Pałacu Kultury i NAUKI  w Warszawie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak sobie wyobrażasz indywidualne (bo nie wspólne) kanały wentylacyjne wszystkich pomieszczeń,w takim np Pałacu Kultury i NAUKI  w Warszawie. 

;):P  ja sobie nie wyobrazam , tylko wiem jak to ma wyglądać i jak działa (do tego artykuł dotyczy budownictwa mieszkaniowego - bo tam występują sąsiedzi i swobodne palenie papierosów).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak się składa ze całkiem się dobrze na tym znam i mówię ci to jest niemozliwe i do tego sprawdzane 2X w roku.Wytłumacz mi jak bez przyjęcia teorii PM dym nikotynowy przenika przez sciane (strop)

 

Mniej więcej tak jak woda. Tylko trochę wolniej. Wytłumacz mi jak to jest, że w 11 piętrowym bloku jeden robi kurczaka w czosnku a wszyscy o tym wiedzą?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mniej więcej tak jak woda. Tylko trochę wolniej. Wytłumacz mi jak to jest, że w 11 piętrowym bloku jeden robi kurczaka w czosnku a wszyscy o tym wiedzą?[/size] 

A macie wentylację mechaniczną ?? czy grawitacyjną?? W starych wysokich blokach co drugie piętro kanały były łączone a badanie ciągu wyklucza sytuację zapachów z wentylacji. Drzwi na klatkę schodową masz nieszczelne oraz ciągi instalacyjne nieuszczelnione między piętrami. .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio nocowalem u znajomych w Warszawie przy ul. Wilanowskiej. Kiedy okna są w mieszkaniu zamknięte to wchodzi się z zewnątrz jak do palarni. Za sciana jest na korytarzu urzadzona palarnia a pety wurzcane sa chyba do szybu bo innego wyjaśnienia nie widze. Człowiek budzi się z bolącą głową albo bolącym gardłem (zależy od tego czy okno było zamknięte czy uchylone). Jeśli znajomi zdecydują się na dziecko to niewyobrażam sobie tego... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kiedy okna są w mieszkaniu zamknięte to wchodzi się z zewnątrz jak do palarni. [/size] 

Powinni mieć nawietrzniki w oknach zamontowane (takie jest prawo) i trudno się dziwić ze wchodząc do kogoś coś czujesz.

Człowiek budzi się z bolącą głową albo bolącym gardłem (zależy od tego czy okno było zamknięte czy uchylone).

Głowa cię boli niekoniecznie od fajek , mogą to być skoki ciśnienia (podciśnienie wywołane wentylacją mechaniczną ), lub powietrze z zewnątrz (smog niskiej emisji).

Share this post


Link to post
Share on other sites

A macie wentylację mechaniczną ?? czy grawitacyjną?? W starych wysokich blokach co drugie piętro kanały były łączone a badanie ciągu wyklucza sytuację zapachów z wentylacji. Drzwi na klatkę schodową masz nieszczelne oraz ciągi instalacyjne nieuszczelnione między piętrami. .

 

Oczywiście grawitacyjną jak większość mieszkań. A w kwestii formalnej przypominam, że grawitacyjna działa tylko wtedy, gdy w mieszkaniu jest cieplej niż na zewnątrz. W praktyce przez większość roku nie działa lub działa bardzo słabo.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Przypominam Ci,że kwestionujesz "wspólną wentylację" (w artykule nic nie ma o mechanicznej),a z tego powodu całe badanie.[/size] 

W stanach jest moda na "podpychanie" wentylacji sufitowymi wentylatorkami (zresztą u nas tez się juz zaczęło - okapy mechaniczne) pracowałem w stanach i na dachach są montowane wentylatory od zawsze (rozwiązanie konstrukcyjne i surowe wymagania prawne - procesy o utratę zdrowia).

Share this post


Link to post
Share on other sites
że grawitacyjna działa tylko wtedy, gdy w mieszkaniu jest cieplej niż na zewnątrz. W praktyce przez większość roku nie działa lub działa bardzo słabo. 

Nie , są jeszcze "inne napędy" dla wentylacji grawitacyjnej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie , są jeszcze "inne napędy" dla wentylacji grawitacyjnej.

 

Jassssne, a jest ich tyle, że aż nie chce się wymieniać.

Miałem juz -5 i śnieg na podłodze bo z powodu zbyt szczelnych okien i pieca gazowego (junkers) odwróciła się wentylacja grawitacyjna. Nie pomogło 30 stopni różnicy temperatur.

Za późno sie zorientowałem i musiałem odśnieżać kibel  ;D

Nie myl swojego teorytecznego "jak powinno być" ze stanem faktycznym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bo z powodu zbyt szczelnych okien i pieca gazowego (junkers) odwróciła się wentylacja grawitacyjna. Nie pomogło 30 stopni różnicy temperatur.[/size] 

No właśnie tak to jest  ;) , nie jeden skończył w wannie ugotowany od z tego powodu.

Nie myl swojego teorytecznego "jak powinno być" ze stanem faktycznym.[/size] 

Najpierw trzeba wiedzieć, dopiero potem mozna coś z tym zrobić wielokrotnie powtarzając "zrobić" zostaje się ekspertem , a tymi się nie dyskutuje bo w zasadzie nie ma o czym (np: czy będziemy dyskutować o potrzebie zapewnienia stałego dopływu powietrza z zewnątrz  do celów wentylacyjnych - nie bo nie ma o czym - po prostu musi być ).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powinni mieć nawietrzniki w oknach zamontowane (takie jest prawo) i trudno się dziwić ze wchodząc do kogoś coś czujesz.Głowa cię boli niekoniecznie od fajek , mogą to być skoki ciśnienia (podciśnienie wywołane wentylacją mechaniczną ), lub powietrze z zewnątrz (smog niskiej emisji).

Te okna maja "nawietrzniki" bo maja nieszczelne klamki (aż świszczą jak wiatr zawieje), ale to nie pomaga, tam naprawde nawala fajkami, nie ze dyskretnie czuć tylko po prostu śmierdzi, nie przesadzam. A oni nie palą. A ból głowy od przebywania w dymie juz mam sprawdzony wieloletnim doświadczeniem. Od zmian ciśnienia jeszcze mnie głowa nigdy nie bolała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wentylacja do prawidłowej pracy potrzebuje minimum 65m3 powietrza na godzinę, w mieszkaniu masz dwie kratki wywiewne co daje 130m3/h plus piecyk (jak jest) to kolejne ok. 40m3 - nieszczelne klamki to za mało , mikro-uchył w oknie to tez za mało. Obrazowo wystarczą 3 otwory 5/4cala (nie szereg małych dziurek - bo stawiają zbyt duzy opór przy przepływie). Do tego jeśli spaprano na dachu wylot wentylacji lub nie wystaje ona przynajmniej 1m nad dach nalezy zastosować nasadę kominową (takiego rycerzyka ):

Przy końcu strony

http://www.kominiarze.pl/?site=aktualnosci&more=40

Od zmian ciśnienia jeszcze mnie głowa nigdy nie bolała. 
Co robią gwałtowne zmiany ciśnienia najlepiej poczytać na stronach o nurkowaniu (oczywiście skala nie ta sama ale objawy się zgadzają).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Waldi, ale czy nie ma czegos takiego jak gaz przenikajacy sciany!?

Przeciez CO radzi sobie z tym wysmienicie i wcale nie potrzebuje szpar w stropach, wystarcza laczenia cegiel/pustakow/plyt &c.

 

Mysle, ze tu nie chodzi o to, ze zagrozenie tkwi w tym, ze przez otwor wentylacyjny dostaja sie do mieszkania caluny dymu a raczej o wlasnie male ilosci gazow zawartych w dymie tytoniowym (ot chocby wymieniony bezwonny, przezroczysty CO) ale wystarczajace by byly szkodliwe gdy w gre wchodzi dlugi czas ekspozycji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Waldi, ale czy nie ma czegos takiego jak gaz przenikajacy sciany!?[/size]

Jest i nazywa się wodór , hel , a w piwnicy radon.

ot chocby wymieniony bezwonny, przezroczysty CO 

Powinno tez się dać wyczuć feromony, zapachy kwiatów, niemyte zęby oraz kazde pierdnięcie u sąsiada.

Do tego kiedy wywieje to wentylacja na zewnątrz to nie trafia do nieba tylko opada w dół gdzie w ciągu 4lat trafi w płuco kazdego  oddychającego stwozenia na ziemi , podobnie jak wyziewy spalin z rur wydechowych , kominów itd...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Organizmy dzieci i dorosłych wytwarzają różne rodzaje i ilości przeciwciał w reakcji na infekcję SARS-CoV-2, donoszą naukowcy z Columbia University. Różnica w przeciwciałach wskazuje, że zarówno sama infekcja jak i reakcja układu odpornościowego dzieci przebiega odmiennie  niż u dorosłych, a organizmy większości dzieci z łatwością pozbywają się koronawirusa.
      U dzieci infekcja trwa znacznie krócej, a wirus prawdopodobnie nie rozprzestrzenia się tak bardzo, jak u dorosłych. Organizmy dzieci mogą pozbywać się wirusa bardziej efektywnie i mogą nie potrzebować tak silnej odpowiedzi przeciwciał, jak dorośli, mówi profesor Matteo Porotto w Wydziału Pediatrii.
      Jedną z najbardziej uderzających cech obecnej pandemii jest fakt, że dzieci radzą sobie z zachorowaniem znacznie lepiej. To nowa sytuacja dla każdego. Ale dzieci są szczególnie dobrze przystosowane do zetknięcia się z patogenami, które napotykają po raz pierwszy. Ich układ odpornościowy jest specjalnie przystosowany do takich sytuacji. Dzieci mają bardzo dużo dziewiczych limfocytów T, które potrafią rozpoznawać wszelkie typy patogenów. Tymczasem układ odpornościowy dorosłych w dużej mierze polega na swojej pamięci patogenów, z którymi już się zetknął. Nasze organizmy nie są w stanie reagować na patogeny tak dobrze, jak organizmy dzieci, wyjaśnia immunolog profesor Donna Farber z Wydziału Chirurgii Columbia University.
      W najnowszych badaniach wykorzystano dane pochodzące od 47 dzieci. Szesnaścioro z nich było leczonych na Columbia University z powodu wieloukładowego zespołu zapalnego u dzieci (MIS-C), który może pojawić się w kilka tygodni po infekcji koronawirusem. Pozostałych 31 dzieci zgłosiło się na leczenie z innych powodów i podczas przyjęcia wykryto u nich SARS-CoV-2. U połowy z tych 31 dzieci nie wystąpiły żadne objawy COVID-19. Wyniki dzieci porównano z wynikami 32 dorosłych, z których część przechodziła infekcję koronawirusem w sposób na tyle poważny, że konieczne było przyjęcie ich do szpitala, a u części objawy były na tyle łagodne, że mogli pozostać w domach.
      Okazało się, że u obu grup dzieci – tych leczonych z powodu MIS-C i tych, u których MIS-C nie występowało – pojawił się ten sam profil przeciwciał. Inaczej było u dorosłych, gdzie widoczne były różnice w zależności od przebiegu choroby. W porównaniu z dorosłymi u dzieci występowało mniej przeciwciał przeciwko białku szczytowemu (białko S), które jest używane przez wirusa do przyczepiania się do komórek gospodarza. U dzieci zauważono też najmniej przeciwciał neutralizujących, podczas gdy u dorosłych, nawet tych w wieku 20 lat, organizm produkował dużo takich przeciwciał. Najwięcej przeciwciał neutralizujących występowało u najbardziej chorych dorosłych.
      Profesor Farber mówi, że może wydawać się sprzeczne z intuicją, iż u najbardziej chorych występuje najwięcej przeciwciał neutralizujących, jednak prawdopodobnie jest to wskaźnikiem dłuższego czasu obecności wirusa w organizmie. Istnieje związek pomiędzy siłą odpowiedzi immunologicznej a siłą infekcji. im bardziej poważna infekcja, tym silniejsza reakcja układu odpornościowego, gdyż potrzebujemy więcej komórek i silniejszej odpowiedzi, by poradzić sobie z większą liczbą pagotenów.
      W przeciwieństwie do dorosłych organizmy dzieci wytwarzały też bardzo mało przeciwciał przeciwko białku wirusa, które jest widoczne dla układu odpornościowego dopiero po tym, jak wirus zainfekuje komórkę. To wskazuje, że u dzieci wirus nie rozprzestrzenia się zbytnio i nie zabija zbyt wielu komórek. Jako, że organizmy dzieci szybko pozbywają się wirusa, nie występuje u nich infekcja na szeroką skalę i nie potrzebują silnej reakcji układu odpornościowego, dodaje Porotto. To zaś może sugerować, że zainfekowane dzieci – w porównaniu z zainfekowanymi dorosłymi – z mniejszym prawdopodobieństwem mogą zarazić innych. Badania, które ukazały się w innych krajach sugerują, że młodsze dzieci w wieku szkolnym nie są głównym źródłem zakażeń. Nasze dane są zgodne z tymi spostrzeżeniami, stwierdza Farber. Naukowcy zastrzegają jednak, że nie badali ilości wirusa u zainfekowanych dzieci.
      Naukowcy mówią, że ich spostrzeżenia nie oznaczają, że dzieci będą słabiej reagowały na szczepionkę. Rozwijane obecnie szczepionki nie naśladują bowiem naturalnej drogi infekcji SARS-CoV-2. Mimo tego, że u dzieci w reakcji na infekcję SARS-CoV-2 nie występują przeciwciała neutralizujące, szczepionki projektowane są tak, by wytworzyć odpowiedź immunologiczną w sytuacji braku infekcji. Dzieci generalnie dobrze reagują na szczepionki i myślę, że po zaszczepieniu w ich organizmach pojawią się przeciwciała neutralizujące i prawdopodobnie będą lepiej chronione niż dorośli, mówi Farber. Uczona dodaje, że konieczne jest zwiększenie liczby dzieci biorących udział w badaniach klinicznych szczepionek na SARS-CoV-2, bo tylko w ten sposób będziemy mogli zrozumieć, na ile szczepionki takie skutecznie chronią najmłodszych.
      Teraz naukowcy z Columbia University skupiają się na badaniu różnic pomiędzy reakcjami limfocytów T dzieci i dorosłych na obecność koronawiusa. Szczególnie interesują ich limfocyty T obecne w płucach, gdyż już wcześniejsze badania tej samej grupy naukowej wykazały, że odgrywają one większą rolę w walce z infekcją płuc niż limfocyty T, które wędrują po organizmie i trafiają również do płuc.
      Uczeni wciąż nie są pewni, dlaczego organizmy dzieci lepiej sobie radzą z SARS-CoV-2. Być może u dzieci pojawia się silniejsza nieswoista odpowiedź odpornościowa, w ramach której do działania przystępuje interferon i makrofagi, atakujące wszystkie komórki zainfekowane przez patogen. Wcześniejsze badania sugerują bowiem, że u dorosłych zainfekowanych nowym koronawirusem odpowiedź nieswoista może być opóźniona. Jeśli nieswoista odpowiedź odpornościowa jest naprawdę silna, w płucach pozostaje mniej wirusa i przeciwciała oraz limfocyty T pojawiające się w ramach odpowiedzi odpornościowej swoistej mają mniej do roboty, stwierdza Farber.
      Nie można też wykluczyć, że wirus ma mniejszą zdolność do infekowania komórek dzieci, być może dlatego, że na powierzchni tych komórek dochodzi do mniejszej ekspresji protein potrzebnych wirusowi do rozpoczęcia infekcji. Uczeni z Columbia testują właśnie te hipotezy, badając komórki dzieci w porównaniu z komórkami dorosłych.
      Interakcja pomiędzy wirusem a gospodarzem to przyczyna, dla której obserwujemy tak duże różnice w reakcji na obecność wirusa. Jednak wciąż zbyt mało wiemy o tym wirusie, by jednoznacznie stwierdzić, dlaczego u niektórych choroba przebiega łagodnie, a u innych ma poważny przebieg, przyznaje Porotto.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Nature w artykule Distinct antibody responses to SARS-CoV-2 in children and adults across the COVID-19 clinical spectrum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dotąd wiadomo było, jak wygląda ciąg reakcji uruchamianych przez nikotynę do momentu jej związania z receptorami nikotynowymi na powierzchni neuronów. Słabiej poznano za to proces zachodzący po dostaniu się alkaloidu do komórki. Najnowsze eksperymenty ze specjalnym bioczujnikiem uchyliły jednak rąbka tajemnicy. Naukowcy mają nadzieję, że dzięki temu uda się lepiej zrozumieć naturę uzależnienia od nikotyny.
      Zespół prof. Henry'ego Lestera z Caltechu wyjaśnia, że siateczka śródplazmatyczna (ER) pełni funkcję fabryki i magazynu. To tu powstają różne białka, które są następnie pakowane do pęcherzyków transportowych. Należą do nich m.in. acetylocholinergiczne receptory nikotynowe (NACh-R), które ostatecznie trafiają na powierzchnię komórki.
      Gdy nikotyna dostanie się do organizmu, za pośrednictwem krwiobiegu dociera do mózgu i neuronów z NACh-R. Związanie z receptorami powoduje uwalnianie dopaminy (wzrost stężenia dopaminy w układzie mezolimbicznym jest odpowiedzialny za uczucie szczęścia).
      O wiele mniej wiadomo o tym, co dzieje się po dostaniu nikotyny do komórek. Na razie Lester ustalił, że niektóre receptory NACh-R zostają w siateczce śródplazmatycznej i także mogą się wiązać z nikotyną.
      By dokładnie zbadać oddziaływania alkaloidu w komórce, Amerykanie stworzyli bioczujnik iNicSnFRs, złożony ze specjalnego białka, które może się otwierać i zamykać jak pułapka muchołówki oraz inaktywowanego fluorescencyjnego białka.
      Sensor ma się "zamykać" na nikotynie. Proces ten aktywuje fluorescencyjne białko, które zaczyna świecić. Na tej podstawie wiadomo, gdzie cząsteczki nikotyny występują i ile ich jest.
      Naukowcy mogą umieszczać bioczujniki w konkretnych miejscach. Tym razem zlokalizowali je w siateczce śródplazmatycznej i na powierzchni komórek.
      Zespół z Caltechu nagrywał filmy z komórkami z bioczujnikami. Autorzy artykułu z Journal of General Physiology prowadzili eksperymenty na 4 liniach komórkowych (HeLa, SH-SY5Y, N2a i HEK293), a także na mysich neuronach hipokampa i ludzkich neuronach dopaminergicznych uzyskanych z komórek macierzystych. Okazało się, że w przypadku wszystkich nikotyna docierała do retikulum endoplazmatycznego w ciągu 10 sekund od pojawienia się na zewnątrz komórki. Poziom nikotyny w ER to ok. 2-krotność stężenia zewnątrzkomórkowego.
      Stwierdzono także, że nikotyna odgrywa rolę stabilizującego farmakologicznego szaperonu dla niektórych podtypów NACh-R, co oznacza, że ułatwia ich właściwe fałdowanie. Dzieje się tak nawet przy stężeniach ~10 nM, a u typowego palacza takie wartości mogą się utrzymywać w ciągu dnia przez 12 godzin. Zwiększa się aktywacja szlaku prowadzącego na zewnątrz, co z kolei sprawia, że neurony stają się wrażliwsze na nikotynę. Można więc powiedzieć, że im więcej ktoś pali, tym szybciej i łatwiej nikotyna na niego zadziała (wzrasta nagradzająca wartość palenia).
      Na razie badania prowadzono w laboratorium na izolowanych komórkach, ale naukowcy już myślą o sprawdzeniu, czy wewnątrzkomórkowe poczynania nikotyny są takie same w neuronach żywych myszy.
      Co ważne, rozpoczęły się już prace nad biosensorami innych substancji psychoaktywnych, w tym opiodów i antydepresantów.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tylko 3% dzieci rusza się każdego dnia tyle, ile wynosi zalecany poziom aktywności fizycznej. Brytyjski naczelny lekarz kraju zaleca, by ludzie w wieku 5–18 lat mieli każdego dnia co najmniej 60 minut od umiarkowanej do intensywnej aktywności fizycznej.
      Dotychczasowe badania nad aktywnością fizyczną dzieci i młodzieży najczęściej obejmowały okres krótszy niż 7 dni i na tej podstawie tworzono uśrednione wyniki.
      Teraz naukowcy z Uniwersytetów w Exeter i Plymouth przeprowadzili dłużej trwające badania i stwierdzili, że o ile 30,6% dzieci zażywało odpowiedniej aktywności fizycznej średnio przez 60 minut dziennie, to jedynie 3,2% dzieci było tak aktywnych każdego dnia.
      Zauważono też, że dziewczynki są znacznie mniej aktywne niż chłopcy. Jedynie 1,2% młodych przedstawicielek płci pięknej codziennie spełniało zalecenia naczelnego lekarza kraju. W przypadku chłopców odsetek ten wynosił 5,5%.
      Poprzednie badania, bazujące na uśrednionej aktywności przeszacowywały odsetek dzieci aktywnych fizyczne, mów doktor Lisa Price. Nasze badania wskazują, że jedna trzecia dzieci zażywa uśrednionej 60-minutowej dawki ruchu dziennie, ale tylko 3,2% dzieci robi to codziennie. Byliśmy zaskoczeni tak olbrzymią różnicą. Nie wiemy, czy uśredniona 60-minutowa dawka ruchu różni się pod względem wpływu na zdrowie od 60-minutowej codziennej dawki ruchu. Konieczne są dalsze badania w tym kierunku. Wiemy jednak, że większość dzieci jest niewystarczająco aktywna fizycznie i ma to konsekwencje nie tylko w dzieciństwie, ale i w życiu dorosłym, dodaje uczona.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania przeprowadzone przez Birmingham Science City na 500-osobowej próbie wykazały, że ponad połowa (54%) dzieci w wieku 6-15 lat korzysta w razie wątpliwości czy pytań najpierw z wyszukiwarki Google'a, a dopiero potem zwraca się z problemem do rodziców albo nauczycieli.
      Sondaż ujawnił, że 1/4 dzieci spytałaby na początku rodziców, a 3% nauczycieli. Encyklopedie uplasowały się na ostatnim miejscu, w dodatku aż 1/4 ankietowanych nie miała pojęcia, co to takiego. Czterdzieści pięć procent dzieci nigdy nie korzystało z papierowej encyklopedii, a 19% z drukowanego słownika.
      Ze śmiesznych (lub jeśli ktoś woli - przerażających) przypuszczeń związanych z zastosowaniem encyklopedii można wymienić definicje "to coś do podróżowania" oraz "urządzenie/narzędzie wykorzystywane w czasie operacji".
      Dla odmiany prawie 50% badanej grupy korzystało z wyszukiwarki Google'a co najmniej 5 razy dziennie.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W majańskiej piersiówce z późnego okresu klasycznego wykryto ślady tytoniu. Dzięki spektrometrii mas zdobyto pierwszy fizyczny dowód, że Majowie naprawdę go używali.
      Na pojemniku widniał napis "y-otoot ’u-may", co tłumaczy się jako "miejsce dla jego/jej tytoniu", ale język to jedno, a twardy naukowy dowód drugie, więc archeolodzy nie poprzestali na tłumaczeniu i zajęli się analizą chemiczną. W końcu, jak wyjaśnia Jennifer Loughmiller-Newman z SUNY New Paltz, piersiówka miała służyć do tego, co określono w napisie, ale po drodze ktoś mógł zmienić przeznaczenie przedmiotu albo wszystko skończyło się na zamiarach.
      Datowanie ujawniło, że naczynie - jedno ze 150 wchodzących w skład kolekcji Jaya I. Kislaka w Bibliotece Kongresu amerykańskiego - pochodzi z ok. 700 r. n.e. Wykonano ją na południu stanu Campeche.
      W wielu piersiówkach znajdował się tlenek żelaza, który wykorzystywano podczas rytuałów pogrzebowych, co utrudniało określenie pierwotnej zawartości, jednak chromatografia gazowa sprzężona ze spektrometrią mas i chromatografia cieczowa z detekcją masową wykazały, że w tym szczególnym pojemniku na pewno przechowywano kiedyś liście tytoniu. Wskazywały na to pozostałości nikotyny.
      Badany pojemnik to drugi przypadek naczynia, w przypadku którego hieroglificzny opis wskazujący na konkretne przeznaczenie rzeczywiście pokrywał się z zawartością. "Etykietka" pierwszego, zbadanego 20 lat temu, wskazywała na kakao i rzeczywiście, w środku znaleziono teobrominę - alkaloid purynowy występujący przede wszystkim w ziarnach kakao.
      Loughmiller-Newman współpracowała z dr. Dmitrim Zagorevskim z Rensselaer Polytechnic Institute. Wyniki ich badań ukazały się w styczniowym numerze pisma Rapid Communications in Mass Spectrometry.
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...